-
Liczba zawartości
37614 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
nigdy -
Wygrane w rankingu
246
Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl
-
Od kilku dziesięcioleci wykorzystujemy półprzewodniki do budowy podzespołów elektronicznych. Poszczególne elementy układów stają się coraz mniejsze i mniejsze. Jednak proces miniaturyzacji nie będzie trwał wiecznie. Yoke Khin Yap, fizyk z Michigan Technological University, mówi, że w ciągu 10-20 lat dojdziemy do fizycznych granic miniaturyzacji półprzewodników. Ponadto, zaznacza, półprzewodniki mają pewną kolosalną wadę - marnuje się w nich olbrzymia ilość energii, która ucieka w postaci ciepła. Na całym świecie trwają prace mające na celu stworzenie alternatywnej elektroniki do tej opartej na krzemie. W 2007 roku Yap wpadł na pewien pomysł. Polega on na stworzeniu tranzystora z izolatora w skali nano pokrytego metalem w skali nano. Można na przykład wziąć plastik i nałożyć nań metal. Jako, że chcemy robić to w skali nano wybraliśmy nanorurki z azotku boru (BNNTs), które służą nam jako izolator i substrat - mówi uczony. Wraz ze swoimi kolegami opracował technologię uzyskiwania większych płacht BNNTs, a następnie za pomocą lasera nanosili nań kwantowe kropki ze złota. Kropki miały średnicę trzech nanometrów. Następnie we współpracy z Oak Ridge National Laboratory (ORNL) przez tak przygotowany materiał, z przyczepionymi doń elektrodami, przepuszczono ładunki elektryczne. Zaobserwowano niezwykle interesujące zjawisko. Okazało się, że elektrony zaczęły tunelować pomiędzy złotymi kropkami. Wyobraźmy sobie, że nanorurki to rzeka, a po obu jej stronach znajdują się elektrody. Przez rzekę ułożone są niewielkie kamienie. Elektrony przeskakiwały po tych kamieniach. Kamienie zaś są tak małe, że w danym momencie na jednym kamieniu może znajdować się jeden elektron. Każdy elektron przekracza rzekę w identyczny sposób, więc nasze urządzenie jest zawsze stabilne - mówi Yap. W ten sposób uzyskano tranzystor bez półprzewodników. Przy wyższym napięciu elektrony tunelowały przez kwantowe kropki, całość działała więc jak przewodnik. Gdy napięcie obniżano lub wyłączano, całość stawała się izolatorem. Nie zaobserwowano też żadnych wycieków. Żaden elektron nie przeskoczył ze złota do BNNTs, co oznacza, że urządzenie pozostało chłodne i nie doszło do znanego z półprzewodników marnowania energii w postaci ciepła odpadowego. Jest jeszcze jedna bardzo dobra wiadomośc. Cały eksperyment przebiegał w temperaturze pokojowej. Dotychczas podobne urządzenia pracowały w niezwykle niskich temperaturach, co uniemożliwiało ich praktyczne wykorzystanie. John Jaszczak, który opracował teoretyczny model urządzenia Yapa wyjaśnia, że sekret tkwi w skali podzespołów. Jeśli całość ma działać w temperaturze pokojowej, to złote kropki muszą mieć rozmiary liczone w nanometrach. Yap dodaje, że teoretycznie takie urządzenie może być miniaturyzowane niemal bez końca.
-
Komórki nabłonkowe przemieszczają się w grupach. Korzystają przy tym z napędu w postaci sił generowanych zarówno we własnym wnętrzu, jak i w sąsiednich komórkach. Wędrująca "ekipa" wypełnia napotkaną wolną przestrzeń. Gdy próbowaliśmy zrozumieć podstawowy związek między kolektywnymi ruchami komórkowymi a kolektywnymi siłami komórkowymi (np. podczas inwazji komórek nowotworowych), natknęliśmy się na coś zupełnie nieoczekiwanego - podkreśla prof. Jeffrey Fredberg z Harvardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego (Harvard School of Public Health, HSPH). Zespół z HSPH oraz Katalońskiego Instytutu Bioinżynierii zainteresował się właśnie zbiorczymi ruchami komórkowymi, bo odgrywają one ważną rolę w gojeniu ran, rozwoju narządów czy wzroście guzów. Naukowcy posłużyli się nową metodą - mikroskopią sił działających na monowarstwę (ang. monolayer stress microscopy). Podczas eksperymentów mierzyli siły działające na pojedynczą warstwę przemieszczających się komórek nabłonkowych. Oceniano ich prędkość i kierunek. Sprawdzano też, jak napieranie lub ciągnięcie przez komórki wymusza kolektywny ruch. Gdy na drodze pojawiała się przeszkoda, np. niezapewniający przyczepności żel, komórki zaczynały ją ciasno okrążać. Akademicy zauważyli, że nie tylko przesuwały się one do przodu, ale i ściągały się w kierunku żelu, próbując wypełnić pustą, wg nich, przestrzeń. Ruch ten nazwano kenotaksją (od gr. kenon - puste, próżne i táksis - szyk, porządek). Naukowcy mają nadzieję, że opisane odkrycie pozwoli lepiej zrozumieć zachowanie komórek w astmie (gdzie migracja uszkodzonych komórek nabłonkowych prowadzi do zwężenia dróg oddechowych), rakach (złośliwych nowotworach wywodzących się z tkanki nabłonkowej), chorobach sercowo-naczyniowych, zaburzeniach rozwojowych czy jaskrze. Zostanie ono również wykorzystane w inżynierii tkankowej i medycynie regeneracyjnej.
-
Profesorowie S.K. Gupta i Hugh Bruck z University of Maryland stworzyli pierwszego latającego robota, którego skrzydła poruszają się całkowicie niezależnie od siebie. Urządzenie "RoboRaven" wyposażono w dwa silniki, z których każdy porusza jednym skrzydłem. Taka konstrukcja pozwala na zaprogramowanie robota do wykonywania dowolnych manewrów. Budowanie latających robotów jest niezwykle trudne. Nie tylko z powodów czysto inżynieryjnych, ale również dlatego, że każdy błąd prowadzi do uderzenia w ziemię i często do zniszczenia urządzenia, które trzeba mozolnie odtwarzać. Profesor Gupta od wielu lat pracuje nad latającymi robotami, które są napędzane skrzydłami. W 2007 roku wraz profesorem Hugh Bruckiem i jego studentami zaprezentował robota korzystające z jednego silnika. Poruszał on jednocześnie oboma skrzydłami. Do roku 2010 powstały kolejne wersje urządzenia, a ostatnie z nich mogło nieść miniaturową kamerę, wypuszczane było przez naziemnego robota oraz - co niezwykle ważne - radziło sobie z wiatrem wiejącym z prędkością do 16 km/h. Jednak urządzenie poruszające jednocześnie oboma skrzydłami ma spore ograniczenia. Dlatego w ubiegłym roku Gupta skontaktował się z Bruckiem i rozpoczęli prace nad robotem zniezależnie napędzanymi skrzydłami. Pierwsze wersje robota były zbyt ciężkie. Silniki i zasilanie uniemożliwiły wzniesienie mu się w powietrze. Aby "odchudzić" swoje urządzenie uczeni wykorzystali zaawansowane technologie cięcia laserowego oraz drukarki 3D, dzięki którym wykonali precyzyjne, polimerowe podzespoły. Efekty ich pracy możemy podziwiać na poniższym filmie. Robot przeszedł nawet prawdziwy chrzest bojowy. Udało mu się uniknąć atakującego jastrzębia (1:50).
-
Właściciel jest dla psa bezpieczną przystanią
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Nauki przyrodnicze
Relacja właściciela i psa przypomina związek rodzic-dziecko. Naukowcy z Uniwersytetu Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu zbadali efekt bezpiecznej bazy (ang. secure base), który występuje także w ludzkim rozwoju. Termin wprowadziła Mary Ainsworth, której badania nad przywiązaniem niemowląt do matek w dużym stopniu ukształtowały teorię przywiązania Johna Bowlby'ego. Wg jej twórców i zwolenników, poznając świat i wchodząc w interakcje z otoczeniem, dziecko traktuje opiekunów jak spokojną i bezpieczną przystań. Jak podkreśla Lisa Horn, efekt bezpiecznej bazy nie był dotąd dobrze zbadany u psów, dlatego podczas eksperymentu badano reakcje czworonogów w 3 sytuacjach: 1) pod nieobecność właściciela, 2) gdy właściciel był wyciszony lub 3) zachęcający. Manipulując interaktywnymi zabawkami, psy mogły zdobyć nagrodę - smaczny kąsek. Okazało się, że przy pierwszym scenariuszu zwierzęta mniej zabiegały o jedzenie. To, czy właściciel dodatkowo zachęcał psa, czy siedział spokojnie podczas rozwiązywania zadania, miało niewielki wpływ na poziom motywacji czworonoga. W kolejnym eksperymencie Austriacy zastąpili właściciela obcą osobą. Obserwacja wykazała, że psy nie nawiązywały raczej kontaktu i interesowały się zdobywaniem jedzenia w podobnym stopniu jak podczas samotnej zabawy. Ponieważ skok zainteresowania występował wyłącznie w obecności właściciela, naukowcy doszli do wniosku, że jest ona niezbędna, by pies zachowywał się pewnie. Horn podkreśla, że zespół zaskoczył fakt, że dorosłe psy odnosiły się do właścicieli jak dzieci. Austriacy chcieliby sprawdzić, jak zachowanie wyewoluowało. Wspominają także o ludzko-psich badaniach porównawczych. -
Z nieoficjalnych doniesień dowiadujemy się, że TSMC (Taiwan Semiconductor Manufacturing Company) i Global UniChip - partner TSMC zajmujący się projektowaniem układów scalonych - podpisały z Apple'em umowę na dostarczanie koncernowi z Cupertino kilku kolejnych wersji układów z serii A. Tajwańczycy wyprodukują procesory z wykorzystaniem 20-, 16- i 10-nanometrowego procesu technologicznego. Już w lipcu TSMC zacznie wytwarzać próbne partie procesorów A8, a po grudniu będzie zwiększał swoje możliwości produkcyjne z wykorzystaniem 20-nanometrowego procesu. W pierwszym kwartale przyszłego roku Tajwańczycy zakończą instalowanie 20-nanometrowej linii o wydajności 50 000 plastrów krzemowych. Z czasem część linii, o wydajności 20 tysięcy plastrów, zostanie przystosowana do pracy z 16-nanometrowym procesem. Przed końcem trzeciego kwartału przyszłego roku TSMC uruchomi próbną produkcję procesorów A9 i A9X. Układy A8 trafią do iPhone'ów, natomiast A9 oraz A9X będą napędzały przyszłe generacje iPhone'ów i iPadów. Nie wiadomo, czy TSMC będzie jedynym dostawcą procesorów dla Apple'a.
-
Stany Zjednoczone oficjalnie postawiły zarzuty Edwardowi Snowdenowi, który ujawnił prowadzony przez NSA program Prism. Zwróciły się jednocześnie do władz Hongkongu o zatrzymanie mężczyzny na podstawie tymczasowego nakazu aresztowania. Snowden jest oskarżony szpiegostwo, kradzież oraz przekazanie własności rządowej. Zdaniem ekspertów sprawa Snowdena nie zakończy się szybko. Jeśli USA wystawią międzynarodowy nakaz aresztowania, zostanie on przekazany władzom Hongkongu, a Snowden zdecyduje się mu sprzeciwić, dojdzie do rozprawy sądowej. Będzie to długotrwała batalia, aż do najwyższego sądu apelacyjnego - uważa Nicholas Bequelin z Human Rights Watch. Przejście wszystkich szczebli odwoławczych zajmie wiele miesięcy. Nie wiadomo też, jak sprawy mogą się potoczyć. W umowie ekstradycyjnej powmiędzy USA a Hongkongiem zapisano bowiem, że nie wolno poddawać ekstradycji osób, których przestępstwa mają charakter polityczny. Szpiegostwo jest najczęściej uznawane za tego typu przestępstwo. Snowden zastanawiał się nad szukaniem azylu na Islandii. Kilku tamtejszych parlamentarzystów zapowiedziało, że pomoże mu w jego uzyskaniu. Jednak, by złożyć wniosek, Snowden musiałby dostać się na Islandię. Jeden ze zwolenników Wikileaks zaoferował mu nawet prywatny samolot, który miałby go tam zawieźć. Nie wiadomo, czy Snowden skorzysta z okazji. Islandzki parlament może udzielać azylu zwykłą większością głosów. Obecnie 68 osób stara się o azyl w Islandii. Najsławniejszą osobą, jakiej Islandia udzieliła schronienia był Bobby Fischer, arcymistrz szachowy, uważany przez wielu za najwybitniejszego szachistę w dziejach. Fischer, obywatel USA, trafił w 2004 roku do japońskiego więzienia za to, że 12 lat wcześniej rozegrał rewanżowy mecz szachowy z innym arcymistrzem Borisem Spasskym. Mecz odbył się w objętej sankcjami ONZ Jugosławii, co stało się przyczyną aresztowania i uwięzienia Fischera. W 2005 roku Islandia przyznała Fischerowi azyl, mistrz poleciał na wyspę i spędził tam ostatnie lata życia.
-
Bakterie Chlamydia trachomatis sprzyjają powstawaniu mutacji. Cindrilla Chumduri, Rajendra Kumar Gurumurthy i Thomas F. Meyer z Instytutu Biologii Infekcyjnej Maxa Plancka odkryli, że chlamydie wywołują długoterminowe zmiany genetyczne i epigenetyczne w komórkach gospodarza. Zespół odkrył, że w zakażonych komórkach występuje więcej uszkodzeń DNA (ang. DNA breaks). W zależności od stopnia uszkodzenia w takich okolicznościach zwykła komórka albo popełniłaby samobójstwo (doszłoby do apoptozy), albo wdrożyła mechanizmy naprawcze. Białka odpowiadające za odpowiedź komórki na uszkodzenie genomu (ang. DNA damage response, DDR) połączyłyby przerwane nici, upewniając się, że nie doszło do zmiany kodu. W komórkach zakażonych Ch. trachomatis DDR nie przebiega jednak prawidłowo, co zwiększa prawdopodobieństwo powstania błędów. Poza tym, mimo uszkodzenia DNA, zainfekowane komórki nadal się namnażają. Ułatwia to zachowanie pasożytów, które aktywują sprzyjające przeżyciu szlaki sygnalizacyjne. Wskazując na niekontrolowany wzrost zakażonych komórek w sytuacji akumulowania uszkodzeń DNA, Niemcy podejrzewają, że to pierwszy etap nowotworzenia.
-
W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci naukowcy przekonali się, że w centrum niemal każdej galaktyki istnieje wielka czarna dziura. Część z tych czarnych dziur rośnie wysysając materię ze swojego otoczenia. To jedne z najbardziej energetycznych obiektów we wszechświecie - aktywne jądra galaktyk. Takie czarne dziury otoczone są przez pierścienie pyłu przyciąganego z otoczenia. Większość promieniowania podczerwonego czarnej dziury to efekt podgrzania tego pierścienia. Teraz naukowcy korzystający z Very Large Telescope Europejskiej Agencji Kosmicznej zauważyli zadziwiającą rzecz. Czarna dziura w aktywnej galaktyce NGC 3783 rzeczywiście jest otoczona gorącym pyłem rozgrzanym do 700-1000 stopni Celsjusza. Jednak nad i pod pierścieniem znajdują się olbrzymie ilości zimnego pyłu. Wszystko wskazuje na to, że ten zimny pył jest wypychany przez wiatr wiejący od czarnej dziury. Wydaje się, że z jednej strony czarne dziury wchłaniają olbrzymią ilość materiału, ale w procesie tym powstaje tak intensywne promieniowanie, że materiał wypychany jest na zewnątrz. Naukowcy nie są w stanie obecnie określić, jak oba te procesy ze sobą współdziałają. Nowe obserwacje oznaczają konieczność zmiany obecnych modeli działania aktywnych galaktyk. Teraz w modelach tych trzeba będzie uwzględniać zimny wiatr wiejący od czarnych dziur i wywiewany przezeń materiał.
-
Dorośli, którzy kumulują aktywność fizyczną w krótszym czasie, nie są mniej zdrowi od osób gimnastykujących się systematycznie na przestrzeni całego tygodnia. Oznacza to, że liczy się całkowita ilość ćwiczeń, a nie ich częstotliwość. Dr Ian Janssen i Janine Clarke z Queen's University analizowali przypadki 2324 dorosłych Kanadyjczyków. Sprawdzali, czy częstotliwość podejmowania aktywności fizycznej jest związana z czynnikami ryzyka cukrzycy, chorób serca i udaru. Rezultaty wskazują, że nie ma znaczenia, jak rozłoży się 150 min tygodniowego ruchu. Ktoś, kto od poniedziałku do piątku nie robi nic, ale uaktywnia się na 150 min w czasie weekendu, osiągnie te same zdrowotne rezultaty, co osoba wyrabiająca 150 min przez codzienne 20-25-min sesje. Uczestnicy studium nosili w talii przyspieszeniomierze. Dr Janssen podzielił ludzi, którzy mieścili się w zalecanej normie ponad 150 min aktywności aerobowej tygodniowo, na 2 grupy: 1) aktywnych często (5-7 razy w tygodniu) oraz 2) rzadko (1-4 razy w tygodniu). Wyniki opublikowano w piśmie Applied Physiology, Nutrition and Metabolism.
-
Po zebraniu z rośliny macierzystej w komórkach warzyw i owoców nadal zachodzą sterowane rytmem okołodobowym zmiany fizjologiczne. Wygląda więc na to, że pora dnia, o której po nie sięgamy, ma wpływ na ich właściwości odżywczo-zdrowotne. Jak wyjaśnia prof. Janet Braam z Rice University, rośliny składają się z wielu odrębnych komponentów - liści, gałęzi, owoców i korzeni - które przez jakiś czas mogą metabolizować i przetrwać mniej lub bardziej niezależnie od siebie. Po żniwach owoce i warzywa nadal reagują na sygnały świetlne, dzięki czemu ich zegary biologiczne kontynuują swoje działanie. Co istotne, związki, których poziom zmienia się, by odstraszyć owady i innych roślinożerców, zabezpieczają nasz organizm przed nowotworami. Być może powinniśmy przechowywać "zieleninę" z zachowaniem cykli światła i ciemności oraz pamiętać o czasowaniu gotowania i konsumpcji, by zwiększyć wartość zdrowotną owocowo-warzywnego posiłku. Do początkowego odkrycia doszło w kapuście. Później podobną reakcję zauważono u sałaty, szpinaku, cukinii, batatów, marchewek i borówek amerykańskich. Gdy warzywa i owoce poddawano cyklom światła i ciemności we właściwym czasie, były one mniej uszkadzane przez insekty. Braam sugeruje, by plony zbierać i zamrażać lub w inny sposób konserwować o konkretnej porze dnia, gdy stężenie cennych związków jest najwyższe. Owoce i warzywa nie umierają podczas zbiorów. Reagują na środowisko przez szereg dni. Odkryliśmy, że możemy posłużyć się światłem, by oszukać je, aby produkowały więcej przeciwutleniaczy o określonych porach dnia. Najnowsze studium było kontynuacją zeszłorocznego badania, które wykazało, że rośliny (rzodkiewnik pospolity, Arabidopsis thaliana) przewidują, kiedy napadną na nie chmary głodnych owadów i przygotowują się, by je odstraszyć, uruchamiając hormonalną broń. A. thaliana należy do rodziny kapustowatych, dlatego zespół postanowił rozpocząć eksperymenty właśnie od kapusty. Po zamknięciu w specjalnej komorze z kontrolą oświetlenia, wywoływano u niej odpowiednik nagłej zmiany strefy czasowej. Okazało się, że ścięte główki potrafiły wyregulować swoje zegary biologiczne. Po początkowych sukcesach z kapustą zajęto się m.in. sałatą czy marchwią. Byliśmy w stanie dostosować wszystkie badane produkty, nawet warzywa korzeniowe - podkreśla główna autorka studium, Danielle Goodspeed. Na razie nie umiemy powiedzieć, czy całkowita ciemność lub ciągłe oświetlanie skracają czas przydatności do spożycia owoców i warzyw. Wykazaliśmy tylko, że podtrzymywanie zegarów biologicznych jest korzystne z punktu widzenia insektooporności oraz właściwości prozdrowotnych - dodaje Braam. Autorzy artykułu z Current Biology wykazali, że da się zmanipulować liście kapusty, by wytwarzały więcej odstraszających owady związków o określonej porze dnia. To ważne, bo jeden z tych związków - glukozynolat glukorafanina - ma właściwości przeciwnowotworowe.
-
Naukowcy z Lawrence Berkeley National Laboratory (LBNL) jako pierwsi na świecie dowiedli, że ekspozycja na pozostałości dymu tytoniowego, które osiadają na wszelkich możliwych powierzchniach, prowadzi do uszkodzeń DNA. Uczeni wykazali również, że w takim przypadku ciągłe wystawienie na mniejsze dawki jest bardziej niebezpieczne niż gwałtowna ekspozycja. Przeprowadzone badania wykazały, że tam, gdzie istnieje długotrwały kontakt z osadami z dymu papirosowego,jego koncentracja jest wyższa a uszkodzenia DNA większe niż tam, gdzie osadów z dymu było więcej, ale kontakt z nimi był krótszy. To pierwsze badania, które wykazały, że narażenie na dym osadzony na różnych powierzchniach prowadzi do mutacji. Specyficzne dla tytoniu nitrozaminy to jedne z najsilniejszych substancji rakotwórcych. Pozostają one na takich powierzchniach jak ubrania czy dywany i stwarzają szczególnie duże zagrożenie dla dzieci - mówi Lara Gundel, współautorka badań. Wyniki eksperymentów, w których obok naukowców z LBNL brali też udział specjaliści z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, Centrum Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA) oraz University of Texas, zostały opisane w periodyku Mutagenesis. Podczas badań przeprowadzonych in vitro uczeni zaobserwowali, że osady z dymu tytoniowego, które palacze przenoszą np. na ubraniach, powodują zarówno przerywanie jak i utlenianie nici DNA. To z kolei może prowadzić do mutacji genów. Nie od dzisiaj wiadomo, że taki mechanizm odpowiada m.in. za rozwój wielu nowotworów u biernych palaczy. Teraz dowiedziono, że nawet pozbycie się dymu z pomieszczenia nie zapobiega niebezpieczeństwu związanemu z paleniem papierosów. Dotychczas nie rozumiano wpływu toksyn z dymu papierosowego, które osadziły się na różnych powierzchniach. Tym razem zdobyto dowody, że podobnie jak bierne palenie, może to prowadzić do poważnych chorób. Opisane powyżej wyniki to pierwsze duże badanie tego problemu przeprowadzone przez organizację California Consortium on the Health Effects of Thirdhand Smoke..Organizacja jest finansowana przez zarządzany przez Uniwersytet Kalifornijski Tobacco-Related Disease Research Program, do którego trafiają pieniądze ze stanowych podatków na tytoń. Impulsem do jej założenia były przeprowadzone w 2010 roku badania, w których brała udział m.in. Lara Gundel. Wykazano wówczas, że nikotyna reaguje z ozonem i kwasem azotowym w powietrzu. Po reakcji z kwasem azotowym powstają bardzo groźnie rakotwórcze nitrozaminy m.in. NNA, NNK i NNN. Z kolei wskutek reakcji z ozonem powstają bardzo małe cząsteczki, które przenikają przez ludzką tkankę. Dlatego też wietrzenie pomieszczeń jest nieskuteczne. Cząsteczki te są bowiem tak małe, że oddychamy nimi, wchłaniamy wraz z żywnością, przenikają też przez skórę gdy dotkniemy powierzchni, które miały kontakt z dymem. Przed osadzonymi na powierzchniach toksynami z dymu tytoniowego nie można uciec. Wcześniejsze badania wykazały, że pozostają one np. w mieszkaniach przez ponad 2 miesiące po wyprowadzeniu się palaczy. Mycie, odkurzanie czy intensywne wentylowanie pomieszczeń nie zmniejsza ich stężenia. Jedynym rozwiązaniem jest zastąpienie materiałów, np. wymiana dywanu, pomalowanie ścian - mówił Hugo Destaillats. Teraz wiemy, że im dłużej przebywamy w pomieszczeniach, w których niegdyś palono, tym większe szkody odnosimy. Naukowcy, chcąc sprawdzić różnice pomiędzy ekspozycją chroniczną a ostrą, posłużyli się różnymi próbkami. W pierwszym przypadku - ekspozycji chronicznej - umieścili paski papieru w palarnii, w której w ciągu 196 dni palono przez 258 godzin. Pomieszczenie było wentylowane przez 35 godzin. W drugim przypadku - ostrej ekspozycji - paski umieszczono w palarni, w której w ciągu 20 minut wypalono 5 papierosów. Szczegółowe analizy wykazały, że stężenie ponad połowy badanych szkodliwych substancji było wyższe w próbkach z "chronicznej" palarni. Takie próbki powodowały też większe uszkodzenia DNA. Badania te sugerują, że z czasem powierzchnie narażone na kontakt z dymem tytoniowym stają się coraz bardziej toksyczne - zauważa Gundel. Co ważne, zmierzone dawki toksyn, które osadziły się na wspomnianych paskach papieru były zbliżone, chociaż nieco niższe, do dawek rzeczywiście występujących w domach czy biurach. Naukowcy planują teraz zbadać wpływ NNA na DNA. NNA to specyficzna dla tytoniu nitrozamina, która nie występuje w świeżo wyemitowanym dymie tytoniowym. Pojawia się na późniejszym etapie. Wygląda na to, że NNA to bardzo istotny składnik dymu osadzonego na powierzchniach. Jest on znacznie słabiej przebadany pod kątem mutagenności niż NNK i NNN - stwierdzili uczeni.
-
Media donoszą, że zakupem Nokii interesują się dwie firmy. Jedna z nich, o czym informowaliśmy, to Microsoft. Drugą zaś jest Huawei. Taka sytuacja jest dla Nokii niezwykle wygodna, gdyż fiński koncern może prowadzić zdecydowane niespieszne negocjacje. Richard Yu, odpowiedzialny w Huawei za wydział biznesu konsumenckiego powiedział, że jego firma rozważa taki sposób akwizycji [...] ale wszystko zależy od woli Nokii. Jesteśmy otwarci na propozycje. Dotychczas Huawei nie dokonywało większych przejęć. Firma chce podjąć zdecydowane kroki, by nawiązać równorzędną walkę z Samsungiem i Apple'em. To dla niej dobry moment, gdyż jest jednym z tych przedsiębiorstw, które najszybciej zyskują udziały w rynku. W czwartym kwartale ubiegłego roku Huawei po raz pierwszy znalazła się na 3. miejscu pod względem wielkości sprzedaży. Natomiast w całym roku 2012 koncern sprzedał aż o 73,8% smartfonów więcej niż w roku 2011. W tym samym czasie światowa sprzedaż smartfonów zmniejszyła się o 1,7%, co pokazuje, jak poważnym graczem stała się chińska firma. Oferta Huawei to zagrożenie dla Microsoftu. Szefostwo Huawei nie jest przychylnie nastawione do Windows Phone. Zauważa, że losy systemu z Redmond są niepewne, gdyż ma on niewielkie udziały w rynku, a mimo to trzeba wnosić zań opłaty licencyjne. Android jest za darmo - mówi Yu. Szefostwo Huawei z pewnością zdaje sobie sprawę, że i Microsoft może stać się dlań poważną konkurencją w przypadku, gdyby przejął Nokię. To dla Chińczyków dodatkowy impuls, by starać się o zakup fińskiego koncernu. Nawet jeśli Huawei nie przejmie Nokii, to i tak wzrost firmy wydaje się niezagrożony. W bieżącym roku planuje ona sprzedaż 55-60 milionów smartfonów, a przyrost sprzedaży jest tak duży, że pojawiły się trudności w zaopatrzeniem w podzespoły.
-
Przygaszając światła, można zwiększyć poziom kreatywności. Anna Steidle z Uniwersytetu Stuttgarckiego i Lioba Werth z University of Hohenheim dywagowały, że ciemność uwalnia ludzi od ograniczeń, zwiększając prawdopodobieństwo wykorzystania 2 stylów poznawczych: globalnego i eksploracyjnego. By to potwierdzić, przeprowadziły serię 6 eksperymentów. Na początku panie podzieliły 114 studentów na 2-3-osobowe grupy. Później trafili oni do pokoju 1) z przyćmionym światłem (jego natężenie sięgało 150 luksów), 2) oświetlonego jak standardowe biuro (500 lx) lub 3) rozjarzonego jak choinka (1500 lx). Po krótkiej aklimatyzacji badani musieli się zmierzyć z problemami otwartymi. W ten sposób Niemki chciały ocenić zdolność myślenia lateralnego w krótkim czasie. Okazało się, że ludzie pracujący w półmroku częściej wpadali na prawidłowe rozwiązania. Częściej również wspominali o uczuciu uwolnienia od ograniczeń, które z kolei uruchamiało ryzykowny, eksploracyjny styl poznawczy. Osoby z normalnie i jasno oświetlonych pomieszczeń osiągały podobne rezultaty. Co ciekawe, nie trzeba naprawdę przebywać w ciemnym pomieszczeniu, wystarczą odpowiednie skojarzenia i priming. Zademonstrował to kolejny eksperyment, w ramach którego Steidle i Werth opowiadały 2 grupom historię, a następnie prosiły o narysowanie jej bohatera - przybysza z kosmosu. W jednej opowieści koncentrowano się na zdarzeniach rozgrywających się w mroku, w drugiej kładziono nacisk na jasną scenerię. Analizując rysunki, panie stwierdziły, że przedstawiciele pierwszej grupy stworzyli bardziej szczegółowe i kreatywne wizerunki obcych. Niemki podkreślają, że ciemność wpływa korzystnie tylko na pierwszy etap procesu twórczego: generowanie pomysłów. Studia Steidle i Werth sugerują, że dla odmiany analiza i implementacja najlepiej wychodzą w dobrze oświetlonych pomieszczeniach.
-
Chińskie władze zezwoliły krajowym sądom na wydawanie wyroków śmierci za... zanieczyszczanie środowiska. Państwo Środka przez ostatnie trzydzieści lat rozwijało się nie zważając na koszty środowiskowe, jednak obecnie zagrożenia stały się tak oczywiste, że w zdyscyplinowanym chińskim społeczeństwie coraz częściej dochodzi do protestów związanych właśnie z emisją zanieczyszczeń. Rządzący komuniści, z ich obsesją na punkcie spokoju społecznego, postanowili sięgnąć po radykalne środki. Chiny redukują emisję zanieczyszczeń, jednak po bliższym przyjrzeniu się sytuacji okazuje się, że w rzeczywistości bogatsze prowincje "eksportują" zanieczyszczenia do prowincji uboższych. W bogatszych prowincjach obowiązują bowiem najczęściej wyższe standardy dotyczące emisji, dlatego też coraz większa część ich konsumpcji wewnętrznej pochodzi z prowincji uboższych, gdzie uregulowania prawne są znacznie mniej restrykcyjne. Niszczone są zatem kolejne obszary kraju, co jest tym bardziej martwiące, że przemysł w prowincjach uboższych jest na tyle prymitywny, iż niewielkim kosztem można zastosować tam proste rozwiązania, które znacząco poprawiłyby sytuację. Na to wszystko nakłada się rosnąca świadomośc ekologiczna samych Chińczyków. W ubiegłym miesiącu w mieście Kunming doszło do wielotysięczncyh protestów przeciwko planowanemu rozpoczęciu produkcji nowych środków chemicznych w miejscowej rafinerii. Ludzi coraz bardziej niepokoi też zwyczajowy już poważny smog w Pekinie i innych wielkich miastach. W Chinach wykonuje się więcej wyroków śmierci niż we wszystkich innych krajach razem wziętych. Dotychczas najczęściej słyszeliśmy o nich w kontekście korupcji. Teraz, jak donosi agencja Xinhua, kara śmierci może zostać orzeczona także w najpoważniejszych przypadkach zanieczyszczenia środowiska. Zaostrzenie prawa może być też przejawem bezsilności władz w Pekinie. Lokalne władze często bowiem pozwalają fabrykom na łamanie wszelkich norm, gdyż zależy im na wpływach podatkowych od przedsiębiorstw.
-
Różnice w składzie pomiędzy marsjańskimi meteorytami a skałami zbadanymi przez łazik NASA można wyjaśnić, jeśli przymiemy, że przed 4 miliardami lat Mars posiadał bogatą w tlen atmosferę - twierdzą naukowcy z University of Oxford. Próbki zbadane przez łazik Spirit zawierały pięciokrotnie więcej niklu niż marsjańskie meteoryty, a różnica ta od dawna nie daje uczonym spokoju. Zaczęli oni wątpić, czy meteoryty są typowym dla Marsa produktem aktywności wulkanicznej. Wykazaliśmy, że zarówno meteoryty jak i wulkaniczne skały z powierzchni pochodzą z wnętrza Marsa. Różnica jest taka, że skały z powierzchni pochodzą ze środowiska bardziej bogatego w tlen, prawdopodobnie związanego z recyklingiem bogatych w tlen minerałów we wnętrzu planety - powiedział szef zespołu badawczego, profesor Bernard Wood. To zaskakujące, gdyż meteoryty są młode, liczą sobie 800 milionów do 1,4 miliarda lat. Łazik Spirit badał stare części Marsa, starsze niż 3,7 miliarda lat - dodaje uczony. Oczywiście istnieje prawdopodobieństwo, że różne regiony Marsa mają różny skład, jednak naukowcy sądzą, że najbardziej prawdopodobną przyczyną różnic jest zachodzenie procesu subdukcji. Powoduje on recykling materiału we wnętrzu planety. Ich zdaniem we wczesnej fazie istnienia powierzchnia Marsa zostąla utleniona, następnie materiał z powierzchni trafił do wnętrza planety i został ponownie zeń wyrzucony przed 4 miliardami lat podczas erupcji wulkanicznych. Meteoryty zaś są znacznie młodszymi skałami, pochodzącymi z większej głębokości, które trafiły na powierzchnię, gdy nie było już tam tlenu. Jeśli brytyjscy uczeni mają rację, to Mars miał bogatą w tlen atmosferę znacznie wcześniej niż Ziemia. Na naszej planecie tlen pojawił się około 2,5 miliarda lat temu.
-
Pochodzące z pustyń Afryki Wschodniej golce to niezwykłe zwierzęta. Są najdłużej żyjącymi gryzoniami, gdyż dożywają 30 lat, a struktura stada przypomina kolonię pszczół. Niemal nigdy nie wychodzą na powierzchnię, są ślepe, pozbawione owłosienia i nie mają neurotransmitera przewodzącego ból. Jednak najbardziej interesującą ich cechą jest odporność na nowotwory. U golców nigdy nie zaobserwowano tego typu chorób. Biorąc pod uwagę wielkość ciała i dlugość życia, człowiek musiałby średnio dożywać 600 lat, by dorównać golcom. Nic zatem dziwnego, że taka długowieczność w połączeniu z brakiem zapadalności na notowory niezwykle interesuje naukowców. Teraz wydaje się, że znaleziono przyczynę tej niezwykłej odporności golców. Zdaniem Andreia Seluanova i Very Grbunovej z University of Rochester golce przed rakiem chroni fakt, że ich tkanki są pełne kwasu hialuronowego o dużej wadze molekularnej (high molecular weight hyaluronan - HMW-HA). Uczeni zwrócili uwagę na tę substancję, gdy hodowane w laboratorium komórki golców zaczęły zatykać aparaturę. Jednocześnie komórki ludzkie, mysie oraz świnek morskich nie były tak lepkie. Musieliśmy sprawdzić, co to za kleista substancja - mówi Seluanov. Uczeni zidentyfikowali ją jako HMW-HA i postanowili sprawdzić, czy odgrywa ona jakąś rolę w odporności na nowotwory. Okazało się, że po usunięciu z komórek HMW-HA stały się one podatne na rozwój guzów nowotworowych. Naukowcy zidentyfikowali też gen - HAS2 - który odpowiada za produkcję HMW-HA w ciele golców. Co ciekawe, HAS2 u golców różni się od tego samego genu u innych zwierząt. Ponadto organizm golca bardzo powoli przetwarza HMW-HA, co prowadzi do nagromadzenia tej substancji w tkankach. Seluanov i Gorbunova planują teraz przetestowanie HMW-HA na myszach. Jeśli okaże się, że substancja ochroni zwierzęta przed nowotworem, uczeni postarają się o zgodę na testy na ludziach. To będzie pośredni dowód, że HMW-HA może działać w przypadku człowieka. Substancja ta już jest używana do zapobiegania tworzeniu się zmarszczek oraz do zmniejszania bólu w kolanach u osób cierpiących na artretyzm. Nie ma żadnych skutków ubocznych. Mamy nadzieję, że przyda się również w terapii antynowotworowej - stwierdził Seluanov. To nie pierwsze ważne badania dwójki naukowców. Już wcześniej wykazali oni, że u golców gen p16 zapobiega proliferacji komórek, które zbiły się w grupy oraz stwierdzili, że HMW-HA jest chemicznym aktywatorem antynowotworowej odpowiedzi p16.
-
Widoki z ojczystego kraju utrudniają mówienie w języku obcym
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Psychologia
Oglądanie zdjęć kojarzonych z domem i ojczystym krajem sprawia, że trudniej posługiwać się językiem obcym. Naukowcy z Columbia University i Singapore Management University odkryli, że gdy Chińczykom, którzy niedawno przeprowadzili się do USA, demonstrowano wskazówki wzrokowe związane z Chinami, ich angielszczyzna stawała się mniej płynna. W pierwszej części studium studenci rozmawiali z awatarem o europejskich lub azjatyckich rysach twarzy. Za każdym razem wysłuchiwali tej samej kwestii dotyczącej życia w kampusie i musieli opowiedzieć o własnych wrażeniach. Gdy badani widzieli Chińczyka, mówili wolniej i mniej płynnie (oceny dokonywał obserwator, który nie wiedział, jaką twarz widzi ochotnik). Kontrolnie psycholodzy zbadali osoby anglojęzyczne, które także prowadziły konwersacje z oboma awatarami. W ich przypadku nie zaobserwowano żadnych różnic. W drugiej części eksperymentu 23 innym studentom pokazywano zdjęcia ikon amerykańskiej lub chińskiej kultury i proszono o opisanie widoku po angielsku. I w tym przypadku wskazówki kojarzone z rodzinnym krajem negatywnie wpływały na płynność i prędkość wypowiadania. Na końcu zespół badał, czy pod wpływem sugestii kulturowych ludzie będą się częściej posługiwać kalkami językowymi (przy dosłownym tłumaczeniu z chińskiego na angielski pistacje byłyby np. szczęśliwymi orzechami "happy nuts", a lizak lepiącym cukierkiem "stick candy"). Naukowcy pokazywali zdjęcia potencjalnie kłopotliwych obiektów 85 Chińczykom, którzy przebywali w Stanach od zaledwie 3 miesięcy. Przy okazji demonstrowano fotografie związane z Chinami, USA lub o tematyce neutralnej. Okazało się, że o ile wszyscy podobnie dokładnie opisywali np. pistacje, o tyle przy chińskich podpowiedziach częściej zdarzały się dosłowne tłumaczenia nazwy. Autorzy artykułu z pisma Proceedings of the National Academy of Sciences wyjaśniają zaobserwowane zjawisko "przełączeniem ram" - na zasadzie primingu znajome widoki zwiększały dostępność struktur związanych z ojczystym językiem. -
Microsoft ugiął się pod presją opinii publicznej i wycofał ograniczenia związane z nową konsolą Xbox One. Na oficjalnym blogu konsoli możemy przekonać się, jak olbrzymie ustępstwa firma poczyniła. Koncern zrezygnował z konieczności podłączania konsoli do internetu. Wcześniej zapowiadał, że konsola przynajmniej raz na dobę będzie musiała łączyć się z siecią. Teraz wystarczy podłączyć ją jednorazowo, by dokonać konfiguracji. Później można grać w gry z płyt bez łączenia się z siecią. Jeszcze większym ustępstwem jest możliwość korzystania z pożyczonych czy odkupionych już raz używanych gier. Tutaj nie będzie żadnych ograniczeń. Dotychczas koncern twierdził, że nie będzie możliwe wykorzystanie tej samej płyty na dwóch różnych urządzeniach. Nie będzie również żadnych ograniczeń regionalnych. Decyzja Microsoftu wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Zapowiadane przez koncern ograniczenia były tak olbrzymie, że wielu obserwatorów twierdziło, iż już na starcie Xbox One przegrał konkurencję z PlayStation 4.
-
W latrynie średniowiecznej fortecy Saranta Kolones na Cyprze wykryto jaja endopasożytów. Wiadomo więc, że garnizon z czasów trzeciej wyprawy krzyżowej cierpiał z powodu zakażenia m.in. glistą ludzką (Ascaris lumbricoides hominis). Saranda Kolones wybudowano na rozkaz Ryszarda I Lwie Serce, by chronić port Pafos Nea. Z zamku korzystano zaledwie 30 lat. Mając to na uwadze, Evilena Anastasiou i Piers D. Mitchell z Uniwersytetu w Cambridge postanowili zbadać zawartość jelit krzyżowców. Duet pobrał próbki wysuszonych osadów z południowej latryny. Gram gleby umieszczano w roztworze. By oddzielić jaja pasożytów od resztek pokarmowych, zastosowano mikrosita. Uzyskawszy 20 preparatów, Brytyjczycy zasiedli przed mikroskopami. Znaleziono 118 jaj włosogłówki (Trichuris trichiura) oraz 1179 jaj glisty ludzkiej. Kontrolne próbki gleby spoza latryny okazały się negatywne (oznacza to, że nie mogło dojść do zanieczyszczenia późniejszymi osadami). Obecność pasożytów wskazuje na kiepskie warunki oraz nawyki sanitarno-higieniczne. [...] Brudne ręce, zanieczyszczenie jedzenia i wody fekaliami, niedokładne usuwanie odchodów oraz jedzenie niemytych warzyw z pól nawożonych ludzkim obornikiem to tylko niektóre drogi zakażania glistą czy włosogłówkami. Ponieważ dojrzałe samice mogą składać codziennie wiele tysięcy jaj, przy zaawansowanej chorobie pasożyty ostro konkurują z gospodarzami o składniki odżywcze. Może to prowadzić do niedożywienia czy anemii, a gdy dołączy się do tego głód wywołany wojną, sytuacja krzyżowców zaczyna wyglądać na opłakaną. W ramach wcześniejszych studiów wykazano, że podczas krucjat niedożywienie oraz infekcje zabijały od 15 do 20% szlachty i kleru. Choć dla uboższych krzyżowców nie prowadzono rejestru zgonów, ich rokowania z pewnością były o wiele gorsze.
-
FBI zatrzymało dwóch mężczyzn, którzy chcieli wybudować działo emitujace śmiertelną dawkę promieniowania X. Śledczy mówią, że działo miało zostać umieszczone na ciężarówce i składać się ze źródła promieni X, źródła zasilania oraz urządzenia do zdalnego uruchamiania. Miało emitować promieniowanie o mocy 8-10 grejów (Gy). To kolosalna dawka. Podczas standardowego prześwietlenia otrzymuje się dawki od 0,1 do 2,5 miligrejów, a podczas radioterapii dawkę 20-80 grejów, ale podawanych w porcjach po 1,5-2,5 Gy. Jednorazowe napromieniowanie człowieka dawką 5 Gy prowadzi do śmierci w ciągu dwóch tygodni. Ofiary działa nie odczuwałyby jego działania do czasu, aż pojawiłyby się pierwsze objawy. Zatrzymani przez FBI to 49-letni Glendon Scott Crawford, podobno członek Ku-Klux-Klanu, i 54-letni Eric Feight. Ich celem byli "wrogowie Izraela", przede wszystkim muzułmanie. Obaj panowie mieli odpowiednie przygotowanie, by myśleć o produkcji swojej broni. Crawford pracuje jako robotnik w GE, a Feight to pracownik jednej z firm samochodowych często współpracujacych z GE. W kwietniu ubiegłego roku Crawford skontaktował się z dwiema żydowskimi organizacjami, szukając wsparcia finansowego na produkcję broni, której mógłby używać Izrael. Wtedy właśnie FBI rozpoczęło śledztwo. Agenci udawali potencjalnie zainteresowanych nową bronią. Pod koniec ubiegłego roku Crawford wybrał się do Północnej Karoliny, by spotkać się z wysoko postawionym członkiem KKK oraz dwoma biznesmenami. Wszyscy oni współpracowali z FBI. Niewykluczone, że Crawford ma jeszcze jakiegoś wspólnika. Mężczyzna przeszedł niedawno operację i bał się, że jej nie przeżyje. Próbował zorganizować przekazanie swojej dokumentacji i komputera jakiejś innej osobie, która miałaby kontynuować jego dzieło. FBI zapewnia, że dzięki zaangażowania organów ścigania na wczesnym etapie budowy działa, w żadnym momencie nie było zagrożone niczyje życie ani zdrowie. Obu mężczyznom postawiono zarzuty konspiracji w celu wyprodukowania broni masowej zagłady. Według amerykańskiego prawa kryminalnego bronią taką jest m.in. broń emitująca promieniowanie na tyle silne, że może być niebezpieczne dla ludzkiego życia. Podejrzanym grozi do 15 lat więzienia, 5 lat nadzoru kuratora oraz 250 000 dolarów grzywny.
-
Radni miejscy z Londynu musieli być zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że niektórzy policjanci w mieście używają komputerów, które uruchamiają się przez ponad... 30 minut. Cały system informatyczny londyńskiej policji jest w fatalnym stanie. Brak długoterminowej strategii rozwoju spowodował, że 70% używanych przez policję platform informatycznych jest przestarzałych, a do roku 2016 ich odsetek wzrośnie do 90%. Zapewne trudno w to uwierzyć, ale policja w Londynie korzysta z... 400 różnych systemów IT. Niektóre z nich powstały w latach 70. ubiegłego wieku. Taki bałagan powoduje, że np. oficerowie wprowadzający do systemu informatycznego nazwiska podejrzanych i świadków, muszą robić to 12 razy w różnych systemach. Stopień skomplikowania całej infrastruktury jest tak olbrzymi, że podłączenie do niej nieco ponad 20 000 mobilnych urządzeń, których policja chciałaby używać, zajmie dwa lata. Olbrzymi bałagan wyszedł na jaw przy okazji obrad, podczas których radni zastanawiali się, jak londyńska policja może poprawić swoje platformy informatyczne w obliczu obniżenia wydatków na ten cel o 102 miliony funtów w latach 2014-2016. To szokujące, że niektórzy policjanci muszą czekać ponad 30 minut na uruchomienie się komputera. Ludzie chcą, by przebywali oni na ulicy zwalczając przestępczość, a nie walczyli na posterunkach z przestarzałą technologią - powiedział radny John Biggs.
-
By skuteczniej i bardziej uprzejmie zaspokajać potrzeby turystów z różnych stron świata, paryscy taksówkarze czy kelnerzy dostaną specjalny 6-stronicowy podręcznik "Do you speak Touriste?". Zamieszczono w nim powitania w 8 językach oraz wskazówki dot. zwyczajów zakupowych i kultury danego kraju. Paryska Izba Turystyczna i regionalny komitet turystyki zamówiły ok. 30 tys. egzemplarzy poradnika w pigułce. Kopie trafią do menedżerów hoteli, sprzedawców, kelnerów i taksówkarzy, którzy pracują w pobliżu zabytków, muzeów czy zespołów pałacowo-parkowych. Na celowniku urzędników znalazły się rejony od Sekwany po Montmartre, a także Fontainebleau i Wersal. Autorzy opracowania twierdzą, że Brytyjczycy lubią, gdy zwraca się do nich po imieniu, a Włosi witają się przez uściśnięcie dłoni. Wertując porady, można się też dowiedzieć, że Amerykanie upewniają się co do ceny, a Brazylijczycy cenią fizyczny kontakt i nocne wypady do miasta. W przypadku Chińczyków, którzy coraz częściej odwiedzają stolicę Francji, wystarczy się ponoć uśmiechnąć i przywitać (oczywiście w języku chińskim). Akcja przewodnikowa ma zwiększyć szanse Paryża w konkurencji z bardziej przyjaznymi miastami, np. Londynem. Paryżanom szczególnie zależy na wygranej w oczach turystów z krajów wschodzących.
-
The Wall Street Journal, powołując się na anonimowe źródła twierdzi, że Microsoft prowadził z Nokią zaawansowane rozmowy dotyczące odkupienia od fińskiej firmy wydziału zajmującgo się produkcją telefonów komórkowych. Podobno rozmowy zerwano w bieżącym miesiącu, a powodem zakończenia negocjacji była cena, jakiej żądała Nokia oraz jej zmniejszające się udziały w rynku. Nie wiadomo, jakiej kwoty zażądała Nokia. Rynkowa kapitalizacja firmy wynosi obecnie ponad 14 miliardów dolarów, a jej ubiegłoroczne przychody zamknęły się kwotą 40,15 miliarda USD, z czego połowa pochodziła właśnie z rynku telefonów komórkowych. Przed kilku laty Microsoft i Nokia podpisały umowę o partnerstwie. Nokia zobowiązała się do wykorzystywania wyłącznie platformy Microsoftu, a amerykański koncern przeznaczy miliardy dolarów na pomoc w rozwoju nowych produktów oraz na marketing. Dotychczas jednak ich umowa przyniosła niewielkie korzyści. Co prawda sprzedaż urządzeń Nokii z systemem Microsoftu rośnie, jednak na tyle wolno, że nie rekompensuje spadku sprzedaży urządzeń z Symbianem. W efekcie Nokia, która jest największym sprzedawcą telefonów z Windows Phone, traci rynek, a do systemu Microsoftu należy niewiele ponad 3% udziałów w segmencie systemów mobilnych.
-
Wysokotłuszczowa dieta szkodzi młodemu mózgowi (i pamięci)
KopalniaWiedzy.pl dodał temat w dziale Psychologia
Wysokotłuszczowa dieta w wieku młodzieńczym długotrwale upośledza pamięć i uczenie się. Gdy myszy w wieku dorastania karmiono paszą o odpowiedniej kaloryczności, ale z podwyższoną zawartością tłuszczu, stawały się umiarkowanie otyłe. Naukowcy z Universidad CEU-San Pablo w Madrycie podkreślają, że zwierzęta miały znaczące problemy z pamięcią przestrzenną, nie zapadały jednak na cukrzycę. Kiedy identyczną paszę podawano dorosłym gryzoniom, nie miało to wpływu na wyniki osiągane w zadaniach pamięciowych. Dr Mariano Ruiz-Gayo tłumaczy, że dojrzałe myszy okazały się niewrażliwe na wpływ tłustego menu. Studium wykazało, że normokaloryczna dieta z podwyższoną zawartością tłuszczów nasyconych może mieć szkodliwy i długotrwały wpływ na rozwijający się mózg. Dzieje się tak nawet pod nieobecność [...] cukrzycy. Podczas eksperymentów Hiszpanie utworzyli dwie grupy. Obie składały się z 15 młodocianych samców. Przedstawicielom pierwszej grupy przez 2 miesiące podawano wysokotłuszczową paszę; niezdrowe tłuszcze nasycone zapewniały 45% kalorii. W grupie kontrolnej wprowadzono konwencjonalną dietę o identycznej wartości energetycznej. Zespół przeprowadził też analogiczne studium na dorosłych osobnikach. By ocenić pamięć przestrzenną myszy, zorganizowano test rozpoznania nowej lokalizacji. Gryzonie umieszczano w znajomej skrzynce z pojedynczą komorą, gdzie znajdowały się 2 klocki lego - znany i nowy. Zwierzętom dawano 10 min na rekonesans. Po godzinie i dobie ponownie wsadzano je do pudełka. Za każdym razem nowy klocek znajdował się w innym miejscu. Naukowcy sprawdzali, po jakim czasie myszy znajdowały nowy obiekt. Okazało się, że myszy, którym w okresie dojrzewania mózgu podawano dużo tłuszczów nasyconych, szukały o wiele dłużej. Ruiz-Gayo twierdzi, że takie zachowanie unaoczniło braki w pamięci przestrzennej. Problemy pamięciowe nie zanikały po zmianie diety na mniej kaloryczną. Badanie mózgu wykazało, że neurony z hipokampa tych samców były inaczej zbudowane. Ruiz-Gayo uważa, że ośrodki pamięciowe młodocianych osobników są podatne na wpływ wysokotłuszczowej diety przez zmiany hormonalne zachodzące w mózgu (głównie dotyczące leptyny). -
Śnieżek, jedyny goryl-albinos na świecie, był dzieckiem z kazirodczego związku, najprawdopodobniej wuja/stryja i siostrzenicy/bratanicy. Hiszpańscy naukowcy przeprowadzili badania poddanej krioprezerwacji krwi i stwierdzili, że jego albinizm był spowodowany mutacją jednego genu - SLC45A2. W zeszłym roku zespół Tomasa Marquesa-Boneta z Instytutu Biologii Ewolucyjnej Uniwersytetu Pompeu Fabra zsekwencjonował genom zmarłej małpy. Porównując wyniki z sekwencjami ludzi i goryli-niealbinosów, udało się wytypować gen odpowiedzialny za bielactwo. Copito de Nieve odziedziczył zmutowaną wersję SLC45A2 od obojga rodziców. W ramach wcześniejszych badań ustalono, że odpowiada on za albinizm również u innych zwierząt, np. koni, kur czy myszy. Analiza sekwencji DNA rodziców goryla wykazała, że byli oni ze sobą blisko spokrewnieni. Marques-Bonet podkreśla, że choć w małych populacjach innych podgatunków goryli dochodzi do spółkowania w rodzinie, wśród zachodnich goryli nizinnych Śnieżek wydaje się wyjątkiem. Naukowiec przestrzega jednak, że chów wsobny może się stać bardziej rozpowszechnionym zjawiskiem, gdy tracąc habitaty, małpy nie będą miały jak odejść od krewnych. Śnieżek (wł. Nfumu Ngui) urodził się jako dzika małpa. W 1966 r. schwytano go w Gwinei Równikowej.