-
Liczba zawartości
4919 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
135
Zawartość dodana przez Jajcenty
-
Raczej próbujemy zrozumieć skutki kwantowania czasu i przestrzeni. Wiem, wszystko już zostało powiedziane ale rozbawiło mnie więc się podzielę: Płaszczaki Kartezjusza żyjący na płaszczyźnie NxN - iloczyn kartezjański liczb naturalnych - mają bardzo tanio. W ich świecie, wielokąty i generalnie ograniczone obszary mają zerową powierzchnię. Więc ich domy, kołdry, etc mogą być ogromne i to za darmola.
-
Nie wiem jak Koledzy, ale ja bawię się w hipotetycznym Wszechświecie, który tylko przypadkiem ma swojego Plancka tak podobnego do naszego. A metafizyka, fizycy sami są sobie winni
-
Dlaczego nie pomoże? Cząstka "stoi w węźle" i co jakiś kwant czasu przemieszcza o kwant przestrzeni. My obserwujemy uśrednioną prędkość. Podobnie jak z chaotycznym ruchem cząstek gazu - makroskopowo obserwujemy to jako średnie ciśnienie. Większy problem mam np rzeczywistymi cząstkami, które są dużo większe od kwantu przestrzeni. Jak to miałoby skakać po węzłach? Elektron ma średnicę ~1013 Lp - może to jest odpowiedź? W każdym węźle decyzja podejmowana jest osobno i elektron jest trochę tu a trochę tam
-
Brawo. Zero albo maks. W naszym świecie fotony mają p=1.
-
Jednostki naturalne, wszyscy to wiedzą. Nie są to żadne, dla forumowego szermierza, arkana. Ale skoro przy tym jesteśmy, jakoś nie mogę dotrzeć do fizycznej interpretacji temperatury Plancka 1.4x1032 K
-
No zdaje się, że taka prędkość nie istnieje ponieważ "m" nie może być pierwsze. Model jest do niczego bo jest niezgodny z doświadczeniem. Ale możemy go uratować: 1) cząstka może pozostać w bezruchu dowolną wielokrotność tp 2) cząstka przemieszcza się o tylko o lp w czasie tp 3) skok wykonywany jest z prawdopodobieństwem p I wszystkie problemy znikają. Cząstki poruszają się z prędkością p* lp/tp Ci od kwantów powinni go (model) pokochać. Ma kwanty i jest probabilistyczny i w ogóle.
-
Żaden z "planków" nie jest pokonywany z prędkością światła i żaden nie jest pokonywany z prędkością zero <=> brak ruchu. niech lp - długość Plancka; tp =czas Plancka Największa możliwa prędkość to vmax=lp/tp. Następna dostępna nieco mniejsza prędkość to lp/(2tp) czyli połowa maksymalnej. Ciut niezgodne z doświadczeniem. Generalnie dopuszczalne są jedynie prędkości n*lp/m*tp takie że m = k*n; Całkowite długości w całkowitym czasie. .
-
HA! , Od początku tropiłem i usiłowałem dać łagodnie do zrozumienia, żeś w pośpiechu nie przemyślał wypowiedzi. Doceń proszę mistrzostwo z jakim posługuję się eufemizmem.
-
No pacz.. A ja wyliczyłem, że siła odśrodkowa działająca na ISS to jakieś 0.87516 (dokładność przypadkowa) jej oryginalnego ciężaru. Co się dobrze sumuje do 1 z Twoimi 0.13 Przypadek? Nie sądzę. Pogo ma rację. Miał ją od początku. Podał prawdziwy warunek równowagi o który pytano. Mieszanie układami odniesienia. Powoływanie się na geodezję OTW niepotrzebnie zaciemnia sprawę prostą jak orbita kołowa. Przy okazji: chętnie zobaczę poprawki wynikające z OTW i STW dla ISS w stosunku do klasyka Newtona.
-
E tam, przecież tam nie ma grawitacji. No co najwyżej mikro. A ISS kręci się dookoła jak wentylator prawie. Przy takim promieniu, 15 okrążeń dziennie... Zadałem sobie też trud i zajrzałem do wiki do pierwszej zasady, a tam jest napisane że pierwsza zasada zaczyna się od słów: "w inercjalnym układzie..."
-
Według mojego profesora fizyki, wrażenie siły odśrodkowej (siła pozorna) powodowane jest konserwatywną własnością masy mającej tendencję do zachowania kierunku wektora pędu.
-
Poproszę zatem o wyjaśnienie dlaczego ISS nie odlatuje w cholerę.
-
Mocno ogranicza Cię II zasada termodynamiki. Bo choć z zasady zachowania energii wynosimy, że energia nie znika, to z drugiej z.t. wynika że kurczą się sposoby jej przetwarzania.
-
Trudne na tablecie. Stąd notacja naukowa - chyba jeszcze aktualna? To fundamentalne pytanie: jeśli nie ma niczego w stosunku do czego możemy określić prędkość, to czy ten elektron jest "relatywistyczny" - porusza się? O fotonie wiemy, że nie może się nie poruszać ale w tej sytuacji stoi(?) w środku swojego Wszechświata.
-
no ja dotarłem do (v/c)2 = 1 - 10e-158 niestety nie mam teraz dostępu do biblioteki zdolnej to zlogarytmować bo przedstawianie tego jako 0,9(158 dziewiątek) ma mało sensu.
-
No całego to nie, bo musi nam choć ten jeden elektron zostać. Z fotonem zabawniej bo długość fali musiałaby być mniejsza (eufemizm) od długości Plancka. Samo pytanie bardzo fajne i inspirujące. Właśnie wyliczyłem (z wiki, średniej gęstości i średnicy Wszechświata) że musimy napakować elektron energią rzędu 3e68 g*(m/s)^2 - bez ciemnych, z ciemnymi to pewnie ze dwa razy więcej.
-
Wybierz formę w jakiej chcesz przechowywać energię a dostaniesz odpowiedź. Postuluję rozpędzenie elektronu. Jeśli Einstein się nie mylił powinno się dać skompresować całą energię do wielkości elektronu. Z fotonem będzie nawet zabawniej.
-
Mądrość w języku zaklęta
Jajcenty odpowiedział MrVocabulary (WhizzKid) na temat w dziale Luźne gatki
Optymistyczne szacunki mówią o 4e9 lat zanim Ziemia zacznie orbitować wewnątrz Słońca więc jest jeszcze trochę czasu. Co wskazuje na to, że proces był jednorazowy? Wracając do języka i znaczeń. Węgiel to skała, osadowa ale jednak skała. Zabawne czyż nie? Po angielsku brzmi to dla mnie nawet zabawniej: coal is a (sedimentary) rock. Wygląda na to że moje rozumienie "rock" jest znacznie węższe od "skała". -
Mądrość w języku zaklęta
Jajcenty odpowiedział MrVocabulary (WhizzKid) na temat w dziale Luźne gatki
To przeciekło do nas w postaci "stary jak węgiel" albo "starszy od węgla". Użyciu są też bardziej kwieciste: "dawno, dawno temu, gdy węgiel kamienny był jeszcze brunatny..." lub "...gdy węgiel wesoło szumiał jako skrzypy i paprocie..". Z amerykańskiego chyba przyszło "stary jak Góry Skaliste" co jest bez sensu bo te góry są dość młode. -
Jak dobrze że znaleziono przyczynę niepowodzenia. Idea słuszna tylko społeczeństwo niewłaściwe. Ile milionów ludzi tym razem będzie musiało umrzeć zanim się okaże, że indukowanie altruizmu nie działa ?
-
To stwierdzenie jest aroganckie... i niezbyt rozsądne. Nie dość, że nie ma dowodów na to, że się mylili to jeszcze dodatkowo niektóre z ich "bałwanów" mogą się poczuć dotknięte. Tysiące lat filozofii i teologii nie dały jakiegoś spektakularnego rozstrzygnięcia dylematu. Fizyka poradziła sobie znacznie lepiej.
-
Na K.W. były doniesienia o poczuciu sprawiedliwości u psów. Nic dziwnego zatem, że okazują podstawowe uczucia. Zwierz, którego mam w awatarze miał zdolności telepatyczne. Zdarzyło mi się kilka razy, że pomyślałem "a może by tak pójść z psem..." i kilka sekund po tym miałem zwierzę przed sobą badawczo patrzące na mnie: czy ty właśnie pomyślałeś spacer? A poważnie to sądzę, że człowiek myślący "spacer" wydziela inny zapach. Albo to, albo telepatia
-
W jednym z opowiadań Lema Pirx "całymi tygodniami wlókł się bez ciągu w płaszczyźnie ekliptyki" co było zakazane. Jak sądzicie, czy taki zakaz byłby celowy?
-
Bunny hill. O fizyce, matematyce i opłotkach bez napięć.
Jajcenty odpowiedział Astroboy na temat w dziale Luźne gatki
A zatem nie da się stworzyć bijekcji N na N bo pierwsze N podane jest dziesiątkami? A co z taką funkcją F(n) = n; Dla zerowego cyklu skrzata 2 pudełko jest cały czas puste. Cykl ujemny: obstawiam, że drugi skrzat informuje pierwszego, żeby się nie kłopotał bo on w stosunku do niego posuwa się w przeszłość i nie będzie komu wyjmować tych kulek. -
Bunny hill. O fizyce, matematyce i opłotkach bez napięć.
Jajcenty odpowiedział Astroboy na temat w dziale Luźne gatki
Oba zadania można sformułować formalnie: udowodnić, że moc zbioru włożonego jest równa mocy zbioru wyjętego, ale wtedy nie byłoby zabawy - czyż nie? Pułapki zastawione są na styku języka potocznego z formalnym policzalny - przeliczalny, liczebność - moc. Swobodne podejście do trybu: wkładany - włożony, wyjmowany-wyjęty, też nie ułatwia sprawy. Co mnie uderzyło - moi interlokutorzy konsekwentnie używają trybu niedokonanego, który w języku potocznym wydaje się właściwszym do radzenia sobie z nieskończonościami. Ale matematyka ma na to sposób, jak czegoś nie można policzyć, to se chociaż przeliczymy. A bo mu Russell paradoks podłożył.
