Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Pfizer składa wniosek o dopuszczenie szczepionki na rynek. Szczepienia jeszcze przed świętami?

Recommended Posts

Firma Pfizer wydała dzisiaj oświadczenie, w którym informuje, że jeszcze tego samego dnia złoży do amerykańskiej Administracji ds. Żywności i Leków wniosek o wydanie w trybie przyspieszonym zgody na rozpoczęcie dystrybucji swojej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2. Firma poinformowała, że jest gotowa udostępnić szczepionkę BNT162b2 w ciągu kilku godzin po otrzymaniu takiej zgody. Jej przedstawiciele mają nadzieję, że szczepienia rozpoczną się w USA jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia.

Jeśli FDA wyrazi zgodę, to pierwszymi, którzy zostaną zaszczepieni, będą prawdopodobnie lekarze, pielęgniarki i inne osoby pracujące przy opanowaniu epidemii.

Dyrektor wykonawczy farmaceutycznego koncernu, Albert Bourla, poinformował, że prace nad szczepionką trwały „248 długich dni i nocy”, a przetestowano ją na 43 661 ochotnikach w 150 lokalizacjach w USA, Turcji i RPA. Efektywność szczepionki wynosi 95%. Oznacza to, że w danej grupie osób zaszczepionych zachoruje o 95% osób mniej, niż w grupie osób niezaszczepionych.
Pfizer i jego parter, niemiecka firma BioNtech, twierdzą, że do stycznia są w stanie wyprodukować około 50 milionów dawek, a do końca roku 2021 – 1,3 miliarda dawek. Do skutecznego zaszczepienia konieczne będzie podanie 2 dawek w przeciągu kilku tygodni.

Pfizer może być pierwszą firmą, która uzyska zgodę na stosowanie szczepionki w USA. Nie będzie jednak jedyną. Testy swoich szczepionek kończą właśnie Moderna Pharmaceuticals oraz AstraZeneca i współpracujący z nią Oxford University. Szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 są też od jakiegoś czasu dopuszczone do użycia w Rosji i Chinach.

Początkowo podaż szczepionek będzie ograniczona. Większość chętnych do jej przyjęcia – czy to szczepionki Pfizera czy jakiejś innej firmy – będzie musiała czekać do 2. połowy przyszłego roku. To zaś oznacza, że jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy najskuteczniejszym sposobem na uniknięcie zakażenia będzie unikanie kontaktów z innymi ludźmi.

Po złożeniu przez Pfizera wniosku piłka jest po stronie FDA. W grudniu zbierze się panel ekspertów, który oceni dostarczone przez firmę dane. Część ekspertów wciąż uważa, że proces zatwierdzania nowej szczepionki powinien być dłuższy, co, między innymi, zwiększy do niej zaufanie wśród opinii publicznej.

Od marca bieżącego roku FDA kilkukrotnie wykorzystywała szybką ścieżkę, dopuszczając do stosowania cztery metody leczenia COVID-19 (hydkroksychlorochinę, plazmę ozdrowieńców, remdesivir i przeciwciała). Za każdym razem decyzję podejmowano w oparciu o ograniczoną liczbę dowodów i w każdym przypadku nie ma wśród specjalistów pełnej zgody co do tego, że metody te rzeczywiście zmniejszają liczbę zgonów z powodu COVID-19.

Pfizer informuje, że szczepionkę może wytwarzać i dystrybuować z kilku różnych lokalizacji w USA i Europie. Firma będzie używała specjalnie chłodzonych kontenerów, gdyż szczepionka musi być przechowywana do 15 dni w temperaturze -70 stopni Celsjusza.

BNT162b2 to szczepionka zawierająca materiał genetyczny (mRNA) białka S zamknięty w nanocząstkach lipidowych. Po podaniu szczepionki organizm osoby zaszczepionej odczytuje informację genetyczną i sam wytwarza białko S. Jest to białko, za pomocą którego koronawirus wnika do wnętrza komórek i je infekuje. Dzięki szczepionce układ odpornościowy rozpozna białko S jako obce i wytworzy przeciwciała oraz limfocyty T przeciwko temu białku. Jeśli w przyszłości taka osoba zetknie się z wirusem SARS-CoV-2 organizm szybko go rozpozna i będzie gotowy do ataku na niego.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zróbmy wszystko aby bzdura o tym, że to mDNA modyfikuje nasze geny, nie stała się modna. Wiele ludzi już uwierzyło w ten totalny absurd, bo nie mają zielonego pojęcia jak to działa. mRNA mogą jedynie uaktywnić system odpowiednie przeciwciała. kawałki mRNA są po kilku godzinach usuwane z organizmu. Nie ma szansy na implementację do naszego RNA, czy DNA, bo te kawałki nie mają odpowiedniego mechanizmu rozrywana nici i przyłączania się do naszej. niestety historia już się roznosi - już są podawane o tym że Bill Gates chcą nas zmodyfikować za pomocą szczepionek.

Edited by Ergo Sum

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawi mnie kilka spraw. Czy osoby, które przeszły covid będą również szczepione gdy wyrażą taką chęć i kupią szczepionkę? Wiemy, że przechorowanie jest skuteczniejszym, choć dużo mniej bezpiecznym wzmocnieniem odporności niż jakakolwiek szczepionka. Z drugiej strony wiemy kto przechorował, gdy test wypadł pozytywnie, a pacjent nie zmarł. Obserwując sytuację w mej okolicy, muszę stwierdzić, że większość jednak nie przeszła testów, a ich w rodzinach, w których były zachorowania. Z logicznego punktu widzenia szczepienie osób, która mają przeciwciała covid-19 jest nie tylko bezsensowne, ale odbiera szansę na zaszczepienie osobom bez tych przeciwciał. Jednak test na przeciwciała jest dużo tańszy niż szczepionka. Inną sprawą jest to, że szczepieni, oprócz personelu medycznego, mają być ludzie starsi. Czy zaczniemy od stulatków idąc w stronę młodszych? Pragnę zauważyć, że ochotnicy, którzy poddali się testom, z pewnością nie pochodzili z przedziału wiekowego 70 +, a byli młodzi. Czy szczepionka będzie bezpieczna dla osób z mocno osłabionym systemem immunologicznym?  Inna sprawa to osoby, które właśnie chorują. Co nauka ma dla nich? Według mnie szczepić ich nie można, bo właśnie testuje ich sam wirus, a nie jego "atrapa". Jestem zdziwiony, że większość firm rzuciło się na szczepionkę, a nie na lekarstwo. Lekarstwo, nawet jeśli ma działania uboczne, stosowane jest na niewielkiej części populacji, która zachorowała, a nie na zdrowej reszcie. By stwierdzić długoterminowe działania uboczne, firmy farmaceutyczne nie miały czasu, a sprawa będzie dotyczyła nie milinów ludzi, a miliardów. Mam takie nieodparte wrażenie, że zanim zaczniemy szczepić, epidemia wygaśnie. Gdyby wynaleziono szczepionkę na SARS I, do dzisiaj byłyby naciski na szczepienia i nikt by nie przypuszczał, że pandemia ustąpiła samorzutnie. Dziwi mnie też, że nikogo nie interesuje jakimi metodami opanowali epidemię Chińczycy. https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html?fbclid=IwAR0oKIKJlc-zeNZGFBVEN0-O-58daoCDaKicXwC10cjFWgCZqTPgavseTfI#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6 Nikogo tyeż nie interesuje chińska szczepionka, choć przeprowadzili oni bardzo poważne jej badania i to nie u siebie. https://www.focus.pl/artykul/chinska-szczepionka-na-koronawirusa-bezpieczna-obiecujace-wyniki-testow-w-brazylii. Czy na pewno chodzi tu o ratowanie ludzi, czy może ważniejsze jest to, kto zarobi? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
50 minutes ago, helmut said:

Wiemy, że przechorowanie jest skuteczniejszym, choć dużo mniej bezpiecznym wzmocnieniem odporności niż jakakolwiek szczepionka.

Rewelacje rodem z pamiętniczka antyszczepionkowca. Jako, że napisałeś "jakakolwiek szczepionka" polecam szczególnie przechorowanie wścieklizny :)

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, helmut napisał:

Jestem zdziwiony, że większość firm rzuciło się na szczepionkę, a nie na lekarstwo.

Tworzenie szczepionek to standardowa procedura o dużej szansie na powodzenie. Lekarstwo wymaga wielu lat badań  i daje małe szanse na powodzenie, a covid-19 skończy się zanim jakiekolwiek badania będą miały szansę na wdrożenie. Do tego epidemia dała szansę na szybsze przepchanie nowych rodzajów szczepionek.

2 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Rewelacje rodem z pamiętniczka antyszczepionkowca. Jako, że napisałeś "jakakolwiek szczepionka" polecam szczególnie przechorowanie wścieklizny :)

Nie znam kogokolwiek, kto zachorowałby powtórnie :P Formalnie całkowicie spełnia określenie "skuteczniejszy, choć mniej bezpieczny" :P

 

3 godziny temu, helmut napisał:

Czy szczepionka będzie bezpieczna dla osób z mocno osłabionym systemem immunologicznym?

Bardziej zastanawia mnie sytuacja w której osoba już posiadająca przeciwciała dostaje taką szczepionkę. Czy przez co najmniej chwilę układ odpornościowy nie zaatakuje swoich własnych tkanek?
Dodatkowo te osłonki lipidowe nie wykazują specyficznego powinowactwa do żadnego typu komórek, produkując antygen wszędzie.
Znacznie lepiej byłoby wykorzystać kapsydy samego wirusa, albo wnikające z użyciem tego samego receptora. Wtedy w przypadku istniejącej odporności nie byłoby niebezpieczeństwa powtórnego "zaszczepienia", ale gorzej by się sprawdziła w szczepieniach przypominających.

3 godziny temu, helmut napisał:

Gdyby wynaleziono szczepionkę na SARS I, do dzisiaj byłyby naciski na szczepienia i nikt by nie przypuszczał, że pandemia ustąpiła samorzutnie.

Nie ma znaczenia czy epidemia ustępuje samorzutnie czy z powodu szczepień, to dokładnie taka sama jakościowa sytuacja odporności populacyjnej. Tzn. jest nawet lepiej, bo epidemie wygasają w pobliżu granicznego poziomu immunizacji, wystarczy że inny czynnik niż immunizacja (jesień) zmienia R0 i mamy nawrót epidemii, szczepionka pozwala na zbudowanie znacznie większego zapasu bezpieczeństwa.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taka ciekawostka na temat wścieklizny.

Quote

Is Rabies Really 100% Fatal?

Jeanna Geise was only 15 years old when she became the world's first known survivor of Rabies without receiving any vaccination. Her miraculous survival has not only challenged a time-honored scientific fact, but has also brought about a new method of Rabies treatment, known as the Milwaukee Protocol. It had long been thought that Rabies is 100% fatal in humans who are not vaccinated. However, to the surprise of the medical world, Jeanna showed that fatal the virus can be beaten sans vaccination.

https://www.nature.com/scitable/blog/viruses101/is_rabies_really_100_fatal/

 

Tu jest jest więcej info o tej historii. Podobno nietoperz ją ugryzł w kościele. Mury świątyni jej od czorta nie ustrzegły ;)

Kilka lat później jej 2 zaszczepione psy zagryzły nietoperza, który również okazał się nosicielem, ale nie zachorowały dzięki szczepionce.

https://www.mysanantonio.com/news/local_news/article/First-unvaccinated-rabies-survivor-shares-story-3653582.php

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

@cyjanobakteria, @peceed, @Ergo Sum , @3grosze Jesteście opłacanymi trollami , kórych zadaniem jest dezinformowanie i robienie ludziom wody z mózgu.

 

Załączam wykres przedstawiający stosunek wyników pozytywnych do liczby przeprowadzanych testów na covid-19 w Polsce. Wykres powstał na podstawie danych z https://epidemia-koronawirus.pl/testy-w-polsce-koronawirus/

Nasze społeczeństwo ma już odporność stadną przeciwko covid-19, ponieważ już 50% ludzi wykazuje przeciwciała a do końca zimy spokojnie dojdzie do 70% .

Każdy może wykonać odpłatnie test na covid. Zapytajcie się w aptece , gdzie można to zrobić. Np. we Wrocławiu można odpłatnie wykonać test przy Stadionie https://testcovidwroclaw.pl/ .

Szczepienia RNA mogą powodować następujące skutki uboczne:

  • Fragment mRNA zawarty w szczepionce może zainicjować niezamierzoną, nadmierną odpowiedź immunologiczną poprzez aktywację wrodzonej odpowiedzi immunologicznej[13][14]. Związana z nią indukcja interferonu typu I została powiązana z wywołaniem odpowiedzi autoimmunologicznej i reakcji zapalnych. W związku z tym identyfikacja osobników predysponowanych do problemów autoimmunologicznych przed podaniem szczepionki RNA pozwoli na przyjęcie odpowiednich środków ostrożności[15]. By zminimalizować ryzyko nadmiernej odpowiedzi immunologicznej, fragmenty mRNA zawarte w szczepionkach mają naśladować te produkowane przez komórki ssaków, np. małp[2].
  • Pozakomórkowy RNA ma właściwości prokoagulacyjne i zwiększające przepuszczalność. Zwiększenie przepuszczalności komórek może prowadzić do obrzęku a zwiększona krzepliwość krwi stwarza ryzyko powstania zakrzepu[16] i idących za tym zawału, udaru niedokrwiennego, zakrzepicy[17].
    [https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczepionka_RNA#Skutki_uboczne_i_ryzyko ]

Podsumowując,

Jeżeli zastanawiasz się nad szczepieniem przeciwko covid-19 za pomocą niesprawdzonej szczepionki to po pierwsze wiedz, że ten wirus nie jest groźniejszy dla Ciebie niż zwykła grypa, a po drugie najpierw sprawdź czy nie masz już na niego odporności.

Pozdrawiam was opłacone trole, chyba nie dostaniecie premii na śwęta ....

stosunek_zakażeń_do_testów.png

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, banana napisał:

@cyjanobakteria, @peceed, @Ergo Sum , @3grosze Jesteście opłacanymi trollami , kórych zadaniem jest dezinformowanie i robienie ludziom wody z mózgu.

(...)Pozdrawiam was opłacone trole, chyba nie dostaniecie premii na śwęta ....

Obelga od cymbała, to chwała.

pochwała od cymbała, to hanba (ale nietrwała).

 

1 godzinę temu, banana napisał:

Nasze społeczeństwo ma już odporność stadną przeciwko covid-19, ponieważ już 50% ludzi wykazuje przeciwciała

Cymbalistów tu niewielu, więc bananowych głupot pewnie prędko nie będzie sequelu.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, banana napisał:

Szczepienia RNA mogą powodować następujące skutki uboczne:

Dlatego zamknięto mRNA w osłonkach lipidowych.

54 minuty temu, banana napisał:

Nasze społeczeństwo ma już odporność stadną przeciwko covid-19, ponieważ już 50% ludzi wykazuje przeciwciała

Odprność stadna nie ma określonego poziomu immunizacji, bo R0 zależy od wielu czynników a zwłaszcza od podejmowanych środków ostrożności.
Dynamika ilości zachorowań nie wskazuje na tak wysoki (50%) poziom. Do tego, przez analogię do Szwecji, mieliśmy wielokrotnie za mało ofiar śmiertelnych w stosunku do wielkości populacji aby go osiągnąć.
Ale jesteśmy na najlepszej drodze. 

Godzinę temu, banana napisał:

Jeżeli zastanawiasz się nad szczepieniem przeciwko covid-19 za pomocą niesprawdzonej szczepionki to po pierwsze wiedz, że ten wirus nie jest groźniejszy dla Ciebie niż zwykła grypa, a po drugie najpierw sprawdź czy nie masz już na niego odporności.

Nie wiadomo, szczepienia przypominające mogą mieć sens w obliczu krótkiego czasu trwania odporności. Mogą też być groźne.
Przy masowych szczepieniach dość szybko zdobędziemy odpowiednie dane odnośnie bezpieczeństwa. Na pewno warto zaczekać miesiąc, bo powikłania powinny być widoczne od razu. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, peceed napisał:

Przy masowych szczepieniach dość szybko zdobędziemy odpowiednie dane odnośnie bezpieczeństwa. Na pewno warto zaczekać miesiąc, bo powikłania powinny być widoczne od razu. 

Nie sądzę, aby NOPy odbiegały od średniej dla stosowanych już szczpionek, pomimo uproszczonej procedury dopuszczenia, circa 1NOP/10 000 zaszczepien. Niech nawet będzie ich 10x więcej, to i tak szacowane ryzyko powikłan będzie mniejsze od ryzyka ciężkiego przechorowania dla zagrożonych grup wiekowych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, 3grosze napisał:

Nie sądzę, aby NOPy odbiegały od średniej dla stosowanych już szczpionek

No to od razu czuję się bezpieczniej, dzięki ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, peceed napisał:
10 minut temu, 3grosze napisał:

Nie sądzę, aby NOPy odbiegały od średniej dla stosowanych już szczpionek

No to od razu czuję się bezpieczniej,

Zakładanie zagrożen większych  od tych z fazy testów, jest hipotetyczne. Oczywiście, masz prawo do czarnowidztwa.;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, 3grosze napisał:

Zakładanie zagrożen większych  od tych z fazy testów, jest hipotetyczne.

Zdycham przez leki które regularnie przechodziły wszystkie badania kliniczne od kilkudziesięciu lat.
Ten system jest całkowicie dziurawy i nikomu nie zależy na jego załataniu.
Jak zacząłem analizować błędy popełniane przez medycynę, to z rozdziału zrobiła się osobna książka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to współczuję wyjątkowości (bez sarkazmu). Jak wiesz, skutki uboczne lub brak reakcji na leki, to promile pacjentów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, peceed napisał:

Nie znam kogokolwiek, kto zachorowałby powtórnie :P Formalnie całkowicie spełnia określenie "skuteczniejszy, choć mniej bezpieczny" :P

Jeśli zawarte tutaj dane są prawdziwe, to powtórne zachorowania mogą być dość powszechne, ale nikt nie prowadzi takich badań. A jeśli zachorowania takie przechodzone są łagodniej,to są tym trudniejsze do wychwycenia.

https://www.sciencemag.org/news/2020/11/more-people-are-getting-covid-19-twice-suggesting-immunity-wanes-quickly-some

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Mariusz Błoński napisał:

Jeśli zawarte tutaj dane są prawdziwe, to powtórne zachorowania mogą być dość powszechne, ale nikt nie prowadzi takich badań. A jeśli zachorowania takie przechodzone są łagodniej,to są tym trudniejsze do wychwycenia.

https://www.sciencemag.org/news/2020/11/more-people-are-getting-covid-19-twice-suggesting-immunity-wanes-quickly-some

Nie rozumiem co podany link ma wspólnego ze wścieklizną ;)

1 godzinę temu, 3grosze napisał:

Jak wiesz, skutki uboczne lub brak reakcji na leki, to promile pacjentów.

To totalna bzdura. Efekty uboczne są znacznie powszechniejsze tylko są, z użyciem bardzo wielu mechanizmów, niedoszacowywane.
System zgłaszania efektów ubocznych prawie nie funkcjonuje.
Skuteczność leków jest systematycznie przeszacowywana, efekty ubocznie - niedoszacowywane.

Znacznie lepiej funkcjonowałby system znacznie mniejszych restrykcji przy wprowadzaniu leków na rynek połączony z obowiązkową analizą maszynową skutków działania.
Utrzymywanie fikcji jest kosztowne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, peceed napisał:
1 godzinę temu, 3grosze napisał:

Jak wiesz, skutki uboczne lub brak reakcji na leki, to promile pacjentów.

To totalna bzdura. Efekty uboczne są znacznie powszechniejsze tylko są, z użyciem bardzo wielu mechanizmów, niedoszacowywane.
System zgłaszania efektów ubocznych prawie nie funkcjonuje.

Przecież wszyscy wiedzą, że leki trują:P, ale przymus ich zażywania, to tylko w psychiatrykach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, 3grosze napisał:

Przecież wszyscy wiedzą, że leki trują :P, ale przymus ich zażywania, to tylko w psychiatrykach.

Przeciętny człowiek nie posiada żadnej możliwości powiedzenia lekarzowi "nie, dziękuję, efekty uboczne w stosunku do korzyści są nieakceptowalne".
Absolutna większość lekarzy nie zna efektów ubocznych leków które przepisują, nie posiadają nawet wiedzy zawartej na ulotkach.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyczuwam, że to psioczenie na medycynę ma sugerować istnienie alternatywy, bo przecież , co medycyna zniweczy, inż.Zięba uleczy!:P

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, peceed napisał:

Absolutna większość lekarzy nie zna efektów ubocznych leków które przepisują, nie posiadają nawet wiedzy zawartej na ulotkach

Wiesz to z własnych obserwacji? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. O ile dermatolog może mieć problemy z jakimiś egzotycznymi pigułami na nerki, to we własnej dziedzinie ma tych maści pięć  -  raczej powinien wiedzieć o nich wszystko. Moi seniorzy meldują że może być problem z obszarami: kiedy dostają leki od kardiologa to muszą się napierać i przypominać że biorą jeszcze coś od diabetologa - tu wydaje się że jest jakaś beztroska, ale z drugiej strony seniorom to łatwo znaleźć coś do narzekania, a to młodzież niewychowana, lekarze niedouczone, no generalnie upierdliwość senioralna. Sumując: ni wierzę w to 'absolutna'

 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja niestety mogę potwierdzić i beztroskę i niewiedzę. Oczywiście generalizujemy, jest trochę lekarzy z misją, zainteresowanych pacjentem i douczaniem się nawet we własnym zakresie, różne specjalizacje etc., ale niestety większość taka nie jest. Nie widzę zresztą powodu do "gloryfikowania" tej czy innej grupy zawodowej. Jeśli w społeczeństwie jest 10% złodziei to i u lekarzy będzie mniej więcej tyle, to samo z leniami, dorobkiewiczami, chamami i.. ekspertami. Odchyłki +/- per grupa zawodowa oczywiście się zdarzają, zależnie od specyfiki.

Co do spostrzeżeń peceeda, tutaj niestety jest tak, że wiedza lekarska opiera się na "ogólnie przyjętej wiedzy lekarskiej", mało jest badaczy samych w sobie. A ta "powszechna wiedza lekarska" bierze się z badań (ostatecznie klinicznych), ale te jak wiadomo są sponsorowane przez... i teraz to żadna teoria spiskowa, nie twierdzę, że wszystkie, ani nawet większość badań jest np. fałszowana, ale skoro lekarz-badacz to też człowiek, który potrzebuje pieniędzy na utrzymanie (a często u lekarzy jest to raczej utrzymanie na wysokim poziomie, które kosztuje), to "nie kąsa się ręki, która karmi". Jak raz, drugi i trzeci zrobisz badania od producenta leku X, które stwierdzą poważne efekty uboczne to za czwartym razem takiego zlecenia w ogóle możesz nie dostać, dostanie je ktoś "mniej spostrzegawczy". I nie, nie jest tak, że jak pominą coś to potem pacjenci będą się uskarżać tu i zgłaszać, jak powiedział peceed system zgłaszania powikłań nie działa za dobrze i nie jest transparentny. Do tego standardowa linia obrony koncernów farmaceutycznych (nie gdybam, praktyka z pierwszej ręki!) to na pewno też inne leki były stosowane, albo złe dawkowanie albo... przypadek, bo "nasze badania tego nie potwierdzają (cytat). A badań nad efektami ubocznymi nikt chętnie nie sponsoruje. Jeszcze raz podkreślam, nikt nie wciska tutaj trucizny na siłę, ale... kasa misiu, kasa.

EDIT: ach, i zapomniałem rozwinąć wątek lekarski. A więc, lekarz jest zobligowany do opierania się na ulotce, nie wiem czy w ogóle może kwestionować to co tam napisali, ale zdarzają się przypadki, gdzie nawet odradzają dany lek "bo z ich doświadczenia", ale to promile w całości.

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, radar napisał:

Ja niestety mogę potwierdzić i beztroskę i niewiedzę. Oczywiście generalizujemy, jest trochę lekarzy z misją, zainteresowanych pacjentem i douczaniem się nawet we własnym zakresie, różne specjalizacje etc., ale niestety większość taka nie jest.

jeśli mówicie o lekarzach POZ to  owszem. Większość kończy się rozwijać z końcem studiów  i tą wiedzą już operuje do końca swojej praktyki. Jedyne zmiany jakie wprowadzają to jakieś pseudo-leki od sponsorów na błahe dolegliwości, gdzie można spać spokojnie na sponsorowanych wczasach  w tropikach nie martwiąc się że pacjent zejdzie.

Lekarze kliniczni i specjaliści to zupełnie inna historia. Tutaj już trzeba być cały czas na bieżąco z badaniami a wiedzy nie czerpie się z ulotek.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, radar napisał:

tutaj niestety jest tak, że wiedza lekarska opiera się na "ogólnie przyjętej wiedzy lekarskiej", mało jest badaczy samych w sobie. A ta "powszechna wiedza lekarska" bierze się z badań (ostatecznie klinicznych),

Wiedza lekarska opiera się na autorytetach. A te najczęściej poznały ją od swoich autorytetów.
Dlatego przy wprowadzaniu nowych leków w pierwszej kolejności urabiana przez przemysł farmaceutyczny jest kadra uniwersytecka.

10 godzin temu, radar napisał:

mało jest badaczy samych w sobie

Specyfika studiów medycznych jest taka, że w zerowym stopniu uczy się abstrakcyjnego myślenia, nie ma również ani selekcji ani weryfikacji kompetencji w tym zakresie.
Diagnozowanie jako aktywność umysłowa jest czymś dokładnie przeciwnym do tworzenia prawidłowych teorii, opiera się na maksymalnym przywiązaniu uwagi do różnic w sytuacji gdy budowanie teorii wymaga odnajdywania abstrakcyjnych podobieństw.
Dlatego jakość uniwersyteckich kadr medycznych i ich badań jest analogiczna do sytuacji, w której inżynierów rekrutowalibyśmy spośród najsprawniejszych mechaników.

10 godzin temu, radar napisał:

nie twierdzę, że wszystkie, ani nawet większość badań jest np. fałszowana

Z punktu widzenia aktywności naukowej jest to klasyczny przykład cargo cult science Feynmanna. System jest zbiurokratyzowany i sztywny, w ogóle nie ma refleksji i usprawnień na podstawie niepowodzeń. "Badacze" uprawiają rytuały. Pozwala na przykład, by wycofaniu 10 leków z określonej grupy, które przeciskały się przez sito (dziurawe wiadro) badań klinicznych, zastępowano je nowymi różniącymi się jednym podstawnikiem. Z czystą kartoteką i kolejnymi latami zabijania ludzi.

10 godzin temu, radar napisał:

system zgłaszania powikłań nie działa za dobrze

Ja od swojego lekarza (doktor nauk medycznych) usłyszałem, że przecież lek mający czas półtrwania 12 godzin już po dobie całkowicie znika z organizmu, więc nie może odpowiadać za objawy pojawiające się po tym czasie :P
Zwykły człowiek po tak mądrej wypowiedzi odpuści.

10 godzin temu, radar napisał:

lekarz jest zobligowany do opierania się na ulotce, nie wiem czy w ogóle może kwestionować to co tam napisali, ale zdarzają się przypadki, gdzie nawet odradzają dany lek "bo z ich doświadczenia"

Może nawet się upierać, że najpowszechniejszy efekt uboczny to kompletna bzdura z którą się nie spotkał w swojej 15 letniej praktyce (kolejny dr. nauk medycznych). Opisany w każdej ulotce i w każdym opracowaniu leków z tej grupy.
Co daje aż dwie przesłanki do wyrobienia sobie prawidłowej opinii o jego kompetencjach.
 

10 godzin temu, radar napisał:

Jeśli w społeczeństwie jest 10% złodziei to i u lekarzy będzie mniej więcej tyle, to samo z leniami, dorobkiewiczami, chamami i.. ekspertami. Odchyłki +/- per grupa zawodowa oczywiście się zdarzają, zależnie od specyfiki.

 

6 godzin temu, tempik napisał:

Lekarze kliniczni i specjaliści to zupełnie inna historia. Tutaj już trzeba być cały czas na bieżąco z badaniami a wiedzy nie czerpie się z ulotek.


Znajomy przejechał 75 topowych specjalistów ( takich bardziej 500+  ;) ) i stwierdził, że absolutnie stracił jakikolwiek szacunek do tej grupy zawodowej.
Raczej wie co mówi, poświęcił 2 lata na "amatorskie" studiowanie medycyny, wcześniej czynny naukowiec, 2 doktoraty i stypendium Fulbrighta.

 

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, peceed napisał:

Znajomy przejechał 75 topowych specjalistów ( takich bardziej 500+  ;) ) i stwierdził, że absolutnie stracił jakikolwiek szacunek do tej grupy zawodowej.

Niestety bylejakość jest wszędzie. Ja ostatnio od profesjonalnego oponiarza wyjechałem z niedokręconymi kołami. A wracając kupiłem próżniowo pakowanie mięso które było zepsute, a nie powinno być jeszcze przynajmniej tydzień.

Co do lekarzy, to ci od pierwszego kontaktu dużej wiedzy nie muszą mieć. Wystarczy że jak kogoś boli klatka piersiowa to wystawią skierowanie do właściwej poradni.

Specjaliści mając swoją wąską dziedzinę powinni ogarniać wszystko perfekcyjnie. Często jednak tak nie jest. W USA jest podobnie, a może i gorzej niż w Polsce. Zdarza się że kilkudziesięciu kolejnych specjalistów nie daje rady zdiagnozować boleriozy. Albo jak zdiagnozują jakaś chorobę to leczą ją jakimiś starymi metodami, mimo że od kilku lat są opracowane dużo skuteczniejsze metody.

Najgorsze jest to że lekarze mają wielkie ego i uważają się za bogów. Jak np. przychodzę po receptę i chcę antybiotyk i to konkretny. Bo wiem który u mnie jest skuteczny i ma najmniej skutków ubocznych które niestety miewam,. To jest obraza majestatu i wielki foch.

Przecież lekarz wie lepiej co na mnie działa. Do tego wie że mam infekcję wirusową patrząc mi głęboko w oczy

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, tempik napisał:

Specjaliści mając swoją wąską dziedzinę powinni ogarniać wszystko perfekcyjnie. Często jednak tak nie jest.

Sam podział na specjalizacje jest problemem, bo przebiega on według arbitralnych i historycznych kryteriów.
Choroby się nim nie przejmują mając "interdyscyplinarny" charakter.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      AstraZeneca i University of Oxford poinformowały, że opracowywana przez nie szczepionka przeciwko koronawirusowi znacząco zmniejsza liczbę zachorowań. Na podstawie testów na ponad 22 000 ludzi w USA i Brazylii stwierdzono, że gdy poda się najpierw połowę dawki, a miesiąc później całą dawkę, efektywność szczepionki wynosi 90%. Gdy jednak poda się całą dawkę i miesiąc później znowu całą, to efektywność szczepienia spada do 62%. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje. Łączna efektywność tej szczepionki wynosi 70%.
      W przeciwieństwie do szczepionek Pfizera i Moderny ta opracowana przez AstraZeneca/Oxford nie bazuje na mRNA. Badacze wykorzystali w niej osłabioną wersję adenowirusa, który powoduje przeziębienia u szympansów. Ten sam adenowirus został użyty, by stworzyć szczepionkę przeciwko Eboli. Na potrzeby szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 szympansi wirus został zmodyfikowany tak, by infekował ludzkie komórki, ale się w nich nie namnażał.
      Wirus, infekując komórki, dostarcza informację potrzebną do wytworzenia proteiny S, która jest używana przez koronawirusa SARS-CoV-2.. Dzięki temu układ odpornościowy uczy się rozpoznawać tę proteinę i przygotowuje obronę przeciwko niej.
      Testy nowej szczepionki wciąż trwają w USA, Japonii, RPA, Kenii, Rosji i Ameryce Południowej. Planowane są kolejne m.in. w Europie. Wcześniej testy te na krótko przerwano, gdy u jednego z ochotników w Wielkiej Brytanii pojawiła się choroba neurologiczna. Odpowiednie urzędy zgodziły się jednak na ich kontynuowanie.
      Szczepionka AstraZeneki i Oxford University – mimo że mniej efektywna – ma tę olbrzymią przewagę nad szczepionkami Pfizera i Moderny, że nie trzeba jej zamrażać. Może być transportowana w znacznie wyższych temperaturach. W jej wypadku wystarczy zwykła lodówka, nie potrzebuje specjalistycznego systemu chłodzącego. Dodatkowym jej plusem jest fakt, że zmniejsza liczbę transmisji od osób, które nie wykazują objawów choroby. Nie jest jasne, czy szczepionki Pfizera i Moderny również tak działają. AstraZeneca zapewnia, że do końca 2021 roku jest w stanie wyprodukować 3 miliardy dawek swojej szczepionki.
      Obecnie mamy więc trzy szczepionki, których efektywność na pewno wynosi ponad 50% zalecane przez FDA i które znajdują się na ostatnich etapach badań. Oprócz wspomnianej tutaj szczepionki AstraZeneca/Oxford są to opisywana przez nas wcześniej szczepionka Pfizera – której producent już stara się o zgodę na rozpoczęcie szczepień – oraz szczepionka Moderny.
      Ta ostatnia, mRNA-1273, wykazuje skuteczność rzędu 94,5%. W grupie 30 000 pacjentów, na której ją testowano, zachorowało 95 osób, z czego jedynie 5 w grupie, która otrzymywała szczepionkę. U 11 osób rozwinęła się ciężka postać COVID, jednak wszystkie te przypadki miały miejsce w grupie placebo. Moderna podpisała już z USA umowę na dostawę 100 milionów dawek szczepionki. Jeśli szczepionka zostanie dopuszczone na użycia i umowa dojdzie do skutku, rząd USA zapłaci za te dawki 1,525 miliarda USD. Umowa przewiduje opcję na dostawę kolejnych 400 milionów dawek.
      Podsumowując – Pfizer i Moderna wykazały, że ich szczepionki, bazujące na mRNA, mają co najmniej 90-procentową skuteczność. Do transportu i przechowywania wymagają jednak bardzo niskich temperatur, co utrudnia ich dystrybucję. Pfizer już złożył wniosek o dopuszczenie szczepionki do użycia. AstraZeneca/Oxford dowiodły 70-procentowej skuteczności swojej szczepionki bazującej na osłabionym adenowirusie. Szczepionkę można przechowywać w standardowych lodówkach, dzięki czemu będzie łatwiejsza i tańsza w rozprowadzaniu i przechowywaniu.
      Testy wszystkich szczepionek wciąż trwają, a specjaliści podkreślają, że należy liczyć się ze zmniejszeniem się efektywności szczepionek. Zwykle bowiem jest tak, że szczepionki gorzej sprawują się w rzeczywistości niż podczas testów klinicznych.
      Ponadto wciąż nie wiemy, na jak długo szczepionki zapewnią ochronę przed koronawirusem. Tego dowiemy się dopiero po zaszczepieniu dużej liczby ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mutacje w koronawirusach są czymś naturalnym, zachodzić mogą również i u ludzi. Nie ma jeszcze dowodu, że koronawirus zmutował akurat w norkach – komentują w rozmowie z PAP epidemiolodzy weterynaryjni dr Tadeusz Jakubowski i prof. Jan Siemionek.
      Pojawienie się na duńskich fermach koronawirusa, w tym jego niestandardowego wariantu, wpłynęło na decyzję premier Danii Mette Frederiksen o wybiciu wszystkich norek w kraju, bez względu na to, czy są chore czy zdrowe. Okazało się, że decyzja nie ma podstaw prawnych, w związku z czym do dymisji podał się minister ds. żywności Mogens Jensen. Jeszcze jesienią tamtejszy rząd chce jednak uchwalić ustawę pozwalającą na uśmiercenie wszystkich norek.
      Wiadomo już, że na zakażenie wirusem SARS-CoV-2 wrażliwych jest ponad 50 gatunków zwierząt. Wśród nich są m.in. norki, tchórzofretki, koty, psy. I o ile wiadomo, że zwierzęta te mogą być zakażane przez człowieka, to nie ma obecnie dowodów, że człowiek może zakażać się od nich – mówi w rozmowie z PAP epidemiolog weterynaryjny (epizootiolog) dr Tadeusz Jakubowski z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych, wykładowca SGGW i Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. I wyjaśnia, że SARS-CoV-2 niekoniecznie musi mutować przy przekraczaniu barier międzygatunkowych.
      W Danii pojawiły się opinie, że norki mutują wirusa – mówi naukowiec. I zwraca uwagę, że w opiniach tych nie dodaje się, że wirus może się mutować również u człowieka. A takim zmutowanym wirusem można zakazić norki. Nie ma żadnego dowodu, że norki zakażają człowieka zmutowanym wirusem – zauważa. Dodaje, że takie mutacje mogą równie dobrze zajść przy przenoszeniu się wirusa między ludźmi i to oni mogli tą mutacją zakazić norki. Nie ma dowodów, że kiedykolwiek w przeszłości jakieś choroby przeskakiwały z norek na ludzi. Norka jest jednym z najbezpieczniejszych zwierząt hodowanych jako zwierzęta gospodarskie – uważa ekspert.
      Krajowy specjalista chorób zwierząt futerkowych, epizootiolog dr hab. Jan Siemionek, profesor z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, w rozmowie z PAP przypomina, że SARS-CoV-2 uważa się za tzw. zoonozę, czyli chorobę odzwierzęcą. Przeniosła się ona na ludzi prawdopodobnie z nietoperzy (jeszcze nie wiadomo, jakimi drogami). I zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że z człowieka może przenosić się na inny gatunek.
      Tłumaczy jednak, że w koronawirusach zachodzą naturalnie mutacje, niezależnie od tego, czy przenoszą się z jednego gatunku na drugi, czy między osobnikami tego samego gatunku. Zgadza się z opinią dr. Jakubowskiego: Nie ma dowodów, że koronawirus mutował w norkach – mówi.
      W Danii stwierdzono u norek pięć odmian SARS-CoV-2; Duński Statens Serum Institut oznaczył je jako klastry 1–5.
      Prof. Siemionek podsumowuje, że na kilkunastu fermach norek w Holandii i u 12 osób stwierdzono mutacje (tzw. klaster 5 - przyp. PAP), które odbiegają od mutacji występujących najczęściej przy tym wirusie u ludzi. Część naukowców przestraszyła się, że w związku z tą mutacją może dojść do problemów ze skutecznością szczepionki i że zmutowane wirusy u ludzi będą trudniejsze do wykrycia przy zastosowaniu testów antygenowych. Inni naukowcy uważali zaś jednak, że na to dowodów naukowych nie ma. To spowodowało panikę w Danii. I rząd podjął decyzję, obawiając się, że norki mogą stać się tzw. zbiornikiem, rezerwuarem dla utrzymywania się zakażeń covidowych dla ludzi. Premier Danii podjęła decyzję o wybiciu norek ze wszystkich ferm – streszcza prof. Siemionek.
      W czwartek duński resort zdrowia poinformował, że obserwowana na fermach norek mutacja koronawirusa, tzw. klaster 5, prawdopodobnie wyginęła.
      W ocenie dr. Jakubowskiego duńska decyzja o wybiciu norek nie ma podłoża merytorycznego, popartego nauką, ale jest decyzją polityczną. Jak przypomina, rządzące tam partie lewicowe od jakiegoś czasu dążyły do tego, by zlikwidować niektóre hodowle zwierząt. W ocenie dr. Jakubowskiego COVID-19 stał się więc okazją, by szybciej doprowadzić do likwidacji hodowli norek. Jego zdaniem, jeśli parlament duński chce wybić norki, musi stworzyć do tego odpowiednie podstawy prawne.
      Pytany, czy ma uzasadnienie wybijanie norek ze wszystkich ferm, prof. Siemionek odpowiada: Z mojego punktu widzenia to totalny błąd. Jeśli chce się wybijać zwierzęta, trzeba to robić w stadach, gdzie się stwierdziło się coś takiego (zakażenie - przyp. PAP) i monitoruje się je. Zaznacza jednak, że hodowla norek w Danii ma inną specyfikę niż w Polsce - hodowle norek skupione są bowiem w północnej części tamtego niedużego kraju. Ubój dotyczy regionów, gdzie ferma jest przy fermie – mówi. Dodaje, że koncentracja hodowli w jednym miejscu może sprzyjać przenoszeniu się jakiejkolwiek choroby. Zwraca uwagę, że w Polsce takiej koncentracji ferm norek nie ma. Badacz zaznacza, że polskie fermy norek (może poza pewnymi wyjątkami niektórych małych zakładów) to nowoczesne obiekty, na światowym poziomie pod względem bezpieczeństwa biologicznego. Nie ma możliwości wyjścia wirusa poza obręb ferm – ocenia.
      Naukowiec z UWM zauważa jednak, że pracownicy ferm, aby nie stali się dla zwierząt źródłem zakażenia, powinni zachować ostrożność. Poza rękawicami powinni też nosić maski, a u personelu warto kontrolować temperaturę ciała. W przypadku zachorowań u człowieka i norek zaś – być może jego zdaniem warto przeprowadzić screeningowe badania. Zaznacza, że u norek choroba objawia się m.in. dusznością, wymiotami, biegunką. Jeśli u norek wystąpią takie symptomy, właściciel powinien zgłosić się do lekarza weterynarii, a on sam powinien być w kontakcie z Państwowym Instytutem Weterynaryjnym – PIB, który monitoruje zoonozy w Polsce. Badacz apeluje jednak o odpowiedzialne działania, aby w ramach walki z koronawirusem nie doszło do zubożenia kolejnej grupy społecznej – hodowców.
      10 listopada br. polski resort rolnictwa poinformował, że służbom weterynaryjnym zlecono przeprowadzenie badań na fermach norek na obecność koronawirusa u tych zwierząt.
      To eksperyment, a nie badanie urzędowe – komentuje dr Jakubowski. Zaznacza, że powiatowy lekarz weterynarii ma prawo wejść na fermy, bo one są przez niego nadzorowane, ale nie ma podstawy prawnej, aby prowadzić urzędowe badania norek na obecność SARS-CoV-2. Tłumaczy, że SARS-CoV-2 nie jest wpisane na listę chorób zakaźnych w załączniku 2. do Ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. A norki nie są wpisane na listę gatunków, za które przysługuje odszkodowanie – w przypadku poddania ich ubojowi przy okazji zwalczania chorób zakaźnych. Skoro zaś norki mogą – jak ok. 50 innych gatunków – zakazić się SARS-CoV-2, należałoby je wpisać do ustawy – uważa naukowiec.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wuhan Hongxin Semiconductor Manufacturing Company (HSMC), która miała konkurować z takimi gigantami jak TSMC czy Samsung, padła ofiarą wojny handlowej Chiny-USA. Jej były szef poinformował, że firma jest niewypłacalna. Inwestorom skończyły się pieniądze. Zaskoczyło mnie to. To koniec, wracam do domu do Kaliforni", mówi Chiang Shang-yi, były dyrektor ds. badawczo-rozwojowych w TSMC.
      South China Morning Post poinformował, że firma została przejęta przez lokalne władze w Wuhan i jest pod kontrolą rządowej administracji. Wybudowana kosztem 20 miliardów dolarów fabryka HSMC padła ofiarą koronawirusa i braku funduszy.
      HSMC została założona w listopadzie 2017 roku i miała produkować zaawansowane układy scalone w technologiach od 14 do 7 nanometrów. Wraz z Semiconductor Manufacturing International Corp. (SMIC) z Szanghaju miała być rzucić wyzwanie takim gigantom jak TSMC czy Samsung, produkującym układy scalone na zamówienie innych firm. Miała też być chińską odpowiedzią na technologiczną dominację Zachodu.
      Biały Dom postanowił jednak przyhamować rozwój chińskiego przemysłu półprzewodnikowego w obawie, że – hojnie wspierany rządowymi pieniędzmi – stanie się on w przyszłości konkurencją na takich polach jak 5G czy sztuczna inteligencja. Przed kilkoma miesiącami USA nałożyły ograniczenia na eksport do Chin narzędzi do rozwoju automatyki przemysłowej oraz budowy układów scalonych w obawie, że mogą one zostać wykorzystane do celów militarnych. Decyzja taka ograniczyła ekspansję SMIC i HSMC.
      Chiny to największy na świecie rynek półprzewodników, jednak Państwo Środka jest w stanie zaspokoić mniej niż 20% własnego zapotrzebowania. Szacuje się, że do końca bieżącego roku wartość chińskiego importu półprzewodników sięgnie ponad 300 miliardów USD. To więcej niż kraj ten wydaje na ropę naftową.
      Informacja o kłopotach finansowych HSMC ujrzała światło dzienne w tym samym czasie, gdy Reuters poinformował, iż Tsinghua Unigroup, wspierany rządowymi pieniędzmi inwestor na chińskim rynku półprzewodników, nie wywiązał się ze zobowiązania wykupu obligacji o wartości niemal 198 milionów dolarów. To wywołało obawy o sytuację finansową przedsiębiorstwa i spowodowało obniżenie jego ratingów kredytowych.
      Chiang Shang-yi to jeden z wielu wysokich rangą byłych menedżerów TSMC, którzy w ostatnich latach przyjęli propozycje pracy dla chińskich firm półprzewodnikowych. W grupie tej jest również Liang Mong-song, były wyższy rangą dyrektor działu R&D TSMC, który przechodząc do Samsunga zdradził nowemu pracodawcy tajemnice TSMC. Od 2017 roku jest on współdyrektorem w SMIC.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...