Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Pfizer składa wniosek o dopuszczenie szczepionki na rynek. Szczepienia jeszcze przed świętami?

Recommended Posts

Firma Pfizer wydała dzisiaj oświadczenie, w którym informuje, że jeszcze tego samego dnia złoży do amerykańskiej Administracji ds. Żywności i Leków wniosek o wydanie w trybie przyspieszonym zgody na rozpoczęcie dystrybucji swojej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2. Firma poinformowała, że jest gotowa udostępnić szczepionkę BNT162b2 w ciągu kilku godzin po otrzymaniu takiej zgody. Jej przedstawiciele mają nadzieję, że szczepienia rozpoczną się w USA jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia.

Jeśli FDA wyrazi zgodę, to pierwszymi, którzy zostaną zaszczepieni, będą prawdopodobnie lekarze, pielęgniarki i inne osoby pracujące przy opanowaniu epidemii.

Dyrektor wykonawczy farmaceutycznego koncernu, Albert Bourla, poinformował, że prace nad szczepionką trwały „248 długich dni i nocy”, a przetestowano ją na 43 661 ochotnikach w 150 lokalizacjach w USA, Turcji i RPA. Efektywność szczepionki wynosi 95%. Oznacza to, że w danej grupie osób zaszczepionych zachoruje o 95% osób mniej, niż w grupie osób niezaszczepionych.
Pfizer i jego parter, niemiecka firma BioNtech, twierdzą, że do stycznia są w stanie wyprodukować około 50 milionów dawek, a do końca roku 2021 – 1,3 miliarda dawek. Do skutecznego zaszczepienia konieczne będzie podanie 2 dawek w przeciągu kilku tygodni.

Pfizer może być pierwszą firmą, która uzyska zgodę na stosowanie szczepionki w USA. Nie będzie jednak jedyną. Testy swoich szczepionek kończą właśnie Moderna Pharmaceuticals oraz AstraZeneca i współpracujący z nią Oxford University. Szczepionki przeciwko SARS-CoV-2 są też od jakiegoś czasu dopuszczone do użycia w Rosji i Chinach.

Początkowo podaż szczepionek będzie ograniczona. Większość chętnych do jej przyjęcia – czy to szczepionki Pfizera czy jakiejś innej firmy – będzie musiała czekać do 2. połowy przyszłego roku. To zaś oznacza, że jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy najskuteczniejszym sposobem na uniknięcie zakażenia będzie unikanie kontaktów z innymi ludźmi.

Po złożeniu przez Pfizera wniosku piłka jest po stronie FDA. W grudniu zbierze się panel ekspertów, który oceni dostarczone przez firmę dane. Część ekspertów wciąż uważa, że proces zatwierdzania nowej szczepionki powinien być dłuższy, co, między innymi, zwiększy do niej zaufanie wśród opinii publicznej.

Od marca bieżącego roku FDA kilkukrotnie wykorzystywała szybką ścieżkę, dopuszczając do stosowania cztery metody leczenia COVID-19 (hydkroksychlorochinę, plazmę ozdrowieńców, remdesivir i przeciwciała). Za każdym razem decyzję podejmowano w oparciu o ograniczoną liczbę dowodów i w każdym przypadku nie ma wśród specjalistów pełnej zgody co do tego, że metody te rzeczywiście zmniejszają liczbę zgonów z powodu COVID-19.

Pfizer informuje, że szczepionkę może wytwarzać i dystrybuować z kilku różnych lokalizacji w USA i Europie. Firma będzie używała specjalnie chłodzonych kontenerów, gdyż szczepionka musi być przechowywana do 15 dni w temperaturze -70 stopni Celsjusza.

BNT162b2 to szczepionka zawierająca materiał genetyczny (mRNA) białka S zamknięty w nanocząstkach lipidowych. Po podaniu szczepionki organizm osoby zaszczepionej odczytuje informację genetyczną i sam wytwarza białko S. Jest to białko, za pomocą którego koronawirus wnika do wnętrza komórek i je infekuje. Dzięki szczepionce układ odpornościowy rozpozna białko S jako obce i wytworzy przeciwciała oraz limfocyty T przeciwko temu białku. Jeśli w przyszłości taka osoba zetknie się z wirusem SARS-CoV-2 organizm szybko go rozpozna i będzie gotowy do ataku na niego.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zróbmy wszystko aby bzdura o tym, że to mDNA modyfikuje nasze geny, nie stała się modna. Wiele ludzi już uwierzyło w ten totalny absurd, bo nie mają zielonego pojęcia jak to działa. mRNA mogą jedynie uaktywnić system odpowiednie przeciwciała. kawałki mRNA są po kilku godzinach usuwane z organizmu. Nie ma szansy na implementację do naszego RNA, czy DNA, bo te kawałki nie mają odpowiedniego mechanizmu rozrywana nici i przyłączania się do naszej. niestety historia już się roznosi - już są podawane o tym że Bill Gates chcą nas zmodyfikować za pomocą szczepionek.

Edited by Ergo Sum

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawi mnie kilka spraw. Czy osoby, które przeszły covid będą również szczepione gdy wyrażą taką chęć i kupią szczepionkę? Wiemy, że przechorowanie jest skuteczniejszym, choć dużo mniej bezpiecznym wzmocnieniem odporności niż jakakolwiek szczepionka. Z drugiej strony wiemy kto przechorował, gdy test wypadł pozytywnie, a pacjent nie zmarł. Obserwując sytuację w mej okolicy, muszę stwierdzić, że większość jednak nie przeszła testów, a ich w rodzinach, w których były zachorowania. Z logicznego punktu widzenia szczepienie osób, która mają przeciwciała covid-19 jest nie tylko bezsensowne, ale odbiera szansę na zaszczepienie osobom bez tych przeciwciał. Jednak test na przeciwciała jest dużo tańszy niż szczepionka. Inną sprawą jest to, że szczepieni, oprócz personelu medycznego, mają być ludzie starsi. Czy zaczniemy od stulatków idąc w stronę młodszych? Pragnę zauważyć, że ochotnicy, którzy poddali się testom, z pewnością nie pochodzili z przedziału wiekowego 70 +, a byli młodzi. Czy szczepionka będzie bezpieczna dla osób z mocno osłabionym systemem immunologicznym?  Inna sprawa to osoby, które właśnie chorują. Co nauka ma dla nich? Według mnie szczepić ich nie można, bo właśnie testuje ich sam wirus, a nie jego "atrapa". Jestem zdziwiony, że większość firm rzuciło się na szczepionkę, a nie na lekarstwo. Lekarstwo, nawet jeśli ma działania uboczne, stosowane jest na niewielkiej części populacji, która zachorowała, a nie na zdrowej reszcie. By stwierdzić długoterminowe działania uboczne, firmy farmaceutyczne nie miały czasu, a sprawa będzie dotyczyła nie milinów ludzi, a miliardów. Mam takie nieodparte wrażenie, że zanim zaczniemy szczepić, epidemia wygaśnie. Gdyby wynaleziono szczepionkę na SARS I, do dzisiaj byłyby naciski na szczepienia i nikt by nie przypuszczał, że pandemia ustąpiła samorzutnie. Dziwi mnie też, że nikogo nie interesuje jakimi metodami opanowali epidemię Chińczycy. https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html?fbclid=IwAR0oKIKJlc-zeNZGFBVEN0-O-58daoCDaKicXwC10cjFWgCZqTPgavseTfI#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6 Nikogo tyeż nie interesuje chińska szczepionka, choć przeprowadzili oni bardzo poważne jej badania i to nie u siebie. https://www.focus.pl/artykul/chinska-szczepionka-na-koronawirusa-bezpieczna-obiecujace-wyniki-testow-w-brazylii. Czy na pewno chodzi tu o ratowanie ludzi, czy może ważniejsze jest to, kto zarobi? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
50 minutes ago, helmut said:

Wiemy, że przechorowanie jest skuteczniejszym, choć dużo mniej bezpiecznym wzmocnieniem odporności niż jakakolwiek szczepionka.

Rewelacje rodem z pamiętniczka antyszczepionkowca. Jako, że napisałeś "jakakolwiek szczepionka" polecam szczególnie przechorowanie wścieklizny :)

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, helmut napisał:

Jestem zdziwiony, że większość firm rzuciło się na szczepionkę, a nie na lekarstwo.

Tworzenie szczepionek to standardowa procedura o dużej szansie na powodzenie. Lekarstwo wymaga wielu lat badań  i daje małe szanse na powodzenie, a covid-19 skończy się zanim jakiekolwiek badania będą miały szansę na wdrożenie. Do tego epidemia dała szansę na szybsze przepchanie nowych rodzajów szczepionek.

2 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Rewelacje rodem z pamiętniczka antyszczepionkowca. Jako, że napisałeś "jakakolwiek szczepionka" polecam szczególnie przechorowanie wścieklizny :)

Nie znam kogokolwiek, kto zachorowałby powtórnie :P Formalnie całkowicie spełnia określenie "skuteczniejszy, choć mniej bezpieczny" :P

 

3 godziny temu, helmut napisał:

Czy szczepionka będzie bezpieczna dla osób z mocno osłabionym systemem immunologicznym?

Bardziej zastanawia mnie sytuacja w której osoba już posiadająca przeciwciała dostaje taką szczepionkę. Czy przez co najmniej chwilę układ odpornościowy nie zaatakuje swoich własnych tkanek?
Dodatkowo te osłonki lipidowe nie wykazują specyficznego powinowactwa do żadnego typu komórek, produkując antygen wszędzie.
Znacznie lepiej byłoby wykorzystać kapsydy samego wirusa, albo wnikające z użyciem tego samego receptora. Wtedy w przypadku istniejącej odporności nie byłoby niebezpieczeństwa powtórnego "zaszczepienia", ale gorzej by się sprawdziła w szczepieniach przypominających.

3 godziny temu, helmut napisał:

Gdyby wynaleziono szczepionkę na SARS I, do dzisiaj byłyby naciski na szczepienia i nikt by nie przypuszczał, że pandemia ustąpiła samorzutnie.

Nie ma znaczenia czy epidemia ustępuje samorzutnie czy z powodu szczepień, to dokładnie taka sama jakościowa sytuacja odporności populacyjnej. Tzn. jest nawet lepiej, bo epidemie wygasają w pobliżu granicznego poziomu immunizacji, wystarczy że inny czynnik niż immunizacja (jesień) zmienia R0 i mamy nawrót epidemii, szczepionka pozwala na zbudowanie znacznie większego zapasu bezpieczeństwa.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taka ciekawostka na temat wścieklizny.

Quote

Is Rabies Really 100% Fatal?

Jeanna Geise was only 15 years old when she became the world's first known survivor of Rabies without receiving any vaccination. Her miraculous survival has not only challenged a time-honored scientific fact, but has also brought about a new method of Rabies treatment, known as the Milwaukee Protocol. It had long been thought that Rabies is 100% fatal in humans who are not vaccinated. However, to the surprise of the medical world, Jeanna showed that fatal the virus can be beaten sans vaccination.

https://www.nature.com/scitable/blog/viruses101/is_rabies_really_100_fatal/

 

Tu jest jest więcej info o tej historii. Podobno nietoperz ją ugryzł w kościele. Mury świątyni jej od czorta nie ustrzegły ;)

Kilka lat później jej 2 zaszczepione psy zagryzły nietoperza, który również okazał się nosicielem, ale nie zachorowały dzięki szczepionce.

https://www.mysanantonio.com/news/local_news/article/First-unvaccinated-rabies-survivor-shares-story-3653582.php

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

@cyjanobakteria, @peceed, @Ergo Sum , @3grosze Jesteście opłacanymi trollami , kórych zadaniem jest dezinformowanie i robienie ludziom wody z mózgu.

 

Załączam wykres przedstawiający stosunek wyników pozytywnych do liczby przeprowadzanych testów na covid-19 w Polsce. Wykres powstał na podstawie danych z https://epidemia-koronawirus.pl/testy-w-polsce-koronawirus/

Nasze społeczeństwo ma już odporność stadną przeciwko covid-19, ponieważ już 50% ludzi wykazuje przeciwciała a do końca zimy spokojnie dojdzie do 70% .

Każdy może wykonać odpłatnie test na covid. Zapytajcie się w aptece , gdzie można to zrobić. Np. we Wrocławiu można odpłatnie wykonać test przy Stadionie https://testcovidwroclaw.pl/ .

Szczepienia RNA mogą powodować następujące skutki uboczne:

  • Fragment mRNA zawarty w szczepionce może zainicjować niezamierzoną, nadmierną odpowiedź immunologiczną poprzez aktywację wrodzonej odpowiedzi immunologicznej[13][14]. Związana z nią indukcja interferonu typu I została powiązana z wywołaniem odpowiedzi autoimmunologicznej i reakcji zapalnych. W związku z tym identyfikacja osobników predysponowanych do problemów autoimmunologicznych przed podaniem szczepionki RNA pozwoli na przyjęcie odpowiednich środków ostrożności[15]. By zminimalizować ryzyko nadmiernej odpowiedzi immunologicznej, fragmenty mRNA zawarte w szczepionkach mają naśladować te produkowane przez komórki ssaków, np. małp[2].
  • Pozakomórkowy RNA ma właściwości prokoagulacyjne i zwiększające przepuszczalność. Zwiększenie przepuszczalności komórek może prowadzić do obrzęku a zwiększona krzepliwość krwi stwarza ryzyko powstania zakrzepu[16] i idących za tym zawału, udaru niedokrwiennego, zakrzepicy[17].
    [https://pl.wikipedia.org/wiki/Szczepionka_RNA#Skutki_uboczne_i_ryzyko ]

Podsumowując,

Jeżeli zastanawiasz się nad szczepieniem przeciwko covid-19 za pomocą niesprawdzonej szczepionki to po pierwsze wiedz, że ten wirus nie jest groźniejszy dla Ciebie niż zwykła grypa, a po drugie najpierw sprawdź czy nie masz już na niego odporności.

Pozdrawiam was opłacone trole, chyba nie dostaniecie premii na śwęta ....

stosunek_zakażeń_do_testów.png

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, banana napisał:

@cyjanobakteria, @peceed, @Ergo Sum , @3grosze Jesteście opłacanymi trollami , kórych zadaniem jest dezinformowanie i robienie ludziom wody z mózgu.

(...)Pozdrawiam was opłacone trole, chyba nie dostaniecie premii na śwęta ....

Obelga od cymbała, to chwała.

pochwała od cymbała, to hanba (ale nietrwała).

 

1 godzinę temu, banana napisał:

Nasze społeczeństwo ma już odporność stadną przeciwko covid-19, ponieważ już 50% ludzi wykazuje przeciwciała

Cymbalistów tu niewielu, więc bananowych głupot pewnie prędko nie będzie sequelu.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, banana napisał:

Szczepienia RNA mogą powodować następujące skutki uboczne:

Dlatego zamknięto mRNA w osłonkach lipidowych.

54 minuty temu, banana napisał:

Nasze społeczeństwo ma już odporność stadną przeciwko covid-19, ponieważ już 50% ludzi wykazuje przeciwciała

Odprność stadna nie ma określonego poziomu immunizacji, bo R0 zależy od wielu czynników a zwłaszcza od podejmowanych środków ostrożności.
Dynamika ilości zachorowań nie wskazuje na tak wysoki (50%) poziom. Do tego, przez analogię do Szwecji, mieliśmy wielokrotnie za mało ofiar śmiertelnych w stosunku do wielkości populacji aby go osiągnąć.
Ale jesteśmy na najlepszej drodze. 

Godzinę temu, banana napisał:

Jeżeli zastanawiasz się nad szczepieniem przeciwko covid-19 za pomocą niesprawdzonej szczepionki to po pierwsze wiedz, że ten wirus nie jest groźniejszy dla Ciebie niż zwykła grypa, a po drugie najpierw sprawdź czy nie masz już na niego odporności.

Nie wiadomo, szczepienia przypominające mogą mieć sens w obliczu krótkiego czasu trwania odporności. Mogą też być groźne.
Przy masowych szczepieniach dość szybko zdobędziemy odpowiednie dane odnośnie bezpieczeństwa. Na pewno warto zaczekać miesiąc, bo powikłania powinny być widoczne od razu. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, peceed napisał:

Przy masowych szczepieniach dość szybko zdobędziemy odpowiednie dane odnośnie bezpieczeństwa. Na pewno warto zaczekać miesiąc, bo powikłania powinny być widoczne od razu. 

Nie sądzę, aby NOPy odbiegały od średniej dla stosowanych już szczpionek, pomimo uproszczonej procedury dopuszczenia, circa 1NOP/10 000 zaszczepien. Niech nawet będzie ich 10x więcej, to i tak szacowane ryzyko powikłan będzie mniejsze od ryzyka ciężkiego przechorowania dla zagrożonych grup wiekowych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, 3grosze napisał:

Nie sądzę, aby NOPy odbiegały od średniej dla stosowanych już szczpionek

No to od razu czuję się bezpieczniej, dzięki ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, peceed napisał:
10 minut temu, 3grosze napisał:

Nie sądzę, aby NOPy odbiegały od średniej dla stosowanych już szczpionek

No to od razu czuję się bezpieczniej,

Zakładanie zagrożen większych  od tych z fazy testów, jest hipotetyczne. Oczywiście, masz prawo do czarnowidztwa.;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, 3grosze napisał:

Zakładanie zagrożen większych  od tych z fazy testów, jest hipotetyczne.

Zdycham przez leki które regularnie przechodziły wszystkie badania kliniczne od kilkudziesięciu lat.
Ten system jest całkowicie dziurawy i nikomu nie zależy na jego załataniu.
Jak zacząłem analizować błędy popełniane przez medycynę, to z rozdziału zrobiła się osobna książka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to współczuję wyjątkowości (bez sarkazmu). Jak wiesz, skutki uboczne lub brak reakcji na leki, to promile pacjentów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, peceed napisał:

Nie znam kogokolwiek, kto zachorowałby powtórnie :P Formalnie całkowicie spełnia określenie "skuteczniejszy, choć mniej bezpieczny" :P

Jeśli zawarte tutaj dane są prawdziwe, to powtórne zachorowania mogą być dość powszechne, ale nikt nie prowadzi takich badań. A jeśli zachorowania takie przechodzone są łagodniej,to są tym trudniejsze do wychwycenia.

https://www.sciencemag.org/news/2020/11/more-people-are-getting-covid-19-twice-suggesting-immunity-wanes-quickly-some

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Mariusz Błoński napisał:

Jeśli zawarte tutaj dane są prawdziwe, to powtórne zachorowania mogą być dość powszechne, ale nikt nie prowadzi takich badań. A jeśli zachorowania takie przechodzone są łagodniej,to są tym trudniejsze do wychwycenia.

https://www.sciencemag.org/news/2020/11/more-people-are-getting-covid-19-twice-suggesting-immunity-wanes-quickly-some

Nie rozumiem co podany link ma wspólnego ze wścieklizną ;)

1 godzinę temu, 3grosze napisał:

Jak wiesz, skutki uboczne lub brak reakcji na leki, to promile pacjentów.

To totalna bzdura. Efekty uboczne są znacznie powszechniejsze tylko są, z użyciem bardzo wielu mechanizmów, niedoszacowywane.
System zgłaszania efektów ubocznych prawie nie funkcjonuje.
Skuteczność leków jest systematycznie przeszacowywana, efekty ubocznie - niedoszacowywane.

Znacznie lepiej funkcjonowałby system znacznie mniejszych restrykcji przy wprowadzaniu leków na rynek połączony z obowiązkową analizą maszynową skutków działania.
Utrzymywanie fikcji jest kosztowne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, peceed napisał:
1 godzinę temu, 3grosze napisał:

Jak wiesz, skutki uboczne lub brak reakcji na leki, to promile pacjentów.

To totalna bzdura. Efekty uboczne są znacznie powszechniejsze tylko są, z użyciem bardzo wielu mechanizmów, niedoszacowywane.
System zgłaszania efektów ubocznych prawie nie funkcjonuje.

Przecież wszyscy wiedzą, że leki trują:P, ale przymus ich zażywania, to tylko w psychiatrykach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, 3grosze napisał:

Przecież wszyscy wiedzą, że leki trują :P, ale przymus ich zażywania, to tylko w psychiatrykach.

Przeciętny człowiek nie posiada żadnej możliwości powiedzenia lekarzowi "nie, dziękuję, efekty uboczne w stosunku do korzyści są nieakceptowalne".
Absolutna większość lekarzy nie zna efektów ubocznych leków które przepisują, nie posiadają nawet wiedzy zawartej na ulotkach.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyczuwam, że to psioczenie na medycynę ma sugerować istnienie alternatywy, bo przecież , co medycyna zniweczy, inż.Zięba uleczy!:P

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, peceed napisał:

Absolutna większość lekarzy nie zna efektów ubocznych leków które przepisują, nie posiadają nawet wiedzy zawartej na ulotkach

Wiesz to z własnych obserwacji? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. O ile dermatolog może mieć problemy z jakimiś egzotycznymi pigułami na nerki, to we własnej dziedzinie ma tych maści pięć  -  raczej powinien wiedzieć o nich wszystko. Moi seniorzy meldują że może być problem z obszarami: kiedy dostają leki od kardiologa to muszą się napierać i przypominać że biorą jeszcze coś od diabetologa - tu wydaje się że jest jakaś beztroska, ale z drugiej strony seniorom to łatwo znaleźć coś do narzekania, a to młodzież niewychowana, lekarze niedouczone, no generalnie upierdliwość senioralna. Sumując: ni wierzę w to 'absolutna'

 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja niestety mogę potwierdzić i beztroskę i niewiedzę. Oczywiście generalizujemy, jest trochę lekarzy z misją, zainteresowanych pacjentem i douczaniem się nawet we własnym zakresie, różne specjalizacje etc., ale niestety większość taka nie jest. Nie widzę zresztą powodu do "gloryfikowania" tej czy innej grupy zawodowej. Jeśli w społeczeństwie jest 10% złodziei to i u lekarzy będzie mniej więcej tyle, to samo z leniami, dorobkiewiczami, chamami i.. ekspertami. Odchyłki +/- per grupa zawodowa oczywiście się zdarzają, zależnie od specyfiki.

Co do spostrzeżeń peceeda, tutaj niestety jest tak, że wiedza lekarska opiera się na "ogólnie przyjętej wiedzy lekarskiej", mało jest badaczy samych w sobie. A ta "powszechna wiedza lekarska" bierze się z badań (ostatecznie klinicznych), ale te jak wiadomo są sponsorowane przez... i teraz to żadna teoria spiskowa, nie twierdzę, że wszystkie, ani nawet większość badań jest np. fałszowana, ale skoro lekarz-badacz to też człowiek, który potrzebuje pieniędzy na utrzymanie (a często u lekarzy jest to raczej utrzymanie na wysokim poziomie, które kosztuje), to "nie kąsa się ręki, która karmi". Jak raz, drugi i trzeci zrobisz badania od producenta leku X, które stwierdzą poważne efekty uboczne to za czwartym razem takiego zlecenia w ogóle możesz nie dostać, dostanie je ktoś "mniej spostrzegawczy". I nie, nie jest tak, że jak pominą coś to potem pacjenci będą się uskarżać tu i zgłaszać, jak powiedział peceed system zgłaszania powikłań nie działa za dobrze i nie jest transparentny. Do tego standardowa linia obrony koncernów farmaceutycznych (nie gdybam, praktyka z pierwszej ręki!) to na pewno też inne leki były stosowane, albo złe dawkowanie albo... przypadek, bo "nasze badania tego nie potwierdzają (cytat). A badań nad efektami ubocznymi nikt chętnie nie sponsoruje. Jeszcze raz podkreślam, nikt nie wciska tutaj trucizny na siłę, ale... kasa misiu, kasa.

EDIT: ach, i zapomniałem rozwinąć wątek lekarski. A więc, lekarz jest zobligowany do opierania się na ulotce, nie wiem czy w ogóle może kwestionować to co tam napisali, ale zdarzają się przypadki, gdzie nawet odradzają dany lek "bo z ich doświadczenia", ale to promile w całości.

Edited by radar

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, radar napisał:

Ja niestety mogę potwierdzić i beztroskę i niewiedzę. Oczywiście generalizujemy, jest trochę lekarzy z misją, zainteresowanych pacjentem i douczaniem się nawet we własnym zakresie, różne specjalizacje etc., ale niestety większość taka nie jest.

jeśli mówicie o lekarzach POZ to  owszem. Większość kończy się rozwijać z końcem studiów  i tą wiedzą już operuje do końca swojej praktyki. Jedyne zmiany jakie wprowadzają to jakieś pseudo-leki od sponsorów na błahe dolegliwości, gdzie można spać spokojnie na sponsorowanych wczasach  w tropikach nie martwiąc się że pacjent zejdzie.

Lekarze kliniczni i specjaliści to zupełnie inna historia. Tutaj już trzeba być cały czas na bieżąco z badaniami a wiedzy nie czerpie się z ulotek.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, radar napisał:

tutaj niestety jest tak, że wiedza lekarska opiera się na "ogólnie przyjętej wiedzy lekarskiej", mało jest badaczy samych w sobie. A ta "powszechna wiedza lekarska" bierze się z badań (ostatecznie klinicznych),

Wiedza lekarska opiera się na autorytetach. A te najczęściej poznały ją od swoich autorytetów.
Dlatego przy wprowadzaniu nowych leków w pierwszej kolejności urabiana przez przemysł farmaceutyczny jest kadra uniwersytecka.

10 godzin temu, radar napisał:

mało jest badaczy samych w sobie

Specyfika studiów medycznych jest taka, że w zerowym stopniu uczy się abstrakcyjnego myślenia, nie ma również ani selekcji ani weryfikacji kompetencji w tym zakresie.
Diagnozowanie jako aktywność umysłowa jest czymś dokładnie przeciwnym do tworzenia prawidłowych teorii, opiera się na maksymalnym przywiązaniu uwagi do różnic w sytuacji gdy budowanie teorii wymaga odnajdywania abstrakcyjnych podobieństw.
Dlatego jakość uniwersyteckich kadr medycznych i ich badań jest analogiczna do sytuacji, w której inżynierów rekrutowalibyśmy spośród najsprawniejszych mechaników.

10 godzin temu, radar napisał:

nie twierdzę, że wszystkie, ani nawet większość badań jest np. fałszowana

Z punktu widzenia aktywności naukowej jest to klasyczny przykład cargo cult science Feynmanna. System jest zbiurokratyzowany i sztywny, w ogóle nie ma refleksji i usprawnień na podstawie niepowodzeń. "Badacze" uprawiają rytuały. Pozwala na przykład, by wycofaniu 10 leków z określonej grupy, które przeciskały się przez sito (dziurawe wiadro) badań klinicznych, zastępowano je nowymi różniącymi się jednym podstawnikiem. Z czystą kartoteką i kolejnymi latami zabijania ludzi.

10 godzin temu, radar napisał:

system zgłaszania powikłań nie działa za dobrze

Ja od swojego lekarza (doktor nauk medycznych) usłyszałem, że przecież lek mający czas półtrwania 12 godzin już po dobie całkowicie znika z organizmu, więc nie może odpowiadać za objawy pojawiające się po tym czasie :P
Zwykły człowiek po tak mądrej wypowiedzi odpuści.

10 godzin temu, radar napisał:

lekarz jest zobligowany do opierania się na ulotce, nie wiem czy w ogóle może kwestionować to co tam napisali, ale zdarzają się przypadki, gdzie nawet odradzają dany lek "bo z ich doświadczenia"

Może nawet się upierać, że najpowszechniejszy efekt uboczny to kompletna bzdura z którą się nie spotkał w swojej 15 letniej praktyce (kolejny dr. nauk medycznych). Opisany w każdej ulotce i w każdym opracowaniu leków z tej grupy.
Co daje aż dwie przesłanki do wyrobienia sobie prawidłowej opinii o jego kompetencjach.
 

10 godzin temu, radar napisał:

Jeśli w społeczeństwie jest 10% złodziei to i u lekarzy będzie mniej więcej tyle, to samo z leniami, dorobkiewiczami, chamami i.. ekspertami. Odchyłki +/- per grupa zawodowa oczywiście się zdarzają, zależnie od specyfiki.

 

6 godzin temu, tempik napisał:

Lekarze kliniczni i specjaliści to zupełnie inna historia. Tutaj już trzeba być cały czas na bieżąco z badaniami a wiedzy nie czerpie się z ulotek.


Znajomy przejechał 75 topowych specjalistów ( takich bardziej 500+  ;) ) i stwierdził, że absolutnie stracił jakikolwiek szacunek do tej grupy zawodowej.
Raczej wie co mówi, poświęcił 2 lata na "amatorskie" studiowanie medycyny, wcześniej czynny naukowiec, 2 doktoraty i stypendium Fulbrighta.

 

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, peceed napisał:

Znajomy przejechał 75 topowych specjalistów ( takich bardziej 500+  ;) ) i stwierdził, że absolutnie stracił jakikolwiek szacunek do tej grupy zawodowej.

Niestety bylejakość jest wszędzie. Ja ostatnio od profesjonalnego oponiarza wyjechałem z niedokręconymi kołami. A wracając kupiłem próżniowo pakowanie mięso które było zepsute, a nie powinno być jeszcze przynajmniej tydzień.

Co do lekarzy, to ci od pierwszego kontaktu dużej wiedzy nie muszą mieć. Wystarczy że jak kogoś boli klatka piersiowa to wystawią skierowanie do właściwej poradni.

Specjaliści mając swoją wąską dziedzinę powinni ogarniać wszystko perfekcyjnie. Często jednak tak nie jest. W USA jest podobnie, a może i gorzej niż w Polsce. Zdarza się że kilkudziesięciu kolejnych specjalistów nie daje rady zdiagnozować boleriozy. Albo jak zdiagnozują jakaś chorobę to leczą ją jakimiś starymi metodami, mimo że od kilku lat są opracowane dużo skuteczniejsze metody.

Najgorsze jest to że lekarze mają wielkie ego i uważają się za bogów. Jak np. przychodzę po receptę i chcę antybiotyk i to konkretny. Bo wiem który u mnie jest skuteczny i ma najmniej skutków ubocznych które niestety miewam,. To jest obraza majestatu i wielki foch.

Przecież lekarz wie lepiej co na mnie działa. Do tego wie że mam infekcję wirusową patrząc mi głęboko w oczy

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, tempik napisał:

Specjaliści mając swoją wąską dziedzinę powinni ogarniać wszystko perfekcyjnie. Często jednak tak nie jest.

Sam podział na specjalizacje jest problemem, bo przebiega on według arbitralnych i historycznych kryteriów.
Choroby się nim nie przejmują mając "interdyscyplinarny" charakter.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pandemia koronawirusa SARS-CoV-1 w bardzo istotny sposób odcisnęła swoje piętno na światowej gospodarce. Z tego względu miała niebagatelny wpływ na zachowanie wszystkich instrumentów finansowych, w tym kryptowalut. Okazuje się, że wahania, jakich doświadcza rynek walut wirtualnych w tym okresie, odzwierciedlają zmiany innych rynków kapitałowych i towarowych. Ponadto rynek ten wykazał się względną stabilnością w tym trudnym czasie. Jest to kolejny dowód na to, że kryptowaluty można traktować jako dojrzały i pełnoprawny instrument finansowy.
      Systemy społeczne charakteryzują się ogromną siecią powiązań i czynników, które mogą wpływać na ich strukturę i dynamikę. Spośród tych systemów cała ekonomiczna sfera działalności człowieka wydaje się najbardziej ze sobą powiązana i złożona. Do tej sfery należą wszystkie rynki finansowe, w tym najmłodszy z nich – kryptowalutowy.
      Pierwsza kryptowaluta o nazwie bitcoin pojawiła się w 2008 roku u szczytu światowego kryzysu finansowego. W zamyśle swych twórców miała zapewnić narzędzie do przeprowadzania transakcji za pośrednictwem Internetu bez udziału centralnej jednostki zarządzającej emisją pieniądza. Z tej perspektywy waluty wirtualne można traktować jako niezależny instrument finansowy, gdyż nie opiera się na zaufaniu względem emitenta centralnego. Czy jednak rynek kryptowalut spełnił pokładane w nim nadzieje? Jak zareagował na sytuację wywołaną pojawieniem się warunków kryzysowych? A także – czy kryptowaluty osiągnęły już dojrzałość i stabilność, jakiej wymaga się od pełnoprawnego instrumentu finansowego?
      Wydarzenia związane z wybuchem i rozwojem epidemii COVID-19 stanowiły świetną okazję do poszukiwania odpowiedzi na te pytania. Dlatego też grupa naukowców z IFJ PAN w Krakowie pracujących pod kierunkiem prof. Stanisława Drożdża, od wielu lat zajmująca się modelowaniem i opisem teoretycznym rynków finansowych, postanowiła zbadać zachowanie rynku kryptowalut w odpowiedzi na sytuację ekonomiczną wywołaną pandemią.
      Nasze wcześniejsze ilościowe analizy różnych charakterystyk złożoności rynku kryptowalut i specyfiki jego korelacji z bardziej tradycyjnymi rynkami świata, takimi jak rynki akcji, walut czy towarów, pokazały, że rynek ten w tym sensie stał się w zasadzie od nich nieodróżnialny i niezależny. Tym niemniej w obliczu nadchodzącej pandemii poważnie braliśmy pod uwagę możliwość, że czegoś takiego jak bitcoin inwestorzy zaczną się pozbywać w pierwszej kolejności. Przez swoją wirtualność kryptowaluty są jednak ciągle postrzegane przez większość potencjalnych uczestników rynku jako twory zdecydowanie osobliwe. W kryzysowych momentach, podczas gwałtownych zawirowań ekonomicznych i politycznych, ludzie uciekają w środki finansowe, które uważają za pewniejsze. Tymczasem z naszych zestawień wynikało, że solidne instrumenty odnotowywały spadki w tych najbardziej krytycznych momentach, natomiast kryptowaluty zachowywały się znacznie stabilniej – mówi prof. Drożdż.
      W pierwszej fazie pandemii, kiedy jeszcze nie było wiadomo, jak cała sytuacja się rozwinie, nastąpiła ucieczka z ryzykownych instrumentów finansowych do bitcoina. Wystąpiła dodatnia korelacja bitcoina z instrumentami finansowymi uważanymi za bezpieczne, takimi jak frank szwajcarski, jen, złoto i srebro. Potem nastąpił dalszy wzrost liczby zakażeń na całym świecie i stowarzyszone z nimi gwałtowne spadki na światowych giełdach – szczególnie w USA – powodowane totalną wyprzedażą wszystkich aktywów, łącznie z bitcoinem. Inwestorzy uciekali do gotówki, głównie do jena i dolara. W tym okresie bitcoin nieco utracił status bezpiecznej przystani, ale taka sama sytuacja dotyczyła też złota i srebra. Mimo to zachował się jak całkowicie normalny, tradycyjny, solidny instrument finansowy. Jednak szczególnie interesujące jest skorelowanie bitcoina (BTC) i ethereum (ETH) z tradycyjnymi instrumentami finansowymi w trakcie wzrostów na światowych giełdach, związanych ze spowolnieniem epidemii podczas lata 2020.
      Jest to bardzo ciekawy efekt, ponieważ przed pandemią takie korelacje nie występowały. Ponadto utrzymują się one w dalszym ciągu na istotnym poziomie. To może być dowodem, że bitcoin stał się pełnoprawnym elementem rynku finansowego. Można powiedzieć, że pandemia COVID-19 pozytywnie zweryfikowała kryptowaluty. Okazało się, że inwestorzy nie przestraszyli się bitcoina, a nawet więcej – włączyli go swoich portfeli inwestycyjnych – opisuje wnioski płynące z badań krakowskiej grupy dr Marcin Wątorek.
      W swoich badaniach naukowcy z Krakowa skupili się na dynamicznych i strukturalnych właściwościach rynku kryptowalut. Przeanalizowali dane przedstawiające kursy wymiany 129 walut wirtualnych na platformie Binance. Analiza składała się z trzech części, z których każda miała na celu zbadanie innego aspektu struktury rynku.
      Podeszliśmy do tematu z trzech perspektyw: dynamiki kursów wymiany kryptowaluty na inne waluty wirtualne i fiducjarne, sprzęgania i rozprzęgania walut wirtualnych i tradycyjnych aktywów oraz wewnętrznej struktury rynku kryptowalut. Dokonaliśmy tego w oparciu o dane z przedziału czasowego od stycznia 2019 do czerwca 2020. Okres ten obejmuje szczególny czas pandemii COVID-19; dlatego zwróciliśmy szczególną uwagę na to wydarzenie i zbadaliśmy, jak silny był jego wpływ na strukturę i dynamikę rynku. Poza tym analizowane dane obejmują kilka innych znaczących wydarzeń, takich jak faza podwójnej hossy i bessy w 2019 roku – wyjaśnia metodykę prac dr hab. Jarosław Kwapień, członek zespołu.
      Analiza wzajemnych korelacji między rynkiem kryptowalut reprezentowanym przez kurs wymiany BTC/USD i ETH/USD a rynkami tradycyjnymi głównych walut fiducjarnych, najważniejszych towarów (takich jak ropa naftowa i złoto) oraz amerykańskich indeksów giełdowych doprowadziła do wniosku, że rynek walut wirtualnych był niezależny od pozostałych rynków przez cały rok 2019, ale uległ tymczasowej korelacji z tymi rynkami podczas kilku wydarzeń w pierwszej połowie 2020 roku, jak na przykład w styczniu, kiedy zgłoszono pierwszy przypadek COVID-19 w Stanach Zjednoczonych, w marcu podczas wybuchu pandemii oraz od maja do lipca 2020 roku podczas drugiej fali pandemii. W pierwszym przypadku bitcoin wykazywał antykorelację z głównymi indeksami giełdowymi, takimi jak S&P500 i Nasdaq100, ale w drugim i trzecim przypadku analogiczne korelacje były dodatnie. Dodatnie były wtedy również korelacje między bitcoinem a kilkoma walutami fiducjarnymi i rynkiem towarów.
      Brak statystycznie istotnych korelacji w 2019 roku, kiedy klasyczne instrumenty finansowe nie doświadczyły żadnych zawirowań, był przypuszczalnie spowodowany asymetrią kapitalizacji rynkowej między rynkiem kryptowalut a rynkami konwencjonalnymi na niekorzyść pierwszego z nich, który jest jednak zbyt mały, aby mieć jakikolwiek znaczący wpływ na inne rynki. Jednak konwencjonalne rynki mogą łatwo wpływać na rynek kryptowalut, jeśli wykazują zawirowania. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w marcu i czerwcu 2020 roku.
      Najbardziej znaczący wynik naszych analiz dynamiki rynków finansowych świata w okresie pandemii COVID-19 jest taki, że to rynek kryptowalut, a szczególnie bitcoin, okazał się jednym z najbardziej odpornych na uleganie zawirowaniom, jakich w tym okresie wszystkie światowe rynki doświadczały. Ta obserwacja jest w zgodzie i uzupełnia nasze wcześniej publikowane wyniki odnośnie stabilności i dojrzałości, do jakiej rynek kryptowalut się zbliżał w ciągu ostatnich 2–3 lat. Okres COVID-19 zdaje się w pełni potwierdzać te wcześniejsze sygnały – podsumowuje prace zespołu prof. Drożdż.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Środki stosowane w ramach walki z COVID-19 – jak noszenie maseczek i utrzymywanie dystansu – doprowadziły do znacznego spadku zachorowań na inne choroby, przede wszystkim na grypę i RSV. Wydaje się to korzystnym efektem ubocznym walki z SARS-CoV-2. Jednak naukowcy z Princeton University twierdzą, że może to spowodować znaczne zmiany w dynamice innych chorób i doprowadzi do wybuchów epidemii na większą skalę niż epidemie tych chorób, jakie miały miejsce przed pojawieniem się COVID-19.
      Wyniki badań przeprowadzonych na Princeton zostały opublikowane na łamach PNAS. W wielu miejscach na świecie zaobserwowano spadek liczby zachorowań na różne choroby układu oddechowego, mówi główna autorka artykułu, Rachel Baker. Zjawisko takie może być interpretowane jako pozytywny efekt uboczny COVID-19, jednak rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Nasze badania wskazują, że w czasie stosowania interwencji niefarmaceutycznych (NPI) może zwiększać się podatność na inne choroby, takie jak RSV czy grypa. To z kolei może doprowadzić do sytuacji, że gdy NPI przestaną być stosowane i wirusy znowu będą mogły swobodnie krążyć, dojdzie do dużych epidemii tych chorób.
      Baker i jej koledzy ostrzegają, że stosowanie NPI może prowadzić w przyszłości do zwiększenia zakażeń RSV, syncytialnym wirusem oddechowym. Na całym świecie zabija on każdego roku od 48 000 do 74 500 dzieci poniżej 5. roku życia. Wzrost zachorowań może dotyczyć też grypy, jednak w jej przypadku nie jest to tak oczywiste, jak w przypadku RSV, gdyż wirus grypy ulega częstszym zmianom, a duży wpływ na jego epidemiologię ma stosowanie szczepionek.
      Szczegółowy przyszły rozwój zachorowań na RSV i grypę to bardzo złożona kwestia, jednak gdy przyjrzymy się sezonowej dynamice tych chorób oraz skutkom stosowania NPI, widzimy jasne trendy, mówi profesor Garbiel Vecchi.
      Naukowcy wykorzystali model epidemiologiczny oparty o historyczne dane oraz najnowsze obserwacje dotyczące obecnej dynamiki zachorowań na RSV i na jego podstawie badali możliwy wpływ NPI stosowanych przy COVID-19 na przyszłe wybuchy epidemii RSV w Nowym Meksyku. Odkryli, że nawet krótkotrwałe stosowane NPI może prowadzić w przyszłości do wybuchów dużych epidemii RSV. Naukowcy przewidują, że w wielu miejscach dojdzie do wybuchu takich epidemii na przełomie lat 2021–2022. Musimy być przygotowani na to ryzyko i musimy przyjrzeć się wszystkim chorobom zakaźnym, na których dynamikę wpłynęły niefarmaceutyczne interwencje stosowane przy COVID-19, mówi Baker.
      NPI będą miały podobny wpływ na grypę, jednak tutaj dokładniejsze przewidywania są trudniejsze. W przypadku grypy olbrzymią różnicę stanowi stosowanie szczepionek. Ponadto nie do końca rozumiemy wpływ NPI na ewolucję wirusa grypy, jednak potencjalnie jest on duży, dodaje Baker.
      Spadek liczby zachorowań na grypę i RSV oraz przewidywane przez nas możliwe wzrosty zachorowań, to prawdopodobnie największy skutek uboczny stosowania NPI w walce z COVID-19. Metody te mogą mieć niezamierzony długoterminowy wpływ na dynamikę innych chorób, dodaje profesor Bryan Grenfell.
      Naukowcy przypominają, że tego typu zjawisko jest znane z przeszłości. Historyczne dane z Londynu wskazują, że po epidemii hiszpanki i wprowadzonych w związku z nią NPI doszło do zmiany dynamiki odry. Wzrost zachorowań zaczęto notować wówczas nie co roku, ale co dwa lata i dochodziło wówczas do większej liczby zgonów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Organizmy dzieci i dorosłych wytwarzają różne rodzaje i ilości przeciwciał w reakcji na infekcję SARS-CoV-2, donoszą naukowcy z Columbia University. Różnica w przeciwciałach wskazuje, że zarówno sama infekcja jak i reakcja układu odpornościowego dzieci przebiega odmiennie  niż u dorosłych, a organizmy większości dzieci z łatwością pozbywają się koronawirusa.
      U dzieci infekcja trwa znacznie krócej, a wirus prawdopodobnie nie rozprzestrzenia się tak bardzo, jak u dorosłych. Organizmy dzieci mogą pozbywać się wirusa bardziej efektywnie i mogą nie potrzebować tak silnej odpowiedzi przeciwciał, jak dorośli, mówi profesor Matteo Porotto w Wydziału Pediatrii.
      Jedną z najbardziej uderzających cech obecnej pandemii jest fakt, że dzieci radzą sobie z zachorowaniem znacznie lepiej. To nowa sytuacja dla każdego. Ale dzieci są szczególnie dobrze przystosowane do zetknięcia się z patogenami, które napotykają po raz pierwszy. Ich układ odpornościowy jest specjalnie przystosowany do takich sytuacji. Dzieci mają bardzo dużo dziewiczych limfocytów T, które potrafią rozpoznawać wszelkie typy patogenów. Tymczasem układ odpornościowy dorosłych w dużej mierze polega na swojej pamięci patogenów, z którymi już się zetknął. Nasze organizmy nie są w stanie reagować na patogeny tak dobrze, jak organizmy dzieci, wyjaśnia immunolog profesor Donna Farber z Wydziału Chirurgii Columbia University.
      W najnowszych badaniach wykorzystano dane pochodzące od 47 dzieci. Szesnaścioro z nich było leczonych na Columbia University z powodu wieloukładowego zespołu zapalnego u dzieci (MIS-C), który może pojawić się w kilka tygodni po infekcji koronawirusem. Pozostałych 31 dzieci zgłosiło się na leczenie z innych powodów i podczas przyjęcia wykryto u nich SARS-CoV-2. U połowy z tych 31 dzieci nie wystąpiły żadne objawy COVID-19. Wyniki dzieci porównano z wynikami 32 dorosłych, z których część przechodziła infekcję koronawirusem w sposób na tyle poważny, że konieczne było przyjęcie ich do szpitala, a u części objawy były na tyle łagodne, że mogli pozostać w domach.
      Okazało się, że u obu grup dzieci – tych leczonych z powodu MIS-C i tych, u których MIS-C nie występowało – pojawił się ten sam profil przeciwciał. Inaczej było u dorosłych, gdzie widoczne były różnice w zależności od przebiegu choroby. W porównaniu z dorosłymi u dzieci występowało mniej przeciwciał przeciwko białku szczytowemu (białko S), które jest używane przez wirusa do przyczepiania się do komórek gospodarza. U dzieci zauważono też najmniej przeciwciał neutralizujących, podczas gdy u dorosłych, nawet tych w wieku 20 lat, organizm produkował dużo takich przeciwciał. Najwięcej przeciwciał neutralizujących występowało u najbardziej chorych dorosłych.
      Profesor Farber mówi, że może wydawać się sprzeczne z intuicją, iż u najbardziej chorych występuje najwięcej przeciwciał neutralizujących, jednak prawdopodobnie jest to wskaźnikiem dłuższego czasu obecności wirusa w organizmie. Istnieje związek pomiędzy siłą odpowiedzi immunologicznej a siłą infekcji. im bardziej poważna infekcja, tym silniejsza reakcja układu odpornościowego, gdyż potrzebujemy więcej komórek i silniejszej odpowiedzi, by poradzić sobie z większą liczbą pagotenów.
      W przeciwieństwie do dorosłych organizmy dzieci wytwarzały też bardzo mało przeciwciał przeciwko białku wirusa, które jest widoczne dla układu odpornościowego dopiero po tym, jak wirus zainfekuje komórkę. To wskazuje, że u dzieci wirus nie rozprzestrzenia się zbytnio i nie zabija zbyt wielu komórek. Jako, że organizmy dzieci szybko pozbywają się wirusa, nie występuje u nich infekcja na szeroką skalę i nie potrzebują silnej reakcji układu odpornościowego, dodaje Porotto. To zaś może sugerować, że zainfekowane dzieci – w porównaniu z zainfekowanymi dorosłymi – z mniejszym prawdopodobieństwem mogą zarazić innych. Badania, które ukazały się w innych krajach sugerują, że młodsze dzieci w wieku szkolnym nie są głównym źródłem zakażeń. Nasze dane są zgodne z tymi spostrzeżeniami, stwierdza Farber. Naukowcy zastrzegają jednak, że nie badali ilości wirusa u zainfekowanych dzieci.
      Naukowcy mówią, że ich spostrzeżenia nie oznaczają, że dzieci będą słabiej reagowały na szczepionkę. Rozwijane obecnie szczepionki nie naśladują bowiem naturalnej drogi infekcji SARS-CoV-2. Mimo tego, że u dzieci w reakcji na infekcję SARS-CoV-2 nie występują przeciwciała neutralizujące, szczepionki projektowane są tak, by wytworzyć odpowiedź immunologiczną w sytuacji braku infekcji. Dzieci generalnie dobrze reagują na szczepionki i myślę, że po zaszczepieniu w ich organizmach pojawią się przeciwciała neutralizujące i prawdopodobnie będą lepiej chronione niż dorośli, mówi Farber. Uczona dodaje, że konieczne jest zwiększenie liczby dzieci biorących udział w badaniach klinicznych szczepionek na SARS-CoV-2, bo tylko w ten sposób będziemy mogli zrozumieć, na ile szczepionki takie skutecznie chronią najmłodszych.
      Teraz naukowcy z Columbia University skupiają się na badaniu różnic pomiędzy reakcjami limfocytów T dzieci i dorosłych na obecność koronawiusa. Szczególnie interesują ich limfocyty T obecne w płucach, gdyż już wcześniejsze badania tej samej grupy naukowej wykazały, że odgrywają one większą rolę w walce z infekcją płuc niż limfocyty T, które wędrują po organizmie i trafiają również do płuc.
      Uczeni wciąż nie są pewni, dlaczego organizmy dzieci lepiej sobie radzą z SARS-CoV-2. Być może u dzieci pojawia się silniejsza nieswoista odpowiedź odpornościowa, w ramach której do działania przystępuje interferon i makrofagi, atakujące wszystkie komórki zainfekowane przez patogen. Wcześniejsze badania sugerują bowiem, że u dorosłych zainfekowanych nowym koronawirusem odpowiedź nieswoista może być opóźniona. Jeśli nieswoista odpowiedź odpornościowa jest naprawdę silna, w płucach pozostaje mniej wirusa i przeciwciała oraz limfocyty T pojawiające się w ramach odpowiedzi odpornościowej swoistej mają mniej do roboty, stwierdza Farber.
      Nie można też wykluczyć, że wirus ma mniejszą zdolność do infekowania komórek dzieci, być może dlatego, że na powierzchni tych komórek dochodzi do mniejszej ekspresji protein potrzebnych wirusowi do rozpoczęcia infekcji. Uczeni z Columbia testują właśnie te hipotezy, badając komórki dzieci w porównaniu z komórkami dorosłych.
      Interakcja pomiędzy wirusem a gospodarzem to przyczyna, dla której obserwujemy tak duże różnice w reakcji na obecność wirusa. Jednak wciąż zbyt mało wiemy o tym wirusie, by jednoznacznie stwierdzić, dlaczego u niektórych choroba przebiega łagodnie, a u innych ma poważny przebieg, przyznaje Porotto.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Nature w artykule Distinct antibody responses to SARS-CoV-2 in children and adults across the COVID-19 clinical spectrum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      COVID-19 wywołuje nie tylko problemy ze strony układu oddechowego. Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że pojawia się też stan zapalny naczyń krwionośnych. Ponadto u 30–50 procent osób występują objawy neurologiczne, jak bóle czy zawroty głowy, mdłości i problemy z koncentracją. To zaś sugeruje, że SARS-CoV-2 może mieć wpływ na centralny układ nerwowy.
      W piśmie Neurobiology of Disease ukazał się właśnie artykuł, którego autorzy – naukowcy z Temple University i Rowan University – donoszą, że białko szczytowe (białko S) koronawirusa może uszkadzać barierę krew-mózg. W wyniku jego działania bariera ta może stać się nieszczelna, przepuszczając do mózgu szkodliwe substancje.
      Wcześniejsze badania wykazały, że SARS-CoV-2 infekuje komórki gospodarza przyłączając się za pomocą białka szczytowego do enzymu konwertującego angiotensynę 2 (ACE2), obecnego na powierzchni komórek gospodarza, mówi profesor Servio H. Ramirez, główny autor najnowszych badań.
      ACE2 jest obecny na powierzchni komórek śródbłonka wyściełających naczynia krwionośne. Jako, że ACE2 to główny cel, za pomocą którego SARS-CoV-2 przyczepia się do komórek w płucach i naczyniach krwionośnych innych organów, tkanki położone za tymi naczyniami krwionośnymi, które otrzymują krew od naczyń, do których przyczepił się wirus, mogą być przez wirusa uszkodzone, dodaje Ramirez.
      Zespół Ramireza postanowił przyjrzeć się ACE2 w naczyniach krwionośnych mózgu. Naukowcy poszukiwali tego enzymu w tkance mózgowej osób zmarłych, zarówno takich, którzy byli zdrowi, jak i takich, którzy cierpieli na nadciśnienie i demencję. Analizy wykazały, że do ekspresji ACE2 dochodzi w naczyniach krwionośnych kory czołowej i że ekspresja ta jest znacząco wyższa u osób, które miały nadciśnienie lub demencję.
      Po tym odkryciu uczeni chcieli chcieli sprawdzić, jaki wpływ białko S wirusa SARS-CoV-2 może mieć na komórki śródbłonka naczyń krwionośnych mózgu. Badania prowadzono na kulturach komórek w laboratorium. Okazało się, że wprowadzenie do kultury komórek białka S, szczególnie zaś podjednostki S1 wiążącej receptor, prowadziło do znaczących zmian funkcjonowania wyściółki, przez co częściowo traciła ona swoją integralność. Jakby tego było mało zdobyto też dowody, że podjednostka S2, która łączy się z błoną komórkową, ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie bariery krew-mózg. To ma olbrzymie znaczenie, gdyż w przeciwieństwie do podjednostki S1, podjednostka S2 nie wiąże się z ACE2, co oznacza, że może ona uszkadzać barierę krew-mózg niezależnie od obecności ACE2, wyjaśnia doktor Tetyana Buzhdygan.
      Naukowcy, chcąc potwierdzić swoje spostrzeżenia, stworzyli specjalne konstrukcje tkankowe, imitujące naczynia krwionośne w mózgu. To pozwoliło im na odtworzenie przepływu krwi oraz sił działających na naczynia w czasie codziennego funkcjonowania. Eksperymenty potwierdziły, że przyłączenie podjednostki S1 zwiększyło przepuszczalność tak skonstruowanych naczyń.
      Nasze badania potwierdzają, że SARS-CoV-2 lub jego białko S krążące we krwi może destabilizować barierę krew-mózg. Zmiana funkcjonowania tej bariery, której zadaniem jest niedopuszczenie, by szkodliwe substancje przeniknęły do mózgu, zwiększa prawdopodobieństwo pojawienia się takich substancji w mózgu, co wyjaśnia objawy neurologiczne obserwowane u chorych na COVID-19, stwierdza Ramirez.
      Nie wiadomo, czy infekcja SARS-CoV-2 może nieść ze sobą długotrwałe skutki neurologiczne. Dotychczas nie znaleziono dowodów, by wirus wnikał do komórek mózgu. Dlatego też zespół Ramireza ma zamiar teraz z jednej strony poszukać śladów wirusa w różnych regionach mózgów zmarłych osób, z drugiej zaś chce sprawdzić, czy SARS-CoV-2 jest zdolny do zarażania komórek układu nerwowego.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...