Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Amerykanie będą mogli jeździć autonomicznymi taksówkami

Recommended Posts

Google przygotowuje się do uruchomienia pierwszego w USA przedsiębiorstwa taksówkowego z autonomicznymi samochodami. Analitycy przewidują, że do roku 2030 rynek tego typu usług będzie warty 2,3 biliona dolarów, a Waymo, firma Google'a, będzie miała w nim 60-procentowe udziały.

Przez ostatni rok prowadzony był program pilotażowy Waymo, który objął 400 gospodarstw domowych w Chandler w Arizonie. Obecnie w samochodach Waymo siedzi kierowca, który ma reagować w sytuacjach tego wymagających. W niedługiej przyszłości autonomiczne samochody Waymo mają być nadzorowane z centrum operacyjnego. Kierowca zniknie z pojazdu, a każdy z zatrudnionych w centrum operatorów będzie miał do pod opieką kilkanaście samochodów.

Obecnie w USA jeździ około 305 000 taksówek i samochodów świadczących podobne usługi. Waymo zamówiło już 82 000 pojazdów. W 2019 roku Waymo ma zacząć świadczyć usługi w Arizonie i Kalifornii. Serwisowaniem pojazdów zajmie się firma Avis, która ma pod opieką 400 000 pojazdów w całych Stanach Zjednoczonych.

Warto w tym miejscu przyjrzeć się finansom Ubera. W ciągu ostatnich trzech miesięcy przychody tej firmy sięgnęły 2,8 miliarda dolarów, ale firma zanotowała stratę w wysokości 890 milionów. Gdyby nie musiała płacić kierowcom, odniosłaby zysk.
Google posiada wystarczająco pieniędzy, by zakupić kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy samochodów i wejść na rynek usług przewozowych.

Plany Google'a są jak najbardzej realne. Już w 2024 autonomiczne samochodu mogą przewieźć w USA ponad 50% pasażerów. Pozbycie się kierowców obniży koszty podróży, a w przyszłości elektryczne autonomiczne samochody i ich eksploatacja mogą być nawet 10-krotnie tańsze niż obecne samochody spalinowe. W ten sposób każdy Amerykanin może zaoszczędzić na kosztach podróży 5–10 tysięcy dolarów rocznie. Niższe koszty transportu to jego łatwiejsza dostępność, powinno to pozytywnie wpłynąć na gospodarkę. Jeśli zaś przyjmiemy, że początkowo autonomiczne samochody będą 4-krotnie bardziej bezpieczne, to amerykańska gospodarka zaoszczędzi 600 z 870 miliardów USD, które obecnie kosztują wypadki drogowe.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minutes ago, KopalniaWiedzy.pl said:

elektryczne autonomiczne samochody i ich eksploatacja mogą być nawet 10-krotnie tańsze niż obecne samochody spalinowe. W ten sposób każdy Amerykanin może zaoszczędzić na kosztach podróży 5–10 tysięcy dolarów rocznie.

Raczej o tyle to wzrośnie zysk przedsiębiorstwa. Może autonomiczne taksówki będą tańsze ale tylko do momentu pozbycia się kierowców z rynku.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Automatyzacja wszystkiego. Jednoczesnie zła i dobra. Ludzie stracą pracę, wpierw usa później reszta świata. Jest to nieuniknione. W sumie wybiegajac w przyszłość widać że tylko okres przejsciowy Będzie bolesny dla spoleczenstwa. W pozniejszym czasie ludzkość będzie mogła się zająć eksploracja kosmosu, nauką bądź byciem leniwym i nic nie robieniem. Wszystko to dlatego że każdą czynność - bądź prawie każdą, będą wykonywać za nas maszyny. Pytanie brzmi, czy one nas zastąpią też w życiu? Czy tylko w pracy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Krzychoo napisał:

Może autonomiczne taksówki będą tańsze ale tylko do momentu pozbycia się kierowców z rynku.

Ale jest niski próg wejścia, więc gdyby podnieśli ceny, to ludzie znów by mogli wejść jako konkurencja. jak to mówią rynek sam się ureguluje

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Drapak napisał:

Wszystko to dlatego że każdą czynność - bądź prawie każdą, będą wykonywać za nas maszyny. Pytanie brzmi, czy one nas zastąpią też w życiu? Czy tylko w pracy.

Kiedy ostatnio byłeś na polowaniu? Kiedy ręcznie siałeś i zbierałeś zboże? Od czasów społeczeństwa zbieracko-myśliwskiego ciągle przybywa maszyn/narzędzi a mimo to nie czuję abym "mniej żył" niż tamci ludzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Delor napisał:

Kiedy ostatnio byłeś na polowaniu? Kiedy ręcznie siałeś i zbierałeś zboże? Od czasów społeczeństwa zbieracko-myśliwskiego ciągle przybywa maszyn/narzędzi a mimo to nie czuję abym "mniej żył" niż tamci ludzie.

Nigdy nie byłem na polowaniu, nigdy nie sialem i nie zbierałem. Jestem natomiast mechanikiem i stolarzem amatorem ale co to zmienia? Czy kiedyś nie było podziału na role? Wszyscy tylko biegali i siali? Nikt się nie opiekował dziećmi? Nikt nie gotował? Multum wszelakich zajęć? Ale do czego zdążę? To że teraz możemy coś jeszcze sami robić, to tylko kwestia tego że robot nie jest w stanie zrobić tego lepiej, bądź poprostu taniej. Technologia idzie do przodu a wraz z nią, spadają jej ceny. Pewnego dnia będzie na tyle tania i zaawansowana że zastąpi nas w większości codziennych zadań w pracy, domu i kto wie, może nawet w łóżku z naszą żoną. I tak jak wspomniałem, po części wykluczy nas z życia, bo to że nie siejesz, zbierasz, polujesz... Nie znaczy że tego nie odczujesz. Choć pewnie maximum nie nastąpi jeszcze za naszego życia, to powoli idzie to odczuć. Dobrym przykładem tego jest bodajże Bill G. (Chyba on) który namawiał rządy do tego by opracować coś na wzór płacy podstawowej, nawet dla bezrobotnych. Pomysł ten wyszedł stąd iż już teraz widzą zmiany w gospodarce, już teraz coraz więcej ludzi jest bez pracy, gdyż zostali wyparci przez maszyny. Bill chce zapobiec wojną które mogą przez to powstać, bezrobociu, biedzie... i tak... to jest właśnie ten początek okresu przejściowego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Technologia rzeczywiście wyklucza nas z życia. Ale całkowicie w przeciwny sposób niż piszesz.
Coraz więcej czasu życia zajmuje nam technologia. Smartfony to tylko jeden przykład ale dość widoczny. Każda technologia obecna w naszym życiu zajmuje nam kawałek tego życia.

Godzinę temu, Drapak napisał:

Chyba on) który namawiał rządy do tego by opracować coś na wzór płacy podstawowej, nawet dla bezrobotnych

Bo najlepiej zachęcać ludzi do nieróbstwa po tym jak samemu się już zarobiło wszystko co się dało zarobić harując od świtu do nocy :D

"Wprawdzie ja stałem się miliarderem harując ciężko (także oszukując) ale dla Was mam lepszy pomysł na życie. Nie pracujcie i nie oszukujcie" :D

 

Godzinę temu, Drapak napisał:

Bill chce zapobiec wojną które mogą przez to powstać, bezrobociu, biedzie

Niech dobrze zrozumiem. Chce płacąc bezrobotnym zapobiec bezrobociu? :D
Ośmielę się stwierdzić że Bill aż tak głupi nie jest. Źle go zrozumiałeś.

Godzinę temu, Drapak napisał:

Pomysł ten wyszedł stąd iż już teraz widzą zmiany w gospodarce, już teraz coraz więcej ludzi jest bez pracy

Gdzie ci ludzie bez pracy są? Bo Polska to np. ściągnęła miliony Ukraińców i dalej nam mało.
A może w USA? Tam bezrobocie najniższe bodajże od 50 lat.

https://forsal.pl/artykuly/1290331,bezrobocie-w-usa-jest-najnizsze-od-49-lat.html

I co gorsza dokonał tego Trump a nie Bill. I nie dając pieniędzy bezrobotnym :) Przeciwnie - dawanie ogranicza.
BTW. Twój pomysł i ewentualnie Billa sprawdzono w Wenezueli. Dawano nawet bezrobotnym. Efekt jest dziś taki że jak masz szczęście to kupisz tam gnijące mięso. Jak nie masz to jesz błoto na ulicy. Bezrobocie sięga dziesiątek % :) Niedługo znikną stamtąd też maszyny (samochody już padają i nie ma kto ani za co ich remontować). I będzie idealnie co?

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bierzesz wszystko zbyt dosłownie. Bezrobocie zawsze było i póki co bedzie, nie chodzi o to wynikające z zapotrzebowania na daną gałąź przemysłu, mowa tu o tej nadciagajacej, wynikającej z automatyzacji, poszukaj - poczytaj. 

Edited by wilk
Nie odpowiadamy cytatem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chodzi o bezwarunkowy dochód podstawowy. Zapewni zaspokojenie podstawowych potrzeb dużej liczby osób. To sposób na uniknięcie zamieszek/buntów przeciwko bogatym właścicielom zrobotyzowanych fabryk. Chcący będą pracować (specjaliści przy obsłudze robotów, zawody artystyczne i związane z opieką nad chorymi/starszymi).

BDP jest tylko rozwiązaniem pewnego problemu ale nadal to ty żyjesz i pracujesz (jak chcesz mieć coś więcej ponad zapewnieniem podstawowych potrzeb).

Troszkę więcej sf: :)

badania nad postrzeganiem szczęścia i sensu życia. Edycja genów i mamy szczęśliwe społeczeństwo. Sielanka. Tylko czy wtedy będzie lepiej? Szczęśliwi nie mają motywacji do rozwoju.

Rozwijając neuralink możemy połączyć się z maszynami/stać się "procesorami" tych robotów lub wylądować jakiejś formie matrix'a. Transhumaniści przyklasną, biokonserwatyści potępią.

Możemy też stworzyć prawdziwą AI/dojść do osobliwości technologicznej.

Możliwości jest jeszcze kilka ale... wróżenie z fusów jest tylko rozrywką. Jak coś z powyższego nastąpi to wtedy będziemy reagować/dostosowywać się do sytuacji.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Drapak napisał:

Bierzesz wszystko zbyt dosłownie. Bezrobocie zawsze było i póki co bedzie, nie chodzi o to wynikające z zapotrzebowania na daną gałąź przemysłu, mowa tu o tej nadciagajacej, wynikającej z automatyzacji, poszukaj - poczytaj. 

1. Czyli Ty coś napiszesz a ja to mam brać nie dosłownie. Czyli jak? 

2. Bezrobocie wynikające z automatyzacji? A co od już kilkuset lat się robi jak nie automatyzuje. A bezrobocie w Polsce to załóżmy <5 %. W USA - 3,7 %.

Ba, można nawet zauważyć że im bardziej zautomatyzowany kraj tym niższe bezrobocie.
A już danie milionom Murzynów w USA pieniędzy za nic nie robienie to jest genialny pomysł :D z pewnością wezmą się do pracy. Na szczęście nikt takich pomysłów z rządzących nie ma.

3 godziny temu, Delor napisał:

To sposób na uniknięcie zamieszek/buntów przeciwko bogatym właścicielom zrobotyzowanych fabryk

Nie. To sposób na wpędzenie w biedę jeszcze większej części społeczeństwa. Czy to chroni przed zamieszkami? Wątpię.

A tak w ogóle to gdzie dziś są zamieszki przeciwko bogatym właścicielom fabryk? Ludzie mamy rok 2018 a nie 1907 :D Obudźcie się. To nie carska Rosja, tylko UE. Ja wiem że czytając książki z XIX wieku można rzeczywiście wierzyć w wojnę klas itd. ale mamy XXI wiek.
Oczywiście - nie bierzcie tego co piszę dosłownie. Bierzcie to inaczej :D

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, thikim napisał:

Na szczęście nikt takich pomysłów z rządzących nie ma.

Na świecie? Finlandia, Kanada, Holandia, USA (losowe linki z wyszukiwarki). W Polsce zwolennikiem jest Ryszard Kalisz.

Ile czasu zajmie zmiana "500+ dla dzieci" na "500+ dla wszystkich"? :) Wiem, że to brzmi jak "pieniądze za leżenie" ale mimo wszystko ma jakiś sens (BDP zamiast socjalu).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Roboty obniżają nie tylko koszty namacalne (te związane z dochodami, a więc zwiększają podatki, które przeznaczane są na zasiłki), ale także ekonomiczne, jak koszty czasu. Przez to de facto zwiększają także przychód, bo ludzie mają więcej czasu na realizowanie tego czego nie mogą realizować pracując. Przykładowo nie trzeba pracować, a można tworzyć nowe wynalazki itd.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, mankomaniak napisał:

Przez to de facto zwiększają także przychód, bo ludzie mają więcej czasu na realizowanie tego czego nie mogą realizować pracując. Przykładowo nie trzeba pracować, a można tworzyć nowe wynalazki itd.

Tak, to właśnie ta najbardziej kreatywna część społeczeństwa zostanie beneficjentem BDP. Ferdynand Kiepski wreszcie zajmie się pracą do której ma kwalifikacje. Wszyscy na tym skorzystamy, zwłaszcza w połączeniu z prawem do głosowania. Mając to na uwadze, Finlandia zmodyfikowała swoje podejście i ten dochód podstawowy stracił początek: "bezwarunkowy".

Obawiam się, że zamiast BDP równie dobrze moglibyśmy dawać darmową flaszkę wódki dziennie i degradacja będzie postępowała z taką samą szybkością. Przypominam, że BDP jest realizowany w ZOO i drapieżniki od tego chorują. 

BDP = Bardzo Destrukcyjny Pomysł.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Racja, Finlandia to czysta patologia, omijać z daleka:

http://reports.weforum.org/travel-and-tourism-competitiveness-report-2017/ranking/?doing_wp_cron=1522171373.1770548820495605468750#series=TTCI.A.02

P. S. Pamiętajmy, że 500+ to patologia nie dlatego, że to czyste rozdawnictwo, ale dlatego że to rozdawnictwo kosztem innych - czyli pochodzi z podatków z zadłużania państwa.

Edited by mankomaniak

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, Delor napisał:

Na świecie? Finlandia, Kanada, Holandia, USA (losowe linki z wyszukiwarki). W Polsce zwolennikiem jest Ryszard Kalisz.

No ale kto z rządzących w USA ma takie pomysły? :) Nie napisałem: byłych rządzących.

 

7 godzin temu, mankomaniak napisał:

Pamiętajmy, że 500+ to patologia nie dlatego, że to czyste rozdawnictwo, ale dlatego że to rozdawnictwo kosztem innych

Sugerujesz że większość biorących 500+ nie pracuje? Sugestia daleka od rzeczywistości.

Wolnościowcy i liberałowie generalnie czepiali się w 500+ sposobu realizacji a nie idei. Ale kierunek przyjęli za dobry.

Ponad 90 % rodzin które biorą 500+ osiąga opodatkowane dochody także z innych źródeł. Nawet trudno by było inaczej jeśli bezrobocie wynosi: 5,8%.

Z tego wynika że dla przytłaczającej większości ludzi 500+ to zwrot podatku - czyli taka ulepszona ulga na dziecko. Radzę sobie przy okazji przypomnieć ile wynoszą ulgi na dziecko.

I teraz jak sobie to podliczyć to wychodzi że po połączeniu ulgi na dziecko z 500+ w zasadzie rodzice nie płacą podatku PIT. Co jest dobre.
Złe jest natomiast że najpierw płacą a potem odbierają. Mogliby nie płacić i nie odbierać. Prostsze by to było i tańsze w obsłudze.

Co prowadzi do jednego nieuniknionego wniosku: ludzie nie powinni dostawać 500+ tylko PIT powinien być zlikwidowany.

No ale mądrość ludowa głosi: gdy się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Wcześniej nie miało się nic.

 

7 godzin temu, Jajcenty napisał:

Obawiam się, że zamiast BDP równie dobrze moglibyśmy dawać darmową flaszkę wódki dziennie i degradacja będzie postępowała z taką samą szybkością

Nie. BDP jest bardziej demoralizujące. I dodatkowo zwiększa bezrobocie. A w przypadku Wenezueli która miała podobne rozwiązania prowadzi niemalże wprost do jakiejś postapokaliptycznej rzeczywistości z filmów w rodzaju: Walking Dead.
Lepiej dawać ludziom czysty spirytus, ćwiartkę dziennie niż BDP.

Ale to już tysiące lat temu wiedziano jak mówiono:

"Kto nie pracuje - niechaj i nie je"

a wino traktowano jednak ulgowo:

"dobrze jest pić i wodę i wino".

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
43 minutes ago, thikim said:

Sugerujesz że większość biorących 500+ nie pracuje?

Uroiłeś coś sobie.

43 minutes ago, thikim said:

Wolnościowcy i liberałowie generalnie czepiali się w 500+ sposobu realizacji a nie idei. Ale kierunek przyjęli za dobry.

Co to za bzdury, że dobra idea. - Tato, dlaczego się urodziłem. - A, bo rozdawali kasę, jak się spłodziło drugiego bachora, a wtedy hajsu nam brakowało.

46 minutes ago, thikim said:

w zasadzie rodzice nie płacą podatku PIT. Co jest dobre.

Znowu klepiesz bez sensu. Nie płacą, bo inni za nich płacą. Przykładowo nałożyli podatek bankowy, co dało im 4 mld zł rocznie. Banki rekompensują to sobie poprzez obniżenie oprocentowania lokat albo podwyższenie RRSO kredytu. Z tobą się rozmawia jak z kimś nierozgarniętym, któremu trzeba wszystko tłumaczyć albo trolem, który udaje, że tego nie wie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie uroiłem sobie tylko Ty takie coś sugerujesz pisząc:

8 godzin temu, mankomaniak napisał:

P. S. Pamiętajmy, że 500+ to patologia nie dlatego, że to czyste rozdawnictwo, ale dlatego że to rozdawnictwo kosztem innych - czyli pochodzi z podatków z zadłużania państwa.

Jakie to rozdawnictwo kosztem innych jak ludzie w przytłaczającej większości dostają zwrot swojego podatku? Jeśli >90% ponosi koszty płacąc podatki to te <10 % nie może być podstawą określenia programu jako rozdawnictwa kosztem innych.

 

Godzinę temu, mankomaniak napisał:

Znowu klepiesz bez sensu. Nie płacą, bo inni za nich płacą

A liczby na to: niemożliwe. Naprawdę nie przyjmujesz do wiadomości rzeczywistości w postaci takiej że ponad 90 % ludzi biorących 500+ płaci podatki?

W jak urojonej rzeczywistości trzeba żyć?

Godzinę temu, mankomaniak napisał:

Co to za bzdury, że dobra idea. - Tato, dlaczego się urodziłem. - A, bo rozdawali kasę, jak się spłodziło drugiego bachora, a wtedy hajsu nam brakowało.

Czyli 500+ działa? Bo tak jakby podobno nie działa. A w każdym razie masę artykułów można znaleźć że nie działa.

Ale to taka tylko dygresja. Czy Ty potrafisz używać jakiś innych liczb poza: "500+"?

Jakbyś potrafił to byś wiedział że wzrost liczby urodzeń był kilkuprocentowy. Czyli rozumiem że jeśli na te 400 tysięcy dzieci wzrostem było 20 tys. czyli około 5 %, to do Ciebie nie dociera relacja 95 % do 5 % jak i żadna inna liczba?

Czyli na podstawie kilku procent dzieci, które być może urodziły się ze względu na kasę, ale w większości pewnie nie, cały program podsumowujesz jako rodzenie dzieci za kasę?

To ja proponuję żebyś za swoją pracę dostawał 5 % wypłaty :) bo na tyle zasługujesz wedle Twojej logiki.

Na podstawie <5 % piszesz o rodzeniu za kasę. A te >95 % to już nie uwzględniasz :D

Jak można nazwać człowieka który wybiera sobie <5% rzeczywistości - bo pasuje mu do jego poglądów - i na tej podstawie ocenia całość? No jak?

Godzinę temu, mankomaniak napisał:

Z tobą się rozmawia jak z kimś nierozgarniętym

Chyba właśnie tak się nazywa człowieka który wybiera sobie 5 % jakiegoś zjawiska bo tylko tyle jest w stanie zrozumieć. 95 % nie ogarnia.

Jest tu jakiś inny dyskutant bo z ubolewaniem zauważam że mógłby trochę wyższym poziomem jechać i o wielu ważniejszych sprawach napisać ale z mankomaniak się nie da :) Trzeba się odrobinę zniżyć do jego poziomu żeby zrozumiał gdzie się myli.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, mankomaniak napisał:

Znowu klepiesz bez sensu. Nie płacą, bo inni za nich płacą.

Hm, wpływy do budżetu z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych to jakieś 90 mld, koszt programu 500+ to ~25 mld. Na moje oko to po prostu skomplikowany zwrot podatku w większości przypadków. Można też zacząć od  średniego dochodu i  policzyć 19% podatku, często pracuje oboje rodziców - teraz możesz przestać czuć się pokrzywdzonym z powodu wielodzietnej patologii.

Ośrodki propagandowe usilnie nagłaśniają, że wpływ 500+ na liczbę urodzeń jest znikomy. Czyli wielka klęska PiS.  Podobno cały skok w liczbie urodzeń to efekt wejścia wyżu w fazę rozpłodu. Czyli wychodzi na to, że patologia jest za głupia nawet na to, by narobić dzieci i żyć jak królowie za Twoje pieniądze.

Przy okazji. Kiedy pojawiły się podatki i wraz z nimi możliwość rozliczania z żoną, nie mogłem zrozumieć dlaczego z żoną? Dlaczego nie z dziećmi? Wychodzi na to, że państwo dokłada do żony, ale do dzieci już nie chce... Nie wiem jakie jest źródło tego absurdu, na moje oko nikt nad tym nie myśli. Państwo, czyli Wy drodzy Koledzy, dopłacacie do moich przyjemności, jednocześnie zabierając mi pieniądze, które mógłbym wykorzystać na dzieci. Potem, kiedy dzieci się usamodzielniają, już tylko płacicie na moje przyjemności.... Ot urzędnicza myśl ...

Ręce opadają.

Edycja: Zaraz! A może to rekompensata dla żonatych - mężatych? Może ten co to wymyślił nie był zbyt szczęśliwy w małżeństwie ? No ale co z tymi co są zadowoleni? Im chyba trzeba by zabrać?

 

2 godziny temu, thikim napisał:

Jest tu jakiś inny dyskutant

Pogadałbym, ale akurat się zgadzamy, więc nie ma o czym gadać :)

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cicho lewaki, nie róbcie offtopów politycznych i tu. ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od taksówek do 500+. Faktycznie, to powinien być oddzielny wątek: "500+: patologia czy nie?". Możecie sobie nazywać to zwrotem, ulgą, obojętnie. PIS jest specjalistą w takich sztuczkach: mówi, że nie podnosi podatków, bo opłaty to nie są podatki. Na pewno was tam przyjmą z otwartymi ramionami. Do was nie dociera, że suma tych podatków o których mówicie nie obniża się; po prostu została przesunięta na inne grupy. Nie byłoby problemu, gdyby tylko pewna część społ. dostawała "ulgę podatkową", ale te pieniądze nie byłyby nikomu zabierane. A są.

9 hours ago, Jajcenty said:

teraz możesz przestać czuć się pokrzywdzonym z powodu wielodzietnej patologii.

Nie czuję się pokrzywdzony. Tu po prostu chodzi o zwykłą sprawiedliwość społeczną. W tym przypadku ta niesprawiedliwość jest ekstremalna, bo kasę dostają ludzie, której jej nie potrzebują, a więc sama idea tego programu jest wypaczona.

11 hours ago, thikim said:

A w każdym razie masę artykułów można znaleźć że nie działa.

No widzsiz, sam stwierdziłeś, że idea jest do bani, a jej bronisz. Nie działa, bo ludzie czują wewnętrzny opór wobec tego chorego pomysłu, że dziecko jest warte 500 zł.

Żyjcie sobie dalej w swoim wyimaginowanym pisowskim świecie, ja nim gardzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, Jajcenty napisał:

Pogadałbym, ale akurat się zgadzamy, więc nie ma o czym gadać

Kwestia szczegółów :D

Gdyby to ode mnie zależało to:

1. Zniósłbym PIT i 500+ - to się mniej więcej równoważy ze względu na opodatkowanie budżetówki.

Ale lepsze 500+, które częściowo znosi PIT niż nic :)

2. Jednolity VAT na 20 %.

3. Podatek przychodowy zamiast CIT.

I to by uporządkowało ten bałagan nad którym nikt już nie panuje.

Są to logiczne kroki. Jedyne pytanie brzmi dlaczego nikt tego nie robi :)

Czy możliwość kontrolowania społeczeństwa jest aż tak wielką wartością w relacji do zapewnienia temu społeczeństwu dobrobytu?

Czy etaty w budżetówce są aż tak cenne żeby rujnować nimi społeczeństwo?

Zapewne tak. Bo tak wszyscy robią jakby tak było wspomagając się straszeniem społeczeństwa przed zmianami.

500+ oczywiście jeśli chodzi o aspekt demograficzny - działa bardzo słabo. Większy jest ten aspekt zwrotu podatku o którym pisałem :)
Demografii to nawet likwidacja PITu nie poprawi znacząco. To jest kwestia zmiany stylu życia. Na razie nieodwracalna.
Gdyby tak wyłączyć prąd na kilka lat to co innego :) To by poprawiło demografię bardziej :D

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
58 minut temu, thikim napisał:

Zniósłbym PIT i 500+ - to się mniej więcej równoważy ze względu na opodatkowanie budżetówki.

Mógłbyś rozjaśnić? Bo PIT raczej przebija mocno 500+.

Żeby inni przestali płacić PIT i dostali więcej pieniędzy, a budżetówce płacić mniej o ten PIT? Bo nie załapałem.

 

Godzinę temu, thikim napisał:

Jednolity VAT na 20 %.

I tu jest problem, (Tzn. problem dla decydentów) bo jeśli dobrze pamiętam to stawka VAT realnie wynosiła jakoś w okolicach 16%, czyli na 20% chociaż fajna równa liczba to podwyżka. i to procentowo największa dla tych w śród których udział wydatków na jedzenie jest największy czyli dla najbiedniejszych de facto. a oni najmniej zyskają na likwidacji PITu a być może stracą na 500+.

 

Godzinę temu, thikim napisał:

Podatek przychodowy zamiast CIT.

Ja bym poszedł dalej, zlikwidował bym CIT. Małe z tego przychody (no powiedzmy małe), a i tak w głównej mierze płacą go klienci końcowi czyli kowalski. a podwyżka VATu na 20% prawdopodobnie (Bo nie liczyłem) mogła by zniwelować utratę CITu, a mogło by to zwiększyć poziom inwestycji w PL.

 

PS.

Ogólnie to szedł bym tę samą stronę, ale wiem, że to by mogło nie przejść (tak od razu), bo stracą najwięcej na tym najbiedniejsi a to głosy  

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, mankomaniak napisał:

Do was nie dociera, że suma tych podatków o których mówicie nie obniża się; po prostu została przesunięta na inne grupy.

Jest dokładnie tak jak mówisz, ale to dotyczy KAŻDEGO wydatku Państwa. Czy to podwyżka dla pielęgniarek, nauczycieli, policjantów, infrastruktura, budżetówka... co za różnica czy to 500+ czy nie? Jest to inny wydatek, "na dzieci", i tyle.

21 godzin temu, Jajcenty napisał:

Dlaczego nie z dziećmi?

Dokładnie, i to by rozwiązało sprawę raczej. Pracujesz, ale masz dzieci to masz większą ulgę (poprzez wspólne rozliczanie)

11 godzin temu, mankomaniak napisał:

No widzsiz, sam stwierdziłeś, że idea jest do bani, a jej bronisz.

Broni, bo lepiej to niż nic, akurat podzielam to przekonanie. Mi w 500+ nie podoba się brak limitu górnego, np. przy 4-5 dzieci albo od 4-tego 300pln, potem 200 a potem już nic.

11 godzin temu, mankomaniak napisał:

Nie byłoby problemu, gdyby tylko pewna część społ. dostawała "ulgę podatkową", ale te pieniądze nie byłyby nikomu zabierane. A są.

Myślę, że wszyscy byliby za tym, nawet decydenci, tylko jak określić progi komu, kiedy i dlaczego,  i jak osiągnąć efekt psychologiczny (jednak 500 co miesiąc to co innego niż "odliczenie")

8 godzin temu, Afordancja napisał:

Ogólnie to szedł bym tę samą stronę, ale wiem, że to by mogło nie przejść (tak od razu), bo stracą najwięcej na tym najbiedniejsi a to głosy  

Pytanie czy tylko "głosy"? Czy najbiedniejsi nie są przypadkiem już i tak za biedni (poniżej progu egzystencji), żeby im jeszcze "dokładać"?

9 godzin temu, thikim napisał:

500+ oczywiście jeśli chodzi o aspekt demograficzny - działa bardzo słabo. Większy jest ten aspekt zwrotu podatku o którym pisałem :)

"Byzydura..." :)

Największym problemem z dzietnością jest to, że dzieci, powyżej sztuk 1, a na pewno 2 to już jest SPORY wydatek. Kij tam ubranka, szkoły, jedzenie, leczenie... potrzebujesz już większego mieszkania (kawalerka odpada:) ), czyli teraz 400-700k PLNów, potrzebujesz większego auta (a często 2 aut, bo rozwożenie dzieci jednym przed szkołą i po szkole, zajęcia dodatkowe, sklepy, etc to jednym autem LIPA), czyli 5-7 miejsc z oddzielnymi fotelami z tyłu, s-max, galaxy, sharan, od biedy scenic, zafira, c4 grand picasso, czyli kasa. Potrzebujesz też dużo więcej czasu (szkoły, zajęcia, odrabianie lekcji, o wspólnym spędzaniu czasu nie wspominając, i to x3), a etacik 40h tygodniowo jakby nie maleje z posiadaniem dzieci. Pranie przy 5 osobach robi się codziennie, ogarnij dom, jedzenie, ubranie na każdy dzień... Więc i 500+ i ulgi wiele (nie mówię nic) nie zdziałają, bo to problem jest na dużo większe kwoty i ogólnie systemowy (czas dla 3 dzieci, gdy oboje pracują).

Share this post


Link to post
Share on other sites

EDIT: Kolejny problem systemowy to "biedni pracujący", CI co zarabiają po 3-6k miesięcznie. Na nic ich nie stać, bo cała kasa idzie na wydatki bieżące, ciężko z odkładaniem, z wakacjami i dodatkowymi wydatkami. Socjalu/dodatków brak, bo "maja kasę", to te 500+ nic im nie da, a podatku odprowadzają za mało, żeby zmiana z "500+" na "podatki minus" ich przekonała do (następnego) dziecka. A takich ludzi jest sporo, wystarczy, że oboje pracują na minimalnej krajowej i razem mają 4,3k... tragedia.

Edited by radar
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 hours ago, radar said:

Jest dokładnie tak jak mówisz, ale to dotyczy KAŻDEGO wydatku Państwa. Czy to podwyżka dla pielęgniarek, nauczycieli, policjantów, infrastruktura, budżetówka... co za różnica czy to 500+ czy nie?

No to wiadomo, ale przecież ludzie płacą już grube podatki, zusy itd,, a tu ładują kolejny gigantyczny. Podwyżki dla niektórych grup powiedzmy, że są konieczne (z powodu inflacji, którą rządy wytwarzają przez podnoszenie płacy min), ale powinny być finansowane wzrostem bieżących podatków, które przecież i tak rosną na skutek wzrostu nominalnych dochodów ludności (PKB), natomiast tutaj mamy do czynienia z nową daniną, czystą patologią, bo to nie są pieniądze konieczne - bez nich ludzie żyli, a jako zachęta do produkowania dzieci (a przez to odrabianie tych podatków poprzez większą siłę roboczą w przyszłych pokoleniach jak wielu twierdzi) się nie sprawdza - bo tak jak powiedziałem wyżej "ludzie czują wewnętrzny opór wobec tego chorego pomysłu, że dziecko jest warte 500 zł. ".

Jest to też patologia, bo wypycha się inwestycje na korzyść konsumpcji, bo zabierane są inwestorom (np. podatek bankowy - przerzucany na klientów), co spowoduje zahamowanie wzrostu gosp, który zresztą już hamuje, a za chwilę wpadniemy w recesję. Żeby gosp rosła tylko na konsumpcji, konsumpcja musiałaby ciągle rosnąć, czyli 500+ musiałoby zmienić się w 600, 700+ itd. To zapewniają jedynie inwestycje, które same kreują pieniądz i stąd wzrost gosp. Dlatego w długim terminie tylko inwestycje mogą ciągnąć gosp w górę. A ten komunistyczny program je redukuje.

5 hours ago, radar said:

Broni, bo lepiej to niż nic, akurat podzielam to przekonanie.

Jasne, czemu nie 5000+, to też lepsze niż nic. Myślenie komucha.

 

Edited by mankomaniak
  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Toyota czy Volkswagen sprzedają wielokrotnie więcej samochodów niż Tesla, ale to firma Muska ma coś, czego mogą jej pozazdrościć konkurenci i co może całkowicie zmienić krajobraz motoryzacji. Tym czymś jest Hardware 3, najnowszy komputer sterujący stosowany w nowych pojazdach Model 3, Model S i Model X.
      Analitycy z Nikkei Asian Review uważają, że o 6 lat wyprzedza on najlepsze osiągnięcia konkurencji. Inżynier jednego z dużych japońskich producentów motoryzacyjnych, który pracował w zespole analizującym budowę samochodów Tesli, po zapoznaniu się z Hardware 3 stwierdził nie możemy zrobić czegoś takiego.
      Hardware 3 składa się z dwóch układów scalonych sztucznej inteligencji autorstwa Tesli. Komputer odpowiada zarówno za całą autonomię samochodu, jak i za jego środowisko informatyczne. Eksperci uważają, że tak zaawansowany sprzęt upowszechni się w przemyśle motoryzacyjnym nie wcześniej niż w 2025 roku.
      Hardware 3 to efekt ewolucji Autopilota, który zadebiutował w 2014 roku. System, zwany wówczas Hardware 1, był w stanie podążać za innymi samochodami, głównie na autostradach i automatycznie trzymać się swojego pasa ruchu. Co 2-3 lata Tesla dokonywała poważnych udoskonaleń swojego systemu, aż powstał Hardware 3.
      Tacy giganci jak Toyota czy Volkswagen, z ich olbrzymim zapleczem inżynieryjnym i zasobami finansowymi, nie powinni mieć problemu w opracowaniu do roku 2025 podobnie zaawansowanego komputera sterującego samochodem.
      Jednak nie kwestie finansowe wchodzą tu w grę. Zdaniem inżyniera, który wypowiedział przytoczone powyżej zdanie nie możemy tego zrobić, problem leży w tym, że producenci samochodów obawiają się, iż komputery takie, jak zastosowane przez Teslę mogą spowodować, że cały łańcuch dostaw, który budowali i udoskonalali przez dziesięciolecia, stanie się przestarzały i niepotrzebny.
      System Tesli znacznie zmniejsza zapotrzebowanie na elektroniczne moduły sterujące (ECU) w samochodzie. Niektóre z nowoczesnych samochodów są wyposażone nawet w 80 ECU. Jeśli przemysł motoryzacyjny zmniejszyłby ich liczbę to, biorąc pod uwagę roczną sprzedaż samej tylko Toyoty i Volkswagena, zapotrzebowanie na ECU mogłoby spaść o setki milionów sztuk rocznie. Dla wielu producentów tych podzespołów oznaczałoby to bankructwo.
      Dlatego też wielkie koncerny motoryzacyjne czują się zobowiązane do używania złożonego systemu dziesiątków ECU, podczas gdy w Model 3 Tesli takich modułów jest zaledwie kilka. Patrząc na to z innej perspektywy możemy stwierdzić, że poddostawcy, którzy w przeszłości umożliwili wzrost i innowacje gigantom rynku motoryzacyjnego, teraz hamują te innowacje.
      Nowe firmy, takie jak Tesla, nie są tak bardzo powiązane z dostawcami, mają więc większą swobodę działania.
      Analiza Nikkei Asian Review ujawniła kolejną interesującą cechę tesli. Okazuje się, że na większości części w Model 3 nie ma nazwy dostawcy. wiele z nich ma logo Tesli. To wskazuje, że koncern Muska ściśle kontroluje prace nad niemal każdym elementem pojazdu. Ma więc olbrzymią swobodę w tym zakresie. A gdy samochód wyposażony jest w odpowiedni sprzęt, dokładnie taki, jaki od początku do końca wymyślił jego producent, można go na przykład... zdalnie udoskonalić.
      W tej chwili pojazdy Tesli są oficjalnie klasyfikowane jako należące do kategorii Level 2, czyli uznawane są za „częściowo autonomiczne”. Jednak Elon Musk twierdzi, że posiadają wszystko, co niezbędne, by być całkowicie autonomicznymi. A to oznacza, że wystarczy zgoda odpowiednich urzędów oraz zgoda użytkownika, by już teraz produkowane samochody zdalnie zaktualizować i uczynić z nich w pełni autonomiczne pojazdy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czternastego lutego podczas wyrywkowej kontroli przeprowadzanej za Blue Water Bridge, który łączy amerykańskie miasto Port Huron (Michigan) i Sarnię w Kanadzie (Ontario), w ciężarówce poczty kanadyjskiej znaleziono przesyłkę z ludzkim mózgiem.
      Przesyłka była opisana jako "Zabytkowa pomoc naukowa" (Antique Teaching Specimen) i miała zostać przetransportowana z Toronto do Kenoshy w Wisconsin.
      Po otwarciu paczki celnicy stwierdzili, że w środku znajduje się słój, a w nim ludzki mózg. Nie było żadnej [...] dokumentacji, która potwierdzałaby legalność wwozu do USA - napisano w komunikacie US Customs and Border Protection (CBP).
      Michael Fox z CBP podkreśla, że ludzie muszą pamiętać, że amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) mają ścisłe zasady dot. pozwoleń na sprowadzanie takich materiałów (Import Permit Program). Obecnie trwają konsultacje CBP i CDC. Dotyczą one regulacji importowych (42 CFR 71.54, Import regulations for infectious biological agents, infectious substances, and vectors).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Trenowanie systemów sztucznej inteligencji trwa obecnie wiele tygodni. Firma Cerebras Systems twierdzi, że potrafi skrócić ten czas do kilku godzin. Pomysł polega na tym, by móc testować więcej pomysłów, niż obecnie. Jeśli moglibyśmy wytrenować sieć neuronową w ciągu 2-3 godzin, to rocznie możemy przetestować tysiące rozwiązań, mówi Andrew Feldman, dyrektor i współzałożyciel Cerebras.
      Jeśli chcemy wytrenować sieć sztucznej inteligencji, która np. ma zarządzać autonomicznym samochodem, potrzebujemy wielu tygodni i olbrzymiej mocy obliczeniowej. Sieć musi przeanalizować olbrzymią liczbę zdjęć czy materiałów wideo, by nauczyć się rozpoznawania istotnych obiektów na drodze.
      Klienci Cerebras skarżą się, że obecnie trenowanie dużej sieci neuronowej może trwać nawet 6 tygodni. W tym tempie firma może wytrenować około 6 sieci rocznie. To zdecydowanie zbyt mało dla przedsiębiorstw, które chcą sprawdzić wiele nowych pomysłów za pomocą SI.
      Rozwiązaniem problemu ma być komputer CS-1, a właściwie jego niezwykły procesor. Maszyny CS-1 mają wysokość 64 centymetrów, a każda z nich potrzebuje do pracy 20 kW. Jednak 3/4 obudowy każdego z komputerów zajmuje układ chłodzenia, a tym, co najbardziej rzuca się w oczy jest olbrzymi układ scalony. Zajmuje on powierzchnię 46 255 milimetrów kwadratowych, czyli około 50-krotnie więcej niż tradycyjny procesor. Zawiera 1,2 biliona tranzystorów, 400 000 rdzeni obliczeniowych i 18 gigabajtów pamięci SRAM.
      Procesor o nazwie Wafer Scale Engine (WSE) wypada znacznie lepiej niż podobne systemy. Jak zapewniają przedstawiciele Cerebras, ich maszyna, w porównaniu z klastrem TPU2 wykorzystywanym przez Google'a do trenowania SI, zużywa 5-krotnie mniej energii i zajmuje 30-krotnie mniej miejsca, a jest przy tym 3-krotnie bardziej wydajna. Takie zestawienie brzmi imponująco, a na ile rzeczywiście WSE jest lepszy od dotychczasowych rozwiązań powinno ostatecznie okazać się w bieżącym roku. Jak zauważa analityk Mike Demler, sieci neuronowe stają się coraz bardziej złożone, więc możliwość szybkiego ich trenowania jest niezwykle ważna.
      Trzeba jednak przyznać, że w twierdzeniach Cerebras musi być ziarno prawdy. Wśród klientów firmy jest m.in. Argonne National Laboratory, które ma już maszyny CS-1 u siebie. Zapewne już wkrótce dowiemy się, czy rzeczywiście zapewniają one tak wielką wydajność i pozwalają tak szybko trenować sieci neuronowe.
      Twórcami Cerebras są specjaliści, którzy pracowali w firmie Sea Micro, przejętej przez AMD. Pomysł stworzenia komputera wyspecjalizowanego w sztucznej inteligencji zaczął kiełkować w ich głowach w 2015 roku. Stwierdzili, że odpowiedni procesor musi być w stanie szybko przesyłać duże ilości danych, układy pamięci muszą znajdować się blisko rdzenia, a same rdzenie nie powinny zajmować się danymi, którymi już zajmują się inne rdzenie. To zś oznaczało, że tego typu układ musi składać się z olbrzymiej liczby niewielkich rdzeni wyspecjalizowanych w obliczeniach z zakresu sieci neuronowych, połączenia między rdzeniami muszą być szybkie i zużywać niewiele energii, a wszystkie dane muszą być dostępne na procesorze, a nie w osobnych układach pamięci.
      Twórcy Cerebras uznali, że tym, czego potrzebują, jest chip niemalże wielkości całego plastra krzemowego. Udało im się taki układ skonstruować, chociaż nie było to łatwe zadanie i wciąż muszą poradzić sobie z licznymi problemami. Jednym z nich było poradzenie sobie z filozofią tworzenia współczesnych plastrów krzemowych. Obecnie z pojedynczego plastra tworzy się wiele procesorów. Po ich przygotowaniu, plaster, zawierający wiele identycznych układów, jest cięty. W procesie przygotowywania plastra do produkcji tworzy się na nim specjalne linie, wzdłuż których przebiegają cięcia. Tymczasem Cerebras potrzebowało takiego plastra w całości, z połączeniami pomiędzy poszczególnymi rdzeniami. To zaś wymagało nawiązania współpracy z TSMC i opracowania metody przeprowadzenia połączeń przez linie.
      Wysiłek się opłacił. Poszczególne rdzenie komunikują się między sobą z prędkością 1000 Pb/s, a komunikacja pomiędzy pamięcią a rdzeniami przebiega w tempie do 9 PB/s. To nie jest trochę więcej. To o cztery rzędy wielkości więcej, gdyż wszystko odbywa się w ramach tego samego plastra, cieszy się Feldman.
      Jednak przeprowadzenie połączeń przez linie nie był jedynym problemem. Trzeba było zmodyfikować cały proces projektowania i produkcji układów. Nawet oprogramowanie do projektowania procesorów jest przygotowane pod niewielkie układy. Każda zasada, każde narzędzie i każde urządzenie jest obecnie dostosowana do produkcji układów scalonych o zwyczajowych rozmiarach. My zaś potrzebujemy czegoś znacznie większego, dlatego też musieliśmy na nowo opracować każdy element, dodaje Feldman.
      Jeszcze innym problemem okazało się zasilanie takiego układu. Każdy z 1,2 biliona tranzystorów potrzebuje 0,8 wolta. To standardowe napięcie, ale tranzystorów jest tak dużo, że do układu należy doprowadzić prąd o natężeniu 20 000 amperów.
      Uzyskanie w całym plastrze 20 000 amperów bez znacznego spadku napięcia było kolejnym wyzwaniem inżynieryjnym, mówią przedstawiciele Cerebras. Doprowadzenie prądu do krawędzi WSE nie wchodziło w rachubę, gdyż opory spowodowałyby spadek napięcia do zera zanim prąd osiągnąłby środek układu. Rozwiązaniem okazało się prostopadłe podłączenie od góry. Inżynierowie Cerebras zaprojektowali specjalny zestaw składający się z setek układów wyspecjalizowanych w kontrolowaniu przepływu prądu. Za pomocą miliona miedzianych połączeń dostarcza on zasilanie do WSE.
      Cerebras nie podaje żadnych danych odnośnie testów wydajności swojego rozwiązania w porównaniu z innymi systemami. Zamiast tego firma zachęca swoich klientów, by po prostu sprawdzili, czy  CS-1 i WSE sprawują się lepiej w zadaniach, których ci klienci potrzebują. Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Każdy korzysta z własnych modeli dostosowanych do własnych potrzeb. To jedyne co się liczy dla klienta, mówi analityk Karl Freund.
      Jednym z takich klientów jest właśnie Argonne National Laboratory. Ma ono dość specyficzne potrzeby. Wykorzystuje sieci neuronowe do rozpoznawania różnych rodzajów fal grawitacyjnych w czasie rzeczywistym. Pracujący tam specjaliści wolą więc samodzielnie przekonać się, czy nowe urządzenie lepiej sprawdzi się w tych zastosowaniach niż dotychczas stosowane superkomputery.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W USA na nowo rozgorzał spór dotyczący badań, w ramach których wirusy są modyfikowane tak, by były bardziej niebezpieczne dla ludzi. Tym razem spór dotyczy tego, czy należy ujawniać szczegóły obrad specjalnego federalnego komitetu, który rozważa zyski i ryzyka z takich badań i decyduje o przyznaniu funduszy. W ciągu ostatnich 2 lat komitet ten zezwolił na prowadzenie 2 kontrowersyjnych badań nad ptasią grypą.
      Przedstawiciele Departamentu Zdrowia i Usług dla Ludności (HHS) oraz Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) mówią, że są otwarci na propozycje, szczególnie w obliczu epidemii koronawirusa z Wuhan. Jeśli polityka zatwierdzania takich badań musi zostać poprawiona, to ją poprawmy, mówi Christian Hassel.
      To kolejna odsłona dyskusji, która zaczęła się w 2011 roku, kiedy to poinformowano, że w ramach badań finansowanych przez NIH zmodyfikowano wirus ptasiej grypy tak, by zarażał fretki. Tego typu eksperymenty pozwalają naukowcom lepiej zrozumieć działanie wirusów, ale ich krytycy mówią, że jeśli taki wirus zostanie uwolniony z laboratorium, może spowodować pandemię.
      Wówczas, w 2011 roku, rząd USA – po raz pierwszy w historii – poprosił pisma Science i Nature o ocenzurowanie artykułów dotyczących badań nad wirusem. Obawiano się, że na podstawie artykułu terroryści byliby w stanie stworzyć łatwo rozprzestrzeniającą się formę wirusa. Ostatecznie jednak specjalny panel ekspertów WHO orzekł, że artykuły powinny ukazać się w oryginalnej formie.
      Z kolei w 2014 roku pracujący z USA japoński naukowiec potwierdził, że zmodyfikował wirusa świńskiej grypy tak, że może on pokonać układ odpornościowy człowieka. W tym samym roku dowiedzieliśmy się, że w jednym z laboratoriów CDC niezgodnie z procedurami dezaktywowano wąglika, a w magazynie NIH znaleziono nieprawidłowo przechowywane niebezpieczne substancje oraz wirusa ospy. Wtedy też w Stanach Zjednoczonych wprowadzono moratorium na badania z superniebezpiecznymi patogenami. Przerwano m.in. prowadzone badania nad koronawirusami SARS i MERS. Jednak w 2017 roku moratorium zniesiono.
      Obecny spór dotyczy przejrzystości procesu zatwierdzania funduszy dla tego typu badań. Zajmuje się tym National Science Advisory Board for Biosecurity (NSABB), w skład którego wchodzą specjaliści z wielu różnych dziedzin. Pojawiły się głosy, że należy m.in. ujawnić nazwiska członków NSABB. Jednak istnieją obawy, że upublicznienie nazwisk może narazić naukowców na różnego typu nieprzyjemności, zatem eksperci nie będą chcieli tam pracować.
      Thomas Inglesby, dyrektor w Center for Health Security na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa argumentuje, że ujawnienie nazwisk członków NSABB pozwoli sprawdzić, czy nie zachodzi tam konflikt interesów oraz czy mają oni odpowiednie kwalifikacje, by podejmować tak istotne decyzje. Ponadto, jak stwierdza Inglesby, proces powinien być publiczny, a przed przyznaniem środków na badania nad szczególnie niebezpiecznymi wirusami opinia publiczna powinna mieć prawo wypowiedzieć się, co o tym sądzi.
      Eksperci dodają, że tak potencjalnie ryzykowne badania powinny podlegać innym zasadom przyznawania funduszy niż standardowe. Na przykład cały proces powinien być bardziej jawny. Jeśli chcesz prowadzić takie badania, musisz coś poświęcić. A to dlatego, że jeśli taki patogen wydostanie się z laboratorium, to może on zaszkodzić ludziom znajdującym się tysiące kilometrów dalej, mówi epidemiolog Marc Lipsitch z Uniwersytetu Harvarda.
      Jednak, jak zauważają inni eksperci, taka zmiana dodatkowo wydłuży termin rozpoczęcia badań. Jeśli np. naukowcy chcieliby, w ramach poszukiwań szczepionki przeciwko koronawirusowi z Wuhan, zainfekować nim myszy, by wykorzystać je jako modele do poszukiwań szczepionki, musieliby dodatkowo czekać na zakończenie okresu publicznej dyskusji nad przyznaniem funduszy, co opóźniłoby badania.
      Przedstawiciele NIH zwrócili się do NSABB, by do wiosny bieżącego roku opracowano propozycję zmian na rzecz większej transparentności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Microsoft udostępnił właśnie gotową najnowszą wersję swojej przeglądarki Edge. Co interesujące, wzmacnia ona pozycję Google'a i wizję internetu propagowaną przez wyszukiwarkowego giganta. W nowym Edge'u zastosowano bowiem silnik Blink, wykorzystywany w przeglądarce Chrome.
      Internet Explorer, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek internetowych, z czasem stał się dla Microsoftu poważnym obciążeniem. Z jednej bowiem strony coraz bardziej odstawał od standardów nowoczesnej sieci, z drugiej zaś, koncern nie mógł go nagle porzucić lub radykalnie zmodernizować, gdyż zbyt wiele witryn i programów firm trzecich działało prawidłowo wyłącznie na starszych wersjach IE. Rozwój tego programu stał się więc bardzo uciążliwy, konieczne było zachowywanie wieloletniej kompatybilności wstecznej przy jednoczesnej próbie dostosowywanie IE do wymogów współczesności. Przeglądarka stawała się przez to coraz bardziej ociężała i pełna błędów, a jednocześnie coraz bardziej odstawała od konkurencji.
      Microsoft postanowił więc jednocześnie rozwijać kolejny projekt. Przeglądarka Edge zadebiutowała w 2015 roku, a jej silnikiem był Edge HTML. Przeglądarka była wyraźnie lepsza od IE, dorównywała produktom konkurencji, a w niektórych aspektach je przewyższała, jednak było już za późno. Klienci masowo odwrócili się od produktu Microsoftu i wybrali Firefoksa oraz Chrome'a.
      W końcu po trzech kolejnych latach koncern z Redmond doszedł do wniosku, że rozwijanie przeglądarki na własnym silniku mija się z celem i w grudniu 2018 roku ogłosił rozpoczęcie prac nad Edge'em z silnikiem Blink. Wczoraj koncern udostępnił gotową przeglądarkę. Nowy Microsoft Edge jest dostępny dla wszystkich wspieranych wersji Microsoft Windows oraz MacOS w ponad 90 wersjach językowych, oznajmił wiceprezes Microsoftu ds. korporacyjnych, Joe Belfiore. Najnowsza wersja przeglądarki nie jest obecnie włączona do systemu automatycznych aktualizacji, więc pobrać można ją jedynie ręcznie.
      Obecnie sytuacja wygląda zatem tak, że Microsoft wspiera pięć wersji Edge'a. Edycje oznaczone numerami wersji 41.16299 (z września 2017), 42.17124 (z kwietnia 2018), 44.17763 (z października 2018) oraz 44.18362 (z maja 2019) to Edge z silnikiem EdgeHTML. Z kolei najnowsza wersja przeglądarki Microsoftu, Edge 79.0.309 zadebiutowała wczoraj i korzysta z silnika Blink.
      Microsoft zapowiada, że rozwój EdgeHTML będzie podtrzymany na potrzeby Universal Windows Platform oraz że silnik ten będzie w pełni kompatybilny z silnikiem Blink.
      Obecnie na rynku przeglądarek internetowych dla komputerów stacjonarnych zdecydowanie dominuje Chrome, którego udziały sięgają 67,28%. Na drugim miejscu znajdziemy Firefoksa (9%), na trzecim Internet Explorera (7,42%), a Edge znajduje się na czwartej pozycji z udziałami 5,56%. Na rynku mobilnym przeglądarki Microsoftu mają łącznie 0,05% udziałów i zajmują 13. oraz 15. pozycję.
      Już wcześniej ambicję rozwijania własnego silnika porzuciły Opera, Samsung, Brave, Vivaldi i inni. Dołączenie do tego grona Microsoftu tylko wzmacnia pozycję Google'a względem wciąż jeszcze niezależnych silników wykorzystywanych przez Firefoksa i Safari.
      Zdecydowana większość internautów używa już Chrome'a lub silnika Chrome'a i nie zauważa większych problemów z kompatybilnością. Czym więc Microsoft chce zachęcić ich do korzystania z Edge'a? Koncern podkreśla dwie cechy: produktywność i prywatność.
      W zakresie produktywności użytkowników mają przyciągnąć narzędzia takie jak Collections, które pozwalają na zebranie z wielu witryn informacji na konkretny temat. Jeśli zaś chodzi o prywatność to koncern z Redmond próbuje blokować śledzenie użytkowników przez witryny. To podejście podobne do stosowanego przez Mozillę w Firefoksie. Google pozostaje tutaj nieco z tyłu, uważając, że zbyt restrykcyjne blokowanie zagraża rozwojowi sieci, gdyż pozbawia dochodów przede wszystkim małe witryny, służąc wielkim firmom, które są w stanie samodzielnie rozwijać technologie omijające blokady stosowane w przeglądarkach. Chociaż i w tym zakresie wyszukiwarkowy koncern zmienia stanowisko i zapowiada, że w ciągu dwóch lat do Chrome'a trafią bardziej restrykcyjne mechanizmy kontroli prywatności.
      Na razie Microsoft kieruje nowego Edge'a przede wszystkim do użytkowników biznesowych, gdzie potrzebna jest dobra integracja przeglądarki z narzędziami do zarządzania oraz kompatybilność z IE. Edge zawiera też ułatwienia dla użytkowników MS Office'a czy Binga. Jednak w ciągu najbliższych 2-3 tygodni koncern zacznie coraz szerzej propagować Edge'a wśród użytkowników indywitualnych, powoli też przeglądarka z nowym silnikiem będzie trafiała do Windows Update. Ma temu towarzyszyć rozpisana na wiele miesięcy kampania informacyjna, gdyż większość internautów nie wie o przebudowie Edge'a i nie rozpozna nowej ikon przeglądarki.
      Historia Internet Explorera, Edge'a i Edge'a z silnikiem Chrome'a dobrze obrazują ewolucję rynku i samego Microsoftu, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek i w dużej mierze decydował, jak wygląda internet, a teraz pogodzony z wieloplatformową rzeczywistością współczesnego świata IT stosuje rozwiązania konkurencji i dba o interoperacyjność.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...