Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' aplikacja'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Stetoskop na miarę XXI wieku, który bezprzewodowo prześle dźwięk, dostosuje charakterystykę dźwięku do potrzeb lekarza, usprawni proces diagnostyki nawet w trudnych warunkach pandemii. Taki wynalazek opracowali studenci Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Medycznego. Ich projekt otrzymał nagrodę specjalną w konkursie Forum Młodych Mistrzów podczas XXVI Forum Teleinformatyki. Zespół tworzą: Karol Chwastyniak, Wojciech Kania, Wojciech Korczyński z Wydziału Informatyki i Zarządzania oraz Filip Ciąder z Wydziału Mechanicznego, a także studenci Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: Tomasz Skrzypczak i Jakub Michałowicz. Czuły, dokładny, inteligentny Zespół zaprojektował inteligentny stetoskop, który ma wspomagać lekarza w jego codziennej pracy. Kluczowym atrybutem rozwiązania jest cyfrowe przetwarzanie dźwięku. Dzięki redukcji niechcianego szumu otoczenia osłuchiwanie pacjenta staje się bardziej precyzyjne. Regulacja głośności umożliwia dostosowanie dźwięku do potrzeb lekarza. Zwiększa to komfort badania oraz pozwala na wzmocnienie najbardziej stłumionych szmerów – tłumaczą pomysłodawcy. Dzięki współpracującej ze stetoskopem aplikacji mobilnej można bezprzewodowo przesłać dźwięk wprost do słuchawek użytkownika. To jest szczególnie przydatne w czasie pandemii COVID-19, gdy lekarz musi osłuchać pacjenta w pełnym kombinezonie ochronnym z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Zastosowana przez studentów technologia pozwala na wyposażenie urządzenia w takie funkcje, jak możliwość konsultacji z innymi specjalistami, zapisywanie w pliku, eksportowanie, porównywanie z nagraniami wzorcowymi i przywoływanie nagranych dźwięków z historii pacjenta. Co więcej, zespół rozpoczął także wdrażanie do projektu metod sztucznej inteligencji. Pierwsze próby dały bardzo obiecujące wyniki. Dzięki wykorzystaniu uczenia maszynowego można dostrzec i sklasyfikować subtelne różnice szmerów wad zastawkowych serca – wyjaśniają studenci. Projekt z potencjałem   Od strony merytorycznej wsparcia udzielił studentom m.in. dr inż. Zbigniew Szpunar z Wydziału Informatyki i Zarządzania. To są kreatywni młodzi ludzie, którzy myślą nieszablonowo i bardzo konkretnie. W trudnym czasie izolacji, pracując zdalnie, realizują projekt, który zahacza o zagadnienia z kilku dziedzin: mechatroniki, medycyny i zaawansowanej informatyki. Musieli opanować wiele tematów z zakresu uczenia maszynowego, inżynierii oprogramowania, elektroniki, ale też kardiologii czy telemedycyny – mówi opiekun studentów z PWr. Tak naprawdę to moją istotną rolą jest nie przeszkadzać im w realizacji tego, co sobie zaplanowali – dodaje dr Szpunar. Potencjał studenckiego projektu dostrzegły już dwa wrocławskie szpitale, które wspomagają zespół we wszystkich etapach pracy. W ich działania zaangażowali się: prof. Marta Negrusz-Kawecka, dr n. med. Anna Goździk i dr n. med. Marta Obremska z Centrum Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, a także dr hab. Joanna Jaroch, lek. Alicja Sołtowska i lek. Jakub Mercik z Oddziału Kardiologii Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka. W projekcie współpracują również studenci Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: Klaudia Błachnio, Julia Szymonik, Michał Kosior oraz Sebastian Tokarski – student Wydziału Elektroniki Politechniki Wrocławskiej. « powrót do artykułu
  2. Unikalną aplikację komputerową, która pozwoli małym i średnim piekarniom zoptymalizować procesy technologiczne, a tym samym ograniczyć marnotrawienie żywności i emisję CO2, opracowuje międzynarodowy zespół ekspertów z udziałem naukowców z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie. Aplikacja powstaje w ramach projektu PrO4Bake, finansowanego przez Wspólnotę Wiedzy i Innowacji w obszarze żywności EIT Food. Działania projektowe koordynuje Uniwersytet w Hohenheim (Niemcy) przy zaangażowaniu partnerów z przemysłu, m.in. firmy Siemens, oraz ośrodków naukowych z Polski, Danii, Szwecji, Hiszpanii i Włoch. Kilka tygodni temu PrO4Bake został nominowany do nagrody EIT Innovators Award 2020. To, co nazywane jest odpadem piekarniczym, jest niczym innym jak efektem nadprodukcji lub niesprzedania wyrobów przez piekarnię. W polskich piekarniach powstaje średnio do kilku ton odpadów piekarniczych w tygodniu. To nie tylko ogromne marnotrawstwo żywności, ale także niepotrzebne zużycie energii. W przeciwieństwie do wielkoskalowej produkcji przemysłowej, małe i średnie piekarnie mogą odpowiedzieć indywidualnie na preferencje lokalnej społeczności. Zaproponowana w projekcie PrO4Bake aplikacja pozwoli takim piekarniom nie tylko dostosować asortyment produktów do oczekiwanego zapotrzebowania konsumentów, ale i zoptymalizować czas produkcji, efektywniej wykorzystać surowce i istniejące maszyny oraz wdrożyć energooszczędny proces produkcyjny. To z kolei pozwoli im zminimalizować ślad ekologiczny, zmniejszyć ilość generowanych odpadów, zużycie energii oraz emisję CO2. W pierwszym etapie realizacji projektu pobierane są dane z procesów produkcji we współpracujących piekarniach. W Polsce to zadanie realizuje Instytut Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie, który gromadzi informacje udostępniane przez małe i średnie piekarnie w województwie warmińsko-mazurskim. Jednym z kluczowych elementów opracowania algorytmu dla aplikacji będą też kompleksowe badania konsumenckie, prowadzone we wszystkich krajach uczestniczących w projekcie. Analiza ta uwzględni wymagania i oczekiwania konsumentów związane m.in. z pogodą czy okresami świątecznymi oraz akceptacją dla zmian dostępności produktów w ciągu dnia. Wszystkie te czynniki zostaną przetworzone za pomocą nowoczesnych narzędzi obliczeniowych, m.in. algorytmów ewolucyjnych i technologii cyfrowych bliźniaków, które pozwolą ekspertom z firmy Siemens stworzyć optymalny prototyp gotowy do komercjalizacji. Opracowana aplikacja zostanie skomercjalizowana poprzez szereg szkoleń, tak aby umożliwić europejskim piekarniom dostosowanie asortymentu produktów do oczekiwanego zapotrzebowania konsumentów i wyprodukowanie w piekarni tylko takiej ilości, która będzie sprzedawana, a tym samym utrzymanie na jak najniższym poziomie zarówno ilości odpadów, jak i zużycia energii – mówi dr hab. inż. Małgorzata Wronkowska, koordynator projektu w IRZiBŻ PAN. Projekt PrO4Bake rozpoczął się w 2020 roku i będzie trwał dwa lata. « powrót do artykułu
  3. Aplikacja POLCOVID-19 stworzona przez genetyków, immunologów i bioinformatyków pozwoli każdemu, anonimowo, zidentyfikować objawy zakażenia koronawirusem. Wirtualna mapa wskazuje również ryzyko w najbliższej okolicy - w skali powiatu lub miasta. Z aplikacji można skorzystać na stronie http://polcovid.pl prowadzonej przez Uniwersytet Medyczny w Białymstoku i spółkę biotechnologiczną IMAGENE.ME. W pracach uczestniczyli też naukowcy z Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Internetowe narzędzie pomaga zidentyfikować objawy zakażenia koronawirusem i wskazuje stopień ryzyka zakażenia. Na podstawie danych gromadzonych anonimowo za pośrednictwem aplikacji powstaje mapa Polski wskazująca, w których rejonach jest najwięcej osób z objawami zakażenia. Narzędzie stworzył zespół pod kierunkiem dra hab. Mirosława Kwaśniewskiego, kierownika Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Współtwórczynią aplikacji jest dr Karolina Chwiałkowska. Jak wyjaśnia badaczka, osoby korzystające z aplikacji będą musiały wypełnić prosty kwestionariusz dotyczący m.in. ogólnego samopoczucia, objawów choroby lub ich braku, a także innych istotnych czynników, które mogą sprzyjać zakażeniu koronawirusem. Wirtualne narzędzie dokona interpretacji tych danych i zakwalifikuje użytkownika do jednej z czterech grup ryzyka: wysokiego, podwyższonego, możliwego czy umiarkowanego. Następnie POLCOVID-19 przedstawi rekomendacje dla danej osoby przygotowane na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Dzięki tym krokom każda osoba może skuteczniej zinterpretować swoje objawy, bardziej świadomie zabezpieczyć siebie i swoich najbliższych przeciw zakażeniu koronawirusem oraz dowiedzieć się więcej o możliwej profilaktyce - mówi dr Chwiałkowska. Aplikacja ma również cel naukowy. Z anonimowych danych powstaje wirtualna mapa Polski, która pokazuje, jaki odsetek osób o najwyższym ryzyku zakażenia znajduje się w kraju lub – bardziej szczegółowo – w danym mieście lub powiecie. Naukowcy wykorzystają wyniki do dalszych analiz. Już teraz każda osoba może zapoznać się także z rozkładem objawów chorobowych na interesującym go obszarze. Mapa przedstawia obraz stanu zdrowia społeczności na danym terenie z uwzględnieniem oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia o przypadkach zakażenia potwierdzonych testami. To ważne, by mieć świadomość, że w naszym najbliższym otoczeniu mogą być osoby o wysokim prawdopodobieństwie zakażenia wirusem, które nie zostały poddane testowi. Wówczas lepiej rozumiemy potrzebę izolacji lub szczególnej ostrożności. Z drugiej zaś strony – już niedługo część osób wróci do pracy po kwarantannie i zwiększy liczbę kontaktów z innymi. Dzięki aplikacji będzie można sprawniej organizować swoje codzienne życie i pracę – tłumaczy dr hab. Mirosław Kwaśniewski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, założyciel IMAGENE.ME SA, ekspert w dziedzinie badań DNA i medycyny spersonalizowanej. Badacz uważa, że dzięki wspólnemu działaniu możemy stworzyć w Polsce najdokładniejszą mapę zagrożenia koronawirusem w skali światowej. Apeluje, by ankietę wypełniło jak najwięcej osób. Naukowcy podkreślają, że kwestionariusz można wypełniać dowolną liczbę razy, jeśli wystąpią nowe objawy czy zmiany samopoczucia. Zapewniają, że dane zbierane przez aplikację POLCOVID-19 są całkowicie zanonimizowane, a mapa pokazuje je wyłącznie w skali powiatu lub miasta. W tej kryzysowej sytuacji, która dotyka nas i naszych bliskich, jako naukowcy chcemy lepiej zrozumieć charakter tej choroby, aby skuteczniej radzić sobie z nią teraz i przygotować się na to, co przyniesie przyszłość. Dlatego zebrane, zanonimizowane dane dziś będą służyły Polakom, a następnie zostaną wykorzystane do analiz statystycznych i badań naukowych dotyczących oceny predyspozycji do zachorowania na COVID-19 i samego przebiegu choroby w polskim społeczeństwie – podsumowuje dr hab. Mirosław Kwaśniewski. POLCOVID-19 jest dostępny bezpłatnie na stronie internetowej polcovid.pl, dlatego nie trzeba go instalować. Trwają prace nad wersją mobilną, która niedługo będzie dostępna w sklepach z aplikacjami dla systemów Android i iOS. « powrót do artykułu
  4. Google podsumowało jedną z najbardziej długotrwałych wojen, jaką stoczyło ze szkodliwym oprogramowaniem. W ciągu ostatnich trzech lat firma usunęła ponad 1700 aplikacji zarażonych różnymi odmianami szkodliwego kodu o nazwie Bread (Joker). Jego twórcy byli wyjątkowo uparci. Zwykle autorzy szkodliwego kodu przestają go wgrywać do Play Store gdy tylko zostanie on wykryty przez Google'a. Przestępcy stojący za Bread'em nie poddali się tak łatwo. Działali przez ponad trzy lata i co tydzień przygotowywali nową wersję szkodliwego kodu. Przez te trzy lata stosowali tę samą technikę – wprowadzali w kodzie serię niewielkich zmian, licząc na to, że uda się oszukać stosowane przez Google'a mechanizmy obronne. Zwykle się nie udawało, ale czasami przestępcy odnosili sukces. Na przykład we wrześniu ubiegłego roku ekspert ds. bezpieczeństwa, Aleksejs Kurpins znalazł w Play Store 24 różne aplikacje zarażone Jokerem. W październiku inny ekspert znalazł kolejną aplikację, a kilka dni później Trend Micro poinformował o odkryciu kolejnych 29 kolejnych zarażonych programów. Później znajdowano kolejne, w tym arkusze kalkulacyjne Google Docs. Jednak w większości wypadków mechanizmy Google'a działały dobrze i zablokowały ponad 1700 aplikacji, które miały zostać umieszczone w Play Store. Jak dowiadujemy się z wpisu na oficjalnym blogu, w pewnym momencie hakerzy użyli niemal każdej znanej techniki, by ukryć kod. Zwykle przestępcy posługiwali się jednorazowo 3–4 wariantami szkodliwego kodu. Jednak pewnego dnia próbowali wgrać aplikacja zarażone w sumie 23 odmianami kodu. Najbardziej skuteczną techniką zastosowaną przez twórców szkodliwego kodu było wgranie najpierw czystej aplikacji do Play Store, a następnie rozbudowywanie jej za pomocą aktualizacji zawierających już szkodliwy kod. Przestępcy nie ograniczali się jedynie do tego. Umieszczali na YouTube filmy z recenzjami, które miały zachęcić internautów do instalowania szkodliwych aplikacji. Jak informuje Google, twórcy Breada działali dla korzyści finansowych. Pierwsze wersje ich szkodliwego kodu miały za zadanie wysyłać SMS-y premium, z których przestępcy czerpali korzyści. Gdy Google zaostrzył reguły dotyczące korzystania przez androidowe aplikacje z SMS-ów, przestępcy przerzucili się na WAP fraud. Telefon ofiary łączył się za pomocą protokołu WAP i dokonywał opłat, którymi obciążany był rachunek telefoniczny. Ten typ ataku był popularny na na przełomie pierwszego i drugiego dziesięciolecia bieżącego wieku. Później praktycznie przestał być stosowany. Nagle, w roku 2017, wystąpił prawdziwy wysyp szkodliwego kodu, który znowu korzystał z tej techniki. Jak twierdzi Google, twórcy Breada byli najbardziej upartą i wytrwałą grupą przestępczą, która używała WAP fraud. « powrót do artykułu
  5. Czterech developerów poinformowało, że Apple nie zezwoliło na umieszczenie w AppStore ich aplikacji wizualizujących rozprzestrzenianie się koronawirusa. Dane, które aplikacje wykorzystywały, pochodziły z różnych wiarygodnych źródeł, jak np. WHO. Jednocześnie deweloperzy poprosili media o anonimowość, gdyż nie chcą mieć problemów ze strony Apple'a. Gdy dziennikarze zapytali przedstawicieli Apple'a o powód odmowy, dowiedzieli się, że przyczyną odrzucenia aplikacji był fakt, iż nie zostały one stworzone przez oficjalną organizację medyczną lub rządową. "Aplikacje dotyczące aktualnych inforacji medycznych muszą być zgłaszane przez uznaną instytucję", napisali przedstawiciele Apple'a. firma chce w ten sposób uniknąć rozprzestrzeniania fałszywych infromacji. Szczególną uwagę zwraca na źródła danych oraz twórców aplikacji. O ile na tym polu Apple sprawuje się dobrze, to – jak zauważają dziennikarze i internauci – firma mogłaby też lepiej walczyć ze spamem wykorzystującym obecną sytuację. Twórcy wielu aplikacji obecnych w AppStore dopisali bowiem do słów kluczowych wyraz „wirus”, „epidemia” czy „koronawirus” po to, by ich aplikacje znalazły się wyżej na liście wyszukiwania. Nieco lepiej radzi sobie tutaj Google. Gdy w jego Play Store wpiszemy słowa kluczowe „koronawirus” czy „COVID-19” nie znajdziemy żadnych aplikacji, jedynie książki lub muzykę. « powrót do artykułu
  6. Absolwenci i studenci Politechniki Wrocławskiej i Politechniki Poznańskiej stworzyli aplikację, która pozwoli w szybki sposób zgłaszać i zarządzać awariami. Skorzystać mogą z niej nie tylko zarządcy hoteli i mieszkań, lecz także firmy serwisowe. Pomysł na opracowanie aplikacji pojawił się półtora roku temu, gdy do firmy informatycznej założonej przez naszych absolwentów zgłosiła się osoba zarządzająca zielenią miejską w Jeleniej Górze. Dotychczas planowanie wszystkich prac remontowo-porządkowych odbywało się tam na zasadzie zgłoszeń telefonicznych, przesyłania dziesiątek e-maili oraz ustnego rozdzielania zadań, co zabierało jednak bardzo dużo czasu. Klientowi zależało przede wszystkim na usprawnieniu procedur. Pojechaliśmy na miejsce, żeby zobaczyć, jak to wszystko działa i uznaliśmy, że dobrym rozwiązaniem może być stworzenie odpowiedniej aplikacji. Efektem naszej pracy jest właśnie system "Usterka", który w Jeleniej Górze jest wykorzystywany m.in. do utrzymania placów zabaw – mówi Mikołaj Ostrowski, absolwent PWr, który w firmie odpowiada za kwestie marketingowe. Prosto i efektywnie System składa się z aplikacji mobilnej, którą instalujemy na smartfonie, i panelu administracyjnego, do którego logujemy się przez stronę internetową. Z aplikacji korzystają przede wszystkim pracownicy zgłaszający awarię oraz ekipy remontowe, a z panelu – osoby koordynujące ich działania. Przygotowując aplikację postawiliśmy na prostotę użytkowania. Zależało nam na tym, aby dodawanie informacji o usterkach czy awariach i późniejsze zarządzanie zgłoszeniami zabierało jak najmniej czasu – dodaje Mikołaj Ostrowski. Korzystanie z aplikacji jest rzeczywiście proste. Wystarczy np. zeskanować kod QR , który jest na uszkodzonej rzeczy, dodać krótki opis oraz zdjęcie zepsutego elementu. Po wysłaniu zgłoszenie trafia do systemu i od tego momentu administrator może je przydzielić konkretnej osobie, a następnie na bieżąco monitorować naprawę. Dodawanie zdjęcia to znakomita opcja, do której nie mamy dostępu, przekazując zgłoszenie o awarii telefonicznie. Pozwala nam to na doprecyzowanie informacji, co konkretnie się zepsuło i dokładne zaplanowanie naprawy – zaznacza Mikołaj Ostrowski. Skanowanie kodu QR to tylko jeden ze sposobów zgłaszania awarii, który sprawdza się np. w przestrzeni miejskiej, gdzie tego typu kody są w codziennym użytku. Z kolei w hotelach konieczne jest wcześniejsze opracowanie odpowiedniej bazy elementów wchodzących np. w skład wyposażenia pokoju. Jest ona przygotowywana przez naszych absolwentów we współpracy z klientami, a dodatkowo zaimplementowano także możliwość wykonania zdjęć wzorcowych. Zebranie wszystkich informacji o potrzebach klientów to właśnie najtrudniejszy i najbardziej czasochłonny element przy opracowywaniu odpowiedniej wersji aplikacji. Od strony technicznej nie jest to aż tak trudne, ponieważ działająca od kilku lat firma ma już odpowiednie zaplecze do realizacji projektu. Wyróżnia nas właśnie kompleksowe podejście do problemu. Nie tylko oferujemy gotowy system, lecz także opracowujemy strategię działania, badamy otoczenie, budujemy efektywną bazę elementów oraz prowadzimy szkolenia z obsługi systemu dla całej załogi. Szkolenia pozwalają przełamać barierę przed korzystaniem z nowych rozwiązań, bo taka zawsze na początku jest. Po kilku pierwszych próbach okazuje się jednak, że aplikacja jest na tyle przyjazna, że każdy da sobie z nią radę – podkreśla Mikołaj Ostrowski. Klienci, którzy są zainteresowani skorzystaniem z aplikacji, mogą ją otrzymać na bezpłatny okres testowy, w trakcie którego budowana jest także baza informacyjna i prowadzone są szkolenia. Jeśli system się sprawdza, to wtedy można z niego korzystać po wykupieniu miesięcznego abonamentu. Wysokość opłat jest zależna od wielkości danego obiektu i dostępnych funkcjonalności. Uniwersalna aplikacja "Usterka" jest obecnie wykorzystywana do technicznego utrzymania placów zabaw czy hoteli, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zaadaptować system na potrzeby firm realizujących przedsięwzięcia serwisowe, wynajmujących przestrzenie biurowe czy zarządców nieruchomości mieszkalnych. Firma prowadzi już rozmowy na temat wdrożenia systemu w akademikach Politechniki Wrocławskiej. Pomysł zakłada, że z aplikacji korzystać będą studenci, którzy w ten sposób mogliby zgłaszać wszelkiego typu awarie administracji obiektu. Aplikacja jest na tyle uniwersalna, że można ją dostosować do indywidualnych wymagań. Przyjrzyjmy się np. sytuacji, w której klient chce zareklamować uszkodzone meble. Dotychczas musiał to zgłosić do salonu, który przekazywał sprawę dystrybutorowi lub producentowi i dopiero na końcu sprawa trafiała do serwisanta. Dzięki naszej aplikacji cały proces można ograniczyć do linii klient-serwisant, a producent powinien tylko nadzorować zgłoszenie – tłumaczy Mikołaj Ostrowski. W planach kolejne wersje Twórcy planują już dalszy rozwój swojego programu. W kolejnych wersjach mają się pojawić nowe funkcjonalności m.in. kalendarz, w którym będzie można zaplanować terminy przeglądów i kontroli, a gdy takie wydarzenie będzie się zbliżać, administrator otrzyma odpowiednie powiadomienie. Pomysłów mamy bardzo dużo. Chcemy, żeby aplikacja obejmowała jak najwięcej procesów, bo jest na tyle łatwa w rozbudowie, że wszystkie najważniejsze funkcje możemy zebrać w jednym miejscu. Dzięki temu, korzystając z aplikacji, nie musimy się przekopywać przez stosy maili czy notatek, bo wszystko odbywa się automatycznie i wystarczy, że mamy przy sobie telefon – mówi Mikołaj Ostrowski. Zespół pracujący nad programem liczy dziesięć osób, z których zdecydowana większość to absolwenci i studenci Wydziału Elektroniki i Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. Swój startup rozwijają we współpracy z Akademickim Inkubatorem Przedsiębiorczości PWr. Więcej informacji o aplikacji na stronie. « powrót do artykułu
  7. W Centrum Chorób Piersi Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku powstała aplikacja, która pomaga w monitorowaniu stanu pacjentek z rakiem sutka. Oprócz tego zapewnia im aktualne informacje nt. tej choroby czy samego Centrum. Aplikacja jest dostępna za darmo w sklepie Google Play. Niedługo pojawi się również w App Store. Co istotne, jest ona jest źródłem podstawowej wiedzy na temat profilaktyki raka piersi, sposobów jego diagnozowania i leczenia, a także aspektów związanych między innymi z pomocą socjalną, dietetyką i seksualnością w chorobie. Twórcy ujawniają, że w aplikacji na bieżąco mają się pojawiać wiadomości związane z kwestiami organizacyjnymi, np. zmianą godzin przyjęć lekarza czy otwarciem nowej poradni. Z pewnością pomocna też będzie opcja "znajdź mammobus". Koordynatorka Centrum Chorób Piersi dr hab. n. med. Elżbieta Senkus-Konefka podkreśla, że najbardziej innowacyjnym elementem aplikacji jest moduł zgłaszania działań niepożądanych, czyli np. pogarszającego się samopoczucia. Pacjentki, które zainstalują aplikację w telefonie, codziennie wypełniają ankietę złożoną z kilkunastu pytań. W skali od 1 do 4 opisują m.in. swoje dolegliwości. Gdy zaznaczą 3, następuje automatyczne wysłanie e-maila do pielęgniarki pracującej z chorymi z rakiem piersi. Pielęgniarka kontaktuje się z pacjentką i w zależności od zdobytych informacji umawia ją z lekarzem albo doradza jakiś sposób postępowania. « powrót do artykułu
  8. Facebook zawiesił dziesiątki tysięcy aplikacji. Przyczyną podjęcia takiej decyzji były liczne naruszenia dokonywane przez te aplikacje, w tym nieprawidłowości w dzieleniu się danymi użytkowników. Ime Archibong, wiceprezes Facebooka ds. partnerstwa produktowego poinformował, że ruch taki ma związek z wciąż toczącymi się działaniami podjętymi w marcu 2018 roku po tym, jak dwa lata wcześniej okazało się, że firma Cambridge Analytica wykorzystywała dane nawet 87 milionów użytkowników Facebooka do profilowania wyborców w czasie kampanii prezydenckiej w USA. Wspomniane na wstępie dziesiątki tysięcy aplikacji zostało stworzonych przez około 400 deweloperów. Większość z nich zawieszono, ale części całkowicie zablokowano dostęp do serwisu społecznościowego. Blokadę nałożono za nieprawidłowe dzielenie się danymi, udostępniania danych bez ich anonimozowania czy też naruszenia zasad serwisu. Jedną z takich aplikacji jest myPersonality, która nieprawidłowo chroniła dane użytkowników, a jej twórcy odmówili przedstawicielom Facebooka przeprowadzenia audytu. Ponadto Facebook podjął działania prawne przeciwko niektórym deweloperom. To firmy takie jak LionMobi czy JediMobi, których aplikacje zarażały użytkowników szkodliwym kodem mającym przynieść im zyski. Pozwano też dwóch Ukraińców, Gleba Sluchewskiego i Andrieja Gorbaczowa, których aplikacja nielegalnie gromiadziła dane oraz południowokoreańską firmę analityczną Rankwave, która odmówiła wspópracy z Facebookiem. Dokumenty złożone przed sądem stanowym w Bostonie, które trafiły tam w ramach śledztwa prowadzonego przez prokuratora generalnego stanu Massachusetts, wskazują, że Facebook zawiesił 69 000 aplikacji, z czego 10 000 mogło niewłaściwie posługiać się danymi. « powrót do artykułu
  9. Dzięki współpracy instytucji z Rosji i USA udało się zidentyfikować genetyczne biomarkery długowieczności. Wyniki badań ukazały się w piśmie Cell Metabolism. Do zabiegów, o których wiadomo, że wydłużają życie, należą interwencje chemiczne, np. podanie sirolimusa (rapamycyny), czy diety (ograniczenie liczby spożywanych kalorii). Odkryto część celów tych interwencji, nadal jednak nie poznano szczegółów związanych z układowymi mechanizmami molekularnymi prowadzącymi do wydłużenia życia. Naukowcy z Skolkovo Institute of Science and Technology (Skoltech) oraz Uniwersytetu Harvarda postanowili uzupełnić tę lukę w wiedzy i zidentyfikować kluczowe procesy molekularne związane z długowiecznością. W tym celu analizowano wpływ różnych interwencji na aktywność genów myszy. W laboratorium poddaliśmy 8 interwencjom samce i samice myszy w różnym wieku. Analizowaliśmy zmiany ekspresji genów wywołane przez te zabiegi [przeprowadzono sekwencjonowanie RNA]. Po zebraniu naszych wyników i danych opublikowanych przez innych naukowców uzyskaliśmy profile aktywności genów przy 17 typach interwencji. Pojawiały się, oczywiście, efekty specyficzne dla interwencji, ale stwierdzono także, że istnieje grupa genów, która zmienia swą aktywność w podobny sposób w odpowiedzi na różne wydłużające życie zabiegi - opowiada Alexander Tyshkovskiy. Zidentyfikowano m.in. wątrobowe sygnatury genowe związane z wydłużeniem życia. Należą do nich nasilenie fosforylacji oksydacyjnej i metabolizmu leków. W następnym etapie naukowcy wykorzystali nowo odkryty zestaw biomarkerów do poszukiwania interwencji o zbliżonym wpływie na ich aktywność (a zatem o dużym potencjale wydłużenia życia). Dzięki temu udało się wytypować kilka takich zabiegów, w tym chroniczne niedotlenienie (hipoksję) czy związki chemiczne, np. palmitynian askorbylu oraz inhibitor mTOR - KU-0063794. Obecnie potwierdzamy te wskazania, badając ich wpływ na długość życia myszy. Mamy nadzieję, że zidentyfikowane biomarkery znacząco ułatwią poszukiwania nowych wydłużających życie interwencji i pomogą poprawić stan zdrowia i długowieczność gryzoni, a w dłuższej perspektywie ludzi. Akademicy opracowali aplikację GENtervention, która zapewnia szybkie i przyjazne użytkownikowi narzędzia do badania związków między aktywnością poszczególnych genów a długowiecznością. « powrót do artykułu
  10. Cierpiące na migreny osoby, które wykorzystywały aplikację relaksacyjną na smartfony, miały średnio 4 ataki bólu głowy miesięcznie mniej. Aplikacja RELAXaHEAD została po części opracowana przez naukowców ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Nowojorskiego. Przeprowadza ona pacjentów przez progresywną relaksację mięśni (PMR), zwaną też terapią Jacobsona. Naukowcy, których artykuł ukazał się właśnie w piśmie Nature Digital Medicine, podkreślają, że ich zdaniem, to pierwsza próba oceny klinicznej skuteczności aplikacji w leczeniu migreny. Dzięki temu będzie można dodać aplikacje do listy standardowych terapii wdrażanych pod nadzorem lekarza. Pacjentom migrenowym niejednokrotnie przepisuje się i leki, i terapię behawioralną. Ludzie często nie poddają się jednak terapii, bo jest ona droga i niewygodna - wyjaśnia prof. Mia Minen. Kończy się więc na braniu leków. By sprawdzić, czy aplikacja może zwiększyć stopień stosowania terapii behawioralnej, zespół analizował wzorce posługiwania się RELAXaHEAD w grupie 51 osób z potwierdzoną migreną. Ochotników poproszono, by korzystali z aplikacji przez 90 dni i by prowadzili dzienniczek częstotliwości i nasilenia bólów głowy (dzięki RELAXaHEAD można też było prześledzić, jak długo i jak często stosowali PMR). Pacjenci mieli średnio 13 bólów głowy w miesiącu; zakres liczby ataków wynosił od 4 do 31; dodatkowo 39% badanych wspominało o zaburzeniach lękowych, a 30% o depresji. Wykorzystanie PMR spadło po 6 tygodniach do 51%, a po 3 miesiącach do 29%. Naukowcy, którzy przewidzieli stopniowe spadki, chcą popracować nad sposobami zachęcenia ludzi do częstszych sesji terapeutycznych. Myślą także o najlepszych sposobach wprowadzenia aplikacji do praktyki klinicznej. « powrót do artykułu
  11. Badacze z firmy ESET ostrzegają przed aplikacją na Androida, która kradnie pieniądze użytkownikom PayPala. Ofiarami padają osoby, które pobrały pewną aplikację, która ma rzekomo optymalizować pracę baterii. Aplikacja jest dostępna wyłącznie na stronach trzecich, nie ma jej w Google Play. Po zainstalowaniu aplikacja prosi użytkownika o zgodę na gromadzenie danych statystycznych. Użytkownik, zgadzając się, w rzeczywistości uruchamia opcję ułatwień dla inwalidów. Po uruchomieniu tej opcji złośliwa aplikacja sprawdza, czy na telefonie jest zainstalowana oficjalna aplikacja PayPala. Jeśli tak, pokazuje się prośba o jej uruchomienie. Jeśli użytkownik to zrobi, złośliwy kod, korzystając z opcji ułatwień dla inwalidów, symuluje kliknięcia i próbuje wysłać pieniądze na konto cyberprzestępców. Gdy badacze z ESET analizowali złośliwe oprogramowanie okazało się, że za każdym razem, gdy była uruchomiona aplikacja PayPal, usiłowało ono ukraść 1000 euro. Cały proces trwa około 5 sekund, a użytkownik nie ma żadnej możliwości, by go przerwać. Okradzeni mogą mieć problem z odzyskaniem pieniędzy, gdyż złośliwy kod nie kradnie żadnych danych. To sam użytkownik musi uruchomić aplikację PayPal i się do niej zalogować. Tylko wówczas złośliwy kod dokonuje transferu. Atak się nie uda, gdy na koncie użytkownika jest zbyt mała kwota lub gdy jego karta nie jest połączona z kontem PayPal. Wówczas złośliwy kod próbuje ukraść dane dotyczące usług płatniczych w Google Play, WhatsApp, Skype oraz Viber. Próbuje tez ukraść dane logowania do Gmaila. Badacze z ESET sądzą, że przestępcy wykorzystują te dane, by zalogować się na pocztę ofiary i usunąć przysyłane przez PayPala informacje o przeprowadzonych transakcjach. W ten sposób ofiara przez dłuższy czas może się nie zorientować, że jest okradana. ESET poinformował już PayPala o problemi i dostarczył mu informacje o koncie, na które trafiają ukradzione pieniądze. « powrót do artykułu
  12. Wielu użytkowników produktów Apple'a nie zdaje sobie sprawy z faktu, że korzystając ze streamingu plików dźwiękowych za pośrednictwem aplikacji na iPhone'a czy iPada, płacą nawet o 30% więcej za te same usługi, niż użytkownicy innych platform. Miłośnicy produktów firmy z Cupertino mogą więc zaoszczędzić do 30%, jeśli zrezygnują z obecnych subskrypcji i ponownie je wykupią, ale tym razem zapisując się za pośrednictwem przeglądarki, a nie specjalnej aplikacji. Wyższe opłaty naliczane są m.in. przez serwisy Youtube Music, YouTube Premium, Deezer czy Amazon Prime. Dzieje się tak, gdyż Apple pobiera od tych serwisów 30-procentową prowizję od sprzedaży subskrypcji dokonanej za pośrednictwem aplikacji z App Store. Z tego też powodu, wielu użytkowników Apple'a uważa, że większość serwisów ze stremingiem muzycznym jest droższych od Apple Music. Tymczasem zwykle miesięczna subskrypcja kosztuje w nich 9,99 USD, a tylko ci, którzy wykupili ją za pośrednictwem aplikacji z App Store płacą więcej, gdyż właściciele tych serwisów muszą oddawać część pieniędzy Apple'owi. Na przykład przeciętny użytkownik Youtube Music płaci za pojedynczą subskrypcję 9,99 USD miesięcznie, a osoba, która korzysta z aplikacji Apple'a płaci 12,99 USD. W przypadku wykupienia subskrypcji rodzinnej różnica jest jeszcze większa i ma się jak 14,99 do 19,99. Tak więc każdego roku taki klient, często o tym nie wiedząc, płaci Apple'owi 60 USD za to, że słucha muzyki z serwisu firmy niepowiązanej z Apple'em. Jedynym dużym serwisem, który prowadzi inną politykę jest Spotify. Nie można doń się już zapisać za pośrednictwem aplikacji z App Store. Ci, którzy zrobili to zanim Spotify zmieniło zasady mogą zaoszczędzić około 3 dolarów miesięcznie, jeśli zrezygnują z subskrypcji i ponownie zapiszą się na nowych zasadach. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...