Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37614
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Na University of Utah powstało pierwsze ogniwo paliwowe pracujące w temperaturze pokojowej, które wykorzystuje enzymy do produkcji energii z paliwa lotniczego. Energia jest uzyskiwana bez zapłonu paliwa, zatem takie ogniwo może być używane w przenośnej elektronice czy samochodach elektrycznych. Głównym osiągnięciem naszych badań jest możliwość bezpośredniego wykorzystania paliwa Jet Propellant-8 bez potrzeby jego oczyszczania z siarki czy konieczności pracy przy wysokich temperaturach. To pokazuje, że JP-8 i prawdopodobnie inne tego typu związki mogą być używane w niskotemperaturowych ogniwach paliwowych - mówi profesor Shelley Minteer. JP-8 to bazujące na kerozynie paliwo lotnicze, które jest wykorzystywane przez U.S. Air Force w ekstremalnych warunkach – na pustyniach czy tam, gdzie panują bardzo niskie temperatury. Wykorzystanie JP-8 w ogniwach paliwowych jest trudne, gdyż zawiera ono siarkę, a ta może upośledzać zdolność katalizatora do utleniania paliwa. Ponadto cały proces prowadzony w tradycyjnych ogniwach paliwowych jest bardzo nieefektywny. Jedynie 30% paliwa jest zamieniane na energię elektyczną. Uczni z Utah postanowili wypróbować nowego podejścia. Użyli JP-8 w enzymatycznym ogniwie paliwowym. Wykorzystano przy tym dwa enzymy – monooksygenazę alkanową i oksydazę alkoholową. Działanie ogniwa z JP-8 porównano z ogniwami, w których paliwami były podobne do JP-8 heksan i oktan. Uczeni szybko zauważyli, że dodatek siarki nie wpływa negatywnie na produkcję energii. Enzymatyczne ogniwa paliwowe to nowy typ ogniw, nie ma ich jeszcze w sprzedaży. Dotychczas nie używano w nich JP-8, gdyż nie znaleziono enzymów zdolnych do utleniania tego paliwa - mówi profesor Minteer. Już wcześniej demonstrowano ogniwa z tlenkiem stałym, w których korzystano z JP-8. Ogniwa takie pracowały jednak w temperaturze powyżej 510 stopni Celsjusza, zatem nie nadawały się do wielu zastosowań. « powrót do artykułu
  2. Centrum kierowania misją Rosetta otrzymało potwierdzenie, że doszło do udanego oddzielania lądownika Philae od pojazdu Rosetta. Lądownik jest w drodze ku jądru komety, gdzie ma wylądować. Sygnał o udanym oddzieleniu dotarł do ESA Space Operation Centre (ESOC) w Darmstadt w Niemczech o godzinie 10:03 czasu polskiego. Jako, że sygnał z Rosetty na Ziemię biegnie 28 minut i 20 sekund, do oddzielenia się pojazdów doszło o 9:35 czasu polskiego. Około godziny 12 czasu polskiego ESOC powinno odebrać pierwszy sygnał z Philae. Lądownik komunikuje się z Ziemią za pośrednictwem Rosetty. Wraz z pierwszymi danymi do Niemiec trafią też zdjęcia lądownika po oddzieleniu się. Philae powinien wylądować na jądrze komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko około godziny 17 czasu polskiego. W drodze do miejsca lądowania będzie badał otoczenie komety i wykonywał zdjęcia. W momencie uwolnienia lądownika Rosetta znajdowała się w odległości około 23 kilometrów od centrum jądra komety. Philae opada swobodnie, bez napędu i bez jakiegokolwiek sterowania. W miarę zbliżania się do jądra komety jego słabe pole grawitacyjne będzie rozpędzało lądownik. « powrót do artykułu
  3. Owady wyewoluowały skrzydła, by radzić sobie ze wzrastającą wysokością roślin lądowych. Międzynarodowy zespół naukowców z projektu 1K Insect Transcriptome Evolution przeanalizował geny owadów i stworzył najbardziej jak dotąd szczegółowe drzewo ewolucyjne tej gromady stawonogów. Autorzy raportu z pisma Science stwierdzili, że owady wyewoluowały od morskich skorupiaków wcześniej, niż to wynikało z poprzednich studiów. Owady pojawiły się ok. 500 mln lat temu [~479 mln lat temu we wczesnym ordowiku], niedługo po tym, jak wyewoluowały pierwsze stabilne środowiska i rośliny lądowe. Jak tylko wysokość pierwszych roślin zaczęła się zwiększać, co nastąpiło ok. 400 mln lat temu [we wczesnym dewonie, ~406 mln lat temu], u owadów rozwinęły się skrzydła - wyjaśnia dr David Yeates, entomolog z CSIRO (Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation). W miarę jak rośliny stawały się coraz wyższe, owady mogły wspinać się na ich szczyt i zeskakiwać, najpierw szybując, a później machając skrzydłami. Yeates sądzi, że przez niewielkie rozmiary i szybkie namnażanie owady świetnie wykorzystują nowe środowiska, nawet te tworzone przez masowe wymieranie. Pod koniec kredy wyginęły dinozaury, jednak czas ten wydaje się świetną szansą dla owadów, które nadal różnicowały się razem z roślinami okrytonasiennymi. Naukowcy wyciągali wnioski odnośnie do drzewa filogenetycznego, bazując na 1478 kodujących białka genach. Przeprowadzili analizy filogenomiczne sekwencji nukleotydowych i aminokwasowych, a następnie sporządzili modele substytucji nukleotydów i aminokwasów. Kiedy mieliśmy już podstawowe drzewo ewolucyjne, by dokładnie wyliczyć, kiedy pojawiły się różne grupy, zintegrowaliśmy z nim dowody w postaci skamieniałości. Co ciekawe, akademicy stwierdzili, że karaczany są blisko spokrewnione z termitami. Uzyskane dane pozwalają lepiej zarządzać populacjami owadów, dlatego naukowcy widzą dla nich sporo zastosowań. Jak wyjaśnia Yeates, dają one np. wgląd w ewolucję mechanizmów oporności na pestycydy. « powrót do artykułu
  4. Wystrzelony w grudniu 2013 roku europejski satelita może w ciągu najbliższych lat odkryć dziesiątki tysięcy nowych planet pozasłonecznych. Dzięki temu naukowcy lepiej zrozumieją rozkład i róznorodność planet w Drodze Mlecznej. Eksperci z Princeton University i szwedzkiego Uniwersytetu w Lund obliczyli, że w ciągu pięcioletniej misji Gaia może odkryć 21 000 planet. Jeśli zaś misja satelity potrwa 10 lat to odkryje on nawet 70 000 egzoplanet. Wyliczenia naukowców ukażą się w piśmie Astrophysical Journal. Co ciekawe, odkrywanie egzoplanet nie jest celem satelity. Głównym zadaniem Gai jest mierzenie ruchu, odległości od Ziemi i badanie cech fizycznych około 1 miliarda obiektów. Głównie ma zajmować się obserwacją gwiazd. I to właśnie ich badanie może przynieść - jako produkt uboczny – odkrycia tysięcy planet. Gaia powinna zauważyć zaburzenia ruchu gwiazd powodowane obecnością planet. Jak podkreśla amerykańsko-szwedzki zespół, znacznie ważniejsze od imponującej liczby nowych planet będzie jednak odkrycie konkretnych rodzajów planet. Satelita jest wyposażony w instrumenty pozwalające na obserwowanie rzadko występujących w Drodze Mlecznej obiektów, takich jak planety o masie 25-50 mas Jowisza krążące wokół słabo świecących czerwonych karłów. Może zauważyć systemy planetarne, w których jedne planety krążą w odwrotnym kierunku do innych. Tu nie chodzi o liczby. Każda z nowo odkrytych planet zdradzi nam szczegóły na swój temat, a wiele z nich może być niezwykle interesujących. Jeśli przyjrzymy się planetom, które odkryto do tej pory, to zauważymy, że jest to pewna bardzo specyficzna klasa planet. Gaia nie tylko ma możliwość zauważenia pełnego spektrum planet, ale również odkrywania ich w miejscach, które nie zostały dotychczas dokładnie przeszukane - ekscytuje się profesor Michael Perryman, główy autor badań. Misja Gai to realizacja pomysłu, który Perryman i profesor Lennart Lindegren z Uniwersytetu w Lund przedstawili Europejskiej Agencji Kosmicznej w 1993 roku. Pierwszą planetę pozasłoneczną odkryto w 1995 roku. Od tamtej pory potwierdzono odkrycie około 1900 innych planet oraz ponad 3000 kandydatów na planety. Misja Gai może znakomicie poszerzyć naszą wiedzę o wszechświecie. « powrót do artykułu
  5. Ból związany z zapaleniem stawów można u psów usunąć za pomocą naturalnych składników i suplementów diety. Dodatkowym plusem jest brak skutków ubocznych. O ile zademonstrowano korzystny wpływ akupunktury i stymulacji elektrycznej, o tyle niewiele badań dotyczyło wpływu fitoterapii - podkreśla prof. Éric Troncy z Uniwersytetu w Montrealu. Kanadyjczycy dotarli do 32 psów z zapaleniem stawów zdiagnozowanym za pomocą rtg. i badania ortopedycznego. Wszystkie psy ważyły ponad 20 kg. Opierając się na badaniach na gryzoniach, we współpracy z Pierre'em Haddadem w Wydziału Farmakologii Troncy opracował dwie testowe receptury. Pierwsza składała się z kurkuminy, czarciego pazura (hakorośli), czarnej porzeczki, Boswellia serrata, kory wierzby, rumianku oraz bromeliny z ananasa i miała leczyć stan zapalny. W skład drugiej wchodziły te same składniki oraz suplementy diety: kwasy omega-3, siarczan chondroityny i glutamina (preparat miał sprzyjać regeneracji stawów). Połowa psów przez miesiąc dostawała pierwszy preparat, a przez kolejne 4 tygodnie drugi. Druga połowa - grupa kontrolna - dostawała placebo. Wyniki oceniano za pomocą trzech metod. Po pierwsze, psy filmowano w czasie chodzenia ze stałą prędkością na specjalnej platformie (rejestruje ona siłę łap). Po drugie, wykorzystywano monitorującą aktywność czworonogów obrożę. Po trzecie, o ocenę zachowania psów proszono właścicieli. Po 8-tygodniowym leczeniu średnio siła psów poprawiła się o odpowiednik dodatkowego kilograma na łapę. Co więcej, u żadnego z tych psów nie odnotowano pogorszenia stanu zdrowia, w odróżnieniu od 35,8% psów z grupy placebo - opowiada Maxim Moreau. Dzięki obrożom stwierdzono, że aktywność zwierząt z grupy eksperymentalnej utrzymała się na co najmniej tym samym poziomie, a średnia dla grupy wzrosła z 6 do 8 godzin dziennie. U psów z grupy kontrolnej aktywność stopniowo spadała. W niektórych przypadkach nagrywaliśmy czworonogi, by upewnić się, że obroża nagrywa ich rzeczywistą aktywność, a nie takie ruchy jak drapanie - dodaje Troncy. Trzecia z zastosowanych miar [ocena właścicieli] była bardziej subiektywna; kontrast między grupami testową i kontrolną okazał się mniej wyraźny. Podejrzewamy, że ludzie mogli zapomnieć, jak pies zachowywał się, nim rozwinęło się u niego zapalenie stawów. Kanadyjczycy sądzą, że ich wyniki będzie można wykorzystać do opracowania nowych terapii dla ludzi. « powrót do artykułu
  6. Z badań przeprowadzonych na University of Buffalo wynika, że dzieci w wieku przedszkolnym, których rodzice wprowadzają zasady dotyczące tego, co wolno jeść, odżywają się lepiej niż ich rówieśnicy wychowywani bez takich zasad. Naukowcy postanowili zbadać, czy bardzo małe dzieci posiadają mechanizmy pozwalające im na kontrolowanie impulsów dotyczących jedzenia i jaki wpływ na wykształcenie takich mechanizmów mogą mieć rodzice. Uczeni wysunęli hipotezę, że wprowadzenie 2-latkom zasad dotyczących samokontroli przełoży się na to, w jaki sposób będą odżywiały się w wieku 4 lat. Przyjęli przy tym powszechnie akceptowaną definicję samokontroli. Zgodnie z nią jest to sytuacja, w której dziecko jest w stanie kontrolować swoje naturalne impulsy po to, by osiągnąć długoterminowy cel. Aby określić poziom zdolności do samokontroli poproszono rodziców dzieci, by ocenili, jak często ich dziecko reaguje emocjonalnie – włączając w to takie reakcje jak zirytowanie, płacz czy wywoływanie awantury – i na ile jest w stanie poczekać na otrzymanie tego, co pragnie. Dzięki tak zdobytym danym naukowcy mogli zbadać związek pomiędzy zdolnością do samokontroli w wieku 2 lat a konsumpcją soków, napojów gazowanych, owoców, warzyw, fast-foodów, przekąsek i słodyczy w wieku 4 lat. Kwestie związane z samokontrolą, kompulsywnym jedzeniem a otyłością zostały dobrze zbadane w przypadku nastolatków i dorosłych, jednak bardzo mało wiemy o tym, jaką rolę czynniki te odgrywają w przypadku dzieci - mówi profesor Xiaozhong Wen, główny autor badań. Odkryliśmy, że dzieci, które w wieku 2 lat były w stanie samodzielnie kontrolować się, odżywiały się zdrowiej w wieku 4 lat o ile ich rodzice przekazali im informacje dotyczące prawidłowego odżywiania się. Tam, gdzie dzieci kontrolowały się samodzielnie, wprowadzonych przez rodziców zasad dotyczących odżywiania się, kontrola taka nie prowadziła do zdrowszego odżywiania się - dodaje uczony. To niesamowite, w jak dużym stopniu wprowadzone przez rodziców zasady dotyczące tego, co dziecko może jeść, a czego jeść nie może, wpływają na zwyczaje żywieniowe dzieci. Bez zasad wprowadzonych przez rodziców wysoki stopień samodyscypliny u dzieci nie prowadzi do zdrowszego odżywiania się. A to pokazuje, jak ważny jest wpływ rodziców na odżywianie się dziecka - mówi współatorka badań, Neha Sharma. Uczeni zauważyli też, że tam, gdzie rodzice nie wprowadzili zasad dotyczących odżywiania się, najczęściej konsumowanym rodzajem niezdrowego pożywienia były napoje gazowane. Napoje takie okazały się niezwykle atrakcyjne dla przedszkolaków. Dzieci bez wprowadzonych przez rodziców zasad piły ich od 25% więcej niż dzieci znające zasady zdrowego odżywiania się. Badania przeprowadzono na próbce 8500 dzieci z USA. « powrót do artykułu
  7. Z magazynu Oncogene dowiadujemy się o obiecującej terapii, która może powstrzymać rozwój guzów nowotworowych u cierpiących na raka prostaty. Eksperymenty na myszach dały bardzo dobre wyniki. Naukowcy z University of Bristol oraz University of the West England wykazali, że pewien związek chemiczny blokuje aktywność molekuły kluczowej do tworzenia naczyń krwionośnych – angiogenezy - dla guza. Bez naczyń guz nie może przetrwać. Angiogeneza jest regulowania głównie przez VEGF – czynnik wzrostu śródbłonka naczyniowego – który może pobudzać lub blokować wzrost naczyń. Molekułą, którą wzięto na celownik jest SRPK1. Uczeni, po przeanalizowali próbek ludzkiego nowotworu prostaty zauważyli, że im bardziej agresywny się on staje, tym bardziej aktywna jest SRPK1. Doktor Sebastian Oltean, współautor badań, mówi: pomyśleliśmy, że zablokowanie SRPK1 może zablokować rozwój guza. I rzeczywiście, jak wykazujemy w naszym artykule, gdy zmniejszyliśmy w komórkach guza poziom SRPK1 mogliśmy przełączyć działanie VEGF tak, że doszło do zablokowania tworzenia i wzrostu naczyń krwionośnych. Na mysim modelu udało się zablokować wzrost guza raka prostaty za pomocą środka SPHINX podawanego w zastrzykach trzy razy w ciągu tygodnia. Naukowcy mają nadzieję, że SPHINX będzie przydatny również w walce z innymi nowotworami. Na University of Nottngham powstała już firma Exonate, która chce opracowywać inhibitory SRPK1 do leczenia chorób związanych z nieprawidłowym rozwojem naczyń krwionośnych. « powrót do artykułu
  8. Naukowcy z Mayo Clinic w Jacksonville opisali etapy molekularne konieczne do tego, by produkujące enzymy trawienne komórki pęcherzykowe trzustki stały się zmianami przednowotworowymi. Zespół doktora Petera Storza badał komórki trzustki z mutacją genu KRAS. Koduje on białko regulujące podział komórek, a jego mutacje są charakterystyczne dla wielu nowotworów (występują w ponad 95% raków trzustki). Amerykanie zidentyfikowali kroki, które prowadziły do przekształcenia komórek pęcherzykowych z mutacjami KRAS w komórki przewodowe o właściwościach komórek macierzystych. Autorzy raportu z pisma Cancer Discovery zauważyli, że białka Kras z komórek pęcherzykowych wyzwalają ekspresję cząstki ICAM-1, która przyciąga makrofagi (ICAM-1 to cząstka adhezywna należąca do nadrodziny immunoglobulin). Makrofagi uwalniają różne białka, w tym rozluźniające strukturę komórek. Umożliwia to komórkom pęcherzykowym przekształcenie w inne typy komórek. Zademonstrowaliśmy istnienie bezpośredniego związku między mutacjami Kras, środowiskiem zapalnym i napędzaniem początku raka trzustki - twierdzi dr Storz, dodając, że u myszy laboratoryjnych proces ten można zatrzymać. Można to zrobić na dwa sposoby - zmniejszając liczebność makrofagów lub oddziałując na przekształcone komórki przeciwciałem wyłączającym ICAM-1. Każde z tych posunięć zmniejsza liczbę zmian przednowotworowych. Storz zaznacza, że opracowano już przeciwciało neutralizujące ICAM-1. Testowano je w odniesieniu do wielu chorób, w tym udaru czy reumatoidalnego zapalenia stawów. « powrót do artykułu
  9. W ubiegłym roku w Wielkim Zderzaczu Hadronów odkryto cząstkę, która ma być bozonem Higgsa. Jednak grupa naukowców twierdzi, że to wcale nie musi być poszukiwana Boska Cząstka. Uczeni na całym świecie zgadzają się, że w CERN-ie znaleziono nową cząstkę. Wiele obliczeń wskazuje, że to bozon Higgsa. Teraz jednak w Physical Review D możemy przeczytać, że nie mamy ostatecznych dowodów potwierdzających, że to właśnie ta cząstka. Autorami analizy i artykułu są naukowcy pracujący pod kierunkiem profesora Madsa Toudala Frandsena z Centrum Kosmologii i Fenomenologii Fizyki Cząstek Wydziału Fizyki, Chemii i Framacji Uniwersytetu Południowej Danii. Dostarczone przez CERN dane są postrzegane jako dowód, że znaleziono cząstkę Higgsa. To prawda, że cząstka Higgsa wyjaśnia te dane, ale prawdą również jest, że mogą istnieć inne wyjaśnienia, że takie dane można uzyskać także z innych cząstek - mówi profesor Frandsen. Analiza przeprowadzona przez jego zespół nie obala twierdzenia, że znaleziono bozon Higgsa, ale dowodzi, że możemy mieć do czynienia z inną cząstką. Sądzimy, że to może być tak zwana cząstka techni-higgs. Jest ona podobna do cząstki Higgsa, stąd jej nazwa - stwierdza uczony. Obie cząstki są na tyle do siebie podobne, że łatwo je pomylić, jednak są dwiema cząstkami właściwymi dla dwóch różnych teorii opisujących powstanie wszechświata. Cząstka Higgsa to część Modelu Standardowego. Opisuje on cztery siły natury, jednak nie wyjaśnia czym jest ciemna materia, z której zbudowana jest większość wszechświata. Tymczasem techni-higgs to zupełnie inna cząstka. Techni-higgs nie jest cząstką elementarną. Składa się z tak zwanych techni-kwarków, które są elementarne. Techni-kwarki mogą łączyć się w różny sposób tworząc m.in. techni-higgsa, gdy inne ich połączenia mogą tworzyć ciemną materię. Spodziewamy się, że w Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC) zostanie odnalezionych wiele różnych cząstek zbudowanych z techni-kwarków - mówi Frandsen. Jeśli techni-kwarki istnieją, to musi istnieć też siła, która je łączy. Żadna ze znanych sił natury – grawitacja, siła elektromagnetyczna, oddziaływanie słabe i oddziaływanie silne – nie może być tym, co łączy techni-kwarki. Dlatego też zwolennicy hipotezy o ich istnieniu postulują istnienie nieznanej jeszcze siły zwanej technocolorem. Profesor Frandsen wierzy, że kolejne dane z LHC pozwolą ostatecznie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z bozonem Higgsa czy z cząstką techni-higgs. « powrót do artykułu
  10. Electronic Frontier Foundation (EFF) wystąpiła w imieniu 77 wybitnych naukowców do Sądu Najwyższego USA z wnioskiem o przyjrzenie się decyzji sądu apelacyjnego, który uznał, że API podlegają prawom autorskim. API to zestaw reguł, dzięki którym programy mogą się między sobą komunikować. Gdy na przykład napiszemy tekst w edytorze i wydamy polecenie, by został wydrukowany, komunikacja pomiędzy edytorem tekstu a sterownikiem drukarki odbywa się właśnie za pośrednictwem API. W maju bieżącego roku Sąd Apelacyjny dla Okręgu Federalnego uznał, że API podlegają ochronie na podstawie przepisów o prawach autorskich. Decyzja sądu jest niezgodna zarówno z wcześniejszymi wyrokami jak i z ustanowioną od dziesięcioleci praktyką. Jest ona niezwykle niebezpieczna. Jak zauważyła dyrektor EFF ds. własności intelektualnej, Corynne McSherry, decyzja Sądu Apelacyjnego jest błędna i niebezpieczna dla dalszego postępu technologicznego. Wyłączenie API spod ochrony prawnej pozwoliło na rozwój nowoczesnych komputerów oraz internetu. Nic zatem dziwnego, że decyzja sądu zaniepokoiła ludzi, którzy od lat decydują o tym, jak wygląda współczesna informatyka. Wśród 77 naukowców, w imieniu których występuje EFF znajdziemy pięciu laureatów Nagrody Turinga, czterech Narodowego Medalu Technologii, członków Association for Computing Machinery, IEEE, American Academy of Arts and Sciences. Są wśród nich ludzie, którzy stworzyli takie języki programowania i systemy jak Wiki, Unix, AppleScript, Java, IBM S/360, JavaScript, Python, TCP/IP, C++, MS-DOS, AWK, Scala, Haskell czy SmallTalk. Sprawa, w której Sąd Federalny wydał kontrowersyjny wyrok, rozpoczęła się przed laty, gdy Oracle pozwał Google'a za wykorzystanie API Javy w systemie Android. Co prawda Google napisał własną implementację Java API, jednak – aby inni developerzy mogli jej używać – wykorzystał te same nazwy, sposób organizacji i funkcje co w oryginalnym Java API. W maju 2012 roku sędzia William Alsup z Północnego Dysktryktu Kalifornii stwierdził, że API nie podlegał ochronie intelektualnej. Sąd uznał, że uznanie, iż taka ochrona istnieje dawałoby Oraclowi prawo do posiadania użytkowego i funkcjonalnego zestawu symboli, który stanowi bazę postępu technologicznego. Sąd Federalny nie zgodził się z takim stanowiskiem uznając, że Java API podlega prawom autorskim. Odesłał jednak do ponownego rozpoznania kwestię, czy użycie tych funkcji przez Google'a nie było przypadkiem fair use. « powrót do artykułu
  11. Media donoszą, że pierwszy smartfon spod znaku Microsoftu – Microsoft Lumia – zadebiutuje na rynku już jutro, 11 listopada. Z pewnością nie będzie to jednak okręt flagowy Microsoftu. Koncern zdecydował się na premierę taniego urządzenia o przeciętnych parametrach technicznych. Wiadomo, że pierwszy Microsoft Lumia będzie korzystał z 1,2-gigahercowego procesora Snapdragon 200, 1 gigabajta RAM-u oraz 8 gigabajtów pamięci masowej. Smartfon został wyposażony w wyświetlacz o przekątnej 5 cali (o rozdzielczości, prawdopodobnie, 960x540). Jego użytkownik skorzysta też z 5-megapikselowego aparatu z tyłu oraz z kamery o rozdzielczości VGA z przodu. Całość będzie zasilana baterią o pojemności 1900 mAh. Powyższa specyfikacja techniczna jest dość typowa dla tanich urządzeń. I taki ma być właśnie pierwszy telefon z linii Microsoft Lumia. Podobno będzie sprzedawany w cenie 100-150 dolarów. « powrót do artykułu
  12. Niemal co 6 Amerykanin otrzymał w ubiegłym tygodniu informację, że cyberprzestępcy zdobyli jego e-mail i numer karty kredytowej. Informacje wysyłała firma Home Depot na którą dokonano ataku. W jego wyniku przestępcy – Rosjanie lub Ukraińcy – ukradli 53 miliony adresów e-mail oraz numery 56 milionów kart płatniczych. Wiadomo, że dane te są sprzedawane na lokalnym rynku amerykańskim grupom przestępczym. Home Depot poskarżył się, że winnym włamania jest Microsoft i wyposażył swoich menedżerów w iPhone'y. Wszystko jednak wskazuje na to, że to tylko szukanie winnych na siłę. Wiadomo, że do ataku doszło w kwietniu, a przestępcy dostali się do sieci Home Depot poprzez sieć jednego z poddostawców. Poddostawca ten miał swobodny dostęp do sieci Home Depot, a sami przedstawiciele Home Depot przyznają, że komputery zawierające istotne dane, takie jak np. dane finansowe czy dane klientów, nie były niemal w żaden sposób oddzielone od tych sieci, za pomocą których partnerzy Home Depot mogli kontrolować pracę urządzeń klimatyzacyjnych czy grzewczych w budynkach firmy. Po przedostaniu się do sieci Home Depot przestępcy zainfekowali końcówki terminali sprzedażowych na których używany jest Windows XP Embedded. Wykorzystali przy tym znaną dziurę, do której Microsoft udostępnił łatę. Poprawka została z czasem zainstalowana, jednak wówczas komputery były już zainfekowane. Dane na zaatakowanych maszynach nie były zaszyfrowane. Home Depot dopiero wdrażał system kryptograficzny, który został uruchomiony we wrześniu, kilka miesięcy po ataku. Wiadomo, że przestępcy zainfekowali 7500 komputerów. Z łatwością zidentyfikowali te, które ich interesowały, gdyż były one w sieci jasno opisane jako terminale płatnicze. Administratorzy Home Depot w ogóle nie zauważyli włamania. Przestępcy działali tylko w dzień, w godzinach pracy terminali, regularnie aktualizowali swoje oprogramowanie. O włamaniu firma dowiedziała się 2 września od agentów Secret Service, gdy przestępcy zaoferowali w internecie sprzedaż kradzionych danych. Home Depot współpracuje obecnie z różnymi instytucjami w celu zablokowania sprzedaży ukradzionych danych. « powrót do artykułu
  13. Astronomowie z Kalifornijskiego Instytutu Technologicznego (Caltech) odkryli tajemnicze światło w przestrzeni kosmicznej. Instrumenty Caltechu wyniesione przez suborbitalne rakiety NASA zarejestrowały więcej światła, niż wydostaje się ze wszystkich znanych galaktyk. Uzyskane wyniki badań bardzo nas zdziwiły, jednak przeprowadziliśmy wiele testów i wiemy, że są one prawdziwe - mówi jeden z naukowców, Michael Zemcov. Naukowcy przypuszczają, że nadmiarowe światło pochodzi z gwiazd, które zostały wyrzucone z galaktyk wówczas, gdy dochodzi do zderzeń pomiędzy galaktykami. Jeśli taka interpretacja jest prawdziwa, oznacza to, że w przestrzeni kosmicznej podróżuje olbrzymia, znacznie większa niż zakładano, liczba samotnych gwiazd. Nie jesteśmy obecnie w stanie obserwować takich pojedynczych samotnych gwiazd. Jednak ich liczba musi być olbrzymia, gdyż, jak informuje profesor Jamie Bock, który odpowiada za cały projekt badawczy, ilość zarejestrowanego nadmiarowego światła jest niemal równa ilości światła z galaktyk. Już podczas wcześniejszych badań przeprowadzonych za pomocą Teleskopu Kosmicznego Spitzera zauważono nierównomierne rozłożenie podczerwonego promieniowania tła (CIB). Nierównomierności tych nie można było wyjaśnić rozłożeniem galaktyk. Część naukowców uważała, że światło to pochodzi od pierwszych galaktyk, które uformowały się po Wielkim Wybuchu. Inni uważali, że jego źródłem są gwiazdy wyrzucone z galaktyk. Misja CIBEr (Cosmic Infrared Backgroud Expriment), w ramach której w latach 2009-2013 przeprowadzono 4 starty rakiet suborbitalnych miała właśnie na celu wyjaśnienie zaobserwowanego zjawiska. Uczeni mówią, że przyszłe eksperymenty mogą potwierdzić, czy rzeczywiście nadmiarowe światło pochodzi z samotnych gwiazd. Jeśli rzeczywiście gwiazdy są tak masowo wyrzucane z galaktyk, powinniśmy odnaleźć je w ich pobliżu. « powrót do artykułu
  14. Wrażenie czyjejś obecności pojawiało się w relacjach niezliczonych podróżników, osób owdowiałych oraz pacjentów z chorobami neurologicznymi i psychicznymi. Zespół Olafa Blanke'a z Ecole Polytechnique Fédérale de Lausanne (EPFL) odnalazł ostatnio ducha w korze mózgowej i odtworzył złudzenie w laboratorium. Wrażenie obecności stanowi, wg Szwajcarów, skutek zmiany sygnałów czuciowo-ruchowych, zaangażowanych w tworzenie samoświadomości na drodze integracji informacji dotyczących naszych ruchów i położenia ciała w przestrzeni (propriocepcji). Podczas eksperymentów ekipa Blanke'a ingerowała w czuciowo-ruchowe dane wejściowe ochotników, przez co mózgi nie traktowały ich jak sygnałów z własnego ciała. Na początku naukowcy badali mózgi 12 ludzi z zaburzeniami neurologicznymi, głównie padaczką, którzy doświadczyli takich pojawień. Podczas rezonansu magnetycznego odnotowano zaburzenia z 3 rejonów: wyspy, kory ciemieniowo-czołowej i kory skroniowo-ciemieniowej. Odpowiadają one za samoświadomość, ruch oraz propriocepcję. Na dalszym etapie badania ochotnicy mieli z zawiązanymi oczami wykonywać przed sobą ruch ręką. Znajdujące się za nimi ramię robota powtarzało ten ruch, dotykając pleców ludzi. Mimo niezgodności przestrzennej ruchy człowieka i robota były zsynchronizowane, dlatego mózg potrafił się do tego przystosować. Później dotyk robota był nieco opóźniony w stosunku do ludzkiego ruchu, a rozbieżność i przestrzenna, i czasowa (500-ms) wywołała złudzenie czyjejś obecności. Po ok. 3 minutach opóźnionego dotykania nieświadomych celu eksperymentu badanych pytano o wrażenia. Kilka osób wspominało o czuciu czyjejś obecności, a niektórzy doliczyli się nawet 4 duchów. Dla niektórych wrażenia były tak silne, że prosili o przerwanie eksperymentu - opowiada Giulio Rognini. Nasz eksperyment pozwolił po raz pierwszy wywołać wrażenie czyjejś obecności w warunkach laboratoryjnych. To pokazuje, że może się ono pojawić w normalnych warunkach w wyniku zwykłej niezgodności sygnałów czuciowo-ruchowych. System naśladuje odczucia pacjentów chorych psychicznie i zdrowych ludzi skonfrontowanych z ekstremalnymi okolicznościami. Potwierdziliśmy, że chodzi o zmienioną percepcję własnego ciała [...] - dodaje Blanke. « powrót do artykułu
  15. Już za 5 dni, 12 listopada, będziemy świadkami wyjątkowego wydarzenia w dziedzinie badań przestrzeni kosmicznej. Na powierzchni jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko ma wylądować próbnik Philae. Jeśli lądowanie się uda, będzie to pierwsze takie wydarzenie w historii. Miejsce lądowania, formalnie nazwane Site J, zostało w ogólnoświatowym plebiscycie nazwane Agilkia. Gdy Philae wyląduje przekaże pierwsze w dziejach zdjęcia wykonane z powierzchni komety. Próbnik przeprowadzi też wiercenia na powierzchni komety i zbada pobrane próbki. Założono, że Philae będzie aktywny przed 2,5 doby. Natomiast sonda Rosetta będzie towarzyszyła komecie przez cały rok 2015 i będzie badała zjawiska zachodzące na niej w miarę zbliżania się do Słońca. Rosetta spotkała się z kometą w sierpniu 2014 roku. « powrót do artykułu
  16. Na Nizinie Jańsko-Indygirskiej odkryto najbardziej jak dotąd kompletną mumię żubra pierwotnego (Bison priscus). Zamrożone w czasie i dosłownie zwierzę żyło ok. 9300 lat temu. Mumia jukagirska ma cały mózg, serce, naczynia krwionośne i układ pokarmowy. Rosyjscy naukowcy podkreślają, że część narządów się skurczyła. Sekcja zwłok nie wykazała znaczących odchyleń od normy, czyli jakiejś oczywistej przyczyny zgonu. Pewną wskazówką jest jednak brak tkanki tłuszczowej na tułowiu, co wg paleontologów, sugeruje śmierć głodową. Szefową projektu jest dr Natalia Serduk z Rosyjskiej Akademii Nauk. Jak podkreśla Olga Potapowa z Mammoth Site of Hot Springs w Dakocie Południowej, mumia jukagirska jest trzecią z czterech kompletnych mumii B. priscus i drugim dorosłym osobnikiem, przechowywanym w stanie zamrożonym razem z narządami. Doskonałe zachowanie mumii jukagirskiej pozwala na dokonywanie bezpośrednich porównań anatomicznych zarówno z dzisiejszym bydłem, jak i ze współczesnymi i wymarłymi na przełomie plejstocenu i holocenu gatunkami z rodzaju Bison - zaznacza dr Jewgienij Maszenko z Instytutu Paleontologicznego w Moskwie. Potapowa dodaje, że następnym etapem będą badania tzw. dużej anatomii oraz dalsze analizy histologiczne, parazytologiczne, a także szkieletowo-zębowe. Mamy nadzieję, że wyniki nie tylko ujawnią przyczynę zgonu tego konkretnego osobnika, ale i rzucą więcej światła na zachowanie gatunku oraz przyczynę jego wyginięcia. « powrót do artykułu
  17. MS Office, jeden z najważniejszych i najbardziej dochodowych produktów Microsoftu, był przez całe lata niedostępny dla użytkowników urządzeń mobilnych. Sytuacja zaczęła zmieniać się w połowie ubiegłego roku, kiedy to pojawił się MS Office na iPhone'a oraz z czasem na telefony z Androidem. Osoby, które chciały korzystać z pakietu Microsoftu musiały zapłacić abonament w wysokości 99 USD za Office 365. Teraz koncern z Redmond dokonał kolejnej znaczącej zmiany. Użytkownicy iPhone'ów, iPadów oraz urządzeń z Androidem mogą bezpłatnie edytować dokumenty MS Office. Zmiany takie zostały wymuszone przez rynek. Urządzenia przenośne stają się coraz bardziej popularne. Są wykorzystywane nawet częściej niż pecety i laptopy. Ponadto konkurencja oferuje coraz lepsze produkty. Google proponuje pakiet Drive, a Apple – iWork. Z obu można korzystać za darmo. Microsoft zdecydował się zatem pójść w ślady konkurencji i udostępnić swój pakiet bezpłatnie użytkownikom urządzeń przenośnych. Koncern z Redmond ma sporą przewagę nad Google'em i Apple'em. Jego pakiet jest niezwykle popularny, a olbrzymią zaletą jest fakt, że oferuje pełną kompatybilność pomiędzy wersją na pecety i edycją mobilną. Microsoft nie rezygnuje też całkowicie z pobierania opłat od użytkowników mobilnych. Wersja bezpłatna nie oferuje bowiem wszystkich funkcji, jeśli zatem ich potrzebujemy na urządzeniu mobilnym, musimy wykupić płatną subskrypcję. Office 365 jest zintegrowany z Dropboksem, a jego użytkownicy mają do dyspozycji 1 terabajt przestrzeni dyskowej w chmurze OneDrive. Wkrótce Microsoft zaoferuje im nieograniczoną ilość miejsca w OneDrive. « powrót do artykułu
  18. Ernest Cable, brytyjski żołnierz, który w 1915 roku zmarł na dyzenterię (czerwonkę) w okopach północnej Francji wszedł właśnie na stałe do annałów epidemiologii. Sekwencjonowanie DNA wykazało, że Shingella flexneri, która go zabiła, była oporna na penicylinę na całe lata przed wynalezieniem jej przez Fleminga w 1928 roku. Cable'a nie uratowałaby też opracowana w 1949 roku erytromycyna. Bakteria była oporna i na nią. Cable jest niemal jak nieznany żołnierz, w tym sensie, że nie posiadał żadnych znanych mam krewnych. Teraz wszyscy będą o nim pamiętali. Został unieśmiertelniony - mówi Kate Baker z Wellcome Trust Sanger Institute. Uczona mówi, że Shingella flexneri, która wywołała śmiertelną dyzenterię u Cable'a, zyskała oporność w wyniku ewolucyjnego wyścigu z konkurencyjnymi mikroorganizmami. Drożdże, walcząc z bakteriami, produkują antybiotyki, zatem bakterie wcześniej lub później zyskają na nie oporność. Trzeba pamiętać, że penicylina to środek naturalny, zatem bakterie żyjące obok drożdży produkujących penicylinę ewoluują tak, by przeżyć kontakt z nią - stwierdza Baker. Próbka oznaczona jako NCTC1 została pobrana przez wojskowego bakteriologa Williama Broughtona-Alcocka w szpitalu w Wimereux, gdzie Cable był leczony. Była to pierwsza próbka w liczącym obecnie 5600 szczepów UK National Collection of Type Cultures. Cable zmarł 13 marca 1915 roku w wieku 28 lat. Pochowano go na cmentarzu w Wimereux. Niemal sto lat po jego śmierci uczeni sekwencjonowali genom bakterii, która zbiła Brytyjczyka i porównali go z genomami S. flexneri pobranymi w Japonii w 1954 roku oraz w Chinach w roku 1984 i 2002. Okazało się, że 98% genomu bakterii jest identyczna we wszystkich szczepach. Jednak młodsze szczepy mają, w porównaniu ze szczepem z 1915 roku, dodatkowe geny i przeszły więcej mutacji, dzięki czemu zyskały oporność na wiele antybiotyków, jak sulfonamidy czy tetracyklina. One ciągle ewoluują, a dzieje się tak przez szerokie stosowanie antybiotyków. Wyniki badań pokazują, że ich ewolucja jest bardzo ukierunkowana przez presję, jaką na nie wywieramy - stwierdza Baker. Geny, które pojawiły się w DNA bakterii po roku 1915 czynią ten mikroorganizm jeszcze bardziej niebezpiecznym, niż szczep, który zabił Cable'a. Najważniejsze z tych nowych genów wytwarzają enterotoksyny, a one są związane ze znacznie poważniejszymi objawami. Prowadzą na przykład do większego odwodnienia organizmu poprzez zwiększenie wydzielania płynów przez jelita. Co więcej, im nowszy szczep, tym więcej mechanizmów obronnych. W szczepie z 2002 roku stwierdzono brak proteiny, która pozwala układowi odpornościowemu na rozpoznanie i zaatakowanie bakterii. To oznacza, że osoby odporne na działanie starszych szczepów byłyby znowu podatne na zachorowanie, ponieważ ich układ odpornościowy nie rozpoznałby wroga - wyjaśnia Baker. Porównanie obecnych szczepów Shingella flexneri ze szczepami dawnymi może pomóc w opracowaniu szczepionki przeciwko tej bakterii. Każdego roku zabija ona 750 000 dzieci poniżej 5. roku życia. « powrót do artykułu
  19. Dr Venkata Yellepeddi z Roseman University zaprezentował przeciwmigrenowy sprej do nosa z prochlorperazyną. Nie zawiera on substancji konserwujących, np. chlorków benzalkoniowych czy sorbinianu potasu, nie powinien więc powodować podrażnienia błon śluzowych. Prochlorperazyna to antagonista receptorów dopaminergicznych, stosowany szeroko jako środek przeciwwymiotny. Porównawcze badania kliniczne wykazały, że prochlorperazyna radzi sobie z bólem skuteczniej niż inne przeciwmigrenowe leki, takie jak sumatryptan, metoklopramid czy ketorolak. Obecnie nie można kupić przeciwmigrenowej prochlorperazyny w spreju, dostępne są tylko tabletki z odroczonym początkiem działania. Zespół z Roseman University dywaguje, że sprej powinien działać szybko i skutecznie, wywołując u pacjentów mniejszy dyskomfort. Amerykanie przeprowadzili chromatografię cieczową, zastosowali też macierze mikrobiologiczne i stwierdzili, że prochlorperazynowy sprej do nosa pozostawał stabilny nawet do 120 dni (zachodził minimalny rozkład). W dalszej kolejności Yellepeddi planuje testy bezpieczeństwa, skuteczności, a także badania farmakokinetyczne na modelu szczurzym. « powrót do artykułu
  20. Zażywanie suplementów z kwasami omega-3 zmniejsza ochotę na nikotynę, a także liczbę wypalanych dziennie papierosów. Substancje i leki, wykorzystywane obecnie, by pomóc ludziom w ograniczeniu i rzuceniu palenia, nie są zbyt skuteczne i wywołują efekty uboczne, z którymi trudno sobie poradzić. Wyniki naszego studium wskazują, że prawie pozbawiony skutków ubocznych, tani i łatwo dostępny suplement diety w postaci kwasów omega-3 znacząco ogranicza palenie - podkreśla dr Sharon Rabinovitz Shenkar z Uniwersytetu w Hajfie. Palenie nie tylko wiąże się z chorobami płuc, układu sercowo-naczyniowego czy nowotworami, ale i ze zmniejszonym poziomem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (zwłaszcza omega-3) w mózgu. Niedobór kwasów omega-3 uszkadza strukturę komórek i zaburza przekaźnictwo nerwowe w rejonach związanych odczuwaniem przyjemności i satysfakcji. Obszary te ogrywają istotną rolę m.in. w podejmowaniu decyzji czy w rozwoju, utrzymaniu i powrocie do uzależnienia. Innymi słowy, niedobór kwasów tłuszczowych omega-3 sprawia, że organizmowi palacza trudniej poradzić sobie z ochotą na kolejnego papierosa. Wcześniejsze badania wykazały, że nierównowaga [poziomu] omega-3 ma również związek ze zdrowiem psychicznym, depresją i radzeniem sobie z naciskami i stresem. Presja i stres są z kolei związane z chęcią zapalenia. Poza tym wiadomo, że stres i napięcie rosną u ludzi rzucających palenie. Mimo świadomości tego wszystkiego związków między tymi czynnikami w ogóle dotąd nie badano. W izraelskim studium wzięło udział 48 palaczy w wieku 18-45 lat. W ciągu ubiegłego roku dziennie wypalali oni co najmniej 10 papierosów (średnio 14). Zdiagnozowano u nich umiarkowane uzależnienie od nikotyny. Średni wiek uczestników badania wynosił 29 lat, a średni wiek rozpoczęcia palenia plasował się poniżej 18. roku życia. Oznacza to, że ochotnicy palili średnio 11 lat. Badanych podzielono na dwie grupy. Jedna dostawała kapsułki z omega-3, druga placebo. Ludzi proszono o zażywanie przez miesiąc 5 kapsułek dziennie. W sumie przyznali się oni do przyjęcia 94% kapsułek. Na żadnym etapie eksperymentu nie proszono o zaprzestanie palenia. Ochotę na nikotynę i jej spożycie naukowcy oceniali za pomocą specjalnych skal. Określano różne aspekty tych zjawisk, w tym brak kontroli nad paleniem czy przewidywaną ulgę/satysfakcję związaną z paleniem. Pomiary przeprowadzano przed rozpoczęciem studium, po 30 dniach zażywania kapsułek i po miesiącu od zakończenia leczenia. Przed każdym testem ochotnicy przez 2 godziny powstrzymywali się od palenia, a następnie prezentowano im bodźce wyzwalające ochotę na palenie. O ile na początku studium nie było różnic międzygrupowych, o tyle po miesiącu palacze zażywający omega-3 ograniczyli liczbę wypalanych papierosów średnio o 2 sztuki (a to 11% spadek). Odnotowano też znaczący spadek ochoty na zapalenie. Po miesiącu niezażywania niczego zachcianki nikotynowe nieco się nasiliły, ale nadal były znacznie niższe niż na początku. W grupie zażywającej placebo w ciągu analizowanych 60 dni nie stwierdzono żadnych znaczących zmian ani w zakresie zachcianek, ani liczby wypalanych papierosów. « powrót do artykułu
  21. W mechanice kwantowej istnieje pojęcie funkcji falowej, które pozwala wyjaśnić wiele zjawisk niespotykanych w fizyce newtonowskiej, jest on m.in. rozwiązaniem słynnego równania Schrödingera. Zespół australijskich naukowców całkowicie odrzucił funkcję falową i związane z nią równania. Zamiast niej proponuje istnienie wielkiej liczby wszechświatów, w których obowiązuje fizyka newtonowska, a ich wzajemne oddziaływanie na siebie wyjaśnia zjawiska przypisywane dotychczas mechanice kwantowej. Od dawna wielu fizyków sceptycznie odnosiło się do funkcji falowej jako składnika rzeczywistości. Korzystali z opisywanych przez nią równań, ale sądzili, że potrzeba innej teorii wyjaśniającej obserwowane zjawiska. Nie można uznawać funkcji falowej za coś realnego - mówi teraz Howard Wiseman z australijskiego Griffith University. Wiseman i jego koledzy uważają, że nasz wszechświat jest jednym z olbrzymiej liczby wszechświatów równoległych, w których obowiązuje fizyka newtonowska. Cząstki tych wszechświatów oddziałują na siebie. Wszystko, co dotychczas uznawaliśmy za niezwykłe zjawiska i tłumaczyliśmy je mechaniką kwantową, jest w rzeczywistości wynikiem tych oddziaływań. Wiseman i jego koledzy matematycznie udowodnili, że ich teoria może wyjaśniać wiele zjawisk. Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić jest uzyskanie takich samych wyników, bo mechanika kwantowa była testowana z niezwykłą precyzją. Jeśli nie jesteś w stanie uzyskać takich samych wyników, jakie uzyskuje mechanika kwantowa, przegrałeś już na samym początku - wyjaśnia Wiseman. Na początek australijscy uczeni wzięli na warsztat doświadczenie Younga, które pozwala na potwierdzenie falowo-korpuskularnej natury cząstek. Wykazali, że istnienie zaledwie 41 wzajemnie oddziałujących wszechświatów da takie zjawiska, jakie obserwujemy i dowodzimy za pomocą mechaniki kwantowej. Naukowcy wykazali też, że za pomocą ich teorii można wyjaśnić wiele innych zjawisk, jak np. stabilność materii. W tym przypadku oddziaływanie innych wszechświatów zapobiega opadaniu elektronów na jądra atomów. Takie zjawiska obserwujemy na gruncie fizyki newtonowskiej. Jeśli byśmy wyłączyli te interakcje lub gdyby istniał tylko jeden wszechświat, wtedy zniknęłyby wszystkie zjawiska jakie bada mechanika kwantowa. Obserwowalibyśmy w naszym świecie wyłącznie to, co wyjaśniamy na gruncie klasycznej fizyki - mówi Michael Hall z grupy Wisemana. Australijczycy dopiero rozwijają swoją teorię, a przed nimi dużo pracy. Nie opisali jeszcze na przykład, jak za pomocą wielu wszechświatów można wyjaśnić splątanie kwantowe. Warto tutaj przypomnieć, że australijska koncepcja przypomina tę, jaką w latach 50. ubiegłego wieku zaproponował Hugh Everett. Uważał on, że za każdym razem gdy funkcja falowa się załamuje, wszechświat rozdziela się na pary wszechświatów równoległych. W koncepcji Everetta kot Schrödingera jest równocześnie żywy i martwy – zależy, z którego wszechświata nań spojrzymy. Istnieje jednak fundamentalna różnica pomiędzy koncepcją Everetta a Wisemana. Everett traktuje funkcję falową jako część rzeczywistości. Ponadto uważa, że gdy wszechświaty się rozdzielą, niemal nigdy nie wchodzą ze sobą w interakcje. Z kolei Wiseman i jego koledzy twierdzą, że wszechświaty równoległe istniały zawsze i zawsze ze sobą oddziałują. Lev Vaidman z Uniwersytetu w Tel Awiwie, który intensywnie badał koncepcję Everetta, przyznaje, że teoria Wisemana ma pewną przewagę. Na przykład w koncepcji wielu oddzielonych od siebie wszechświatów trudno jest wyjaśnić prawdopodobieństwo w świecie, w którym wszystko co mogło się zdarzyć, już się zdarzyło. W koncepcji wielu oddziałujących ze sobą światów jest to bardzo proste. Pomysł Wisemana daje nadzieję na dokonanie niezwykle ekscytującego odkrycia. Jeśli bowiem wszechświaty na siebie oddziałują, to powinniśmy być w stanie je odkryć. Wiseman zauważa też, że równanie Schrödingera jest precyzyjne tylko wówczas, gdy istnieje nieskończona liczba wszechświatów. Jeśli zaś ich liczba jest skończona, to równanie to jest jedynie przybliżeniem. Przeprowadzenie odpowiednich eksperymentów powinno wykazać, jakie są różnice pomiędzy przybliżonym a rzeczywistym wynikiem tego równania. To zaś oznacza, że eksperymenty takie mogą wykazać, ile jest wszechświatów - stwierdził Eric Cavalcanti z University of Sydney. Wiseman nie wyklucza też, że na gruncie jego teorii uda się wyjaśnić zasady działania grawitacji. Posuwa się nawet do stwierdzenia, że jeśli jego teoria jest prawdziwa, a siły oddziaływania pomiędzy wszechświatami są nieco inne od tych, które zaproponował, to możliwa będzie komunikacja pomiędzy wszechświatami. Wspomniany już wcześniej Lev Vaidman mówi: To koncepcja funkcji falowej pozwoliła na rozwiązanie paradoksów klasycznej mechaniki. Nie jestem entuzjastycznie nastawiony do próby zastąpienia funkcji falowej czymś innym. Przyznaje jednak, że teoria Wisemana może być użyteczna jeśli za jej pomocą uda się uprościć opisujące rzeczywistość równania matematyczne. Podobnego zdania są twórcy teorii. Gdy mamy sześć lub siedem wzajemnie oddziałujących cząstek to równanie Schrödingera staje się zbyt złożone, by rozwiązać je nawet w przybliżeniu. Dzięki naszej teorii wystarczy tylko określić, gdzie w każdym z wszechświatów znajduje się dana cząstka i obliczyć siły oddziaływania pomiędzy nimi - mówi Hall. « powrót do artykułu
  22. Zespół dr. Davida Krausego, paleontologa ze Stony Brook University, opisał niemal kompletną czaszkę ssaka, który 66-70 mln lat temu zamieszkiwał Madagaskar. Vintana sertichi przypominał współczesne świszcze (Marmota monax). Odkrycie kompletnie zmienia pogląd na drzewo ewolucyjne ssaków. Nie wiemy prawie nic na temat ewolucji wczesnych ssaków na południowych kontynentach. Odkrycie z bardzo słabo próbkowanych czasów i okolic uwypukla, jak skąpa jest nasza wiedza. Żaden z paleontologów nawet nie zbliżył się w swych przewidywaniach do niezwykłego zestawu cech anatomicznych prezentowanych przez czaszkę V. sertichi - opowiada Krause. V. sertichi należy do podrzędu Gondwanatheria, grupy wczesnych ssaków, znanych dotąd jedynie z izolowanych zębów i fragmentów żuchwy. W czasach, gdy większość ssaków osiągała wielkość myszy, V. sertichi ważył ok. 9 kg, a jego czaszka mierzyła ok. 13 cm. Vintana oznacza "szczęście" i odnosi się do okoliczności, w jakich Joseph Sertich, były student Krausego, a obecnie kurator w Muzeum Natury i Nauki w Denver, odkrył skamieniałość w 2010 r. Amerykanin pobrał wycinek piaskowca wypełnionego fosyliami ryb. Podczas tomografii komputerowej okazało się, że w środku znajduje się coś niezmiernie rzadkiego - niemal kompletna czaszka nieznanego wcześniej prehistorycznego ssaka. Okaz ten jest zaledwie 3. ssaczą czaszką z kredy z całej półkuli południowej (dwie inne pochodzą z Argentyny). Gdy tylko zorientowaliśmy się, co spogląda na nas z ekranu, byliśmy zdumieni - zaznacza Joe Groenke, który jako pierwszy zobaczył skany i później przez parę miesięcy wykuwał czaszkę z macierzy skalnej. Krause i inni przeprowadzili badania porównawcze czaszki. Korzystali przede wszystkim z mikrotomografii i skaningowego mikroskopu elektronowego. Różne cechy zębów, oczodołów, jamy nosowej, mózgoczaszki i ucha wewnętrznego wskazują, że V. sertichi był zwinnym roślinożercą o dużych oczach z dobrze rozwiniętym słuchem i powonieniem. Analizy filogenetyczne pokazały, że V. sertichi i inne Gondwanatheria były blisko spokrewnione z wieloguzkowcami (Multituberculata) - ssakami, które odniosły największy sukces w epoce dinozaurów na kontynentach północnych. Ekipa Krausego jako pierwsza znalazła dowody na zasadność grupowania wieloguzkówców, Gondwanatheria i haramiidów (Haramiyida). Wcześniej anatomia czaszki Gondwanatheria była bowiem całkowicie nieznana. « powrót do artykułu
  23. Choć osoby z całkowitym zespołem niewrażliwości na androgeny (ang. complete androgen insensitivity, CAIS) mają kariotyp 46,XY, fenotypowo są kobietami. Reakcja ich mózgu na obrazy o treści erotycznej jest również kobieca. Nasze ustalenia wykluczają bezpośrednią rolę chromosomu Y w wytwarzaniu męskich wzorców reakcji - opowiada prof. Kim Wallen z Emory University. Kobiety z CAIS mają krążące po mózgu androgeny, nie dysponują jednak receptorami, do których mogłyby się przyłączyć. W 2004 r. Wallen i prof. Stephan Hamann wykorzystali funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI) do obrazowania aktywności mózgu typowych kobiet i mężczyzn podczas oglądania zdjęć aktywności erotycznej. Wzorce reakcji były zupełnie różne. W porównaniu do kobiet, u mężczyzn występowała o wiele silniejsza aktywność 2 obszarów: odpowiadającego za emocje i motywację ciała migdałowatego oraz zaangażowanego w regulację hormonalną i prawdopodobnie w zachowania seksualne hipokampa - tłumaczy Hamann. Ostatnio Amerykanie powtórzyli eksperyment, uwzględniając w nim również 13 osób z CAIS. Nie natrafiliśmy na żadne różnice w zakresie reakcji nerwowych kobiet z CAIS i kobiet typowych [...]. Uzyskane wyniki stanowią poparcie dla teorii, że kluczowym czynnikiem męskiej reakcji są androgeny. Ograniczeniem studium jest brak uwzględnienia wpływu czynników środowiskowych. Osoby z CAIS wyglądają i zachowują się jak kobiety, dlatego są wychowywane i traktowane jak dziewczynki. Całe ich doświadczenie rozwojowe jest sfeminizowane. Nie możemy wykluczyć, że wpływa to reakcję ich mózgu - podkreśla Wallen. « powrót do artykułu
  24. Pacjenci z przerzutami czerniaka złośliwego żyją o połowę dłużej, jeśli leczenie ipilimumabem uzupełni się immunostymulatorem (sargramostimem). Mediana przeżycia wynosi, odpowiednio, 17,5 i 12,7 miesiąca. Jak donoszą naukowcy z Dana-Farber Cancer Institute, u pacjentów poddawanych terapii łączonej ogranicza się także toksyczność. Autorzy raportu z Journal of the American Medical Association stwierdzili, że wskaźnik rocznego przeżycia w grupie leczonej ipilimumabem i sargramostimem wynosił 68,9%, w porównaniu do 52,9% w grupie leczonej wyłącznie ipilimumabem. Mediana okresu wolnego od progresji (ang. progression-free survival, PFS) była w obu grupach jednakowa i wynosiła 3,1 miesiąca. Opisany zabieg ujawnia możliwości związane z łącznym zastosowaniem immunologicznych cząsteczek sygnalizacyjnych [cytokin] i zdjęcia blokady z limfocytów T [będący ludzkim przeciwciałem monoklonalnym ipilimumab blokuje antygen CTLA-4 i zwiększa w ten sposób aktywność układu immunologicznego; w innym razie na powierzchni aktywowanych antygenem limfocytów T pojawiłoby się CTLA-4, które zadziałałoby hamująco na dalszą ich odpowiedź] - wyjaśnia F. Stephen Hodi. Hodi postanowił sprawdzić, czy zastosowanie sargramostimu (cytokiny, formy czynnika stymulującego tworzenie kolonii granulocytów i makrofagów, ang. GM-CSF) i ipilimumabu wywrze skutek synergiczny. Amerykanin porównywał to do równoczesnego uruchomienia akceleratora układu odpornościowego i zwolnienia blokady. Hodi miał nadzieję, że tak się stanie, przypominając sobie wyniki uzyskiwane u pacjentów, którym podawano ipilimumab i szczepionki przeciwnowotworowe wydzielające GM-CSF. W fazie II testów klinicznych wzięło udział 245 pacjentów z III i IV stopniem zaawansowania czerniaka. Ich losy śledzono średnio przez 13,3 miesiąca. Akademicy nie wiedzą, czemu mimo ogólnego wydłużenia przeżycia i spadku toksyczności terapia łączona nie wydłużała czasu bez progresji choroby po zakończonym leczeniu. Być może leczenie powoduje stan zapalny przypominający wczesne postępy choroby, ale nie da się tego stwierdzić bez dalszych badań. « powrót do artykułu
  25. Eksperci z Wildlife Conservation Society, Uniwersytetu w Queensland i IUCN World Commission on Protected Areas (WCPA) wzywają do zwiększenia funduszy na obszary chronione. Z przeprowadzonych przez nich badań wynika bowiem, że przeznaczenie na obszary chronione dodatkowych 46-76 miliardów dolarów rocznie pozwoli na zapewnienie na ich terenie optymalnej ochrony znajdującym się tam gatunkom roślin i zwierząt. Wymienione kwoty to zaledwie 2,5% światowych wydatków militarnych. Los wielu gatunków zwierząt – słoni, tygrysów, nosorożców – oraz roślin jest uzależniony od terenów chronionych. Stwierdzenie takie jest prawdziwe zarówno dla obszarów lądowych jak i morskich, gdzie na obszarach chronionych biomasa ryb jest średnio 5-krotnie większa, a biomasa rekinów nawet 14-krotnie większa niż na obszarach nieobjętych ochroną. Obszary chronione to rozwiązanie obecnych problemów. Jeśli jednak będziemy opiekowali się nimi tak, jak dotychczas, to nasza polityka spali na panewce. Znacząca zmiana sposobu oceny, zarządzania i finansowania obszarów chronionych jest możliwa i można jej dokonać za kwotę stanowiącą ułamek tego, co wydajemy rocznie na obronę - mówi doktor James Watson. Obecnie obszary chronione stanowią około 15% lądów i 3% oceanów. Eksperci ostrzegają, że bioróżnorodności nie uda się zachować, jeśli obszary chronione nie zostaną powiększone. Założono, że do roku 2020 ochroną trzeba objąć 17% lądów i 10% oceanów. Mało prawdopodobne, by założeń tych udało się dotrzymać. Co gorsza, wiele ekosystemów jest słabo chronionych, gdyż obszary chronione ustanowiono w nich w niewłaściwych miejscach, nie tam, gdzie występuje największa bioróżnorodność. Ponadto większość obszarów chronionych jest – z braku odpowiednich środków – źle zarządzanych. Wedle niektórych badań jedynie 25% obszarów chronionych jest efektywnie zarządzanych. Tymczasem globalne ocieplenie i rozwijające się kłusownictwo stanowią poważne zagrożenia dla zwierząt żyjących na obszarach chronionych. Niektóre z najważniejszych obszarów chronionych, takich jak na przykład Park Narodowy Galapagos, ulegają poważnej degradacji, częściowo z powodu niemożności efektywnego zarządzania nimi - mówi profesor Marc Hockings z University of Queensland. Rządy nie mogą być jednak jedynymi odpowiedzialnymi za te obszary. Musimy znaleźć nowy sposób na ich ustanawianie i finansowanie, włączając w to rządy, biznes i lokalne społeczności - dodaje uczony. Zauważono również bardzo niepokojący trend. Zarówno w krajach rozwiniętych jak i rozwijających się rządy dokonują cięć budżetowych i zmian w polityce względem obszarów chronionych. Udokumentowano 543 przypadki w których status obszaru chronionego został albo obniżony, albo ochronę całkowicie zlikwidowano. Na przykład ostatnie cięcia budżetowe w kanadyjskich parkach narodowych spowodowały, że wydatki na ochronę przyrody zostały w nich zmniejszone o 15%. Z kolei w Ugandzie rząd pozwala na wydobywanie ropy naftowej na wielu obszarach chronionych. W Indonezji i Rosji na terenie parków narodowych i innych chronionych obszarach rozwija się górnictwo. W Omanie praktycznie zlikwidowano rezerwat oryksa, by umożliwić wydobycie ropy naftowej i gazu. Tymczasem ochrona przyrody może przynosić znaczące korzyści. Od zwiększenia plonów poprzez zmniejszenie liczby zachorowań, po bezpośrednie korzyści finansowe. W Rwandzie turyści odwiedzający Volcanoes National Park pozostawiają rocznie 200 milionów USD, co stanowi największy dla tego kraju zastrzyk gotówki z zagranicy. W Australii budżet parku narodowego na terenie którego znajduje się Wielka Rafa Koralowa wynosi około 50 milionów dolarów australijskich rocznie. Przychody Australii z turystyki związanej z istnieniem parku to 5,2 miliarda dolarów australijskich rocznie. « powrót do artykułu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...