Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37610
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Organizacja obrońców wolności obywatelskich informuje, że unijny Koordynator ds. Antyterroryzmu Gilles de Kerchove zasugerował, iż Komisja Europejska powinna wprowadzić przepisy nakazujące prywatnym firmom dostarczenie odpowiednim służbom kluczy szyfrujących komunikację w ich sieciach. Jeśli postulat ten zostałby spełniony, służby specjalne państw UE mogłyby bez problemu podsłuchiwać serwery Google'a czy Facebooka. Warto tutaj przypomnieć, że firmy internetowe od stosunkowo niedawna wdrażają szyfrowanie komunikacji. Robią to pod wpływem dokumentów ujawnionych przez Edwarda Snowdena, z których poznaliśmy skalę inwigilacji w internecie. Sugestie Kerchove'a mogą jednak trafić na podatny grunt. Po masakrze w redakcji Charlie Hebdon wielu ministrów spraw wewnętrznych krajów UE chce zwiększenia cenzury w internecie. « powrót do artykułu
  2. Podczas nieudanej renowacji w Muzeum Egipskim w Kairze miało dojść do oderwania brody od maski pośmiertnej Tutanchamonona. Chcący zachować anonimowość pracownik instytucji streścił przebieg feralnych zdarzeń dziennikarzom z witryny Al Araby Al Jadeed. Na trop domniemanego zaniedbania naprowadził dociekliwych sposób wystawienia artefaktu. Choć maska to ozdoba i chluba Muzeum, pomieszczenie, w którym się znajduje, jest słabiej oświetlone od reszty sal. Po przyjrzeniu z bliska widać ponoć, że broda, symbol władzy faraona, została doklejona, a po lewej stronie doszło do zniszczenia. Pracownik Muzeum twierdzi, że gdy w październiku ubiegłego roku podczas renowacji obiektu zespół tamtejszych konserwatorów zabrał się za oczyszczanie maski, przez przypadek oderwano brodę. Teoretycznie taki przypadek powinno się obowiązkowo zgłosić Ministerstwu Starożytności, ale tym razem procedury nie wdrożono, bo spanikowana szefowa ekipy Elham Abdelrahman zadzwoniła do swojego męża, także konserwatora z Muzeum, który zdecydował się na naprawę we własnym zakresie. Wykorzystał klej epoksydowy, ale nałożył go za dużo, więc doszło do wycieku. By usunąć dowody majstrowania przy masce, zespół ponoć szlifował resztki, stąd uszkodzenia po lewej stronie brody. Chętnie rozmawiający z mediami anonimowy konserwator powiedział portalowi Ahram Online, że klej epoksydowy nie nadawał się do odtworzenia maski, chociaż to dobry materiał konserwacyjny [...] do łączenia metalu i kamienia. Ponadto żywica wyschła, pozostawiając szparę między twarzą a brodą. Dyrektor generalny Muzeum Egipskiego Mahmoud El-Halwagi odparł zarzuty i w rozmowie telefonicznej z dziennikarzami Ahram Online powiedział, że maska jest bezpieczna i nic jej się nie stało, odkąd objął urząd w październiku 2014 r. Wg niego, broda znajduje się w swej oryginalnej pozycji. Zlecono, by komitet archeologiczny zbadał maskę i brodę, a następnie [w ciągu 2 dni] sporządził szczegółowy raport nt. artefaktu. Jak wyjaśnia El-Halwagi, maska jest okresowo czyszczona i gdyby rzeczywiście była jakaś szpara, konserwatorzy Muzeum wykryliby ją i naprawili. Minister starożytności Mamdouh Eldamaty także sądzi, że doniesienia mediów są nieuzasadnione. Jak tłumaczy, broda jest mocowana w masce na kołek. By mocno się trzymała, używa się materiału konserwacyjnego, którego nadmiar usuwa się po wysuszeniu. To właśnie miało się zdarzyć w zeszłym roku podczas konserwacji. « powrót do artykułu
  3. Microsoft zaprezentował HoloLens – okulary, które nakładają hologramy na otaczającą nas rzeczywistość i pozwalają użytkownikowi na wchodzenie w interakcje z wirtualnymi obiektami. Tym razem to nie jest li tylko projekt badawczy, HoloLens mają zadebiutować na rynku równocześnie z systemem Windows 10. Obecnie to my zanurzamy się w świecie wirtualnej rzeczywistości. A co by było, gdybyśmy mogli wirtualną rzeczywistość zaprosić do naszego świata? - mówił podczas prezentacji Alex Kipman z Microsoftu. HoloLens działają w oprogramowaniem Windows Holographic, dzięki któremu użytkownik za pomocą gestów może manipulować wirtualnymi przedmiotami w swoim otoczeniu. Oprogramowanie rozpoznaje, gdzie użytkownik patrzy i odczytuje ruchy jego dłoni oraz palców. To wielki dzień dla Windows. Chcemy, by więcej ludzi potrzebowało naszego systemu, wybierało go i go polubiło. To nasz cel - mówi szef Microsoftu, Satya Nadella. Analitycy przewidują, że HoloLens mogą spotkać się z olbrzymim zainteresowaniem klientów, a podobne technologie – nazwane przez nich mixed-reality computing – trafią do głównego nurtu przed rokiem 2020. Można być niemal pewnym, że Apple i Google podążą w ślady Microsoftu. HoloLens mogą znaleźć niezwykle wiele zastosowań, od domowej rozrywki po prace inżynieryjne, podczas których będą ze sobą współpracowali ludzie znajdujący się na różnych kontynentach. Poniżej przedstawiamy materiał z oficjalnej prezentacji HoloLens. « powrót do artykułu
  4. Pod 740-metrową pokrywą lodową Antarktyki, w zimnych ciemnych wodach o głębokości zaledwie 10 metrów naukowcy spodziewali się znaleźć jedynie ślady mikroorganizmów. Tymczasem ku ich zdumieniu okazało się, że żyją tam ryby i inne stworzenia morskie. Odkrycia dokonano po przewierceniu się przez Lodowiec Szelfowy Rossa i opuszczeniu do otworu niewielkiego robota. Miejsce, w którym wywiercono otwór znajduje się 850 kilometrów od krawędzi lodowca, a zatem 850 kilometrów od najbliższego miejsca, w którym do wody docierają promienie słoneczne pozwalające na rozwój planktonu. Okazało się, że tam gdzie panują bardzo niekorzystne warunki, gdzie nie docierają promienie słoneczne, a pomiędzy pokrywą lodową a dnem pozostało zaledwie 10 metrów prześwitu, żyją ryby. Jestem zaskoczony, mówi 63-letni glacjolog Ross Powell z Northern Illinois University, który specjalizuje się w badaniu dolnej części lodowców szelfowych. Pracuję na tym obszarze przez całą moją karierę naukową. Człowiek ma wyobrażenie odizolowanych obszarów, w których nie ma zbyt wiele pożywienia ani rozwiniętego życia. Naukowców zaskoczył fakt, że zwierzęta jakoś radzą sobie bez promieni słonecznych, które jest źródłem energii dla większości ziemskiego życia. Odkrycie jest tym bardziej fascynujące, że spodnia część lodowców szelfowych Anatarktyki to niezbadany obszar o powierzchni ponad miliona kilometrów kwadratowych. Głównym celem ekspedycji Powella jest zbadanie historii i długoterminowej stabilności lodowca Whillans Ice Stream. Na początku stycznia rozpoczęto wiercenia, których celem było dostanie się do miejsca, w którym lodowiec przestaje opierać się na skałach, a zaczyna unosić się na wodzie. Dotychczas nikt nie badał takich obszarów dużego lodowca Antarktyki. Gdy do otworu opuszczono kamerę ujrzano pusty księżycowy krajobraz, na dnie nie było żadnych śladów przesuwania się zwierząt, a w pobranym mule nie znaleziono organizmów żywych. Sama woda była krystalicznie czysta, co sugerowało, że może być ewentualnie zamieszkana przez rzadkie populacje mikroorganizmów. Niezwykle czysta woda oznacza m.in. małe ilości pożywienia. Jakby tego było mało, w osadach na dnie znaleziono dużo kwarcu, który ma niewielką wartość odżywczą dla mikroorganizmów. Alex Michaud, doktorant mikrobiologii odpowiedzialny za badanie osadów mówi, że zwykle gdy pobiera się próbki i się je poruszy, czuć zapach różnych gazów produkowanych przez bakterie, np. siarkowodoru. Nos to bardzo dobry wykrywacz obecności mikroorganizmów. Ale w tych próbkach nie można niczego wyczuć. Sensacyjnego odkrycia dokonano 15 stycznia, osiem dni po wywierceniu otworu, gdy wpuszczono doń cienkiego 1,5-metrowego robota Deep-SCINI. To zdalnie sterowane urządzenie, zbudowane specjalnie z myślą, by mieściło się w dziurach wywierconych w lodzie i mogło poruszać się pod nim. To właśnie dzięki robotowi zauważono rybę. Zwierzę miało kilkanaście centymetrów długości i przezroczyste ciało, przez które było widać organy wewnętrzne. Ryba bała się robota, jednak gdy przestano nim poruszać, powoli doń podpłynęła i po około 20 minutach znalazła się w niewielkiej odległości. W sumie przez 6 godzin pobytu pod wodą robot zauważył 20-30 ryb. Ta pierwsza, przezroczysta była największa. Odnotowano jednak obecność co najmniej dwóch innych gatunków, jednego czarnego i jednego pomarańczowego oraz wielu czerwonych skorupiaków i innych bezkręgowców. Jasnym stało się, że pod lodem istnieje cały ekosystem. Brent Christner, mikrobiolog z Louisiana State University, który od lat bada pokryte lodem jeziora Antarktyki, zgadza się z opinią, że w miejscu odkrycia należałoby się raczej spodziewać nielicznych mikroorganizmów. Musimy zadać sobie pytanie, co one jedzą. Tam jest bardzo mało żywności i trudno o dostęp do energii. Tam są bardzo trudne warunki do życia - stwierdza. Jednym ze źródeł pożywienia może być plankton przyniesiony z otwartych wód oceanicznych. Jednak symulacje komputerowe sugerują, że jego podróż do musiałaby trwać 6-7 lat, a w tym czasie znakomita jego większość zostałaby zjedzona po drodze przez inne zwierzęta. Być może jednak podlodowy ekosystem jest zasilany energią z wnętrza Ziemi. To pozwoliłoby na rozwój mikroorganizmów. Nie wiadomo jednak, czym miałyby się żywić organizmy wyższe. W głębokich partiach oceanów, gdzie również panują bardzo trudne warunki, żywność jest dostarczana przez opadające na dno szczątki. Nimi mogą pożywiać się żyjące na dnie i w mule zwierzęta, które z kolei mogą stanowić pożywienie dla innych organizmów. Pod lodem jednak nie ma co liczyć na dostawę pożywienia z góry. Osady spod lodu nie zawierają śladów żadnych organizmów. Mikrobiolodzy zajmą się szczegółową analizą osadów i samej wody, dzięki czemu powinniśmy poznać odpowiedź na pytanie, co stanowi źródło energii odkrytego ekosystemu. Czy jest to metan, amoniak czy jeszcze inny rodzaj energii chemicznej. To będzie bardzo interesujące odkrycie, mówi Christner. « powrót do artykułu
  5. Jedzenie orzechów włoskich może poprawiać wyniki uzyskiwane w testach poznawczych, w tym pamięciowych, na koncentrację uwagi i szybkość przetwarzania informacji. Zespół dr Lenore Arab z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles zauważył, że bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie etniczne dorośli ochotnicy, którzy jedli orzechy włoskie, funkcjonowali poznawczo lepiej. Amerykańskie badanie przekrojowe korzystało z danych zgromadzonych w ramach studiów NHANES (National Health and Nutrition Examination Survey). Naukowcy zebrali ważoną próbę dorosłych w wieku 20-90 lat. Doktorzy Arab i Alfonso Ang stwierdzili, że badani z wyższym spożyciem orzechów włoskich wypadali znacznie lepiej w serii 5 testów poznawczych; wykorzystano m.in. test czasu reakcji prostej (Simple Reaction Time Test, SRTT), test dopasowania symboli do cyfr DSST (Digit Symbol Substitution Test) i test przypominania (Story Recall Test, SRT). Ekscytująco jest widzieć siłę dowodów wypływających z analiz dla przekroju społeczeństwa USA. Stanowią one poparcie dla wcześniejszych badań na zwierzętach, które zademonstrowały neuroochronny wpływ jedzenia orzechów włoskich. Co istotne, chodzi o realistyczną ich ilość - mniej niż garść dziennie (13 g). Warto przypomnieć, że wcześniejsze badania wskazywały na korzystny wpływ orzechów włoskich na ogólne zdrowie mózgu i ograniczenie zaburzeń poznawczych, w tym na możliwe spowalnianie bądź zapobieganie postępom choroby Alzheimera w modelu mysim. Naukowcy uważają, że zabezpieczać funkcje poznawcze mogą różne składniki orzechów. Powołują się m.in. na wysoką zawartość składników przeciwutleniających oraz występowanie licznych witamin i minerałów. Przypominają także, że to jedyne orzechy, które stanowią istotne źródło kwasu α-linolenowego. « powrót do artykułu
  6. Naukowcy badający osady z dna oceanu dokonali zaskakującego odkrycia, które może zmienić naszą wiedzę o supernowych. Specjaliści badali pozaziemski pył, który znajduje się na dnie oceanu, pod kątem obecności ciężkich pierwiastków powstających podczas olbrzymich eksplozji. Analizowaliśmy pył pochodzący z ostatnich 25 milionów lat, który osiadł na dnie oceanu. Okazało się, że zawiera on znacznie mniej uranu i plutonu niż się spodziewaliśmy - mówi doktor Anton Wallner z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego (ANU). Odkrycie to stoi w sprzeczności z obecnie obowiązującymi teoriami o supernowych. To właśnie eksplodujące gwiazdy wypełniły wszechświat ciężkimi pierwiastkami i umożliwiły powstanie życia. Doktor Wallner i jego zespół badali pluton-244. Okres połowicznego tego pierwiastka wynosi 81 milionów lat. Pluton-244, który istniał w czasie, gdy formowała się Ziemia, już dawno się rozpadł. Zatem pluton-244, który znajdujemy na naszej planecie, musiał powstać stosunkowo niedawno, w czasie ostatnich kilkuset milionów lat - wyjaśnia uczony. Australijczycy analizowali próbkę o grubości 10 centymetrów, co odpowiada 25 milionom lat osadzania się materiału oraz próbki z dna Pacyfiku, z obszaru bardzo stabilnego pod względem tektonicznym. Odkryliśmy, że plutonu-244 jest stukrotnie mniej niż się spodziewaliśmy. Wydaje się zatem, że najcięższe pierwiastki nie powstają w standardowych supernowych. Ich źródłem mogą być rzadsze zjawiska związane z eksplozjami, takie jak np. połączenie się dwóch gwiazd neutronowych - stwierdza Wallner. « powrót do artykułu
  7. Już czwarty rok z rzędu Samsung i Apple są największymi na świecie odbiorcami układów scalonych. W ubiegłym roku obie firmy kupiły chipy i łącznej wartości 57,9 miliarda USD. Wydały zatem o 3,1 miliarda USD więcej niż rok wcześniej. Wartość zakupów układów scalonych dokonana przez Samsunga wzrosła o 5.1%, a wartość zakupów Apple'a zwiększyła się o 9,8%. Do obu firm należy, odpowiednio, 9,4% i 7,6% rynku zakupów układów scalonych. Na kolejnych miejscach znajdziemy HP, Lenovo, Della, Sony, Huawei, Cisco, LG Electronics i Toshibę. Tych 10 firm kupiły 37% wszystkich układów scalonych sprzedanych w 2014 roku. „Samsung Electronics i Apple już po raz czwarty z rzędu znajdują się na szczycie tabeli zakupów półprzewodników, a podejmowane przez te firmy decyzje mają znaczny wpływ na technologię i ceny w całym przemyśle półprzewodnikowym” - mówi Masatsune Yamaji z firmy analitycznej Gartner. „Samsung pozostaje największym klientem przemysłu półprzewodnikowego, jednak tempo wzrostu jego zakupów było mniejsze niż tempo wzrostu światowego przemysłu półprzewodników. Stało się tak częściowo dlatego, że firma musi mierzyć się z coraz silniejszą konkurencją na rynku smartfonów, a częściowo dlatego, że wycofała się z niektórych części rynku PC” - dodaje analityk. « powrót do artykułu
  8. FBI informuje o rosnącej liczbie infekcji oprogramowaniem typu ransomware. Ofiarami cyberprzestępców padają zarówno użytkownicy indywidualni jak i przedsiębiorstwa. Biuro zaleca instalowanie oprogramowania blokującego wyskakujące okienka. Ransomware to złośliwy kod, który po zainfekowaniu komputera szyfruje znajdujące się tam pliki i domaga pieniędzy w zamian za ich odszyfrowanie. Eksperci FBI zauważyli, że przestępcy rozpowszechniający ransomware zrezygnowali z prób infekcji za pomocą załączników do e-maili, a zaczęli wykorzystywać technikę „drive-by downloads”. W technice tej przestępcy wykorzystują witryny, które wcześniej zaatakowali, a do odwiedzenia których zachęcili użytkownika np. za pomocą poczty elektronicznej czy wyskakujących okienek. Gdy internauta odwiedzi taką witrynę, szkodliwe oprogramowanie wyszukuje na jego komputerze niezałatane dziury i próbuje się zainstalować. Inną zmianą odnotowaną przez FBI jest wykorzystywanie bitcoinów przez przestępców. Dotychczas chcieli oni, by za odszyfrowanie plików płacić im za pomocą przedpłaconych kart kredytowych. Teraz wolą bitcoiny, gdyż wirtualna waluta zapewnia większą anonimowość. FBI odkryło też ransomware infekujące smartfony. Przedstawiciele Biura mówią, że aby ochronić się przed atakiem, należy dbać o to, by system operacyjny i przeglądarka smartfona były na bieżąco aktualizowane, zainstalować oprogramowanie blokujące wyskakujące okienka, pobierać oprogramowanie tylko z zaufanych witryn i nie otwierać załączników znajdujących się w niechcianych e-mailach. « powrót do artykułu
  9. Modulując wokalizacje, zachodnioafrykańskie szympansy Pan troglodytes verus przekazują sobie informacje na temat ulubionych owoców, a konkretnie wielkości drzewa, na którym rosną oraz dostępnej ich ilości. Szympansy dysponują rozbudowanym systemem komunikacyjnym, który obejmuje nie tylko cały wachlarz wokalizacji, ale i wyrazy twarzy oraz gesty. Nadal debatuje się, do jakiego stopnia przypomina on ludzki język, ale [...] nasze ostatnie badanie pokazuje, że zawołania szympansów mają złożony charakter i bazują na wskazówkach z otoczenia społecznego i habitatu - podkreśla szefowa projektu Ammie Kalan z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka. Między lipcem 2011 a majem 2012 r. Kalan, Roger Mundry i Christophe Boesch pracowali w Parku Narodowym Taï w południowo-zachodnim Wybrzeżu Kości Słoniowej. Śledzili dorosłe samice (4) i samce (5) z przyzwyczajonego do ich obecności stada, tzw. Grupy Południowej. Zebrali ponad 750 h nagrań i przeanalizowali 379 zawołań pokarmowych dotyczących 5 roślin jedzonych przez szympansy na ziemi (wtedy łatwiej było nagrywać wokalizacje): Nauclea diderrichii, Coula edulis, Klainedoxa gabonensis, Parinari excelsa i Sacoglottis gabonensis. By gatunek trafił na listę uwzględnianych pokarmów, małpy musiały, po pierwsze, zebrać dojrzałe owoce/orzechy, a po drugie, usiąść w odległości co najmniej 1 m od drugiego osobnika, jedząc spokojnie ze swojej sterty. Szympansy jadły co prawda na ziemi inne rośliny, ale do analizy wzięto tylko te, w przypadku których odnotowano i nagrano z wysoką jakością przynajmniej 10 posiłków. Nie tylko nagrywano wokalizacje, ale i zbierano dane nt. żerowania: mierzono obwód pnia na poziomie piersi wszystkich drzew ze średnicą powyżej 20 cm oraz zliczano owoce leżące na ziemi. Poza tym naukowcy obserwowali, które z nich szympansy zjadały, a które odrzucały (w ten sposób zyskiwano pojęcie, jak wyglądają jadalne owoce). Okazało się, że natknąwszy się na owoce drzewa Nauclea diderrichii, zwierzęta wydawały wyższe dźwięki; w porównaniu do czterech pozostałych roślin z zestawienia, wyższa była zarówno dominująca, jak i najwyższa częstotliwość. Poza tym małpy dalej różnicowały akustyczną strukturę zawołań, przekazując w ten sposób informacje o wielkości zasobów ulubionego owocu: mniejsze drzewa "opisywały" stale wysokim dźwiękiem, a duże z dużą liczbą owoców niższym. Biolodzy twierdzą, że zmienności w strukturze zawołań nie można wyjaśnić samym podnieceniem. Nigdy nie próbowałam tych owoców, ale w lesie czuć ich bardzo ładny zapach. Są również dość duże i łatwe do zjedzenia. Poza tym wiemy, że są kaloryczne, co ma duże znaczenie dla dzikich zwierząt. Wielkość korony pozwala wnioskować o rozmiarach terenu, gdzie można znaleźć i zjeść dojrzałe owoce. Kiedy jest on duży, wyżywi większą liczbę osobników. Co istotne, nasze studium wykazało, że jeśli w przypadku żerowania na Nauclea pierwsze nagrane zawołanie było niskie, co stanowiło sygnał wskazujący na większy teren pokryty owocami, do jedzenia dołączało więcej szympansów znajdujących się poza zasięgiem wzroku. W przyszłości naukowcy chcieliby się przyjrzeć innym równie cennym jak owoce Nauclea diderrichii pokarmom. Wg nich, warto byłoby również przeprowadzić podobne badania na innych populacjach, by ustalić, czy wyniki są specyficzne dla Grupy Południowej, czy to szerzej występujący fenomen wokalny - podsumowuje Kalan. « powrót do artykułu
  10. Dzięki pracom naukowców z University of Illinois maszyny mogą nauczyć się rozumienia pojęć matematycznych ukrytych w języku naturalnym. Profesor Dan Roth i jego student Subhro Roy pracują nad oprogramowaniem, które pozwoli komputerowi zrozumieć zdanie Jaś ma pięć jabłek i siedem pomarańczy. Chciałby podzielić je po równo pomiędzy trzech przyjaciół. Ile części każdego owocu otrzyma każdy z nich?. Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań w piśmie Transactions of the Association of Computational Linguistics i stwierdzili, że gdyby maszyny potrafiły zrozumieć tego typu sformułowania, znakomicie uprościłoby to wyszukiwarki, ułatwiło dostęp do olbrzymich zbiorów danych czy ulepszyło jakość edukacji matematycznej. W archiwach serwisów prasowych i innych publicznych zbiorach informacji, znajdują się olbrzymie ilości danych. Obecnie nie mamy prostego sposobu na uzyskanie dostępu do tych danych. Na przykład jeśli ktoś chciałby wiedzieć, jaki procent swojego budżetu wydał konkretny stan na edukację w ciągu ostatnich 20 lat, to takie zapytanie zadane wyszukiwarce nie dałoby prawdopodobnie żądanych wyników. Jeśli jednak komputery rozumiałyby wyrażenia ilościowe, to wiedziałyby, czego użytkownik szuka. Mogłyby znaleźć odpowiednie liczby i przeprowadzić obliczenia - mówi Roth. Uczony zauważa, że największym wyzwaniem jest nauczenie maszyny identyfikowanie ilości i jednostek, bez względu na to, w jaki sposób zostały w tekście wyrażone. Ludzie potrafią robić to podświadomie. Następnie oprogramowanie musiałoby zdecydować, co należy zrobić ze znalezionymi liczbami. W zdaniu o Jasiu komputer musi rozumieć, że jabłka i pomarańcze to owoce, że wyrazy pięć, siedem i trzy to odpowiedniki liczb, musi w końcu wiedzieć, jakie operacje matematyczne i w jakiej kolejności powinien wykonać. Problemem jest zatem zrozumienie i przełożenie zdania na odpowiednie równanie. Gdy to zostanie zrobione, maszyna nie będzie miała najmniejszych problemów z rozwiązaniem równania. Komputer musi rozumieć też operacje, jakie Jaś chce wykonać. Inaczej bowiem trzeba podejść do problemu, gdy chłopiec chce podzielić owoce tylko między przyjaciół, a inaczej, gdy też chce zachować swoją część. Maszyna musi rozumieć też kontekst. Jeśli szukalibyśmy informacji np. o wynagrodzeniach, to komputer przeszukujący bazę danych musiałby wiedzieć, w jakim kontekście zostały użyte zawarte w nich liczby, czy to wynagrodzenie średnie, mediana, wynagrodzenie wyrażone w stosunku do innej wartości, zakres wynagrodzeń itp. itd. Gdy komputer trafi na informację 'dwa funty', musi wiedzieć, o funty czego chodzi. A może chodzi o walutę. Trzeba więc przeprowadzić konwersje. Jeszcze trudniej jest, gdy mówimy o datach. Dla nas wyrażenie 'tydzień po Święcie Dziękczynienia', 'w pierwszym tygodniu grudnia' czy 'tydzień z 3 grudnia' są równoważne. Dla komputera nie - wyjaśnia Roth. Naukowcy poinformowali, że przetestowali swoje oprogramowanie na różnych tekstach, w których wyszukiwało ono informacji dotyczących wartości walutowych i na ich podstawie rozwiązywało zadania na poziomie szkoły podstawowej. Chwalą się przy tym, że w zadaniach słownych program radził sobie lepiej niż przeciętny uczeń szkoły podstawowej, rozwiązując dobrze 87% z nich. « powrót do artykułu
  11. Obecność partnera w czasie bolesnych procedur medycznych może sprawić, że pewne kobiety będą się czuć gorzej, a nie lepiej - twierdzą naukowcy z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego, King's College London i University of Hertfordshire. W ramach eksperymentu palce 39 kobiet drażniono pulsami lasera w obecności i pod nieobecność chłopaka lub męża. Okazało się, że odczuwany przez nie ból nie tylko nie zmalał w obecności partnerów, ale i w wielu przypadkach wzrósł. Wzrost odczuwanego bólu był wyższy dla kobiet, które w największym stopniu unikały w swych związkach bliskości. Byliśmy zainteresowani rolą indywidualnych wzorców poszukiwania i unikania bliskości w związku. Chcieliśmy sprawdzić, czy konstrukt zwany stylem przywiązania może determinować, czy wsparcie partnera zmniejsza, czy nasila odczuwanie bólu - wyjaśnia dr Charlotte Krahé z Instytutu Psychiatrii, Psychologii i Neuronauki King's College London. W czasie każdej z prób jeden z palców kobiety traktowano umiarkowanie bolesnym pulsem lasera. Później proszono o ocenę intensywności bólu. Naukowcy mierzyli też aktywność mózgu wzbudzaną przez podrażnienie skóry. Dzięki temu mogli zbadać zależność między subiektywną oceną bólu a rzeczywistą reakcją mózgu. Oprócz tego wszystkie ochotniczki wypełniały kwestionariusz dot. stopnia poszukiwania lub unikania bliskości czy emocjonalnej intymności w związku. Okazało się, że w im większym stopniu kobieta unikała bliskości w związku, tym większego bólu doświadczała, gdy jej partner był obecny przy zabiegu. Było to widoczne zarówno w subiektywnych ocenach, jak i zapisie EEG. Obecność partnera nie miała znaczącego wpływu na ból odczuwany przez kobiety poszukujące w związku bliskości. Wg dr Kateriny Fotopoulou, generalnie studium sugeruje, że wsparcie partnera podczas bólu powinno być dostosowane do cech osobowości i preferencji w zakresie radzenia sobie [z trudnymi sytuacjami]. Osoby, które unikają bliskości w związku, mogą odbierać obecność innych jako zakłócenie preferowanych metod radzenia sobie z zagrożeniami na własną rękę. Może to podtrzymać wartość zagrożenia i ostatecznie nasilić doświadczenia bólowe. Brytyjczycy podkreślają, że hipotezę tę mógłby potwierdzić fakt, że obecność partnera wpływała w ten sam sposób zarówno na raport o odczuwaniu bólu, jak i aktywność mózgu, a zwłaszcza rejonów przetwarzających zagrożenia dot. ciała. Wcześniejsze badanie pokazało, że kobiety wolą, by ich partner był obecny w czasie porodu i już po nim zażywają mniej środków przeciwbólowych. Odmienne wyniki najnowszego kontrolowanego eksperymentu sugerują, że [....] fizyczna i psychologiczna natura bólu porodowego może być inna od pozostałych rodzajów bólu. Przyszłe studia powinny ustalić, jak obecność partnera w czasie porodu oddziałuje na ból odczuwany przez kobiety unikające bliskości w związkach. « powrót do artykułu
  12. SpaceX informuje, że zdobyła dwóch nowych inwestorów. Firmy Google i Fidelity dofinansowały przedsiębiorstwo Muska kwotą około miliarda dolarów i objęły nieco poniżej 10% udziałów w firmie. Dodatkowe środki pozwolą SpaceX na kontynuowanie badań nad transportem w przestrzeni kosmicznej, satelitami oraz systemami wielokrotnego użytku. Koncern Page'a i Brina już od pewnego czasu interesuje się przestrzenią kosmiczną. W ubiegłym roku Google przejął dwie firmy działające w sektorze kosmicznym. Google i Fidelity dołączyły do grona inwestorów SpaceX, wśród których znajdują się Draper Fisher Jurvetson, Founders Fund, Valor Equity Partners oraz Capricorn. « powrót do artykułu
  13. Izolowane z pępowiny mezenchymalne komórki zrębu (ang. mesenchymal stromal cells, hUC-MSCs) dają nadzieję na leczenie wielu chorób, gdyż w warunkach in vitro różnicują się do adipocytów, osteoblastów i chondrocytów. Dowody pokazują jednak, że te pozyskiwane od kobiet z cukrzycą ciążową przedwcześnie się starzeją, słabiej rosną i wykazują zmienione działanie metaboliczne. Zespół Jooyeon Kim porównywał wzrost, starzenie, ekspresję genów powiązanych z działaniem mitochondriów oraz zdolność różnicowania do różnych rodzajów komórek hUC-MSCs z galarety Whartona sznurów pępowinowych kobiet z i bez cukrzycy ciążowej. Bazując na nazwach angielskich, komórki z pierwszej grupy oznaczano jako GDM-UC-MSCs (od gestational diabetes mellitus MSCs), a drugie jako N-UC-MSCs (od normal pregnant MSCs). Okazało się, że w porównaniu do N-UC-MSCs komórki GDM-UC-MSCs gorzej rosły i wcześniej się starzały; następowała akumulacja białek p16 - inhibitora kinaz cyklinozależnych - oraz p53, czyli czynnika transkrypcyjnego o własnościach supresora nowotworowego, choć nie zaobserwowano zmiany poziomu ekspresji markerów CD90 czy CD105. Co więcej, GDM-UC-MSCs wykazywały niższy potencjał w zakresie różnicowania do adipocytów i osteoblastów, a także niską aktywność mitochondrialną i ograniczoną ekspresję 5 genów regulujących funkcję mitochondriów. Artykuł podsumowujący wyniki ukazał się w piśmie Stem Cells and Development. « powrót do artykułu
  14. Michele Williams z University of Maryland, jest współautorką prezentacji opisującej „inteligentny szalik”, nad którym pracowała podczas stażu w Microsoft Research. Prezentacja została przedstawiona podczas Conference on Tangible, Embedded and Embodied Interaction odbywającej się na Uniwersytecie Stanforda. Williams zdradza, że szalik o nazwie Swarm (Sensing Whether Affect Requires Mediation) to część badań nad ubieralną elektroniką, której zadaniem ma być dostosowywanie się do stanu emocjonalnego człowieka. Niektóre fragmenty szalika mogą się podgrzewać, a inne wibrować. Wszystkim steruje smartfon, który decyduje o włączaniu poszczególnych funkcji w odpowiedzi na nastrój człowieka. Tego typu urządzenia mogą być szczególnie przydatne np. autykom, którzy mają problemy z radzeniem sobie z uczuciami. Wszystkie elementy szalika są kontrolowane przez jeden moduł, który odpowiada też za komunikację ze smartfonem. Szalik, jako że jest strojem bardzo elastycznym, można ułożyć np. tak, by element grzewczy znajdował się przy brzuchu, a element wibrujący, przy szyi. Williams chciałaby do szalika dodać kolejne funkcje. Jej zdaniem ubiór mógłby też chłodzić oraz odtwarzać muzykę. « powrót do artykułu
  15. Już za kilka dni, 26 stycznia, w pobliżu Ziemi przeleci obiekt o średnicy 0,5 kilometra - asteroida 2004 BL86. Minie naszą planetę w odległości 1,2 miliona kilometrów i będzie to najbliższe spotkanie z równie dużym obiektem przez kolejne 12 lat. Odległość pomiędzy Ziemią a asteroidą będzie około 3-krotnie większa niż pomiędzy Ziemią a Księżycem. To na tyle blisko, że asteroida będzie widzialna za pomocą małego teleskopu lub silnych lornetek. Dla astronomów to dobra okazja by przyjrzeć się bliżej asteroidom, a dla NASA to możliwość zebrania dodatkowych informacji przed planowanym przechwyceniem asteroidy. W przeszłości ludzkość straciła jednak znacznie lepszą okazję. W 1967 roku w pobliżu Ziemi, również w odległości około 1,2 miliona kilometrów, pojawiła się asteroida dziesięciokrotnie większa od 2004 BL86. Niestety, wówczas nikt nie miał o tym pojęcia. Obiekt został odkryty dopiero w 1999 roku – nadano mu wówczas oznaczenie 1999 RD32 - i dopiero obliczenia jego trajektorii wykazały, że 30 lat wcześniej przelatywał w pobliżu. Warto tutaj wspomnieć, że asteroida, która zabiła dinozaury, była prawdopodobnie tylko dwukrotnie większa od 1999 RD32. Asteroidy to bardzo interesujące obiekty, o których jednak niewiele wiemy. Dlatego też NASA planuje przyciągnięcie takiego obiektu w pobliże Ziemi i jego szczegółowe badania. « powrót do artykułu
  16. Turecki ekspert ujawnił dwie dziury zero-day w bibliotece używanej m.in. przez odtwarzacz plików multimedialnych VLC. Jak poinformował Veysel Hatas luki pozwalają napastnikowi na wykonanie dowolnego kodu. Ataku można dokonać za pomocą odpowiednio spreparowanych plików FLV i M2V. Na szczęście są to mniej popularne typy plików, zatem nie powinniśmy spodziewać się ataków na masową skalę. Z nieoficjalnych informacji wynika, że błąd występuje w najnowszej stabilnej wersji VLC - 2.1.5. Edycja 2.2.0-rc2 jest bezpieczna. Wiadomo, że luka została znaleziona w bibliotece libavcodec, używanej też przez Mplayera i inne opensource'owe odtwarzacze. « powrót do artykułu
  17. Szóstego listopada ubiegłego roku w Parku Narodowym Wielkiej Kotliny przeprowadzający spis archeolodzy odkryli oparty o pień jałowca nienaładowany karabin Winchester M1873 z 1882 r. Nie wiadomo, ile czasu tam stał, ale dość długo, bo drewno kolby spękało i zostało zasypane ziemią, a lufa zardzewiała. Na terenie dzisiejszego parku na przełomie XIX i XX w. znajdowały się rancza i kopalnie, a tutejsi mieszkańcy chętnie sięgali po Winchestery. Na razie na podstawie numeru seryjnego i dokumentacji przechowywanej w Buffalo Bill Center of the West ustalono, że ten konkretny egzemplarz wyprodukowano i dostarczono w 1882 r., ale eksperci nie byli dotąd w stanie wyśledzić, co się z nim dokładnie działo, tzn. kto był nabywcą ani gdzie karabin przetransportowano. Rzeczniczka parku Nichole Andler jest przekonana, że kryje się za tym jakaś interesująca historia, która jednak mogłaby się przydarzyć prawie każdemu, kto żyje na pustyni Wielkiej Kotliny. Broń ma być zakonserwowana w obecnym stanie i trafi na wystawę organizowaną w ramach obchodów 30-lecia parku. Prawdopodobnie nikt jej wcześniej nie zauważył, bo zszarzałe od słońca i wody drewno oraz zardzewiały metal idealnie wtopiły się w tło. Próbując odpowiedzieć na pytania, kim był właściciel karabinu, kiedy i czemu oparł go o drzewo i dlaczego po niego nie wrócił, zespół ds. kulturalnych ma nadal przeglądać stare gazety i historie rodzin. Winchester M1873 zajmuje ważne miejsce w historii, opisuje się go jako "broń, która wygrała Zachód". Między 1873 a 1916 r. wyprodukowano aż 720.610 takich karabinów (w samym 1882 r. wykonano ich ponad 25 tys.). Na początku sprzedawano je po 50 dol., lecz w 1882 r. cenę opuszczono do 25 dol. « powrót do artykułu
  18. Amerykańsko-francuski zespół naukowy odkrył, że istnieje korelacja pomiędzy odsetkiem udanych wypraw himalaicznych, przypadkami śmierci w górach, a typem społeczeństwa, w jakim żyją wspinacze. Wyprawy, w których biorą udział przedstawiciele społeczeństw silnie ceniących hierarchię, częściej odnoszą sukces, ale i częściej dochodzi tam do przypadków śmierci niż w przypadku wypraw organizowanych przez przedstawicieli społeczeństw przywiązujących mniejszą wagę do hierarchii. Eric Anicih, Roderick Swaab i Adam Galinsky skorzystali z wcześniejszych badań, podczas których utworzono ranking krajów pod względem przywiązania społeczeństwa do hierarchii i posłuszeństwa autorytetowi. Chcieli sprawdzić, czy istniej związek pomiędzy sukcesami i wypadkami w himalaizmie (lub innych ryzykownych przedsięwzięciach), a typem społeczeństwa. Dane dotyczące typów społeczeństwa porównali z danymi dotyczącymi ponad 5000 wypraw, w których brało udział ponad 30 000 wspinaczy z 56 krajów. Analiza wykazała, że wspinacze z krajów, gdzie hierarchia ma większe znaczenie, częściej osiągają szczyt, ale i częściej giną. Badania tego typu są istotne nie tylko dla wspinaczy. Uczeni przypominają wypadek lotniczy z lat 90. kiedy to, pochodzący ze społeczeństwa bardzo ceniącego hierarchię, pilot samolotu pasażerskiego ślepo słuchał kontrolerów lotu, którzy kazali mu czekać na lądowanie. W końcu doszło do katastrofy. Niewykluczone, że gdyby pilot był z kraju o innej kulturze, sprzeciwiłby się kontrolerom i zażądał pozwolenia na lądowanie. Podobnie może być i w górach, gdy wspinacze ze społeczeństw wysoce ceniących hierarchię podążają za liderem, mimo że wiedzą, iż naraża on ich za zbytnie niebezpieczeństwo. « powrót do artykułu
  19. Wg naukowców, upadek Związku Radzieckiego pomógł w rozprzestrzenianiu wielolekoopornych prątków gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis). By odkryć biogeograficzną strukturę i historię ewolucyjną najpowszechniejszej formy takich bakterii, tzw. linii czy grupy pekińskiej, Thierry Wirth z École pratique des hautes études (EPHE) badał próbki pobrane od 4987 chorych na gruźlicę z 99 krajów. W 110 reprezentatywnych przypadkach zsekwencjonowano cały genom. Zabieg pozwolił odtworzyć drzewo filogenetyczne. Przyglądając się wzorcowi rozgałęziania i długości poszczególnych odnóg, a także biorąc pod uwagę różne czynniki, takie jak tempo mutowania, autorzy publikacji z pisma Nature Genetics odtworzyli wielkość globalnej populacji patogenu na przestrzeni ostatnich 600 lat. Analiza danych pokazała, że rozmiar populacji nielekoopornej postaci utrzymywał się na mniej więcej stałym poziomie przez kilkaset lat. Później, od wczesnych lat 20. do połowy lat 40. XIX w., miał miejsce ostry wzrost. Naukowcy wiążą to zjawisko z rewolucją przemysłową, która sprawiła, że duże grupy ludzi zaczęły ze sobą mieszkać w niehigienicznych warunkach. Wszystko to pomagało w rozprzestrzenianiu patogenu. Kolejny ostry wzrost pokrywał się z pierwszą wojną światową. Jeśli ludzie są osłabieni, zmęczeni lub głodni, organizm podupada, a podatność na zachorowanie rośnie. Circa w latach 60. XX w. populacja zmniejszyła się po wprowadzeniu antybiotyków na gruźlicę, jednak niedługo potem pojawiły się geny lekooporności. W latach 90. trend spadkowy się odwrócił. Odnosząc się do tego, akademicy wskazują na epidemię HIV i rozpad Związku Radzieckiego, który doświadczał problemów z prątkami gruźlicy typu MDR (od ang. multidrug-resistant). Ludzie mieli utrudniony dostęp do długich i kosztownych kuracji, a więzienia stanowiły siedliska antybiotykooporności. Po upadku sowieckiego systemu opieki zdrowotnej w środkowej Azji i Rosji zaczęły się rozprzestrzeniać dwa wielolekooporne klony z grupy pekińskiej. Jak podsumowują naukowcy, szczepy M. tuberculosis z linii pekińskiej występują na całym świecie i wiążą się z silnym rozprzestrzenieniem gruźlicy typu MDR w Eurazji. Zespół wykazał, że pochodząca z Dalekiego Wschodu linia rozeszła się po świecie w kilku falach. Jak wcześniej wspomniano, odkryto sukcesywne wzrosty wielkości populacji na przestrzeni ostatnich dwóch wieków. Gruźlicza sytuacja epidemiologiczna jest w Europie zróżnicowana. O ile w krajach Europy Zachodniej należy ją uznać za bardzo dobrą, o tyle na wschodzie już za złą. Polska należy do krajów o średniej zapadalności. « powrót do artykułu
  20. Inżynierowie chcą wykorzystać drony do czegoś więcej niż tylko obserwacja z powietrza. Dotychczas tego typu urządzenia są bowiem używane głównie przez policję czy farmerów do obserwowania wyznaczonych obszarów. Firma PrecicionHawk testuje właśnie drony, które na zlecenie przemysłu naftowego pobierają próbki wody. Urządzenia takie wyposażono w pompę, wąż oraz zbiornik, do którego trafia woda. Dron przewozi ją do laboratorium, gdzie jest analizowana pod kątem ewentualnych wycieków ropy czy innych zanieczyszczeń. Na północy Kanady czy Alasce znajdują się tysiące niewielkich jezior i innych zbiorników wodnych. Pobranie z nich próbek wody tradycyjnymi metodami jest niemal niemożliwe - mówi Ernest Earon, dyrektor PrecisionHawk. Inny pomysł testuje profesor YangQuan Chen z University of California w Merced. Jego drony są wyposażone w pływaki, lądują na powierzchni wody i wówczas pobierają próbki. Są one analizowane w laboratorium pod kątem tzw. środowiskowego DNA (eDNA), czyli śladów pozostawionych przez zwierzęta, rośliny i inne organizmy. Analiza taka pozwala np. na wykrywanie gatunków inwazyjnych, chorób czy obecności gatunków zagrożonych. Badania takie są obecnie wykorzystywane do badania populacji inwazyjnego karpia azjatyckiego w Wielkich Jeziorach. Profesor Chen mówi, że największym problemem było lądowanie dronem na płynącej wodzie lub podczas złej pogody. Genetyk Mike Miller, który współpracuje z Chenem, mówi, że w przyszłości miniaturyzacja dojdzie do tego stopnia, iż drony będą mogły samodzielnie analizować pobrane przez siebie próbki. Być może już niedługo w całej Kalifornii będą latały drony na bieżąco pobierające próbki wody, sekwencjonujące DNA i przesyłające dane do centrum - mówi Miller. Drony mogą znacząco przyspieszyć prace i zmniejszyć ich koszty. Profesor Carrick Detweiler z University of Nebraska-Lincoln stworzył drona, który bada niewielkie stawy pod kątem obecności toksycznych glonów. Zadanie, które zespołowi ludzi zajmuje 12-14 godzin wymaga jedynie 2 godzin pracy drona. Detweiler prognozuje, że drony, jakie powstaną w ciągu najbliższych 10 lat, będą w stanie pobierać nie tylko próbki wody, ale np. gleby czy roślin. « powrót do artykułu
  21. Po ostatnim spisie tygrysów minister ochrony środowiska Prakash Javadekar oświadczył, że ich populacja w Indiach zwiększyła się z 1706 osobników w 2011 r. do 2226 w roku 2014. Javadekar określił uzyskane rezultaty jako duży sukces. Przypisał go różnym inicjatywom rządowym. Podczas gdy na świecie populacja tygrysów się zmniejsza, w Indiach rośnie. To wspaniała wiadomość. Urzędnik zasugerował nawet, że zastosowane w Indiach metody można by zastosować gdzie indziej, a jego kraj jest skłonny przekazać kocięta społeczności międzynarodowej i odgrywać wiodącą rolę w ochronie tygrysów na świecie. Na konferencji prasowej minister poinformował dziennikarzy, że wykonano unikatowe zdjęcia 80% indyjskich tygrysów. « powrót do artykułu
  22. W rywalizacji ludzki mózg kontra algorytmy analizujące duże zestawy danych, algorytmy odniosły kolejne zwycięstwo. Tym razem pokonały ludzi na polu... krytyki filmowej. A raczej jej szczególnej odmiany. Biblioteka Kongresu to niezwykle ważna instytucja kulturalna w USA. Jednym z jej zadań jest prowadzenie Narodowego Rejestru Filmów, czyli tworzenie listy filmów, które wywarły znaczący wpływ na sztukę filmową. Każdego roku widzowie nominują filmy, a decyzję o wpisaniu konkretnego tytułu na listę podejmuje Bibliotekarz Kongresu po konsultacjach z krytykami filmowymi, naukowcami, reżyserami, scenarzystami i innym ekspertami z dziedziny filmu. Naukowcy z Northwestern University stworzyli algorytm, który bierze pod uwagę liczbę odniesień do danego filmu w filmach późniejszych. Odkryli, że jeśli film ma ponad 25 lat to liczba odwołań do niego jest świetnym wskaźnikiem, czy znajdzie się on w National Film Registry. Algorytm przewidywał wpisanie filmów do rejestru z 91% dokładnością. Co ciekawe, to właśnie liczba odwołań do filmu była znacznie lepszym wskaźnikiem jego znaczenia dla kultury niż np. opinie krytyków, Oscary czy liczba widzów, którzy poszli na film do kina. Klasyk sztuki filmowej „Ojciec chrzestny”, który do National Film Registry trafił w 1990 roku może pochwalić się 1323 odwołaniami w innych filmach czy odcinkach seriali. Szczególnie często przywoływana jest scena z głową konia w łóżku oraz przewodnia ścieżka dźwiękowa. Matematyk Max Wasserman, współtwórca wspomnianego algorytmu, mówi, że już sprawdził się on w praktyce. Pokazał bowiem, że do National Film Registry powinien trafić „Willy Wonka i Fabryka Czekolady” z 1971 roku. W swoim czasie film był kasową klapą. Okazało się jednak, że w późniejszych filmach znalazły się doń 52 odwołania. W grudniu ubiegłego roku, sześć miesięcy po tym, jak algorytm przewidział debiut filmu w National Film Registry, tytuł został wpisany tam przez Bibliotekarza Kongresu. Innymi filmami, które – według algorytmu – mają szansę trafić na listę są „Dumbo”, „Spartakus” i „Lśnienie”. « powrót do artykułu
  23. Drapieżne ślimaki morskie z rodzaju Conus wytwarzają insulinę, która wchodzi w skład ich jadu do unieszkodliwiania ryb. To bardzo niezwykłe, że służy do takiego celu - podkreśla główna autorka studium prof. Helena Safavi-Hemami z Uniwersytetu Utah. Jest krótsza od wszystkich insulin opisanych wcześniej u zwierząt. Stwierdziliśmy, że występuje w jadzie w dużych ilościach - dodaje prof. Baldomero M. Olivera. Kiedy danio pręgowanym wstrzykiwano syntetyczną postać ślimaczej insuliny, poziom glukozy spadał. Insulina zaburzała także pływanie u ryb stykających się z nią za pośrednictwem wody (naukowcy doszli do tego wniosku, mierząc czas spędzany na pływaniu oraz częstość ruchów). Autorzy publikacji z pisma PNAS sądzą, że uzupełnienie jadu insuliną pozwoliło ślimakom obezwładniać całe ławice ryb za pomocą wstrząsu hipoglikemicznego. W ramach badań Amerykanie szukali sekwencji genetycznych wszystkich peptydów, do ekspresji których dochodzi w gruczołach jadowych stożka geograficznego (Conus geographus). Okazało się, że dwie z nich przywodziły na myśl sekwencje kodujące insulinę (jedna była bardzo podobna do insuliny ryb). Co więcej, geny insuliny ulegały w gruczole silniejszej ekspresji niż geny znanych wcześniej toksyn jadu. Typ insuliny z gruczołów jadowych wydaje się zależeć od rodzaju ofiary ślimaka. Rybia insulina występowała w jadach stożka geograficznego i Conus tulipa (oba stożki wykorzystują tę samą metodę chwytania ofiar), ale nie znaleziono jej u 5 gatunków polujących na ryby z zasadzki za pomocą harpunopodobnego narządu. Próżno też było szukać rybiej insuliny u ślimaków żywiących się mięczakami czy robakami. Jak można się domyślić, u tych ostatnich dochodziło do ekspresji insulin mięczaków i robaków. Ślimacza insulina jest zbudowana z 43 aminokwasów. Jej okrojone rozmiary i dziwne chemiczne modyfikacje mogły wyewoluować, by skuteczniej wywoływać hipoglikemię u ofiary. « powrót do artykułu
  24. Redaktorzy serwisu The Information twierdzą, że Google chce zainwestować w firmę SpaceX. Anonimowe źródło poinformowało, że celem współpracy obu przedsiębiorstw byłoby umieszczenie na orbicie sieci satelitów zapewniających łączność z internetem. Jeśli do umowy dojdzie, wartość rynkowa SpaceX przekroczyłaby 10 miliardów USD. Przedsiębiorstwa z Doliny Krzemowej od pewnego już czasu zastanawiają się nad sposobem zwiększenia zasięgu internetu bez konieczności inwestowania w kosztowną infrastrukturę naziemną. Facebook myśli o wykorzystaniu dronów, satelitów i laserów. Firma była podobno zainteresowana przejęciem Titan Aerospaces, producenta dronów zasilanych energię słoneczną. Ma też zamiar rozmieścić 11 000 dronów w różnych częściach globu. Plany te ubiegł jednak Google, który w kwietniu ubiegłego roku przejął Titan Aerospace. Teraz załoga Titana ściśle współpracuje z google'owskim Project Loon, w ramach którego Google opracowuje koncepcję dostarczania internetu za pomocą balonów stratosferycznych. Elon Musk, właściciel SpaceX, powiedział w listopadzie, że jego przedsiębiorstwo chciałoby umieścić na orbicie około 700 niewielkich satelitów zapewniających łączność z internetem w każdym zakątku globu. Dzięki tym satelitom Musk chciałby zarobić pieniądze na budowę... miasta na Marsie. Nie zdradził, w jaki sposób chce zarobić tak olbrzymie kwoty. Wspomniał jedynie, że po stworzeniu satelitarnej sieci mógłby sprzedawać poszczególne satelity. Teraz pojawiły się informacje, jakoby Google było zainteresowane zainwestowaniem pieniędzy w SpaceX. « powrót do artykułu
  25. Dodatkowe urządzenie instalowane w komputerach samochodowych przez amerykańską firmę ubezpieczeniową Progressive Insurance zawiera błąd, przez który przestępcy mogą częściowo przejąć kontrolę nad 2 milionami pojazdów. Wspomniane urządzenie służy do badania zachowań kierowcy. Na tej podstawie firma ubezpieczeniowa podejmuje decyzję, czy podnieść czy obniżyć cenę polisy. Corey Thuen z firmy Digital Bond, który znalazł lukę, informuje, że urządzenie o nazwie Snapshot nie jest zabezpieczone. Napastnik może uzyskać dostęp do infrastruktury komunikacyjnej samochodu, otworzyć drzwi, uruchomić silnik i zebrać dane z silnika. Thuen zauważył, że Snapshot nie sprawdza aktualizacji firmware'u pod kątem jego wiarygodności, nie stosuje mechanizmu bezpiecznego uruchamiania, nie używa szyfrowania ani żadnych mechanizmów uwierzytelniania. « powrót do artykułu
×
×
  • Dodaj nową pozycję...