Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Indiach ludzie zabijają się o wodę

Recommended Posts

21 hours ago, peceed said:

biologicznego bloga

Podaj link proszę. Też chętnie poczytam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.01.2020 o 15:43, 3grosze napisał:

Fizyk wchodzący w buty naukowców odległych sobie dziedzin, bez kierunkowego przygotowania akademickiego, będzie zawsze tylko hobbystą, któremu się wydaje..

Chyba każdy z nas pamięta działania pewnych "ekspertów", złożonej z wybitnych naukowców z dyscyplin, rzadko   pokrewnych (nawet w nieweilkim stopniu) omawianej tematyce .

A tematyka dotyczyła  zdarzenia w przestrzeni powietrznej jakiemu uległ pewien statek powietrzny. Im też się wiele rzeczy  wydawało...;)

W dniu 29.01.2020 o 17:02, peceed napisał:

Niewygodna dla wielu prawda jest taka, że tzw. uzdolnienia matematyczne wcale nie są matematyczne, tylko akurat nauki ścisłe potrafią obiektywnie zweryfikować deficyty.....

Panie Fizyku!

Gwoli ścisłości, nauka dzieli się na nauki formlane i empiryczne, a nie ścisłe i humanistyczne. Fizyka tak jak np. prawoznastwo czy biologia jest nauka empiryczną, a wszystkie nauki empiryczne  posługują się naukami formalnymi. Przecież historyk, prawnik też musi posługiwać się językiem logiki, która jest przecież siostrą matematyki.

Tak rozbudowane wywody, a potknięcie na podstawach. ;)

16 minut temu, venator napisał:

Chyba każdy z nas pamięta działania pewnych "ekspertów", złożonej z wybitnych naukowców z dyscyplin, rzadko   pokrewnych (nawet w nieweilkim stopniu) omawianej tematyce .

Miało być "ekspertów" komisji...coś klapło i nie mogłem edytować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Krzychoo napisał:

Podaj link proszę. Też chętnie poczytam.


Nie znajdę bo to było kilka lat temu. Teraz jest wysyp treści po artykule https://www.bmj.com/content/358/bmj.j3418. więc słowa kluczowe nie pomogą.
Problemem jest to że takie zalecenia z d*py stały się bezmyślnymi wytycznymi WHO. To pokazuje jak działają "eksperci".
Aby się zorientować że nie może być to prawda wystarczyło pomyśleć minutę. Nawet jeśli ktoś ma przeciętną inteligencję, to jeśli ogarnia temat powinna wystarczyć mu maksymalnie godzina! Kluczowy jest jednak brak jakiegokolwiek myślenia w stylu "czy to może być prawda". Oraz brak ogarniania tematu przez ekspertów (może zakuli kilka haseł o ewolucji i Darwinie w swoim życiu, ale nie potrafią modelować niczego w głowie).
Jeszcze bardziej zawstydzające jest to, że czysto teoretyczny problem został zweryfikowany eksperymentalnie.
Obserwowano coś takiego w ZSRR w międzywojniu, kiedy pozbyto się wykształconych burżuazyjnych inżynierów potrafiących cokolwiek policzyć, w zamian wszystko sprawdzano "eksperymentalnie". To takie samo zjawisko. (Kiedy niedawno badano użycie drona do transportu serca celem transplantacji, też eksperymentalnie przeprowadzono lot i wszyto je świni. Żadne badanie w stylu badamy wstrząsy akcelerometrami w różnych warunkach pogodowych i porównujemy z wytrzymałością serca (gigantyczna, w każdym rozsądnym pojemniku problem nie istnieje). To pokazuje skrzywienie zawodowe, w którym zrobiono biurokratyczną podkładkę wcale nie analizując realnych zagrożeń.)

Aby uniknąć anybiotykoodporności szczepów chorobotwórczych potrzebna jest jedna zasada: należy wykluczyć możliwość zarażenia innych przed końcem infekcji. Naiwnie myśląc tylko przy kuracji antybiotykowej, jednak biorąc pod uwagę transfer plazmidów trzeba wszystkich chorych izolować do momentu zaprzestania możliwości zajścia zakażenia, bo antybiotykoodporność może się pojawić u osoby która nigdy nie brała antybiotyków (a jedynie zaraziła się nieszkodliwą odporną bakterią wcześniej i w jej ciele dokonał się "transfer" plazmidu do tej chorobotwórczej).

 

Godzinę temu, venator napisał:

Chyba każdy z nas pamięta działania pewnych "ekspertów", złożonej z wybitnych naukowców z dyscyplin, rzadko   pokrewnych (nawet w nieweilkim stopniu) omawianej tematyce .

To byłby znakomity model dla ekspertów medycznych, ale różnica jest taka że członkowie wspomnianej komisji doskonale wiedzieli dlaczego i po co są w tej komisji i im prywatnie wcale nie wydawało się, że naprawdę są ekspertami.

Godzinę temu, venator napisał:

Tak rozbudowane wywody, a potknięcie na podstawach. ;)

Kolega sam siebie podsumował? Bo ja wcale nie twierdzę że "uzdolnienia matematyczne" nie są potrzebne w innych dyscyplinach, wręcz przeciwnie. Po prostu nie są weryfikowane w żaden systematyczny sposób. Dla prawnika logika to semestr na studiach, można się prześliznąć a potem mamy prawników takich jak widać, co to nie nawet warunku koniecznego od wystarczającego nie potrafią odróżnić. Naprawdę dobrych prawników jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką. Historycy są bardzo specyficzni, ale oni potrafią się wykładać na elementarnych podstawach. Na przykład powstaje gruba książka starająca się wykazać (to jedna z tez), że gdyby tylko Niemcy zablokowali konwoje i transport przez kanał Sueski i Morze Śródziemne, zmuszając je do pływania na około Afryki, to może nawet wygraliby wojnę. Tylko że nie było takich konwojów i wszystko pływało dookoła Afryki praktycznie od początku! Detal.

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 1.02.2020 o 12:57, peceed napisał:

Kolega sam siebie podsumował? Bo ja wcale nie twierdzę że "uzdolnienia matematyczne" nie są potrzebne w innych dyscyplinach, wręcz przeciwnie. Po prostu nie są weryfikowane w żaden systematyczny sposób. Dla prawnika logika to semestr na studiach, można się prześliznąć a potem mamy prawników takich jak widać, co to nie nawet warunku koniecznego od wystarczającego nie potrafią odróżnić. Naprawdę dobrych prawników jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką. Historycy są bardzo specyficzni, ale oni potrafią się wykładać na elementarnych podstawach. Na przykład powstaje gruba książka starająca się wykazać (to jedna z tez), że gdyby tylko Niemcy zablokowali konwoje i transport przez kanał Sueski i Morze Śródziemne, zmuszając je do pływania na około Afryki, to może nawet wygraliby wojnę. Tylko że nie było takich konwojów i wszystko pływało dookoła Afryki praktycznie od początku! Detal.

Odwracanie kota ogonem. Po prostu odnoszę wrażenie, że  starasz  się uczynić z fizyków (albo może z  samego siebie ;)) kapłanów wiedzy tajemnej, stojących ponad wszystkimi. Też sobie moge napisać, "naprawdę dobrych fizyków jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką". Ale nie uczyniłem tego, bo nie jestem w stanie tego zweryfikować. Ty widzę jesteś w stanie ocenić niemal każdą gałąź nauki. Gratulujre rozległych horyzontów.^_^

 

Ps. Jeśli historycy są specyficzni to jacy są fizycy? ;)

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, venator napisał:

kapłanów wiedzy tajemnej, stojących ponad wszystkimi

To jest właśnie podejście medycyny.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

Ty widzę jesteś w stanie ocenić niemal każdą gałąź nauki.

Nauka jest jedna. Gałęzie to podział techniczny spowodowany praktycznymi ograniczeniami ludzkimi, wymuszającymi specjalizację. Ale jeśli coś mnie interesuje to takie płotki, rowy i poletka zupełnie mnie nie interesują. Z praktyki zauważyłem, że o ile nie muszę posiadać gęstej znajomości jakiejś dyscypliny to jeśli chodzi o poziom zrozumienia tego co wiem to jest on często lepszy ze względu na szerszą wiedzę. Zjawiska w przyrodzie nie przejmują się sztucznym podziałem na dyscypliny, stąd też coraz większa popularność "zespołów interdyscyplinarnych" do prowadzenia badań naukowych.
Patrząc w drugą stronę bardzo chętnie się dowiem co powstrzymuje kolegę przed możliwością oceny prac medycznych.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

"naprawdę dobrych fizyków jest niewielu, i oni nie mają problemów z logiką". Ale nie uczyniłem tego, bo nie jestem w stanie tego zweryfikować.

To też jest prawda przy odpowiednim znaczeniu "naprawdę dobrych". Różnica jest taka, że przeciętni fizycy mają większe kompetencje w kierunku prowadzenia badań naukowych niż najlepsi lekarze. Co nie znaczy że przy innej ścieżce kształcenia ci najlepsi lekarze nie mogliby być co najmniej przeciętnymi fizykami (maksymalnie połowa, taki jest udział ludzi którzy posiadają "spójny model rzeczywistości", niezbędny do sprawnego programowania i uprawiania fizyki, cecha praktycznie niezależna od inteligencji i nie wymagana w medycynie), ale nie są.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

Gratulujre rozległych horyzontów.

Drobiazg. Równowartość 1-3 książek czytana codziennie od ponad 30 lat.

W dniu 3.02.2020 o 11:42, venator napisał:

Jeśli historycy są specyficzni to jacy są fizycy? ;)

Historycy są specyficzni z tego powodu, że walczą z entropią ścigając się z czasem i rozpadem archiwów :)
Żadna inna dyscyplina wiedzy nie jest tak oddalona od odnajdywania prawd ogólnych, jeśli spotykają się gdzieś kosmici z dwóch różnych planet to ta dziedzina wiedzy jest najbardziej dowolna i przypadkowa.

Fizycy to w pewnym sensie całkowicie przeciwny biegun.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jesli chodzi o fizyków to po części musze się zgodzić z peceed. Fizyka, jesli chodzi o naukę to najbardziej podstawowa i najtrudniejsza (ze względu na najwyższy poziom abstrakcji) dziedzina nauk konkretnych (czyli dotyczących rzeczywistości/ matematyka jest trudniejsza, ale nie dotyczy rzeczywistości, a jak dotyczy to nazywa się fizyka ;P ew informatyka). Wszystkie inne nauki przyrodnicze/konkretne są pochodną fizyki, a medycyna w ogóle nie jest nauką w takim sensie jak biologia lecz jej praktycznym aspektem. Medycyna ma się do biologii i chemii jak inżynieria do fizyki. 

Fizyczna metodologia jest wzorem dla innych nauk i dlatego intuicje jakie posiadają fizycy powinny być zazwyczaj znacznie lepsze/bardziej trafne niż intuicje lekarzy odnośnie natury zjawisk, w tym zjawisk biologicznych. Różnica będzie polegać jedynie na wiedzy eksperckiej, ale jak pisałem wcześniej - posiadanie wiedzy eksperckiej z danej dziedziny nie oznacza automatycznie zdolności do podejemowania najlepszych możliwych decyzji. Stąd właśnie lepsza skuteczność zespołów interdyscyplinarnych. Niestety do tego potrzeba pokory, a tego wielu lekarzom zdecydowanie brakuje. 

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
47 minut temu, Warai Otoko napisał:

Medycyna ma się do biologii i chemii jak inżynieria do fizyki. 

Dokładnie!

Ale to wcale nie znaczy, że biolog, czy chemik (a tym bardziej fizyk) jest ważniejszy od lekarza. To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie. 

54 minuty temu, Warai Otoko napisał:

Niestety do tego potrzeba pokory, a tego wielu lekarzom zdecydowanie brakuje. 

A skąd ten stan ducha u lekarzy? Bo my ( pacjenci) wpoiliśmy im "tę moc". Można pod nosem na lekarzy psioczyć, ale  ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie przekłada się na wdzięczność pacjentów, wyrażoną różnorako. 

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, 3grosze napisał:

To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie

Jeśli chodzi o zasadę to tak. W praktyce nie. Jako osoba z FTS  trafiłem kilkanaście lat temu do psychiatrów którzy stwierdzili nietypową depresję (dzisiaj byłby to bardziej syndrom przewlekłego zmęczenia z dodatkami) i po SSRI dostałem hipomanii objawiającej się 4 godzinami snu. Każdy rozsądny człowiek uznałby że kuracja mi nie służy, ale co tam. Dowalono mi antykonwulsanty jako stabilizator. Oczywiście całość w żaden sposób nie dawała żadnych długofalowych pozytywnych efektów. Teraz wiem że przy gdy fluorochinolony uszkadzają neurony gabaergiczne (czyli osłabiają funkcje hamujące na wielu poziomach) jakiekolwiek ekstra wymuszenie będzie nieskompensowane i musi wywalić w kosmos. A SSRI zwiększa pobudzenie synaps o 500% przy typowych dawkach.
Wtedy nie miałem wyrobionego sceptycyzmu, a wszelkie niewiadome jakie miałem tłumaczyłem brakiem wiedzy, zakładałem że ta teoria według której mnie "leczono" ma jakiś sens widoczny w nieznanych mi opracowaniach naukowych. Okazało się że nic tam głębiej nie ma (poza mułem). Teraz wiadomo że SSRI nie leczy praktycznie niczego.
Użycie leku aby częściowo skompensować skutki uboczne drugiego to oczywiście pomysł.

Inny przykład to wspomniany kolega. Miał przewlekłe nadciśnienie śródczaszkowe, które skutkowało zaburzeniami widzenia. Oczywiście nie udało się go prawidłowo zdiagnozować, ale że podejrzewano chorobę autoimmunologiczną dowalono mu ogromne dawki sterydów, które pomogły. Co ciekawe trafiono w ten sposób, że jest to jedna z dwóch podstawowych farmakologicznych metod leczenia nadciśnienia.
Ale pani doktor doktor (to drugie to tytuł) Dobromirowa wpadła na genialny pomysł, że zmniejszy ilość o połowę ilość sterydów i dorzuci leki immunosupresyjne, przez co efekty uboczne "się rozłożą" (a kolega znakomicie znosił te sterydy).

Tutaj wyjaśnię że ten lek nie robi nic innego niż hamowanie podziałów komórkowych przez zaburzenie syntezy DNA. Do tego wprowadza masę mutacji, a chorzy po kilkudziesięciu latach mają znacznie podwyższone szanse zachorowania na raka (jest ogromnie mutagenny). Ale co tam, nazwa "immunosupresyjny" wcale tak groźnie nie brzmi.
Niestety pomiędzy lekami uszkadzającymi strukturę/syntezę DNA i lekami mającymi efekty przeciwzapalne jest potężna interakcja negatywna (lekarze nie myślący abstrakcyjnie wyrażają to w postaci kilkuset interakcji), mechanizm odkryłem sam o czym bezczelnie się pochwalę: w skrócie zablokowanie reakcji zapalnej uruchamia rewitalizację mitochondrialną dokonywaną przez komórki macierzyste (blokowaną pod wpływem stanu zapalnego), leki te wywołują w mtDNA masę mutacji wstrzykiwanych komórkom w postaci dysfunkcyjnych mitochondriów.
Źle poczuł się od razu, po 3 dniach było bardzo źle ale pani doktor doktor Dobromirowa stwierdziła że nic nie szkodzi, to normalne efekty uboczne i nie trzeba się przejmować.Po 3 tygodniach wyglądał jak wrak człowieka, rozwalająca się skóra w stanie przypominającym zapalny, 0 energii do działania, nic nie działa (to dokładnie ten sam problem jaki mają ludzie w FTS) i w końcu zrezygnował samoistnie. Te 3 tygodnie nazywa największym błędem jaki popełnił w swoim życiu.
To znaczy te przypadki ilustrują jaki jest poziom lekarzy w stopniu doktor med. i prawie doktor medycyny, więc niżej może być tylko gorzej.
Zwykłe błędy medyczne też koszą, w kręgu rodzinnym jedna osoba zeszła bo lekarka pierwszego kontaktu co prawda przepisywała lek "na serce",  nawet kierunek działania leku był całkowicie prawidłowy, niestety zwrot był przeciwny i serce po prostu stanęło którejś nocy "na amen".

 

3 godziny temu, 3grosze napisał:

 ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie przekłada się na wdzięczność pacjentów, wyrażoną różnorako

Odejmijmy urazówkę/chirurgię/szczepienia i nagle okazuje się, że lepiej byłoby ludziom bez żadnej medycyny. Ludzie zdrowieją sami. Lekarze w 95% potrzebni są tylko do wydawania L4.
Błędy medyczne i efekty uboczne mają tę przewagę, że ciężko je wykazać/powiązać a każdy któremu się poprawi wiąże tę poprawę z działaniami lekarzy.

 

Jest znane zjawisko że ludzie którzy przestają pracować żyją krócej. Jest to całkowicie zadziwiający efekt nieudolnie tłumaczony przez kwestie psychologiczne.
Prawdziwa przyczyna zjawiska jest znacznie bardziej porażająca - ludzie którzy pracują odkładają na przyszłość wszystkie zabiegi i operacje medyczne, pierwsza rzecz którą robią jak mają więcej czasu to "wreszcie zaczynają się leczyć". Efekt jest tragiczny. Dopiero drugim, znacznie mniej istotnym czynnikiem jest zmniejszenie ilości ruchu.
 

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, 3grosze napisał:

Ale to wcale nie znaczy, że biolog, czy chemik (a tym bardziej fizyk) jest ważniejszy od lekarza. To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie. 

Oczywiście, że nie jest ważniejszy. Generalnie nikt nie jest ważniejszy od nikogo, ale jak ustalimy konretne cele i potrzeby to wtedy pojawiają sie lepsi i gorsi. Fizyk jest lepszy w myśleniu abstrakcyjnym, prawpodopodobnie jest lepszy w rozwiązywaniu problemów i generalnie w nauce etc. od lekarza, więc jeśli to jest celem, to warto go włączyć w proces, lekarz np. chirurg jest lepszy w operowaniu, także wiadomo - zależy :P

Co do "pomysłowych Dobromirów" - w pełni się zgadzam, napisałem chyba nawet gdzies tutaj że lekarz jest tylko/aż efektorem systemu opieki medycznej i to wcale nie jest ujma, tak powinno być. Tylko niektórzy lekarze  uważają że jest inacze i to rodzi pewne problemy. 

Dodam jeszcze że sukces współczesnej, zachodniej medycyny to nie jest sukces lekarzy ale w zasadzie głównie inżynierii biomedycznej (cała diagnostyka obrazowa etc. ale nie tylko). Leków również nie tworzą lekarze  a chemicy i farmacueci, lekarze, jesli zostali na uczelni to badają te leki i wtedy są lekarzami tylko na papierze bo ich funkcja to w takim wyapdku naukowiec, który przy okazji ma dyplom, ale generalnie zajmuje się biologią człowieka a nie sztuką lekarską. Nie wspomnę o pielęgniarkach, fizjoterapeutach i fizykach medycznych bez których opieka medyczna nie istnieje.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, peceed napisał:

Teraz wiadomo że SSRI nie leczy praktycznie niczego.

Gdy nie można wyleczyć przyczyny (bo nie wiadomo jak:P) leczenie objawowe jest błogosławieństwem zmniejszającym  uciążliwość symptomów i podnoszącym komfort chorego, co w zaburzeniach psychicznych ma szczególne znaczenie: zabójca prezyd.Adamowicza przestał brać leki. 

3 godziny temu, peceed napisał:

Prawdziwa przyczyna zjawiska jest znacznie bardziej porażająca - ludzie którzy pracują odkładają na przyszłość wszystkie zabiegi i operacje medyczne, pierwsza rzecz którą robią jak mają więcej czasu to "wreszcie zaczynają się leczyć". Efekt jest tragiczny.

Interesująca hipoteza robocza. Teraz tylko zebrać dane i ją udowodnić aby twierdzić.

 

3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Dodam jeszcze że sukces współczesnej, zachodniej medycyny to nie jest sukces lekarzy

Wiem:), dlatego "politycznie" napisałem:

6 godzin temu, 3grosze napisał:

 ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie

 

 

3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Dodam jeszcze że sukces współczesnej, zachodniej medycyny to nie jest sukces lekarzy ale w zasadzie głównie inżynierii biomedycznej (cała diagnostyka obrazowa etc. ale nie tylko). Leków również nie tworzą lekarze  a chemicy i farmacueci, lekarze, jesli zostali na uczelni to badają te leki i wtedy są lekarzami tylko na papierze bo ich funkcja to w takim wyapdku naukowiec, który przy okazji ma dyplom, ale generalnie zajmuje się biologią człowieka a nie sztuką lekarską. Nie wspomnę o pielęgniarkach, fizjoterapeutach i fizykach medycznych bez których opieka medyczna nie istnieje.  

I to jest  nieszczęście drugiego szeregu wszelkich branż, że koniak,kwiatki;) i cały splendor dostaje się temu na końcu, tutaj lekarzowi.

I niechcący, nos lekarza staję się coraz bardziej zadarty. 

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, 3grosze napisał:

leczenie objawowe jest błogosławieństwem zmniejszającym  uciążliwość symptomów i podnoszącym komfort chorego,

Zazwyczaj ani nie podnosi komfortu ani nie jest błogosławieństwem, długofalowe rokowania osób które nie korzystają z leków są lepsze.
Samo odstawianie leków psychiatrycznych jest ogromnie problematyczne, bo działanie wszystkich wywołuje duże zmiany kompensujące znacznie trudniejsze.

19 godzin temu, 3grosze napisał:

zabójca prezyd.Adamowicza przestał brać leki

Znam przypadek w którym osoba zabiła bo zaczęła brać leki. Ale o takich sytuacjach się nie mówi, zamiecione pod dywan. Ładowanie prozacu osobie z urojeniami nie mogło się skończyć dobrze.

19 godzin temu, 3grosze napisał:

Interesująca hipoteza robocza. Teraz tylko zebrać dane i ją udowodnić aby twierdzić.

Smutne jest to, że zjawisko zobaczyłem w swojej rodzinie już po sformułowaniu tej hipotezy.
Przy okazji to nie jest tak, że wszystkie hipotezy trzeba potwierdzać albo obalać nowymi badaniami aby o nich dyskutować. W rzeczywistości mamy tutaj 2 konkurencyjne wykluczające się  hipotezy z wiedzą zerową - podane zjawisko zachodzi lub nie - i można oceniać prawdopodobieństwo w inny sposób niż analiza statystyczna przypadków, ważne jest to czy ona jest konsystentna i tłumaczy już obserwowane zjawiska. Tutaj mechanizm jest oczywisty - zwiększona ilość zabiegów i spożycie leków o których wiemy, że mają negatywne skutki zdrowotne. To że ludzie odkładają zabiegi medyczne i leczenie na początek emerytury to też zjawisko znane (wielokrotnie obserwowane osobiście).  Zatem możemy tylko zastanawiać jaka jest skala zjawiska, ale nie to czy występuje. Ono musi występować. A dlaczego twierdzę że ma największy udział? Bo inne konkurencyjne hipotezy są słabe (co nie znaczy że te mechanizmy nie zachodzą, tak naprawdę wszystkie możliwe mechanizmy statystycznie muszą zachodzić).

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, peceed napisał:
20 godzin temu, 3grosze napisał:

leczenie objawowe jest błogosławieństwem zmniejszającym  uciążliwość symptomów i podnoszącym komfort chorego,

Zazwyczaj ani nie podnosi komfortu ani nie jest błogosławieństwem, długofalowe rokowania osób które nie korzystają z leków są lepsze.

Taaak?

A np leczenie bólu? Takiego w fazie ipsum dolor. Jakaś teoria:D, że dobrostan chorego się nie polepszy?

 

43 minuty temu, peceed napisał:

Bo inne konkurencyjne hipotezy są słabe (co nie znaczy że te mechanizmy nie zachodzą, tak naprawdę wszystkie możliwe mechanizmy statystycznie muszą zachodzić).

Napisałem tylko "zebrać dane", ale ich rzetelne opracowanie było oczywistością.  Ty wybrałeś korelację z jednostkowych obserwacji pasującą do osobistej (i koniecznie nonkonformistycznej) teorii. 

Hmmm.

Hipoteza, że ZUS w ramach racjonalizacji kosztów w zmowie z lekarzami wykańcza emerytów, jest bardziej oryginalna i też;) zgodna z Twoją obserwacją. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, 3grosze napisał:

Taaak?

Pisałem w kontekście psychiatrii.

20 minut temu, 3grosze napisał:

Ty wybrałeś korelację z jednostkowych obserwacji pasującą do osobistej (i koniecznie nonkonformistycznej) teorii. 

Dlaczego ta teoria jest nonkonformistyczna (i czy to w ogóle jest sensowna kategoria w których należy rozpatrywać teorie)?
A obserwacje nie były jednostkowe, miałem sporą bazę do jej sformułowania, i potem przyszły jednostkowe obserwacje które ją dodatkowo potwierdzały.
Najważniejszą przesłanką było uświadomienie sobie jak gigantyczna i niedoszacowana jest kwestia efektów ubocznych leków. Moja hipoteza to już tylko prosty wniosek: musi zachodzić podany mechanizm.
Oczywiście nie neguję ani potrzeby ani możliwości dodatkowych badań, tylko dla mnie według moich subiektywnych szacunków szanse że efekt jest istotny to co najmniej 90% a dominujący ponad 50%.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
57 minut temu, peceed napisał:

Dlaczego ta teoria jest nonkonformistyczna (i czy to w ogóle jest sensowna kategoria w których należy rozpatrywać teorie)?

Bo jest bardzo mało prawdopodobna, ale bardzo oryginalna, na granicy sensowności. O czym poniżej:

57 minut temu, peceed napisał:

A obserwacje nie były jednostkowe, miałem sporą bazę do jej sformułowania, i potem przyszły jednostkowe obserwacje które ją dodatkowo potwierdzały.
Najważniejszą przesłanką było uświadomienie sobie jak gigantyczna i niedoszacowana jest kwestia efektów ubocznych leków. Moja hipoteza to już tylko prosty wniosek: musi zachodzić podany mechanizm.

W Polsce średnia życia panów to 74 lata, pań 82. Jak widać, statystycznego Polaka po przejściu na emeryturę,  jakoś dłuuuugo lekarze nie mogą wykończyć.;)  Więc widzisz, że Twoja teoria jest osobliwa, ponieważ opiera się na osobliwych przypadkach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, 3grosze napisał:

Więc widzisz, że Twoja teoria jest osobliwa, ponieważ opiera się na osobliwych przypadkach.

Ta teoria tłumacząca znaną obserwację, że osoby które wcześniej kończą pracę zawodową szybciej umierają, i to po uwzględnieniu wpływu zdrowia na koniec pracy (tzn. nie rozpatrujemy przypadków gdzie ktoś kończy karierę zawodową wcześniej z powodów zdrowotnych, uwzględniamy tylko inne przyczyny). Moja obserwacja na razie zobaczyła załamanie zdrowia ludzi którzy "w końcu zaczęli się leczyć". Na wyższym poziomie abstrakcji jest to tak trywialne jak stwierdzenie że leki mają poważne efekty uboczne a błędy medyczne się zdarzają.

8 minut temu, 3grosze napisał:

Jak widać, statystycznego Polaka po przejściu na emeryturę,  jakoś dłuuuugo lekarze nie mogą wykończyć.

To nie jest wielki efekt w skali populacji, tylko dobrze widoczny. Ale oczywiście należałoby przeanalizować dane pod kątem ilościowym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, peceed napisał:

osoby które wcześniej kończą pracę zawodową szybciej umierają,

ii tam... pracę zawodową skończyłem jakieś 45 lat temu, po roku mniej więcej. I jakoś żyję.
Później to była już tylko zabawa zawodowa, i to z przerwami, bo nie zawsze mi się chciało :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, ex nihilo napisał:

?

Z niecierpliwością czekam na odpowiedż peceeda. Na poczekaniu z anomalii zrobi normalię i poprawi nam humor.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 6.02.2020 o 15:54, peceed napisał:

Ta teoria tłumacząca znaną obserwację, że osoby które wcześniej kończą pracę zawodową szybciej umierają

Hmm, a ja powiem, że to akurat jest ciekawa informacja i kto wie... może akurat będę w stanie zebrac odpowednie statystyki, dam znać :)

Istnieje jeszcze możliwość, że " osoby które wcześniej kończą pracę zawodową" to osoby pracujące w zawodach "wyniszczających" zdrowie w związku z czym potem szybciej do piachu.

Istnieje jeszcze możliwość, że osoby, które odkładały leczenie aż do emerytury za bardzo zaniedbały swój stan zdrowia i potem...

Ale teoria moim zdaniem ciekawa.

Co do całego wątku, zgadzam się, lekarze nie tylko nie są nieomylni, ale na prawdę potrafią być bezmyślni (moje własne obserwacje).

Nie zaczynam poważnych kuracji/operacji bez niezależnej konsultacji u 2-3 lekarzy (zawsze top polecanych), a i tak różnie bywa z efektami ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 9.02.2020 o 23:49, radar napisał:

bez niezależnej konsultacji u 2-3 lekarzy

Znajomy obskoczył 75 (jak się walczy o życie i ma się na to środki, to się da).  Stwierdził że niczym się pomiędzy sobą nie różnią i wszyscy są "egzemplifikacją tego samego lekarza".

W dniu 9.02.2020 o 23:49, radar napisał:

zawsze top polecanych

Ci top polecani są przeważnie polecani przez ludzi nie mających pojęcia o medycynie (czyli są polecani bo są polecani), nawet ci "teoretycznie najlepsi" mają  takie obłożenie, że każdy bardziej skomplikowany przypadek to dla nich strata netto, mają za mało czasu na przepadanie pacjenta. I nie wiedzą nic więcej niż jest w stanie powiedzieć literatura, a nawet mniej bo się "specjalizują". W ten sposób mama koleżanki była, mając neuroboreliozę, leczona na alzheimera, parkinsona, i parę innych chorób.
Młotek wszędzie widzi gwoździe, podobnie jest z lekarzami: są w stanie wykrywać tylko te choroby na których "się znają". Do poprawnego diagnozowania jest potrzebny pełny klasyfikator który zna wszystkie choroby i jest w stanie rozpoznawać je uwzględniając statystykę bayesowską (oba te warunki nie są spełnione przez "grono medyczne").
 

 

W dniu 9.02.2020 o 23:49, radar napisał:

Istnieje jeszcze możliwość, że " osoby które wcześniej kończą pracę zawodową" to osoby pracujące w zawodach "wyniszczających" zdrowie w związku z czym potem szybciej do piachu.

To nie tak, badania uwzględniły wszystkie takie oczywiste czynniki. Tutaj mówimy o bodajże miesiącach, których nie da się wyjaśnić znanymi czynnikami.

 

W dniu 7.02.2020 o 08:22, 3grosze napisał:

Z niecierpliwością czekam na odpowiedż peceeda. Na poczekaniu z anomalii zrobi normalię i poprawi nam humor.:)

Kilku leszczy zorientowało się że ich modele nie działają tak jak należy. To było wiadome od początku.
To czego nie robią choć powinni to szukanie nieuniknionych sprzężeń zwrotnych które zmniejszają wzrosty temperatury.
Chyba nikt nie wieży, że podwojenie CO2 w stosunku do ery przedindustrialnej  zwiększy temperaturę ponad 5 stopni, teraz mamy 410ppm, do 580 jest bardzo niedaleko i jakoś ta temperatura się trzyma. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
45 minut temu, peceed napisał:

Kilku leszczy zorientowało się że ich modele nie działają tak jak należy.

Przez 25 lat te symulacje się sprawdzały, więc wbrew Twoim chęciom działały. 

45 minut temu, peceed napisał:

Chyba nikt nie wieży, że podwojenie CO2 w stosunku do ery przedindustrialnej  zwiększy temperaturę ponad 5 stopni, teraz mamy 410ppm, do 580 jest bardzo niedaleko i jakoś ta temperatura się trzyma. 

"Jeśli ilość dwutlenku węgla w atmosferze zwiększy się dwukrotnie w stosunku do ery przedindustrialnej, w ciągu nadchodzących kilkudziesięciu lat wzrost temperatury na świecie może wynieść od 4,3 (model SMHI, szwedzki), przez 4,9 (model NCMR, francuski), 5,3 (model NCAR, amerykański), 5,5 (model MOHC, brytyjski), aż do 5,6 stopnia Celsjusza (model ESM, kanadyjski)."

Najdoskonalszy z modeli ( model PECEED ) nie przewiduje, lecz prorokuje. Ile?

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, peceed napisał:

To czego nie robią choć powinni to szukanie nieuniknionych sprzężeń zwrotnych które zmniejszają wzrosty temperatury.

Są dobrze znane, nazywają się ciepło topnienia i ciepło właściwe. Zła wiadomość jest taka, że teraz układ CIĄGLE JESZCZE buforuje zmianę, ot kilka kilodżuli ponad normę zamienia kilka moli lodu na kilka moli zimnej wody. Nie będziesz chciał tu być kiedy skończy się lód. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, 3grosze napisał:

Ile?

0.45-0.6°C (ECS), i to jest "sufit".

15 godzin temu, Jajcenty napisał:

Są dobrze znane, nazywają się ciepło topnienia i ciepło właściwe.

To nie jest sprzężenie zwrotne.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, peceed napisał:

To nie jest sprzężenie zwrotne.

A co to jest sprzężenie zwrotne? Zapewne doskonale wiesz, że owo może być dodatnie jak i ujemne. Nie zauważasz, że im więcej "dodatkowej" energii, tym więcej lodu się topi? Jeśli nie zauważasz, to zostaje mi pobłogosławić Cię trzymetrowym rdzeniem spuszczonym Ci centralnie z pięciu metrów.

Myślę oczywiście o rdzeniu z jakiegoś lodowca...

P.S. Jakoś mnie korci, więc dodam. Negujesz najlepsze modele, bo Twój "kalkulatorek mentalny" dyktuje Ci coś innego. Ok, ale to jedynie Twój problem, bo nie Matki Ziemi. I wiesz, żal mi ciebie... Liczę, że dożyjesz tych "lepszych czasów".

Ja zapewne nie, ale "zza światów" uśmiechnę się do ciebie bardzo szyderczo, chętnie i pomyślę oczywiście o tym, co jest największą bolączką nauki ponoć, czyli o zwyczajnej głupocie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, peceed napisał:

0.45-0.6°C (ECS), i to jest "sufit".

Niszowy, ale to  jednak zawsze jakiś powiew optymizmu. Żeby szczęście było pełne, wytłumacz  skąd takie rozbieżności między Twoimi wyliczeniami, a mainstreamem? Masz lepszy komputer?

Godzinę temu, peceed napisał:

To nie jest sprzężenie zwrotne.

Właśnie symulacje  zaczęły być alarmistyczne, ponieważ na Ziemi nastąpiła zmiana trendu z dodatniego sprzężenia zwrotnego (buforowanie) na ujemne sprzężenie zwrotne.

Ed

W tym samym momencie, prawie to samo jak Astro. Racja jest jedna.:)

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Historia rozprzestrzeniania się ludzi po kuli ziemskiej wciąż jest pełna tajemnic, niejasności, sprzecznych interpretacji, niepełnych danych. Jerome E. Dobson z Kansas University oraz Giorgio Spada i Gaia Galassi z Uniwersytetu w Urbino postanowili pomóc archeologom i antropologom w określeniu miejsc, w których należy szukać nieznanych dotychczas śladów bytności człowieka. Skupili się przy tym na „globalnych przewężeniach”, kluczowych punktach dla migracji.
      Globalne przewężenia to istotne węzły w sieciach geograficznych i polityczne punkty styku, które są obecnie kontrolowane przez państwa. Dzisiaj są one miejscami wciąż nawracających konfliktów, czytamy w artykule Global Choke Points May Link Sea Level and Human Settlement at the Last Glacial Maximum opublikowanym na łamach Geographical Review.
      Dobson, Spada i Galassi wybrali dziewięć takich punktów i postanowili sprawdzić, jak wyglądały one przed około 20 000 lat w szczycie ostatniego zlodowacenia. Te punkty to Cieśnina Beringa, Przesmyk Panamski, Bosfor i Dardanele, Gibraltar, cieśniny Sycylijska i Mesyńska, Przesmyk Sueski, Bab al Mandab, Cieśnina Malakka oraz Cieśnina Ormuz.
      Uczeni sprawdzali, w jaki sposób wyglądały one w czasie, gdy znacznie więcej wody niż obecnie było związanej w postaci lodu. Podczas maksimum ostatniego zlodowacenia poziom oceanów był o 125 metrów niż obecnie. Po zakończeniu epoki lodowej pod wodą znalazły się obszary o łącznej powierzchni Ameryki Południowej", mówi profesor Dobson, emerytowany prezes Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego.
      Na terenach tych, obecnie znajdujących się dziesiątki metrów pod wodą, mogły np. znajdować się osady i porty. Pamiętajmy, że już 11 000 lat temu ludzie wznieśli monumentalne kamienne Göbekli Tepe. A dowodem na to, że ludzie byli zdolni do odbywania dalekich podróży morskich niech będzie chociażby zasiedlenie Australii, które mogło mieć miejsce już 65 000 lat temu. Wydaje się, że neandertalczycy transportowali morzem narzędzia z lądu na Wyspy Jońskie. Skoro tak, nie można wykluczyć, że tysiące lat później handel morski był jeszcze bardziej rozwinięty.
      Uczony od dawna postuluje przeprowadzenie badań terenów utraconych na rzecz oceanów i sądzi, że dobrym początkiem będzie zbadanie „globalnych przewężeń”. Przypomina, że nie tak dawno niemal nie doszło do konfliktu zbrojnego pomiędzy USA a Iranem na tle żeglugi w cieśninie Ormuz. Popatrzmy na Kanał Sueski i rolę, jaką odegrał on w czasie Kryzysu Sueskiego w 1956 i wojny sześciodniowej w 1967 roku. Globalne przewężenia, szczególnie cieśniny, to punkty zapalne, mówi uczony.
      Jeden z największych sporów dotyczących ludzkich migracji jest ten o pojawienie się człowieka w obu Amerykach. Tymczasem badania Dobsona, Spady i Galassi doprowadziły do pojawienia się całkowicie nowej hipotezy dotyczącej drogi migracji z Syberii do Ameryki Północnej. Odkryli oni bowiem liczne nieznane dotychczas wyspy, które mogły pomóc ludziom w przedostaniu się do Ameryki.
      Obecnie w Cieśninie Beringa istnieje tylko kilka wysp. Jednak podczas maksimum ostatniego zlodowacenia było ich całe mnóstwo. Zaczęły pojawiać się już 30 000lat temu, a ludzie prawdopodobnie żyli na Syberii przed 30-40 tysiącami lat. Wyspy tej zaczęły pojawiać się od zachodu na wschód, a potem zatonęły od zachodu na wschód. Pierwsze z tych wysp były na tyle blisko lądu, że mieszkańcy Syberii mogli widzieć je z brzegu. Ludzi mogło do nich ciągnąć. A gdy już się tam dostali, okazało się, że widać kolejne wyspy i kolejne. Więc ludzie przemieszczali się coraz dalej. A potem, gdy wyspy zaczęło zalewać, musieli przechodzić na następne wyspy i w końcu zostali zmuszeni do przejścia na nowy kontynent, stwierdza Dobson.
      Podobne drogi mogły istnieć na Morzu Śródziemnym. Przesmyk Sueski, znajdujący się pomiędzy Morzem Śródziemnym a Morzem Czerwonym był trzykrotnie dłuższy niż przed zbudowaniem Kanału Sueskiego. Suchą stopą można było wówczas przejść całą dzisiejszą Zatokę Sueską. Była to najkrótsza droga pomiędzy Morzem Czerwonym a Śródziemnym. Po ustąpieniu zlodowacenia, gdy poziom mórz i oceanów się podniósł drogę tą zastąpiła trasa zachodnia od Foul Bay do I katarakty i wzdłuż Nilu do Morza Śródziemnego. Niektóre części Foul Bay mogły być zdatne do osadnictwa nawet 7000 lat temu, zaledwie na 2300 lat przed zbudowaniem przez Egipcjan ich pierwszej wielkiej struktury, piramidy Dżosera, czytamy w artykule.
      Drugą taką drogą w basenie Morza Śródziemnego była trasa przez Bosfor i Dardanele. Obecnie mamy tam 300 kilometrów morza, jednak w szczycie zlodowacenia był to przeważnie suchy ląd, którego 1/3 powierzchni zajmowało głębokie jezioro znajdujące się obecnie pod Morzem Marmara. Obecnie, zdaniem badaczy, należy tam szukać śladów zatopionych siedlisk ludzkich, które mogły istnieć na zachód od obecnego ujścia Dardaneli oraz na wschodnich i zachodnich krańcach Morza Marmara.
      Warto też bliżej przyjrzeć się cieśninom Sycylijskiej i Messyńskiej. Podczas maksimum zlodowacenia Morze Śródziemne niemal zostało przeciętne na pół. Obie cieśniny mają obecnie około 150 kilometrów szerokości, wówczas było to nieco ponad 50 kilometrów. W tym czasie istniało tam wiele zatopionych obecnie wysp i nadbrzeżnych równin. A wszystko w okolicy znanej z wczesnego osadnictwa. Niedawno na głębokości 40 metrów znaleziono tam rzeźbiony monolit, wskazujący, że ludzie mieszkali tam przed 10 000 lat.
      Naukowcy przyjrzeli się też Przesmykowi Panamskiemu i stwierdzili, że w czasie maksymalnego zasięgu zlodowacenia miał on 180 kilometrów szerokości. Od tamtego czasu ocean zabrał w tym miejscu około 100 kilometrów lądu. Ludzie przemieszczający się pomiędzy kontynentami mogli przechodzić i osiedlać się w miejscach, które obecnie znajdują się pod wodą.
      Jeśli zaś chodzi o Gibraltar, to jego obecna szerokość, 14 kilometrów, była podobna do tej sprzed tysięcy lat, wynoszącej 10 kilometrów. Możliwość przebycia Cieśniny była więc podobna do dzisiejszej. Z wyjątkiem ewentualnej zmiany w prędkości prądów morskich.
      Zarówno Morze Czerwone jak i Bab al Mandab, cieśnina łączącą je z Oceanem Indyjskim, bardzo silnie reagują na zmiany poziomu oceanów. W czasie maksymalnego zlodowacenia głębokość tej cieśniny wynosiła około 7 metrów, a szerokość od 3 do 5 kilometrów, zatem znacznie mniej niż obecne 25 kilometrów. Nie miało to jednak znaczenia dla możliwości jej przebycia, z wyjątkiem różnicy w prędkości prądów.
      Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Cieśninie Ormuz. Przed 20 000 laty wraz z całą Zatoką Perską stanowiła suchy ląd, przez który płynęły Eufrat i Tygrys. Cały transport towarów i ludzi mógł odbywać się po lądzie lub rzekami. Podobnie wyglądała Cieśnina Malakka. Obecnie na swoim wschodnim krańcu ma ona nie więcej niż 30 metrów głębokości, a w wielu miejscach pomiędzy wyspami głębokość nie przekracza 3 metrów. Przez tysiące lat po i przed maksimum zlodowacenia, był to ląd, który można było przebyć suchą stopą. Wszystkie tereny pomiędzy Azją, Borneo, Jawą i Sumatrą łączył ląd. Masa lądowa była tak rozległa, że najkrótsza droga morska pomiędzy Tajwanem a Sri Lanką liczyła sobie ponad 9000 kilometrów, dzisiaj jest to mniej niż 6000 kilometrów.
      Zmiany poziomu oceanów drastycznie zmieniły siedem z dziewięciu badanych przez nas globalnych przewężeń i wpłynęły na regionalne oraz globalne możliwości transportowe. Podczas maksimum zlodowacenia potencjał transportu drogą morską był znacznie mniejszy niż obecnie, co oznaczało obecność większych mas lądowych i możliwość dotarcia po lądzie do większych obszarów. Jedynie dwa globalne przewężenia – Gibraltar i Bab al Mandab – niemal się nie zmieniły. Podsumowując, Gibraltar, Cieśnina Sycylijska i Bab al Mandab były otwartymi drogami morskimi, a cieśniny Beringa, Ormuz i Malakka były suchym lądem. Z kolei Przesmyk Panamski i Przesmyk Sueski były znacznie szersze niż obecnie, czytamy w podsumowaniu pracy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sinice z pustyni Atakama, która jest jednym z najsuchszych obszarów na świecie, ekstrahują wodę z minerałów. Dzięki temu mogą przetrwać w tym surowym środowisku. Wyniki badań amerykańskiego zespołu ukazały się w piśmie PNAS.
      Naukowcy od dawna podejrzewali, że mikroorganizmy mogą umieć ekstrahować wodę z minerałów, ale po raz pierwszy udało się to zademonstrować - podkreśla prof. Jocelyne DiRuggiero z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa.
      Ekipa z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine oraz Riverside skupiła się na sinicach Chroococcidiopsis, które występują na pustyniach na całym świecie, i na gipsie - uwodnionym siarczanie wapnia. Kolonizujące mikroorganizmy bytują pod cienką warstwą minerału, która chroni je przed skrajnymi temperaturami panującymi na pustyni Atakama, a także przed silnym wiatrem i palącym słońcem.
      DiRuggiero wybrała się na pustynię, by pobrać próbki gipsu. Zabrała je do laboratorium, pocięła na mniejsze fragmenty, w których można było znaleźć mikroorganizmy i przesłała je do analizy materiałowej do prof. Davida Kisailusa. Okazało się, że sinice ekstrahują wodę i wywołują przemianę fazową gipsu do anhydrytu (bezwodnego siarczanu wapnia).
      W kolejnym etapie badań Amerykanie pozwolili sinicom kolonizować próbki gipsu 1) w obecności wody (co miało oddawać środowisko o dużej wilgotności) i 2) w sytuacji jej braku. Stwierdzono, że w obecności wilgoci gips nie ulegał przemianie do anhydrytu. Sinice nie potrzebowały wody z minerału, bo pozyskiwały ją z otoczenia. Kiedy jednak są poddawane stresowi, nie mają wyboru i muszą ekstrahować wodę z gipsu, wywołując przemianę fazową minerału - opowiada Kisailus.
      Za pomocą metod mikroskopowo-spektroskopowych akademicy ustalili, że sinice wwiercają się w minerał jak mali górnicy; tworzy się biofilm zawierający kwasy organiczne. Wei Huang zauważył, że sinice wykorzystywały kwasy, by penetrować minerał w określonych kierunkach krystalograficznych - tylko wzdłuż płaszczyzn, gdzie łatwiej dostać się do wody.
      Czy to oznacza, że na Marsie [który przypomina pustynię Atakama] istnieje życie? Nie umiemy powiedzieć, ale uzyskane wyniki dają nam pojęcie, jak sprytne mogą być mikroorganizmy - podkreśla DiRuggiero.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po raz pierwszy udokumentowano, że podczas deszczu koale zlizują wodę spływającą po pniu drzewa. Choć są zwierzętami ikonami, nadal mają swoje tajemnice. Zastanawiano się, na przykład, skąd biorą wodę; czy pozyskują ją w całości z pożywienia, czy też co pewien czas schodzą z drzewa, żeby się napić.
      W artykule opublikowanym w piśmie Ethology opisano, jak Phascolarctos cinereus spijają wodę spływającą po gładkich pniach drzew podczas lub krótko po deszczu.
      Przez długi czas myśleliśmy, że koale nie muszą zbyt dużo pić, bo większość potrzebnej do przeżycia wody zdobywają z liśćmi eukaliptusa. Teraz jednak zauważyliśmy, że zlizują wodę z pni. To zdecydowanie zmienia nasz ogląd sytuacji - opowiada dr Valentina Mella z Uniwersytetu w Sydney.
      Potrzebne są dalsze badania, które pokażą, kiedy i dlaczego koale z różnych regionów potrzebują dostępu do wolnej wody - takiej, która nie występuje w liściach, ale jako ciecz, czyli np. w postaci deszczówki czy wody w rzece lub bajorku - i w których populacjach konieczna byłaby suplementacja.
      Ten typ zachowania - zlizywanie wody z pni - oznacza, że koale muszą doświadczać regularnych opadów i że [w dobie zmiany klimatu] mogą mieć problemy [...] - podkreśla dr Mella.
      Wiemy, że drzewa zaspokajają wszystkie podstawowe potrzeby koali - zapewniają im jedzenie, schronienie i pozwalają odpocząć. To badanie pokazuje, że dzięki drzewom P. cinereus mają również dostęp do wolnej wody. [Jak widać], drzewa są konieczne dla ochrony tego gatunku.
      Każdego dnia koale zjadają ok. 510 g świeżych liści eukaliptusa. Zawarta w nich wilgoć miała odpowiadać ~3/4 dziennego spożycia wody (zarówno latem, jak i zimą). Koale przystosowały się do australijskiego klimatu; chodzi m.in. o zdolność do zagęszczania moczu, a także o ograniczoną utratę wody podczas oddychania i przez skórę (w porównaniu do innych ssaków zbliżonej wielkości).
      W niewoli obserwowano pijące koale, ale zachowanie to uznawano za nietypowe i przypisywano ciężkiemu stresowi cieplnemu albo chorobie. Ludzie opowiadali też o dzikich osobnikach, które latem przy temperaturach przekraczających 40°C piły z wodopojów. Wspomina się też o P. cinereus, które podczas suszy lub po pożarach zbliżały się do ludzi, by uzyskać dostęp do wolnej wody (w butelkach, ogrodach czy basenach). Zachowanie to także uznawano za nietypowe.
      W ramach najnowszego studium dr Mella polegała na obserwacjach poczynionych przez naukowców amatorów oraz niezależnych ekologów w latach 2006-19 w You Yangs Regional Park w stanie Wiktoria oraz w Liverpool Plains w Nowej Południowej Walii.
      Zaobserwowano 44 przypadki, kiedy koale zlizywały wodę z pnia w czasie lub bezpośrednio po deszczu w You Yangs Regional Park. Pozostałe 2 przypadki stwierdzono między Gunnedah a Mullaley w Liverpool Plains. W jednym przypadku była to samica z młodym, która piła bez przeszkód przez 15 min, w drugim - dorosły samiec, który spijał wodę w stałym tempie aż przez 34 min.
      Dotąd przeoczono to zachowanie [...], ponieważ koale są zwierzętami nocnymi, a dodatkowo rzadko obserwowano je podczas ulewnego deszczu. Nasze spostrzeżenia są zapewne tylko ułamkiem wszystkich przypadków picia, jakie normalnie mają miejsce na drzewach podczas opadów.
      Koale widywano podczas lizania gałęzi i pni w różnych warunkach, także wtedy, gdy woda była dostępna w zbiornikach. To sugeruje, że nie jest to zachowanie będące wynikiem stresu cieplnego i że zapewne wchodzi ono w skład ich naturalnego repertuaru behawioralnego.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rosyjska agencja kosmiczna Roskosmos oskarżyła prezydenta Trumpa, że wydając rozporządzenie wykonawcze dotyczące prowadzenia przez USA komercyjnego pozyskiwania zasobów w przestrzeni kosmicznej, położył podwaliny pod przejęcie innych planet przez Stany Zjednoczone. Przedstawiciele Roskosmosu twierdzą, że rozporządzenie prezydenta zagraża międzynarodowej współpracy w kosmosie.
      W podpisanym w ostatni poniedziałek rozporządzeniu czytamy, że Stany Zjednoczone będą negocjowały porozumienia, umowy dwustronne i wielostronne z innymi państwami, w celu prowadzenia bezpiecznych publicznych i prywatnych operacji pozyskiwania zasobów z przestrzeni kosmicznej. Rozporządzenie stanowi, że obywatele USA powinni mieć prawo angażowania się w tego typu przedsięwzięcia i że przestrzeń kosmiczna jest z punktu prawnego i fizycznego domeną ludzkiej aktywności, a Stany Zjednoczone nie postrzegają jej jako dobra wspólnego.
      Jak zauważa Roskosmos, rozporządzenie to jest sprzeczne z założeniem, że przestrzeń kosmiczna jest dobrem całej ludzkości. Próby zawłaszczenia przestrzeni kosmicznej i agresywne plany przejęcia terytorium innych planet trudno uznać za zachętę do owocnej współpracy, czytamy w oświadczeniu Roskosmosu.
      Obecnie stosunki pomiędzy USA a Rosją są najgorsze od czasu zakończenia Zimnej Wojny, jednak współpraca w przestrzeni kosmicznej przebiega bez zakłóceń. To jednak może ulec zmianie. Rzecznik prasowy Kremla, Dimitrij Peskow, powiedział dziennikarzom, że każda próba sprywatyzowania przestrzeni kosmicznej w takiej czy innej formie, będzie nieakceptowalna.
      Z pełną wersją dokumentu zatytułowanego „Executive Order on Encouraging International Support for the Recovery and Use of Space Resources” można zapoznać się na stronie Białego Domu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Badacze z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa odkryli, że na każdy 1 punkt procentowy zwiększenia powierzchni zabetonowanych – jak drogi, parkingi, budynki i inna infrastruktura – przypada 3,3-procentowe zwiększenie intensywności powodzi. Oznacza to, że jeśli w basenie danej rzeki zabetonowaną powierzchnię zwiększymy o 10%, to średnio przepływ wody w czasie zwiększy się tam o 33%.
      W ostatnim czasie doszło do znaczne zwiększenia intensywności powodzi w takich miastach jak Houston czy Ellicott City. Chcieliśmy lepiej zrozumieć, jak urbanizacja wpływa na zwiększenie przepływu wód powodziowych, mówi Annalise Blum z Johns Hopkins University i American Association for the Advancement of Science.
      Poprzednie badania tego typu wykorzystywały mniejsze zestawy danych, dotyczących pojedynczych cieków wodnych lub niewielkich grup cieków w określonym przedziale czasowym. Nie można było ich przełożyć na skalę całego kraju. Ponadto trudno było na ich podstawie wyizolować przyczynę i skutek, gdyż nie kontrolowano w nich efektywnie wpływu takich czynników jak klimat, zapory wodne czy sposób wykorzystywania terenu. Trudno było więc podać konkretne wartości pokazujące, w jaki sposób nieprzepuszczalna powierzchnia wpływa na powodzie.
      Blum we współpracy z profesorem Paulem Ferraro wykorzystali modele matematyczne, które rzadko są używane do badania powodzi. W badaniach środowiska naturalnego trudno jest oddzielić przyczynę od skutku. Na szczęście w ciągu ostatnich dekad na polu ekonomii i biostatystyki opracowano metody, które pozwalają na ich odróżnienie. Zastosowaliśmy te metody do badań hydrologicznych, w nadziei, że przyczyni się to do postępu w tej dziedzinie wiedzy i da planistom oraz polityko nowe narzędzia pomocne podczas rozwoju miast, stwierdza Ferrero.
      Naukowcy wykorzystali dane US Geological Survey z okresu 1974–2012, które dotyczyły ponad 2000 cieków wodnych. Dane zawierały informacje o przepływie wody. Informacje takie poddano analizie, w której uwzględniono też zmiany w obszarze powierzchni nieprzepuszczalnych w basenie każdego z cieków.
      Z analizy wynika, że wielkość powodzi, rozumiana jako maksymalny przepływ wody, zwiększa się o 3,3 punktu procentowego dla każdego wzrostu obszaru powierzchni nieprzepuszczalnych o 1 pp.
      "W związku z olbrzymią coroczną zmiennością przepływu wody trudno jest wydzielić skutki urbanizacji. Nam się to udało dzięki zastosowaniu olbrzymich zestawów danych zbieranych zarówno w czasie jak i w przestrzeni", wyjaśnia Blum.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...