Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Nie od dzisiaj wiadomo, że gdyby Kalifornia była niepodległym państwem, to zaliczałaby się do ścisłej czołówki gospodarek świata. Specjaliści z pisma The Economist pokazali interaktywną mapkę, w której porównali PKB poszczególnych stanów USA do najbliższego odpowiadającego im państwa.

Wspomniana na wstępie Kalifornia, mimo iż ostatnio przeżywa kolosalne kłopoty, uplasowałaby się na 8. miejscu największych światowych potęg gospodarczych. PKB Kalifornii (1,9 bilionaUSD) jest podobne do PKB Włoch (2,1 biliona). Inny wielki stan USA Teksas (1,1 biliona) niewiele ustępuje pod względem produktu brutto PKB Rosji (1,2 biliona). Skoro jesteśmy przy dużych stanach, to Alaska (45,7 miliarda) dorównuje Omanowi (46,1 miliarda), a Floryda (737 miliardów) może mierzyć się z Holandią (796 miliardów). Dla stanu Nowy Jork (1,1 biliona USD) najbliższym odpowiednikiem jest PKB Australii (994 miliardy), a niewielki Massachusetts (365 miliardów) dorównuje Arabii Saudyjskiej (376 mld). Na mapie znalazła się też i Polska. Nasz kraj z PKB rzędu 431 miliardów dolarów może się równać ze stanem Virginia (408 miliardów). Trzeba jednak pamiętać, że Virginia jest trzykrotnie mniejsza i ma sześciokrotnie mniej mieszkańców niż Polska.

Dane o PKB poszczególnych stanów i krajów pochodzą z roku 2009 lub 2010.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jest źle, jak się przełączy na skalę ludności, to jesteśmy Kalifornią. Dobre i to. ;P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby trochę pieniędzy wpompować w polską gospodarkę, wprowadzić pomoc na rozwój małych i średnich firm oraz dostarczy nowości techniczne do polskiej gospodarki na pewno PKB brutto naszego kraju by wzrosło. NO i jakby wspierano badania naukowe m.in. wydobycia i ekstrakcji gazu łupkowego ;):P:D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest shadowmajk

Gdyby trochę pieniędzy wpompować w polską gospodarkę, wprowadzić pomoc na rozwój małych i średnich firm oraz dostarczy nowości techniczne do polskiej gospodarki na pewno PKB brutto naszego kraju by wzrosło. NO i jakby wspierano badania naukowe m.in. wydobycia i ekstrakcji gazu łupkowego ;):P:D

 

Albo inaczej. Gdyby kretyni nie byli przy korycie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest derobert

Albo inaczej. Gdyby kretyni nie byli przy korycie.

Albo inaczej. Gdyby nie było złodziei w rządzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest simian raticus

Były w Polsce tanie wina Chicago Bulls (gdy Shawn Kemp nie dał rady dla Michael'a Jordan'a] czy Arizona! Amerykańce są wszędzie! Dla jednych Mutombo wysoki ale już dla Muresana to nizutki!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby trochę pieniędzy wpompować w polską gospodarkę, wprowadzić pomoc na rozwój małych i średnich firm oraz dostarczy nowości techniczne do polskiej gospodarki na pewno PKB brutto naszego kraju by wzrosło.

 

Raczej spadło. Wpompować? Kto miałby pompować i czyje pieniądze? W jakie sektory gospodarki? Ile i komu? Kto będzie dawał wytyczne i kryteria decyzji? Politycy czy ekonomiści? Jeśli ekonomiści, to balcerowiczyści czy belkowicze?

Pomoc na rozwój małej firmy runuje firmy które do tej pory radziły sobie same i nie potrzebowały pomocy na rozwój.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wpompować pieniądze ze skarbu państwa do wszystkich gałęzi gospodarki tak jak zrobili to np; Niemcy. A zarządzać powinni młodzi politycy z nowymi pomysłami oraz ekonomiści i finansiści powinni inwestować aby skarb państwa rósł. Takie jest moje zdanie ;):P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wpompować pieniądze ze skarbu państwa do wszystkich gałęzi gospodarki tak jak zrobili to np; Niemcy. A zarządzać powinni młodzi politycy z nowymi pomysłami oraz ekonomiści i finansiści powinni inwestować aby skarb państwa rósł. Takie jest moje zdanie ;):P

 

Ale wiesz, że w Skarbie nie ma pieniędzy? Właściwie to Skarb ma manko ~700 mln zł. Nie mówiąc o innych długach w tym publicznym. Trzeba komuś wziąć. Zatem: zaproponuj komu wympompujemy bo komu wpompujemy to już wiemy :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

W Polsce powinna być ustawa o obowiązku wykonywania prac społecznych przez polityków.

Żeby zstąpili ze swoich "lektyk" na asfalt powszedni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A zarządzać powinni młodzi politycy z nowymi pomysłami

i dla własnej kariery (po to poszli w politykę) rozregulują swoimi populistycznymi (aby zwerbować wyborców) i nie sprawdzonymi (brak doświadczenia) pomysłami, rozregulują to co jako tako funkcjonuje.

Politycy mają się nie wtrącać do gospodarki (takie jest przesłanie programu UPR  ;) ).

Pomoc na rozwój małej firmy runuje firmy które do tej pory radziły sobie same i nie potrzebowały pomocy na rozwój.

Tak  własnie !

Choć jeszcze więcej szkody,pomoc państwa dużym firmom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem, że nasz skarb państwa cienko przędzie ale jakby pożyczyć z Unii trochę pieniędzy lub jakby nasi szanowni administratorzy państwa oraz poszczególnych regionów odjęli sobie od pensji to na pewno by się pieniądze znalazły ;) Ostatnio oglądałem w telewizji jakąś sondę, że średnio jedna osoba w naszym kraju zarabia 3000zł brutto. Zatkało mnie jak to zobaczyłem. Niektórzy żyją za 1000zł lub nawet nie na miesiąc o tu mówią o 3000zł. To jedyne kto nam zwiększa dochód brutto na osobę to jedynie jednostki administracyjne i rządzące oraz właściciele wielkich firm itp. :P:D:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiem, że nasz skarb państwa cienko przędzie ale jakby pożyczyć z Unii trochę pieniędzy lub jakby nasi szanowni administratorzy państwa oraz poszczególnych regionów odjęli sobie od pensji to na pewno by się pieniądze znalazły ;)

 

Formalnie mielibyśmy trochę pięniedzy. A gdyby nawet, to trzeba zdać sie nieefektywne (eufemizm) urzednicze przydzielanie środków.

 

 

Ostatnio oglądałem w telewizji jakąś sondę, że średnio jedna osoba w naszym kraju zarabia 3000zł brutto. Zatkało mnie jak to zobaczyłem. Niektórzy żyją za 1000zł lub nawet nie na miesiąc o tu mówią o 3000zł.

 

Średnia arytmetyczna żeczywiście nie jest zbyt dobra - nikt nie zarabia średniej. Mediana, kwartyle, decyle, histogram są lepsze ale mało kto zadaje sobie trud by to rozumieć. I ciesz się średnią bo trochę socjalu liczy się od średniej a gdyby liczyć od mediany....

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale jakby pożyczyć z Unii trochę pieniędzy

 

Cały czas pożyczamy. W ubiegłym roku „zaledwie” miliard euro od BŚ (łączna pożyczka, to 3 mld.) i kurcze jakoś się rozeszło to cholera wie gdzie. :>

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pieniądze te rozeszły się na bezsensowne komisje oraz na pensje dla rządzących. Zwykle tam nadwyżki pieniędzy są przejadane ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pożyczanie pieniędzy przez państwo i rozdawanie ich po uważaniu to nic innego jak centralne sterowanie gospodarką. A jak ono się kończy to wiemy z historii.

Rozwiązanie jest banalnie proste: wystarczy, by państwo nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało wysokimi haraczami, nie przeszkadzało skomplikowanym, sprzecznym i bezsensownym prawem, nie przeszkadzało zwiększając swoją kontrolę, nie przeszkadzało wtrącając się do dobrowolnych umów itp. itd.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli w danym kraju jest młoda (25lat) klasa średnia to jest oznaką wolności gospodarczej (tutaj tego nie ma co oznacza stare zorganizowane sitwy kręcące sterem Narodowego Okrętu).

 

Rząd , sejm powinien się składać z ludzi do 40 i senatu z dziadków. Do tego kazdy z wykształceniem  wyzszym technicznym (profil cybernetyka, elektronika) i powinien to być zaszczyt (srogo karany za sprzeniewierzenie ).

Cała kariera u steru powinna trwać 12 lat i na emeryturę z obowiązkiem sprawowania honorowych funkcji jak otwieranie nowych szkół, honorowy patronat dla imprez, wykłady.

Praca w duchu najlepszego rozwiązania problemu (głosowanego społecznie drogą elektroniczną ) i zadnych partii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się co do tego, że w politykę powinni się angażować ludzie z wyższym wykształcenie do 40lat.  ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie politykę , zadnych partii. Są tysiące spraw do  skoordynowania na szczeblu Narodowym i wybrańcy mają je rozwiązać nowocześnie , uczciwie, profesjonalnie, trwale, konsekwentnie wdrozyć i egzekwować ich przestrzeganie. Dlatego cybernetycy i elektronicy poniewaz potrafią w głowie tworzyć schematy , algorytmy rozwiązania problemu i jego kontroli (tak jak w przemyśle kontroluje się procesy technologiczne, albo w informatyce programuje komputery).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się co do tego, że w politykę powinni się angażować ludzie z wyższym wykształcenie do 40lat.  ;)

 

Wystarczy by głos wyborcy był ważony podatkiem jaki wyborca odprowadza. Więcej płacisz podatku większy masz wpływ. Ważne jest w tym -podatek - a nie kupowanie sobie siły wyborczej wpłatami własnymi. W ten sposób dobrze zarabiający freelancer będzie miał większą siłę od biznesmena wykazującego minimalne zarobki a żyjącego jak pączek w maśle bo wszystko wpuszczone w koszty firmy. Proszę zwrócić uwagę, że w tym przypadku podatek pogłówny daje nam taką normalną demokrację :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może i by to było bardziej uczciwe lub bliższe prawdy. Ale założenia demokracji to, że każdy ma równy głos spośród ludu. Choć wiemy, że w życiu nie zawsze tak jest jak być powinno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozwiązanie jest banalnie proste: wystarczy, by państwo nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało wysokimi haraczami, nie przeszkadzało skomplikowanym, sprzecznym i bezsensownym prawem, nie przeszkadzało zwiększając swoją kontrolę, nie przeszkadzało wtrącając się do dobrowolnych umów itp. itd.

 

Znam jednego kandydata, który od wielu, wielu lat ma takie poglądy i je niezmiennie głosi. Niestety i system, i ludzie go olewają…

 

Wystarczy by głos wyborcy był ważony podatkiem jaki wyborca odprowadza.

 

Plutokracja nie jest zbyt fajna. Aczkolwiek zgadzam się z tym, by głos wyborczy mieli tylko płacący podatek w kraju.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Plutokracja nie jest zbyt fajna. Aczkolwiek zgadzam się z tym, by głos wyborczy mieli tylko płacący podatek w kraju.

 

A w demokracji jest podatna na manipulację. Tymiński przechodzi do drugiej tury. A powinien być zastrzelony przy próbie rejestracji na kandydata ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
  Tymiński przechodzi do drugiej tury[/size]
a ja pracowałem z Peruwiańczykiem wtedy i on powiedział - Tymiński dobry i mądry człowiek  - kablówkę i telefony w Peru rozwijał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pożyczanie pieniędzy przez państwo i rozdawanie ich po uważaniu to nic innego jak centralne sterowanie gospodarką. A jak ono się kończy to wiemy z historii.

Rozwiązanie jest banalnie proste: wystarczy, by państwo nie przeszkadzało. Nie przeszkadzało wysokimi haraczami, nie przeszkadzało skomplikowanym, sprzecznym i bezsensownym prawem, nie przeszkadzało zwiększając swoją kontrolę, nie przeszkadzało wtrącając się do dobrowolnych umów itp. itd.

 

i to jest właśnie sedno.

 

ale przecież taki urzędas gdzie połowa jego rodziny dzieki niemu siedzi przy korycie nie chce zmian które zmniejszą jego wpływy. Ostatnio NIK dało raport o nepotyzmie w urzedach , w 3/4 zaobserwowali to zjawisko, ale najlepsze jest to że ZERO KONSEKWENCJI!!!! jest po prostu na to przyzwolenie z góry.

http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/10/wynik-kontroli-nik-nepotyzm-w-urzedach.html

oczywiście nepotyzm jest powodem wysokiej niekompetencji urzędasów stąd każdy konakt obywatela z państwem polskim jest taki ciężki dla obywatela.

 

dobrym rozwiązaniem byłaby kompletna wymiana urządasów, sędziów i innej maści byłych komunistów tkwiących na stołkach aparatu władzy od czasów głebokiej komuny.skopiowanie systemu pracy z urzędów, ZUS, US itp np niemieckich lub angielskich , broń boże wymyślanych przez polakow. Natomiast to co teraz jest nic dobrego nie wróży, bo komunistyczne urzędasy zanim wymrą przekażą system pracy młodym i dalej będzie to samo. Lepsze wyjście choć jeszcze bardziej nierealne to to, żeby ten kraj był rządzony przez urzedników z EU albo jakiś międzynarodowy skład fachowców, od najniższego szczebla, daje sobie palec uciąc za to że byłoby kilkakrotnie lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szwajcarskie towarzystwo reasekuracyjne Swiss Re opublikowało swój nowy indeks ubezpieczeniowy, w którym wylicza, że nieco ponad połowa światowego PKB, czyli niemal 42 biliony USD, jest zależna od towarów i usług zapewnianych przez środowisko naturalne. Problem jednak w tym, że w wielu miejscach na świecie ekosystem stoi na krawędzi załamania.
      Z raportu Biodiversity and Ecosystem Services Index dowiadujemy się, że w 20% państw sytuacja ekologiczna, a zatem i usługi świadczone przez środowisko naturalne, znajduje się na krawędzi. W krajach tych ponad 33% ziem zostało zniszczonych działalnością człowieka. To 39 krajów, w których ekosystemy są na skraju załamania. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest olbrzymia utrata bioróżnorodności powodowana wylesianiem, działalnością rolniczą, górniczą, obecnością gatunków inwazyjnych, zanikaniem zapylaczy oraz zanieczyszczeniem odpadami.
      Stworzony przez Swiss Re indeks to narzędzie dla firm i rządów, które ma pomóc im w zidentyfikowaniu ekosystemów ważnych dla gospodarek państw oraz w znalezieniu odpowiednich rozwiązań ubezpieczeniowych dla zagrożonych terenów.
      Z raportu dowiadujemy się, że szczególnie dużym ryzykiem obarczone są kraje rozwijające się z dużym sektorem rolnym, jak Kenia, Wietnam, Pakistan, Indonezja i Nigeria, gdyż ich gospodarki w dużej mierze zależą od zasobów naturalnych. Jednak – wbrew intuicji – na ryzyko narażone są też gęsto zaludnione ważne gospodarczo regiony Azji Południowo-Wschodniej, Europy czy Ameryki, które mimo swojej zróżnicowanej gospodarki mogą ucierpieć w wyniku niszczenia ekosystemów.
      Wśród najbardziej zagrożonych są też gospodarki Australii i RPA, które zmagają się z niedoborami wody, spadkiem liczebności zapylaczy oraz problemami z ochroną wybrzeży przed podnoszącym się poziomem oceanów. Nawet tak wielkie kraje jak Brazylia czy Indonezja, które dotychczas nie naruszyły znacznej części swojego ekosystemu, stają w obliczu coraz większego ryzyka związanego z szybkim rozrostem populacji i rozwijającą się gospodarką, która eksploatuje zasoby naturalne.
      Jasnym jest, że trzeba ocenić stan ekosystemów, by móc zminimalizować przyszły negatywny wpływ na gospodarkę. Nasz raport dostarcza podstaw do lepszego zrozumienia ryzyk ekonomicznych związanych z pogarszającym się stanem ekosystemów i bioróżnorodności, mówi Christian Mumenthaler, szef Swiss Re.
      Już wcześniej różne państwa dokonywały tego typu ocen, jednak tutaj mamy do czynienia z pierwszym takim raportem w skali globalnej. Z raportu dowiadujemy się np. że aż 36% wśród wszystkich inwestycji dokonanych przez holenderskie instytucje finansowe jest wysoce lub bardzo wysoce zależnych od jednej lub więcej usług dostarczanych przez ekosystem. W przypadku tych inwestycji utrata usług świadczonych przez ekosystem doprowadzi do poważnych strat finansowych, czytamy w raporcie. Największa zależność w odniesieniu do usług ekosystemu dotyczy zapewniania dostępu do wód gruntowych i powierzchniowych.
      Specjaliści ze Swiss Re wzięli pod uwagę 195 krajów i 10 usług dostarczanych przez ekosystemy, w tym nietknięte habitaty, jakość powietrza, dostęp do wody, żyzność gleb, erozję czy dostarczanie drewna. W przypadku wspomnianych już 39 krajów zniszczeniu uległo już ponad 33% terenów lądów, w przypadku zaś kolejnych 60% ekosystem został poważnie naruszony na ponad 20% terenów lądowych.
      Nie wszystkie kraje znajdują się w takiej samej sytuacji i potrzebują takich samych rozwiązań. Na przykład Indie i Nigeria powinny jak najszybciej zacząć zapobiegać utracie bioróżnorodności, gdyż są gęsto zaludnione, a ich gospodarki w wysokim stopniu zależą od usług ekosystemu. Z drugiej strony Australia jest słabo zaludniona, a jej gospodarka w znacznie mniejszym stopniu zależy od usług ekosystemu. Jednak i ona musi mierzyć się z takimi problemami jak pożary i niedobory wody, dlatego też już teraz powinna opracować odpowiednie strategie, by zapobiec pogarszaniu się sytuacji w przyszłości.
      Krajami o największym odsetku mocno naruszonego ekosystemu są: Malta (100% naruszonego ekosystemu), Izrael (53%), Bahrain (50%), Cypr, Kazachstan, RPA, Grecja, Australia, Singapur, Indie, Maroko, Pakistan, Turcja, Meksyk, Hiszpania, Belgia, Irak, Włochy, Tunezja i Algieria (18%). O ile jednak w przypadku Malty od usług ekosystemu zależy 23% PKB, to w przypadku RPA jest to już 40%, a Pakistanu aż 88%.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie zamieszkujący południe Polski w neolicie byli blisko spokrewnieni z populacją z okresu epoki brązu. Doktor Anna Juras wraz z zespołem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza przeprowadziła analizy genetyczne 150 kości 80 osób żyjących w epoce brązu.
      Badani zmarli byli przedstawicielami kultur mierzanowickiej, strzyżowskiej oraz trzcinieckiej. Naukowcy skupili się na genomie mitochondrialnym, dziedziczonym po matce.
      Jak czytamy na łamach American Journal of Physical Anthropology, wyniki analizy genetycznej wykazały bliskie pokrewieństwo po linii matki społeczności kultury mierzanowickiej i trzcinieckiej ze społecznościami kultury ceramiki sznurowej. Bardziej odległa od nich społeczność kultury strzyżowskiej wykazywała bliższe podobieństwo genetyczne do populacji stepu powiązanej z wcześniejszymi kulturami grobów jamowych i kultury grobów katakumbowych oraz z późniejszymi Scytami.
      Autorzy pracy zauważają, że istnieje ciągłość genetyczna pomiędzy kulturą sznurową późnego neolitu a kulturami mierzanowicką i trzciniecką reprezentującymi kultury brązu. Ponadto pod koniec III tysiąclecia przed Chrystusem ludy stepu mogły wnieść swój wkład w rozwój kultury strzyżowskiej.
      Jak już wiemy z poprzednich badań, tereny dzisiejszej zachodniej Polski we wczesnej epoce brązu zostały zasiedlone przez przedstawicieli kultury unietyckiej, a południowo-wschodnie tereny kraju zamieszkali najpierw przedstawiciele kultury mierzanowickiej, a po nich pojawili się ludzie reprezentujący kulturę strzyżowską, którzy zamieszkali niewielki region w południowo-wschodniej Polsce i zachodniej Ukrainie. Kultury strzyżowska i mierzanowicka rozwijały się niemal równocześnie do mniej więcej 1600 roku przed naszą erą. Później ustąpiły one kulturze trzcinieckiej, która przetrwała do około 1100 roku przed Chrystusem.
      EDIT: w poprzedniej wersji umieściliśmy nieuprawniony wniosek o ciągłości genetycznej od neolitu po czasy współczesne. Chodziło o ciągłość genetyczną neolit-epoka brązu

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W latach 30. XX wieku Stany Zjednoczone doświadczyły Dust Bowl. Był to kilkuletni okres katastrofalnych susz na Wielkich Równinach i związanych z tym burz piaskowych. W wyniku Dust Bowl zginęło około 7000 osób, ponad 2 miliony ludzi zostało bezdomnymi, a około 3,5 miliona porzuciło dotychczasowe domy i przeniosło się w inne regiony USA.
      Produkcja pszenicy w latach 30. spadła o 36%, a kukurydzy o 48%. Do roku 1936 straty gospodarcze sięgnęły kwoty 25 milionów USD dziennie, czyli 460 milionów współczesnych dolarów.
      Dust Bowl był spowodowany nieprawidłową gospodarką ziemią na Wielkich Równinach. Wcześniejsze dekady to okres pojawiania się coraz większej ilości sprzętu mechanicznego w rolnictwie. To ułatwiło zajmowanie kolejnych obszarów pod uprawy. Pługi coraz głębiej wzruszały wierzchnią warstwę gleby, a naturalne dla tego obszaru trawy, których głębokie systemy korzeniowe zatrzymywały wilgoć w glebie, zostały zastąpione roślinami uprawnymi o płytkich korzeniach. Gdy w latach 30. nadeszła susza, gleba, której nie wiązały już korzenie traw, łatwo zamieniała się w pył, który z łatwością przemieszczał się z wiatrem. Nastała epoka wielkich burz pyłowych. Chmury pyłu zasypywały wszystko na swojej drodze, niszcząc uprawy. Dopiero gdy skończył się okres susz i zaczęło więcej padać, zakończył się też Dust Bowl.
      Naukowcy z Columbia University i NASA postanowili zbadać, jak na ponowny Dust Bowl zareagowałby obecnie rynek żywności. Trzeba bowiem pamiętać, że USA są wielkim producentem i eksporterem żywności. Chcieliśmy sprawdzić, jak wieloletni spadek produkcji u dużego eksportera wpłynąłby na międzynarodowy handel i dostępność pożywienia, mówi doktor Alison Heslin, główna autorka badań.
      We współczesnym zglobalizowanym systemie handlowym problemy pojawiające się w jednym miejscu nie są ograniczane granicami państwowymi. Załamanie produkcji może wpływać na partnerów handlowych, których bezpieczeństwo żywności zależy od importu, dodaje uczona.
      Naukowcy stworzyli dwie alternatywne symulacje światowego handlu pszenicą. Następnie wprowadzili do nich czteroletni okres Dust Bowl ograniczony wyłącznie do USA.
      W pierwszym z modeli kraje najpierw użyły swoich rezerw, a następnie skompensowały niedobory zwiększając import i zmniejszając eksport. W ten sposób doszło do rozniesienia się fali niedoborów. W drugim ze scenariuszów przyjęto, że USA początkowo zmniejszają tylko eksport, na czym cierpią wszyscy partnerzy, a następnie wszystkie kraje kompensują niedobory zwiększając import.
      Analizy wykazały, że obecny wpływ Dust Bowl byłby podobny jak podczas oryginalnego Dust Bowl.
      Okazało się, że w ciągu czterech pierwszych lat Dust Bowl USA wyczerpałyby 94% swoich rezerw żywnościowych. Również wszystkie bez wyjątku kraje, które kupują pszenicę w USA, wyczerpałyby swoje rezerwy, mimo tego, że same nie doświadczyłyby spadku plonów. Oczywiście zapasy te byłyby też uzupełniane, ale i tak wielkość posiadanych rezerw znacząco by się skurczyła w porównaniu ze stanem wyjściowym.
      Skupiliśmy się na całym zestawie możliwych wydarzeń, szczególnie na zmianach w handlu, użyciu rezerw strategicznych oraz spadkach w konsumpcji, wyjaśnia profesor Jessica Gephard, współautorka badań. Zauważyliśmy, że doszłoby do zmiany umów handlowych, kraje kupujące zboże w USA zaczęłyby kupować je gdzie indziej, a na całym świecie doszłoby do spadku strategicznych rezerw pszenicy. W wielu wypadkach rezerwy te zostałyby całkowicie wyczerpane. To wskazuje, że takie wydarzenie spowodowałoby nie tylko wzrost cen w USA, ale też daleko poza granicami Stanów Zjednoczonych, dodaje Gephart.
      Z symulacji wynika, że trwający 4 lata Dust Bowl spowodowałby, że światowe rezerwy pszenicy spadłyby o 31%. Pod koniec 4-letniego okresu na świecie byłoby od 36 do 52 krajów, których rezerwy skurczyłyby się o ponad 75% w porównaniu do okresu sprzed Dust Bowl. Z kolei 10 krajów o największych rezerwach (Chiny, USA, Indie, Iran, Kanada, Rosja, Maroko, Australia, Egipt i Algieria) doświadczyłyby spadku rezerw o 15-22%.
      Jako, że świat posiada duże zapasy zboża, początkowo Dust Bowl nie wpłynąłby na poziom konsumpcji. Nawet kraje, które nie posiadają rezerw zboża byłyby w stanie początkowo zapewnić niezmienny poziom dostaw na rynek.
      Nasze wyniki pokazują, że ryzyka związane ze zmianami klimatycznymi nie dotyczą wyłącznie samego klimatu i lokalnie występujących ekstremalnych warunków pogodowych. To również ich wpływ na światowy handel. W kontekście bezpieczeństwa żywności wykazaliśmy, że posiadane rezerwy mogą, na pewien czas, stanowić bezpieczny bufor, jednak w miarę ich wyczerpywania mogą pojawić się niedobory żywności, mówi Heslin.
      Obecnie USA są trzecim największym na świecie eksporterem pszenicy. Zapewniają 13,6% dostaw na światowe rynki. Większymi eksporterami są jedynie Rosja (21,1%) i Kanada (14,2%).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rząd USA przygotowuje się na pandemię trwającą co najmniej 1,5 roku. Takie są założenia wdrażanego od niedawna planu przygotowań. Dziennikarze The New York Timesa zdobyli oficjalny raport [PDF], na potrzeby którego założono, że pandemia potrwa 18 miesięcy lub dłużej i może składać się z wielu fal zachorowań. Może to doprowadzić do pojawienia się niedoborów, które negatywnie odbiją się na amerykańskim systemie opieki zdrowotnej.
      Stustronicowy plan datowany jest na ostatni piątek. W tym samym dniu prezydent Trump ogłosił w Stanach Zjednoczonych stan wyjątkowy. W dokumencie stwierdzono, że prezydent mógłby uruchomić Defense Production Act (DPA) z 1950 roku, z epoki wojny koreańskiej. Ustawa daje prezydentowi prawo do nakazania przemysłowi zwiększenia produkcji krytycznych towarów, takich jak respiratory czy środki ochronne dla pracowników służby zdrowia.
      W dokumencie czytamy może dojść do niedoborów, które będą miały wpływ na system opieki zdrowotnej, służby ratunkowe i inne elementy krytycznej infrastruktury. Dotyczy to też niedoborów sprzętu diagnostycznego, leków, środków ochrony osobistej w niektórych regionach kraju. Autorzy dokumentu stwierdzają, że rządy stanowe i lokalne oraz krytyczna infrastruktura i kanały komunikacyjne mogą zostać przeciążone i mniej wiarygodne".
      Plan nie został utajniony, ale jest na nim adnotacja „Do użytku wewnętrznego. Nie do upubliczniania”. Na 100 stronach opisano działania, jakie powinny podjąć lub już podjęły, różne agendy rządowe.
      Wydaje się, że Waszyngton – krytykowany dotychczas za niedostateczne działania – wziął się do pracy. Członkowie Kongresu od pewnego już czasu wzywali prezydenta, by skorzystał z uprawnień, jakie nadaje mu Defense Production Act. Wdrożenie uprawnień nadanych prezydentowi przez DPA pozwoli rządowi federalnemu na rozpoczęcie działań i podjęcie agresywnych kroków, niezbędnych w obecnej sytuacji, stwierdził w liście do prezydenta demokratyczny senator Bob Menendez. Inni senatorowie zwracał uwagę, że uruchomienie DPA pozwoli Pentagonowi na dostarczenie służbie zdrowia 5 milionów pełnych masek ochronnych i 2000 wyspecjalizowanych respiratorów.
      Jeszcze w czwartek prezydent Trump wzbraniał się przed skorzystaniem z DPA. Dotychczas tego nie zrobiliśmy, ale jesteśmy gotowi. Jeśli będziemy chcieli, zrobimy to bardzo szybko. Od dwóch tygodni zastanawiamy się nad takim ruchem. Mam nadzieję, że nie będziemy potrzebowali takich działań. To poważna sprawa. Dzisiaj Trump ogłosił, że uruchamia przepisy Defense Production Act.
      Ustawa ta, uchwalona w 1950 roku w czasie wojny w Korei, bazuje na doświadczeniach z II wojny światowej. Początkowo dawała ona prezydentowi uprawnienia do nakazania przemysłowi produkcji towarów niezbędnych do obrony kraju. Z czasem rozszerzano te uprawnienia również na inne nadzwyczajne sytuacje.
      Na jej podstawie prezydent ma prawo decydować o uruchomieniu bezpośrednich kredytów lub gwarancji kredytowych oraz podejmowania innych działań mających na celu zachęcenie przemysłu do współpracy. Ma też prawo do zdecydowania o rozpoczęciu dystrybucji sprzętu medycznego i wyposażenia zgromadzonych w Strategicznej Rezerwie Narodowej, kierowaniu federalnych pieniędzy do poszczególnych stanów oraz decydowaniu, gdzie mają trafić krytyczne zasoby tak, by wysyłano je w najbardziej potrzebujące regiony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Im politykowi bliżej do myślistwa, tym gorsze jego nastawienie do wilków. Wskazują na to analizy wypowiedzi parlamentarzystów zawarte w sejmowych stenogramach.
      Niewiele jest gatunków dzikich zwierząt, które by tak rozpalałyby dyskutantów, jak wilk. Polskie organizacje pozarządowe już od początku lat 90. XX wieku prowadziły kampanie na rzecz jego ochrony. Dzięki temu, po wiekach eksterminacji, a następnie dekadach intensywnej eksploatacji łowieckiej, wilk jest ściśle chroniony w całym kraju od 1998 r. Jednak nieustannie trwa ożywiona debata na temat jego statusu prawnego.
      Nastawienie polityków do ochrony wilka nie jest zależne od ich politycznych barw, lecz od związku z łowiectwem. Im polityk był bliższy myślistwu, tym bardziej negatywnie wypowiadał się na temat samego drapieżnika
      Literatura politologiczna wskazywała, że zagadnienia ochrony przyrody są bliższe partiom lewicowym, podczas gdy partie prawicowe mają do przyrody bardziej utylitarne podejście. Naukowców intrygowało więc, czy podobnie jest w kwestii ochrony wilka. Aby to sprawdzić, przeanalizowali wypowiedzi polityków od 1989 r., zawarte m.in. w stenogramach sejmowych. Wyniki badań ukazały się w najnowszym numerze czasopisma Zoophilologica. Polish Journal of Animal Studies.
      Rezultaty naszych analiz nie potwierdziły przewidywań wynikających z wcześniejszych badań na temat nastawienia polityków do ochrony przyrody – wyjaśnia główny autor badań, Michał Figura, absolwent politologii na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, cytowany w materiale przesłanym PAP. Okazało się, że nastawienie polityków do ochrony wilka nie jest zależne od ich politycznych barw, lecz od związku z łowiectwem. Im polityk był bliższy myślistwu, tym bardziej negatywnie wypowiadał się na temat samego drapieżnika.
      Eksperci w swoim artykule podkreślili także rolę, jaką w ochronie dzikich zwierząt pełnią organizacje społeczne. Zaraz po przemianach demokratycznych w 1989 r. w Polsce zaczęły powstawać oddolne ruchy społeczne, skupiające się na zachowaniu resztek dzikiej przyrody – podkreśla współautor badań dr hab. Robert Mysłajek z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. I to właśnie im zawdzięczamy ochronę wielu cennych gatunków, w tym wilka i rysia.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...