Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' zwierzęta'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Od 1993 roku działania naukowców i ekologów zapobiegły wymarciu co najmniej 28 gatunków ssaków i ptaków, uważają uczeni z Newcastle University i BirdLife International. Wyniki badań międzynarodowego zespołu naukowego zostały opublikowane w piśmie Conservation Letters. Ich autorzy oceniali, ile gatunków ssaków i ptaków by wyginęło, gdyby nie podjęto działań ochronnych. Gatunkami, które zostały w ten sposób uratowane są m.in. portorykańska endemiczna papuga amazonka niebieskoskrzydła, koń Przewalskiego, żyjący w Brazylii ptak mrówiaczek ciemnoskrzydły, ryś iberyjski czy zamieszkujący Nową Zelandię ptak szczudłak czarny. Fakt, że gatunki te wciąż istnieją, zawdzięczamy intensywnym działaniom mającym na celu ich ochronę. Jednak los tych gatunków jest wciąż niepewny. Większość z nich jest krytycznie zagrożonych. Szacuje się na przykład, że żyje mniej niż 30 osobników mrówiaczka ciemoskrzydłego, dla którego głównym zagrożeniem jest wycinka lasów deszczowych. Badania wykazały, że gdyby nie działania na rzecz ochrony, to od roku 1993 wyginęłoby od 21 do 32 gatunków ptaków i od 7 do 16 gatunków ssaków. Naukowcy określili też, jakie działania przyniosły największy skutek. Okazuje się, że w przypadku 21 gatunków ptaków ważne było zwalczanie gatunków inwazyjnych, w przypadku 20 gatunków istotną rolę odegrała hodowla w niewoli, a w przypadku 19 – ochrona habitatów. Jeśli zaś chodzi o ssaki to 14 gatunków przetrwało dzięki wprowadzeniu odpowiednich przepisów, a 9 dzięki reintrodukcji i hodowli w niewoli. Zespół naukowy, na którego czele stali doktor Rike Bolem i profesor Phil McGowen z Newcastle University oraz doktor Suart Butchard z BirdLife International posłużył się danymi przekazanymi przez 137 ekspertów zajmujących się populacjami dzikich zwierząt, zagrożeniami i trendami w tych populacjach. Na podstawie dostarczonych danych oszacowano prawdopodobieństwo, z jakim bez działań ochronnych dany gatunek by wyginął. Jednym z takich ocalonych gatunków jest amazonka niebieskoskrzydła z Portoryko. Liczebność tego niegdyś powszechnie występującego gatunku spadła w 1975 roku do 13 osobników żyjących na wolności. Od 2006 roku podejmowane są wysiłki w celu reintrodukcji gatunku w Rio Abajo State Park. W 2017 roku huragany zabiły całą oryginalną populację, pozostawiając przy życiu tylko populację reintrodukowaną. Bez reintrodukcji amazonka niebieskoskrzydła wyginęłaby na wolności. Inna jest historia konia Przewalskiego. Gatunek ten wyginął na wolności w latach 60. ubiegłego wieku. W latach 90. podjęto wysiłki na rzecz reintrodukcji, a w 1996 roku urodził się pierwszy koń Przewalskiego na wolności. Obecnie dzika populacja tego gatunku liczy ponad 760 osobników. Nie zawsze jednak informacje są tak optymistyczne. Bardzo szybko spada populacja krytycznie zagrożonego morświna kalifornijskiego, a ekologom i naukowcom udało się jedynie spowolnić ten spadek. Bez wzmożenia wysiłków oraz woli politycznej decydentów gatunek może wkrótce wyginąć. To niezwykle pocieszające, że niektóre badane przez nas gatunki odradzają się. To pokazuje, że wysiłki na rzecz ratowania bioróżnorodności przynoszą efekt. Widzimy, że możliwe jest zapobieżenie wymieraniu gatunków, mówi Bolam. Profesor McGowan przypomina jednak, że w tym samym czasie wyginęło lub prawdopodobnie wyginęło aż 15 gatunków ptaków i ssaków. « powrót do artykułu
  2. Alhambra, warowny zespół pałacowy w Grenadzie, jest jednym z najczęściej odwiedzanych zabytków świata. Fotograf Ugo Mellone patrzy jednak na wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO obiekt w nieco inny sposób. Mauretańska architektura z XIII w. obfituje bowiem w liczne fontanny, sadzawki i arterie wodne, które zapewniają miejsce do życia różnym zwierzętom, głównie płazom. Z zainteresowania nimi wziął się projekt Mellonego Dzika Alhambra (Wild Alhambra). Istnieją dowody, że w Alhambrze i Generalife - letniej rezydencji z ogrodami - od setek lat występowały żaby i traszki. Alhambrę zamieszkuje 5 gatunków płazów. Ropucha szara (Bufo spinosus) i żaba pirenejska (Pelophylax perezi) są najliczniejsze i ławo je wypatrzeć. Do rzadszych należą traszka Waltla (Pleurodeles waltl), pętówka Alytes dickhilleni i krągłojęzyczka zachodnioiberyjska (Discoglossus galganoi). Traszka Waltla była kiedyś rozpowszechniona w Alhambrze. Po reintrodukcji jej populacja ponownie się rozrasta. Jakiś czas temu z wysychających okolicznych stawów uratowano setki kijanek. Zostały one wypuszczone w zbiornikach Alhambry. Po kilku takich akcjach obecnie P. waltl rozmnażają się w swoim nowym domu. W ramach monitoringu i działań mających na celu ochronę zamontowano w Alhambrze specjalne minirampy, po których traszki mogą się przemieszczać. Specjaliści podkreślają, że traszki trafiły również do sztuki. W Muzeum Alhambry znajduje się np. misa ozdobiona ich wizerunkami. W zbiornikach wodnych Alhambry żyje też wąż polujący na płazy - zaskroniec żmijowy (Natrix maura). Ugo Mellone urodził się w 1983 r. w Lecce we Włoszech. Zainteresowanie przyrodą sprawiło, że zajął się fotografią natury i biologią (pierwszą lustrzankę kupił w 1999 r.). Po 10 latach badań terenowych nad migracją ptaków drapieżnych w 2013 r. uzyskał stopień doktora. Obecnie pracuje jako wolny strzelec: przyjmuje zlecenia związane z fotografią, badaniami i dokumentami przyrodniczymi. Mellone podkreśla, że mieszkał już w 4 krajach (Włoszech, Hiszpanii, Szwecji i Argentynie) i podróżował do wielu innych. Obecnie mieszka w Grenadzie i zajmuje się projektami dotyczącymi basenu Morza Śródziemnego i Afryki Północnej. « powrót do artykułu
  3. W laboratorium Jimeny Berni w Sydney larwy muszek owocówek przemieszczają się w szalkach w poszukiwaniu jedzenia. Uczona wie, że larwy są wiecznie głodne i gdy tylko mogą poszukują pożywienia. Jednak w przypadku tych akurat larw sam sposób poszukiwania żywności był zaskakujący. Berni zmodyfikowała je bowiem genetycznie tak, by nie tylko nie miały funkcjonalnego mózgu, ale również by nie odbierały sygnałów dotykowych z otoczenia. Berni, która specjalizuje się w badaniu układu nerwowego Drosophila, chciała wiedzieć, co powoduje, że larwa nadal żeruje, mimo iż została pozbawiona neuronów pozwalających jej na kontrolowanie mięśni oraz pozbawiona sygnałów z zewnątrz. Okazało się, że larwy poruszały się według szczególnego wzorca, który jest dobrze znany współpracownikowi Berni, profesorowi Davidowi Simsowi z Marine Biological Association w Plymouth w Wielkiej Brytanii. Sposób poszukiwania pożywienia przez larwy owocówki był taki, jak... wykorzystywany przez rekiny. Zwykle o tym, co zrobić dalej decydujemy dzięki odbieraniu sygnałów z otoczenia i łączeniu ich z informacjami przechowywanymi w mózgu. Jednak wielu zwierzętom brakuje użytecznych informacji np. pomagających ich znaleźć pożywienie. W takim wypadku, jak wiemy od ponad dwóch dekad, wiele gatunków zwierząt stosuje specyficzny typ przypadkowego ruchu, zwanego ruchem Levy'ego. To połączenie chaotycznych ruchów zestawione w odpowiedniej proporcji z ruchem po linii prostej. Tak np. poszukują pożywienia rekiny, albatrosy czy lisy. Kręcą się przez jakiś czas po swojej okolicy, a gdy niczego nie znajdą, przemierzają pewien odcinek w linii prostej i znowu zaczynają chaotycznie przeczesywać okolicę. Jako, że wiele gatunków wykorzystuje ruch Levy'ego, sugeruje to, że ewolucja wyposażyła układ nerwowy zwierząt w możliwość generowania spontanicznego wzorca poszukiwań, który jest bardziej efektywny niż inne strategie poszukiwania na ślepo. Biolodzy zainteresowali się ruchem Levy'ego, gdy w 1996 roku Ganghi Vishwanathan i jego zespół stwierdzili, że trasa lotu albatrosów wygląda, jak ruchy Levy'ego. Byłem wtedy doktorantem i chciałem lepiej zrozumieć wolną wolę, mówi Viswanathan, który obecnie jest profesorem fizyki na Federalnym Uniwersytecie Rio Grand do Norte w Brazylii. Uczony chciał przeanalizować wzorzec przemieszczania się ludzi, by sprawdzić, czy można do tego dopasować jakieś zasady statystyki. Jednak nie dysponował użytecznymi danymi. Okazało się, że istnieją informacje na temat ruchu albatrosów, więc uczony zajął się właśnie nim. Jego odkrycie, że albatrosy wykorzystują ruch Levy'ego, spotkało się z dużym zainteresowaniem biologów i ekologów, a sam Viswanathan zaczął bliżej badać to zagadnienie. Trzy lata później opublikował kolejną pracę, w której dowodził, że ruch Levy'ego to – z matematycznego punktu widzenia – najlepsza strategia poszukiwania pożywienia w sytuacji, gdy nie mamy żadnych danych na temat jego lokalizacji. Praca zdobyła wielki rozgłos i wywołała równie wielkie kontrowersje. Trudno bowiem było uwierzyć, że zwierzęta spontanicznie wykorzystują najlepsze matematyczne strategie. Ponadto wciąż brak było większej liczby obserwacji to potwierdzających. Zoolodzy nie dysponowali dokładnymi danymi dotyczącymi sposobu poruszania się zbyt wielu gatunków dzikich zwierząt, a matematycy nie dysponowali odpowiednimi metodami ich analizowania. Jednak niektórzy uczeni postanowili bliżej przyjrzeć się temu problemowi. Jednym z nich był Sims. Jego badania długoszparów wykazały, że rzeczywiście w poszukiwaniu planktonu wykorzystują one ruch Levy'ego. Było to tak widoczne w uzyskanych danych, że Sims przeanalizował dostępne informacje dotyczące ruchu żarłaczy błękitnych, samogłowowatych, pingwinów, tuńczyków i żółwi skórzastych. Wszędzie, w większym lub mniejszym stopniu, widoczne były ruchy Levy'ego. Coraz więcej dowodów wskazywało na to, że gdy zwierzę nie pamięta, gdzie jest pożywienie, lub gdy nie ma żadnych informacji na ten temat, spontanicznie wykorzystuje ruchy Levy'ego. W środowisku biologów pojawił się spór o to, czy wykorzystywanie ruchów Levy'ego wyewoluowało dlatego, że jest to najlepsza strategia znalezienia pożywienia czy też zwierzęta stosują tę strategię, gdyż wiedzą, że pożywienie i informacja na jego temat jest rozłożona tak, a nie inaczej. Wiemy bowiem, że niektóre gatunki małp wykorzystują ruchy Levy'ego gdy eksplorują otoczenia, ale wszystko wskazuje na to, że jednak wykorzystują zmysły do odnalezienia w ten sposób pożywienia. Nie są to więc ruchy spontaniczne. Co więcej, wiemy też, że ruchy Levy'ego są wykorzystywane m.in. przez limfocyty T podczas poruszania się w mózgu czy też przez pyłki i nasiona podczas rozprzestrzeniania się otoczeniu. Jest to więc zagadnienie złożone, wykraczające poza pojedyncze przypadki i mechanizmy. Np. niektórzy naukowcy twierdzą, że przyczyną wykorzystywania przez albatrosy ruchów Levy'ego jest fakt, że w rzeczywistości zapachy roznoszą się zgodnie z ruchami Levy'ego, a albatrosy jedynie podążają ich drogą. I właśnie po to, by sprawdzić prawdziwość tej hipotezy, Berni i Sims przeprowadzili eksperymenty na larwach owocówek. Pozbawili je mózgu i wszelkich zmysłów, by sprawdzić, czy ruchy Levy'ego są generowane spontanicznie czy też są odpowiedzią na sygnały z zewnątrz. Ich najnowsze badania wykazały, że zwierzęta pozbawione sygnałów z zewnątrz spontanicznie korzystają z ruchów Levy'ego. Teraz już nie powinniśmy pytać czy ale kiedy zwierzęta wykorzystują ruchy Levy'ego. Ponadto wrodzona zdolność do ich generowania musi mieć podłoże ewolucyjne, mówi Viswanathan. Berni i jej zespół rozpoczęli już kolejny etap badań. Wyizolowali układ nerwowy owocówki i badają jego aktywność pod mikroskopem. Do pracy zaangażowano też zaawansowane modele matematyczne. Inne grupy naukowe prowadzą badania, które wskazują, że rych Levy'ego są wykorzystywane też przez nicienie i dżdżownice. « powrót do artykułu
  4. W Wadi Al-Zulma w Synaju Północnym odkryto jaskinię z unikatowymi reliefami zwierząt. Aymen Ashmawi z egipskiego Ministerstwa Starożytności podkreśla, że sceny przedstawione w jaskini są zupełnie inne od tych znalezionych na terenie Synaju Południowego (chodzi o styl artystyczny/sposób wykonania). Jaskinia znajduje się w trudno dostępnym górzystym terenie, ok. 60 km na wschód od Kanału Sueskiego i ok. 90 km na południowy wschód od Kantary. Trwają badania, które określą wiek płaskorzeźb. Dr Hisham Hussein opowiada, że większość odkrytych scen wyrzeźbiono na wewnętrznych ścianach jaskini. Przedstawiają one wielbłądy, jelenie, muły czy osły. Około 200 m na południowy zachód od jaskini znajdują się pozostałości okrągłych kamiennych budynków. To najprawdopodobniej dawna osada. Yahya Hassanein ujawnił, że głębokość opisywanej jaskini sięga 15 m, a wysokość wynosi 20 m (jest ona ponoć większa niż udokumentowanej niedawno jaskini Zaranig). Na jej dnie znajduje się sporo szczątków zwierzęcych i popiołu z paleniska, co wskazuje na długie użytkowanie. Wapienna jaskinia mogła być schronieniem zarówno dla ludzi, jak i dla stad. « powrót do artykułu
  5. Badacze z Imperial College London opracowali czujnik, który pozwala monitorować parametry życiowe zwierząt i ludzi, odpowiednio, przez futro i ubranie. Zespół porównuje swój wynalazek do elastycznej głowicy stetoskopu. Autorzy artykułu z pisma Advanced Functional Materials wyliczają, że za pomocą ich rozciągliwego kompozytowego przetwornika akustycznego można monitorować np. tętno czy częstość oddechu. Nie przeszkadza przy tym sierść i do 4 warstw ubrania. Brytyjczycy uważają, że ich wynalazek przyda się nie tylko właścicielom zwierząt, ale i weterynarzom, którzy by monitorować stan zwierzęcia w czasie operacji, nie będą musieli golić jego futra. Ekipa wspomina też o usprawnieniu pracy psów tropiących, poszukujących bomb i zaginionych osób. W przypadku ludzi można by mierzyć parametry życiowe przez ubranie, bez kontaktu ze skórą. Uważa się, że ubieralne rozwiązania odegrają ważną rolę w monitorowaniu zdrowia i wczesnym wykrywaniu chorób. Nasza rozciągliwa, elastyczna propozycja to całkowicie nowy typ czujnika do monitorowania zdrowia zwierząt i ludzi przez sierść lub ubranie - podkreśla dr Firat Guder. W przypadku ludzi mamy sporo różnych urządzeń monitorujących, lecz dla psów, kotów i innych zwierząt nie ma obecnie zbyt wielu ubieralnych opcji. Brytyjczycy sugerują, że jednym z powodów jest to, że dzisiejsze rozwiązania nie spełniają swojej funkcji przez futro. Rozwiązanie zaprezentowane przez zespół z Imperial College London jest wytwarzane kilkuetapowo. Najpierw do formy wlewa się ciekły, odgazowany silikon. Gdy częściowo zastygnie (trwa to ok. 2 godzin), usuwa się go z formy i wypełnia demineralizowaną wodą. Na wodę ponownie wylewa się ciekły silikon, który całkowicie ją enkapsuluje. Następnie przy brzegu montuje się mikrofon z potrzebną elektroniką i na to nakłada się jeszcze jedną warstwę silikonu. Końcowym etapem jest montaż uprzęży. Czujnik [z kompozytowego materiału] działa jak elastyczny stetoskop, który wypełnia przerwy między sobą a podłożem, tak że nie występują bąble powietrza, które mogłyby tłumić dźwięk - wyjaśnia Yasin Cotur. Dźwięk jest przetwarzany na sygnał cyfrowy, przekazywany do pobliskiego przenośnego komputera. Na początku kompozytowy przetwornik przetestowano na symulowanych dźwiękach serca. Później eksperymenty (fonokardiografię) prowadzono na 5 ludzkich ochotnikach, którzy mieli na sobie do 4 warstw ubrania, i na psie - zdrowym labradorze - przyzwyczajonym do uprzęży. By dokładniej ocenić osiągi czujnika, podczas wykonywania fonokardiografii za jego pomocą elektryczną aktywność serca mierzono także za pomocą konwencjonalnej metody EKG (tutaj elektrody mocuje się do skóry). Oba zapisy dawały silnie skorelowane sygnały. Naukowcy podkreślają, że czujniki mogą znaleźć zastosowanie u psów tropiących. Są one trenowane, by namierzać urządzenia wybuchowe czy ludzi. Gdy znajdą np. bombę, powiadamiają opiekuna (siadają i zaczynają szczekać). Ich tętno i częstość oddechu rosną w oczekiwaniu na nagrodę. Brytyjczycy tłumaczą, że zachowanie powiadamiające może być trudne do ilościowego zmierzenia. Jeśli jednak za pomocą nowego czujnika zmierzy się normalne wartości tętna i częstości oddechu danego psa, wiadomo będzie, jak bardzo w danym momencie parametry te od nich odbiegają. Na podstawie pomiaru poziomu ekscytacji psa wbudowany algorytm będzie mógł określić siłę reakcji psa na wykrywany zapach i ustalić, jak bardzo zwierzę jest pewne, że znalazło dobry obiekt. Na razie urządzenie testowano tylko na psach i ludziach. Teraz badacze chcą przystosować je do innych zwierząt domowych, a także koni i trzody. Ekipa pracuje też nad zintegrowaniem czujnika ruchu, tak by dało się monitorować ruchy zwierzęcia w czasie rzeczywistym. Algorytm sztucznej inteligencji mógłby wskazywać, czy zwierzę stoi, siedzi czy leży, a także, w którą stronę jest zwrócone. Dane przekazywano by do aplikacji na smartfony. Dzięki temu właściciel wiedziałby, jak zwierzę się czuje i gdzie się w danym momencie znajduje.   « powrót do artykułu
  6. Specjaliści z Uniwersytetu Australii Południowej przeprowadzili w Adelaide Zoo pilotażowe badania, podczas których wykazali, że filmując zwierzęta za pomocą kamery cyfrowej o wysokiej rozdzielczości, można określić bez znieczulania ich parametry życiowe, np. puls. Podczas testów przedstawicieli różnych gatunków (pandę wielką, lwa, tygrysa sumatrzańskiego, orangutana, pawiana płaszczowego, koalę, kangura rudego, alpakę i pingwina małego) filmowano z odległości od 3 do 40 m. Wychwycono w ten sposób lekkie ruchy klatki piersiowej, wskazujące na puls i częstość oddechów. Naukowcy nagrywali filmy bez dodatkowego oświetlenia; przez 1-3 min dla każdego zwierzęcia. Jak podkreślają autorzy artykułu z pisma Sensors, z każdego wideo wycinano 1 min, gdy zwierzę najmniej się ruszało (w ten sposób eliminowano artefakty ruchowe niezwiązane z procesami wewnętrznymi). Prof. Javaan Chahl podkreśla, że w ramach eksperymentu nagrano sygnały pulsu i oddechu wszystkich zwierząt. Badanie przeprowadzono bez jakiegokolwiek kontaktu fizycznego ze zwierzętami i bez zaburzania ich codziennych zachowań/zwyczajów. Dotąd monitorowanie parametrów życiowych dzikich zwierząt wymagało wykorzystania specjalistycznego sprzętu i zazwyczaj wiązało się z przeszkadzaniem im [...]. Wykazaliśmy, że kamery cyfrowe mogą z powodzeniem wyekstrahować sygnały sercowo-płucne zwierząt funkcjonujących w środowisku ogrodu zoologicznego. Technika wymaga dopracowania i walidacji, ale [już teraz] pokazuje, że zwierzęta można zdalnie monitorować pod kątem problemów zdrowotnych. Pozwala to na wcześniejsze wykrycie choroby i zmniejszenie liczby wizyt u weterynarza (po wcześniejszym znieczuleniu). Naukowcy planują testy z dalszej odległości - kilkuset metrów - w Monarto Safari Park. W przyszłości chcieliby w ten sposób monitorować na wolności kluczowe parametry życiowe zagrożonych gatunków.   « powrót do artykułu
  7. Australijski Departament Rolnictwa, Wody i Środowiska opublikował wstępną listę 113 gatunków zwierząt, które będą wymagały pilnej pomocy z powodu tegorocznych pożarów. Na liście znalazły się te gatunki, które straciły znaczną liczbę osobników oraz duże połacie habitatów. Pożary zepchnęły kilka gatunków na skraj zagłady Niemal wszystkie wymienione gatunki utraciły co najmniej 30% habitatów. Najbardziej pomocy potrzebują koale, walabie oraz liczne gatunki ptaków, ryb i żab. Na liście najbardziej dotkniętych pożarami gatunków znajdziemy 13 gatunków ptaków, 20 gatunków gadów, 5 gatunków bezkręgowców, 19 gatunków ssaków, 22 gatunki skorupiaków i 17 gatunków ryb. Gatunki, którym potrzebna jest pilna pomoc to, m.in. skrajnie zagrożona papużka trawna, również skrajnie zagrożony koralicowiec królewski, zagrożona wolatucha wielka, zagrożony grubogonik endemiczny, zagrożony koala czy skrajnie zagrożony żółw Myuchelys georgesi. Specjalny panel naukowy, który opracował listę, ostrzegł też, że kilka gatunków „grozi szybkie wyginięcie”, gdyż pożary zniszczyły niemal cały ich habitat. Gatunki te to między innymi żaba Philoria pughi, scynk z gatunku Eulamprus leuraensis czy wspomniany już gruboogonik endemiczny. Inne gatunki, jak np. koala, poniosły tak duże straty, że konieczna jest natychmiastowa interwencja w celu ich odrodzenia. Znaczna część gatunków z listy była już wcześniej zagrożona lub skrajnie zagrożona. Teraz ich sytuacja uległa pogorszeniu. Ale podobnie stało się w przypadku tych gatunków, które dotychczas uważano za bezpieczne. Pożary zabiły taką liczbę zwierząt i zniszczyły tak dużo habitatów, że i te gatunki mogą zostać uznane za zagrożone. Obecnie specjaliści przygotowują listę, na której znajdą się najbardziej poszkodowane przez pożary gatunki roślin i bezkręgowców. Autorzy listy zastrzegają, że na całkowitą ocenę wpływu pożarów na środowisko musimy jeszcze poczekać, gdyż w wielu miejscach pożary wciąż szaleją. Z pełną listą można zapoznać się tutaj. « powrót do artykułu
  8. W jaskini w miejscowości L'Espluga de Francolí w prowincji Tarragona w Hiszpanii odkryto wyryte w skale wizerunki zwierząt, w tym koni czy woła, a także abstrakcyjne symbole; w sumie jest ich ponad 100. Datowanie wskazuje, że mają ok. 15 tys. lat. Lokalne media nazywają znalezisko katalońską Altamirą. O rzeźbach poinformowano w piątek (7 lutego). Archeolodzy podkreślają, że są bardzo delikatne i może je uszkodzić nawet dotyk. Parę dni po powodzi z 22 października 2019 r. naukowcy rozpoczęli ekspedycję do jaskini Font Major, by ocenić jej potencjał archeologiczny. Dokonaliśmy niesamowitego, nieoczekiwanego odkrycia - podkreśla dyrektor projektu badawczego Josep Maria Vergès, który dodaje, że część rzeźb mogła ulec zatarciu w wyniku erozji i działalności człowieka. Nim bowiem stała się obszarem chronionym, ta część jaskini była obowiązkowym punktem wielu wycieczek. Nieświadomi istnienia wizerunków, turyści dotykali ścian, a nawet wykonywali własne graffiti. Eksperci datują rzeźby na górny paleolit (okres magdaleński); niektóre mogą jednak być nieco starsze, a inne pochodzą z neolitu. Czterdzieści rzeźb to przedstawienia zwierząt, reszta to abstrakcyjne znaki. Naukowcy wyjaśniają, że wykonano skanowanie sanktuarium jaskiniowego w 3D. Obecnie trwają prace nad dokumentacją w postaci zdjęć w wysokiej rozdzielczości. Umożliwi to przeprowadzenie analiz i stworzenie symulacji tej części jaskini. To coś wyjątkowego w kontekście Katalonii i północnego wschodu Półwyspu [Iberyjskiego] - zaznacza Vergès. Rząd zapowiedział, że płaskorzeźby zostaną uznane za narodowe dobro kulturowe (Bé Cultural d'Interès Nacional).   « powrót do artykułu
  9. W Fukushimie kwitnie dzikie życie. To kolejny, po Czernobylu, obszar katastrofy nuklearnej, gdzie po wyprowadzeniu się ludzi i mimo radioaktywnego skażenia, powróciła dzika przyroda. Takie wnioski płyną z badań zespołu naukowego z University of Georgia, który przeanalizował ponad 267 000 zdjęć wykonanych w Fukushimie i zauważył na nich przedstawicieli ponad 20 gatunków zwierząt, w tym dziki, zające, lisy, bażanty, makaki i szopy. Nasze badania to pierwszy dowód na obecność i obfitość dzikich zwierząt w strefie ewakuowanej w Fukushimie, mówi profesor James Beasley. Szczególnie widoczny jest wzrost liczebności tych gatunków, które zwykle wchodzą z ludźmi w konflikty, jak dziki. Zdjęcia pochodziły ze 106 aparatów pułapkowych umieszczonych w trzech strefach. Jedna z nich to strefa całkowitej ewakuacji ludzi, gdzie poziom zanieczyszczeń jest największy. Druga to strefa o ograniczonej obecności ludzi, ze średnim poziomem zanieczyszczenia. W końcu strefa trzecia to ta, w której ludzie pozostali. Wszystkie trzy strefy zostały ustanowione przez japoński rząd w 2011 roku. W ciągu 120 dni aparaty wykonały ponad 46 000 zdjęć dzików. Ponad 26 000 z nich wykonano w strefie całkowitej ewakuacji, 13 000 w strefie o ograniczonym dostępie, a w strefie zamieszkanej było to 7000 zdjęć. Podobny wzorzec zauważono w przypadku innych zwierząt. Naukowcy podkreślają, że nie badali stanu zdrowia populacji zwierząt. Naukowcy brali za to pod uwagę inne zmienne, jak odległość od dróg, pora dnia, w której zwierzęta były aktywne, rodzaj roślinności, typ terenu czy jego wysokość nad poziomem morza. Mamy tutaj różne typy terenów, od górskich po habitaty wybrzeża morskiego. [...] Opierając się na tych analizach stwierdziliśmy, że głównymi czynnikami wpływającymi na obfitość występowania zwierząt są poziom ludzkiej aktywności, wysokość nad poziomem morza i typ habitatu, a nie poziom promieniowania, mówi Beasley. Badania wykzały też, że wzorce aktywności większości gatunków są zgodne z tym, co o nich wiemy. Szopy, które zwykle są aktywne nocą, pozostały aktywne nocą, a bażanty, aktywne za dnia, były aktywne za dnia. W przypadku dzików zauważono jednak różnicę. Na obszarze niezamieszkanym były one bardziej aktywne za dnia niż na obszarze zamieszkanym, co sugeruje, że gdy nie ma ludzi, modyfikują swoje zachowanie. Jednak najbardziej interesujące spostrzeżenie dotyczyło zachowania serau kędzierzawego. To duży ssak podobny do kozy. Zwykle zwierzęta te unikają ludzi, jednak w przypadku Fukushimy okazały się najbardziej aktywne na wyżej położonych terenach wiejskich zamieszkanych przez ludzi. Naukowcy sądzą, że serau unikają w ten sposób szybko rosnącej populacji dzików w strefie ewakuowanej. Wśród dzikich zwierząt, które odradzają się w Fukushimie są m.in. lis, paguma chińska, łasica, jeleń wschodni i niedźwiedź himalajski. « powrót do artykułu
  10. Około 480 milionów zwierząt zginęło w olbrzymich pożarach, które od września trawią australijski busz. Takich wyliczeń dokonali naukowcy z University of Sydney, którzy mówią, że w tej liczbie znajduje się niemal 8000 (30%) koali z ich głównego habitatu w Nowej Południowej Walii. W regionie tym, położonym o 390 kilometrów na północ od Sydney mieszkało do niedawna około 28 000 koali. Ekolodzy obawiają się, że w najbliższej przyszłości czekają nas duże spadki populacji tego zagrożonego gatunku. Koala poruszają się zbyt wolno, by uciec przed ogniem. Jako, że pożary wciąż trwają, wiele ciał nigdy nie zostanie odnalezionych. Obecne szacunki są dokonywana na podstawie powierzchni zniszczonego habitatu, w którym zamieszkują koala. Podczas tegorocznego sezonu pożarów w całej Australii spłonęło już ponad 5 milionów hektarów buszu, z czego 3,4 miliona hektarów w samej Nowej Południowej Walii. W stanie tym żyje znaczna część populacji tych zwierząt. W internecie krążą zdjęcia koali uratowanych przez ludzi czy filmy ze zwierzętami, które same szukają u ludzi pomocy. Populacja koali od lat się kurczy. W latach 1990–2010 w stanach Nowa Południowa Walia i Queensland zmniejszyła się ona o 42%. Obecne pożary doprowadziły do dalszych dramatycznych spadków. Liczba koali zmniejsza się od 20 lat. Niszczymy tysiące hektarów ich habitatu, który przeznaczamy na rolnictwo i pozyskiwanie drewna. Zmniejszamy też ich habitat pośrednio, powodując zmiany klimatyczne, poinformował James Tremain, rzecznik prasowy Rady Ochrony Środowiska Nowej Południowej Walii. Zawodowa straż pożarna nie daje sobie rady z pożarami. Na pomoc ruszyła Ochotnicza Straż Pożarna. Ochotnicy zwykle nie otrzymują wynagrodzenia lub jest ono symboliczne, jednak obecna sytuacja jest tak dramatyczna i wymaga od nich tak wielkiego zaangażowania, że po licznych sporach politycy w końcu zdecydowali, że członkowie OSP otrzymają pomoc finansową. Władze Australii dość lekko podchodzą do sytuacji w kraju. Oficjalnie – wbrew stanowisku naukowców i byłych oraz obecnych szefów służb ratunkowych – zaprzeczają, by pożary miały związek z globalnym ociepleniem. Premier kraju wyjechał z rodziną na Hawaje, ale pod wpływem krytyki, skrócił wakacje i wrócił do kraju. Niedługo po tym na zagraniczne wakacje wybrał się minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Nowej Południowej Walii, który oświadczył, że jeśli będzie trzeba, to natychmiast wróci. W związku z bardzo wysokimi temperaturami, olbrzymimi pożarami i ryzykiem wybuchu nowych, pojawił się apel, by władze Sydney zrezygnowały z noworocznego pokazu fajerwerków. Pokaz się jednak odbędzie.   « powrót do artykułu
  11. Z otwartego w 1999 r. Rafah Zoo w Strefie Gazy ewakuowano 47 zwierząt, w tym lwy, małpy czy jeżozwierze. Przedstawiciele organizacji Four Paws ujawniają, że trafiły one do rezerwatu w Jordanii. W zoo zostały tylko ptaki. Fathy Jomaa, właściciel Rafa Zoo, skontaktował się z Four Paws, prosząc o pomoc w przewiezieniu zwierząt. Na czas długiej, bo 300-km, podróży przez Izrael zostały one uśpione. Four Paws podkreśla, że wcześniej w tym roku zginęły 4 lwiątka. Dwa z ocalonych lwów trafią ostatecznie do RPA. Weterynarz Amir Khalil powiedział w wywiadzie udzielonym BBC, że z czasem klatki stały się zbyt małe dla mieszkańców Rafah Zoo. Organizacja Four Paws zainteresowała się panującą tu sytuacją, gdy za pomocą nożyc ogrodowych lwicy usunięto pazury, tak by mogła bawić się ze zwiedzającymi. Organizacje zajmujące się prawami zwierząt ostro potępiły warunki panujące w Rafah Zoo. Winą za zaistniałą sytuację Jomaa obarczył izraelskie i egipskie blokady Gazy. Kiedy wychowujemy kota przez tydzień czy miesiąc, tracąc go, odczuwamy smutek. Jak można się więc czuć przy rozstaniu ze zwierzętami, z którymi pracowało się 20 lat? - pyta retorycznie Jomaa. Nad wywiezieniem zwierząt ubolewają też lokalni mieszkańcy. Zoo to jedyne miejsce, gdzie można sobie zrobić przerwę [od realiów codziennego życia]. To jedyne miejsce z rozrywką dla naszych dzieci - mówi Husam Sabawei. « powrót do artykułu
  12. Na peruwiańskim stanowisku archeologicznym Huanchaquito-Las Llamas odkryto największy w Amerykach zbiór szczątków dzieci i lam poświęconych podczas rytuałów religijnych. W XV wieku, gdy na północnym wybrzeżu Peru dominowało państwo Chimu podczas jednej z uroczystości religijnych zabito ponad 140 dzieci i ponad 200 lam. W najnowszym numerze PLOS ONE opublikowano właśnie wyniki badań, prowadzonych od roku 2011 przez Gabriela Prieto i jego zespół z Universidad Nacional de Trujillo. Wykopaliska ujawniły, że na powierzchni około 700 metrów znajdują się szczątki ludzi, niemal wyłącznie dzieci, oraz młodych zwierząt. Stwierdzono, że zwierzęta to najprawdopodobniej lamy, chociaż nie można wykluczyć, że to alpaki. Natomiast na szczątki ludzi składały nie niemal wyłącznie zwłoki dzieci w wieku 5–14 lat. Nacięcia mostka i przesunięte żebra sugerują, że zarówno dzieciom jak i zwierzętom otwarto klatki  piersiowe, prawdopodobnie podczas rytualnego usuwania serca. Datowanie radiowęglowe wykazało, że szczątki pochodzą z około 1450 roku, czyli z okresu największego rozkwitu państwa Chimu. Gruba warstwa błota wskazuje, że masową ofiarę poprzedzały, a może i zainspirowały, wielkie opady deszczu lub powodzie. Ofiary z ludzi i zwierząt są często spotykane w kulturach starożytnych i prekolumbijskich. Jednak mamy niewiele dowodów na istnienie takich praktyk na północnym wybrzeżu Peru. To było dla nas zaskoczenie. Nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego, do tego brak jest w źródłach historycznych jakichkolwiek sugestii czy opisów poświęcania na taką skalę dzieci czy wielbłądowatych na północnym wybrzeżu Peru. Mieliśmy szczęście, że mogliśmy przeprowadzić kompletne prace archeologiczne i mieliśmy do dyspozycji interdyscyplinarny zespół gotowy do przeprowadzenia wstępnych analiz. Otwieramy nowy rozdział badań nad ofiarami z dzieci w świecie prekolumbijskim, mówi John Verano. Państwo Chimu istniało od około IX do XV wieku. Rozciągało się pomiędzy Tumbez a Limą. Powstało na terenach, na których wcześniej dominowała kultura Mochica, zwana wczesnym Chimu. Stolicą Chimu było Chan Chan. Około 1470 roku Chimu zostało podbite przez Inków. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...