Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' miasto'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 13 results

  1. Studenci z Koła Naukowego Biologów im. dr. Włodzimierza Chętnickiego Uniwersytetu Białostockiego (UwB) zbadają kwietne łąki. Poszukają odpowiedzi na pytania, jak planować i urządzać łąki kwietne w miastach, by najlepiej spełniły [...] swoją rolę w ekosystemie i pozytywnie oddziaływały na mieszkańców aglomeracji. Projekt "Eden city, czyli jak zwiększyć bioróżnorodność w miastach i dobre samopoczucie ludzi" zdobył dofinansowanie w konkursie "Studenckie koła naukowe tworzą innowacje" Ministerstwa Edukacji i Nauki. Jego realizacja ma trwać rok. Kwietne łąki, oprócz niewątpliwych walorów estetycznych, zwiększają bioróżnorodność miast, wpływają pozytywnie na bioretencję oraz redukują zanieczyszczenie powietrza. Kwitnące kwiaty dostarczają pokarmu owadom, w tym zagrożonym zapylaczom. Zaś same owady i nasiona roślin są z kolei bazą pokarmową np. dla ptaków – wylicza dr Agata Kostro-Ambroziak, opiekunka Koła Naukowego Biologów.  Jednak jest wiele typów łąk, zależnie od składu gatunkowego i właściwości tworzących je roślin. Jest też wiele rodzajów miejsc, w których można je zakładać. Niestety, często decyzje o tym, gdzie jaka łąka powstaje, są dość przypadkowe albo uwzględniają [one] tylko efekt estetyczny. Kostro-Ambroziak dodaje, że konsekwencje istnienia łąki są różnorodne i wbrew pozorom, nie zawsze wyłącznie pozytywne. Wg niej, skład gatunkowy, położenie, a także wielkość takich zbiorowisk oddziałują zarówno na dostępność zasobów pokarmowych, jak i możliwości migracyjne oraz bezpieczeństwo zwierząt, które z łąk korzystają. Decyzje o założeniu łąki kwietnej przyciągającej owady czy ptaki muszą być przemyślane, ale brakuje opracowań naukowych pokazujących, które czynniki decydują o tym, w jaki sposób założone w miastach łąki różnego typu wpływają na bioróżnorodność. Rozstrzygnięciem tych kwestii chcą się zająć studenci z UwB. Zbadają ponad 50 łąk kwietnych z 3 miast: Białegostoku, Bydgoszczy i Łodzi. Będziemy analizować skład gatunkowy roślin i bioróżnorodność fauny na łąkach różnego typu: monokulturowych, jednorocznych i wieloletnich, położonych w miejscach dwojakiego rodzaju: wzdłuż pasów ruchu i w sąsiedztwie terenów zielonych czy rekreacyjnych – tłumaczy przewodnicząca Koła Urszula Jabłońska. Młodym badaczom zależy także na ustaleniu, jak łąki kwietne oddziałują na psychikę ludzi i ich samopoczucie. Od dawna wiadomo, że "betonowa pustynia" czy nieustanny ruch samochodów to czynniki stresogenne dla ludzi. Zieleń w miastach łagodzi ten efekt, działa odprężająco. Są badania potwierdzające, że łąki kwietne są przez ludzi lepiej odbierane niż np. koszone trawniki - opowiada dr Agata Kostro-Ambroziak. Ale czy kwietne łąki wpływają na obniżenie poziomu stresu fizjologicznego mieszkańców miast? Czy położenie i typ łąki ma tu znaczenie? Czy jednokolorowe łąki rzepakowe lub słonecznikowe są tak samo skuteczne w poprawie naszego samopoczucia jak wielobarwna łąka wielogatunkowa? A może to położenie łąki kwietnej ma istotny wpływ na jej odbiór przez mieszkańców miast, a tym samym ich samopoczucie? Odpowiedzi na te pytania biolodzy chcą uzyskać dzięki badaniom ankietowym. W ich przygotowaniu i przeprowadzeniu pomoże psycholog. Na podstawie danych terenowych i ankietowych będzie mógł powstać optymalny model planowania i zarządzania łąkami kwietnymi. We współpracy z zarządcami zieleni [...] powstanie zestaw uniwersalnych wskazówek dotyczących zakładania łąk kwietnych w polskich miastach, uwzględniających zarówno zwiększenie bioróżnorodności, jak i zdrowie oraz samopoczucie mieszkańców - wyjaśniono w komunikacie prasowym uczelni. Efekty pracy zespołu będą rozpowszechniane w mediach (również społecznościowych), na stronie internetowej i w aplikacji Eden city. Znajdą się tam wyniki badań. Oprócz tego wskazane kanały posłużą do upowszechniana wiedzy o łąkach kwietnych. Już dziś studenci zapraszają wszystkich chętnych do śledzenia fejsbukowej strony Koła, gdzie będą pojawiały się aktualności związane z realizacją projektu, w tym zaproszenie do wzięcia udziału w badaniach ankietowych. Członków Koła będą wspierać eksperci z różnych dziedzin: dr Edyta Jermakowicz (ekologia roślin), dr Paweł Mirski (ornitologia, analizy przestrzenne), dr Jarosław Kotowicz (matematyka) oraz dr Katarzyna Simonienko (psychologia). Działką dr Kostro-Ambroziak jest entomologia. « powrót do artykułu
  2. Szerokie rozpowszechnienie się internetu i technologii komunikacyjnych przyciąga ludzi do centrów miast. Zachodzi więc zjawisko odwrotne, niż przewidywano u zarania internetu i ery informacyjnej, informują naukowcy z Uniwersytetu w Bristolu. Pomimo tego, że internet pozwala nam na niezwykle łatwy dostęp do wszelkich informacji i umożliwia łatwe i szybkie nawiązanie kontaktu z osobami z drugiego końca świata, jego rozwój nie doprowadził do odpływu ludności z miast. Wręcz przeciwnie, specjaliści zauważyli odwrotne zjawisko. Coraz większe rozpowszechnienie się technologii informacyjnych prowadzi zwiększenia koncentracji ludzi w miastach. Nie od dzisiaj wiemy, że np. przedsiębiorstwa działające na uzupełniających się polach, mają tendencje do grupowania się na tym samym obszarze, gdyż zmniejsza to koszty działalności. Technologie informacyjne miały to zmienić. Doktor Emmanouil Tranos z Univeristy of Bristol i Yannis M. Ioannides z Tufts Univeristy przeanalizowali skutki zachodzących w czasie zmian dostępności i prędkości łączy internetowych oraz użytkowania internetu na obszary miejskie w USA i Wielkiej Brytanii. Geografowie, planiści i ekonomiści miejscy, którzy na początku epoki internetu rozważali jego wpływ na miasta, dochodzili czasem do dziwacznych wniosków. Niektórzy wróżyli rozwój „tele-wiosek”, krajów bez granic, a nawet mówiono o końcu miasta. Dzisiaj, 25 lat po komercjalizacji internetu, wiemy, że przewidywania te wyolbrzymiały wpływ internetu i technologii informacyjnych w zakresie kontaktów i zmniejszenia kosztów związanych z odległością. Wciąż rosnąca urbanizacja pokazuje coś wręcz przeciwnego. Widzimy, że istnieje komplementarność pomiędzy internetem a aglomeracjami. Nowoczesne technologie informacyjne nie wypchnęły ludzi z miast, a ich do nich przyciągają. Artykuł Ubiquitous digital technologies and spatial structure; an update został opublikowany na łamach PLOS One. « powrót do artykułu
  3. Myśląc o mrówkach, większość ludzi ma przed oczami owady zamieszkujące podziemne gniazda albo kopce zlokalizowane nieco powyżej poziomu gruntu. Jak podkreślają naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), wiele gatunków faktycznie gniazduje w ten sposób, są jednak takie, które obierają inne strategie. Specjaliści z Katedry Zoologii wspinają się na drzewa i badają, jak kształtuje się występowanie mrówek dendrofilnych w przestrzeni miejskiej. Odnosząc się do strategii gniazdowania mrówek, naukowcy podkreślają, że zdarzają się kolonie bytujące wewnątrz wyrzuconej butelki lub puszki, a nawet w żołędziach. Pewne gatunki potrafią zamieszkiwać fragment suchej gałęzi wysoko w koronie drzewa. Część z nich potrafi nawet większość swojego życia – jeżeli nie całe – spędzić, w ogóle nie schodząc na powierzchnię gruntu. Sporo gatunków dendrofilnych (związanych z drzewami) ma niewielkie rozmiary ciała i tworzy kolonie o niedużej liczebności. Ponieważ wymagania lokalowe są w takim przypadku niewielkie, cała kolonia może się pomieścić w niewielkiej suchej gałęzi gdzieś wysoko na drzewie. By prowadzić skuteczniejsze działania ochronne, należy ustalić, które aspekty antropopresji są najważniejsze dla różnych grup zwierząt. Mrówki żyjące w miastach, także w ich centrach, mogą spędzić całe życie wysoko w koronie drzewa, dlatego potencjalnie nie muszą reagować na człowieka tak samo, jak gatunki żyjące bliżej poziomu gleby. Realizowany w Katedrze Zoologii UPP projekt pt. "Zbiorowiska dendrofilnych gatunków mrówek w gradiencie urbanizacyjnym" ma rozwiązać powyższe wątpliwości. Kierownikiem projektu finansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki jest mgr Michał Michlewicz, a opiekunem naukowym prof. dr hab. Piotr Tryjanowski. Naukowcy chcą sprawdzić, jak kształtuje się występowanie mrówek w zieleni miejskiej przy uwzględnieniu gęstości zabudowy, gatunku drzewa, wysokości na drzewie czy udziału martwych fragmentów w koronie. Ważnym elementem badań są pomiary temperatury. Za pomocą tzw. loggerów, które mierzą temperaturę przez dłuższy czas, możliwe jest określenie, jak na ten aspekt reagują mrówki, które jako grupa są organizmami ciepłolubnymi (termofilnymi). Naukowcy wykorzystują arborystyczne techniki linowe. Operując w koronach drzew, mogą pełniej poznać tutejsze gatunki mrówek. Część terenowa badań właśnie się zakończyła. Obecnie trwa analiza danych. « powrót do artykułu
  4. W północnym Izraelu odkryto nieznane miasto z epoki brązu. Ein Esur, bo tak zostało nazwane, liczy sobie 5000 lat, jego powierzchnia sięga 65 hektarów i było zamieszkane przez około 6000 osób. Jak informuje Izraelska Służba Starożytności, to największa osada z epoki brązu odkryta na tych obszarach, która na zawsze zmienia naszą wiedzę na temat historii urbanizacji na tym terenie. To osada znacznie większa niż jakakolwiek z tego okresu w Izraelu i poza Izraelem – w Jordanii, Libanie i północnej Syrii, mówi wicedyrektor wykopalisk, doktor Yitzhak Paz. Mamy tutaj zaplanowany rozkład ulic, alej i placów oraz instalacje odwadniające, dodaje. Miasto znajduje się w odległości około 50 kilometrów na północ od Tel-Awiwu. Odkryto je podczas budowy autostrady. W mieście znaleziono też szczątki niezwyklej świątyni, spalone kości zwierzęce – dowody na składnie ofiar – oraz figurkę z ludzką głową. Są też miliony fragmentów ceramiki, kamiennych narzędzi i naczyń. Pozostałości po budynkach mieszkalnych, miejscach spełniających różne funkcje, budynkach użyteczności publicznej wskazują na istnienie zorganizowane społeczeństwa oraz hierarchii, stwierdzają naukowcy. To Nowy Jork wczesnej epoki brązu. Kosmopolityczne, zaplanowane miasto, dodają. Jednak to nie jedyne odkrycie. Okazało się, że pod miastem znajdują się ślady jeszcze starszej osady. Liczy sobie ona 7000 lat. To bardzo duża osada rolnicza. A dwa tysiące lat później na jej miejscu powstało jedno z pierwszych miast w tej części świata, informuje doktor Dina Shalem. « powrót do artykułu
  5. Mieszkające w miastach wrony amerykańskie (Corvus brachyrhynchos) mają wyższy poziom cholesterolu we krwi niż ich krewniacy mieszkający na wsiach. Autorzy najnowszych badań, których wyniki opublikowano w piśmie The Condor: Ornithological Applications, nie wykluczają, że przyczyną jest ludzkie jedzenie, którym żywią się miejskie zwierzęta. Obszary zurbanizowane zapewniają mieszkającym tu zwierzętom łatwy i powszechny dostęp do żywności, jednak żywność spożywana przez człowieka nie dość, że może nie być odpowiednia dla zwierząt, to często jest niskiej jakości. Naukowcy przeanalizowali dane dotyczące poziomu cholesterolu oraz środowiska naturalnego u ptaków ze 140 gniazd w okolicach wiejskich i miejskich miasta Davies w Kalifornii. Przeprowadzili też dodatkowy eksperyment, podczas którego dostarczali cheeseburgery z okolice 86 gniazd w wiejskiej populacji wron w pobliżu miasta Clinton w stanie Nowy Jork. Badania wykazały, że im bliżej miasta mieszkały ptaki, tym wyższy był u nich poziom cholesterolu we krwi. Co więcej, ptaki z okolic wiejskich, którym dostarczano cheeseburgery również miały wyższy poziom cholesterolu niż ptaki żyjące na wsi i żywiące się naturalnym pokarmem. Jednocześnie nie stwierdzono, by podwyższony poziom cholesterolu miał wpływ na przeżycie ptaków, był jednak skorelowany z lepszymi wynikami ogólnego stanu organizmu. Sama jednak urbanizacja była powiązana z krótszym życiem ptaków. Uczeni sądzą, że podniesiony cholesterol może wskazywać, że ptaki mają dostęp do wysokokalorycznej bogatej w tłuszcze żywności pochodzenia antropogenicznego, co do pewnego stopnia może poprawiać kondycję ptaków i w pewnej mierze redukować negatywny wpływ życia na obszarze zurbanizowanym. Potrzebne są długoterminowe obserwacje i ocena zdrowia oraz kondycji ptaków, by poznać ewentualne negatywne i pozytywne skutki zwiększonego poziomu cholesterolu u miejskich wron, konkludują autorzy badań. « powrót do artykułu
  6. Apameę w Syrii, jedno z największych miast hellenistycznych, założono jesienią 320 roku przed Chrystusem, dowodzi profesor Marek Olszewski z Uniwersytetu Warszawskiego. Udało się to ustalić dzięki zdjęciom, jakie wykonali złodzieje zabytków. W 2011 roku w Apamei odkryto mozaikę podłogową. Zabytek został ukradziony i sprzedany kolekcjonerom antyków. Dotychczas go nie odnaleziono, jednak złodzieje podczas kradzieży wykonali zdjęcia. I to właśnie ich analiza pozwoliła na ustalenie daty fundacji miasta. Przez długi czas sądzono, że Apameę założył Aleksander Wielki około 330 roku przed naszą erą. Ostatnio jednak pojawiła się hipoteza mówiąca, że jej założycielem był jeden z generałów władcy, Antygon Jednooki (Monoftalmos), a miasto powstało pomiędzy rokiem 307 a 304. Jedna ze scen na mozaice pokazuje fundację tej miejscowości w 320 roku przed naszą erą, najprawdopodobniej na jesieni, przez Antypatra, regenta imperium i jego syna Kassandra, dowódcę konnicy macedońskiej, powiedział profesor Olszewski. Dokonana przez uczonego szczegółowa analiza scen na mozaice wskazuje, że miasto najpierw było kolonią wojskową o nazwie Pella. Około 300 roku zyskała ona status miasta, któremu nadano nazwę Apamea, na cześć żony króla Seleukosa I Nikatora. Co interesujące, na mozaice uwidoczniono też samą królową Apameę. Jest to jedyny znany jej portret ze starożytności. Mozaika ta jest jedną z nielicznych mozaik o tematyce historycznej powstałych w antyku grecko-rzymskim. Jest to dzieło o wyjątkowym znaczeniu dla odtworzenia dziejów Apamei i diadochów, czyli dowódców armii Aleksandra Wielkiego, którzy przejęli władzę po jego śmierci, powiedział Olszewski. Apamea, zwana dzisiaj Kalat al-Madik, znajduje się 55 kilometrów na północny zachód od Hama. Była drugim po Antiochii największym miastem Wschodu. Znajdował się tam główny ośrodek wojskowy Seleucydów. W 63 roku p.n.e. to liczące setki tysięcy mieszkańców miasto zostało przyłączone do rzymskiej prowincji Syria. W IV wieku po Chrystusie zostało stolicą prowincji Syria Secunda. W VII wieku Apameę zniszczyli Persowie, lecz później została odbudowana. Miasto zostało opuszczone po trzęsieniu ziemi w 1152 roku. Mozaika, której zdjęcia analizował uczony, ma 19 metrów kwadratowych powierzchni i składa się z trzech pasów, na których przedstawiono różne sceny. « powrót do artykułu
  7. Powszechnie uważa się, że globalna epidemia otyłości jest napędzana przez obszary miejskie. Jednak najnowsze zakrojone na szeroką skalę badania pokazują, że to przybieranie na wadze mieszkańców wsi jest głównym czynnikiem stojącym za tą epidemią. Urbanizacja jest postrzegana jako główny czynnik wzrostu otyłości. Problem jednak w tym, że związek pomiędzy urbanizacją a otyłością badano głównie na podstawie BMI ludności w momencie zbierania danych. Nie badano dotychczas dynamiki zmian BMI osobno dla terenów miejskich i wiejskich. Przekonanie o tym, że jest to problem miast ma swoje uzasadnienie. W miastach dostęp do żywności jest znacznie większy i łatwiejszy niż na wsiach. Mieszkańcy miast mają też do wyboru olbrzymią różnorodność wysoce przetworzonej żywności, bogatej w sól, cukier i tłuszcze nasycone. Ponadto wiele ubogich obszarów miejskich jest określanych mianem żywieniowych pustyń, gdyż tamtejsi mieszkańcy mają w swojej okolicy dostęp wyłącznie do taniej, wysoko przetworzonej, powodującej otyłość żywności. Z kolei obszary wiejskie to inny rodzaj żywnościowej pustyni. Są one postrzegane jako miejsca, gdzie ludzie spożywają przede wszystkim to, co sami wyhodują i mają mniejszy dostęp do żywności wysoko przetworzonej. Jakby jeszcze tego było mało mieszkańcy miast mają lepszy dostęp do transportu, telewizji kablowej, kin, teatrów, internetu i smartfonów, a więc mają większy wybór rozrywek niewymagających aktywności fizycznej. Dodatkowo z większym prawdopodobieństwem zawód wykonywany przez przeciętnego mieszkańca miasta wiąże się z mniejszym wysiłkiem fizycznym, niż zajęcie przeciętnego mieszkańca wsi. Wszystkie te czynniki powodują, że to miasta uważa się za miejsca napędzające epidemię otyłości. I rzeczywiście, badania prowadzone w krajach o niskich dochodach, jak Chiny, wykazywały, że dieta mieszkańców miast znacząco różni się od diety mieszkańców wsi, a w ciągu ostatnich dwóch dekad zmiana nawyków żywieniowych wśród zamieszkujących miasta Chińczyków wywołała tam epidemię otyłości i powiązanych z nią chorób. Zaczęły się jednak pojawiać badania, które sugerowały, że poziomy nadwagi i otyłości na terenach wiejskich, nawet w krajach o niskich i średnich dochodach, rosną szybciej niż w miastach. Miało się tak dziać z tego powodu, że do wsi dotarły źródła nowoczesnej żywności, poprawił się transport, a coraz więcej prac jest wykonywanych za pomocą maszyn. Coraz częściej z badań wynikało, że wysoko przetworzona żywność pojawia się w menu wiejskiej biedoty i są nią karmione nawet niemowlęta. Mimo to polityki krajów i organizacji międzynarodowych były skupione na walce z otyłością w miastach, gdyż wsie uważano za miejsca, gdzie ludzie są raczej narażeni na głód czy niedobór składników odżywczych, niż na otyłość. Właśnie opublikowano przełomowe badania przeprowadzone przez NCD Risk Factor Collaboration (NCD-RisC). To ogólnoświatowa sieć naukowców specjalizujących się w zagadnieniach zdrowotnych, której celem jest dostarczanie szczegółowych, wiarygodnych danych na temat chorób niezakaźnych oraz analiza danych i ich opracowywanie. Najnowsze badania są przełomowe w tym znaczeniu, że po raz pierwszy zebrano dane z niemal wszystkich krajów świata i na tej podstawie przeanalizowano trendy odnośnie zmian BMI ludzkości. Okazało się, że w krajach o wysokich dochodach poziom nadwagi i otyłości na wsiach jest wyższy niż w miastach. Z kolei w krajach o niskich i średnich dochodach dynamika zmian BMI ludności wiejskiej jest tak duża, że wkrótce będziemy obserwowali tam zjawisko podobne do tego, zauważonego właśnie w krajach bogatych – z nadwagą i otyłością będzie się zmagał większy odsetek mieszkańców wsi niż miast. Głód i niedożywienie na wsiach są szybko zastępowane przez nadwagę i otyłość. Wyjątkiem są tutaj Afryka Subsaharyjska, Azja Południowa i niektóre kraje w innych regionach świata. Badania przeprowadzone przez NCD-RisC są niezwykle ważne, gdyż globalne wysiłki walki z otyłością są nakierowane na miasta. Na przykład w Ameryce Południowej w ramach zwalczania epidemii nadwagi i otyłości przystosowuje się ulice w miastach tak, by zachęcały do poruszania się pieszo lub rowerem, również budynki projektowane są w taki sposób, by ich użytkownicy jak najwięcej chodzili, powstaje coraz więcej miejskich terenów aktywności fizycznej, władze współpracują ze sklepami, zachęcając je do sprzedaży zdrowszej żywności. Ludności wiejskiej działania takie niemal nie obejmują. Na potrzeby najnowszych badań naukowcy skupieni w NCD-RisC przeanalizowali 2009 badań populacyjnych, które objęły ponad 112 milionów dorosłych osób z 200 krajów. Pod uwagę wzięto lata 1985–2017, a analizy dokonano pod kątem miejsca zamieszkania badanych. Okazało się, że w badanym okresie ludność wiejska odpowiadała za 55% globalnego wzrostu średniego BMI. Natomiast w niektórych regionach o niskich i średnich dochodach odsetek ten rósł do ponad 80%. Zauważono, że – z wyjątkiem kobiet w Afryce Subsaharyjskiej – BMI ludności wiejskiej z regionów o niskich i średnich dochodach, rośnie szybciej niż BMI ludności miejskiej z tych regionów. Zjawisko to spowodowało, że odsetek osób z nadwagą i otyłych w miastach i wsiach się wyrównał, a w niektórych miejscach jest już wyższy na wsiach. Z kolei w krajach o wysokich dochodach odsetek osób z nadwagą i otyłych jest na wsiach stale wyższy niż w miastach, szczególnie wśród kobiet. W latach 1985–2017 odsetek ludności żyjącej w miastach wzrósł z 41% do 55%. W tym samym czasie średnie BMI ludzkości zwiększyło się w przypadku kobiet z 22,6 do 24,7, a w przypadku mężczyzn z 22,2 do 24,4. Wzrost średniego BMI wyniósł w przypadku mieszkańców wsi 2,09 dla kobiet i 2,10 dla mężczyzn, a w przypadku mieszkańców miast było to 1,35 dla kobiet i 1,59 dla mężczyzn. Rozpiętość wzrostu BMI z podziałem na kraje wahała się od niewielkich wzrostów w 12 krajach Europy oraz regionu Azji i Pacyfiku po wzrost o ponad 5 punktów BMI wśród mieszkanek Egiptu i Hondurasu. W badanym okresie najmniejsze średnie BMI zaobserwowano w 1985 roku wśród kobiet mieszkających na wiejskich terenach Bangladeszu (średnie BMI t0 17,7) oraz wśród mężczyzn mieszkających na etiopskich wsiach (BMI 18,4). Z kolei z największym średnim BMI mieliśmy do czynienia w 2017 roku wśród mieszkańców Amerykańskiego Samoa, gdzie wynosiło ono 35,4 dla kobiet mieszkających w miastach i 34,6 dla mężczyzn zamieszkujących wsie. W roku 1985 kobiety i mężczyźni mieszkający w miastach w krajach wschodnich, południowych i południowo-wschodnich części Azji, Oceanii, Ameryki Łacińskiej, centralnej Azji, Bliskiego Wschodu i północnej Afryki mieli większe średnie BMI od swoich rodaków mieszkających na wsiach. Różnica ta wynosiła średnio 3,25 BMI dla kobiet i 3,05 dla mężczyzn. Jednak do roku 2017, jako że średnie BMI znacznie szybciej rosło na wsiach, różnice te wszędzie zmniejszyły się o co najmniej 40%, a w 14 krajach, w tym w Armenii, Chile, Jordanii, Malezji, Turcji, na Jamajce i Tajwanie doszło do odwrócenia tego zjawiska wśród kobiet i mieszkanki wsi mają wyższe średnie BMI. Wśród mężczyzn średnie BMI również szybciej rośnie na wsiach, jednak jeszcze nie przekroczyło średniej z terenów miejskich. W badanym okresie zaobserwowano coraz większą mechanizację prac na wsi, zmechanizowanie transportu oraz dotarcie na wieś oferty międzynarodowych koncernów spożywczych sprzedających wysoko przetworzoną żywność bogatą w węglowodany i cukry. « powrót do artykułu
  8. Ograniczanie ruchu samochodów w centrach miast często wiąże się z obawami o negatywny wpływ nowych przepisów na lokalny biznes. Właściciele sklepów czy restauracji obawiają się, że jeśli do centrum nie będzie można dojechać samochodem, nie będzie gdzie zaparkować, będą mieli mniej klientów. Jednak doświadczenia Madrytu wydają się przeczyć tym obawom. Przed kilkoma miesiącami władze stolicy Hiszpanii zdecydowały, że w czasie świąt Bożego Narodzenia centrum miasta zostanie zamknięte dla ruchu samochodów. Teraz analitycy drugiego największego banku Hiszpanii, BBVA (Banco Bilbao Vizcaya Argentaria), poinformowali, że obroty handlowe w centrum Madrytu zwiększyły się o 9,5%. Specjaliści przeanalizowali 20 milionów transakcji i odkryli, że na głównej ulicy handlowej, Gran Via, klienci wytali o 9,5% więcej niż podczas tych samych świąt w latach 2016 i 2017. W skali całego Madrytu zamknięcie centrum dla samochodów skutkowało wzrostem obrotów o 3,3%. Badaniom poddano cały okres świąteczny od 1 grudnia do 7 stycznia. Z kolei władze Madrytu poinformowały, że korzyści odnieśli nie tylko właściciele firm, ale również zwykli mieszkańcy. Jak stwierdzili specjaliści z Uniwersytetu Technicznego w Madrycie W związku z zamknięciem ulic w centrum miasta poziom zanieczyszczeń tlenkiem azotu zmniejszył się o 38%, a emisja CO2 spadła o 14,2%. W skali całego miasta były to spadki, odpowiednio, o 9% i o 2%. « powrót do artykułu
  9. Miód z pasiek miejskich jest tak samo zdrowy, jak ten z pasiek wiejskich. Pszczoły doskonale radzą sobie w polskich metropoliach i znajdują masę pokarmu przez cały sezon, a jednym z ich ulubionych miejsc są... cmentarze - opowiada PAP dr Hajnalka Szentgyörgyi. Miody z pasiek miejskich nie ustępują pod względem jakości tym z terenów wiejskich. Poziom szkodliwych substancji w nich zawartych jest niski i jako taki często nie pozwala odróżnić miejsca produkcji miodu - opowiada w rozmowie z PAP biolog z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, dr Hajnalka Szentgyörgyi. Wbrew pozorom pszczoły w miastach często radzą sobie lepiej, niż na wsi. Z czego to wynika? Jak wyjaśnia biolog, ponad 60 proc. powierzchni Polski zajmują tereny rolnicze, które jednak są coraz mniej przyjazne pszczołom. Z jednej strony owadom szkodzą tam różnego rodzaju pestycydy, z drugiej nie sprzyja im monokulturowy charakter upraw. Niektóre rośliny kwitną też krótko, np. gryka - zaledwie dwa tygodnie, i tylko w tym momencie pszczoły mogą pozyskać nektar oraz pyłek do bardzo charakterystycznego miodu gryczanego. Później nie mają dostępu do innego pokarmu, bo w najbliższej okolicy często nie rosną i nie kwitną prawie żadne inne miododajne rośliny. Tymczasem w miastach różnego rodzaju kwiaty kwitną w zasadzie przez cały sezon, czyli od marca do września. Mowa tu o roślinach rosnących na balkonach, skwerach, parkach czy cmentarzach. Tam pszczoły mają naprawdę bogactwo pokarmu, bo miejskie nekropolie są zadrzewione, nie mówiąc o często składanych kwiatach ciętych na nagrobkach - opowiada biolog. Ponieważ pszczoły w mieście pozyskują nektar i pyłek z bardzo różnych gatunków kwiatów - produkowany przez nie miód jest wielokwiatowy; nie ma szans na wysublimowane rodzaje miodu takie, jak choćby akacjowy czy gryczany. Dr Szentgyörgyi przeprowadziła wraz z zespołem badania pyłku sprowadzonego do uli przez pszczoły na terenie Krakowa i okolic. Analizami objęto 15 uli z pięciu różnych lokalizacji. Spoglądano na poziom metali ciężkich i węglowodorów aromatycznych, będących składnikami smogu. Ku zaskoczeniu dr Szentgyörgyi analizy wykazały, że stężenie tych substancji w pyłku kwiatowym przyniesionym przez pszczoły do uli na terenach wiejskich czy podmiejskich bywa czasami większe niż w centrum Krakowa. Ta sytuacja związana jest z jakością powietrza. W centrum miasta może być czasami lepsza ze względu na stosowanie centralnego ogrzewania, podczas gdy na przedmieściach lub na wsi stosuje się indywidualne ogrzewanie, używając często paliwa złej jakości - dodaje badaczka. Biolog uspokaja, że mimo obecności tych substancji w miodzie ich stężenia są stosunkowo niskie i nie powinny być szkodliwe dla zdrowia. Miód produkowany jest z nektaru kwiatowego, który kwiaty wytwarzają na bieżąco. Dlatego choć kwiat kwitnie nawet tam, gdzie powietrze nie jest zbyt czyste - to nektar nie ulega tak dużemu zanieczyszczeniu, jak choćby pyłek - podkreśla biolog. O wiele więcej zanieczyszczeń znajduje się w pyłku kwiatowym, który pszczoły zbierają wraz z nektarem. Pyłek produkowany jest przez rośliny jednorazowo, po czym pozostaje on przez jakiś czas we wnętrzu kwiatu. Dlatego z biegiem czasu może on ulec stosunkowo większemu zanieczyszczeniu. Mitem jest pogląd, że pszczoły filtrują szkodliwe substancje zawarte w nektarze. One jedynie dodają do niego odpowiednie enzymy i zagęszczają, by powstał miód - zauważa biolog. Choć spożycie miodu, nawet tego z lokalizacji o zanieczyszczonym powietrzu, jest bezpieczne - to fakt zanieczyszczenia odbija się na samych pszczołach. Z badań dr Szentgyörgyi, przeprowadzonych na grupie pszczół dzikich (murarek ogrodowych) wynika, że w miejscach zanieczyszczonych zachwiana jest proporcja płci w populacji, mniejsza jest także liczebność potomstwa. Miejskie pszczelarstwo w ostatnich latach staje się w Polsce coraz bardziej popularne. Z danych Wojewódzkiego Związku Pszczelarskiego w Krakowie, przywoływanych przez badaczkę wynika, że na terenie samego Krakowa znajduje się 2 tys. uli. W zachodniej Europie pasieki takie weszły na stałe do krajobrazu miejskiego. Jednym z najbardziej prężnie rozwiniętych ośrodków pod tym względem jest Berlin z 15 tys. uli! Z kolei w Londynie jest ok. 3,5 tys. pasiek. « powrót do artykułu
  10. Rosnąca liczba ludności wywiera coraz większy wpływ na środowisko naturalne. Szczególnym wyzwaniem jest zapewnienie odpowiednich zasobów rozrastającym się miastom, których zapotrzebowanie na surowce naturalne jest olbrzymie. Okazuje się, że zwiększenie liczby mieszkańców miasta może prowadzić do lepszego wykorzystywania zasobów. Do takich wniosków doszli naukowcy z Pennsylvania State University, którzy przeanalizowali sposób użycia wody w 65 amerykańskich miastach. Badali miejscowości od średnich rozmiarów po wielkie światowe metropolie. Organizacja życia człowieka na naszej planecie nigdy nie była bardziej złożona. Jesteśmy powiązani niezwykłą liczbą zależności światowego handlu i gospodarki. Mieszkańcy wsi kupują żywność przywożoną z drugiego końca kuli ziemskiej. Dlatego też potrzebujemy nowych złożonych narzędzi do analizowania sposobu, w jaki wykorzystujemy surowce naturalne, mówi inżynier profesor Caitlin Grady. Aby stworzyć narzędzia analityczne o których mowa, naukowcy musieli najpierw lepiej zrozumieć, w jaki sposób miasta wykorzystują wodę. Przyjrzeliśmy się sposobowi wykorzystywania wody. Nie tylko temu, jak woda trafia do kranów w domach, ale jak trafia do żywności, którą każde z miast produkuje i konsumuje. Przeanalizowaliśmy zarówno bezpośrednie jak i pośrednie użycie wody. Nasz ślad wodny, dodaje uczona. Naukowcy wykorzystali dane Departamentu Rolnictwa, Transportu i Służby Geologicznej na temat zaobów wody, przeanalizowali jej użycie przez rolnictwo, hodowlę i przemysł. Okazało się, że w przeliczeniu na głowę mieszkańca, większe miasta zużywają mniej wody. W miarę, jak wzrasta populacja miasta, zmniejsza się konsumpcja wody w przeliczeniu na mieszkańca. Największe miasta są pod tym względem najbardziej efektywne, mówi Grady. Konsumpcja wody i jej zużycie do produkcji są powiązane ze strukturą gospodarczą miasta, która zmienia się w miarę jego wzrostu. To sugeruje, że większe miasta są bardziej zorientowane na usługi, a spada w nich znaczenie przemysłu. To pozwala wielkim miastom na zmniejszenie ich śladu wodnego poprzez przekierowanie aktywności wymagających zużycia dużych ilości wody do terenów słabiej zaludnionych, wyjaśnia doktorant Tasnuva Mahjabin. Zauważono też wyjątki. Nowy Orlean ma znacznie większą konsumpcję wody niż wskazywałaby na to jego wielkość, a z kolei zużycie wody w Los Angeles jest znacznie poniżej średniej dla tej wielkości miast. W przyszłości uczeni chcą rozwinąć swój model tak, by pozwalał na analizę większej liczby danych, na przykład, by mógł posłużyć do obliczenia ilości wody zużywanej do produkcji i dostaw energii elektrycznej czy stabilności systemu dostaw wody. « powrót do artykułu
  11. Przez długi czas Równiny Centralne, środkowe dorzecze Rzeki Żółtej, były uznawane za kolebkę cywilizacji chińskiej, która miała powstać tu pomiędzy środkiem a końcem II tysiąclecia przed Chrystusem. Jednak ostatnie odkrycia archeologiczne na stanowisku Shimao każą zmienić pogląd na to, co było centrum, a co peryferiami u zarania cywilizacji chińskiej. Badania te ujawniły, że przed rokiem 2000 p.n.e. w miejscu tym istniała złożona społeczność. Co więcej, istotne dla początków cywilizacji symbole, spotykane na Równinie Centralnej, pojawiły się znacznie wcześniej w Shimao. Archeolodzy odkryli tam, ni mniej ni więcej, a liczące sobie 4300 lat miasto oraz wielką piramidę schodkową o wysokości co najmniej 70 metrów, której powierzchnia liczy sobie 24 hektary (240 000 metrów kwadratowych). Piramida została udekorowana symbolami oka oraz pół-ludzkim pół-zwierzęcymi twarzami. Wokół piramidy przez pięć wieków rozwijało się miasto. W szczytowym okresie miało ono 400 hektarów powierzchni, co czyniło je jednym z największych na świecie. Sama piramida składa się z 11 stopni, z których każdy został wzmocniony kamieniami. Na jej szczycie umieszczono pałace zbudowane z ziemi ubijanej w szalunkach, z drewnianymi słupami i dachówkami oraz olbrzymi zbiornik na wodę. Na miejscu odkopano pozostałości świadczące o tym, że na co dzień mieszkali w nich ludzie. Dotychczas zdobyte dowody wskazują, że kompleks na piramidzie schodkowej nie służył tylko jako miejsce zamieszkania dla elity rządzącej Shimao. Było to także miejsce, w którym odbywała się działalność artystyczna i rzemieślnicza, stwierdzili badacze. Wokół piramidy i całego miasta zbudowano liczne mury obronne. Przy wejściu do piramidy znajdowały się rozbudowane mury, których konstrukcja wskazuje, że miały zarówno pełnić funkcję obronną, jak i konstrukcji ograniczającej dostęp osobom postronnym, uznali naukowcy. Znaleziono też dowody na składanie ofiar z ludzi. Przy zewnętrznych murach, w okolicach wschodniej ściany odkryto sześć miejsc, w których znajdowały się odcięte ludzkie głowy. Niewykluczone, że niektóre z ofiar to mieszkańcy położonego na północ stanowiska archeologicznego Zhukaigou. Analizy morfologiczne sugerują, że ofiary mogą być powiązane z mieszkańcami Zhukaigou, co z kolei sugeruje, że zostali oni wzięci do niewoli podczas ekspansji Shimao. informują uczeni. Pomiędzy blokami kamienia we wszystkich budowlach Shimao wetknięto przedmioty z jadeitu. To, wraz z ofiarami z ludzi, może oznaczać, że także mury odgrywały jakąś rolę w polityce i obrzędach religijnych Shimao. Archeolodzy od wielu lat wiedzę o istnieniu Shimao, jednak w przeszłości sądzono, że tamtejsze widoczne na powierzchni konstrukcje były częścią położonego niedaleko Wielkiego Muru. Dopiero podjęte w ostatnich latach wykopaliska ujawniły, że Shimao jest znacznie starsze od Wielkiego Muru. « powrót do artykułu
  12. W ciągu ostatnich dekad nauka dostarczała coraz więcej dowodów wskazujących, że drzewa i inne rośliny są kluczowym elementem dobrego samopoczucia i zadowolenia z życia ludzi mieszkających w miastach. Tymczasem wraz z postępującą urbanizacją w miejskich obszarach USA spada pokrycie drzewami. W najnowszym numerze Urban Forestry & Urban Greening czytamy, że w każdego roku amerykańskie miasta tracą około 36 milionów drzew. To około 70 tysięcy hektarów powierzchni zielonej, traconej przede wszystkim w centrach miast i na przedmieściach, ale również na obszarach podmiejskich. Główny autor badań, David Nowak ze Służby Leśnej USA mówi, że utrata drzew wiąże się też z konkretnymi stratami finansowymi. W tym przypadku oszacował je na 96 milionów USD rocznie, podkreślając, że wiemy tylko o niektórych korzyściach, jakie przynoszą nam drzewa. Obliczenia takie biorą pod uwagę tylko te czynniki, które łatwo jest przełożyć na pieniądze, a więc oczyszczanie powietrza przez drzewa czy zapewniania cienia, dzięki czemu można mniej wydawać na chłodzenie budynków, co z kolei przekłada się też na mniejsze zanieczyszczenie z elektrowni. Nowak i współautor badań Eric Greenfield stwierdzili, że pokrywa drzew zmniejszyła się w miastach w 45 stanach. Największe straty zanotowano w Rhode Island, Georgii, Alabamie, Nebrasce i Dystrykcie Kolumbii. Tylko w trzech stanach – Mississippi, Montanie i Nowym Meksyku – pokrywa drzew w miastach zwiększyła się, chociaż w każdym przypadku były to minimalne zmiany. Utrata drzew w miastach ma różna przyczyny. Od ich wycinki pod kolejną infrastrukturę, po naturalną śmierć czy ataki szkodników. Stanowi jednak problem, gdyż mniej drzew oznacza niższą jakość życia mieszkańców miast. Dotychczasowe badania wykazały bowiem, że obecność drzew przyczyna się do obniżenia ciśnienie krwi i tętna, zmniejsza stress, poprawia poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Okazało się również, że jeśli w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca zamieszkania ciężarnej mieszkanki miasta znajdują się drzewa, to z mniejszym prawdopodobieństwem jej dziecko będzie miało zbyt niską wagę urodzeniową. Praktycznie nie istnieje żaden wskaźnik dotyczący zdrowia publicznego, przestępczości czy jakości środowiska naturalnego, który nie byłby poprawiany przez obecność drzew. Drzewa należy traktować jako część infrastruktury i jako najtańszy sposób na poprawę jakości życia mieszkańców, stwierdza Deborah Marton z organizacji New York Restoration Project. Zwykle jednak obecność drzew postrzegana jest inaczej. Ludzie uważają, że fajnie jest mieć kontakt z naturą, że służy to rekreacji i że musi ich być na to stać. Nie wiedzą, że kontakt ten to podstawowa potrzeba. To jeden z głównych czynników zdrowego miejsca zamieszkania, mówi William Sullivan, który stoi na czele Wydziału Architektury Krajobrazu University of Illinois at Urbana-Champaign i specjalizuje się w badaniach wpływu drzew na przestępczość w miastach. Tymczasem w miarę postępującego ocieplenia klimatu drzewa odgrywają coraz ważniejszą rolę w miastach. Okazuje się, że obecność drzew w gęsto zabudowanych obszarach miejskich obniża szczytowe letnie temperatury o 1-5 stopni Celsjusza. Przeprowadzone w Kalifornii badania wykazały natomiast, że drzewa zmniejszają temperaturę asfaltu nawet o 20 stopni Celsjusza, a temperatura kabiny samochodu pasażerskiego stojącego na parkingu może być dzięki nim niższa o 26 stopni Celsjusza. Dla wielu starszych ludzi, którzy nie posiadają w domach klimatyzacji, obecność drzew może być czynnikiem dosłownie ratującym życie w upalne dni. Drzewa pomagają też w funkcjonowaniu infrastruktury miejskiej. Na przykład Filadelfia została zobowiązana przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska do poradzenia sobie z problemem oczyszczalni ścieków, która przepełniała się po dużych opadach deszczu. Początkowo władze rozważały budowę podziemnego tunelu, który służyłby jako czasowo zbiornik na deszczówkę. Niezależny konsultant, po oszacowaniu kosztów takiego rozwiązania obliczył, że w ciągu 40 lat przyniosłoby ono miastu 122 miliony dolarów zysku. Miasto zaczęło więc rozważać plan nasadzeń drzew i innych roślin, które wiązałyby deszczówkę. Po obliczeniu kosztów ten sam konsultant stwierdził, że takie rozwiązanie przyniesie w ciągu 40 lat korzyści sięgające 2,8 miliarda dolarów. Dzięki drzewom wzrośnie wartość nieruchomości, zwiększy się liczba miejsc wypoczynkowych i zmniejszy liczba zgonów spowodowanych udarem cieplnym. Wielu specjalistów świadomych znaczenia, jakie mają drzewa, oblicza ile można by ich zasadzić w miastach. Okazuje się, że a Nowym Jorku jest miejsce dla dodatkowych 200 000 drzew, a w miastach Kalifornii można ich zasadzić aż 236 milionów. Jednak by drzewa te rzeczywiście trafiły do miast, potrzebna jest zmiana myślenia. Urbanizacja postępuje jak szalona. Nie wystarczy, że kilka miast wdroży jakiś program, to nie zrównoważy liczby traconych drzew. Jeśli chcemy być zadowoleni z życia w mieście nie wystarczy, że kilka kilometrów od naszego domu będzie światowej klasy park miejski. Nie wystarczy, że pięć stanów dalej jest niezamowity park narodowy. Drzewa powinny rosnąć przed każdym oknem i przed każdymi drzwiami, mówi Sullivan. « powrót do artykułu
  13. Grupy nomadów wędrujące wzdłuż Jedwabnego Szlaku były gastronomiczną elitą średniowiecza, spożywającą znacznie bardziej zróżnicowaną dietę niż ludzie prowadzący osiadły tryb życia. Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez uczonych z Washington University, Instytutu Archeologii w Samarkandzie oraz Uniwersytetu w Kilonii. Od dawna sądzono, że miasta położone wzdłuż Jedwabnego Szlaku były kosmopolitycznymi tyglami, gdzie łączyły się wpływy kultur i kulinariów z odległych miejsc. Nasze badania pokazują, że to najprawdopodobniej społeczności nomadów były rzeczywistymi nośnikami kultury kulinarnej, stwierdza Taylon Hermes z Uniwersytetu w Kilonii. Naukowcy, opierając się na izotopowej analizie kości pochodzących z miejsc pochówku w Azji Środkowej stwierdzili, że nomadzi mieli bardzo zróżnicowaną dietę, podczas gdy mieszkańcy miast pozostawali na bardziej ograniczonej, często monotonnej diecie, żywiąc się przede wszystkim miejscowymi zbożami. Jedwabny Szlak jest postrzegany jako droga transportu towarów. Ale trzeba przypomnieć, że był on też ważnym szlakiem przemieszczania się ludzi. Badanie zwyczajów kulinarnych to dobry sposób poznania związku pomiędzy kulturą a środowiskiem. Zdradzają nam one wiele na temat połączeń pomiędzy grupami ludności, dodaje Hermes. Społeczności pasterskie postrzega się jako pozostające na diecie mięsno-mlecznej, czyli na produktach zapewnianych im przez stada zwierząt. Jednak te badania jasno pokazują, że pasterze żyjący wzdłuż Jedwabnego Szlaku, w przeciwieństwie do ludzi z miast, korzystali z bardzo zróżnicowanej diety, w skład której wchodziły zarówno udomowione jak i dzikie produkty spożywcze, dodaje profesor Said Cheryl Makarewicz. To unikatowe badanie pokazuje, jak przed ponad tysiącem lat grupy nomadów wędrowały przez różne regiony i prawdopodobnie rozprzestrzeniały nowe rodzaje pożywienia i nowe zwyczaje kulinarne wzdłuż Jedwabnego Szlaku, dodaje profesor Michael Frachetti z Washington University. Badania kości nomadów i mieszkańców miast z miejsc pochówku w dzisiejszym Kazachstanie, Uzbekistanie i Turkmenistanie pokazały różnice pomiędzy grupami wędrownymi a osiadłymi. Widoczna jest też różnica diety pomiędzy mieszkańcami różnych miast. Jednocześnie, co zaskoczyło naukowców, w ramach tego samego miasta nie zauważono większych różnic kulinarnych. Mieszkańcy jedli to samo. Mimo, że mieszkali na szlaku, przez który przechodziły olbrzymie ilości towarów z różnych regionów, to najwyraźniej ich dietę ograniczała dostępność lokalnych produktów, lokalna sieć producencka lub też zwyczaje narzucane przez kulturę. Wśród nomadów nie było takich ograniczeń. Dieta osób indywidualnych z tej samej wędrującej grupy była bardziej zróżnicowana niż dieta mieszczuchów. Większe zróżnicowanie sugeruje nie tylko większą dostępność różnych produktów, ale również mniejsze ograniczenia kulturowe dotyczące diety. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...