Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' zanieczyszczenia'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 6 results

  1. Na łamach pisma Geophysical Letters, wydawanego przez Amerykańską Unię Geofizyczną, ukazały się wyniki dwóch badań nad zanieczyszczeniami powietrza w czasie epidemii koronawirusa. Dowiadujemy się z nich że nad Chinami, USA i Europą Zachodnią znacząco spadł poziom dwóch głównych zanieczyszczeń, ale wzrósł poziom jednego z drugoplanowych form zanieczyszczeń. Okazało się, że w pierwszej części bieżącego roku doszło do 60-procentowego spadku zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu. To bardzo reaktywny gaz, który niszczy płuca. Pochodzi on głównie z silników spalinowych, elektrowni oraz przemysłu. Z drugiego ze studiów, którego autorzy skupili się na północnych Chinach, dowiadujemy się, że doszło również do 35-procentowego spadku zanieczyszczeń pyłami zawieszonymi PM2.5. To najmniejsza z frakcji pyłów, której cząstki są tak małe, iż głęboko penetrują płuca i prowadzą do ich uszkodzeń. Jak mówi Jenny Stavrakou z Królewskiego Belgijskiego Instytutu Aeronomii Kosmicznej, tak wielkich spadków nie obserwowano nigdy od roku 1990, kiedy to zaczęto badać zanieczyszczenia powietrza za pomocą satelitów. Dochodziło jedynie do miejscowych krótkotrwałych porównywalnych spadków zanieczyszczeń np. ograniczeń nałożonych na czas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Naukowcy zdają sobie sprawę, że obserwowana obecnie lepsza jakość powietrza to zjawisko przejściowe, jednak daje im ono wgląd w to, jaka mogłaby być jakość powietrza przy wprowadzeniu ściślejszych regulacji. Jednocześnie autorzy jednego ze studiów informują, że spadek zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu doprowadził do zwiększenia zanieczyszczeń przygruntowym ozonem w Chinach. Ozon to drugoplanowa forma zanieczyszczeń. Postaje on gdy światło słoneczne i wysoka temperatura działają w niskich warstwach atmosfery jak katalizatory reakcji chemicznych. Ozon jest szkodliwy dla układu oddechowego i krwionośnego. W bardzo zanieczyszczonych obszarach, szczególnie w zimie, ozon ten może być niszczony przez tlenki azotu. Zatem gdy w atmosferze jest mniej tlenków azotu to w bardzo zanieczyszczonych obszarach rośnie poziom ozonu. To oznacza, że sama redukcja zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu i pyłami nie rozwiązuje problemu zanieczyszczenia ozonem, mówi Guy Brasseur z Instytutu Meteorologii im. Maxa Plancka w Hamburgu. Stavrakou i jej zespół wykorzystał satelity do zbadania zmian poziomu dwutlenku azotu w krajach szczególnie mocno dotkniętych epidemią. Badania przeprowadzono w Chinach, Korei Południowej, Włoszech, Hiszpanii, Francji, Niemczech, Iranie oraz USA. Okazało się, że nad dużymi chińskimi miastami poziom dwutlenku azotu zmniejszył się średnio o 40%, a nad miastami Europy i USA zanotowano spadek o 20-30 procent w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Nie zauważono jednak spadku zanieczyszczeń nad miastami w Iranie. Autorzy podejrzewają, że stało się tak dlatego, iż władze Iranu wprowadziły ograniczenia dopiero pod koniec marca. Z kolei Brasseur i jego zespół wykorzystał dane z 800 naziemnych stacji z północy Chin. Z danych tych naukowcy dowiedzieli się o 35-procentowym spadku poziomu PM2.5, 60-procentowym spadku poziomu dwutlenku azotu oraz wzroście poziomu ozonu. « powrót do artykułu
  2. Pandemia spowodowała zmniejszenie ludzkiej aktywności i zanieczyszczeń generowanych przez Homo sapiens. Efekty tego są często widoczne gołym okiem i niejednokrotnie – spektakularne. Gazeta Times of India donosi o niezwykle czystych wodach niesionych przez Ganges. Jak poinformował BD Joshi, specjalista nauk o środowisku naturalnym i były wykładowca Gurukul Kangri University, w miastach Rishikesh i Haridwar wody tej świętej rzeki stały się tak czyste, że ponownie nadają się do achaman, czyli rytualnego picia. Z badań Joshiego wynika, że poziom zanieczyszczeń w Gangesie zmniejszył się 5-krotnie. Wszystko dzięki temu, że do rzeki trafia znacznie mniej ścieków z zakładów przemysłowych, hoteli i schronisk. Opinię tej potwierdza Tanmay Vashishth, sekretarz generalny organizacji Ganga Sabha, która walczy z zanieczyszczeniami Gangesu. Mówi on, że rzeka nigdy nie wydawała się tak czysta. O różnicy w jakości wody informuje też RK Kathait ze Stanowej Rady Kontroli Zanieczyszczeń (PCB). Przedstawiciele PCB oficjalnie oświadczyli, że w Haridwar Ganges jest na tyle czysty, że można się w nim kąpać, a woda, po oczyszczeniu, nadaje się do picia. Z kolei w pobliskim Rishikesh wodę można pić po dezynfekcji. Z całego świata napływają informacje o czystszych wodach, pojawianiu się dawno niewidzianych zwierząt i zwiększonej przejrzystości powietrza. Przed kilkoma dniami media społecznościowe zapełniły się fotografiami wykonanymi przez mieszkańców indyjskiego stanu Pendżab. Mieszkańcy Dźalandharu po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat mogli podziwiać szczyty Himalajów odległych o 140 kilometrów. « powrót do artykułu
  3. Topniejące lodowce Himalajów uwalniają zanieczyszczenia, które gromadziły się w nich przed dziesiątki lat. Związki chemiczne z pestycydów, zamknięte w lodach od lat 40. ubiegłego wieku, zostają teraz uwolnione i spływają do jezior w Himalajach. Potencjalnie mogą one niekorzystnie wpłynąć na ekosystem jezior i akumulować się w organizmach ryb do takiego poziomu, że ich spożywanie może stać się toksyczne dla ludzi. Najnowsze badania wskazują, że nawet najbardziej odległe regiony naszej planety mogą być składowiskami zanieczyszczeń. Lodowce w Himalajach są zanieczyszczone bardziej niż lodowce w innych częściach świata ze względu na bliskość krajów Azji Południowej, które są jednymi z największych źródeł zanieczyszczeń na świecie, mówi Xiaoping Wang z Chińskiej Akademii Nauk w Pekinie. Zanieczyszczenia atmosferyczne mogą przebyć olbrzymie odległości zanim opadną na Ziemię. Wcześniejsze badania wykazały, że docierają one do Arktyki i Antarktyki i zanieczyszczają lód w odległości tysięcy kilometrów do źródeł emisji. Zjawisko wysokiego zanieczyszczenia lodowców położonych z dala od źródeł emisji nazwano paradoksem arktycznym. Występuje ono również w Himalajach. Xiaoping Wang i jego zespół chcieli lepiej zrozumieć mechanizm uwalaniania zanieczyszczeń z lodowców. Swoje badania prowadzili w Basenie Nam Co w centralnym Tybecie. Od północy basen jest ograniczony pasmem Gangdise-Nyainqȇntanglha, a od południa jego granice wyznacza pasmo Nyainqȇntanglha. W Basenei Nam Co znajduje się ponad 300 lodowców. W latach 1999–2015 powierzchnia tych lodowców zmniejszyła się o 20%. Chińscy naukowcy pobrali próbki śniegu, lodu i wody i stwierdzili, że każdego roku z lodowców trafia do jeziora Nam Co około 1,81 kilograma kwasów perfluoroalkilowych (PFAA). Już w tej chwili ich stężenie w wodzie wynosi 2,171 pikograma na litr. Uzyskane przez nas wyniki są podobne do tych, jakie otrzymano podczas badań jezior w regionach polarnych, stwierdzili naukowcy. Kimberley Miner z University of Maine zauważa, że PFAA mogą mieć wpływ na organizmy żywe. PFAA są bardzo trwałe. Ich rozkład jest powolny, wiadomo, że bardzo łatwo przemieszczają się pomiędzy organizmami i ekosystemami oraz ciągle się akumulują. Wcześniejsze badania wskazywały też, że jedzenie ryb pływających w wodzie zanieczyszczonej PFAA może być szkodliwe dla człowieka. Te związki chemiczne charakteryzują się wyjątkową zdolnością do bioakumulacji, mówi Miner. Biokumulacja w organizmach zwierząt rozpoczyna się w tym przypadku od mikroorganizmów i owadów, które są zjadane przez ryby i PFAA wędrują w górę łańcucha pokarmowego. Tymczasem, jak przypomina Miner, wody z Basenu Nam Co trafiają do wód, które piją mieszkańcy Indii. Ziemia to układ zamknięty. Wszystkie zanieczyszczenia uwolnione na Ziemi, pozostają na Ziemi, dodaje uczona. « powrót do artykułu
  4. Fragmenty tworzyw sztucznych i metali, okruchy szkła, a nawet bursztynu – to przykładowe zanieczyszczenia, które mgr Zbigniew Jelonek, doktorant z Uniwersytetu Śląskiego, znalazł w próbkach węgla drzewnego i brykietu z węgla drzewnego – popularnych paliwach do grilla. Obecność tego typu substancji jest szczególnie niepożądana m.in. ze względu na związki muta- i kancerogenne, które powstają w wyniku spalania i osiadają na grillowanej żywności, a następnie, wraz z nią, dostają się do organizmu człowieka. Naukowiec postanowił określić ilość i rodzaj zanieczyszczeń występujących w dostępnych na polskim rynku paliwach stałych do grilla, a także porównać wyniki z deklarowanymi przez producentów zawartościami węgla organicznego w produktach. Mgr Zbigniew Jelonek opracuje także standardy szybkiej identyfikacji niepożądanych dodatków, aby zoptymalizować proces produkcji tych paliw i dostosować go do obowiązujących norm. Dotychczasowe wyniki badań węgli drzewnych i brykietu z węgla drzewnego do grilla nie nastrajają optymistycznie. W związku z występującymi w analizowanych produktach niebezpiecznymi związkami najbezpieczniej jest korzystać z grilla elektrycznego lub gazowego. A jeśli już decydujemy się na zakup stałych paliw grillowych, wybierajmy te, które mają certyfikat jakości – radzi naukowiec. Paliwa grillowe są wykorzystywane do obróbki żywności, w związku z tym w celu oceny ich jakości opracowana została norma PN-EN 1860-2. Zgodnie z wytycznymi w tego typu paliwach maksymalna zawartość zanieczyszczeń nie powinna przekraczać 1%. Niepożądane dodatki to przede wszystkim: węgle kopalne, ropa naftowa, koks, szkło, żużel, rdza, szkło, metale czy tworzywa sztuczne – wylicza mgr Zbigniew Jelonek. Jeśli produkt spełnia kryteria normy, wówczas może otrzymać certyfikat. Jak wyjaśnia autor badań, próbki do analizy zostały pozyskane z węgla drzewnego oraz brykietu z węgla drzewnego od wiodących producentów i dystrybutorów tych produktów w Polsce. Wśród nich znalazły się paliwa grillowe pochodzące z czternastu województw, zakupiliśmy także kilka opakowań drogą internetową, wybierając produkty pozbawione oznaczeń, opisów, podanego producenta, a także towar dostępny w sieciach handlowych i supermarketach – dodaje. Pozyskane próbki zostały następnie odpowiednio przygotowane do obserwacji mikroskopowych. Mgr Zbigniew Jelonek poddał analizie petrograficznej 62 sztuki preparatów oraz 10 sztuk popiołów. Badania wykazały, że poziom zanieczyszczeń w emitowanych gazach podczas spalania zależy od zawartości biomasy nieprzetworzonej termicznie w tych produktach oraz niepożądanych dodatków mineralnych, organicznych i ropopochodnych. Analizy zanieczyszczonych węgli i brykietu potwierdziły wysoką zawartość wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych oraz szczególnie niebezpiecznych, kancerogennych benzopirenów i benzoperylenu. Otrzymane wyniki badań komentuje dr hab. Monika Fabiańska z Katedry Geochemii, Mineralogii i Petrografii UŚ. Niewątpliwie warto byłoby również zwrócić uwagę, że zidentyfikowane wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, występujące w paliwach grillowych i brykiecie stanowią zaledwie niewielki procent obecnych w nich szkodliwych substancji, takich jak związki fenolowe czy aromatyczne pochodne aminowe – mówi promotor naukowa rozprawy doktorskiej. Podczas procesu grillowania substancje te mogą przedostawać się do produktów lub być wchłaniane bezpośrednio przez drogi oddechowe przez osoby znajdujące się w pobliżu grilla. Warto także pamiętać o znacznych ilościach gazów obecnych w spalinach z paliw grillowych, w tym tlenku węgla – dodaje. Zdarza się, że deklarowana przez producenta ilość węgla różni się w badanych próbach od ilości rzeczywistej. Rozbieżności są znaczące. W niektórych przypadkach wynosiły aż 15%, a wagową różnicę uzupełniać mogą np. piasek lub inne zanieczyszczenia – mówi naukowiec. Z przeprowadzonych badań wynika ponadto, że istotny jest region, z którego pozyskuje się surowce do produkcji paliw grillowych. Dotyczy to przede wszystkim nadmiernego występowania pierwiastków ciężkich i śladowych w niektórych węglach drzewnych i brykiecie. Analizy będą kontynuowane, jednak już dziś wiemy, że konieczne jest wprowadzenie dodatkowych kontroli tego typu paliw na poziomie ich produkcji, a także przed wprowadzeniem ich na rynek – mówi doktorant. W ramach przygotowywanej rozprawy doktorskiej naukowiec opracował już szybką, prostą i tanią metodę identyfikacji różnego rodzaju zanieczyszczeń. Planujemy szkolenia adresowane do pracowników firm produkujących paliwa do grilla, aby tego typu kontrole mogły być przeprowadzone już w przedsiębiorstwach – dodaje. Zaimplementowanie opracowanych rozwiązań planowane jest w firmie BG-Project Barbara Gąsior oraz w deklarujących współpracę zakładach produkujących paliwa grillowe. Zbigniew Jelonek jest pracownikiem firmy BG Project, w której odpowiada za wykonywanie analiz mikroskopowych paliw stałych. Od 2017 roku realizuje na Wydziale Nauk o Ziemi doktorat wdrożeniowy, którego celem jest badanie zanieczyszczeń występujących w węglu drzewnym oraz brykiecie z węgla drzewnego. Rozprawa doktorska przygotowywana jest pod kierunkiem promotora naukowego – dr hab. Moniki Fabiańskiej z Wydziału Nauk o Ziemi oraz opiekuna przemysłowego – mgr Barbary Gąsior reprezentującej firmę BG Project. Otrzymane dotychczas wyniki zostały zaprezentowane w kilkunastu artykułach naukowych i kilku artykułach popularnonaukowych. Ponadto przygotowane zostały dwa zgłoszenia patentowe. Projekt "Doktorat wdrożeniowy", zainicjowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, umożliwia nawiązywanie efektywnej współpracy pomiędzy środowiskiem naukowym a środowiskiem społeczno-gospodarczym, prowadzonej w ramach studiów doktoranckich. « powrót do artykułu
  5. Miód z pasiek miejskich jest tak samo zdrowy, jak ten z pasiek wiejskich. Pszczoły doskonale radzą sobie w polskich metropoliach i znajdują masę pokarmu przez cały sezon, a jednym z ich ulubionych miejsc są... cmentarze - opowiada PAP dr Hajnalka Szentgyörgyi. Miody z pasiek miejskich nie ustępują pod względem jakości tym z terenów wiejskich. Poziom szkodliwych substancji w nich zawartych jest niski i jako taki często nie pozwala odróżnić miejsca produkcji miodu - opowiada w rozmowie z PAP biolog z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, dr Hajnalka Szentgyörgyi. Wbrew pozorom pszczoły w miastach często radzą sobie lepiej, niż na wsi. Z czego to wynika? Jak wyjaśnia biolog, ponad 60 proc. powierzchni Polski zajmują tereny rolnicze, które jednak są coraz mniej przyjazne pszczołom. Z jednej strony owadom szkodzą tam różnego rodzaju pestycydy, z drugiej nie sprzyja im monokulturowy charakter upraw. Niektóre rośliny kwitną też krótko, np. gryka - zaledwie dwa tygodnie, i tylko w tym momencie pszczoły mogą pozyskać nektar oraz pyłek do bardzo charakterystycznego miodu gryczanego. Później nie mają dostępu do innego pokarmu, bo w najbliższej okolicy często nie rosną i nie kwitną prawie żadne inne miododajne rośliny. Tymczasem w miastach różnego rodzaju kwiaty kwitną w zasadzie przez cały sezon, czyli od marca do września. Mowa tu o roślinach rosnących na balkonach, skwerach, parkach czy cmentarzach. Tam pszczoły mają naprawdę bogactwo pokarmu, bo miejskie nekropolie są zadrzewione, nie mówiąc o często składanych kwiatach ciętych na nagrobkach - opowiada biolog. Ponieważ pszczoły w mieście pozyskują nektar i pyłek z bardzo różnych gatunków kwiatów - produkowany przez nie miód jest wielokwiatowy; nie ma szans na wysublimowane rodzaje miodu takie, jak choćby akacjowy czy gryczany. Dr Szentgyörgyi przeprowadziła wraz z zespołem badania pyłku sprowadzonego do uli przez pszczoły na terenie Krakowa i okolic. Analizami objęto 15 uli z pięciu różnych lokalizacji. Spoglądano na poziom metali ciężkich i węglowodorów aromatycznych, będących składnikami smogu. Ku zaskoczeniu dr Szentgyörgyi analizy wykazały, że stężenie tych substancji w pyłku kwiatowym przyniesionym przez pszczoły do uli na terenach wiejskich czy podmiejskich bywa czasami większe niż w centrum Krakowa. Ta sytuacja związana jest z jakością powietrza. W centrum miasta może być czasami lepsza ze względu na stosowanie centralnego ogrzewania, podczas gdy na przedmieściach lub na wsi stosuje się indywidualne ogrzewanie, używając często paliwa złej jakości - dodaje badaczka. Biolog uspokaja, że mimo obecności tych substancji w miodzie ich stężenia są stosunkowo niskie i nie powinny być szkodliwe dla zdrowia. Miód produkowany jest z nektaru kwiatowego, który kwiaty wytwarzają na bieżąco. Dlatego choć kwiat kwitnie nawet tam, gdzie powietrze nie jest zbyt czyste - to nektar nie ulega tak dużemu zanieczyszczeniu, jak choćby pyłek - podkreśla biolog. O wiele więcej zanieczyszczeń znajduje się w pyłku kwiatowym, który pszczoły zbierają wraz z nektarem. Pyłek produkowany jest przez rośliny jednorazowo, po czym pozostaje on przez jakiś czas we wnętrzu kwiatu. Dlatego z biegiem czasu może on ulec stosunkowo większemu zanieczyszczeniu. Mitem jest pogląd, że pszczoły filtrują szkodliwe substancje zawarte w nektarze. One jedynie dodają do niego odpowiednie enzymy i zagęszczają, by powstał miód - zauważa biolog. Choć spożycie miodu, nawet tego z lokalizacji o zanieczyszczonym powietrzu, jest bezpieczne - to fakt zanieczyszczenia odbija się na samych pszczołach. Z badań dr Szentgyörgyi, przeprowadzonych na grupie pszczół dzikich (murarek ogrodowych) wynika, że w miejscach zanieczyszczonych zachwiana jest proporcja płci w populacji, mniejsza jest także liczebność potomstwa. Miejskie pszczelarstwo w ostatnich latach staje się w Polsce coraz bardziej popularne. Z danych Wojewódzkiego Związku Pszczelarskiego w Krakowie, przywoływanych przez badaczkę wynika, że na terenie samego Krakowa znajduje się 2 tys. uli. W zachodniej Europie pasieki takie weszły na stałe do krajobrazu miejskiego. Jednym z najbardziej prężnie rozwiniętych ośrodków pod tym względem jest Berlin z 15 tys. uli! Z kolei w Londynie jest ok. 3,5 tys. pasiek. « powrót do artykułu
  6. Ludzie zatruwają środowisko naturalne od tysięcy lat. Robili to również Rzymianie, którzy parali się metalurgią, pozyskując np. srebro czy ołów z rud. Ich piece zanieczyszczały atmosferę, zanieczyszczenia były przenoszone na duże odległości i trafiały na Grenlandię, gdzie odkładały się w kolejnych warstwach lodu. Teraz naukowcy odkryli, że poszczególne warstwy zanieczyszczeń bardzo dobrze odpowiadają różnym wydarzeniom z historii starożytnemu Rzymu. Widać w nich np. wojny prowadzone przez Juliusza Cezara. Dennis Kehoe z Tulane University, który specjalizuje się w prawie i historii gospodarczej starożytnego Rzymu mówi, że szczegóły dotyczące historii ekonomicznej, jakie można wyczytać z warstw grenlandzkiego lodu, są „zadziwiające”. Szczególnie zaskoczyło go to, jak bardzo poziom zanieczyszczenia poszczególnych warstw ołowiem odpowiada temu, co wiadomo o historii rozwoju rzymskiej gospodarki, z jej wzlotami i upadkami. Rzymianie przez znaczną część swojej historii posługiwali się srebrnym pieniądzem, potrzebowali więc srebra, które pozyskiwali z rud. To historia wzrostu i upadku systemu monetarnego opartego na srebrze. Ceny były wyrażane w srebrze, więc potrzebowali srebra, mówi Kehoe. O tym, że Rzymianie zanieczyszczali środowisko ołowiem wiadomo od lat 90. ubiegłego wieku. Uzyskane na Grenlandii wyniki zostały później potwierdzone badaniami z bagien w Hiszpanii, Szkocji i na Wyspach Owczych. Wówczas jednak nie wiadomo było, w jaki sposób zmieniał się poziom zanieczyszczeń z roku na rok. Tak szczegółowe badania przeprowadził teraz Andrew Wilson, archeolog z Uniwersytetu w Oksfordzie i ekspert od historii Rzymu, który poprosił o pomoc ekspertów zajmujących się badaniami rdzeni lodowych. Naukowcy szczegółowo zbadali rdzeń lodowy o długości 400 metrów, którego lód przyrastał w latach 1100 przed Chrystusem do 800 po Chrystusie. Naukowcy powoli roztapiali rdzeń z obu stron i szczegółowo analizowali wodę. W ten sposób dla każdego roku uzyskali około 12 pomiarów. Uczeni musieli wziąć też pod uwagę fakt, że nie wszystkie zanieczyszczenia ołowiem pochodziły z wytopu srebra. Część to pozostałości po erupcjach wulkanów, część to ołów naturalnie występujący w naniesionym pyle. Wynikiem badań jest szczegółowa historia 1900 lat zanieczyszczania Grenlandii przez rzymski ołów. Wyniki badań zostały opublikowane w najnowszym numerze PNAS. Dowiadujemy się z nich, że największe zanieczyszczenie miało miejsce w czasie, gdy Imperium Rzymskie przeżywało swój największy rozkwit, czyli w I wieku naszej ery. Wówczas było ono sześciokrotnie większe niż w XI wieku p.n.e. Jednak po zarazie Antoninów (165 – 180 n.e.), podczas której prawdopodobnie miliony osób zmarły na ospę lub odrę przywleczoną przez wracające z Bliskiego Wschodu legiony, doszło do potężnego kryzysu. Objawił się on m.in. spadkiem zanieczyszczeń do poziomu sprzed powstania Rzymu. Zanieczyszczenia pozostały na tak niskim poziomie przez kolejne 500 lat. Wahania w poziomie ołowiu są widoczne również i wcześniej. Do gwałtownych skoków doszło podczas wojen na terenie dzisiejszej Hiszpanii, w której istniały kopalnie srebra. W ciągu ostatnich kilku wieku przed Chrystusem widoczny jest wyraźny wzrost poziomu zanieczyszczeń. Naukowcy, bazując na wzorcach przepływu powietrza w atmosferze, uważają, że zanieczyszczenia ołowiem, które w szczytowym okresie sięgnęły na Grenlandii mniej niż milionową część grama na metr kwadratowy, pochodziły głównie z zachodniej części Imperium. Jak zauważa historyk Kevin Butcher z University of Warwick, powyższe badania przynoszą kilka interesujących pytań. Na przykład bywają takie okresy, w których poziom zanieczyszczenia ołowiem nie zgadza się z poziomem produkcji srebrnych monet. Zdaniem Butchera może to oznaczać, że Rzymianie pozyskiwali srebro, ale nie wybijali zeń monet. Być może składowali metal na później. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...