Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Magnat prasowy Rupert Murdoch, który chce doprowadzić do tego, by znaczna część profesjonalnie tworzonych treści w Sieci była płatna, coraz ostrzej wypowada się o praktykach Google'a. Poważnie zastanawia się on nad zablokowaniem Google'owi możliwości przeszukiwania witryn należących do jego koncernu medialnego, nazywając wyszukiwarki złodziejami treści i pasożytami.

Murdoch, właściciel wielu gazet, serwisów internetowych, stacji radiowych i telewizyjnych, został zapytany przez dziennikarzy Sky News Australia - której zresztą jest współwłaścicielem - dlaczego po prostu nie zablokuje Google'owi możliwości przeszukiwania należących do siebie witryn. Murdoch stwierdził: Myślę, że to zrobimy, gdy tylko zaczniemy pobierać opłaty. Przypomniał, że część treści w prestiżowym The Wall Street Journal jest już płatna. Użytkownik może zobaczyć pierwszy paragraf i ma możliwość kupna reszty interesującego go artykułu.

Nie wiadomo, od kiedy Murdoch chciałby pobierać opłaty za należące doń treści. Początkowo wspominał o roku 2010, ale ostatnio zaczął wycofywać się z tej daty.

Miliarder nie obawia się też, że zablokowanie wyszukiwarki odbije się negatywnie na jego witrynach. Jaka jest korzyść z przypadkowego odwiedzającego? On nie stanie się lojalnym czytelnikiem - mówi. Murdoch nie wierzy, by udało się zarobić na reklamie. Jego zdaniem jest zbyt mało reklamodawców i zbyt wiele witryn. Dlatego też stwierdził, że woli mieć mniej czytelników, ale takich, którzy będą płacili, niż więcej i polegać tylko na wpływach z reklam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za przeproszeniem stary pierdziel dorwał się do głosu i myśli, że świat będzie piękny jak za wszystko trzeba będzie płacić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja się cieszę. Brawo dla tego pana za męską decyzję.

Uważa, że wyszukiwarki są be, więc je zablokuje, a nie jak te wydawnicze cioty z Francji (i chyba jeszcze paru krajów), które się wiecznie skarżą na Google, ale nie zablokują, tylko próbują sądowo pieniądze wyciągać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za przeproszeniem stary pierdziel dorwał się do głosu i myśli, że świat będzie piękny jak za wszystko trzeba będzie płacić.

 

A co jest w tym złego, że chce pieniędzy za to, co tworzy?

Gdyby Twój pracodawca rozdawał swój towar za darmo, to Ty nie miałbyś pracy lub też musiałbyś pracować za darmo.

 

I popieram Jurgiego. Tak właśnie powinno się załatwiać sprawy na rynku - ktoś kradnie ci treści? Idziesz do sądu po odszkodowanie i jednocześnie blokujesz mu dostęp. I tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko że tu nikt nikomu nie kradnie treści. Kradzież to przekopiowanie do swojego medium i podpisanie własnym nazwiskiem. Zresztą Murdoch może i chcieć pobierać opłaty od swoich serwisów, ale nie sądzę, żeby zarząd pozwolił mu na takie samobójstwo. Ten człowiek sądzi, że mieszka na farmie w Teksasie i boryka się z gromadką stu mieszkańców wsi, a nie rynkiem globalnym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdecydowanie Murdoch żyje trochę oderwany od rzeczywistości. Nie zdaje sobie najwyraźniej sprawy jak bardzo przede wszystkim właśnie Google przyczyniło się do ekspansji jego imperium w ostatnich latach i jak duży ma ono wpływ na jego wyniki finansowe. Moim zdaniem nie ma absolutnie żadnych szans na osiągnięcie odpowiednio wysokiej konwersji po wprowadzeniu treści płatnych i blokadzie wyszukiwarek. Prędzej czy później z tak radykalnych kroków zrezygnuje, o ile w ogóle ma on je w planie i nie jest to tylko gra na pokaz.

 

Bardzo zabawne również jest sformułowanie "przypadkowo odwiedzający" w odniesieniu do użytkownika wyszukiwarki. Widać elementarny brak zrozumienia całego mechanizmu i tok myślenia z zamierzchłych czasów (czyli o przypadku nie ma mowy gdy klient zna tytuł i dokładnie wie po co idzie do kiosku).

Share this post


Link to post
Share on other sites

kto jak kto ale Murdoch dobrze wie co to jest globalny rynek. A co do potencjalnej "darmowości google" i życia wyłącznie z reklam, to ślepa uliczka.

 

Każdy za swoją prace chce kasę, a reklamy zgarniają najwięksi (google). Dochodzi do sytuacji ze google udostępnia darmowe treści wyprodukowane przez innych i bierze pieniądze od wszystkich reklamodawców dla siebie.

 

W pewnym momencie dojdzie do sytuacji, że nie będzie kto miał pisać tych darmowych treści, bo nie będzie go stać na opłacenie komputera i łącza do netu... monopol google zaczyna coraz częściej wkurzać ludzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba sobie żartujesz. Nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji bo ludzie czerpią dochody również z innych rzeczy. Google wkurza tylko takie osoby jak Murdoch, które myślą, że wyszukiwarka odbiera im czytelników lol.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za przeproszeniem stary pierdziel dorwał się do głosu

Ten człowiek sądzi, że mieszka na farmie w Teksasie i boryka się z gromadką stu mieszkańców wsi, a nie rynkiem globalnym.

To ja bez przeproszenia - ten "stary pierdziel" osiągnął w życiu więcej niż ja, czy prawdopodobnie ty. Już Pratchet powiedział słowami Cohena barbarzyńcy "jak gada głupoty I MA PIENIĄDZE, to nie idiota, ale ekszczentryk".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, ale z drugiej strony nie oznacza to, że posiadł najwyższą mądrość w każdej dziedzinie życia. A e-market jest akurat obszarem, w którym wiele nie zwojował i sądząc po jego wypowiedziach już tego raczej nie dokona (kupno MySpace za 600mln $ wiele tu nie zmienia).

Share this post


Link to post
Share on other sites

A moim zdaniem Murdoch ma rację jeśli idzie o płacenie za treści. To nieuniknione, by treści najwyższej jakości były płatne.

Gdyby to było takie proste... kto będzie oceniał, jaką jakość reprezentuje dany artykuł? Co z artykułami, które w rzeczywistości są zlepkami 3 innych...

Share this post


Link to post
Share on other sites
To nieuniknione, by treści najwyższej jakości były płatne.

I już są (popatrz choćby na płatne - i drogie jak diabli - publikacje naukowe). Problem w tym, że znikomy procent wiadomości serwowanych przez Murdocha jest na tyle unikalnych, żeby udało mu się za to wyciągnąć kasę od użytkowników.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem w tym,

 

No ale to jego problem. ;) Musi ocenić co i za ile uda się sprzedać oraz trafić do klientów. Jak mu się uda - zyska. Jak mu się nie uda - straci. Prawa rynku. Ma prawo podjąć każdą zgodną z prawem decyzję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nieuniknione, by treści najwyższej jakości były płatne.

Z tego by wynikało, że na kopalni mamy do czynienia z mizernymi tekstami, tylko dlatego, że nie są płatne. Oj... ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
No ale to jego problem. ;) Musi ocenić co i za ile uda się sprzedać oraz trafić do klientów. Jak mu się uda - zyska. Jak mu się nie uda - straci. Prawa rynku. Ma prawo podjąć każdą zgodną z prawem decyzję.

Heh, chyba się nie zrozumieliśmy :P W żadnym wypadku mu nie bronię robienia biznesu wg własnego upodobania. Wątpię jedynie, czy wyjdzie z tego z tarczą, ale jak chce, niech próbuje :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jaka jest korzyść z przypadkowego odwiedzającego? On nie stanie się lojalnym czytelnikiem

 

Ja mam w zakładkach FF 11 feedów. 5 z nich to blogi i strony polecone przez znajomych albo współtworzone przeze mnie, więc powiedzmy, że się nie liczą. Pozostałe 6 to strony, na które wszedłem przypadkiem, guglując po sieci. Gdyby wprowadziły opłaty, sądzę, że 2-3 byłbym w stanie subskrybować za niewielki abonament, a jeszcze 1 czy 2 nawet za dość wysoki, bo są mi potrzebne zawodowo. Kiedyś jednak byłem tym "przypadkowym odwiedzającym".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Blokuj stary pierniku, mniej ludzi będzie czytać twoje prostackie, płytkie kolorowe gazety i propagandę nawołującą do wojny Busha.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co jest w tym złego, że chce pieniędzy za to, co tworzy?

Gdyby Twój pracodawca rozdawał swój towar za darmo, to Ty nie miałbyś pracy lub też musiałbyś pracować za darmo.

 

I popieram Jurgiego. Tak właśnie powinno się załatwiać sprawy na rynku - ktoś kradnie ci treści? Idziesz do sądu po odszkodowanie i jednocześnie blokujesz mu dostęp. I tyle.

Nie mam nic przeciwko opłatom za treści, ale Szanowny Pan Murdoch nie decyduje za siebie tylko za innych.

Za darmo to tylko słońce świeci, ale też nie zawsze.

Zobaczymy kiedy zmieni zdanie jak okręt zacznie tonąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę, że jego tzw. imperium dawno przekroczyło granicę sprawnego zarządzania. A kierowanie korporacyjnym molochem niespecjalnie pozwala spojrzeć na pewne sprawy z dystansu. Oni już próbowali sami siebie podać do sądu z powodu żartów w jakiejś kreskówce. Ostatni raz gdy widziałem podobny absurd, to sam siebie pozywał rząd pewnego dużego państwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak to decyduje za innych? Przecież on chce wprowadzić opłaty za swoje treści, nie za treści innych.

On jest właścicielem firm, ale nie autorem tychże treści, ale ludzie dla niego pracują, więc ma prawo za nich decydować, ponieważ od niego zależy model biznesowy przedsiębiorstw, ale to nie zmienia faktu iż jest to prawdopodobnie tylko i wyłącznie jego wybryk a przynajmniej tak wynika z newsa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
I popieram Jurgiego. Tak właśnie powinno się załatwiać sprawy na rynku - ktoś kradnie ci treści? Idziesz do sądu po odszkodowanie i jednocześnie blokujesz mu dostęp. I tyle.

Ale, pardon, Google tu niczego nie kradnie. Każdy właściciel strony sam decyduje, czy wyszukiwarki (a nawet które) mogą indeksować treści. Jeśli ktoś nie wyłączył tej możliwości wyszukiwarkom, to znaczy, że na to zezwala. Nie można jednocześnie komuś na coś zezwalać i wrzeszczeć, że nas tym sposobem okrada. No, chyba że jest się takim idiotą, jak francuscy wydawcy prasy. I — doczytałem — Murdoch też taki wrzask podnosił. Tyle że widać ktoś go oświecił, że robi z siebie durnia. Francuzi dalej na siłę wtykają Googlowi swoją zawartość i krzyczą, że są okradani.

Share this post


Link to post
Share on other sites

On jest właścicielem firm, ale nie autorem tychże treści, ale ludzie dla niego pracują, więc ma prawo za nich decydować, ponieważ od niego zależy model biznesowy przedsiębiorstw, ale to nie zmienia faktu iż jest to prawdopodobnie tylko i wyłącznie jego wybryk a przynajmniej tak wynika z newsa.

 

Tylko, że w większości przypadków jest tak, że jeśli tworzysz coś za pensję wypłacaną przez kogoś to ten ktoś jest właścicielem autorskich praw majątkowych, a więc ma prawo do decydowania o polach eksploatacji treści, tym bardziej, że podpisując umowę o pracę zgadzasz się na to. Więc Murdoch za nikogo nie decyduje.

 

@Jurgi: dobra, źle się wyraziłem. Jeśli Murdoch uważa, że Google kradnie, to powinien iść do sądu i zablokować roboty Google'a.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Już około 350 pracowników Google'a podpisało się pod listem otwartym, w którym domagają się, by ich firma zaprzestała prac nad Project Dragonfly. To ocenzurowana wersja wyszukiwarki, która może zostać wdrożona w Chinach.
      O istnieniu projektu media poinformowały w sierpniu. Wówczas dyrektor wykonawczy Google'a, Sundar Pichai, stwierdził, że jego firma w najbliższym czasie nie będzie uruchamiała wyszukiwarki w Chinach. Nie wykluczył jednak, że stanie się to w przyszłości.
      Warto przypomnieć, że w 2010 roku Google wycofało się z Chin właśnie ze względu na cenzurę.
      Wielu z nas podjęło się pracy w Google'u mając na względzie wartości tej firmy, w tym jej poprzednie stanowisko wobec chińskiej cenzury i śledzenia internautów. Rozumieliśmy, że Google to firma, która przedkłada wartości nad zyski, napisali protestujący pracownicy. W naszym proteście przeciwko Dragonfly nie chodzi o Chiny. Sprzeciwiamy się technologiom, które pomagają silniejszym w prześladowaniu słabszych, gdziekolwiek by się to nie działo, czytamy w liście. Rząd Chin otwarcie wdraża nowe technologie nadzoru i śledzenia, by kontrolować swoich obywateli, dodają protestujący.
      Przez ostatnich osiem lat Google nie chciało pomagać w cenzurze. Firma nawet zminimalizowała zatrudnienie w Chinach. Jednak od kiedy rządzi w niej Pichai wydaje się, że stanowisko Google'a się zmienia. W grudniu w Pekinie otwarto centrum rozwojowe, a na chiński rynek trafiła aplikacja do zarządzania plikami, która oryginalnie została przygotowana na rynek indyjski.
      Chcę, byśmy dostarczali nasze usługi w każdym zakątku świata. Google jest dla każdego. Chcę, byśmy byli obecni w Chinach i służyli chińskim użytkownikom, mówił Pichai przed dwoma laty.
      Pracownicy Google'a coraz częściej protestują przeciwko polityce firmy. Przed kilkoma miesiącami ponad 3000 pracowników podpisało protest przeciwko angażowaniu się Google'a w rozwój wojskowych dronów, kilkanaście osób zrezygnowało z pracy. Google uległo pracownikom. W styczniu tysiące pracowników firmy wzięły udział w proteście, gdy wyszło na jaw, że w ostatnich latach kilku wysokich rangą menedżerów, którzy odeszli w związku z oskarżeniami o napastowanie seksualne pracowników, otrzymało wysokie odprawy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwadzieścia największych europejskich agencji informacyjnych we wspólnym oświadczeniu oskarżyło Google'a i Facebooka o „plądrowanie” zawartości należących doń mediów i domaga się, by obie firmy w większym stopniu dzieliły się swoimi przychodami z mediami. Apel podpisali m.in. szefowie Agence France-Presse, Press Association i Deutsche Presse-Agentur. Wezwali oni też Parlament Europejski do uchwalenia przepisów, które zakończą tę „groteskową nierównowagę”.
      Plądrowanie zawartości mediów i ich wpływów reklamowych, jakiego dopuszczają się giganci internetu, zagraża zarówno konsumentom jak i demokracji, czytamy w oświadczeniu. Jeszcze w bieżącym miesiącu Parlament Europejski ma debatować nad prawem autorskim, które zmusi internetowych gigantów do dzielenia się większą części wpływów ze źródłami, z których pochodzą treści umieszczane na witrynach.
      Pierwsza wersja nowego prawa została w lipcu odrzucona. Zwalczały ją zarówno wielkie koncerny z USA, jak i obrońcy wolności internetu, którzy obawiają się, że nowe prawo zwiększy koszty dostępu.
      Szefowie europejskich agencji informacyjnych twierdzą w wydanym oświadczeniu, że Google czy Facebook mogą pozwolić sobie na płacenie mediom za ich treści bez przerzucania kosztów na klientów. Zauważają, że w ubiegłym roku przychody Facebooka wyniosły 40 miliardów USD, a zyski to 16 miliardów. W przypadku Google'a było to – odpowiednio – 110 miliardów i 12,7 miliarda. Czy w takiej sytuacji ktoś może argumentować, że firmy te nie są w stanie uczciwie płacić za treści, na których zarabiają? Mówimy tutaj o wprowadzeniu uczciwej opłaty dla tych, którzy na tych treściach zarabiają. Ze względu na wolność prasy i wartości demokratyczne prawodawcy w UE powinni dokonać reformy prawa autorskiego, stwierdzają autorzy apelu.
      Walka toczy się o dwa zapisy w nowym prawie autorskim. Artykuł 13 przewiduje, że takie serwisy jak YouTube byłyby odpowiedzialne prawnie za chronione prawem autorskim materiały, które są umieszczane na ich stronach bez wnoszenia opłat na rzecz właścicieli autorskich praw majątkowych. Zaś Artykuł 11 przewiduje, że Google i inne serwisy musiałyby wnosić opłaty za umieszczanie odnośników do treści w gazetach czy witrynach informacyjnych. Bez tego internetowi giganci, jak Google czy Facebook, bezpłatnie wykorzystują olbrzymią liczbę treści, które są tworzone przez innych wielkim nakładem środków, czytamy w oświadczeniu.
      Krytycy takiego pomysłu argumentują, że uchwalenie nowych przepisów prowadziłoby do automatycznej autocenzury i ograniczenia kreatywności, szczególnie w takich serwisach jak YouTube. Ponadto szybko zniknęłyby memy, gdyż ich twórcy nie sprawdzają, kto ma prawa do wykorzystywanej przez nich grafiki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Media donoszą, że Google planuje uruchomienie w Chinach ocenzurowanej wersji swojej wyszukiwarki. Na liście słów zakazanych znajdą się odniesienia do praw człowieka, demokracji, religii i pokojowych protestów. Podobno odpowiednio ocenzurowana wersja została już zaprezentowana chińskim władzom.
      W zależności od tempa działania chińskich urzędników i ich opinii na temat wyszukiwarki, ostateczna wersja Google'a na chiński rynek może zadebiutować w ciągu 6–9 miesięcy.
      Google odmówiło skomentowania tych doniesień, jednak przedstawiciele koncernu podkreślili, że przygotowali na chiński rynek liczne aplikacje i współpracują z lokalnymi deweloperami. W styczniu Google udostępniło w aplikacji WeChat firmy Tencent swoją grę, a nieco później zainwestowało w mobilną platformę rozrywkową Chushou.
      Obecnie zarówno Google jak i YouTube są w Chinach zablokowane.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Unia Europejska ogłosi nałożenie na Google'a grzywny liczonej w miliardach euro, twierdzą anonimowe źródła. Ma to być kara za utrudnianie konkurencji dostępu do ekosystemu Androida. Prawdopodobnie jeszcze dzisiaj komisarz ds. konkurencji Margarethe Vestager publicznie poinformuje, że zdaniem UE koncern, wiążąc się z Samsungiem i Huawei, nadużył swojej dominującej pozycji.
      Dwa niezależne źródła zdradziły dziennikarzom AFP, że grzywna sięgnie kilku miliardów euro. Google może być ukarany grzywną w wysokości do 10% rocznych przychodów konglomeratu Alphabet. Te w ubiegłym roku sięgnęły 110,9 miliardów euro. Grzywna zależy od powagi naruszeń oraz od tego, czy urzędy antymonopolowe uważają, czy do naruszeń doszło celowo czy też nie oraz czy prowadziło to do wykluczenia konkurencji z rynku, wyjaśnia jedno ze źródeł.
      Sprawa związana z Androidem to najpoważniejsze z trzech oskarżeń rozpatrywane przez UE. Google już zostało ukarane rekordową grzywną w wysokości 2,4 miliarda euro za wykorzystywanie dominującej pozycji swojej wyszukiwarki i nieuczciwe promowanie porównywarki cen Google Shopping.
      Obecnie UE oskarża Google'a do wymuszenie na producentach telefonów z Androidem, takich jak Samsung czy Huawei, preinstalowania wyszukiwarki Google i przeglądarki Chrome oraz ustawienia Google Search jako domyślnej wyszukiwarki. Takie warunki stawia Google producentom smartfonów w zamian za udzielenie im licencji na niektóre swoje aplikacje. Wyszukiwarkowy gigant został także oskarżony o to, że nie pozwala firmom produkującym smartfony na instalowanie innych systemów operacyjnych opartych na otwartym kodzie Androida. Przedsiębiorstwo stosowało też „zachęty finansowe” za instalowanie Google Search.
      Dotychczas najwyższą karą nałożoną przez UE był wydany Apple'owi nakaz zapłacenia 13 miliardów euro rządowi Irlandii. To suma podatków, jakich Apple wcześniej nie zapłaciło w ramach umowy z rządem w Dublinie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na początku swojej działalności Google przyjęło znane motto „Don't be evil”. Jak przyznaje jego pomysłodawca, motto miało być m.in. formą przytyku do konkurencji, która, w Google'a, źle traktowała swoich użytkowników. Niektórzy z pracowników koncernu najwyraźniej wzięła sobie hasło o nieczynieniu zła do serca i zrezygnowali w proteście przeciwko podpisaniu przez Google'a umowy z Pentagonem. Z pracy w Google'u zrezygnowało około 10 osób, które chciały w ten sposób zaprotestować przeciwko wsparciu przez wyszukiwarkowego giganta programu pilotażowego o nazwie Project Maven. To program, który zakłada wykorzystanie sztucznej inteligencji na polu walki.
      W ramach umowy pomiędzy Google'em a Pentagonem koncern opracuje technologie przyspieszające automatyczną interpretację obrazów z dronów. Mają być one sprawniej klasyfikowane jako ludzie i inne obiekty. Osoby, które zrezygnowały w związku z tym z pracy mówią, że podpisanie takiego kontraktu oznacza naruszenie zasad etycznych firmy.
      Z pracy zrezygnowało niewiele osób, ale ponad 4000 pracowników Google'a podpisało petycję, w której sprzeciwiają się udziałowi Google'a w projektach Pentagonu, chcąc wypowiedzenia wspomnianej umowy i domagają się wprowadzenia zasad wprost zabraniających firmie udziału w przyszłych projektach wojskowych.
      Osoby, które zrezygnowały z pracy skarżą sie, że kierownictwo firmy w ostatnich czasach prowadzi mniej przejrzystą politykę i mniej słucha sugestii pracowników. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że wiedząc to, co wiem, nie mogę z czystym sumieniem polecić komuś pracy w Google'u. Stwierdziłem też, że skoro nie mógłbym nikomu polecić pracy tutaj, to co sam tutaj robię?, mówi jeden z byłych już pracowników.
      Pracownicy nie są jedynymi zaniepokojonymi zaangażowaniem Google'a w projekty militarne. International Committee for Robot Arms Control wystosował list otwarty, w którym wzywa Google'a do wycofania się z prac nad Project Maven i do wsparcia projektu międzynarodowego traktatu zakazującego rozwijania autonomicznych systemów bojowych. Zdaniem tej organizacji zaangażowanie Google'a przyspieszy rozwój w pełni autonomicznej broni. Jesteśmy też głęboko zaniepokojeni możliwym zintegrowaniem posiadanym przez Google'a danych na temat internautów z wywiadowczymi danymi wojskowymi i z wykorzystaniem tak połączonych informacji do zabijania konkretnych osób, czytamy w apelu.
      Zaangażowanie się Google'a w amerykańskie projekty wojskowe każe też zadać sobie pytanie o posiadane przezeń dane dotyczące użytkowników w innych krajach. Jeśli zostaną one użyte w celach wojskowych, to z pewnością ucierpi na tym zaufanie do Google'a.
      Musiałem sobie przypomnieć, że decyzje Google'a nie są moimi decyzjami. Nie odpowiadam za to, co oni robią. Jednak czuję się odpowiedzialny, gdy pomagam w czymś, z czym się nie zgadzam, mówi jeden z pracowników, którzy zrezygnowali z pracy w Google'u.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...