Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Z inteligencją jest tak samo, jak z jazdą na rowerze, trzeba jeździć

Recommended Posts

Rozmawiamy z profesorem Czesławem Nosalem, psychologiem zajmującym się przede wszystkim teorią umysłu. Specjalizuje się m.in. w psychologii poznawczej, procesach umysłowych i różnicach indywidualnych. Jest autorem nowej metody diagnozy typów umysłów opracowanej na podstawie teorii funkcji świadomości Junga. Od 1989 roku, a zatem od początku jej istnienia, jest Głównym Psychologiem i mentorem naukowym Mensy Polskiej. Członek Komitetu Psychologii Polskiej Akademii Nauk.
Profesor Nosal jest m.in. autorem takich prac jak „Psychologiczne modele umysłu” czy „Psychologia myślenia i działania menedżera”.

Co sprawia, że czujemy się jednością? Czy odpowiada za to interpretator, opisywany przez Michaela Gazzanigę moduł z lewej półkuli, który zbiera informacje napływające do mózgu i buduje z nich spójną narrację?

CAŁY MÓZG tworzy jedność  w obiektywnym sensie i jej subiektywne, mentalne reprezentacje, a w tym i różne formy ego-narracji, o których pisze Gazzaniga. Polecam jego ostatnią książkę: Instynkt świadomości: Jak z mózgu wyłania się umysł (2020, Smak Słowa). „Interpretator” Gazzanigi to stan umysłowy wyższego stopnia, wcześniej jednak zaistnieć musi stan bardziej pierwotnego zintegrowania mózgu, jako neuronośnik dla „interpretatora”.  Natury tego pierwotnego stanu jeszcze nie poznaliśmy.  Coraz częściej głowią się nad nim fizycy (por. Tegmark, "Życie 3.0").

Dodać trzeba/warto na marginesie, że zdaniem Gazzanigi, słusznie, lateralizacyjna teoria mózgu gryzie piach. Tu i ówdzie błąkają się pseudokoncepcje w rodzaju „lewy mózg” to vs. „prawy mózg” tamto, ale w ramach współczesnych teorii mózgu jako KONEKTOMU, złożonej sieci neuronalnej, nie mają one już większego sensu. Trzeba też pamiętać, że spoidło wielkie (med. corpus callosum) to około 200 milionów włókien nerwowych łączących obie półkule. Czyli to, co „lewe” zawsze działa w kontekście neuronalnym tego, co „prawe”.  Np. gdy mówimy, musimy też rozumieć to, co mówimy. Konieczna jest więc integracja przetwarzania linearnego(„lewego”) z przestrzenno-semantycznym („prawym”).   

Jedność mózgu jest szczególnie podkreślana w ramach stanowisk teoretycznych określanych mianem   MÓZGU UCIELEŚNIONEGO. Antonio Damasio w książce Błąd Kartezjusza pokazał jedność „ciałomózgu”, tworzącego całą psychikę. Bazą filozoficzną dla Damasio jest monizm Spinozy, a nie dualizm Kartezjusza. Całą książkę W poszukiwaniu Spinozy poświęcił więc temu  filozofowi. Teoria mózgu ucieleśnionego to wielki ukłon historii dla Spinozy.

Czym jest świadomość i co ją ogranicza?

Na pytanie czym jest świadomość nie ma jeszcze wyraźnej odpowiedzi. Ostatnia książka Gazzanigi szkicuje taką odpowiedź, lecz szczegółowe mechanizmy świadomości to nadal więcej pytań i paradoksów niż odpowiedzi.

W sensie formalnym nic nie ogranicza naszej świadomości, to kwestia edukacji i wykorzystywania możliwości poznawczych. A w sensie neuronalnym i w kontekście relacji mózg – poznawanie – świat powstają wątpliwości, czy nie ogranicza nas ZASADNICZA KONSTRUKCJA MÓZGU?? To, co poznaje jest stworzone z tego, co jest poznawane. A więc  występuje tu rodzaj pętli poznawczej. Od dawna fizycy (np. J. Wheeler) mówią o samouzgodnionej pułapce (self-reference cosmology). Niełatwo jest rozwiązać ten trudny problem leżący na pograniczu ontologii bytu i epistemologii. I nie jest to problem nowy, bo znany od  Starożytności.

Ostatnimi czasy sporo się mówi o różnych typach inteligencji, np. inteligencji emocjonalnej czy społecznej. Czy inteligencja jest jedna, tyle tylko, że posługujemy się nią inaczej w zależności od rodzaju materiału/zagadnienia, czy też faktycznie można mówić o mnogości inteligencji?

Istnieje tylko jedna INTELIGENCJA jako ewolucyjnie zdeterminowana zdolność ogólna mózgu, konieczna dla rozwiązywania różnych problemów adaptacji do zmienności i złożoności środowiska życia. A te różne „inteligencje”, które się rozmnożyły to zdolności specjalne. Np. „inteligencja emocjonalna” to stara zdolność... samokontroli emocji. Dlaczego lansuje się termin IE? Bo  inteligencja to „atrakcyjny” termin. Przymiotnik „inteligentny” np. w j. ang. jest na pierwszym miejscu kryteriów oceniania ludzi.  Inna sprawa, że następuje również deprecjacja terminu „inteligencja” bo się do niego przyklejają różne „sztuczne inteligencje”.

Koncepcja „mnogości/specyficzności inteligencji” (pseudoteoria: H. Gardnera, zawarta w Frames of mind (1983); por. też inne prace tego autora po polsku), jako opozycji do inteligencji ogólnej (general factor, odkrytej i opisanej przez C. Spearmana w 1904 roku) nie potwierdziła się empirycznie, ale nadal jest lansowana bez uzasadnienia. Ostatnio Gardner „odkrył” np. inteligencję ekologiczną. A ktoś inny „inteligencję seksualną”, a jeszcze inny „machiawelistyczną”.  

Osoby zainteresowane problematyką inteligencji odsyłam do doskonałej monografii naszego wybitnego znawcy tego zagadnienia: J. Strelau, Różnice indywidualne.... (2014, Scholar). Dodam tylko na koniec, że teoria czynnika inteligencji ogólnej trzyma się mocno. Niedawno jego uniwersalną strukturę potwierdzono w szeroko zakrojonych badaniach  międzykulturowych:
Warne, R. T., & Burningham, C. (2019). Spearman’s g found in 31 non-Western nations: Strong evidence that g is a universal phenomenon. Psychological Bulletin, 145(3), 237-272. http://dx.doi.org/10.1037/bul0000184


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Np. „inteligencja emocjonalna” to stara zdolność... samokontroli emocji.

Mam co do tego wątpliwości, i to z tych zasadniczych raczej. IE to przede wszystkim zdolność czytania, rozumienia (na poziomie emocjonalnym, a nie tylko teoretycznym) i używania kodu emocjonalnego. Z inteligencją ogólną ma to niewiele wspólnego (np. ZA). Stany emocjonalne indywidualne i zbiorowe są często sprzeczne z racjonalną, analityczną oceną rzeczywistości, a jako minimum są od niej w dużym stopniu niezależne.
Związku z samokontrolą emocji IE nie ma praktycznie żadnego. Do samokontroli emocji nie jest potrzebna IE, wystarczy zwykły trening.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja też z wątpliwościami:

2 godziny temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Z inteligencją jest tak samo jak z jazdą na rowerze; trzeba jeździć!!!

Ale jazda na rowerze to jest jest chyba coś, czego wystarczy nauczyć się raz i potem nawet po dużej przerwie łatwo do tego wrócić?

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wg mnie wyjątkowo nietrafione porównanie, nawet po długich latach przerwy ludzie wsiadają na rower i po prostu jadą. Problem jest się "od uczyć", na przykład żeby jeździć z odwrotną logiką - kierownica w prawo rower jedzie w lewo. Poniżej wklejam ciekawy filmik z takim rowerem.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minutes ago, dexx said:

kierownica w prawo rower jedzie w lewo

Ciekawostka nie związana z tematem. W motocyklach jest podobny efekt nazywany po angielsku counter steering. Powyżej prędkości około 30 km/h trzeba skręcić w lewo, aby motocykl skręcił w prawo i na odwrót ;) W klasycznych rowerach jest podobnie z resztą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.02.2020 o 22:33, darekp napisał:

Ale jazda na rowerze to jest jest chyba coś, czego wystarczy nauczyć się raz i potem nawet po dużej przerwie łatwo do tego wrócić?

 

2 godziny temu, dexx napisał:

Wg mnie wyjątkowo nietrafione porównanie, nawet po długich latach przerwy ludzie wsiadają na rower i po prostu jadą.

Ale w Tour de France nie pojadą, a próba pokonania trasy  Mai Włoszczowskiej skończy się rejteradą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.02.2020 o 19:47, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Dodam tylko na koniec, że teoria czynnika inteligencji ogólnej trzyma się mocno. Niedawno jego uniwersalną strukturę potwierdzono w szeroko zakrojonych badaniach  międzykulturowych:

Pscyhologia klasyczna zawsze była dla mnie ciężka w odbiorze.. Myślę, że jest tak ponieważ to w ogóle nie jest nauka w takim rozuminiu jak fizyka, chemia czy biologia (w tym neurobiologia). Lepszym określeniem jest tutaj paranauka - czyli coś z pogranicza nauki (z jedną nogą w filozofii). Psychologia jest zbiorem teorii zupełnie abstrakcyjnych wymieszanych z neurobiologią i nie koniecznie mających jakiś związek ze sobą. Jednak najgorsze są wnioski wyciągne przez niektórych psychologów. 

Nie znam tematu tak dogłebnie, więc może w tym konkretnym przykłądzie z tym nie trafię - ale wniosek że "udowodniono" że czynnik g występuje  w wielu kulturach jest jednoznaczny z tym, że "istnieje jedna inteligencja" jest wg mnie co najmniej watpliwy. Po pierwsze kto powiedział że "przetworzone wyniki z kwestionariusza inteligencji" to jest inteligencja?! Skoro inteligencja to jest ogólnie rzecz biorąc zdolnosc do rozwiązywania problemów przez mózg, to czynnik g może co najwyżej być lepsza lub gorszą MIARĄ tej inteligencji. Natomiast same problemy możemy klasyfikować i np mogą istnieć problemy emocjonalne, społęczne etc., więc ich optymalne rozwiązywanie będzie inteligencją i można moim zdaniem powiedzieć że "inteligencja emocjonalna" jest zdolnością do rozwiązywania takiej właśnie klasy problemów. Ewentualnie może być tak, że inteligencja ma te same lub zbliżone poziomy dla wszystkic klas problemów, wieć nie ma osób z inteligencją poznawczą na wysokim poziomie a z inteligencja emocjonalną na bardzo niskim, ale nie wydaje mi się... Moje obserwacje sugeruja coś zupełnie odwrotnego. Psychologia to bagno, żeby się w niej doszukać czegos sensownego trzeba się mocno namęczyć ;P Choć nie mówię że nie warto. 

Nie rozumiem też jak miałby wyglądać "dowód" że czynnik g to jest inteligencja a np. inteligencja emocjonalna to nie jest inteligencja...  

Z drugiej strony nie rozumiem też jak można "odkryć" inteligencję seksualną lub inną. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

A oto komentarz profesora Nosala:

 * Jazda na rowerze. Problem w tym z jakim poziomem sprawności jeździmy na rowerze. Jeśli ma on być wysoki to nieustanie musimy trenować i jeździć, tak jak kolarze. Oczywiście bez stałego treningu „wiem” jak się jeździ, ale to nie to samo, co jazda na dobrym poziomie. Inteligencja również wymaga stałego trenowania. Słusznie członkowie MENSY to robią, tworząc różne zadania.

** Relacja czynnik g a „inteligencja” emocjonalna. Co jest wspólne dla różnych zadań mierzących inteligencję płynną (parametry operacyjne umysłu) a zadaniami/sytuacjami wymagającymi kontroli emocjonalnej?  Otóż wspólne jest dla nich TRAFNE i SPRAWNE dokonywanie oceny. Innymi słowy INTELIGENCJA jest pewną FORMALNĄ cechą mechanizmów determinujących przetwarzanie informacji w systemie mózg//umysł. Z tego zapewne względu sądzi się, że tzw. pamięć robocza jest najsilniej związana z inteligencją płynną.

Słusznie ktoś w swoim komentarzu akcentuje znaczenie neurobiologii. Solidne analizy J. Mattarazzo (por. artykuł w American Psychologist (1992) wykazały ścisły związek ilorazu inteligencji z cechami fal mózgowych, tj. ich zmiennością i złożonością. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minut temu, Anna Błońska napisał:

Słusznie członkowie MENSY to robią, tworząc różne zadania.

Profesor się wg mnie myli. Zadania te są dość bezużyteczne dla świata. Inteligencja dla inteligencji to sztuka dla sztuki. Zdecydowanie lepiej wykorzystać czas na rozwiązywanie żywych problemów. Niestety te już wymagają często wiedzy i to sporej (np. jest masa problemów teoretycznych w ekonomii, których bez wiedzy teoretycznej się nie zrozumie). Zadania MENSY mogą być przydatne jedynie jako katalizator do uruchomienia IQ, ale wyrwane ze świata zewnętrznego na dłuższą metę stają się jałowe, ewenetualnie zabawą.

Godzinę temu, Anna Błońska napisał:

Co jest wspólne dla różnych zadań mierzących inteligencję płynną (parametry operacyjne umysłu) a zadaniami/sytuacjami wymagającymi kontroli emocjonalnej?  Otóż wspólne jest dla nich TRAFNE i SPRAWNE dokonywanie oceny.

To powiązanie jest mętne. Bez emocji ludzie nie potrafią podejmować decyzji, ale jeśli ktoś im da zadanie z precyzyjnym kryterium wyboru, to dokonają optymalnych decyzji zupełnie bez emocji. W życiu, gdzie nikt nam nie podaje żadnych kryteriów, gdzie sami musimy określić co jest ważne, co nie, kierujemy się uproszczonymi strategiami - heurystykami. Z tego właśnie powodu, że są uproszczone, to inteligencja płynna nie ma wiele do roboty. Z tego powodu w życiu codziennym to inteligencja skrystalizowana oraz emocjonalna są ważniejsze (bo one generują te heurystyki), a płynna służy jedynie jako narzędzie do rozwiązywania bardziej skomplikowanych zadań i kontrola emocji nie ma tu nic do rzeczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Antylogik napisał:
1 godzinę temu, Anna Błońska napisał:

Słusznie członkowie MENSY to robią, tworząc różne zadania.

Profesor się wg mnie myli. Zadania te są dość bezużyteczne dla świata. Inteligencja dla inteligencji to sztuka dla sztuki.

Wg mnie nie. Jak już trenowanie inteligencji  porównujemy do sportu, to czy uważasz, że Małysz (moje zainteresowanie skokami narciarskimi zatrzymało się na tamtym okresie) tylko właził na te skocznie, zsuwał się, aby potem się odbić i leeecieć? Nie. Na trening skoczków narciarskich składały się ćwiczenia aerobowe, anaerobowe, technika odbicia, trening mentalny, które były podstawą a skok ukoronowaniem tych przygotowań. 

A na potwierdzenie, modelowe doświadczenie: https://www.pnas.org/content/early/2008/04/25/0801268105.abstract

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, 3grosze napisał:

Jak już trenowanie inteligencji  porównujemy do sportu, to czy uważasz, że Małysz (moje zainteresowanie skokami narciarskimi zatrzymało się na tamtym okresie) tylko właził na te skocznie, zsuwał się, aby potem się odbić i leeecieć? Nie. Na trening skoczków narciarskich składały się ćwiczenia aerobowe, anaerobowe, technika odbicia, trening mentalny, które były podstawą a skok ukoronowaniem tych przygotowań.

W swoim komentarzu zakładasz z góry, że ja uważam sport Małysza za coś dobrego. Otóż nie, ja uważam, że jego sport jest tak samo bezużyteczny. Ogólnie biorąc sport wyczynowy i profesjonalny jest bezużyteczny. To taka sama sztuka dla sztuki. Jedyną formą sportu jaką akceptuję jest sport amatorski, dla własnych celów. Jednakże nawet taki sport powinien służyć jedynie jako narzędzie do rozwoju osobistego, w przeciwnym wypadku także jest bezużyteczny.

Wszystkie te ćwiczenia (sportowe czy umysłowe) powinny jedynie służyć jako katalizator do zwiększenia własnej efektywności w jakiejś konkretnej dziedzinie życia, dzięki której coś się poprawi w swoim życiu. Inaczej jest to bez sensu. Członkowie MENSY mogliby przecież wykorzystać swój potencjał dla rozwoju nauki. Sportowcy zaś mogliby zaś być wykorzystywani do różnych testów biochemicznych, np. do testowania leków na przedłużanie sprawności fizycznej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Antylogik napisał:

W swoim komentarzu zakładasz z góry, że ja uważam sport Małysza za coś dobrego.

Ocena jakościowa jest tutaj nieistotna. Chodzi o wielopasmową drogę do sukcesu, którym w tym wątku jest podniesienie inteligencji, wykorzystanej póżniej  dla dobra ludzkości.

Godzinę temu, Antylogik napisał:

Otóż nie, ja uważam, że jego sport jest tak samo bezużyteczny.

Dostarcza masom rozrywki: panem et circenses. Rywalizację mamy w genach, a substytutem są cudze zmagania.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, Anna Błońska napisał:

A oto komentarz profesora Nosala:

 * Jazda na rowerze. Problem w tym z jakim poziomem sprawności jeździmy na rowerze. Jeśli ma on być wysoki to nieustanie musimy trenować i jeździć, tak jak kolarze. Oczywiście bez stałego treningu „wiem” jak się jeździ, ale to nie to samo, co jazda na dobrym poziomie. Inteligencja również wymaga stałego trenowania. Słusznie członkowie MENSY to robią, tworząc różne zadania.

Po prostu lepiej zamienić jazdę na rowerze która jest silnie związana z równowagą na inną umiejętność ruchową, porponuje żonglerkę :) I wszystko będzie jasne. Krótko mówiąc mózg można trenować (neuroplastyczność) i wiedza/umiejętności nieużywana zanikają (z różną prędkością, po prostu zdolność do utrzymywania równowagi jest bardziej trwała/podstawowa).

Bardzo miło że nawiązałaś kontakt z Profesorem Nosalem żeby przekazać jego opinie. Dzięki!  

13 godzin temu, Anna Błońska napisał:

** Relacja czynnik g a „inteligencja” emocjonalna. Co jest wspólne dla różnych zadań mierzących inteligencję płynną (parametry operacyjne umysłu) a zadaniami/sytuacjami wymagającymi kontroli emocjonalnej?  Otóż wspólne jest dla nich TRAFNE i SPRAWNE dokonywanie oceny. Innymi słowy INTELIGENCJA jest pewną FORMALNĄ cechą mechanizmów determinujących przetwarzanie informacji w systemie mózg//umysł. Z tego zapewne względu sądzi się, że tzw. pamięć robocza jest najsilniej związana z inteligencją płynną.

Powiem inaczej, inteligencja płynna to jest tylko koncepcja która ma w nazwie słowo "inteligencja". Nie może ona zawłaszczać tego generalnego pojęcia dla siebie :P Nie można mówić o dowodach że inteligencja jest taka lub inna, co najwyżej można udowadniać poziom skuteczności miary jaką jest czynnik g w stosunku do innych miar etc. Ten czynnik wspólny o którym mówi Prof. czyli "TRAFNE i SPRAWNE dokonywanie oceny" to nic innego jak element procesu optymalnego podejmowania decyzji - czyli inteligencji właśnie (wg ogólnej definicji, którą Prof. zresztą sam podał w tekście wyżej). Oznacza to zatem, że inteligencja emocjonalna to abstrakcyjny podzbiór umiejętności ogólniejszej - mierzonej tym czynnikiem g i o to pewnie chodzi Profesrowi, że nie ma "formularzy" sensowniejszych od czynnika g. 

"INTELIGENCJA jest pewną FORMALNĄ cechą mechanizmów determinujących przetwarzanie informacji w systemie mózg//umysł". Tego nie za bardzo rozumiem, kazda cecha mózgu czy umysłu jest cechą mechanizmół przetwarzania informacji w tym systemie, i każdy z tych mechanizmów jest deterministyczny. Co do tej "formalności" - dziwna sprawa, biologiczne cechy mogą by formalne? Pewnie znó chodzi o to że czynnik g jest formalną miarą inteligencji. 

13 godzin temu, Anna Błońska napisał:

Słusznie ktoś w swoim komentarzu akcentuje znaczenie neurobiologii. Solidne analizy J. Mattarazzo (por. artykuł w American Psychologist (1992) wykazały ścisły związek ilorazu inteligencji z cechami fal mózgowych, tj. ich zmiennością i złożonością. 

I to są konkrety i ciekawe rzeczy :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

aha pisząc o "formularzach czynnika g" mam na myśli oczywiście testy IQ, bo rozumiem że one właśnie to mierzą (w sensie taka jest interpretacja). 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wywiadu udzieliła nam Aleksandra Kleśta-Nawrocka, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii, historyk i etnolog/antropolog kulturowy. Adiunkt w Dziale Historii Toruńskiego Piernikarstwa w Muzeum Okręgowym w Toruniu. Naukowo interesuje się historią i antropologią jedzenia. Autorka wielu tekstów naukowych i popularnonaukowych o kuchni historycznej i regionalnej, m.in. Kucharz doskonały. Historyczno-kulturowy fenomen kuchni staropolskiej (2016), Wielka Księga Wołowiny (współautorka, 2015), Półgęski, czernina i karp w piernikach (razem z J. Dumanowskim, 2012). Po pracy pisze bloga www.prowincjaodkuchni.pl.


      Kiedy na ziemiach polskich pojawiły się pierniki?
      Dokładne datowanie jest bardzo trudne, to zadanie dość karkołomne... Przyjmuje się, że pierniki na ziemiach polskich były wypiekane już w średniowieczu. W Toruniu pierwsze wzmianki pochodzą z XIV wieku.
      Z jakiego okresu pochodzi najstarszy znany przepis?
      Najstarszy drukowany przepis na piernik toruński pochodzi z poradnika medycznego Compendium Medicum Auctum z 1725 roku. Choć wiadomo, że pierniki wypiekano wcześniej, jednak niechętnie zdradzano recepturę. Każdy piernikarz , mistrz w swoim fachu, miał swój sekret, którego pilnie strzegł. Dopiero w XIX i na początku XX wieku przepisy na pierniki i pierniczki pojawiają się w książkach kucharskich. Już wówczas składniki są coraz lepiej dostępne, gospodynie domowe, mieszczanki i szlachcianki mogą wypiekać pierniczki we własnych kuchniach.
      Najbardziej znane polskie pierniki to toruńskie katarzynki. Często słyszy się też o piernikach bardzkich czy gdańskich brukowcach. Jakie jeszcze (obecnie) polskie miasta/regiony miały swoje pierniki? Czym się one między sobą różniły?
      Pierniki toruńskie przez długie lata konkurowały z tymi z Norymbergii. Do dziś jedne i drugie cieszą się uznaniem smakoszy. Każdy z nich jest też inny. W piernikach norymberskich możemy wyczuć opłatek umieszczany na spodzie każdego ciastka. W przepisach na toruński piernik pojawia się z kolei kandyzowana skórka pomarańczowa albo cytrynowa.  Brukowce, to pierniki, które w również w Toruniu wypiekali piernikarze, a dziś brukowiec kujawski – świąteczny piernik domowy jest wpisany na ministerialną listę produktów tradycyjnych.
      Poza tym piernikarskie tradycje odradzają się w innych regionach, jak choćby na Dolnym Śląsku. O przywracanie tej tradycji dbają piernikarze z Wrocławia czy Jawora, gdzie od kilku lat jest organizowane święto chleba i piernika. Istnieje bardzo dużo miejsc, w których żyją piernikowe tradycje, jednak maja one często wymiar sezonowy, na przykład związany z okresem przed świętami Bożego Narodzenia.
      Natomiast bezsprzecznie to Toruń jest najsłynniejszym piernikowym miastem, w którym tradycja wypiekania pierników sięga średniowiecza. Od tego czasu jest w zasadzie nieprzerwana. Ciekawe jest to, że w Toruniu sezon na pierniki trwa cały rok. Katarzynki, wspomniane w pytaniu, wśród pierników toruńskich odniosły szczególny sukces. Jest w nich tradycja i tajemnica. Istnieje wiele legend o powstaniu tego piernika. Wersji wiele, ale główny sens jeden – katarzynki powstały z miłości. Mówi się, że to jeden z najważniejszych składników piernikowego ciasta.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z University of Adelaide i University of Witwatersrand twierdzą, że współcześnie żyjące wielkie małpy są bardziej inteligentne od naszego przodka, australopiteka, a więc i od słynnej Lucy. Wyniki ich badań zostały opublikowane na łamach Proceedings of the Royal Society B. Podważają one dotychczasowe przekonania dotyczące inteligencji australopiteków, które były oparte na wielkości ich mózgów.
      Tym razem naukowcy podeszli do zagadnienia z nieco innej strony. Postanowili ocenić przepływ krwi w częściach mózgu odpowiedzialnego za funkcje poznawcze. Oszacowali go na podstawie wielkości otworów w czaszce, którymi dochodziły naczynia krwionośne. Technikę tę odpowiednio skalibrowano na przykładach ludzi i innych ssaków, a następnie zbadano w ten sposób czaszki 96 dużych małp i 11 australopiteków.
      Kierujący badaniami profesor Roger Seymour z Uniwersytetu w Adelajdzie poinformował, że u współczesnych wielkich małp przepływ krwi przez części mózgu odpowiedzialne za funkcje poznawcze jest większy, niż u australopiteków. Uzyskane wyniki były niespodziewane dla antropologów, gdyż generalnie uważa się, że inteligencja jest bezpośrednio związana z wielkością mózgu, mówi profesor Seymour. Tymczasem mózgi australopiteków są większe niż wielu współczesnych małp.
      Opieranie się na wielkości mózgu wydaje się rozsądne, gdyż większy mózg oznacza większą liczbę neuronów. Ponadto funkcje poznawcze zależą nie tylko od liczby neuronów, ale też od liczby łączących je synaps. To one zarządzają przepływem informacji w mózgu, a większa aktywność synaps oznacza lepsze przetwarzanie danych.
      Ludzki mózg na działalność synaps zużywa aż 70% energii, a ilość energii dostarczanej do mózgu jest proporcjonalna do przepływu krwi zapewniającej tlen. Mimo, że masa ludzkiego mózgu stanowi zaledwie 2% masy ciała, to mózg zużywa 15–20% całości używanej przez nas energii, a serce dostarcza mu około 15% całości krwi.
      Wiadomo, że wielkie mały są bardzo inteligentne. Jak jednak ta inteligencja ma się do inteligencji australopiteków sprzed 3 milionów lat, takich jak Lucy? Mózgi nieczłowiekowatych wielkich małp są mniejsze lub równe mózgom australopiteków, zatem przyjmowano, że Lucy była od nich bardziej inteligentna. Wiemy też, że ludzki mózg, pod względem rozmiarów i liczby neuronów, wygląda jak przeskalowany mózg małp naczelnych. Jednak nasze badania wykazały, że ilość krwi przepływającej przez mózg australopiteka była znacznie mniejsza niż ilość krwi przepływająca przez mózgi współczesnych naczelnych nieczłowiekowatych. Oceniliśmy, że ilość krwi przepływającej przez mózg Koko [słynna gorylica, która porozumiewała się z ludźmi za pomocą około 1000 znaków i gestów – red.] była około dwukrotnie większa niż u Lucy. Jako, że ilość przepływającej krwi wydaje się lepszym wskaźnikiem zdolności do przetwarzania informacji, Koko wydaje się bardziej inteligentna, podsumowuje Seymour.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na nasze pytania odpowiedział Maciej Ziemek – dziennikarz motoryzacyjny z 25-letnim doświadczeniem. Autor ponad 2000 artykułów o tematyce motoryzacyjnej, na które składają się szczegółowe testy aut, teksty o tematyce rynkowej i poradniczej z dziedziny motoryzacji oraz relacje z wydarzeń sportowych. Przetestował już ponad tysiąc samochodów. Jest jednym z dwóch polskich jurorów najbardziej prestiżowego i najstarszego międzynarodowego konkursu na najlepszy samochód w Europie – Car of the Year. Entuzjasta i miłośnik motoryzacji, kibic i pasjonat rajdów samochodowych. W roli obserwatora uczestniczył w kilkudziesięciu rajdach WRC, rozgrywanych od Meksyku, przez Europę, aż po Nową Zelandię. Licencjonowany pilot rajdowy (z powołania) i kierowca wyścigowy (z „przymusu” – z przymrużeniem oka).


      W jednym ze swoich artykułów napisał Pan, że prezesi największych firm motoryzacyjnych świata coraz częściej posługują się terminem „mobilność”, a nie „motoryzacja”. Skoro samochód ma służyć bardziej do przemieszczania się niż do jeżdżenia i bardziej do użytkowania niż posiadania, jak wg Pana, będzie wyglądać rynek samochodowy bliższej i dalszej przyszłości?
      Technologicznej rewolucji nie wywołali producenci samochodów znudzeni autami napędzanymi silnikami spalinowymi, ale urzędnicy. Jeśli chodzi o średnią emisję dwutlenku węgla na samochód dokręcili śrubę tak mocno, że bez aut o teoretycznie zerowej emisji żaden producent nie jest w stanie spełnić przyszłej normy. Tylko z tego powodu niektórzy producenci wycofali się z Europy. W bliższej przyszłości samochody wciąż będą miały cztery koła i kierownicę, a ich prowadzenie będzie wymagało udziału kierowcy, ale szybko będzie przybywać aut napędzanych silnikiem elektrycznym. Niektóre firmy zapowiadają wzrost udziału samochodów elektrycznych w ich gamie do 50% w ciągu kilku lat. Tyle jeśli chodzi o samochody. Jeżeli chodzi o ich posiadanie, coraz popularniejsze stają się wszelkiego rodzaju formy najmu niż zakup na własność. Tu decydującą rolę odgrywają nie tylko względy finansowe (czytaj – podatkowe), ale również fakt, że samochody coraz bardziej tracą status przedmiotu pożądania. Niestety. Na własne życzenie. 20 lat temu oferta Mercedesa składała się z 5 modeli, które były oferowane w 8 wersjach nadwoziowych. Dzisiaj ten sam Mercedes oferuje 20 modeli w 30 wersjach nadwoziowych.
      W dalszej przyszłości, za ok. 20-30 lat, samochody będą potrafiły obejść się bez kierowcy. Już potrafią, ale w ograniczonym zakresie i jedynie w określonych sytuacjach. Producenci samochodów zmienią się z dostawców aut w dostawców mobilności – dostarczą klientom ich „serwisu” taki pojazd, którego w danym momencie klient potrzebuje. Od hulajnogi w obcym mieście po auto dostawcze, którym raz na kilka lat przewiziemy nową lodówkę.
      Podobno przyszłość rajdów należy do samochodów elektrycznych. Wielu ludziom ta perspektywa niezbyt przypadła do gustu. Co Pan jako miłośnik tej dyscypliny sportu o tym myśli?
      Sport to emocje. Te buduje między innymi dźwięk, którego silnikom elektrycznym brak. Póki co nie wyobrażam sobie, żeby na myśl o podziwianiu bezszelestnie poruszającego się po odcinku specjalnym „trolejbusu” chciało mi się stać na 30-stopniowym mrozie podczas Rajdu Szwecji. Oczywiście, dźwięk można dorobić, ale to nie będzie już to samo. „Pozytywki” mogę posłuchać na kanapie w domu. W pierwszej kolejności kierowców rajdowych czeka przesiadka do samochodów hybrydowych. To już pewne, że auta klasy WRC następnej generacji, które na rajdowych trasach pojawią się już w 2021 roku będą hybrydowe.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naszym rozmówcą jest doktor habilitowany Jacek Schindler z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego główne obszary zainteresowań naukowych to semiologia oraz kultura a środowisko naturalne. Od kilku dekad prowadzi działania edukacyjne i badawcze związane z ochroną środowiska, a w szczególności gospodarką odpadami. Jest m.in. autorem wystaw opakowań koncentrujących się na użytkowaniu i konsumpcji opakowań, cyklu filmów edukacyjnych emitowanych w telewizjach wielu krajów, współpracował przy tworzeniu materiałów edukacyjnych, scenariuszy zajęć dla szkół i przedszkoli, wraz z samorządami prowadził kampanie aktywizujące lokalnych mieszkańców.


      Jak to jest z tymi plastikami? Doszliśmy do ściany – jak chcą niektórzy – czy też to nie my powinniśmy z tym coś zrobić, bo przecież niemal cały plastik zatruwający oceany pochodzi z krajów Afryki i Azji?
      Dzielenie na Afrykę, Azję, Australię itp nie ma sensu. Problem jest globalny, a plastik na masową skalę wprowadziły w II połowie zeszłego wieku najbardziej wtedy rozwinięta kraje zachodnie. Kraje te nadal produkują wielokrotnie więcej odpadów per capita niż kraje, w których obywatele marzą o zachodnim poziomie konsumpcji.
      Spełnianie wysokich wymogów dotyczących zagospodarowania odpadów w Europie nie jest możliwe bez eksportu śmieci. Chiny do 2018 roku przyjmowały ponad 7 mln ton odpadów rocznie. Europejskie odpady importuje dziesiątki krajów na całym globie, trafiają też do Polski bo u nas przepełnione wysypiska ulegają samozapłonom i problem się samoczynnie redukuje. Nie muszę dodawać, że każda tona załadowanych na statek odpadów, bez względu na to, co się z nią dzieje w kraju docelowym, jest liczona jako odpady poddane recyklingowi lub innej formie zgodnej z unijnym prawem utylizacji.
      Patrząc na to ze strategicznej perspektywy, to kraje naszej części świata wprowadziły innowacyjne technologie oparte na jednorazowym plastiku, nie dbając o ich skutki. To są takie półtechnologie. To jest tak, jakby nowy samochód zostawić na środku drogi, bo przecież nas już dowiózł, w wracać będziemy następnym.
      Zakaz plastikowych słomek, opłaty za jednorazowe torby to dobry kierunek?
      Kierunek dobry, ale nad wyraz skromny. Zakaz dotyczy przecież tylko kilku z typów produktów, z tysięcy jakie zbytecznie wprowadzamy do obiegu. Zresztą spytaj żółwia z obrazka, co myśli o zakazie słomek i toreb foliowych. Jest uwięziony w plastiku od sześciopaka. Mi powiedział, że taki plastikowy łącznik jest zapewne dla tych, którzy nie potrafią zliczyć do sześciu.
      A tak na poważnie, opłaty zmniejszają problem, a wycofanie ze sprzedaży rozwiązuje problem.  W przypadku foliowych jednorazówek zrobiło to już kilka krajów afrykańskich. W ciągu ok. 5 lat ich śladem pójdzie Europa. Tu również decydenci UE zaczynają rozumieć, że jednorazówki na zakupy to zbyt prymitywna i kosztowna technologia, której klimatycznych skutków nie skompensują żadne opłaty. Takich produktów, dodatków, opakowaniowych gadżetów są tysiące. Konieczne są bardziej kompleksowe rozwiązania, a nie tylko wybieranie – trochę na pokaz – pojedynczych produktów.
      Gdy poznaliśmy się jakieś 30 lat temu, prowadziłeś projekt „Świat opakowany”. W czasach, gdy Polacy zachłysnęli się różnorodnością towarów zapakowanych w śliczne błyszczące plastiki, Ty proponowałeś pachnący komunizmem szary papier pakowy i papierowy sznurek. Jaki był wówczas odbiór wystawy i jaki byłby teraz? Coś się w tym względzie zmieniło?
      Nie tyle proponowałem szary papier, ile pokazywałem, że w większości przypadków kupując produkty codziennego użytku mamy wybór. Taki sam lub podobny produkt możemy kupić w mniej lub bardziej uciążliwym opakowaniu. Oczywiście zachęcałem do tych mniej uciążliwych wersji i na rzecz ich rozpoznania. Czyli m.in. pastę bez kartonika, torbę i butelkę wielokrotną, duże, zamiast kilku małych itd. Dziś są to rzeczy oczywiste, ale ilość problematycznych opakowań zwielokrotniła się.
      Generalnie myślę, że edukacją niewiele już zdziałamy. Konsumenci mają coraz mniejszy wpływ na to co jest produkowane i sprzedawane. Konieczne są rozwiązania strukturalne. Po prostu zablokowanie technologii, które są uciążliwe i posiadają bardziej przyjazne dla środowiska alternatywy. Oznacza to jednak gruntowną zmianę w myśleniu o  gospodarce („wolności gospodarczej”), odpowiedzialności i regulacjach dla producentów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ramach pionierskich badań prześledzono aktywność pojedynczych neuronów znajdujących się głęboko w mózgu, a dokonane odkrycia mogą wyjaśnić, skąd się bierze ludzka inteligencja i dlaczego jesteśmy podatni na choroby psychiczne.
      Autorami wyjątkowych badań są Rony Paz z izraelskiego Instytutu Weizmanna, który specjalizuje się w badaniu dynamiki neuronów zaangażowanych w procesy uczenia się u makaków oraz neurochirurg Itzhak Fried z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.
      Dzięki badaniom pojedynczych neuronów naukowcy byli w stanie, po raz pierwszy w historii, odkryć różnice pomiędzy „oprogramowaniem” ludzkiego i małpiego mózgu. Okazało się, że ludzki mózg potrafi wykorzystać stabilność sygnałów, czyli poziom im synchronizacji pomiędzy neuronami, do bardziej efektywnego przetwarzania informacji. Na łamach Cell odkrywcy sugerują, że to właśnie ta umiejętność przyczynia się zarówno do ludzkiej inteligencji, jak i do powstawania chorób psychicznych.
      Badacze wykorzystali dane na temat aktywności pojedynczych neuronów, które zbierali od ludzi z epilepsją w czasie, gdy ci przechodzili zabiegi neurochirurgiczne. Przeprowadzenie takich badań jest tak trudne, że jedynie kilka klinik na świecie mogło wziąć w nich udział. Dla porównania zebrano podobne, istniejące już wcześniej dane od trzech małp oraz pozyskane je od dwóch kolejnych.
      Przez ostatnich kilka dziesięcioleci naukowcy odnotowali wiele mniejszych i większych różnic w budowie mózgu człowieka i naczelnych. Teraz przeprowadzono pierwsze badania pokazujące różnice w sygnałach przebiegających w mózgu.
      Istnieje wyraźna różnica w zachowaniu i psychologii pomiędzy ludźmi a innymi naczelnymi. Teraz zaobserwowaliśmy te różnice w biologii mózgu i są to niezwykle ważne badania, mówi Mark Harnett z MIT, który specjalizuje się w badaniu, w jaki sposób biofizyka neuronów wpływa na ich zdolności obliczeniowe.
      Rony Paz w swoich badaniach skupia się na ciele migdałowatym, przetwarzającym podstawowe sygnały potrzebne do przetrwania, jak konieczność ucieczki przed drapieżnikiem, oraz zakręcie obręczy, który jest zaangażowany w bardziej złożone zadania, jak uczenie się.
      Izraelski uczony chciał wiedzieć, czy neurony z obu wymienionych obszarów różnią się u ludzi i u małp. O pomoc poprosił Frieda, który jest twórcą techniki rejestrowania aktywności pojedynczych neuronów u ludzi z epilepsją nie reagujących na leczenie. Metoda Frida polega na wszczepieniu do mózgu pacjenta wielu miniaturowych elektrod. Pacjent pozostaje w szpitalu do czasu, aż dozna ataku epilepsji. Elektrody określają miejsce, które zapoczątkowało atak. Są one następnie usuwane, a obszar odpowiedzialny za epilepsje jest niszczony. Pacjenci w czasie pobytu w szpitalu często biorą udział w eksperymentach pozwalających na pogłębienie wiedzy o mózgu.
      Paz i Fried zebrali dane o niemal 750 neuronach z ciała migdałowatego i zakrętu obręczy z mózgów pięciu małp i siedmiu ludzi. W danych poszukiwali informacji o poziomie stabilności sygnałów rozumianym jako ich synchronizacja oraz o wydajności ich przetwarzania, rozumianych jako liczba różnych wzorców aktywności.
      Okazało się, że i u ludzi i u małp sygnały w ciele migdałowatym były bardziej stabilne niż w zakręcie obręczy. Jednak te w zakręcie obręczy były bardziej efektywne. U ludzi oba regiony były mniej stabilne i bardziej efektywne niż u małp. Tak więc wydaje się, że nasze mózgi poświęcają nieco stabilności na rzecz zwiększonej efektywności.
      Jak mówi Paz, takie odkrycie ma sens. Jeśli sygnał jest bardziej stabilny, jest on bardziej jednoznaczny i mniej podatny na błędy. Gdy widzę tygrysa, chcę, by wszystkie neurony w moim ciele migdałowatym dały mi sygnał do szybkiej ucieczki, mówi Paz. Jednak u wyżej zorganizowanych zwierząt, jak np. u naczelnych, w mózgu wyewoluowały bardziej elastyczne obszary, które dają możliwość pojawienia się większej liczby rozwiązań na widok zbliżającego się niebezpieczeństwa.
      U ludzi ta elastyczność poszła dalej niż u innych naczelnych. Jesteśmy dzięki temu bardziej inteligentni, ale i bardziej podatni na błędy w sygnałach pomiędzy neuronami, co wyjaśnia podatność ludzi na zaburzenia umysłowe.
      Co interesujące, jak zauważa Robert Knight z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, powyższe odkrycie zgadza się z już istniejącymi teoriami psychologicznymi, które mówią, że stopień synchronizacji aktywności neuronów w mózgu może być skorelowany z występowaniem psychoz i depresji. To bardzo ważne badania, gdyż większość eksperymentów neurologicznych jest prowadzonych na zwierzętach z założeniem, że podstawowe wzorce aktywności neuronów odnoszą się też do ludzi, mówi.
      Christopher Petkov z Newcastle University zauważa jednak, że w kolejnych badaniach konieczne jest potwierdzenie spostrzeżeń Paza i Frieda. Bezpośrednie porównanie danych pozyskanych od ludzi i małp jest trudne, gdyż trudno jest stwierdzić, czy oba badane gatunki znajdowały się podczas zbierania danych w tym samym stanie umysłu. Paz przyznaje, że może być to problem, a długi, liczony w godzinach, czas rejestrowania danych oznacza, iż prawdopodobnie pojawiło się wiele różnic w stanie umysłu ludzi i małp. Uczony mówi jednak, że już planuje kolejne eksperymenty, w czasie których małpy i ludzie będą wykonywali podobne zadania wprowadzające je w konkretny stan, jak na przykład w niepokój.
      Badania takie nie będą jednak proste. Jako, że elektrody umieszczane są u epileptyków tylko w tych obszarach, gdzie prawdopodobnie pojawiają się napady, to – jak zauważa Fried – w klinikach zdolnych do przeprowadzenia badań pojawia się w ciągu roku jedynie 10–15 odpowiednich pacjentów i trzeba ich namówić, by pozostali w szpitali i wzięli udział w nudnych eksperymentach.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...