Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Zwykłe maseczki chirurgiczne chronią przed zakażeniem równie dobrze, jak maski z filtrem N95

Recommended Posts

Zwykłe maseczki chirurgiczne chronią przed chorobami zakaźnymi takimi jakim grypa równie dobrze, jak maski z filtrem klasy N95, wynika z badań, których wyniki opublikowano na łamach Journal of the American Medical Association (JAMA).

To ważne spostrzeżenie z punktu widzenia zdrowia publicznego, gdyż mówi nam, jakie rozwiązania powinniśmy rekomendować w obliczu epidemii, mówi główna autorka badań, doktor Trish Perl szefowa Wydziału Chorób Zakaźnych w UT Southwestern Medical Center.

W 2009 roku podczas epidemii świńskiej grypy chorobą zaraziło się niemal 30% pracowników wydziałów ratunkowych w nowojorskich szpitalach. Wtedy to amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) zalecały stosowanie masek z filtrami N95. Lepiej przylegają one do twarzy i nosa niż standardowe maseczki chirurgiczne. Jednak niektóre szpitale miały problemy z uzupełnieniem zapasów, gdy takie maseczki się wyczerpały. Ponadto istnieją obawy, że wielu pracowników opieki zdrowotnej nie będzie stosowało masek z filtrem, gdyż są one mniej wygodne, trudniej się w nich oddycha i jest w nich cieplej.

W ramach randomizowanych badań klinicznych doktor Perlman i jej zespół przyjrzeli się stosowaniu zwykłych masek chirurgicznych oraz masek z filtrem w siedmiu miastach w USA przez pracowników CDC, szpitali uniwersyteckich i szpitali Departamentu ds. Weteranów.  Przeanalizowali dane z sezonów grypowych z lat 2011–2015, badając przypadki grypy i innych chorób układu oddechowego wśród pracowników służby zdrowia. To największe tego typu badania, jakie przeprowadzono w USA.

Badania pokazały, że w grupie używającej masek z filtrem doszło do 207 przypadków zarażenia grypą, podczas gdy w grupie używającej zwykłych maseczek chirurgicznych takich przypadków było 193. Ponadto w grupie używającej masek z filtrem N95 odnotowano 2734 przypadki zarażenia innymi chorobami układu oddechowego, a w grupie korzystającej ze zwykłych maseczek chirurgicznych przypadków takich było 3039.

W ramach prowadzonych badań 1993 losowo wybranych uczestników nosiło maseczki N95, a 2058 osób nosiło zwykłe maseczki chirurgiczne. Zakładać je mieli, gdy znajdą się w pobliżu pacjenta z chorobą układu oddechowego. Z jednej strony badano liczbę przypadków zachorowań na grypę, w z drugiej zaś – liczbę przypadków zachorowań na inne choroby układu oddechowego. Autorzy badań stwierdzili, że wśród personelu służby zdrowia porównanie skuteczności maseczek N95 ze zwykłymi maseczkami chirurgicznymi nie wykazało znaczącej różnicy w ochronie przed zachorowaniami na grypę.

Z badań tych wynika, że żaden z tych sposobów ochrony nie jest lepszy od drugiego, podsumowuje doktor Perl.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

207 przypadków zarażenia grypą, podczas gdy w grupie używającej zwykłych maseczek chirurgicznych takich przypadków było 193. Ponadto w grupie używającej masek z filtrem N95 odnotowano 2734 przypadki zarażenia innymi chorobami układu oddechowego, a w grupie korzystającej ze zwykłych maseczek chirurgicznych przypadków takich było 3039.

No nie wiem, jakoś mnie to nie przekonuje. To że 207 i 193 mogą się nie różnić istotnie jestem w stanie zrozumieć, ale 2734 i 3039 już mniej ;P To jest 10 % różnicy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

207 i 193 to zachorowanie na:

10 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

przed chorobami zakaźnymi takimi jakim grypa

czyli różnicy nie ma.

 

2734 i 3039 to:

10 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

przypadki zarażenia innymi chorobami układu oddechowego,

różnica istotna.

Te "inne" i to w grupie samych infekcyjnych, to np nieżyt nosa, przeziębienie, zapalenie zatok, oskrzeli, tchawicy, płuc, opłucnej, grużlica. Tytuł artu odnosi się więc do "grypy", co jest zaznaczone w jego pierwszym zdaniu.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minut temu, Warai Otoko napisał:

No nie wiem, jakoś mnie to nie przekonuje. To że 207 i 193 mogą się nie różnić istotnie jestem w stanie zrozumieć, ale 2734 i 3039 już mniej ;P To jest 10 % różnicy. 

Ja bym zgadywał, że maseczki nie chronią przed wirusem grypy, chronią za to przed innymi wspomnianymi przez @3grosze Z drugiej strony wiemy, że mycie rąk jest skutecznym środkiem prewencji :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Jajcenty napisał:

Z drugiej strony wiemy, że mycie rąk jest skutecznym środkiem prewencji :)

+ wyeliminowanie często spotykanej przywary ( a fe! ) dotykania ust nieumytymi dłonmi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, Jajcenty napisał:

Ja bym zgadywał, że maseczki nie chronią przed wirusem grypy, chronią za to przed innymi wspomnianymi przez @3grosze 

To właśnie miałem na myśli ;P Wspomniałem o tym bo 

 

11 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Z badań tych wynika, że żaden z tych sposobów ochrony nie jest lepszy od drugiego, podsumowuje doktor Perl.

Co jest chyba niesłusznym wnioskiem skoro wszyscy zauważyliśmy, że skuteczność maseczek z filtrem jest wyraźnie wyższa w przypadku "innych" chorób. 

Doktor Perl chyba bardzo chciał coś udowodnić ;P 

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, Warai Otoko napisał:
11 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Z badań tych wynika, że żaden z tych sposobów ochrony nie jest lepszy od drugiego, podsumowuje doktor Perl.

Co jest chyba niesłusznym wnioskiem skoro wszyscy zauważyliśmy, że skuteczność maseczek z filtrem jest wyraźnie wyższa w przypadku "innych" chorób.

Wniosek dr Perla odnosi się do porównania ich skuteczności przeciw grypie (jest podobny i nierewelacyjny:)), a czy są nieskuteczne w ogóle, (wobec grypy) to dopiero po porównaniu ilości zainfekowan na grypę  bezmaseczkowców w porównywalnym srodowisku,  dałoby odpowiedż  o ich efektywności.

22 minuty temu, 3grosze napisał:
39 minut temu, Jajcenty napisał:

Z drugiej strony wiemy, że mycie rąk jest skutecznym środkiem prewencji :)

+ wyeliminowanie często spotykanej przywary ( a fe! ) dotykania ust nieumytymi dłonmi.

Ech ta logika. Zastosowanie warunku pierwszego, wyklucza przecież konieczność warunku drugiego.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, 3grosze napisał:

Wniosek dr Perla odnosi się do porównania ich skuteczności przeciw grypie (jest podobny i nierewelacyjny:))

Inaczej to rozumiem :P

11 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Zwykłe maseczki chirurgiczne chronią przed chorobami zakaźnymi takimi jakim grypa równie dobrze, jak maski z filtrem klasy N95

Powyższe zdanie znaczy dla mnie, że chodzi o WSZYSTKIE choroby zakaźne, a część "takimi jak grypa" to jest jedynie przykład jednej z  tych chorób. 

Gdyby chodziło mu tylko o grypę - zdanie powinno brzmieć: Zwykłe maseczki chirurgiczne chronią przez grypą (jedną z chorób zakaźnych) równie dobrze jak...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dopisałem jeszcze jeden akapit, by między walczące węże laskę rzucić :P

A pytanie zapewne brzmi: jak - w praktyce a nie teorii - ludzie się tymi chorobami zarażają. Czy głównie drogą kropelkową czy głównie dotykając twarzy rękoma.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

38 minut temu, Warai Otoko napisał:
12 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Zwykłe maseczki chirurgiczne chronią przed chorobami zakaźnymi takimi jakim grypa równie dobrze, jak maski z filtrem klasy N95

Powyższe zdanie znaczy dla mnie, że chodzi o WSZYSTKIE choroby zakaźne, a część "takimi jak grypa"

i to zdanie drP podpiera liczbami 207 i 193. No i  wątpliwości powinno rozwiać podanie póżniej statystyki

12 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

zarażenia innymi chorobami układu oddechowego

i podanie liczb 2734 i 3039. Te inne, to inne wirusy, inna patofizjologia.

 

34 minuty temu, Mariusz Błoński napisał:

A pytanie zapewne brzmi: jak - w praktyce a nie teorii - ludzie się tymi chorobami zarażają. Czy głównie drogą kropelkową czy głównie dotykając twarzy rękoma.

Drogą kropelkową to głownie w obecności smarkającego, kichającego, ewentualnie całującego zakażonego (zakażenie bezpośrednie). Rękoma, to po kontakcie z wydzielinami dróg oddechowych, ( i przeniesieniu do ust, oczu) które mogą być w dużej;) odległości od chorego. Czyli druga metoda zakaża  populację skuteczniej.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
53 minuty temu, Mariusz Błoński napisał:

Dopisałem jeszcze jeden akapit, by między walczące węże laskę rzucić

teraz wszystko jasne :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Warai Otoko napisał:

teraz wszystko jasne :P

nic nie jest jasne :P

14 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Zwykłe maseczki chirurgiczne chronią przed chorobami zakaźnymi takimi jakim grypa równie dobrze, jak maski z filtrem

ja bym w tej konkluzji zamienił "równie dobrze" na "równie niedobrze". Nie będzie to  kłócić się z wynikami badań, a będzie bliższe prawdzie :)

10% załogi zachorowało(mimo masek), a w USA średnio rocznie choruje na grypę 10-20% populacji(przez cały sezon).

Do tego mam obserwację z mojego NZOZ gdzie bywam często. Nikt tam w maseczkach nie chodzi a o dziwo mają bardzo niską absencję chorobową mimo ciągłego przebywania w zarazkach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taki wynik może być spowodowany złym używanie półmasek przez personel. Nie ważne czy to N95, N99, FFP2, FFP3, tanie maski jednorazowe ciężko szczelnie dopasować do twarzy, krótki zarost też może to uniemożliwiać, wirus dostaje się również przez oczy. No i jeszcze kwestia zasad dotyczących dotykania części filtrującej, a potem twarzy, z tym też różnie bywa. To wszystko może powodować, że nie będzie większej różnicy co personel będzie zakładać...

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, zartan napisał:

To wszystko może powodować, że nie będzie większej różnicy co personel będzie zakładać

Najlepszym rozwiązaniem byłoby zabrać te maski i rozdać chorym. Łatwiej jest zablokować rozpylanie wirusa niż próbować chronić się przed nim z każdej strony.

Ale wiadomo, pacjent zanim zostanie zdiagnozowany zdąży już zarazić innych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest kremien

Rutynowo odwiedzam różne lotniska w Europie i od lat widzę niektórych Japończyków w maskach. Odkąd koronawirus się pojawił w Europie to te maseczki zyskały na popularności, również wśród Europejczyków. Tak jak wyżej wspomniano - nie przylegają one szczelnie do twarzy, a ci ludzie nie boją się używać poręczy, itp., itd. Zresztą w samolotach wszystko jest obmacane i jeszcze mamy wentylację jako rozpylacz. Ręce, żeby umyć skutecznie trzeba robić to sumiennie przez 20-30 sekund, a nikt tak nie robi.

Jak myślicie - Czy nie jest tak, że jedynymi funkcjami, jaką te maski spełniają jest pokazanie, kto jest bardziej bojaźliwy od innych, oraz nabijanie kasy producentom na tych strachach?

Ironią losu jest to, że np. w Niemczech jest zakaz zakrywania twarzy w miejscach publicznych, który był wycelowany głównie w muzułmanki. I była dość burzliwa dyskusja na ten temat - ma tak być i koniec. I faktycznie Muzułmanki chodzą z odkrytymi twarzami, a teraz bach - każdy może się zakryć maseczką i nikt problemu nie robi ;) 

Edited by kremien

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, kremien napisał:

Jak myślicie - Czy nie jest tak, że jedynymi funkcjami, jaką te maski spełniają jest pokazanie, kto jest bardziej bojaźliwy od innych, oraz nabijanie kasy producentom na tych strachach?

Niekoniecznie, stosując odpowiednie procedury jesteś w stanie znacząco zredukować ryzyko. Szczelna osłona twarzy i oczu, higiena rąk, twarzy, unikanie zgromadzeń może okazać się wystarczające. A ludzie zakładają zwykłe maseczki, resztę robią źle - z niewiedzy, lenistwa, głupoty.

Z drugiej strony nawet chodząc w kombinezonie pełnej ochrony wrócisz do domu i zjesz chleb z lidla, na który wcześniej jakiś Adaś nacherlał i po zabawie. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
55 minutes ago, kremien said:

Rutynowo odwiedzam różne lotniska w Europie i od lat widzę niektórych Japończyków w maskach. Odkąd koronawirus się pojawił w Europie to te maseczki zyskały na popularności, również wśród Europejczyków. Tak jak wyżej wspomniano - nie przylegają one szczelnie do twarzy, a ci ludzie nie boją się używać poręczy, itp., itd. Zresztą w samolotach wszystko jest obmacane i jeszcze mamy wentylację jako rozpylacz. Ręce, żeby umyć skutecznie trzeba robić to sumiennie przez 20-30 sekund, a nikt tak nie robi.

Widziałem kiedyś w autobusie starszą babkę ze sporą nadwagą. Wcinała pomarańcze i oblizywała palce, a jak wysiadała, dokładnie obmacała wszystkie poręcze, jakie były w zasięgu. Od tego nabawiłem się chyba fobii, bo staram się unikać dotykania czegokolwiek w miejscach publicznych albo dotykać zewnętrzną stroną :) Na przykład wiele drzwi można pchnąć, bez łapania niczego. Dosyć często myję ręce. Może to jest dziwne, ale znaczny odsetek ludzi nie myje rąk po pobycie w łazience na przykład, co zaobserwowałem w biurze, gdzie jest sporo inteligentnych osób.

Mi się podobają nowoczesne maski typu Forsheda F2, ale nie polecam wchodzić tak na lotnisko :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, tempik napisał:

nic nie jest jasne :P

ja bym w tej konkluzji zamienił "równie dobrze" na "równie niedobrze". Nie będzie to  kłócić się z wynikami badań, a będzie bliższe prawdzie :)

10% załogi zachorowało(mimo masek), a w USA średnio rocznie choruje na grypę 10-20% populacji(przez cały sezon).

Do tego mam obserwację z mojego NZOZ gdzie bywam często. Nikt tam w maseczkach nie chodzi a o dziwo mają bardzo niską absencję chorobową mimo ciągłego przebywania w zarazkach.

Weź tylko pod uwagę, że zagęszczenie chorych w szpitalach jest wyższe niż w populacji. Tutaj ew. przydałoby się porównanie z lekarzami, którzy masek nie używali.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Mariusz Błoński napisał:

Weź tylko pod uwagę, że zagęszczenie chorych w szpitalach jest wyższe niż w populacji

A skąd ten wniosek? :) (mam nadzieję, że mówimy o PL i takich tam patologiach)

Dodam wyjaśniając, że każdy odpowiedzialny w obecnej sytuacji ma odpowiednie zaświadczenie od lekarza. Znaczy jest ujoza, a ja byłem "chory". Na co nigdy się nie dowiemy, ale był chory, i to nie w szpitalu. :)

Jeszcze może prosta konstatacja. Weźmy przeciętny oddział ortopedyczny. Kto jest bardziej chory: statystyczny Kowalski na "wolności", czy Kowalski na oddziale? Stawiam zdecydowanie, że zdrowszy jest Kowalski na oddziale. Jeśli się mylę, to popraw mnie. :D

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na półkuli północnej sezon grypowy ma miejsce zimą. Gdy kończy się zima, znacząco spada też liczba chorych na grypę. Jako, że zima właśnie się skończyła, powstaje pytanie, czy oznacza to koniec epidemii COVID-19.
      Zimowy wzrost zachorowań na grypę jest spowodowany dwoma lub trzema czynnikami. Po pierwsze wirus jest bardziej stabilny gdy jest zimno i sucho, a poziom promieniowania ultrafioletowego jest niski. Po drugie, zimą spędzamy więcej czasu w zamkniętych pomieszczeniach w towarzystwie innych ludzi, wirus więc łatwiej rozprzestrzenia się. Rolę może odgrywać też dodatkowy czynnik – możliwe lekkie osłabienie układu odpornościowego spowodowane łagodnym obniżeniem poziomu witaminy D. Do produkcji witaminy D nasze organizmy potrzebują bowiem światła słonecznego.
      Teoretycznie te same czynniki powinny spowodować spadek zarażeń koronawirusem SARS-CoV-2 po zakończeniu zimy. Niestety, wciąż nie wiemy, czy tak się stanie, a dostępne dowody nie są jednoznaczne.
      Jednymi z pierwszych, którzy postanowili przyjrzeć się wpływowi temperatury i wilgotności na COVID-19 byli naukowcy z Uniwersytetu Harvarda. Przeanalizowali oni tempo rozprzestrzeniania się epidemii w dniach 23 stycznia 10 lutego w Chinach, Tajlandii, Singapurze, Japonii, Korei Południowej i na Tajwanie. Stwierdzili, że nie ma znaczącej różnicy pomiędzy zimnymi i suchymi prowincjami Chin, a prowincjami tropikalnymi czy Singapurem. Podsumowując wyniki swoich badań napisali, że wyższa temperatura i wilgotność niekoniecznie doprowadzą do spadku liczby zachorowań.
      Niedługo później ukazały się wyniki innych badań, tym razem przeprowadzonych w Wuhan. Te były bardziej alarmujące. Ich autorzy donosili, że wirus najlepiej rozprzestrzenia się w temperaturze 19 stopni Celsjusza, przy wilgotności 75% i miesięcznych opadach nie przekraczających 30 milimetrów.
      Od tamtej pory ukazało się kolejnych kilkanaście badań, z których większość dała przeciwne wyniki.
      Na przykład autorzy jednych z nich, którzy przyjrzeli się 80 981 przypadkom COVID-19 z całych Chin stwierdzili, że optymalna dla wirusa temperatura wynosi 10 stopni Celsjusza, a wyższe temperatury spowalniają tempo rozprzestrzeniania się choroby. Tutaj nie znaleziono żadnego związku z wilgotnością.
      Z kolei autorzy innych badań przeanalizowali wszystkie przypadki na całym świecie, jakie potwierdzono do 29 lutego. Zauważyli, że wyższe temperatury są związane z wolniejszym rozprzestrzenianiem się choroby, ale stwierdzili, iż mają zbyt mało danych, by wyciągać wnioski.
      Biolog Francois Balloux z University College London mówi, że sezonowość zachorowań jest trudna do przewidzenia i żeby coś o niej powiedzieć potrzebujemy więcej obserwacji i więcej danych.
      Wielu ekspertów wskazuje jednak na fakt, że epidemia dotknęła również półkuli południowej. COVID-19 rozprzestrzenia się też w Australii (w chwili pisania tekstu jest 5137 zachorowań i 25 zgonów), Brazylii (6931 zachorowań, 244 zgony) czy RPA (1380 zachorowań, 5 zgonów). Biorąc to pod uwagę możemy stwierdzić, że wysoka temperatura nie będzie w znaczącym stopniu chroniła przed wirusem, mówi Jimmy Whitworth z London School of Hygiene and Tropical Medicine. Dodaje jednak, że to nowy nieznany wirus, więc wielu rzeczy nie wiemy.
      Wirolog Michael Skinner z Imperial College London stwierdza zaś, że COVID-19 prawdopodobnie stanie się chorobą sezonową i będzie zarażał zgodnie z wzorcami, jakie widzimy w przypadku innych koronawirusów. Przypomnijmy, że już pod koniec lutego podobną opinię wyrażał epidemiolog z Uniwersytetu Harvarda, profesor Marc Lipsitch.
      Tak czy inaczej WHO na swojej witrynie zauważa, że do transmisji koronawirusa SARS-CoV-2 dochodzi na całym świecie, także na obszarach gorących o wysokiej wilgotności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niektórzy naukowcy proponują, by w ramach prac nad szczepionką na koronawirusa SARS-CoV-2... zarazić zdrowych ochotników. Takie działanie mogłoby przyspieszyć prace nad testowaniem i dopuszczeniem szczepionki. Zwykle bowiem ostatecznym testem skuteczności szczepionki jest III faza badań klinicznych. Wówczas podaje się placebo lub nową szczepionkę tysiącom lub dziesiątkom tysięcy osób i przez długi czas sprawdza, czy osoby te zarażą się podczas codziennego życia. Jednak w czasie epidemii nie ma czasu na tak długotrwałe badania.
      Dlatego też pojawiła się propozycja, by nową szczepionkę podać około 100 osobom, a następnie wystawić je na działanie wirusa i sprawdzić, czy unikną zachorowania.
      Jeden z autorów propozycji, Nir Eyal, dyrektor Center for Population-Level Bioethics na Rutgers University, wyjaśnia, w jaki sposób można takie badania przeprowadzić bezpiecznie i w sposób etyczny.
      Zwraca on uwagę, że gdyby badania prowadzono w sposób standardowy, należałoby dużej grupie ludzi podać placebo lub szczepionkę i obserwować, czy w obu grupach wystąpiła różnica w zapadalności na COVID-19. Jednak w czasie epidemii wiele osób postępuje bardziej ostrożnie niż zwykle, ograniczają kontakty towarzyskie, więc uzyskanie miarodajnych wyników badań mogłoby potrwać bardzo długo. Jeśli zaś celowo wystawimy uczestników badania na kontakt z wirusem, to nie tylko będziemy mogli przeprowadzić badania na mniejszej grupie osób, ale i wyniki uzyskamy szybciej.
      Eyal wspomina, że badania z celowym wystawianiem ludzi na działanie patogenu przeprowadzane są dość często. Robi się tak w przypadku mniej śmiercionośnych chorób, jak grypa, tyfus, cholera czy malaria.
      Gdyby tym razem zdecydowano się na przeprowadzenie takiego eksperymentu, najpierw trzeba się upewnić – podczas wcześniejszych badań – że szczepionka jest bezpieczna. Następnie należy zebrać grupę ochotników, ludzi młodych i w dość dobrym stanie zdrowia i upewnić się, że nie są zarażeni koronawirusem. Następnie trzeba im podać albo placebo, albo szczepionkę o odczekać przez jakiś czas, by układ odpornościowy zdążył zareagować. Następnie badanych wystawia się na działanie patogenu i obserwuje różnice w obu grupach. Jako, że ludzie ci są bardzo ściśle nadzorowani, można wychwycić infekcję na bardzo wczesnym etapie.
      Oczywiście rodzi się pytanie o bezpieczeństwo badanych. Eyal mówi, że ryzyko można znacznie ograniczyć wybierając ludzi dość młodych, powiedzmy w wieku 20–45 lat, i zdrowych. Trzeba też wykluczyć ludzi, którzy już wcześniej mogli zetknąć się z wirusem. To może być trudne, ale jest wykonalne. Dodatkowo nadzór nad badanymi powinien być prowadzony co najmniej raz dziennie. To może być o tyle kłopotliwe, że dla badanej grupy trzeba by przeznaczyć nieproporcjonalnie duże środki z i tak już pracującej na krawędzi wydolności służby zdrowia. Jednak, jak zauważa naukowiec, celowe wystawienie na działanie wirusa może być dla uczestników eksperymentu bezpieczniejsze niż przypadkowe zarażenie się i oczekiwanie na standardową opiekę.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Władze Czarnogóry podjęły niezwykle radykalne działania na rzecz walki z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. Rząd... publikuje listę osób, które zostały poddane kwarantannie. Na liście znajdują się nazwiska i adresy tych, którzy powinni pozostawać w domach oraz informacja o terminie zakończenia kwarantanny. Lista pogrupowana jest ze względu na miejsce zamieszkania, zatem każdy może sprawdzić, czy jego sąsiad nie łamie zasad kwarantanny.
      Dotychczas w Czarnogórze zarejestrowano 91 zachorowań i 1 ofiarę śmiertelną COVID-19. Tymczasem na liście osób poddanych kwarantannie znajduje się 6000 nazwisk. To osoby, które wróciły z zagranicy. Jako, że Czarnogóra liczy nieco ponad 600 000 obywateli, lista zawiera dane dotyczące 1% populacji.
      Władze Czarnogóry uznały, że kraj musi wybierać pomiędzy zdrowiem obywateli, a ochroną ich danych osobowych. Uznaliśmy, że prawo do zdrowia i życia stoi wyżej niż prawo do bezwarunkowej ochrony danych osobowych. To nie czas na prawne przepychanki, ale na ratowanie życia, powiedział premier Czarnogóry Dusko Markovic.
      Informacje o osobach objętych kwarantanną publikuje agencja odpowiedzialna za walkę z epidemią. Decyzję podjęto po wyrażeniu zgody przez Czarnogórską Agencję Ochrony Danych. Jednak organizacje społeczne mają wątpliwości co do tej metody.
      Nie ma podstaw prawnych do publicznego przetwarzania danych dotyczących zdrowia obywateli. Dane takie są chronione osobnymi przepisami, które są bardziej rygorystyczne od innych, mówią przedstawiciele organizacji SHARE Foundation, która działa na rzecz wolności w internecie. Również cel takiego rozwiązania jest kontrowersyjny. Z wypowiedzi polityków wnioskujemy, że chodzi tutaj o publiczne zawstydzanie ludzi, którzy łamią warunki kwarantanny, dodają. Pojawiają się też głosy, że władze złamały konstytucję.
      Podobne rozwiązania przyjęła początkowo sąsiednia Bośnia i Hercegowina [PDF]. Tam publikowanych jest więcej danych, m.in. rok urodzenia. Ujawniano też telefony osób poddanych kwarantannie, ale później z tego zrezygnowano. W końcu władze Bośni stwierdziły, że będą ujawniać tylko dane osób przyłapanych na łamaniu kwarantanny.
      Uważamy, że nie jest nielegalnym publikowanie minimalnej ilości danych ludzi, którzy łamią prawo, oświadczyła bośniacka Agencja Ochrony Danych osobowych. Oni naruszają prawa tych, którzy chronią siebie i ratują życie. Interes publiczny jest tutaj ważniejszy, niż prawo do ochrony danych osobowych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zwierzęta morskie utrzymują równowagę wśród wirusów zamieszkujących wodę. Biolog morski Jennifer Welsh będzie w najbliższy poniedziałek broniła – oczywiście online – pracy doktorskiej na Wolnym Uniwersytecie w Amsterdamie. Jej temat brzmi Marine virus predation by non-host organism.
      Wirusy to najbardziej rozpowszechnione cząstki biologiczne w środowisku morskim. Niewiele jednak wiadomo o potencjalnych skutkach ekologicznych procesu usuwania wirusów przez organizmy nie będące ich gospodarzami, czytamy w artykule, który Welsh opublikowała na łamach Nature. Wiemy, że wirusy, poprzez uśmiercanie czy skracanie życia w inny sposób, regulują populację organizmów będących ich gospodarzami. Pani Welsh chciała się dowiedzieć, jak populacja wirusów jest regulowana przez organizmy nie będące ich gospodarzami.
      Wirusy mogą być pożywieniem dla wielu organizmów. Na przykład ostryżyca japońska filtruje wodę, by pobierać z niej tlen, glony i bakterie. Przy okazji pochłania jednak wirusy. Podczas naszych eksperymentów nie podawaliśmy ostryżycom żadnego pożywienia. Filtrowały wodę tylko po to, by pobrać z niej tlen. Okazało się, że usunęły z wody 12% wirusów, mówi Welsh.
      Jednak to nie ostryżyce najbardziej efektywnie usuwały wirusy. Uplasowały się dopiero na 4. pozycji wśród zwierząt badanych przez Welsh. Z organizmów, które testowaliśmy, najlepiej sprawowały się gąbki, kraby i sercówki. Podczas naszych eksperymentów w ciągu trzech godzin gąbki usunęły z wody aż 94% wirusów. Nawet, gdy co 20 minut dostarczaliśmy do wody kolejny zestaw wirusów gąbki niezwykle efektywnie je usuwały, mówi uczona.
      Welsh dodaje, że uzyskanych przez nią wyników nie można przekładać wprost na środowisko naturalne. Tam sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Obecnych jest bowiem wiele innych gatunków, które wpływają na siebie nawzajem. Na przykład, gdy ostryżyca filtruje wodę i w pobliżu znajdzie się krab, ostryżyca zamyka skorupę i przestaje filtrować. Ponadto na zwierzęta mają wpływ ruchy wody, temperatura, promieniowanie ultrafioletowe, wyjaśnia.
      Badania Welsh przydadzą się w akwakulturze. Ryby hoduje się tam w zamknięciu w wodach oceanicznych. W takich farmach słonej wody olbrzyma liczba zwierząt z jednego gatunku jest trzymana w monokulturze. Jeśli w takich hodowli wybuchnie epidemia, istnieje wysokie ryzyko, że patogen rozprzestrzeni się na żyjące w oceanie dzikie populacje. Jeśli do takiej hodowli dodamy wystarczającą liczbę gąbek, możemy zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdyby nie podjęto żadnych działań koronawirus SARS-CoV-2 jeszcze w bieżącym roku zabiłby 40 milionów ludzi. Jednak nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu pandemia może zabić około 2 milionów ludzi. Takie wnioski płyną z analiz przeprowadzonych na Imperial College London. Specjaliści z tej prestiżowej uczelni przeanalizowali rozwój pandemii biorąc pod uwagę różne scenariusze podjętych działań.
      Jeden ze scenariuszy zakładał, że nie zostaną podjęte żadne szczególnie działania. W takim wypadku do końca bieżącego roku wirus zaraziłby wszystkich ludzi, a liczba zgonów sięgnęłaby 40 milionów. Drugi z przyjętych scenariuszy to utrzymanie dystansu pomiędzy ludźmi i zmniejszenie liczby kontaktów społecznych o 40%, a w grupie osób starszych o 60%. W takim przypadku, jak wynika z modeli, liczba chorych i zgonów zostałaby zmniejszona o połowę. Nawet to doprowadziłoby do szybkiego przeciążenia systemów opieki zdrowotnej we wszystkich krajach na świecie.
      Doktor Patrick Walker, autor raportu, stwierdził: Naszym zdaniem w najbliższych tygodniach i miesiącach będziemy mieli do czynienia ze stanem bezprecedensowej ostrej gotowości systemów opieki zdrowotnej. Z naszych analiz wynika, że wszystkie kraje na świecie mają wybór pomiędzy intensywnymi i kosztownymi działaniami na rzecz ograniczenia zachorowań, albo ryzykują szybkim załamaniem systemów opieki zdrowotnej. Nasze badania sugerują, ze jeśli teraz podejmiemy szybką wspólną akcję, to w przyszłym roku uratujemy miliony ludzi od śmierci.
      Z badań Brytyjczyków wynika, że do stłumienia epidemii konieczne są szybkie zdecydowane działania takie jak szeroko zakrojone testy, kwarantanna osób zarażonych oraz radykalne zmniejszenie kontaktów społecznych. Olbrzymie znaczenie ma tempo zastosowania takich zasad.
      Jeśli wszystkie kraje przyjęłyby taką strategię w momencie gdy średnia liczba zgonów sięga u nich 2 osób na 1 milion populacji, to w bieżącym roku udałoby się uniknąć 38,7 miliona zgonów. Jeśli zaś rozwiązania takie zostaną przyjęte później, na poziomie 16 zgonów/1 milion mieszkańców, to uda się uniknąć 30,7 miliona zgonów, zatem na całym świecie umrze o 8 milionów osób więcej.
      Obecnie średnia zgonów na COVID-19 wynosi dla całego świata 3,1 osoby/1 mln. Największy odsetek zgonów jest we Włoszech i wynosi tam 136/1 mln., w Hiszpanii jest to 93/1 mln., w USA 4/1 mln., w Niemczech 3/1 mln., a w Polsce 0,4/1 mln.
      Wyraźnie też widać, że epidemia nabiera na świecie rozpędu. W ostatnią niedzielę, 22 marca, na całym świecie zanotowano 32 453 nowych przypadki zachorowań i 1628 zgonów, wczoraj było to już 58 017 nowych przypadków zachorowań i 2681 zgonów.
      Wszystkie kraje muszą podjąć szybkie, zdecydowane i wspólne działania, mówi współautorka badań, profesor Azra Ghani. Szybkie wczesne działania może zmniejszyć liczbę zgonów nawet o 95% i ocalić 38,7 miliona osób. Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę na szerszy wpływ takich działań, by upewnić się, że najsłabsi są chronieni przed zdrowotnymi, społecznymi i ekonomicznymi skutkami wprowadzonych obostrzeń, dodaje.
      To pokazuje, że pandemia będzie olbrzymim wyzwaniem dla krajów o niskich i średnich dochodach. Większość scenariuszy wykazała bowiem, że COVID-19 najprawdopodobniej przeciąży ich systemy zdrowotne, a koszty społeczne i ekonomiczne walki z pandemią będą bardzo wysokie.
      Nasze badania dostarczają kolejnych dowodów, że COVID-19 stanowi poważne zagrożenie dla publicznych systemów opieki zdrowotnej. Kraje muszą działać wspólnie. Dzielenie się zasobami, doświadczeniem i wiedzą to krytyczne elementy, które pozwolą nam uniknąć katastrofy na globalną skalę, stwierdza profesor Neil Ferguson.
      Naukowcy podkreślają, że ich modele nie są przewidywaniami tego, co się wydarzy, ale służą do ilustracji rozmiaru problemów, z jakimi będziemy się mierzyli i działań, jakie należy podjąć.
      Z raportu dowiadujemy się na przykład, że bez podjęcia jakichkolwiek działań do końca bieżącego roku w Europie i Azji Środkowej zaraziłoby się 801 770 000 osób, a zmarłoby 7 276 000. W scenariuszu, w którym udałoby się pandemię powstrzymać na poziomie 0,2 zgonów na 100 000 populacji na tydzień we wspomnianym regionie zarazi się 61 578 000 osób, a umrze 297 000 ludzi. W drugim ze scenariuszy, gdy pandemia zostaje opanowana na poziomie 1,6 zgonów na 100 000 ludzi na tydzień zarazi się 257 706 000, a umrze 1 397 000.
      Jeśli zaś na całym świecie nie zostałyby podjęte żadne działania, to zarażeniu ulegnie 7 013 734 000 osób i będzie 40 624 000 zgonów. Przy opanowaniu pandemii na poziomie 0,2 zgonów na 100 000 osób na tydzień będziemy mieli na całym świecie 469 523 000 zarażonych i 1 858 000 zmarłych. Natomiast przy poziomie 1,6 zgonów na 100 000 osób na tydzień na całym świecie będzie 2 403 843 000 zarażonych i 10 452 000 zmarłych.
      Obecnie naukowcy z Imperial College London wysyłają do wszystkich krajów wyliczenia dotyczące każdego z tych krajów.
      Z raportem pt. The Global Impact  of  COVID-19and  Strategies  for  Mitigation  and Suppression [PDF] można zapoznać się na stronach uczelni.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...