Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Australii rozpoczął się odstrzał 10 000 wielbłądów

Recommended Posts

Przywódcy Aborygenów w Południowej Australii wydali polecenie zabicia 10 000 dzikich wielbłądów. Zwierzęta mają zginąć, gdyż... wypijają zbyt dużo wody.

Dzisiaj rozpocznie się wielkie polowanie z powietrza. Potrwa ono 5 dni. Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.

Decyzję o rzezi podjęli przywódcy Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara Lands (APY). Sprzeciwiali się jej chrześcijańscy Aborygeni, dla których wielbłądy są święte, gdy mają związek z Bożym Narodzeniem. To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.

Działania APY będą wspierane przez 10 Desert Project, program finansowany m.in. przez BHP Billiton Foundation oraz przez utrzymywaną z funduszy federalnych organizację Alinytjara Wilurara Natural Resources Management Board. Stanowy Departement Środowiska i Zasobów Wodnych zapewni czteromiejscowe śmigłowce ze snajperami. W niedostępnych regionach zabite zwierzęta będą pozostawiane na miejscu, jednak tam, gdzie to możliwe, ich ciała mają być palone lub grzebane.

W nawiedzonej przez suszę Australii wielbłądy zaczęły stanowić poważny problem. Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji. W 2010 roku w Australii żyło ponad milion dzikich wielbłądów. Bez działań kontrolnych ich liczba podwajała by się co 9 lat. Każde z tych zwierząt emituje rocznie tyle metanu, że jest to odpowiednik tony CO2.

Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów. Stąd też wezwania, by władze federalne płaciły za pozbywanie się wielbłądów. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie, gdyż emisja powodowana przez dzikie zwierzęta nie jest liczona do budżetu emisji poszczególnych krajów i do oceny stopnia redukcji emisji.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.

Kurczę, ciągle mam w głowie jakieś osiołki, albo cuś. Coś mi się nawet kolibie, że piechotą przyszli, ale co ja tam wiem... Dodam cichaczem, że żadni ponoć z nich królowie. ;) Nie mówiąc, że dla niektórych to jedna wielka szopka.

10 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji.

Smutne. Nie mówi to o wielbłądach, ale o ludziach.

12 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów.

No i jest "argument". Faszyści będą mieli swoje pięć minut. Postrzelają i pozabijają. Znamy to w końcu - "polskie" dziki...

P.S. Wciąż w lekkim szoku dochodzę jednak do wniosku, że to... takie błogosławione. Zarżnijmy milion dzikich wielbłądów i z czystym sumieniem możemy pomykać po drogach wypasionymi furami. Logiczne.
Logiczne byłoby (w tym ciągu "myślowym") wyrżnąć wszystkie krowy (w końcu emitują tyle metanu), a będziemy mogli jeszcze większymi furami pomykać. Ziemia będzie szczęśliwa. Dziwny jest ten świat:
https://www.youtube.com/watch?v=wTjLZwpmufw

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W sąsiednim wątku o pożarach ktoś pochwalił Aborygenów za rozum. Jak widać to nie jest kres ich możliwości. Parafrazując, już Aborygeni mieli więcej rozumu dokonując kontrolowanych wypaleń buszu i odstrzału wielbłądów z helikopterów ze snajperami. FUBAR.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja rozumiem wszelkie watki natury etycznej związane z tymi wielbłądami ale czy nikt nie dostrzega kwestii obiektywnych? Czy nie może być danych zwierząt za dużo? Czy nie mogą one sprawiać problemów ludziom? Moim zdaniem może być ich za dużo pod wieloma względami tutaj wymieniono zmiany klimatyczne i straty materialne etc. O ile informacje te są prawdziwe, chcemy czy nie chcemy nie można tego bagatelizować i uznać za Aborygeńskie fanaberie. Abstrahuje oczywiście od tego w co kto wierzy, łącznie z wiarą w dusze zwierząt etc. (nie neguje jej oczywiście, jedynie abstrahuje od ;P ). 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Nie wiem o co chodzi.

Otwieram mapę satelitarną tego landu i widzę wielką pustynię, zero miast,osiedli,upraw,dróg itd. Sprawdzam wiki i szczena opada, na powierzchni 1/3 Polski tego landu populacja to tylko 2300 ludzi!!!!. to w sumie jedna mała wiocha! na taki kawał świata. jak te wielbłądy mogą im przeszkadzać, "wypijają wodę z klimatyzacji" to jakiś żart?

za pieniądze na paliwo do tych helikopterów postawiliby sobie ogrodzenia ze złota

 

Edited by tempik
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Zabijanie zwierząt to najgorszy pomysł jaki może być. Z drugiej strony w Australii, wielbłądy są gatunkiem inwazyjnym, przywleczonym tu przez człowieka. I nie jest to banalny problem. Zawsze w takich sytuacjach mam mieszane odczucia. Tu, absurdalnie oskarża się wielbłądy o wypijanie wody i emisję metanu. Ale to przecież to nie ich wina, tylko LUDZI! To ludzie są największymi szkodnikami na tym świecie. To ludzie powinni płacić za ten stan rzeczy, a nie zwierzęta. Oczywiście, "taniej" jest je zabić i uważać, że się jakiś problem rozwiązało. A ludzie emitują 1000 razy więcej CO2 i jakoś nikt nie wpada na pomysł, aby część populacji wybić, a apele o zmniejszanie emisji są jak rzucanie grochem o ścianę. Wystarczy spojrzeć na naszego premiera, który chwali się(!), że dał Polsce możliwość dłuższego smrodzenia i jest dumny, że "wywalczył to" dla nas(!) Dziękujemy panie premierze, że tak pan dba, aby nam CO2 nie zabrakło do oddychania.

Edited by Sławko
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeraża mnie zgąbczenie mózgu pseudo miłośników zwierząt. Czy do Waszych pustych czerepów nie docierają informację o tym że zwierzęta na całym  świecie się mordują kontrolując swoje populacje? że sztuczny przerost jakiegoś gatunku wielokrotnie w dziejach doprowadził do wymierania całych ekosystemów? jeśli narzekacie na ludzi, którzy wprowadzili wielbłądy czy króliki to czemu nie pozwalacie teraz usunąć tej szkody? Czy jedyny wniosek do którego jesteście zdolni to nienawiść wobec ludzkości "bo robi błędy"?! Eko-ciemnota nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra. Jedyne dobro widzące w swojej nienawiści wobec świata! STRASZNE - jak się czyta wypociny o faszystach - ten zalew hejtu, agresji, opluwania wszystkiego - dyletanci nie mający pojęcia o biologii i naukach przyrodniczych.

  • Upvote (+1) 2
  • Downvote (-1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
46 minut temu, tempik napisał:

za pieniądze na paliwo do tych helikopterów postawiliby sobie ogrodzenia ze złota

Z tego co pamiętam (źródło: jakiś program podróżniczy czy tp. kilkanaście lat temu w TV), każdy większy rolnik w Australii ma helikopter, używa go do sprawdzania, czy się bydło zanadto nie rozlazło itp. Możliwe, że w telewizji uprościli przekaz, ale pewnie sporo w tym prawdy. Zgaduję, że konsekwencja bardzo małej gęstości zaludnienia. Widocznie jednak dla nich to nie jest drogo, może jakieś małe/lekkie helikoptery, nie znam szczegółów.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
30 minut temu, tempik napisał:

to w sumie jedna mała wiocha! na taki kawał świata. jak te wielbłądy mogą im przeszkadzać, "wypijają wodę z klimatyzacji" to jakiś żart?

może akurat żyją tam gdzie ludzie bo tam jest najwięcej wody ? nie wiem, zakładam, że podane w artykule informacje są prawdziwe. 

34 minuty temu, Sławko napisał:

Zabijanie zwierząt to najgorszy pomysł jaki może być. Z drugiej strony w Australii, wielbłądy są gatunkiem inwazyjnym, przywleczonym tu przez człowieka. I nie jest to banalny problem. Zawsze w takich sytuacjach mam mieszane odczucia. Tu, absurdalnie oskarża się wielbłądy o wypijanie wody i emisję metanu. Ale to przecież to nie ich wina, tylko LUDZI! To ludzie są największymi szkodnikami na tym świecie. To ludzie powinni płacić za ten stan rzeczy, a nie zwierzęta.

Nie twierdzę że zabijanie zwierząt to dobry pomysł, ale nie rozumiem jak ludzie mają "płacić za ten stan rzeczy" ? Co mamy niby zrobić? Zabić się? Albo chronić życie zwierząt lepiej jak swoje? Dodatkowo, nie rozumiem co ew. wina (nawet nie chce w to wchodzić) ma do rzeczy? Liczą się fakty. Zwierzęta inne niż człowiek nie rozumieją pojęcia winy w ogóle... 

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, Ergo Sum napisał:

Czy do Waszych pustych czerepów nie docierają informację o tym że zwierzęta na całym  świecie się mordują kontrolując swoje populacje?

Masz racje, nie dociera. Zabójstwo/mord to czynność świadomie popełniana tylko przez ludzi.  Zwierzęta nie mogą się mordować.

45 minut temu, Ergo Sum napisał:

nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra

oczywiście ty z całą swoją litanią inwektyw dostrzegasz w ludziach dobro i ich szanujesz.

29 minut temu, Warai Otoko napisał:

może akurat żyją tam gdzie ludzie bo tam jest najwięcej wody ? nie wiem, zakładam, że podane w artykule informacje są prawdziwe.

pewnie tak jest. czują wodę z wielu kilometrów i złażą się do domostw. Ja tam bym grodził miejsca gdzie są uciążliwe. ale nie moje podwórko i nie moje wielbłądy

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Warai Otoko napisał:

Nie twierdzę że zabijanie zwierząt to dobry pomysł, ale nie rozumiem jak ludzie mają "płacić za ten stan rzeczy" ? Co mamy niby zrobić? Zabić się? Albo chronić życie zwierząt lepiej jak swoje? Dodatkowo, nie rozumiem co ew. wina (nawet nie chce w to wchodzić) ma do rzeczy?

Może nie wyraziłem się wystarczająco jasno. To jest przecież temat rzeka i trudno go w kilku zdaniach wyczerpać. Chodziło mi o to, że to człowiek sprowadził wielbłądy do Australii i w tym sensie jest to wina człowieka. A jak teraz sobie z tym poradzić? Należałoby te wielbłądy wszystkie wyłapać, zamknąć w zagrodzie i tam kontrolować ich populacje, np przez ograniczenie możliwości rozmnażania. Powiesz mi że to niewykonalne? To nie prawda. Jak najbardziej wykonalne, tylko kosztowne. Ale właśnie tak ludzie powinni płacić za swoje błędy, wszędzie gdzie to możliwe, a nie przez ślepą eksterminację.

56 minut temu, Ergo Sum napisał:

Przeraża mnie zgąbczenie mózgu pseudo miłośników zwierząt. Czy do Waszych pustych czerepów nie docierają informację o tym że zwierzęta na całym  świecie się mordują kontrolując swoje populacje? że sztuczny przerost jakiegoś gatunku wielokrotnie w dziejach doprowadził do wymierania całych ekosystemów? jeśli narzekacie na ludzi, którzy wprowadzili wielbłądy czy króliki to czemu nie pozwalacie teraz usunąć tej szkody?

Z całym szacunkiem Ergo Sum, ale wyzywanie innych od braku rozumu, świadczy tylko o poziomie twojego. Po pierwsze nie mówię, że nie powinno się usuwać inwazyjnych gatunków, ale można to robić w sposób bardziej etyczny niż zabijanie. A że koszty są dużo większe, to ja rozumiem, że ludzie za swoje błędy płacić nie chcą. Niech płacą zwierzęta. Tak jest nam wygodniej. W dziejach rzadko dochodziło do wypierania jednych gatunków przez drugie. A jeśli nawet, to były to naturalne pojedyncze przypadki, a nie masowe wymieranie wielu gatunków na raz, do których obecnie przyczynia się człowiek. Ludzie zachwiali ekosystemem na każdym jego szczeblu. Konieczność regulacji jest obecnie bezsprzeczna. Nie chcesz żeby ekolodzy tym się zajmowali, to niech biolodzy wezmą się za robotę i ich zastąpią! Obecnie sytuacja jest taka, że np. w Polsce to leśnicy i myśliwi "regulują" nam ekosystem. Jeśli to ma być ta elita intelektualna, która zna się na biologii, to ja dziękuję.

Godzinę temu, Ergo Sum napisał:

Czy jedyny wniosek do którego jesteście zdolni to nienawiść wobec ludzkości "bo robi błędy"?! Eko-ciemnota nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra. Jedyne dobro widzące w swojej nienawiści wobec świata! STRASZNE - jak się czyta wypociny o faszystach - ten zalew hejtu, agresji, opluwania wszystkiego - dyletanci nie mający pojęcia o biologii i naukach przyrodniczych.

Nie ma tu żadnej nienawiści wobec ludzkości! Kto ci takich bzdur do głowy nawciskał? Popatrz na swój wpis! Ile w nim agresji, nienawiści i pustej, bezmyślnej ignorancji? Ty masz pojęcie o biologii i naukach przyrodniczych? Śmiem wątpić. Z twojego wpisu nic takiego nie wynika. Najłatwiej zarzucić innym brak rozumu. Nie bronię tu wszytkich tzw. ekologów, bo sam dostrzegam w ich działaniach wiele patologii. Część z nich działa dla kasy, ale wyzywanie wszystkich od "Eko-ciemnoty", to gruba przesada. Wielu z nich z narażeniem własnego życia broni przyrody np. przed kłusownikami, czy rabunkową polityką rządów. Uważam, że należy im się szacunek, a nie wyzwiska. Dzięki nim działa wiele fundacji, które uratowały już niejeden zagrożony gatunek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Sławko napisał:

A jak teraz sobie z tym poradzić? Należałoby te wielbłądy wszystkie wyłapać, zamknąć w zagrodzie i tam kontrolować ich populacje, np przez ograniczenie możliwości rozmnażania. Powiesz mi że to niewykonalne? To nie prawda. Jak najbardziej wykonalne, tylko kosztowne. Ale właśnie tak ludzie powinni płacić za swoje błędy, wszędzie gdzie to możliwe, a nie przez ślepą eksterminację.

No tak, można by ale tylko teoretycznie bo rodzi to wiele problemów. Wymienię tylko kilka:

1. kto dokładnie miałby płacić za tą interwencję, zagrody i utrzymanie tych wielbłądów? 

2. Płacenie "za karę" za błędy ludzkości to niestety bardzo często odebranie pewnych zasobów i możliwości wielu niewinnym ludziom. Patrzę na to holistycznie, że tak powiem. Np. jakiś rolnik Australijski w ramach obowiązku zrzutki na wielbłądy nie będzie mógł sobie pozwolić np. na leki dla syna (żeby nie pisać córki ;P). I powstaje pytanie - czy tak właśnie należy postąpić? Oczywiście ten przykład można skalować etc. 

3. Skoro nie można zabić wielbłądów to czy można zabijać zwierzęta hodowane na mięso? A jesli nie, to oczywiście cała rozmowa o weganiźmie + nawet jak się zgodzimy na to, że zwierząt hodowlanych nie można zabijać to pytanie co z nimi zrobić? Trzymać w zagrodach jak te wielbłądy? Niewykonalne. A skoro można je zabijać/nie ma wyjścia etc. to dlaczgeo nie wielbłądy? Mówię w tym przypadku oczywiście o sytuacji w której wielbłądy można zabić na mięso i inne przetwory, nie zmarnować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Warai Otoko napisał:
19 minut temu, Sławko napisał:

A jak teraz sobie z tym poradzić?

No tak, można by ale tylko teoretycznie bo rodzi to wiele problemów. Wymienię tylko kilka:

Masz rację. Ja się z tym wszystkim prawie zgadzam (prawie, bo punkty 2 i 3 są dość skrajne). Sam nie jestem weganinem i choć rzadko i z żalem (ograniczam jak mogę), to mięso jem. Dopuszczam kompromis, bo takie niestety jest życie. Mnie tu chodziło o bezmyślne zabijanie. W naturze zabijanie jest normalną rzeczą, ale zwykle ofiarą padają osobniki słabe, chore, nieostrożne itp. Człowiek przeciwnie - najczęściej zabija zwierzęta zdrowe, dorodne i silne. Inaczej sprawy mają się w hodowlach. Gdyby te wielbłądy miały być zabite na mięso (w zamian za zwierzęta z hodowli), to ja dopuszczam taką opcję. Wtedy taka śmierć może być uzasadniona. Ale zabijanie tylko dlatego, że zwierzę wypija wodę i za przeproszeniem "pierdzi", to do mnie nie jest wystarczający argument.

Godzinę temu, tempik napisał:

Zwierzęta nie mogą się mordować.

Niestety mogą i czasami to robią. Zabijają np. nieswoje dzieci, bo chcą mieć tylko swoje. To jest okropne, ale taka jest natura. Nie widzę jednak w tym uzasadnienia dla mordów popełnianych przez ludzi.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Sławko napisał:

Niestety mogą i czasami to robią. Zabijają np. nieswoje dzieci, bo chcą mieć tylko swoje

wiem, tradycyjnie czepiam się,

ale mord z definicji dotyczy tylko ludzkiego zachowania. co do zwierząt to powiem więcej, niektóre zabijają swoje potomstwo aby przetrwało silniejsze, ale nie można tego nazwać morderstwem.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Sławko napisał:

Ale zabijanie tylko dlatego, że zwierzę wypija wodę i za przeproszeniem "pierdzi", to do mnie nie jest wystarczający argument.

Dla mnie generalnie też nie, chyba, że wpływ na zmiany klimatu tych wielbądów jest faktycznie istotny - wtedy można to przeliczyć na ilość zgonów ludzi + to samo tyczy się zasobów wody, jeśli zużywają ich na tyle dużo że brakuje dla ludzi (chociaż w to wątpię) to wtedy też ma to więcej sensu. Można by to wszystko podsumować wg mnie krótko - życie ludzkie jest dla mnie ważniejsze niż innych zwierząt, co nie znaczy że nalezy je bez powodu zabijać bo je też lubię (a swoje nawet kocham), ale niestety znaczy to, że należy je z bólem serca zabić jeśli ich byt miałby istnieć kosztem życia lub zdrowia ludzi, nie ważne kto jest winny. Ja w ogóle nie uznaje żadnej "mocy winy", jedynie odpowiedzialność. Człowiek nie jest winny bo człowiek nie istnieje, "Człowiek" to abstrakcyjny byt, istnieją ludzie a wśród tych ta ewntualna wina rozkłada się na różne sposoby + nie mamy jako ludzkośc pełnej kontorli nad sobą, takimi nas stworzyła natura. Nie jesteśmy zatem ani bardziej ani mniej winni od jakichkolwiek innych zwierząt. Co nie zmienia faktu że nie możemy polepszać naszego postępowania. Chodzi jedynie o winę historyczną. Pies nie jest winny że ugryzł, co nie znaczy że nie można go wytresować że tak powiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Próba podciągnięcia odstrzału wielbłądów pod emisję to ściema. Godzina lotu 4 miejscowym heli kosztuje, w zależności od modelu kilkaset USD, więc jasne jest, że chcieliby wynająć kowbojów na koszt podatnika. Nie sądzę, żeby byli w stanie zrobić to taniej niż 100k USD, więc dla tamtej ludności to spory koszt. W artykule jest napisane o finansowaniu, ale nie podano w jakim zakresie, może nie pokrywać całej kwoty.

Toyota Hilux, którą może poruszać się typowy redneck, emituje około 200g CO2 na kilometr. Toyota sprzedała 50k tych samochodów w 2019 w Australii, które w 2020 wyemitują 150k ton CO2. To tylko jeden model jednego producenta z 2019. Australijczycy mają jedną z największych emisji CO2 per capita na świecie, 2.5x większą niż często obwiniane Chiny.

Problem ze zwierzętami i ludźmi jest taki, że zawsze komuś coś przeszkadza, a ludzie ciągle zwiększają presję na środowisko i będzie tylko gorzej. Inny wariant podobnego problemu to, że foki rzekomo trzebią łowiska rybaków. Łowiska są przełowione, ale pojawiają się naciski w Polsce na odstrzał fok. Zwierzęta nie mają wyboru i jak przeszkadzają to kula w łeb. Nawet jak nie przeszkadzają, bo są w ZOO, to zawsze może zdarzać się, że abstrakcyjny byt włoży swoją pociechę do klatki z nieabstrakcyjnymi tygrysami, no i tygrys będzie musiał dostać kulkę w łeb.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oooo. To, to, to. Właśnie. Poziom abstrakcji bardzo mi się podoba i zgadza z RZECZYWISTOŚCIĄ. :)

3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Pies nie jest winny że ugryzł, co nie znaczy że nie można go wytresować że tak powiem. 

Pies absolutnie nie jest winny (a wiem co mówię, bo ostatnio girę szytą miałem po ugryzieniu przez psa, a właściwie psy, a ile ich tam to nie wiem, ale tak bywa w przetrwalniach alkoholików w "letniskowych domach" bez wody,  prądu i płotu; psów w każdym razie nie brakuję, a owe ze sobą się parzą, teren coraz większy ogarniają, a terenu instynkt podpowiada im bronić). O debilu, którego "panem" owych psów niektórzy nazywają nie wspomnę. Odpowiednie służby (postarałem się o to i owo) wykazują zatrważającą bezwładność, ale Polska właśnie... A wiozłem właśnie trochę śmiecia z lasu rowerkiem... Ironia losu. :)

P.S. Pewnie spodoba się to chrześcijańskiej zapewne z natury Ergo. Cieszę się Ergo twoją radością, ale mądrzejsi niż ty czy ja mówią.... Ale to może trochę zbyt trudne, więc nie będę "zaśmiecał". ;) Musisz wiedzieć tylko jedno: wszystkiego dobrego z głębi serca (NAPRAWDĘ!).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
36 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Inny wariant podobnego problemu to, że foki rzekomo trzebią łowiska rybaków.

A kiedyś foki nie przeszkadzały..... Bo ryb było tyle że każdy łowił ile wlezie, a jeszcze zostawało dla fok. No ale jak UE chciała ograniczyć połowy żeby ryb wystarczyło na kolejne dekady to podniósł się wielki krzyk w całej Europie i branża w dooopie ma przyszłe dekady i chcą ostro łowić dzisiaj. No i nadeszło to 'dekadę później' i wydziera się z gardła foki ostatnią nędzną rybę.

Jak tak dalej pójdzie to ci Aborygeni w tych helikopterach będą musieli strzelać do siebie nawzajem. Niestety

Edited by tempik

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie bój, "rynek helikopterów" da radę. Do czasu oczywiście, bo na wodę z klimy ocaloną przed wielbłądem helikopter nie poleci. Ostatecznie i tak skończy się tak, jak to robią kangury. Klata o klatę... W tym sensie WIEM, że przetrwamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem nie tkwi w wielbladach lecz w poczynaniach czlowieka, zatem wielblady ukarano za bledy czlowieka... zalosne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.01.2020 o 21:46, cyjanobakteria napisał:

już Aborygeni mieli więcej rozumu dokonując kontrolowanych wypaleń buszu i odstrzału wielbłądów z helikopterów ze snajperami.

Ano mają więcej rozumu i zdrowego rozsądku. Doskonale wiedzą że wielbłądy im przeszkadzają i dlaczego. Ktoś kto ma w domu krany, sracz ze spłuczką i prześcieradło w wielbłądy może mieć emocjonalne trudności ze zrozumieniem ich sytuacji.

W dniu 7.01.2020 o 20:36, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.

I do tego potrafią "iść z prądem" ;)

Na koniec przypomnę że Aborygeni byli oficjalnie zaliczani do fauny Australii jeszcze w latach 50, więc może dajmy im przynajmniej tyle praw odnośnie zabijania ile mają inne zwierzęta?

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, peceed napisał:

Ktoś kto ma w domu krany, sracz ze spłuczką i prześcieradło w wielbłądy może mieć emocjonalne trudności ze zrozumieniem ich sytuacji.

Spoko. Jestem pewien, że bakterie gnilne (i inne) na zwłokach wielu (ponoć) myślących Homo nie będą miały żadnych problemów i jakiegokolwiek dysonansu poznawczego.

43 minuty temu, peceed napisał:

może dajmy im przynajmniej tyle praw odnośnie zabijania ile mają inne zwierzęta?

Mają zdecydowanie więcej. Nawet więcej niż statystyczny Homo (obecny). Wiesz, taki "wyrzut sumienia". Zapewne nie Twojego, ale wiesz gdzie to mam... Mój wyrzut dotyczy Ciebie i każdego, kto OBECNIE za cokolwiek odpowiada, a odpowiada każdy z nas za WSZYSTKO.

Przy okazji mógłbyś wyrazić swoje credo? Bo (niestety) jeśli chodzi o Twoją postać moja pobieżna i skromna (zdecydowanie pobieżna, bo obecnie nie mam czasu na KW siedzieć) opinia o Tobie to zdecydowanie dysonans poznawczy. :/
Dla ścisłości mógłbyś WPROST powiedzieć co sądzisz o przyszłości HS? (oprócz oczywiście cytowania naiwnych klasyków sf)
Mamy już teraz "pomóc" Afryce i Indiom mordując, czy powinniśmy inwestować w szerokie na kilometry pola minowe?

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 hours ago, peceed said:

Ano mają więcej rozumu i zdrowego rozsądku. Doskonale wiedzą że wielbłądy im przeszkadzają i dlaczego. Ktoś kto ma w domu krany, sracz ze spłuczką i prześcieradło w wielbłądy może mieć emocjonalne trudności ze zrozumieniem ich sytuacji.

Pudło z prześcieradłem w wielbłądy, ale dzięki za przypomnienie o garbatych braciach mniejszych, bowiem muszę więcej pracować nad pozycją przy komputerze ;)

Napisałem, bo kilka dni wcześniej chwaliłeś Aborygenów za kontrolowane wypalanie i wydało mi się, że nie ma lepszego hołdu dla klimatycznego denialisty niż Aborygeni w helikopterach strzelający do wielbłądów w trosce o środowisko.

Co do samego zarządzania zasobami w Australii, może w popełniono błędy albo muszą zmienić strategię w celu ograniczenia pożarów i strat, ale z tego, co podali niedawno, rok 2019 był najgorętszy i najsuchszy w historii pomiarów.

Quote

The countries annual mean temperature was 1.52 degrees Celsius above the 1961-90 average of 21.8C — significantly above the previous hottest year (2013) at 1.33C.

2019 also saw crippling drought, with national average rainfall for the year totalling 277.63 millimetres, far below the previous record of the 1902 federation drought that saw 314.46mm.

Źródło:
https://thebrag.com/2019-hottest-driest-year-australian-history/

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, Astro napisał:

Bo (niestety) jeśli chodzi o Twoją postać moja pobieżna i skromna (zdecydowanie pobieżna, bo obecnie nie mam czasu na KW siedzieć) opinia o Tobie to zdecydowanie dysonans poznawczy. :/

To wynika z faktu że myśląc w miarę możliwości samemu nie mam poglądów które przynależałyby do typowych klastrów. Więc dla prawicowców jestem lewakiem, dla lewaków faszystą,  dla faszystów zdrajcą narodu, dla ekologów denialistą itd. Nie widzę potrzeby synchronizacji z żadną grupą. A poglądy mam dynamiczne, one są wyjątkowo stałe tylko w sensie braku przesłanek do ich zmiany.

21 godzin temu, Astro napisał:

Dla ścisłości mógłbyś WPROST powiedzieć co sądzisz o przyszłości HS?

A co mam sądzić o czymś czego nie znam? Natomiast widzę możliwe scenariusze i największym zagrożeniem dla cywilizacji wciąż jest wojna jądrowa, o czym wszyscy gładko zapomnieli. W wieku 12 lat zdałem sobie z tego sprawę i dosyć mocno to przeżyłem. Do tej pory budziłem się żyłem bez strachu że w każdej chwili "niebo może zwalić się na głowę" - to moje oryginalne podsumowanie z tego okresu. A tutaj w każdym momencie mogłem być martwy od pół godziny, tylko że jeszcze o tym nie wiedziałem.
Kolejnym zagrożeniem jest bioterroryzm - możliwości biotechnologii pozwolą pozbyć się ludzkości w 2 tygodnie, stosunkowo małym kosztem i z użyciem niewielkiego laboratorium. Próg wejścia będzie znacznie mniejszy a zagrożenie większe w stosunku do obecnych ambicji jądrowych u różnych dyktatorów.

22 godziny temu, Astro napisał:

Mamy już teraz "pomóc" Afryce i Indiom mordując, czy powinniśmy inwestować w szerokie na kilometry pola minowe?

Niczego nie musimy teraz robić. Pola minowe rozkłada się w kilka miesięcy ;) 
Ale z dobroci serca możemy wypracować i wdrożyć strategię kontroli urodzeń w krajach które nie potrafią zrobić tego same.

22 godziny temu, Astro napisał:

oprócz oczywiście cytowania naiwnych klasyków sf

Nie nazwałbym ich naiwnymi, zwracali uwagę na realne problemy za pomocą takiego środka wyrazu jakim dysponowali. To że nie przewidzieli kierunku rozwoju naukowo technicznego to nie ich wina, nikt nie przewidział dokładnie. 
BTW. ja klasyczną SF traktuję jako źródło nie o przyszłości, a co najwyżej o przeszłości.

19 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

z tego, co podali niedawno, rok 2019 był najgorętszy i najsuchszy w historii pomiarów

Tutaj są dwie kwestie. Zawsze będą pojawiać się najgorętsze i najsuchsze lata w historii pomiarów nawet w przypadku braku trendów, takie prawa statystyki.
Większym problemem jest to, że nie musi być to prawda, bo wbrew wytycznym nie przekalibrowano pomiarów przy zmianie termometrów rtęciowych na elektroniczne. Dlatego realna historia pomiarów jest dosyć krótka, a ta do której się odnoszą - nieporównywalna. Co oczywiście nie musi oznaczać fałszywości tego zdania, ale nie jest ono tak pewne jak może się to wydawać, i są opinie że rekord temperatury jednak nie został pobity. Na histogramie może to wyglądać bardziej jednoznacznie.

22 godziny temu, Astro napisał:

Mają zdecydowanie więcej. Nawet więcej niż statystyczny Homo (obecny). Wiesz, taki "wyrzut sumienia".

Ludzie mają różne potrzeby. Czyli Aborygeni chcący odzyskać wodę są gorsi niż ludzie pałaszujący kebaby? Może złem jest "niezjedzenie" tych wielbłądów a pozostawienie ich padlinożercom?

 

22 godziny temu, Astro napisał:

"pomóc" Afryce

Generalnie ja Afrykanom gorąco kibicuję, tylko akurat nie w konkurencji "przeprowadzka do Europy". Rozdawanie własnego kraju to najmniej efektywna forma pomocy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, peceed napisał:

A poglądy mam dynamiczne

To się nazywa po polsku "brak jaj".

14 minut temu, peceed napisał:

A co mam sądzić o czymś czego nie znam?

Z większości Twoich wypowiedzi wynika, że masz jakąś wiedzę "tajemną"... :/

15 minut temu, peceed napisał:

W wieku 12 lat zdałem sobie z tego sprawę i dosyć mocno to przeżyłem.

Polecam fajny kabaret, Hrabi. Wspieramy Cię! Zginiemy nie od bomby czy bioterroryzmu. Zginiemy z powodu własnej głupoty. :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimaty spowodowały, że cyklony tropikalne docierające na ląd wolniej słabną, przez co dalej docierają i powodują większe zniszczenia, czytamy na łamach najnowszego wydania Nature. Naukowcy z The Okinawa Institute of Science and Technology (OIST) Graduate University dowiedli, że cyklony, które tworzą się nad gorącymi wodami oceanicznymi, niosą obecnie więcej wilgoci, przez co po dotarciu na ląd dłużej się utrzymują. To sugeruje, że w przyszłości mogą utrzymywać się jeszcze dłużej i obszarom, do których wcześniej nie docierały.
      To bardzo ważne spostrzeżenie, które powinno być brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji dotyczących radzenia sobie ze skutkami globalnego ocieplenia, mówi jeden z autorów badań, profesor Pinaki Chakraborty, dyrektor Jednostki Mechaniki Płynów na OIST. Wiemy, że miejscowości przybrzeżne muszą przygotować się na bardziej intensywne huragany. Okazuje się, że na ich nadejście muszą być też gotowe miejscowości położone w głębi lądu, które mogą nie mieć odpowiedniej infrastruktury, by sobie z tym radzić, a ich mieszkańcy mogą nie mieć doświadczenia z takimi zjawiskami, dodaje uczony.
      Naukowcom z Okinawy udało się wykazać bezpośredni związek pomiędzy ocieplającym się klimatem, a tymi cyklonami, które docierają na ląd. Na potrzeby swoich badań naukowcy przeanalizowali huragany, które w ostatnim półwieczu uformowały się nad północnym Atlantykiem i dotarły na ląd. Okazało się, że obecnie w ciągu pierwszej doby po uderzeniu w ląd cyklony słabną dwukrotnie wolniej niż przed 50 laty. Gdy przyjrzeliśmy się danym jasno było widać, że w kolejnych latach cyklony słabną coraz wolniej. Nie był to jednak proces ciągły. Zmiany w poszczególnych latach odpowiadały zmianom temperatury powierzchni wód oceanicznych, mówi doktorant Lin Li, główy autor badań.
      Naukowcy przetestowali swoje spostrzeżenia za pomocą symulacji komputerowych czterech różnych cyklonów, które przeprowadzono z różnymi danymi dotyczącymi temperatury powierzchni oceanu. Gdy w symulacji huragan osiągnął kategorię 4, naukowcy symulowali jego nadejście nad ląd, odcinając go od źródła wilgoci od spodu.
      Cyklony tropikalne to silniki cieplne, jak np. silnik w samochodzie. W silniku samochodowym spalane jest paliwo i uzyskana energia cieplna zamieniana jest w pracę mechaniczną. W cyklonach wilgoć z powierzchni oceanu jest paliwem, które intensyfikuje i podtrzymuje siłę huraganu, a energia cieplna z wody jest zamieniana w potężne wiatry. W momencie, gdy huragan dotrze na ląd, dostawy paliwa zostają przerwane. Bez paliwa samochód zaczyna zwalniać, a huragan, bez źródła wilgoci, traci na sile, wyjaśnia Li.
      Naukowcy zauważyli, że nawet gdy nad ląd docierają cyklony o tej samej sile, to ten, który uformował się nad cieplejszymi wodami, wolniej słabnie. Symulacje te udowodniły, że wyciągnęliśmy prawidłowe wnioski z naszych analiz. A wnioski te mówią, że cieplejsze oceany wpływają na tempo słabnięcia huraganu, nawet po odcięciu połączenia z wodami oceanicznymi. Pytanie brzmi, dlaczego tak się dzieje, mówi Chakraborty.
      Przeprowadzili więc dodatkowe symulacje i wykazali, że odpowiedzią na to pytanie jest wilgotność. Nawet gdy cyklon dociera na ląd, zamienia się w huragan i nie ma łączności z oceanem, powietrze wciąż zawiera sporo wilgoci. Z czasem wilgoć tę traci i wiatry słabną. Huragany, które powstają nad cieplejszymi wodami oceanicznymi, mogą zawierać więcej wilgoci, która podtrzymuje je przez dłuższy czas i nie pozwala im szybko osłabnąć, dodają uczeni.
      Naukowcy zauważają, że konieczna jest zmiana obecnych – zbyt prostych – modeli badania huraganów. Obecne modele nie biorą pod uwagę wilgotności. Rozważają one huragany jako suchy wir powietrza, który jest osłabiany przez tarcie o ląd. Nasza praca pokazuje, że ten model jest niekompletny. Dlatego też modele te nie wykazywał dotychczas oczywistego wpływu ocieplania się klimatu na huragany, mówi Li.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA poinformowała o znalezieniu wody na oświetlonej przez Słońce powierzchni Księżyca. Wodę zauważono za pomocą Stratospheric Observatory for Infrared Astronomy (SOPHIA). Odkrycie sugeruje, że woda może być obecna nie tylko w zimnych, zacienionych miejscach Srebrnego Globu.
      SOFIA, czyli obserwatorium umieszczone na pokładzie samolotu, wykryło molekuły wody (H2O) w Kraterze Claviusa. To jeden z największych księżycowych kraterów widocznych z Ziemi. Znajduje się on na południowej półkuli Księżyca. Już wcześniejsze obserwacje powierzchni satelity Ziemi wskazywały na istnienie tam pewnej formy wodoru, jednak nie pozwalały one na jednoznaczne stwierdzenie, czy mamy do czynienia z wodą, czy też z grupą hydroksylową (-OH).
      Dzięki obserwatorium SOFIA dowiadujemy się, że w Kraterze Claviusa koncentracja wody wynosi od 100 do 412 części na milion. To około 0,35 litra na każdy metr sześcienny księżycowego gruntu.
      Mamy dane wskazujące, że H2O, czyli po prostu woda, może być obecna na oświetlonych częściach Księżyca - mówi Paul Hertz, dyrektor Wydziału Astrofizyki w Dyrektoriacie Misji Naukowych NASA. Teraz wiemy, że woda tam jest. To odkrycie zmienia nasze rozumienie powierzchni Księżyca i każe zadać sobie pytania o obecność zasobów potrzebnych do eksploracji głębszych części kosmosu.
      Wody w Księżycu jest naprawdę mało. Dość wspomnieć, że na Saharze jest jej 100-krotnie więcej. Jej odkrycie w księżycowym gruncie każe też zadać sobie pytanie, w jaki sposób woda jest tworzona i jak jest w stanie przetrwać na niemal pozbawionych atmosfery ciałach niebieskich.
      Woda to bardzo cenny surowiec, którego obecność na Księżycu znakomicie ułatwiłaby eksplorację kosmosu. Jednak w tej chwili nie wiadomo, czy księżycową wodę da się łatwo pozyskać.
      Sukces obserwatorium SOFIA był możliwy dzięki dziesięcioleciom badań. Gdy w 1969 roku astronauci z misji Apollo przywieźli na Ziemię próbki księżycowego gruntu sądzono, że Srebrny Glob jest całkowicie suchy. W ciągu kolejnych dekad znaleziono lód w stale zacienionych kraterach. Kolejne misje naukowe znajdowały też wodór na oświetlonych przez Słońce fragmentach Księżyca, jednak nie udawało się jednoznacznie stwierdzić, czy występuje on w postaci H2O czy -OH.
      Wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z pewnym stopniem uwodornienia. Nie wiedzieliśmy jednak, czy jest tam woda, czy bardziej coś, co przypomina środek do czyszczenia rur - mówi Casey Honniball z Univeristy of Hawaii. SOFIA wszystko zmieniła.
      Laboratorium latające na wysokości ponad 13.700 metrów na pokładzie zmodyfikowanego Boeinga 747 wyposażono w 106-calowy teleskop pracujący w podczerwieni. Jako że na tej wysokości teleskop znajduje się nad 99% całej pary wodnej w ziemskiej atmosferze, może uzyskać znacznie wyraźniejszy obraz niż analogiczne teleskopy na powierzchni Ziemi. Teraz SOFIA znalazła specyficzną dla molekuł wody emisję w paśmie 6,1 mikrometra.
      Obecnie nie wiadomo, skąd wzięła się woda na powierzchni Księżyca. Mogły ją tam zanieść mikrometeoryty. Inna możliwość to zaniesienie wodoru przez wiatr słoneczny. Wodór mógł przereagować z minerałami zawierającymi tlen, tworząc grupę hydroksylową. Następnie promieniowanie pochodzące z bombardowania Księżyca mikrometeorytami mogło zamienić grupę hydroksylową w wodę.
      Nie wiadomo też, jak to się stało, że woda na Księżycu wciąż się utrzymuje. Może być uwięziona w strukturach przypominających korale, które powstały w wyniku działania wysokich temperatur spowodowanych uderzeniami mikrometeorytów. W takim wypadku dość trudno byłoby ją pozyskać. Woda może być też uwięziona pomiędzy ziarnami księżycowego gruntu i chroniona w ten sposób przed odparowaniem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od dawna słyszymy teorię, że w przeszłości Ziemia była sucha, a wodę przyniosły z czasem bombardujące ją komety i asteroidy. Tymczasem badania opublikowane właśnie na łamach Science sugerują, że woda mogła istnieć na naszej planecie od zarania jej dziejów.
      Naukowcy z Centre de Recherches Pétrographiques et Géochimiques we Francji odkryli, że grupa kamiennych meteorytów o nazwie chondryty enstatytowe, zawiera na tyle dużo wodoru, by dostarczyć na Ziemię co najmniej trzykrotnie więcej wody niż jej zawartość w ziemskich oceanach. Chondryty enstatytowe mają skład taki, jak obiekty z wewnętrznych części Układu Słonecznego, zatem taki, z jakiego powstała Ziemia.
      Nasze odkrycie pokazuje, że materiał, z jakiego powstała Ziemia mógł w znacznym stopniu dostarczyć jej wodę. Materiały zawierające wodór były obecne w wewnętrznych częściach Układu Słonecznego w czasie, gdy formowały się planety skaliste. Nawet jeśli temperatura była wówczas zbyt wysoka, by woda występowała w stanie ciekłym, mówi główny autor badań, Laurette Piani.
      Najnowsze odkrycie to spore zaskoczenie, gdyż zawsze sądzono, że materiał, z którego powstała Ziemia, był suchy. Pochodził bowiem z wewnętrznych obszarów formującego się Układu Słonecznego, gdzie temperatury nie pozwalały na kondensację wody.
      Chondryty enstatytowe pokazują, że woda nie musiała dotrzeć na naszą planetę z krańców Układu. Są rzadkie, stanowią jedynie 2% meteorytów znajdowanych na Ziemi. Jednak ich podobny do Ziemi skład izotopowy wskazuje, że jest z takiego właśnie materiału powstała planeta. Mają bowiem podobne izotopy tlenu, tytanu, wapnia, wodoru i azotu co Ziemia. Jeśli chondryty enstatynowe tworzyły Ziemię – z ich skład izotopowy na to wskazuje – to oznacza, że miały one w sobie tyle wody, by wyjaśnić jej pochodzenie na naszej planecie. To niesamowite, ekscytuje się współautor badań, Lionel Vacher.
      Badania wykazały też, że znaczna część azotu obecnego w ziemskiej atmosferze może pochodzi z chondrytów enstatynowych. Mamy do dyspozycji niewiele chondrytów estatynowych, które nie zostały zmienione przez asteroidę, której były częścią, ani przez Ziemię. Bardzo ostrożnie dobraliśmy chondryty do naszych badań i zastosowaliśmy specjalne techniki analityczne, by upewnić się, że to, co znajdziemy, nie pochodzi z Ziemi, mówi uczony. Badania wody w meteorytach zostały przeprowadzone za pomocą spektrometrii mas i spektrometrii mas jonów wtórnych.
      Założono, że chondryty enstatynowe uformowały się blisko Słońca. Były więc powszechnie uznawane za suche i prawdopodobnie z tego powodu nie przeprowadzono ich dokładnych badań pod kątem obecności wodoru, mówi Piani.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Prywatna chińska firma Origin Space ma zamiar wystrzelić swojego pierwszego „kosmicznego robota wydobywczego”. NEO-1, który ma wystartować w listopadzie, to niewielki 30-kilogramowy satelita, który ma wejść na orbitę heliosynchroniczną na wysokości 500 kilometrów. Urządzenie nie będzie pozyskiwało żadnych surowców, posłuży do testowania technologii.
      Naszym celem jest sprawdzenie różnych elementów, takich jak manewry na orbicie, symulowanie przechwytywania niewielkich obiektów, inteligentna identyfikacja i kontrola, mówi współzałożyciel Origin Space, Yu Tianhong.
      Origin Space powstała w 2017 roku i opisuje siebie jako pierwszą chińską firmę skoncentrowaną na pozyskiwaniu zasobów w przestrzeni kosmicznej. Gdy Pekin w 2014 roku otworzył swój przemysł kosmiczny na współpracę z przedsiębiorstwami prywatnymi, zaczęły powstawać firmy zainteresowane działaniami poza Ziemią. Szczególnie interesujące jest wydobywanie surowców, gdyż szacuje się, że przemysł górniczy wykorzystujący asteroidy może być warty biliony dolarów. Nic więc dziwnego, że przedsiębiorstwa zainteresowane kosmicznych górnictwem, angażują się w rozwój rakiet i małych satelitów.
      Origin Space ma ambitne plany. Już podpisało umowę z państwową DHF Satellite, w ramach której ma zostać przygotowana misja Yuanwang-1, która w 2021 roku ma wynieść na orbitę teleskop zaprojektowany do obserwowania asteroid bliskich Ziemi. Celem prac będzie tutaj zidentyfikowanie potencjalnych celów do rozpoczęcia prac wydobywczych. Z kolei pod koniec przyszłego roku lub na początku roku 2022 ma wystartować misja NEO-2, której celem będzie Księżyc. Yu Tianhong przyznaje, że plan tej misji nie jest jeszcze gotowy, jednak nie wyklucza ewentualnego lądowania na Srebrnym Globie.
      Wydobywanie pozaziemskich surowców stało się ponownie przedmiotem gorącej debaty po tym, jak w ubiegłym tygodniu administrator NASA Jim Bridenstine zachęcał prywatne firmy, by przywoziły próbki księżycowych skał i gruntu obiecując, że NASA je odkupi.
      Jednak przed kosmicznym górnictwem wciąż wiele przeszkód. Od kwestii związanych z odpowiednimi technologiami, poprzez całą logistykę prac górniczych i transportu, aż po odpowiedź na banalne pytanie kto – oprócz NASA – byłby skłonny kupować te surowce.
      Wiele słyszeliśmy o wodzie na Księżycu, mówi Brian Weeden, jeden z dyrektorów Secure World Foundation. Jednak gdy porozmawia się z jakimkolwiek naukowcem zajmującym się tym tematem, okazuje się, że nie wiadomo, jaki skład chemiczny ma ta woda ani z jakimi trudnościami będzie wiązało się jej pozyskanie oraz przygotowanie z niej użytecznego produktu.
      Takie same, a nawet większe, problemy dotyczą prac górniczych na asteroidach. Na Ziemi mamy wielkie kopalnie, potężne maszyny, fabryki i huty, które przetwarzają minerały na użyteczne produkty. Jak wiele z tych rzeczy będziemy potrzebowali w kosmosie i jak je tam wybudujemy?, stwierdza Weeden. Obecnie jedynymi potencjalnymi klientami są państwowe agendy kosmiczne, które mają plany związane z Księżycem. One mogą być zainteresowane księżycowymi regolitami do wznoszenia konstrukcji i wodą, do wytwarzania paliwa i celów spożywczych. Jednak poza skromną ubiegłotygodniową deklaracją NASA nie obserwujemy żadnego zainteresowania za strony rządów kupowaniem takich materiałów, dodaje.
      Chińczycy z Origin Space nie są pierwszymi, którzy próbują szczęścia na nieistniejącym rynku kosmicznego górnictwa. W 2009 roku powstała amerykańska firma Planetary Resources, która doświadczyła problemów z finansowaniem i została przejęta przez ConsenSys. Z kolei w styczniu 2019 roku również amerykańska Deep Space Industries też zmieniła właściciela i obecnie zajmuje się rozwojem małych satelitów. Więcej szczęścia mają na razie Japończycy z ispace. Udało im się pozyskać 28 milionów dolarów i budują pierwszą serię księżycowych lądowników.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Lodowce szelfowe mogą zniknąć błyskawicznie, czasami wystarczą minuty lub godziny, by się rozpadły. Proces ten jest napędzany przez wodę, która wdziera się w pęknięcia lodowca. Wiele z lodowców szelfowych znajduje się bezpośrednio przy wybrzeżach Antarktyki i stanowią fizyczną barierę zapobiegającą spływaniu ludowców z lądu do oceanu. Autorzy najnowszych badań, opublikowanych właśnie w Nature, twierdzą, że od 50 do 70 procent antarktycznych lodowców szelfowych jest zagrożonych rozpadem z powodu globalnego ocieplenia.
      Odkryliśmy, że tempo topnienia jest ważne, ale równie ważne jest to, gdzie to topnienie zachodzi mówi główna autorka najnowszych badań, Ching-Yao Lai z Columbia University. Największą zagadką jest to, kiedy lodowiec może się rozpaść, dodaje Christine Dow z kanadyjskiego University of Waterloo, która nie była zaangażowana w najnowsze badania.
      Niektóre z lodowców szelfowych pływają na otwartych wodach i nie mają wpływu na to, co dzieje się z lodowcami na lądzie.
      Jednak lodowce szelfowe znajdujące się np. w zatokach stanowią fizyczną barierę, która spowalnia spływanie do oceanu lodowców z lądu. W takim przypadku na lodowce szelfowe działają potężne siły. Z jednej strony są one poddawane naciskowi ze strony lodu spływającego z lądu, z drugiej strony napierają na ląd, z trzeciej zaś są rozciągane, gdy przemieszczają się na wodzie. W wyniku tych procesów na lodowcach szelfowych pojawiają się liczne pęknięcia. Jeśli nad taki lodowiec napłynie ciepłe powietrze i lodowiec zacznie się topić, pojawi się woda, która będzie wdzierała się w pęknięcia. Może ona błyskawicznie doprowadzić do rozpadu lodowca szelfowego. A w takim wypadku znika bariera między oceanem a lodowcem na lądzie, więc lodowiec może przyspieszyć spływanie do oceanu.
      Naukowcy spekulują, że ofiarą takiego procesu pękania i wdzierania się wody padł lodowiec szelfowy Larsen B, który w 2002 roku w ciągu zaledwie kilku tygodni stracił 3250 km2 powierzchni.
      Lai i jej zespół chcieli wiedzieć, które z lodowców szelfowych są najbardziej narażone na rozpad. Opracowali więc model maszynowego uczenia się, który był trenowany na zdjęciach lodowców z przeszłości. Celem treningu było nauczenie algorytmu rozpoznawania cech charakterystycznych prowadzących do rozpadu lodowców. Algorytm uczono na podstawie zdjęć satelitarnych lodowców szelfowych Larsen C i Jerzego VI. Następnie algorytm zaimplementowano do zdjęć całej Antarktyki.
      Na tej podstawie zidentyfikowali te pęknięcia, które – po uwzględnieniu nacisku wywieranego przez masy lodu oraz ruchy lodowca na wodzie – z największym prawdopodobieństwem będą się powiększały. Teraz uczonych czeka odpowiedź na pytanie, kiedy może dojść do rozpadu poszczególnych lodowców szelfowych. W tym celu naukowcy będą musieli połączyć swój model z modelami klimatycznymi oraz modelami opisującym spływanie lodowców z lądu. Na razie grupa Lai nie jest w stanie zakreślić ram czasowych, w których może dojść do masowego rozpadania się lodowców szelfowych. Jednak inna grupa naukowa już w 2015 roku stwierdziła, że stanie się to w perspektywie najbliższych dekad.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...