Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Australii rozpoczął się odstrzał 10 000 wielbłądów

Recommended Posts

Przywódcy Aborygenów w Południowej Australii wydali polecenie zabicia 10 000 dzikich wielbłądów. Zwierzęta mają zginąć, gdyż... wypijają zbyt dużo wody.

Dzisiaj rozpocznie się wielkie polowanie z powietrza. Potrwa ono 5 dni. Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.

Decyzję o rzezi podjęli przywódcy Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara Lands (APY). Sprzeciwiali się jej chrześcijańscy Aborygeni, dla których wielbłądy są święte, gdy mają związek z Bożym Narodzeniem. To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.

Działania APY będą wspierane przez 10 Desert Project, program finansowany m.in. przez BHP Billiton Foundation oraz przez utrzymywaną z funduszy federalnych organizację Alinytjara Wilurara Natural Resources Management Board. Stanowy Departement Środowiska i Zasobów Wodnych zapewni czteromiejscowe śmigłowce ze snajperami. W niedostępnych regionach zabite zwierzęta będą pozostawiane na miejscu, jednak tam, gdzie to możliwe, ich ciała mają być palone lub grzebane.

W nawiedzonej przez suszę Australii wielbłądy zaczęły stanowić poważny problem. Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji. W 2010 roku w Australii żyło ponad milion dzikich wielbłądów. Bez działań kontrolnych ich liczba podwajała by się co 9 lat. Każde z tych zwierząt emituje rocznie tyle metanu, że jest to odpowiednik tony CO2.

Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów. Stąd też wezwania, by władze federalne płaciły za pozbywanie się wielbłądów. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie, gdyż emisja powodowana przez dzikie zwierzęta nie jest liczona do budżetu emisji poszczególnych krajów i do oceny stopnia redukcji emisji.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.

Kurczę, ciągle mam w głowie jakieś osiołki, albo cuś. Coś mi się nawet kolibie, że piechotą przyszli, ale co ja tam wiem... Dodam cichaczem, że żadni ponoć z nich królowie. ;) Nie mówiąc, że dla niektórych to jedna wielka szopka.

10 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji.

Smutne. Nie mówi to o wielbłądach, ale o ludziach.

12 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów.

No i jest "argument". Faszyści będą mieli swoje pięć minut. Postrzelają i pozabijają. Znamy to w końcu - "polskie" dziki...

P.S. Wciąż w lekkim szoku dochodzę jednak do wniosku, że to... takie błogosławione. Zarżnijmy milion dzikich wielbłądów i z czystym sumieniem możemy pomykać po drogach wypasionymi furami. Logiczne.
Logiczne byłoby (w tym ciągu "myślowym") wyrżnąć wszystkie krowy (w końcu emitują tyle metanu), a będziemy mogli jeszcze większymi furami pomykać. Ziemia będzie szczęśliwa. Dziwny jest ten świat:
https://www.youtube.com/watch?v=wTjLZwpmufw

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W sąsiednim wątku o pożarach ktoś pochwalił Aborygenów za rozum. Jak widać to nie jest kres ich możliwości. Parafrazując, już Aborygeni mieli więcej rozumu dokonując kontrolowanych wypaleń buszu i odstrzału wielbłądów z helikopterów ze snajperami. FUBAR.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja rozumiem wszelkie watki natury etycznej związane z tymi wielbłądami ale czy nikt nie dostrzega kwestii obiektywnych? Czy nie może być danych zwierząt za dużo? Czy nie mogą one sprawiać problemów ludziom? Moim zdaniem może być ich za dużo pod wieloma względami tutaj wymieniono zmiany klimatyczne i straty materialne etc. O ile informacje te są prawdziwe, chcemy czy nie chcemy nie można tego bagatelizować i uznać za Aborygeńskie fanaberie. Abstrahuje oczywiście od tego w co kto wierzy, łącznie z wiarą w dusze zwierząt etc. (nie neguje jej oczywiście, jedynie abstrahuje od ;P ). 

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem o co chodzi.

Otwieram mapę satelitarną tego landu i widzę wielką pustynię, zero miast,osiedli,upraw,dróg itd. Sprawdzam wiki i szczena opada, na powierzchni 1/3 Polski tego landu populacja to tylko 2300 ludzi!!!!. to w sumie jedna mała wiocha! na taki kawał świata. jak te wielbłądy mogą im przeszkadzać, "wypijają wodę z klimatyzacji" to jakiś żart?

za pieniądze na paliwo do tych helikopterów postawiliby sobie ogrodzenia ze złota

 

Edited by tempik
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zabijanie zwierząt to najgorszy pomysł jaki może być. Z drugiej strony w Australii, wielbłądy są gatunkiem inwazyjnym, przywleczonym tu przez człowieka. I nie jest to banalny problem. Zawsze w takich sytuacjach mam mieszane odczucia. Tu, absurdalnie oskarża się wielbłądy o wypijanie wody i emisję metanu. Ale to przecież to nie ich wina, tylko LUDZI! To ludzie są największymi szkodnikami na tym świecie. To ludzie powinni płacić za ten stan rzeczy, a nie zwierzęta. Oczywiście, "taniej" jest je zabić i uważać, że się jakiś problem rozwiązało. A ludzie emitują 1000 razy więcej CO2 i jakoś nikt nie wpada na pomysł, aby część populacji wybić, a apele o zmniejszanie emisji są jak rzucanie grochem o ścianę. Wystarczy spojrzeć na naszego premiera, który chwali się(!), że dał Polsce możliwość dłuższego smrodzenia i jest dumny, że "wywalczył to" dla nas(!) Dziękujemy panie premierze, że tak pan dba, aby nam CO2 nie zabrakło do oddychania.

Edited by Sławko
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeraża mnie zgąbczenie mózgu pseudo miłośników zwierząt. Czy do Waszych pustych czerepów nie docierają informację o tym że zwierzęta na całym  świecie się mordują kontrolując swoje populacje? że sztuczny przerost jakiegoś gatunku wielokrotnie w dziejach doprowadził do wymierania całych ekosystemów? jeśli narzekacie na ludzi, którzy wprowadzili wielbłądy czy króliki to czemu nie pozwalacie teraz usunąć tej szkody? Czy jedyny wniosek do którego jesteście zdolni to nienawiść wobec ludzkości "bo robi błędy"?! Eko-ciemnota nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra. Jedyne dobro widzące w swojej nienawiści wobec świata! STRASZNE - jak się czyta wypociny o faszystach - ten zalew hejtu, agresji, opluwania wszystkiego - dyletanci nie mający pojęcia o biologii i naukach przyrodniczych.

  • Upvote (+1) 2
  • Downvote (-1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
46 minut temu, tempik napisał:

za pieniądze na paliwo do tych helikopterów postawiliby sobie ogrodzenia ze złota

Z tego co pamiętam (źródło: jakiś program podróżniczy czy tp. kilkanaście lat temu w TV), każdy większy rolnik w Australii ma helikopter, używa go do sprawdzania, czy się bydło zanadto nie rozlazło itp. Możliwe, że w telewizji uprościli przekaz, ale pewnie sporo w tym prawdy. Zgaduję, że konsekwencja bardzo małej gęstości zaludnienia. Widocznie jednak dla nich to nie jest drogo, może jakieś małe/lekkie helikoptery, nie znam szczegółów.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
30 minut temu, tempik napisał:

to w sumie jedna mała wiocha! na taki kawał świata. jak te wielbłądy mogą im przeszkadzać, "wypijają wodę z klimatyzacji" to jakiś żart?

może akurat żyją tam gdzie ludzie bo tam jest najwięcej wody ? nie wiem, zakładam, że podane w artykule informacje są prawdziwe. 

34 minuty temu, Sławko napisał:

Zabijanie zwierząt to najgorszy pomysł jaki może być. Z drugiej strony w Australii, wielbłądy są gatunkiem inwazyjnym, przywleczonym tu przez człowieka. I nie jest to banalny problem. Zawsze w takich sytuacjach mam mieszane odczucia. Tu, absurdalnie oskarża się wielbłądy o wypijanie wody i emisję metanu. Ale to przecież to nie ich wina, tylko LUDZI! To ludzie są największymi szkodnikami na tym świecie. To ludzie powinni płacić za ten stan rzeczy, a nie zwierzęta.

Nie twierdzę że zabijanie zwierząt to dobry pomysł, ale nie rozumiem jak ludzie mają "płacić za ten stan rzeczy" ? Co mamy niby zrobić? Zabić się? Albo chronić życie zwierząt lepiej jak swoje? Dodatkowo, nie rozumiem co ew. wina (nawet nie chce w to wchodzić) ma do rzeczy? Liczą się fakty. Zwierzęta inne niż człowiek nie rozumieją pojęcia winy w ogóle... 

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, Ergo Sum napisał:

Czy do Waszych pustych czerepów nie docierają informację o tym że zwierzęta na całym  świecie się mordują kontrolując swoje populacje?

Masz racje, nie dociera. Zabójstwo/mord to czynność świadomie popełniana tylko przez ludzi.  Zwierzęta nie mogą się mordować.

45 minut temu, Ergo Sum napisał:

nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra

oczywiście ty z całą swoją litanią inwektyw dostrzegasz w ludziach dobro i ich szanujesz.

29 minut temu, Warai Otoko napisał:

może akurat żyją tam gdzie ludzie bo tam jest najwięcej wody ? nie wiem, zakładam, że podane w artykule informacje są prawdziwe.

pewnie tak jest. czują wodę z wielu kilometrów i złażą się do domostw. Ja tam bym grodził miejsca gdzie są uciążliwe. ale nie moje podwórko i nie moje wielbłądy

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Warai Otoko napisał:

Nie twierdzę że zabijanie zwierząt to dobry pomysł, ale nie rozumiem jak ludzie mają "płacić za ten stan rzeczy" ? Co mamy niby zrobić? Zabić się? Albo chronić życie zwierząt lepiej jak swoje? Dodatkowo, nie rozumiem co ew. wina (nawet nie chce w to wchodzić) ma do rzeczy?

Może nie wyraziłem się wystarczająco jasno. To jest przecież temat rzeka i trudno go w kilku zdaniach wyczerpać. Chodziło mi o to, że to człowiek sprowadził wielbłądy do Australii i w tym sensie jest to wina człowieka. A jak teraz sobie z tym poradzić? Należałoby te wielbłądy wszystkie wyłapać, zamknąć w zagrodzie i tam kontrolować ich populacje, np przez ograniczenie możliwości rozmnażania. Powiesz mi że to niewykonalne? To nie prawda. Jak najbardziej wykonalne, tylko kosztowne. Ale właśnie tak ludzie powinni płacić za swoje błędy, wszędzie gdzie to możliwe, a nie przez ślepą eksterminację.

56 minut temu, Ergo Sum napisał:

Przeraża mnie zgąbczenie mózgu pseudo miłośników zwierząt. Czy do Waszych pustych czerepów nie docierają informację o tym że zwierzęta na całym  świecie się mordują kontrolując swoje populacje? że sztuczny przerost jakiegoś gatunku wielokrotnie w dziejach doprowadził do wymierania całych ekosystemów? jeśli narzekacie na ludzi, którzy wprowadzili wielbłądy czy króliki to czemu nie pozwalacie teraz usunąć tej szkody?

Z całym szacunkiem Ergo Sum, ale wyzywanie innych od braku rozumu, świadczy tylko o poziomie twojego. Po pierwsze nie mówię, że nie powinno się usuwać inwazyjnych gatunków, ale można to robić w sposób bardziej etyczny niż zabijanie. A że koszty są dużo większe, to ja rozumiem, że ludzie za swoje błędy płacić nie chcą. Niech płacą zwierzęta. Tak jest nam wygodniej. W dziejach rzadko dochodziło do wypierania jednych gatunków przez drugie. A jeśli nawet, to były to naturalne pojedyncze przypadki, a nie masowe wymieranie wielu gatunków na raz, do których obecnie przyczynia się człowiek. Ludzie zachwiali ekosystemem na każdym jego szczeblu. Konieczność regulacji jest obecnie bezsprzeczna. Nie chcesz żeby ekolodzy tym się zajmowali, to niech biolodzy wezmą się za robotę i ich zastąpią! Obecnie sytuacja jest taka, że np. w Polsce to leśnicy i myśliwi "regulują" nam ekosystem. Jeśli to ma być ta elita intelektualna, która zna się na biologii, to ja dziękuję.

Godzinę temu, Ergo Sum napisał:

Czy jedyny wniosek do którego jesteście zdolni to nienawiść wobec ludzkości "bo robi błędy"?! Eko-ciemnota nie potrafiąca dostrzegać w ludziach dobra. Jedyne dobro widzące w swojej nienawiści wobec świata! STRASZNE - jak się czyta wypociny o faszystach - ten zalew hejtu, agresji, opluwania wszystkiego - dyletanci nie mający pojęcia o biologii i naukach przyrodniczych.

Nie ma tu żadnej nienawiści wobec ludzkości! Kto ci takich bzdur do głowy nawciskał? Popatrz na swój wpis! Ile w nim agresji, nienawiści i pustej, bezmyślnej ignorancji? Ty masz pojęcie o biologii i naukach przyrodniczych? Śmiem wątpić. Z twojego wpisu nic takiego nie wynika. Najłatwiej zarzucić innym brak rozumu. Nie bronię tu wszytkich tzw. ekologów, bo sam dostrzegam w ich działaniach wiele patologii. Część z nich działa dla kasy, ale wyzywanie wszystkich od "Eko-ciemnoty", to gruba przesada. Wielu z nich z narażeniem własnego życia broni przyrody np. przed kłusownikami, czy rabunkową polityką rządów. Uważam, że należy im się szacunek, a nie wyzwiska. Dzięki nim działa wiele fundacji, które uratowały już niejeden zagrożony gatunek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Sławko napisał:

A jak teraz sobie z tym poradzić? Należałoby te wielbłądy wszystkie wyłapać, zamknąć w zagrodzie i tam kontrolować ich populacje, np przez ograniczenie możliwości rozmnażania. Powiesz mi że to niewykonalne? To nie prawda. Jak najbardziej wykonalne, tylko kosztowne. Ale właśnie tak ludzie powinni płacić za swoje błędy, wszędzie gdzie to możliwe, a nie przez ślepą eksterminację.

No tak, można by ale tylko teoretycznie bo rodzi to wiele problemów. Wymienię tylko kilka:

1. kto dokładnie miałby płacić za tą interwencję, zagrody i utrzymanie tych wielbłądów? 

2. Płacenie "za karę" za błędy ludzkości to niestety bardzo często odebranie pewnych zasobów i możliwości wielu niewinnym ludziom. Patrzę na to holistycznie, że tak powiem. Np. jakiś rolnik Australijski w ramach obowiązku zrzutki na wielbłądy nie będzie mógł sobie pozwolić np. na leki dla syna (żeby nie pisać córki ;P). I powstaje pytanie - czy tak właśnie należy postąpić? Oczywiście ten przykład można skalować etc. 

3. Skoro nie można zabić wielbłądów to czy można zabijać zwierzęta hodowane na mięso? A jesli nie, to oczywiście cała rozmowa o weganiźmie + nawet jak się zgodzimy na to, że zwierząt hodowlanych nie można zabijać to pytanie co z nimi zrobić? Trzymać w zagrodach jak te wielbłądy? Niewykonalne. A skoro można je zabijać/nie ma wyjścia etc. to dlaczgeo nie wielbłądy? Mówię w tym przypadku oczywiście o sytuacji w której wielbłądy można zabić na mięso i inne przetwory, nie zmarnować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Warai Otoko napisał:
19 minut temu, Sławko napisał:

A jak teraz sobie z tym poradzić?

No tak, można by ale tylko teoretycznie bo rodzi to wiele problemów. Wymienię tylko kilka:

Masz rację. Ja się z tym wszystkim prawie zgadzam (prawie, bo punkty 2 i 3 są dość skrajne). Sam nie jestem weganinem i choć rzadko i z żalem (ograniczam jak mogę), to mięso jem. Dopuszczam kompromis, bo takie niestety jest życie. Mnie tu chodziło o bezmyślne zabijanie. W naturze zabijanie jest normalną rzeczą, ale zwykle ofiarą padają osobniki słabe, chore, nieostrożne itp. Człowiek przeciwnie - najczęściej zabija zwierzęta zdrowe, dorodne i silne. Inaczej sprawy mają się w hodowlach. Gdyby te wielbłądy miały być zabite na mięso (w zamian za zwierzęta z hodowli), to ja dopuszczam taką opcję. Wtedy taka śmierć może być uzasadniona. Ale zabijanie tylko dlatego, że zwierzę wypija wodę i za przeproszeniem "pierdzi", to do mnie nie jest wystarczający argument.

Godzinę temu, tempik napisał:

Zwierzęta nie mogą się mordować.

Niestety mogą i czasami to robią. Zabijają np. nieswoje dzieci, bo chcą mieć tylko swoje. To jest okropne, ale taka jest natura. Nie widzę jednak w tym uzasadnienia dla mordów popełnianych przez ludzi.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Sławko napisał:

Niestety mogą i czasami to robią. Zabijają np. nieswoje dzieci, bo chcą mieć tylko swoje

wiem, tradycyjnie czepiam się,

ale mord z definicji dotyczy tylko ludzkiego zachowania. co do zwierząt to powiem więcej, niektóre zabijają swoje potomstwo aby przetrwało silniejsze, ale nie można tego nazwać morderstwem.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Sławko napisał:

Ale zabijanie tylko dlatego, że zwierzę wypija wodę i za przeproszeniem "pierdzi", to do mnie nie jest wystarczający argument.

Dla mnie generalnie też nie, chyba, że wpływ na zmiany klimatu tych wielbądów jest faktycznie istotny - wtedy można to przeliczyć na ilość zgonów ludzi + to samo tyczy się zasobów wody, jeśli zużywają ich na tyle dużo że brakuje dla ludzi (chociaż w to wątpię) to wtedy też ma to więcej sensu. Można by to wszystko podsumować wg mnie krótko - życie ludzkie jest dla mnie ważniejsze niż innych zwierząt, co nie znaczy że nalezy je bez powodu zabijać bo je też lubię (a swoje nawet kocham), ale niestety znaczy to, że należy je z bólem serca zabić jeśli ich byt miałby istnieć kosztem życia lub zdrowia ludzi, nie ważne kto jest winny. Ja w ogóle nie uznaje żadnej "mocy winy", jedynie odpowiedzialność. Człowiek nie jest winny bo człowiek nie istnieje, "Człowiek" to abstrakcyjny byt, istnieją ludzie a wśród tych ta ewntualna wina rozkłada się na różne sposoby + nie mamy jako ludzkośc pełnej kontorli nad sobą, takimi nas stworzyła natura. Nie jesteśmy zatem ani bardziej ani mniej winni od jakichkolwiek innych zwierząt. Co nie zmienia faktu że nie możemy polepszać naszego postępowania. Chodzi jedynie o winę historyczną. Pies nie jest winny że ugryzł, co nie znaczy że nie można go wytresować że tak powiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Próba podciągnięcia odstrzału wielbłądów pod emisję to ściema. Godzina lotu 4 miejscowym heli kosztuje, w zależności od modelu kilkaset USD, więc jasne jest, że chcieliby wynająć kowbojów na koszt podatnika. Nie sądzę, żeby byli w stanie zrobić to taniej niż 100k USD, więc dla tamtej ludności to spory koszt. W artykule jest napisane o finansowaniu, ale nie podano w jakim zakresie, może nie pokrywać całej kwoty.

Toyota Hilux, którą może poruszać się typowy redneck, emituje około 200g CO2 na kilometr. Toyota sprzedała 50k tych samochodów w 2019 w Australii, które w 2020 wyemitują 150k ton CO2. To tylko jeden model jednego producenta z 2019. Australijczycy mają jedną z największych emisji CO2 per capita na świecie, 2.5x większą niż często obwiniane Chiny.

Problem ze zwierzętami i ludźmi jest taki, że zawsze komuś coś przeszkadza, a ludzie ciągle zwiększają presję na środowisko i będzie tylko gorzej. Inny wariant podobnego problemu to, że foki rzekomo trzebią łowiska rybaków. Łowiska są przełowione, ale pojawiają się naciski w Polsce na odstrzał fok. Zwierzęta nie mają wyboru i jak przeszkadzają to kula w łeb. Nawet jak nie przeszkadzają, bo są w ZOO, to zawsze może zdarzać się, że abstrakcyjny byt włoży swoją pociechę do klatki z nieabstrakcyjnymi tygrysami, no i tygrys będzie musiał dostać kulkę w łeb.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oooo. To, to, to. Właśnie. Poziom abstrakcji bardzo mi się podoba i zgadza z RZECZYWISTOŚCIĄ. :)

3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Pies nie jest winny że ugryzł, co nie znaczy że nie można go wytresować że tak powiem. 

Pies absolutnie nie jest winny (a wiem co mówię, bo ostatnio girę szytą miałem po ugryzieniu przez psa, a właściwie psy, a ile ich tam to nie wiem, ale tak bywa w przetrwalniach alkoholików w "letniskowych domach" bez wody,  prądu i płotu; psów w każdym razie nie brakuję, a owe ze sobą się parzą, teren coraz większy ogarniają, a terenu instynkt podpowiada im bronić). O debilu, którego "panem" owych psów niektórzy nazywają nie wspomnę. Odpowiednie służby (postarałem się o to i owo) wykazują zatrważającą bezwładność, ale Polska właśnie... A wiozłem właśnie trochę śmiecia z lasu rowerkiem... Ironia losu. :)

P.S. Pewnie spodoba się to chrześcijańskiej zapewne z natury Ergo. Cieszę się Ergo twoją radością, ale mądrzejsi niż ty czy ja mówią.... Ale to może trochę zbyt trudne, więc nie będę "zaśmiecał". ;) Musisz wiedzieć tylko jedno: wszystkiego dobrego z głębi serca (NAPRAWDĘ!).

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Inny wariant podobnego problemu to, że foki rzekomo trzebią łowiska rybaków.

A kiedyś foki nie przeszkadzały..... Bo ryb było tyle że każdy łowił ile wlezie, a jeszcze zostawało dla fok. No ale jak UE chciała ograniczyć połowy żeby ryb wystarczyło na kolejne dekady to podniósł się wielki krzyk w całej Europie i branża w dooopie ma przyszłe dekady i chcą ostro łowić dzisiaj. No i nadeszło to 'dekadę później' i wydziera się z gardła foki ostatnią nędzną rybę.

Jak tak dalej pójdzie to ci Aborygeni w tych helikopterach będą musieli strzelać do siebie nawzajem. Niestety

Edited by tempik

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie bój, "rynek helikopterów" da radę. Do czasu oczywiście, bo na wodę z klimy ocaloną przed wielbłądem helikopter nie poleci. Ostatecznie i tak skończy się tak, jak to robią kangury. Klata o klatę... W tym sensie WIEM, że przetrwamy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem nie tkwi w wielbladach lecz w poczynaniach czlowieka, zatem wielblady ukarano za bledy czlowieka... zalosne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.01.2020 o 21:46, cyjanobakteria napisał:

już Aborygeni mieli więcej rozumu dokonując kontrolowanych wypaleń buszu i odstrzału wielbłądów z helikopterów ze snajperami.

Ano mają więcej rozumu i zdrowego rozsądku. Doskonale wiedzą że wielbłądy im przeszkadzają i dlaczego. Ktoś kto ma w domu krany, sracz ze spłuczką i prześcieradło w wielbłądy może mieć emocjonalne trudności ze zrozumieniem ich sytuacji.

W dniu 7.01.2020 o 20:36, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.

I do tego potrafią "iść z prądem" ;)

Na koniec przypomnę że Aborygeni byli oficjalnie zaliczani do fauny Australii jeszcze w latach 50, więc może dajmy im przynajmniej tyle praw odnośnie zabijania ile mają inne zwierzęta?

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, peceed napisał:

Ktoś kto ma w domu krany, sracz ze spłuczką i prześcieradło w wielbłądy może mieć emocjonalne trudności ze zrozumieniem ich sytuacji.

Spoko. Jestem pewien, że bakterie gnilne (i inne) na zwłokach wielu (ponoć) myślących Homo nie będą miały żadnych problemów i jakiegokolwiek dysonansu poznawczego.

43 minuty temu, peceed napisał:

może dajmy im przynajmniej tyle praw odnośnie zabijania ile mają inne zwierzęta?

Mają zdecydowanie więcej. Nawet więcej niż statystyczny Homo (obecny). Wiesz, taki "wyrzut sumienia". Zapewne nie Twojego, ale wiesz gdzie to mam... Mój wyrzut dotyczy Ciebie i każdego, kto OBECNIE za cokolwiek odpowiada, a odpowiada każdy z nas za WSZYSTKO.

Przy okazji mógłbyś wyrazić swoje credo? Bo (niestety) jeśli chodzi o Twoją postać moja pobieżna i skromna (zdecydowanie pobieżna, bo obecnie nie mam czasu na KW siedzieć) opinia o Tobie to zdecydowanie dysonans poznawczy. :/
Dla ścisłości mógłbyś WPROST powiedzieć co sądzisz o przyszłości HS? (oprócz oczywiście cytowania naiwnych klasyków sf)
Mamy już teraz "pomóc" Afryce i Indiom mordując, czy powinniśmy inwestować w szerokie na kilometry pola minowe?

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 hours ago, peceed said:

Ano mają więcej rozumu i zdrowego rozsądku. Doskonale wiedzą że wielbłądy im przeszkadzają i dlaczego. Ktoś kto ma w domu krany, sracz ze spłuczką i prześcieradło w wielbłądy może mieć emocjonalne trudności ze zrozumieniem ich sytuacji.

Pudło z prześcieradłem w wielbłądy, ale dzięki za przypomnienie o garbatych braciach mniejszych, bowiem muszę więcej pracować nad pozycją przy komputerze ;)

Napisałem, bo kilka dni wcześniej chwaliłeś Aborygenów za kontrolowane wypalanie i wydało mi się, że nie ma lepszego hołdu dla klimatycznego denialisty niż Aborygeni w helikopterach strzelający do wielbłądów w trosce o środowisko.

Co do samego zarządzania zasobami w Australii, może w popełniono błędy albo muszą zmienić strategię w celu ograniczenia pożarów i strat, ale z tego, co podali niedawno, rok 2019 był najgorętszy i najsuchszy w historii pomiarów.

Quote

The countries annual mean temperature was 1.52 degrees Celsius above the 1961-90 average of 21.8C — significantly above the previous hottest year (2013) at 1.33C.

2019 also saw crippling drought, with national average rainfall for the year totalling 277.63 millimetres, far below the previous record of the 1902 federation drought that saw 314.46mm.

Źródło:
https://thebrag.com/2019-hottest-driest-year-australian-history/

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, Astro napisał:

Bo (niestety) jeśli chodzi o Twoją postać moja pobieżna i skromna (zdecydowanie pobieżna, bo obecnie nie mam czasu na KW siedzieć) opinia o Tobie to zdecydowanie dysonans poznawczy. :/

To wynika z faktu że myśląc w miarę możliwości samemu nie mam poglądów które przynależałyby do typowych klastrów. Więc dla prawicowców jestem lewakiem, dla lewaków faszystą,  dla faszystów zdrajcą narodu, dla ekologów denialistą itd. Nie widzę potrzeby synchronizacji z żadną grupą. A poglądy mam dynamiczne, one są wyjątkowo stałe tylko w sensie braku przesłanek do ich zmiany.

21 godzin temu, Astro napisał:

Dla ścisłości mógłbyś WPROST powiedzieć co sądzisz o przyszłości HS?

A co mam sądzić o czymś czego nie znam? Natomiast widzę możliwe scenariusze i największym zagrożeniem dla cywilizacji wciąż jest wojna jądrowa, o czym wszyscy gładko zapomnieli. W wieku 12 lat zdałem sobie z tego sprawę i dosyć mocno to przeżyłem. Do tej pory budziłem się żyłem bez strachu że w każdej chwili "niebo może zwalić się na głowę" - to moje oryginalne podsumowanie z tego okresu. A tutaj w każdym momencie mogłem być martwy od pół godziny, tylko że jeszcze o tym nie wiedziałem.
Kolejnym zagrożeniem jest bioterroryzm - możliwości biotechnologii pozwolą pozbyć się ludzkości w 2 tygodnie, stosunkowo małym kosztem i z użyciem niewielkiego laboratorium. Próg wejścia będzie znacznie mniejszy a zagrożenie większe w stosunku do obecnych ambicji jądrowych u różnych dyktatorów.

22 godziny temu, Astro napisał:

Mamy już teraz "pomóc" Afryce i Indiom mordując, czy powinniśmy inwestować w szerokie na kilometry pola minowe?

Niczego nie musimy teraz robić. Pola minowe rozkłada się w kilka miesięcy ;) 
Ale z dobroci serca możemy wypracować i wdrożyć strategię kontroli urodzeń w krajach które nie potrafią zrobić tego same.

22 godziny temu, Astro napisał:

oprócz oczywiście cytowania naiwnych klasyków sf

Nie nazwałbym ich naiwnymi, zwracali uwagę na realne problemy za pomocą takiego środka wyrazu jakim dysponowali. To że nie przewidzieli kierunku rozwoju naukowo technicznego to nie ich wina, nikt nie przewidział dokładnie. 
BTW. ja klasyczną SF traktuję jako źródło nie o przyszłości, a co najwyżej o przeszłości.

19 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

z tego, co podali niedawno, rok 2019 był najgorętszy i najsuchszy w historii pomiarów

Tutaj są dwie kwestie. Zawsze będą pojawiać się najgorętsze i najsuchsze lata w historii pomiarów nawet w przypadku braku trendów, takie prawa statystyki.
Większym problemem jest to, że nie musi być to prawda, bo wbrew wytycznym nie przekalibrowano pomiarów przy zmianie termometrów rtęciowych na elektroniczne. Dlatego realna historia pomiarów jest dosyć krótka, a ta do której się odnoszą - nieporównywalna. Co oczywiście nie musi oznaczać fałszywości tego zdania, ale nie jest ono tak pewne jak może się to wydawać, i są opinie że rekord temperatury jednak nie został pobity. Na histogramie może to wyglądać bardziej jednoznacznie.

22 godziny temu, Astro napisał:

Mają zdecydowanie więcej. Nawet więcej niż statystyczny Homo (obecny). Wiesz, taki "wyrzut sumienia".

Ludzie mają różne potrzeby. Czyli Aborygeni chcący odzyskać wodę są gorsi niż ludzie pałaszujący kebaby? Może złem jest "niezjedzenie" tych wielbłądów a pozostawienie ich padlinożercom?

 

22 godziny temu, Astro napisał:

"pomóc" Afryce

Generalnie ja Afrykanom gorąco kibicuję, tylko akurat nie w konkurencji "przeprowadzka do Europy". Rozdawanie własnego kraju to najmniej efektywna forma pomocy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, peceed napisał:

A poglądy mam dynamiczne

To się nazywa po polsku "brak jaj".

14 minut temu, peceed napisał:

A co mam sądzić o czymś czego nie znam?

Z większości Twoich wypowiedzi wynika, że masz jakąś wiedzę "tajemną"... :/

15 minut temu, peceed napisał:

W wieku 12 lat zdałem sobie z tego sprawę i dosyć mocno to przeżyłem.

Polecam fajny kabaret, Hrabi. Wspieramy Cię! Zginiemy nie od bomby czy bioterroryzmu. Zginiemy z powodu własnej głupoty. :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zanim Mars stał się tak suchy, jak obecnie, panujące na nim warunki kilkukrotnie zmieniały się między wilgotnymi a suchymi. Takie wnioski płyną z analizy zdjęć o wysokiej rozdzielczości wykonanych przez teleskop znajdujących się na pokładzie łazika Curiosity. Obrazy te pozwoliły na zapoznanie się ze strukturą Mount Sharp, góry o 6-kilometrowej wysokości położonej w centrum Krateru Gale.
      Po raz pierwszy dysponujemy takimi szczegółami wypiętrzenia na Marsie. Pozwala nam to obserwować bardzo stare skały, mówi William Rapin z Instytutu Badań Astrofizycznych i Planetarnych z Francji, który wraz z kolegami z USA analizował obrazy. Skały te pochodzą sprzed ponad 3,5 miliarda lat, z krytycznego okresu, gdy na Marsie wciąż znajdowała się woda, ale już zachodziły na nim olbrzymie globalne zmiany klimatyczne.
      Warstwy położone u podnóża Mount Sharp noszą cechy warstw, które formowały się w jeziorze. Jednak nad nimi widać warstwy, których wygląd sugeruje, iż powstały w środowisku pustynnym. Jeszcze wyżej położone warstwy wskazują na istnienie wilgotnego klimatu w czasie ich formowania się. Nad nimi zaś naukowcy zauważyli warstwy pochodzące z czasów, gdy na Marsie było sucho.
      Należałoby się spodziewać, że Mars wysychał stopniowo w miarę przesuwania się w czasie. Tymczasem widać, że następował powrót do bardziej wilgotnych czasów. To bardzo ekscytujące i interesujące odkrycie, mówi Christian Schroeder z University of Stirling.
      Łazik Curiosity, który wylądował na Marsie w 2012 roku, ma wjechać na Mount Sharp i ją badać. Być może uda się dzięki temu zbadać, co powodowało tego typu zmiany klimatu na Marsie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z NASA sporządzili pierwszą globalną mapę zmian poziomu powierzchniowych wód słodkich. Chcieli w ten sposób zbadać wpływ człowieka na zasoby słodkowodne. Dzięki najnowszym osiągnięciom technologicznym możliwe było uwzględnienie zbiorników, które jeszcze niedawno uznawano za zbyt małe, by badać je za pomocą satelitów.
      Badania zostały przeprowadzone przez ICESat-2 (Ice, Cloud and land Elevation Satelite-2), który ostrzeliwuje powierzchnię Ziemi 10 000 impulsami laserowymi w ciągu sekundy. Po odbiciu od powierzchni i odebraniu przez satelitę, światło lasera zapewnia niezwykle precyzyjne pomiary wysokości. Biorąc pod uwagę prędkość satelity (6,9 km/s) oraz częstotliwość pracy lasera łatwo wyliczyć, że poszczególne punkty pomiarowe były oddalone od siebie o 70 centymetrów. Dokładność pojedynczego pomiaru wynosi ok. 10 cm, zaś po uśrednieniu jest jeszcze większa.
      W ten sposób w ciągu 22 miesięcy, jakie upłynęły od wystrzelenia ICESat-2 w 2018 roku naukowcy zmierzyli poziom wody w 227 386 sztucznych i naturalnych zbiornikach słodkiej wody. Badania wykazały, że średnio pomiędzy porami roku poziom wody w zbiornikach naturalnych waha się o 22 centymetry. W tym samym czasie w zarządzanych przez człowieka zbiornikach sztucznych dochodzi do wahań rzędu 86 centymetrów. Jako, że liczba zbiorników naturalnych jest 24-krotnie większa niż sztucznych, specjaliści wyliczyli, że zbiorniki sztuczne odpowiadają za 57% globalnej zmienności poziomu wód słodkich.
      Zrozumienie zmienności i odnalezienie jej wzorców pozwala stwierdzić, jak bardzo wpływamy na globalny cykl hydrologiczny. Okazuje się, że wpływ człowieka jest większy, niż sądziliśmy, mówi główna autorka badań, hydrolog Sarah Cooley z Uniwersytetu Stanforda.
      Naukowcy zauważyli też regionalne różnice w zmienności poziomu wody w zbiornikach. Otóż w zbiornikach sztucznych największe wahania poziomu wód mają miejsce na Bliskim Wschodzie, na południu Afryki oraz na zachodzie USA. W zbiornikach naturalnych do największych wahań dochodzi w tropikach.
      Uzyskane wyniki przydadzą się do przyszłych badań nad związkiem pomiędzy działalnością człowieka i zmianami klimatu a dostępnością wody pitnej. Dzięki nim w przyszłości będziemy mogli obserwować, jak zmienia się w czasie zarządzanie wodą przez człowieka oraz w jakich obszarach pojawiają się największe wyzwania, gdzie może dojść do zagrożeń źródeł wody pitnej. To bardzo cenne dane dla określenia wpływu człowieka na globalny obieg wody, dodaje Cooley.
      W swoich badaniach naukowcy wykorzystali dane z satelitów Landsat. To trwający od dziesięcioleci wspólny projekt NASA i U.S. Geological Survey, w ramach którego tworzone są mapy powierzchni naszej planety. Dzięki nim można było zidentyfikować sztuczne i naturalne zbiorniki wody słodkiej na potrzeby misji ICESat-2. Do dwuwymiarowych map misji Landsat dodano teraz trzecią warstwę danych – informacje o zmianach poziomu wód w zbiornikach.
      Głównym celem ICESat-2 są pomiary pokryw lodowych na Ziemi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwumetrowej długości przedstawienie kangura to najstarszy w Australii nietknięty rysunek naskalny. Zabytek znaleziono w Australii Zachodniej w regionie Kimberley. Jest on znany jest z rysunków tworzonych przez kolejne generacje zamieszkujących go ludzi, gdzie starsze rysunki są przykryte młodszymi. Najstarszy nietknięty rysunek udało się dokładnie datować dzięki... osom.
      Datowanie radiowęglowe, wykorzystane przez naukowców z Uniwersytetów w Melbourne oraz Zachodniej Australii wykaząło, że kangur powstał pomiędzy 17 500 a 17 100 lat temu.
      W północnej Australii żyją gatunki os, które budują gniazda z mułu. Zwykle gniazda te powstają w jaskiniach. Niektóre z nich są używane przez osy przez dziesiątki tysięcy lat, dzięki czemu mamy tam do czynienia z kolejnymi warstwami gniazd. Niektóre z nich pokrywają i niszczą sztukę naskalną. Jednak dają one również niepowtarzalną okazję do jej datowania, gdyż gniazda zawierają materiał organiczny. W niezwykle rzadkich przypadkach zdarza się, że gniazda istnieją pod i nad rysunkiem, dzięki czemu można określić jego minimalny i maksymalny wiek.
      Datowanie rysunku kangura pozwoliło na lepsze określenie ram czasowych rozwoju sztuki w Australii. Naukowcy z Melbourne już podczas ubiegłorocznych badań dowiedli, że styl Gwion, w którym widzimy dekorowane ludzkie figury, często z ozdobami głowy i trzymające bumerangi, rozkwitł 1000 do 5000 lat po stylu Naturalistycznym. Teraz wiemy zaś, że styl Naturalistyczny był stosowany już w czasie ostatniej epoki lodowej.
      Poziom oceanu był o około 106 metrów niższy a jaskinia znajdowała się około 300 kilometrów dalej od wybrzeża niż obecnie. W jaskiniowej sztuce widzimy kangury, ryby, ptaki i rośliny. W miarę ocieplania się klimatu pojawiły się monsuny i więcej opadów, wzrósł poziom oceanu. Do okresu Gwion poziom oceanów zwiększył się o około 50 metrów. Bez wątpienia wywołało to zarówno długotrwałe migracje, jak i zmieniło stosunku społeczne. W tym czasie sztuka jaskiniowa ulega poważnym zmianom. Z takiej, w której przedstawiano duże zwierzęta i mało ludzi. Noszą oni stroje, które są uderzająco podobne do tych, jakie znamy ze zdjęć wykonywanych Aborygenom na początku XX wieku.
      Naukowcy przypuszczają, że najstarsze rysunki w stylu Gwion mogą liczyć sobie nawet 16 000 lat, nie można więc wykluczyć, że początki Gwion nakładają się na styl Naturalistyczny.
      Doktor Svan Ouzman z Uniwersytetu Zachodniej Australiii mówi, że to nie koniec badań. Rysunek kangura jest bardzo podobny do rysunków z jaskiń wysp Azji Południowo-Wschodniej, które liczą sobie ponad 40 000 lat. To sugeruje istnienie związku kulturowego pomiędzy ludźmi, którzy je tworzyli i daje nadzieję, że znajdziemy w Australii jeszcze starsze rysunki.
      W kolejnym etapie badań naukowcy chcą wykorzystać datowanie gniazd os do stworzenia osi czasu rozwoju australijskiej sztuki naskalnej i stwierdzić, kiedy rozpoczynały się i kończyły poszczególne okresy stylistyczne

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pod wodą nie słychać ludzkiego krzyku. Ale odgłosy wydawane przez foki szare – już owszem. Jakie zjawiska akustyczne decydują o tym, że foki wydobywać mogą dźwięki i na wodzie, i pod jej powierzchnią? Sprawdził to w swoich badaniach dr Łukasz Nowak. Ciało foki działa jak głośnik – streszcza naukowiec.
      Z fokami szarymi jest trochę jak ze starym małżeństwem. One rozmawiają ze sobą bardzo rzadko. A konkretne – kiedy przychodzi okres godowy. U fok taki okres występuje tylko na początku roku, tuż po tym, kiedy urodzą się młode foki i samice są gotowe, by ponownie zajść w ciążę. Wtedy komunikacja między samcami, samicami i młodymi jest bardzo ożywiona – opowiada dr Nowak. W swoich badaniach naukowiec skupiał się jednak nie na tym, co te odgłosy oznaczają, ale jak one powstają. Wszystkie swoje nagrania udostępnił w otwartych zbiorach danych.
      A to, jak foki wydają dźwięki jest o tyle ciekawe dla akustyków, że zwierzęta żyją trochę w wodzie, a trochę na lądzie. I w przeciwieństwie do człowieka potrafią nie tylko wydawać odgłosy, które świetnie rozchodzą się w powietrzu, ale i odgłosy, które słychać pod wodą – mimo skrajnie dużych różnic między tymi środowiskami. Kolejną interesującą sprawą jest to, że foki szare rozmiarami są porównywalne z człowiekiem, a częstotliwości wydawanych przez nie odgłosów są dobrze odbierane przez ludzkie ucho.
      To, jak wydają dźwięki foki, może to stanowić dla nas inspirację, jak budować systemy do podwodnej komunikacji – komentuje akustyk dr Łukasz Nowak z University of Twente (Holandia).
      Badacz przestudiował odgłosy wydawane przez foki szare w fokarium w stacji morskiej UG na Helu. Wydzielił trzy różniące się akustyką grupy dźwięków i przedstawił hipotezy, jak dźwięki te mogą być generowane. Jego badania ukazały się w czasopiśmie Bioacustics.
      W bazie udostępnionej przez naukowca można obejrzeć filmiki z nagraniami foczych rozmów, a także posłuchać nagrań audio - zarówno odgłosów podwodnych, jak i wydawanych na powierzchni.
      Foki musiały się dostosować do komunikacji akustycznej, do porozumiewania się i nad, i pod wodą – zwraca uwagę naukowiec. Tłumaczy, że powietrze i woda stanowią zaś dwa bardzo różne ośrodki pod względem właściwości akustycznych. My, ludzie, zazwyczaj, jeśli chcemy coś powiedzieć, wprawiamy w drgania kolumnę powietrza wydychaną z płuc. Z kolei jamę nosowo-gardłową wykorzystujemy jako filtr, który możemy przestrajać. Nasze układy głosowe stworzone są tak, by emitować dźwięk głównie przez usta - tam skąd uchodzi z nas powietrze. W emisji dźwięku zaś nie mają znaczenia same drgania np. klatki piersiowej – opowiada dr Nowak.
      W przypadku wody taka metoda tworzenia dźwięków nie będzie efektywna, bo dźwięk z powietrza generalnie do wody nie przechodzi. W wodzie przenoszą się lepiej dźwięki strukturalne - powstające w drgających ciałach stałych (to np. stuknięcie ręką w drzwi) niż aerodynamiczne – te wywołane wibracją powietrza (np. ludzki głos). Dlatego człowiek mówiący pod wodą praktycznie nie będzie w wodzie słyszalny – zwraca uwagę akustyk.
      Dlatego foki, aby przekazywać sobie sygnały dźwiękowe pod wodą, muszą zmienić drgania powietrza na drgania swojego ciała. Tkanki mają właściwości mechaniczne całkiem podobne do właściwości wody. I z nich całkiem dobrze drgania - a więc i dźwięki - do wody się przenoszą. Ciało foki działa więc jak wielki głośnik podwodny – wyjaśnia rozmówca PAP.
      Dodaje, że czasem części podwodnych odgłosów fok towarzyszy wydobywanie się bąbelków (a to znaczy, że odgłos powstaje przy wydechu). A części – nie. Naukowiec po strukturze tych ostatnich dźwięków domyśla się, że zwierzęta muszą wtedy przepompowywać powietrze to w jedną, to w drugą stronę. Dźwięk ten jednak wprawia w wibracje ciało foki, a ciało przekazuje te drgania do wody.
      Inaczej jest jednak, kiedy foka przebywa na powierzchni – wtedy duża część dźwięku wypromieniowana jest przez nozdrza.
      Foki szare żyją między wodą a lądem. Komunikują się w zakresie częstotliwości akustycznych, które słyszymy gołym uchem. Właściwości ich układów głosowych – w odróżnieniu np. od delfinów, które posługują się ultradźwiękami – są zbliżone do ludzkich. Dlatego foki były dla mnie inspiracją przy opracowywaniu systemów komunikacji głosowej dla nurków – mówi dr Nowak.
      Jego zespół już kilka lat temu opracował taki system komunikacji podwodnej. Obserwując, jak foki wydają dźwięk pomyślałem o układach technicznych, które tłumaczyłyby drgania powietrza na drgania struktur wokół i potem przenoszą dźwięk do wody. Wraz z zespołem zbudowaliśmy działające prototypy urządzeń do komunikacji między nurkami – wspomina. Nurkowie mówili do opracowanego przez Polaków urządzenia, a dźwięk wydobywający się z tego wynalazku rozchodził się w wodzie. Każdy pod wodą mógł go więc usłyszeć bez użycia żadnego dodatkowego sprzętu.
      Urządzenie działało, można było dzięki niemu rozmawiać pod wodą. Podjęliśmy się komercjalizacji, ale rozbiliśmy się o etap wdrożeniowy. Projekt umarł – opowiada akustyk.
      Dodaje, że choć wtedy zgromadził ogromne ilości danych dotyczących odgłosów fok i miał przypuszczenia, jak one ze sobą się komunikują, to dopiero teraz, w czasie pandemii, miał czas, aby opracować dane i przekuć w publikacje naukową. Dopiero teraz jednak prezentujemy uporządkowaną klasyfikację odgłosów fok i przedstawiamy hipotezy dotyczące generacji tych dźwięków – tłumaczy.
      Dr Nowak opowiada, że do badania odgłosów fok szarych zachęcił go prof. Krzysztof Skóra, który był wtedy szefem Stacji Morskiej UG. Badania przerwała jednak śmierć profesora. Dziś stacja Morska nosi imię tego biologa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimaty spowodowały, że cyklony tropikalne docierające na ląd wolniej słabną, przez co dalej docierają i powodują większe zniszczenia, czytamy na łamach najnowszego wydania Nature. Naukowcy z The Okinawa Institute of Science and Technology (OIST) Graduate University dowiedli, że cyklony, które tworzą się nad gorącymi wodami oceanicznymi, niosą obecnie więcej wilgoci, przez co po dotarciu na ląd dłużej się utrzymują. To sugeruje, że w przyszłości mogą utrzymywać się jeszcze dłużej i obszarom, do których wcześniej nie docierały.
      To bardzo ważne spostrzeżenie, które powinno być brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji dotyczących radzenia sobie ze skutkami globalnego ocieplenia, mówi jeden z autorów badań, profesor Pinaki Chakraborty, dyrektor Jednostki Mechaniki Płynów na OIST. Wiemy, że miejscowości przybrzeżne muszą przygotować się na bardziej intensywne huragany. Okazuje się, że na ich nadejście muszą być też gotowe miejscowości położone w głębi lądu, które mogą nie mieć odpowiedniej infrastruktury, by sobie z tym radzić, a ich mieszkańcy mogą nie mieć doświadczenia z takimi zjawiskami, dodaje uczony.
      Naukowcom z Okinawy udało się wykazać bezpośredni związek pomiędzy ocieplającym się klimatem, a tymi cyklonami, które docierają na ląd. Na potrzeby swoich badań naukowcy przeanalizowali huragany, które w ostatnim półwieczu uformowały się nad północnym Atlantykiem i dotarły na ląd. Okazało się, że obecnie w ciągu pierwszej doby po uderzeniu w ląd cyklony słabną dwukrotnie wolniej niż przed 50 laty. Gdy przyjrzeliśmy się danym jasno było widać, że w kolejnych latach cyklony słabną coraz wolniej. Nie był to jednak proces ciągły. Zmiany w poszczególnych latach odpowiadały zmianom temperatury powierzchni wód oceanicznych, mówi doktorant Lin Li, główy autor badań.
      Naukowcy przetestowali swoje spostrzeżenia za pomocą symulacji komputerowych czterech różnych cyklonów, które przeprowadzono z różnymi danymi dotyczącymi temperatury powierzchni oceanu. Gdy w symulacji huragan osiągnął kategorię 4, naukowcy symulowali jego nadejście nad ląd, odcinając go od źródła wilgoci od spodu.
      Cyklony tropikalne to silniki cieplne, jak np. silnik w samochodzie. W silniku samochodowym spalane jest paliwo i uzyskana energia cieplna zamieniana jest w pracę mechaniczną. W cyklonach wilgoć z powierzchni oceanu jest paliwem, które intensyfikuje i podtrzymuje siłę huraganu, a energia cieplna z wody jest zamieniana w potężne wiatry. W momencie, gdy huragan dotrze na ląd, dostawy paliwa zostają przerwane. Bez paliwa samochód zaczyna zwalniać, a huragan, bez źródła wilgoci, traci na sile, wyjaśnia Li.
      Naukowcy zauważyli, że nawet gdy nad ląd docierają cyklony o tej samej sile, to ten, który uformował się nad cieplejszymi wodami, wolniej słabnie. Symulacje te udowodniły, że wyciągnęliśmy prawidłowe wnioski z naszych analiz. A wnioski te mówią, że cieplejsze oceany wpływają na tempo słabnięcia huraganu, nawet po odcięciu połączenia z wodami oceanicznymi. Pytanie brzmi, dlaczego tak się dzieje, mówi Chakraborty.
      Przeprowadzili więc dodatkowe symulacje i wykazali, że odpowiedzią na to pytanie jest wilgotność. Nawet gdy cyklon dociera na ląd, zamienia się w huragan i nie ma łączności z oceanem, powietrze wciąż zawiera sporo wilgoci. Z czasem wilgoć tę traci i wiatry słabną. Huragany, które powstają nad cieplejszymi wodami oceanicznymi, mogą zawierać więcej wilgoci, która podtrzymuje je przez dłuższy czas i nie pozwala im szybko osłabnąć, dodają uczeni.
      Naukowcy zauważają, że konieczna jest zmiana obecnych – zbyt prostych – modeli badania huraganów. Obecne modele nie biorą pod uwagę wilgotności. Rozważają one huragany jako suchy wir powietrza, który jest osłabiany przez tarcie o ląd. Nasza praca pokazuje, że ten model jest niekompletny. Dlatego też modele te nie wykazywał dotychczas oczywistego wpływu ocieplania się klimatu na huragany, mówi Li.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...