Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Zostało 21 lat do katastrofy. Australijski raport klimatyczny to dzwonek alarmowy

Recommended Posts

Nawet przy dość optymistycznym scenariuszu rozwoju sytuacji klimatycznej, ludzkość może w ciągu najbliższych dziesięcioleci czekać poważny kryzys. Australijski think-tank Breakthrough - National Centre for Climate Restoration, opierając się na badaniach naukowych, m.in. na opublikowanej w PNAS pracy „Well below 2 C: Mitigation strategies for avoiding dangerous to catastrophic climate changes”, zarysował bardzo prawdopodobny scenariusz tego, co czeka nas już w ciągu kilku dekad.

Australijczycy uważają, że w latach 2020–2030 politycy i społeczeństwa nie zrealizują celów zakładanych w Porozumieniu Paryskim, zatem nie przeprowadzimy zmian niezbędnych, by ograniczyć globalne ocieplenie do 3 stopni powyżej okresu sprzed rewolucji przemysłowej. Ich zdaniem do roku 2030 średnia roczna koncentracja CO2 w atmosferze wzrośnie do 437 ppm, czyli do poziomu, jaki nie występował od 20 milionów lat. Tutaj trzeba przypomnieć, że średnia roczna koncentracja tego gazu wyniosła w ubiegłym roku 409,92 ppm, czyli w ciągu jednego tylko roku zwiększyła się o 2,87 ppm. Osiągnięcie do roku 2030 wartości 437 ppm jest więc jak najbardziej realnym scenariuszem. Przy takiej koncentracji dwutlenku węgla średnia temperatura na Ziemi będzie o 1,6 stopnia Celsjusza wyższa, niż w epoce przedprzemysłowej.

Rok 2030 to jednocześnie zakładany szczyt emisji gazów cieplarnianych. Ma ona od tej pory spadać, by w roku 2100 stanowić jedynie 20% tego, co ludzkość emitowała w roku 2010. Jednak taki scenariusz – o ile rzeczywiście antropogeniczna emisja zacznie się od roku 2030 zmniejszać – oznacza, że do roku 2050 średnie temperatury na Ziemi zwiększą się o 2,4 stopnia Celsjusza w porównaniu z epoką przedprzemysłową. Dodatkowo takie zwiększanie temperatury spowoduje, że zostanie uruchomionych wiele mechanizmów zwrotnych, jak zmniejszenie pokryw lodowych, zmiany w pokrywach chmur, uwolnienie dodatkowych ilości metanu z gruntu. Mechanizmy te spowodują dodatkowe ogrzewanie się Ziemi, co w sumie oznacza, że w tym scenariuszu do roku 2050 temperatura będzie o 3 stopnie Celsjusza wyższa niż w epoce przedprzemysłowej.

Takie zmiany spowodują, że Zachodnia Antarktyka ociepli się o 1,5 stopnia Celsjusza, Grenlandia o 2 stopnie, a obszary wiecznej zmarzliny i Amazonia doświadczą ocieplenia o 2 stopnie. Mechanizmy te spowodują dodatkowe ocieplenie o jeden stopień. Poziom oceanów wzrośnie do roku 2050 o 0,5 metra, a do roku 2100 wzrost może wynieść 2–3 metry. Z historii geologicznej Ziemi wiemy jednak, że możliwy jest wzrost o ponad 25 metrów.

Wszystko to oznacza, że do roku 2050 aż 35% lądów i 55% ludzkości będzie doświadczało rocznie ponad 20 dni, w których wysokie temperatury będą stanowiły zagrożenie dla ludzkiego życia. W przeszłości wspominaliśmy już o tym, że takie temperatury mogą panować m.in. w szybko rozwijających się miastach nad Zatoką Perską czy w Mekce. Wyjaśnialiśmy też, czym jest temperatura mokrego termometru oraz, że śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka jest temperatura przekraczająca 35 stopni Celsjusza.

Zmiany takie doprowadzić mogą do destabilizacji prądów strumieniowych w atmosferze, co niekorzystnie wpłynie na intensywność i rozkład geograficzny monsunów w Azji i Afryce Zachodniej przez co dojdzie do osłabienia Prądu Zatokowego i negatywnych konsekwencji dla Europy. Z kolei Ameryka Północna doświadczy ekstremalnych zjawisk pogodowych, w tym potężnych pożarów, susz, fal upałów oraz powodzi. Nad Chinami przestanie pojawiać się letni monsun, a w wielkich rzekach Azji – z powodu redukcji o 1/3 lodowców w Himalajach – dramatycznie spadnie ilość wody. W Andach powierzchnia lodowców skurczy się o 70%, a w Meksyku i Ameryce Środkowej opady zmniejszą się o połowę. Ponad 30% obszaru lądów doświadczy problemów z dostępem do wody, a w południowej Afryce, południowych obszarach basenu Morza Śródziemnego, zachodniej Azji, na Bliskim Wschodzie, w australijskim interiorze i południowo-zachodnich częściach USA dojdzie do poważnego pustynnienia.

Załamie się wiele ekosystemów, w tym rafy koralowe, amazoński las deszczowy i Arktyka. Wiele terenów w ubogich krajach się wyludni, gdyż ludzie nie będą w stanie się tam schłodzić w czasie upałów. Śmiertelne upały będą panowały przez ponad 100 dni w roku w Afryce Zachodniej, na Bliskim Wschodzie, w Azji Południowo-Wschodniej oraz w tropikalnych częściach Ameryki Południowej. Spowoduje to, że ponad miliard osób zamieszkujących obszary tropikalne przeniesie się w inne regiony globu. Aż dwa miliardy ludzi doświadczy problemów z dostępem do wody pitnej, upadnie też rolnictwo w suchych obszarach subtropikalnych.

Należy spodziewać się znacznego spadku produkcji żywności i związanego z tym gwałtownego wzrostu cen. Sytuację dodatkowo pogorszy zmniejszająca się wartość odżywcza roślin uprawnych, spadek populacji owadów zapylających, zmiany w rozkładzie monsunów, pustynnienie oraz upały w wielu ważnych obszarach obecnej produkcji rolnej. Należy też spodziewać się zatopienia delt Mekongu, Gangesu i Nilu oraz zalania znacznych części wielkich miast, jak Dżakarta, Hongkong, Szanghaj, Bangkok, Lagos czy Manila. Niektóre małe wyspy staną się niezdatne do życia, a w samym tylko Bangladeszu aż 15 milionów ludzi zostanie zmuszonych do migracji.

Australijscy specjaliści stwierdzili też, że nawet jeśli ocieplenie zostanie zatrzymane na poziomie 2 stopni Celsjusza, należy spodziewać się migracji ponad miliarda ludzi. Bardziej pesymistyczne scenariusze wykraczały poza możliwości modelowania, jednak mówi się o wysokim prawdopodobieństwie końca cywilizacji w znanej nam obecnie formie. Nie można wówczas wykluczyć bowiem olbrzymich, nieprzewidywalnych zmian społecznych związanych z migracjami olbrzymiej liczby ludzi, konfliktami zbrojnymi o wodę i pożywienie. O tym, że taki scenariusz jest jak najbardziej prawdopodobny świadczyć może rosnące od kilku lat napięcie między Etiopią, Egiptem a Sudanem spowodowane przez etiopskie plany budowy wielkiej zapory wodnej na Nilu.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i mam dylemat bo z jednej strony jestem zwolennikiem wolności słowa.
Z drugiej to w zasadzie podpada pod:

Cytat

Art. 286

§ 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Tak więc wszyscy którzy przepowiadali końce świata: poczynając od wróżek a na naukowcach skończywszy - zazwyczaj czerpali z tego korzyści przy jednoczesnym spowodowaniu niekorzystnego rozporządzenia przez inne osoby swoim majątkiem.

Czyli jak nadejdzie rok 2051 to w zasadzie powinno się to skończyć masą pozwów i masą kar.

Końców świata mieliśmy już wiele.
Tak nawiasem pisząc wspomnę że ilość zieleniny (drzew) w ostatnich latach wzrosła mimo obaw naukowców :D że będziemy żyć na pustyni a promieniowanie nadfioletowe będzie powodowało śmierć na raka już w wieku 10 lat.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, thikim napisał:

No i mam dylemat bo z jednej strony jestem zwolennikiem wolności słowa.

Ja też mam odczucia ambiwalentne co do tej wolności, bo dzięki niej thikim może bzdury wypisywać:

40 minut temu, thikim napisał:

Tak więc wszyscy którzy przepowiadali końce świata: poczynając od wróżek a na naukowcach skończywszy

Podaj JEDEN przykład prognozy końca świata, która naukowcom się nie sprawdziła.:D

Share this post


Link to post
Share on other sites

O nie. Czy znowu czeka nas dyskusja po której zacznę się zastanawiać co jest bardziej niebezpieczne: globalne ocieplenie, czy ludzie którzy zaprzeczają że globalne ocieplenie nam zagraża?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie chciałbym się wpasowywać  to o czym pisze goostav, ale pomyślmy: Termin do "katastrofy" to ok. 20 lat. Weźmy dla porównania ostatnie 20 lat wstecz i wymieńmy co się w tym czasie zdarzyło. A więc:

- w 2001 roku "zabłysnął" niejaki Osama (z kumplami, a właściwie kumple bardziej;)),

- potem była wojna w Afganistanie i nowe (chyba ostrzejsze niż dotychczas - ocena "na wyczucie") wojny na Bliskim Wschodzie, powstało Państwo Islamskie,

- w roku 2008 był kryzys gospodarczy - pisano o nim, że najgorszy od czasów Wielkiej Depresji,

- napływ imigrantów do Europy i związane z tym problemy,

- liczne zamachy islamskie w Europie Zachodniej,

- zmiany klimatyczne: anomalie pogodowe w UK i USA, w Polsce tornada, 

- Donald Trump prezydentem USA, a w Europie Brexit.

i pewnie sporo rzeczy, o których zapomniałem (bo nie googlowałem, a powinienem:))

Gdyby teraz taki spis  przedstawić komuś z lat 90-tych ub. wieku, to niejeden by się za głowę złapał i pomyślał "katastrofa".

Więc czy kogoś zdziwi, że gdy przejdziemy na osi czasu taki sam odcinek w drugą stronę, to będzie podobnie? Czy nawet trochę gorzej (na moje wyczucie będzie gorzej pewnie o jakieś 10-50 %, a już prawie na pewno razie nie będzie gorzej o więcej niż 100 %)?

Myślę, że będzie "katastrofa" ale w takim sensie w jakim kryzys 2008 był "najgorszy od czasów WD", tzn. może i był, ale nie ma go co porównywać z WD, kiedy bezrobocie było rzędu 30-50 % (znów nie googlowałem, ale chyba było coś koło tego, o ile dobrze pamiętam). I finansiści skakali z okien (w 2008 nikt nie skakał, a znalazłoby się trochę takich, co pewnie i zasłużyli na "wylot przez okno"). Będą pod wieloma względami trudniejsze czasy, wszyscy to odczujemy, ale jakoś się przystosujemy i będziemy ciągnąć swoje sprawy dalej. Zapewne zresztą bez tego "odczucia" społeczeństwa nie zaakceptowałyby tego, że będziemy musieli godzić się na pewne ograniczenia, a zacząć się ograniczać będziemy musieli, inaczej czeka nas to, co przepowiada Nihilo.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, darekp napisał:

inaczej czeka nas to, co przepowiada Nihilo.

:D Sobie już przepowiedziałem - od dwóch dni mam u siebie kolejkę sąsiadów z kubełkami... Ujęcie wody dla kilku wsi wzięło i wyschło. Całkiem. Dzisiaj przywieźli wodę do picia - po butelce na paszczę. Od jutra mają jeździć beczkowozy.

A od (prawie) powodzi minęły zaledwie dwa tygodnie, nawet niecałe chyba. Gdzie ta woda się podziała? Już w Bałtyku. Z syfem wszelkim po drodze zwleczonym. No cóż, postęp - melioracje, prostowanie, pogłębianie i co tam jeszcze. Przez tysiące lat wody tu nie brakowało, wszędzie źródła i źródełka, rzeczki i strumienie co kilkaset metrów, mokradła, bajora i co tam jeszcze. Postępowi przeszkadzało. No i nie ma. Opps... jest, po litrze na paszczę, w plastikowej butelce rzecz jasna, bo jak inaczej.
Kiedy u mnie też wyschnie? Nie wiem, ale pewnie wyschnie, bo to jedna z ostatnich studni, w których jest jeszcze woda. W innych już tylko betonowe kręgi i powietrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

cóż, żeby to były przepowiednie... o pewnych rzeczach wiemy od dawna, bardzo dawna, niestety, okazuje się, że nie wszyscy, a nie jest to wiedza tajemna,  przykładowo.

Cieszy mię ten rym: «Polak mądr po szkodzie»;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

O ile jeszcze "polaki" będą...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przypominam, ze postęp jest nieliniowy i każda cecha którą do miar postępów zaliczmy ma swoją (inną) charakterystykę w czasie ;P 

Niemniej, obecnie wiele trajektorii prowadzi do silnego załamania się postępu (lub jego prędkości) dla wielu cech. I jest to spowodowane zmianami klimatycznymi, i to jest jasne. 

Istnieją dwie obiecujące technologie które mogą nas uratować - fuzja jądrowa i jeszcze lepsze GMO (superwytrzymałe, zawierajace wszystkie związki odżywcze i rosnace na piachu rośliny). Problem w tym, że możemy nie zdążyć na czas... Obecnie budowany jest reaktor fuzyjny który ma mieć sprawność/ Q na poziomie 10 (Q = stosunek energii wyprodukowanej z syntezy do energii potrzebnej do utrzymania pracy reaktora); jednak budowa ma się zakończyć w 2025, jak wszystko pójdzie gładko - a rozpowszechneinei tej technologii to minimum 10 lat. Czyli w najbardziej optymistycznym scenariuszu  do 2035 (a termin to albo 2031 jesli weżmiemy 12 lat, albo 2040 jeśli te 21 lat do punktu zero). Także jak się sprężymy to jest szansa, ale balansujemy na krawędzi ogromnej katastrofy lub nawet zagłady ludzkości. Najgorsze jest to że skale czasowe są tutaj na tyle duże że ludzie nie czują tego że ważą sie losy świata obecnie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Warai Otoko napisał:

Istnieją dwie obiecujące technologie które mogą nas uratować - fuzja jądrowa i jeszcze lepsze GMO (superwytrzymałe, zawierajace wszystkie związki odżywcze i rosnace na piachu rośliny)

Tak dla ścisłości - po co ta fuzja? Żeby nadal produkować i wyrzucać bezmyślnie tyle plastiku, co teraz? Używamy wielu rzeczy, które w gruncie rzeczy do niczego nam nie są potrzebne. Byle pendrive czy słuchawki czy nożyczki do paznokci są zapakowane w plastikowe opakowanie (często zrobione z tak solidnego plastiku, że trzeba go rozcinać nożem, bo inaczej otworzyć się nie da), dodatkowo (elektronika) jest z papierową książeczką, której nikt nie czyta. I to tylko jeden z wielu przykładów marnotrawstwa... 

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Warai Otoko napisał:

Przypominam, ze postęp jest nieliniowy

To ja przypomnę może z matematyki, że funkcja malejąca jest malejąca, i nazywanie jej rosnącą to zwyczajny debilizm.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Warai Otoko napisał:

Przypominam, ze postęp jest nieliniowy

Chodzi Tobie, że nie jest prostoliniowy? Wyrażany funkcją monotoiczną niemalejącą?;)

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, darekp napisał:

Tak dla ścisłości - po co ta fuzja? Żeby nadal produkować i wyrzucać bezmyślnie tyle plastiku, co teraz? Używamy wielu rzeczy, które w gruncie rzeczy do niczego nam nie są potrzebne. Byle pendrive czy słuchawki czy nożyczki do paznokci są zapakowane w plastikowe opakowanie (często zrobione z tak solidnego plastiku, że trzeba go rozcinać nożem, bo inaczej otworzyć się nie da), dodatkowo (elektronika) jest z papierową książeczką, której nikt nie czyta. I to tylko jeden z wielu przykładów marnotrawstwa... 

Oczywiście, w pełni się zgadzam. Za dużo posiadamy niepotrzebnego badziewia i już na pewno za dużo jest plastiku. Pełna zgoda. Ale to nie ma nic wspólnego z fuzją. Fuzja daje nam czystą energię bez odpadów, bez zagrożeń, baardzo dużo energii. A jej potrzebujemy. Nie oszukujmy się i nie bądźmy naiwni że możemy żyć bez prądu ;P Fuzja pozwoli nam nie zanieczyszczać dalej planety. 

 

1 godzinę temu, Szedar napisał:

To ja przypomnę może z matematyki, że funkcja malejąca jest malejąca, i nazywanie jej rosnącą to zwyczajny debilizm.

nie rozumiem,  jaki to ma związek z moja wypowiedzią? 

(już rozumiem, wyjaśnienie niżej). 

26 minut temu, 3grosze napisał:

Chodzi Tobie, że nie jest prostoliniowy? Wyrażany funkcją monotoiczną niemalejącą?;)

Niee, chodzi mi o nieliniowość. Może wypowiem się bardziej precyzyjnie - jest funkcją wielomianową - raz rośnie, raz maleje, w różny sposób. 

Albo moze jeszcze lepiej wielomianową conajmniej drugiego stopnia :P bo liniowe wielomianowe też mogą być. Czyli postęp ani nie jest liniowy od zarania cywilizacji - czyli nie rośnie wprost proporcjonalnie do czasu, ani nie jest stały (monotoczniny ?), tylko jest złożeniem nieliniowych wzrostów i spadków. 

Aha, moze dodam jeszcze jedną informację. Miarę "postępu" rozumiem jako zmiany QoL (kwestia wyboru jakie cechy wsadzimy w ten wskaźnik). Natomiast postęp w sensie czysto semantycznym będzie funkcją liniową dopasowaną do tych zmian (może faktycznie troszkę to zagmatwane bo nawiązuje do poprzednich dyskusji na tym forum odnosnie postępu).  Czyli innymi słowy, nie możemy mówić o postępie póki nie zdefiniuejmy jakie cechy wkładamy w QoL i jak one się zmieniały w czasie. 

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

A jej potrzebujemy. Nie oszukujmy się i nie bądźmy naiwni że możemy żyć bez prądu ;P

Podejrzewam, że właśnie z tego powodu, że ludzkość (owszem, nie cała :)) potrafi żyć bez prądu, jakoś tam przeżyje.

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Fuzja pozwoli nam nie zanieczyszczać dalej planety.

Rozważ proszę dość trywialną kwestię: na co idzie coraz więcej energii przypadającej na statystyczną głowę pogłowia ludzkiego? Hmm? Czy przypadkiem nie na to, by produkować coraz więcej syfu? Co do samej istoty fuzji zgoda, mamy jednak szczęście, że od kilkudziesięciu lat idzie z nią nam tak sobie, czyli do d*py.

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Może wypowiem się bardziej precyzyjnie - jest funkcją wielomianową - raz rośnie, raz maleje, w różny sposób. 

Wiesz, taka funkcja trygonometryczna jak sinus też raz rośnie, raz maleje i ma lepszą własność, choć zapewne w tym debilnym modelu zbyt optymistyczną: trzyma się ciągle średniej. Jest to zero.

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Albo moze jeszcze lepiej wielomianową conajmniej drugiego stopnia :P

Nie chciałbym uderzać może wielomianami Hermite'a, ale parabola Ci starczy? Do czego? :P

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Natomiast postęp w sensie czysto semantycznym będzie funkcją liniową dopasowaną do tych zmian

Wybacz, Ty to na poważnie? Wiesz, czytelnicy tego forum z grubsza rozumieją pojęcie regresji i takie tam...

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

QoL

Przy okazji. Ja nie wątpię, że po śmierci Kima wielu ludzi szczerze płakało po nim. Nie wątpię, że niektórzy widzieli nawet płaczące po Kimie jaskółki. Nie wątpię, że CIERPIELI. Wybacz, to nie problem wsadzić komuś do głowy, że bez np. smartwatcha nie można żyć. Ja żyję. Serio.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Technologia kontrolowanej fuzji jądrowej może być kluczowa dla całej ludzkości. Zastanówmy się co by się zmieniło gdyby cena prądu zmalała stukrotnie.

Ja to widzę tak. Recykling tworzyw sztucznych stałby się tak tani że opłacalne byłoby otworzenie skupów plastiku i przetwarzanie go, zamiast produkowanie nowego. Spalanie paliw kopalnych przestałoby być opłacalne. Ogrzewanie elektryczne zastąpiłyby obecne metody. Silniki spalinowe ciągle mogłyby być używane, ale zamiast wydobywać ropę moglibyśmy tworzyć paliwo z atmosferycznego dwutlenku węgla. Mógłby powstać stabilny ekosystem ze stałym poziomem CO2. Uprawianie roślin przy sztucznym oświetleniu byłoby bardziej opłacalne niż tradycyjne pola. Większość pożywienia można by produkować w miastach na piętrowych farmach hydroponicznych i aeroponicznych.

Wiemy że jest to możliwe. Opracowywane są nowe metody. Jesteśmy blisko. Wiele ludzi pracuje każdego dnia żeby urzeczywistnić podobne wizje. Oczywiście że mieliśmy nadzieję że stanie się to wcześniej, ale i tak się uda. Tylko że nie dzięki marudom i malkontentom, tylko ciężko pracującym wizjonerom.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, gooostaw napisał:

Zastanówmy się co by się zmieniło gdyby cena prądu zmalała stukrotnie.

Gdyby to była chociaż SF...
1. Prawa Ohma na razie nie jesteśmy w stanie przeskoczyć; spora część kosztów to opłaty dystrybucji energii elektrycznej.
2. Koszty wytworzenia mają się dość luźno do kosztów sprzedaży; HS ma to do siebie, że jak może sprzedać drożej, to sprzeda. W końcu jedynym, ostatecznym wielkim weryfikatorem naszej rzeczywistości jest ZYSK.
3. Proszę, tylko nie wizje... Wizjonerami było wielu takich, których nie warto tu cytować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Szedar napisał:

Gdyby to była chociaż SF...
1. Prawa Ohma na razie nie jesteśmy w stanie przeskoczyć; spora część kosztów to opłaty dystrybucji energii elektrycznej.
2. Koszty wytworzenia mają się dość luźno do kosztów sprzedaży; HS ma to do siebie, że jak może sprzedać drożej, to sprzeda. W końcu jedynym, ostatecznym wielkim weryfikatorem naszej rzeczywistości jest ZYSK.
3. Proszę, tylko nie wizje... Wizjonerami było wielu takich, których nie warto tu cytować.

No tak, malkontentów nie brakuje :D 
Co do wizjonerów to było wiele tysięcy takich, których chętnie bym cytował. Oboje żyjemy w ich wizji. Ja bardzo sobie cenię ten fakt i bardzo jestem szczęśliwy że było ich tak wielu przede mną. Dzięki temu możemy tu rozmawiać, zamiast błagać los o przychylność, marznąc i głodując w jakiejś dziczy. Cieszę się że znalazło się dla mnie miejsce w tej wizji i z przyjemnością będę starał się ją kontynuować. Wykorzystamy ich doświadczenie, naprawimy ich błędy i przekażemy naszą wizję naszym następcom z nadzieją że oni poprawią nasze błędy.

Możesz się przyłączyć albo stanąć z boku i nie przeszkadzać.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, gooostaw napisał:

Możesz się przyłączyć albo stanąć z boku i nie przeszkadzać.

O ile skleroza mnie nie oszukuje, to w czasach Gierka jakieś takie podobne hasło było...
A z tymi, którzy przeszkadzać będą, to co zrobić? To co inni wielcy wizjonerzy postępu robili? Czy może jakiś inny, ciekawszy pomysł masz? Hmm? W tym pewnie też jakiś tam postęp jest.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, ex nihilo napisał:

A z tymi, którzy przeszkadzać będą, to co zrobić?

Nie, żebym tego, ale nic nie trzeba robić, selekcja naturalna, dopasowanie do zmieniającego się środowiska (inni też są środowiskiem) ciągle działa, i albo jedni pójdą w niszę, albo drudzy (nie wiadomo), a może wszyscy wyginą kto to wie ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, ex nihilo napisał:

O ile skleroza mnie nie oszukuje, to w czasach Gierka jakieś takie podobne hasło było...
A z tymi, którzy przeszkadzać będą, to co zrobić? To co inni wielcy wizjonerzy postępu robili? Czy może jakiś inny, ciekawszy pomysł masz? Hmm? W tym pewnie też jakiś tam postęp jest.

No cóż, sprzeczne wizje się zdarzają. Bliżej mi jednak do wizji tych którzy cenili wolność i różnorodność. Nie tworzę sobie wrogów. Jeśli ktoś sam zdecyduje stać się moim wrogiem, to postaram się przekonać go że nie ma takiej potrzeby. Do walki stanę jedynie w swojej obronie, a i tak zrobię to niechętnie. Z odrobiną chęci i rozumu możemy się dogadać, tworząc świat w którym będzie miejsce dla każdego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Szedar napisał:

Wybacz, Ty to na poważnie? Wiesz, czytelnicy tego forum z grubsza rozumieją pojęcie regresji i takie tam...

Nie bawie się w przepychanki kto co wie a czego nie wie. Nie jestem w stanie sprawdzić poziomu wiedzy czytelników tego forum i z tego oraz innych powodów - nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. Jeśli dotknęło Cię w jakiś sposób to, że próbowałem (mniej lub bardzie zręcznie) użyć pojęć matematycznych do zobrazowania tego o co mi chodzi to chyba źle o Tobie świadczy. Skup się proszę na celu dyskusji bo komentarze takie jak powyższy nie wnoszą do niej absolutnie nic. 

Odniosę się do tej części Twojej wypowiedzi która jest użyteczna: 

14 godzin temu, Szedar napisał:

Podejrzewam, że właśnie z tego powodu, że ludzkość (owszem, nie cała :)) potrafi żyć bez prądu, jakoś tam przeżyje.

Cały cywilizowany świat czeka apokalipsa gdyby nagle zabrakło prądu. Nie sądzisz? Nie twierdzę, że ludzkość by nie przeżyła jako gatunek - ale chyba otwarcie wrót piekła na ziemi nie jest bez znaczenia.. Szczególnie że żyjesz akurat w tej cywilizacji i chyba masz rodzinę, znajomych... 

14 godzin temu, Szedar napisał:

Rozważ proszę dość trywialną kwestię: na co idzie coraz więcej energii przypadającej na statystyczną głowę pogłowia ludzkiego? Hmm? Czy przypadkiem nie na to, by produkować coraz więcej syfu? Co do samej istoty fuzji zgoda, mamy jednak szczęście, że od kilkudziesięciu lat idzie z nią nam tak sobie, czyli do d*py.

Tak mocno uogólniasz że ciężko się odnieść. Co jest dla Ciebie syfem? Bo zasadnicza większość zasobów materialnych, narzędzi etc. jakie posiadamy, lub inaczej mówiąc "rzeczy" jest nam potrzebna. Nie do przeżycia (ten etap mamy za sobą, i to o jakieś setki tysięcy lat ;P) ale do życia i tworzenia kultury (nauki, filozofii i sztuki) tak jak matka natura przykazała. 

Odnośnie samej fuzji - podobno wielkość reaktora ma znaczenia. Dlatego wspomniałem o jednym na tyle dużym, budowanym chyba we Francji, który ma szansę odmienić sytuację. 

13 godzin temu, gooostaw napisał:

Technologia kontrolowanej fuzji jądrowej może być kluczowa dla całej ludzkości. Zastanówmy się co by się zmieniło gdyby cena prądu zmalała stukrotnie.

Ja to widzę tak. Recykling tworzyw sztucznych stałby się tak tani że opłacalne byłoby otworzenie skupów plastiku i przetwarzanie go, zamiast produkowanie nowego. Spalanie paliw kopalnych przestałoby być opłacalne. Ogrzewanie elektryczne zastąpiłyby obecne metody. Silniki spalinowe ciągle mogłyby być używane, ale zamiast wydobywać ropę moglibyśmy tworzyć paliwo z atmosferycznego dwutlenku węgla. Mógłby powstać stabilny ekosystem ze stałym poziomem CO2. Uprawianie roślin przy sztucznym oświetleniu byłoby bardziej opłacalne niż tradycyjne pola. Większość pożywienia można by produkować w miastach na piętrowych farmach hydroponicznych i aeroponicznych.

Wiemy że jest to możliwe. Opracowywane są nowe metody. Jesteśmy blisko. Wiele ludzi pracuje każdego dnia żeby urzeczywistnić podobne wizje. Oczywiście że mieliśmy nadzieję że stanie się to wcześniej, ale i tak się uda. Tylko że nie dzięki marudom i malkontentom, tylko ciężko pracującym wizjonerom.

Dobrze powiedziane :)

Odnoszę wrażenie, że na tym forum, w tego typu dyskusjach jest podział na dwa obozy różniące się fundamentalnie w podejściu do świata. Nic raczej nie wyjdzie z przekonywania się nawzajem ale może chociaż udało by się nam jakoś nazwać te postawy. Na początek propozycja - jedni to możę Transhumaniści a drudzy to Zegiści  (zero-growth?)?  Jakieś inne propozycje?

15 godzin temu, Szedar napisał:

Przy okazji. Ja nie wątpię, że po śmierci Kima wielu ludzi szczerze płakało po nim. Nie wątpię, że niektórzy widzieli nawet płaczące po Kimie jaskółki. Nie wątpię, że CIERPIELI. Wybacz, to nie problem wsadzić komuś do głowy, że bez np. smartwatcha nie można żyć. Ja żyję. Serio.

jeszcze pominąłem tą wypowiedź. Oczywiście że można żyć bez smartwatcha, ale nie o to chodzi. Smartwatch to narzędzie, jest przydatne w niektórych sytuacjach w innych nie, akurat smartwatch w bardzo niewielu ale już smartphone w wielu (co nie znaczy że każdy go potrzebuje). I oczywiście że można "przeżyć" bez tego urządzenia, można również wbijać gwóźdź kamieniem albo własnym łbem, tylko po co ? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Odnoszę wrażenie, że na tym forum, w tego typu dyskusjach jest podział na dwa obozy różniące się fundamentalnie w podejściu do świata. Nic raczej nie wyjdzie z przekonywania się nawzajem ale może chociaż udało by się nam jakoś nazwać te postawy. Na początek propozycja - jedni to możę Transhumaniści a drudzy to Zegiści  (zero-growth?)?  Jakieś inne propozycje?

Można stworzyć frakcje na forum. Mogło by być całkiem śmiesznie ;) obawiam się jednak że ostatecznie doprowadziłoby to do niepotrzebnych konfliktów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, gooostaw napisał:

Można stworzyć frakcje na forum. Mogło by być całkiem śmiesznie ;) obawiam się jednak że ostatecznie doprowadziłoby to do niepotrzebnych konfliktów.

Absolutnie nie chodzi mi o tworzenia jakiś podziałów. Bardziej o klasyfikację fundamentalnych różnic w sposobie myślenia jesli chodzi o to w jakim kierunku ludzkość idzie/powinna iść/powinna była iść. Nazwanie tych sposobów myślenia wzbogaci po prostu nasze zrozumienia świata i ścierających się w nim sił, co ostatecznie zwiększa szansę na podjęcie jakiś dobrych decyzji. Jeśli ktoś dostrzega w tych dyskusjach taki podział (ja dość wyraźnie) i wie do jakich "izmów" prezentowane sposoby myślenia najlepiej pasują - proszę się podzielić :)

Edited by Warai Otoko

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Jeśli dotknęło Cię w jakiś sposób to, że próbowałem (mniej lub bardzie zręcznie) użyć pojęć matematycznych do zobrazowania tego o co mi chodzi to chyba źle o Tobie świadczy.

Absolutnie nie dotknęło, ale ignorancja świadczy o jej właścicielu. Jeśli chcesz poważnie rozmawiać, to miej proszę świadomość metodologii nauk ścisłych, bo na inny level nie wchodzę.

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Cały cywilizowany świat czeka apokalipsa gdyby nagle zabrakło prądu. Nie sądzisz?

Co chcesz osiągnąć tym pytaniem? Rozumiesz termin "katastrofa", który jak zadra w d* stoi w tytule? Nie bardzo wierzę w wątek "nagłego braku prądu na całej Ziemi". Tak przy okazji, wczoraj bodaj nasz kochany kraj osiągnął rekordowe w swojej całej historii zużycie energii elektrycznej. Gdyby nie umowy z wredną dla niektórych unią mielibyśmy mały blockout. W wielu miejscach brakuje wody pitnej. Gdyby pogoda jak w tym tygodniu utrzymała się przez najbliższe dwa tygodnie - nie musisz mi wierzyć, policz - to bylibyśmy w jakimś XIV wieku.

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Szczególnie że żyjesz akurat w tej cywilizacji i chyba masz rodzinę, znajomych... 

To przykład rzeczowej, merytorycznej dyskusji, czy plumkania sobie d* po gałęziach?

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

ale do życia i tworzenia kultury (nauki, filozofii i sztuki) tak jak matka natura przykazała

Próbując równie poetycko powiem, że moim zdaniem matka natura nie kierowała się tym, byśmy pisali czternastozgłoskowcem, rozwiązywali w głowie równania różniczkowe drugiego i wyższych rzędów, a zwyczajnie sprawnie przeskakiwali z gałęzi na gałąź, szybciej i sprawniej uciekali przed tym, co nas goni i chce zjeść, szybciej i sprawniej dopadali tego, co zjeść chcemy.

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Odnośnie samej fuzji - podobno wielkość reaktora ma znaczenia.

Wielkość nie, ale obwód tak. :P
Bez dyskusji o fuzji wróć do tu i teraz. Jesteśmy na skraju. Czarnej dziury... węglowej :D

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

a początek propozycja - jedni to możę Transhumaniści a drudzy to Zegiści  (zero-growth?)?  Jakieś inne propozycje?

Tak. Utopiści i realiści (w tej kolejności).

Zapomniałem:

5 godzin temu, Warai Otoko napisał:

Co jest dla Ciebie syfem?

To co chyba dla każdego. ŚMIECI. To, czego nie jesz, co wyrzucasz. Nie wątpisz chyba, że produkujemy coraz więcej syfu w przeliczeniu na sztukę pogłowia?

8 minut temu, Warai Otoko napisał:

co ostatecznie zwiększa szansę na podjęcie jakiś dobrych decyzji

Słowo klucz: ZYSK. Nie zna pojęć dobra ani zła.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Szedar napisał:

Absolutnie nie dotknęło, ale ignorancja świadczy o jej właścicielu. Jeśli chcesz poważnie rozmawiać, to miej proszę świadomość metodologii nauk ścisłych, bo na inny level nie wchodzę.

wykaż zatem moją ignorancję skoro oskarżasz - to raz, a dwa metodologia nauk ścisłych ? co to ma wspólnego? nie rozumiesz czym się różni pojęcie czy konstrukt matematyczny od metodologii?  a trzy, bez znajomości "metodologii nauk ścisłych" Twojego rozmówcy nie możesz z nim rozmawiać na tematy filozoficzne? Dość infantylne podejście... 

3 minuty temu, Szedar napisał:

Próbując równie poetycko powiem, że moim zdaniem matka natura nie kierowała się tym, byśmy pisali czternastozgłoskowcem, rozwiązywali w głowie równania różniczkowe drugiego i wyższych rzędów, a zwyczajnie sprawnie przeskakiwali z gałęzi na gałąź, szybciej i sprawniej uciekali przed tym, co nas goni i chce zjeść, szybciej i sprawniej dopadali tego, co zjeść chcemy.

I tu się mylisz. Zakładasz, że człowiek, jego budowa i działania są jakoś poza naturą. A to własnie natura, prawa fizyki i dalej ewolucja doprowadziła do takiego stanu, my jesteśmy tylko częścią wykonawczą pewnych podprocesów. 

 

12 minut temu, Szedar napisał:

Wielkość nie, ale obwód tak. :P
Bez dyskusji o fuzji wróć do tu i teraz. Jesteśmy na skraju. Czarnej dziury... węglowej :D

Aha, jak gdyby wielkosć nie zależała od obwodu. Dobra, załóżmy że to był żart... Unikasz odpowiedzi na moje argumenty, ja mówię, ze potrzebujemy energii elektrycznej a kontorlowana fuzja pozwoli nam ja uzyskać bez dalszego zanieczyszczania ziemi, z przynajmniej bez zanieczyszczania w takim stopniu. Możliwe też stanie się oczyszczanie i recykling na innym poziomie. 

 

14 minut temu, Szedar napisał:

Tak. Utopiści i realiści (w tej kolejności).

hue hue bardzo śmiesze. Coraz bardziej przekonuje się że rozmawiam z nadętym studentem drugiego roku matematyki. 

 

15 minut temu, Szedar napisał:

To co chyba dla każdego. ŚMIECI. To, czego nie jesz, co wyrzucasz. Nie wątpisz chyba, że produkujemy coraz więcej syfu w przeliczeniu na sztukę pogłowia?

Nie wątpię. Ale dyskusja nie dotyczy obecnego stanu rzeczy, któremu nikt nie zaprzecza, ale propozycji rozwiązań. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Spełniły się najgorsze obawy inżynierów – teleskop w Arecibo się zawalił. Do katastrofy doszło, gdy ważąca 900 ton platforma odbiornika radioteleskopu spadła na znajdującą się 120 metrów niżej czaszę. Na szczęście – jak wcześniej informowaliśmy – już wcześniej specjaliści doszli do wniosku, że cała struktura jest niestabilna i teleskop przeznaczono do likwidacji, zatem w katastrofie nikt nie ucierpiał.
      Arecibo to jedno z najważniejszych urządzeń w historii radioastronomii. Teleskop przez ponad pół wieku służył światowej nauce, dostarczając niezwykle ważnych danych. Przez dziesięciolecia był też największym tego typu urządzeniem. Większy – FAST – wybudowali dopiero Chińczycy, jednak jego możliwości badawcze, ze względu na lokalizację oraz pracę wyłącznie w trybie pasywnym w wielu dziedzinach nie dorównują Arecibo. A raczej nie dorównywały, gdyż dzisiaj nastąpił ostateczny koniec legendarnego obserwatorium.
      Koniec, którego można się było spodziewać, ale nikt nie przypuszczał, że nastąpi tak szybko. Już kilkanaście lat temu informowaliśmy, że Narodowa Fundacja Nauki USA od lat umieszczała utrzymanie radioteleskopu na dole listy swoich priorytetów i oczywistym było, że w bliższej niż dalszej przyszłości przestanie go finansować, przeznaczając zaoszczędzone pieniądze na nowocześniejsze, bardziej obiecujące projekty. Jednak jeszcze pół roku temu mogliśmy przypuszczać, że Arecibo będzie działał jeszcze przez kilka lat.
      Początkiem końca było zerwanie się w sierpniu jednej z lin pomocniczych podtrzymujących platformę odbiornika. Spadająca lina wybiła kilkudziesięciometrową dziurę w czaszy teleskopu. Już wówczas wykonana inspekcja kazała zadać sobie pytanie o stabilność całej struktury. Postanowiono jednak naprawić radioteleskop. I gdy czekano na dostawę nowych lin na początku listopada doszło do zerwania się kolejnej liny nośnej. To zaskoczyło specjalistów, którzy oceniali, że pozostałe liny powinny bez problemu wytrzymać obciążenia. Eksperci doszli więc do wniosku, że najwyraźniej cała struktura jest bardziej osłabiona, niż się wydaje. Kolejne ekspertyzy inżynieryjne wykazały, że teleskopu nie uda się naprawić nie narażając przy tym robotników na utratę życia. Dlatego też podjęto decyzję o jego wyburzeniu. Szczegółowo o tym informowaliśmy.
      Dzisiaj w nocy upadek platformy z odbiornikiem ostatecznie zakończył historię radioteleskopu w Arecibo.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Po przeprowadzeniu inspekcji, w wyniku której uznano, że napraw w Arecibo Observatory nie uda się wykonać bez narażania na niebezpieczeństwo robotników oraz pracowników ośrodka, Narodowa Fundacja Nauki Stanów Zjednoczonych rozpoczęła program likwidacji 305-metrowego teleskopu, który przez 57 lat służył jako jeden z głównych światowych ośrodków radioastronomii, badań systemów planetarnych, Układu Słonecznego i badań przestrzeni kosmicznej, czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez US National Science Foundation.
      W sierpniu bieżącego roku informowaliśmy o zerwaniu się jednego z kabli podtrzymujących konstrukcję odbiornika teleskopu. Przed 2 tygodniami doszło do zerwania się kolejnego kabla.
      NSF już w sierpniu zleciła przyjrzenie się sprawie kilku niezależnym firmom inżynieryjnym. Specjaliści doszli do wniosku, że cała struktura teleskopu jest narażona na katastrofę, kable mogą jej dłużej nie utrzymać. Uznano też, że prace mające na celu naprawienie teleskopu wiązałyby się z ryzykiem utraty życia przez prowadzących je robotników. Co więcej, analizy wykazały, że nawet jeśli teleskop zostałby naprawiony, to i tak najprawdopodobniej trzeba będzie mierzyć się z długoterminowymi problemami związanymi ze stabilnością struktury.
      Już po sierpniowym wypadku NSF zezwoliła University of Central Florida (UCF), który zarządza Obserwatorium Arecibo, na podjęcie wszelkich niezbędnych kroków, z zastrzeżeniem, że najważniejsze jest bezpieczeństwo robotników, pracowników oraz odwiedzających. UCF szybko przystąpił do działania. Firmy inżynieryjne dokonały oceny sytuacji i rozpoczęto przygotowania do awaryjnych prac mających na celu ustabilizowanie struktury. W momencie gdy czekano na dostawę dwóch nowych kabli podtrzymujących strukturę teleskopu oraz dwóch tymczasowych kabli pomocniczych, doszło do zerwania się kolejnego kabla. Zaskoczyło to specjalistów, gdyż – bazując na obliczeniach naprężeń, jakim był kabel poddany – sytuacja taka nie powinna się wydarzyć. Inżynierowie uznali, że najwyraźniej cała konstrukcja, pozostałe kable, są słabsze niż sądzono.
      Prace nad rozbiórką teleskopu będą skupiały się na jego czaszy oraz na zabezpieczeniu pozostałej infrastruktury na wypadek kolejnej katastrofy budowlanej. Plan wyłączenia Arecibo zakłada pozostawienie jak największej części infrastruktury, tak by mogła ona służyć przyszłym pracom badawczym i edukacyjnym. Pierwszymi krokami tych prac będzie przeniesienie wyposażenia, które ma zostać zachowane, w bezpieczne miejsce oraz obfotografowanie struktury teleskopu w wysokiej rozdzielczości za pomocą dronów. Ma to pomóc w zaplanowaniu prac rozbiórkowych.
      Gdy teleskop zostanie rozebrany, ponownie prace badawcze podejmą takie jednostki jak Arecibo Observatory LIDAR czy położona poza obserwatorium jednostka Culebra, która analizuje pokrywę chmur i dane nt. opadów. Otwarte zostanie też centrum dla zwiedzających. Nadal prowadzone będą działania związane z przechowywaniem i analizą dotychczas zebranych danych. W 2019 roku UCF podpisał umowę z Microsoftem, na podstawie której zwiększono możliwości przechowywania i analizy danych. Obecnie trwają prace nad migracją danych z serwerów na terenie obserwatorium na serwery zewnętrzne.
      Radioteleskop w Arecibo składa się z czaszy o średnicy 305 metrów oraz z ważącej 900 ton platformy z instrumentami naukowymi, która zawieszona jest na wysokości około 140 metrów nad czaszą. Platforma wisi na kablach umocowanych do trzech betonowych wież. Gdy na początku bieżącego miesiąca zerwał się drugi z kabli, było to sporym zaskoczeniem dla specjalistów. Jego obciążenie wynosiło bowiem zaledwie 60% minimalnego obciążenia grożącego zerwaniem. Badanie głównych kabli, które pochodziły z czasów budowy teleskopu ujawniło pojawienie się w nich nowych pęknięć. Okazało się też, że dodatkowe kable, które zamontowano w latach 90. gdy zwiększano ciężar platformy zawieszonej nad teleskopem, również nie sprawują się tak, jak należy.
      Firma Thomton Tomasetti, wynajęta przez UCF do oceny struktury radioteleskopu, uznała, że prace na tym obiekcie są niebezpieczne. Tym bardziej, że nie można byłoby nawet przeprowadzić testów obciążeniowych pozostałych kabli bez ryzyka zawalenia się całej struktury. W związku tym firm zaleciła kontrolowane wyburzenie w celu uniknięcia niespodziewanego zawalenia się teleskopu.
      UCF wynajął jeszcze dwie dodatkowe firmy. Jedna z nich zaleciła natychmiastowe prace nad ustabilizowaniem struktury. Druga, po zapoznaniu się z modelem wykorzystanym przez Thomton Tomasetti uznała, że nie jest możliwe bezpieczne przeprowadzenie oceny stabilności i stwierdziła, że nikt nie powinien być dopuszczony do platform i wież teleskopu.
      Po otrzymaniu tych opinii UCF zleciła ich analizie kolejnej firmie inżynieryjnej oraz Korpusowi Inżynierów US Army. Firma zgodziła się ze stanowiskiem Thomton Tomasetti, a US Army Corps of Engineers zarekomendował wykonanie dodatkowej dokumentacji fotograficznej obserwatorium oraz szczegółowych badań niedawno zerwanego kabla.
      Biorąc pod uwagę fakt, że wszelkie prace nad ustabilizowaniem lub naprawieniem struktury wymagałyby obecności robotników na jej terenie bądź w pobliżu oraz stopień niepewności związany z wytrzymałością kabli i wielkie siły, z jakimi mamy tu do czynienia, NSF zaakceptowała propozycję rozpoczęcia przygotowań do kontrolowanej likwidacji 305-metrowego teleskopu, czytamy w oświadczeniu NSF.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      CERN udostępnił swój pierwszy publiczny Raport Środowiskowy, dotyczący m.in. emisji gazów cieplarnianych. Dowiadujemy się z niego, że w 2018 roku ta instytucja wyemitowała 223 800 ton ekwiwalentu dwutlenku węgla. To tyle co duży statek wycieczkowy.
      Z raportu dowiadujemy się, że aż 3/4 tej emisji powodują zawierające fluor gazy, używane podczas prac z wykrywaczami cząstek. CERN planuje zmniejszenie emisji.
      Obejmujący lata 2017–2018 raport sprowokował debatę zarówno wśród pracowników, jak i wśród osób z zewnątrz. Zaczęliśmy zastanawiać się, co można zrobić z tym już teraz i w jaki sposób projektować akceleratory przyszłości, mówi Frederick Bordry, dyrektor CERN ds. akceleratorów i technologii.
      Raport porusza wszelkie kwestie związane z wpływem CERN na środowisko, od emitowanego hałasu, po wpływ na bioróżnorodność, zużycie wody czy emitowane promieniowanie. Specjaliści orzekli, że to redukcja gazów cieplarnianych będzie miała największy wpływ na poprawę stanu środowiska. Inżynierowie już planują uszczelnienie miejsc wycieków w LHC i zoptymalizowanie systemu cyrkulacji gazu. Docelowo chcą, żeby w roli chłodziwa czujników gazy zawierające fluor zostały zastąpione przez dwutlenek węgla, który ma kilka tysięcy razy mniejszy potencjał cieplarniany. Gdy budowaliśmy Wielki Zderzacz Hadronów, nie docenialiśmy potencjału cieplarnianego tych gazów. Naszym głównym zmartwieniem była dziura ozonowa, mówi Bordry. Na razie CERN chce obniżyć swoją bezpośrednią emisję gazów cieplarnianych o 28% do roku 2024.
      Raport uwzględnia też pośrednią emisję generowaną przez CERN. Laboratorium zużywa bowiem tyle energii elektrycznej co niewielkie miasteczko. Zakładamy w LHC systemy odzyskiwania energii. Jesteśmy pionierami wykorzystania nadprzewodnictwa na duża skalę, co może zwiększyć efektywność sieci energetycznych.
      Jak jednak zauważają specjaliści, znacznie lepiej jest emitować gazy cieplarniane w celu dokonywania odkryć naukowych, niż w innych celach. Postęp naukowy jest bardzo ważny i trudno znaleźć ważniejszą instytucję naukową niż CERN. Osobiście wolę, byśmy emitowali gazy cieplarniane pracując w CERN niż lecąc samolotem do Pragi, by się upić na weekend, mówi John Barrett, z Sustainability Research Institute.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Klimaty typu śródziemnomorskiego są niezwykle wrażliwe na obecność gazów cieplarnianych. Okazuje się, że gdy w atmosferze pojawia się więcej takich gazów, natychmiast zmniejsza się poziom opadów w klimacie śródziemnomorskim. Na szczęście mechanizm ten działa też w drugą stronę i spadek poziomu opadów zostaje natychmiast zatrzymany, jeśli obniżeniu ulega emisja gazów cieplarnianych.
      Takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez naukowców z University of Reading, Imperial College London i Instytutu badan nad atmosferą i klimatem włoskiej Narodowej Rady Badań Naukowych (Consiglio Nazionale delle Ricerche). Specjaliści z tych instytucji opisali nieznany dotychczas wpływ zmian klimatycznych na takie regiony jak Kalifornia, centralne Chile i basen Morza Śródziemnego.
      Dotychczasowe modele klimatyczne i badania obserwacyjne sugerowały, że w miarę ocieplania się klimatu w regionach o klimacie śródziemnomorskim – z wyjątkiem Kalifornii – będzie dochodziło do spadku ilości opadów. Klimat śródziemnomorski, z jego gorącymi suchymi latami jest bardzo wrażliwy na zmiany poziomu opadów w zimie. Dlatego też często uważa je się za wskaźniki zmian klimatycznych.
      Dotychczas nie wiadomo było jednak, jak zmiany w koncentracji gazów cieplarnianych wpływają na klimat śródziemnomorski. Emisja gazów cieplarnianych natychmiast wpływa na klimat, jednak staje się to widoczne po wielu dziesięcioleciach, mówi główny autor badań, doktor Giuseppe Zappa. Wiemy też, że gromadzące się w górnych warstwach atmosfery gazy mogą wpływać na klimat lokalny albo bardzo szybko, zaledwie w ciągu lat, albo powoli, przez dziesięciolecia.
      Naukowcy, którzy do swoich badań nad klimatem śródziemnomorskim wykorzystali modele komputerowe, zauważyli, że w środkowym Chile i w basenie Morza Śródziemnego w ciągu zaledwie kilku lat dochodzi do spadku opadów w reakcji na zwiększoną emisję gazów cieplarnianych. To zaś, jak zauważył doktor Paulo Ceppi z Imperial College London, sugeruje, że stabilizacja koncentracji gazów cieplarnianych przyniesie natychmiastową korzyść zasobom wodnym w tych regionach, gdyż zatrzyma spadek opadów. Innymi słowy, podjęcie działań w tym kierunku da pozytywne efekty w ciągu zaledwie kilku lat.
      Podobnego zjawiska nie zaobserwowano jednak w Kalifornii. Tam zwiększenie koncentracji gazów cieplarnianych nie prowadzi do tak drastycznego spadku poziomu opadów. Naukowcy mówią, że różnica ta spowodowana jest przez ocean. Powierzchnia oceanu nie ogrzewa się równomiernie. Jedne regiony ogrzewają się szybciej niż inne. A wzorzec ogrzewania się oceanu wpływa na rozkład wiatrów i opadów. Te obszary oceanu, które ogrzewają się szybciej niż średnia, wywołują takie zmiany w rozkładzie wiatrów, które prowadzą do wysychania basenu Morza Śródziemnego. Z kolei inne obszary, które ocieplają się wolniej, wpływają na masy powietrza nad Kalifornią, powodując, że stan ten staje się bardziej wilgotny. Jednak obszary te mają niewielki wpływ na opady w innych klimatach śródziemnomorskich, wyjaśnia doktor Ceppi.
      Szczegóły badań opublikowano na łamach PNAS w artykule pt.: Time-evolving sea surface warming patterns modulate the climate change response of subtropical precipitation over land.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pasożyty nie mają dobrej opinii. Na pierwszy rzut oka, chyba nikt by się nie zmartwił na wieść, że wszystkie pasożyty na świecie wyginęły. Jednak grupa biologów ostrzega, że pasożyty należy chronić jak inne gatunki. Tym bardziej, że również i im grozi masowe wymieranie.
      Pasożyty odniosły duży sukces ewolucyjny. Nawet połowa ze znanych nam 7,7 miliona gatunków roślin i zwierząt prowadzi pasożytniczy tryb życia. Teraz na łamach Science Advances ukazały się badania, których autorzy ostrzegają, że do roku 2070 wyginąć może ponad 30% gatunków pasożytów. To byłaby katastrofa.
      W ciągu ostatniej dekady dowidzieliśmy się, że pasożyty odgrywają niezwykle ważną rolę w ekosystemie. Przez lata nauka nie brała tego pod uwagę, mówi Colin Carlson z University of California Berkeley, który prowadzi badania nad zmianami w ekosystemach.
      Młody uczony od dawna bada zmiany w liczebności gatunków spowodowane globalnym ocieplenie. Przed 4 laty postanowił przyjrzeć się pasożytom. W ciągu ostatnich dekad przeprowadzono wiele badań dotyczących wymierania wielkich ssaków czy reakcji upraw na zmiany klimatu. Jednak istnieje wiele gatunków roślin i zwierząt, o których niezbyt dużo wiemy", stwierdza.
      Naukowiec stworzył więc grupę badawczą, której celem jest stwierdzenie, jak pasożyty reagują na ocieplający się klimat. "Problem w tym, że niewiele wiemy o tym, gdzie pasożyty żyją, wyjaśnia.
      Swoje kroki skierował więc do National Parasite Collection. To licząca sobie 125 lat kolekcja pasożytów tworzona przez Smithsonian Institution. Znajduje się w niej ponad 20 milionów okazów reprezentujących tysiące gatunków. Większość z nich pochodzi z Ameryki Północnej, jednak znajdziemy tam przedstawicieli wszystkich kontynentów wraz z mniej lub bardziej dokładnymi informacjami na temat miejsca ich zebrania.
      Kurator zbiorów, Anna Phillips, wraz ze swoim zespołem przeprowadziła digitalizację, tworząc największą istniejącą bazę pasożytów. Dzięki temu można było zastosować modele komputerowe i spróbować przewidzieć, co w przyszłości stanie się z 450 gatunkami pasożytów.
      Badania wykazały, że nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu do roku 2070 wyginie 10% gatunków pasożytów. Przy mniej optymistycznych założeniach będzie to ponad 30%.
      Wbrew złej opinii, jaką cieszą się pasożyty, ich wyginięcie nie jest dobrą wiadomością. Wręcz przeciwnie. Będzie to miało katastrofalne skutki. Trzeba bowiem wiedzieć, że pasożyty regulują liczebność gatunków i utrzymują ekosystem w równowadze. Zabijają część z organizmów i powodują, że inne są bardziej podatne na taki drapieżników. Na przykład pardwa mszarna zarażona nicieniem wydziela silniejszy zapach, przez co łatwiej pada łupem drapieżnika, a to pozwala na kontrolowanie populacji tego ptaka. Z kolei pobrzeżka pospolita, gatunek ślimaka morskiego zamieszkujący atlantyckie wybrzeża, gdy zarazi się pewnym gatunkiem przywry, zjada znacząco mniej glonów, przez co więcej zostaje dla innych gatunków.
      Bardzo znamienny jest tutaj przykład krytycznie zagrożonego australijskiego ssaka, kanguroszczurnika pędzloogonowego. Jako, że jednym z powodów zanikania gatunku były choroby pasożytnicze, starano się wyeliminować pasożyty z otoczenia ratowanych zwierząt. Z czasem jednak badania ujawniły, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, niż sądzono. Kanguroszczurnik musi współżyć z niemal 40 gatunkami pasożytów, a nie wszystkie są dla niego zagrożeniem. Po 10 latach badań naukowcy zauważyli, że pasożyty pomagają zwierzęciu w walce z chorobami, regulują rozrodczość, mają pozytywny wpływ na zachowanie kanguroszczurnika. Jest dla nas teraz całkowicie jasne, że większość pasożytów jest nieszkodliwa. Żyją w harmonii ze swoimi gospodarzami. Dopiero jeśli harmonia ta zostanie zakłócona, pojawiają się problemy, mówi profesor Andrew Thompson, który bada kanguroszczurniki. Uczeni zauważyli też, że jeśli pozbędziemy się jednych gatunków pasożytów, organizm może zostać zaatakowany przez inne gatunki, z którymi dotychczas się nie zetknął, a to stwarza dla niego bardzo poważne zagrożenie.
      Musimy też pamiętać, że niewiele wiemy o znanych nam pasożytach i ich interakcjach z gospodarzami, a jakby tego było mało, istnieją miliony nieodkrytych jeszcze gatunków. Trudno jest przewidywać, jaki wpływ na środowisko mają te gatunki, skoro ich nawet nie znamy. To właśnie najbardziej przerażający wniosek płynący z tych badań... powinniśmy jak najszybciej rozpoznać te gatunki, mówi Phillips.
      Możemy też przypuszczać, że w związku z globalnym ociepleniem będą zmieniały się zasięgi poszczególnych gatunków pasożytów. A to zła wiadomość dla ludzi. W wielu regionach mogą pojawić się choroby, które wcześniej tam nie docierały. Pasożyty będą zasiedlały organizmy ludzi, którzy nigdy się z nimi nie zetknęli. Wiele gatunków, w tym ludzie, ewoluowało obok pasożytów. Wypracowaliśmy z nimi delikatną równowagę. Pasożyty zwykle nie mają interesu w tym, by zabijać gospodarza. Jeśli jednak jedne gatunki wyginą lub zmienią swój zasięg terytorialny, pojawi się pusta nisza, w którą mogą wejść gatunki, z jakimi wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Tego typu zjawiska już mają miejsce. Choroby tropikalne zaczynają pojawiać się w bardziej umiarkowanych strefach klimatycznych, a w 2014 roku w mózgu pewnego Chińczyka znaleziono pasożyta, który dotychczas nie atakował ludzi. Spowodował on u ofiary drgawki i zapalenie mózgu.
      W wielu przypadkach mamy pozytywny stosunek do zwierząt lub potrafimy nadać im wartość. Jednak w przypadku pasożytów takie odczucia są mniej prawdopodobne. Na szczęście obecnie biologia podchodzi do gatunków neutralnie jeśli chodzi o potrzebę ich ochrony i stoi na stanowisku, że należy chronić zarówno gospodarza jak i organizmy na nim pasożytujące, mówi Kevin Lafferty, ekolog z US Geological Survey.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...