Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Miejskie myszy pełne wirusów i bakterii, w tym antybiotykoopornych

Recommended Posts

Wiele myszy z Nowego Jorku jest nosicielami nieznanych wcześniej wirusów oraz bakterii zdolnych do wywołania poważnych chorób u ludzi. Niektóre z tych bakterii są oporne na działanie antybiotyków. Trwające rok badania prowadził profesor epidemiologii W. Ian Lipkin z Columbia University i jego koledzy. Ich wyniki zostały opublikowany w piśmie mBio, wydawanym przez Amerykańskie Towarzystwo Mikrobiologii.

Na potrzeby jednego z artykułów analizowali zawartość bakterii w mysich odchodach. Korzystają z testów genetycznych naukowcy zidentyfikowali 235 rodzajów i 149 gatunków bakterii, w tym Clostridium difficile, Escherichia coli, Shigella czy Salmonella. U części z nich znaleziono geny powiązane z opornością na wiele popularnych antybiotyków.

Drugi z artykułów skupiał się na obecności wirusów w mysich odchodach. Tutaj naukowcy zidentyfikowali 36 gatunków wirusów, w tym 6 dotychczas nieznanych. Żaden z nich nie infekuje prawdopodobnie w tym momencie ludzi, jednak ich sekwencje genetyczne były podobne do wirusów infekujących psy, kury czy świnie. To zaś oznacza, że przynajmniej część ze wspomnianych wirusów może dokonywać infekcji pomiędzy gatunkami.

Mieszkańcy miast zwykle bardziej obawiają się szczurów. Myszami należy bardziej się martwić, ponieważ żyją one w budynkach i mogą zanieczyścić ich środowisko, przekonuje Lipkin.

Profesor Mark Viney, biolog z University of Bristol uważa, że podobne wyniki co w Nowym Jorku uzyskano by w miastach na całym świecie. Inaczej jednak sytuacja może wyglądać poza miastami. Tam bowiem zagęszczenie ludzi jest mniejsze, a myszy mają częstszy kontakt z dziką zwierzyną i zwierzętami hodowlanymi. Oczywiście nie możemy być tego pewni, dopóki nie przeprowadzimy odpowiednich badań. W ciągu ostatnich lat coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z faktu, że wszystkie zwierzęta są pełne wirusów i bakterii. To normalny stan i dotyczy również ludzi. Zdecydowana większość tych wirusów i bakterii jest nieszkodliwa, mówi Viney. Zdaniem naukowca, miejskie myszy mogą stykać się z antybiotykoopornymi bakteriami wędrując np. przez systemy kanalizacyjne. Czy mogą być one źródłem zarażeń wśród ludzi? Kto wie? Moim zdaniem największym źródłem infekcji wśród ludzi są inni ludzie, stwierdza.

Naukowcy zgadzają się co do tego, że warto przeprowadzić badania, których celem będzie sprawdzenie, czy jakieś współczesne epidemie bakterie wśród ludzi nie zostały zapoczątkowane przez kontakt z myszami.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego należy bezwzględnie i z całą stanowczoścą ( a  nie zaszkodzi z empatią) wspierać koty bezdomne: w miastach głównych, a w niektórych ekosystemach okołoludzkich, jedynych pogromców tych szkodników!

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, 3grosze napisał:

Dlatego należy bezwzględnie i z całą stanowczoścą ( a  nie zaszkodzi z empatią) wspierać koty bezdomne: w miastach głównych, a w niektórych ekosystemach okołoludzkich, jedynych pogromców tych szkodników!

A te koty bezdomne to myślisz, że co przenoszą? Podpowiem: wirusy i bakterie (również te odporne na antybiotyki).

Share this post


Link to post
Share on other sites

A te koty.bezdomne to myślisz, że pokonują pionowe ściany, przeciskają  się przez 5mm szczeliny, żerując w przechowywanych produktch zanieczyszczają je moczem ( mysz szcza popuszczając mocz co kilkadziesiąt cm),, krwią, śliną, sierścią, odchodami,trupami lub częściami ciała trupów.

Jak nie widzisz różnicy, to podpowiem: habitaty kotów bezdomnych i myszy mają różne adresy ekologiczne, ale na nasze szczęście wspólne peryferia.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zwalczanie raka rakiem nie jest dobrym pomysłem. A bezdomne koty zwalczać będziemy bezpańskimi psami?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tendencyjnie złośliwa analogia, wręcz nielogiczna, ze względu na nieporównywalną szkodliwość myszy.

A bezdomnych kotów się nie zwalcza, tylko sterylizuje.Dziwne, że niektórzy nie są tego świadomi.:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, wilk napisał:

Zwalczanie raka rakiem nie jest dobrym pomysłem. A bezdomne koty zwalczać będziemy bezpańskimi psami?

Koniec końców można psy zwalczać bezdomnymi :) oraz chińskimi restauracjami :)
Jest taka zasada nagrodzona zresztą Noblem: zasada skumulowanej przyczynowości.

A jeszcze wcześniej Bastiat opisał dylemat (z) szyb (ami) :) (słowa mi brakuje, żeby to ładniej określić).

Ale co ja tam wiem, może odkryjecie koło na nowo :)

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, thikim napisał:

est taka zasada nagrodzona zresztą Noblem: zasada skumulowanej przyczynowości.

Rozszerz proszę wypowiedź. Jakoś nie mogę skojarzyć tego z piramidą żywieniową. Przeczytałem notkę na wiki i nie mogę pojąć, poza tym, że twórca tej fundamentalnej zasady jawi mi się teraz jako lewicowy utopista. Tym dziwniej mi, że się na niego powołujesz. I nie, wspólny Nobel z Haykiem nie wystarczy. Metyfory (tak wiem, metafory) Bastiata też pasują tu jakoś mało... BTW całe PKB jest tak liczone. Płacę fryzjerowi i PKB rośnie - stajemy się bogatsi - absurd.

@wilk: psy nie jedzą kotów :) , chętnie je ganiają bo one tak fajnie uciekają, ale na tym się kończy. Jako mieszkaniec blokowiska, uważam koty za moich sprzymierzeńców. Trzymają faunę piwniczną i gołębie pod kontrolą - choć tu przydałby się jaki sokół w okolicy - te latające szczury są naprawdę uciążliwe.  Wolne koty żyją dość krótko, podobno, jakieś 3 lata. Mają mocno pod górę w porównaniu z kotem domowym  i nie ma ryzyka eksplozji populacji.

robimy oftopa stulecia? "Bastiat i Myrdal a sprawa kota piwnicznego"

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, Jajcenty napisał:

Jako mieszkaniec blokowiska, uważam koty za moich sprzymierzeńców. Trzymają faunę piwniczną i gołębie pod kontrolą - 

Mysie lobby w tym wątku, niechętne biologicznym metodą zwalczania plagi, ma alternatywę w postaci dodatkowych TON  toksyn wprowadzanych do środowiska w postaci trucizn deratyzacyjnych.

.

 

Ed. Napisał " metodą' zamiast " metodom" nieortografik jeden.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sterylizowany kot ma obniżone instynkty łowne.

PS. Pies nie musi zjadać, wystarczy, że zagryzie lub pogoni (przegoni z rewiru). Niemniej to i tak był abstrakcyjny argument.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, wilk napisał:

Sterylizowany kot ma obniżone instynkty łowne.

 

Zablefowałeś i pudło.

Zacytuję wypowiadającą się w necie doświadczoną "kocurzyce":

" jako właścicielka kotów od kilkudziesięciu lat :) wszystko zależy od indywidualnych potrzeb kota. Nieważne czy wykastrowany czy nie, albo lubi polować, albo woli jedzenie "domowe". Miałam koty rożnych ras, były wykastrowane i nie, i np. jeden kocur - pers, który nie był kastrowany, nigdy z życiu  nie upolował nic, w ogóle sie nie interesował ani myszką ani prac do. Natomiast jego synek - też pers, tylko, że wykastrowany polował od małego na wszystko co się rusza: myszki, ptaszki, jaszczurki...i żaden rodzic mu tego nie pokazał, bo mama też nie polowała. Teraz mam kotka, tzw. dachowego szaraczka, chowany od urodzenia w domu, wykastrowany w wieku 6-ciu miesięcy, w domu ma jedzenia pod dostatkiem, ale on i tak woli myszki, którymi, z wielkiej do nas miłości, również nas obdarza...czasami są serie po 2 - 3 w ciągu dnia, połozone pięknie na tarasie z odgryzioną głową - tzw. gotowe do spożycia :) Dlatego jeśli chodzi o fakt kastracji, to w oparciu o moje doświadczenie, nie ma żadnego znacznia. Jeśli kotek lubi polować, to będzie polować, a jeśli woli sobie poleżeć, to pewnie wybierze miseczkę z jedzeniem."

Od siebie dodam, że  pomyliłeś instynkt seksualny z łowieckim, który mieści się w mózgu, a nie w jądrach.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Potwierdzam opinię @3grosze
Z obserwacji 3 kotek, które miały kontakt ze szczurem klatkowym na moich oczach:
1. kotka zarówno przed jak i po sterylizacji uznała, że ze szczurem można się pobawić. Szczur był innego zdania, klatka też.
2. kotka przed sterylizacją uważała, że klatka nie istnieje, nawet jak była matką karmiącą. Poluje tylko na owady latające.
3. kotka po sterylizacji rozbiła się na klatce podczas próby polowania.

Szczur niedługo później padł z przyczyn naturalnych, więc więcej eksperymentów nie będzie... a właścicielka szczura teraz ma kota.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, wilk napisał:

PS. Pies nie musi zjadać, wystarczy, że zagryzie lub pogoni (przegoni z rewiru).

Psy ganiają za kotami zasadniczo dla zabawy. A jak przychodzi co do czego, to z kota wyłazi prawdziwy sukinkot, staje okoniem, walczy bezpardonowo nawet jeśli przegra to taki pies bardzo nabiera szacunku. A co do rewiru, to pewnie nie widziałeś tego. BTW zachowanie tego psa jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Jajcenty napisał:

 zachowanie tego psa jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.

 

 

A zachowanie kota kuriozalne. Można domniemywać, że to niekastrowany kocur, bo agresja ma jednak związek z jądrami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedyś zaatakowała mnie wypatroszona kotka brata jak sobie dokuczaliśmy, więc nie widzę nic dziwnego w zachowaniu tego kota. Zwyczajnie bronił członka stada.

Podobnie zachowuje się jedna z moich kotek jak ktoś zaczyna się za bardzo rządzić u mnie w domu i pojawiają się podejrzenia, że ktoś chce zająć moje miejsce, choć na szczęście zawsze kończy na straszeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, pogo napisał:

Kiedyś zaatakowała mnie wypatroszona kotka brata jak sobie dokuczaliśmy, więc nie widzę nic dziwnego w zachowaniu tego kota. Zwyczajnie bronił członka stada.

 

No właśnie kot domowy nie jest zwierzęciem stadnym. Czyżby wypadki takich zachowań świadczyły o postępującej socjalizacji tych zwierząt na wzór psa.? Bardzo możliwe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Koty domowe nie są aż takimi samotnikami za jakie uchodzą. Zwyczajnie ich stada są dość luźne. Nie przebywają ze sobą cały czas jak wilki, ale mają grupę osobników z którymi się "dogadują" i bardziej socjalizują... a grupa ta ma jakąś hierarchię.

Podobno jest to bardziej widoczne przy większym zagęszczeniu... a takie mamy w mieszkaniach, nawet jeśli to jest 1 kot i 1 człowiek to dzielą ze sobą mocno ograniczoną przestrzeń.

Edited by pogo

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, 3grosze napisał:

Zablefowałeś i pudło.

10 godzin temu, 3grosze napisał:

Od siebie dodam, że  pomyliłeś instynkt seksualny z łowieckim, który mieści się w mózgu, a nie w jądrach.

To nie był żaden blef. Jeden jest pośrednio powiązany z drugim. Tak jak i u każdego zwierzęcia. Kot wykastrowany ma obniżoną agresywność, a poprzez zmniejszoną seksualność nie występują u niego typowe dla kotów zachowania między innymi osobnikami typu kocie walki czy przede wszystkim brak poczucia terytorializmu. Ja rozumiem, że czasy nastały teraz takie, że np. do wojska można wysłać pacyfistę czy kogoś, kto na polu walki powoła się na klauzulę sumienia, ale tutaj mówimy o kotach, które mają dla zabawy przetrzebić populację gryzoni czy tam gołębi. Kot wysterylizowany jasne, że będzie polował za światełkiem lasera, ale w najbliższym otoczeniu. Nie odczuwa takich potrzeb bronienia terytorium i zwiedzania go, a tym samym polowania na większym dystansie. A przecież tu chodzi o kontrolę populacji gryzoni w całym mieście, a nie u kogoś w piwnicy.

7 godzin temu, Jajcenty napisał:

walczy bezpardonowo nawet jeśli przegra to taki pies bardzo nabiera szacunku

Ale ja nie miałem na myśli pudli i ratlerków. ;) Poza tym psy, w przeciwieństwie do kotów, potrafią współpracować w sforze. Przy takim podejściu z największego i najzajadlejszego kociego wojownika nic nie zostanie. Jasne kot może psa oślepić czy dotkliwie poranić, ale go nie zabije, pies nie ma z tym problemu. Poza tym psa wyszkolisz do polowań na koty, życzę powodzenia w szkoleniu kotów. :> Aczkolwiek to już podchodzi pod bezsensowne sprzeczki psy vs. koty. A chodziło tylko o kolejny szczebelek w hierarchii.

A co do filmiku, to nie ma co się zachwycać jednym. To mógł być znany kotu pies z sąsiedztwa, z którym już niejedną walkę odbył i pies przykro je wspomina lub z innymi kotami miał złe przygody i woli się wycofać (albo ten atak coś mu zrobił). Psa, który wpadł w szał możesz kopać po orzeszkach, a to jeszcze bardziej go napędza.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, wilk napisał:

Kot wysterylizowany jasne, że będzie polował za światełkiem lasera, ale w najbliższym otoczeniu. Nie odczuwa takich potrzeb bronienia terytorium i zwiedzania go, a tym samym polowania na większym dystansie.

A jaki ma związek łowność z wielkością terytorium?

Odp.Zasobnością łowiska, a nie z żyłką turystyczną czy okupacją terenu. Instynkt łowiecki to imperatyw: " może nie chce mi się, ale muszę" i wiązanie go z ogólną aktywnością kota jest pochopne.

6 godzin temu, wilk napisał:

Kot wykastrowany ma obniżoną agresywność, a poprzez zmniejszoną seksualność nie występują u niego typowe dla kotów zachowania między innymi osobnikami typu kocie walki (...)

 

A przez to ile wolnego czasu i energii na oddawaniu się ulubionemu hobby.

PS.Poświęciłem trochę czasu aby znaleźć jakieś źródła potwierdzające ten mit " obniżonej łowności", ale poszukiwania zakończyły się fiaskiem.:(

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, wilk napisał:

Ale ja nie miałem na myśli pudli i ratlerków. ;) Poza tym psy, w przeciwieństwie do kotów, potrafią współpracować w sforze. Przy takim podejściu z największego i najzajadlejszego kociego wojownika nic nie zostanie.

No to tu się zgadzamy. Pies musi być wyszkolony do walki i najlepiej żeby było ich dwa :) W warunkach miejskich rzadko spotykane. Z tego co widzę to  kotom  bardziej zagrażają samochody i choroby. Wolne koty nijak nie przypominają wypasionych błyszczących domowych. 

p.s. filmik zamieściłem bo nic w nim nie rozumiem. Kot z międzygatunkowym altruizmem? Pies atakujący dziecko bez powodu. Ale szacunek na dzielni kocisko wyraźnie ma :D

 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie brakuje też filmików w necie jak kot czy pies pogoni niedźwiedzia. Zwyczajnie zwierzę, które nie chce konfrontacji będzie uciekać gdy coś je zaatakuje. Trochę jak człowiek uciekający przed osą, choć przecież bez większego problemu można ją zabić, bo użądlenie, to przecież nic szczególnie groźnego zwykle.

Podobnie pies na tamtym filmiku. Coś go zaatakowało, nie zauważył co, więc wolał się oddalić.

Edited by pogo

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, 3grosze napisał:

A jaki ma związek łowność z wielkością terytorium?

Taki, że chcemy wypuścić czy utrzymywać (właściwie to Ty…) wystarczającą i niewielką liczbę kotów, a potem okaże się, że i tak wszystkie siedzą razem w jednym miejscu. Oczywiście możemy wypuścić ich setki, by ogarniały całe miasto swoją liczebnością, a nie zasięgiem wędrówek, ale wtedy będzie w mieście problem z kotami.

8 godzin temu, Jajcenty napisał:

Pies musi być wyszkolony do walki

A i nawet nie musi. Większość psów nie ma z tym szczególnie problemu (to tak jak i koty z polowaniem). Nie wspominając o rasach typowo myśliwskich typu wyżły czy terriery np. jagdteriery, które na koty są skrajnie skuteczne (zresztą ze szczurami też porządek by zrobiły). Szkolenie służyć może „wyjaśnieniu” psu, że jedynie o koty nam chodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@wilk

Dziki kot zjada 10 myszy/dobę, czyli rocznie ponad 3000. Potrafisz  bez obrzydzenia zwizualizować taką ich ilość wokół siebie? Potem przelicz ile trucizny trzeba wprowadzić do środowiska, aby nią zastąpić jednego kota. Jak nie chcesz liczyć, to zaproponuj inną biologiczną metodę deratyzacji!

Z kotami żyjemy w symbiozie ( stąd był mój apel o ich wspieranie) ale jak widzę, to nie jest wiedza powszechna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest dla mnie jakaś magia, ale ok. Nie wiem w jaki sposób chcesz odłowić i wysterylizować te wszystkie bezdomne kotki. Te koty to także źródło wielu odzwierzęcych chorób. Nie wiem jak chcesz je regularnie odławiać i szczepić. Deratyzacja i tak jest przecież przeprowadzana. Na myszy masz też pułapki mechaniczne czy całkiem skuteczne pułapki wodne. Po co "biologiczne" rozwiązanie? (swoją drogą może być także broń biologiczna) Nie widzę potrzeby tworzenia nowego problemu, z którym potem trzeba będzie walczyć. Jaka symbioza? Przecież nie chodzi o domowe koty, tylko "dachowce". Mówimy o problemie w mieście, a nie na wsi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to inaczej:

Podstawa prawna

Art. 4–5, art. 11 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 856).

Fragment interpretacji:

'Również spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa powinny przestrzegać ustawy o ochronie zwierząt – nie mogą zatem zabraniać dokarmiania i bytowania wolno żyjących kotów. Co więcej, powinny – zwłaszcza zimą – pomagać przetrwać im trudniejszy okres, udostępniając konkretne pomieszczenia, np. piwniczne, a przez cały rok włączać się w akcje sterylizacji i dbania o higienę miejsc, w których przebywają."

    A to komentarz prawny do interpretacji:

"Koty w mieście są integralnym składnikiem miejskiego ekosystemu i mają prawo do życia na wolności w wybranym przez siebie miejscu. Nie powinny być przeganiane ani płoszone. Wymagają tylko wsparcia człowieka, zwłaszcza w okresie zimowym."

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści coraz bardziej obawiają się zjawiska „odwrotnej zoonozy”, które może w przyszłości przynieść nam kolejne, bardzo niebezpieczne epidemie. Na razie epidemie zoonoz wśród ludzi zdarzają się rzadko, jednak już teraz widać, że jest to zjawisko coraz częstsze. „Odwrotna zoonoza” może spowodować u zwierząt epidemie chorób pochodzących od człowieka, ale choroby takie mogą powracać do ludzi.
      Coraz większa liczba ludności wywołuje dwa zjawiska groźne z interesującego nas tutaj epidemiologicznego punktu widzenia. Po pierwsze rośnie liczba zwierząt hodowlanych, które żyją w coraz większym zagęszczeniu. Po drugie, ludzie niszczą kolejne habitaty i wkraczają na kolejne tereny zajmowane przez dzikie zwierzęta. Oba czynniki zwiększają ryzyko wymiany patogenów pomiędzy ludźmi a zwierzętami.
      Obecnie naukowcy szacują, że około 60% ludzkich patogenów i 75% patogenów powodujących nowe niebezpieczne choroby pochodzi od zwierząt. Mimo to przypadki przejścia patogenu na ludzi są niezwykle rzadkie. Zdaniem specjalistów w naturze istnieje od 260 000 do ponad 1,6 miliona wirusów zwierzęcych. Jednak na ludzi przeszło zaledwie ponad 200 takich patogenów.
      Żeby wirus mógł przeskoczyć ze zwierzęcia na człowieka, a następnie być zdolnym do przeżycia, replikacji i infekcji, musi zostać spełnionych szereg warunków. Dlatego też przy dużej liczbie zwierzęcych wirusów, tak mało z nich spowodowało kiedykolwiek choroby u ludzi. Jednak sytuacja się zmienia. Intensywna hodowla zwierząt, zaburzenie równowagi ekologicznej i niszczenie habitatów zmieniło ten tak zwany interfejs człowiek-zwierzę. Z tego powodu ostatnich dekadach doświadczyliśmy epidemii różnych zoonoz: Eboli, świńskiej i ptasiej grypy oraz epidemii kilku koronawirusów.
      Mikroorganizmy nie „wędrują” jednak tylko w jedną stronę. Podczas najnowszej epidemii dowiedzieliśmy się o przypadkach zarażenia psów i kotów przez ludzi. Od człowieka zaraził się też tygrys i siedem innych dużych kotów w Bronx Zoo. Z kolei analizy genetyczne wykazały, że podczas epidemii SARS z lat 2002–2003 doszło do licznych zarażeń małych mięsożernych zwierząt przez ludzi. Warto też przypomnieć, że w 2009 roku podczas epidemii ptasiej grypy aż 21 krajów poinformowało o zarażaniu się  zwierząt od ludzi. Zjawisko takie nie jest całkiem nowe. Od lat 80. ubiegłego roku naukowcy informują, że od ludzi zarażają się zwierzęta domowe, hodowlane oraz dzikie. To przenoszone przez ludzi choroby stały się jednym z czynników, przez który goryle górskie z Ugandy znalazły się na skraju zagłady.
      Takie „odwrotne zoonozy” mogą być śmiertelnie groźne dla zwierząt. Ale eksperci martwią się, że mogą one stanowić też poważne zagrożenie dla ludzi.
      Nowe wirusy i ich szczepy pojawiają się zwykle w wyniku mutacji lub wymiany materiału genetycznego w wirusem, który w tym samym czasie zaraził tego samego gospodarza. I to ten drugi proces – w przypadku wirusów grypy jest to skok antygenowy, w przypadku koronawirusów jest to rekombinacja genetyczna – powoduje, że patogeny przechodzące z człowieka na zwierzęta są tak niebezpieczne. Jak zauważa Casey Barton Behravesh, dyrektor w CDC National Center for Emerging and Zoonotic Infectious Diseases, za każdym razem gdy wirusy mogą się mieszać z innymi, mogą powodować poważne choroby, szczególnie, gdy mogą przeskakiwać pomiędzy ludźmi a zwierzętami.
      Jednym z najlepszych „naczyń” do takiego mieszania się wirusów są jedne z najbardziej rozpowszechnionych zwierząt hodowlanych – świnie. W roku 2009 wirus H1N1 zabił od 150 do 575 tysięcy ludzi w ciągu roku. Wirus ten zawiera segmenty genetyczne pochodzące od ludzi, ptaków, świń z Ameryki Północnej oraz świń z Eurazji. W ostatnich latach zidentyfikowano wiele ludzkich wirusów, które krążą wśród świń. Wiemy o ptasich wirusach, które zarażają świnie. Do tego mamy dziesiątki, jeśli nie setki ludzkich wirusów, które pochodzą od ludzi. Skład genetyczny wirusów świńskiej grypy pochodzi więc większości od ludzi, mówi Martha Nelson z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia.
      Wiemy, że od roku 2011 wirusy świńskiej grypy pochodzące od wirusów ludzkiej grypy zaraziły ponad 450 osób w samych tylko USA. Do większości infekcji doszło na targach rolniczych. Szczegółowe badania tych wirusów wykazały, że w bardzo ograniczonym stopniu są one w stanie przenosić się między ludźmi. Jenak im większa różnorodność genetyczna wirusów u gospodarza, w tym przypadku u świń, tym większe ryzyko pojawienia się wirusa, który będzie w stanie przenosić się między ludźmi. To jak gra w rosyjską ruletkę. Wiemy, że te wirusy, które przeszły ze świń, są w stanie infekować ludzi. Jest tylko kwestią czasu pojawienie się szczepu zdolnego do transmisji pomiędzy ludźmi, dodaje Nelson.
      Mamy tutaj więc kilka poważnych czynników ryzyka. Świnie są świetnym naczyniem do mieszania się wirusów, wiemy, że ludzie zarażają je wirusami i wiemy, że następnie wirusy, po zmianach genetycznych, zarażają ludzi. Jeśli do tego dodamy fakt, że obecnie hoduje się na świecie niemal 700 milionów świń, a zwierzęta te są przemieszczane pomiędzy regionami i kontynentami, mają częsty kontakt z ludźmi i wieloma innymi świniami, to musimy przyznać, że istnieje tutaj wiele okazji do pojawienia się szczepu wirusa, który nie tylko zarazi ludzi, ale również będzie też przenosił się między nimi.
      Na razie jednak nie wiemy, na ile duże jest realne ryzyko wybuchu epidemii w wyniku „odwrotnej zoonozy”. Dotychczas większość nowych zoonoz pojawia się w wyniku kontaktu ludzi z dzikimi zwierzętami. Jednak interakcja pomiędzy ludźmi i zwierzętami jest niezwykle złożona.
      Jak dotychczas nie wydaje się, by „odwrotna zoonoza” miała miejsce podczas COVID-19. Wiemy o nielicznych przypadkach zwierząt, które zaraziły się od ludzi. Być może, chociaż nie jest to pewne, koty żyjące blisko siebie mogą przekazywać sobie nowego koronawirua. Jednak nie ma dotychczas żadnych dowodów, by zarażony nowym koronawirusem kot mógł przekazać go człowiekowi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Bakteria Stenotrophomonas maltophilia naturalnie występuje w ekosystemie w otoczeniu człowieka. Do niedawna była uważana za nie sprawiającą większych problemów. Teraz okazuje się, że jest to coraz bardziej rozpowszechniony wieloantybiotykooporny patogen powodujący ciężkie infekcje układu oddechowego. S. maltophilia stała się, obok gronkowca złocistego czy E. coli, jednym z najgroźniejszych patogenów powodujących zakażenia szpitalne.
      Bakteria ta jest szczególnie niebezpieczna dla pacjentów z osłabionym układem odpornościowym lub leczonym z powodu stanu zapalnego układu oddechowego. Może ona zaatakować każdy organ, jednak najczęściej dochodzi do infekcji układu oddechowego, bakteremii oraz infekcji wywołanych przez użycie cewnika.
      Jako, że to stosunkowo nowe, bardzo poważne i coraz bardziej rozpowszechnione zagrożenie, konieczne jest lepsze zrozumie wirulencji tego patogenu oraz jego lokalnej i globalnej transmisji.
      Międzynarodowa grupa naukowa pracująca pod nadzorem niemieckiego Centrum Badawczego w Borstel (Forschungszentrum Borstel – Leibniz Lungenzentrum), przeprowadziła pierwsze badania światowego drzewa filogenetycznego S. maltophilia. Naukowcy z ośmiu krajów odkryli, że w 22 krajach istnieją 23 linie S. maltophilia o różnym stopniu rozpowszechnienia, z których większość zawiera szczepy o każdym możliwym stopniu wirulencji. Jedna z tych linii jest obecna na całym świecie i zawiera największą liczbą szczepów infekujących ludzi. Chodzi tutaj o linię Sm6. Stwierdzono w niej istnienie kluczowych genów zwiększających wirulencję i odporność na działanie antybiotyków. To sugeruje, że specyficzna konfiguracja genetyczna może ułatwiać rozpowszechnianie się różnych podtypów S. maltophilia w środowisku szpitalnym, mówi główny autor badań, Matthias Gröschel.
      Analiza sposobu przenoszenia się bakterii ujawniła, że w szpitalach na przestrzeni zaledwie dni i tygodni mogą rozpowszechniać się blisko spokrewnione szczepy.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Nature Communications.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Koronawirus zmutował i obecnie mamy do czynienia z nową, bardziej zaraźliwą i niebezpieczną odmianą, twierdzą naukowcy z Los Alamos National Laboratory (LANL). Pojawiła się ona w Europie na początku lutego. Stamtąd zaczęła się rozprzestrzeniać i pod koniec marca dominowała na całym świecie. Naukowcy ostrzegają, że jeśli epidemia SARS-CoV-2 nie wygaśnie w sezonie letnim, jak ma to miejsce w przypadku grypy sezonowej, może nadal mutować, co znakomicie może utrudnić opracowanie szczepionki.
      To złe wiadomości, mówi główna autorka badań, Bette Korber. Nie powinno nas to jednak zniechęcać. Nasz zespół z LANL udokumentował te mutacja, a było to możliwe dzięki ogólnoświatowemu wysiłkowi naukowców, którzy natychmiast udostępniają genom lokalnie występującego wirusa.
      Przypomnijmy, że na początku marca chińscy naukowcy informowali o zidentyfikowaniu dwóch typów koronawirusa SARS-CoV-2, z których bardziej agresywny powodował 70% infekcji, a starszy i mniej agresywny – 30%. Typ bardziej agresywny miał być też bardziej rozpowszechniony w Wuhan na wczesnych etapach epidemii.
      Teraz naukowcy z Los Alamos, we współpracy z uczonymi z Duke University i brytyjskiego University of Sheffield przeanalizowali tysiące genomów SARS-CoV-2 zebranych przez Global Initiative for Sharing All Influenza Database (GISAID).
      Analizą zajął się zespół, który dotychczas zajmował się tworzeniem bazy danych nt. wirusa HIV. Od dwóch miesięcy specjaliści ci rozwijają narzędzia do śledzenia i analizy SARS-CoV-2 w czasie rzeczywistym. Bo bazy GISAID trafiają obecnie setki genomów koronawirusa dziennie, a eksperci z Los Alamos na bieżąco je analizują.
      Dotychczas zidentyfikowano mutacje w 14 miejscach proteiny S, za pomocą której wirus przyłącza się do komórek. Najbardziej niepokojące są dwie z nich. Są too mutacja D614G, czyli zmiana nukleotydów G na A w pozycji 23403 w szczepie referencyjnym z Wuhan. Z nieznanych obecnie przyczyn wiąże się ona z większą zaraźliwością wirusa. Naukowców martwi też mutacja S943P. Co prawda występuje ona wyłącznie na terenie Belgii, ale wiele wskazuje na to, że jest ona skutkiem rekombinacji. Ten proces wymaga zaś jednoczesnej infekcji organizmu gospodarza dwoma odmiennymi szczepami wirusa.
      Cała praca, wraz ze szczegółowym opisem wszystkich mutacji, została opublikowana w biorxiv [PDF].

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nowe badania nad HIV ujawniły istnienie obiecującego celu dla leków zwalczających patogen. Z artykułu opublikowanego na łamach Science dowiadujemy się, że informacja genetyczna wirusa może być odczytywana przez komórkę na dwa różne sposoby. W wyniku tego komórka tworzy dwa rodzaje RNA, a naukowcy wiedzą, co odpowiada za utrzymanie równowagi między nimi.
      Odkrycia dokonano w laboratorium profesora Michaela Summersa z University of Maryland, który od dziesięcioleci bada wirusa HIV.
      To funkcjonalne zróżnicowanie jest zasadniczym elementem dla możliwości replikacji wirusa. Wirus musi utrzymać równowagę pomiędzy tymi dwiema formami RNA, mówi główny autor badań, doktor Joshua Brown. Od dziesięcioleci naukowcy wiedzieli o istnieniu tych dwóch różnych form strukturalnych RNA wirusa HIV. Nie było jednak wiadomo, co odpowiada za utrzymanie między nimi równowagi.  Nasze odkrycie, wskazujące że czynnikiem odpowiedzialnym jest pojedynczy nukleotyd, ma olbrzymie znaczenie dla naszego zrozumienia działania wirusa.
      Naukowiec stwierdza, że możemy sobie teraz wyobrazić opracowanie leku, który zmienia informację genetyczną wirusa w jednym specyficznym miejscu i zmienia ją tak, że dochodzi do produkcji tylko jednego rodzaju RNA, co – teoretycznie – powinno zapobiec rozprzestrzenianiu się infekcji.
      Testujemy obecnie różnie molekuły, które mogłyby zaburzać równowagę pomiędzy obiema formami RNA i potencjalnie byłyby użyteczne w terapii HIV, dodaje inny z autorów badań, Issac Chaudry.
      Dzięki badaniom naukowym w ciągu ostatnich dziesięcioleci AIDS ze śmiertelnej choroby stało się chorobą chroniczną. Można ją kontrolować. Wymaga to jednak przyjmowania leków przez całe życie. Co gorsza, jako, że wirus HIV ulega bardzo szybkim mutacjom, pacjenci najczęściej przyjmują wiele leków jednocześnie. Gdyby bowiem przyjmowali jeden, szybko mogłoby się okazać, że wirus zdołał się uodpornić na jego działanie. Przyjmowanie koktajlu leków jest uciążliwe, wymaga ciągłego nadzoru, nie jest obojętne dla organizmu i jest obarczone dodatkowym ryzykiem w przypadku osób cierpiących na inne schorzenia.
      Nowe badania niosą ze sobą nową nadzieję, gdyż obszar informacji genetycznej wirusa, na którym skupili się naukowcy, zmienia się znacznie wolniej niż inne jej miejsca. Zatem jest większa szansa, że lek, który atakuje to miejsce wirusowego RNA będzie działał dłużej. Co więcej, niewykluczone, że wystarczy ten jeden lek. Jeśli bierzesz na cel region, który nie ulega zmianom, możesz potencjalnie korzystać z jednego tylko leku. To zaś może oznaczać mniej skutków ubocznych oraz być lepszym rozwiązaniem dla osób z różnymi innymi schorzeniami, wyjaśnia Aishwarya Iyer.
      Za każdym razem, gdy opracowywany jest nowy lek zwalczających HIV, znacząco rosną szanse, że jest to lek, który będzie świetnym rozwiązaniem dla kolejnej grupy pacjentów. Ponadto wyniki badań nad HIV niejednokrotnie przekładają się na inne badania. Niektóre z takich badań położyło podwaliny pod nasze obecne rozumienie koronawirusów, mówi Hannah Carter. Wszystko, czego dowiadujemy się o HIV ma znaczenie dla całej wirologii.
      To jednak nie wszystko. Fakt, że różnica w pojedynczym nukleotydzie może zmieniać strukturę i funkcjonowanie RNA składającego się z tysięcy nukleotydów, otwiera całkiem nowe pole badawcze w biologii komórek. Możliwe przecież, że i u ssaków istnieją geny, które działają w podobny sposób i cały mechanizm nad którym obecnie pracujemy może mieć znaczenie dla badań nad ludzkimi genami, dodaje Chaudry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osoby, które zachorowały na COVID-19 mogą zarażać nawet przez 8 dni po ustąpieniu objawów choroby. Takie wnioski płyną z badań opublikowanych przez chińskich lekarzy na łamach American Journal of Respiratory and Critical Care Medicine. Dowiadujemy się z nich, że 8 z 16 leczonych pacjentów rozprzestrzeniało wirusa nawet wówczas, gdy wydawało się, że są zdrowi.
      Chińczycy szczegółowo opisali 16 pacjentów, którzy pomiędzy 28 stycznia a 9 lutego zostali zwolnieni z Głównego Szpitala Wojskowego w Pekinie. Wszyscy pacjenci byli zarażeni koronawirusem SARS-CoV-2 i rozwinęła się u nich COVID-19 o średnio poważnym przebiegu. Choroba została potwierdzona zarówno testami PCR jak i za pomocą obrazowania płuc. Pacjentów leczono w różny sposób. Tylko jeden z nich wymagał w pewnym momencie sztucznej wentylacji. Każdy z pacjentów został zwolniony do domu po tym, jak dwa testy PCR, wykonane dzień po dniu, wykazały brak wirusa.
      W trakcie leczenia zbierano szczegółowe dane na temat stanu zdrowia pacjentów. Dzięki temu wiemy, że mediana występowania objawów wynosiła 8 dni. Jednak, co najważniejsze, okazało się, że u połowy pacjentów wirus był obecny nawet po ustąpieniu objawów choroby. Takie osoby mogły zarażać innych przez od 1 do nawet 8 dni od zniknięcia objawów (mediana 2,5 dnia).
      Chińczycy zauważają, że niektórzy z pacjentów mieli choroby współistniejące, takie jak cukrzyca i gruźlica, ale przebieg ich choroby nie różnił się od reszty. Chorzy byli w wieku od 3 do 68 lat, a mediana ich wieku wynosiła 35,5 roku.
      Ja czytamy w opublikowanym artykule, obecna pandemia COVID-19 jest trzecią i najbardziej śmiertelną epidemią koronawirusową w XXI wieku. Liczba zarażonych i zmarłych w krótkim czasie przekroczyła liczbę ofiar MERS i SARS łącznie. Chociaż w przypadku COVID-19 śmiertelność wydaje się niższa i głównie dotyczy ona starszych osób ze współistniejącymi chorobami, to obecna choroba jest bardziej zaraźliwa. Jej zdolność do rozprzestrzeniania się może wynikać z faktu, że rozsiewają ją też pacjenci bezobjawowi. Pojawiają się doniesienia o osobach, które pozornie wyzdrowiały, ale nadal zarażały innych. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić, jak długo pacjent, u którego objawy kliniczne ustąpiły, może rozsiewać wirusa.
      Autorzy najnowszych badań przypominają, że uzyskane przez nich wyniki są podobne do wyników innych badań, w których opisano pacjentów, z których wszyscy przeżyli. Z kolei w jeszcze innych badaniach, gdzie odsetek zgonów pacjentów wyniósł powyżej 40%, osoby po ustąpieniu objawów klinicznych mogły zarażać jeszcze przez 20 dni.
      Z powyższych badań jasno wynika, że osoby, które trafiły do szpitala z powodu COVID-19, mogą być z niego wypuszczone dopiero po dwukrotnym negatywnym wyniku testu PCR. Z kolei osoby, które infekcję przechodzą łagodnie i pozostają w domach, muszą pozostawać w izolacji jeszcze przez jakiś czas po ustąpieniu objawów. Mogą bowiem jeszcze przez wiele dni zarażać innych.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...