Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Podróż na Marsa grozi utratą wzroku

Recommended Posts

Lot na Marsa może być niebezpieczny dla zdrowia astronautów. Amerykańska Akademia Oftalmologii ostrzega, że długotrwały pobyt w przestrzeni kosmicznej może skończyć się utratą wzroku.

Z badań opublikowanych na łamach pisma Opthalmology dowiadujemy się, że 60% astronautów, którzy brali udział w długotrwałych misjach - trwających około 6 miesięcy - miało później problemy ze wzrokiem. Podobne kłopoty spotkały 27% astronautów, którzy przebywali w przestrzeni kosmicznej krótko. U niektórych problemy utrzymywały się przez wiele lat, u innych wzrok szybko powracał do normy.

Na potrzeby raportu szczegółowo zbadano 7 astronautów i przeprowadzono wywiady z 300 kolejnymi.

NASA już zwróciła uwagę na pogorszenie się widzenia w kosmosie i na Międzynarodową Stację Kosmiczną wysłano dziesiątki par okularów.

Naukowcy uważają, że przyczyną kłopotów ze wzrokiem jest najprawdopodobniej brak grawitacji. Przyczynia się on też do innych objawów znanych pod nazwą Syndromu adaptacji do przestrzeni kosmicznej (Space Adaptation Syndrome), takich jak wymioty, nudności i utrata orientacji w przestrzeni. Przyczyną tych objawów jest przemieszczanie się płynów ustrojowych, przede wszystkim płynu mózgowo-rdzeniowego, który wędruje w stronę głowy i wywiera ucisk na mózg i oczy.

Załogowa misja na Marsa może potrwać trzy lata, co stwarza poważne niebezpieczeństwo utraty wzroku przez astronautów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biorąc pod uwagę jak niszczący dla zdrowia jest długotrwały brak ciążenia wypadałoby zdecydować się na jakąs odmianę latającej wirówki zanim opanujemy wytwarzanie grawitacji z ZPMów

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem w tym, ze stosunkowo mały pojazd kosmiczny sprawia, że taka wirówka również miałaby niewielką średnicę... może się okazać, że różnica siły odśrodkowej między głową a nogami jest kilkukrotna...

Na głowę działa 0.3g a na nogi 1,7g... średnio człowiek waży tyle co na Ziemi, ale problem nie jest rozwiązany, bo płyny nadal mogą się nadmiernie zbierać w czaszce. Tak mi się przynajmniej wydaje...

 

Zmiany "ciążenia" też by się średnio odbijały na samopoczuciu i zdolności do pracy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niekoniecznie, wystarczy zbudować długi wysięgnik, na jego końcach moduły o równoważnej masie, w jego środku tunel do przemieszczania się z jednej strony na drugą w razie potrzeby i takie coś może się obracać na promieniu nawet 100 metrów, a siła G powinna być bardzo wyrównana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niekoniecznie, wystarczy zbudować długi wysięgnik, na jego końcach moduły o równoważnej masie, w jego środku tunel do przemieszczania się z jednej strony na drugą w razie potrzeby i takie coś może się obracać na promieniu nawet 100 metrów, a siła G powinna być bardzo wyrównana.

100 metrów ? musiałbyś całą bazę ISS wystrzelić na Marsa, inaczej astronauci musieliby bardzo dużo spacerować w kosmosie. Rozwiązanie na obecny stan wiedzy nierealne, mała wirówka - jest bardziej realna, ale praktyczna tylko jeśli będziemy się czołgać ;-)

Ogólnie to misja na Marsa to strasznie kosmicznie niepraktyczny pomysł - NA szczęście to nie tak że te pieniądze się marnują, NASA wydaje je na nowe technologie i pomysły. Na dziś czy nawet na 2020 rok (o ile nie zdarzy się jakiś przełom technologiczny) wcielenie pomysłu załogowego lotu na Marsa jest bezsensowne i zmarnotrawiłoby tylko kasę i prawdopodobnie ludzkie życie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
NA szczęście to nie tak że te pieniądze się marnują, NASA wydaje je na nowe technologie i pomysły.

bla, bla, bla, urzędnicza propaganda... równie dobrze możemy posadzić małpę przed komputerem i liczyć, że prędzej czy później, siłą statystyki, uda się wklepać kod rozwiązujący problemy ludzkości.

 

Jeśli mamy do rozwiązania problem, to skupmy się na nim, nie rozwiązujmy go przy okazji osiągania nikomu do niczego niepotrzebnego celu!

Share this post


Link to post
Share on other sites

  USA za Nixona (choć hasło rzucił Kennedy), kiedy rodził się program Apollo, była w stałym trendzie wzrostu gospodarczego, a  przegrywała z Rosjanami w wyścigu kosmicznym.

    Lądowanie na Księżycu podbudowało ego narodu (niebagatelne znaczenie) i pozostawiło w spadku takie spektakularne wynalazki jak pieluszki jednorazowe, dżojstik, poduszkę z pamięcią kształtu, czujnik dymu itp.

    Nie sądzę aby teraz, po ostatnich kryzysach, pomysł lotu na Marsa znalazł budżet i społeczne przyzwolenie.

  Ale skoro doszły problemy okulistyczne, w trosce o marsonautów, Obama będzie mógł dyplomatycznie wycofać się ze swojej obiecanki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nadzieję w tej sprawie dają badania prowadzone nad nowymi rodzajami napędów jonowych a raczej nowymi źródłami ich zasilania - czyli energią jądrową (program Prometeusz) i energią z antymaterii. Dzięki temu podróż na marsa znacznie się skróci i nie będzie potrzeba czekania na okna startowe czy latanie okrężną trasą w celu wykonania asysty grawitacyjnej... co do podróży między gwiezdnych to chyba trzeba będzie wykombinować sztuczną grawitację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raczej: bardziej intensywnie przyśpieszać, bo ciążenie zależy od przyśpieszenia, a nie od prędkości.

No właśnie, trzeba lecieć ze stałym przyspieszeniem 1G do mniej więcej połowy drogi a potem zrobić rewers i wyhamowywać czyli lecieć ze stałym opóźnianiem 1G aż do celu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No właśnie, trzeba lecieć ze stałym przyspieszeniem 1G do mniej więcej połowy drogi a potem zrobić rewers i wyhamowywać czyli lecieć ze stałym opóźnianiem 1G aż do celu :)

 

Oczywiście. Trzeba mieć jeszcze na to paliwo oraz paliwo na wyniesienie paliwa, itd. Problem znany już Ciołkowskiemu sto lat temu. Dopóki nie skonstruujemy efektywnego napędu pozostaje nam wirówka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem tkwi w tym, że NASA chce zbudować dom od dachu. Niech zlecą, albo zajmą się stworzeniem sztucznej grawitacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ludzie od dawna marzą o terraformowaniu Marsa. Już w 1971 roku Carl Sagan zaproponował roztopienie lodu biegunie północnym Marsa i wytworzenie w ten sposób atmosfery. To zainspirowało do badań innych naukowców, którzy musieli odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy na Marsie istnieje wystarczająco dużo wody i gazów cieplarnianych, by możliwe było zwiększenie ciśnienia i temperatury na całej planecie. W 2018 roku nadeszło olbrzymie rozczarowanie. Finansowane przez NASA badania wykazały, że wszystkie zasoby Marsa wystarczyłyby do zwiększenia ciśnienia atmosferycznego zaledwie do poziomu 7% ciśnienia na Ziemi. Wydaje się więc, że terraformowanie całego Marsa jest nierealne.
      Teraz naukowcy z Harvard University, Jet Propulsion Laboratory oraz University of Edinburgh wpadli na pomysł, by nie działać na skalę całej planety, a regionalnie.
      W Nature Astronomy opublikowali artykuł, w którym dowodzą, że możliwe jest stworzenie na Marsie warunków sprzyjających życiu. Ich zdaniem należy wykorzystać aerożel krzemionkowy by wywołać efekt cieplarniany podobny do ziemskiego. Modele komputerowe i eksperymenty wykazały, że wystarczy nakryć niektóre obszary planety warstwą aerożelu grubości 2–3 centymetrów, by zablokować szkodliwe promieniowanie ultrafioletowe, na stałe podnieść temperaturę powyżej 0 stopni i przepuścić na tyle widzialnego światła, by rośliny mogły prowadzić fotosyntezę. I to wszystko bez potrzeby używania dodatkowego źródła ciepła.
      Regionalne podejście do uczynienia Marsa nadającym się do zamieszkania jest znacznie łatwiej osiągalne niż globalna modyfikacja jego atmosfery, mówi profesor Robin Wordsworth z Harvarda. W przeciwieństwie do wcześniejszych tego typu pomysłów, tutaj mamy projekt, który można stopniowo testować i rozwijać za pomocą technologii i materiałów, które już teraz posiadamy, dodaje.
      Mars to, poza Ziemią, najbardziej przyjazna życiu planeta Układu Słonecznego. Jednak pozostaje nieprzyjazny dla wielu form życia. System tworzenia niewielkich zamieszkałych wysp pozwoliłby na przekształcanie Marsa w kontrolowalny, skalowalny sposób, wyjaśnia Laura Kerber z Jet Propulsion Laboratory.
      Naukowcy przyznają, że ich pomysł opiera się na zjawisku, które już zaobserwowano na Marsie. W przeciwieństwie do czap lodowych na ziemskich biegunach pokrywy lodowe występujące na Marsie to połączenie wody i zamarzniętego CO2. Dwutlenek węgla, jak wiemy, przepuszcza promienie słoneczne i zatrzymuje ciepło. Latem zjawisko to powoduje, że pod pokrywą lodową marsjańskich biegunów tworzą się kieszenie, w których występuje efekt cieplarniany.
      Zaczęliśmy myśleć o tym efekcie cieplarnianym wywoływanym przez zamarznięty dwutlenek węgla i o tym, jak można by go wykorzystać do stworzenia warunków dla istnienia życia na Marsie. Zastanawialiśmy się, czy istnieje materiał, który charakteryzuje się minimalnym przewodnictwem cieplnym, ale przepuszcza dużo światła, wspomina Wordsworth. Wybór naukowców padł na krzemionkowy aerożel, jeden z najdoskonalszych izolatorów stworzonych przez człowieka.
      Aerożele krzemionkowe są w 97% porowate, dzięki czemu światło łatwo się przez nie przedostaje, jednak nanowarstwy ditlenku krzemu zatrzymują promieniowanie podczerwone, znacząco utrudniając przewodnictwo cieplne.
      Aerożel krzemionkowy to obiecujący materiał, gdyż działa pasywnie. Nie wymaga dostarczania energii, nie posiada ruchomych części, które trzeba by konserwować i naprawiać, przez długi czas utrzymuje ciepło, przypomina Kerber.
      Modele komputerowe i eksperymenty wykazały, że jeśli takim aerożelem pokryjemy jakiś obszar znajdujący się na marsjańskich średnich szerokościach geograficznych, to temperatury na tym obszarze wzrosną niemal do poziomu ziemskiego. Wystarczy pokryć odpowiednio duży obszar, a nie będzie potrzeba żadnej innej technologii czy zjawiska fizycznego. Po prostu wystarczy warstwa tego materiału, by utrzymać wodę w stanie ciekłym, wyjaśnia Wordsworth.
      Krzemionkowy aerożel mógłby więc zostać wykorzystany do budowy pomieszczeń mieszkalnych, a nawet samodzielnej biosfery na Marsie.
      Naukowcy mają teraz zamiar przetestować swoje koncepcje na tych obszarach Ziemi, które przypominają Marsa. Mają tutaj do wyboru suche doliny Antarktyki i Chile.
      Profesor Wordsorth przypomina, że gdy zaczniemy poważną dyskusję na temat uczynienia Marsa nadającym się do zamieszkania, będziemy musieli rozważyć też kwestie filozoficzne czy etyczne, dotyczące np. ochrony planety. Jeśli mamy zamiar zaszczepić życie na Marsie, to musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy już tam nie ma życia. A jeśli jest, to jak to pogodzić. Nie unikniemy takich pytań, jeśli chcemy, by ludzie mieszkali na Marsie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wysłanie człowieka na Marsa wymaga rozwiązania całego szeregu problemów technicznych, a jednym z nich jest samo lądowanie na Czerwonej Planecie. Dotychczas najcięższym obiektem, jaki udało się na niej posadowić jest ważący 1 tonę łazik Curiosity. Tymczasem wysłanie bardziej złożonej misji automatycznej czy w końcu ludzi, będzie wymagało przeprowadzenia miękkiego lądowania obiektu o masie od 5 do 20 ton.
      Christopher G. Lorenz i Zachary R. Putnam są autorami zamówionego przez NASA studium pt. „Entry Trajectory Options for High Ballistic Coefficient Vehicles at Mars”, które opublikowano w Journal of Spacecraft and Rockets.
      Zwykle lądujący obiekt wchodzi w atmosferę Marsa z prędkością około 30 Mach, szybko zwalnia, rozwija spadochrony, a na końcu ląduje za pomocą silników lub poduszek powietrznych. Niestety spadochrony nie skalują się dobrze wraz z rosnącą masą obiektu. Nowy pomysł polega na rezygnacji ze spadochronu i wykorzystaniu większych silników rakietowych, mówi profesor Zach Putnam z University of Illinois at Urbana-Champaign.
      Zaproponowana metoda zakłada, że gdy lądujący obiekt spowolni do prędkości Mach 3 zostaną uruchomione silniki hamujące o ciągu wstecznym, które na tyle go spowolnią, iż będzie mógł bezpiecznie wylądować. Problem jednak w tym, że manewr ten będzie wymagał dużej ilości paliwa. Paliwo to zwiększa masę misji, co z kolei czyni ją znacznie droższą, nie mówiąc już o tym, że to dodatkowe paliwo trzeba wynieść z powierzchni Ziemi, zużywając przy tym jeszcze więcej paliwa. Obecnie nie istnieje system rakietowy zdolny do wyniesienia takiej masy. Ponadto, co równie ważne, każdy kilogram paliwa oznacza kilogram mniej innego ładunku: ludzi, instrumentów naukowych, zaopatrzenia itp. itd.
      Gdy pojazd porusza się z prędkością ponaddźwiękową to jeszcze przed uruchomieniem silników tworzy się siła nośna, którą możemy wykorzystać do sterowania. Jeśli przesuniemy środek ciężkości pojazdu tak, by był on bardziej obciążony z jednej strony, poleci on pod innym kątem. Mamy pewną możliwość kontroli podczas wejścia w atmosferę, obniżania lotu i lądowania. Przy prędkości ponaddźwiękowej możemy użyć siły nośnej do sterowania. Po uruchomieniu silników możemy ich użyć do bardzo precyzyjnego lądowania. Mamy więc do wyboru, albo spalić więcej paliwa, by wylądować z jak największą precyzją, albo nie przejmować się precyzją, oszczędzić paliwo i wysłać tam jak najcięższy pojazd, albo też znaleźć złoty środek pomiędzy tymi rozwiązaniami, wyjaśnia Putnam.
      Zatem główne pytanie brzmi, jeśli wiemy, że będziemy uruchamiać silniki hamujące przy, powiedzmy, Mach 3, to jak powinniśmy sterować pojazdem by zużyć jak najmniej paliwa a zmaksymalizować masę ładunku. Wysokość, na jakiej uruchomimy silniki hamujące jest niezwykle ważna w celu maksymalizacji masy ładunku, jaką możemy wysłać. Ale również ważny jest kąt wektora prędkości pojazdu względem horyzontu, innymi słowy, jak ostro pojazd będzie nurkował, dodaje uczony.
      Putnam i Lorenz przeprowadzili wyliczenia, które dały odpowiedź na pytanie o sposób najlepszego użycia siły nośnej i optymalne techniki kontroli przy maksymalnej masie pojazdu w zależności od konfiguracji pojazdu, warunków atmosferycznych oraz szerokości geograficznej na jakiej będzie on lądował.
      Okazuje się, że najlepszym rozwiązaniem jest wejście w atmosferę tak, by wektor siły nośnej był skierowany w dół. Potem, w odpowiednim momencie, opierając się na czasie lub prędkości, należy podnieść wektor siły nośnej tak, by wyciągnąć pojazd z lotu nurkowego i żeby leciał on równolegle do planety na niskiej wysokości. Dzięki temu pojazd spędzi więcej czasu tam, gdzie atmosfera jest gęstsza, więc dodatkowo wyhamuje, dzięki czemu zaoszczędzimy paliwo potrzebne silnikom do lądowania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Misja InSight wylądowała na Marsie. Po siedmiomiesięcznej podróży i przebyciu 458 milionów kilometrów sonda dotknęła powierzchni Czerwonej Planety w pobliżu równika, w zachodniej części pola lawowego Elysium Planitia.
      Dzisiaj, po raz ósmy w historii człowieka, przeprowadziliśmy udane lądowanie na Marsie. InSight będzie badał wnętrze Marsa i dostarczy nam wartościowych informacji, które wykorzystamy podczas wysłania człowieka na Księżyc i dalej na Marsa. Osiągnięcie to jest przykładem pomysłowości Amerykanów i naszych międzynarodowych partnerów, powiedział administrator NASA Jim Bridenstine.
      Sygnał o udanym lądowaniu został przesłany do Jet Propulsion Laboratory za pośrednictwem dwóch eksperymentalnych pojazdów Mars Cube One (MarCO). To urządzenia typu CubeSat, które zostały wystrzelone za pomocą tej samej rakiety do InSight i podążały za nią na Marsa. To jednocześnie pierwsze CubeSaty wysłane w głębsze regiony przestrzeni kosmicznej.
      Kilka godzin po lądowaniu InSight przysłał wiadomość, że rozłożył panele słoneczne i ładuje swoje baterie. Dane te trafiły na Ziemię za pośrednictwem orbitera Mars Odyssey, który od lat okrąża Czerwoną Planetę.
      Zespół misji InSight może nieco odetchnąć po informacji, że panele słoneczne zostały rozłożone. To był długi dzień. Ale jutro rozpoczyna się nowy ekscytujący rozdział w historii misji: początek operacji na powierzchni i etap rozkładania instrumentów naukowych.
      Każdy z paneli InSight ma 2,2 metra szerokości. Podczas bezchmurnego dnia dostarczą urządzeniu 600–700 watów. Nawet jeśli panele zostaną pokryte kurzem, a na Marsie będzie się to często zdarzało, powinny one dostarczać co najmniej 200 watów.
      Miną 2–3 miesiące, zanim InSight rozłoży i przetestuje wszystkie swoje instrumenty naukowe i zacznie przesyłać z nich dane.
      Tymczasem CubeSaty MarCO wypełniły swoją misję i dowiodły, że tego typu urządzenia mogą pracować nie tylko na orbicie Ziemi. To niezwykle ważna wiadomość dla przyszłych misji eksplorujących dalsze obszary Układu Słonecznego. Oznacza to bowiem, że stosunkowo niewielkim kosztem do misji można dodać satelity, które zapewnią łączność z Ziemią. Wokół Marsa krążą ją inne satelity, więc łączność z misją InSight nie była uzależniona od prawidłowego działania MarCO. Jednak ich zakończony z powodzeniem test wykazał, że w przyszłości możliwe będzie zarówno wykorzystanie ich w misjach większych urządzeń, które nie mogą liczyć na pomoc satelitów krążących wokół innych ciał niebieskich, jak i na szybsze i tańsze przygotowanie misji składającej się z samych MarCo.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzisiaj około godziny 21.00 czasu polskiego na Marsie wyląduje misja InSight, a wraz z nią na Czerwoną Planetę trafi polski Kret HP3. To wykonane przez firmę Astronika, Polską Akademię Nauk, Centrum Badań Kosmicznych PAN, Instytut Lotnictwa, Instytut Spawalnictwa i inne, jedno z najważniejszych, a może najważniejsze urządzenie misji.
      Zadaniem Kreta HP3 (Heat Flow and Physical Properties Package) jest wbić się w powierzchnię Marsa na głębokość 5 metrów i wykonać pomiary strumienia ciepła z wnętrza planety.
      Miają InSight jest bowiem, w przeciwieństwie do wszystkich wcześniejszych wypraw marsjańskich, zbadanie wnętrza, a nie powierzchni planety.
      To wielkie wydarzenie dla Astroniki, ale też duży sukces krajowego przemysłu kosmicznego, bo po raz pierwszy w historii polska firma stworzyła kompletny mechanizm na misję kosmiczną. To także istotny krok naprzód, jeśli chodzi o badania kosmosu w ogóle, bo takie urządzenie po raz pierwszy w historii wbije się aż 5 m pod powierzchnię Marsa i dostarczy danych, które dadzą odpowiedź na wiele pytań dotyczących budowy tej planety, stwierdził Bartosz Kędziora, prezes Astroniki.
      Najpierw jednak misja InSight musi wylądować na Marsie, a to nie jest proste. Spośród wszystkich misji marsjańskich podjętych przez ludzkość sukcesem zakończyło się około 50%. Największy odsetek udanych misji ma za sobą NASA, która jako jedyna doprowadziła do udanego lądowania urządzenia i przeprowadzenia misji na powierzchni Czerwonej Planety. Jednak, jako że każde lądowanie jest inne, nawet doświadczona agencja kosmiczna nie może z góry stwierdzić, że misja się uda.
      Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. To, że robiliśmy to już wcześniej nie znaczy, że się nie denerwujemy, stwierdził Tom Hoffman, odpowiedzialny za misję InSight. Podmuch wiatru może wprowadzić zmienić położenie lądującego pojazdu, mogą poplątać się linki spadochronu, już na powierzchni Marsa może przydarzyć się burza piaskowa, która uniemożliwi generowanie energii z paneli słonecznych. Może dojść do zablokowania którejś z nóg robota lub jego automatycznego ramienia.
      InSight wejdzie w atmosferę Marsa z prędkością 19 800 km/h. Później wszystko będzie zależało od silników hamujących i spadochronu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wyląduje na dużej równinie Elysium Planitia.
      Samo urządzenie jest niewysokie. Jego górny pokład będzie znajdował się zaledwie metr nad powierzchnią planety, a po rozłożeniu okrągłych paneli słonecznych zajmie ono tyle miejsca co duży samochód.
      Przy okazji misji InSight wysłano też miniaturowe satelity CubeSat, które przelecą nad Marsem i wejdą na orbitę okołosłoneczną.
      Po lądowaniu minie co najmniej 10 tygodni zanim wszystkie instrumenty naukowe rozpoczną pracę. I kolejnych kilka tygodni zanim na Marsie rozpoczną się wiercenia.
      Misję zaplanowano na 1 marsjański rok. To odpowiednik 2 lat na Ziemi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Solanka znajdująca się tuż pod powierzchnią Marsa może zawierać na tyle dużo tlenu, by umożliwić rozwój życia takiego, jakie przed miliardami lat pojawiło się na Ziemi. W niektórych miejscach tlenu może być na tyle dużo, by istniały tam prymitywne wielokomórkowce, jak na przykład gąbki.
      Odkryliśmy, że marsjańskie solanki – wody o wysokiej zawartości soli – mogą zawierać na tyle dużo tlenu, by mikroorganizmy mogły nim oddychać, mówi Vlada Stamenkovic, fizyk teoretyczny z Jet Propulsion Laboratory. To rewolucjonizuje nasze rozumienie potencjalnego występowania życia na Marsie, teraz i w przeszłości, dodał uczony.
      Dotychczas uważano, że na Marsie jest zbyt mało tlenu, by podtrzymać nawet życie mikroorganizmów. Nigdy nie sądziliśmy, że tlen mógłby odgrywać jakąś rolę dla życia na Marsie, gdyż jest go niezwykle mało w jego atmosferze, około 0,14 procenta, dodaje uczony.
      Brak tlenu nie wyklucza istnienia życia, gdyż nawet na Ziemi istnieją mikroorganizmy, które go nie potrzebują. Dlatego właśnie, gdy myśleliśmy o życiu na Marsie, skupialiśmy się na potencjalnym życiu anaerobowym, mówi Stamenkovic.
      Nowe badania rozpoczęto po tym, gdy Curiosity odkrył na Marsie tlenki manganu. To związki chemiczne powstające wyłącznie w obecności dużych ilości tlenu. Okazało się także, że na Czerwonej Planecie istnieje solanka. Duża zawartość soli zapobiega zamarzaniu wody. Pozostaje ona płynna, dzięki czemu może się w niej rozpuszczać tlen. Mimo niskich temperatur powstają więc warunki przyjazne dla mikroorganizmów.
      W zależności od regionu, pory roku i pory doby temperatury na Czerwonej Planecie wahają się od -195 do -20 stopni Celsjusza. Grupa Stamenkovica stworzyła pierwszy model opisujący, jak tlen rozpuszcza się w słonych wodach w temperaturach poniżej punktu zamarzania. Drugi ze stworzonych modeli był modelem klimatycznym, który opisywał klimat na Marsie w ciągu ostatnich 20 milionów lat i na kolejne 10 milionów lat.
      Dzięki połączeniu obu modeli naukowcy byli w stanie określić, w których miejscach Marsa z największym prawdopodobieństwem występują solanki pełne tlenu. To pozwoli zaplanować przyszłe misje. Koncentracja tlenu na Marsie jest o setki razy większa niż minimum potrzebne do życia mikroorganizmom oddychającym tlenem, stwierdzili autorzy artykułu opublikowanego w Nature Communications. Nasze badania nie przesądzają, że życie na Marsie istnieje. Pokazują, że jeśli rozważamy możliwość istnienia życia na marsie, to powinniśmy brać też pod uwagę potencjał tlenu rozpuszczonego w solankach, dodaje Stamenkovic.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...