Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' wulkan'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 7 results

  1. W maju 1110 roku mieszkańcy Europy obserwowali niezwykle ciemne całkowite zaćmienie Księżyca. Dzięki zrewidowaniu w ostatnim czasie chronologii osadów z grenlandzkich rdzeni lodowych możliwe było połączenie doniesień z Europy z wybuchem wulkanu w Japonii. W rdzeniu lodowym pobranym na Grenlandii widoczne są ślady największego w ostatnim tysiącleciu osadzania się związków siarki. Dotychczas łączono je z erupcją Hekli z 1104 roku. Jednak dzięki nowej chronologii wiemy, że wspomniane osady powstały w latach 1108–1113. Dlatego też naukowcy z Uniwersytetu w Genewie, Université Clermont Auvergne, Trinity College i Uniwersytetu Oksfordzkiego uważają, że warstwa osadów pochodzi z erupcji japońskiego wulkanu Mt. Asama. O wynikach swoich badań poinformowali na łamach Nature. Doszło do niej w sierpniu 1108 roku i był to największy wybuch tego wulkanu w holocenie. Nie można przy tym wykluczyć, że miała wtedy miejsce cała seria erupcji różnych wulkanów. Zarówno badania dendroklimatologiczne jak i dane historyczne wskazują, że w tym czasie zaszły poważne krótkotrwałe zmiany klimatyczne. Niewykluczone, że spowodowały one kryzys w produkcji żywności, jakiego Europa Zachodnia doświadczyła w latach 1109–1111. Na potrzeby obecnej pracy naukowcy wykorzystali nie tylko dane z rdzenia lodowego. Użyli również Five Millennia Catalog of Lunar Eclipses. To stworzony przez NASA katalog z obliczeniami dat zaćmień Księżyca na przestrzeni ostatnich 5000 lat. Wynika z niego, że w latach 1110–1120 w Europie można było obserwować siedem całkowitych zaćmień księżyca. Uczeni przeanlizowali zapiski historyczne z tamtych lat i wyodrębnili 17 najbardziej szczegółowych i wiarygodnych. Z nich 6 było na tyle dokładnych, że pozwala określić jasność Srebrnego Globu w skali Danjon. Okazało się, że interesujące nas zaćmienie z 5 maja 1110 roku, było wyjątkowo ciemne. Autor anglosaskiej Peterborough Chronicle pisze o jasno świecącym księżycu na czystym niebie, który stawał się coraz ciemniejszy, aż zupełnie nie było go widać i stan taki trwał niemal przez całą noc. Zaćmienie to było jednym z najciemniejszych zaćmień w latach 500–1800. Było tak ciemne, że może rywalizować z zaćmieniami związanymi z wybuchami wulkanów Samalas (1257) i Krakatau (1883). Autorzy pracy zauważają, że wszystkie bardzo ciemne zaćmienia Księżyca od 1600 roku są związane z wybuchami wuklanów, jak np. Huaynaputina (1600), Tambora (1815), Krakatau (1883) czy Pinatubo (1991). Hipotezę o wybuchu wulkanu wzmacniają też badania pierścieni drzew, które wskazują, że w 1109 roku doszło do jednego z największych na przestrzeni 1500 lat spadku średnich letnich temperatur. Wszystkie porównywalne spadki są zaś powiązane z erupcją wulkaniczną. Tymczasem, jak wiemy z dziennika Chuyuki autorstwa Fujiwary no Munetady (1062–1141), pod koniec sierpnia 1108 roku rozpoczęła się erupcja wulkanu Asama, która trwała do października tego samego roku. Jako, że była to najsilniejsza erupcja tego wulkanu w holocenie i trwała od sierpnia do października 1108, naukowcy stwierdzili, że powinna ona spowodować znaczny opad związków siarki nad Grenlandią od końca 1108 do początku 1110 roku. Zgadza się to z nowym datowaniem grenlandzkich rdzeni lodowych. « powrót do artykułu
  2. W ostatni piątek doszło do erupcji wulkanu Anak Krakatau. W tym samym dniu jeszcze trzy inne wulkany – Kerinci na Sumatrze oraz Semeru i Merapi – wykazywały wyższą aktywność. Do uaktywnienia się wspomnianych czterech wulkanów doszło niezależnie. Wszystkie one mają oddzielne komory wulkaniczne. Jak przypomina indonezyjskie Centrum Wulkanologii i Ryzyk Geologicznych (PVMBG), Indonezja na obszarze aktywności tektonicznej i wulkanicznej, zatem tego typu wydarzenia nie są powodem do szczególnego niepokoju. Erupcje wulkanów to w Indonezji codzienność, mówi szef PVMBG Kasbani, dodając, że do wspomnianych erupcji nie doszło jednocześnie. Anak Krakatau to pozostałość wulkanu Krakatau, znanego ze słynnej erupcji z 1883 roku. Erupcja ta nie tylko zniszczyła wulkan, Była tak głośna, że słyszano ją zarówno w Perth (3100 km dalej), jak i w pobliżu Mauritiusu (4800 kilometrów dalej). Zginęły wówczas dziesiątki tysięcy ludzi, a wyrzucone pyły i gazy spowodowały trwające rok ochłodzenie półkuli północnej. Obecna erupcja Anak Krakatau trwała około 40 minut, a z wulkanu wydobywał się słup popiołu o wysokości 500 metrów Kilkadziesiąt minut później doszło do drugiej erupcji, która trwa do dzisiaj, a popiół osiągnął wysokość 3000 metrów. Drugi z wulkanów, Semeru, to najwyższy szczyt Jawy. W piątek sejsmografy zanotowały przy nim 42 wstrząsy. Doszło do eksplozji, która wyrzuciła 400-metrowej wysokości słup popiołu. Wulkan od kilku dni jest niespokojny, a popiół wzniósł się już na wysokości 4300 metrów. Wciąż niespokojny jest też Kerinci, w pobliżu którego zanotowano liczne wstrząsy i wydobywa się z niego popiół. W piątek doszło też do eksplozji wulkanu Merapi. Tutaj popiół został wyrzucony na 6100 metrów. Ten wysoce aktywny stratowulkan doświadcza olbrzymiej erupcji raz na kilka tysięcy lat. Ostatnie takie duże erupcje miały tam miejsce 2000 i 1000 lat temu. Obecnie aktywność Merapi jest oceniana na 4 w 5-stopniowej skali. « powrót do artykułu
  3. Dawno, dawno temu do południowo-wschodniej Australii przybyło czterech olbrzymów. Trzech powędrowało dalej, ale jeden przykucnął i pozostał na miejscu. Jego ciało zmieniło się w wulkan Budj Bim, a zęby stały się lawą wypływającą z wulkanu. Taką historię przekazują sobie od pokoleń członkowie ludu Gunditjmara, który miesza w okolicy wulkanu. Przeprowadzone właśnie badania ujawniły, że Budj Bim i inny pobliski wulkan powstały przed zaledwie 37 000 laty w wyniku serii erupcji. To zaś skłoniło naukowców do wysunięcia śmiałej hipotezy, że w opowieści Gunditjmara może być ziarno prawdy. Opowieść mogła powstać, gdyż przodkowie tego ludu byli świadkami formowania się wulkanu. To zaś oznaczałoby, że mamy tu do czynienia z najstarszą przekazywaną ustnie opowieścią. Wielu naukowców ostrzega jednak przed taką interpretacją, gdyż wątpliwe, by opowieści ustne mogły przetrwać tak długo. Nie wiadomo, od jak dawna Gunditjmara zamieszkują obecnie zajmowane tereny. Najstarsze dowody na obecność człowieka w tym regionie Australii są datowane na 13 000 lat. Jednak geolog Erin Matchan z University of Melbourne przypomina, że w latach 40. ubiegłego wieku archeolodzy donosili o znalezieniu kamiennej siekiery w pobliżu wulkanu Tower Hill. Ma to wskazywać, że ludzie zamieszkiwali te tereny przed erupcją, gdyż siekierę znaleziono pod wulkanicznymi skałami. Teraz Matchan i jej zespół przeprowadzili datowanie tych skał oraz skał z Budj Bim, który znajduje się o 40 kilometrów na północny-zachód. Datowanie wskazuje, że oba wulkany uformowały się około 37 000 lat temu. Co więcej, są to wulkany, które potrafią nagle się pojawić i w ciągu dni lub miesięcy wyrosnąć o dziesiątki metrów nad powierzchnię. Na łamach pisma Geology naukowcy stwierdzają, że jeśli w tym czasie żyli tam ludzie, to nagłe pojawienie się wulkanu musiało wywrzeć na nich olbrzymie wrażenie. Być może stało się to przyczynkiem do powstania historii przekazywanej przez pokolenia. Ta historia byłaby jednak niewiarygodnie stara. Wiadomo, że opowieści Aborygenów należą do najstarszych na świecie. W 2015 roku geograf Patrick Nunn przeprowadził badania, w których zauważył, że 21 społeczności w całej Australii niezależnie od siebie przechowuje opowieści o wzroście poziomu oceanu, który zatopił część wybrzeża. Wiek tych opowieści uczony oszacował na około 7000 lat. Historia Budj Bim musiałaby być pięciokrotnie starsza. Wiemy też, że na przestrzeni historii ludzie migrowali na wielkie odległości. Osoby, które żyją na danym terenie, nie muszą być potomkami tych, którzy żyli tam tysiące lat wcześniej. Aborygeni wydają się tutaj wyjątkiem. W 2017 roku badania starych próbek włosów sugerowały, że wiele rdzennych ludów Australii mieszka w tym samym miejscu od 50 000 lat. To może wyjaśniać, dlaczego tradycje ustne mogą u nich przetrwać tak długo. « powrót do artykułu
  4. Słynne Ciampate del Diavolo („Ścieżka diabła”) została wykonana prawdopodobnie przez neandertalczyków. Musieli oni przejść po niezastygniętej jeszcze lawie niedługo po erupcji wulkanu Roccamonfina. Naukowcy sądzą, że mogli oni wykorzystywać lawę do wykonywania narzędzi. W zastygłej lawie widać obecnie 81 śladów pozostawionych przez co najmniej 5 osób. Porównano je ze śladami z hiszpańskiej Sima de los Huesos i na tej podstawie uznano, że należą do neandertalczyków. Powstały one wkrótce po erupcji wulkanu, do której doszło przed około 50 000 lat. Roccamonfina to wygasły stratowulkan o średnicy około 10 kilometrów znajdujący się na północnym wybrzeżu Kampanii. Jest nieczynny od ponad 50 000 lat. W 2001 roku w pobliżu szczytu archeolodzy odkryli tam pierwszych 67 śladów prowadzących zarówno w górę jak i w dół. Kolejne badania ujawniły istnienie kolejnych 14 śladów. W okolicy znaleziono sporo artefaktów, dlatego też specjaliści sądzą, że ta grupa niejednokrotnie odwiedzała okolice. Niewykluczone, że zbierali skały, z których wykonywali narzędzia. « powrót do artykułu
  5. Przed ponad rokiem, 11 listopada 2018 roku, przez całą Ziemię przeszedł tajemniczy pomruk. Jego źródło znajdowało się w odległości 25 kilometrów od Majotty, niewielkiej wyspy znajdującej się pomiędzy Madagaskarem a wybrzeżem Afryki. Fale sejsmiczne o niskiej częstotliwości przeszły przez cały Czarny Ląd, dotarły do Chile, Nowej Zelandii, Kanady i Hawajów. Urządzenia rejestrowały je przez 20 minut. Dopiero teraz udało się ustalić, było przyczyną tak niezwykłego wydarzenia. Jak informują naukowcy z Niemieckiego Centrum Badawczego Nauk o Ziemi w Poczdamie, dźwięk pochodził z rezerwuaru magmy i był związany z narodzinami nowego podmorskiego wulkanu. W ciągu kilku tygodni magma z głębokości około 35 kilometrów pod powierzchnią dna oceanicznego przebiła się przez skorupę ziemską i utworzyła nowy wulkan, poinformował sejsmolog Simone Cesca. Wszystko rozpoczęło się w maju 2018 roku, gdy w pobliżu Majotty zarejestrowano tysiące trzęsień ziemi, w tym jedno o sile 5,9 stopnia. Było to najsilniejsze trzęsienie zarejestrowane w tym regionie. Następnie w listopadzie odnotowano tajemniczy pomruk. Z czasem odnotowano ponad 400 podobnych sygnałów. Już w 2019 roku francuska misja oceanograficzna poinformowała o pojawieniu się nowego wulkanu. Jego średnica wynosi 5 kilometrów, a wysokość – 800 metrów. Pojawiły się sugestie, że pomruki były spowodowane narodzinami wulkanu i skurczeniem się podziemnej komory z magmą. Były one o tyle uzasadnione, że od czasu rozpoczęcia trzęsień ziemi Majotta nieco zanurzyła się w oceanie i nieco przesunęła. Dopiero jednak teraz ukończono badania i opublikowano ich wyniki. Analiza zebranych danych ujawniła, że nowy wulkan narodził się w dwóch fazach. Najpierw z szerokiej na 15 kilometrów komory wydostała się magma, która zaczęła wędrować w górę. W końcu przebiła dno oceanu i doszło do podwodnej erupcji.  Wędrująca w stronę powierzchni magma wywoływała trzęsienia ziemi. Zrekonstruowaliśmy ruch magmy na podstawie trzęsień, do których dochodziło coraz wyżej, mówi Cesca. Następnie tak utorowaną drogą ze zbiornika wydobywała się coraz większa ilość magmy, która utworzyła wulkan. W miarę jak zbiornik się opróżniał, zapadał się teren powyżej. Majotta zanurzyła się w oceanie na niemal 20 centymetrów. Doszło przy tym do pęknięć i osłabienia skał nad opróżnionym zbiornikiem. Gdy wywołane pojawieniem się wulkanu trzęsienia ziemi dotarły do tak osłabionego obszaru na zbiornikiem, doszło do rezonansu w samej komorze i pojawienia się tajemniczych pomruków. Naukowcy oceniają, że z komory wydostało się co najmniej 1,5 km3 magmy. Mimo, że wulkan już się uformował, wciąż istnieje ryzyko dla Majotty. Naukowcy ostrzegają, że obszar nad komorą wciąż może się zapadać, wywołując silne trzęsienia ziemi. « powrót do artykułu
  6. W środę (1 maja) wieczorem turysta spadł do kaldery wulkanu Kīlauea na Hawajach. Odniósł ciężkie obrażenia, ale przeżył. Mężczyzna przeszedł przez metalową barierkę w punkcie widokowym Steaming Bluff. Chciał podjeść bliżej krawędzi klifu nad kalderą. Wg Służby parków Narodowych, ok. 18.30 czasu lokalnego stracił oparcie pod stopami i spadł. Dwie i pół godziny później ekipa poszukiwawcza znalazła poważnie rannego turystę. Okazało się, że zatrzymał się na wąskiej półce skalnej, ok. 21 m od krawędzi klifu. Strażnicy i strażacy wyciągnęli go, wykorzystując liny i kosz ratowniczy. Później został przetransportowany helikopterem do Hilo Medical Center. Źródła wojskowe poinformowały, że 32-letni mężczyzna jest żołnierzem z jednostki osadniczej Schofield Barracks, który odbywał ćwiczenia w Pōhakuloa Training Area (PTA). Turyści nie powinni przechodzić przez barierki, zwłaszcza przy niebezpiecznych i niestabilnych krawędziach klifów - nawołuje John Broward, szef strażników z Parku Narodowego Wulkany Hawai'i. Do ostatniego śmiertelnego upadku w Parku doszło 29 października 2017 r. « powrót do artykułu
  7. Dla historyka średniowiecza, Michael McCormicka, najgorszym rokiem, w jakim można było żyć był rok 536. To początek jednego z najgorszych do życia okresów, jeśli nie najgorszego, stwierdza McCormick, który na Uniwersytecie Harvarda przewodzi projektowi o nazwie Initiative for the Science of the Human Past. W roku, o którym wspomina McCormick, nad Europą, Bliskim Wschodem i częścią Azji zaległa dziwna mgła, która utrzymywała się przez 18 miesięcy. Przez cały rok słońce świeciło bez blasku, jak księżyc, zanotował bizantyjski historyk Prokopiusz. Letnie temperatury obniżyły się o 1,5–2,5 stopnia Celsjusza, przez co zapoczątkowało najchłodniejszą od 2300 lat dekadę. Latem w Chinach spadł śnieg, zniszczeniu uległy zbiory, ludzie głodowali. Irlandzkie kroniki donoszą o braku chleba w latach 536–539. W 541 roku w porcie Pelusium w Egipcie pojawia się dżuma. To początek wielkiej epidemii tzw. dżumy Justyniana, która mogła zabić nawet połowę populacji Cesarstwa Bizantyńskiego. Historycy od dawna wiedzą, że połowa VI wieku była szczególnie trudnym okresem, jednak przyczyny tajemniczej mgły stanowiły tajemnicę. Teraz precyzyjne pomiary rdzeni ze szwajcarskiego lodowca dały odpowiedź na pytanie, co się wówczas wydarzyło. McCormick i glacjolog Paul Mayewski poinformowali, że na początku 536 roku doszło do olbrzymiej erupcji wulkanicznej na Islandii. Kolejne duże erupcje miały miejsce w roku 540 i 547. Powtarzające się katastrofy naturalne w połączeniu z dżumą Justyniana doprowadziły do stagnacji ekonomicznej w Europie, która trwała do roku 640. Te nowe informacje pozwalają lepiej zrozumieć wydarzenia, jakie miały miejsce pomiędzy upadkiem Imperium Rzymskiego a pojawieniem się średniowiecznej gospodarki. Pierwsze sygnały o erupcjach, które spowodowały wyjątkowo zimne lata około połowy VI wieku znaleziono już przed trzema laty. Wówczas jednak uznano, że miały miejsce dwie erupcje i prawdopodobnie nastąpiły one w Ameryce Północnej. Mayewski i jego zespół postanowili zweryfikować te doniesienia. Wykorzystali 72-metrowy rdzeń pobrany w 2013 roku z lodowca Colle Gnifetti. W rdzeniu tym zapisanych jest ponad 2000 lat historii atmosfery. Za pomocą lasera rdzeń został pocięty na 120-mikrometrowe plastry. Każdy z nich reprezentował kilka dni lub tygodni opadów, a z każdego metra wycięto około 50 000 takich plastrów i każdy z nich przeanalizowano pod kątem występujących tam pierwiastków. Teraz, w połączeniu z zapiskami dawnych kronik, możemy szczegółowo odtworzyć historię tamtego okresu. Wyjątkowo ciężkie czasy rozpoczęły się erupcji na Islandii w roku 536. Pyły wulkaniczne przesłaniają Słońce na około 18 miesięcy, a temperatury w lecie mogły obniżyć się nawet o 2,5 stopnia Celsjusza. Lata 536–545 są najchłodniejszą dekadą od 2000 lat. Zmniejszają się plony w Irlandii, Skandynawii, Chinach i Mezopotamii. Ludzie głodują. W roku 540 dochodzi do kolejnej erupcji. W Europie temperatury w lecie mogły spaść nawet o 2,7 stopnia Celsjusza. W latach 541–543 szaleje dżuma Justyniania, zabijając do 50% mieszkańców Cesarstwa Bizantyńskiego. Dane z rdzenia lodowego wskazują, że później dochodziło do wielu mniejszych erupcji wulkanicznych. Pierwsze dobre wiadomości widać dopiero w danych z roku 640. W rdzeniu pojawia się więcej ołowiu. To skutek wzmożonego wytopu srebra, co wskazuje, że wzrosło zapotrzebowanie na ten metal, a zatem gospodarka zaczęła się odradzać. Zaledwie dwadzieścia lat później, w roku 660, mamy kolejny wzrost zawartości ołowiu. Archeolog Christopher Loveluck z University of Nottingham mówi, że to kolejny gwałtowny wzrost popytu na srebro. Sugeruje on, że złoto było wówczas towarem deficytowym, co wymusiło  wykorzystanie srebra jako nowego standardu do produkcji pieniądza. To pierwszy dowód, na pojawienie się silnej klasy kupieckiej, mówi Loveluck. Analizy kolejnych lat potwierdzają, że z czasem ponownie nadeszły ciężkie czasy. W czasach Czarnej Śmierci (1349–1353) ołów znika z powietrza. Doszło do kolejnego upadku gospodarczego. Loveluck cieszy się z wyników najnowszych badań. Weszliśmy tym samym w nową epokę, w której możemy zintegrować precyzyjne dane środowiskowe o bardzo dobrej jakości z równie dobrymi zapiskami historycznymi, stwierdza uczony. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...