Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' księżyc'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 26 results

  1. NASA poinformowała, że zanim na Księżyc trafią ludzie, wyśle tam misję, której celem będzie znalezienie źródeł wody dla astronautów. O misji VIPER (Volatiles Investigating Polar Exploration Rover) poinformowano w ostatni piątek, podczas Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego. NASA chce, by łazik wylądował na Srebrnym Globie do grudnia 2022 roku. Misja VIPER miałaby potrwać 100 dni. W tym czasie łazik ma przejechać kilkanaście kilometrów poszukując śladów wody. Przeprowadzone przez niego badania pozwolą zdecydować, gdzie będą lądowli astronauci pracujący w ramach programu Artemis. VIPER zostanie wyposażony w cztery instrumeny do poszukiwania wody. Najważniejszy będzie Neutron Spectrometer System, który ma wykrywać wilgoć pod powierzchnią Srebrnego Globu. Następnie wiertło TRIDENT pobierze próbki, a dwa kolejne instrumenty je przeanalizują. VIPER będzie pobierał i analizował próbkiz różnych miejsc, co pozwoli stworzyć mapę obszaru, na którym z największym prawdopodobieństwem występuje woda. Woda na Księżycu będzie kluczowym elementem długotrwałej obecności ludzi na Srebrnym Globie. Potrzebna ona będzie nie tylko do picia, ale również do produkcji paliwa dla rakiet, które w przyszłości zawiozą człowieka na Marsa. Lód został znaleziony na południowym biegunie Księżyca już przed 10 laty. Tamten region jest więc przedmiotem szczególnego zainteresowania. Nie tylko zresztą NASA. We wrześniu Indie próbowały wysłać tam swój pierwszy księżycowy łazik. Niestety urządzenie rozbiło się podczas lądowania. « powrót do artykułu
  2. Scott S. Sheppard i jego koledzy z Carnegie Institution for Science odkryli 20 nowych księżyców Saturna. Z liczbą 82 znanych księżyców Saturn wyprzedził Jowisza i jego 79 księżyców. Każdy z nowo odkrytych księżyców ma około 5 kilometrów średnicy. Siedemnaście z nich obiega planetę w kierunku przeciwnym do kierunku jej ruchu obrotowego (ruch wsteczny). Kierunek ruchu trzech pozostałych jest zgodny z tym, jak wiruje Saturn (ruch prosty). Dwa z tych trzech księżyców znajdują się bliżej planety i pełen obieg wokół niej zajmuje im około 2 lat. Trzeci z księżyców poruszających się ruchem prostym oraz księżyce poruszające się ruchem wstecznym są dalej od Saturna i potrzebują ponad trzech lat na przebycie całej orbity. Badanie orbit tych księżyców może zdradzić nam ich pochodzenie oraz informacje o warunkach panujących w otoczeniu Saturna w czasie jego formowania się, mówi Sheppard. Wydaje się, że zewnętrzne księżyce Saturna są zorganizowane w trzy grupy w zależności od nachylenia ich orbity względem planety. Dwa z nowo odkrytych księżyców poruszających się ruchem prostym pasują do grupy inuickiej. W jej skład wchodzą księżyce, których orbity są nachylone o około 46 stopni względem planety. Nadawane są im nazwy z mitologii Inuitów. Niewykluczone, że wszystkie one powstały z jednego księżyca, który w przeszłości się rozpadł. W kolei nowo odkryte księżyce o ruchu wstecznym wykazują podobieństwa do grupy nordyckiej. To duża bardzo zróżnicowana grupa, której nadawane są nazwy z mitologii nordyckiej. Jedynym wyjątkiem jest tutaj Febe, postać z mitologii greckiej. Księżyc ten został odkryty w 1899 roku, na długo przed innymi, a do roku 2000 był najdalej położonym od Saturna znanym nam księżycem tej planety. Od dzisiaj tytuł ten należy do jednego z nowo odkrytych księżyców z grupy nordyckiej. Również grupa nordycka może być pozostałością jednego księżyca. Podobne grupy księżyców zewnętrznych widzimy też wokół Jowisza. Wskazuje to, że dochodziło do potężnych zderzeń albo pomiędzy samymi księżycami, albo z księżycami i zewnętrznymi obiektami, jak asteroidy czy komety, mówi Sheppard. Trzeci z nowych księżyców poruszających się ruchem prostym ma orbitę nachyloną pod kątem 36 stopni, co czyni go podobnym do grupy galijskiej. Jednak, jako że jego orbita znajduje się znacznie dalej niż orbita jakiegokolwiek innego księżyca o ruchu prostym, nie można wykluczyć, że albo jest zewnętrznym obiektem przechwyconym przez Saturna, albo nie ma nic wspólnego z innymi księżycami o ruchu prostym. Obecność tak licznych niewielkich księżyców sporo mówi o warunkach w chwili ich powstawania. Jeśli bowiem wokół Saturna znajdowałoby się dużo pyłu i gazu w chwili, gdy rozpadały się jego duże księżyce, to z czasem małe księżyce zostałyby na tyle spowolnione przez tarcie, że opadłyby na powierzchnię planety. Fakt, że te małe księżyce obiegają Saturna po tym, jak rozpadły się księżyce, od których pochodzą, wskazuje, iż do kolizji doszło gdy proces formowania się planety był w większości ukończony i dysk protoplanetarny nie wpływał na księżyce. W ubiegłym roku Sheppard odkrył 12 nowych księżyców Jowisza, a niedawno informowaliśmy o nadaniu imion pięciu z nim. « powrót do artykułu
  3. W materiale wyrzucanym przez gejzery Enceladusa odkryto nowy związek organiczny, który wchodzi w skład aminokwasów. Odkrycia dokonano dzięki szczegółowej analizie danych przekazanych przez sondę Cassini. Na Enceladusie, księżycu Saturna, działają potężne gejzery. Wyrzucają one cząstki lodu z prędkością 400 m/s. Szacuje się, że w ciągu sekundy księżyc wyrzuca 250 kilogramów wody w postaci lodu i pary. Sonda Cassini przechwyciła ten materiał i poddała go analizie. Teraz wiemy, że w ziarnach lodu znajdują się związki organiczne zawierające azot i tlen. Na Ziemi podobne związki wchodzą w reakcje chemiczne tworzące aminokwasy, a cała reakcja napędzana jest energią z kominów hydrotermalnych. Naukowcy sądzą, że podobny proces ma miejsce na Enceladusie, gdzie gejzery zapewniają energię potrzebną do powstawania aminokwasów. Jeśli panują tam odpowiednie warunki, to te molekuły pochodzące z głębi oceanicznych Enceladusa mogą podlegać takim samym reakcjom chemicznym, jakie mają miejsce na Ziemi. Nie wiemy jeszcze, czy aminokwasy są niezbędne, by powstało życie poza Ziemią, ale znalezienie molekuł tworzących aminokwasy to ważna część układanki, mówi Nozair Khawaja z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Misja sondy Cassini zakończyła się przed 2 laty, ale dostarczyła ona tyle danych, że naukowcy będą je analizowali przez wiele dekad. Zespół, na którego czele stoi Khawaja, wykorzystał dane z urządzenia Cosmic Dust Analyzer, które w pierścieniu E Saturna wykryło lód pochodzący z Enceladusa. Odkryte związki najpierw rozpuściły się w oceanie Enceladusa, później zamarzły na jego powierzchni skąd zostały wyrzucone przez gejzery. Ich odnalezienie uzupełnia ubiegłoroczne odkrycie tego samego zespołu, który stwierdził, że na powierzchni oceanu Enceladusa pływają duże nierozpuszczalne molekuły organiczne. Teraz znaleźliśmy mniejsze rozpuszczalne molekuły, potencjalne prekursory aminokwasów i innych składników, niezbędnych do powstania życia na Ziemi, mówi współautor badań Jon Hillier. « powrót do artykułu
  4. Jednym z największych problemów eksploracji kosmosu jest olbrzymi koszt pokonania grawitacji Ziemi. Silniki rakietowe zużywają olbrzymie ilości paliwa na osiągnięcie odpowiedniego przyspieszenia, a samo paliwo tylko zwiększa masę, którą trzeba wynieść. Wskutek tego umieszczenie na orbicie każdego kilograma ładunku kosztuje dziesiątki tysięcy dolarów. Wyprawa w dalsze regiony to kolejne koszty. Dlatego też specjaliści od dawna zastanawiają się, w jaki sposób obniżyć te koszty. Jeden z pomysłów zakłada zbudowanie kosmicznej windy, kabla rozciągającego się od Ziemi na orbitę, po której można by wysyłać ładunki. Olbrzymią zaletą takiego rozwiązania byłaby możliwość wykorzystania energii słonecznej, zatem nie trzeba by było wynosić paliwa. Jest jednak pewien problem. Taki kabel musiałby być niezwykle wytrzymały. Zephyr Penoyre z University of Cambridge oraz Emily Sandford z Columbia University twierdzą, że już teraz istnieją komercyjnie dostępne materiały, z których taki kabel mógłby powstać. Trzeba jedynie zmienić sposób myślenia o budowie kosmicznej windy. Rozważana przez licznych ekspertów winda kosmiczna rozciągałaby się od Ziemi po orbitę geosynchroniczną, która znajduje się około 36 000 kilometrów nad powierzchnią naszej planety. Kabel o takiej długości miałby olbrzymią masę. Żeby nie dopuścić do jego upadku, trzeba by umocować go na orbicie do podobnej masy, a tak skonstruowana winda byłaby utrzymywana przez działające na nią siły odśrodkowe. Przez dziesięciolecia specjaliści prowadzili odpowiednie obliczenia i zawsze otrzymywali zniechęcające wyniki. Nie istnieje bowiem materiał wystarczająco wytrzymały, z którego można by taką windę zbudować. Penoyre i Sandford zaproponowali więc inne rozwiązanie. Zamiast mocować kabel do Ziemi, należy umocować go do Księżyca i opuścić w kierunku Ziemi. Różnica tkwi w sile odśrodkowej. Rozważana dotychczas winda kosmiczna wykonywałaby jeden obrót wokół planety w ciągu doby. Jednak lina mocowana do Księżyca wykonywałaby obrót raz na miesiąc, zatem działałyby na niż mniejsze siły. Co więcej, siły te byłyby inaczej rozłożone. Lina rozciągnięta od Księżyca ku Ziemi przechodziłaby przez obszar, w którym oddziaływania grawitacyjne Ziemi i Księżyca się znoszą. Obszar ten, punkt Lagrange'a, jest kluczowym elementem nowej koncepcji kosmicznej windy. Poniżej niego grawitacja ciągnie linę ku Ziemi, powyżej, ku Księżycowi. Penoyre i Sandford wykazali oczywiście, że nie istnieje materiał pozwalający na stworzenie liny rozciągającej się od Księżyca do Ziemi. Jednak kabel taki, by być użytecznym, nie musi być rozciągnięty na całą długość. Naukowcy wykazali, że z dostępnych obecnie polimerów węglowych można zbudować kabel rozciągający się od Księżyca po orbitę geosynchroniczną Ziemi. Tworzenie prototypowego kabla grubości rysika ołówka kosztowałoby miliardy dolarów. Nie jest to jednak coś, czego już teraz nie da się wykonać. Dzięki rozciągnięciu umocowanej do Księżyca liny głęboko w studnię grawitacyjną Ziemi możemy zbudować stabilną użyteczną windę kosmiczną pozwalającą na swobodne przemieszczanie się pomiędzy sąsiedztwem Ziemi a powierzchnią Księżyca, mówią Penoyre i Sandford. Wyliczają, że dzięki takiemu rozwiązaniu obecne koszty osiągnięcia powierzchni Księżyca zmniejszyłyby się o około 70%. Co więcej taka winda ułatwiłaby eksplorację  okolic punktu Lagrange'a. To niezwykle interesujący region, gdyż zarówno grawitacja jak i jej gradient wynoszą w nim 0, dzięki czemu można tam bezpiecznie prowadzić różnego typu prace konstrukcyjne. Jeśli z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wypadnie jakieś narzędzie, będzie ono szybko przyspieszało. W punkcie Lagrange'a gradient grawitacji jest praktycznie pomijalny, takie narzędzie przez długi czas będzie znajdowało się blisko ręki, z której wypadło, zauważają naukowcy. Dodatkową zaletą punktu Lagrange'a jest fakt, że w regionie tym znajduje się bardzo mało śmieci pozostawionych przez człowieka oraz innych obiektów, mogących stanowić zagrożenie dla pracujących tam ludzi oraz wznoszonych konstrukcji. Z tych właśnie powodów Penoyre i Sandford uważają, że dostęp do punktu Lagrange'a jest główną zaletą proponowanej przez nich windy kosmicznej. Możliwość założenia obozu w punkcie Lagrange'a to, naszym zdaniem, najważniejszy i najbardziej obiecujący element wczesnego użycia proponowanej przez nas windy kosmicznej. Taki obóz pozwoliłby na budowanie i konserwację nowej generacji sprzętu kosmicznego, czy to teleskopów, akceleratorów cząstek, wykrywaczy fal grawitacyjnych, generatorów energii, wiwariów czy platform startowych dla podboju dalszych regionów Układu Słonecznego. « powrót do artykułu
  5. Znamy 79 księżyców Jowisza, a teraz 5 z nich zyskało oficjalne nazwy. Wszyscy słyszeliśmy o Io, Europie, Kallisto i Ganimedesie, które szczególnie interesują naukowców. Jednak własne nazwy ma jeszcze 49 kolejnych księżyców, a 26 oczekuje na ich nadanie. Nazwy dla 5 z nich zostały właśnie oficjalnie zaakceptowane przez Międzynarodową Unię Astronomiczną. W lipcu 2018 roku Scott Sheppard i jego koledzy z Carnegie Institution for Science poinformowali, że odkryli 12 nieznanych wcześniej księżyców Jowisza. Po takim odkryciu księżyce zyskały nazwy numeryczne, a odkrywcom przysługuje prawo do nadania im nazw, które jednak muszą zostać zaakceptowane przez Międzynarodową Unię Astronomiczną. Dla każdej z planet istnieje lista warunków, jakie muszą spełniać nazwy ich księżyców. W przypadku Jowisza księżyce można nazywać pochodzącymi z mitologii greckiej i rzymskiej imionami kochanek lub potomków Jowisza/Zeusa. Poza tymi podstawowymi istnieje też wiele innych zasad, dotyczących np. maksymalnej długości nazwy czy ostatniej litery w nazwie, która zależy od kierunku orbity księżyca. Sheppard i jego zespół postanowili poprosić o pomoc opinię publiczną i pomiędzy lutym a kwietnie bieżącego roku zbierali propozycje i wybrali z nich te, które następnie przedstawili do akceptacji Międzynarodowej Unii Astronomicznej. Zgodnie z tymi zasadami księżyc S/2017 J4 nazywa się obecnie Pandia. To córka Zeusa i bogini Księżyca Seleny. Pandia jest boginią pełni księżyca i siostrą Ersy, która również zyskała właśnie swój księżyc. Imieniem Ersa został bowiem nazwany S/2018 J1. Ersa to bogini rosy porannej. Księżyc S/2003 J5 zyskał imię Ejrene. Ta córka Zeusa i Temidy jest boginią pokoju. Filofrozyna, wnuczka Zeusa, personifikacja cnoty orfickiej, otrzymała księżyc znany dotychczas jako S/2003 J15, a jej siostrze Eufeme przypadł w udziale S/2003 J3. Małe księżyce Jowisza, takie jak pięć wspomnianych, to najprawdopodobniej pozostałości po większych obiektach, które rozpadły się w wyniku zderzeń. Jeśli uda się odnaleźć je wszystkie, będzie możliwe odtworzenie oryginalnego układu księżyców Jowisza. « powrót do artykułu
  6. Pod największym kraterem uderzeniowym w Układzie Słonecznym, księżycowym basenem Biegun Południowy-Aitken, odkryto tajemniczą masę. Zdaniem naukowców z Baylor University może tam się znajdować metal z asteroidy, która uderzyła w Księżyc i utworzyła wspomniany basen. Wyobraźmy sobie złoże metalu pięciokrotnie większe niż Hawai'i [największa wyspa Hawajów – red.]. To mniej więcej masa, jaką odkryliśmy, mówi profesor Peter B. James. Sam krater ma kształt owalu, w najszerszym miejscu liczy sobie 2000 kilometrów i jest głęboki na kilkanaście kilometrów. Nie widać go z Ziemi, gdy znajduje się po drugiej stronie Srebrnego Globu. Gdy połączyliśmy dane dotyczące księżycowej topografii z danymi z satelity Lunar Reconnaissance Orbiter, odkryliśmy, że setki kilometrów pod basenem Biegun Południowy-Aitken znaujduje się niespodziewanie wielka masa. Jedno z możliwych wyjaśnień brzmi, że jest to metal z aasteroidy, która uderzyła w Księżyc, wyjaśnia James. Niezależnie od tego, co to za materiał i skąd pochodzi, jest to tak dużo, że powoduje obniżenie powierzchni Księżyca o niemal kilometr. Symulacje komputerowe wykazały, że możliwe jest uwięzienie w ten sposób materiału z asteroidy. Inna rozważana możliwość to koncentracja gęstych tlenków związana z ostatnią fazą krystalizacji księżycowego oceanu magmy. Basen Biegun Południowy-Aitken liczy sobie około 4 miliardów lat. Niewykluczone, że w przeszłości w Układzie Słonecznym istniały jeszcze większe kratery uderzeniowe, jednak obecnie  nie ma po nich żadnych śladów. « powrót do artykułu
  7. NASA ujawniła szczegóły programu Artemis (Artemida), w ramach którego człowiek ma wrócić na Księżyc. Nazwa programu wyraźnie nawiązuje do misji Apollo, w ramach którego ludzie po raz pierwszy stanęli na Srebrnym Globie. Artemida była siostrą Apollina. Jeszcze przed końcem bieżącego miesiąca NASA podpisze pierwszy kontrakt na dostawę sprzętu na Księżyc. Jeśli lądowniki księżycowe, rozwijane przez prywatne firmy, będą gotowe, to pierwszy ładunek sprzętu dla programu Artemis trafi na powierzchnię Księżyca jeszcze w bieżącym roku. W przyszłym roku ma odbyć się misja Artemis 1. Będzie to pierwszy wspólny start SLS (Space Launch System) i kapsuły Orion. Będzie to bezzałogowy próbny lot testowy. W jego ramach zostaną też wyniesione satelity typu CubeSat, które będą prowadziły eksperymenty naukowe i testy technologii. Na rok 2022 przewidziano Artemis 2 – pierwszy załogowy test Oriona i SLS. Po raz pierwszy od 50 lat ludzie polecą poza orbitę Księżyca. W tym samym roku ma zostać wystrzelony pierwszy element stacji Lunar Gateway. Wczoraj NASA poinformowała, że za stworzenie modułu odpowiedzialnego za zapewnienie energii, napędu oraz komunikacji będzie odpowiedzialna firma Maxar Technologies. Lunar Gateway to niewielka stacja kosmiczna, która zostanie umieszczona na orbicie Księżyca. Będzie ona spełniała rolę huba komunikacyjnego, laboratorium naukowego, tymczasowego miejsca zamieszkania oraz miejsca przechowywania łazików i innych robotów. Kolejnym elementem misji Artemis będzie umieszczenie w 2023 roku na Księżycu łazika. Jego zadaniem będzie lepsze zbadanie i zrozumienie pyłu księżycowego oraz zbadanie lodu pod kątem wykorzystania go do produkcji paliwa, tlenu i wody pitnej. W tym samym 2023 roku na orbitę Srebrnego Globu trafi drugi element stacji Gateway. Będzie to niewielki moduł mieszkalny. Pierwsi astronauci, którzy trafią na stację, przejdą z kapsuły Orion do tego modułu i tam przygotują się do lądowania na Biegunie Południowym Księżyca. W roku 2024 odbędzie się kilka misji, w ramach których w przestrzeń kosmiczną trafią poszczególne elementy Human Landing System. Zostaną one złożone na orbicie i zadokowane do Gateway. W tym samym roku odbędzie się załogowa misja Artemis 3. Astronauci, korzystając z SLS i Oriona, polecą na orbitę Księżyca i zadokują do stacji Gateway. Załoga sprawdzi stację oraz Human Landing System, a następnie uda się na Księżyc. Będzie to pierwsze od ponad 50 lat lądowanie człowieka na Księżycu. W latach 2025–2028 każdego roku będzie odbywała się kolejna misja załogowa. Astronauci biorący udział w Artemis 4 – Artemis 7 będą pracowali zarówno na stacji Gateway jak i na powierzchni satelity Ziemi. Stacja będzie ciągle rozbudowywana tak, by od roku 2028 możliwa była stała obecność i praca ludzi na stacji i Księżycu. W końcu, w oparciu o możliwości eksploracji Księżyca, w latach 30. ma odbyć się załogowa misja na Marsa. « powrót do artykułu
  8. W marcu administracja prezydencka nakazała NASA przygotowanie załogowej misji na Księżyc i wyznaczyła roku 2024 jako datę ponownego lądowania człowieka na Srebrnym Globie. Tym razem na powierzchni naszego naturalnego satelity ma stanąć nie tylko mężczyzna, ale również kobieta. Teraz administrator NASA, Jim Bridenstine poinformował, że Biały Dom zwrócił się do Kongresu o wprowadzenie poprawki budżetowej na rok 2020 i przyznanie NASA dodatkowych 1,6 miliarda dolarów. Dodatkowe środki mają zostać przeznaczone na przyspieszenie prac nad Space Launch System i Orionem, zintensyfikowanie prac naukowych i technologicznych oraz zintensyfikowanie eksploracji Księżyca za pomocą robotów. Program powrotu na Księżyc został nazwany Artemis (Artemida). To w mitologii greckiej bogini Księżyca i siostra bliźniaczka Apollina. Mamy tu więc również nawiązanie do misji Apollo, w ramach człowiek po raz pierwszy wylądował na Księżycu. Dotychczas po Srebrnym Globie chodziło 12 ludzi. Ostatnim, który postawił na nim nogę był Harrison Schmitt, a ostatnim, który opuścił powierzchnię Księżyca był Eugene Andrew Cernan. Obaj panowie byli na Księżycu 14 grudnia 1972 roku. Roczny budżet NASA to około 21,5 miliarda dolarów. W roku podatkowym 2019 na rozwój Oriona, SLS i ministację księżycową NASA wydała 4,5 miliarda USD. Wielu ekspertów i polityków obawia się, że NASA nie uda się wysłać astronautów na Księżyc w roku 2024. Rozwój rozwijanego przez Boeinga systemu SLS jest bowiem poważnie opóźniony. Gdy dziennikarze zapytali Bridenstine'a, ile pieniędzy pochłonie program powrotu na Księżyc, ten odpowiedział: Chciałbym móc odpowiedzieć na to pytanie.   « powrót do artykułu
  9. Chińska misja Chang'e-4, która wylądowała po niewidocznej stronie Księżyca, prawdopodobnie znalazła materiały pochodzący z płaszcza Srebrnego Globu. Ich badanie może dać nam lepszy pogląd o budowie naturalnego satelity Ziemi. Chang'e-4 jest pierwszą w historii misją księżycową, która wylądowała po stronie niewidocznej z Ziemi. Na Księżyc trafiły lądownik oraz łazik Yutu-2. I to właśnie dzięki obserwacjom dokonanym przez łazik zauważono oliwiny i pirokseny mogące pochodzić z płaszcza. Obecnie obowiązujące teorie mówią, że Księżyc, podobnie jak inne wewnętrzne ciała Układu Słonecznego, przeszedł przez fazę oceanu magmy. Gdy ocean ten stygł na jego dnie krystalizowały się gęstsze minerały, takie jak oliwiny i pirokseny, które zawierają dużo magnezu i żelaza. Gdy 3/4 oceanu uległo już krystalizacji, na jego powierzchni pływały bogate w wapń lżejsze materiały, które utworzyły skorupę. W końcu pod skrystalizowaną skorupą doszło do ostatecznej krystalizacji pozostałych minerałów. W ten sposób powstały warstwy tworzące Księżyc. Dotychczasowe badania i obserwacje potwierdzały ten stosunkowo prosty model budowy. Mimo regionalnych różnic w budowie skorupy, wciąż nie mamy zbyt wielu danych dotyczących składu i budowy płaszcza Księżyca. Co interesujące, ani amerykański program Apollo, ani radziecki Luna nie dostarczyły próbek płaszcza. W maju 2018 roku Chiny wystrzeliły satelitę komunikacyjnego Queqiao, który zapewnił komunikację z niewidoczną stroną Księżyca. Dzięki niemu możliwe stało się wysłanie Chang'e-4. Najstarsza i największa struktura geologiczna Księżyca, liczący 2500 kilometrów średnicy Basen Biegun Południowy - Aitken, znajduje się po niewidocznej stronie Księżyca. Z badań przeprowadzonych przez amerykańską misję GRAIL wiemy,że prawdopodobnie jest to krater uderzeniowy, w kolizja, w wyniku której powstał mogła spenetrować płaszcz i rozrzucić pochodzący zeń materiał po powierzchni. Dlatego też naukowcy od dawna myśleli o zbadaniu Basenu Biegun Południowy - Aitken na miejscu. Misja Chang'e-4 wylądowała w 186-kilometrowym Kraterze Von Karmana, który znajduje się na dnie Basenu Biegun Południowy - Aitken. Teraz chińscy naukowcy informują o zidentyfikowaniu w pobliżu miejsca lądowania materiałów, które znacząco różnią się od tych dotychczas znalezionych. Identyfikacji dokonano za pomocą badań spektroskopowych odbijanego światła. Wydaje się, że obserwowany materiał składa się głównie z oliwinów i piroksenu. Chińczycy sugerują, że mogą one pochodzić z płaszcza, a na powierzchnię wydostały się w wyniku uderzenia, które stworzyło pobliski 72-kilometrowy Krater Finsen. Metody, których użyli Chińcycy są dobrze dobrane i bardzo precyzyjne. Jednak szczegółowe określenie składu obserwowanego materiału nie jest łatwe ze względu na złożoność tego typu badań i nakładanie się spektrum różnych materiałów. Bardziej precyzyjne określenie składu będzie wymagało  modelowania i określenia rozkładu poszczególnych ziaren. Ponadto w ramach przyszłych badań Chińczycy powinni też określić skład pobliskich skał, co pozwoli na opisanie kontekstu geologicznego, w jakim występuje wspomniany wcześniej materiał. Wyniki tych badań mogą wpłynąć na interpretacje obserwacji spektralnych. Nie można bowiem wykluczyć, że Yutu-2 nie obserwuje materiału z płaszcza, a mamy do czynienia z materiałem, który powstał w wyniku kolizji jaka stworzyła Basen Biegun Południowy - Aitken. Nie można wykluczyć, że w wyniki potężnego uderzenia doszło do roztopienia olbrzymiej ilości materiału i teraz tworzy od odmienną, grubą na dziesiątki kilometrów warstwę. Możliw jest też,że już po uformowaniu się krateru Basen Biegun Południowy - Aitken doszło do wypływu lawy, a materiał ten został przykryty materiałem z uderzeń formujących kratery. Jeśli jednak Chińczycy rzeczywiście trafili na materiał z płaszcza, będzie to miało duże znaczenie dla poznania budowy Księżyca. Z danych tego typu można bowiem wywnioskować głębokość oceanu magmy, tempo stygnięcia czy tempo ewolucji. To również pozwoli lepiej zrozumieć proces formowania się i ewolucji wnętrz planet skalistych. Chiny już wcześniej zapowiedziały wysłanie misji Chang'e-5, której celem będzie zebranie próbek i przywiezienie ich na Ziemię. « powrót do artykułu
  10. Chińskie media państwowe, powołując się na wysokiego rangą urzędnika, poinformowały, że Państwo Środka ma zamiar w przyszłej dekadzie wybudować stację badawczą na Księżycu. Stacja miałaby powstać na biegunie południowym Srebrnego Globu, zapowiedział Zhang Kejian, szef Chińskiej Narodowej Administracji Kosmicznej. Chiny, które niedawno jako pierwszy kraj na świecie posadowiły łazik po niewidocznej stronie Księżyca, mają coraz bardziej ambitne plany. Kejian poinformował, że do roku 2020 Pekin wyśle próbnik na Marsa i potwierdził, że kolejna księżycowa misja z serii Chang'e, Chang'e-5, odbędzie się przed końcem bieżącego roku. Chang'e-5, której celem jest zebranie próbek gruntu, była planowana na drugą połowę 2017 roku, jednak awaria rakiety Długi Marsz 5 Y2 zmusiła Chiny do rewizji planów. Oficjalnie poinformowano również, że w pierwszej połowie 2020 roku odbędzie się dziewiczy lot rakiety Długi Marsz-5B, która wyniesie główne elementy przyszłej dużej stacji kosmicznej, na której będzie mogło przebywać do 3 astronautów. Sama stacja ma być gotowa w roku 2022. Pekin zamierza również przeprowadzić misję na asteroidę i już zaprosił do współpracy inne kraje. Obecnie China wydaje na swój cywilny i wojskowy program kosmiczny więcej niż Rosja czy Japonia. Pod względem wydatków Państwo Środka pozostaje w tyle tylko za Stanami Zjednoczonymi. Co prawda chiński budżet nie jest zbyt przejrzysty, jednak OECD szacowała, że w roku 2017 Chiny przeznaczyły na eksplorację kosmosu 8,4 miliarda USD. « powrót do artykułu
  11. Przed tygodniem informowaliśmy, że wiceprezydent Mike Pence domagał się, by do roku 2024 NASA przeprowadziła załogową misję na Księżyc. Teraz szef NASA, Jim Bridenstine, podczas spotkania z parlamentarzystami, stwierdził: chcemy do roku 2033 wykonać załogowe lądowanie na Marsie. Możemy przyspieszyć załogową misję na Marsa, przyspieszając załogową misję na Księżyc. Księżyc będzie testem, dodał. Wielu ekspertów ma wątpliwości, czy NASA wywiąże się ze swoich zobowiązań, szczególnie biorąc pod uwagę opóźnienia w konstrukcji Space Launch System. Ponadto trzeba zdawać sobie sprawę, że misja na Marsa potrwa co najmniej 2 lata. Sam lot na Czerwoną Planetę zajmie 6 miesięcy. Na Księżyc astronauci mogą dostać się z w ciągu zaledwie 3 dni. Podróż na Marsa możliwa jest tylko wówczas, gdy Czerwona Planeta znajduje się po tej samej stronie Słońca co Ziemia. Ma to miejsce co 26 miesięcy. Budżet NASA na rok 2017 wyznaczał rok 2033 jako termin rozpoczęcia pierwszej załogowej misji na Marsa, jednak sama NASA nie mówiła dotychczas o konkretnym terminie, a jedynie o latach 30. obecnego stulecia. Przed zorganizowaniem załogowej misji NASA chce nauczyć się wykorzystywać lód znajdujący się na Biegunie Południowym Marsa. Z lodu pozyskamy powietrze do oddychania, wodę do picia i paliwo, mówi Bridenstine. Naszym celem nie jest tylko zabranie człowieka na Marsa, ale udowodnienie, że ludzie mogą żyć i pracować na innych planetach, dodaje. Demokrata Eddie Bernice Johnson, przewodniczący House Commitee on Science, Space and Technology poprosił Bridenstine'a, by ten przedstawił odpowiednie poprawki do budżetu NASA. Agencja ma je przedłożyć parlamentarzystom do 15 kwietnia. « powrót do artykułu
  12. Powoli kończy się czas, w którym ludzkość będzie miała szansę przeprowadzić tanią misję badawczą o potencjalnie olbrzymim znaczeniu naukowym. Mowa tutaj o misji na Trytona, księżyc Neptuna. Po raz pierwszy i ostatni mieliśmy szansę przyjrzeć się Trytonowi w 1989 roku, kiedy to mijała go sonda Voyager 2. Wykonała ona zdjęcia jednej strony księżyca. Jednak były to zdjęcia wyjątkowe. Widać było bowiem na nich gejzery, których nikt nie spodziewał się w tak odległym i zimnym miejscu. Naukowcy sądzą, że na Trytonie istnieje podziemny ocean., w którym może istnieć życie. Byłaby to olbrzymia sensacja, tym bardziej, że Tryton znajduje się daleko poza ekosferą. Widzieliśmy tylko część jego powierzchni, a było to w roku 1989. Sądzimy, że Tryton posiada ocean. Jego orbita jest silnie nachylona względem równika planety, co oznacza, że mógł on zostać przechwycony przez Neptuna z Pasa Kuipera, mówi Louise Prockter, dyrektor Lunar and Planetary Institute. Procker i jej zespół proponują, by w ramach prowadzonego przez NASA programu Discovery zorganizować tanią misję, która odwiedzi Trytona. To jednak nie będzie łatwe, gdyż inne zespoły naukowe mają pomysły na inne misje, w tym badanie Wenus czy przywiezienie na Ziemię próbek z Marsa. Jeśli jednak Procker przekonałaby NASA do swojego pomysłu, to decyzje muszą zapaść naprawdę szybko. Biorąc pod uwagę czas przygotowywania misji, to nie wystartowałaby ona wcześniej niż w roku 2026, a to oznacza, że na Trytona przybyła by w roku 2038, czyli niemal w ostatnim momencie. Jednym z celów proponowanej misji byłoby zrozumienie gejzerów, które zauważył Voyager. Uczeni przypuszczają, że to zjawisko podobne do tego, jakie występuje na Europie i Eceladusie. Jednak zespół Prockter nie jest jedynym, który proponuje misję w tamte regiony. Inna grupa naukowa ma pomysł znacznie większej misji badającej Urana i Neptuna oraz ich księżyców. Jednak jej zorganizowanie w najbliższym czasie jest jeszcze mniej prawdopodobne. Poza tym misja na Tytana mogłaby przetrzeć szlak dla większej wyprawy lub tez być jej częścią. Ponadto, jak zauważa Prockter, istnieją ważne powody, by na Trytona wybrać się już teraz, bez czekania na większą misję. Voyager zauważył bowiem bogate w azot pióropusze materiału na południowej półkuli Neptuna. Tak się bowiem złożyło, że gdy sonda tam przelatywała, akurat ten region planety był oświetlony przez Słońce, co prawdopodobnie przyczyniło się do powstania obserwowanego zjawiska. Jeśli chcemy zaobserwować to, co obserwował Voyager, musimy tam dotrzeć przed 2040 rokiem, podkreśla Prockter. Później bowiem Słońce przesunie się bardziej na północ i nie będzie można już obserwować podobnego zjawiska. Poza tym rozpoczęcie misji w 2026 roku pozwoli na niemal prostą podróż do celu. Na podobną okazję trzeba będzie poczekać ponad 80 lat. Podawane przez Prockter terminy są dość odległe. Tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że sonda New Horizons dotarła do Pluton w ciągu 9 lat. Jednak była to duża misja wystrzelona za pomocą potężniejszej rakiety. Misja Trident, bo tak jest ona roboczo nazywana przez zespół Prockter, byłaby znacznie tańsza, użyto by mniejszej rakiety, a na orbitę Neptuna pojazd trafiłby po 12 latach podróży. Ponadto Prockter chce wykorzystać sprzęt zaprojektowany na potrzeby wcześniejszych misji, co dodatkowo obniżyłoby koszty. Trident zabrałaby ze sobą dwa aparaty, spektrometr i magnetometr. Sfotografowałaby niemal całą powierzchnię Trytona. Tryton jest prawdopodobnie jednym z niewielu aktywnych geologicznie księżyców Układu Słonecznego. « powrót do artykułu
  13. Wiceprezydent USA Mike Pence, przemawiając podczas spotkania National Space Council domagał się, by do roku 2024 NASA przeprowadziła załogową misję z lądowaniem na Księżycu. Jeśli NASA nie jest obecnie sprawić, by w ciągu pięciu lat amerykański astronauta wylądował na Księżycu, należy zmienić tę organizację, a nie plany misji, powiedział wiceprezydent. Szef NASA, Jim Bridenstine, odnosząc się do wypowiedzi wiceprezydenta, oświadczył: W ciągu najbliższych dni i tygodni podejmiemy działania, w celu zrealizowania tego celu. Już wcześniej przedłożyliśmy plan, z którego jasno wynika, że plan badawczy NASA składa się z trzech celów strategicznych: niskiej orbity okołoziemskiej, Księżyca oraz Marsa i dalszych części przestrzeni kosmicznej. Wydałem już odpowiednie polecenia, które mają upewnić nas, że cele te zostaną osiągnięte. Jest wśród nich decyzja o powołaniu nowego dyrektoriatu w NASA, który skupi się na opracowaniu i wykonaniu tych celów. Roboczo nazywamy go Moon to Mars Mission Directorate. NASA jest jedyną agencją kosmiczną, która ma na swoim koncie lądowanie człowieka na Księżycu. Ostatni astronauta przebywał na Srebrnym Globie w grudniu 1972 roku. Od tamtego czasu NASA, również jako jedyna agencja kosmiczna, przeprowadziła udane – bezzałogowe – misje badawcze na powierzchni Marsa, badania Saturna i jego księżyców, zebrała dane na temat Plutona, odkryła tysiące planet pozasłonecznych. Obecni lokatorzy Białego Domu naciskają jednak na powrót człowieka na Księżyc. Niech to będzie jasne: pierwszą kobietą i kolejnym mężczyzną na Księżycu będą amerykańscy astronauci, którzy polecą tam na amerykańskiej rakiecie startującej z terenu USA. Prezydent polecił NASA i administratorowi Jimowi Bridenstinowi, by wykorzystali wszelkie dostępne środki w celu realizacji tych zadań, mówił Pence. Spis wszystkich misji prowadzonych przez NASA od czasu powołania Agencji w 1958 roku, tych trwających, jak i ukończonych, obejmuje 196 pozycji. « powrót do artykułu
  14. NASA chce, by w ciągu najbliższych lat amerykańscy astronauci powrócili na Księżyc, a następnie polecieli na Marsa. Agencja pracuje teraz nad ostatecznym złożeniem, integracją i testowaniem systemu, który będzie woził astronautów z Ziemi do Lunar Orbital Platform-Gateway, niewielkiej stacji kosmicznej, która ma powstać na orbicie Księżyca. W 2020 roku ma odbyć się testowa bezzałogowa Exploration Mission-1 (EM-1), w ramach której pojazd Orion zostanie wyniesiony przez rakietę Space Launch System (SLS) i obędzie podróż dookoła Księżyca, a następnie wróci na Ziemię. Do roku 2023 ma zostać zorganizowana załogowa testowa EM-2. Inżynierowie z Florydy łączą obecnie moduł załogowy i serwisowy Oriona, a później przeprowadzą testy, by upewnić się, że całość działa, jak powinna. Następnie kapsuła zostanie przewieziona do Ohio, gdzie przez cztery miesiące będzie poddawana testom termicznym w komorze próżniowej oraz testom interferencji elektromagnetycznej. Po powrocie na Florydę rozpocznie się ostateczna faza testów, po których kapsuła zostanie umieszczona na SLS. W międzyczasie zespół zajmujący się Orionem pracuje nad drugą kapsułą, która weźmie udział w locie załogowym wokół Księżyca. Najbardziej interesującym elementem prac nad tą kapsułą będzie przewidziany na czerwiec test systemu awaryjnego przerwania startu. W jego ramach Orion zostanie wyniesiony na wysokość 9,5 kilometra i przy prędkości ponad 1600 km/h będzie musiał oddzielić się awaryjnie od rakiety nośnej i bezpiecznie wylądować. Z kolei inżynierowie z Michound Assembly Facility w Nowym Orleanie niemal zakończyli już prace nad pierwszym stopniem SLS, największym elementem najpotężniejszej rakiety nośnej na świecie. Sekcja silników, składająca się z czterech maszyn motorów RS-25, została niemal ukończona. Wkrótce rozpocznie się jej łączenie z 40-metrowym zbiornikiem na ciekły wodór. Następnie całość zostanie połączona z sekcją przednią, składającą się m.in. ze zbiornika ciekłego tlenu. Całość zostanie później przewieziona do Stennis Space Center w Mississippi, gdzie rozpoczną się testy silników. W Stennis już przeprowadzono w bieżącym roku dwa testy silników, a w ciągu najbliższych miesięcy zakończone zostaną testy wszystkich silników dla czterech pierwszych misji SLS. Osobnym testom zostaną poddane zbiorniki ciekłego wodoru i tlenu. Będą sprawdzane w bardziej wymagających warunkach niż te, jakie są przewidywane w czasie lotu. Testowana jest też awionika i inne systemy, a w Kennedy Space Center trwają prace nad systemami, które będą potrzebne do przeprowadzenia startu. « powrót do artykułu
  15. To kolizja, w wyniku której powstał Księżyc, dostarczyła na Ziemię składniki niezbędne do powstania życia, uważają naukowcy z Rice University. Ponad 4,4 miliarda lat temu Ziemia zderzyła się z inną planetą, a skutkiem tej kolizji było powstanie Księżyca. Amerykańscy uczeni twierdzą, że nie był to jej jedyny efekt. Ich zdaniem podczas zderzenia nasza planeta zyskała większość obecnego na niej węgla i azotu. Z badań nad prymitywnymi meteorytami wiemy, że Ziemia i inne wewnętrzne planety Układu Słonecznego są ubogie w lotne pierwiastki. Czas i sposób ich pojawienia się na Ziemi jest przedmiotem debaty naukowej. Nasza teoria jest pierwszą, która wyjaśnia, zgodnie ze wszystkimi dowodami geochemicznymi, czas i sposób pojawienia się tych pierwiastków na naszej planecie, mówi współautor badań Rajdeep Dasgupta. Prowadzone przez Dasguptę laboratorium specjalizuje się w badaniu reakcji geochemicznych zachodzących w głębi planety w warunkach wysokiej temperatury i ciśnienia. Podczas serii eksperymentów Dasgupta i jego student Damanveer Grewal postanowili przetestować hipotezę, że lotne związki chemiczne trafiły na Ziemię wskutek zderzenia z protoplanetą, której jądro było bogate w siarkę. Zawartość siarki jest tutaj istotna, gdyż dysponujemy licznymi dowodami eksperymentalnymi wskazującymi, że węgiel, siarka i azot są obecne w każdej części Ziemi, z wyjątkiem jej jądra. Jądro nie wchodzi w interakcje z resztą Ziemi, ale wszystko ponad nim, płaszcz, skorupa, hydrosfera i atmosfera są ze sobą połączone i wymieniają się materiałem, mówi Grewal. Od dawna istnieje teoria mówiąca, że Ziemia zyskała lotne pierwiastki z bogatych w nie meteorytów, które bombardowały planetę już po uformowaniu się jądra. Co prawda sygnatury izotopowe tych pierwiastków są zgodne z sygnaturami izotopowymi pierwiastków znajdowanych obecnie na prymitywnych meteorytach zwanych chondrytami węglowymi, to stosunek węgla do azotu jest różny. Na Ziemi wynosi on około 40:1, tymczasem w chondrytach węglowych jest to 20:1. Podczas swoich eksperymentów, w czasie których symulowano ciśnienie i temperatury podczas formowania się jądra ziemi, Grewal i jego zespół testowali hipotezę, zgodnie z którą mamy bogate w siarkę jądro, ale brakuje w nim azotu i węgla, przez co poza jądrem stosunek tych pierwiastków jest inny niż powinien. Podczas serii testów z uwzględnieniem różnych temperatur i ciśnienia Grewal obliczał, jak dużo węgla i azotu może dostać się do jądra przy trzech różnych scenariuszach: gdy nie ma w nim siarki, gdy jest 10% siarki i gdy siarka stanowi 25% jądra. Na azot niemal nie miało to wpływu. Pozostawał on rozpuszczalny w stopach powiązanych z krzemianami. Jedynie przy założeniu najwyższej koncentracji siarki obserwowaliśmy, że rozpoczynało się jego usuwanie z jądra. Węgiel zaś zachowywał się zupełnie inaczej. Znacznie gorzej rozpuszczał się w stopach z obecnością siarki i było go w nich około 10-krotnie mniej pod względem wagowym niż w stopach bez siarki. Po uzyskaniu takich wyników naukowcy, znając koncentrację i stosunek pierwiastków zarówno na Ziemi jak i na meteorytach, stworzyli symulację komputerową, której celem było opracowanie najbardziej prawdopodobnego scenariusza, wedle którego mamy na Ziemi takie a nie inny rozkład lotnych pierwiastków. Uzyskanie odpowiedzi wymagało sprawdzenia około miliarda(!) różnych scenariuszy i porównania uzyskanych w każdym z nich wyników z warunkami, jakie obecnie panują w Układzie Słonecznym. Okazało się, że wszystkie dostępne dowody – sygnatury izotopów, stosunek węgla do azotu oraz całkowita ilość węgla, azotu i siarki na Ziemi z wyjątkiem jej jądra – wskazują na to, że pierwiastki te trafiły na naszą planetę wskutek kolizji z planetą wielkości Marsa o bogatym w siarkę jądrze, w wyniku której powstał Księżyc, mówi Grewal. Nasze badania sugerują, że skaliste podobne do Ziemi planety mają większą szansę na nabycie pierwiastków niezbędnych do powstania życia, jeśli doszło tam do zderzenia z inną planetą zbudowaną z innych pierwiastków, prawdopodobnie pochodzącą z innej części dysku protoplanetarnego, mówi Dasgupta, który jest też głównym badaczem w finansowanym przez NASA programie CLEVER Planets. Celem tego programu jest badanie, jak niezbędne do życia pierwiastki mogły trafić na Ziemię i inne skaliste planety. Zdaniem Dasgupty jest mało prawdopodobne, by Ziemia zyskała wspomniane pierwiastki samodzielnie, w czasie swojego formowania się. To zaś oznacza, że możemy rozszerzyć obszar poszukiwań sposobu, w jaki pierwiastki lotne trafiają na jedną planetę i tworzą życie w znanej nam formie, dodaje Dasgupta. « powrót do artykułu
  16. Nie Elon Musk i jego Space X, a izraelska firma SpaceIL może być pierwszym prywatnym przedsiębiorstwem, które umieści na Księżycu własny lądownik. Izraelczycy, zachęceni Google'owską Lunar X Prize, zapowiadają, że już w przyszłym miesiącu wystrzelą księżycowy lądownik. SpaceIL to prywatna organizacja non-profit. Współpracuje ona z państwową firmą działającą w przemyśle kosmicznym. W grudniu SpaceIL poinformowała, że zbudowany przez państwową firmę lądownik o nazwie Beresheet zostanie w lutym wyniesiony przez rakietę Falcon 9 firmy SpaceX. SpaceIL jest jedyną izraelską firmą, która zdecydowała się na wystartowanie w Lunar X Prize. W ramach projektu Google zaoferował 30 milionów dolarów dla pierwszej prywatnej firmy, która umieści na Księżycu lądownik zdolny do wykonania określonych zadań. Projekt zakończył się 31 marca ubiegłego roku. Jego założeń nie spełniła żadna firma. SpaceIL zdecydowała się jednak kontynuować prace nad lądownikiem. Na pokładzie Beresheet znajdą się trzy niewielkie nośniki, na kórych zapisano izraelską deklarację niepodległości, hymn państwowy, pieśni po hebrajsku, modlitwę, rysunki wykonane przez dzieci, Stary Testament, dzieła literackie i inne dane. Lądownik ma bezterminowo pozostać na powierzchni Srebrnego Globu. SpaceIL ma zamiar ambitnie wkroczyć na rynek kosmiczny. Firma liczy na to, że udane lądowanie na Księżycu pobudzi gospodarkę i będzie powodem do dumy dla całego kraju. « powrót do artykułu
  17. Gdy astronauci z misji Apollo 14 zebrali w 1971 roku skały księżycowe i przywieźli je na Ziemię, nie widzieli, że prawdopodobnie zabrali ze Srebrnego Globu fragment, który w przeszłości z Ziemi trafił na Księżyc. Skały są wyrzucane z Księżyca przez cały czas wskutek uderzeń meteorytów. Część z nich spada na Ziemię. Nie ma więc powodu, by zaprzeczać, że skała może przebyć też odwrotną podróż – z Ziemi na Księżyc. Wiemy, że Ziemia jest bombardowana przez meteoryty, a niektóre uderzenia były na tyle potężne, że mogły odrzucić fragmenty naszej planety na tyle daleko, by uwolniły się one z grawitacyjnych objęć Ziemi i np. wylądowały na Księżycu. Jeremy Bellucci i jego koledzy ze Szwedzkiego Muzeum Historii Naturalnej właśnie zidentyfikowali taką skałę. To niewielki kawałek granitu przywieziony z Księżyca przez członków Apollo 14. Naukowcy badali skład chemiczny i właściwości fizyczne kryształów cyrkonu w granicie. Chcieli dowiedzieć się, w jakich warunkach skała powstała. Odkryli, że badany przez nich fragment powstał w środowisku znacznie bardziej bogatym w tlen niż Księżyc oraz w warunkach niezwykle niskiej temperatury i wysokiego ciśnienia jak na skały księżycowe. Jeśli powstałby na Księżycu, to musiałby utworzyć się na głębokości 167 kilometrów pod powierzchnią, mówi Bellucci. Nawet wielki meteoryt upadający na Księżyc nie utworzyłby krateru, z którego mógłby wydobyć się badany fragment. Oczywiście nie można wykluczyć, że skała rzeczywiście powstała w niezwykłych okolicznościach na Księżycu, jednak naukowcy zwracają uwagę, że jest znacznie prostsze wyjaśnienie. Brzmi ono: skała pochodzi z Ziemi, gdyż jest podobna do ziemskich skał magmowych. William Bottke z Southwest Research Institute w Kolorado mówi: Oni zwrócili uwagę na interesującą rzecz i podali możliwe wyjaśnienie. Teraz musimy sprawdzić, czy mogą mieć rację. Można by się o tym przekonać badając inne próbki księżycowych skał i szukając wśród nich takich, w których znajdują się związki chemiczne niewystępujące na Księżycu, a występujące na Ziemi. Zidentyfikowany meteoryt jest jedną z najstarszych znanych nam skał pochodzących z Ziemi. Dzięki niemu możemy sporo dowiedzieć się o tym, jak wyglądała powierzchnia naszej planety wkrótce po uformowaniu się. Księżyc zmienił się w ciągu miliardów lat mniej, niż Ziemia, zatem zachowane na nim fragmenty naszej planety również będą mniej zmienione. « powrót do artykułu
  18. Chińska sonda Chang'e-4 jest pierwszym w historii pojazdem, który wylądował po niewidocznej stronie Księżyca. Chińska agencja kosmiczne poinformowała o udanym lądowaniu sondy, która przesłała zdjęcia do satelity Queqiao. Fotografie mają wkrótce trafić na Ziemię. Pekin od lat intensywnie rozwija swój przemysł kosmiczny. Chiny mają olbrzymie zapóźnienie w stosunku do Rosji i Stanów Zjednoczonych. Chcą je szybko nadrobić. Państwo Środka chce do 2022 roku posiadać własną stację kosmiczną ze stałą załogą, a później ma zamiar wysłać człowieka na Księżyc. Sonda Chang'e-4 została wystrzelona w grudniu. Jest druga udana chińska misja powiązana z lądowaniem na Księżycu. Jako pierwszy na Srebrnym Globie wylądował łazik Yutu, wysłany tam w 2013 roku. Na pokładzie Chang'e-4 znajduje się sześć chińskich instrumentów naukowych i cztery z zagranicy, w tym dwa instrumenty do badań radioastronomicznych. Ich autorzy chcą wykorzystać brak interferencji z sygnałami z Ziemi. Pierwsze w historii zdjęcia niewidocznej strony Księżyca wykonał w 1959 roku pojazd wysłany przez ZSRR. Dotychczas jednak żaden pojazd tam nie lądował. To trudne technologicznie zadanie. Chiny przygotowywały się do niego przez lata. Głównym problemem jest tutaj brak bezpośredniej komunikacji z lądującym pojazdem. Dlatego też Chiny wysłały wcześniej na orbitę Księżyca satelitę Queqiao, który przekazuje sygnały pomiędzy lądownikiem z Ziemią. Innym poważnym wyzwaniem są olbrzymie zmiany temperatury. W czasie księżycowej nocy, która trwa 14 ziemskich dni, temperatura spada do -173 stopni Celsjusza, a w czasie księżycowego dnia – również wynoszącego ziemskie 2 tygodnie – rośnie do 127 stopni Celsjusza. Urządzenia lądownika muszą przetrwać tak duże wahania temperatury. Trzeba im też zapewnić energię na czas długotrwałej nocy. Pekin planuje już kolejną misję. W ramach Chang'e-5, która ma wyruszyć już w bieżącym roku, na Ziemię mają trafić próbki księżycowego gruntu. « powrót do artykułu
  19. Za kilka dni, 8 grudnia, Chiny wystrzelą misję Chang'e-4, która wyląduje tam, gdzie nie lądował jeszcze żaden statek wysłany przez człowieka – na niewidocznej stronie Księżyca. Start odbędzie się z kosmodromu w Xichang w prowincji Syczuan. Misja będzie składała się z lądownika i łazika. Jeśli lądowanie przebiegnie zgodnie z planem, głównym celem łazika będzie badania powierzchni Srebrnego Globu. Lądownik przeprowadzi zaś pierwsze po tej stronie Księżyca eksperymenty z dziedziny radioastronomii. To niewątpliwie znacząca misja w dziejach eksploracji Księżyca, mówi Carolyn van der Bogert z Uniwersytetu w Munster. Ostatecznym celem Chińskiej Narodowej Administracji Kosmicznej jest stworzenie po niewidocznej stronie Księżyca bazy dla przyszłej eksploracji kosmosu. Chang'e-4 będzie drugim, po Chang'e-3 z 2013 roku, chińskim pojazdem, który miękko wyląduje na Srebrnym Globie. Chińczycy nie zdradzają szczegółów misji. Przypuszcza się, że mają zamiar wylądować w liczącym 186 kilometrów średnicy kraterze Von Karman. To część basenu Biegun Południowy – Aitken, który jest największym na Księżycu i jednym z największych w Układzie Słonecznym kraterów uderzeniowych. Jego średnica wynosi 2500 kilometrów, a głębokość to 13 kilometrów. To kluczowy obszar mogący zawierać odpowiedzi na wiele ważnych pytań dotyczących wczesnej historii Księżyca, w tym jego struktury wewnętrznej i ewolucji termalnej, stwierdza Bo Wu z Politechniki w Hongkongu. Łazik Chang'e-4 wykona mapę okolic miejsca lądowania, wykorzysta radar do pomiarów grubości i kształtu poszczególnych warstw znajdujących się po powierzchnią oraz zbada ich skład mineralny. Jako, że misja będzie odbywała się po stronie, która nigdy nie jest zwrócona w stronę Ziemi, Chiny wysłały już satelitę komunikacyjnego Queqiao, który zapewni łączność z Ziemią. Chang'e-4 nie tylko będzie miał za zadanie przeprowadzić badania podobne do Chang'e-3, ale również rozpocznie kilka unikatowych eksperymentów. Zbadana na przykład czy w warunkach niskiej grawitacji mogą rosnąć ziemniaki i rzodkiewnik. Jeśli myślimy o długoterminowym zamieszkaniu na Marsie lub Księżycu, musimy pomyśleć o szklarniach, w których ludzie będą mieszkali. Musimy tam mieć jakiś rodzaj biosfery, stwierdza Anna-Lisa Paul z University of Florida. Wcześniejsze eksperymenty prowadzone na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wykazały, że ziemniaki i rzodkiewnik rosną w warunkach obniżonej grawitacji, ale nie wiemy, czy może być ona aż tak niska jak na Księżycu. Bardzo istotne będą eksperymenty z dziedziny radioastronomii. Chińczycy chcą bowiem zbadać słabo rozumiane elementy Drogi Mlecznej, takie jak gazy znajdujące się pomiędzy gwiazdami czy pola magnetyczne rozprzestrzeniające się po śmierci gwiazd. Zbudowali spektrometr, który pracuje na częstotliwości od 100 kHz do 40 MHz. Będą za jego pomocą tworzyli mapę rozkładu promieniowania na tych częstotliwościach. Z Ziemi bardzo trudno jest wykonać takie pomiary, gdyż przeszkadza w tym atmosfera, zauważa Heino Falcke z holenderskiego Uniwersytetu w Nijmegen, który wraz z kolegami zbudował spektrometr znajdujący się na pokładzie satelity Queqiao. Na tym jednak chińskie ambicje się nie kończą. W przyszłym roku ma wystartować misja Chang'e-5, której zadaniem będzie przywiezienie na Ziemię próbek księżycowego gruntu. « powrót do artykułu
  20. Astronomowie informują o możliwym odkryciu pierwszego znanego nam księżyca poza Układem Słonecznym. Podkreślają jednak, że jest zbyt wcześnie, by jednoznacznie udowodnić jego istnienie. Alex Teachey i David M. Kipping z Columbia University przeanalizowali najnowsze dane z Teleskopu Keplera i zauważyli coś, co może być ksieżycem krążącym wokół planety Kepler-1625b. Naukowcy poprosili następnie o dostęp do Teleskopu Hubble'a, który jest czterokrotnie bardziej precyzyjny od Keplera. Uzyskali zgodę i mogli korzystać z Hubble'a przez 40 godzin. Około 3,5 godziny po tym, jak Hubble zaobserwował przejście Kepler-1625b na tle własnej gwiazdy, uczeni zauważyli krótki niewielki spadek jasności gwiazdy. Oba sygnały wyglądały jakby księżyc "podążał za planetą tak, jak pies idzie na smyczy za właścicielem", stwierdził Kipping. Kepler-1625b to planeta wielkości Jowisza, a Teachey i Kipping oceniają, że jej księżyc jest wielkości Neptuna. Zanim odkryjemy naprawdę małe księżyce powinniśmy zauważyć właśnie coś takiego. Obaj naukowcy zauważyli też, egzoplaneta przeszła na tle swojej gwiazdy o około 80 minut wcześniej, niż się spodziewano. To sugeruje, że planeta obiega gwiazdę w różnym czasie, co z kolei może być pośrednim dowodem na istnienie księżyca. Oczywiście jest też możliwe, że na czas obiegu orbity wpływa inna planeta, mówi Teachey. Warto tutaj jednak zauważyć, że jak dotychczas Kepler nie odkrył drugiej planety w układzie Kepler-1625. Dlatego też naukowcy uważają, że istnienie księżyca jest najlepszym wyjaśnieniem różnych czasów obiegu gwiazdy. Teachey i Kipping już poprosili o dostęp do Hubble'a w maju 2019 roku, by mogli obserwować kolejne przejście Kepler-1625b. Tymczasem, zdaniem amerykańsko-australijskiego zespołu naukowego, na egzoksiężycach może istnieć życie. « powrót do artykułu
  21. Yusaku Maezawa, japoński miliarder, potentat w świecie mody on-line, będzie pierwszym klientem SpaceX, który wybierze się w podróż dookoła Księżyca. Podróż może mieć miejsce już w 2023 roku. Maezawa ma zamiar zabrać ze sobą 6–8 artystów. Będzie on pierwszym człowiekiem od 1972 roku, czasu ostatniej misji Apollo, który uda się w pobliże Srebrnego Globu. Od kiedy byłem dzieckiem, kochałem Księżyc. To marzenie mojego życia, powiedział Maezawa podczas wizyty w siedzibie Space X. Mężczyzna jest dyrektorem wykonawczym największego w Japonii online'owego sklepu z ubraniami. Jego majątek wyceniany jest na 3 miliardy USD. Jest też miłośnikiem sztuki współczesnej. W ubiegłym roku kupił obraz Jean-Michela Basquiata za ponad 110 milionów dolarów, ustanawiając tym samym rekord ceny dla amerykańskiego artysty. Chciałbym zaprosić 6–8 artystów, by dołączyli do mnie w misji na Księżyc. Poproszę ich, by po podróży coś stworzyli. Ich dzieła rozbudzą marzyciela, który tkwi w każdym z nas, dodał miliarder. Dotychczas Amerykanie są jedynymi ludźmi, którzy opuścili orbitę Ziemi. W latach 60. i 70. ubiegłego wieku dokonało tego 24 astronautów NASA, a 12 z nich spacerowało po Księżycu. Pierwszym turystą w kosmosie był amerykański miliarder Dennis Tito, który w 2001 roku zapłacił 20 milionów dolarów za podróż na Międzynarodową Stację Kosmiczną. « powrót do artykułu
  22. Astronomowie odkryli 12 nieznanych dotychczas księżyców Jowisza. Tym samym wiemy, że planeta ta posiada co najmniej 79 naturalnych satelitów i jest pod tym względem rekordzistką w Układzie Słonecznych. Wśród nowo odkrytych księżyców mamy 11 standardowych i jeden, o którym astronomowie stwierdzili, że jest dziwaczny. Księżyce zauważył wiosną 2017 roku zespół kierowany przez Scotta Shepparda z Carnegie Institution for Science. Naukowcy prowadzili poszukiwania potencjalnej 9. Planety, która może znajdować się za Plutonem. Tak się złożyło, że w naszym polu obserwacyjnym znalazł się Jowisz, więc mogliśmy przy okazji rozejrzeć się za nieznanymi księżycami tej planety, mówi Sheppard. Dane zdobyte przez jego zespół zostały wykorzystane przez Garetha Williamsa z Minor Planet Center do obliczenia orbin nowo odkrytych księżyców. Trzeba przeprowadzić kilka obserwacji, by potwierdzić, że dany obiekt rzeczywiście krąży wokół Jowisza. Dlatego cały ten proces zajął rok, wyjaśnia Williams. Dziewięć ze wspomnianych księżyców stanowi część większego zbioru satelitów Jowisza, które krążą wokół planety w kierunku przeciwnym do kierunku jej obrotu. Te odległe księżyce są zgromadzone w co najmniej trzech grupach i mogą być pozostałościami większych księżyców, które rozpadły się wskutek zderzeń z asteroidami, kometami lub innymi księżycami. Każdy z tych dziewięciu księżyców okrąża Jowisza w ciągu około dwóch lat. Dwa kolejne księżyce, to część bliższej grupy, która krąży zgodnie z ruchem obrotowym Jowisza. Także i one, przez podobieństwo swoich orbit, są uważane za pozostałość po większym księżycu. Obiegają one Jowisza w czasie nieco krótszym niż rok. Odkryliśmy też dziwaka, który ma orbitę zupełnie inną, niż wszystkie pozostałe księżyce Jowisza. To także najprawdopodobniej najmniejszy ze znanych nam księżyców tej planety. Jego średnica wynosi mniej niż kilometr, mówi Sheppard. Orbita tego księżyca, który porusza się zgodnie z ruchem obrotowym Jowisza, przecina orbity dalszych księżyców, a że porusza się on w przeciwnym kierunku do nich, prawdopodobnie w końcu dojdzie do zderzenia. To bardzo niestabilna sytuacja. Seria takich zderzeń szybko doprowadzi do rozpadnięcia się tych obiektów w pył. Naukowcy sądzą, że dziwak to ostatnia pozostałość po większym księżycu, który miał pewien udział w powstaniu zgrupowania odległych księżyców poruszających się w przeciwną stronę do ruchu obrotowego planety. Odkrywcy zaproponowali dla dziwnego księżyca nazwę Valetudo, na cześć praprawnuczki Jowisza, bogini zdrowia i higieny (gr. Hygieja). Istnienie tak dużej liczby niewielkich księżyców wskazuje, że powstały one po okresie formowania się planet. Księżyce te mają średnice od 1 do 3 kilometrów. Gdyby istniały w okresie formowania się planet, na ich ruch mocno wpływałyby gaz i pył, tworzące dysk protoplanetarny, z którego powstawały planety. Opór tworzony przez gaz i pył powodowałby, że małe księżyce zaczęłyby po spirali opadać na Jowisza. Jako, że wciąż istnieją, musiały powstać po okresie formowania się planet. « powrót do artykułu
  23. Niedochodowa izraelska organizacja SpaceII poinformowała, że jeszcze w bieżącym roku wyśle na Księżyc lądownik. Jeśli misja się powiedzie, będzie to pierwsze miękkie lądowanie na Księżycu od 2013 roku. Pojazd ma wystartować w grudniu na pokładzie rakiety Falcon 9. Lądowanie przewidziano na 13 lutego przyszłego roku. Przez dwa dni po lądowaniu urządzenie ma przesyłać zdjęcia Księżyca oraz wykonywać pomiary pól magnetycznych. "Nasz pojazd będzie najmniejszym, jaki dotychczas wylądował na Księżycu", mówi Ido Anteby, dyrektor wykonawczy SpaceII. Organizacja została założona w 2011 roku przez grupę inżynierów. Dysponuje ona budżetem w wysokości około 90 milionów dolarów, a jej celem jest opracowanie technologii bardziej efektywnej podróży w przestrzeni kosmicznej. Sam pojazd, który właśnie został zaprezentowany, waży 585 kilogramów, a jego wysokość wynosi 1,5 metra. Plan lotu przewiduje, ze oddzieli się on od rakiety na wysokości 60 000 kilometrów nad Ziemią i zacznie okrążać nasza planetę po coraz szerszej orbicie eliptycznej. Dwa miesiące później przetnie orbitę Srebrnego Globu, zwolni i wyląduje. Lądowanie to najtrudniejszy element. Wybraliśmy płaski teren, a pojazd będzie widoczny z Ziemi, co ułatwi komunikację. Proces lądowania odbędzie całkowicie automatycznie, mówi Anteby. SpaceII jest finansowana głównie ze źródeł prywatnych. Wśród jej sponsorów są amerykański posiadacz kasyn Sheldon Adelson czy miliarder Morris Kahn, współzałożyciel jednej z największych izraelskich firm technologicznych, Amdocs. Pierwszym pojazdem, który dokonał udanego miękkiego lądowania na Księżycu była radziecka Luna-9. Dotknęła ona Srebrnego Globu 31 stycznia 1966 roku. W sumie ZSRR dokonał 7 udanych miękkich lądowań bezzałogowych na powierzchni satelity Ziemi. Ostatnie z nich zostało przeprowadzone przez Lunę-24 dnia 9 sierpnia 1976 roku. Stany Zjednoczone mają na swoim koncie 5 takich przedsięwzięć, a ostanie z nich to misja Surveyor-7 z 7 stycznia 1968 roku. Później przez kolejne dekady żaden bezzałogowy ziemski pojazd nie lądował na Księżycu. Dopiero 14 grudnia 2013 roku na Księżycu wylądował chiński Chang'e 3. « powrót do artykułu
  24. Chiny wystrzeliły dzisiaj satelitę telekomunikacyjnego, który zapewni łączność pomiędzy Ziemią a łazikiem, który ma w bieżącym roku wylądować po niewidocznej stronie Księżyca. Jak poinformowała Chińska Narodowa Administracja Kosmiczna, satelita Queqiao został wystrzelony przed świtem z centrum kosmicznego Xichang. Po 25 minutach lotu satelita oddzielił się od rakiety Długi Marsz 4C, rozwinął panele słoneczne oraz anteny i rozpoczął podróż do miejsca przeznaczenia. "Ten start to dla Chin kluczowy element osiągnięcia celu, jakim miękkie lądowanie i badanie za pomocą łazika niewidocznej strony Księżyca", mówi Zhang Lihua, odpowiedzialny za misję Queqiao. Satelita będzie przekazywał sygnał pojazdu Chang'e 4, który ma trafić na Srebrny Glob jeszcze w bieżącym roku. Celem misji jest Basen Biegun Południowy – Aitken. To największy krater księżycowy (średnia 2500 km, głębokości 13 km) i jeden z największych znanych nam kraterów uderzeniowych w całym Układzie Słonecznym. Chang'e-4 ma być drugim, po Yutu, chińskim łazikiem na Księżycu. Chiny już planują kolejną misję na ziemskiego satelitę. Łazik Chang'e-5 ma trafić tam w przyszłym roku, zebrać próbki i dostarczyć je na Ziemię. « powrót do artykułu
  25. Zhou Jianping, główny projektant chińskiego programu kosmicznych lotów załogowych poinformował, że Państwo Środka dysponuje technologiami pozwalającymi na wysłanie człowieka na Księżyc. Jednak chińskie ambicje podboju kosmosu sięgają znacznie dalej niż Srebrny Glob. Długoterminowym celem jest wysłanie ludzi na Marsa. Lądowanie na Księżycu ma być tylko wstępem do wysłania człowieka na inną planetę. "Prowadziliśmy poważne rozmowy dotyczące załogowego lotu na Księżyc. W ostatnich latach zajmowaliśmy się też rozwojem potrzebnych technologii", stwierdził Zhou. Chiński inżynier przedstawił też plany budowy stacji kosmicznej przez Państwo Środka. Budowa takiej stacji ma się zakończyć w 2022 roku. Stacja Tiangong, której masa ma wynieść 66 ton, będzie składała się z kapsuły głównej Tianhe i kapsuł laboratoriów Wentian i Mengtian. Jeśli będzie potrzeba dołożenia kolejnych modułów laboratoryjnych to możliwe będzie zwiększenie masy stacji do 180 ton. Na stacji będzie mogło przebywać od 3 do 6 astronautów. Stacja projektowana jest tak, by mogła pracować przez co najmniej 10 lat i by czas ten można było przedłużyć. Chińska stacja kosmiczna ma zostać umieszczona na orbicie znajdującej się 393 kilometry od Ziemi. Na tej samej orbicie ma znajdować się też teleskop o polu widzenia 200-krotnie większym od pola widzenia Teleskopu Hubble'a. Teleskop mógłby w razie potrzeby dokować do stacji. Chińska stacja będzie mniejsza od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) ma jednak korzystać z równie nowoczesnych materiałów i projektów, a jej systemy informatyczne, energetyczne i dynamiczne mają być nowocześniejsze niż te wykorzystywane na ISS. Na stacji będą prowadzone badania naukowe, w tym projekty z dziedziny medycyny kosmicznej, biotechnologii, życia w kosmosie, nauk materiałowych, fizyki, astronomii i astrofizyki. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...