Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'ocena'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 52 results

  1. Wcześniejsze badania wykazywały, że podobnie jak zwierzęta ludzie umieją ocenić czyjąś waleczność i możliwości fizyczne na podstawie danych wzrokowych. Ostatnio amerykańscy naukowcy potwierdzili, że w głosie mogą się znajdować wskazówki niedostępne za pośrednictwem wzroku, a ewolucja wyposażyła nas w zdolność ich rozszyfrowywania. Podczas eksperymentu zarówno kobiety, jak i mężczyźni trafnie oceniali tężyznę górnej połowy ciała właścicieli głosów z różnych populacji i grup językowych. Próbki głosowe pozyskiwano w 4 populacjach: wśród plemienia Tsimane (in. Chimane) z departamentu Beni w północnej Boliwii, od żyjących w Andach, a konkretnie w Argentynie pasterzy-rolników, a także od amerykańskich i rumuńskich studentów. Bez względu na to, czy badanych proszono o skupienie się na wzroście, wadze, sile bądź umiejętnościach związanych z walką, formułowali oni podobne oceny. Zespół Aarona Sella z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara nagrał głosy ponad 200 mężczyzn. Wszyscy powtarzali krótkie zdanie w ojczystym języku. Panowie przeszli też wiele testów dotyczących siły górnej części ciała. Gdy ochotnicy słuchali nagrań głosów, bez względu na ewentualne różnice językowe, potrafili trafnie ocenić ich możliwości fizyczne na 7-punktowej skali, której końce wyznaczały wymiary "słaby" i "silny". Na razie nie wiadomo, jakie aspekty głosu łączymy z tężyzną, ponieważ nie odnotowano korelacji między siłą mężczyzny a wysokością jego głosu. W eksperymencie uwzględniono też głosy kobiece, one sprawiły jednak ochotnikom więcej kłopotów. Trafniejsza ocena głosów męskich pozostaje w zgodzie z danymi etnograficznymi z całego świata, wskazującymi na silniejszą tendencję mężczyzn do wyrażania agresji.
  2. W jaki sposób karaczany znajdują najlepsze źródła pokarmu? Naukowcy z Queen Mary, University of London sugerują, że podobnie jak ludzie kierują się systemem rekomendacji, a wskazówki są przekazywane za pośrednictwem feromonów (Behavioural Ecology and Sociobiology). Dotąd sądzono, że znienawidzone przez wielu owady znajdują jedzenie i wodę "na własną rękę", lecz eksperyment Brytyjczyków pokazał, iż grupa karaczanów podejmuje raczej kolektywne decyzje dot. źródeł pokarmu. W takich okolicznościach nie powinno już dziwić, że często natrafia się na duże zbiorowiska karaczanów żerujących w jednej lokalizacji. Dr Mathieu Lihoreau z uniwersyteckiej Szkoły Nauk Biologicznych i Chemicznych podkreśla, że uzyskane wyniki pozwolą obniżyć straty wynikające z działalności karaczanów. Ponadto dzięki nim badacze będą w stanie opracować skuteczniejsze żelowe insektycydy z dodatkiem feromonów o charakterze atraktantów, które nie wywołają wielu groźnych dla zdrowia ludzi efektów ubocznych. Możliwe również stanie się stworzenie zapachowych pułapek całkowicie pozbawionych insektycydów. Podczas eksperymentu grupę głodnych karaczanów prusaków (Blattella germanica) wypuszczano na specjalną arenę, gdzie ustawiono dwie pryzmy pokarmu. Lihoreau zauważył, że zamiast decydować się losowo na jedną z nich i dzielić się na 2 grupy, jak powinno się dziać, gdyby owady działały niezależnie od siebie, większość B. germanica żerowała wyłącznie na jednej kupce jedzenia. Działo się tak aż do wyczerpania zapasów. Śledzenie poczynań poszczególnych osobników ujawniło, że im więcej karaczanów gromadziło się na jednym kawałku jedzenia, tym dłużej każdy z nich pozostawał, by się pożywić. Obserwacje połączone z symulacjami w ramach modelu matematycznego wskazują, że karaczany komunikują się, wchodząc w bliski kontakt, kiedy znajdą się już przy źródle pokarmu. Różni się to od tańca pszczół czy chemicznych wskazówek mrówek, które stanowią złożone komunikaty kierujące poczynaniami odbiorcy na długich dystansach. Chociaż sądzimy, że karaczany porozumiewają się za pomocą feromonu pokarmowego, na razie go nie zidentyfikowaliśmy. Potencjalni kandydaci znajdują się w ślinie owadów, pod uwagę brane są także węglowodory z oskórka.
  3. Dr Jeffrey S. Mogil z McGill University stwierdził, że podobnie jak my, myszy wyrażają ból za pomocą min. Wbrew pozorom odkrycie to ma duże znaczenie, ponieważ nie tylko polepszy los zwierząt laboratoryjnych i pomoże weterynarzom w pracy, ale i pozwoli opracować skuteczniejsze leki przeciwbólowe dla ludzi. Mogil wraz zespołem oraz akademicy z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej (UCB), którzy pracowali pod przewodnictwem prof. Kennetha Craiga, zauważyli grymas na pyskach gryzoni, gdy poddawali je działaniu umiarkowanie silnych bodźców bólowych. Dzięki opisywanym badaniom Kanadyjczykom udało się stworzyć Skalę Mysich Grymasów. Jako że w badaniach nad bólem wykorzystuje się głównie gryzonie, dokładny pomiar jest priorytetem w zrozumieniu bólu samoistnego. Doktor Mogil, studentka Dale Langford i zespół analizowali zdjęcia myszy z 30 min przed i 30 po zaaplikowaniu umiarkowanie silnego bodźca bólowego, np. po wstrzyknięciu w brzuch lub łapy rozcieńczonej substancji (kwasu octowego) o działaniu zapalnym. Natężenie badanego bólu było porównywalne z bólem głowy czy odczuciami związanymi z opuchlizną palca. Badacze zastosowali szereg nieprzyjemnych procedur, by ocenić, które grymasy wskazują na ból. Miny pojawiające się po zastrzykach sugerowały, że najczęściej wyrażany jest ból wewnętrzny i trwający dłużej niż kilka minut. Wg Mogila, wyrazy pyska mogą stanowić sygnał ostrzegawczy dla pozostałych myszy. Kanadyjczycy zauważyli, że ból krótkotrwały - np. wywołany przymocowaniem na kilka sekund spinacza do ogona - oraz ból przewlekły, np. spowodowany operacyjnym uszkodzeniem nerwów, nie przejawiają się w postaci grymasów. W tym ostatnim przypadku Mogil także proponuje logiczne wyjaśnienie i dywaguje, że myszy tak wyewoluowały, aby ukrywać te rodzaje bólu. Dzięki temu drapieżniki ani rywale nie są w stanie wykryć ich słabości. Następnie filmy wysłano do laboratorium Craiga na UBC, gdzie powstała skala. Tamtejsi eksperci zaproponowali, by w powiązaniu z natężeniem bodźca oceniać następujące parametry pyska: 1) mrużenie oczu, 2) nadymanie policzków i nosa, 3) ustawienie uszu oraz wibryssów. Laboratorium Craiga specjalizuje się w analizie wyrazów twarzy. Jest znane z prac nad mimiką bólową u niemowląt i osób z zaburzeniami komunikacji. W przyszłości naukowcy zamierzają ustalić, czy skala sprawdza się w odniesieniu do innych niż myszy gatunków, czy leki przeciwbólowe podawane myszom po zabiegach chirurgicznych sprawdzają się w formie powszechnie ordynowanych dawek i czy gryzonie reagują na mimiczne wskazówki świadczące o cierpieniach pobratymców.
  4. Ocena przyjemności wynikającej z oglądania danej twarzy odbywa się w innym rejonie mózgu niż ocena jej wartości ekonomicznej, czyli tego, ile ktoś byłby skłonny zapłacić za oglądanie innej fizjonomii o podobnej atrakcyjności. Na początku akademicy z Centrum Medycznego Duke University pokazywali młodym heteroseksualnym mężczyznom serię kobiecych twarzy, wymieszanych ze zdjęciami pieniędzy. W tym czasie mierzyli aktywację różnych części mózgu za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Później ochotnicy mogli zapłacić większą lub mniejszą kwotę za zobaczenie bardziej albo mniej atrakcyjnych twarzy. Podczas oceny hedonistycznej wartości twarzy (jakości doświadczenia) jeden obszar kory czołowej naszych badanych reagował silniejszym pobudzeniem na widok atrakcyjniejszych fizjonomii. Aktywacja pobliskiego regionu pozwalała zaś przewidzieć ekonomiczną wartość twarzy – a zwłaszcza ile pieniędzy dana osoba będzie chciała zapłacić za ujrzenie twarzy o podobnej atrakcyjności – tłumaczy dr Scott Huettel. W ramach eksperymentu ochotnikom demonstrowano kobiece twarze (ich atrakcyjność ocenili wcześniej rówieśnicy). Pomiędzy nimi "przewijały się" fotografie pieniędzy. Miały one różne nominały, co oznaczało realny zysk bądź stratę dotyczącą sumy, którą badani będą mogli wykorzystać w drugiej fazie eksperymentu. Panowie podejmowali ok. 100 ekonomicznych decyzji: czy chcą wydać więcej pieniędzy, by zobaczyć atrakcyjniejszą twarz, czy też raczej zapłacić mniej za ujrzenie brzydszej buzi. Za każdym razem mogli operować kwotami w zakresie od 1 do 12 centów. Gdy mężczyźni widzieli atrakcyjniejszą, wg nich, fizjonomię lub większą sumę pieniędzy, silniej uaktywniała się przednia brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa (ang. anterior ventromedial prefrontal cortex). Podobny wzorzec aktywacji pojawiał się u wszystkich ochotników. W tylnej brzuszno-przyśrodkowej korze przedczołowej dochodziło zaś do zestawienia wartości twarzy z pieniędzmi, co w dużej mierze pozwalało przewidzieć, ile ktoś będzie skłonny wydać, by zobaczyć bardziej atrakcyjną twarz. Jak tłumaczy Huettel, odkrycia jego zespołu mają ogromne znaczenie dla działań marketingowych. Trudno co prawda wskazać obrazy najlepsze dla konkretnego mózgu, ale można się pokusić o wskazanie rodzaju zdjęć modulujących właściwy typ wskazówek dotyczących wartości. Wcześniejsze badania wykazały, że decyzje związane z wartością towarów również zapadają w brzuszno-przyśrodkowej korze przedczołowej. Teraz wszystko wskazuje na to, że pojawiają się tam dwa różne sygnały związane z wyceną – hedonistyczny i ekonomiczny. Psycholodzy z Duke prowadzili badania wyłącznie na młodych mężczyznach, ponieważ uprzednie studia unaoczniły, że nie tylko cenią oni kontakt z piękną kobiecą twarzą, ale i traktują takie doświadczenie jak dobro, które można w przewidywalny sposób przeliczyć na pieniądze – podkreśla Huettel. Niemniej jednak uważa on, że kobiecy układ nagrody funkcjonuje podobnie do męskiego, różnić się będzie tylko rodzaj atrakcyjnego dla danej płci bodźca. Dla mężczyzn będzie to piękna buzia, a dla kobiet coś wartościowego w kontekście społecznym.
  5. Białe wino smakuje bardziej, gdy pije się je w pomieszczeniu oświetlonym na czerwono lub niebiesko. Mózg zostaje oszukany, że w takich okolicznościach trunek jest lepszy i droższy niż dokładnie ten sam, ale spożywany przy świetle zielonym bądź białym. Psycholodzy z Uniwersytetu Jana Gutenberga w Moguncji dawali ludziom tę samą butelkę rieslinga w różnych warunkach oświetleniowych i poprosili o opinie na temat wrażeń smakowych. Okazało się, że przy czerwonej poświacie wino uznawano za 1,5 raza słodsze od pitego przy świetle zielonym lub białym. Wyżej oceniano także jego owocowy smak. Poza tym z błękitem lub czerwienią w tle kiperzy byli skłonni zapłacić średnio o 1 euro więcej za butelkę identycznego przecież trunku. Wiadomo, że kolor drinka wpływa na odbiór jego smaku. Chcieliśmy sprawdzić, czy oświetlenie tła, np. w restauracji, również ma jakieś znaczenie – wyjaśnia dr Daniel Oberfeld-Twistel. Okazało się, że tak, nawet jeśli nie zmieniało ono bezpośrednio barwy samego alkoholu w kieliszku. Niemiec podkreśla, że w ramach przyszłych badań trzeba będzie sprawdzić, dlaczego barwa światła oddziałuje na percepcję smaku. Myśleliśmy, że przyjemne kolory wprowadzą ludzi w równie przyjemny nastrój, ale wstępne testy pokazują, iż to nie takie proste. Nadal wierzymy, że to kwestia humoru. Z jakiegoś powodu jedne barwy wywołują u ludzi lepszy nastrój niż inne.
  6. Psycholodzy mają ciekawą radę dla osób z lękiem wysokości: podejdźcie bliżej krawędzi, wtedy stok czy ściana wydadzą się wam mniej strome (Journal of Vision). Frank Durgin i Zhi Li zaobserwowali, że tak się właśnie dzieje, na terenie macierzystego Swarthmore College w Pensylwanii. Znajduje się tam strumień z wysokimi i bardzo stromymi brzegami. Durgin, który na co dzień zajmuje się postrzeganiem w naturalnym otoczeniu, stwierdził, że gdy oddalali się z kolegą od brzegów, zaczynały im się wydawać łagodniejsze. Mając to na uwadze, zaplanowali prosty eksperyment laboratoryjny. Kilkudziesięciu studentów proszono o ocenę kąta nachylenia stoku. Ochotnicy stawali w różnych odległościach od ustawionej pochyło dykty. Za pomocą mniejszej sklejki, którą mocowano żyłką wędkarską, mieli zademonstrować, jakie są, wg nich, parametry obserwowanego niby-wzgórza. Następnie - tym razem w rzeczywistości wirtualnej – wolontariusze mieli oszacować kąt nachylenia, stojąc na szczycie czegoś, co wyglądało jak 14,5-metrowe zbocze, opadające ku dużemu jezioru. Zbliżając się do krawędzi, i w jednym, i w drugim przypadku badani trafnie stwierdzali, że stok jest mniej stromy (o ok. 8 stopni). Durgin uważa, że opisywane zjawisko można przypisać temu, jak poruszamy głową i oczami. Za pomocą modelu geometrycznego wykazał on, że podchodząc do brzegu, kierujemy je w dół, przez co stok wydaje się mniej stromy, niż nam się początkowo wydawało.
  7. Szybki rzut oka na twarz pozwala stwierdzić, jak dużą skłonność do agresji wykazuje dana osoba. Podczas takiego "rekonesansu" oceniamy stosunek szerokości fizjonomii do jej długości (ang. facial width-to-height ratio, WHR). Szerokość to odległość między policzkami, a długość to dystans między górną wargą a środkiem brwi. W dzieciństwie chłopcy i dziewczynki mają podobny WHR, lecz podczas dojrzewania wskaźnik męski staje się wyższy od żeńskiego. W ramach wcześniejszych badań wykazano, że mężczyźni z większym WHR zachowują się bardziej agresywnie od tych z mniejszą proporcją. Justin M. Carré, Cheryl M. McCormick i Catherine J. Mondloch z Brock University przeprowadzili swój eksperyment, by sprawdzić, czy da się przewidzieć czyjąś skłonność do agresji, patrząc tylko i wyłącznie na jej fotografię. Ochotnikom pokazywano fotografie ludzi, których agresję oceniono uprzednio w laboratorium. Badani przypisywali im noty na skali od 1 do 7. Twarzy mogli się przyglądać przez 2000 lub jedynie przez 39 milisekund. Okazało się, że wolontariusze pozyskiwali ze zdjęć wiele informacji. Ich oceny silnie korelowały z rzeczywistymi skłonnościami widniejących na nich osób i to nawet wtedy, gdy na przyjrzenie się mieli 39 ms. Poza tym im wyższy wskaźnik WHR, tym wyższe miejsce danego człowieka na skali agresji, co sugeruje, że sędziowie wykorzystywali tę cechę podczas formułowania oceny (Psychological Science).
  8. Niemal 10% otyłych osób nieprawidłowo ocenia rozmiary swojego ciała, uznając je za mieszczące się w granicach normy. W związku z tym nie widzą one potrzeby odchudzania się, mimo że mają nadciśnienie, podniesiony poziom cholesterolu i cierpią na cukrzycę. Badanie objęło ludzi biorących udział w Dallas Heart Study. Ochotników proszono o zaklasyfikowanie się do kategorii wagowej (poniżej normy, normalnej lub powyżej normy). Okazało się, że jedna na osiem otyłych osób sądziła, że jej rozmiary są prawidłowe i zdrowe. Działo się tak, choć w grupie popełniającej fatalną w skutkach pomyłkę aż u 35% stwierdzono nadciśnienie tętnicze, u 15% podwyższony cholesterol, a u 14% cukrzycę. To nie tylko kwestia błędu oceny, ponieważ percepcja wpływa na zachowanie – podkreśla Tiffany Powell, kardiolog z University of Texas Southwestern Medical Center. Otyli przekonani o przynależności do grupy z prawidłową masą ciała rzadziej odwiedzali lekarza: 44% nie widziało go od roku, w porównaniu do 26% wspominających o konieczności odchudzania się.
  9. Najnowsze badania kryminologiczne dowodzą, że ludzie bardzo różnią się pod względem oceny, co jest uczciwe, a co nie. Od tego w dużej mierze zależy wyrok, tymczasem już sama płeć jest ważnym czynnikiem opiniotwórczym. Choć to kobiety częściej uważają wątpliwe moralnie zachowania za nieetyczne, za winą oskarżonego głosują w takiej sytuacji raczej mężczyźni. Emily Finch i Stefan Fafinski z Brunel University poprosili ochotników, by zadecydowali, czy zachowanie oskarżonego było uczciwe, zgodnie ze standardami rozsądnych i uczciwych ludzi. Okazało się jednak, że uniwersalne standardy po prostu nie istnieją. W porównaniu do mężczyzn, kobiety wydają się posługiwać ostrzejszymi normami, ale nie idą za ciosem, uznając publicznie winę oskarżonego. Doskonale widać to na przytoczonych przez Brytyjczyków przykładach. Dla 92% pań nieuczciwością było zgłoszenie do ubezpieczyciela istniejącego wcześniej uszkodzenia samochodu, podobne sądy wygłaszało zaś 85% panów. Dla odmiany kogoś, kto oszukuje w ten sposób, skazałoby 55% mężczyzn i tylko 47% kobiet. Na ocenę czyjegoś zachowania silnie wpływał też wiek. Z wyjątkiem kilku zaledwie przypadków, osoby starsze krytyczniej postrzegały przedstawiane im postępki. Ludzie łagodniej oceniali nieuczciwe zagrania, jeśli w przeszłości samym zdarzyło im się tak zachować oraz gdy przestępstwa dotyczyły dużych bądź anonimowych firm. Akademicy z Brunel University zdobyli te dane, ankietując internautów. Na ich pytania odpowiedziało ponad 15 tys. ochotników. W ramach "Laboratorium Uczciwości" Finch i Fafinski badali postawy m.in. wobec oszustwa ubezpieczeniowego, udawanego włamania, kłamstwa w związku, studenckiego plagiatu czy okradzenia pracodawcy. Należało stwierdzić, czy dane zachowanie jest nieuczciwe, czy jego sprawca powinien zostać skazany i czy dana osoba dopuściła się podobnego czynu. Wszyscy oglądali wideoklip, na którym aktor przedstawiał jeden z 50 uwzględnionych scenariuszy. Sporym zaskoczeniem było to, że dla ponad 3% respondentów zabranie ze sklepu płyty DVD bez płacenia nie było niczym złym. A oto inne ciekawsze wyniki sondażu. Kradzież w miejscu pracy była dozwolona dla czterech na pięć osób. Ponad połowa sądziła, że można też zaakceptować działania opiekuna, który przekonuje starszego człowieka, by przed śmiercią zmienił swój testament na jego korzyść. Ośmiu na 10 ankietowanych przyznało, że kobieta wkładająca sukienkę na przyjęcie przed oddaniem jej w sklepie postępuje nieuczciwie. Niezwrócenie sprzedawcy uwagi, że wystawił zbyt niski rachunek, było nie fair tylko dla ok. 37% respondentów. Wygląda to dziwnie w zestawieniu z faktem, że dla 42% badanych internautów przed zważniem w supermarkecie nie powinno się odrywać łodyżek brokułów. Takie zróżnicowanie opinii, w dodatku nawet w przypadku podstawowych kwestii, oznacza spore kłopoty dla systemów prawnych bazujących na ławach przysięgłych. Naukowcy chcą powtórzyć eksperyment na fikcyjnej sali sądowej. Uważają, że w obecności sędziego, adwokatów i pod wpływem presji społecznej ochotnicy zmienią pogląd na to, co jest uczciwe/nieuczciwe.
  10. Dlaczego określając stopień istotności, mówimy o wadze decyzji bądź argumentów? Psycholodzy uważają, że ma to związek z siłą ciążenia i naukami, jakie pobieramy od wczesnego dzieciństwa. Aby przesunąć coś ciężkiego, trzeba zużyć więcej energii. Jeśli upuścimy masywny obiekt, skutki mogą być opłakane. Dlatego już jako dzieci uczymy się obchodzić z ciężarami i planować dźwiganie. Stąd pomysł naukowców z Uniwersytetu w Amsterdamie, że abstrakcyjne pojęcie istotności jest zakorzenione w jak najbardziej realnych doświadczeniach z wagą. Mając to na uwadze, zespół Nilsa Jostmanna postanowił sprawdzić, czy przenoszenie obiektów o różnej wadze wpłynie na ocenę doniosłości różnych kwestii. W serii eksperymentów ochotnicy nosili ciężkie lub lekkie podkładki do pisania. Proszono ich o wypełnienie kwestionariuszy, z których jeden dotyczył np. wartości zagranicznych walut. Okazało się, że osoby używające cięższych podkładek uznawały pieniądze za ważniejsze i bardziej wartościowe. Holendrzy określali też wpływ wagi na pojęcie sprawiedliwości. Dzierżącym podkładki w dłoniach badanym opowiedziano historię studentów wykluczanych z procesu podejmowania ważnej uniwersyteckiej decyzji. Potem wszystkich proszono o ocenę, jak ważna była dla bohaterów możliwość zabrania głosu. Sytuacja się powtórzyła. Dla osób z cięższymi podkładkami sprawa była poważniejsza niż dla ochotników z lżejszymi przyborami. Siła ciążenia nie tylko kształtuje ludzkie ciała i zachowanie, lecz wpływa także na każdą myśl – podsumowują autorzy badania.
  11. Według Eike Schmidta z Daimlera, ocena samochodowych systemów monitorujących poziom czujności kierowcy może być bardziej trafna od oszacowań samego człowieka (Accident Analysis and Prevention). Niemcy prowadzili testy podczas 4-godzinnej jazdy po autostradzie. By sytuacja stała się tak nużąca, jak to tylko możliwe, kierowcom zakazano rozmawiania i słuchania radia/odtwarzacza CD. Co 20 minut ochotnicy mieli oceniać stopień czujności. Badano też czas reakcji, prosząc o naciśnięcie po usłyszeniu sygnału guzika przymocowanego do kciuka, oraz tętno i częstotliwość fal mózgowych. Jak łatwo się domyślić, wszystkie wskaźniki czujności spadały, lecz w ostatniej godzinie podróży kierowcy utrzymywali, że czują się lepiej, niż widać to było na podstawie pomiarów fizjologicznych.
  12. By zostać bohaterem, nie wystarczy akt odwagi, a przedstawicielom służb ratowniczych szczególnie trudno zasłużyć na uznanie obserwatorów (Journal of Risk Research). Dr Joan Harvey i George Erdos oraz Lisa Turnbull z Newcastle University przedstawili badanym 5 historii. Odkryliśmy, że ludzie oceniają stopień czyjegoś bohaterstwa w zależności od tego, czy było w tym coś osobistego, np. akcja dotyczyła sąsiada lub dziecka, czy ktoś mógł wczuć się w sytuację (empatyzować z nią) oraz czy dana osoba jest pracownikiem służ ratunkowych. Wydaje się, że ludzie uznają kogoś za bohatera, jeśli wykracza on poza zakres obowiązków, lecz w przypadku strażaków, ratowników medycznych lub policjantów służba nigdy się nie kończy. Psycholodzy stwierdzili, że osoby związane z tego typu zawodami są wytrenowane w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami, nawet jeśli w danym momencie nie pracują, dlatego znajdują się w uprzywilejowanej pozycji – przed działaniem wykorzystują swoją wiedzę. Harvey podkreśla, że podczas akcji z 11 września 2001 r. strażaków uznano za bohaterów, ponieważ wiedzieli, jak zachować się w obecności dymu i ognia, ale nie mieli pojęcia, co się stanie, gdy upadnie drapacz chmur. W ramach brytyjskiego eksperymentu ochotnicy oceniali 5 z życia wziętych historii. Zadanie polegało na oszacowaniu czyjegoś bohaterstwa i stwierdzeniu, czy warto było podejmować ryzyko. Różnica pojawiała się, gdy akcja skończyła się powodzeniem i kogoś uratowano oraz w przypadku wspominanych wcześniej pracowników służb pożytku publicznego. W jednym ze scenariuszy policjant w cywilu zatrzymywał dwóch młodych ludzi przy próbie kradzieży samochodu. Niestety, zostawał ugodzony śrubokrętem w klatkę piersiową. Badani uznawali, że nie warto było podejmować ryzyka (średnio przyznano mu 3,5 pkt. na 10), a stróż prawa zyskiwał miano bohatera średnich lotów (5,41). Jeśli jednak księgowy ratował dwoje dzieci i niemowlę z sąsiedniego domu, wolontariusze twierdzili, że było warto (8,05), a on sam stawał się prawdziwym bohaterem (8,9).
  13. W kwestii atrakcyjności innych osób między mężczyznami istnieje większa zgodność niż między kobietami (Journal of Personality and Social Psychology). Ponad 4 tysiącom uczestników eksperymentu pokazywano zdjęcia kobiet i mężczyzn w wieku od 18 do 25 lat. Zadanie polegało na ocenie ich atrakcyjności na 10-punktowej skali. Wiek oceniających wynosił od 18 do ponad 70 lat. W zamian za udział w badaniu informowano ich, jak wyglądają ich opinie na tle not przypisywanych przez przeciętnego wolontariusza. Zanim ochotnicy przystąpili do wykonania swojego zadania, psycholodzy z zespołu Dustina Wooda z Wake Forest University sami oceniali, jak bardzo uwodzicielskie, pewne siebie, szczupłe, wrażliwe, modne, kształtne (kobiety), muskularne (mężczyźni), tradycyjne, męskie/kobiece, z klasą, zadbane i radosne są osoby uwiecznione na zdjęciach. Męska ocena atrakcyjności kobiet bazowała głównie na cechach fizycznych. Wysokie noty przypisywano paniom uwodzicielskim i szczupłym. Większość badanych mężczyzn uznawała także za atrakcyjne kobiety wyglądające na pewne siebie. Kobiety jako grupa wykazywały pewną preferencję dla mężczyzn szczupłych i muskularnych, ale nie zgadzały się w ocenie stopnia atrakcyjności wielu panów. Podczas gdy jedne dawały konkretnej osobie najwyższe noty, inne uważały ją za kompletnie nieatrakcyjną. O ile wiemy, to pierwsze studium, w ramach którego sprawdzano, czy istnieją różnice w poziomie zgodności oceniających atrakcyjność sędziów płci męskiej i żeńskiej. Zaobserwowane różnice będą mieć wpływ na doświadczenia i strategie stosowane podczas randek. Kobiety nie spotkają się z dużą konkurencją ze strony innych pań (ich oceny diametralnie się przecież różnią), lecz mężczyźni będą musieli zainwestować więcej czasu i energii w "zwabienie" atrakcyjnej partnerki. Co więcej, muszą wziąć pod uwagę konieczność strzeżenia jej przed innymi mężczyznami, którzy również uważają, że jest piękna i warta zachodu. Wg Wooda, uzyskane wyniki rzucają nieco światła na etiologię zaburzeń odżywiania. Studium pomaga wyjaśnić, czemu kobiety podlegają silniejszemu wpływowi norm dotyczących uzyskania i podtrzymania określonego wyglądu fizycznego. Panie, które usiłują wywrzeć wrażenie na mężczyznach, są z większym prawdopodobieństwem uznawane za atrakcyjne, gdy spełniają pewne standardy fizyczne [...]. Chociaż mężczyźni są uważani za bardziej atrakcyjnych, gdy także się w nie wpisują, ogólna ocena ich atrakcyjności nie jest tak ściśle powiązana z cechami fizycznymi. Na ocenę wpływał też wiek ochotników. Starsi ludzie częściej uznawali kogoś za atrakcyjnego, jeśli się uśmiechał.
  14. To, jak oceniamy naszych najbliższych przyjaciół, jest silnie powiązane z naszą opinią na temat tego, jak przyjaciele oceniają nas. Nowa teoria przyjaźni opiera się na sojuszu, a nie na bogactwie, popularności, bliskości czy podobieństwie. Peter DeScioli i Robert Kurzban, psycholodzy z University of Pennsylvania, zademonstrowali, że za przyjaźnią stoją mechanizmy poznawcze służące tworzeniu grup wsparcia, wykorzystywanych w przyszłych konfliktach. Naukowcy sądzą, że ludzie dysponują wyspecjalizowanym procesem decyzyjnym, który uprzywilejowuje jednostki potencjalnie najbardziej pomocne i z jak najmniejszą liczbą silnych zobowiązań wobec innych ludzi. Ochotnicy odpowiadali na serię pytań. Oceniali przyjaciół pod wieloma względami, np. biorąc pod uwagę korzyści czerpane z przyjaźni, liczbę wyjawionych im tajemnic i czas trwania przyjaźni. Bez względu na to, kim byli – przechodniami, internautami czy studentami – ocena przyjaciela była ściśle powiązana z domniemaną pozycją własną wśród wszystkich przyjaciół opisywanej jednostki. Dominująca w przeszłości teoria przyjaźni zakładała, że ludzie budują swoje związki, by wymieniać się dobrami i usługami. My skupiliśmy się na innym zagadnieniu. Przyjaźń to coś więcej niż zwykła wymiana. Ludzie pragną przyjaciół, którzy się nimi opiekują i nie robią czegoś tylko dlatego, by się im potem odwzajemnić. Uznaliśmy, że teorie sojuszu mogą pomóc w wyjaśnieniu, czemu przyjaciele koncentrują się przede wszystkim na wzajemnych potrzebach, a nie na korzyściach związanych z oddawaniem przysługi – opowiada DeScioli. Teoria psychologów z University of Pennsylvania zrodziła się w wyniku obserwacji sojuszów międzynarodowych w razie przyszłego konfliktu. Naukowcy zwrócili uwagę na fakt, że członkowie takich paktów często nie oczekują szybkiego odwdzięczenia się. Z oczywistych względów najcenniejszy jest sprzymierzeniec, który poza nami ma jak najmniej innych sojuszników, a jeśli już ich posiada, zajmują oni niższą pozycję od nas. Kurzban uważa, że sojusznicza teoria przyjaźni jest bardziej optymistyczna od swoich poprzedniczek. W takim modelu najważniejsze jest nie to, co możesz mi dać, ale jak bardzo mnie lubisz. Teoria sojuszu wyjaśnia zjawiska, z którymi nie radziły sobie wcześniejsze hipotezy, chociażby ludzką skłonność do porównań w ramach własnego kręgu społecznego lub agresję/zazdrość przy zmianach układu sił. Co więcej, przymierza pozwalają inaczej spojrzeć na empatię. By wiedzieć, kim się jest dla przyjaciela, trzeba umieć przyjąć jego punkt widzenia.
  15. Ponoć po spożyciu alkoholu kobiety wydają się mężczyznom bardziej atrakcyjne. Dr Vincent Egan z University of Leicester twierdzi jednak, że to mit i w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Co więcej, procenty zdają się nie wpływać na męską zdolność określania wieku przedstawicielek płci pięknej (British Journal of Psychology). Naukowcy poprosili 240 bywalców barów i kawiarni w wieku od 18 do 70 lat (zarówno mężczyzn, jak i kobiety) o ocenę wieku i atrakcyjności osób uwiecznionych na fotografiach. Połowa respondentów piła alkohol, a efekty jego spożycia przyrównywano do 4-stopniowej skali: "zrelaksowany i życzliwy", "otępiały bądź rozhamowany", "hałaśliwy i nadmiernie ekspresyjny" oraz "wyraźnie pijany". Mierzono również poziom alkoholu we krwi. Na potrzeby eksperymentu niektóre zdjęcia 10 siedemnastoletnich kobiet przerobiono cyfrowo w taki sposób, by wydawały się one młodsze lub starsze (miały wyglądać na 13 bądź 20 lat). Na części dodano makijaż. Okazało się, że wszyscy wykazywali tendencję do zawyżania wieku osób ze zdjęć średnio o 3,5 roku. Alkohol zmniejszał umiejętności w zakresie oceny wieku modelek u kobiet, lecz nie u mężczyzn. Obie płci były za to "oszukiwane" przez upiększanie kosmetykami. [...] Interesującym odkryciem jest, że wszystkie osoby, które piły alkohol, uznawały wszystkie modelki ze zdjęć za mniej atrakcyjne od uczestników eksperymentu niespożywających napojów wyskokowych. Nasze studium sugeruje, że w przypadku mężczyzn nawet spożycie dużych ilości alkoholu nie wpływa na ocenę wieku partnerki, dlatego nie może stanowić usprawiedliwienia w przypadku uprawiania seksu z nieletnimi.
  16. Chcąc stwierdzić, czy dane doświadczenie sprawi nam przyjemność, nie powinniśmy się skupiać na czynności jako takiej, lecz na wrażeniach innych ludzi, którzy już ją wcześniej przetestowali. Wg naukowców z Uniwersytetu Harvarda, dokonamy wtedy o wiele trafniejszej oceny. Wcześniejsze badania psychologiczne czy ekonomiczne ujawniły, że ludzie mają problemy z oszacowaniem, jak bardzo coś im przypadnie do gustu i w związku z tym popełniają wiele błędów. Dlatego też naukowcy reprezentujący różne branże od lat starają się poprawić trafność podejmowanych decyzji. Zespół Daniela Gilberta nie skupiał się na tym, jak dobrze delikwenci potrafią sobie coś wyobrazić. Wręcz przeciwnie - psycholodzy starali się całkowicie wyeliminować ten proces. Uczestniczki pierwszego eksperymentu podzielono na dwie grupy. Panie miały ocenić, w jakim stopniu podobałaby im się ekspresowa randka z pewnym mężczyzną. Pierwsza grupa dysponowała jedynie notą przypisaną mu przez inną obcą kobietę, podczas gdy pozostałym przedstawiono jego zdjęcie i dane osobowe. Kobiety, które wykorzystywały ocenę nieznajomej, szacowały o wiele trafniej, lecz obie grupy oczekiwały, że to profil i fotografia zapewniają większą dokładność. Po wykonaniu zadania panie twierdziły, że przed następną randką zdecydowanie wolałyby się zapoznać z tego typu danymi. W drugim eksperymencie ochotnicy mieli przewidzieć, jak czuliby się, gdyby kolega negatywnie ocenił ich osobowość. Niektórzy otrzymywali kopię opinii, a inni zapoznawali się z sytuacją, kiedy coś takiego spotykało zupełnie obcą osobę. Druga grupa akuratniej typowała własną reakcję. Tutaj także okazało się, że sami wolontariusze uważali, że pisemna opinia jest bardziej informacyjna. Ludzie nie doceniają, jak użytecznym źródłem informacji może być doświadczenie drugiej osoby, ponieważ błędnie uważają, że mocno się od siebie różnimy. Faktem jest jednak, iż przybysz z kosmosu, który znałby preferencje pojedynczej istoty ludzkiej, dysponowałby ogromną wiedzą na temat całego gatunku.
  17. Na dworze coraz zimniej, coraz częściej sięgamy więc po kubek gorącej kawy czy herbaty. Okazuje się, że w ten sposób nie tylko ogrzewamy samych siebie, ale i ocieplamy wizerunek napotykanych ludzi. Profesor John Bargh z Yale University i dr Lawrence E. Williams z University of Colorado obmyślili ciekawy eksperyment. Ich asystenci najpierw rozdawali badanym napoje: gorącą małą czarną albo kawę mrożoną. Mieli je przez chwilę potrzymać. Potem przekazywano im garść informacji na temat pewnej osoby. Zadanie ochotników polegało na ocenie jej charakteru. Okazało się, że spod piór i długopisów studentów, którzy weszli w kontakt z rozgrzewającym napojem, wyłaniał się obraz dużo cieplejszego (bardziej wspaniałomyślnego i troszczącego się o innych) człowieka. Grupy zimna i gorąca nie różniły się już jednak pod względem opisu osobowości w odniesieniu do cech niepowiązanych z "byciem ciepłym". W drugim studium wolontariusze dostawali do ręki ciepły bądź ochłodzony termofor. Sądzili przy tym, że biorą udział w testach jakości produktu. Potem pozwalano im wybrać między bonem towarowym dla innej osoby a prezentem dla siebie. Ochotnicy, którzy trzymali zimny przedmiot, częściej decydowali się na podarek dla siebie, podczas gdy ludzie z ogrzanymi dłońmi postanawiali raczej rozweselić kogoś bliskiego. Wg Bargha, temperatura wpływa zarówno na postrzeganie bliźnich, jak i na własne zachowanie. Ponieważ wiadomo, że fizyczna odległość między ludźmi przekłada się na wzajemną ocenę charakteru, psycholodzy zakładają, że podstawą takich osądów jest pierwotne doświadczanie ciepła i zaufania w kontakcie z matką. Williams uważa, że wpływ świata fizycznego na oceny czysto psychologiczne można wykorzystać w marketingu czy punktach sprzedaży. Gdy organizuje się promocję na zewnątrz w chłodny dzień, łatwiej nawiąże się kontakt z klientem, podając mu gorący napój.
  18. Podobnie jak mężczyźni z tą samą przypadłością, otyłe kobiety często nie potrafią prawidłowo określić, ile kalorii zawierał posiłek czy przekąska, są jednak lepsze od swoich koleżanek z nadwagą i prawidłową masą ciała w ocenie nasilenia własnej aktywności fizycznej. Zespół Tracy Oliver z Temple University porównał samoocenę ilości ruchu z obiektywnymi danymi uzyskanymi za pomocą przyspieszeniomierza. Przy pierwszym i drugim pomiarze, który przeprowadzono po 3 miesiącach, otyłe panie dokładniej określały nasilenie aktywności fizycznej, jednak po roku wszystkim trzem grupom wagowym wychodziło to równie dobrze. Określenie, ile minut poświęciło się na ćwiczenia, dla wielu nie jest łatwym zadaniem. Ale dokładność oszacowań może wzrosnąć pod wpływem edukacji i długotrwałego zaangażowania w aktywność fizyczną – przekonuje Oliver.
  19. Samochody z wyciszonym wnętrzem dają kierowcy fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Mark Horswill i Annaliese Plooy z Uniwersytetu w Queensland zauważyli, że w takich okolicznościach ludzie sądzą, że jadą wolniej niż w rzeczywistości (Perception). Tworzenie jak najcichszych aut jako główna zasada projektowania motoryzacyjnego to de facto prawdziwe zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu – przekonuje Horswill. Australijczyk wyjaśnia, że inżynierowie i producenci starają się zmniejszać natężenie hałasu wewnątrz samochodu, ponieważ wychodzą z założenia, że rozprasza on kierowcę, zaburza odbiór muzyki czy przeszkadza pasażerom w oglądaniu filmu. W ten sposób systematycznie eliminuje się wskazówki, na podstawie których ludzie oceniają rozwijaną prędkość. Przez to zaczynają się czuć bezpieczniej i mają wrażenie poruszania się z mniejszą szybkością. Ale samo zagrożenie, oczywiście, nie znika. Badacze z Queensland pokazywali ochotnikom dwa nagrania. Ich zadanie polegało na ocenie prędkości. W jednej sytuacji słychać było rzeczywisty hałas, w drugim przypadku jego natężenie zmniejszono o 5 decybeli. Pierwszy scenariusz odpowiadał jeździe niewyciszonym samochodem, w którym otwarto okna, a drugi to przejażdżka dobrym wozem z zamkniętymi oknami. Kiedy hałas w aucie jest mniejszy, ludzie sądzą, że jadą o jakieś 5 km na godzinę wolniej. Horswill opowiada, że wpadł na pomysł eksperymentu po jeździe luksusowym autem, które wypożyczono kiedyś jego zespołowi badawczemu. Bardzo szybko przekroczyli wtedy dozwoloną prędkość, w dodatku w ogóle o tym nie wiedząc, bo w środku było naprawdę przyjemnie, a ruch prawie niedostrzegalny. Opisane rezultaty potwierdzają wyniki wcześniejszych badań. W przeszłości Horswill przedstawiał ludziom nagrania sytuacji jazdy samochodem z punktu widzenia kierowcy. Manipulowano dźwiękami słyszanymi wewnątrz, raz je przyciszając, raz podgłaśniając. Ochotników pytano, czy pojechaliby szybciej, czy wolniej od sfilmowanego kierowcy. Jak łatwo się domyślić, gdy dźwięki wyciszano, ludzie chcieli jechać prędzej, a gdy podgłaśniano, wybierali mniejszą prędkość.
  20. Konsument z większą wiedzą na temat pewnego rodzaju produktów bardziej je ceni, gdy przed spotem, w którym się one pojawiają, obejrzy reklamę kojarzoną z bogactwem (Journal of Consumer Research). Myungwoo Nam ze szkoły biznesu INSEAD w Sinagapurze i Brian Sternthal z Northwestern University chytrze zaplanowali przebieg eksperymentu. Najpierw wolontariusze oglądali reklamy ubrań Armaniego i zegarków Rolex (kojarzonych z wysokim statusem materialnym) lub ich odpowiedników marek Old Navy i Timex (niski status materialny). Potem wszystkim wyświetlono spot Hondy Civic. Zadanie ochotników polegało na ocenie samochodu. Konsumenci ze sporą wiedzą motoryzacyjną oceniali Hondę korzystniej po obejrzeniu reklam Armaniego i Roleksa niż Old Navy i Timeksa. Z drugiej strony, mniej uświadomieni konsumenci oceniali markę docelową gorzej. Psycholodzy zaznaczają, że ich spostrzeżenia pokrywają się z wynikami eksperymentów z wykorzystaniem fikcyjnych marek sprzętu stereo oraz detergentów. Wnioski międzynarodowego zespołu są bardzo istotne, ponieważ uzmysławiają producentom, jak ich produkty mogą być postrzegane przez potencjalnych nabywców, którzy codziennie widzą je w najprzeróżniejszych kontekstach. Ważne są zatem nie tylko jakość i idea samego spotu z samochodem, perfumami czy kaszą, ale również to, co konsumenci zobaczą chwilę wcześniej. Producentowi pozostaje więc mieć nadzieję, że nadawca reklamy pozwoli mu wpływać na kolejność prezentowania spotów.
  21. Smak pokarmów czy napojów oceniamy, porównując symbolizowane przez nie wartości z naszymi własnymi priorytetami. Gdy są one zgodne, uznajemy je za smaczniejsze i odnosimy się do nich przychylniej. Niezgodność prowadzi do oceny negatywnej. Trzyosobowy zespół psychologów, którym kierował Michael Allen z Uniwersytetu w Sydney, postanowił sprawdzić, jak jednostkowy stosunek do wywierania wpływu społecznego oddziałuje na ocenę smaku kiełbasek. Część grupy jadła kiełbaski wegetariańskie, sądząc, że wyprodukowano je z wołowiny, a pozostali konsumowali kiełbaski wołowe, sądząc, że to produkt bezmięsny. Jedne i drugie smakowały identycznie. Na początku wszyscy ochotnicy wypełniali specjalny kwestionariusz. Pozwalał on ocenić stopień, do jakiego dana osoba chce dominować nad innymi oraz dąży do kontrolowania źródeł, bogacenia się i bycia rozpoznawalną. Okazało się, że wolontariusze zdobywający małą liczbę punktów woleli smak wegetariańskich parówek w cieście, bez względu na to, czy kosztowali prawdziwych kiełbasek wegetariańskich, czy wersji mięsnej. Ludzie ceniący sobie "społeczną moc" preferowali przekąski z wołowiny, nawet jeśli jedli kiełbaski wegetariańskie oznaczone jako mięsne. Dla napojów przeprowadzono bardzo podobny eksperyment. Wolontariuszom podawano pepsi lub napój z marketu. Część oszukano, mówiąc, że piją coś innego niż w rzeczywistości. Tym razem badano, jak na ocenę smaku wpływa przekonanie (lub jego brak), że życie powinno być ekscytujące i pełne radości. To oczywiste nawiązanie do haseł reklamowych PepsiCo. Znów okazało się, że zwolennicy pepsi oceniali napój przedstawiany jako markowy produkt za smaczniejszy (bez względu na to, co naprawdę pili). Michael Allen, Richa Gupta i Arnaud Monnier sugerują, że można zwiększyć konsumpcję warzyw i owoców, zmieniając powiązane z nimi wartości (rebranding).
  22. Choć nieświadomie, niemal stale oceniamy odległości. Robimy to, wybierając drogę, a nawet sięgając po coś. Okazuje się zaś, że style myślenia (niezależny i współzależny) wpływają na nasze postrzeganie przestrzeni. Aradhna Krishna z University of Michigan, Rongrong Zhou z hongkońskiej politechniki i Shi Zhang z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles zaplanowali serię eksperymentów. Ich uczestnicy mieszkali w Chinach kontynentalnych, Hongkongu oraz USA. Na podstawie wyników uzyskanych w testach podzielono ich na dwie grupy: 1) myślących niezależnie (skoncentrowanych na sobie) i 2) osób współzależnych, czyli skupionych na relacjach interpersonalnych. Naukowcy stwierdzili istnienie znacznych różnic między obywatelami Wschodu i Zachodu. Niezależne samokonstruowanie (ang. self-construal) dominuje w kulturach zachodnich, gdzie ludzie wierzą we wrodzoną odrębność poszczególnych osób i postrzegają siebie jako autonomiczne, niezależne osoby. Współzależne konstruowanie jest za to powszechniejsze na Wschodzie, gdzie ludzie wierzą w połączenie bytów i uznają siebie za element większej grupy społecznej. Chcąc określić, jak obie grupy oceniają odległości, psycholodzy zaplanowali prosty, ale wiele wyjaśniający eksperyment. Ochotników poproszono, by wyobrazili sobie, że idą na stadion futbolowy kupić bilety na mecz. Wszyscy dostali mapę z wyrysowanymi dwoma trasami: prostą i z zakrętami. Mieli oszacować liczbę kropek na każdej z nich. Niezależni myśliciele gorzej oceniali odległość, gdy musieli wziąć pod uwagę wiele wskazówek, np. uwzględnić krętość drogi. Skoncentrowani na grupie dla odmiany lepiej oceniali dystans, ale byli podatni na inny rodzaj błędów przestrzennych: gdy linie na mapie się przecinały, jedna z odciętych półprostych częściej wydawała im się dłuższa (Journal of Consumer Research). Nasze dane wskazują, że oceniając odległości, osoby z niezależnym konstruowaniem z większym prawdopodobieństwem zwracają uwagę tylko na centralną część bodźca, ignorując kontekst i informacje z tła. Dla odmiany współzależni są w stanie wyjść poza podstawowy wymiar, np. bezpośrednią odległość, i włączyć do osądu inne dane, np. konfigurację trasy. W tego typu zadaniach prowadzi to do większej trafności. Planując długą podróż, dobrze więc mieć w swojej ekipie kogoś z kultury kolektywistycznej, kto nie sprowadzi wszystkich na manowce, twierdząc, że do bazy jest już blisko, podczas gdy naprawdę do przebycia pozostało wiele kilometrów.
  23. W jaki sposób umysł radzi sobie z określaniem czasu zbyt krótkiego, by go zarejestrować? Naukowcy twierdzą, że odkryli mózgowy stoper, a zatem i klucz do wielu zaburzeń z dysleksją włącznie. Mózg ciągle ocenia interwały czasowe tak niewielkie, że musi to czynić na poziomie nieświadomym. Badaczy stale nurtowało pytanie: jak mu się to udaje... Gdy np. kogoś słuchamy, stale "obliczamy", kiedy kończy się jedno słowo, a zaczyna drugie. Podczas chodzenia natomiast nasza koordynacja bazuje na zdolności do ciągłego czasowania ruchu stóp. Niektórym badaczom nie podobał się pomysł, że w mózgu znajduje się wewnętrzny zegar, zbudowany z regularnie pulsujących komórek, który odmierza króciutkie interwały czasowe. Dean Buonomano z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles wyjaśnia, że gdyby naprawdę tak było, dysponowalibyśmy wysoce obiektywnym narzędziem pomiarowym. Kiedy jednak ktoś prosi nas o porównanie "mgnień oka" różnej długości, mamy z tym problem. Nie wiemy, ile to jest milisekunda. W swoim eksperymencie Buonomano i zespół wykazali, jak łatwo wpłynąć na ludzkie postrzeganie bardzo krótkich czasów. Zadaniem wolontariuszy była ocena czasu upływającego między dwoma dźwiękami. Zmieniała się ona w zależności od momentu wystąpienia poprzedzającego bodźca rozpraszającego. W trzech użytych zestawach bodziec ten prezentowano na 50, 150 lub 200 milisekund przed właściwą parą dźwięków. Według Buonomano, mózg nie dawałby się tak łatwo wprowadzić w błąd, gdyby mógł odnieść czasowanie tonów do wskazań wewnętrznego zegara. Zamiast tego sądzi, że opiera się on raczej na wskazówkach zewnętrznych. Ocenia czas potrzebny do przepływu sygnału przez nerwy z jednej swojej części do drugiej. Naukowiec porównuje to do wrzucania po sobie do jeziora dwóch kamyków i oceny upływającego czasu na postawie momentu, kiedy wytworzona podczas upadku fala osiągnie określony z góry punkt. Jeśli jednak w międzyczasie do wody wpadnie jeszcze jeden przedmiot, zakłóci to rozchodzenie się fal. Pojedynczy dźwięk generuje w mózgu serię impulsów. Buonomano uważa, że pierwszy dźwięk w 3-częściowej sekwencji zakłóca rozchodzenie się sygnałów wytworzonych przez następującą po nim właściwą parę. Nieświadome odmierzanie milisekund jest bardzo ważne dla wielu czynności, m.in. rozumienia języka. Jeśli proces ten nie przebiega prawidłowo, pojawiają się rozmaite zaburzenia, np. dysleksja, która dotyczy zarówno mowy, jak i pisania. Catalin Buhusi z Medical University of South Carolina w Charleston sądzi, że człowiek dysponuje wewnętrznym zegarem. Używa go jednak do oceny dłuższych okresów, np. minut czy godzin. Badacz wskazuje przy tym na grupy neuronów (np. w prążkowiu), które stale się aktywują, generując mniej więcej 5 impulsów na sekundę. Nasz mózg wyewoluował w taki sposób, by radzić sobie z czasem ujmowanym w różnych skalach.
  24. Nikt nie lubi, gdy siedząca obok w kinie osoba hałasuje czy co chwilę rozmawia przez komórkę. Okazuje się jednak, że obecność innych na seansie wzmacnia wrażenia wypływające z kontaktu z X muzą. W czasie oglądania filmu widzowie oddziałują na siebie wzajemnie i stopniowo synchronizują swoje reakcje emocjonalne (Journal of Consumer Research). Takie naśladownictwo wpływa także na ocenę filmu. W im większym stopniu ludzie się ze sobą zsynchronizują, tym bardziej im się on podoba. Naśladując ekspresję, ludzie "podłapują" nastroje innych, co prowadzi do uwspólnionego doświadczenia emocjonalnego. Widzowie dobrze się z tym czują i przypisują wrażenie jakości filmu – wyjaśniają Suresh Ramanathan i Ann L. McGill z Uniwersytetu w Chicago. W całej serii eksperymentów wolontariusze oglądali wideoklipy. Niektórzy robili to samotnie, inni w towarzystwie osób, których reakcji nie mogli dostrzec, bo oddzielało ich przepierzenie, a jeszcze inni w grupie dobrze widocznych badanych. Wszystkim dano dżojstik, którego mieli używać, by zakomunikować przeżywane w danym momencie emocje. Mimo że wolontariusze mogli się różnić w ocenie poszczególnych scen, naukowcy odkryli, że osoby oglądające razem film (3. grupa) poruszają się w obrębie emocji z określonego zakresu. W ramach innego studium badacze nagrywali zachowanie ludzi oglądających nagrania. Okazuje się, że dostosowanie się do czyichś reakcji poprzedza ukradkowe zerkanie na boki. Gdy stwierdza się zgodność, aktualne odczucia utrwalają się, kiedy zostanie wykryta niezgodność, uruchamia się proces adaptacji. Oddziaływania mają charakter wzajemny, nie są skutkiem naśladowania jednego lidera.
  25. Od wieków masom czy pospólstwu (stosowana terminologia zależy od czasów) odmawia się dobrego gustu. Wbrew obiegowym opiniom okazuje się jednak, że przeciętni widzowie potrafią trafnie ocenić wartość filmu, a ich opinie nie rozbiegają się prawie z ocenami krytyków. Morris B. Halbrook z Columbia University i Michela Addis z Bocconi University wykazali, że wcześniejsze badania w większości przypadków opierały się na sondażach przeprowadzanych tuż po zakończeniu skutecznych akcji marketingowych. Opinie zbierano w postaci głosów wrzucanych do urn po seansie. Nie wyrażały one jednak prawdziwych preferencji ankietowanych. Kiedy wziąć pod uwagę recenzje zamieszczane na forach, w tym także na jednym z najbardziej znanych serwisów filmowych IMDB.com, opinie zwykłych użytkowników niemal nie różnią się od opinii ekspertów. Obie grupy zgadzają się co do tego, który film jest dobry, a który można śmiało określić mianem chały. O analizach dwojga naukowców będzie można poczytać w październikowym wydaniu Journal of Consumer Research.
×
×
  • Create New...