Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

KopalniaWiedzy.pl

Super Moderatorzy
  • Liczba zawartości

    37613
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  • Wygrane w rankingu

    246

Zawartość dodana przez KopalniaWiedzy.pl

  1. Wystarczyły odpowiednie manipulacje gradientem chemicznym w zlewce, by na Uniwersytecie Harvarda powstały piękne krystaliczne kwiaty, których wielkość liczona jest w mikrometrach. Wim L. Noorduin z Harvard School of Engineering and Applied Sciences (SEAS) odkrył, że jest w stanie kontrolować wzrost kryształów tak, by powstały skomplikowane, niezwykle miłe dla oka struktury. Od co najmniej 200 lat ludzie badają, w jaki sposób natura tworzy złożone kształty. Ta praca pokazuje, co można uzyskać za pomocą samych tylko środowiskowych zmian chemicznych - mówi Noorduin. Wytrącanie się krzyształów zależy od reakcji składników znajdujących się w płynnym rozpuszczalniku. Kryształy rosną w kierunku zgodnym lub przeciwnym do różnych gradientów, w zależności od zmian w pH reakcji. To warunki reakcji określają wygląd kryształu. Natura często wykorzystuje gradienty chemiczne. Widzimy to na przykładzie muszli stworzeń morskich, a gradienty molekuł sygnałowych decydują o rozwoju embrionu i wpływają na jego wygląd. Howard Berg z Harvarda wykazał już wcześniej, że można manipulować kształtem kolonii bakterii poddając je działaniu różnych środków chemicznych. Noorduin i jego zespół rozpuścili chlorek baru i krzemian sodu w zlewce z wodą. Reakcję rozpoczął dwutlenek węgla z powietrza atmosferycznego. W jej wyniku postały kryształy z węglanu baru. Jednocześnie gwałtownie spadało pH roztworu w otoczeniu kryształu, co prowadziło do reakcji z krzemianem sodu, wskutek czego na powierzchni kryształów powstawała warstwa krzemionki, która wykorzystywała kwas z roztworu, podnosiła jego pH, a to powodowało, że kryształy węglanu baru ponownie mogły rosnąć. "Naprawdę można współpracować z tym samodzielnie przebiegającym procesem. Krystalizacja zachodzi spontanicznie, ale jeśli chcesz w niej coś zmienić, wystarczy manipulować awrunkami reakcji i rzeźbić kształty w miarę, jak powstają" - wyjaśnia Noorduin. Na przykład zwiększenie koncentracji dwutlenku węgla pozwalało kształtować szerokie liście, odwrócenie w odpowiednim momencie gradientu pH prowadziło do pojawienia się zakrzywionych, pomarszczonych powierzchni. Uczeni tworzyli swoje kwiaty na szkalnych płytkach, metalowych ostrzach, a nawet na monecie 1-centowej.
  2. Bez względu na krąg kulturowy, w jakim się urodziliśmy, intuicyjnie kojarzymy klasyczne utwory muzyczne z tymi samymi kolorami. I Koncert fletowy G-dur (KV 313) Mozarta jest dla nas jasnożółty lub pomarańczowy, a Requiem d-moll KV 626 (msza żałobna) wydaje się niebieskoszare. Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley stwierdził, że Amerykanie i Meksykanie posługują się identyczną paletą emocjonalną. Wyniki są bardzo istotne statystycznie i podobne zarówno u poszczególnych jednostek, jak i w różnych kulturach - opowiada Stephen Palmer. Wygląda więc na to, że nasz mózg dysponuje pewnymi wbudowanym wzorcami. Stosując paletę z 37 barw, naukowcy stwierdzili, że ludzie kojarzą szybszą muzykę w tonacji durowej z jaśniejszymi, bardziej jaskrawymi, żółtymi kolorami, a wolniejsze utwory w skali molowej porównują do kolorów ciemniejszych i bardziej szarych/niebieskawych. Ku swojemu zaskoczeniu, bazując na nastroju słuchanej muzyki, mogliśmy z 95-proc. trafnością określić, jak "radosny" czy "przygnębiony" kolor badani wybiorą. Psycholodzy uważają, że uzyskane przez nich wyniki można wykorzystać w terapii kreatywnej, reklamie czy odtwarzaczach muzycznych. Co istotne, zapewniają one również pewien wgląd w synestezję. W studium wzięło udział ok. 100 osób (połowa ochotników mieszkała w okolicach Zatoki San Francisco, połowa w Guadalajarze w Meksyku). Podczas 3 eksperymentów odtwarzano 18 utworów Mozarta, Bacha i Brahmsa. Wybrano kompozycje o różnym tempie (wolnym, umiarkowanym i szybkim). Reprezentowały one tak skalę molową, jak i durową. W pierwszym eksperymencie badanych proszono o wybranie 5 z 37 kolorów. Miały one oddawać charakter muzyki. Paleta składała się z ciepłych, pośrednich i chłodnych odcieni czerwieni, pomarańczowego, żółci, żółtawej zieleni, zieleni, zieleni z domieszką niebieskiego, błękitu i fioletu. Dodatkowo każdy utwór należało ocenić na 4 kontinuach; ich końce wyznaczały określenia radosny-smutny, delikatny-mocny, żywy-ponury oraz gniewny-spokojny. Ludzie konsekwentnie łączyli optymistyczną muzykę z żywymi, ciepłymi kolorami, a posępne, skłaniające do płaczu utwory kojarzyli z ciemnymi, chłodnymi barwami. Dwa kolejne eksperymenty, podczas których eksplorowano związki muzyka-wyraz twarzy oraz twarz-kolor, potwierdziły hipotezę psychologów, że za skojarzenia muzyczno-kolorystyczne odpowiadają emocje. Optymistyczną muzykę skomponowaną w skali durowej stale zestawiano z radośnie wyglądającymi fizjonomiami, a dźwięki ponure (reprezentujące skalę molową) łączono z twarzami smutnymi. Później z kolei twarze radosne dopasowywano do żółci i innych jasnych barw, a wyrażające złość do ciemnych odcieni czerwieni. W przyszłości naukowcy chcą zbadać kraje, gdzie poza skalami durową i molową, w muzyce ludowej stosuje się również inne skale. Na razie wspominają o Turcji i Chinach, ale na tym się pewnie nie skończy.
  3. Google i NASA we współpracy z grupą uczelni wyższych skupionych w Universities Space Research Association (USRA) utworzyły wspólne Quantum Artificial Intelligence Lab (Kwantowe Laboratorium Sztucznej Inteligencji). Laboratorium będzie korzystało z najbardziej zaawansowanej maszyny kwantowej, jaką obecnie dysponujemy, czyli z komputera D-Wave Two. Zostanie on zainstalowany w NASA Advanced Superconducting Facility w Ames Research Center w Dolinie Krzemowej. Prawdopodobnie jeszcze w bieżącym roku będą mogły korzystać z niego uczelnie wyższe. Wszyscy uczestnicy projektu są zainteresowani jak najszybszym rozwojem informatyki kwantowej. Google uważa, że dzięki niej polepszy działanie swojej wyszukiwarki oraz technologii rozpoznawnia mowy. Uczelnie wyższe użyją D-Wave Two np. do modelowania klimatu. A w NASA, jak mówi Colin Williams z D-Wave, komputery odgrywają większą rolę, niż się powszechnie uważa. Agencja kosmiczna korzysta z superkomputerów do modelowania pogody kosmicznej. symulowania atmosfery planet, badań magnetohydrodynamicznych, symulowania kolizji galaktyk, ruchu pojazdów hypersonicznych czy analizowania danych uzyskanych z prowadzonych przez siebie misji. NASA, Google i USRA chcą też wykorzystać komputery kwantowe w procesie uczenia się maszyn. Ten proces optymalizacji maszyn może znacznie łatwiej przebiegać w przypadku maszyn kwantowych niż konwencjonalnych. Inicjatywę chwali Seth Lloyd z MIT-u: Moim zdaniem to nie może nie wypalić. W przypadku komputerów kwantowych za bardzo skupiono się na faktoryzacji i łamaniu kodów, a na bok odsunięto inne, bardziej użyteczne i równie interesujące zastosowania. Uczenie się kwantowych maszyn to jeden z przykładów zastosowania informatyki kwantowej na małą skalę. Wykorzystanie w Quantum Artificial Intelligence Lab maszyny D-Wave to kolejne już potwierdzenie przydatności technologii kanadyjskiej firmy. Wielu specjalistów od dawna wątpi, czy komputery D-Wave to maszyny kwantowe. Zwracają oni uwagę na to, że klasyczne obliczenia kwantowe powinny wykorzystywać bramki i obwody, w których kubity (kwantowe bity) oddziałują na siebie w z góry ustalony sposób. Maszyny D-Wave działają odmienne. Proces obliczeniowy rozpoczyna się w izolowanych nadprzewodzących pętlach, w których kubity nie oddziałują na siebie i znajdują się w stanie podstawowym. Następnie powoli dochodzi do przemiany adiabatycznej, w wyniku której kubity reprezentują stan, będący odpowiedzią na problem, który miały rozwiązać. Niedawno dwa niezależne testy wykazały pośrednio, że w D-Wave zachodzą procesy kwantowe, a eksperyment z udziałem tradycyjnego peceta pokazał olbrzymią przewagę maszyny D-Wave. Oczywiście NASA, Google i USRA, zanim zdecydowały się na wykorzystanie komputera D-Wave Two przeprowadziały całą serię własnych testów. Wszystkie przebiegły pomyślnie. USRA już poinformowała, że 20% czasu obliczeniowego maszyny zostanie bezpłatnie udostępnionych amerykańskim naukowcom. Projekty uruchamiane na D-Wave Two będą wybierane w drodze konkursu. Pozostałe 80% czasu wykorzystają NASA i Google.
  4. Dwudziestodwuletni Michael Watkins włamał się 17 listopada zeszłego roku na wybieg koczkodanów rudych z ogrodu zoologicznego w Boise. Próbował ukraść jedną z małp, a gdy mu się to nie udało, pobił zwierzę ze skutkiem śmiertelnym. W marcu br. został skazany na karę 7 lat pozbawienia wolności. Watkins przeskoczył przed świtem przez ogrodzenie. W teorii jego plan był prosty: błyskawicznie obezwładnić koczkodana i wziąć nogi za pas. W praktyce skok na zoo nastręczył mu jednak sporo trudności. Małpa okazała się godnym przeciwnikiem i gdy podczas szamotaniny w pewnym momencie ugryzła napastnika, ten zaczął ją bić i kopać. Wg władz ogrodu, koczkodan zmarł wskutek odniesionego tępego urazu. Sąd zrobił swoje i teraz możemy kontynuować naszą pracę - podsumował wyrok dyrektor zoo Steve Burns. Początkowo opiekunowie zastanawiali się nad przenosinami drugiego koczkodana do innej placówki (zwierzęta te są bardzo uspołecznione, dlatego nagłe zniknięcie towarzysza negatywnie wpłynęło na stan emocjonalny małpy). Ostatecznie jednak w grudniu do Boise przyjechały 2 samice z Rosamund Gifford Zoo w Syracuse. Wieść o smutnym losie zabitego koczkodana bardzo ludzi poruszyła. Dzięki hojnym datkom z całego świata zebrano 250 tys. na nowy wybieg. Jego budowa się już rozpoczęła.
  5. Naukowcy donoszą, że u słoni morskich północnych (Mirounga angustirostris) ze środkowej Kalifornii wykryto pandemiczny wirus grypy H1N1. To pierwszy taki przypadek wśród ssaków morskich. Spodziewaliśmy, że natrafimy na wirusy grypy, które wcześniej znajdowano u ssaków morskich, ale nie sądziliśmy, że będzie to pandemiczny H1N1 [pH1N1] - podkreśla Tracey Goldstein z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Specjaliści z Davis od 2007 r. przyglądają się wirusom grypy u dzikich ptaków i ssaków. Celem finansowanego przez Narodowe Instytuty Zdrowia programu jest zrozumienie, jak wirusy ewoluują i przenoszą się między różnymi gatunkami. W latach 2009-2011 naukowcy pobrali wymazy z nosa ponad 900 morskich ssaków. Należały one do 10 gatunków, zamieszkujących obszary północnego wybrzeża Pacyfiku od Alaski po Kalifornię. Infekcję H1N1 stwierdzono u 2 M. angustirostris; przeciwciała występowały u kolejnych 28 osobników. Zakażone wirusem zwierzęta nie wydawały się chore, dlatego akademicy zaczęli przypuszczać, że u ssaków morskich infekcji nie muszą towarzyszyć (klasyczne) objawy kliniczne. Sekwencjonowanie całego genomu wykazało 99% homologię z A/California/04/2009 (H1N1). H1N1 pojawił się u świń. W 2009 r. wywołał pandemię wśród ludzi. Na początku 2010 r. znajdujące się na lądzie słonice morskie były jeszcze seronegatywne, ale kiedy wróciły z morza wiosną tego samego roku, wyniki testów okazały się już dodatnie. Rodzi się więc pytanie, skąd pochodzi wirus? Przebywając w wodzie, słonice morskie żerują poza szelfem kontynentalnym na terenie północnego Oceanu Atlantyckiego, co z oczywistych względów ogranicza ich kontakt z ludźmi. Takie wyprawy odbywają się 2 razy w roku. Pierwsza, krótsza, rozpoczyna się tuż po godach i przypada na luty-maj. Potem samice wracają, by przejść linienie i odpływają na żerowiska na okres reszty ciąży (VI-I). Poród odbywa się na terenie macierzystej kolonii. M. angustirostris oznakowano, dlatego biolodzy mogli śledzić, gdzie zwierzęta pływały i kiedy dokładnie wróciły na ląd. Okazało się, że pierwsza zainfekowana samica odpłynęła z Kalifornii do południowo-wschodniej Alaski 11 lutego. Do Point Piedras Blancas powróciła 24 kwietnia. Druga zarażona słonica opuściła Rezerwat Stanowy Año Nuevo nieco wcześniej, bo 8 lutego. Z północno-wschodnich rejonów Pacyfiku wróciła dopiero 5 maja. U obu infekcję wykryto po kilku dniach od "wylądowania". Specjaliści sądzą, że do kontaktu z wirusem doszło na morzu albo po wejściu do środowiska przybrzeżnego.
  6. Kilka firm i insytutów badawczych postanowiło odkurzyć XIX-wieczną ideę przechowywania energii w postaci skroplonego azotu z powietrza atmosferycznego. Najpierw, dzięki energii elektrycznej, powietrze jest schładzane do temperatury około 200 stopni Celsjusza poniżej zera, dzięki czemu uzyskujemy skroplony azot. Tlen jest usuwany. Gdy potrzebna jest energia, skroplony gaz ogrzewa się, rozszerza i napędza turbiny. Rozwój odnawialnych źródeł energii spowodował konieczność opracowania systemów jej przechowyawnia. Większość z takich źródeł nie dostarcza bowiem energii bez przerwy, dlatego poszukiwane są sposoby na przechowanie nadmiarowej energii, która jest wykorzystywana w czasie, gdy nie można wyprodukować potrzebnej ilości. Jednym z takich sposobów ma być pochodząca z XIX wieku koncepcja, którą bada kilka firm specjalizujących się w produkcji ciekłego azotu. Brytyjska firma Highview Power Storage wybudowała już w Szkocji instalację pilotażową i wykorzystuje ją do przechowywania energii z sieci elektrycznej. Jeśli testy wypadną pomyślnie firma może otrzymać rządowe dofinansowanie na większy zakład, którego celem będzie przetestowanie ekonomicznych aspektów takiego przedsięwzięcia. Jednocześnie firma Ricardo pracuje nad dwoma silnikami, które mają być napędzane ciekłym azotem. Gaz, rozprężając się, ma w nich napędzać tłoki. Autorem takiego silnika jest Peter Dearman. Zaproponował on, by zamiast ogrzewać gaz dzięki dużym wymiennikom ciepła, użyć środka przeciwko zamarzaniu, wstrzykiwanego do komory spalania. Taka metoda pozwala na odzyskanie ciepła, które w innym wypadku zostałoby zmarnowane. Dearman zbudował działający prototyp, a teraz Ricardo próbuje go skomercjalizować. Kluczem do sukcesu są niskie koszty. Jeśli szukamy systemów przechowywania energii, musimy rozglądać się za czymś, co wykorzystuje najtańsze materiały i bardzo proste procesy. A to [sprężanie i rozprężanie powietrza - red.] z pewnością spełnia oba warunki - mówi Haresh Kamath z Electric Power Research Institute. Autorem pomysłu wykorzystania skroplonego gazu jest Charles Tripler, który w latach 90. XIX wieku opracował tani system skraplania powietrza. Dowiódł również, że takie powietrze może posłużyć do napędzania silnika parowego. Pomysł Triplera przyciągnął uwagę mediów, a sam wynalazca zebrał dużo pieniędzy, za które miał przygotować rynkowy debiut swojej technologii. Szybko jednak stało się jasne, że Tripler przesadził z obiecywanymi korzyściami, a jego sponsorzy zbankrutowali. Jednak od tamtej pory nauczyliśmy się skraplać powietrze znacznie taniej, zatem powrócono do pomysłu Triplera. Już obecnie technologia używana przez Highview Power charakteryzuje się efektywnością rzędu 50-60 procent, zatem ze skroplonego azotu można uzyskać ponad połowę energii, którą włożono w uzyskanie fazy ciekłej. Tradycyjne metody przechowywania energii w akumulatorach pozwalają na odzyskanie ponad 90% energii. Jednak po pierwsze efektywność systemu skroplonego powietrza można poprawić używając ciepła odpadowego w celu ogrzewania gazu, a po drugie system korzystający z powietrza może pracować przez dziesięciolecia, podczas gdy baterie czy akumulatory wymagają częstej wymiany. W porównaniu z konkurecyjną technologią sprężonego powietrza, skroplone powietrze charakteryzuje się czterokrotnie większą gęstością energetyczną. Jak mówi Andrew Atkins, starszy technolog w Ricardo, gęstość energetyczna skroplonego powietrza dorównuje gęstości energetycznej akumulatorów NiMH i niektórych litowo-jonowych. A olbrzymią przewagą tej technologii jest fakt, że ciekły azot można równie szybko wlać do zbiornika co tradycyjne paliwo.
  7. Zespół z Columbia University wykazał, że 3 związki występujące w olejku eterycznym imbiru mogą zwiększyć rozluźniający wpływ leków rozszerzających oskrzela. Mimo że częstość występowania astmy wzrosła, w ciągu ostatnich 40 lat do użytku dopuszczono zaledwie kilka nowych czynników zwalczających objawy. W ramach naszego studium zademonstrowaliśmy, że oczyszczone składniki imbiru działają synergetycznie z beta2-mimetykami, rozkurczając mięśnie gładkie dróg oddechowych - wyjaśnia dr Elizabeth Townsend. Amerykanie pobrali próbki mięśni gładkich dróg oddechowych. Do ich skurczu doprowadzano, podając acetylocholinę. Później beta2-mimetyk izoproterenol mieszano z (6)-gingerolem, (8)-gingerolem lub (6)-shogaolem. Stosowano również czysty lek. Tkanki wystawione na oddziaływanie mieszanin rozluźniały się w o wiele większym stopniu niż po samym izoproterenolu. Najskuteczniejszym imbiropochodnym związkiem okazał się (6)-shogaol. Kolejnym krokiem naukowców było określenie mechanizmu wpływu składników imbiru. Ekipa sprawdzała, czy wpływają one na fosfodiesterazę 4D (ang. phosphodiesterase4D, PDE4D) z płuc. Wcześniejsze badania wykazały, że enzym ten prowadzi do inhibicji procesów, które odpowiadają za rozkurcz mięśni gładkich i osłabienie stanu zapalnego. Posługując się polaryzacją fluorescencji, naukowcy zademonstrowali, że PDE4D hamowały zarówno oba gingerole, jak i (6)-shogaol. Townsend zademonstrowała także, że (6)-shogaol szybko rozpuszczał filamenty aktyny F, białka odgrywającego istotną rolę w skurczu mięśni gładkich.
  8. Zarząd Yahoo! przeznaczył 1,1 miliarda dolarów na zakup popularnego serwisu blogowego Tumblr. Transakcja wywołała poważne zaniepokojenie wśród użytkowników Tumblr. Obawają się, że stracą kontrolę nad interfejsem, nad prywatnością oraz że zostanie ograniczona swoboda wypowiedzi - mówi Andrew Frank, analityk Gartnera. Dlatego też niezwykle jest ważne, by zachować równowagę pomiędzy swobodą, jaką cieszą się obecnie użytkownicy Tumblr, a próbami zapewnienia odpowiednich dochodów z serwisu. Trzeba bowiem pamiętać, że siłą Tumblr są jego zaangażowani użytkownicy. To będzie trudne zadanie, które rzuci światło zarówno na przyszłość Yahoo! jak i na kwestię kreatywnej wolnej wypowiedzi w serwisach społecznościowych - dodaje analityk. Po ewentualnym przejęciu Tumblr będzie działał jak niezależna firma. Obecnie witryna zatrudnia 175 osób i można się na niej zapoznać z ponad 100 milionami blogów.
  9. U.S. Air Force zrezygnuje z papierowych podręczników dla załóg samolotów i zastąpi je iPadami. Decyzja ma podłoże ekonomiczne. Obliczono bowiem, że w ciągu 10 lat lotnictwo zaoszczędzi na takiej zmianie 50 milionów dolarów. Już same oszczędności na paliwie będą imponujące. Major Brian Moritz, menedżer programu Electronic Flight Bag poinformował, że z powodu różnicy wagi pomiędzy iPadem a podręcznikiem koszty paliwa zmniejszą się o 750 000 USD rocznie. Podręczniki są rzeczywiście niezwykle ciężkie. Ich waga waha się od 113 kg w przypadku wszystkich podręczników dla maszyny C-17 po 222 kilogramy dla maszyny C-5 z 10 członkami załogi na pokładzie. Po odjęciu kosztów druku i dystrybucji roczne oszczędności sięgną 5,7 milona USD. Lotnictwo już podpisało kontrakt na dostawę 18 000 iPadów. Wartość umowy to 9,36 miliona dolarów. Wykorzystanie tabletów pozwala też na znacznie szybsze znalezienie potrzebnej informacji. Testy wykazały, że dzięki słowom kluczowym załoga sprawniej dociera do danych, których potrzebuje. Przeszukiwanie opasłych papierowych tomów zabiera znacznie więcej czasu. Apple już od pewnego czasu stara się o to, by jego produkty zagościły w siłach zbrojnych USA. W marcu bieżącego roku ukazała się informacja, że Pentagon zakupi 650 000 urządzeń (iPady, iPady mini, iPod touch oraz iPhone'y) z systemem iOS. Mają one zastąpić urządzenia BlackBerry.
  10. Naukowcy z University of Zhejiang uzyskali aerożel węglowy o gęstości 0,16 mg/cm3. Chwalą się, że to najlżejszy materiał na świecie. Zespół prof. Gao Chao uciekł się do liofilizacji (suszenia sublimacyjnego) roztworu nanorurek węglowych i grafenu. Jak można przeczytać w relacji prasowej, poprzedni, zaledwie zeszłoroczny rekord należał do Niemców, którzy wytworzyli aerożel grafitowy o gęstości rzędu 0,18 mg/cm3. Pod względem budowy nasz aerożel przypomina węglową gąbkę. Gdy na kłosie włośnicy [Setaria] umieści się kawałek materiału wielkości kubka, "włoski" nawet się nie ugną. Chińczycy podkreślają, że ich aerożel jest niezwykle elastyczny i po ściśnięciu powraca do pierwotnego kształtu. "Oczekuje się, że aerożel węglowy odegra znaczącą rolę w kontroli zanieczyszczenia, np. w uzdatnianiu wody czy usuwaniu plam ropy naftowej [dotychczasowe materiały do walki z wyciekami absorbowały maksymalnie 10-krotność swojej wagi, tymczasem możliwości aerożelu wyczerpują się dopiero przy ok. 900-krotności]. Ekipa z University of Zhejiang wspomina również o pochłanianiu dźwięków, spełnianiu roli nośnika katalitycznego czy izolowaniu magazynów energii. Zastosowanie liofilizacji uprawdopodobnia masową produkcję aerożelu.
  11. Koncern Colgate-Palmolive próbuje opatentować szczoteczki do zębów z czyścikami do języka uwalniającymi różne substancje, np. kofeinę czy aspirynę. Naklejce z główki nadawano by sugerujący działanie kształt (listek to mięta, a płomień - rozgrzewający cynamon). Z informacji zamieszczonych we wniosku wynika, że wklejkę trzeba by wymieniać co 3 miesiące. Szczoteczka z dodatkowym elementem miałaby nie tylko zastępować poranną małą czarną czy połykanie lekarstwa, ale i wspomagać odchudzanie - poduszeczkę można by przecież nasączyć supresantem apetytu. Twórcy zastanawiają się także nad czyścikiem z kapsaicyną papryczek chilli. Szczotkowanie z alkaloidem wywoływałoby uczucie mrowienia, sami projektanci wolą jednak mówić o ciepłym masażu lub o efekcie znieczulającym. Z myślą o odświeżeniu Colgate-Palmolive zaproponował m.in. mentol czy kamforę. Chłodzące substancje słodzące, takie jak ksylitol lub erytrytol, dałoby się wykorzystać do zwalczania suchości w ustach, wywoływanej lekami na receptę czy produktami do higieny jamy ustnej. Ponieważ mycie zębów nową szczoteczką opisuje się jako wzbogacone doświadczenie, nie mogło zabraknąć wkładek ziołowych - relaksującej z lawendą czy rumiankowej (ta ostatnia pomagałaby zasnąć i zwalczałaby zapalenie błon śluzowych). Uwalnianą substancję nakładano by na elastomer i np. suszono. Rozważane jest też rozwiązanie, w którym wydzielany materiał byłby się częścią elastomeru.
  12. Statyny stosuje się, by obniżyć poziom cholesterolu i zmniejszyć ryzyko chorób serca u pacjentów z cukrzycą, zespołem metabolicznym lub otyłością. Najnowsze badania zespołu z Uniwersytetu Missouri wykazały jednak, że pewien lek z tej grupy, simwastatyna, hamuje pozytywny wpływ ćwiczeń u dorosłych z nadwagą i otyłością. Udowodniono, że chroniąc ludzi przed różnymi chronicznymi przypadłościami, sprawność fizyczna jest najważniejszym prognostykiem długowieczności i dobrego samopoczucia. Potrzebujemy codziennej dawki ruchu, by podtrzymać lub poprawić formę, a w konsekwencji stan zdrowia. Jeśli jednak pacjenci w tym samym czasie zaczynają gimnastykę i zażywanie statyny, wydaje się, że lek nie dopuszcza do poprawy formy przez ruch - wyjaśnia prof. John Thyfault. Amerykanin dodaje, że kardiolodzy niejednokrotnie rozważają zapobiegawcze przepisywanie statyn wszystkim osobom powyżej pewnego wieku, nawet jeśli nie występuje u nich zespół metaboliczny. Leki te są również zalecane pacjentom z cukrzycą typu 2. Statyny wykorzystuje się od 15-20 lat, dlatego nie znamy ich długoterminowego wpływu na sprawność aerobową [zdolność do ciągłego wysiłku przez dłuższy czas] ani na ogólny stan zdrowia. Zespół Thyfaulta oceniał wydolność krążeniowo-oddechową 37 otyłych osób w wieku 25-59 lat, które wcześniej prowadziły siedzący tryb życia. Wszyscy uczestniczyli w 12-tygodniowym programie treningowym; 18 ochotnikom codziennie podawano 40 mg simwastatyny. U ludzi, którzy się wyłącznie gimnastykowali, odnotowano 10-proc. poprawę sprawności sercowo-oddechowej; w grupie łączącej ćwiczenia z farmakoterapią była ona znacząco mniejsza, bo zaledwie 1,5-proc. Na tym jednak nie koniec, bo naukowcy stwierdzili, że o ile u tych pierwszych zawartość mitochondriów w mięśniach szkieletowych zwiększyła się o 13%, o tyle u pacjentów przyjmujących simwastatynę spadła ona o 4,5%. Thyfault podkreśla, że w ramach przyszłych badań należy ustalić, czy niższe dawki simwastatyny lub inne statyny w ten sam sposób modyfikują efekty ćwiczeń. Rozpoczęcie farmakoterapii po zakończeniu treningu/wzroście formy mogłoby ograniczyć wpływ leku na sprawność.
  13. Przedstawiciele Duńskiego Muzeum Narodowego poinformowali o odkopaniu 365 przedmiotów z epoki Wikingów. Znajdują się wśród nich wyjątkowe monety opatrzone wizerunkiem krzyża. Wybito prawdopodobnie za rządów Haralda Sinozębego. To ten właśnie władca ochrzcił Norwegię i Danię. Niezwykłego odkrycia dokonał 16-letni Michael Stokbro Larsen, który w ubiegłym roku wybrał się na spacer z wykrywaczem metali. Jens Christian Moesgaard, rzecznik prasowy Muzeum, powiedział, że to największe tego typu znalezisko od 1939 roku.
  14. Biuro gubernatora norweskiej prowincji Svalbard poszukuje osoby do wypatrywania niedźwiedzi polarnych. Aplikant na to stanowisko musi mieć naprawdę dobry wzrok, bo od 8 lipca przez miesiąc od jego spostrzegawczości będzie zależeć zdrowie i życie pracujących na śniegu naukowców. Urzędnicy dodają, że ochotnik powinien umieć strzelać. Co prawda, by odstraszyć niedźwiedzia, zazwyczaj wystarczy głośno krzyczeć, odpalić flarę albo postukać w metalowe naczynia, ale jeśli zwierzę jest agresywne, w ostateczności trzeba niekiedy skorzystać z broni palnej. Można się domyślać, że wypatrywacz będzie miał pełne ręce, a właściwie oczy roboty, bo niedźwiedzi jest na archipelagu Svalbard więcej niż ludzi (2394 osoby mogą się spotkać z ponad 3 tysiącami tych drapieżników). Niedźwiedzie polarne są objęte ochroną i wolno do nich strzelać wyłącznie w samoobronie. Ludziom wychodzącym poza teren zabudowany zaleca się zabieranie broni. Turyści biorący udział w wyścigach psów czy wspinaczkach są chronieni przez uzbrojonych przewodników.
  15. Porsche już od pewnego czasu wykorzystuje w swoich samochodach inne napędy niż tylko silniki benzynowe. Sprzedaje hybrydowe wersje Cayenne'a i Panamery, zaoferowała też Cayenne z silnikiem diesla. Teraz firma ogłosiła, że wszystkie modele jej samochodów będą miały swoje wersje hybrydowe. Miłośnicy niemieckiej marki będą mogli więc kupić także hybrydowego Boxstera, Caymana i 911. Z dostępnych informacji wynika, że silnik elektryczny montowany w tych samochodach będzie miał moc ponad 100 koni mechanicznych i będzie chłodzony powietrzem oraz wodą. Jeszcze w bieżącym roku Porsche ma rozpocząć limitowaną produkcję 918 sztuk samochodu Porsche 918 Spyder, który korzysta z trzech silników (4,6-litrowego V8) oraz dwóch elektrycznych, o łączej mocy 887 koni mechanicznych.
  16. Dell poinformował o kolejnym spadku zysków. W kwartale, który zakończył się 3 maja koncern odnotował dochód w wysokości zaledwie 130 milionów dolarów. Jeszcze rok wcześniej wynosił on 635 milionów. Przychody firmy skurczyły się o 2% do 14,07 miliarda USD. Do pogorszenia wyników Della przyczyniły się szczególnie spadki na rynku pecetów i notebooków. Przedstawiciele Della mówią, że spodziewali się, iż Windows 8 pobudzi sprzedaż na rynku pecetów, ale tak się nie stało. Koncern wydał też 90 milionów dolarów na realizację planów związanych z wycofaniem się z giełdy. Nieco lepiej wygląda sytuacja na rynku urządzeń dla przedsiębiorstw. Sprzedaż serwerów i urządzeń sieciowych wzrosła o 14%, ale systemów przechowywania danych spadła o 10%. Strategicznym celem Della jest skupienie się na rynku oprogramowania dla biznesu. Koncern ma nadzieję, że przyniesie on większe zyski niż wydział pecetów. Dlatego też, pomimo straty na rynku oprogramowania, Dell rozbudowuje działy sprzedaży i badawczo-rozwojowy.
  17. Brytyjski alpinista przeżył porwanie przez lawinę, bo zamiast pozwolić się nieść masie śniegu, cały czas wykonywał ruchy jak podczas pływania. Gdy 23-latek schodził z 2 kolegami z należącego do Masywu Mont Blanc szczytu Aiguille de Bionnassay, uderzyła w niego lawina. Mimo że lawina natarła z pełną mocą, wspinacz nie został pogrzebany. Przed wyhamowaniem przebył 700 m. Pływanie pomogło mu się utrzymać blisko powierzchni śniegu [...] - wyjaśnia policjant Delfino Viglione. Później uratował go helikopter. Czasem alpiniści mają poduszki powietrzne, które chronią przed przysypaniem, ale nasz w czepku urodzony nie zabrał ze sobą takiego sprzętu. Ratownicy przyznają, że podrapany i posiniaczony Brytyjczyk nie odniósł żadnych poważniejszych obrażeń. Ze względu na brak urazów jego towarzyszom Benowi Tibbettsowi i Mishy Gopaulowi pozwolono wrócić do Chamonix, ale świeżo upieczony bohater światowych mediów będzie musiał zostać na parę dni w szpitalu w Aoście.
  18. Android potwierdził swoją dominację na rynku smartfonów, a Windows Phone po raz pierwszy zajął trzecią pozycję pod względem sprzedaży. Jak wynika z badań IDC, w pierwszym kwartale bieżącego roku smartfony z systemami Android oraz iOS stanowiły aż 92,3% wszystkich sprzedanych urządzeń. Na trzecim miejscu znajdziemy Windows Phone, który pokonał BlackBerry. Producenci smartfonów z Androidem oraz Apple dostarczyli łącznie 199,5 miliona urządzeń, czyli o 59,1% więcej niż w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Udziały Androida i iOS-a to zdecydowana większość rynku w pierwszym kwartale, ale jeśli wyraźniej przyjrzymy się wynikom zobaczymy, że wśród innych platform dochodzi do przetasowań, a rynek poszukuej alternatyw. Windows Phone zyskał na partenerstwie z Nokią, a nowe urządzenia BlackBerry BB10 w ciągu pierwszego kwartału sprzedaży znalazły ponad milion nabywców - stwierdził Ramon Llamas z IDC. Zajęcie przez Windows Phone trzeciego miejsca dowodzi, że obrana przez Microsoft i Nokię strategia jest właściwa. Jednak biorąc pod uwagę niewielką liczbę sprzedanych urządzeń obie firmy muszą w przyszłości lepiej się sprawować, by umocnić swoją pozycję i stać się realną alternatywą dla Androida i iOS-a - dodał analityk Kevin Restivo. Liderem rynku androidowych urządzeń pozostaje Samsung, do którego w pierwszym kwartale należało 41,1% rynku Androida. Rywale znaleźli się daleko w tyle, z jednocyfrowymi wynikami, a za nimi znajdziemy całą masę niewielkich producentów, których udziały nie przekraczają 1 procenta. O dużym sukcesie może mówić Apple, który w ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku sprzedał więcej iPhone'ów niż w którymkolwiek z wcześniejszych kwartałów. Mimo to spadają zarówno rynkowe udziały jego systemu, jak i zmniejsza się wzrost sprzedaży w porównaniu ze wzrostem całego rynku. Największy przyrost udziałów zanotował natomiast Windows Phone. System zawdzięcza to głównie Nokii, gdyż aż 79% smartfonów z Windows Phone pochodziło od tego właśnie producenta. Od czasu premiery rodziny Lumia Nokia sprzedała 20,3 miliona telefonów z Windows Phone. Urządzenia z tym systemem oferują też inni producenci, ale jest on dla nich tylko alternatywą dla najważniejszego dla nich Androida. Mocny wzrost Windows Phone wskazuje jednak, że system zdobywa zainteresowanie klientów i producentów. BlackBerry wciąż notuje poważne dwucyfrowe spadki sprzedaży. Ogółem w pierwszym kwartale 2013 roku sprzedano 162,1 miliona urządzeń z Androidem, czyli o 79,5% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Rynkowy udział androidowych urządzeń zwiększył się z 59,1 do 75,0 procent. Sprzedaż urządzeń z iOS-em zwiększyła się z 35,1 do 37,4 miliona sztuk (6,6%), ale rynkowy udział skurczył się z 23,0 do 17,3%. Rekordzista, Windows Phone, zanotował wzrost sprzedaży z 3 do 7 milionów urządzeń (133,3%) i wzrost udziałów rynkowych z 2,0 do 3,2%. Sprzedaż BlackBerry spadła z 9,7 do 6,3 miliona sztuk (-35,1%), a udziały rynkowe zmniejszyły się z 6,4 do 2,9%. Znaczne spadki zanotował też Linux (z 3,6 do 2,1 miliona urządzeń) oraz Symbian (z 10,4 do 1,2 miliona).
  19. Filmowiec Steven Elkins od dawna poszukuje legendarnego Ciudad Blanca (Białego Miasta). Najpierw analizował zdjęcia satelitarne lasów deszczowych z rejonu Mosquitia w Hondurasie, później, gdy poczyniono znaczne postępy w zakresie technologii LiDAR, szukał prywatnych inwestorów, którzy sfinansowaliby mapowanie 3 szczególnie obiecujących obszarów. Pasjonatowi udało się zabrać do Hondurasu specjalistów z Uniwersytetu w Houston i w zeszłym roku ekipa poinformowała o odkryciu czegoś, co wyglądało na fundamenty i wzgórza osady. Nieupubliczniane wcześniej zdjęcia miały zadebiutować na tegorocznym Meeting of Americas w Cancún. William Carter, Juan Fernandez-Diaz i Ramesh Shrestha zainstalowali swój sprzęt na pokładzie wolno i nisko latającego samolotu, który krążył nad gęstą dżunglą. LiDAR bombardował teren pulsami lasera. Analiza obrazu, przeprowadzona m.in. przez archeologa z Uniwersytetu Stanowego Colorado Christophera Fishera, wykazała, że na przeszukiwanym terenie mogły się znajdować rozległe ruiny. Kompleks kopców i fundamentów stawał się lepiej widoczny, gdy z danych LiDAR odfiltrowało się promienie lasera odbite od koron. Wykorzystujemy LiDAR do odszukiwania kształtów linearnych i prostokątów. Natura ich nie tworzy, dlatego wskazują one na ewentualne działania ludzkie - wyjaśnia Stephen Leisz, kolega Fishera z uczelni. Nie pokażemy wszystkiego, bo chcemy chronić stanowisko przed łowcami skarbów i rabusiami. Kolejnym ważnym krokiem będzie zbadanie struktur widzianych z powietrza przez archeologów [ma to nastąpić jeszcze w tym roku] - podkreśla Elkins. Pogłoski o istnieniu Ciudad Blanca krążą co najmniej od 1526 r. Wzmianka na ten temat pojawiła się w liście Hernána Cortésa. Konkwistador donosił Karolowi I o prowincji w Hondurasie, która dorównując Meksykowi pod względem wielkości miast i wiosek, miała być jednocześnie zamożniejsza.
  20. Jak już wcześniej informowaliśmy, azotek boru wydaje się idealnym towarzyszem grafenu. Teraz zespół Romana Gorbacheva z University of Manchester wykazał, że oba materiały pozwalają na przeprowadzenie nowatorskich badań fizycznych i badanie struktur, o których istnieniu dotychczas tylko teoretyzowano. Naukowcy informują, że po nałożeniu warstwy grafenu na warstwę azotku boru - zwanego też "białym grafenem" - doszło do gwałtownej zmiany właściwości elektronicznych grafenu i pojawienia się tzw. motyla Hofstadtera. Taką nazwę nosi fraktalna struktura widma elektronowego. Przewidział ją w 1976 roku Douglas Hofstadter. Teraz po raz pierwszy udało się eksperymentalnie udowodnić istnienie motyla Hofstadtera. Jedną z najbardziej interesujących właściwości grafenu jest jego wysokie przewodnictwo. Elektrony pędzą w nim znacznie szybciej niż w miedzi. Jest to możliwe dzięki niezwykłemu wzorcowi, w jaki układają się elektrony w grafenie. Powstają wówczas podobne do neutrin tzw. fermiony Diraca. Dotychczas badanie tych cząstek wymagało wykorzystywania olbrzymich akceleratorów. Grafen umożliwia badanie ich za pomocą biurkowego zestawu. Teraz uczeni z Manchesteru odkryli sposób na klonowanie fermionów Diraca. Po nałożeniu grafenu na azotek boru wędrujące w grafenie elektrony "czują" poszczególne atomy boru i azotu. To powoduje, że elektrony reorganizują się w taki sposób, że tworzą liczne kopie oryginalnych fermionów Diraca. Okazuje się, że kolejne klony powstają po przyłożeniu pola magnetycznego. Układają się one wówczas we wspomnianego na wstępie motyla Hofstadtera. Jednak w dokonanym właśnie odkryciu najważniejsze jest udowodnienie, że możliwa jest modyfikacja właściwości jednoatomowych warstw różnych materiałów poprzez układanie ich jeden na drugim. Prace te pokazują, że możemy tworzyć nowe materiały układając ich warstwy w pożądanej kolejności - mówi profesor Andre Geim, jeden z odkrywców grafenu, współautor opisywanych badań. Doktor Gorbachev dodał: Przygotowaliśmy różne zestawy jednoatomowych materiałów, podobnych do grafenu, a potem układaliśmy je jeden na drugim. Jeszcze kilka lat temu możliwość stworzenia takich sztucznych kryształów to było science-fiction, Teraz mamy je w naszym laboratorium. Pewnego dnia mogą znaleźć się w używanych przez ciebie gadżetach. To ważny krok wychodzący poza prosty grafen. Stworzyliśmy podstawy do prowadzenia nowego rodzaju badań, które wydają się ważniejsze i dające więcej wiedzy niż badania nad samym grafenem - podsumował Geim.
  21. Naukowcy sporządzili pierwszą na świecie mapę zagrożonych wyginięciem wyjątkowych ssaków, płazów i koralowców. Miała ona unaocznić fakt, że choć zidentyfikowano obszary krytyczne dla zachowania różnych gatunków, chroni się tylko minimalną ich część (w przypadku ssaków 5, a płazów 15%). Projekt EDGE (Evolutionarily Distinct and Globally Endangered) powstał z inicjatywy Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego. Jak można przeczytać na witrynie przedsięwzięcia, biokartografowie skupili się na gatunkach unikalnych pod względem wyglądu, zachowania oraz genetyki, w przypadku których nie można znaleźć podobnych zwierząt lub są one nieliczne. Dla każdego gatunku wyliczano wskaźnik unikalności ewolucyjnej (ED, od ang. Evolutionary Distinctiveness). Analizując drzewo filogenetyczne, naukowcy mogą stwierdzić, że gdy 3 gatunki są w identycznym stopniu zagrożone wyginięciem, to rozdzielając fundusze i nakłady pracy, należałoby dać pierwszeństwo np. gatunkowi A, bo jego wskaźnik ED jest wyższy od wskaźnika gatunków B czy C (te ostatnie mają krewnych). Najbardziej unikalnym ssakiem świata okazał się mrównik (Orycteropus afer), a w przypadku płazów na pierwszym miejscu listy umieszczono Rhinophrynus dorsalis. Drugi ze wskaźników cząstkowych (GE, od ang. Globally Endangered) bazuje na klasyfikacji Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody. Im wyższy stopień zagrożenia wyginięciem, tym wyższa wartość GE. Wskaźniki ED i GE mnoży się przez siebie, uzyskując dla każdego gatunku ogólny wskaźnik EDGE. Do grupy gatunków EDGE trafiły taksony, w przypadku których wskaźnik ED przekracza średnią i które uznaje się za narażone, zagrożone lub krytycznie zagrożone wyginięciem. Obecnie wśród ssaków wyodrębnia się 502 gatunki EDGE (stanowią one ~9% wszystkich gatunków ssaków). Sytuacja płazów jest gorsza. Tutaj liczba EDGE sięga 799 (~14%). Za gatunki potencjalnie EDGE uznaje się zwierzęta z wysokim wskaźnikiem ED i niejasnym statusem zagrożenia. Gdy w przypadku ssaków skupimy się wyłącznie na historii ewolucyjnej, najbardziej wyjątkowe gatunki [...] będą przeważnie występować w Ameryce Południowej. Jeśli jednak uwzględni się dodatkowo zagrożenie, ognisko uwagi przesunie się na południowo-wschodnią Azję, bo tam zmiana przeznaczenia gruntów zachodzi wyjątkowo szybko [...] - wyjaśnia prof. Jonathan Baille. Mapowanie wykazało, że obszary priorytetowe ssaków i płazów się ze sobą nie pokrywają.
  22. Brytyjsko-kanadyjski zespół naukowców trafił na podziemne odizolowane od ponad miliarda lat zbiorniki z wodą. Już teraz wiadomo, że zawierają one olbrzymią liczbę związków chemicznych koniecznych do podtrzymania życia. To może być najstarsza woda na Ziemi i może zawierać życie. Co więcej, skały, w których je znaleziono, są podobne do skał występujących na Marsie, a to daje nadzieję, że podobne zbiorniki mogą znajdować się na Czerwonej Planecie. Wodę bogatą w wodór, metan oraz izotopy helu, neonu, argonu i ksenonu znaleziono dzięki wierceniom wykonanym w jednej z kanadyjskich kopalń na głębokości 2,4 kilometra pod powierzchnią ziemi. Płyn zawiera duże ilośći wodoru, tyle, ile występuje go w kominach hydrotermalnych na dnie oceanów. Wodór i metan, pochodzące zarówno z reakcji zachodzących między wodą a skałami jak i z oddziaływania na wodę radioaktywnych pierwiastków zawartych w skałach, mogą stanowić źródło energii dla mikroorganizmów odciętych od dostępu światła. Woda znajduje się w skałach, których wiek oceniono na 2,7 miliarda lat. Początkowo nikt nie przypuszczał, że może być równie stara, jednak przełomowa technologia datowania opracowana na University of Manchester wykazała, że liczy sobie ona co najmniej 1,5 miliarda lat, a być może znacznie więcej. Dotychczas równie wiekową wode znajdowano w malutkich porach skalnych w kopalniach. Nie była ona w stanie podtrzymać życia. Jednak woda z kanadyjskiej kopalni przecieka przez skały w tempie niemal 2 litrówna minutę. Jej charakterystyki są podobne do młodszej wody znalezionej na głębokości 2,8 kilometra w Afryce Południowej, która zawiera mikroorganizmy. Główny autor badań, doktor Greg Holland z Lancaster University mówi, że nasi kanadyjscy koledzy próbują się teraz dowiedzieć, czy woda zawiera życie. To czego możemy być pewni, to fakt, iż zidentyfikowaliśmy sposób, w jaki planety mogą tworzyć i przez miliardy lat zachowywać środowisko przyjazne życiu. To pokazuje, że istnieje możliwość znalezienia podobnego środowiska pod powierzchnią Marsa, niezależnie od tego, jak niegościnne warunki panują na powierzchni planety. Profesor Chris Ballentine z University of Manchester dodaje: Oczywiście kwestie dotyczące życia na Marsie czynią nasze prace niezwykle ekscytującymi. Jednak opracowane przez nas przełomowe technologie datowania starej wody pozwalają również na obliczenie światowego tempa produkcji metanu w skałach. Te same techniki mogą zostać wykorzystane do sporządzenia charakterystyk starych, głęboko położonych zbiorników wodnych, których można użyć do składowania dwutlenku węgla. Poniżej prezentujemy film przedstawiający zbieranie próbek wspomnianej wody.
  23. Analizując dane z National Health and Nutrition Survey (NHANES), naukowcy zauważyli, że u obecnych użytkowników marihuany poziom insuliny na czczo pozostaje znacząco niższy, mniejsze jest też prawdopodobieństwo, że wystąpi u nich insulinooporność. Wyniki są istotne statystycznie nawet po wykluczeniu chorych ze zdiagnozowaną cukrzycą. Zespół z kilku ośrodków przyglądał się danym 4657 pacjentów z lat 2005-2010. Ponieważ wszyscy wypełniali kwestionariusz dotyczący narkotyków, naukowcy wiedzieli, że w grupie znalazło się 579 czynnych użytkowników marihuany, a 1975 osób miało kontakt z konopiami w przeszłości. Resztę próby (2103) stanowili ludzie, którzy nigdy nie zażywali żadnej postaci Cannabis sativa. Poziom insuliny i glukozy na czczo określano w próbkach krwi pobranych po 9-godzinnym poście. Wskaźnik insulinooporności wyliczano w modelu homeostatycznym HOMA-IR. U ludzi przyznających się do zażywania marihuany w ubiegłym miesiącu zaobserwowano 3 korzystne zjawiska: wzrost poziomu dobrego cholesterolu HDL oraz spadek wskaźnika HOMA-IR oraz stężenia insuliny na czczo. Związki te były słabiej zaznaczone u ochotników, którzy zażyli marihuanę co najmniej raz, ale nie w ciągu ostatnich 30 dni. Oznacza to, że wpływ narkotyku na insulinę oraz insulinooporność zaznacza się niedługo po zażyciu. W porównaniu do osób stroniących od konopi, u czynnych palaczy poziom insuliny na czczo był o 16% niższy. Przyglądając się wymiarom ochotników, Amerykanie zauważyli, że palenie marihuany wiązało się z mniejszym obwodem w talii (otyłość brzuszną uznaje się za czynnik ryzyka cukrzycy). Wcześniejsze studia epidemiologiczne wykazały, że częstość występowania otyłości i cukrzycy wśród użytkowników konopi jest niższa niż u osób, które nigdy się z nimi nie zetknęły. Sugeruje to, że istnieje związek między kannabinoidami a obwodowymi procesami metabolicznymi. My jako pierwsi badaliśmy zależności między zażywaniem marihuany a glukozą/insuliną na czczo oraz insulinoopornością - podkreśla dr Murray A. Mittleman z Beth Israel Deaconess Medical Center. Jak przyznaje Hannah Buettner, na razie nie wiadomo, jaki mechanizm odpowiada za korzystny wpływ marihuany na glikemię oraz czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Badacze zastrzegają jednocześnie, że nie da się wykluczyć, że wypełniając kwestionariusz, ochotnicy zaniżali dane, a gdyby rzeczywiście tak było, mogłoby się okazać, że związki są nieistotne statystycznie.
  24. W Sądzie Okręgowym dla Północnego Okręgu Kalifornii złożono poprawioną wersję pozwu zbiorowego, którego autorzy oskarżają Google'a o to, że za pomocą systemu Android nielegalnie zbiera i umożliwia innymi nielegalne zbieranie nadmiernej ilości danych na temat użytkowników, nie wyświetlając przy tym ostrzeżenia ani nie prosząc o zgodę na takie działania. Pierwotnie pozew taki pojawił się w styczniu 2012 roku, jednak w marcu bieżącego roku został odrzucony przez sędziego Jeffreya White'a. Sędzia White uznał, że powodzi nie wykazali jasno, w jaki sposób działania Google'a przyniosły im szkodę. Zezwolił jednak na poprawienie i ponowne złożenie skargi. Zgodnie z zaleceniem sądu, powodzi podali dodatkowe fakty wyjaśniające wiele nieścisłości. Poprawiony wniosek zawiera też fakty związane z nowymi odkryciami dotyczącymi ciągłych domniemanych naruszeń prywatności przez Google'a, w tym udostępniania danych osobowych bez pełnej świadomości lub wiedzy konsumenta. Sądzimy, że obecnie nasz pozew wyjaśnia wszelkie podniesione przez sąd wątpliwości. Skupiliśmy się na naruszeniu przez Google'a dwóch ustaw - jednej federalnej i jednej stanowej - oświadczył prawnik powodów, William Audet. Głównym celem pozwu jest, jak twierdzi Audet, zmuszenie Google'a do ujawnienia wszelkich informacji na temat swoich praktyk zbierania danych oraz informacji na temat aplikacji dla Androida, które niezależni developerzy rozpowszechniają za pośrednictwem sklepu Google'a. W 36-stronicowym pozwie oskarżono Google'a o umieszczenie w systemie Android całej serii obejść, dzięki którym autorzy aplikacji mogą zbierać dane na temat ich użytkowników. Wyszukiwarkowy koncern umożliwia ponoć zbierania danych geolokalizacyjnych, informacji o wieku i płci, kodów pocztowych, aktywności użytkownika, identyfikatorów urządzenia i innych informacji pozwalających na zidentyfikowanie konkretnej osoby. Google zostało też oskarżone o podejmowanie kroków mających na celu uniemożliwienie użytkownikowm zablokowania zbierania danych. Przykładem takiego działania miało być, m.in., usunięcie ze sklepu Google Play aplikacji AdBlock Plus. Google, podobnie jak np. Facebook czy Apple, jest często oskarżany o naruszenie prywatności użytkowników.
  25. Najbardziej znany łowca planet, Teleskop Keplera, uległ poważnej awarii. NASA informuje, że urządzenie znajduje się w Thruster-Controlled Safe Mode. Agencja zdobyła informacje, z których wynika, że Kepler powoli obraca się w niekontrolowany sposób. Połączenie z teleskopem jest aktywne, jednak zanika i pojawia się w miarę obracania się Keplera. Inżynierowie próbowali wydać teleskopowi polecenie ustabilizowania swojej pozycji. Dzięki temu dowiedzieli się, że doszło do awarii kolejnego z czterech kół zamachowych, które są wykorzystywane do precyzyjnego ustawiania urządzenia bez konieczności uruchamiania silników i zużywania paliwa. Pierwsze koło zawiodło w połowie 2012 roku, jednak teleskop pracował normalnie, gdyż do utrzymania pozycji wystarczą 3 koła zamachowe. Keplera wprowadzono ponownie w Thruster-Controlled Safe Mode. Specjalny zespół analizujący sytuacja awaryjne - Anomaly Review Board - jednogłośnie uznał, że mamy do czynienia z awarią koła zamachowego. Obecnie trwają prace nad wprowadzeniem Teleskopu Keplera w tryb Point Rest State. W trybie tym urządzenie zużywa minimalną ilość paliwa, a jednocześnie utrzymywana jest z nim stała łączność. Oprogramowanie potrzebne do włączenia Point Rest State zostało wgrane na komputery pokładowe w ubiegłym tygodniu, a przed kilkunastoma godzinami wgrano parametry, które będą wykorzystywane podczas Point Rest State. NASA zapewnia, że Kepler jest stabilny i bezpieczny dopóty, dopóki ma paliwo. W Thruster-Controlled Safe Mode paliwa wystarczy mu na wiele miesięcy, w Point Rest State - na całe lata. Gdy Kepler zostanie wprowadzony w Point Rest State będzie znajdował się pod ścisłym nadzorem z Ziemi, W kolejnych dniach i tygodniach będą odbywały się narady, których zadaniem będzie opracowanie planu przywrócenia normalnej pracy Keplera. Eksperci spróbują uruchomić koło, które uległo awarii. Rozważą też wykorzystanie trybu hybrydowego, w którym teleskop korzysta zarówno z kół jak i z silników. Nie wiadomo, czy możliwy będzie powrót Keplera do stanu pozwalającego na wykonywanie bardzo precyzyjnych pomiarów fotometrycznych. Nawet jeśli doszłoby do kolejnych awarii i zapadłaby decyzja o zakończeniu misji, Teleskop dostarczył na Ziemię już takiej ilości danych, że jej analizy będą trwały przez kolejne lata. Teleskop Keplera trafił w przestrzeń kosmiczną w 2009 roku. W listopadzie 2012 roku zakończył główną część misji i rozpoczął rozszerzony etap badań. Dotychczas odkrył około 120 planet pozasłonecznych i około 3000 kandydatów na planety. Zarejestrował tez istnienie ponad 2000 systemów gwiazd podwójnych. Wielokrotnie informowaliśmy o niezwykłych osiągnięciach Teleskopu Keplera.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...