Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Nie jem mięsa w tym ryb od ponad 20 lat, pomidory sporadycznie, sugerujesz, że do masła i mleka są dodawane składniki, które nie zostały opisane na etykiecie? Ja na twoim miejscu skierował bym moje kroki do urzędu ochrony konsumenta!

Miałem etap, że przez miesiąc odżywiałem się wyłącznie chińskimi zupkami, nie przypominam sobie abym miał po tym konwulsje... CZEGO NIE KUPISZ TEGO NIE ZJESZ, nawet gdyby było najpyszniejszą rzeczą na świecie (coś jak w tej reklamie z dzieciakiem, który ciągle wracał po loda). Po etapie z zupkami już ich nie kupuję i mam się dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Lol ja nigdy nie brałem heroiny i też nie mam drgawek.

Tyle, że ja kiedyś odżywiałem się znacznie gorzej. Potem odstawiłem glutaminian praktycznie z dnia na dzień i jakoś nigdy problemów nie miałem. Naprawdę mam wrażenie, że naczytałeś się urban legends, a teraz je powtarzasz, tak samo jak z rzekomym dodawaniem glutaminianu do mleka (sic!).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tyle, że ja kiedyś odżywiałem się znacznie gorzej. Potem odstawiłem glutaminian praktycznie z dnia na dzień i jakoś nigdy problemów nie miałem. Naprawdę mam wrażenie, że naczytałeś się urban legends, a teraz je powtarzasz, tak samo jak z rzekomym dodawaniem glutaminianu do mleka (sic!).

 

Mój brat tak miał :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrząc na listę wymienioną przez Whizzkida dochodzę do wniosku - bez spożywania żadnej z tych rzeczy normalny człowiek nie ma szans na stworzenie zbilansowanej diety (okej to jest możliwe, ale upierdliwe - dowodem są ludzie z skazą białkową). Jak przesadzisz z piciem wody (w szczególności destylowanej) to też będziesz miał skurcze, łącznie z ryzykiem zgonu, to teraz zakład - ja zrezygnuję na miesiąc z glutaminianu sodu, a ty z wody - zobaczymy, kto będzie miał gorsze efekty uboczne :P.

Share this post


Link to post
Share on other sites

a co złego w glutaminianie?pytam bo sporo go jem i chciałbym wiedzieć :-\

Nie odstawiaj BO ZGINIESZZZZZ :P

A tak poważniej http://pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_chi%C5%84skiej_restauracji na angielskiej wikipedii piszą, że przy "typowych spożywczych" dawkach nie ma efektów ubocznych, problem mogą mieć jedynie osoby z nadwrażliwością - wtedy jest możliwe nawet zaostrzenie objawów astmy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zasadzie ciężko jednoznacznie odpowiedzieć, co jest takiego złego z tym glutaminianem. Z jednej strony mówi się o osobach, które, tak jak brat WhizzKida, cierpiały na różne objawy, a z drugiej nie ma na to żadnego przekonującego dowodu, bo np. w podwójnie ślepych próbach uzyskiwano "objawy zatrucia glutaminianem" (tak, wiem, że u brata WhizzKida chodziło o objawy odstawienia, ale ogólnie nawiązuję do szkodiwego działania) także po przyjęciu placebo. Warto rzucić okiem na fajną pracę przeglądową, dostępną za darmochę: http://jn.nutrition.org/cgi/content/full/130/4/1058S . Długa, ale wg mnie warta przeczytania.

 

W moim osobistym odczuciu (!) w wielu (choć niekoniecznie we wszystkich) przypadkach "szkodliwego działania" glutaminianu chodzi bardziej o komponentę psychiczną, a nie o sam wpływ glutaminianu na fizjologię. Mimo wszystko jestem za tym, żeby tymczasowo ogłosić moratorium na stosowanie E621 i jednoznacznie wyjaśnić sytuację.

 

Co do "syndromu chińskiej restauracji" - można go mieć po absolutnie każdej substancji egzogennej, więc nie robiłbym zadymy z tego, że kilku ludzi na tysiąc może mieć jakieś objawy. Poza tym podwójnie ślepe próby wykazały, że osoby uznające siebie za nosicieli tego syndromu reagują równie intensywnie na placebo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czemu tak trudno pojąć, że za obżeraniem się stoją często problemy emocjonalne. A nie tylko, ja chcę, ja wcinam, no to jak tak to gęba w kubel i po sprawie.

Dla mnie dobrym przykladem jest Oprah Winfrey, świetna kariera, pozycja najbardziej wpływowej osoby w Stanach za darmo jej na pewno nie przyszla, zarąbisty majątek, w dziecinstwie i wczesnej mlodości szczupła sylwetka. I co. I regularne tycie po kilkadziesiąt kilo i walka z nimi. Chyba charakteru (pomijam, że ona jest inteligentną osobą) komuś, kto się tak wybił (można się śmiać, ale nie można nie doceniać tego, co osiągnęła) nie brakuje, prawda?

Kiedy tvn puszczał ten swój reportażyk o automatach do gier i odpowiedzialności tym samym za wciąganie ludzi w hazard, pierwsze co mi się cisnęło na myśl to to, że przesadzają. Dopóki się nie okazało, że te automaty są faktycznie (jak wynika z mojej obserwacji) rozsiane po ulicach. Uważam, że to będzie, czy już jest, problem dla wielu ludzi i wielu rodzin. I też można mowić, że każdy sobie wszystkiemu winien. No dziwne by nie, skoro o jakości swojego życia kazdy stanowi sam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

to jest pytanie czy mamy się socjalistycznie troszczyć każdy o każdego czy też liberalnie-niech każdy robi sobie co chce,nieważne czy sobie szkodzi czy nie-ja bym wybrał to drugie ze względu na brak niepodważalnych kryteriów tego co być powinno(może ludzie powinni być otyli?)

Share this post


Link to post
Share on other sites
może ludzie powinni być otyli?

Stan organizmów osób otyłych raczej sugeruje coś odwrotnego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fajnie jest tak sobie wyrokować, nie ?

 

A prawda jest taka że mało wiemy o jednostkach które są otyło, nie wiemy czy to ich lenistwo, brak silnej woli, czy mniejsza odporność na substancje uzależniające zawarte w jedzeniu.

 

Mówisz że każdy powinien uprawiać sport, ja nie uprawiam.

Sport nie sprawi mnie przyjemności w ogóle.

 

Pracuje 8 godzin dziennie w pracy i 2 po pracy w domu.

Do tego dolicz godziny na jedzeniu, mycie się sprzątanie.

 

Wybacz, nie chce mi się poświęcać tej resztki czasu która mi została na robienie czegoś do czego muszę się zmuszać.

 

Nie jesteś otyły super, ja też, ale po co oceniać coś czego się nie zna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
coś czego się nie zna.

Bez wątpienia zna się na tyle, by twierdzić, że brak ruchu szkodzi. Nigdzie nie napisałem, że należy nakazywać ruchu. Tyle, że w zdecydowanej większości przypadków otyłość jest jednak efektem lenistwa samych otyłych. I nawet jeżeli nie jest to jedyny czynnik, jest to jeden z ważniejszych. Dlatego, nawet jeśli nikogo nie zmuszam do aktywności, mam prawo twierdzić, że otyli są w dużym stopniu winni sami sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Się nie ma, bo się codziennie patrzy na to, co się je i liczy się kalorie, a wieczorami zasuwa się przez co najmniej godzinę na rowerze (a w weekendy bywa, że i przez 5-6 godzin). Na pewno nie zawdzięczam tego "dobrym genom", bo patrząc na rodzinę mogę stwierdzić, że jestem raczej obciążony, a nie obdarowany. Jednocześnie jestem żywym przykładem na to, że da się, tylko trzeba chcieć, a nie szukać winnych wszędzie dookoła.

 

Fizyki nie oszukasz - jeżeli spalasz więcej, niż pochłaniasz, nie utyjesz. A przypadki, w których faktycznie nic nie daje się zrobić, to prawdziwa rzadkość, ale sam fakt nieleczenia też jest formą zaniedbania i własnej winy otyłego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cytuj:może ludzie powinni być otyli?

Stan organizmów osób otyłych raczej sugeruje coś odwrotnego.

 

to znaczy jaki stan organizmu być powinien?taki w którym się dobrze czujemy i wszystkie "układy"działają sprawnie?a dlaczego?a może jak ktoś umiera na wylew to tak być powinno?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli zdecydowana większość ludzi boi się śmierci, to chyba można uznać, że stanem pożądanym jest jednak życie i zdrowie. Podejrzewam, że tak wybrałaby większość :P Chociaż masz rację, to jest kwestia prywatnej opinii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W jednym filmie w ciekawy sposób rząd amerykański uporał się z plagą otyłości.

"Rząd zmienił dzisiaj definicję otyłości z >20 % tłuszczu w masie ciała do 80 % tłuszczu w masie ciała. Tym sposobem liczba osób otyłych w USA spadła"

:P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście nie zgadzam się z tym, że ludzie otyli nie ponoszą winy za własną otyłość. Jednak bardzo denerwuje mnie fakt, że wielu ludzi chce "zmieniać świat na siłę"... Wyobraźcie sobie, że może taki otyły człowiek dobrze się czuję z tym, że ma pare, kilkanaście, kilkadziesiąt kilogramów więcej i może jeść co chce i nic go to nie obchodzi...natomiast społeczeństwo takie jak m. in. to forum nie pozwala mu się poczuć ok, tylko piętnuje jego zachowanie...co wydaje się ostatnio paradoksalnie wyolbrzymione, ja rozumiem że to jest złe i że to jest choroba praktycznie już epidemia itd. ale pomyślcie, czy zwracacie uwagę na tych wszystkich narkomanów, czy może na palaczy w takim samym stopniu jak na ludzi otyłych? A wydaje się, że to podobnej skali problem. I dlatego, gdy idzie się do ośrodka dla narkomanów widać, że Ci ludzie są tam z własnej woli (najczęściej), gdy palacz chce rzucić palenie też robi to z własnej woli...a wszelkie sanatoria dla otyłych ludzi są pełne ludzi, którzy chcą spełnić oczekiwania społeczeństwa, a nie własne, w dodatku odchudzanie tych ludzi jest bardzo trudne i przeprowadzane bez odpowiedniego wsparcia psychicznego...przez co ludzie Ci wracają do nawyków żywieniowych poprzednich, a do tego mają większe poczucie winy i bardzo niską samoocenę. Więc moim zdaniem najlepszym wyjściem byłoby zająć się właściwie ludźmi otyłymi i przestańmy ich tak społecznie piętnować...przynajmniej takie jest moje zdanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oczywiście nie zgadzam się z tym, że ludzie otyli nie ponoszą winy za własną otyłość.

To fajnie :P

Jednak bardzo denerwuje mnie fakt, że wielu ludzi chce "zmieniać świat na siłę"

A kto próbuje zmieniać otyłych? Ja ze swojej strony mówiłem jedynie o tym, że jak się chce, to można, choć wcale nie trzeba. Swoje pogardliwe wypowiedzi kierowałem wyłącznie w stronę tych osób, które na każdym kroku gadają o tym, że na brzuchu zrobił im się kolejny wałek, ale ani nie wsiądą na rower, ani nie zrezygnują z jazdy windą, ani nie odmówią sobie tabliczki czekolady, bo idzie im okres/mają zły dzień/whatever. Albo rybki, albo akwarium, czyli: albo siedzisz cicho i jesteś sobie otyły/otyła, wtedy ja też siedzę cicho, albo narzekasz i nie robisz nic, wtedy swoim narzekaniem wymuszasz moją reakcję.

pomyślcie, czy zwracacie uwagę na tych wszystkich narkomanów, czy może na palaczy w takim samym stopniu jak na ludzi otyłych?

Tak. Nie zgodzę się jedynie z tym, jakoby narkomania była równie rozpowszechnionym problemem, ale to już jest kwestia osobistego uznania.

wszelkie sanatoria dla otyłych ludzi są pełne ludzi, którzy chcą spełnić oczekiwania społeczeństwa, a nie własne

O tym już pisałem wcześniej: nie mam nic przeciwko ludziom otyłym. Bardzo nie podoba mi się za to

1. narzekanie przy nicnierobieniu

2. płacenie takiej samej składki zdrowotnej, jak moja.

 

Pozdrawiam!

Share this post


Link to post
Share on other sites
płacenie takiej samej składki zdrowotnej, jak moja.

A to ciekawa koncepcja. Otyli, którzy nie próbują walczyć ze swoim problemem powinni płacić więcej, bo większe prawdopodobieństwo, że będą mieli powikłania zdrowotne. Ale z drugiej strony aby stwierdzić, czy dana osoba jest otyła przez brak własnej woli, czy przez chorobę etc. znów trzeba wyłożyć pewną kwotę. A co z otyłymi, którzy na siłę starają się zwalczyć problem stosując substancje, przeciwko którym się wypowiadałeś w innym wątku? Im też należy podbić składkę? :P No bo w końcu również dobrowolnie podnoszą ryzyko poważnych powikłań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sprawa jest IMO prosta: odchudzać się ze wspomaganiem chemicznym należy pod kontrolą lekarza, ew. z pomocą łagodnych środków, np. ziołowych. Problem by nie istniał, gdyby agresywne termogeniki nie były dostępne w otwartym obiegu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No tak, ale już nawet przyjmowanie dużych ilości kofeiny i aspiryny można uznać za poważną interakcję w termogenezę organizmu, a chyba nie wyobrażasz sobie świata, w którym obieg tych substancji byłby kontrolowany przez lekarzy :D

Ogólnie sprawa nie jest taka prosta, podobny spór dotyczył ceny biletów lotniczych, które z logicznego punktu widzenia powinny być wyższe dla osób otyłych, w ramach ich nadbagażu :P Ale aby wprowadzić takie reformy, musiałby istnieć system eliminacji tych pojedynczych przypadków, o których wspominałeś.

 

A tak swoją drogą, jaka jest Twoja opinia - ektomorficy z sylwetką rodem z auchswitz powinni dostawać zwrot kosztów na lotniskach? No bo w sumie to nie ich wina, że nie mogą przybrać na wadze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akurat efekt termogeniczny kofeiny jest znikomy, ale wiem, do czego pijesz, więc się nie czepiam :P Faktem jest, że jej przyjmowanie teoretycznie może być groźne, ale z drugiej strony niemal na pewno wcześniej delikwentowi takiemu zaczną przeszkadzać drgawki, biegunka, uczucie gumowacenia skóry, głupawka i kilka innych objawów.

 

Na pewno sytuacja wymagałaby sporych zmian, ale skoro dyskutujemy o tym, jak powinno być, to warto wychodzić od razu z odważną wizją :D

 

"Czy powinni" dostawać zniżki? Tego nie wiem i nie chcę w to ingerować - to kwestia do indywidualnego ustalenia przez prywatne linie lotnicze. Ubezpieczenie zdrowotne to sprawa państwowa (przynajmniej obecnie, a szkoda), a do tego jakby nieco innego kalibru, bo brak świadczeń ze strony linii lotniczych co najwyżej pozbawi Cię wakacji w Rio, a brak funduszów na świadczenia ze strony ubezpieczyciela może oznaczać nawet śmierć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ale całkiem niedawno rozmawialiśmy o mieszance ECA. Obecnie dwa jej składniki są dostępne dla każdego w osiedlowym spożywczaku. Ogólna myśl jest taka, że składki zdrowotne w państwowym systemie powinny być zależne od wielu czynników, między innymi od diety i aktywności fizycznej. Ale przecież to by wymagało niesamowitej kontroli społeczeństwa. Bez monarchii absolutnej będzie ciężko :P

 

Moim zdaniem służba zdrowia powinna zostać sprywatyzowana i powinny nią kierować zasady rynku. Lecz wraz z szeroką ofertą usług medycznych obywatelom powinny być oferowane liczne fundusze zdrowotne, które mogliby dostosowywać do własnych potrzeb i zarobków. Jeżeli by iść skrajnie liberalnie to fundusze nie musiałby być nawet obowiązkowe, ale nie każdy miałby sumienie odmówić pomocy poszkodowanemu. Jednak jest to idea, w drodze jej realizacji pojawia się wiele problemów. Przede wszystkim rynek leków powinien być solidnie przeanalizowany - terapie kosztujące kilkadziesiąt tysięcy złotych, które przedłużają życie śmiertelnie chorych o kilka miesięcy/lat niestety wnoszą pewien problem do takiego systemu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ostatnie badania wykazały, że osoby z otyłością i nadwagą są podatne na insulinooporność mózgu. Naukowcom z Uniwersytetu w Tybindze zależało więc na sprawdzeniu, czy ćwiczenia mogą poprawić insulinowrażliwość i funkcjonowanie poznawcze w tej grupie osób.
      Zespół dr Stephanie Kullman zebrał grupę 22 osób prowadzących siedzący tryb życia. Wszyscy mieli nadwagę bądź otyłość (średni wskaźnik masy ciała, BMI, wynosił 31). Ochotnicy wzięli udział w 8-tygodniowym programie treningowym, w którym uwzględniono m.in. jazdę na rowerze i marsz. Skanowanie mózgu miało miejsce przed i po interwencji. Funkcje mózgu mierzono przed i po donosowym podaniu insuliny. Naukowcy badali także nastrój, funkcje poznawcze i metabolizm obwodowy.
      Okazało się, że choć program ćwiczeń doprowadził jedynie do marginalnej utraty wagi, funkcje mózgu ważne dla metabolizmu znormalizowały się po zaledwie 8 tygodniach. Ćwiczenia zwiększyły np. miejscowy przepływ krwi w zależnych od dopaminy regionach kontroli motorycznej i procesów nagrody.
      Insulinowrażliwość wzrosła zwłaszcza w prążkowiu; reakcja mózgu osoby otyłej przypominała po 8 tygodniach odpowiedź człowieka z prawidłową masą ciała. Co ciekawe, im więcej ktoś stracił tłuszczu brzusznego, tym większa była poprawa funkcji mózgu.
      Ochotnicy wspominali też o poprawie nastroju i zdolności przełączania między zadaniami, co wskazuje na poprawę funkcji wykonawczych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Powszechnie uważa się, że globalna epidemia otyłości jest napędzana przez obszary miejskie. Jednak najnowsze zakrojone na szeroką skalę badania pokazują, że to przybieranie na wadze mieszkańców wsi jest głównym czynnikiem stojącym za tą epidemią.
      Urbanizacja jest postrzegana jako główny czynnik wzrostu otyłości. Problem jednak w tym, że związek pomiędzy urbanizacją a otyłością badano głównie na podstawie BMI ludności w momencie zbierania danych. Nie badano dotychczas dynamiki zmian BMI osobno dla terenów miejskich i wiejskich.
      Przekonanie o tym, że jest to problem miast ma swoje uzasadnienie. W miastach dostęp do żywności jest znacznie większy i łatwiejszy niż na wsiach. Mieszkańcy miast mają też do wyboru olbrzymią różnorodność wysoce przetworzonej żywności, bogatej w sól, cukier i tłuszcze nasycone. Ponadto wiele ubogich obszarów miejskich jest określanych mianem żywieniowych pustyń, gdyż tamtejsi mieszkańcy mają w swojej okolicy dostęp wyłącznie do taniej, wysoko przetworzonej, powodującej otyłość żywności. Z kolei obszary wiejskie to inny rodzaj żywnościowej pustyni. Są one postrzegane jako miejsca, gdzie ludzie spożywają przede wszystkim to, co sami wyhodują i mają mniejszy dostęp do żywności wysoko przetworzonej. Jakby jeszcze tego było mało mieszkańcy miast mają lepszy dostęp do transportu, telewizji kablowej, kin, teatrów, internetu i smartfonów, a więc mają większy wybór rozrywek niewymagających aktywności fizycznej. Dodatkowo z większym prawdopodobieństwem zawód wykonywany przez przeciętnego mieszkańca miasta wiąże się z mniejszym wysiłkiem fizycznym, niż zajęcie przeciętnego mieszkańca wsi.
      Wszystkie te czynniki powodują, że to miasta uważa się za miejsca napędzające epidemię otyłości.
      I rzeczywiście, badania prowadzone w krajach o niskich dochodach, jak Chiny, wykazywały, że dieta mieszkańców miast znacząco różni się od diety mieszkańców wsi, a w ciągu ostatnich dwóch dekad zmiana nawyków żywieniowych wśród zamieszkujących miasta Chińczyków wywołała tam epidemię otyłości i powiązanych z nią chorób.
      Zaczęły się jednak pojawiać badania, które sugerowały, że poziomy nadwagi i otyłości na terenach wiejskich, nawet w krajach o niskich i średnich dochodach, rosną szybciej niż w miastach. Miało się tak dziać z tego powodu, że do wsi dotarły źródła nowoczesnej żywności, poprawił się transport, a coraz więcej prac jest wykonywanych za pomocą maszyn. Coraz częściej z badań wynikało, że wysoko przetworzona żywność pojawia się w menu wiejskiej biedoty i są nią karmione nawet niemowlęta. Mimo to polityki krajów i organizacji międzynarodowych były skupione na walce z otyłością w miastach, gdyż wsie uważano za miejsca, gdzie ludzie są raczej narażeni na głód czy niedobór składników odżywczych, niż na otyłość.
      Właśnie opublikowano przełomowe badania przeprowadzone przez NCD Risk Factor Collaboration (NCD-RisC). To ogólnoświatowa sieć naukowców specjalizujących się w zagadnieniach zdrowotnych, której celem jest dostarczanie szczegółowych, wiarygodnych danych na temat chorób niezakaźnych oraz analiza danych i ich opracowywanie. Najnowsze badania są przełomowe w tym znaczeniu, że po raz pierwszy zebrano dane z niemal wszystkich krajów świata i na tej podstawie przeanalizowano trendy odnośnie zmian BMI ludzkości.
      Okazało się, że w krajach o wysokich dochodach poziom nadwagi i otyłości na wsiach jest wyższy niż w miastach. Z kolei w krajach o niskich i średnich dochodach dynamika zmian BMI ludności wiejskiej jest tak duża, że wkrótce będziemy obserwowali tam zjawisko podobne do tego, zauważonego właśnie w krajach bogatych – z nadwagą i otyłością będzie się zmagał większy odsetek mieszkańców wsi niż miast.
      Głód i niedożywienie na wsiach są szybko zastępowane przez nadwagę i otyłość. Wyjątkiem są tutaj Afryka Subsaharyjska, Azja Południowa i niektóre kraje w innych regionach świata.
      Badania przeprowadzone przez NCD-RisC są niezwykle ważne, gdyż globalne wysiłki walki z otyłością są nakierowane na miasta. Na przykład w Ameryce Południowej w ramach zwalczania epidemii nadwagi i otyłości przystosowuje się ulice w miastach tak, by zachęcały do poruszania się pieszo lub rowerem, również budynki projektowane są w taki sposób, by ich użytkownicy jak najwięcej chodzili, powstaje coraz więcej miejskich terenów aktywności fizycznej, władze współpracują ze sklepami, zachęcając je do sprzedaży zdrowszej żywności. Ludności wiejskiej działania takie niemal nie obejmują.
      Na potrzeby najnowszych badań naukowcy skupieni w NCD-RisC przeanalizowali 2009 badań populacyjnych, które objęły ponad 112 milionów dorosłych osób z 200 krajów. Pod uwagę wzięto lata 1985–2017, a analizy dokonano pod kątem miejsca zamieszkania badanych. Okazało się, że w badanym okresie ludność wiejska odpowiadała za 55% globalnego wzrostu średniego BMI. Natomiast w niektórych regionach o niskich i średnich dochodach odsetek ten rósł do ponad 80%. Zauważono, że – z wyjątkiem kobiet w Afryce Subsaharyjskiej – BMI ludności wiejskiej z regionów o niskich i średnich dochodach, rośnie szybciej niż BMI ludności miejskiej z tych regionów. Zjawisko to spowodowało, że odsetek osób z nadwagą i otyłych w miastach i wsiach się wyrównał, a w niektórych miejscach jest już wyższy na wsiach. Z kolei w krajach o wysokich dochodach odsetek osób z nadwagą i otyłych jest na wsiach stale wyższy niż w miastach, szczególnie wśród kobiet.
      W latach 1985–2017 odsetek ludności żyjącej w miastach wzrósł z 41% do 55%. W tym samym czasie średnie BMI ludzkości zwiększyło się w przypadku kobiet z 22,6 do 24,7, a w przypadku mężczyzn z 22,2 do 24,4. Wzrost średniego BMI wyniósł w przypadku mieszkańców wsi 2,09 dla kobiet i 2,10 dla mężczyzn, a w przypadku mieszkańców miast było to 1,35 dla kobiet i 1,59 dla mężczyzn. Rozpiętość wzrostu BMI z podziałem na kraje wahała się od niewielkich wzrostów w 12 krajach Europy oraz regionu Azji i Pacyfiku po wzrost o ponad 5 punktów BMI wśród mieszkanek Egiptu i Hondurasu. W badanym okresie najmniejsze średnie BMI zaobserwowano w 1985 roku wśród kobiet mieszkających na wiejskich terenach Bangladeszu (średnie BMI t0 17,7) oraz wśród mężczyzn mieszkających na etiopskich wsiach (BMI 18,4). Z kolei z największym średnim BMI mieliśmy do czynienia w 2017 roku wśród mieszkańców Amerykańskiego Samoa, gdzie wynosiło ono 35,4 dla kobiet mieszkających w miastach i 34,6 dla mężczyzn zamieszkujących wsie.
      W roku 1985 kobiety i mężczyźni mieszkający w miastach w krajach wschodnich, południowych i południowo-wschodnich części Azji, Oceanii, Ameryki Łacińskiej, centralnej Azji, Bliskiego Wschodu i północnej Afryki mieli większe średnie BMI od swoich rodaków mieszkających na wsiach. Różnica ta wynosiła średnio 3,25 BMI dla kobiet i 3,05 dla mężczyzn. Jednak do roku 2017, jako że średnie BMI znacznie szybciej rosło na wsiach, różnice te wszędzie zmniejszyły się o co najmniej 40%, a w 14 krajach, w tym w Armenii, Chile, Jordanii, Malezji, Turcji, na Jamajce i Tajwanie doszło do odwrócenia tego zjawiska wśród kobiet i mieszkanki wsi mają wyższe średnie BMI. Wśród mężczyzn średnie BMI również szybciej rośnie na wsiach, jednak jeszcze nie przekroczyło średniej z terenów miejskich.
      W badanym okresie zaobserwowano coraz większą mechanizację prac na wsi, zmechanizowanie transportu oraz dotarcie na wieś oferty międzynarodowych koncernów spożywczych sprzedających wysoko przetworzoną żywność bogatą w węglowodany i cukry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Carolyn Ross z Uniwersytetu Stanowego Waszyngtonu znalazła sposób na to, by pokarmy były odbierane jako słone, a jednocześnie zawierały mniej chlorku sodu.
      To podstępne podejście, nic w rodzaju kupowania opcji o obniżonej zawartości soli, która zazwyczaj ludziom nie odpowiada.
      Amerykanie przyglądali się mieszankom, które mają w składzie mniej chlorku sodu i zawierają inne sole, np. chlorek potasu i wapnia. Żadna z nich nie ma niekorzystnego wpływu na zdrowie, a potas może nawet pomóc obniżyć ciśnienie. Niestety, nie są one zbyt smaczne...
      Szczególnie chlorek potasu jest mocno gorzki i ludzie naprawdę go nie lubią - podkreśla Ross.
      Naukowcy skorzystali z pomocy panelu testerów i uniwersyteckiego elektronicznego języka, by ustalić, ile można dodać zastępnika, zanim ludzie stwierdzą, że jedzenie nie nadaje się do spożycia.
      Niektóre grupy panelistów próbowały różnych roztworów soli, innym podawano doprawioną nimi zupę pomidorową.
      Okazało się, że przy wykorzystaniu wszystkich trzech soli najlepszym rozwiązaniem była mieszanka złożona z 96,4% chlorku sodu, 1,6% chlorku potasu i 2% chlorku wapnia. Ilość chlorku sodu można było zmniejszyć w jeszcze większym stopniu, gdy jako zastępnik stosowano sam CaCl2; w tym przypadku akceptowalny stosunek wynosił 78% NaCl do 22% CaCl2.
      To połączenie dwóch soli nie różniło się znacząco w porównaniu ze 100% NaCl. Gdy jednak dodaliśmy chlorek potasu, akceptacja konsumentów spadała.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nie jest tajemnicą, że ubożsi Amerykanie są bardziej narażeni na otyłość i cukrzycę. Od dawna jest znana negatywna korelacja pomiędzy przychodami gospodarstwa domowego, a wagę i zachorowaniem na cukrzycę. Jednak, jak donosi brytyjsko-amerykański zespół naukowy, ta korelacja pojawiła się przed zaledwie 30 laty.
      Od roku 1990 wzrost liczy osób otyłych i chorujących na cukrzycę jest największy w najbiedniejszych regionach USA, mówi Alexander Bentley z University of Tennessee. A wzrost ten jest skorelowany z upowszechnieniem się syropu glukozowo-fruktozowego, dodawanego do żywności. Tymczasem jeszcze przed 100 laty otyłość była czymś niezwykle rzadkim w krajach rozwiniętych.
      Bentley i jego zespół przeanalizowali dane z CDC dotyczące otyłości, poziomu aktywności fizycznej, dochodów oraz cukrzycy. Z kolei z danych zebranych w ramach Food Access Research Atlas dowiedzieli się, jaka jest dostępność do samochodów i jaka odległość od supermarketów i wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych.
      Analizy wykazały, że jeszcze w roku 1990, gdy odsetek osób otyłych był w USA 3-krotnie niższy niż obecnie, nie istniała zależność pomiędzy otyłością a dochodami. Obecnie korelacja taka jest niezwykle silna. W takich stanach jak Alabama, Mississippi i Wirginia Zachodnia, w których średnie dochody gospodarstwa domowego wynoszą mniej niż 45 000 dolarów otyłych jest aż 35% osób. Natomiast w bogatszych Kolorado, Kalifornii i Massachusetts, gdzie średnie dochody to 65 000 USD, otyłych jest 25% mieszkańców.
      Z danych widzimy, że korelacja nie istniała w 1990 roku. Rozwinęła się ona w ostatnich dekadach, stwierdza Bentley.
      Zdaniem naukowców za eksplozję otyłości odpowiada obecność na rynku napojów i żywności zawierających dużą ilość syropu glukozowo-fruktozowego. W przeszłości w diecie mieszkańców USA było bardzo mało cukru i niemal nie było rafinowanych węglowodanów. Jeszcze w 1909 roku z cukrów pochodziło 12% energii spożywanej przez mieszkańca USA. Do roku 2000 odsetek ten wzrósł do 19%.
      Syrop glukozowo-fruktozowy pojawił się w amerykańskiej żywności w latach 70. Gwałtowny wzrost liczby osób otyłych jest zatem ściśle skorelowany z pojawieniem się pierwszego pokolenia żywionego tym produktem. Do roku 2000 przeciętny mieszkaniec USA zjadał rocznie 27 kilogramów syropu glukozowo-fruktozowego, czyli połowę całego spożycia cukru. Syrop ten jest głównym źródłem cukru w napojach gazowanych. Tymczasem w 2016 roku przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe wydawało na napoje gazowane 7% swoich dochodów, a w ubogich gospodarstwach domowych było to 9%.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Otyłość to, po paleniu tytoniu, drugi najważniejszy czynnik ryzyka występowania nowotworów. Jednak naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis zauważyli zadziwiające zjawisko – otyli pacjenci czasem lepiej reagują na leczenie przeciwnowotworowe niż pacjenci o niższej wadze ciała. Spostrzeżenie to daje onkologom możliwość lepszego dobrania leków pod kątem konkretnego pacjenta.
      To sprzeczne z intuicją, gdyż dotychczas wszystkie badania wykazywały, że z otyłością wiąże się większa toksyczność immunoterapii przeciwnowotworowej. Nasze spostrzeżenie zmienia reguły gry, gdyż możemy uwzględnić BMI w leczeniu. Zbyt wysokie BMI będzie czasami działało na niekorzyść pacjenta, a czasami na jego korzyść, mówi współautor badań William Murphy.
      Wiadomo, że otyłość jest czynnikiem ryzyka dla wielu nowotworów, przyspiesza też rozwój choroby, wspomaga jej nawrót i zmniejsza szanse na wyleczenie. Otyłość wiąże się też z upośledzeniem układu odpornościowego. Dotychczasowe badania nad stosowaniem immunoterapii wykazały, zarówno w modelu mysim jak i ludzkim, że podanie leków do stymulowania układu odpornościowego wiąże się u otyłych z nadmiernym jego pobudzeniem i poważnymi skutkami ubocznymi.
      Autorzy najnowszych badań sprawdzali działanie inhibitorów punktów kontrolnych. Działanie tych leków polega na blokowaniu aktywności punktów kontrolnych, dzięki którym komórki nowotworowe unikają ataku ze strony limfocytów T. Wśród tych leków jest np. opisywany już przez nas pembrolizumab (Keytruda), który daje spektakularne efekty u wielu pacjentów z czerniakiem i nowotworem płuc. Najnowsze badania wykazały, że inhibitory punktów kontrolnych lepiej działają u osób otyłych niż u innych pacjentów.
      Naukowcom udało się odkryć przyczynę tego zagadkowego zjawiska. Okazało się, że ma to związek zarówno z tym, jak otyłość wpływa na układ odpornościowy, jak i ze sposobem działania inhibitorów punktów kontrolnych.
      Nowotwory mogą powodować zwiększenie ekspresji białek punktów kontrolnych, co ratuje komórki nowotworowe przez atakiem układu odpornościowego. Inhibitory punktów kontrolnych blokują te białka, dzięki czemu limfocyty T są w stanie zaatakować komórki nowotworowe.
      Naukowcy z Kalifornii odkryli właśnie, że jako iż otyłość osłabia układ odpornościowy i zwiększa ekspresję białek punktów kontrolnych, to podanie inhibitorów punktów kontrolnych działa znacznie mocniej na otyłych pacjentów.
      Uczeni najpierw zbadani różnice w funkcjonowaniu limfocytów T u myszy otyłych i o prawidłowej wadze. Odkryli, że u myszy otyłych limfocyty T słabiej działały, a ekspresja proteiny punktu kontrolnego PD-1 była wyższa niż u nieotyłych myszy. Takie same zjawiska zaobserwowano też u makaków i ludzi. Dodatkowe badania wykazały, że u otyłych myszy guzy nowotworowe – niezależnie od ich rodzaju – rosły szybciej i były bardziej agresywne niż u myszy o prawidłowej wadze. "U zwierząt otyłych guz rośnie szybciej, gdyż ma tam więcej składników odżywczych, a układ odpornościowy słabiej działa", mówi Murphy.
      Bardziej szczegółowe badania wykazały, że gorsze funkcjonowanie limfocytów T było częściowo spowodowane przez leptynę, hormon regulujący wagę produkowany w komórkach tłuszczowych. Wykazano też, że zwiększona koncentracja leptyny u otyłych ludzi i myszy jest skorelowana ze zwiększoną ekspresją proteiny punktu kontrolnego PD-1.
      Gdy otyłym myszom podano inhibitory punktu kontrolnego PD-1 przeżywały one znacząco dłużej, niż nieotyłe myszy leczone w ten sam sposób. Takie samo zjawisko zauważono u 251 ludzi z czerniakiem. Otyli znacznie lepiej reagowali na leczenie.
      Te badania sugerują, że otyłość może być bardzo ważnym biomarkerem odpowiedzi na immunoterapię inhibitorami punktów kontrolnych, mówi współautorka badań, profesor Arta Monjazeb. Nie zalecamy otyłości jako metody na poprawienie leczenia u pacjentów nowotworowych. Jednak wydaje się, że otyłość zaburza funkcjonowanie układu odpornościowego i przyspiesza wzrost guza w sposób, który za pomocą leczenia inhibitorami punktów kontrolnych może być skutecznie odwrócony.
      Murphy przestrzega przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków. Odkrycie jest ważne dla lepszego stosowania immunoterapii, jednak istnieje wiele czynników, które mogą wpływać na efektywność konkretnych leków, od płci pacjenta, poprzez jego dietę i mikrobiom, aż po moment rozpoczęcia leczenia. Otwieramy nowe drzwi pozwalające lepiej zrozumieć, jak czynniki takie jak wiek, płeć, dieta i otyłość wpływają na układ odpornościowy i reakcję na immunoterapię, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...