Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Nowoczesnym przekąskom, takim jak batony, płatki śniadaniowe czy gotowe zestawy obiadowe nie sposób się oprzeć. Tak przynajmniej uważa David Kessler, były szef amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Jego zdaniem przekąski są tak skomponowane, by pobudzały centra nagrody w mózgu w ten sam sposób, jak robią to papierosy. W laboratoriach wytwórców tego typu żywności naukowcy próbują znaleźć rodzaj "przełącznika" w mózgu, który spowoduje, że gdy zjemy taką przekąskę, będziemy chcieli więcej.

Czas, by przestać obwiniać ludzi o to, że mają nadwagę lub są otyli. Problemem leży w tym, że w naszym świecie żywność jest zawsze dostępna i że została tak zmodyfikowana, by chciało się jej jeść coraz więcej. Miliony ludzi nie są po prostu w stanie oprzeć się nowoczesnej żywności - mówi Kessler.

W czasach gdy szefował FDA stał się znany dzięki swoim atakom na przemysł tytoniowy. Oskarżał go o dodawanie do papierosów środków, które dodatkowo uzależniały.

Teraz twierdzi, że przemysł spożywczy osiągnął podobny efekt, odpowiednio dobierając stosunek tłuszczu, cukru, soli i faktury żywności.

Badania przeprowadzone przez Kesslera na Yale University pokazały, że około 50% otyłych i 30% osób z nadwagą ośrodki przyjemności są nadmiernie podatne na pobudzenie. Odpowiednia kombinacja smaków aktywuje większą liczbę neuronów. Pokusa jedzenia staje się coraz silniejsza - mówi Kessler.

Podczas innego z badań sprawdzano, jak różne kombinacje smaków aktywują neurony w centrach przyjemności. Okazało się, że najbardziej są pobudzone, gdy jemy cukier wymieszany z czekoladą i alkoholem. Każdy z nas posiada taki punkt, do którego jedzenia cukru, tłuszczu czy soli sprawia nam coraz większą przyjemność. Poza tym punktem uznajemy, że składnika jest zbyt dużo - wyjaśnia Kessler. To właśnie ten punkt próbują odnaleźć i "wyłączyć" naukowcy pracujący dla przemysłu spożywczego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co za bzdura (opinia, nie artykuł :P ).

 

Być może nie jest winą otyłych, że zmodyfikowane produkty istnieją na rynku. Ale jeżeli osoba na własne życzenie notorycznie sięga po słodycze czy inne niezdrowe produkty (uzależnienie nie wynika przecież ze spożycia pojedynczej porcji!), to jednak jest winna sama sobie. Gdyby było inaczej, wszyscy byliby otyli, a jednak wielu udaje się tego uniknąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najlepsze są reportaże z ameryki, gdzie dzieciak (raczej tucznik, bo 100kg) na widok marchewki dostaje histerii i wrzeszczy "MAAAAAAAAAAAAMOOOOOOOOOO ja chce do McDonalds! Nie będę jadł tego zielonego syfu."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgodzę się z opinią Mikroosa. Jednak jeśli Kessler ma rację i uda się "wyłączyć" to ostrzeżenie... Zauważ, że gdy masz ochotę na coś słodkiego, to zjesz sobie np. kawałek czekolady i ochota Ci przechodzi. A co w momencie, gdy nie przejdzie? Wręcz przeciwnie, będzie jeszcze silniejsza, bo wchłonąłeś "magiczną" czekoladkę? :P Olbrzymia większość ludzi sięgnie po drugą i trzecią. Teraz nie sięgają, bo przechodzi im ochota :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co za bzdura (opinia, nie artykuł :P ).

 

Być może nie jest winą otyłych, że zmodyfikowane produkty istnieją na rynku. Ale jeżeli osoba na własne życzenie notorycznie sięga po słodycze czy inne niezdrowe produkty (uzależnienie nie wynika przecież ze spożycia pojedynczej porcji!), to jednak jest winna sama sobie. Gdyby było inaczej, wszyscy byliby otyli, a jednak wielu udaje się tego uniknąć.

pogadalibyśmy za 50 lat :D, nie na darmo prognozuje się, że w takich Stanach jeśli nie wezmą się porządnie za ten problem, to do 2030, jak się szacuje, będzie 80 % ludzi z nadwagą i otyłością. I jakoś nikt nie powoluje się na ''wielu udaje się tego uniknąć''. 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zgodzę się z opinią Mikroosa. Jednak jeśli Kessler ma rację i uda się "wyłączyć" to ostrzeżenie... Zauważ, że gdy masz ochotę na coś słodkiego, to zjesz sobie np. kawałek czekolady i ochota Ci przechodzi. A co w momencie, gdy nie przejdzie? Wręcz przeciwnie, będzie jeszcze silniejsza, bo wchłonąłeś "magiczną" czekoladkę?  Olbrzymia większość ludzi sięgnie po drugą i trzecią.

Pamiętam, że czytałem wyniki badań naukowych, które dowodziły, że tak właśnie działa Aspartam/Nutrasweet — długofalowo powoduje zwiększony apetyt na słodycze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co za bzdura (opinia, nie artykuł :P ).

 

Być może nie jest winą otyłych, że zmodyfikowane produkty istnieją na rynku. Ale jeżeli osoba na własne życzenie notorycznie sięga po słodycze czy inne niezdrowe produkty (uzależnienie nie wynika przecież ze spożycia pojedynczej porcji!), to jednak jest winna sama sobie. Gdyby było inaczej, wszyscy byliby otyli, a jednak wielu udaje się tego uniknąć.

 

Głównym składnikiem uzależniającym jest glutaminian sodu. Mam Dla Ciebie zadanie domowe. Spróbuj przez 3 tygodnie nie zjeść ani odrobiny glutaminianu sodu - nie jest potrzebny do życia. Zobacz, co się z Tobą stanie :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet zakładając, że jestem uzależniony, powiedz mi: dlaczego udaje mi się utrzymać prawidłową wagę ciała? Czy nie dlatego przypadkiem, że regularnie się ruszam? Jem dużo, nie ukrywam, ale zawsze dbam o to, żeby każdego dnia spalić cały nadmiar. I żyję, mam się dobrze, a wagę trzymam na całkiem przyzwoitym poziomie.

 

Inna rzecz, że nawet jeśli nie unikniesz glutaminianu całkowicie, jest różnica pomiędzy spożywaniem minimalnej nieuniknionej ilości tej substancji, a faszerowaniem się Vegetą, zupkami chińskimi i pokarmami nią faszerowanymi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet zakładając, że jestem uzależniony, powiedz mi: dlaczego udaje mi się utrzymać prawidłową wagę ciała? Czy nie dlatego przypadkiem, że regularnie się ruszam? Jem dużo, nie ukrywam, ale zawsze dbam o to, żeby każdego dnia spalić cały nadmiar. I żyję, mam się dobrze, a wagę trzymam na całkiem przyzwoitym poziomie.

 

Inna rzecz, że nawet jeśli nie unikniesz glutaminianu całkowicie, jest różnica pomiędzy spożywaniem minimalnej nieuniknionej ilości tej substancji, a faszerowaniem się Vegetą, zupkami chińskimi i pokarmami nią faszerowanymi.

 

O zupkach tylko Ty tutaj mówisz :-) Glutaminian ma inne wady. Bez glutaminianu mało kto wytrzymuje - wytrzep tak, że aż żal wspominać. Nie każdy jest jednak odporny na to samo. Ja np. jestem psychicznie w 100% odporny na alkohol. Nie sprawia mi żadnego problemu odmówić go sobie, niezależnie od sytuacji. Z kitkatem już kilka razy przegrałem. Ruch - fajnie, ale ilość komórek tłuszczowych zostaje taka, jak w dzieciństwie. A jak ktoś za młodu był pulchniejszy? Albo zwyczajnie ma inny metabolizm? Jest znanych nawet trochę przypadków, kiedy od treningu niektórzy tyli (tłuszcz, nie masa mięśniowa).

 

Ruch jest dobry, obżarstwo złe, ale cieszę się, że podążają tym kierunkiem. Skoro jedzenie jest porypane, to powinniśmy mieć jakieś zabezpieczenie przed nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites
O zupkach tylko Ty tutaj mówisz :-)

Napisałem o całym szeregu produktów, a zupki tylko wymieniłem jako jedne z wielu, prawda?

Ruch - fajnie, ale ilość komórek tłuszczowych zostaje taka, jak w dzieciństwie. A jak ktoś za młodu był pulchniejszy?

To i tak tak długo, jak utrzymuje ujemny bilans energetyczny, nie utyje.

Albo zwyczajnie ma inny metabolizm? Jest znanych nawet trochę przypadków, kiedy od treningu niektórzy tyli (tłuszcz, nie masa mięśniowa).

Błagam Cię, nie próbuj usprawiedliwiać populacji ogólnej na podstawie jednostkowych przypadków.

Ruch jest dobry, obżarstwo złe, ale cieszę się, że podążają tym kierunkiem. Skoro jedzenie jest porypane, to powinniśmy mieć jakieś zabezpieczenie przed nim.

Z tym się zgadzam, ale w "porypanym jedzeniu" nie widzę usprawiedlwienia dla obżarstwa i lenistwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak jedzenie było naturalne, to organizmy ogółu ludzi sobie radziły. Teraz dieta tak nagle się zmieniła, że ogół sobie nie radzi. W USA, Meksyku czy Niemczech to już ok 60%, i nas też dopadnie. Super, że jesteś taki świetny i oświecony człowiek. ALE ludzie przez ostatnie 10 000 lat nie mieli wcale silniejszej woli, a znacznie mniej z nich tyło. Kwestia ruchu to maksymalnie połowa wyjaśnienia. Nawet nie mamy możliwości ucieczki przed połową żywności. No czemu nagle ludzie nie mogą utrzymać odpowiedniego bilansu energetycznego? Bo się nie ruszają i więcej jedzą. Część się zacznie ruszać, a co z resztą, która nie chce, nie może, nie umie? Może się zrobi coś, żeby przestali jeść. Narkotyków, papierosów i alkoholizmu ludzkość nie okiełznała jeszcze, z jedzeniem będzie jeszcze trudniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Część się zacznie ruszać, a co z resztą, która nie chce

ich problem.

nie może

nie licząc osób całkowicie sparaliżowanych, każdy ma możliwość podjęcia aktywności fizycznej.

nie umie?

ich problem. Proste.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ich problem.nie licząc osób całkowicie sparaliżowanych, każdy ma możliwość podjęcia aktywności fizycznej.ich problem. Proste.

 

"Ich problem" - świetny argument. Merytoryczny. No i właśnie Ci naukowcy chcą coś z tym problemem zrobić.

 

Chociaż sam bym głosował za obowiązkiem uprawiania sportu przez 100% populacji, to wiem, że każdy jest durniem w jakiejś dziedzinie życia. Jeden nie daje rady z czekoladą, drugi chleje na umór, trzeci nie rozumie nic a nic z termodynamiki, inny nie umie stawiać spacji po kropkach, a jeszcze inny nigdy nie użyje właściwych proporcji piekąc ciasto. Nie zawsze wystarczy chcieć, skoro ktoś używa substancji, żebyśmy chcieli coś odwrotnego. Proste.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powtarzam Tobie: ja też uważam, że glutaminian powinien zostać wycofany (lub ograniczony do zastosowań, w których jest niezbędny - być może są takie), podobnie jak wiele innych dodatków do żywności. Tu się zgadzamy. Ja nie zgadzam się jedynie z tym, że otyli nie ponoszą winy za własną wagę ciała. Z mojej strony EOT.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powtarzam Tobie: ja też uważam, że glutaminian powinien zostać wycofany (lub ograniczony do zastosowań, w których jest niezbędny - być może są takie), podobnie jak wiele innych dodatków do żywności. Tu się zgadzamy. Ja nie zgadzam się jedynie z tym, że otyli nie ponoszą winy za własną wagę ciała.

 

Wyobraź sobie taką sytuację.

 

Spotykam Cię, mając 12 kolegów ze sobą, i zaczynam kopać Cię w głowę z całej siły, aż wymiotujesz krwią. Twój problem. Ale nie Ty będziesz jego przyczyną, tylko moja noga. Zawsze możesz się bronić - co z tego, że jestem silniejszy i mam ze sobą 12 kolegów? To istotne, ale przecież głównym winowajcą jesteś Ty, że dajesz się kopać w głowę. Ja też się zgadzam, że jak się bić, to jeden na jednego. Ale to głównie Twoja wina, że kopie Cię 13 osób.

 

Zgadzam się, że każdy za swoją otyłość odpowiada. Ale czasem ktoś inny odpowiada za nią bardziej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiastka o bijących się chłopcach byłaby na miejscu WYŁĄCZNIE wtedy, gdyby otyli dbali o aktywność fizyczną, a mimo to tyli. Problem w tym, że to skrajnie rzadkie przypadki. Dlatego też moim zdaniem ten przykład nijak się ma do prezentowanego problemu.

 

Jak już mówiłem, dla mnie EOT.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiastka o bijących się chłopcach byłaby na miejscu WYŁĄCZNIE wtedy, gdyby otyli dbali o aktywność fizyczną, a mimo to tyli.

 

Dużo osób próbuje, ale nie daje rady. Widziałeś kiedyś kopanego przez 12 osób? Na ogół taka osoba leży, a jeśli stara się coś robić, to też leży.

 

Dobranoc :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko fajnie i w ogóle, jednak: CZEGO NIE KUPISZ, TEGO NIE ZJESZ. Czy ktoś jest zmuszany do kupowania 10 czekolad naraz? Nie wydaje mi się. Biadolenie, jakoby pożywienie X zmuszało mnie do jedzenia jest śmieszne, skoro go nie kupuję (dla ideologii/zasady/ze względu na kalorie).

 

Przyznaję - nie zdarza się, abym był w stanie przestać jeść czekoladę przed zjedzeniem ostatniego kawałka, jednak np. kupując 1 czekoladę na tydzień te 400kcal zostanie niemal niezauważone, a przynajmniej łatwo je zrzucić. Problem zaczyna się, gdy ludzie wcinają 10 czekolad dziennie - ale to już ma raczej podłoże psychiczne.

 

Odnośnie zakładu z niejedzeniem przez miesiąc glutamianu sodu - jakoś nie mam z tym problemu

(po przejrzeniu co wcinam w ciągu dnia).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko fajnie i w ogóle, jednak: CZEGO NIE KUPISZ, TEGO NIE ZJESZ. Czy ktoś jest zmuszany do kupowania 10 czekolad naraz? Nie wydaje mi się. Biadolenie, jakoby pożywienie X zmuszało mnie do jedzenia jest śmieszne, skoro go nie kupuję (dla ideologii/zasady/ze względu na kalorie).

 

Przyznaję - nie zdarza się, abym był w stanie przestać jeść czekoladę przed zjedzeniem ostatniego kawałka, jednak np. kupując 1 czekoladę na tydzień te 400kcal zostanie niemal niezauważone, a przynajmniej łatwo je zrzucić. Problem zaczyna się, gdy ludzie wcinają 10 czekolad dziennie - ale to już ma raczej podłoże psychiczne.

 

Odnośnie zakładu z niejedzeniem przez miesiąc glutamianu sodu - jakoś nie mam z tym problemu

(po przejrzeniu co wcinam w ciągu dnia).

 

Jeśli jesz glutaminian sodu (np. chleb, ketchup) i przestaniesz, to po trzech tygodniach dostaniesz drgawek. Maksymalnie. A glutaminian jest jeszcze w innych rzeczach. Nie chodziło mi o to, że te produkty są niezbędne, ale że glutaminian jest tak uzależniający, że trzepie jak na detoksie jak się człowiek próbuje go oduczyć. Możesz spróbować to się przekonasz ile czekolad kupisz za 4 tygodnie ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnią czekoladę jadłem jakoś półtora miesiąca temu, w moim ketchupie nie ma glutaminianu sodu, przez miesiąc odżywiałem się chińskimi zupkami, po czym przestałem. Jedyną niewiadomą jest chleb z lokalnej piekarni, ale tego za dużo nie jadam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnią czekoladę jadłem jakoś półtora miesiąca temu, w moim ketchupie nie ma glutaminianu sodu, przez miesiąc odżywiałem się chińskimi zupkami, po czym przestałem. Jedyną niewiadomą jest chleb z lokalnej piekarni, ale tego za dużo nie jadam.

 

OK. Ale spróbuj odstawić wszystko z glutaminianem na 3 tygodnie :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ma sprawy, ja i tak przeważnie żywię się pizzą, którą sam przyrządzam, do tego dochodzą makaron, ryż, czasami kartofelki i tosty. (O owocach nawet nie wspominam, bo są oczywiste). Wszystkie wymienione produkty (poza zwykłym chlebem) sprawdziłem - brak glutaminianu. Naprawdę jest ci tak trudno uwierzyć, że można żyć bez glutaminianu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ma sprawy, ja i tak przeważnie żywię się pizzą, którą sam przyrządzam, do tego dochodzą makaron, ryż, czasami kartofelki i tosty. (O owocach nawet nie wspominam, bo są oczywiste). Wszystkie wymienione produkty (poza zwykłym chlebem) sprawdziłem - brak glutaminianu. Naprawdę jest ci tak trudno uwierzyć, że można żyć bez glutaminianu?

 

Pamiętaj, że odpada też mięso, masło, mleko, konserwy rybne, pomidory i niemal wszystko, co jest aromatyzowane - np. sosy do sałatek. Na etykietach jest to E621.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zasadzie mogę się przyłączyć do głosu czesia. Skład kupowanych przeze mnie produktów sprawdzam bardzo rzetelnie i nie potrafię sobie teraz przypomnieć ani jednego, który spożywałbym częściej niż raz na trzy tygodnie, który zawierałby glutaminian. I bardzo mi przykro, ale drgawek nie mam. Czyżbyś zasłyszał gdzieś historię i teraz ją powtarzał?

 

mięso, masło, mleko, konserwy rybne, pomidory i niemal wszystko, co jest aromatyzowane - np. sosy do sałatek

Z mlekiem napisałeś totalną nieprawdę, bo dodawanie konserwantów i dodatków do mleka i jego przetworów jest ściśle zabronione. Natomiast z pozostałymi produktami strzeliłeś jak kulą w płot, bo nie jem niczego z tej listy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zasadzie mogę się przyłączyć do głosu czesia. Skład kupowanych przeze mnie produktów sprawdzam bardzo rzetelnie i nie potrafię sobie teraz przypomnieć ani jednego, który spożywałbym częściej niż raz na trzy tygodnie, który zawierałby glutaminian. I bardzo mi przykro, ale drgawek nie mam. Czyżbyś zasłyszał gdzieś historię i teraz ją powtarzał?

Z mlekiem napisałeś okrutną bzdurę, bo dodawanie konserwantów i dodatków do mleka i jego przetworów jest ściśle zabronione. Natomiast z pozostałymi produktami strzeliłeś jak kulą w płot, bo nie jem niczego z tej listy.

 

Lol ja nigdy nie brałem heroiny i też nie mam drgawek. Mi chodzi o to, jak silnie to uzależnia. Nie każdy, kto kupuje jedzenie, wie, że glutaminian sodu jest zbędny i uzależniający. Chodzi mi o odstawienie powszechnej dawki tej substancji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ostatnie badania wykazały, że osoby z otyłością i nadwagą są podatne na insulinooporność mózgu. Naukowcom z Uniwersytetu w Tybindze zależało więc na sprawdzeniu, czy ćwiczenia mogą poprawić insulinowrażliwość i funkcjonowanie poznawcze w tej grupie osób.
      Zespół dr Stephanie Kullman zebrał grupę 22 osób prowadzących siedzący tryb życia. Wszyscy mieli nadwagę bądź otyłość (średni wskaźnik masy ciała, BMI, wynosił 31). Ochotnicy wzięli udział w 8-tygodniowym programie treningowym, w którym uwzględniono m.in. jazdę na rowerze i marsz. Skanowanie mózgu miało miejsce przed i po interwencji. Funkcje mózgu mierzono przed i po donosowym podaniu insuliny. Naukowcy badali także nastrój, funkcje poznawcze i metabolizm obwodowy.
      Okazało się, że choć program ćwiczeń doprowadził jedynie do marginalnej utraty wagi, funkcje mózgu ważne dla metabolizmu znormalizowały się po zaledwie 8 tygodniach. Ćwiczenia zwiększyły np. miejscowy przepływ krwi w zależnych od dopaminy regionach kontroli motorycznej i procesów nagrody.
      Insulinowrażliwość wzrosła zwłaszcza w prążkowiu; reakcja mózgu osoby otyłej przypominała po 8 tygodniach odpowiedź człowieka z prawidłową masą ciała. Co ciekawe, im więcej ktoś stracił tłuszczu brzusznego, tym większa była poprawa funkcji mózgu.
      Ochotnicy wspominali też o poprawie nastroju i zdolności przełączania między zadaniami, co wskazuje na poprawę funkcji wykonawczych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Powszechnie uważa się, że globalna epidemia otyłości jest napędzana przez obszary miejskie. Jednak najnowsze zakrojone na szeroką skalę badania pokazują, że to przybieranie na wadze mieszkańców wsi jest głównym czynnikiem stojącym za tą epidemią.
      Urbanizacja jest postrzegana jako główny czynnik wzrostu otyłości. Problem jednak w tym, że związek pomiędzy urbanizacją a otyłością badano głównie na podstawie BMI ludności w momencie zbierania danych. Nie badano dotychczas dynamiki zmian BMI osobno dla terenów miejskich i wiejskich.
      Przekonanie o tym, że jest to problem miast ma swoje uzasadnienie. W miastach dostęp do żywności jest znacznie większy i łatwiejszy niż na wsiach. Mieszkańcy miast mają też do wyboru olbrzymią różnorodność wysoce przetworzonej żywności, bogatej w sól, cukier i tłuszcze nasycone. Ponadto wiele ubogich obszarów miejskich jest określanych mianem żywieniowych pustyń, gdyż tamtejsi mieszkańcy mają w swojej okolicy dostęp wyłącznie do taniej, wysoko przetworzonej, powodującej otyłość żywności. Z kolei obszary wiejskie to inny rodzaj żywnościowej pustyni. Są one postrzegane jako miejsca, gdzie ludzie spożywają przede wszystkim to, co sami wyhodują i mają mniejszy dostęp do żywności wysoko przetworzonej. Jakby jeszcze tego było mało mieszkańcy miast mają lepszy dostęp do transportu, telewizji kablowej, kin, teatrów, internetu i smartfonów, a więc mają większy wybór rozrywek niewymagających aktywności fizycznej. Dodatkowo z większym prawdopodobieństwem zawód wykonywany przez przeciętnego mieszkańca miasta wiąże się z mniejszym wysiłkiem fizycznym, niż zajęcie przeciętnego mieszkańca wsi.
      Wszystkie te czynniki powodują, że to miasta uważa się za miejsca napędzające epidemię otyłości.
      I rzeczywiście, badania prowadzone w krajach o niskich dochodach, jak Chiny, wykazywały, że dieta mieszkańców miast znacząco różni się od diety mieszkańców wsi, a w ciągu ostatnich dwóch dekad zmiana nawyków żywieniowych wśród zamieszkujących miasta Chińczyków wywołała tam epidemię otyłości i powiązanych z nią chorób.
      Zaczęły się jednak pojawiać badania, które sugerowały, że poziomy nadwagi i otyłości na terenach wiejskich, nawet w krajach o niskich i średnich dochodach, rosną szybciej niż w miastach. Miało się tak dziać z tego powodu, że do wsi dotarły źródła nowoczesnej żywności, poprawił się transport, a coraz więcej prac jest wykonywanych za pomocą maszyn. Coraz częściej z badań wynikało, że wysoko przetworzona żywność pojawia się w menu wiejskiej biedoty i są nią karmione nawet niemowlęta. Mimo to polityki krajów i organizacji międzynarodowych były skupione na walce z otyłością w miastach, gdyż wsie uważano za miejsca, gdzie ludzie są raczej narażeni na głód czy niedobór składników odżywczych, niż na otyłość.
      Właśnie opublikowano przełomowe badania przeprowadzone przez NCD Risk Factor Collaboration (NCD-RisC). To ogólnoświatowa sieć naukowców specjalizujących się w zagadnieniach zdrowotnych, której celem jest dostarczanie szczegółowych, wiarygodnych danych na temat chorób niezakaźnych oraz analiza danych i ich opracowywanie. Najnowsze badania są przełomowe w tym znaczeniu, że po raz pierwszy zebrano dane z niemal wszystkich krajów świata i na tej podstawie przeanalizowano trendy odnośnie zmian BMI ludzkości.
      Okazało się, że w krajach o wysokich dochodach poziom nadwagi i otyłości na wsiach jest wyższy niż w miastach. Z kolei w krajach o niskich i średnich dochodach dynamika zmian BMI ludności wiejskiej jest tak duża, że wkrótce będziemy obserwowali tam zjawisko podobne do tego, zauważonego właśnie w krajach bogatych – z nadwagą i otyłością będzie się zmagał większy odsetek mieszkańców wsi niż miast.
      Głód i niedożywienie na wsiach są szybko zastępowane przez nadwagę i otyłość. Wyjątkiem są tutaj Afryka Subsaharyjska, Azja Południowa i niektóre kraje w innych regionach świata.
      Badania przeprowadzone przez NCD-RisC są niezwykle ważne, gdyż globalne wysiłki walki z otyłością są nakierowane na miasta. Na przykład w Ameryce Południowej w ramach zwalczania epidemii nadwagi i otyłości przystosowuje się ulice w miastach tak, by zachęcały do poruszania się pieszo lub rowerem, również budynki projektowane są w taki sposób, by ich użytkownicy jak najwięcej chodzili, powstaje coraz więcej miejskich terenów aktywności fizycznej, władze współpracują ze sklepami, zachęcając je do sprzedaży zdrowszej żywności. Ludności wiejskiej działania takie niemal nie obejmują.
      Na potrzeby najnowszych badań naukowcy skupieni w NCD-RisC przeanalizowali 2009 badań populacyjnych, które objęły ponad 112 milionów dorosłych osób z 200 krajów. Pod uwagę wzięto lata 1985–2017, a analizy dokonano pod kątem miejsca zamieszkania badanych. Okazało się, że w badanym okresie ludność wiejska odpowiadała za 55% globalnego wzrostu średniego BMI. Natomiast w niektórych regionach o niskich i średnich dochodach odsetek ten rósł do ponad 80%. Zauważono, że – z wyjątkiem kobiet w Afryce Subsaharyjskiej – BMI ludności wiejskiej z regionów o niskich i średnich dochodach, rośnie szybciej niż BMI ludności miejskiej z tych regionów. Zjawisko to spowodowało, że odsetek osób z nadwagą i otyłych w miastach i wsiach się wyrównał, a w niektórych miejscach jest już wyższy na wsiach. Z kolei w krajach o wysokich dochodach odsetek osób z nadwagą i otyłych jest na wsiach stale wyższy niż w miastach, szczególnie wśród kobiet.
      W latach 1985–2017 odsetek ludności żyjącej w miastach wzrósł z 41% do 55%. W tym samym czasie średnie BMI ludzkości zwiększyło się w przypadku kobiet z 22,6 do 24,7, a w przypadku mężczyzn z 22,2 do 24,4. Wzrost średniego BMI wyniósł w przypadku mieszkańców wsi 2,09 dla kobiet i 2,10 dla mężczyzn, a w przypadku mieszkańców miast było to 1,35 dla kobiet i 1,59 dla mężczyzn. Rozpiętość wzrostu BMI z podziałem na kraje wahała się od niewielkich wzrostów w 12 krajach Europy oraz regionu Azji i Pacyfiku po wzrost o ponad 5 punktów BMI wśród mieszkanek Egiptu i Hondurasu. W badanym okresie najmniejsze średnie BMI zaobserwowano w 1985 roku wśród kobiet mieszkających na wiejskich terenach Bangladeszu (średnie BMI t0 17,7) oraz wśród mężczyzn mieszkających na etiopskich wsiach (BMI 18,4). Z kolei z największym średnim BMI mieliśmy do czynienia w 2017 roku wśród mieszkańców Amerykańskiego Samoa, gdzie wynosiło ono 35,4 dla kobiet mieszkających w miastach i 34,6 dla mężczyzn zamieszkujących wsie.
      W roku 1985 kobiety i mężczyźni mieszkający w miastach w krajach wschodnich, południowych i południowo-wschodnich części Azji, Oceanii, Ameryki Łacińskiej, centralnej Azji, Bliskiego Wschodu i północnej Afryki mieli większe średnie BMI od swoich rodaków mieszkających na wsiach. Różnica ta wynosiła średnio 3,25 BMI dla kobiet i 3,05 dla mężczyzn. Jednak do roku 2017, jako że średnie BMI znacznie szybciej rosło na wsiach, różnice te wszędzie zmniejszyły się o co najmniej 40%, a w 14 krajach, w tym w Armenii, Chile, Jordanii, Malezji, Turcji, na Jamajce i Tajwanie doszło do odwrócenia tego zjawiska wśród kobiet i mieszkanki wsi mają wyższe średnie BMI. Wśród mężczyzn średnie BMI również szybciej rośnie na wsiach, jednak jeszcze nie przekroczyło średniej z terenów miejskich.
      W badanym okresie zaobserwowano coraz większą mechanizację prac na wsi, zmechanizowanie transportu oraz dotarcie na wieś oferty międzynarodowych koncernów spożywczych sprzedających wysoko przetworzoną żywność bogatą w węglowodany i cukry.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Carolyn Ross z Uniwersytetu Stanowego Waszyngtonu znalazła sposób na to, by pokarmy były odbierane jako słone, a jednocześnie zawierały mniej chlorku sodu.
      To podstępne podejście, nic w rodzaju kupowania opcji o obniżonej zawartości soli, która zazwyczaj ludziom nie odpowiada.
      Amerykanie przyglądali się mieszankom, które mają w składzie mniej chlorku sodu i zawierają inne sole, np. chlorek potasu i wapnia. Żadna z nich nie ma niekorzystnego wpływu na zdrowie, a potas może nawet pomóc obniżyć ciśnienie. Niestety, nie są one zbyt smaczne...
      Szczególnie chlorek potasu jest mocno gorzki i ludzie naprawdę go nie lubią - podkreśla Ross.
      Naukowcy skorzystali z pomocy panelu testerów i uniwersyteckiego elektronicznego języka, by ustalić, ile można dodać zastępnika, zanim ludzie stwierdzą, że jedzenie nie nadaje się do spożycia.
      Niektóre grupy panelistów próbowały różnych roztworów soli, innym podawano doprawioną nimi zupę pomidorową.
      Okazało się, że przy wykorzystaniu wszystkich trzech soli najlepszym rozwiązaniem była mieszanka złożona z 96,4% chlorku sodu, 1,6% chlorku potasu i 2% chlorku wapnia. Ilość chlorku sodu można było zmniejszyć w jeszcze większym stopniu, gdy jako zastępnik stosowano sam CaCl2; w tym przypadku akceptowalny stosunek wynosił 78% NaCl do 22% CaCl2.
      To połączenie dwóch soli nie różniło się znacząco w porównaniu ze 100% NaCl. Gdy jednak dodaliśmy chlorek potasu, akceptacja konsumentów spadała.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nie jest tajemnicą, że ubożsi Amerykanie są bardziej narażeni na otyłość i cukrzycę. Od dawna jest znana negatywna korelacja pomiędzy przychodami gospodarstwa domowego, a wagę i zachorowaniem na cukrzycę. Jednak, jak donosi brytyjsko-amerykański zespół naukowy, ta korelacja pojawiła się przed zaledwie 30 laty.
      Od roku 1990 wzrost liczy osób otyłych i chorujących na cukrzycę jest największy w najbiedniejszych regionach USA, mówi Alexander Bentley z University of Tennessee. A wzrost ten jest skorelowany z upowszechnieniem się syropu glukozowo-fruktozowego, dodawanego do żywności. Tymczasem jeszcze przed 100 laty otyłość była czymś niezwykle rzadkim w krajach rozwiniętych.
      Bentley i jego zespół przeanalizowali dane z CDC dotyczące otyłości, poziomu aktywności fizycznej, dochodów oraz cukrzycy. Z kolei z danych zebranych w ramach Food Access Research Atlas dowiedzieli się, jaka jest dostępność do samochodów i jaka odległość od supermarketów i wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych.
      Analizy wykazały, że jeszcze w roku 1990, gdy odsetek osób otyłych był w USA 3-krotnie niższy niż obecnie, nie istniała zależność pomiędzy otyłością a dochodami. Obecnie korelacja taka jest niezwykle silna. W takich stanach jak Alabama, Mississippi i Wirginia Zachodnia, w których średnie dochody gospodarstwa domowego wynoszą mniej niż 45 000 dolarów otyłych jest aż 35% osób. Natomiast w bogatszych Kolorado, Kalifornii i Massachusetts, gdzie średnie dochody to 65 000 USD, otyłych jest 25% mieszkańców.
      Z danych widzimy, że korelacja nie istniała w 1990 roku. Rozwinęła się ona w ostatnich dekadach, stwierdza Bentley.
      Zdaniem naukowców za eksplozję otyłości odpowiada obecność na rynku napojów i żywności zawierających dużą ilość syropu glukozowo-fruktozowego. W przeszłości w diecie mieszkańców USA było bardzo mało cukru i niemal nie było rafinowanych węglowodanów. Jeszcze w 1909 roku z cukrów pochodziło 12% energii spożywanej przez mieszkańca USA. Do roku 2000 odsetek ten wzrósł do 19%.
      Syrop glukozowo-fruktozowy pojawił się w amerykańskiej żywności w latach 70. Gwałtowny wzrost liczby osób otyłych jest zatem ściśle skorelowany z pojawieniem się pierwszego pokolenia żywionego tym produktem. Do roku 2000 przeciętny mieszkaniec USA zjadał rocznie 27 kilogramów syropu glukozowo-fruktozowego, czyli połowę całego spożycia cukru. Syrop ten jest głównym źródłem cukru w napojach gazowanych. Tymczasem w 2016 roku przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe wydawało na napoje gazowane 7% swoich dochodów, a w ubogich gospodarstwach domowych było to 9%.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Otyłość to, po paleniu tytoniu, drugi najważniejszy czynnik ryzyka występowania nowotworów. Jednak naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis zauważyli zadziwiające zjawisko – otyli pacjenci czasem lepiej reagują na leczenie przeciwnowotworowe niż pacjenci o niższej wadze ciała. Spostrzeżenie to daje onkologom możliwość lepszego dobrania leków pod kątem konkretnego pacjenta.
      To sprzeczne z intuicją, gdyż dotychczas wszystkie badania wykazywały, że z otyłością wiąże się większa toksyczność immunoterapii przeciwnowotworowej. Nasze spostrzeżenie zmienia reguły gry, gdyż możemy uwzględnić BMI w leczeniu. Zbyt wysokie BMI będzie czasami działało na niekorzyść pacjenta, a czasami na jego korzyść, mówi współautor badań William Murphy.
      Wiadomo, że otyłość jest czynnikiem ryzyka dla wielu nowotworów, przyspiesza też rozwój choroby, wspomaga jej nawrót i zmniejsza szanse na wyleczenie. Otyłość wiąże się też z upośledzeniem układu odpornościowego. Dotychczasowe badania nad stosowaniem immunoterapii wykazały, zarówno w modelu mysim jak i ludzkim, że podanie leków do stymulowania układu odpornościowego wiąże się u otyłych z nadmiernym jego pobudzeniem i poważnymi skutkami ubocznymi.
      Autorzy najnowszych badań sprawdzali działanie inhibitorów punktów kontrolnych. Działanie tych leków polega na blokowaniu aktywności punktów kontrolnych, dzięki którym komórki nowotworowe unikają ataku ze strony limfocytów T. Wśród tych leków jest np. opisywany już przez nas pembrolizumab (Keytruda), który daje spektakularne efekty u wielu pacjentów z czerniakiem i nowotworem płuc. Najnowsze badania wykazały, że inhibitory punktów kontrolnych lepiej działają u osób otyłych niż u innych pacjentów.
      Naukowcom udało się odkryć przyczynę tego zagadkowego zjawiska. Okazało się, że ma to związek zarówno z tym, jak otyłość wpływa na układ odpornościowy, jak i ze sposobem działania inhibitorów punktów kontrolnych.
      Nowotwory mogą powodować zwiększenie ekspresji białek punktów kontrolnych, co ratuje komórki nowotworowe przez atakiem układu odpornościowego. Inhibitory punktów kontrolnych blokują te białka, dzięki czemu limfocyty T są w stanie zaatakować komórki nowotworowe.
      Naukowcy z Kalifornii odkryli właśnie, że jako iż otyłość osłabia układ odpornościowy i zwiększa ekspresję białek punktów kontrolnych, to podanie inhibitorów punktów kontrolnych działa znacznie mocniej na otyłych pacjentów.
      Uczeni najpierw zbadani różnice w funkcjonowaniu limfocytów T u myszy otyłych i o prawidłowej wadze. Odkryli, że u myszy otyłych limfocyty T słabiej działały, a ekspresja proteiny punktu kontrolnego PD-1 była wyższa niż u nieotyłych myszy. Takie same zjawiska zaobserwowano też u makaków i ludzi. Dodatkowe badania wykazały, że u otyłych myszy guzy nowotworowe – niezależnie od ich rodzaju – rosły szybciej i były bardziej agresywne niż u myszy o prawidłowej wadze. "U zwierząt otyłych guz rośnie szybciej, gdyż ma tam więcej składników odżywczych, a układ odpornościowy słabiej działa", mówi Murphy.
      Bardziej szczegółowe badania wykazały, że gorsze funkcjonowanie limfocytów T było częściowo spowodowane przez leptynę, hormon regulujący wagę produkowany w komórkach tłuszczowych. Wykazano też, że zwiększona koncentracja leptyny u otyłych ludzi i myszy jest skorelowana ze zwiększoną ekspresją proteiny punktu kontrolnego PD-1.
      Gdy otyłym myszom podano inhibitory punktu kontrolnego PD-1 przeżywały one znacząco dłużej, niż nieotyłe myszy leczone w ten sam sposób. Takie samo zjawisko zauważono u 251 ludzi z czerniakiem. Otyli znacznie lepiej reagowali na leczenie.
      Te badania sugerują, że otyłość może być bardzo ważnym biomarkerem odpowiedzi na immunoterapię inhibitorami punktów kontrolnych, mówi współautorka badań, profesor Arta Monjazeb. Nie zalecamy otyłości jako metody na poprawienie leczenia u pacjentów nowotworowych. Jednak wydaje się, że otyłość zaburza funkcjonowanie układu odpornościowego i przyspiesza wzrost guza w sposób, który za pomocą leczenia inhibitorami punktów kontrolnych może być skutecznie odwrócony.
      Murphy przestrzega przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków. Odkrycie jest ważne dla lepszego stosowania immunoterapii, jednak istnieje wiele czynników, które mogą wpływać na efektywność konkretnych leków, od płci pacjenta, poprzez jego dietę i mikrobiom, aż po moment rozpoczęcia leczenia. Otwieramy nowe drzwi pozwalające lepiej zrozumieć, jak czynniki takie jak wiek, płeć, dieta i otyłość wpływają na układ odpornościowy i reakcję na immunoterapię, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...