Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

NASA: powrót na Księżyc będzie kosztował 28 miliardów USD. Czy Kongres da pieniądze?

Recommended Posts

NASA ujawniła, że powrót człowieka na Księżyc, zaplanowany na rok 2024, będzie kosztował 28 miliardów dolarów, z czego 16 miliardów to koszt księżycowego lądownika. Budżet musi zostać jeszcze zatwierdzony przez Kongres. Jeśli parlamentarzyści wyrażą zgodę, to kwota 28 miliardów USD zostanie rozpisana w budżecie na lata 2021–2025.

Administrator NASA, Jim Bridenstine, przyznał w telefonicznym wywiadzie z dziennikarzami, że największym ryzykiem są tutaj kwestie polityczne. Za niecałe 2 miesiące w USA odbędą się zarówno wybory prezydenckie  jak i do Kongresu. Jako, że powrót USA na Księżyc to jedno z priorytetowych zadań, jakie przed NASA postawił prezydent Trump, można spodziewać się ostrych sporów wokół projektu i jego budżetu.

Jim Bridenstine powiedział, że jeśli Kongres zatwierdzi pierwszą transzę wydatków w kwocie 3,2 miliarda dolarów, to NASA będzie w stanie przeprowadzić lądowanie w 2024 roku. Żeby było jasne, wybieramy się na Biegun Południowy. To bezdyskusyjne, stwierdził Bridenstine, odnosząc się do pogłosek, jakoby miejsce lądowania było podobne, jak podczas misji Apollo, kiedy to ludzi wysyłano na księżycowy równik.

Obecnie NASA rozważa trzy propozycje budowy księżycowego lądownika. Jeden z nich rozwijany jest przez firmę Jeffa Bezosa Blue Origin, we współpracy z Lockheedem Martinem, Northropem Grummanem oraz Draperem. Jedną propozycję złożyła SpaceX i jedną firma Dynetics.

Pierwszy, bezzałogowy lot w ramach programu Artemis, Artemis I został zaplanowany na listopad 2021. Wówczas to wystartuje rakieta SLS z kapsułą Orion. Misja Artemis II odbędzie się w roku 2023. Wówczas to astronauci okrążą Księżyc, ale nie będą lądowali. Na Srebrnym Globie wyląduje Artemis III. Astronauci pozostaną na Księżycu przez tydzień. W tym czasie opuszczą lądownik 2 do 5 razy. Badania, które przeprowadzą, będą całkowicie różne od tego, co robiono wcześniej. Musimy pamiętać, że w epoce Apollo sądziliśmy, że Księżyc jest suchy jak pieprz. Teraz wiemy, że jest tam pełno lodu i wiemy, że znajduje się on na Biegunie Południowym, dodaje Bridenstine.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli właściwie misja czysto propagandowa. Morale i gospodarka kuleje to potrzebny jest wzniosły cel i sukces który pobudzi kraj. Odpadł ZSSR, pojawił się ChRL i to tyle zmian :) Ale spoko znam gorsze metody marnowania astronomicznych kwot z polskiego podwórka.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chinole zapowiadają, że do 2030 dogonią USA i Rosję w kosmosie, a od 2045 będą wysyłali tysiące misji rocznie i masowo oferowali komercyjne usługi wynoszenia ludzi i towarów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
50 minut temu, tempik napisał:

Morale i gospodarka kuleje to potrzebny jest wzniosły cel i sukces który pobudzi kraj.

Zawsze zastanawia mnie jaki ma to wpływ na gospodarkę. 28 miliardów to nie jest jakoś dużo, ale zasadniczo są to pieniądze na 'rozkurz'. Jakaś grupa przedsiębiorstw będzie miała sporo łatwej kasy będzie zatrudniać, zamawiać, generalnie obracać. Troszkę bytów się na tym utuczy. Może jest możliwa jakaś forma ekonomicznego perpetuum mobile?.  Na pewno jest to możliwe w biurokracji - mianujemy jednego urzędnika a on się dalej mnoży sam. Ale to pasożyt rosnący kosztem otoczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Jajcenty napisał:

Zawsze zastanawia mnie jaki ma to wpływ na gospodarkę.

Wpływ pewnie nie jest prosty do zsumowania. Ale jak ja bym był jankeskim śmieciarzem to bym był dumny z osiągnięć USA i bardziej ochoczo bym oczyszczał miasto :)

chociaż z drugiej strony w dzisiejszych czasach... jak nie będzie wrzutki na zablokowanego przez Trumpa tiktoka to są przegrani już przed odpaleniem nafty w zbiornikach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, tempik napisał:

Czyli właściwie misja czysto propagandowa. Morale i gospodarka kuleje to potrzebny jest wzniosły cel i sukces który pobudzi kraj.

Zachowajmy ostrożność! Artykuł na razie informuje o fakcie swoistej redundancji poprzedniego wyczynu, ale przecież nie znamy treści programu badawczego! Może się  okazać, że rozwiążą problem głodu na Ziemi, solidaryzując się z mniejszością wywieszą tęczową flagę, zaapelują o pokój na Ziemi itp, wzniosłe potrzeby bytu ziemskiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, 3grosze napisał:

Artykuł na razie informuje o fakcie swoistej redundancji poprzedniego wyczynu

no co ty:

18 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Żeby było jasne, wybieramy się na Biegun Południowy. To bezdyskusyjne, stwierdził Bridenstine, odnosząc się do pogłosek, jakoby miejsce lądowania było podobne, jak podczas misji Apollo, kiedy to ludzi wysyłano na księżycowy równik

na wakacjach już byli w tropikach teraz czas na ferie zimowe na biegunie. Ferie a wakacje to zupełnie co innego, każde dziecko to wie :)

do tego planują wypoczynek mało aktywny/hotelowy jeśli w trakcie 7 dni planują tylko 5x wyjść na zewnątrz. Do tego będą pewnie spać do południa. Strata paliwa, tlenu i zapasu pieluch.

Przecież jakby nie trzeba było zabierać na pokład wszystkiego co jest niezbędne do życia to można by napchać tyle ciężkiego sprzętu, że można by na księżycu wyryć wielki napis USA widoczny z Ziemi. Mała koparko-spycharka z kilkutonowym zapasem paliwa zrobiła by nieporównanie więcej od astronauty zamkniętego w sztywnym kombinezonie.

Ja bym człowieka wysyłał dopiero po tym jak te spycharki zrobiłyby lądowisko, inne maszyny postawiły jakąś betonową(lub ulepioną z księżycowego gruntu) budowlę, wstawiły kanapę i telewizor i lodówkę oczywiście.

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Określenie lotu na Księżyc jako "czysto propagandowe" jest iście kuriozalne. Wartością o ogromnym wpływie na gospodarkę ma m.in. wielka ilość wynalazków opracowywanych podczas takich programów. To przecież właśnie do programów kosmicznych opracowano setki nowych materiałów, metod łączenia materiałów, rozpraszania czy kumulacji sił, ciepła, przewodnictwa, izolacji, metod przechowywania żywności itp itd. To ma gigantyczny wpływ na gospodarkę nie mówiąc już o technologiach wojskowych, które mają wpływ na dominację USA w świecie. 24 mld to jest przy tym pestka. Dla Amazona to jest wartość obrotów z jednego miesiąca. A należy pamiętać że to pierwszy krok, do uruchomienia wielkiego biznesu i nowych możliwości energetycznych. Ogólne zyski są nie do policzenia, pójdą w setki bilionów dolarów. Problemem jest to że będą one do skonsumowania za wiele lat, dlatego inwestorzy tak niechętnie do tego przykładają rękę. Czas jest bardzo ważny na rynkach. Dlatego właśnie NASA i Trump tak przyspiesza program kosmiczny, aby stał się bardziej opłacalny dla inwestorów. To naprawdę nie jest głupie.

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Ergo Sum napisał:

Wartością o ogromnym wpływie na gospodarkę ma m.in. wielka ilość wynalazków opracowywanych podczas takich programów.

To też propaganda, na odwyrtkę. Latać w kosmos trzeba, ale nie ze względu na gospodarkę...i z sensem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, 3grosze napisał:

To też propaganda, na odwyrtkę. Latać w kosmos trzeba, ale nie ze względu na gospodarkę...i z sensem.

Problem w tym, że w państwach demokratycznych nie możesz latać wyłącznie z sensem. Parlamentarzysta nie przekona swoich wyborców, że dobrze zrobił wydając miliardy USD na loty kosmiczne anie na dopłaty do obiadów w szkolnych stołówkach stwierdzeniem, że dzięki lotom kosmicznym udało się opracować nowe uszczelki do drzwi kabin w samolotach, dzięki czemu pilotom będzie się wygodniej latało.

Jasne, pewnie zawsze można by stwierdzić, że jakąś kasę da się wydać bardziej sensownie. Ale, jak zauważyła Ergo Sum, najwyraźniej ta kasa jest wydawana dość sensownie, skoro USA zbudowały największą potęgę militarną, gospodarczą, naukową i jaką tam jeszcze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Mariusz Błoński napisał:

Ale, jak zauważyła Ergo Sum, najwyraźniej ta kasa jest wydawana dość sensownie, skoro USA zbudowały największą potęgę militarną, gospodarczą, naukową i jaką tam jeszcze.

Tu możemy dywagować, czy astronautyka w USA rozwinęła się dzięki "potędze militarnej, gospodarczej, naukowej i jakiejś tam jeszcze" czy odwrotnie;), idąc tokiem myślowym Ergo Sum.

Godzinę temu, Mariusz Błoński napisał:

Parlamentarzysta nie przekona swoich wyborców, że dobrze zrobił wydając miliardy USD na loty kosmiczne

Tambylców może nie, ale Ergo Sum została przekonana, że astronautyka służy do pobudzenia gospodarki i robienia wynalazków.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przychylam się do opinii Ergo Sum. Niemal dokładnie to samo chciałem napisać. Dodam jeszcze, że USA ściągną w ten sposób do siebie kolejne armie wybitnych naukowców z całego świata. Żałuję, że polski rząd tego nie rozumie. U nas kasę topi się głównie w obiekty sakralne i ich "obsługę". Pożytek jest z tego taki jak z wrzoda na wiadomo czym. Nie ma w Polsce żadnego programu czy pomysłu na rozwój nauki. Kształcimy naukowców, którzy potem pracują między innymi dla USA. Ten drenaż tylko się pogłębia. A zamiast sensownych programów, które dawałby jakieś ambitne cele naukowe wsparte finansowo przez budżet kraju, to próbuje się zatrzymywać naszych naukowców prawnymi sztuczkami, jak "Konstytucja dla Nauki". To jest wyłącznie próba nieudolnego łatania problemu, a nie jego rozwiązania.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czego to się nie robi dla zdobycia i utrzymania się przy władzy. Z innej półki, kilka lat temu wiadomo jaka rozgłośnia radiowa otrzymała wielomilionową dotację na serię artykułów o cyber-bezpieczeństwie. Pieniążki przytulili, postawili wordpressa i wyprodukowali serię gniotów, z których się wszyscy w branży nabijali, a o których już nikt nie pamięta. Działalność na szkodę tego kraju.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Sławko napisał:

Przychylam się do opinii Ergo Sum. Niemal dokładnie to samo chciałem napisać.

No ale, że co? Mamy już się radować, że replika przełomowego wydarzenia z przed lat wygeneruje potencjalne korzyści poboczne?

Czy  tym celu  NASA poleci ponownie na Księżyc, , aby  po drodze "coś" wynależć i dokonać kanibalizacji intelektualnej ?

Uznając powyższe za sukces, z "sukcesami" II Wojną Światowej ta misja nie wygra.

Ale cóż, nie znając istoty programu wyprawy, można  się pocieszać na wyrost.:D

 

2 godziny temu, Sławko napisał:

U nas kasę topi się głównie w obiekty sakralne i ich "obsługę".

Wrzutka ateistyczna, przy okazji lotu na księżyc, czemu ma służyć?

 

Korelacji religijności z podbojem kosmosu?

Jest istotna, wystarczy porównać dokonania Czech i USA.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam dość oczywisty (tak mi się wydaje) stosunek do badań podstawowych, dyskutować tu chyba nie trzeba, z pokorą spoglądam na osiągnięcia "pozaksiężycowe" związane z misjami Apollo, ale muszę zgodzić się z 3grosze. Zdecydowanie czymś innym jest "kroczyć w nieznane", a czymś innym "ograniczać redundancję" poprzedników. Toż to droga w dobrze znane klimaty, ewentualnie niemal doskonale przewidywalne. Na dobrą sprawę (gdyby nie koszty), to wystarczy sprzątaczka i odkurzacz, bo dokumentacja sprzed ponad pół wieku jeszcze jest (wiem, to nie takie proste, bo know-how, ale leśne dziadki do dziś pracują w NASA ;)). Nie sądzę, by dyskutowanym projektem ludzkość zyskała choć procent tego, co przy projekcie sprzed ponad pół wieku.

P.S.

Godzinę temu, 3grosze napisał:

Wrzutka ateistyczna, przy okazji lotu na księżyc, czemu ma służyć?

3grosze, odpuść, jako i my odpuszczamy. ;)

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Astro napisał:

Zdecydowanie czymś innym jest "kroczyć w nieznane", a czymś innym "ograniczać redundancję" poprzedników

Jeśli przyjąć to za rozgrzewkę i oblatanie sprzętu przed Marsem to ma to sens. Ale patrząc na tą szarpaninę z terminami i celami to wygląda to na zwyczajny wyścig. Żeby broń boże azjata nas nie wyprzedził. Z Apollo było zresztą podobnie. Wiele spraw było robionych nie zgodnie z planem a w odpowiedzi na ruchy ZSRR.

Jakby kitajce pierwsi wylądowali to USA pewnie zawiesiła by misję tak jak Rosja po przegranym wyścigu. Lądować jako drudzy? Przecież to wstyd i hańba i małe wpływy z reklam w trakcie transmisji

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, 3grosze napisał:

No ale, że co? Mamy już się radować, że replika przełomowego wydarzenia z przed lat wygeneruje potencjalne korzyści poboczne?

21 godzin temu, Astro napisał:

Nie sądzę, by dyskutowanym projektem ludzkość zyskała choć procent tego, co przy projekcie sprzed ponad pół wieku.

Technologie z tamtych czasów mają się tak do dzisiejszych jak lampowy, czarno-biały telewizor do smartfona. To jest przepaść. Odkurzyć stare można, ale na ile to będzie dzisiaj przydatne? Co najwyżej obliczenia matematyczne, ale i te można dzisiaj wykonać ze znacznie większą precyzją. Do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa, które mają się nijak do tych jakie obowiązywały 50 lat temu. A jakie to faktycznie przyniesie korzyści? To już "zmartwienie" USA, a nie nasze. My nie mamy się z czego radować, bo dla nas tych korzyści nie będzie. OK, może będziemy mogli kupić jakieś nowe urządzenia wyprodukowane na bazie amerykańskich patentów. Być może Kopalnia Wiedzy będzie mogła opublikować kolejne info o nowych odkryciach naukowych i to tyle z naszych korzyści.

17 godzin temu, tempik napisał:

wygląda to na zwyczajny wyścig. Żeby broń boże azjata nas nie wyprzedził.

Owszem, ale co z tego? Nie pierwszy raz konkurencja (albo wróg) napędza postęp. Lepiej aby to miał być wyścig prestiżowy niż militarny. Przynajmniej mają jakiś cel i dodatkową motywację do działania. W historii ludzkości to niestety głównie wojny napędzały postęp, rozstrzygały spory i zaspokajały chciwość. Jeśli teraz tym motorem ma być honor, prestiż, ekonomia, czy nawet zazdrość, to ja jestem za. Lepsze to niż wojna. Oczywiście wiem, że militarny aspekt i tak pewnie ma tu pierwszeństwo (byle bez wojny).

22 godziny temu, 3grosze napisał:
W dniu 24.09.2020 o 15:02, Sławko napisał:

U nas kasę topi się głównie w obiekty sakralne i ich "obsługę".

Wrzutka ateistyczna, przy okazji lotu na księżyc, czemu ma służyć?

Bo widzisz to jest podobnie jak z osobami o ciemnej karnacji. Nie można użyć słowa "murzyn", bo od razu stajesz się rasistą.
Wybacz mi więc, bo mogłem podać inne przykłady, np. próbę budowy niepotrzebnego maga lotniska w centrum Polski, topienie kasy w kopalniach węgla kamiennego, czy w PKP i narazić się innym grupom niż teistycznym. Nie podałem, bo te drugie przykłady przynajmniej dają jakąś realną korzyść pracownikom tam pracującym i ich rodzinom. Tymczasem w ciągu 25 lat w Polsce w zabobonach utopiono wartość dwóch ośrodków takich jak CERN (i liczę tylko to, co wpłacił budżet, a nie ludzie prywatnie). I to mnie boli, dlatego nie chcę milczeć. Bo czy trzeba dużo wyobraźni, żeby uzmysłowić sobie jaką pozycję naukową w świecie miałaby Polska, gdyby te pieniądze trafiały na rozwój nauki i jaki miałoby to wpływ także na ekonomię i gospodarkę kraju?

18 minut temu, Sławko napisał:

Wrzutka ateistyczna, przy okazji lotu na księżyc, czemu ma służyć?

Dodam jeszcze:

Kontekst w jakim odniosłem się do tego tematu, akurat nie był stricte związany z lotem na Księżyc, tylko z tym, że u nas kolejne rządy nic nie robią aby poprawić naszą naukę. Podczas obecnych rządów Pan Morawiecki rzucił ciekawym tematem w stylu "robimy samochody elektryczne"! Powiem tak, dla mnie temat super! Tylko co z tego? Pan Premier pofantazjował i tyle z tego wyszło. Pieniądze z budżetu na to nie poszły, właściwie nie zrobiono kompletnie nic, aby w ogóle temat ruszyć z miejsca. Gdy Amerykanie stawiają sobie jakiś cel, to przynajmniej starają się go zrealizować i zwykle realizują. Zresztą Chińczycy także. A u nas kończy się pośmiewiskiem i tylko wstyd zostaje.

 

Edited by Sławko

Share this post


Link to post
Share on other sites
30 minut temu, Sławko napisał:

Technologie z tamtych czasów mają się tak do dzisiejszych jak lampowy, czarno-biały telewizor do smartfona.

Oczywiście Sławko, masz rację, choć poniekąd. Ślicznie wyglądają wyświetlacze LCD w marketingowych obrazkach i filmikach (np. SpaceX), ale istoty "wynoszenia na orbitę i dalej" to nie zmienia. Wciąż przypomina to dosiadanie okrakiem beczki prochu, a żadne procedury bezpieczeństwa tego nie zmienią (choć mogą nieco poprawić "statystykę"). Co do "naszych" zysków jasne, zwłaszcza, że wciąż bijemy brawo kapitanowi po udanym lądowaniu samolotu. ;)

35 minut temu, Sławko napisał:

Bo czy trzeba dużo wyobraźni, żeby uzmysłowić sobie jaką pozycję naukową w świecie miałaby Polska, gdyby te pieniądze trafiały na rozwój nauki i jaki miałoby to wpływ także na ekonomię i gospodarkę kraju?

Wspomniałeś o wojnach... Gdyby jankesi odpuścili sobie jedną tylko wojnę w Korei, to jej kosztem mogliby wybudować 150 LHC. Wiem, mamy zdecydowanie mniejsze pieniądze, ale zdecydowanie jesteśmy lepsi w ich marnotrawieniu. Pamiętaj jednak, że rozsądek i polityka niekoniecznie idą pod rękę.

39 minut temu, Sławko napisał:

Gdy Amerykanie stawiają sobie jakiś cel, to przynajmniej starają się go zrealizować i zwykle realizują.

Mur.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Sławko napisał:

Kontekst w jakim odniosłem się do tego tematu, akurat nie był stricte związany z lotem na Księżyc, tylko z tym, że u nas kolejne rządy nic nie robią aby poprawić naszą naukę.

Sławko, zaspokojenie potrzeb nauki i środowiska z nim związanego  dla TEGO rządu, nie jest priorytetem, ponieważ TEN rząd już znalazł "sposób" na funkcjonowanie wydając moje, Twoje i Pana też pieniądze na "podkupienie" konkretnego wyborcy, któremu takie wydatkowanie środków...zwisa, a wręcz jest marnotrawstwem.

PS Byłą wrzutka kościelna, to jest i polityczna.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Astro napisał:

Gdyby jankesi odpuścili sobie jedną tylko wojnę w Korei, to jej kosztem mogliby wybudować 150 LHC.

Nie wątpię, ale to jest ich problem i gdybym był Amerykaninem to pewnie teraz pisałbym o tym i o durnym murze też.

8 minut temu, 3grosze napisał:

zaspokojenie potrzeb nauki i środowiska z nim związanego  dla TEGO rządu, nie jest priorytetem

I ja co do tego nie mam wątpliwości, tym bardziej, że dla obecnej władzy środowiska naukowe to teraz siedliska wykształciuchów, z których trudno jest wyłowić "perełki" tej "prawdziwej" inteligencji popierającej jedyną słuszną władzę.

Dodam wrzutkę optymistyczną. Mamy weekend :)

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, Sławko napisał:

Nie wątpię, ale to jest ich problem i gdybym był Amerykaninem to pewnie teraz pisałbym o tym i o durnym murze też.

Przepraszam, teraz dopiero chyba zatrybiłem. Bo wiesz, dla mnie Ziemia zwyczajnie staje się coraz "ciaśniejsza" (ta kulka, lekko spłaszczona na biegunach) i coraz mniej pozwala na zajmowanie się pozornymi problemami "nasze - wasze".

44 minuty temu, Sławko napisał:

Dodam wrzutkę optymistyczną. Mamy weekend

:) No tak, to bardzo optymistyczna wrzutka - statystyka koronawirusa powinna nieco spaść, poziom satysfakcji ludzi zaś wzrosnąć, czego wszystkim (zwłaszcza forumowiczom) życzę. Miło zwłaszcza na KW, gdzie fajnie pogadać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sonda OSIRIS-REx pobrała tak dużo próbek z asteroidy Bennu, że zgromadzony materiał uniemożliwia zamknięcie pojemnika i próbki uciekają w przestrzeń kosmiczną. Główny naukowiec misji, Dante Lauretta poinformował, że do pojemnika trafiło znacznie więcej materiału, niż się spodziewano. Próbnik, znajdujący się na końcu robotycznego ramienia, które dotknęło asteroidy, zagłębił się w jej powierzchnię bardziej niż przewidywano i z taką siłą, że zassał materiał, który zgromadził się również na krawędziach, uniemożliwiając zamknięcie.
      Naukowcy oceniają, że próbnik wdarł się na 48 centymetrów wgłąb Bennu. Padliśmy ofiarą własnego sukcesu, mówi Lauretta. Naukowiec poinformował, że kontrola misji nie może zrobić nic, by oczyścić próbnik i zapobiec dalszemu wydostawaniu się próbek. Jedyne, co pozostaje, to jak najszybciej przenieść próbki do kontenera, w którym mają wrócić na Ziemię.
      Przypomnijmy, że OSIRIS-REx to pierwsza misja NASA, której celem jest pobranie próbek bezpośrednio z asteroidy. Zgodnie z planem sonda miała z pomocą robotycznego ramienia dotknąć asteroidy, wystrzelić w kierunku jego powierzchni sprężony azot, a wzbity w ten sposób materiał miał trafić do specjalnego pojemnika, stamtąd zaś do kontenera, w którym zostanie wysłany na Ziemię. Zakładano, że zebrane zostanie co najmniej 60 gramów materiału, a weryfikacja, czy rzeczywiście udało się go pozyskać, miała odbyć się dwuetapowo. Najpierw za pomocą kamery kontrola misji miała zobaczyć, czy materiał jest w pojemniku. Następnie OSIRIS-REx miał wykonać obrót wokół własnej osi, co pozwoliłoby na określenie wagi zebranego materiału.
      Teraz wiadomo, w pojemniku są setki gramów próbek. I pojawił się problem, bo pojemnik się nie zamyka, a próbki z niego wylatują. W związku z tym zdecydowano, że materiał zostanie przeniesiony do kapsuły, w której trafi na Ziemię, już we wtorek. Czyli znacznie wcześniej niż zakładał plan misji. Najważniejszy jest teraz czas, mówi Thomas Zurbuchen, dyrektor NASA ds. misji naukowych.
      Misja OSIRIS-REx to pierwsza misja NASA, w ramach której pobrane z asteroidy próbki mają zostać przywiezione na Ziemię. Jako cel wybrano asteroidę Bennu, gdyż składa się on z materiałów bogatych w węgiel i naukowcy sądzą, że znajduje się tam najstarszy materiał, z którego powstał Układ Słoneczny. Jego zdobycie i przeanalizowanie pozwoli lepiej zrozumieć jak powstał Układ Słoneczny i życie na Ziemi.
      Samo dotknięcie asteroidy przez robotyczne ramię sondy było dużym sukcesem. Operację udało się wykonać z dokładnością do 1 metra. Jednak gdy dwa dni później naukowcy przyjrzeli się zdjęciom z sondy ze zdumieniem zobaczyli chmurę materiału z Bennu krążącą wokół sondy i od niej odlatującą. Lauretta mówi, że po zablokowaniu robotycznego ramienia sytuację udało się ustabilizować, jednak nie wiadomo, jak wiele materiału zostało utracone.
      Niezależnie od tego, ile materiału udało się zebrać, OSIRIS-REx pozostanie w pobliżu Bennu aż do marca. Marzec to – biorąc pod uwagę względną pozycję Ziemi i Bennu – najbliższy możliwy termin, w którym sonda może rozpocząć powrót. Próbki trafią na Ziemię w 2023 roku.
      W związku z niemożnością zamknięcia próbnika nie będziemy wiedzieli, ile materiału udało się zebrać. Manewr obrotu wokół własnej osi został odwołany w obawie przed utratą tego, co zebrano. Musimy poczekać, aż próbki wrócą na Ziemię. Dopiero wtedy się przekonamy, ile mamy. Jak się domyślacie, jest to dla nas trudne. Dobra wiadomość jest taka, że mamy bardzo dużo materiału, mówi Lauretta.
      Pierwszymi, którym udało się przywieźć na Ziemię próbki z asteroidy, są Japończycy. Wystrzelona w 2003 rok sonda Hayabusa pobrała z asteroidy Itokawa mniej niż 1 gram materiału, który trafił na Ziemię w 2010 roku. Druga podobna misja właśnie się kończy. Na 6 grudnia bieżącego roku zaplanowano powrót próbnika z sondy Hayabusa2. Wystrzelono ją w 2014 roku, by pobrała próbki z asteroidy Ryugu. Na Ziemię wróci 100 miligramów próbek.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA rozpoczęła odliczanie do momentu lądowania pojazdu OSIRIS-REx na asteroidzie Bennu. Za trzy tygodnie sonda na kilka sekund wyląduje na Bennu, pobierze próbki skał i pyłu, które następnie przywiezie na Ziemię.
      Pierwszą próbę pobrania próbek wyznaczono na 20 października. OSIRIS-REx ma wylądować wówczas w miejscu nazwanym Nighitngale, To skalisty obszar o średnicy 16 metrów, który znajduje się w północnej części asteroidy. Robotyczne ramię ma pobrać stamtąd fragmenty Bennu. Nightingale wybrano dlatego, że zawiera ono największą ilość drobnego materiału. Jest ono otoczone skałami wielkości budynków. Sam OSIRIS-REx jest rozmiarów dużego samochodu dostawczego. Lądowanie odbędzie się zatem w odległości kilku metrów od wielkich skał.
      Cała sekwencja pobierania próbek potrwa 4,5 godziny. Najpierw OSIRIS-REx opuści bezpieczną orbitę znajdującą się na wysokości 770 metrów nad asteroidą. Przez około 4 godziny będzie powoli opuszczał się na wysokość 125 metrów nad Bennu. Następnie odpalone zostaną silniki manewrowe, które ustabilizują jego pozycję i odpowiednio dopasują prędkość. Około 11 minut później pojazd powinien znaleźć się na wysokości 54 metrów. Silniki zostaną uruchomione po raz drugi, spowalniając sondę i ustawiając ją tak, by w momencie lądowania pozycja pojazdu była precyzyjnie dobrana do pozycji obracającej się asteroidy.
      OSIRIS-REx ma pozostać na powierzchni Bennu krócej niż 16 sekund. Zaraz po lądowaniu otwarty zostanie jeden z pojemników ze sprężonym azotem. Gaz ma spowodować wzbicie się w powietrze materiału z powierzchni Bennu. Materiał ten zostanie zebrany przez pojazd. Po wykonaniu zadania OSIRIS-REx uruchomi silniki i oddali się na bezpieczną odległość od Bennu.
      Jako, że Bennu znajduje się w odległości około 334 milionów kilometrów od Ziemi, bezpośrednie sterowanie OSIRIS-REx jest niemożliwe. Sygnał z sondy biegnie na Ziemię około 18,5 minuty. Dlatego też cała operacja zostanie przerowadzona automatycznie. Wcześniej sonda nawiąże kontakt z Ziemią i będzie oczekiwała na zgodę na rozpoczęcie operacji.
      OSIRIS-REx ma zebrać co najmniej 60 gramów materiału. Będzie to największa ilość próbek przywieziona na Ziemię od czasu programu Apollo. Zanim jednak pojazd wróci na Ziemię, trzeba będzie upewnić się, że materiał rzeczywiście został pobrany. Zostanie to sprawdzone dwukrotnie. Najpierw, 22 października, na Ziemię zostanie przesłane zdjęcie ramienia, które ma zebrać próbki. Dwa dni później OSIRIS-REx przeprowadzi manewr, polegający na obrocie wokół własnej osi, dzięki czemu określona zostanie masa zebranego materiału. Jeśli potwierdzi się, że zebrano zakładaną ilość próbek, zostaną one umieszczone w Sample Return Capsule, w której trafią na Ziemię. Jeśli okaże się, że materiału jest zbyt mało, podjęta zostanie kolejna próba jego zebrania. W takim wypadku OSIRIS-REx – nie wcześniej niż w styczniu 2021 – wyląduje w miejscu zapasowym nazwanym Osprey i wykorzysta tam dwa pozostałe pojemniki ze sprężonym azotem.
      Pojazd ma pożegnać się z Bennu z 2021 roku, a próbki mają wylądować na Ziemi 24 września 2023 roku.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA dała zielone światło dla ostatniego etapu przygotowań pierwszej w historii misji do asteroid trojańskich. Mija Lucy ma zostać wystrzelona w październiku 2021. Właśnie pomyślnie przeszła ona niezależne przeglądy pojazdu, instrumentów, budżetu oraz ram czasowych. Ten proces o nazwie Key Decision Point-D (KDP-D) oznacza, że misja może przejść z fazy C (Phase C), w której dokonuje się ostatecznych projektów oraz produkcji urządzeń, do fazy D, czyli dostarczanie, testowanie i składanie całości.
      Każdy etap misji jest bardziej ekscytujący niż poprzedni. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zanim Lucy wykona swoje zadanie minie kilkanaście lat, a pojazd przebędzie miliardy kilometrów i zbada nigdy nie badane asteroidy trojańskie. Jednak oglądanie, jak całość jest składana razem to niezwykłe doświadczenie, mówi główny naukowiec misji, doktor Hal Levison z Southwest Research Institute.
      Kolejnym ważnym etapem będzie Mission Operation Review, przewidziany na październik bieżącego roku. To ocena gotowości operacyjnej projektu oraz postępu prac nad jego wystrzeleniem. W tym czasie twórcy misji muszą wykazać, że systemy nawigacji, dowodzenia, operacji naukowych oraz cały etap planowania działają jak należy.
      Okienko startowe misji otworzy się 16 października 2021 roku. Następnie Lucy czeka długi lot do Jowisza i spotkanie z asteroidami. Asteroidy trojańskie, zwane trojanami Jowisza lub po prostu Trojanami, tworzą dwie grupy. Jedna z nich znajduje się w punkcie libracyjnym L4 orbity Jowisza, a druga w punkcie L5. Przyjęło się, że asteroidy z punktu L4 nazywa się imionami greckich bohaterów, dlatego też cała grupa zyskała nieoficjalną nazwę „Greków”. Z kolei asteroidy z punktu L5 zwane są „Trojańczykami”. Obie grupy poruszają się po orbicie Jowisza, a kierunek ruchu powoduje, że Trojańczycy gonią Greków.
      Co interesujące, zanim taki podział na grupy został ustalony dwie wcześniej odkryte asteroidy – Patroklus i Hektor – zostały już nazwane. W efekcie, w grupie Trojańczyków znajduje się grecki szpieg, a w grupie Greków jest szpieg trojański.
      Po wystrzeleniu Lucy dwukrotnie przeleci w pobliżu Ziemi. Następnie poleci do L4, czyli Greków. Tam w latach 2027–2028 spotka się z Eurybatesem i jego satelitą Polimele, a następnie z Leukusem i Orusem. Później podąży w kierunku L5 (Trojańczyków). Po drodze odwiedzi Donaldjohansona, asteroidę z głównego pasa, nazwaną tak na cześć odkrywcy szczątków Lucy. Ponownie przeleci też w pobliżu Ziemi. Po dotarciu do Trojańczyków w roku 2033 Lucy przeleci obok podwójnego układu Patroclus-Menoetius. Po wykonaniu zadania Lucy będzie krążyła pomiędzy obiema grupami asteroid trojańskich, odwiedzając każdą z nich co sześć lat.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozpoczęcie fuzji jądrowej jest bardzo trudne. Wymaga ono zastosowania wielkich sił, które wymuszą na jądrach lekkich pierwiastków, jak np. wodór i hel, by się połączyły. Na Ziemi potrzebujemy do tego olbrzymich i kosztownych urządzeń. Badacze z NASA zaprezentowali właśnie metodę rozpoczęcia fuzji bez potrzeby budowy tokamaka czy stellaratora. Opracowana przez nich technika może stać się potencjalnym źródłem energii dla przyszłych misji w głębokim kosmosie.
      Metoda, nazwana fuzją w sieci krystalicznej, została opisana na łamach Physical Review C. Eksperci wykorzystali erb i tytan. Pod dużym ciśnieniem wprowadzili doń deuter. Metal zatrzymuje go do czasu, aż pierwiastek będzie potrzebny do przeprowadzenia fuzji.
      Podczas ładowania deuterem, sieć krystaliczna metalu pęka, by zrobić miejsce na deuter, wyjaśnia Theresa Benyo, fizyk analityczna, która stoi na czele zespołu badawczego. Otrzymujemy rodzaj proszku. Tak przygotowany metal jest gotowy do przeprowadzenia następnego kroku – pokonania bariery kulombowskiej, czyli sił elektrostatycznych uniemożliwiających jądrom deuteru, deuteronom, zbliżenie się do siebie.
      Aby do tego doszło konieczna jest specyficzna sekwencja zderzeń cząstek. W akceleratorze elektrony uderzają w barierę z wolframu. Powstają wysokoenergetyczne fotony które są kierowane w stronę próbki naładowanej deuterem. Gdy foton trafia w deuteron, ten zostaje podzielony na proton i neutron. Neutron uderza zaś w kolejny deuteron, przyspieszając go. W wyniku tego procesu mamy więc deuteron, który porusza się na tyle szybko, by pokonać barierę kulombowską i połączyć z innym deuteronem.
      Kluczem do sukcesu jest tutaj zjawisko ekranowania elektronów. Nawet bardzo energetyczne deuterony mogą nie być w stanie pokonać bariery kulombowskiej i do fuzji nie dojdzie. Tutaj z pomocą przychodzi sieć krystaliczna metalu. Elektrony w sieci krystalicznej tworzą rodzaj ekranu wokół stacjonarnego deuteronu, mówi Benyo. Ujemny ładunek elektronów powoduje, że otoczony przez nie deuteron (o ładunku dodatnim) jest chroniony przez odpychaniem przez drugi deuteron (również o ładunku dodatnim), dopóki oba jądra nie znajdą się bardzo blisko. Dzięki temu do fuzji może dojść.
      Naukowcy z NASA dowiedli nie tylko możliwości przeprowadzenia w ten sposób fuzji atomów deuteru, ale zaobserwowali też proces Oppenheimera-Philipsa. To rodzaj reakcji jądrowej indukowanej deuteronem. Czasem, zamiast połączyć się z innym deuteronem, jądro deuteru zderza się z atomem w sieci krystalicznej albo tworząc izotop, ale zmieniając atom w inny pierwiastek. Okazało się, że w wyniku tej reakcji również powstaje energia, którą można wykorzystać.
      Nie uzyskaliśmy zimnej fuzji, podkreśla fizyk Lawrence Forsley. To, co udało się uzyskać, jest gorącą fuzją, ale przeprowadzoną w inny niż dotychczas sposób.
      Fuzja w sieci krystalicznej zachodzi początkowo w niższej temperaturze i przy niższym ciśnieniu niż w tokamaku, stwierdza Benyo. Uczona mówi, że gdy po przeprowadzeniu eksperymentu próbka była bardzo gorąca. Jej temperatura częściowo pochodzi z samej fuzji, a częściowo od wysokoenergetycznych fotonów.
      Przed ekspertami z NASA jeszcze wiele pracy. Po tym, jak dowiedli, że można w ten sposób przeprowadzać fuzję, muszą udoskonalić cały proces tak, by był on bardziej wydajny i by zachodziło więcej reakcji. Gdy łączą się dwa deuterony powstaje albo proton i tryt albo hel-3 i neutron. W tym drugim przypadku neutron może uderzyć w inny deuteron, rozpędzić go i podtrzymać reakcję. Naukowcy pracują na tym, by uzyskać bardziej przewidywalną i podtrzymującą się reakcję.
      Benyo mówi, że ostatecznym celem jej zespołu jest stworzenie systemu do zasilania pojazdów kosmicznych za pomocą fuzji w strukturze krystalicznej. Taki system przydałby się tam, gdzie np. nie można korzystać z energii słonecznej. A to, co można wykorzystać w kosmosie może też być wykorzystane na Ziemi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jutro, 30 lipca, o godzinie 13.00 czasu polskiego NASA zaprasza na relację z wystrzelenia misji Mars 2020. To najtrudniejsza i najbardziej ambitna misja NASA od czasu zakończenia programu Apollo, w ramach którego człowiek stanął na Księżycu.
      Wyprawy na Marsa są wyjątkowo trudne. Dość wspomnieć, że dotychczas ludzkość zorganizowała 57 misji, których celem był Mars. Całkowicie powiodło się jedynie 28 z nich, w tym 21 zorganizowanych przez USA, 3 przez ZSRR, 2 przez UE, 1 wspólna UE/Rosja oraz 1 zorganizowana przez Indie. Jak dotąd jedynymi, którzy potrafią przeprowadzić udane lądowanie na Marsie są Amerykanie. Mars 2020 jeszcze bardziej podniesie poprzeczkę, o czym informowaliśmy w tekście Lądowanie Curiosity to była betka. Mars 2020 pokaże, czym jest precyzja. A lądowanie misji załogowej to całkowicie inny poziom trudności.
      Obecnie na Marsie i w jego okolicach pracuje 8 misji. To orbitery Mars Odyssey (NASA), Mars Express (ESA), Mars Reconnaissance Orbiter (NASA), Mars Orbiter Mision (ISRO – Indie) i MAVEN (NASA) oraz łazik Curiosity (NASA) i lądownik InSight (NASA).
      Na pierwszy rzut oka Mars 2020 wygląda podobnie do misji łazika Curiosity. Jednak to tylko pozory. Mars 2020 jest znacznie trudniejsza, a stopień jej złożoności pokazuje, jak ważną rolę odegra ona w przyszłej, również załogowej, eksploracji Czerwonej Planety.
      Przede wszystkim warto wspomnieć, że łazik Perseverance, który ma wylądować na Marsie, jest najcięższym obiektem, jaki człowiek spróbował wysłać na Czerwoną Planetę. Łazik wyląduje w kraterze Jezero i będzie tam poszukiwał śladów dawnej obecności mikroorganizmów. Na pokładzie łazika znajdzie się śmigłowiec. NASA chce przetestować możliwość latania dronem w atmosferze Marsa. Dron taki może się przydać w przyszłości do dokonywania zwiadów zarówno w czasie misji załogowych jak i bezzałogowych. Dzięki dronowi można będzie można szybko się dowiedzieć, co jest za najbliższym wzgórzem i czy warto tam się udać. Na Marsa też, po raz pierwszy w historii, zostały zabrane fragmenty... marsjańskich skał, które posłużą do kalibracji urządzeń znajdujących się na łaziku Perseverance.
      Po raz pierwszy w dziejach na Marsa trafią też różne fragmenty kombinezonów kosmicznych projektowanych na potrzeby misji załogowych na Marsa i na Księżyc. Z jednej strony fragmenty te, dzięki dobrze znanemu składowi, będą wykorzystywane do kalibracji urządzeń. Z drugiej zaś, naukowcy sprawdzą, jak marsjańskie warunki wpływają na wykorzystywane materiały, jak ulegają one degradacji i osłabieniu pod wpływem promieniowania czy pyłu. Projektanci kombinezonów chcą wiedzieć, czy użyte materiały wytrzymają, czy też trzeba poszukać innych lub zmienić techniki produkcyjne obecnie stosowanych.
      W ramach Mars 2020 testowane będą też techniki bezpiecznego posadowienia ludzi na Czerwonej Planecie. Jednym z testowanych urządzeń będzie osłona termiczna MEDLI (Mars Science Laboratory Entry, Descent and Landing Instrumentation).
      Jej pierwsza wersja świetnie sprawdziła się podczas lądowania Curiosity w 2012 roku. Z jednej strony NASA zyskała wówczas potwierdzenie, że opracowana architektura działa, z drugiej zaś dowiedziała się, że warunki panujące podczas lądowania nieco różnią się od tych przewidzianych przez symulacje komputerowe. Na potrzeby Mars 2020 powstała więc MEDLI2 (Mars Entry, Descent and Landing Instrumentation 2), która nie tylko osłoni lądujący pojazd, ale również pozwoli zebrać większą ilość danych na temat zmian temperatury, wpływu wiatru i rozgrzewania się osłony.
      MEDLI2 wyposażono w 28 czujników, które będą zbierały dane. W ciągu 7 minut podchodzenia do lądowania – które będzie wyglądało podobnie jak w opisywanych przez nas „Siedmiu minutach horroru” – pojazd będzie musiał zwolnić z olbrzymiej prędkości 20 100 km/h do zaledwie 3,2 km/h, a osłona będzie musiała wytrzymać temperatury dochodzące do 1500 stopni Celsjusza. Interesuje nas, jak cały pojazd będzie sprawował się w krytycznym momencie niezwykle wysokich temperatur i ciśnienia. Sądzimy, że nasze modele dotyczące lotu naddźwiękowego sprawdzą się na Marsie. Jednak nie mamy na to dowodów, mówi Todd White, główny specjalista odpowiedzialny za MEDLI2.
      Inną nowatorską technologią, z której skorzysta Mars 2020 jest TRN (Terrain Relative Navigation), która pozwoli na bardziej precyzyjną nawigację bezpośrednio przed lądowaniem. Wybór miejsca lądowania jest bardzo trudny. Nie wiemy bowiem, jak dokładnie wygląda miejsce, w którym pojazd dotknie powierzchni Marsa. Dotychczasowe misje musiały polegać na fotografiach wykonywanych z orbity. Teraz system TRN będzie wspomagał lądowanie i uczyni je bezpieczniejszym. Dzięki niemu wyznaczony obszar, na którym będzie lądował Mars 2020 mógł być znacznie mniejszy niż obszary lądowania innych misji, a tym samym naukowcy mieli do wyboru więcej interesujących punktów, w którym można posadowić łazik.
      TRN rozpocznie pracę, gdy łazik będzie powoli opadał na spadochronach w stronę powierzchni Czerwonej Planety. System wykorzystuje aparaty, które wykonują zdjęcia w ciągu 1/10 sekundy. Obrazy są następnie przesyłane do pokładowego komputera, który dokonuje ich błyskawicznej analizy i porównuje je z wcześniej załadowaną do pamięci mapą. Mapę tę stworzono na podstawie zdjęć wykonanych przez Mars Reconnaissance Orbiter. Specjaliści z NASA zidentyfikowali na nich charakterystyczne punkty, obiekty oraz przeszkody. Dzięki temu automatyczny pilot misji będzie mógł, porównując mapę ze zdjęciami z TRN, określić swoją pozycję i poprowadzić pojazd do miejsca lądowania. Jeśli by się okazało, że na przewidzianym miejscu lądowania TRN zidentyfikuje jakieś przeszkody, pilot obierze kurs na alternatywne miejsce posadowienia łazika.
      Na pokładzie Perseverance znalazł się instrument MEDA czyli Mars Environmental Dynamics Analyzer. Ma on uzupełnić naszą wiedzę dotyczącą ryzyka, jakie atmosfera Marsa może stwarzać dla ludzi. dzięki niemu dowiemy się więcej o aerozoloach, z którymi zetkną się ludzie na Marsie. Specjaliści zdobędą informacje na temat rozmiarów aerozoli oraz zmian, jakim podlegają w czasie. Żadna z poprzednich misji nie była w stanie dostarczyć takich danych. Wiemy za to, że marsjański pył zawiera toksyczne dla ludzi nadchlorany. Dane z MEDA ułatwią opracowanie metod ochrony przed nimi.
      Nie można również nie wspomnieć o instrumencie MOXIE (Mars Oxygen In-Situ Resource Utilization Experiment) czyli pierwszej fabryce tlenu, która będzie testowana na innym ciele niebieskim niż Ziemia. MOXIE ma wytwarzać tlen z dwutlenku węgla obecnego w atmosferze Marsa.
      Urządzenie najpierw będzie pobierało dwutlenek węgla za pomocą kompresora, następnie wykorzysta reakcję katalityczną do oddzielenia tlenku węgla od tlenu. Następnie za pomocą prądu elektrycznego przyłożonego do ceramicznej membrany oba gazy zostaną odseparowane od siebie. Czysty tlen będzie następnie analizowany, a później – podobnie jak tlenek węgla – powróci do atmosfery Marsa. To jak odwrotnie działające ogniwo paliwowe. Standardowe ogniwo paliwowe wykorzystuje paliwo i uleniacz do wytwarzania elektryczności oraz gazu odpadowego. W tym przypadku bierzemy gaz odpadowy, czyli dwutlenek węgla, dostarczamy prąd i uzyskujemy paliwo oraz utleniacz, czyli tlenek węgla i tlen, wyjaśnia Jeff Mellstrom z Jet Propulsion Laboratory.
      Przetestowanie MOXIE na Marsie pokaże, jak instrument ten sprawuje się poza laboratorium, po wszystkich obciążeniach związanych ze startem z Ziemi, podróżą i lądowaniem na Marsie oraz w warunkach panujących na Czerwonej Planecie. Głównym celem testów jest udowodnienie, że jesteśmy w stanie wytwarzać na Marsie ciekły tlen. Będzie on bowiem potrzebny misji załogowej jako paliwo rakietowe. Zanim jeszcze ludzie wylądują na Marsie można tam będzie wysłać większą wersję MOXIE, które wyprodukuje całe tony paliwa rakietowego. Co ciekawe, taka produkcyjna wersja MOXIE nie musi być bardzo duża. Specjaliści z NASA twierdzą, że MOXIE wielkości standardowej pralki będzie w stanie wytwarzać paliwo 200-krotnie szybciej niż wersja testowa umieszczona na Perseverance.
      Lądowanie Mars 2020 zaplanowano na luty 2021 roku.
      Start misji Mars 2020 będzie można oglądać na żywo na stronach NASA. Agencja zaprasza też do dołączenia do wirtualnego odliczania.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...