Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Coryn A.L. Bailer-Jones z Instytutu Astronomii im. Maxa Plancka i Davide Farnocchia z Jet Propulsion Laboratory obliczyli, kiedy wysłane przez człowieka pojazdy zbliżą się do gwiazd innych niż Słońce. Obliczeń dokonali dla pojazdów Pioneer 10, Pioneer 11, Voyager 1 i Voyager 2. To wysłane w latach 70. sondy kosmiczne, jedyne dotychczas pojazdy, które opuściły lub opuszczą Układ Słoneczny.

Oba Pioneery już nie działają. Również i Voyagery przestaną pracować na długo, zanim znajdą się w pobliżu jakiejkolwiek gwiazdy. Jednak, jeśli nie zdarzy się nic nieprzewidzianego, w końcu dotrą do gwiazd.

Bailer-Jones i Farnocchia wykorzystali dane z satelity Gaia dotyczące położenia i prędkości 7,2 miliona gwiazd. Wyliczyli drogę gwiazd oraz drogę wszystkich czterech sond. Wstępnie wytypowali gwiazdy, do których sondy zbliżą się na odległość nie większą niż 15 parseków (1 pc to około 3,27 roku świetlnego). Dla każdej z sond było około 4500 takich gwiazd. Następnie dokonali dokładniejszych obliczeń, by określić najbardziej interesujące spotkania pomiędzy sondą a gwiazdą. W ciągu najbliższego miliona lat sony znajdą się w pobliżu około 60 gwiazd, w tym w 10 przypadkach będzie to odległość mniejsza niż 2 parseki.

Okazało się, że w trzech przypadkach (Voyagera 1, Voyagera 2 i Pioneera 11) pierwszą napotkaną gwiazdą będzie Proxima Centauri, gwiazda najbliższa Słońcu. Pierwszy dotrze do niej Voyager 1, który za 16 700 lat znajdzie się w odległości 1,072 parseka od Proximy. Następnie, za 18 300 lat Pioneer 11 podleci do niej na odległość 1,040 pc, a ostatni, w odległości 0,878 pc odwiedzi ją Voyager 2. Nastąpi to za 20 300 lat.

Pioneer 10 napotka swoją pierwszą gwiazdę za 33 800 lat i będzie to Ross 248, którą sonda minie w odległości 1,041 parseka. Pioneer 10 będzie za to pierwszą sondą, która wleci w obcy układ planetarny. Za 90 000 lat zbliży się ona bowiem na 0,23 pc do gwiazdy HIP 117795. Znajduje się ona w Gwiazdozbiorze Kasjopei w odległości 83,5 roku świetlnego od Słońca.

Pozostałe sondy także będą miały równie bliskie spotkania z gwiazdami. Voyager 1 za około 303 000 lat podleci na odległość 0,30 pc do gwiazdy TYC 3135-52-1, Voyager 2 będzie potrzebował 42 000 lat by minąć gwiazdę Ross 248 w odległości 0,53 pc, a Pioneer 11 minie TYC 992-192-1 w odległości 0,245 pc. Nastąpi to za 928 300 lat.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żadna z tych sond nie doleci do żadnej z gwiazd. Ponieważ za 2 max 3 tys. lat ludzie przechwycą te sondy, aby je zbadać i umieścić w muzeach. Astroarcheologia będzie już kwitnąć w tym czasie, a możliwość zbadania takich antycznych sond będzie nielada gratką. Przyszli czytelnicy Kopalni Wiedzy będą też mogli odkopać mój prehistoryczny wpis, aby przekonać się, że miałem rację :D

Edited by Sławko
  • Thanks (+1) 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Sławko napisał:

Astroarcheologia będzie już kwitnąć w tym czasie, a możliwość zbadania takich antycznych sond będzie nielada gratką.

Na pewno dojdą do wniosku, że te sondy zbudowano, by oddać cześć bogini płodności i zapewnić sobie obfite plony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio przeczytałem ten artykuł o antenach zainstalowanych na Voyagerach. Znam się trochę na antenach i zawsze robiło to na mnie wrażenie, że operatorzy są w stanie kontrolować sondę na taką odległości oraz że nie stracili z nią kontaktu.

Quote

Voyager 1 is equipped with two antennas actually. A microwave antenna with a comparatively low gain of 7 dBi, and a parabolic dish with 48 dBi at X-band frequencies, and 36 dBi at S-band frequencies. Both are circularly polarized, and the main transmitter operates at only 22 watts. The low gain antenna went out of range in the 80s, but the high gain is still going strong.

https://www.rfvenue.com/blog/2014/12/14/voyager

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, Sławko napisał:

Żadna z tych sond nie doleci do żadnej z gwiazd. Ponieważ za 2 max 3 tys. lat ludzie przechwycą te sondy, aby je zbadać i umieścić w muzeach. Astroarcheologia będzie już kwitnąć w tym czasie, a możliwość zbadania takich antycznych sond będzie nielada gratką. Przyszli czytelnicy Kopalni Wiedzy będą też mogli odkopać mój prehistoryczny wpis, aby przekonać się, że miałem rację :D

Za 2-3 tysiace lat to ludzi może nie będzie. Byt będzie wyłącznie inteligentną energią, falą!

ja mam taki podział:

  • wszechświat istnieje 13 mld lat
  • Ziemia istnieje 4,5 mld lat
  • życie na Ziemi istnieje 500 mln lat
  • człowiek istnieje 50 tys lat
  • cywilizacja ludzka ok. 5000 lat
  • zaawansowana technologia stworzona przez ludzi - 200 lat

co będzie za 3 tys lat?!
Jak ja się urodziłem to loty w kosmos były jeszcze w sferze sci-fi.
W latach 70-tych szczytem marzeń był kolorowy telewizor.
W latach 80-tych marzyłem o telefonie w domu i własnym samochodzie!
W latach 90-tych marzyłem, by choć raz w życiu polecieć samolotem.
Dzisiaj?

10 razy leciałem samolotem, posługuję się komputerem i smartfonem, z którego mogę z każdego zadupia Europy (i prawie świata) do mamy z życzeniami światecznymi! Samochód jest zwykłym narzędziem pracy, a na ścianie wisi 65" kolorowy płaski telewizor.  I jedynie PiS mnie wku#%@$!

Edited by Jotgie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po przybyciu do granic heliosfery te pojazdy są tak poobijane wiatrem słonecznym że pewnie mają kondycję 100 latka z zaawansowaną osteoporozą, a po przekroczeniu tej granicy poziom doznań zdecydowanie wzrośnie. Czy dadzą radę kilkadziesiąt tysięcy lat opierać się korozji wywołanej wiatrem międzygwiezdnym, i dotrzeć w jednym kawałku? Słabo to widzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 28.12.2019 o 19:09, Jotgie napisał:

I jedynie PiS mnie wku[...]

Heh... Jedne bolszewiki odeszli, przyszli drugie, co udają że nimi nie są. Te odejdą, przyjdą następne, jeszcze bardziej zakłamane... itd. Pazerni ludzie zawsze znajdą sposób, aby żyć na koszt innych. I ta pazerność jest najgorsza w kontekście przetrwania ludzkości. Musimy oduczyć się pazerności, a nie jest to łatwe gdy sam rząd jej uczy i do niej zachęca.

19 godzin temu, tempik napisał:

te pojazdy są tak poobijane wiatrem słonecznym

Ciekawe byłoby zobaczyć w jakim obecnie są stanie. Ale myślę, że to może być widać bardziej pod mikroskopem niż gołym okiem. Wiatr słoneczny też słabnie w miarę oddalania się od Słońca. Już w 2012 roku Voyager I zanotował gwałtowny spadek wykrywalności wiatru słonecznego. Obecnie ma on na niego chyba marginalny wpływ.

Share this post


Link to post
Share on other sites
54 minuty temu, Sławko napisał:

Obecnie ma on na niego chyba marginalny wpływ

no ale pozostaje wiatr z innych gwiazd,kwazarów itd. Ma pewnie bardzo małą gęstość, ale energie osiągane przez pędzące protony to mokry sen pracowników największych akceleratorów :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Energie tych protonów wcale nie są takie duże, Jakby były, to by nam zdmuchnęły heliosferę. Pojedyncze bardzo wysokoenergetyczne protony są tak rzadkie, że być może jeszcze żaden nie trafił w sondę. A nawet jak trafi to będzie mniej szkodliwy niż rozpędzony okruch skalny o średnicy 0,1 mm.
2. Wiatr słoneczny jest tak rzadki, że przez 100 lat w przestrzeni kosmicznej mniej zniszczy sondę niż nasz ziemski wiatr w miesiąc.

Bardziej bym się martwił promieniowaniem elektromagnetycznym, które może uszkodzić elektronikę (choc sondy raczej są nieźle przed tym zabezpieczone)

Nie mam żadnych źródeł na potwierdzenie tego, co piszę. Opieram się na tym, co pamiętam z poprzednich artykułów, dyskusji i dorzucam do tego trochę swoich opisów w nadziei, że nie mijam się nadmiernie z prawdą, a może da to jakiś pogląd na to, jak wyglądają te "straszne warunki kosmiczne"

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 12/28/2019 at 6:09 PM, Jotgie said:

życie na Ziemi istnieje 500 mln lat

Życie na Ziemi jest o wiele starsze. Najstarsze odnalezione skamieliny liczą sobie 3.4 miliarda lat.

http://newsroom.ucla.edu/releases/ancient-fossil-microorganisms-indicate-that-life-in-the-universe-is-common

 

Co do pojazdów kosmicznych, stara elektronika jest odporniejsza na promieniowanie ze względu na znaczne rozmiary elementów. Ale jakbym miał obstawiać, to bym jednak założył, że nie będą już działać i to nie ze względu na brak zasilania. Powinny jednak dotrzeć w jednym kawałku. Chociaż ryzyko kolizji na przestrzeni miliona lat będzie się kumulować i w końcu może się materializować.

Dwa parseki to więcej niż do Alfa Centauri, więc większość spotkań z innymi układami jest mocno naciągana. Artykuł wspomina też o bliższych przelotach w odległości mniejszej niż jeden rok świetlny. To już znacznie lepiej, ale wątpię, aby ktoś inny niż przyszła ludzkość, odnalazł kiedykolwiek te pojazdy. Nawet bardzo zaawansowana cywilizacja może mieć problem ze zlokalizowaniem tak małego i zimnego obiektu w takiej odległości od gwiazdy. My je możemy odzyskać, i prawdopodobnie to zrobimy, tak jak napisał @Sławkoo ile nie stracimy wiedzy o tych misjach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Środowisko naukowe jest coraz bardziej zainteresowane zorganizowaniem dużej misji do Urana lub Neptuna, a jeszcze lepiej do obu planet. Te lodowe giganty to nieodkryte terytorium badań planetarnych. Wysłany przez człowieka pojazd odwiedził je tylko raz i to na krótko. W pobliżu obu planet w latach 80. przeleciał Voyager 2.
      Już przed 3 laty informowaliśmy, że część specjalistów z NASA zwraca uwagę, iż powoli kończy się czas na zorganizowanie tego typu misji. Jeśli w ciągu najbliższych lat nie rozpoczną się przygotowania, to na kolejną okazję do zbadania obu planet trzeba będzie czekać wiele kolejnych lat. Wtedy też cytowaliśmy Amy Simon, współprzewodniczącą grupy Ice Giants Pre-Decadal Study, która mówiła, że preferowana misja to umieszczenie orbitera w atmosferze Urana lub Neptuna. Dostarczy to najlepszych danych naukowych, pozwoli na dogłębne zbadanie całego systemu planetarnego: pierścieni, satelitów, atmosfery i magnetosfery.
      W styczniu bieżącego roku ta sama Amy Simon zorganizowała w Royal Society w Londynie spotkanie dotyczące tego typu misji. Najwyższy na to czas. Na początku lat 30. dojdzie bowiem do korzystnej koniunkcji pomiędzy Neptunem, Uranem a Jowiszem. Pozwoliłaby ona na skorzystanie z asysty grawitacyjnej Jowisza podczas podróży do Urana i Neptuna. Dzięki tej asyście czas podróży uległby skróceniu, więc ewentualna sonda mogłaby dotrzeć do któregoś z lodowych olbrzymów w czasie, gdy jej instrumenty będą w dobrym stanie, a ona sama będzie miała wystarczająco dużo paliwa na długotrwałe badania. Wykorzystanie Jowisza do przyspieszenia statku kosmicznego pozwoli też na zabranie mniejszej ilości paliwa, a więc będzie więcej miejsca na instrumenty naukowe.
      Jeśli jednak chcemy skorzystać z asysty grawitacyjnej Jowisza, to misja do Neptuna musiałaby zostać wystrzelona około 2031 roku, a do Urana nie później niż około 2035 roku. Czasu pozostało bardzo mało. Taką misję mogłaby zorganizować NASA lub byłoby to wspólne przedsięwzięcie, gdzie pierwsze skrzypce będzie grała NASA. Przygotowanie dużej misji o budżecie liczonej w miliardach dolarów zajmuje zwykle 7-10 lat.
      To, czy taka misja się odbędzie zależałoby od przyjęcia jej założeń w Planetary Science Decadal Survey. Okresowy przegląd tego programu odbędzie się w 2022 roku. Pozostały zatem dwa lata na przygotowanie założeń i planów misji. Jednak nawet i dobry plan nie gwarantuje sukcesu, gdyż z pewnością propozycje zorganizowania wyprawy do Urana czy Neptuna będą musiały konkurować z propozycjami dotyczącymi przywiezienia próbek z Marsa czy eksploracji Wenus.
      Jak zauważa Leigh Fletcher z University of Leicester, naukowcy zajmujący się lodowymi olbrzymami są daleko w tyle za kolegami specjalizującymi się w badaniach Marsa i Wenus. My nawet nie zakończyliśmy odpowiednika pierwszej fazy badań, którą Mars i Wenus mają dawno za sobą, stwierdza uczony.
      Fletcher mówi, że misja do którejś z lodowych planet powinna zawierać umieszczenie orbitera oraz wysłanie próbnika w atmosferę planety lub księżyca, tak jak uczyniono to w przypadku Saturna.
      Naukowcy postrzegają obie planety jako bliźniacze. Mają bowiem podobną masę i rozmiary. Jednak nikt nie wie, na ile rzeczywiście są podobne, jaki jest ich skład i jak powstały. Wykorzystywane modele obliczeniowe nie wyjaśniają dobrze ich struktury wewnętrznej, nie dają też odpowiedzi na pytanie, dlaczego bardziej odległy od Słońca Neptun wydaje się cieplejszy niż Uran. Zakłada się, że są zbudowane głównie z zamarzniętej wody lub z zamarzniętego amoniaku.
      Zbadanie obu planet znakomicie poszerzyłoby naszą wiedzę o egzoplanetach, gdyż około 40% znanych egzoplanet to lodowe olbrzymy. Dlatego też naukowcy chcieliby zorganizować misję chociaż do jednej z nich. Misja do obu byłaby zbyt kosztowna
      Trudno też zdecydować, którą z nich wybrać jako cel. Neptun wydaje się bardziej obiecujący, gdyż przy okazji można by zbadać jego księżyc, Trytona, który jest prawdopodobnie aktywny geologicznie, a pod jego powierzchnią może znajdować się ocean wody w stanie ciekłym.
      Z drugiej jednak strony Uran ma więcej dziwnych właściwości, których wyjaśnienie jest trudniejsze na gruncie obecnej wiedzy. Ponadto na zorganizowanie misji do Urana mamy więcej czasu.
      A czas się kończy. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) właśnie pracuje nad dwoma dużymi misjami, które miałyby się odbyć na początku przyszłej dekady. Nawet jeśli by zatwierdziła plany misji do Urana lub Neptuna w swoim najbliższym przeglądzie zadań, to może nie zdążyć z ich przygotowaniem na najbliższe okienko startowe. To zaś oznacza, że ESA mogłaby co najwyżej partycypować w misji zorganizowanej przez NASA.
      Oczywiście każda z tych agencji mogłaby przygotować mniejsza misję, związaną jedynie z przelotem obok któregoś z lodowych olbrzymów. To też poszerzyłoby naszą wiedzę, jednak nie pozwoliłoby na przeprowadzenie dogłębnych badań na jakie liczą naukowcy.
      Jeśli w 2031 roku wystrzelono by misję do Urana, to w roku 2036 pojazd skorzystałby z asysty grawitacyjnej Jowisza, a w 2043 roku dotarłby do Urana. Jeśli jednak nie wykorzystamy najbliższego okienka startowego, to kolejna okazja na wystrzelenie pojazdu pojawi się w połowie lat 40. Inną możliwością będzie wykorzystanie potężniejszego systemu rakietowego, takiego jak SLS przygotowywanego przez NASA. Jednak jego powstanie do kwestia kolejnych lat.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Epidemia koronawirusa szkodzi nie tylko gospodarce, ale również nauce. Amerykańskie Towarzystwo Fizyczne (APS) zdecydowało o odwołaniu największej na świecie konferencji fizycznej. Miała się ona odbyć w Denver w dniach 2–6 marca. Decyzję o odwołaniu dorocznej konferencji podjęto wieczorem w ostatnią sobotę.
      Przedstawiciele APS wyrazili swoje ubolewanie i przyznali, że decyzję podjęli zbyt późno. W dorocznych spotkaniach Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego bierze udział około 10 000 fizyków z całego świata.
      Jeszcze niedawno APS utrzymywało, że konferencja się odbędzie. Jednak teraz, w związku z szybko rozprzestrzeniającą się chorobą koronawirusową COVID-19 oraz opierając się na najnowszych danych naukowych na temat tempa i sposobu rozprzestrzeniania się wirusa, zdecydowano o odwołaniu spotkania. Tym bardziej, że w konferencji miało uczestniczyć wiele osób spoza USA, w tym z krajów, odnośnie których CDC podniosło stopień zagrożenia do poziomu 3.. Te kraje to Chiny, Korea Południowa, Włochy oraz Iran.
      APS zapowiedziało, że uczestnicy konferencji otrzymają zwrot opłaty rejestracyjnej organizacja spróbuje się też dowiedzieć, czy możliwy jest też zwrot wydatków na hotele.
      APS powstało w 1899 roku i jest największą na świecie organizacją skupiającą fizyków. Jego doroczne marcowe spotkanie to jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie fizyki. Podczas konferencji tysiące specjalistów omawiają kwestie związane np. z fizyką kwanatową, atomową, materiałową czy fizyką materii skondensowanej. Konferencji towarzyszy też wielka wystawa wysoce zaawansowanego sprzętu do badań fizycznych, w której udział biorą takie firmy jak Oxford Instruments, Kimball Physics, Q-CTRL czy Quantum Design.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Droga Mleczna pożywia się materiałem z sąsiednich galaktyk, wynika z badań opublikowanych w The Astrophysical Journal.  Materiał ten pochodzi z Małego i Wielkiego Obłoku Magellana, pary niewielkich galaktyk, które w przyszłości prawdopodobnie zderzą się z naszą galaktyką i zostaną przez nią wchłonięte.
      Niezwykłego odkrycia dokonali astronomowie, którzy przyjrzeli się najdalszym zakątkom naszej galaktyki. Nie powstaje tam zbyt wiele gwiazd, gdyż nie ma tam zbyt wiele materii. A mimo to uczeni zauważyli tam grupę stosunkowo młodych gwiazd. To bardzo, bardzo odległy region. Położony jest znacznie dalej niż jakiekolwiek znane młode gwiazdy Drogi Mlecznej. Więc gdy zobaczyłem tam dość młode gwiazdy, bardzo się zdziwiłem, mówi Adrian Price-Whelan z Flatiron Institute w Nowym Jorku.
      Kolejne analizy wykazały, że skład gwiazd jest nietypowy dla lokalizacji, w której się znajdują. Co najmniej 27 najjaśniejszych gwiazd z zaobserwowanej gromady ma niezwykle niski odsetek metalu. To zaś wskazuje, że musiały one powstać z materiału pochodzącego spoza naszej galaktyki.
      Naukowcy przypuszczają, że materiał ten pochodzi ze Strumienia Magellanicznego. To strumień gazów łączących Wielki i Mały Obłok Magellana, który ciągnie się za obiema galaktykami. Zdaniem uczonych gaz ze Strumienia przeszedł w pewnym momencie przez Drogę Mleczną, a ciśnienie naporowe w połączeniu z oddziaływaniem grawitacyjnym galaktyki skompresowało część tego gazu na tyle, że mogły powstać gwiazdy. Stąd w odległym regionie galaktyki wzięła się populacja młodych ubogich w metal gwiazd.
      Odkrycie ma olbrzymie znaczenie, gdyż pozwala lepiej ustalić położenie Strumienia Magellanicznego w przestrzeni. W przypadku luźnych strumieni gazu nie działają standardowe techniki określania odległości do nich, dlatego potrzebne są punkty odniesienia. Teraz, dzięki najnowszemu odkryciu, uznano, że Strumień Magellaniczny przebiega w odległości około 90 000 lat świetlnych od Drogi Mlecznej. To znacznie bliżej, niż dotychczas sądzono.
      Jeśli Strumień Magellaniczny jest bliżej, szczególnie gdy jego ramię wiodące jest bliżej naszej galaktyki, to prawdopodobnie zostanie do niej włączony szybciej, niż przewidują obecne modele, stwierdził David Nidever z Montana State University.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czerwony nadolbrzym Betelgeza, jedna z najjaśniejszych gwiazd na niebie, przygasła w ciągu ostatnich tygodni bardziej niż przez ostatnie sto lat. Podekscytowani astronomowie z całego świata zastanawiają się co to oznacza. Nie można wykluczyć, że gwiazda wybuchnie i zamieni się w supernową. Nadolbrzymy wciąż kryją wiele zagadek, a naukowcy mają nadzieję, że dzięki obserwowanemu właśnie procesowi, dowiedzą się więcej o takich gwiazdach.
      Astronomowie od ponad wieku obserwują, jak Betelgeza raz przygasa, raz robi się jaśniejsza. Materia z gwiazdy wędruje ku jej powierzchni i ponownie tonie w jej wnętrzu, powodując, że powierzchnia jest raz chłodniejsza, raz cieplejsza. Stąd właśnie zmienna jasność gwiazdy.
      Richard Wasatonic, astronom z Villanova Univrsity w Pennsylvanii od 25 lat dokonuje pomiarów jasności Betelgezy za pomocą niewielkiego prywatnego teleskopu. W październiku wraz ze swoim kolegą Edwardem Guinanem i astronomem-amatorem Thomasem Calderwoodem zauważyli, że Betelgeza ponownie przygasa. Do grudnia stała się ciemniejsza niż w ciągu ostatnich 25 lat.
      Na łamach witryny The Astronomer's Telegram poinformowali o tym innych astronomów. Każdej nocy była ciemniejsza niż nocy poprzedniej, mówi Guinan. Obserwujący spodziewali się, że wkrótce gwiazda przestanie zmniejszać swoją jasność. Jednak tak się nie stało. Dnia 23 grudnia zaktualizowali swój wpis, stwierdzając, że Betelgeza nadal przygasa i jest już ciemniejsza niż była w ciągu ostatni 100 lat, czyli w całym okresie, w którym nauka mierzy jasność gwiazd za pomocą urządzeń, a nie ocenia ją „na oko”.
      Betelgeza, która jest zwykle 6. lub 7. najjaśniejszą gwiazdą na niebie, do połowy grudnia bieżącego roku stała się 21. najjaśniejszą gwiazdą nieboskłonu.
      Nic więc dziwnego, że pojawiły się głosy, iż możemy być świadkami końca Betelgezy. Na podstawie obliczeń masy astronomowie stwierdzili, że Betelgeza stanie się supernową w wieku około 9 milionów lat. Właśnie tyle mniej więcej lat liczy sobie gwiazda. Już jakiś czas temu obliczano, że Betelgeza stanie się supernową w ciągu najbliższych 100 000 lat. Jeśli nadolbrzym wybuchnie stanie się dla nas tak jasny, jak połowa jasności Księżyca w pełni. Przez wiele miesięcy będziemy mogli obserwować taką supernową nawet za dnia. Nie powinniśmy się jednak obawiać o nasze bezpieczeństwo, gdyż gwiazda znajduje się w odległości około 420 – 640 lat świetlnych od Ziemi.
      Niejednokrotnie mieli dotychczas okazję badać supernowe. Nigdy jednak nie udało się obserwować procesów zachodzących zanim gwiazda stanie się supernową. Stąd też nie wiadomo, czy obecne przygasanie gwiazdy oznacza jej rychły koniec.
      Betelgeza już kilkukrotnie zwracała na siebie naszą uwagę. Przed 10 laty informowaliśmy, że gwiazda mocno się skurczyła, ale jej jasność nie spadła. Po kilku latach astronomowie odkryli tajemniczą wielką ścianę pyłu, w kierunku której zmierza Betelgeza, a z którą w przyszłości się zderzy. Niedługo później na Betelgezie zaobserwowanie istnienie gorących punktów, a trzy lata temu okazało się, że gwiazda obraca się szybciej, niż powinna.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Geofizycy odkryli dowody na uderzenie pioruna bądź piorunów w sam środek ukrytego obecnie pod warstwą torfu kamiennego kręgu na wyspie Lewis na Hebrydach Zewnętrznych. Naukowcy sądzą, że to może rzucić nieco więcej światła na powody, dla których tworzono takie struktury.
      Anomalię magnetyczną w kształcie gwiazdy odkryto w ramach Calanais Virtual Reconstruction Project, wspólnego przedsięwzięcia Uniwersytetu w Bradford, University of St Andrews oraz Urras nan Tursachan.
      Badając Tursachan Chalanais, główny kamienny krąg, zespół zajął się przy okazji pobliskimi stanowiskami satelitarnymi. Jedno z rzadko odwiedzanych stanowisk, stanowisko IX (Airigh na Beinne Bige), składa się obecnie z jednego stojącego kamienia.
      Geofizycy ujawnili, że kamień ten był niegdyś częścią kręgu, a w samym środku znajduje się anomalia magnetyczna w kształcie gwiazdy. Jest ona skutkiem uderzenia jednego silnego pioruna albo kilku mniejszych w to samo miejsce.
      Tak oczywiste dowody uderzeń piorunów są bardzo rzadkie w Wielkiej Brytanii. Związek tego zdarzenia z kamiennym kręgiem nie jest raczej przypadkowy. Nie ma pewności, czy piorun ze stanowiska IX trafił w drzewo, czy w skałę, której tu już nie ma. Może też sam kamienny krąg "przyciągał" pioruny. Tak czy siak, nowo zdobyte dowody sugerują, że siły natury były ściśle powiązane z życiem codziennym i wierzeniami wczesnych społeczności rolniczych z wyspy - opowiada dr Richard Bates.
      Dobra widoczność uderzenia [pioruna] sugeruje, że patrzymy na zdarzenie poprzedzające rozwój torfu na stanowisku, [a więc na ślad czegoś] sprzed ponad 3 tys. lat - dodaje prof. Tim Raub.
      Naukowcom udało się także wirtualnie zrekonstruować inny pobliski krąg Na Dromannan, którego kamienie leżały na ziemi albo zostały przykryte torfem. Po raz pierwszy od 4 tys. lat kamienie można ponownie oglądać i wirtualnie obchodzić. Modelowanie Na Dromannan pomaga w ustaleniu, czy krąg ten był odpowiednio "skonfigurowany" astronomicznie.
      Ekipa ma nadzieję powrócić na Lewis w przyszłym roku i prowadzić badania zarówno na lądzie, jak i w wodzie.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...