Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Tajemnicza choroba i kolejne zgony wśród użytkowników e-papierosów

Recommended Posts

Gwałtownie wzrosła liczba ofiar tajemniczej choroby związanej z paleniem e-papierosów. Jak informuje CDC (Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom) dotychczas na terenie 46 stanów i Amerykańskich Wysp Dziewiczych potwierdzono 805 przypadków uszkodzenia płuc u palących e-papierosy. Jeszcze tydzień temu wiedziano o 530 takich przypadkach, a przed 2 tygodnimi było ich 380. Agencja donosi też o 12 przypadkach zgonów. Przypomnijmy, że przed miesiącem informowaliśmy o prawdopodobnie pierwszym zgonie związanym z e-papierosami.

Wielu z hospitalizowanych przyznało, że wykorzystywało e-papierosy do palenia THC, inni mówili o łączeniu THC i nikotyny. Niektórzy twierdzili jednak, że wykorzystywali jedynie nikotynę. Urzędnicy mówią jednak, że pacjenci często nie chcą ujawniać, iż palili THC. Wciąż jednak nie wiadomo jaki produkt lub produkty, prowadzą do uszkodzenia płuc i śmierci wśród użytkowników e-papierosów. To bardzo złożone śledztwo i nie powinniśmy spodziewać się szybkich odpowiedzi, mówi Anne Schuchat, wicedyrektor CDC.

Podczas przesłuchania w Kongresie pani Schuchat stwierdziła, że jest bardzo sfrustrowana powolnym przebiegiem śledztwa. Jest ono jednak skomplikowane ze względu na bardzo dużą ofertę produktów dostępnych na rynku e-papierosów.

E-papierosy to stosunkowo nowy produkt, który nie jest regulowany żadnymi przepisami. Istnieje też olbrzymia liczba różnych wkładów, które palą użytkownicy. Wkłady te składają się w znakomitej większości z substancji, których wpływu na zdrowie człowieka po podgrzaniu i inhalacji nikt nigdy nie badał. W przeszłości pojawiały się już doniesienia o potencjalnym szkodliwym wpływie niektórych z nich. Jednak od kilku tygodni najwyraźniej mamy do czynienia z poważnym kryzysem. Z nieznanego jeszcze powodu e-papierosy zaczęły poważnie szkodzić swoim użytkownikom, a niektórzy z nich zmarli.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok. Ale dla porównania, chciałbym za ten sam okres poznać takie same dane tych, co palą "normalne" papierosy! Wtedy można by wysnuć jakiś racjonalny wniosek. A tak to tylko suche liczby. A może w tym czasie tyle samo osób np. zmarło z powodu nadużywania cukru? A może tyle samo osób uszkodziło płuca w rolnictwie z powodu wydzielania amoniaku od zwierząt gospodarskich?

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Jotgie napisał:

Ok. Ale dla porównania

Można porównać, jeśli palacze zwykłych, konsumenci cukru etc. zaczęli to robić tak samo niedawno jak ci co wappuja, czyli krótko, wtedy to będzie porównanie, a nie z palaczem z 10-20 letnim stażem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Jotgie napisał:

Ok. Ale dla porównania, chciałbym za ten sam okres poznać takie same dane tych, co palą "normalne" papierosy! Wtedy można by wysnuć jakiś racjonalny wniosek. A tak to tylko suche liczby. A może w tym czasie tyle samo osób np. zmarło z powodu nadużywania cukru? A może tyle samo osób uszkodziło płuca w rolnictwie z powodu wydzielania amoniaku od zwierząt gospodarskich?

Ale jakie to ma znaczenie? Żadnego. Wiadomo, że tytoń szkodzi. O czym niby miałoby świadczyć porównanie? Tutaj problemem nie jest porównanie, a pojawienie się czynnika, który szkodzi i zabija. I tym się zajmują teraz naukowcy i urzędnicy z CDC, a nic niewnoszącymi porównaniami z tradycyjnymi papierosami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko fajnie, ale e pety są na rynku ok 10 lat i NAGLE tajemnicza choroba. Boje się tez ze nagle duza część osób która czyta temat stwierdzi ze to THC jest trucizną, nic bardziej mylnego, szkody wyrządzone są spowodowane mieszanina w liquidzie która może źle się łączyć z reszta składników olejku do palenia. E papierosy nie są tak szkodliwe jak teraz można przeczytać wszędzie w internecie a jedynie nowe niezbadane pomieszane liquidy. Stare olejki szkodliwe nie są.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, OL88 napisał:

Wszystko fajnie, ale e pety są na rynku ok 10 lat i NAGLE tajemnicza choroba. Boje się tez ze nagle duza część osób która czyta temat stwierdzi ze to THC jest trucizną, nic bardziej mylnego, szkody wyrządzone są spowodowane mieszanina w liquidzie która może źle się łączyć z reszta składników olejku do palenia. E papierosy nie są tak szkodliwe jak teraz można przeczytać wszędzie w internecie a jedynie nowe niezbadane pomieszane liquidy. Stare olejki szkodliwe nie są.

A skąd pewność, że nie są szkodliwe, skoro nie były badane?

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, Jotgie napisał:

Ok. Ale dla porównania (...)

Porównanie donikąd nie zaprowadzi.

Jest problem z e-papierosami i na tym trzeba się skupić - znaleźć szkodliwy czynnik. A to tak naprawdę może być wszystko:

- materiał grzałki (chrom, nikiel, tytan, stal nierdzewna i jej składniki) uwalniany w niewielkich ilościach w czasie działania grzałki, może to jakaś partia nowych grzałek, może nowy materiał

- bawełna lub inne włókno lub ceramika, z której wykonany jest "knot", które mogą być zanieczyszczone obcymi substancjami, lub same uwalniać szkodliwe substancje

- to może być choćby gliceryna która jest głównym składnikiem liquidów, ale poddana zbyt wysokiej temperaturze (280st. C) ulega rozkładowi do akroleiny, która jest substancją silnie drażniącą, a nawet toksyczną, a takie warunki mogą zachodzić na przykład w przypadku stosowania grzałek o bardzo niskim oporze

- to również mogą być ulegające rozkładowi składniki oleju z konopii, albo pochodnych (bo wapowanie zioła stało się popularne akurat jakiś rok czy dwa lata temu)

A to tylko na początek...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na glinianej tabliczce-tekście medycznym sprzed 2700 lat znajduje się niezauważony dotychczas rysunek przedstawiający demona, który powodował epilepsję. Troels Pank Arbøll, asyriolog z Uniwersytetu w Kopenhadze badał glinianą tabliczkę przechowywaną w zbiorach Vorderasiatisches Museum w Berlinie, gdy na odwrocie zauważył częściowo zniszczony rysunek. Po bliższej analizie stwierdził, że przedstawia on demona z rogami, ogonem i wężowym językiem, który zgodnie z inskrypcją był odpowiedzialny za epilepsję.
      Od dawna wiemy, że Asyryjczycy i Babilończycy sądzili, iż choroby są powodowane przez bogów, demony lub czary. Zadaniem uzdrowicieli było pozbycie się tych mocy nadprzyrodzonych i powodowanych przez nie objawów za pomocą leków, rytuałów lub wygłaszania odpowiednich formułek. Tutaj  po raz pierwszy możemy połączyć jeden z bardzo rzadko występujących rysunków demonów z konkretnym tekstem dotyczącym epilepsji, którą Asyryjczycy i Babilończycy nazywali Bennu, mówi Arbøll. Na tekstach medycznych lub zawierających magiczne formuły lecznicze bardzo rzadko znajdują się rysunki, a gdy już tam są, to zwykle przedstawiają one figurki używane podczas leczenia, a nie samego demona wywołującego chorobę. Tutaj widzimy zaś demona epilepsji takiego, jakim wyobrażał go sobie uzdrowiciel, dodaje uczony.
      W znanych nam tekstach epilepsja (Bennu) jest opisywana jako choroba powodująca drgawki, utratę przytomności lub zdrowia umysłowego, dowiadujemy się, że czasem chorzy beczeli jak kozy.
      Tabliczka zdradza nam znacznie więcej informacji. W tekście czytamy, że przynoszący epilepsję demon działa w imieniu boga księżyca Sina. Zatem Asyryjczycy i Babilończycy wierzyli, że istnieje związek pomiędzy księżycem, epilepsją a chorobą umysłową. W kolejnych tysiącleciach taki pogląd się rozpowszechnił, również w naszej części świata, co widzimy np. w angielskim wyrazie „lunacy”. Innymi słowy, pogląd na chorobę, jej diagnozowanie i leczenie w najwcześniejszych cywilizacjach miał znaczący wpływ na jej późniejsze postrzeganie, nawet do czasów współczesnych, stwierdza Arbøll.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mimo kampanii na rzecz ochrony narażonych na wyginięcie manatów karaibskich w 2019 r. florydzcy wodniacy zabili w wypadkach rekordową ich liczbę. Wg wstępnego raportu Florida Fish and Wildlife Conservation Commission, wskutek potrącenia przez jednostki pływające w br. zginęło aż 129 manatów (stan na 13 grudnia). Poprzedni rekord padł w 2018 r.; różne zestawienia mówią, że w zeszłym roku zginęły w ten sposób albo 124, albo 122 osobniki.
      W bieżącym roku najwięcej, bo 25, wypadków manatów z jednostkami pływającymi odnotowano w hrabstwie Lee. Z 15 osobnikami na drugim miejscu uplasowało się hrabstwo Brevard. Siedemnaście Trichechus manatus straciło zaś życie w hrabstwach Florydy Południowej: po 4 w Monroe, Broward i Miami-Dade oraz 5 w Palm Beach.
      Niechlubny rekordowy trend był już widoczny przed końcem czerwca. Gdy analizuje się statystyki z prawie całego roku bieżącego, widać, że w porównaniu do 2018 r., odsetek manatów, które poniosły śmierć w wyniku wypadków z udziałem jednostek pływających, jest większy o dobrych kilka procent.
      Jak co roku, twórcy raportu wzięli też pod uwagę zgony z przyczyn naturalnych oraz inne przypadki, w tym uwięźniecie w śluzach powodziowych, stres związany z niską temperaturą czy powikłania okołoporodowe.
      W okresie od 1 stycznia do 13 grudnia przyczyny naturalne odpowiadały za 74 zgony. Ponieważ rok się jeszcze nie zakończył, a podliczanie danych trwa, wszystkie statystyki na pewno wzrosną.
      Jak donosi WFLA News Channel 8, protestujący przeciwko strefom wolniejszego ruchu, które mają służyć ochronie pływających powoli ssaków, twierdzą, że przyczyną, dla której ginie tyle manatów, jest brak wystarczającej ilości trawy morskiej do ich wykarmienia.
      Od 1981 r. ochroną manatów zajmuje się założona przez piosenkarza Jimmy'ego Buffetta i gubernatora Florydy Boba Grahama organizacja non-profit Save the Manatte (SMC).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wiedzieliśmy, że zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza jest korzystne dla zdrowia, jednak rozmiary i tempo pozytywnych zmian są imponujące, mówi doktor Dean Schraufnagel, autor raportu „Health Benefits of Air Pollution Reduction" opublikowanego na łamach Annals of the American Thoracic Society.
      Specjaliści przyjrzeli się tym działaniom w zakresie ochrony powietrza, które likwidowały źródło zanieczyszczeń i sprawdzali, jak wiele czasu było potrzeba, żeby pojawiły się wyraźne skutki takich działań. Wyniki badań zaskoczyły wszystkich.
      Naukowcy zauważyli, że gdy w Irlandii wprowadzono zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych, już po pierwszym tygodniu stwierdzono 13-procentowy spadek liczby zgonów z jakichkolwiek przyczyn, 26-procentowy spadek liczby nowo zdiagnozowanych przypadków choroby niedokrwiennej serca, liczba udarów zmniejszyła się o 32%, a liczba nowych przypadków przewlekłej obturacyjnej choroby płuc spadła o 38%. Co interesujące, największe korzyści odniosły osoby niepalące, co pokazuje, jak bardzo palacze szkodzą zdrowiu niepalących. Nasze badania pokazują, że korzystne dla zdrowia skutki zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza są widoczne niemal natychmiast.
      Inny przykład pochodzi z USA, a konkretnie ze stanu Utah. Gdy na 13 miesięcy zamknięto tam hutę stali doszło do 50-procentowego spadku przyjęć do szpitali z powodu zapalenia płuc, astmy, zapalenia opłucnej i zapalenia oskrzeli. Jednocześnie odnotowano 40-procentowy spadek liczby nieobecności dzieci w szkołach, a dzienna śmiertelność spadła o 16% na każde zmniejszenie zanieczyszczenia PM10 o 100 µg/m3. Ponadto u kobiet, które były w ciąży w czasie zamknięcia huty odnotowano mniejsze ryzyko przedwczesnego poziomu.
      Autorzy raportu wspominają też o Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku. Wówczas władze na 17 dni zamknęły część miasta dla ruchu samochodowego, by sportowcy łatwiej mogli dostać się na stadiony. W ciągu kolejnych 4 tygodni lokalne kliniki odnotowały ponad 40-procentowy spadek liczby przyjęć dzieci z astmą, a liczba małych pacjentów przyjętych przez pogotowie ratunkowe zmniejszyła się o 11%. Liczba osób hospitalizowanych z powodu astmy spadła o 19%. Podobne zjawisko zanotowano podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Miejscowi lekarze donosili o poprawie funkcjonowania płuc u osób z astmą, zmniejszonej liczby wizyt u lekarzy oraz spadku zgonów z powodu chorób układu krążenia.
      Pozytywne skutki mniejszego zanieczyszczenia powietrza widać też na poziomie pojedynczych gospodarstw domowych. W Nigerii w tych domach, gdzie stare piece wymieniono na nowsze, które nie zanieczyszczają tak bardzo powietrza w domu, noworodki mają wyższą wagę urodzeniową, rodzą się bliżej terminu i rzadziej umierają.
      Uczeni przyjrzeli się też ekonomicznym skutkom wprowadzania przepisów chroniących środowisko naturalne. Wyliczyli, że w ciągu 25 lat od wejścia w życie amerykańskiej Clean Air Act korzyści z wprowadzenia tej ustawy przewyższyły koszty aż 32-krotnie. Oszczędności sięgnęły 2 bilionów dolarów. W latach 1990–2015 zanieczyszczenia powodowane przez pył zawieszony, tlenki siarki, tlenki azotu, dwutlenek węgla, ołów i lotne związki organiczne zmniejszyły się o 73%, a amerykański PKB wzrósł w tym czasie o ponad 250%.
      W większości przypadków możemy uniknąć zanieczyszczeń powietrza, a one narażają na szwank zdrowie nasz wszystkich. Działania zmierzające do redukcji zanieczyszczeń powietrza przynoszą natychmiastowe i zauważalne korzyści zdrowotne. Wprowadzenie rozwiązań w skali całego kraju już w ciągu kilku tygodni prowadzi do spadku śmiertelności. Lokalne programy, takie jak zmniejszenie ruchu samochodowego, również natychmiast poprawiają nasze zdrowie, mówi doktor Schraufnagel.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wstępne wyniki badań nad zainfekowanymi komarami dają nadzieję, że lepiej uda się kontrolować choroby tropikalne przenoszone przez te owady. W niektórych miejscach na świecie naukowcy wypuścili komary zarażone bakterią Wolbachia pipientis, która blokuje zdolność komarów do przenoszenia takich chorób jak denga, Zika czy chikungunya.
      Badania prowadzone przez niedochodową organizację World Mosquito Program (WMP) dają bardzo obiecujące wyniki. W niektórych miejscach liczba przypadków dengi zmniejszyła się aż o 76%.
      Wolbachia w sposób naturalny zaraża wiele owadów, ale nie komara Aedes aegypti. To pochodzący z Afryki i rozpowszechniony na całym świecie w strefach tropikalnych i subtropikalnych owad, który roznosi takie choroby jak gorączka Mayaro, denga, Zika, chikungunya, żółta gorączka i wiele innych chorób. Dlatego też naukowcy postanowili sztucznie infekować jaja Aedes aegypti i wypuszczać osobniki, które się z nich wykluły, w obszarach, na których prowadzone są eksperymenty. Tak zarażone dorosłe przekazują bakterię swojemu potomstwu. A gdy już Wolbachia dostanie się do komórek gospodarza, bakteria ta uniemożliwia wirusom takim jak denga replikowanie się, zatem komar nie zaraża.
      Naukowcy z WMP już kilka tygodni temu poinformowali, że po tym, jak 4 lata temu wypuścili w pobliżu australijskiego miasta Townsville komary zarażone Wolbachią, zanotowano tam tylko 4 przypadki dengi. Tymczasem w każdym wcześniejszym 4-letnim okresie od roku 2001 dengę diagnozowano tam u co najmniej 69 osób. To obiecujące dane, ale naukowcy potrzebowali czegoś więcej – danych, które pozwoliłyby porównać liczbę zachorowań na terenie, na którym wypuszczono zarażone A. aegypti z liczbą zachorowań na sąsiednim terenie, gdzie takich komarów nie wprowadzono.
      I takie informacje przekazano właśnie podczas dorocznego spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Tropikalnej i Higieny. Pracująca dla WMP epidemiolog Katie Anders z australijskiego Monash University ujawniła dane z kontrolowanych testów polowych. Jeden z takich testów przeprowadzono na obrzeżach miasta Yogyakarta w Indonezji. W ciągu 2,5 roku od wypuszczenia komarów zarażonych Wolbachią zanotowano tam o 76% mniej przypadków dengi niż na pobliskim obszarze kontrolnym. Z kolei w pobliżu brazylijskiego miasta Niterói liczba przypadków chikungunyi zmniejszyła się o 75% w porównaniu z kontrolowanym obszarem. Tutaj ocena wpływu na zarażenia dengą była trudna, gdyż choroba ta rzadko tam występuje.
      Anders przyznaje, że dane te są obarczone ryzykiem błędu, gdyż wszystko zależy od tego, jak lokalni urzędnicy je zbierają, ponadto mogą pojawić się błędy w diagnozowaniu chorób, jednak mimo to napawają one optymizmem.
      Nie zawsze jednak opracowana przez naukowców metoda będzie działała. Naukowcy z Monash University zauważyli na przykład, że na badanym przez nich obszarze w Wietnamie doszło do gwałtownego spadku liczby komarów A. aegypti będących nosicielami Wolbachii pipientis. Uczeni sądzą, że mogły się do tego przyczynić upały. Eksperymenty laboratoryjne wykazały bowiem, że przy wysokich temperaturach u larw komarów występuje mniej bakterii.
      Podobne eksperymenty są jednak prowadzone również przez inne zespoły. Steven Sinkins z University of Glasgow wraz z zespołem zaraża komary innym szczepem Wolbachii, bardziej odpornym na wysokie temperatury. Niedawno naukowcy poinformowali, że na 6 obszarach Kuala Lumpur, gdzie wypuszczono takie komary, liczba przypadków dengi była o 40% mniejsza niż na obszarach kontrolnych.
      Obecnie oba zespoły prowadzą eksperymenty na większą skalę. W centrum Yogyakarty WMP wyznaczył 24 obszary, na których wypuszczono komary i obszary kontrolne. Dane na temat zachorowań będą zbierane od lokalnych klinik, gdzie będzie można odróżnić dengę od innych chorób powodujących gorączkę. Jak mówi biolog ewolucyjny Fred Golud z North Carolina State University, takie badania to „złoty standard” tego typu eksperymentów. Wstępne wyniki powinny być dostępne już w przyszłym roku. Jeśli będą one równie obiecujące, co dotychczasowe, można się spodziewać, że WHO zatwierdzi wypuszczanie na wolność zarażonych Wolbachią komarów jako metodę walki z chorobami przenoszonymi przez te owady.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...