Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Jedzenie gorzkiej czekolady może korzystnie wpływać na nastrój i usuwać objawy depresyjne - donoszą autorzy artykułu z pisma Depression and Anxiety.

Brytyjsko-kanadyjski zespół analizował dane 13.626 dorosłych, biorących udział w US National Health and Nutrition Examination Survey. Spożycie czekolady przez ochotników zestawiano z punktacją uzyskiwaną w służącym do rozpoznawania depresji Kwestionariuszu Zdrowia Pacjenta (Patient Health Questionnaire).

Podczas analiz wzięto poprawkę na szereg potencjalnie istotnych czynników, w tym na aktywność fizyczną, przewlekłe problemy zdrowotne czy palenie.

Okazało się, że u osób, które w ciągu dwóch 24-godzinnych okresów zjadły gorzką czekoladę, ryzyko zaraportowania znaczących klinicznie objawów depresji było aż o 70% niższe, w porównaniu do ludzi niejedzących czekolady. Stwierdzono również, że grupa 25% badanych jedzących najwięcej czekolady (jakiejkolwiek, nie tylko gorzkiej) rzadziej donosiła o objawach depresyjnych; porównań także dokonywano do niejedzących czekolady. Naukowcy nie znaleźli jednak istotnej statystycznie korelacji między spożyciem czekolady innej niż gorzka i klinicznie istotnymi objawami depresji.

Dr Sarah Jackson z Instytutu Epidemiologii i Opieki Zdrowotnej Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego podkreśla, że w ramach przyszłych badań trzeba sprecyzować kierunek zależności - może być tak, że przez depresję ludzie tracą zainteresowanie jedzeniem czekolady, w grę mogą też [jednak] wchodzić inne czynniki, które działając 2-kierunkowo, sprawiają, że ludzie nie chcą jeść czekolady i są depresyjni.

Należy ustalić [ewentualny] związek przyczynowy, demonstrujący korzystny wpływ spożycia czekolady na objawy depresji i leżący u podłoża tego zjawiska mechanizm biologiczny; wtedy będzie można określić, ile jakiej czekolady potrzeba spożyć, by w optymalny sposób zapobiegać i radzić sobie z depresją.

W przeszłości naukowcy proponowali kilka mechanizmów, odpowiadających za związki między czekoladą a nastrojem. Wskazywano np. na wchodzące w jej skład psychoaktywne związki wywołujące uczucie euforii, a także na będącą neuromodulatorem 2-fenyloetyloaminę.

Co ważne, gorzka czekolada zawiera największe ilości przeciwzapalnych flawonoidów, a już od jakiegoś czasu mówi się o teorii zapalnej depresji.

Dowody eksperymentalne sugerują, że poprawa nastroju następuje tylko wtedy, jeśli czekolada jest smaczna. Wydaje się więc, że chodzi nie tylko o składniki, ale także o przyjemność z jej spożywania...


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Co ważne, gorzka czekolada zawiera największe ilości przeciwzapalnych flawonoidów...

Największe ilości ze wszystkich rodzajów czekolad, czy największe ilości w ogóle? 
Szkoda, że nie lubię czekolady :( Depresji wprawdzie nie mam, ale to działanie przeciwzapalne to by mi się bardzo przydało

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdybym nie lubił czekolady, szczególnie gorzkiej, to chyba miałbym poważny przyczynek do depresji...
Bea, skoro tak chętnie dzielisz się na forum tym czego nie lubisz i nie tolerujesz, to może pytanie: co lubisz? :)
(to nie jest złośliwość, serio)

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, bea napisał:

lubię wiele rzeczy, długo by wymieniać

Spróbuj. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czekolada to nasiona, bywa, że ktoś ją źle toleruje (chyba z większością nasion jest taki problem, myśmy wyewoluowali od owocożerców, a nie nasionożerców:)).

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, bea napisał:

Za to bardzo często spotykam artykuły o jej zdrowotnych właściwościach i dlatego mi przykro, że jej nie lubię.

Ja gorzkiej nie lubię, ale z właściwości korzystam.

Co to jest czekolada? Kakao + tłuszcz + słodkie i smakowe dodatki, więc czynnikiem odpowiedzialnym za efekty jest kakao. Dwie duże łychy w szklance mleka, osłodzone ksylitolem lub erytrolem (można cukrem z cukierniczki, ale wychodzi bomba kaloryczna). W bonusie leciutkie działanie euforyczne.:)

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, bea napisał:

Żadnego działania euforycznego nigdy nie zauważyłam,

Kwestia dawki i reakcji osobniczej (u mnie na szczęśliwym poziomie:D). Lecz jeśli u Ciebie działanie pobudzające dominuje nad ekstatycznym;), to nie kombinuj.

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, bea napisał:

@Astro - nie rozumiem, skąd takie osobliwe zainteresowanie moimi preferencjami smakowymi...

Stąd, że wszelkie Twoje beee znam, a nie wiem co lubisz ;) Dlatego pytam, bo chyba nie tylko ja na tym forum wiem, czego nie lubisz.
Osobiście uwielbiam DOBRĄ kawę i gorzką czekoladę (powyżej 85%; może być z dowolnymi dodatkami - preferuję te ostre :)).

ed: na depresję nie cierpię, wręcz przeciwnie ;)

18 minut temu, darekp napisał:

myśmy wyewoluowali od owocożerców, a nie nasionożerców

Podejrzewam, że tymi nasionami z owoców jakoś nie pluliśmy ;)

No i konkretniej, to nie gardziliśmy nawet mózgiem; i to nawet współbrata. W tym chyba nasz sukces.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, bea napisał:

Znam wiele osób, które nie lubią kawy i wiele takich, które nie lubią gorzkiej czekolady.

Też znam wiele takich osób. Wszystkie są nieszczęśliwe. ;)

2 minuty temu, bea napisał:

Lubię tłuste mleko i śmietankę, ale niestety mam na nie uczulenie, podobnie jak na jajka, które też lubię.

Coraz bliżej... Też lubię, ale niekoniecznie przepadam, choć jajeczko na półtwardo to poezja... :D

3 minuty temu, bea napisał:

Kukurydzę niemal pod każdą postacią, byle nie na słodko

Uwielbiam nawet "pastewną", o ile młoda - wtedy jest słodka i krótko się gotuje. :D

4 minuty temu, bea napisał:

Uwielbiam owsiankę na mleku z miodem.

Uuu; to już nie moja bajka, ale pewna pani obok też uwielbia. :D

5 minut temu, bea napisał:

Lubię większość warzyw i owoców oraz wołowinę, ale rzadko jadam mięso.

Super. Kolejny punkt zbieżny, z tym, że ja bardziej lubię warzywa. ;)

6 minut temu, bea napisał:

lody jagodowe Haagen Dazs i Kinder kanapkę :P

Super, ale ja aż tak nie chcę sobie robić krzywdy. ;) Ze słodyczy to najbardziej lubię słodką kukurydzę. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, bea napisał:

to poczułam się zobowiązana jakieś wymienić :P

Ok, dlatego wspomniałem o czekoladzie gorzkiej. Jedyne co z tego jadam i uwielbiam. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minut temu, Astro napisał:

Podejrzewam, że tymi nasionami z owoców jakoś nie pluliśmy

Tak, ale przypuszczam, że większość z tych nasion przechodziła w dobrym stanie przez układ pokarmowy i potem kiełkowała. Kawa czy kakao czy nawet mąka to nasiona zmielone mechanicznie i ich zawartość jest wchłaniana przez jelita. (Zresztą, mogę mieć jakieś osobiste skrzywienie w tej sprawie, bo ja jeśli jest możliwość to wypluwam;))

Godzinę temu, Astro napisał:

No i konkretniej, to nie gardziliśmy nawet mózgiem; i to nawet współbrata. W tym chyba nasz sukces.

Ano, zgadza się. Ale z drugiej strony chyba też z trawieniem mięsa sporo ludzi ma mniejsze problemy niż z nasionami. ;) Tu chyba po trochu zaczyna wychodzić, że jakąś część racji miał Bastard (o ile go pamiętasz).

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, darekp napisał:

Kawa czy kakao czy nawet mąka to nasiona zmielone mechanicznie i ich zawartość jest wchłaniana przez jelita.

Robimy to (mielimy) od tysiącleci. Zdążyliśmy się przystosować, a zmiana wyszła nam chyba tylko na "dobre". :P
Podobnie palimy od tysiącleci ogień i przypiekamy na nim mięcho. Łatwiej się trawi. EWOLUCJA. ;)

27 minut temu, darekp napisał:

Zresztą, mogę mieć jakieś osobiste skrzywienie w tej sprawie, bo ja jeśli jest możliwość to wypluwam;

Mam inaczej. Nie biorę w usta niczego, co musiałbym wypluwać. ;)

28 minut temu, darekp napisał:

Ale z drugiej strony chyba też z trawieniem mięsa sporo ludzi ma mniejsze problemy niż z nasionami.

Zrób tatara i podaj statystycznemu ludziowi, niekoniecznie Kowalskiemu. ;) Wyniki mogą Cię zadziwić. :D

29 minut temu, darekp napisał:

o ile go pamiętasz

Doskonale; miał gość rację. Przerzuć się na tłuszcz. ;):D

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Astro napisał:

Robimy to (mielimy) od tysiącleci. Zdążyliśmy się przystosować, a zmiana wyszła nam chyba tylko na "dobre". :P

Też tak myślałem, dopóki nie okazało się, że mam problemy z trawieniem glutenu (tzn. dokładniej problemy gastryczne miałem całe życie, a że chodzi o gluten, wyjaśniło się niedawno).

Małpami byliśmy przez miliony lat. Ogień opanowaliśmy ponad milion lat temu (więc już wtedy mogliśmy piec mięso, a i wcześniej jedliśmy surowe, aczkolwiek w niedużych ilościach: https://www.damianparol.com/co-jada-szympans/)

Czyli okres owocożerny i okres mięsożerny są rzędu miliona lat. Rolnictwo (czyli nasionożerczość): ok. 10 tysięcy.

Nie mówię, że mam rację, ale coś może być na rzeczy:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, darekp napisał:

Też tak myślałem, dopóki nie okazało się, że mam problemy z trawieniem glutenu (tzn. dokładniej problemy gastryczne miałem całe życie, a że chodzi o gluten, wyjaśniło się niedawno).

 

Ok, ale ja nie mam problemu z trawieniem glutenu. Podejrzewam, że zdecydowana większość. Podejrzewam również, że nie miałbyś problemu ze strawieniem pieczywa przed stu laty; dowolnego pieczywa wówczas. :D

11 minut temu, darekp napisał:

Małpami byliśmy przez miliony lat.

Wciąż jesteśmy, nie sądzisz?

11 minut temu, darekp napisał:

Ogień opanowaliśmy ponad milion lat temu

Dyskusyjne, bo podejrzewam, że dużo wcześniej ogień opanował małpy. :D

11 minut temu, darekp napisał:

Czyli okres owocożerny i okres mięsożerny są rzędu miliona lat.

Myślisz, że mutacje potrzebują aż takiego czasu? Moje niebieskie oczy nie liczą więcej niż 10 tysięcy lat. :)

11 minut temu, darekp napisał:

Rolnictwo (czyli nasionożerczość): ok. 10 tysięcy.

No właśnie. :)

11 minut temu, darekp napisał:

Nie mówię, że mam rację

Ja też ciągle to powtarzam. :)

ed: Natura podpowiada, że "przystosowani" potencjalnie jesteśmy do bardzo wielu rzeczy. Zaczyna się od siary matki, od pierwszego wdechu flory bakteryjnej itp. Nasze człowieczeństwo, podobnie jak człowieczeństwo każdego królika jest podobne. Mamy potencjał. :)

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Astro napisał:

Ok, ale ja nie mam problemu z trawieniem glutenu. Podejrzewam, że zdecydowana większość. Podejrzewam również, że nie miałbyś problemu ze strawieniem pieczywa przed stu laty; dowolnego pieczywa wówczas

Też tak podejrzewam:) Myślę, że jesteśmy jakoś dostosowani do rolnictwa, tylko czasem, w szczególnych sytuacjach to dostosowanie "nawala".

23 minuty temu, Astro napisał:

Wciąż jesteśmy, nie sądzisz?

Ano jesteśmy, pisałem skrótami myślowymi:) Rząd wielkości się od tego nie zmienia;)

23 minuty temu, Astro napisał:

Myślisz, że mutacje potrzebują aż takiego czasu? Moje niebieskie oczy nie liczą więcej niż 10 tysięcy lat.

Trudno powiedzieć, czy jedna mutacja wystarcza (o ile była). Ale rzeczywiście, warto byłoby zbadać, czy były jakieś mutacje zw. z dostosowaniem się do zbóż. Nie wiem, czy ktoś prowadził badania. To w ogóle ciekawa sprawa, bo jeśli była mutacja 10 tys. lat temu, to mogła nie zdążyć rozejść się po wszystkich ludziach. Indianie amerykańscy, czy ktoś taki, mogą jej nie mieć.

Edited by darekp

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, darekp napisał:

tylko czasem, w szczególnych sytuacjach to dostosowanie "nawala"

Kiedyś, w dawnych czasach, gdy statystykę stanowiła ewolucja, tak niewielki odrzut nieprzystosowania byłby wielkim ewolucyjnym sukcesem. ;)

4 minuty temu, darekp napisał:

Ano jesteśmy, pisałem skrótami myślowymi:)

Ok, masz pewność, że poiskam Cię. Serio i bez problemów. :)

5 minut temu, darekp napisał:

Ale rzeczywiście, warto byłoby zbadać, czy były jakieś mutacje zw. z dostosowaniem się do zbóż.

Wpierdzielaliśmy WSZYSTKO dużo wcześniej. Nie wszystko trawiliśmy, ale ewolucja to WERYFIKOWAŁA. Zwykle umieraliśmy, bo tak w ewolucji bywa. Jak widzisz, wyszło nam z trawami wszędzie, nawet bez PRÓBY TRAW. ;)

7 minut temu, darekp napisał:

mogła nie zdążyć rozejść się po wszystkich ludziach

Tak bywa. Twój czarnoskóry kolega nie ma krzty genu neandertala, a Ty statystycznie 4%. ;)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 hours ago, KopalniaWiedzy.pl said:

Jedzenie gorzkiej czekolady może korzystnie wpływać na nastrój i usuwać objawy depresyjne - donoszą autorzy artykułu z pisma Depression and Anxiety.

Brytyjsko-kanadyjski zespół analizował dane 13.626 dorosłych, biorących udział w US National Health and Nutrition Examination Survey. Spożycie czekolady przez ochotników zestawiano z punktacją uzyskiwaną w służącym do rozpoznawania depresji Kwestionariuszu Zdrowia Pacjenta (Patient Health Questionnaire).

(...)

Dowody eksperymentalne sugerują, że poprawa nastroju następuje tylko wtedy, jeśli czekolada jest smaczna. Wydaje się więc, że chodzi nie tylko o składniki, ale także o przyjemność z jej spożywania...

Badania Kalifornijskiego Uniwersytetu w San Diego z 2010 r. wskazują na wręcz depresyjne działanie czekolady w przypadku dłuższego jej spożywania.

https://portal.abczdrowie.pl/czy-czekolada-moze-powodowac-depresje

https://www.wsj.com/articles/SB10001424052748703465204575208380988174438

Od wielu lat spożywam dziennie około  20 g gorzkiej czekolady (80-85%) głównie ze względu na rzekomo korzystne jej działanie na układ krążeniowo-naczyniowy. Wiem, że czekolady nie należy spożywać późnym wieczorem, gdyż może utrudniać zasypianie, dlatego stała się moją główną przekąską do kawy, również ze względu na walory smakowe w tym połączeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 15.08.2019 o 15:31, Qion napisał:

Badania Kalifornijskiego Uniwersytetu w San Diego z 2010

Hmm. Kawkę i gorzką czekoladkę preferuję od wczesnych lat 80. (wówczas było trudno, ale potem z górki). Podeślij mi tu jakiegoś śmiałka (po kawce i czekoladce) na badania; zbadam go dogłębnie. :D

Tylko radosne skucie twarzy, nic więcej. ;)

 

ed: Dodam, bo to takie radosne dla tych wszystkich, którzy "dbają o zdrowie i zdrowe odżywianie":
https://finanse.wp.pl/jogurt-o-smaku-owocowym-bez-owocow-rurki-orzechowe-bez-orzechow-takie-absurdy-znajdziemy-w-polskich-sklepach-6412761538304129a
W ogóle, to podziwiam ludzi, którzy kupują coś gotowego w pudełkach, papierkach, foliach itp. uważając się jeszcze na dodatek za "zdrowych odżywiaczy". Smacznej folii życzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, Astro said:

Hmm. Kawkę i gorzką czekoladkę preferuję od wczesnych lat 80. (wówczas było trudno, ale potem z górki). Podeślij mi tu jakiegoś śmiałka (po kawce i czekoladce) na badania; zbadam go dogłębnie. :D

W takim razie możesz być zarówno geniuszem :) jak i przypadkiem beznadziejnym:( w zależności od tego jakie procesy biochemiczne w mózgu przeważyły. Z drugiej strony chyba nie chwaliłeś się tym, że jako drugi fakultet na studiach oprócz fizyki wybrałeś właśnie psychiatrię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak jak zauważył 3grosze, ciemna czekolada to w większości kakao, więc ciekawe czy można te rezultaty rozciągnąć na kakao? Wyczytałem też, że orzechy włoskie są związane z mniejszym ryzykiem depresji a także ze zmniejszonym ryzykiem zgonu.

Co do nasion, to z tego co pamiętam, a wyczytałem niedawno na Wiki, kształt uzębienia zaczął się zmieniać w kierunku przydatności do rozdrabniania twardych pokarmów u Australopiteków kilka milionów lat teamu. Więc wydaje się, że mieliśmy styczność z dzikimi nasionami zanim doszło do rewolucji.

Jak ktoś ma problemy z infekcjami, to można sobie robić profilaktycznie inhalacje z rożnymi dodatkami i płukać gardło. W moim przypadku to zlikwidowało infekcje, a jak już do niej dojdzie, to zabiegi pozwolą szybko opanować chorobę zanim się rozwinie. Przepłukać gardło można wieloma środkami, a inhalator może być wycięty nawet z kartonu po soku w sytuacji awaryjnej.

Żyjcie długo i w zdrowiu! ;-)

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, bea napisał:

To chyba cecha indywidualna, bo na mnie wręcz przeciwnie. Po kakao i czekoladzie jestem roztrzęsiona i mam hercklekoty. Zapewne to wynik zatrucia teobrominą. Najwyraźniej na mnie działa jak na psa :P

To może trzeba wypróbować inny rodzaj uspokajacza :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 15.08.2019 o 10:26, 3grosze napisał:

Dwie duże łychy w szklance mleka, osłodzone ksylitolem lub erytrolem (można cukrem z cukierniczki, ale wychodzi bomba kaloryczna). W bonusie leciutkie działanie euforyczne.:)

No myślę, że więcej o tym można poczytać na forum hiperreal :P

Na depresję, przede wszystkim pozytywne myślenie jest dobre. Oczywiście nie jest to takie proste, kiedy zaczyna się atak. Czekolada gorzka pewnie też, jeżeli ktoś ją lubi, ale bardziej jako odwrócenie uwagi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 28.12.2019 o 02:07, M61 napisał:

Czekolada gorzka pewnie też, jeżeli ktoś ją lubi, ale bardziej jako odwrócenie uwagi.

Lubienie nie ma tu nic do rzeczy i nie chodzi o żadne odwracanie uwagi. Bo to by znaczyło, że jedyny efekt to placebo. Chodzi tu o fenyloetyloaminę, która jest w kakao i czekoladzie; stymuluje serotoninę, dopaminę i noradrenalinę. Wróć do ojcostwa, naukę zostaw w spokoju, proszę, bo każdy twój wpis to popis bredni albo banałów.

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Osoby, które zachorowały na COVID-19 mogą zarażać nawet przez 8 dni po ustąpieniu objawów choroby. Takie wnioski płyną z badań opublikowanych przez chińskich lekarzy na łamach American Journal of Respiratory and Critical Care Medicine. Dowiadujemy się z nich, że 8 z 16 leczonych pacjentów rozprzestrzeniało wirusa nawet wówczas, gdy wydawało się, że są zdrowi.
      Chińczycy szczegółowo opisali 16 pacjentów, którzy pomiędzy 28 stycznia a 9 lutego zostali zwolnieni z Głównego Szpitala Wojskowego w Pekinie. Wszyscy pacjenci byli zarażeni koronawirusem SARS-CoV-2 i rozwinęła się u nich COVID-19 o średnio poważnym przebiegu. Choroba została potwierdzona zarówno testami PCR jak i za pomocą obrazowania płuc. Pacjentów leczono w różny sposób. Tylko jeden z nich wymagał w pewnym momencie sztucznej wentylacji. Każdy z pacjentów został zwolniony do domu po tym, jak dwa testy PCR, wykonane dzień po dniu, wykazały brak wirusa.
      W trakcie leczenia zbierano szczegółowe dane na temat stanu zdrowia pacjentów. Dzięki temu wiemy, że mediana występowania objawów wynosiła 8 dni. Jednak, co najważniejsze, okazało się, że u połowy pacjentów wirus był obecny nawet po ustąpieniu objawów choroby. Takie osoby mogły zarażać innych przez od 1 do nawet 8 dni od zniknięcia objawów (mediana 2,5 dnia).
      Chińczycy zauważają, że niektórzy z pacjentów mieli choroby współistniejące, takie jak cukrzyca i gruźlica, ale przebieg ich choroby nie różnił się od reszty. Chorzy byli w wieku od 3 do 68 lat, a mediana ich wieku wynosiła 35,5 roku.
      Ja czytamy w opublikowanym artykule, obecna pandemia COVID-19 jest trzecią i najbardziej śmiertelną epidemią koronawirusową w XXI wieku. Liczba zarażonych i zmarłych w krótkim czasie przekroczyła liczbę ofiar MERS i SARS łącznie. Chociaż w przypadku COVID-19 śmiertelność wydaje się niższa i głównie dotyczy ona starszych osób ze współistniejącymi chorobami, to obecna choroba jest bardziej zaraźliwa. Jej zdolność do rozprzestrzeniania się może wynikać z faktu, że rozsiewają ją też pacjenci bezobjawowi. Pojawiają się doniesienia o osobach, które pozornie wyzdrowiały, ale nadal zarażały innych. Dlatego też postanowiliśmy sprawdzić, jak długo pacjent, u którego objawy kliniczne ustąpiły, może rozsiewać wirusa.
      Autorzy najnowszych badań przypominają, że uzyskane przez nich wyniki są podobne do wyników innych badań, w których opisano pacjentów, z których wszyscy przeżyli. Z kolei w jeszcze innych badaniach, gdzie odsetek zgonów pacjentów wyniósł powyżej 40%, osoby po ustąpieniu objawów klinicznych mogły zarażać jeszcze przez 20 dni.
      Z powyższych badań jasno wynika, że osoby, które trafiły do szpitala z powodu COVID-19, mogą być z niego wypuszczone dopiero po dwukrotnym negatywnym wyniku testu PCR. Z kolei osoby, które infekcję przechodzą łagodnie i pozostają w domach, muszą pozostawać w izolacji jeszcze przez jakiś czas po ustąpieniu objawów. Mogą bowiem jeszcze przez wiele dni zarażać innych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Objawy ze strony układu pokarmowego pojawiają się w COVID-19 częściej, niż początkowo sądzono. Na łamach American Journal of Gastroenterology ukazały się wyniki szczegółowych badań przeprowadzonych przez ekspertów z Wuhan Medical Treatment Group for COVID-19. Na podstawie tych badań naukowcy postulują, by wcześniej zacząć podejrzewać o zachorowanie osoby z grupy ryzyka wykazujące objawy ze strony układu pokarmowego i nie czekać u nich na pojawienie się objawów ze strony układu oddechowego.
      Chińczycy szczegółowo opisali 204 pacjentów, którzy pomiędzy 18 stycznia a 28 lutego zgłosili się do 3 różnych szpitali. U pacjentów tych przeprowadzono pełne badania laboratoryjne, obrazowe oraz opisano historię ich chorób.
      Średnia wieku badanych wynosiła 54,9 roku. Było wśród nich 107 mężczyzn i 97 kobiet. Badania wykazały, że 99 pacjentów (48,5%) jako główną przyczynę zgłoszenia się do lekarza podało dolegliwości ze strony układu pokarmowego. U osób takich stwierdzono znacząco dłuższy czas pomiędzy pojawieniem się objawów a przyjęciem do szpitala (9 dni), niż u pacjentów bez dolegliwości ze strony układu pokarmowego (7,3 dnia).
      Objawy, na jakie skarżyli się pacjenci z dolegliwościami ze strony układu pokarmowego, były zróżnicowane. U 83,3% był to brak apetytu, u 29,3% wystąpiła biegunka, u 0,8% wymioty, a u 0,4% obecny był ból brzucha. U siedmiu z takich osób objawy ze strony układu oddechowego w ogóle nie wystąpiły.
      W miarę postępu choroby, objawy ze strony układu pokarmowego były coraz poważniejsze. Co więcej, wydłużały one czas leczenia. W badanym okresie ze szpitala wypisano 60% pacjentów z objawami ze strony układu oddechowego i jedynie 34,3% pacjentów skarżących się na kłopoty ze strony układu pokarmowego. Na szczęście nie stwierdzono u nich uszkodzenia wątroby.
      W podsumowaniu badań naukowcy piszą. Odkryliśmy, że objawy ze strony układu pokarmowego są powszechne wśród osób a COVID-19. Co więcej, u osób takich czas od pojawienia się objawów do przyjęcia do szpitala był dłuży, z ich rokowania były gorsze niż u osób bez dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Lekarze powinni uznać, że tego typu objawy, jak biegunka, mogą być objawami COVID-19 i powinni wcześniej zacząć podejrzewać o zachorowanie osoby z grupy ryzyka wykazujące objawy ze strony układu pokarmowego i nie czekać u nich na pojawienie się objawów ze strony układu oddechowego.
      Uczeni przyznają jednocześnie, że ich badania należałoby powtórzyć na większej próbce pacjentów, by potwierdzić lub odrzucić wyciągnięte wnioski.
      Osoby zainteresowane szczegółami zapraszamy na łamy American Journal of Gastroenterology [PDF].

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Japońscy naukowcy dokonali ważnych odkryć odnośnie do roli dipeptydu leucynowo-histydynowego (LH) w hamowaniu aktywacji mikrogleju i zaburzeń emocjonalnych związanych z depresją. LH występuje w fermentowanych pokarmach, np. w niebieskim serze czy nattō (potrawie z soi). Bazując na uzyskanych wynikach, autorzy artykułu z pisma Nutrients uważają, że produkty bogate w LH mogą być bezpieczną metodą podtrzymywania dobrego zdrowia psychicznego.
      Naukowcy podkreślają, że depresja jest jedną z najczęściej występujących chorób psychicznych. Pozostaje trudna do leczenia, bo część pacjentów nie reaguje na dostępne metody terapii farmakologiczno-psychologicznej. Nic więc dziwnego, że coraz większym zainteresowaniem cieszą się różne metody zapobiegania depresji, np. metody dietetyczne.
      Ostatnie badania wskazały na rolę spełnianą w depresji przez mikroglej. Mikroglej to komórki odpornościowe, które normalnie odpowiadają za "sprzątanie" (usunięcie pozostałości z miejsca uszkodzenia tkanki nerwowej). Po aktywacji mogą też jednak powodować stan zapalny. Warto dodać, że wiele badań sugerowało związek między depresją i zapaleniem mózgu, a podczas testów leki przeciwzapalne korzystnie wpływały na objawy depresji. Japończycy dodają, że naukowcy donosili także, że spożycie fermentowanych produktów wiąże się ze zmniejszonymi symptomami depresji; brakuje jednak danych nt. składników hamujących aktywację mikrogleju i depresję.
      W ramach najnowszego studium akademicy z Uniwersytetu w Kobe oceniali wpływ 336 dipeptydów na aktywację mikrogleju. Okazało się, że dipeptyd leucynowo-histydynowy to silny czynnik przeciwzapalny (LH hamował wydzielanie cytokin zapalnych z mikrogleju). Później, by określić wpływ LH na zapalenie mózgu i zaburzenia emocjonalne, przeprowadzono badania na myszach.
      Dipeptyd leucynowo-histydynowy znakowano radioaktywnymi izotopami. Dzięki temu można było śledzić jego przemieszczanie przez organizm. Japończycy potwierdzili, że po doustnym podaniu LH docierał do mózgu.
      Podczas eksperymentów akademicy podawali gryzoniom lipopolisacharyd, LPS (endotoksynę, która jest głównym składnikiem błony zewnętrznej ściany komórkowej bakterii Gram-ujemnych), który podwyższał poziom czynnika martwicy nowotworów (TNF-α) oraz IL-1β w korze czołowej i hipokampie. Ustalono, że wielokrotne doustne podanie LH zmniejszało poziom tych cytokin w mózgu. Można więc powiedzieć, że dipeptyd zahamował zapalenie mózgu.
      W kolejnym etapie badań naukowcy przyglądali się wpływowi dipeptydu leucynowo-histydynowego na związane z depresją zaburzenia emocjonalne. Najpierw myszy poddawano 6-min testowi zawieszania za ogon (ang. Tail Suspension Test, TST). Mierzono czas, w którym zwierzęta pozostawały nieruchome, bo to behawioralny wskaźnik depresji. LPS wywoływał stan zapalny mózgu i wydłużał czas znieruchomienia podczas podwieszania. Podawanie dipeptydu leucynowo-histydynowego zapobiegało jednak prodepresyjnemu wpływowi toksyny.
      Później Japończycy stosowali test R-SDS (od ang. repeated social defeat stress), w ramach którego przez kilka dni na 10 min dziennie myszy umieszczano w klatce z agresywnym osobnikiem. Gdy zwierzęta, które doświadczyły wielokrotnej porażki w konfrontacji społecznej (ang. social defeat), leczono LH, ich tendencja do unikania kontaktów była słabsza. Poza tym wykazywały one mniejszy lęk w teście z podniesionym labiryntem krzyżowym (ang. Elevated Plus-Maze).
      Ogólnie uzyskane wyniki pokazują, że u myszy wielokrotne podanie LH hamuje aktywację mikrogleju i zaburzenia emocjonalne związane z depresją. Japońscy akademicy mają nadzieję, że podobne rezultaty uda się powtórzyć u ludzi.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Centrum Chorób Piersi Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku powstała aplikacja, która pomaga w monitorowaniu stanu pacjentek z rakiem sutka. Oprócz tego zapewnia im aktualne informacje nt. tej choroby czy samego Centrum. Aplikacja jest dostępna za darmo w sklepie Google Play. Niedługo pojawi się również w App Store.
      Co istotne, jest ona jest źródłem podstawowej wiedzy na temat profilaktyki raka piersi, sposobów jego diagnozowania i leczenia, a także aspektów związanych między innymi z pomocą socjalną, dietetyką i seksualnością w chorobie.
      Twórcy ujawniają, że w aplikacji na bieżąco mają się pojawiać wiadomości związane z kwestiami organizacyjnymi, np. zmianą godzin przyjęć lekarza czy otwarciem nowej poradni. Z pewnością pomocna też będzie opcja "znajdź mammobus".
      Koordynatorka Centrum Chorób Piersi dr hab. n. med. Elżbieta Senkus-Konefka podkreśla, że najbardziej innowacyjnym elementem aplikacji jest moduł zgłaszania działań niepożądanych, czyli np. pogarszającego się samopoczucia.
      Pacjentki, które zainstalują aplikację w telefonie, codziennie wypełniają ankietę złożoną z kilkunastu pytań. W skali od 1 do 4 opisują m.in. swoje dolegliwości. Gdy zaznaczą 3, następuje automatyczne wysłanie e-maila do pielęgniarki pracującej z chorymi z rakiem piersi. Pielęgniarka kontaktuje się z pacjentką i w zależności od zdobytych informacji umawia ją z lekarzem albo doradza jakiś sposób postępowania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sezonowe alergie na pyłki traw lub drzew są częstsze u osób cierpiących na zaburzenia lękowe, zaś pacjenci z depresją z większym prawdopodobieństwem zapadają na alergie całoroczne, wyzwalane przez takie alergeny, jak np. zwierzęca sierść. Zaburzenia te nie mają z kolei wpływu na alergie pokarmowe i na leki.
      Naukowcy z Uniwersytetu Technicznego w Monachium przeprowadzili wywiady z mieszkańcami okolic Augsburga. Zespół rozróżniał 3 typy alergii: 1) całoroczne, np. na sierść zwierząt czy roztocze, 2) sezonowe, np. wyzwalane przez pyłki traw oraz 3) alergie na inne substancje, np. pokarmy.
      Respondenci odpowiadali też na pytania dot. zdrowia psychicznego. Nacisk położono na depresję, zaburzenia lękowe uogólnione i ostry stres.
      Istnieją badania, które koncentrują się na psychologicznych komponentach chorób skóry czy astmy. My jako pierwsi zademonstrowaliśmy taki związek w przypadku alergii sezonowych - opowiada Katharina Harter.
      Ustalono, że na alergie cierpi nieco ponad 1/4 ankietowanych (27,4%); 7,7% ma alergie całoroczne, 6,1% alergie sezonowe, a 13,6% inne postaci reakcji alergicznych.
      Okazało się, że osoby z zaburzeniami lękowymi uogólnionymi częściej cierpiały na alergie na pyłki, ale nie na alergie całoroczne (statystycznie były one nawet rzadsze w tej grupie badanych). Wg Niemców, wyjaśnienie może być takie, że ludzie cierpiący na alergie całoroczne rozwijają strategie radzenia sobie ze stresem, które zabezpieczają przed zaburzeniami lękowymi.
      Z drugiej strony stwierdzono dodatnią korelację między alergiami całorocznymi (niesezonowymi) a depresją i epizodami depresyjnymi. Natura studium nie pozwala jednak stwierdzić, czy to alergie zwiększają podatność na depresję, czy też raczej depresja stanowi czynnik ryzyka alergii.
      Autorzy artykułu z pisma International Archives of Allergy and Immunology nie zauważyli, by czynniki psychologiczne miały wpływ na alergie pokarmowe czy lekowe.
      Naukowcy wzięli poprawkę na różne potencjalnie istotne czynniki, takie jak wiek, płeć, predyspozycje rodzinne czy palenie. Harter wskazuje jednak na kilka słabych punktów badania. Mieliśmy stosunkowo wysoką średnią wieku, 61 lat, dlatego młodsi ludzie byli raczej niedoreprezentowani w naszym studium. Poza tym bazowaliśmy na osobistych raportach, a nie na oficjalnych diagnozach alergii. Mamy jednak próbki krwi wszystkich ochotników i zamiar naukowego przetestowania tego punktu.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...