Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Skoro duży mózg sprawia, że jesteśmy najinteligentniejszymi z naczelnych, dlaczego dręczy nas plaga otyłości? George Armelagos, antropolog z Emory University, uważa, że przyczyny należy upatrywać w stosunkowo małym żołądku i krótkim jelicie grubym (Journal of Anthropological Research).

Historia ewolucyjna zaopatrzyła nas w mózg, który przez większość czasu koncentruje się na jedzeniu i w jelito niedopasowane do dzisiejszego zróżnicowania i objętości wysokokalorycznych pokarmów – przekonuje Amerykanin.

Dziennikarz Michael Pollan spopularyzował związane z tym zagadnieniem pojęcie "dylematu wszystkożercy", gdzie pragnieniu dietetycznej różnorodności towarzyszy ryzykowne poszukiwanie nowości. Pozostając w tym samym nurcie, Armelagos, specjalista od bioarcheologii i prehistorycznej diety, utrzymuje, że nasze współczesne wzorce odżywiania odzwierciedlają, w jaki sposób Homo sapiens ewoluował i rozwiązywał dylemat wszystkożercy. Nasza chętka na określone pokarmy nie datuje się na kilka lub nawet 10 tys. lat wstecz, lecz liczy sobie miliony lat.

Przez wieki nasi przodkowie funkcjonowali na obrzeżach środowiska, zbierając tam i polując. Rozwój kory nowej wspomógł pamięć i zdolności społeczne, co znacznie ułatwiło znajdowanie jadalnych roślin i ofiar w nieprzewidywalnym klimacie. Większy mózg oznaczał jednak wzrost zapotrzebowania na kalorie. Choć stanowi zaledwie 2% masy ciała, ludzki mózg zużywa aż 20% energii. Około 2 mln lat temu u przedstawicieli rodzaju Homo rozpoczęła się ewolucja mniejszych, w porównaniu do innych naczelnych, jelit.

Hipoteza kosztownej [w utrzymaniu] tkanki zakłada, że duży mózg jest zasilany energią zaoszczędzoną przez posiadanie mniejszego żołądka i krótszego jelita grubego. Bez względu na przyczynę zmian w obrębie układu pokarmowego, nie ulega wątpliwości, że wzmogły one zapotrzebowanie na wysokiej jakości pokarmy wysokokaloryczne. Potem pojawiło się rolnictwo, gotowanie, industrializacja pokarmu, a wreszcie fast foody.

Armelagos twierdzi, że prześledzenie naszej prymitywnej przeszłości pozwala bez problemu wytropić biologiczne podłoże epidemii otyłości. Rozwiązanie tego złożonego problemu biokulturowego nie jest już jednak takie proste.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odpowiedź jest prosta, kiedyś jedli tyle ile potrzebowali, teraz jedzą za dużo i w dodatku jakieś sztuczne produkty, którymi to się można najeść na 2h maks.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To teraz rozumiem, moje kłopoty trawienne to przez nadmiar myślenia… :D)

Share this post


Link to post
Share on other sites

To teraz rozumiem, moje kłopoty trawienne to przez nadmiar myślenia… :D)

polecam kościół na dystrofię umysłową :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dlaczego? Przecież w kościołach często zachęcają do przemyśleń nad własną egzystencją i Słowem Bożym :-)

Tak, ale tylko takich, które skończą się z góry ustalonym wnioskiem. Każde inne to grzeszenie myślą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, ale tylko takich, które skończą się z góry ustalonym wnioskiem. Każde inne to grzeszenie myślą.

 

Z góry ustalonym wnioskiem Twym jest to, że zawsze i wszędzie dają tylko jedną, uniwersalną odpowiedź, co trochę się mija z moim doświadczeniem :-) Ja tam widzę raczej ogólne wskazówki i czasem konkretne przykłady :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale jaką to róznicę robi, skoro w ostatecznym rozrachunku i tak musisz dojść do określonych wniosków i wytworzyć sobie określony system wartości? To się nijak ma do swobody myślenia i wolności w ogóle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale jaką to róznicę robi, skoro w ostatecznym rozrachunku i tak musisz dojść do określonych wniosków i wytworzyć sobie określony system wartości? To się nijak ma do swobody myślenia i wolności w ogóle.

 

Określony system wartości to chyba lepiej, niż nieokreślony. Niemniej, czy można kłamać czy zabijać (np. na wojnie sprawiedliwej, kara śmierci itd.) to już indywidualne sumienie człowieka ma rozstrzygać, podobnie jak wiele innych problemów, ze wskazówki tylko właśnie. Ale że już zaznaczyłem, że można na to patrzeć dwojako, to umilknę na ten temat, bo i tak każdy wie swoje, hm? =]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Określony system wartości to chyba lepiej, niż nieokreślony.

Ale nie mieszajmy tego z wolnością ani ze stymulowaniem do myślenia, skoro efektem ma być sprowadzenie kogoś na jedynie słuszną ścieżkę.

 

EOT.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Określony system wartości to chyba lepiej' date=' niż nieokreślony.[/quote']

 

A potrafiłbym uargumentować? Nie pytam bynajmniej złośliwie, powyższe zdanie to jedno z tych okrągłych haseł, przyjmowanych powszechnie bez oporu, rzekłbym pseudoaksjomatów. Z logicznym uzasadnieniem w podobnych przypadkach jest zwykle problem.

 

Niemniej' date=' czy można kłamać czy zabijać (np. na wojnie sprawiedliwej, kara śmierci itd.) to już indywidualne sumienie człowieka ma rozstrzygać, podobnie jak wiele innych problemów[/quote']

A czy to właśnie nie będzie taki nieokreślony system wartości? Bo mnie się wydaje, że tak… :D

 

Między młotem a kowadłem najlepiej być galaretą.

 

Istota plastyczna przystosowawczo nie może mieć nierozciągliwej moralności.

 

To drugie zapewne niedokładnie cytuję, bo z pamięci.

 

No, ale od tematu odbiegliśmy, że hej…

Share this post


Link to post
Share on other sites

Statki robi się ze stali, bo stal raczej nie pęka, tylko się pierwej odkształca, wygina. To nie zmienia jednak faktu, że nawet lekko wygięte statki można łatwo poznać po kształcie (te połamane też).

 

System wartości, który się nie adaptuje, szybko się psuje. Są jednak pewne zasady ramowe, które pozostają niezmienne. Fakt, że nauka KRK mówi, żeby absolutnie nie kraść nigdy i nigdzie, ale wspomniane zabijanie to już inna para butów. Pomijając chwilowe dewiacje świeckich papieży, zabijać wolno było tylko w przypadku, kiedy to przyniesie dobro (tak, wiem szerokie pole do popisu), nigdy z zemsty, zachcianki, czy egoizmu (tj. chcę żonę tego faceta). Nauka KRK to także nauka myślenia o swoim sumieniu, nawet wśród katolików są różne opinie na wiele tematów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

mikroos

wytknął WhizzKidowi,że w "kościele przemyślenia nad własną egzystencją" mają skończyć się "z góry ustalonym wnioskiem" bo inaczej to grzech.

Owszem,ale do wspólnot religijnych należą ludzie,którzy ŚWIADOMIE  ZAAKCEPTOWALI pewne dogmaty i w ich ramach prowadzą przemyślenia.Religia to nie nauka,tu się nie robi wynalazków (powstaje wtedy sekta). 

Jurgi

wytknął WhizzKidowi,że "lepiej mieć określony system wartości", to pojęcie zbyt szerokie,ogólnikowe.

Domyślam się,że chodzi o "chrześcijański  system wartości...", a to już nie pseudoaksjomat,tylko (chcemy czy nie) podstawa humanizmu i prawodawstwa europejskiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciężko powiedzieć o świadomej akceptacji, kiedy jest się wychowywanym w przekonaniu, że wszystko inne jest be.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(...),którzy ŚWIADOMIE  ZAAKCEPTOWALI pewne dogmaty i w ich ramach prowadzą przemyślenia.Religia to nie nauka,tu się nie robi wynalazków (powstaje wtedy sekta). 

(...)

Powiedz, kiedy *świadomie* zaakceptowałeś pewne dogmaty? w kolebce jak cie chrzcili, czy na lekcjach religii w przedszkolu, szkole, jak tak naprawdę nie wiedziałeś o co chodzi, ale pani katechetka była fajna?

Dlaczego się bierzmowałeś?

U mnie w sumie tylko o normy społeczne chodziło wszyscy się bierzmują, to czemu ja tez nie? Za to znajomy świadomie powiedział wprost księdzu - nie bierzmuję się, bo mi to do niczego nie jest potrzebne. Efekt? ksiądz w ramach bezwładności umysłu powiedział "ależ krzysiu, jak nie będziesz przychodził na zajęcia to nie będę mógł ciebie dopuścić do bierzmowania".

 

Tak więc gdzie jest ten świadomy wybór w populacji generalnej, skoro jedynie nieliczni i w dodatku nie zawsze są w stanie sprzeciwić się normom społecznym? Wychodzą wtedy na ekscentryków bądź dziwaków, a przecież nie o to chodzi.

 

Tak się składa że człowiek idąc do kościoła jest w stanie włączyć "autopilota" czytaj - podczas gdy ciało będzie mechanicznie wykonywało rutynowe czynności typu klękanie śpiewanie i co tam jeszcze myśli mogą sobie zupełnie swobodnie błądzić. <- jest to chyba jedyny sens odwiedzenia tego przybytku pychy i rozpusty pod przykładem pobożnych imprezowiczów którzy tam siedzą tylko dlatego, że "bo co rodzina/ludzie powiedzą".

 

Szkopuł tkwi w szczególe, konkretnie w człowieku, który po ubraniu się w  czarną sukienkę twierdzi że poznał słowo boże i je przekazuje biednym  ludziom, którzy przecież nie potrafią czytać, ani nie posiadają  odpowiedniego odbiornika w głowie.

 

Świadomy wybór byłby możliwy, gdyby w szkole przedstawiano choć kilka religii niech by i tylko 3, ale pokazując gdzie tkwią różnice oraz wytykając mocne i słabe strony założeń danej wiary.

 

Reasumując - jak już ktoś musi w coś wierzyć i chce chodzić do kościoła - niech tak robi, nie mnie tego zabraniać (tak samo jak wam mnie nakłaniać) jedyna prośba z mojej strony - nie ma po co chodzić do kościoła jedynie dla norm społecznych, tabernakulum itepe

Bóg(o ile istnieje) jest przecież wszędzie i zdecydowanie lepszą możliwością jest medytacja w domowym zaciszu, gdzie wiara nie jest na pokaz, nie dla sąsiadów ale dla siebie.

 

Ciekawi mnie też, jak uzasadnicie taki spadek uczestnictwa we mszach

w 2006 było 60%

http://wiadomosci.onet.pl/1245356,240,2,polak_katolik_ale_jaki,kioskart.html

 

teraz pozostało "aż"40%

http://dziennik.pl/polityka/article356634/Mniej_Polakow_chodzi_do_kosciola.html

toż to normalnie jest niemal jak wyrzeczenie się swej wiary ;D

 

A poza tym straszny offtop się zrobił.

 

Hipoteza kosztownej [w utrzymaniu] tkanki zakłada, że duży mózg jest  zasilany energią zaoszczędzoną przez posiadanie mniejszego żołądka i  krótszego jelita grubego.

Nie zastanawia was ta pozorna sprzeczność? jak dla mnie właśnie dłuższe jelito było by korzystniejsze, ponieważ umożliwiło by wychwycenie większej ilości składników odżywczych, dostarczonych w "mniejszym" żołądku. Przynajmniej tak imo powinna wyglądać optymalizacja. Zmniejszenie odczuwania głodu przez zmniejszenie żołądka i jednoczesne wydłużenie jelita celem lepszego wychwytywania białka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciężko powiedzieć o świadomej akceptacji, kiedy jest się wychowywanym w przekonaniu, że wszystko inne jest be.

 

Cóż, dlatego natura wynalazła bunt młodzieńczy :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

System wartości, który się nie adaptuje, szybko się psuje. Są jednak pewne zasady ramowe, które pozostają niezmienne. Fakt, że nauka KRK mówi, żeby absolutnie nie kraść nigdy i nigdzie, ale wspomniane zabijanie to już inna para butów. Pomijając chwilowe dewiacje świeckich papieży, zabijać wolno było tylko w przypadku, kiedy to przyniesie dobro (tak, wiem szerokie pole do popisu), nigdy z zemsty, zachcianki, czy egoizmu (tj. chcę żonę tego faceta). Nauka KRK to także nauka myślenia o swoim sumieniu, nawet wśród katolików są różne opinie na wiele tematów.

 

Zasady ramowe w kościele są niezmienne - oszukiwanie ludzi na niespotykaną skalę i czerpanie z tego korzyści majątkowych, pedofilia, polityczne rozgrywki, zwolnienie z podatków. Skoro mowa o myśleniu to zawsze zaczynam od religii - bo dla mnie jest to kluczowa sprawa. Nie chcę nikogo obrażać, ale uważam, że ludzie chodzący do kościoła są upośledzeni umysłowo, skrzywdzeni nieświadomie przez najbliższych, którzy też nie są świadomi, bo zostali tak wychowani, że nie potrafią odróżnić fikcji od rzeczywistości. Wstyd, że w 21 wieku nadal wierzą w te bajki i ewolucję nadal traktują jak teorię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie chcę nikogo obrażać, ale uważam, że ludzie chodzący do kościoła są upośledzeni umysłowo, skrzywdzeni nieświadomie przez najbliższych, którzy też nie są świadomi, bo zostali tak wychowani, że nie potrafią odróżnić fikcji od rzeczywistości.

 

Ach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale uważam, że ludzie chodzący do kościoła są upośledzeni umysłowo

Może jakiś przykład badań?

Ateista nie "czuje" tego co "czuje" wierzący.Może ateiście brak jakiegoś zmysłu?

Wiesz,daltoniście kolorów logicznie się nie wytłumaczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dokładnie. Zresztą nawet kit z tym, czy wiara ma sens - widać dla niektórych ma. Ale potem i tak będzie, że to chrześcijanie prześladują i piętnują ateistów i innowierców. W każdym razie dziękuję wszystkim zainteresowanym, że empirycznie dowiedli mojej racji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zasady ramowe w kościele są niezmienne - oszukiwanie ludzi na niespotykaną skalę i czerpanie z tego korzyści majątkowych, pedofilia, polityczne rozgrywki, zwolnienie z podatków. Skoro mowa o myśleniu to zawsze zaczynam od religii - bo dla mnie jest to kluczowa sprawa. Nie chcę nikogo obrażać, ale uważam, że ludzie chodzący do kościoła są upośledzeni umysłowo, skrzywdzeni nieświadomie przez najbliższych, którzy też nie są świadomi, bo zostali tak wychowani, że nie potrafią odróżnić fikcji od rzeczywistości. Wstyd, że w 21 wieku nadal wierzą w te bajki i ewolucję nadal traktują jak teorię.

 

 

Nie przesadzasz? Równie dobrze mógłbyś nazwać upośledzonymi umysłowo ludzi, którzy wierzą, że Ziemia jest okrągła. To dokładnie taka sama wiara.

 

I wstrzmaj się z takimi opiniami, bo obrażasz wiele osób.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ludzie chodzący do kościoła są upośledzeni umysłowo

Jakoś mnie nie obraziłeś choć powinienem czuć się obrażony. Zamiast tego przytoczę anegdotę:

- Mistrzu - zagadnął Platon Sokratesa - dlaczego nie odpowiadasz tym wszystkim ludziom, którzy nas zaczepiają?

- A czy gdyby Ciebie zaczepił osioł, to też wdałbyś się z nim w dysputę?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może jakiś przykład badań?

Ateista nie "czuje" tego co "czuje" wierzący.Może ateiście brak jakiegoś zmysłu?

Wiesz,daltoniście kolorów logicznie się nie wytłumaczy.

 

Nie wiem czy dobrze rozumiesz tekst czytany, albo może za bardzo się spieniłeś po przeczytaniu mojego posta, w którym wyraziłem swoje subiektywne zdanie wyrobione na podstawie wieloletniej obserwacji ludzi. W domu matka kazała mi chodzić do kościoła i żyć wg jej zasad pod realną groźbą odebrania mi wszelkich środków do życia łącznie z jedzeniem. Nie będę tolerował łamania prawa człowieka do wolności życia, wyboru. Jak się z tym nie zgadzasz - ok, każdy ma swoje zdanie, ale jak chcesz ograniczać wolność ludzi jak robią to katolicy to mam nadzieję, że kiedyś pójdziesz za to siedzieć, bo tam jest miejsce dla oszustów. Mimo tej nienawiści do katoli i innych religii (chociaż z innymi bezpośrednio nie miałem styczności) współczuję ludziom, którzy w to wierzą, bo to są ludzie nieświadomie chorzy, zamknięci na "własne" poglądy. Psychika człowieka rozwija się tylko do ok 25 roku życia a na ten rozwój niestety ma wpływ kler i ślepe owce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czy dobrze rozumiesz tekst czytany, albo może za bardzo się spieniłeś po przeczytaniu mojego posta, w którym wyraziłem swoje subiektywne zdanie wyrobione na podstawie wieloletniej obserwacji ludzi. W domu matka kazała mi chodzić do kościoła i żyć wg jej zasad pod realną groźbą odebrania mi wszelkich środków do życia łącznie z jedzeniem. Nie będę tolerował łamania prawa człowieka do wolności życia, wyboru. Jak się z tym nie zgadzasz - ok, każdy ma swoje zdanie, ale jak chcesz ograniczać wolność ludzi jak robią to katolicy to mam nadzieję, że kiedyś pójdziesz za to siedzieć, bo tam jest miejsce dla oszustów. Mimo tej nienawiści do katoli i innych religii (chociaż z inny bezpośrednio styczności) współczuję ludziom, którzy w to wierzą, bo to są ludzie nieświadomie chorzy, zamknięci na "własne" poglądy. Psychika człowieka rozwija się tylko do ok 25 roku życia a na ten rozwój niestety ma wpływ kler i ślepe inne owce.

 

To połam sobie matkę zamiast łamać cudze prawa człowieka, skoro już na to zeszliśmy. Zresztą ja jestem w katolickiej rodzinie, a dostałem wybór - ba, takie przypadek, jak Twój, spotkałem dwa razy: raz w przypadku osoby z demencją starczą, raz w przypadku osoby z zespołem natręctw i schizofrenią.

 

Zresztą doszukujesz się powodu w symptomach. Nie znam Twojej mamy, ale zapytaj sam siebie, czy gdyby ona była ateistką, a Ty być chciał zostać katolem, to czy by się inaczej zachowała? Wg Jezusa miłość ma być bezwarunkowa. Przykro mi, że Twoja mama tego nie wie, widocznie nie jest katoliczką. Niemniej, nie przyrównuj całego świata do swojej - jakby nie patrzeć - patologicznej sytuacji.

 

Co do własnych poglądów to znów kula w płot. Jest dużo głupich ateistów biegających w dresach Firmy po osiedlach powtarzających "JP!!". Oni też wielcy nonkonformiści... Ogólnie rzec biorąc to LUDZIE (a nie: katolicy, ateiści, murzyni) dzielą się na tych mniej lub bardziej świadomych. Dla tych pierwszych w KRK są codzienne msze i medaliki, a dla tych drugich koła biblijne, gdzie się odwołuje do wszystkich nurtów filozoficznych po kolei. Tertium non datur.

 

I jeszcze jedna rzeczy: katolik to osoba wierząca w Boga, a nie w Kościół. Oczywiście wiąże się to z uznaniem pewnych poglądów Kościoła, ale Kościół nie narzuca Ci takich rzeczy, jak orientacja polityczna (przynajmniej w miastach się nigdy dotąd nie spotkałem, nawet statutowo tego nie wolno księżom robić).

 

A o upośledzeniu umysłowym porozmawiamy, jak zrobisz doktorat. Albo chociaż zdobędziesz jakieś minimum niezbędnej wiedzy na ten temat, ipso facto wychodzącej poza budynek, w którym mieszkasz. A mamę pozdrów i zauważ, że za takie zachowanie może jej grozić w skrajnym przypadku ekskomunika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Francuscy lekarze ze zdumieniem dowiedzieli się, że 44-letni normalnie funkcjonujący mężczyzna niemal nie ma... mózgu. Obrazowanie medyczne wykazało, że czaszkę prawie całkowicie wypełniał płyn mózgowo-rdzeniowy.
      W czaszce zdrowego człowieka znajdują się cztery niewielkie komory, wypełnione płynem. U Francuza były one tak powiększone, że prawie nie było miejsca na mózg. Została mu tylko cienka warstwa komórek mózgowych.
      Ma żonę, czworo dzieci i pracuje jako urzędnik państwowy – napisali lekarze w piśmie do specjalistycznego pisma medycznego „Lancet”.
      Mężczyzna trafił do szpitala, gdyż skarżył się na bóle nogi. Lekarze, którzy czytali jego kartę choroby, dowiedzieli się, że jako dziecko miał on założony dren, który odprowadzał z czaszki nadmiar płynu i dren ten został usunięty gdy mężczyzna miał 14 lat.
      Lekarze najpierw przeprowadzili tomografię komputerową, a następnie rezonans magnetyczny. Byli zdumieni tym, co zobaczyli. Najbardziej zdumiewa mnie to, jak tak niewielki mózg poradził sobie z czynnościami życiowymi. On nie powinien żyć – mówi doktor Max Muenke, specjalista ds. uszkodzeń mózgu w Narodowym Instytucie Badań Ludzkiego Genomu.
      U mężczyzny przeprowadzono testy na inteligencję, które wykazały IQ na poziomie 75 punktów. To mniej niż średnie 100 punktów, jednak nie można mężczyzny uznać za upośledzonego.
      Jeśli jakiś proces zachodzi bardzo powoli, prawdopodobnie przez dziesięciolecia, różne części mózgu moją przejąć rolę tych obszarów, które zostały zredukowane – mowi Muenke.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ssaki o dużych mózgach zwykle występują z mniejszej liczbie w danej lokalizacji niż ssaki o mniejszych mózgach, wynika z najnowszych badań. Naukowcy z University of Reading stali na czele międzynarodowej grupy, której celem było zbadanie, dlaczego lokalne populacje takich ssaków jak myszy, małpy, kangury i lisy tak bardzo różnią się liczebnością na lokalny obszarach, nawet jeśli mamy do czynienia z podobnymi gatunkami.
      Uczeni wykorzystali metody statystyczne do przebadania różnych scenariuszy dla setek gatunków i stwierdzili, że ogólny trend dla ssaków jest taki, że im gatunek ma większy mózg, w tym mniejszym zagęszczeniu występuje. Gdy np. rozważamy dwa gatunku i podobnej diecie i masie ciała, okazuje się, że to wielkość mózgu jest wskazówką co do zagęszczenia zwierząt na danym obszarze.
      Większe mózgi kojarzą się z większą inteligencją. W tym przypadku to większe mózgi powstrzymują zwierzęta przed życiem w zbyt dużym zagęszczeniu. Może mieć to związek z faktem, że większy mózg wymaga więcej żywności i innych zasobów, a zatem potrzebuje więcej przestrzeni, by zaspokoić te potrzeby, mówi doktor Manuela Gonzalez-Suarez, która stała na czele grupy badawczej.
      Zrozumienie, dlaczego na różnych obszarach występuje różne zagęszczenie zwierząt jest istotne z punktu widzenia ich ochrony. Mniejsze zagęszczenie powoduje, że gatunek bardziej jest narażony na wymarcie, z drugiej strony większe lokalne zagęszczenie zwiększa ekspozycję gatunku na takie zagrożenia, jak istnienie dróg, dodaje.
      Bardzo interesująco wypada porównanie zagęszczenia, masy ciała i masy mózgu. Otóż przeciętna mysz waży 0,016 kilograma, jej mózg ma wagę 0,0045 kg, a gatunek żyje w niezwykle dużym zagęszczeniu wynoszącym 600 osobników na km2. W dużym zagęszczeniu 86 osobników na km2 żyją też wiewiórki. To zwierzęta warzące 0,325 kg, których masa mózgu wynosi 0,006 kg.
      Powszechnie występującym zwierzęciem jest też lis rudy (2,6 osobnika na km2), ssak ważący 4,3 kg o masie mózgu 0,047 kg. Z kolei makak berberyjski (11 kg masy ciała, 0,095 kg masy mózgu) występuje w liczbie 36 osobników na km2. Natomiast tygrys, który waży 185 kg i ma mózg o masie 0,276 kg występuje w liczbie 0,14 osobnika na km2. Podobnie zresztą 4-tonowy słoń z mózgiem o masie 4,5 kg, którego liczebność na obszarach występowania to 0,58 osobnika na km2.
      Ze schematu tego wyraźnie wyłamuje się człowiek. Lokalne zagęszczenie naszego gatunku bardzo się różni, dochodząc do 26 000 osobników na km2 w Monako.
      Wielkość mózgu nie jest jedynym czynnikiem decydującym o zagęszczeniu ssaków. Różne środowiska mają różne stabilność oraz różne gatunki konkurujące, więc to również ma wpływ. Konieczne są dalsze badania nad wpływem rozmiarów mózgów w różnych środowiskach, stwierdzają autorzy badań.
      Naukowcy zauważają też, że istnieją wyraźne wyjątki od reguły. Na przykład ludzie wykorzystali inteligencję do pokonania problemu ograniczonej ilości zasobów na danym terenie. Możemy importować żywność z całego świata co teoretycznie pozwala nam żyć w wielkiej liczbie w dowolnym miejscu na Ziemi. Niektóre inteligentne gatunki również mogły częściowo poradzić sobie z tymi ograniczeniami, stwierdzają badacze.
      Na potrzeby badań naukowcy wzięli pod lupę 656 nielatających ssaków lądowych. Związek wielkości mózgu z zagęszczeniem populacji jest szczególnie widoczny wśród ssaków mięsożernych oraz naczelnych, a mniej widoczny wśród gryzoni i torbaczy.
      Przykładem takich oczywistych zależności może być porównanie makaków berberyjskich z siamangiem wielkim. Oba gatunki małp mają podobną dietę i podobną masę ciała. Jednak mózg makaka waży 95 gramów, a zwierzę występuje w zagęszczeniu 36 osobników na km2. Z kolei mózg siamanga waży 123 gramy, a zagęszczenie populacji wynosi 14 osobników na km2.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas gdy dorośli przetwarzają różne zadania w wyspecjalizowanych obszarach mózgu w jednej z półkul, niemowlęta i dzieci używają do tego celu obu półkul. To może być przyczyną, dla której dzieci znacznie łatwiej regenerują się po urazach mózgu niż dorośli. Autorzy najnowszych badań skupili się na języku i odkryli, że dzieci podczas przetwarzania języka mówionego używają obu półkul mózgu.
      To bardzo dobra wiadomość dla dzieci, które odniosły urazy mózgu. Użycie obu półkul zapewnia mechanizm kompensujący po urazie. Na przykład, jeśli w wyniku udaru zaraz po urodzeniu dojdzie do uszkodzenia lewej półkuli mózgu, dziecko nauczy się języka korzystając z prawej półkuli. Dziecko z mózgowym porażeniem dziecięcym, które uszkodzi tylko jedną półkulę, może rozwinąć wszystkie potrzebne zdolności poznawcze w drugiej półkuli. Nasze badania pokazują, jak to jest możliwe, mówi profesor Elissa L. Newport, dyrektor Center for Brain Plasticity and Recovery, które jest wspólnym przedsięwzięciem Georgetown University i MedStar National Rehabilitation Network.
      Niemal wszyscy dorośli przetwarzają mowę tylko w lewej półkuli. Potwierdzają to zarówno badania obrazowe jak i fakt, że po udarze, który dotknął lewą półkulę, ludzie często tracą zdolność do przetwarzania mowy.
      Jednak u bardzo małych dzieci uraz jednej tylko półkuli rzadko prowadzi do utraty zdolności językowych. Nawet, jeśli dochodzi do poważnego zniszczenia lewej półkuli, dzieci nadal potrafią korzystać z języka. To zaś sugeruje – jak zauważa Newport – że dzieci przetwarzają język w obu półkulach. Jednak tradycyjne metody obrazowania nie pozwalały na obserwowanie tego zjawiska. Nie było jasne, czy dominacja lewej półkuli w zakresie zdolności językowych jest widoczna już od urodzenia, czy rozwija się z wiekiem, stwierdza uczona.
      Teraz, dzięki funkcjonalnemu rezonansowi magnetycznemu udało się wykazać, że u małych dzieci żadna z półkul nie ma w tym zakresie przewagi. Lateralizacja pojawia się z wiekiem. Ustala się ona w wieku 10-11 lat.
      W najnowszych badaniach udział wzięło 39 zdrowych dzieci w wieku 4–13 lat, których wyniki porównano z 14 dorosłymi w wieku 18–29 lat. Obie grupy zmierzyły się z zadaniem polegającym na rozumieniu zdań. W czasie rozwiązywania zadania każdy z uczestników poddany był skanowaniu za pomocą fMRI, a wyniki potraktowano indywidualnie. Później stworzono mapę aktywności mózgu dla grup wiekowych 4–6 lat, 7–9 lat, 10–13 lat i 18–29 lat.
      Badacze stwierdzili, że wyniki uśrednione dla każdej z grup pokazują, iż nawet u małych dzieci występuje preferencja (lateralizacja) lewej półkuli mózgu w czasie przetwarzania mowy. Jednak znaczny odsetek najmłodszych dzieci wykazuje silną aktywację prawej półkuli mózgu. U osób dorosłych prawa półkula aktywuje się podczas rozpoznawania ładunku emocjonalnego niesionego z głosem. Natomiast u dzieci bierze ona udział i w rozpoznawaniu mowy i w rozpoznawaniu ładunku emocjonalnego.
      Naukowcy sądzą, że jeśli udałoby im się przeprowadzić podobne badania u jeszcze młodszych dzieci, to obserwowaliby jeszcze większe zaangażowanie prawej półkuli mózgu w przetwarzanie języka.
      Obecnie Newport i jej grupa skupiają się na badaniach przetwarzania mowy w prawej półkuli mózgu u nastolatków i młodych dorosłych, u których lewa półkula mózgu została poważnie uszkodzona podczas udaru zaraz po urodzeniu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na łamach pisma Geophysical Letters, wydawanego przez Amerykańską Unię Geofizyczną, ukazały się wyniki dwóch badań nad zanieczyszczeniami powietrza w czasie epidemii koronawirusa. Dowiadujemy się z nich że nad Chinami, USA i Europą Zachodnią znacząco spadł poziom dwóch głównych zanieczyszczeń, ale wzrósł poziom jednego z drugoplanowych form zanieczyszczeń.
      Okazało się, że w pierwszej części bieżącego roku doszło do 60-procentowego spadku zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu. To bardzo reaktywny gaz, który niszczy płuca. Pochodzi on głównie z silników spalinowych, elektrowni oraz przemysłu.
      Z drugiego ze studiów, którego autorzy skupili się na północnych Chinach, dowiadujemy się, że doszło również do 35-procentowego spadku zanieczyszczeń pyłami zawieszonymi PM2.5. To najmniejsza z frakcji pyłów, której cząstki są tak małe, iż głęboko penetrują płuca i prowadzą do ich uszkodzeń.
      Jak mówi Jenny Stavrakou z Królewskiego Belgijskiego Instytutu Aeronomii Kosmicznej, tak wielkich spadków nie obserwowano nigdy od roku 1990, kiedy to zaczęto badać zanieczyszczenia powietrza za pomocą satelitów. Dochodziło jedynie do miejscowych krótkotrwałych porównywalnych spadków zanieczyszczeń np. ograniczeń nałożonych na czas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku.
      Naukowcy zdają sobie sprawę, że obserwowana obecnie lepsza jakość powietrza to zjawisko przejściowe, jednak daje im ono wgląd w to, jaka mogłaby być jakość powietrza przy wprowadzeniu ściślejszych regulacji.
      Jednocześnie autorzy jednego ze studiów informują, że spadek zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu doprowadził do zwiększenia zanieczyszczeń przygruntowym ozonem w Chinach. Ozon to drugoplanowa forma zanieczyszczeń. Postaje on gdy światło słoneczne i wysoka temperatura działają w niskich warstwach atmosfery jak katalizatory reakcji chemicznych. Ozon jest szkodliwy dla układu oddechowego i krwionośnego. W bardzo zanieczyszczonych obszarach, szczególnie w zimie, ozon ten może być niszczony przez tlenki azotu. Zatem gdy w atmosferze jest mniej tlenków azotu to w bardzo zanieczyszczonych obszarach rośnie poziom ozonu. To oznacza, że sama redukcja zanieczyszczeń dwutlenkiem azotu i pyłami nie rozwiązuje problemu zanieczyszczenia ozonem, mówi Guy Brasseur z Instytutu Meteorologii im. Maxa Plancka w Hamburgu.
      Stavrakou i jej zespół wykorzystał satelity do zbadania zmian poziomu dwutlenku azotu w krajach szczególnie mocno dotkniętych epidemią. Badania przeprowadzono w Chinach, Korei Południowej, Włoszech, Hiszpanii, Francji, Niemczech, Iranie oraz USA. Okazało się, że nad dużymi chińskimi miastami poziom dwutlenku azotu zmniejszył się średnio o 40%, a nad miastami Europy i USA zanotowano spadek o 20-30 procent w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Nie zauważono jednak spadku zanieczyszczeń nad miastami w Iranie. Autorzy podejrzewają, że stało się tak dlatego, iż władze Iranu wprowadziły ograniczenia dopiero pod koniec marca.
      Z kolei Brasseur i jego zespół wykorzystał dane z 800 naziemnych stacji z północy Chin. Z danych tych naukowcy dowiedzieli się o 35-procentowym spadku poziomu PM2.5, 60-procentowym spadku poziomu dwutlenku azotu oraz wzroście poziomu ozonu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Nadużywanie antybiotyków, duże zagęszczenie zwierząt i utrata bioróżnorodności zwiększają ryzyko przejścia zwierzęcych patogenów na ludzi. Międzynarodowy zespół naukowy, pracujący pod kierunkiem specjalistów z Uniwersytetów w Bath i Sheffield przeanalizował ewolucję bakterii Campylobacter jejuni. To patogen bydła, który jest jedną z głównych przyczyn zakażeń przewodu pokarmowego w bogatych krajach.
      Ludzie zarażają się Campylobacter spożywając zanieczyszczone mięso. Bakteria powoduje u ludzi krwawe biegunki i chociaż nie jest tak niebezpieczna jak cholera czy E. coli to u osób z innymi chorobami może dawać niebezpieczne powikłania i pozostawiać długotrwałe uszkodzenia. Szacuje się, że 1 na 7 osób zarazi się Campylobacter w ciągu życia, a liczba zakażeń tą bakterią jest trzykrotnie większa niż łączna liczba zakażeń E. coli, Salmonellą i listerią.
      Campylobacter przenoszona jest w odchodach bydła, świń, drobiu i dzikich zwierząt. Jest ona obecna w odchodach 20% bydła hodowlanego, a jako, że hodowcy powszechnie używają antybiotyków, bakteria zyskała na nie oporność.
      Zespół naukowy z Wielkiej Brytanii, USA i Kanady przeanalizował ewolucję tej bakterii i poinformował na łamach PNAS o wynikach swoich badań. Analizy genetyczne patogenu wykazały, że jego szczep zarażający bydło pojawił się w XX wieku jednocześnie z dramatycznym wzrostem liczby hodowlanego bydła. Autorzy twierdzą, że związane z intensyfikacją hodowli zmiany w diecie, anatomii i fizjologii krów spowodowały znaczny transfer genów pomiędzy wcześniejszym szczepem, a szczepem zarażającym bydło. Zmiany te pozwoliły bakterii na pokonanie bariery pomiędzy bydłem a ludźmi, przez co Campylobacter zaczęła infekować nasz gatunek. A intensywne rolnictwo, globalny handel i ciągłe transportowanie zwierząt oraz ich produktów, stworzyło idealne warunki do rozpowszechnienia się patogenu po świecie.
      Jak mówi profesor Sam Sheppard z University of Bath, na świecie jest około 1,5 miliarda sztuk bydła hodowlanego. Każda z nich wytwarza około 30 kilogramów odchodów dziennie. Jeśli tylko 20% z nich jest zarażonych Campylobacter to mamy gigantyczne zagrożenie dla zdrowia publicznego.
      Uczony przypomina, że w ciągu ostatnich kilku dekad mieliśmy do czynienia z wieloma bakteriami i wirusami, które przeszły z dzikich zwierząt na ludzi. HIV zaraziliśmy się od małp, H5N1 od ptaków, a COVID-19 od nietoperzy. Nasze badania pokazują, że zmiany środowiskowe i coraz większy kontakt ze zwierzętami hodowlanymi spowodował, że zarażamy się bakteriami również od nich. Sądzę, że to dzwonek alarmowy. Musimy opracować inne metody hodowlane, by zredukować ryzyko wybuchu epidemii w przyszłości.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...