Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Rekomendowane odpowiedzi

Google przyznał, że od 2006 roku jego pojazdy wykonujące fotografie na potrzeby usługi Street View przechwytują prywatne dane z niezabezpieczonych sieci Wi-Fi. Sprawa wyszła na jaw, gdy niemieccy urzędnicy postanowili sprawdzić, jakie dane zbierają samochody Google'a.

Wyszukiwarkowy koncern stwierdził, że błąd programistyczny spowodował, iż samochody te są w stanie zarejestrować, i rejestrują, dane z niezabezpieczonych sieci bezprzewodowych. Nagrano je we wszystkich państwach, w których pojawiły się pojazdy Google'a.

W Niemczech działania takie są nielegalne. Na podstawie posiadanych przez nas informacji możemy stwierdzić, że Google z naruszeniem niemieckiego prawa nielegalnie nagrywał dane przepływające w prywatnych sieciach. To alarmujący kolejny dowód na to, że koncepcja prywatności jest dla Google'a czymś obcym - mówi Ilse Aigner, niemiecka minister zajmująca się m.in. ochroną konsumentów.

Oburzony jest też Johannes Caspar, który nadzoruje ochronę danych w Hamburgu i z ramienia rządu niemieckiego zajmuje się najnowszym skandalem z udziałem Google'a. Caspar wspomina, że gdy w bieżącym miesiącu dokonywał inspekcji samochodu Google'a wykorzystywanego do robienia zdjęć, zauważył, iż z pojazdu usunięto dysk twardy na którym nagrywane były dane. Gdy zapytał o usunięte urządzenie odpowiedziano mu, że i tak nie mógłby sprawdzić jego zawartości, gdyż jest ona szyfrowana. Jednak wskutek jego nacisków Google dokładnie zbadało zawartość dysku i przyznało się do nagrywania sieci Wi-Fi. "Cieszę się, że zabawa w kotka i myszkę się skończyła" - mówi Caspar.

W niewinność Google'a wątpi Peter Schaar, członek panelu doradzającego Komisji Europejskiej w kwestii prywatności. "A więc to wszystko jest wynikiem prostej pomyłki, błędu w oprogramowaniu. Dane były zbierane i przechowywane wbrew intencjom menedżerów Google'a. Jeśli przyjmiemy takie tłumaczenie, to musimy uznać, że oprogramowanie zostało zainstalowane i używane bez przeprowadzenia wcześniej odpowiednich testów. Olbrzymie ilości danych zostały przez pomyłkę nagrane, a nikt w Google'u tego nie zauważył. Nie zauważyli tego nawet menedżerowie, którzy jeszcze przed dwoma tygodniami bronili firmowej polityki ochrony danych" - mówi Schaar.

Jeszcze niedawno przedstawiciele Google'a, na pytanie niemieckiego rządu o to, jakie dane z prywatnych sieci Wi-Fi są zbierane przez firmę (ich kolekcjonowanie jest przydatne przy usługach geolokalizacyjnych), odpowiadali, że samochody Google Street pobierają tylko dwie informacje - publicznie nadawany adres MAC urządzenia oraz nazwę sieci przypisaną jej przez użytkownika (SSID). Teraz okazuje się, że nie było to prawdą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wyglada na to ze w G masa krytyczna zostala przekroczona

i szczytne cele zostaly przejechane walcem o nazwie "wielka korporacja"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Spamer z rotującym IP korzystający z WIFI teraz skojarzony  z adresem pocztowym (G teraz wie, kto spamuje i mieszka gdzie). Tak przy okazji teraz wiedzą również gdzie są nadajniki szpieg-owskie , lewe radiostacje, podsłuchy, jakie są zasięgi masztów telefoni komórkowej oraz gdzie mieszkają posiadacze określonych nr. tel komórkowych.

 

 

 

 

Żartowałem  :D :D ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mariuszu, przecież to są dane publicznie dostępne, tak samo jak SSID (która nb. jest nazwą sieci przypisaną przez właściciela tejże sieci, a nie jej użytkownika - należy jasno rozróżniać AP od APC...).

 

Jeśli zbierali wiresharkiem czy czymś podobnym, to faktycznie lekka przesada, choć z drugiej strony, z takich danych niewiele da się wyciągnąć, poza statystycznym badaniem klas ruchu w sieciach. Zasięg sieci domowych to zwykle kilkadziesiąt metrów, więc samochód ma tylko parę sekund na zebranie czegokolwiek. Ponadto jedno urządzenie radiowe może w danym momencie podłączyć się tylko do jednej sieci, co dodatkowo ogranicza możliwość "szpiegowania" (jeśli na przykład widać 15 sieci jednocześnie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ależ to nie wina Google,to

błąd programistyczny spowodował, iż samochody te są w stanie zarejestrować, i rejestrują,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mariuszu, przecież to są dane publicznie dostępne, tak samo jak SSID (która nb. jest nazwą sieci przypisaną przez właściciela tejże sieci, a nie jej użytkownika - należy jasno rozróżniać AP od APC...).

 

Jeśli zbierali wiresharkiem czy czymś podobnym, to faktycznie lekka przesada, choć z drugiej strony, z takich danych niewiele da się wyciągnąć, poza statystycznym badaniem klas ruchu w sieciach. Zasięg sieci domowych to zwykle kilkadziesiąt metrów, więc samochód ma tylko parę sekund na zebranie czegokolwiek. Ponadto jedno urządzenie radiowe może w danym momencie podłączyć się tylko do jednej sieci, co dodatkowo ogranicza możliwość "szpiegowania" (jeśli na przykład widać 15 sieci jednocześnie).

 

Przemo, nie zrozumiałeś. Chodzi o to, że gdy przed dwoma tygodniami pytano ich, co zbierają, to powiedzieli, że tylko MAC i SSID. I nikt nie miał o to pretensji. Okazało się jednak, że zbierają też i to, co w sieci sobie leci. A tego nie powinni robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tym błędem to ciekawe... Na tyle, na ile programuję, to błąd programistyczny powoduje raczej niemożność kompilacji i uruchomienia programu, zawieszanie się programu ze względu na zapętlenie lub wyrzucanie błędu ze względu na np podzielenie przez zero albo wykonanie operacji matematycznej na danych niematematycznych.

 

Nie ma takiej możliwości, żeby pomyłka doprowadziła do dodatkowej funkcjonalności programu - a już na pewno nie takiej jak rejestracja i zapisywanie danych.

 

No chyba że programista wcześniej pracował dla CIA albo innej agencji i mu się z przyzwyczajenia dopisało :/ Prędzej bym uwierzył, że to chodzi o pomyłkę wysoko postawionych osób z Google'a - pomyliło im się po co te samochody miały być..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lucky_one, Mariuszu, obaj jednocześnie macie rację i jej nie macie. Nazwa sieci (SSID) jest rozgłaszana w celu identyfikacji sieci, ale to rozgłaszanie można wyłączyć (np. umożliwia to robione przez nas oprogramowanie do wifi).

 

Wyłączenie broadcasta w urządzeniu spowoduje, że SSID nie pojawi się np. na liście sieci bezprzewodowych w systemie Windows, ale nazwę tę nadal można wydobyć z przesyłanych pakietów - należy chwilę poobserwować ruch. Wystarczy teraz, że "błąd" będzie polegał na tym, że wychwycone pakiety po analizie nie zostaną usunięte. Albo na tym, że analiza nie jest prowadzona w samochodzie, tylko w jakieś goglowej centrali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli ktoś ssid ukrywa to nie po to żeby Google dla jakiś swoich celów te formę zabezpieczania omijało, należało by się wręcz zastanowić czy w takim przypadku nie podlega to pod paragrafy!! Bo nie można tego uzasadnić na przykład poprawieniem swoich usług bo dla zwykłego klienta mającego w telefonie wifi ta siec powinna być niewidoczna co czyni taka informacje dla gogla bezużyteczną przynajmniej teoretycznie.

Teraz dalej może to być błąd programisty polegający na tym ze źle zaimplementował to co miał zrobić innymi słowy nie wykonał pracy zgodnie z projektem i to na tym poziome popełnił błąd poprzez dodanie funkcjonalność. Ale ja raczej w takie rzeczy nie wierzę. Prędzej to projekt przewidywał więcej niż powinien. Nie chodzi tez o to ile tych informacji google nałapało (pewnie i tak dużo) ale o sam fakt .Jak ktoś wpada do sklepu z pistoletem to nie jest ważne czy to jest prawdziwa bron czy plastikowa zabawka. I kolejna sprawa google niestety jest zbyt pazerne na wszelkiego rodzaju dane i w przypadek to ja bym mógł uwierzyć prędzej Microsoftowi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak zwykle ludzie budzą się z ręką w nocniku, po fakcie. Wszyscy dopuszczają możliwość podsłuchu, ale się tym nie przejmują a gdy nagle podadzą wiadomość w mediach to krzyczą "jesteśmy oburzeni". Po prostu większość jest naiwna do szpiku kości, że Rząd jest prawy i sprawiedliwy, to niemożliwe i to samo z korporacjami.

Oczywiście nie można przesadzać w drugą stronę. Tak patrząc z innej perspektywy ukazuje to jaką władzę mają media, nieograniczoną bo większości są w stanie wmówić wszystko...kryzys, kryzys, kryzys, kryzys, kryzys, (x1000) i zaczniesz się zastanawiać czy to nie prawda. 5 osób zrobi to samo, zarazi następne i mamy efekt domino :D no i kryzys 8)

 

Co do samego Google i tej sytuacji to co z tego? Co mogą zebrać w te kilka, kilkadziesiąt sekund. Burza w szklance wody i zwalanie całej winy na firmę a tak naprawdę ludzie sami są po części winni nie aktualizując softu routerów, brak szyfrowania itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyłączenie rozgłaszania SSID nie jest żadną formą zabezpieczenia. Osobiście nie wyłączyłem tego, tylko wydłużyłem okresy między pakietami z beaconem (zawierające SSID) do sekundy. Efekt był taki, że niektóre karty WiFi przestały wykrywać moją sieć. A zrobiłem to po to, by domowy AP jak najmniej "promieniował", kiedy nie jest używany.

 

Co do samej funkcjonalności, skanowanie sieci na podstawie wykrytego ruchu, a nie samych informacji rozgłaszanych jest po prostu pełniejsze. Poza tym, każde urządzenie WiFi dokonuje takiego "nasłuchu" na własne potrzeby, choćby po to, by uniknąć kolizji w eterze. O zgrozo, oprogramowanie, przy którym pracujemy również pokazuje ukryte sieci w Site Survey, a w paśmie 5 GHz jest w stanie wykrywać wojskowe radary! Tylko zanim zadzwonicie na policję, niech jeszcze dodam, że to po prostu element standardu 802.11...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Przemek Kobel - mylisz sie. Mogli wyciagnac wszystko, poniewaz skanowali *sieci niezabezpieczone*, a do takich podpinasz sie jak do fontanny na rynku. Tu nie chodzi o slabe szyfrowanie, lecz o jego absolutny *brak*, a nie brakuje geniuszy z wasem kupujacych sobie routery i dzialajacych na domyslnych 'zabezpieczeniach'.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyobraź sobie, że jesteś programistą googla i dostajesz zadanie: stworzyć uniwersalny skaner radiowy do samochodu, który ma uzupełniać serwis geolokacyjny (nie wiem czy zauważyłeś, ale google maps na komórkach potrafi bez GPS-a wskazać twoją pozycję). Czy jako członek elity programistów (w końcu pracujesz w googlu) napisałbyś narzędzie słabsze od najprostszego monitora wifi, jaki sobie można pobrać z sourceforge'a? Poczytaj sobie o możliwościach takiego Kismeta...

 

Z działki skanowania sieci znam jeszcze jedną, w sumie dość podobną historię. Kiedy powstawał serwis plikoskop (wyszukiwarka plików na serwerach FTP), potrafił on znaleźć każdy publiczny serwer ftp i prawidłowo zinterpretować listę dostępnych plików (łącznie z jakimiś egzotycznymi formatami itp.). Wyszukiwarka m.in. sprawdzała wszystkie porty. Efekt był taki, że większość firm hostingowych zaczęła wydzwaniać, żeby przestać "atakować" ich serwery. Myśleli że to jakiś bot próbuje się włamać. Tłumaczenia nic nie dały, dla świętego spokoju trzeba było upośledzić skaner.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lokalizacja bez GPS opiera się tez o siec telefonii i do tego nie trzeba jeździć i skanować niczego. Bo położenie nadajników jest powszechnie znane a nawet dostępne dla każdego śmiertelnika. I mniej więcej z podobną dokładnością to działa to znaczy lokalizacja nadajnika rozpoznanego po jakimś tam ID.

 

Co do tego serwisu skanującego ftpy to tez bym się na miejscu firmy hostingowej obraził. A na pewno bym to wyciął w h... yy null.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż, widziałem sklepikarzy, którzy się obrażają na ludzi, którzy przychodzą, patrzą tylko "co jest" i wychodzą. Nie kupuję u takich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Taki klient nazywa sie Apacz.

-Coś podać ?

-A pacze. 

 

Czyjaś prywatna siec WiFi to nie jest wystawa w sklepie! Równie dobrze mona by się czepiać firan w oknach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wolę takich niż Czejenów z Allegro. :D

 

 

Dla przechodnia prywatna sieć czy publiczna to tylko kwestia możliwości podłączenia. Nie da się - to pewnie prywatna. Poza tym, każda sieć wifi jest w pewnym sensie taką wystawą w sklepie - bez nasłuchiwania i ogłaszania swojej obceności, informowania o pewnych parametrach, sieci po prostu by się zakłócały. To podstawa pracy we wspólnym medium.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to rozumie ale nie chodzi mi to o warstwę fizyczna. Tylko pewne konsekwencje pewnych decyzji. Jeśli blokuje rozgłaszanie SSID to tak jak bym zostawił zamknięte drzwi. Oczywiście można się włamać wytrychem czy rozwalić drzwi łomem ale to nie o to chodzi ze technologia na to pozwala, bo będzie to działanie przeciw moim intencjom i jest to naruszenie pewnych moich suwerennych decyzji. Jeśli natomiast googlowozy maja w Polsce takie cudeńka to trzeb by się przyjrzeć kodeksowi karnemu !!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to rozumie ale nie chodzi mi to o warstwę fizyczna. Tylko pewne konsekwencje pewnych decyzji. Jeśli blokuje rozgłaszanie SSID to tak jak bym zostawił zamknięte drzwi. Oczywiście można się włamać wytrychem czy rozwalić drzwi łomem ale to nie o to chodzi ze technologia na to pozwala, bo będzie to działanie przeciw moim intencjom i jest to naruszenie pewnych moich suwerennych decyzji. Jeśli natomiast googlowozy maja w Polsce takie cudeńka to trzeb by się przyjrzeć kodeksowi karnemu !!

Ale jakby to miało pomóc w nawigowaniu przez Google na nie swoim podwórku to już pewnie będzie OK prawda? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to rozumie ale nie chodzi mi to o warstwę fizyczna. Tylko pewne konsekwencje pewnych decyzji. Jeśli blokuje rozgłaszanie SSID to tak jak bym zostawił zamknięte drzwi.

Spotkałem się juz z opinią, że nie ma niczego durniejszego niż zasłanianie SSID. Dlaczego? Nawet nie wiesz, do jakiej sieci się podłączasz. Efekt - zupełnie nieświadomie możesz podpiąć się do "publicznej" sieci postawionej przez jakiegoś hakera, który tylko czeka, aż prześlesz po linii jakieś ciekawe numery. Niemożliwe? panie, to czemu powstały firewalle? (odnoszę się do argumentu "kto by chciał się bawić w te klocki z takim szaraczkiem jak ja")

 

Zaś odnośnie "odległości od nadajnika" - myślę, że to działa tak jak gps, czyli na zasadzie propagacji fali, a nie na zasadzie zaszycia informacji o już istniejących nadajnikach - przecież informacja o lokalizacji *wszystkich* nadajników zajmuje sporo miejsca + czasu na wyszukiwanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale jakby to miało pomóc w nawigowaniu przez Google na nie swoim podwórku to już pewnie będzie OK prawda? :D

 

Piotrek w żadnym wypadku. Po pierwsze cenie sobie swoja prywatność. Po drugie cenie prywatność innych. Po trzecie nie obchodzi mnie czyjeś podwórko. Po czwarte w poważaniu mam lokalizacje w oparciu o byle co. Bo tego służy GPS a reszt to podcieranie d..y szkłem. Po piąte jeśli Google chce robić rożne rzeczy to proszę bardzo ma to jednak robić tak by nie wchodzić mi w drogę a dokładniej by nie naruszać tego co gwarantuje mi prawo. Jeśli weźmiemy przechwycenie kawałka transmisji w którym znajduje się na przykład komunikacja z serwerem pocztowym to dla mnie jest to bliskie naruszeniu tajemnicy korespondencji. I nie obchodzi mnie specjalnie to ze dzięki temu jest komuś coś tam zrobić wygodniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
dla mnie jest to bliskie naruszeniu tajemnicy korespondencji

 

To tak, jakby mieć pretensje, że ktoś usłyszał czyjąś rozmowę w kawiarni. Prawo nie chroni przed brakiem rozsądku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest jedna strona medalu chciał bym również zaznaczyć ze niekiedy już samo podsłuchiwanie może być przestępstwem. Pretensje do kogoś kto przesiaduje w kawiarniach tylko po to żeby podsłuchiwać są równie uzasadnione.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przesadzili, zresztą to słabe słowo. Złamali prawo. Niemieckie? Pewnie nie tylko.

Samo zbieranie danych o sieciach jest dyskusyjne, ale pal licho, to się da obronić, że to dla szczytnych celów.

Problem w tym że oni przechwytywali dane użytkowników, naturalnie tych pakietów nie brali za dużo z jednej sieci stąd nie ma tu mowy o tzw. przechwycie czyli ciągłym odbiorze. To jednak nie zmienia faktu że nikt nie ma prawa naruszać tajemnicy czyjejś korespondencji bez uprawnienia o organów takich jak sądy.

To właśnie Google zrobiło i tłumaczenie że był to "tylko jeden wyraz z całego listu" nie wiele zmienia.

Ten jeden jedyny pakiet to akurat mogło być hasło. I to nie jest słuchanie jak rozmowy w kawiarni. Po pierwsze jest to nagrywanie, zapisywanie, po drugie mamy do czynienia z informacjami poufnymi, hasła, loginy. Dodatkowo człowiek nie ma wiedzy czy jest podsłuchiwany czy nie.

 

Tłumaczenie że o tym nie wiedzieli uważam za dziecinne. Gromadzili dane i nie wiedzieli jakie???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Google podsłuchiwać sobie mógł - ale zapisywanie to już inna bajka. Dziwi mnie że nikt tego niby nie zauważył. Chyba powinni wiedzieć jakie dane zbierają w tyylu krajach na te swoje dyski ? Powinien się ktoś zdziwić że coś tego za dużo jest, ale łatwiej jest przecież się tłumaczyć niewiedzą.

Brak zabezpieczenia sieci to głupota - fakt. Faktem jest też że akurat w niemczech można za to oberwać od sądu, o czym chyba na KW pisano. Tylko że na zbieranie takich niezabezpieczonych danych też jest paragraf...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Samochody przeszły długą drogę od momentu wynalezienia pierwszego pojazdu napędzanego silnikiem spalinowym. Na przestrzeni lat ewoluowały one pod względem technologicznym, designu oraz funkcjonalności. Poznaj historię ewolucji samochodów!
      Początki motoryzacji – pierwsze pojazdy samobieżne
      Współczesne samochody są nowoczesne i naszpikowane zaawansowanymi technologiami. Aż trudno uwierzyć, że prototypy pojazdów samobieżnych napędzane były siłą wiatru. Projekt takiej maszyny był włoski inżynier Roberto Valturio, tematem interesował się także Leonardo da Vinci. Żaglowozy pojawiły się Niderlandach – można je było zobaczyć na tamtejszych drogach już w na początku XVII wieku.
      Jednak pierwszy pojazd samobieżny, który był zdolny do przewozu osób i dał zalążek współczesnej motoryzacji, pojawił się w roku 1765. Jego konstruktorem był francuski inżynier Nicolas Josepha Cugnot. Maszyna powstała na potrzeby armii i miała pełnić funkcję ciągnika artyleryjskiego.
      W ten sposób rozpoczęła się przygoda, która trwa do dzisiaj. Branża samochodowa budzi duże zainteresowanie i generuje ogromne zyski. Wynalazcy sprzed stuleci na pewno nie spodziewali się, jak może ewoluować ich pomysł. Dzięki nim każdy z nas może swobodnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Oczywiście warunkiem jest spełnienie wymogów – posiadanie prawa jazdy, wykonywanie corocznych przeglądów oraz wykupienie obowiązkowej polisy. Aktualne ceny znajdziesz tutaj – kalkulator oc HDI.
      Tak powstawały konstrukcje współczesnych samochodów
      Jak wspomniano wcześniej, pierwsze próby skonstruowania samochodu we współczesnym rozumieniu sięgają XVIII wieku, kiedy to powstały pojazdy napędzane silnikiem parowym. Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 1886 roku, gdy Carl Benz opatentował pierwszy pojazd napędzany silnikiem spalinowym. Był to trójkołowy pojazd nazwany Benz Patent-Motorwagen Nummer 1, który uznawany jest za protoplastę współczesnych samochodów. W 2011 roku akt patentowy został wpisany na listę Pamięć Świata. Jest to projekt pod patronatem UNESCO, który ma chronić najbardziej wartościowe dla ludzkości dokumenty.
      W kolejnych latach pojawiały się nowe konstrukcje, takie jak pierwszy seryjnie produkowany samochód Benz Velo z 1894 roku (maksymalna prędkość wynosiła zawrotne 30 km/h) czy Ford Model T, który zrewolucjonizował przemysł motoryzacyjny dzięki wprowadzeniu taśmowej produkcji. Samochody z początku XX wieku charakteryzowały się prostą budową, otwartym nadwoziem i niewielkimi silnikami.
      Rozwój technologii i designu w branży motoryzacyjnej
      Wraz z upływem czasu samochody stawały się coraz bardziej zaawansowane technologicznie. W latach 20. i 30. XX wieku pojawiły się pierwsze pojazdy z zamkniętym nadwoziem, elektrycznym rozrusznikiem czy hydraulicznymi hamulcami. Zaczęto także zwracać uwagę na design, tworząc bardziej opływowe i eleganckie karoserie.
      Lata 50., 60. i 70. to okres rozkwitu motoryzacji, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Powstawały duże, mocne samochody z silnikami V8, bogato wyposażone i efektownie stylizowane. Były to auta typu muscle car i pony car – miały masywną sylwetkę i dużą moc. W Europie dominowały mniejsze, ekonomiczne pojazdy dostosowane do węższych ulic i wyższych cen paliwa.
      Samochody współczesne
      Obecnie samochody to zaawansowane technologicznie maszyny wyposażone w elektroniczne systemy wspomagające kierowcę, zapewniające wysoki poziom bezpieczeństwa i komfortu. Coraz większą rolę odgrywają kwestie ekologii, stąd dynamiczny rozwój pojazdów z napędem hybrydowym i elektrycznym.
      Współczesne trendy w designie samochodów to m.in. dążenie do aerodynamicznej sylwetki, LED-owe oświetlenie, duże alufelgi i muskularne proporcje nadwozia. Jednocześnie producenci starają się wyróżnić swoje modele charakterystycznym wyglądem zgodnym z filozofią marki.
      Innowacje i kierunki rozwoju
      Branża motoryzacyjna nieustannie poszukuje innowacyjnych rozwiązań, które mają uczynić samochody bardziej przyjaznymi dla środowiska, bezpiecznymi i funkcjonalnymi. Kluczowe kierunki rozwoju to elektromobilność, autonomiczne systemy jazdy czy komunikacja między pojazdami. Coraz większe znaczenie zyskują także usługi mobilności, takie jak car-sharing czy abonamenty na samochody. Zmienia się podejście do własności pojazdu, szczególnie wśród młodszych pokoleń, które chętniej korzystają z elastycznych form użytkowania aut.
      Nadal jednak samochody pozostają wyznacznikami statusu – mimo swojej powszechnej dostępności.
      Ewolucja pojazdów – niezwykła podróż przez historię
      Historia samochodu to fascynująca opowieść o ludzkiej pomysłowości, innowacyjności i dążeniu do ciągłego ulepszania środków transportu. Od pierwszych prymitywnych pojazdów napędzanych silnikiem parowym, przez kultowe modele będące ikonami swoich epok, aż po zaawansowane technologicznie współczesne auta – samochody przeszły ogromną ewolucję.
      Dziś stoją one przed nowymi wyzwaniami związanymi z ochroną środowiska, bezpieczeństwem i zmieniającymi się potrzebami użytkowników. Jednak jedno pozostaje niezmienne – samochody nadal są symbolem wolności, niezależności i realizacji marzeń o podróżowaniu, odgrywając istotną rolę w życiu milionów ludzi na całym świecie.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Google ujawniło swoją pilnie strzeżoną tajemnicę. Koncern, jako pierwszy dostawca chmury obliczeniowej i – prawdopodobnie – pierwszy wielki właściciel centrów bazodanowych, zdradził ile wody do chłodzenia zużywają jego centra obliczeniowe. Dotychczas szczegóły dotyczące zużycia wody były traktowane jak tajemnica handlowa.
      Firma poinformowała właśnie, że w ubiegłym roku jej centra bazodanowe na całym świecie zużyły 16,3 miliarda litrów wody. Czy to dużo czy mało? Google wyjaśnia, że to tyle, ile zużywanych jest rocznie na utrzymanie 29 pól golfowych na południowym zachodzie USA. To też tyle, ile wynosi roczne domowe zużycie 446 000 Polaków.
      Najwięcej, bo 3 miliardy litrów rocznie zużywa centrum bazodanowe w Council Bluffs w stanie Iowa. Na drugim miejscu, ze zużyciem wynoszącym 2,5 miliarda litrów, znajduje się centrum w Mayes County w Oklahomie. Firma zapowiada, że więcej szczegółów na temat zużycia wody przez jej poszczególne centra bazodanowe na świecie zdradzi w 2023 Environmental Report i kolejnych dorocznych podsumowaniach.
      Wcześniej Google nie podawało informacji dotyczących poszczególnych centrów, obawiając się zdradzenia w ten sposób ich mocy obliczeniowej. Od kiedy jednak zdywersyfikowaliśmy nasze portfolio odnośnie lokalizacji i technologii chłodzenia, zużycie wody w konkretnym miejscu jest w mniejszym stopniu powiązane z mocą obliczeniową, mówi Ben Townsend, odpowiedzialny w Google'u za infrastrukturę i strategię zarządzania wodą.
      Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że Google'a do zmiany strategii zmusił spór pomiędzy gazetą The Oregonian a miastem The Dalles. Dziennikarze chcieli wiedzieć, ile wody zużywają lokalne centra bazodanowe Google'a. Miasto odmówiło, zasłaniając się tajemnicą handlową. Gazeta zwróciła się więc do jednego z prokuratorów okręgowych, który po rozważeniu sprawy stanął po jej stronie i nakazał ujawnienie danych. Miasto, któremu Google obiecało pokrycie kosztów obsługi prawnej, odwołało się od tej decyzji do sądu. Później jednak koncern zmienił zdanie i poprosił władze miasta o zawarcie ugody z gazetą. Po roku przepychanek lokalni mieszkańcy dowiedzieli się, że Google odpowiada za aż 25% zużycia wody w mieście.
      Na podstawie dotychczas ujawnionych przez Google'a danych eksperci obliczają, że efektywność zużycia wody w centrach bazodanowych firmy wynosi 1,1 litra na kilowatogodzinę zużytej energii. To znacznie mniej niż średnia dla całego amerykańskiego przemysłu wynosząca 1,8 l/kWh.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Ruszasz na urlop? Wiesz, jak przygotować samochód do podróży? Przed wyjazdem w daleką trasę powinieneś dobrze sprawdzić stan techniczny pojazdu, a także zabrać ze sobą odpowiednie akcesoria. Niech nic nie zaskoczy Cię podczas wyjazdu, a na pewno wrócisz wypoczęty!
      Jak przygotować samochód na wakacyjną podróż?
      Oczywiście każdy samochód powinien być regularnie sprawdzany, nie tylko przed wyjazdami na wakacje. Jednak jak wiemy w praktyce, bywa z tym różnie. Pamiętaj, że kiedy wybierasz się daleko od domu, koniecznie powinieneś przygotować auto do trasy. Zwłaszcza jeśli zabierasz ze sobą rodzinę. Zapewnienie bezpieczeństwa podróżującym bliskim to absolutny priorytet każdego kierowcy. Przygotowanie samochodu nie polega wyłącznie na sprawdzeniu jego stanu technicznego, ale także zabraniu odpowiednich akcesoriów lub narzędzi. Powinieneś także upewnić się, jaki zakres ubezpieczenia obejmuje Twoje auto i podróżujące z Tobą osoby.
      Sprawdź pobliski warsztat na trasie Twojej podróży:
      https://motointegrator.com/pl/pl/warsztaty
      Sprawdzenie stanu pojazdu i krótki serwis przed wyjazdem
      Podróże zazwyczaj planowane są z odpowiednim wyprzedzeniem. Upewnij się więc wcześniej w jakim stanie są najważniejsze podzespoły Twojego pojazdu. Sprawdź poziom zużycia klocków hamulcowych, a także stan bieżnika opon. Jeśli cokolwiek budzi Twoje wątpliwości, udaj się do mechanika. Ważne jest także sprawdzenie poziomu płynu chłodniczego i oleju. Jeśli poziom jest minimalny, konieczne będzie ich uzupełnienie. W bagażniku warto wozić także zapasową butelkę oleju i płynu chłodniczego. Nigdy nie wiadomo, co spotka Cię po drodze. Dzięki przygotowaniu zapasu będziesz mógł uzupełnić stan płynów, aby bezpiecznie dojechać do warsztatu samochodowego w razie wycieków. Przed wyjazdem warto także udać się na szybki przegląd do mechanika. Podda weryfikacji także stan zawieszania oraz stan pasków osprzętu, które również lubią niezapowiedziane odmówić posłuszeństwa. Przy okazji warto także odgrzybić i „nabić” klimatyzację. W końcu czeka Cię kilkugodzinna podróż, a lato bywa upalne.
      Co zabrać ze sobą w wakacyjną podróż?
      Przede wszystkim, sprawdź koło zapasowe. Powinieneś mieć także ze sobą pasujący klucz i lewarek, za pomocą którego możliwe będzie podniesienie auta. Wiele samochodów nie przewiduje już miejsca na koło zapasowe. Wtedy konieczne jest wożenie tak zwanego „zestawu naprawczego” składa się on z pianki wypełniającej ubytki w oponie oraz kompresora, z pomocą którego możliwe jest napompowanie koła. W bagażniku pojazdu koniecznie powinien znaleźć się także trójkąt ostrzegawczy oraz ważna gaśnica samochodowa. Obowiązkowym wyposażeniem, choć często lekceważonym, jest kamizelka odblaskowa, którą powinieneś założyć podczas nieoczekiwanych postojów. W bagażniku powinno się również znaleźć miejsce na apteczkę, mimo, że nie jest ona wymagana w świetle przepisów.
      W podróż zabierz także podstawową skrzynkę z narzędziami. Powinny się w niej znaleźć: taśma izolacyjna, opaski zaciskowe, zestaw wkrętaków i kluczy płasko oczkowych i zapasowe żarówki. Choć w nowoczesnych autach niewiele można naprawić samodzielnie, warto mieć takie podstawowe narzędzia. Z ich pomocą możesz naprawić np. bagażnik dachowy. Poza tym przygotuj akcesoria ułatwiające jazdę. Powinien to być uchwyt do telefonu, a także ładowarka samochodowa. Jeśli nie korzystasz z map Google, powinieneś zabrać ze sobą również nawigację GPS. Mogą przydać się również okulary przeciwsłoneczne z polaryzacją, jeśli masz spędzić za kółkiem wiele godzin.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Prawnikom Google'a nie udało się doprowadzić do odrzucenia przez sąd pozwu związanego z nielegalnym gromadzeniem danych użytkowników przez koncern. Sędzia Lucy Koh uznała, że Google nie poinformował użytkowników, iż zbiera ich dane również wtedy, gdy wykorzystują w przeglądarce tryb anonimowy.
      Powodzi domagają się od Google'a i konglomeratu Alphabet co najmniej 5 miliardów dolarów odszkodowania. Twierdzą, że Google potajemnie zbierał dane za pośrednictwem Google Analytics, Google Ad Managera, pluginów oraz innych programów, w tym aplikacji mobilnych. Przedstawiciele Google'a nie skomentowali jeszcze postanowienia sądu. Jednak już wcześniej mówili, że pozew jest bezpodstawny, gdyż za każdym razem, gdy użytkownik uruchamia okno incognito w przeglądarce, jest informowany, że witryny mogą zbierać informacje na temat jego działań.
      Sędzia Koh już wielokrotnie rozstrzygała spory, w które były zaangażowane wielkie koncerny IT. Znana jest ze swojego krytycznego podejścia do tego, w jaki sposób koncerny traktują prywatność użytkowników. Tym razem na decyzję sędzi o zezwoleniu na dalsze prowadzenie procesu przeciwko Google'owi mogła wpłynąć odpowiedź prawników firmy. Gdy sędzia Koh zapytała przedstawicieli Google'a, co koncern robi np. z danymi, które użytkownicy odwiedzający witrynę jej sądu wprowadzają w okienku wyszukiwarki witryny, ci odpowiedzieli, że dane te są przetwarzane zgodnie z zasadami, na jakie zgodzili się administratorzy sądowej witryny.
      Na odpowiedź tę natychmiast zwrócili uwagę prawnicy strony pozywającej. Ich zdaniem podważa ona twierdzenia Google'a, że użytkownicy świadomie zgadzają się na zbieranie i przetwarzanie danych. Wygląda na to, że Google spodziewa się, iż użytkownicy będą w stanie zidentyfikować oraz zrozumieć skrypty i technologie stosowane przez Google'a, gdy nawet prawnicy Google'a, wyposażeni w zaawansowane narzędzia i olbrzymie zasoby, nie są w stanie tego zrobić, stwierdzili.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Inżynierowie w University of Texas at Austin stworzyli najmniejsze w dziejach urządzenie do przechowywania danych. Profesor Deji Akiwande i jego zespół opierali się na opisywanych już przez nas badaniach, w czasie których powstał atomistor, najcieńsze urządzenie do składowania danych. Teraz naukowcy poczynili krok naprzód zmniejszając przekrój swojego urządzenie do zaledwie 1 nm2.
      Kluczem do dalszej redukcji rozmiarów urządzenia było dobre poznanie właściwości materiałów w tak małej skali i wykorzystanie roli defektów w materiale. Gdy pojedynczy dodatkowy atom metalu wypełnia dziurę, przekazuje materiałowi nieco ze swojego przewodnictwa, co prowadzi do zmiany czyli pojawienia się efektu pamięciowego, mówi Akinwande. Mniejsze układy pamięci pozwolą na stworzenie mniejszych komputerów i telefonów. Układy takie zużywają też mniej energii, pozwalają przechować więcej danych w mniejszej przestrzeni, działają też szybciej.
      Wyniki tych badań przecierają drogę do opracowania przyszłych generacji interesującego Departament Obrony sprzętu takiego jak ultragęste układy pamięci, neuromorficzne systemy komputerowe, systemy komunikacyjne działające w zakresie fal radiowych i inne, mówi Pani Veranasi, menedżer w US Army Research Office, które finansowało najnowsze badaniach.
      Atomristor, na którym oparto najnowsze badania, był już najcieńszym układem pamięci. Jego grubość wynosiła zaledwie 1 atom. Jednak dla zmniejszenia urządzeń ważny jest również ich przekrój poprzeczny. Tym, czego poszukiwaliśmy było spowodowanie by pojedynczy atom kontrolował funkcje pamięci. Udało się nam to osiągnąć, mówi Akinwande.
      Nowe urządzenie należy do kategorii memrystorów, urządzeń zdolnych do modyfikowania oporności pomiędzy dwoma punktami końcowymi bez potrzeby używania bramki w roli pośrednika. Opracowana właśnie odmiana memrystora, którą stworzono dzięki wykorzystaniu zaawansowanych narzędzi z Oak Ridge National Laboratory, daje szanse na osiągnięcie gęstości zapisu rzędu 25 Tb/cm2. To 100 krotnie więcej niż obecnie dostępne komercyjne układ flash.
      Nowy układ pamięci wykorzystuje dwusiarczek molibdenu (MoS2). Jednak jego twórcy zapewniają, że w tej roli można wykorzystać setki innych materiałów o podobnej budowie.

      « powrót do artykułu
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...