Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

lucky_one

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    739
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

2 Neutralna

O lucky_one

  • Tytuł
    Nadsztygar
  • Urodziny 16.03.1985

Informacje szczegółowe

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Łódź
  1. Jajcenty, prawdopodobnie chodzi o to, że do dalszego zgazowania tego węgla, który pozostał, potrzebny jest wodór (który cośtam kosztuje, a którego obecnie najtańszym źródłem jest ropa - więc nie ma sensu rozkładać ropy na wodór, żeby z niego uzyskać paliwo ropopodobne). Chodzi o to, że ogólny wzór biomasy możemy przyjąć jako C6H12O6 - tylko część z tego utworzy ciecze organiczne. Część ulotni się jako metan i inne lotne węglowodory, część jako para wodna czy tlenek węgla (II lub IV). O ile z tego wzoru wodór i tlen bez problemu sobie wylecą, to węgiel, jeśli nie zabierze się razem z którymś z pozostałych składników, stanowić będzie pozostałość stałą. A ze względu na osobliwość procesu, jego powierzchnia będzie dość mocno rozwinięta (czyli będzie węglem aktywnym). Po prostu upłynnianie węgla nie ma sensu, jeśli chcesz go upłynniać wodorem z ropy czy gazu ziemnego. A jeśli to ma być wodór np z elektrolizy czy fotolizy wody, to takie paliwo obecnie jest co najmniej kilkakrtotnie droższe od klasycznych. Niby można też upłynniać z użyciem wody - wtedy powstaje nam gaz syntezowy, a z niego w procesie Fischera-Tropscha robimy sobie płynne paliwo. Ale ponieważ przy powstawaniu wody z wodoru i tlenu wydzielane są ogromne ilości energii, tę samą energię trzeba dostarczyć jeśli chcemy mieć proces odwrotny - fizyki się nie oszuka Podejrzewam że z tego względu upłynnianie węgla z użyciem pary wodnej może być nieekonomiczne ze względu na duże nakłady energii W każdym razie jeśli chodzi o wszelkie procesy przeróbki - czy to chemiczne czy mechaniczne czy inne - ekonomia jest nieubłagana. Większość rzeczy robi się, bo się opłaca, a nie dlatego że można Często chodzi o ekonomię finansową, ale można też pomyśleć np o ekonomii energetycznej
  2. TrzyGrosze i Gedart - chciałbym odpowiedzieć Wam obu. Zgadzam się również, że wartościowa sztuka, rozumiana jako taka za którą ludzie chcą dać pieniądze, oczywiście niech się sprzedaje. Ale zrobię tu dwie uwagi: po pierwsze to, że jest na dyskach, nie znaczy że jest wystarczająco wartościowa. Jest na dyskach dlatego, bo jest dostępna za darmo. Gdyby była dostępna wyłącznie za pieniądze i ludzie by mieli, to wtedy znaczy że jest na tyle wartościowa żeby za nią zapłacić tyle, za ile była wystawiona. Druga rzecz - słusznie zauważyłeś Gedart, że do rzemieślnika się idzie za potrzebą. A sztuka jest wyżej na piramidzie potrzeb - może być istotna dopiero, jeśli spełni się potrzeby podstawowe (chociażby posiadanie prysznica i łóżka). Ktoś kto żyje od pierwszego do pierwszego (podejrzewam że jest to z 80% ludzi w Polsce niestety, w niektórych krajach jest trochę lepiej) nie będzie w stanie przeznaczyć znacznych sum na kulturę, bo zwyczajnie nie będzie to dla niego ważne, jeśli będzie miał wybierać między jedzeniem/rachunkami a muzyką czy inną formą sztuki. Dlatego mówiłem o mikrotransakcjach - ten ogrom ludzi będzie bardziej skory wydać po 1zł na 3 ulubione piosenki czy 15-30zł na fajną grę, na którą zrzuca się na Kickstarterze razem z tysiącem innych osób, niż wydać na produkt na półce sklepowej (album, gra w pudełku) który przeszedł przez dziesięciu pośredników i kosztuje 100zł. TrzyGrosze, pytałeś jak bardzo ludzie byliby skorzy wydać to 1zł. Popularność obecnie różnych mikropłatności w grach online, portalach społecznościowych itd świadczy chyba o tym, że metoda ta ma powodzenie. Sam osobiście wydałem na przestrzeni kilku lat ze 100zł na 5-złotowe smsy z aktualizacjami do AllPlayera. Powoli zbieram się żeby przejść na inny program, bo zauważyłem że te 'nowe wersje' są robione tylko aby wymusić nowe aktualizacje, co uważam za nieuczciwe - chodzi o to że przestają mi działać jakieś starsze filmy na przykład. Oczywiście do momentu aż zrobię aktualizację :/ Tym niemniej chodzi mi o to, że ten 'rynek biedaków' jest ogromny. Trzeba po prostu zaproponować taką cenę, którą ludzie będą chcieli zapłacić. I niestety taka jest przykra prawda, że bez sztuki da się żyć, a bez jedzenia czy mebli nie. Artyści muszą się z tym pogodzić. Zaś każdy obiekt jest wart tylko tyle i aż tyle, ile ktoś jest w stanie za niego dać - proste. Za niektóre treści ludzie są w stanie dać 0, za niektóre do 1-2zł, a za niektóre (np jakieś sławne obrazy, których ja osobiście nigdy bym sobie nie chciał powiesić - tylko miejsce na ścianie zajmują) po kikadziesiąt milionów. Ale w przypadku tych sum oczywiście nie mówimy o tych 80% społeczeństwa, tylko o 1-2%, które nie wiedzą co to stres czy wystarczy do pierwszego. I właśnie dlatego że nie wiedzą, są w stanie wydawać na rzeczy z praktycznego punktu widzenia niepotrzebne, ilości pieniędzy jakich niejeden z tych 80% nie zarobi przez całe swoje życie. I żeby nie było - jestem przeciwny piraceniu wszystkiego na potęgę dla samej idei piracenia. Dążyłbym raczej nabywania płatnego, bo to faktycznie sprawia że artyści mogą dalej tworzyć. Ale trzeba dojść do kompromisu jeśli chodzi o cenę. Natomiast w czasach dzisiejszego 'lansowania' i wciskania ludziom kitu uważam że dobrze, iż mogę sobie pobrać 'grę wszechczasów' z torrentów i sprawdzić czy jest warta tych 100zł, które za nią wołają w sklepie. Często wtedy okazuje się, że jest warta co najwyżej 20. Nie wiem jak to u Was wygląda, ale np ja w miarę chętnie kupuję gry indie, dostępne w sieci z reguły w okolicach 30zł, i myślę że jest to kwota która dla wielu nie byłaby taką barierą jak ceny widziane w sklepach
  3. Jak dla mnie tym popierasz tylko mój pogląd, że obecnie nie chodzi o twórczość i artyzm tylko o zarabianie pieniędzy. Ad 1. Wystarczy Youtube i Facebook. Jeśli utwór utrafi w gusta (vide ostatnie Gangnam Style) to w ciągu kilkunastu dni będzie miał kilka milionów wyświetleń. Ad 2. Nikt nie wie czy jest zdolny czy nie. Ale artyście to nie przeszkadza. Bo artyście nie zależy na sprzedaniu się, tylko na przekazaniu swojej wizji. Ad 3. To potwierdza moją tezę o nadprodukcji. I pewnie z tego powodu tak wspominasz o 'lansie' - większość tej twórczości widocznie nie jest na tyle wartościowa żeby została zauważaona, więc trzeba wmówić ludziom że jest wartościowa. A dobra jakość obroni się sama, i rozejdzie się szybciej niż przy użyciu jakiejkolwiek reklamy za pomocą poczty pantoflowej, obecnie mającej globalny zasięg dzięki internetowi. Żaden marketing nie działa tak dobrze jak polecenie przez znajomego, z którego opinią się liczymy. Myślę, że tu warto też może nawiązać do piramidy potrzeb.. Jeśli ktoś bierze się za realizację potrzeb wyższych (tworzenie, sztuka) żeby realizować potrzeby podstawowe (zarobek na utrzymanie) to mam wrażenie, że nic dobrego z tego wyjść nie może. Bo w tym momencie sztuka przestaje być wartością, a staje się towarem. Zaś twórca przestaje być artystą, a staje się co najwyżej rzemieślnikiem. Może właśnie sztuka nie powinna być receptą na życie, a powinna być takim właśnie hobby, uprawianym gdy na to życie jest się w stanie zarobić właśnie wykonywaniem rzemiosła? A skoro ktoś mimo braku środków chce tworzyć, to znaczy że może jednak jest artystą.. ale wtedy niech tworzy niezależnie od popularności swojej sztuki, bo w sumie chyba na tym artyzm polega? Od podaży i popytu jest handel.
  4. Chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy poruszonych do tej pory tylko marginalnie. Mianowicie: "Jak dzieło będzie dobre, to się obroni". I to jest święta prawda. Fani zespołów, gier czy innych form artystycznych w dużej mierze kupią oryginały. Ale są tu dwa istotne czynniki - jak ktoś już zauważył, artysta dostaje jakieś śmieszne ochłapy 'od sprzedaży' - lwią część zysków zgarnia wytwórnia/dystrybutorzy. Druga rzecz, to cena. Dlaczego ludzie tak chętnie ściągają z internetu? Bo jest za darmo! A jak jest na półce sklepowej za 100zł, to nawet pies z kulawą nogą tego nie tknie, bo po pierwsze ludzie nie mają pieniędzy, po drugie widocznie to dzieło nie jest tyle warte (piszę to posiadając kilka kolekcjonerskich egzemplarzy gier zakupionych za 200-300zł - zatem jak taki zestaw oferuje coś więcej niż to co mogę mieć z sieci plus pudełko na płytę, to może być wart swojej ceny). Gdzie leży wyjście z tego problemu? W znienawidzonym przez obrońców praw autorskich internecie! Wystarczy żeby twórca założył swoją stronę, albo zgłosił się do odpowiedniego serwisu i sprzedawał swoją twórczość osobiście. Oczywiście nie wyeliminuje to piractwa, ale przy odpowiednich cenach twórca obłowi się na jednym hicie do końca życia. Dlaczego? Bo ludzie chętnie zapłacą twórcy np 50gr za jedną piosenkę. Nie kupią całej płyty za 50zł, ale jak 100 000 osób ściągnie po jednej piosence, to już trochę zysk jest, prawda? I to na czysto. A z płyty za 50zł twórca dostałby może 2zł? Reszta byłaby dla pośredników. Oczywiście na takiej bezpośredniej sprzedaży stracą pośrednicy... no ale cóż, biznes to biznes. Do tej pory nazbierali na pewno tyle pieniędzy, że im nie braknie. Albo otworzą sobie z tego inny interes. Poza tym bezpłatne dzielenie się należy traktować jako reklamę - wiele dzieł zyskało popularność wyłącznie dzięki tej formie 'marketingu'. A zyski ze sprzedaży oryginałów będą większe od poniesionych rzekomych strat (nie można zakładać, że coś, co można mieć za darmo, zostanie kupione za niebotyczne pieniądze jeśli nie będzie możliwe do uzyskania za darmo - to jak z tymi czereśniami. Po prostu ludzie z tego zrezygnują). Jedynym problemem jest tu cena, którą można niezwykle zredukować jeśli wejdzie się w sprzedaż bezpośrednią. Bo większość ceny stanowią marże pośredników właśnie, którzy w obecnym systemie dystrybucji znajdują się na najlepszej pozycji. Takie mirotransakcje przynoszą sukcesy - wystarczy popatrzeć na rozmnażające się jak plaga kolejne gry internetowe gdzie 'za smsa' można kupić jakieś gadżety. Polecam też strony takie jak gog.com, gdzie za drobne pieniądze można kupić różne stare gry komputerowe w odświeżonej szacie oraz nowe gry komputerowe niezależnych twórców (tzw. indie). Chciałbym również wskazać serwis Kickstarter.com, który pozwala twórcom bez pieniędzy na ogólnoświatową zrzutkę na dokańczanie ich dzieł - wiele projektów jest finansowane w stopniu dwukrotnie przewyższającym pierwotne potrzeby. Bo ludzie chętnie dadzą np 5$ na dokończenie gry, jednocześnie za te 5$ nabywając prawo do pobrania sobie pełnej wersji. Podsumowując, przychylam się do zdania, że 'dobry produkt obroni się sam', a ponadto chcę dodać, że wystarczy go za niewygórowaną cenę udostępnić bezpośrednio konsumentom. Wtedy chętnie wydadzą oni niewielkie sumy na to żeby legalnie nabyć dzieło, a twórca zarobi nawet więcej niż na kontrakcie z wytwórnią. Straci wytwórnia, ale cóż... uważam że pośredników powinno być tylko tyle, ile jest niezbędne. A w dzisiejszych czasach namnożyło się ich jak robactwa, bo to najłatwiejszy sposób na zarobienie - nic nie wymyślasz, nic nie produkujesz - sprzedajesz tylko pomysły i pracę innych. Chciałem dorzucić jeszcze trzy grosze. Ubolewam, że takie postaci jak Kafka czy Mickiewicz, które tworzyły z potrzeby tworzenia, zostały zrównane z dzisiejszymi wyrobnikami, których mylnie nazywa się artystami. Ci wyrobnicy grają teledysk czy piszą książkę pod dyktando wytwórni i dzieło to nie powstaje z potrzeby tworzenia, tylko z potrzeby zarabiania. Taka gwiazdka po jednej piosence, dzięki ogromnemu wysiłkowi marketingowców wylansowanej na hit sezonu, w kolejnym roku już nie jest przez nikogo pamiętana. Obecnie mamy do czynienia z produkcją treści a nie z tworzeniem dzieł. A że treści jest nadprodukcja, bo podaż jest większa niż popyt, to trzeba dużo inwestować w marketing, żeby sztucznie wykształcić w ludziach potrzeby obcowania z tą wyprodukowaną treścią - wmówić im, że jest to wartościowe i że jest im potrzebne. Przeszedłem w sumie do zmiany profilu tworzenia i chciałbym też wrzucić kilka słów na ten temat. Tu znów posłużę się przykładem gier (i trochę filmów). Kiedyś gry bywały bardzo pomysłowe, trudne, przemyślane.. jednym słowem - stworzone dla elity. Elity rozumianej jako gracze, którzy żyją tymi grami, posiadają spore doświadczenie i umiejętności w graniu. Dziś wielkie wytwórnie produkują gry, które mają być lekkie, łatwe i przyjemne - nie mają być dziełem, klasyką. Mają być kupione przez jak największą ilość ludzi - w związku z tym nie mogą być projektowane dla wąskiej wykwalifikowanej elity. Są proste, z oklepanym pomysłem, który już się sprawdził i niesie minimalne ryzyko tego że się nie zwróci. W zamian za wartościową treść oferują za to bardzo widowiskową oprawę - superrealistyczną grafikę, możliwość wyświetlania obrazu 3d, chwalenia się swoimi osiągnięciami w internecie. Nie wiem czy zauważyliście, że bardzo podobnie jest z filmami? Kiedyś naprawdę dobre produkcje były na ustach ludzi - wzajemnie polecano sobie filmowe perełki. A dziś? O ilu produkcjach wszechczasów, komediach wszechczasów i innych wszech- i naj- słyszeliście w tym roku? Mit ich wielkości był potrzymywany aż do dnia premiery. Później parę osób poszło i jakoś słuch o tych największych przecież dziełach wszechczasów jakimś cudem zaginął.. Gdyby naprawdę były dobre, to ludzie wzajemnie polecaliby sobie dalej, że warto na to iść do kina czy chociażby warto ściągnąć i poświęcić temu swój czas. Ale z jakiegoś powodu tak się rzadko dzieje.. 'Dobry produkt obroni się sam'. A badziewia na szczęście nawet najlepszy marketing na długo nie wypromuje. Treść mizerna - dlaczego ostatnio mamy do czynienia właściwie tylko z thrillerami oraz komediami/komediami romantycznymi? Bo scenariusz z grubsza jest zawsze taki sam - można zmienić trochę okoliczności, imiona postaci i niskim kosztem mamy nową produkcję. Za to w zamian wciska nam się coraz lepsze efekty specjalne, projekcję 3d.. A że treść badziewna? No cóż.. tak to już jest jak się produkuje, a nie tworzy.
  5. A ja bym chyba wolał babeczkę słyszeć niż faceta
  6. Gęstość zapisu jest niezbyt powalająca, za to odporność godna podziwu. Ale technologia ta pewnie jest droższa od płyt cd/dvd i to może stanowić dużą barierę w szerokim jej zastosowaniu. Natomiast do zadań specjalnych (np 'dyskietki' w kosmosie) wynalazek ten może być nieoceniony
  7. Nie rozumiem... projektowali łazik 5 lat czy coś w okolicy tego, i nie mogli zamontować większej ilości pamięci, żeby zainstalować od razu całe oprogramowanie? Oraz skonstruować oprogramowania tak, żeby pisać jedynie skrypty, a nie bawić się w pisanie nowych programów za każdym razem? A przecież pamięć już w czasach początku powstawania łazika była bardzo tania.
  8. Mam wrażenie, że to obecne szaleństwo na punkcie rozdzielczości jest jakieś nieuzasadnione.. nie wiem, może wykreowane przez marketingowców? Kiedyś tego wszystkiego nie było, a ludzie potrafili robić dobre zdjęcia, dobre filmy.. A teraz mamy po 10 Mpx, rozdzielczość hd i inne wynalazki.. i po co? Po to żeby robić sweet-focie i nagrywać telefonami głupkowate filmiki, a później zaśmiecać tym internet? Wg mnie najważniejsze nie jest jak się pokazuje (na zdjęciu, w filmie, grze, muzyce, teledysku), ale co się pokazuje.. Niestety z moich obserwacji wynika że iloczyn tych dwóch czynników jest stały. 'Jak' od kilkunastu lat bije kolejne rekordy dokładności, zaś 'co' staje się coraz bardziej pomijalne
  9. Hmm... dziwne. Bo ja słyszałem, że dobry produkt sprzedaje się sam. Skoro na telefon Nokii trzeba wydać na marketing tyle ile wynosi pewnie w przybliżeniu koszt urządzenia dla końcowego użytkownika (czyli w zasadzie sprzedają po kosztach ), to chyba dobitnie świadczy to o jakości tych urządzeń edit: Tak mi jeszcze przyszło do głowy.. To może taniej, chociaż pewnie bardziej żenująco by było, jakby zrobili akcję "Kup Nokię za 49$, a damy Ci 200$ do ręki!". Marketing byłby tańszy, a ludzie chętnie poszliby na taki układ, że ktoś zapłaci im za to że wezmą badziewny telefon
  10. Marc, bardzo ładnie to opisałeś, ale niestety ludzie po pierwsze są leniwi i wygodni, po drugie boją się odpowiedzialności, a po trzecie niestety zostali przyzwyczajeni do tego że ktoś myśli za nich i lepiej od nich wie co dla nich dobre. Dlatego ludzie tak bardzo chcą przywilejów socjalnych, zamiast np być za radykalnym obniżeniem podatków i wzięciem na siebie opłat za ubezpieczenia, służbę zdrowia, naukę itd.. Zgadzam się, że ogromnym problemem jest obecnie wypłynąć ponad komercję i to niezależnie czy mówimy o szeroko rozumianej kulturze (głównie muzyka, filmy, gry komputerowe, ale pewnie też inne dziedziny), czy też np o produktach spożywczych, poglądach.. Również mam nadzieję, że stopniowo społeczeństwo otrząśnie się z tej masowej hipnozy i przestanie potulnie rzuć papkę podtykaną przez potentatów.. W niektórych dziedzinach jest to zauważalne - np coraz większą popularnością cieszą się regionalne browary, czy też niezależne gry komputerowe. Ciekawe kiedy przyjdzie czas na świadome zakupy oraz udział w życiu politycznym. Coppertop, strzał w dziesiątkę! Myślę że to jest bardzo ważna statystyka, a może się okazać że wypada dość zawstyczająco - czyli tak jak opisałeś, że paradoksalnie piractwo zwiększa sprzedaż oryginalnego produktu Jeśliby tak było, to odtrącony zostałby podstawowy argument walczących z piractwem, vide generowanie kolosalnych strat właścicieli praw autorskich (celowo nie piszę autorów, bo autorzy przeważnie dostają jakiś śmieszny % od sprzedaży, jeśli w ogóle nie jest to sam ryczałt). Tym niemniej widać, że wielu ludzi piraci dlatego iż czują się bezkarni.. Podobnie zapewne jest z agresją w internecie. Myślę jednak, że w aspekcie piractwa najważniejszy jest ten aspekt ekonomiczny. Jeśli okazało by się, że bezsprzecznie piractwo wiąże się z większą sprzedażą, to organizacje antypirackie stanęłyby przed trudnym zagadnieniem - zaprzeczyłoby to sensowi ich istnienia. ..A może zaczęliby wydawać licencje na piracenie, w postaci np limitów na ilość spiraconych danych lub liczbę produktów, żeby móc czerpać zyski z tego licencjonowania? To już byłby maksymalny paradoks.
  11. Z tego co wiem, wspaniałomyślność w ludziach budzi gdy widzą kogoś innego zachowującego się altruistycznie lub gdy wręcz sami są obiektem takiego altruistycznego działania ze strony innych. Choć pewnie jak ktoś jest skończoną szują i chamem (tudzież chamką) pozbawionym wstydu, to jego to nie dotyczy :/
  12. Ciekaw jestem co będzie jak zaczną powstawać urządzenia grafenowe Myślę, że czeka nas skok szybkości obliczeniowej jakiego do tej pory nie było. I urządzenia trzymające na bateriach znacznie dłużej niż dzisiejsze. Mam tylko wrażenie, że póki co (i pewnie będzie tak jeszcze dość długo) głównym problemem jest cena wytworzenia tego niesamowitego materiału.. Podobno warszawscy naukowcy wnieśli do tego trochę (udało się opracować technologię znacznie mniej wadliwą niż technologia amerykańska), ale cena chyba ciągle pozostaje niebotyczna - rzędu tysiąca złotych za 1 gram. Ktoś ma może jakieś nowsze informacje?
  13. A czy metoda naciskowa nie będzie jeszcze bardziej niż obecna narażona na uszkodzenia powstałe przy wstrząsach? Poza tym nie bardzo rozumiem korzyści płynące z odwrócenia mechanizmu - dalej będzie on podatny na zmianę pól elektromagnetycznych, a prąd dalej będzie wykorzystywany - tyle, że do zasilania 'miniaturowych igiełek', które będą pukać w powierzchnię, zamiast do tworzenia napięć które będą wywoływać zmiany na powierzchni. Dla mnie bardziej obiecująca byłaby technologia, która uodparnia nośnik danych na EMP czy na promieniowanie kosmiczne - więc raczej byłaby to technologia bazująca na zapisie mechanicznym jak w gramofonie lub optycznym jak w płytach cd/dvd (w zasadzie też jest to forma zapisu mechanicznego). Ale może po prostu nie widzę potencjału tkwiącego w wynalazku? Jeśli ktoś widzi, to chętnie poczytam jeśli przedstawi
  14. 65 dolarów za sztukę wydaje mnie się bardzo wysoką ceną jak za coś, co ma mieć podobną popularność do bandaża czy plastra.. Ta cena może stanowić barierę do powszechnego użycia. Zresztą, zastanawiam się, czy napierająca krew prędzej nie spowoduje bardzo bolesnego ucisku na inne części ciała pod skórą nim wytworzy się skrzep? W każdym razie może do tego dojść przy obfitym krwawieniu, a chyba tylko takie będzie powstrzymywane za pomocą tej spinki - jest zbyt droga żeby stosować ją do prostych zacięć.
  15. Wyraz 'sex' chyba przeczy tej regule Zaś a'propos tego co napisali slavinho oraz wilk - analogicznie do artykułu, można zauważyć korelację pomiędzy liczbą piratów oraz globalną temperaturą na Ziemi. Vide, globalne ocieplenie jest spowodowane malejącą liczbą piratów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...