-
Aktywni użytkownicy
-
Najaktywniejsi
- KopalniaWiedzy.pl (38122),
- mikroos (9800),
- waldi888231200 (6865),
- thikim (5647),
- Jajcenty (4919)
-
W tym miesiącu świętują
-
Witaj!
Jeśli chcesz udzielać się na naszym forum - zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.
-
Kto jest online? (Zobacz pełną listę)
Brak zarejestrowanych użytkowników online
-
Najnowsze komentarze
-
Może w piece, może do zmieszanych, nie wiem. Ale to by się pokrywało z tym co czytałem w internecie, że z "żółtych" odpadów odzyskuje się się czterdzieści kilka procent, a w przypadku systemu kaucyjnego nawet ponad 90 %. Ciekawe, że do butelek plastikowych można dać (w praktyce) max. ok. 50 % rPET, reszta musi być z nowo wyprodukowanego. Czyli jeśli dobrze rozumiem, system butelek jednorazowych przechodzi de facto w system butelek dwurazowych (1 + 1/2 + 1/4 + ... = 2). U mnie doświadczenie odwrotne, na ok. 30 oddanych butelek przypada jedna, której butelkomat nie chce przyjąć, chociaż wyglądem się ona niczym nie różni (jak dla mnie). Zapewne ta prasa do zgniatania butelek czy co tam ma jakieś kolce do przebijana, albo noże, które przecinają, inaczej to nie miałoby sensu.
-
Pewnie chodzi o energię, a ta nie jest może zbyt duża, ale i tak za duża, bo ludzkie łapki robią to właściwie za free, a na dodatek z pożytkiem dla zdrowia zgniatającego butelki. Coraz bardziej jestem pod wrażeniem jak (jako lemingi, albo stado baranów) poszliśmy ścieżką butelkomatów... Jako perełka: Czyli aż tyle ton plastiku trafiała gdzie? W piece? Minister klimatu fajna jest, ale to powiastki dla jakichś niedorozwiniętych dzieci... Dodam, że dziś widziałem jak pewna pani wpychała w butelkomat całkiem już blisko mojej wsi (w końcu jest ) bardzo wiele rzeczy, ale właściwie wszystkie nienadające się do butelkomatu*. Butelkomat jednak łyka... Przy okazji fajnych pierdół tworzonych przez AI zastanawiam się nad osobnym kącikiem**, ale jednak (tymczasem) niech będzie tu: P.S. Venator, nie bardzo złapałem sens pytania. Czy chodzi Ci o sytuację, gdy mamy pół metra sześciennego pustych i niezgniecionych butelek szczelnie zakręconych koreczkiem? Jeśli butelki nie są zakręcone, to moc nie musi być duża - bez problemu radę da silnik mojej kosiarki. * Przed butelkomatem oczywiście spora kałuża (zmora senna każdego elektryka), ale wszyscy mają to w duπe. Na szybko tytuł prasowy: "zabił ją butelkomat". Nie chcę być prorokiem... ** Jeśli się zdecyduję, to NIE! Nie będzie to kącik "trzygroszowych inspiracji".
-
Jaki mamy duopol? Bo w obecnej chwili, i przewidywalnej przyszłości żaden. I nie zanosi się na zmiany. Ideały. To teraz niech ci niezależni kandydaci na posłów spróbują startować niezależnie. Lokalnie da radę a co dalej? Tak sobie spojrzałem ostatnio jak śmieciarka gniecie śmieci tzw. gabaryty - w tylnej paszczy znikały drzwi, framugi, stare, niechciane rzeczy. Moc hydrauliki zainstalowanej na niezwodnej Scanii. Ale na to potrzeba energii zasilanej z silnika. Ile potrzeba mocy żeby w takich niezgniecionych butelkach wypchnąć powietrze, jeśli jest w kontenerze o pojemności ok. 1000 l. np. 1/2 niezgniecionych butelek.?
-
Czym butelka zgnieciona i zamknięta koreczkiem jest gorsza od tej wypełnionej po brzegi powietrzem? Oczywiście nie jest gorsza - ostatecznie i tak w ten sposób kończy żywot. Tymczasem (UWAGA - i jeszcze nie dziękuję za uwagę) w Polsce można podpiąć kompresorek i rzeczywistość da się upudrować: hhtypes://LINK_WART_UWAGI Przeczuwam, że człowiek zarobi (zwłaszcza, że idzie tam o zwrot bezpośrednio na konto). No i Polak potrafi, i wyprzedza zgnuśniałą myśl europejską. Dlaczego jednak przypominają mi się powiastki Kiryła Bułyczowa? Nie chodzi przy tym o sentyment do wspaniałego pióra... Czy Europejczyk nie zaczyna przypadkiem przypominać statystycznego mieszkańca Wielkiego Guslaru? Wiem, przewrotna teza, ale może jednak niekoniecznie. TERAZ DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ W TEJ KWESTII.
-
przez KopalniaWiedzy.pl · Napisano
Podczas kiszenia dzieje się mała rewolucja mikrobiologiczna. Na początku na powierzchni warzyw mamy mieszaninę różnych mikroorganizmów, ale w obecności soli i przy braku tlenu zaczynają dominować bakterie kwasu mlekowego. One zużywają cukry obecne w warzywach i przekształcają je głównie w kwas mlekowy. To właśnie ten kwas obniża pH, czyli zakwasza środowisko, dzięki czemu większość niepożądanych bakterii i pleśni przestaje mieć szansę przetrwać. Zmienia się też struktura i smak – warzywa stają się bardziej kruche, kwaśne, pojawiają się charakterystyczne aromaty. Z punktu widzenia nauki to świetny przykład, jak mikroorganizmy mogą „przerobić” surowiec roślinny na produkt o zupełnie innych właściwościach sensorycznych i zdrowotnych. Kiszonki często stawia się na równi z probiotykami, a oba te tematy budzą ogromne zainteresowanie osób dbających o zdrowie. Czy jednak rzeczywiście działają podobnie? Czy kiszonki i probiotyki to przepis na zdrowie? Jak kisić, by uzyskać najlepsze efekty? Czy każdy i zawsze może jeść kiszonki? Na te i inne pytania odpowiedziały nam doktor Joanna Fotschki i doktor Anna Ogrodowczyk z InLife Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk. Dr Joanna Fotschki – biotechnolog i technolog żywności, adiunkt w Zespole Immunologii i Mikrobiologii Żywności Instytutu InLife Polskiej Akademii Nauk. Uzyskała stopień doktora w dziedzinie nauk rolniczych, w dyscyplinie technologia żywności i żywienia. Jej działalność koncentruje się na projektach naukowych, edukacyjnych i innowacyjnych dotyczących wpływu składników odżywczych na organizm oraz roli konsumentów w projektowaniu nowych produktów żywnościowych. Jest laureatką prestiżowych stypendiów dla wybitnych młodych naukowców, m.in. Ministra Edukacji i Nauki oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego. Angażuje się również w popularyzację nauki, a w projektach międzynarodowych realizowanych w ramach EIT Food i Horyzontu 2020 pełni funkcje eksperckie, koordynacyjne i menedżerskie. Dr Anna Ogrodowczyk – biotechnolog i technolog żywności, adiunkt w Zespole Immunologii i Mikrobiologii Żywności Instytutu InLife Polskiej Akademii Nauk. Uzyskała stopień doktora w dziedzinie nauk rolniczych, w dyscyplinie technologia żywności i żywienia. Bada wpływ żywności, w tym produktów fermentowanych, probiotyków i bioaktywnych składników diety, na mikrobiotę jelitową i układ odpornościowy. Zgłębia również mechanizmy powstawania alergii pokarmowych. Łączy doświadczenie laboratoryjne z pracą z konsumentami i pacjentami pokazując praktyczne znaczenie nauki o żywności. Popularyzatorka nauki oraz autorka patentu, a ponadto liderka projektów naukowych, wdrożeniowych i edukacyjnych realizowanych z partnerami krajowymi i międzynarodowymi. Kiszonki są uznawane za niezwykle zdrowe pokarmy. Właściwie trudno spotkać krytyczne opinie na ich temat. Tym większym zaskoczeniem może być informacja, że tradycyjne azjatyckie kiszonki zostały zaliczone przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem (IARC) do grupy 2B (możliwe kancerogenne dla ludzi). Czy Pani zdaniem taka klasyfikacja jest uprawniona? Anna Ogrodowczyk: Ta klasyfikacja brzmi bardzo groźnie, ale warto ją dobrze osadzić w kontekście. IARC nie mówi: „kiszonki są rakotwórcze”, tylko że spożywanie pewnych konkretnych, tradycyjnych kiszonek z niektórych regionów Azji może wiązać się z podwyższonym ryzykiem nowotworów. Mówimy o produktach bardzo słonych, długo fermentowanych, często przechowywanych w warunkach sprzyjających powstawaniu związków takich jak nitrozoaminy – to substancje, które mogą tworzyć się, gdy związki azotowe reagują z komponentami białkowymi w żywności, zwłaszcza przy wysokiej zawartości soli i długim przechowywaniu. Do tego dochodzi fakt, że w tych regionach takie kiszonki bywają jedzone codziennie, w dużych ilościach. To zupełnie inna sytuacja niż w Polsce, gdzie kiszonki są dodatkiem do diety, mają niższą zawartość soli, krótszy czas fermentacji i inną mikrobiotę. W tym sensie klasyfikacja IARC jest zrozumiała dla tamtego typu produktów, ale nie powinna być automatycznie przenoszona na nasze ogórki czy kapustę. Czy to prawda, że za pomocą kiszonek możemy przywrócić równowagę mikrobiomu jelit? Joanna Fotschki: To jest piękna obietnica, ale trochę zbyt prosta jak na rzeczywistość biologiczną. Kiszonki na pewno mogą wspierać mikrobiom, bo dostarczają bakterii kwasu mlekowego, metabolitów powstających w czasie fermentacji oraz błonnika, który jest pożywką dla naszych własnych mikroorganizmów. Natomiast nie ma jednego magicznego produktu, który „przywraca równowagę” w każdym jelicie. U części osób regularne spożywanie fermentowanych warzyw w rozsądnych ilościach wiąże się z większą różnorodnością mikroorganizmów, poprawia komfort trawienny, zmniejsza wzdęcia, wspiera odporność – i to widzimy zarówno w badaniach, jak i w praktyce. Trzeba jednak pamiętać, że mikrobiom w największym stopniu zależy od całokształtu diety, a także od leków (np. antybiotyków), stresu, snu oraz chorób. Mikrobiom to bardzo indywidualny ekosystem i kiszonki mogą być jednym z elementów dbania o niego, ale nie samodzielną terapią. « powrót do artykułu -
Bo skoro ma się udać... https://wiadomosci.wp.pl/nawrocki-w-waszyngtonie-ma-spotkac-sie-z-trumpem-7266655650703680a Wiem, "udać" ma wiele twarzy, jak zapewne "pan Prezydęt". Osobiście życzę ZDECYDOWANIE jednego udania, ale nie drugiego.
-
-
Ostatnio aktywne tematy
-
Statystyki forum
-
Tematów39108
-
Odpowiedzi167981
-
-
Statystyki użytkowników
