Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Psy z moskiewskiego metra znów zaskakują

Recommended Posts

Nie dalej jak pół roku temu pisaliśmy w KopalniWiedzy o psach żyjących w moskiewskim metrze. Badający je naukowiec, dr Andriej Pojarkow z Instytutu Ekologii i Ewolucji im. Sewercowa, opublikował w ostatnich dniach nowe dane na temat tych niezwykłych zwierząt. Wynika z nich, że psy mieszkające w stolicy Rosji wykształciły złożone stado, wyraźnie ewoluujące w stronę cech charakterystycznych dla wilków.

W swoich poprzednich pracach dr Pojarkow opisywał m.in. zdolność badanych przez siebie zwierząt do korzystania z metra oraz ich doskonałą orientację w miejskiej dżungli. Z najnowszych obserwacji wynika, że w stadzie tym doszło także do wyraźnego podziału na role

Badane przez siebie zwierzęta dr Pojarkow podzielił na cztery grupy. Pierwszą z nich są strażnicy, zdobywający pożywienie dzięki przymilaniu się do ochroniarzy metra. Kolejną są poszukiwacze, stosunkowo często wychodzący na powierzchnię i żywiący się głównie resztkami znalezionymi w śmietnikach. W stadzie istnieją także psy zdziczałe, najbardziej podobne do wilków, polujące nocą m.in. na myszy, koty i szczury.

Prawdopodobnie najciekawszą grupą są jednak psy-żebracy. Nie tylko doskonale radzą sobie one z podróżami metrem (zachowanie to opisywaliśmy w poprzednim artykule), lecz teraz okazuje się, że są one także mistrzami w wyłudzaniu pożywienia od pasażerów metra. Osiągają swój cel nie tylko dzięki odpowiedniemu podejściu do ludzi, lecz najprawdopodobniej także dzięki... umiejętności wypatrzenia osób podatnych na ich błagania

Oprócz nietypowych zachowań rosyjski badacz zaobserwował także zmiany w wyglądzie zwierząt żyjących w podziemnym labiryncie od kilku pokoleń. U osobników tych doszło do zaniku cętek (jest to adaptacja do kamuflażu), a przyjacielska postawa wobec ludzi ustąpiła miejsca czujności i podejrzliwości, charakterystycznej bardziej dla wilków niż dla psów. W połączeniu z wytwarzaniem zupełnie nowej struktury społecznej oznacza to, że moskiewskie psy mogą być na najlepszej drodze do specjacji, czyli wytworzenia nowego gatunku. Czy tak się stanie, dowiemy się jednak najwcześniej za kilkadziesiąt lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hycel, sterylizacja, uśpienie albo odstrzał! Jakby zgraja psów zagryzła Wasze dziecko to co byście myśleli? Ludzie sami glodni to jak mają psy dokarmiać jeszcze? Ale to człowiek 'stworzył' te stada sam . . .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hycel, sterylizacja, uśpienie albo odstrzał! Jakby zgraja psów zagryzła Wasze dziecko to co byście myśleli? Ludzie sami glodni to jak mają psy dokarmiać jeszcze? Ale to człowiek 'stworzył' te stada sam . . .

Gratuluję wczucia w klimat...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hycel, sterylizacja, uśpienie albo odstrzał! Jakby zgraja psów zagryzła Wasze dziecko to co byście myśleli? Ludzie sami glodni to jak mają psy dokarmiać jeszcze? Ale to człowiek 'stworzył' te stada sam . . .

 

podejrzewam, iż na takowy odstrzał zasługują ludzie, którzy wzięli sobie do domu słodkiego psiaczka, a gdy psiaczek stał się psem i był już trochę mniej słodki a nadal wymagał opieki weterynaryjnej, karmienia i co najgorsze..

 

najbardziej przerażający z obowiązków..>> wyprowadzania na spacer..

 

To zostawiają go przywiązanego w lesie lub wywożą go do innej dzielnicy i zostawiają na pastwę losu..

 

Kto jest winien?

Człowiek, który nawet nie chcę się przyznać iż też należy do królestwa Animalia gdyż jest na to za mądry, twórczy, kreatywny, i o ironio ma za bardzo rozwiniętą inteligencję emocjonalną..

 

Czy pies, który chcę po prostu być kochany przez swojego pana?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy pies, który chcę po prostu być kochany przez swojego pana?

 

Pies chce należeć do stada, aby przeżyć. To się nazywa behawioryzm. Nie obrażaj mnie porównując to do miłości.

 

Co do sterylizacji ludzi, którzy wyrzucają zwierzęta na pastwę losu, to się zgadzam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sekunda, dlaczego ktokolwiek ma tym psom robić krzywdę? Czytałem o tych psach już kilka razy i nigdy nie znalazłem informacji, jakoby były agresywne wobec ludzi. Ot, zdziczały trochę, ale nie są dla ludzi groźne. Mało tego - można przypuszczać, że są świadome, że ludzie są dla nich łatwym źródłem pożywienia, bo są jedynym gatunkiem na tyle naiwnym, żę da się od niego wyżebrać jedzenie :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

To się nazywa behawioryzm. Nie obrażaj mnie porównując to do miłości.

 

Teza trudna do udowodnienia, że zwierzęta nie mają "uczuć". Sprzeczna też z obowiązującym kilkanaście w Polsce prawem, a w innych cywilizowanych krajach jeszcze dłużej. Cóż posłowie nie są nieomylni, ale tworząc to prawo na jakiś przesłankach naukowych musieli się opierać.

Mnie ciężko uwierzyć jedynie w behawioryzm, podpatrując zachowanie zwierząt np. po śmierci swojego właściciela.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Teza trudna do udowodnienia, że zwierzęta nie mają "uczuć". Sprzeczna też z obowiązującym kilkanaście w Polsce prawem, a w innych cywilizowanych krajach jeszcze dłużej. Cóż posłowie nie są nieomylni, ale tworząc to prawo na jakiś przesłankach naukowych musieli się opierać.

Mnie ciężko uwierzyć jedynie w behawioryzm, podpatrując zachowanie zwierząt np. po śmierci swojego właściciela.

 

Nie mówię, że nie mają uczuć. Behawioryzm to szerokie pojęcie, znaczące coś innego w biologii, a co innego w naukach humanistycznych. Chodzi mi o to, że jeśli założymy istnienie np. "bezinteresowności" u ludzi, to u zwierząt to się nie bardzo zdarza. Fakt, bycie miłym jest... przyjemne dla większości ludzi. Ale jeśli nie patrzeć na korzyści z długotrwałej postawy, to ludzie mają zdolność robienia czegoś nie mając z tego żadnych korzyści i nie przewidując takowych. Nie znam natomiast psa, który by był miły dla kogoś, kto go kopie, albo dla kogoś spoza stada. Nie, żeby psy nie były fajne. Ale jak pies zasadza byle jakiej napotkanej suce i lubi tylko tych, co go głaszczą albo dają jeść - to czuję się obrażony porównując miłość ludzką do zwierzęcej. Podobnie by było ze wstydem. Złość czy strach natomiast istnieją u ludzi i zwierząt na podobnej płaszczyźnie. Ale nie miłość - szczególnie jako świadomy wybór, a nie odruch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ty się nie obrażaj, ty się trochę ucz.

 

Ty się ucz. Miłość długotrwała jest u człowieka zlokalizowana w części mózgu większej i bardziej aktywnej niż u zwierząt. Jest też powiązana z planowaniem długoterminownym, które u psowatych nie ma takiego zasięgu jak u ludzi. W ogóle niewiele zwierząt (wyjątkami są bodajże bobry czy delfiny) postrzega związki długoterminowo, tj. na lata. U psowatych, zależnie od gatunku, przywiązanie jest na ogół do stada, a nie do jednostek. Udomowienie psa i następstwa to kwestia tylko i wyłącznie strategii przeżycia u tychże. Po prostu bardziej się to opłaca - każdy pies coś dostaje od swojego pana. Bezinteresowność i złożoność tego uczucia w porównaniu z człowiekiem jest więc dużo niższa. Ponadto nawet u innych naczelnych - np. goryli - agresja między osobnikami tego samego gatunku jest 100 razy częstsza. Różnice w uczuciach społecznych są i to bardzo duże, a to, że wolisz głaskać psy nie zmienia tego ani trochę. To, że psy mają uczucia jest pewne, alem moim zdaniem porównywanie tych społecznych, wyższych uczuć między człowiekiem a psem jest dla mnie niepoważne.

 

Ponadto jesteś w błędzie, jeśli sądzisz, że rozmawianie z psami zwalnia Cię z obowiązku podawania argumentów i rozróżniania strony czynnej i zwrotnej czasownika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chodzi mi o to, że jeśli założymy istnienie np. "bezinteresowności" u ludzi, to u zwierząt to się nie bardzo zdarza. Nie znam natomiast psa, który by był miły dla kogoś, kto go kopie, albo dla kogoś spoza stada.

 

Na you tube możesz znaleźć wiele filmików zaprzeczających tej tezie. Chociażby ten na którym bezdomny pies, zauważa innego potrąconego przez samochód na autostradzie w Meksyku. Podbiegł mimo jeżdżących samochodów i zaczął go ściągać na pobocze. Nie sądzę aby oczekiwał potem zapłaty od tego psa :D.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na you tube możesz znaleźć wiele filmików zaprzeczających tej tezie. Chociażby ten na którym bezdomny pies, zauważa innego potrąconego przez samochód na autostradzie w Meksyku. Podbiegł mimo jeżdżących samochodów i zaczął go ściągać na pobocze. Nie sądzę aby oczekiwał potem zapłaty od tego psa :D.

 

I znów, nie neguję troski tych zwierząt. Po prostu uważam zakres tej troski za węższy niż u ludzi :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znów, nie neguję troski tych zwierząt. Po prostu uważam zakres tej troski za węższy niż u ludzi :-)

Dlatego że psy krócej żyją ? :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego że psy krócej żyją (od człowieka) ?

 

PS. Czytasz :D

 

Nie widzę związku. Wielbłądy żyją dłużej od psów i jakoś nie przodują w byciu społecznym. Żółwie też nie. Nie bardzo rozumiem skąd ten pomysł :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Po prostu uważam zakres tej troski za węższy niż u ludzi :-)"

Wiem, że nie napisałeś krótszy, ale według mnie nie ma innej mierzalnej różnicy pomiędzy jednym zwierzęciem a drugim - jeśli chodzi o miłość. Wśród ludzi też ona nie jest bezwarunkowa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

U psowatych, zależnie od gatunku, przywiązanie jest na ogół do stada, a nie do jednostek. Udomowienie psa i następstwa to kwestia tylko i wyłącznie strategii przeżycia u tychże. Po prostu bardziej się to opłaca - każdy pies coś dostaje od swojego pana.

 

Oczywiście psy teoretycznie są zwierzętami stadnymi (w sensie grupa jednego gatunku), lecz o wieków tak nie żyją..

Dla psa rodzina jego pana jest jego stadem..

 

Gdy byłam mała moi rodzice mieli psa. Bardzo się obawiali jak się będzie zachowywał wobec mnie gdy przyjdę na świat.. W sklepie nie odstępował mojego wózka i nie pozwalał nikomu obcemu do nikomu podchodzić; gdy się budziłam w drugim pokoju i jeszcze nie dałam znać płaczem moim rodzicom, że już nie śpię to on biegł do ich sypialni dając znak, że mają iść za nim do mnie. Przytulał się gdy wyczuwał, że ktoś jest smutny. Bronił nas w sytuacjach zagrożenia. Niejednokrotnie dowiódł wielkiej  inteligencji i przywiązania. Gdy zdechł to byłą tragedia dla całej rodziny.  To nie był układ coś za coś.. to było coś więcej.. My dla niego byliśmy stadem a on dla nas członkiem rodziny.

Cokolwiek nie zostało by napisane na tym forum myślę, że nie podważy to przedstawionego argumentu choć bardzo subiektywnego= przynajmniej dla mnie psy-to coś więcej niż jakieś zwierzę biegające gdzieś po buszu.. I bynajmniej nie zasługują na odstrzał..

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chwila, a czy prawda nie jest, że człowiek również nie żyje w stadzie? Mam na myśli naturalnie metaforyczne znaczenie tego słowa. Bo czymże jest rodzina jak nie stadem. Rodzina odpowiada za siebie, jest głowa rodziny (przewodnik stada) oraz są członkowie rodziny (stada). Wcale nie rzadko się zdarza, że rodzina nie znosi prób ingerowania spoza swojego grona. Pomijając kwestie uczuciowe, istota rodziny jest stworzona dla lepszego przetrwania i bezpieczeństwa.

Aczkolwiek czas na chwile zadumy, ponieważ jak w rodzinie ludzkiej istnieją uczucia, przede wszystkim miłość, tak w stadach dziko żyjących typowo zwierzęcych, jest to (mnie się wydaje) zupełnie pozbawione jakichkolwiek emocji. Chodzi tylko o przetrwanie.

W związku z powyższym moja refleksja jest taka, ze zwierzęta nauczyły się uczuć (świadomie używam właśnie tego słowa) od ludzi w efekcie udomowiania. Nie gańcie mnie za moja tezę, ale jak dla mnie wynika z tego, ze ze zwykłych zwierząt sami zrobiliśmy kogoś więcej (oczywiście nie człowieka). Patrząc na to w ten sposób krzywdzenie zwierzęcia domowego jest dla mnie prawie równoznaczne z krzywdzeniem człowieka. To już nie jest dzikie zwierze. Co do psa, który może zagryźć moje dzieci, to bardziej wciąż się martwię o zwyrodnialców ludzkich, którzy moga mi je dodatkowo zgwałcić.

Naturalnie to tylko moje tezy. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

a ja właśnie na tvnie obejrzałem wyspę dra moroe :D

1.piesków bym nie odstrzeliwał w metrze bo to bardzo interesujące zjawisko

2.pieski bywają agresywne i mogą stanowić zagrożenie dla ludzi

3.życie człowieka dla mnie dużo ważniejsze od życia zwierząt

4.właściwie to zwierzętami bym się nie przejmował i wykorzystywał je do woli, niszcząc gdy są szkodliwe(np. przeszkadzają w budowie centrum handlowego), pozostawiając same sobie gdy są obojętne-wynika to  z czystego praktycyzmu,żadnych podstaw etycznych(poza umiłowaniem praktyczności 8)).

5. wasza rozmowa o tym czy są zwierzęta (w tym wypadku psy) które są moralnie lepsze i bardziej współczujące jest o tyle wybrakowana, że wszyscy uznaliście że współczucie jest bezsprzecznie dobre (naczytałem się Nietzschego dlatego tak piszę).

6.teza że psy są równoprawne ludziom jest nieco rewolucyjna,ale podobnie rewolucyjna była teza że murzyni też są(nie jestem rasistą,po prostu lubię rasistowski humor). i jakoś się ją przeforsowało(w dodatku chyba ma podłoże naukowe bo jakoś badań o niższości intelektualnej murzynów nie znam,chyba że sie je cenzuruje,zna ktoś takie???). Więc biorąc pod uwagę obecną tendencję do równania wszystkich istot w prawach, niedługo będziemy mówić nie tylko o stylu życia psa,ale o stylu życia karalucha, któy ma takie same prawa jak ludzie. ba może nawet o stylu życia robaków jelitowych, których nie powinniśmy usuwać nawet jeśliby były dla nas szkodliwe. Sugeruję wam opamiętanie się-hierarchia ma pewne z praktycznego punktu widzenia pozytywne cechy, a w przypadku psów, zrównywanie ich z ludźmi jest paranoją(podobnie jak zrównywanie imbecyli z normalnymi i normalnych z geniuszami, no ale to mniej oczywiste, ale psów z ludźmi-OPAMIĘTAJCIE SIĘ!!!)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale zanik cętek? Nie rozumiem jego sensu? To raczej nie jest żadne przystosowanie. Nie mają się raczej na tle czego kamuflować, wręcz przeciwnie częściej chcą być zauważane

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy ja wiem? Zobacz, że w mieście dominują raczej jednolite powierzchnie (betonowe ściany, szare chodniki, ciemne tunele). Na takim tle wszelkie wzory mogłyby właśnie rzucać się w oczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psy są stworzeniami społecznymi. Potrzebują towarzystwa, najlepiej przedstawicieli własnego gatunku. Badania przeprowadzone przez naukowców z Arizona State University (ASU) dowodzą, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na zdrowie i długie życie naszych pupili jest towarzystwo. Miłość i troska, którą otaczamy psy, w połączeniu z ich krótszym od ludzkiego czasem życia, czynią psy domowe świetnym modelem do badań nad tymi aspektami środowiska społecznego i fizycznego, które wpływają na sposób starzenia się, zdrowie i długość życia, mówi główny autor badań profesor Noah Snyder-Mackler.
      Uczeni z Arizony przeprowadzili badania ankietowe wśród ponad 21 000 właścicieli psów, by sprawdzić i ocenić czynniki, które mogą mieć wpływ na zdrowie zwierząt. Okazało się, że sieć społeczna zwierzęcia jest tutaj czynnikiem najważniejszym. Ma ona 5-krotnie większy wpływ niż kwestie finansowe, stabilność gospodarstwa domowego czy wiek właściciela.
      Osoby, które wypełniały ankiety, posiadały w sumie 21 140 psów. Badania prowadzone były w ramach Dog Aging Project, nad którego czele stoją naukowcy z Wydziałów Medycyny University of Washington i Texas A&M University, z który skupia kilkanaście instytucji badawczych. Celem projektu jest zbadanie, jak geny, styl życia oraz środowisko wpływają na starzenie się i choroby najlepszych przyjaciół człowieka.
      Naukowcy z ASU przygotowali rozległą ankietę, w której pytali zarówno o kwestie związane z aktywnością fizyczną psa, środowiskiem, jego zachowaniem, dietą, przyjmowanymi lekami i suplementami, zdrowiem czy o demografię domu, w którym pies się znajduje. Na podstawie ankiet zidentyfikowali pięć kluczowych elementów, które wspólnie tworzyły środowisko życia psa oraz wpływały na jego dobrostan. Elementy te to stabilność otoczenia, przychody gospodarstwa domowego, czas spędzany z dziećmi, czas spędzany ze zwierzętami oraz wiek właściciela. Czynniki te miały wpływ na zdrowie i długość życia psa nawet po uwzględnieniu takich czynników jak jego wiek czy waga.
      Okazało się na przykład, że problemy finansowe i domowe właścicieli były powiązane z gorszym stanem zdrowia i mniejszą aktywnością fizyczną psa, podczas gdy więcej interakcji społecznych, takich jaki mieszkanie z innymi psami, powiązane było z jego lepszym stanem zdrowia. Wpływ tych czynników nie był jednak równy. Kwestie społeczne wywierały 5-krotnie silniejszy wpływ niż np. czynniki finansowe. To pokazuje, że jak i u innych zwierząt społecznych, w tym ludzi, więcej towarzystwa jest naprawdę ważne dla zdrowia, mówi doktorantka Bri McCoy.
      Najbardziej zaskakującymi odkryciami były spostrzeżenia, że im większa liczba dzieci w domu, tym gorszy stan zdrowia psa oraz, że psów z domów o wyższych dochodach diagnozuje się więcej chorób. Naukowcy przypuszczają, że w pierwszym z przypadków nie chodzi tutaj o to, że same dzieci wpływają źle na psa, ale o to, że im więcej dzieci, tym mniej uwagi właściciel poświęca psu, co źle wpływa na jego zdrowie. Co do drugiego spostrzeżenia, wyjaśnienie jest jeszcze prostsze. Bogatsi właściciele psów mogą finansować im lepsza opiekę zdrowotną, częściej pojawiać się u weterynarza i częściej wykonywać różne badania, co skutkuje lepszą diagnostyką i większą liczbą zidentyfikowanych chorób.
      Autorzy badań zdają sobie sprawę z faktu, że badania opierające się na ankietach wśród właścicieli mogą zawierać błędy. Dlatego też w przyszłości przyjrzą się zarówno danym z klinik weterynaryjnych, jak i przeprowadzą badania w domach właścicieli.
      Jednak już w tej chwili wniosek z badań jest jasny. Dobra i rozbudowana sieć powiązań społecznych jest niezwykle ważna dla naszych psów. Ich właściciele powinni zadbać, by domowi pupile mieli zarówno dobre i rozbudowane kontakty z nimi, jak i z innymi psami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Posiadanie psa lub kota może prowadzić do większej liczby bezsennych nocy, czytamy na lamach Human-Animal Interactions. Doktor Lauren Wisnieski i Kayla Medlin z Lincoln Memorial University przeanalizowały dane zgromadzone w latach 2005–2006 w ramach National Health and Nutrition Examination Survey i zauważyły, że właściciele domowych pupili częściej cierpią na bezsenność. Mimo, że wciąż nie ustalono związku przyczynowo-skutkowego tego zjawiska, wyniki badań są zgodne z wcześniejszymi spostrzeżeniami wskazującymi, że jakość snu posiadaczy psów i kotów jest gorsza od jakości snu osób nie posiadających zwierząt domowych.
      Z jednej strony domowe zwierzę uspokaja, zapewnia poczucie bezpieczeństwa i towarzystwo, co może mieć pozytywny wpływ na jakość snu, z drugiej jednak strony zwierzę może zaburzać sen. Doktor Wisniewski zauważyła bowiem, ze właściciele psów częściej cierpią na zaburzenia snu i mają problemy z zaśnięciem, u właścicieli kotów częściej zaś pojawia się zespół niespokojnych nóg. Podczas badań starałyśmy się sprawdzić, czy istnieje związek pomiędzy posiadaniem psa lub kota, a takimi jakością snu i jego zaburzeniami, w tym chrapaniem, budzeniem się w nocy, koniecznością przyjmowania środków nasennych czy zespołem niespokojnych nóg, stwierdzają badaczki.
      Na potrzeby badań stworzono model regresji logistycznej, za pomocą przeprowadzono analizę z uwzględnieniem licznych elementów świadczących o złej jakości snu, jak poczucie zmęczenia po śnie, poczucie senności, problemy z zaśnięciem trwające dłużej niż 15 minut czy sen krótszy średnio niż 6 godzin.
      Doktor Wisnieski przypuszcza, że zauważone różnice w związkach pomiędzy posiadaniem psa, posiadaniem kota a jakością snu mogą wynikać np. z faktu, że koty są bardziej aktywne nocą niż psy.
      Uczona dodaje, że jeśli uda się w przyszłości opisać związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy posiadaniem zwierzęcia domowego, a jakością snu, będzie można to wykorzystać w codziennej praktyce lekarskiej. Obecnie znamy bowiem pozytywny wpływ zwierząt domowych na ludzi i widzimy korelację, pomiędzy ich posiadaniem, a gorszą jakością snu. Niestety, dostępne dane pozwoliły na odróżnienie osób, które pozwalają domowym pupilom spać w łóżku, od tych, które tego nie dopuszczają. Z innych badań wiadomo bowiem, że osoby cierpiące na chroniczny ból lepiej spały, gdy w ich łóżku był domowy pupil.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podawanie szczeniętom i młodym psom suchej karmy znacząco zwiększa ryzyko rozwinięcia się u nich w późniejszym życiu chronicznych enteropatii, czyli przewlekłych chorób jelit, ostrzegają naukowcy z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu w Helsinkach. Równie zgubny wpływ na jelita mają przekąski czy gryzaki z wysuszonych skór zwierzęcych.
      Dieta odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu równowagi mikrośrodowiska przewodu pokarmowego, co z kolei wpływa na mikrobiom jelit, ich fizjologię czy odporność organizmu. Grupa uczonych z Helsinek postanowiła sprawdzić, jaki związek ma dieta szczeniąt w wieku 2–6 miesięcy i młodych psów (6–18 miesięcy) z rozwinięciem się u nich w przyszłości chronicznych enteropatii.
      Odkryliśmy, że podawanie szczeniakom i młodym psom diety opartej o nieprzetworzone składniki – w tym resztek ludzkiego pożywienia – chroniło je przed rozwinięciem się chronicznych enteropatii. Szczególnie dobry wpływ miał kości i chrząstki podawane w wieku szczenięcym i młodzieńczym oraz owoców jagodowych w wieku szczenięcym.  Z kolei karmienie zwierząt wysokoprzetworzoną dietą węglowodanową, innymi słowy suchą karmą, w wieku szczenięcym i młodzieńczym oraz skórami zwierzęcymi w wieku szczenięcym znacząco zwiększało ryzyko chronicznych enteropatii w późniejszym życiu, czytamy w artykule opublikowanym na łamach Scientific Reports.
      Współautorka badań, Anna Hielm-Björkman, przypomina, że komercyjne karmy dla psów są przedstawiane jako pożywienie dostarczające kompletnej zbilansowanej diety. Tworzy się wrażenie, że właściciel miałby kłopoty z przygotowaniem psu pożywienia, które byłoby dla niego równie odpowiednie. Ale nasze badania pokazały, jak bardzo ważna jest różnorodność. Nikt nie daje 12-latkowi takiego samego pożywienia jak małemu dziecku. Dlaczego z psami miałoby być inaczej?.
      Chroniczne enteropatie u psów zdarzają się często. Czasami okazuje się, że pomóc może zmiana diety. Dlatego też naukowcy zaczęli się zastanawiać, czy dieta z okresu szczenięcego czy młodzieńczego może mieć jakiś związek z chorobą występującą w starszym wieku. Przeanalizowali więc pod tym kątem wyniki ankiety dotyczącej diety i zdrowia psów. Dane od ponad 7000 właścicieli czworonogów zebrano w latach 2009–2019.
      Z analizy wynika, że psy, które w wieku szczenięcym jadły nieprzetworzoną dietę opartą na mięsie – w tym surowe czerwone mięso, organy wewnętrzne, ryby, jajka, warzywa, owoce jagodowe, kości czy chrząstki – były narażone na o 22% mniejsze ryzyko chronicznej enteropatii niż psy, które jako szczenięta jadły głównie suchą karmę. Z kolei szczenięta, którym dawano również resztki z ludzkiego stołu, były o 23% mniej narażone na rozwój enteropatii.
      Naukowcy przyjrzeli się też konkretnym pokarmom. Podawanie szczeniętom do żucia skór zwiększało ryzyko wystąpienia problemów jelitowych w późniejszym życiu aż o 117%. Z kolei szczenięta, które dostawały owoce jagodowe, były narażone na o 29% niższe ryzyko problemów jelitowych. U tych, które dostawały kości i chrząstki ryzyko było o 33% mniejsze.
      Autorzy badań podkreślają, że zaobserwowali jedynie korelację. Nie wiedzą, dlaczego sucha karma może powodować problemy jelitowe w późniejszym życiu. Być może problemem jest tutaj wysoka zawartość węglowodanów. To może być podobny efekt, w przypadku spożywania białego cukru przez ludzi - dochodzi do stanu zapalnego o małej intensywności, mówi Hielm-Björkman.
      Podkreślają też, by ewentualną decyzję o radykalnej zmianie diety skonsultować z weterynarzem i przypominają, że współczesne rasy psów są bardziej podatne na choroby bakteryjne, zatem podawanie im surowego mięsa – szczególnie szczeniętom – może narazić je na ryzyko. Na podstawie tych i wcześniejszych badań Hielm-Björkman mówi, że dobrym rozwiązaniem może być karmienie psów dietą składającą się w 20% z pożywienia nieprzetworzonego i w 80% z suchej karmy. Wszelkie zmiany diety należy wprowadzać stopniowo.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Psy były pierwszymi zwierzętami udomowionymi przez człowieka. Nie znamy jednak czasu i miejsca, gdzie zyskaliśmy  najlepszych przyjaciół. Najstarsze archeologiczne pozostałości po niewątpliwie udomowionych psach pochodzą z okresów kultury magdaleńskiej (Abri le Morin, Francja, ok. 15 000 – ok. 14 200 lat temu), epigraweckiej (Grotta Palicci, Włochy, ok. 14 300 – ok. 13 700 lat temu), kebrajskiej i natufijskiej (Kebara, Izrael, ok. 12 500–12 000 lat temu). Naukowcy z Uniwersytetu Kraju Basków (EHU) datowali psią kość, która jest znacznie starsza od wszystkich tutaj wymienionych przykładów.
      W 1985 roku zespół kierowany przez Jesusa Altunę znalazł w jaskini Erralla w Guipuzkoi niemal kompletną kość ramienną psowatego. Profesor Conchi de la Rúa i jej zespół zajmujący się biologią ewolucyjną człowieka na EHU wykazali za pomocą badań morfologicznych, radiometrycznych i genetycznych, że kość należy do gatunku Canis lupus familiaris, czyli udomowionego psa. Z kolei datowanie radiowęglowe wykazało, że zwierzę żyło 17 410 – 17 096 lat temu. Oznacza to, że pies z jaskini Erralla żył w górnym paleolicie, towarzysząc przedstawicielom kultury magdaleńskiej. Jest to zatem jeden z najstarszych znanych nam psów Europy.
      Badania wykazały także, że dzieli on mitochondrialne DNA – jest zatem spokrewniony z nimi w linii żeńskiej – z tymi nielicznymi psami kultury magdaleńskiej, których szczątki poddano badaniom genetycznym.
      Wagi odkryciu dodaje fakt, że dotychczas według podwójnego kryterium – morfometrycznego i genetycznego – zidentyfikowano zaledwie szczątki trzech psów z górne paleolitu. Były to szczątki pochodzące ze stanowisk Kesslerloch (Szwajcaria), Bonn-Oberkassel (Niemcy) i Grotta Paglicci (Włochy). Inne szczątki były identyfikowane jedynie za pomocą kryteriów morfometycznych, a w przypadku niektórych z nich istnieją spory, co do klasyfikacji gatunkowej. Co więcej, datowanie psa z Erralla wykazało, że są to najstarsze znane nam szczątki niewątpliwie udomowionego psa. Są one nawet starsze niż szczątki zwierząt określanych jako „wilki podobne do psów”, co może mieć istotny wpływ na dalszą dyskusję na temat historii udomowienia psów.
      W podsumowaniu badań ich autorzy stwierdzają, że przeanalizowane dane wskazują, że w okresie kultury magdaleńskiej, psy stanowiły część zachodnioeuropejskich grup łowców-zbieraczy. Pies z Erralla jest jednym z najstarszych zwierząt zidentyfikowanych jako Canis lupus familiaris i dzieli mitochondrialną haplogrupę C z analizowanymi dotychczas magdaleńskimi psami. Odkrycie to dowodzi, że haplogrupa ta istniała w Europie od co najmniej wczesnej kultury magdaleńskiej, podczas młodszego dryasu, i każe nam rozważyć możliwość wcześniejszego udomowienia wilka – przynajmniej na terenie Europy Zachodniej – niż okres, który dotychczas proponowano.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Toxoplasma gondii to chorobotwórczy pierwotniak, wywołujący u ludzi i zwierząt toksoplazmozę. Ten kosmopolityczny pasożyt występuje u setek gatunków ptaków i ssaków, ale jego najważniejszym żywicielem są kotowate. Wiemy, że wpływa on na zachowanie żywiciela, powodując np. że zarażony gryzoń nie boi się kota, przez co może zostać zjedzony, pierwotniak trafia wówczas do organizmu kota, gdzie pierwotniak rozmnaża się płciowo i jego cykl życiowy się zamyka.
      W ubiegłym roku ukazały się zaś badania, z których dowiadujemy się, że hieny zarażone T. gondii z większym prawdopodobieństwem są zabijane przez lwy niż zwierzęta nie będące nosicielami pasożyta.
      Z badań laboratoryjnych wynika, że chroniczna infekcja T. gondii może prowadzić do zwiększenia produkcji dopaminy i testosteronu, co wpływa na poziom agresji, skłonność do podejmowania ryzyka, zmniejszonej obawy przed nowymi sytuacjami czy lekceważenia sygnałów zapachowych, wskazujących na obecność drapieżnika, a wręcz podążania za jego zapachem.
      Gdy przed kilkoma dekadami udało się reintrodukować wilki do Yellowstone National Park, natychmiast zaczęto szeroko zakrojone badania nad nimi. Specjaliści skupiają się przede wszystkim na dynamice interakcji drapieżnika z ofiarami, dynamice populacji wilka, genetyce, zachowaniu oraz patogenach infekujących wilki. Teren parku to złożony ekosystem, w którym występują różne gatunki drapieżników, a obszary występowania wilka nakładają się na obszary występowania pumy, najważniejszego żywiciela T. gondii. Dlatego też naukowcy z Yellowstone Wolf Project postanowili sprawdzić, czy pomiędzy wilkami a pumami z Yellowstone dochodzi do podobnej transmisji T. gondii, jak między hienami a lwami. W tym celu wykorzystali dane serologiczne i obserwacyjne zebrane w ciągu 26 lat.
      Okazało się, że młode, zainfekowane T. gondii wilki zwykle opuszczały watahę wcześniej niż wilki niezainfekowane. Samce będące nosicielami T. gondii z 50% wyższym prawdopodobieństwem opuszczały watahę już w wieku 6 miesięcy, podczas gdy zwykle pozostają z nią 21 miesięcy. Z kolei zainfekowane samice z o 25% wyższym prawdopodobieństwem opuszczały stado w wieku 30 miesięcy, chociaż zwykle żyją w nim przez 48 miesięcy. Badania wykazały też, że samce będące nosicielami T. gondii mają aż 46 razy większą szansę na zostanie samcem alfa niż samce niezainfekowane. Badacze zauważyli też, że odsetek infekcji był wyższy wśród wilków, które miały kontakt z pumami.
      Naukowcy sądzą, że zmiany, jakie w mózgu wilków wywołuje T. gondii – a trzeba wiedzieć, że tworzy on cysty w mięśniach i mózgu – powodują, iż zwierzę jest bardziej śmiałe i rzadziej wycofuje się, gdy inne rzucają mu wyzwanie.
      Wilki i pumy w Yellowstone polują na jeleniowate. Wilki mogą zarazić się T. gondii od pum zjadając ich odchody lub mięso nimi zanieczyszczone, bądź też zjadając martwą pumę. Zainfekowane wilki w młodszym wieku opuszczają watahę, są skłonne do podejmowania większego ryzyka. Gdy zostają przywódcami stada, mogą prowadzić swoich pobratymców ku bardziej ryzykownym sytuacjom. Niezainfekowane wilki uczą się w ten sposób podejmowania większego ryzyka, częściej wchodzą w kontakt z pumami, częściej więc ulegają infekcjom.
      Istnieją jednak ewolucyjne bezpieczniki, moderujące ten krąg infekcji. Występowanie T. gondii u samicy znacząco zwiększa ryzyko poronień i deformacji płodu, co znacznie zmniejsza sukces ewolucyjny zainfekowanych zwierząt. Ponadto wilki rzadko giną bez przyczyny lub w związku z mało ryzykownymi sytuacjami. W Yellowstone najczęstszymi przyczynami śmierci wilków są walki pomiędzy nimi, przyczyny antropogeniczne (np. uderzenie przez pojazd) oraz rany odniesione podczas polowań na duże zwierzęta. Zatem osobniki zainfekowane T. gondii i skłonne przez to do większego ryzyka mogą ginąć częściej.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...