Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Wg mitologii hinduistycznej, każdym narządem ludzkiego ciała zarządza jedna z 9 planet/gwiazd. W przypadku serca jest to Słońce. To dlatego naukowcy z pewnego indyjskiego uniwersytetu realizują nietypowy, z zachodniego punktu widzenia, projekt: Astrologiczna diagnoza i terapia chorób serca.

Akademicy z Banaras Hindu University (BHU) skoncentrowali się na kilkudziesięciu pacjentach. Realizacją 3-letniego przedsięwzięcia kieruje Shatrughan Tripathi. Akademicy dostali już parę miesięcy temu nagrodę, przyznano im także grant, co na pewno przyspieszy prace. Ich celem jest skonstruowanie modelu astrologicznego, który będzie działał jak alarm diagnostyczny dla ludzi i zarekomenduje stosowanie określonych procedur leczniczych (kamieni szlachetnych i mantr), przygotowanych w oparciu o księgi wedyjskie i reprezentujące system astrologii i astronomii dźjotisz.

Po zbadaniu pacjenta przepiszemy 3-częściową terapię: litoterapię (leczenie kamieniami), mantry oraz zioła, które pasują do znaku zodiaku. Nasze studium bazowało na kundali [horoskopie urodzeniowym] 76 "sercowców"; niektórzy z nich już, niestety, zmarli. Potwierdzono wpływ planet/gwiazd na występowanie chorób serca u wszystkich badanych osób.

Tripathi wyjaśnia, że w horoskopie kundali wyróżnia się 12 domów. Są one domami 9 planet. W zależności od momentu narodzin danej osoby, planety znajdują się w konkretnych domach. Planety niekoniecznie zajmują oddzielne domy. Czasem jest tak, że 2 lub 3 trafiają do jednego domu, przez co parę innych świeci pustkami. Planety zamieniają się miejscami w zależności od naksztary [czyli znaku indyjskiego zodiaku lunarnego].

U 70% pacjentów z chorobami serca - wszyscy są Bykami - Słońce, Saturn i Rahu [niewidoczna 8. planeta w astrologii wedyjskiej] zawsze znajdowały się w czwartym domu. Okazało się także, że u Byków mających Wenus w 4. domu i dominujące planety zdrowia w 6. i 12. występowały problemy z zastawkami, dusznica bolesna i poważne zaburzenia tętna.

Lwy i Raki, u których ujawniła się dusznica, miały Rahu i Saturna w 4. i 5. domu horoskopu urodzeniowego, a Wodniki ze słabym sercem Słońce w 5. domu. Pracownicy uniwersyteckiego Sanskrit Vidya Dharma Vigyan rozpoczynają zbieranie danych od osób z wrodzonymi wadami serca, kobiet i ludzi powyżej 40. roku życia.

Nietrudno się domyślić, że eksperci z medycznych ośrodków badawczych nie chcą się wypowiadać na temat wyników uzyskanych na BHU.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ważne że się w ogóle takie terapie bada. Jeśli wyjdzie coś ciekawego, to istnieje szansa, że ktoś inny te badania powtórzy, aż nie udowodni się wszystkim niedowiarkom że to działa. Jeśli w czasie badań wyjdzie coś innego, to też trzeba się cieszyć, gdyż dzięki temu niektórzy poszukają bardziej efektywnych form leczenia siebie i bliskich.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ważne że się w ogóle takie terapie bada. Jeśli wyjdzie coś ciekawego, to istnieje szansa, że ktoś inny te badania powtórzy, aż nie udowodni się wszystkim niedowiarkom że to działa. Jeśli w czasie badań wyjdzie coś innego, to też trzeba się cieszyć, gdyż dzięki temu niektórzy poszukają bardziej efektywnych form leczenia siebie i bliskich.

Kamienie szlachetne i mantra... efektywne formy leczenia... no cóż... pewnych rzeczy nie ma co komentować.

Pozdrawiam i gratuluję.  :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

W takim razie podróż w kosmos może nas zabić... Ale co do testów jestem jak najbardziej za :P

Lepszy dowód niż samo założenie.

Poza tym to byli chyba ochotnicy a kasy na takie coś dużo chyba nie schodzi... przynajmniej taką mam nadzieje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kamienie szlachetne i mantra... efektywne formy leczenia... no cóż... pewnych rzeczy nie ma co komentować.

Pozdrawiam i gratuluję.  :P

Po tym co piszesz wnioskuję, że nigdy nie przyszło ci do głowy, aby praktykować jakąkolwiek mantrę. Podejrzewam więc, że zwyczajnie nie wiesz o czym piszesz :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

mantgry - jako forma relaksu na pewno może pomóc osobom chorym na serce, zioła itd.. też. Ale łączenie tego z jakimiś planetami, domami, słońcem, szukanie takich zależności od miejsca i czasu urodzenia osoby jest po prostu głupie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głupie nie jest. Na pewno inne, ale nie wszystko co inne musi być głupie. Ogromnym plusem jest że ktoś to bada - nie ważne czy to działa, czy nie. Ważne że będą jakieś wyniki takich badań, które będzie można weryfikować, bądź posługiwać się nimi jako wiedzą, a nie jako przesądami/tradycją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmieniłem zdanie, jednak to przełomowe odkrycie na miarę prac "Skala wiatru w tornadach na podstawie ubytku upierzenia kurczaków" lub "Zakończenie uporczywej czkawki dzięki masażowi odbytu przy pomocy palca".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasne - większość astrologii, wierzeń ludowych etc. to bujdy oparte na jakimś mistycyzmie (czyli próbie zrozumienia rzeczywistości) ... jednak należy też wziąć pod uwagę że często są to rezultaty tysięcy lat praktycznych obserwacji, naturalnej ewolucji pewnych myśli ...

I tak to w jakim miesiącu się urodziłeś z jednej strony bardzo wpływa na niezwykle ważne pierwsze miesiące życia, z drugiej mówi jak bardzo jesteś wyrośnięty w stosunku do innych dzieci ze swojego rocznika ...

Dalej na wykładzie prof. Micka z fizyki UJ dowiedziałem się że np. bardzo słabe pola magnetyczne mogą istotnie wpływać np. na ludzkie EKG ... tego typu pola są m.in. wytwarzane prze naturalnie występujące tzw. rezonansy Schumanna - profesor pokazywał że są wyraźne korelacje z takimi czynnikami jak współczynnik urodzeń, strukturą wiekową , konfliktami zbrojnymi czy ogólną aktywnością człowieka ... a na te rezonansy istotny wpływ może mieć aktualna konfiguracja naszego układu słonecznego ...

Ogólnie myślę że po prostu wyśmianie tysięcy lat obserwacji naszych przodków nie jest naukowym podejściem ... a może czasem rzeczywiście zaobserwowali jakieś istotne korelacje ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Otóż to! Korelacja niemal zawsze jest punktem wyjścia do dalszych badań. Wydaje mi się, że skoro badania statystyczne są stosunkowo tanie (w zasadzie wystarczy mieć komputer i kupić roczniki statystyczne), warto szukać takich zależności, nawet z pozoru nieistotnych. Przecież kilka lat temu też mało kto myślał o tym, że choroby zębów mogą powodować choroby serca, a jednak potwierdzono najpierw samą zależność, a potem zidentyfikowano także mechanizm.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W porządku, tylko tutaj występuje drobny, aczkolwiek istotny niuans - mianowicie skala zjawiska. Jeśli zakładamy już hipotetyczny wpływ planet poprzez jakieś oddziaływania grawitacyjne (tutaj nie mylmy oczywiście grawitacji z magnetyzmem) na linii Słońce-Ziemia-planeta, to będą one miały wpływ na całą ludzkość (i tutaj wspomniane wykłady mogą mieć jakieś odzwierciedlenie), a nie na pojedynczą i to konkretną osobę. Pomijam milczeniem istnienie niewidzialnej dla astronomów planety...

Jeśli zaś chodzi o skalę jednostek, to zioła - jak najbardziej tak. Mantry - jako forma wyciszenia i medytacji mogą hipotetycznie prowadzić do autosugestii i efektu placebo. Kamienie szlachetne - jakim cudem?

Wkładanie ziołolecznictwa z gemologią i astrologią do jednego worka to olbrzymia przesada. Równie dobrze można dodać do tego chiromancję, numerologię, wróżenie z fusów, z kart i wyskokości skakania pchły.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeśli zakładamy już hipotetyczny wpływ planet poprzez jakieś oddziaływania grawitacyjne(...) to będą one miały wpływ na całą ludzkość (i tutaj wspomniane wykłady mogą mieć jakieś odzwierciedlenie), a nie na pojedynczą i to konkretną osobę.

Na tej samej zasadzie nie powinniśmy robić w ogóle badań statystycznych, bo przecież nas nie interesuje społeczeństwo, tylko pacjent. Zwróć jednak uwagę, że szukanie czynników ryzyka w określonej populacji to jedna z podstaw nowoczesnej medycyny, bo pozwala na indywidualizację (przynajmniej częściową) terapii/diagnostyki/prewencji.

Pomijam milczeniem istnienie niewidzialnej dla astronomów planety...

Tu się zgadzam.

Kamienie szlachetne - jakim cudem?

A może jednak? wyjdźmy od statystyki, potem szukajmy dalej. Może to efekt placebo, może uspokajający kolor, a może minerał noszony na skórze uwalnia jakiś korzystny mikroelement. Badania nad takimi zjawiskami kosztują bardzo niewiele, więc moim zdaniem mimo wszystko warto je prowadzić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odnośnie astronomii to dobrze dzisiaj wiemy że bardzo ważny jest 11 letni cykl aktywności słońca - może np. 12 letni cykl w chińskim horoskopie powstał przez przybliżenie...

O tej nieistniejącej planecie trzeba myśleć jako ich takiej pomocniczej zmiennej, która może właśnie reprezentować np. tą aktywną słoneczność ...

Co do oddziaływań planet, oprócz grawitacji mamy na przykład przesłanianie słońca, które może np. jakoś zaburzać stabilność pasów Van Allena ... a może mamy jeszcze jakieś drobne rezonanse o których istnieniu jeszcze sobie nie zdajemy sprawy ...

Co do kamieni, to jakoś tam drobnie wpływają na pole magnetyczne, na rozkład ciepła ... przekazują uścisk, drgania ... mantry też mi się kojarzą ze specyficznymi wibracjami ...

W każdym razie to są raczej tanie i bezpieczne badania które pewnie zwykle nie były traktowane poważnie, więc myślę że nie szkodzi jakiegoś głębszego sensu tam poszukać...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na tej samej zasadzie nie powinniśmy robić w ogóle badań statystycznych, bo przecież nas nie interesuje społeczeństwo, tylko pacjent. Zwróć jednak uwagę, że szukanie czynników ryzyka w określonej populacji to jedna z podstaw nowoczesnej medycyny, bo pozwala na indywidualizację (przynajmniej częściową) terapii/diagnostyki/prewencji.

 

Oczywiście, ale niby data urodzenia, a konkretniej układ planet w chwili narodzin ma mieć wpływ na to, że pan Kowalski z Koziej Wólki ma podniesione ryzyko dostania zawału serca? Dlaczego w ogóle nie są brane pod uwagę olbrzymie wybuchy słoneczne czy wpływ innych ciał niebieskich? Z ogromną niecierpliwością będę oczekiwał tych jakże "racjonalnych" wyników badań.

 

A może jednak? wyjdźmy od statystyki, potem szukajmy dalej. Może to efekt placebo, może uspokajający kolor, a może minerał noszony na skórze uwalnia jakiś korzystny mikroelement. Badania nad takimi zjawiskami kosztują bardzo niewiele, więc moim zdaniem mimo wszystko warto je prowadzić.

 

Jasne. Tylko, że istnieje spora różnica między tym czy to efekt placebo, uwalniane minerały a wmawianiem, że kamyk (czy też inny fetysz, talizman, amulet, totem) posiada magiczną moc, pole energetyczne i uzdrawia naszą aurę. Bo stąd prosta droga do wiary w niewidzialne duszki.

 

Odnośnie astronomii to dobrze dzisiaj wiemy że bardzo ważny jest 11 letni cykl aktywności słońca - może np. 12 letni cykl w chińskim horoskopie powstał przez przybliżenie...

 

Chiński horoskop wynika z zodiaku, pozycji Słońca, Księżyca i bodajże pięciu pierwszych planet. I to nie jest cykl 12-letni, a cykl 60-letni.

 

Co do oddziaływań planet, oprócz grawitacji mamy na przykład przesłanianie słońca, które może np. jakoś zaburzać stabilność pasów Van Allena ... a może mamy jeszcze jakieś drobne rezonanse o których istnieniu jeszcze sobie nie zdajemy sprawy ...

 

I w tym sęk, bowiem zmierza to ku nieprzewidywalności i teorii chaosu. Mamy nieznaną liczbę niewiadomych i chcemy wykorzysując radykalnie zredukowany ich zestaw prognozować wpływ na pojedynczego człowieka, jak nawet jeszcze za dobrze nie wiemy jak to działa w skali makro.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oczywiście, ale niby data urodzenia, a konkretniej układ planet w chwili narodzin ma mieć wpływ na to, że pan Kowalski z Koziej Wólki ma podniesione ryzyko dostania zawału serca?

A być może kiedyś nikt nie zauważył, ze tak naprawdę chodzi o kalendarz, a konkretniej - o porę roku? Że np. rodząc się zimą spędzasz pierwsze miesiące życia w zimnie, więc jesteś np. bardziej zahartowany albo wprost przeciwnie - bardziej narażony na infekcje?

Jasne. Tylko, że istnieje spora różnica między tym czy to efekt placebo, uwalniane minerały a wmawianiem, że kamyk (czy też inny fetysz, talizman, amulet, totem) posiada magiczną moc, pole energetyczne i uzdrawia naszą aurę. Bo stąd prosta droga do wiary w niewidzialne duszki.

Tu się zgadzam. Tylko widzisz, te badania mają na celu właśnie racjonalizację i próbę odnalezienia drugiego dna w opowiastkach o magii i innych takich. Jeżeli określone "prawdy" zostały zdefiniowane np. 3000 lat temu, to nie ma co się dziwić, że mówiono o magii gwiazd, a nie o cyklach aktywności Słońca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj nie próbujemy bronić odczytywania z gwiazd przeznaczenia konkretnej osoby, tylko drobne korelacje na przykład z podatnością na jakieś dolegliwości.

Co do chaosu to nie jest tak że nie da się żadnych korelacji wyłapać - jeśli na przykład znamy dobrze jakiś punkt siodłowy, to odległość od trajektorii stabilnej pozwala oszacować czas przebywania w tym siodle ... poza tym pasy Van Allena są czymś w miarę stabilnej równowadze statystycznej - przejście cienia planety powinno wywołać w miarę przewidywalne niewielkie oscylacje, które chaotycznie dopiero wpłyną np. na pogodę ...

A co do chińskiego choroskopu to nie znam się ale kojarzy mi się z 12 zwierzątkami...? :P

Oczywiście nie wolno tego traktować dosłownie - pewnie dużo jest tam dodatkowych, nieistotnie statystycznie zmiennych, ale kilka z nich może się okazać istotne ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Że np. rodząc się zimą spędzasz pierwsze miesiące życia w zimnie, więc jesteś np. bardziej zahartowany albo wprost przeciwnie - bardziej narażony na infekcje?

 

Z tym trudno się nie zgodzić. I czynniki (zmienne) są też bardziej racjonalne (i przyziemne) oraz dające się określić.

 

Tylko widzisz, te badania mają na celu właśnie racjonalizację i próbę odnalezienia drugiego dna w opowiastkach o magii i innych takich.

 

Mam nadzieję, że pójdą one w tym kierunku, czyli wyjaśnienia podstaw tych wierzeń, choć artykuł sugeruje bardziej powierzchowne zastosowania terapeutyczne.

 

A co do chińskiego choroskopu to nie znam się ale kojarzy mi się z 12 zwierzątkami...? :P

 

12 zwierząt w 5 cyklicznych żywiołach (12*5=60).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Statystyka, tysiąclecia doświadczeń, jasne nie da się pominąć.

 

Trzeba jednak jasno zaznaczyć skąd czerpane są wnioski, z artykułu to nie wynikało. Wydaje mi się że takie przedsięwzięcia na masową skalę, mogę zwiększyć prawdopodobieństwo wiary tzw. czary mary w pełnym wymiarze tego słowa, czyli w cokolwiek nie mającego żadnego logicznego ani statystycznego uzasadnienia, co z kolei może zmniejszyć wiarę w logikę i naukę. To smutne by było :P

 

Już moim zdaniem wróżbici za dużo zarabiają w tym kraju :D,

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zwiększenie ludzkiej wiary w czary-mary raczej nie będzie miało miejsca w tym przypadku. Przynajmniej jeśli badanie wykaże, że to czary-mary nie działa.

 

Mam znajomych, którzy bawią się wahadełkami i runami. Za ich pomocą wszystko leczą, chronią samochód przed wypadkiem itp. Bez badania ich skuteczności nie da się z nimi rozmawiać. Oni "wierzą" swoje, ja "wiem" swoje :/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obawiam się, że wykazanie w sposób naukowy nieskuteczności metod różdżkarsko-magicznych wcale nie skończy się przyznaniem się do błędu przez ich adeptów. Wprost przeciwnie - będzie to dla nich doskonały dowód na to, jak strasznie lepkie są łapy spiskowców, którzy starają się ukryć prawdę o tajemnej energii i nadludzkich zdolnościach miszczów zaklinania deszczu i naprawiania uszkodzonej aury.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wysilaj się na czarny PR , jak na razie nauka za nimi nie nadąża i są dla niej niedoścignioną inspiracją (oni też są ciekawi ''jak to wytłumaczyć'', na szczęście wiedzą jak tego użyć).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak jesteś taki pewny swojej racji, to zacznij wreszcie operować konkretami zamiast wiecznie wygadywać niepoparte niczym bzdury. Rzucanie pustych haseł tylko przekonuje mnie, że nie masz racji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To pytaj, zamiast orzekać w sprawach, o których nie masz pojęcia i popisywać się wiedzą, której nie masz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjalistom ze Scripps Institution of Oceanography udało się przeprowadzić pierwsze w historii pomiary tętna płetwala błękitnego. Pomiarów dokonano w Zatoce Monterey za pomocą specjalnego urządzenia, które przez dobę było przymocowane do ciała zwierzęcia. Cztery przyssawki utrzymywały je w pobliżu lewej płetwy piersiowej, gdzie mogło ono rejestrować rytm serca.
      To ważne badania, gdyż opracowaliśmy technikę rejestrowania elektrokardiogramu i tętna największego zwierzęcia, jakie kiedykolwiek istniało na Ziemi, mówi Paul Ponganis. Tętno płetwala jest zgodne z naszymi przewidywaniami bazującymi na masie ciała, a uzyskane dane potwierdzają anatomiczne i biomechaniczne modele funkcjonowania układu krążenia tak dużych zwierząt, dodaje uczony.
      Uzyskane dane wskazują, że serce płetwali błękitnych pracuje blisko granicy wydajności, co może wyjaśniać, dlaczego zwierzęta te nie wyewoluowały w jeszcze większe. W zanurzeniu u płetwala błękitnego występuje bardzo powolna akcja serca (bradykardia), a w wynurzeniu serce bije z niemal maksymalną prędkością (tachykardia), co pozwala na dokonanie wymiany gazowej i powrót krwi do wszystkich tkanek, gdy zwierzę znajduje się na powierzchni. Tego typu badania pozwalają nam sprawdzić fizjologiczne granice związane z rozmiarami ciała, dodaje Ponganis.
      Zwierzęta, których organizmy działają na takich fizjologicznych ekstremach, pozwalają nam zrozumieć biologiczne ograniczenia rozmiarów. Mogą być też szczególnie wrażliwe na zmiany środowiska wpływające na ich źródła pożywienia. Zatem takie badania mogą być istotne dla naszych wysiłków na rzecz zachowania zagrożonych gatunków, stwierdza główny autor badań, profesor Jeremy Goldbogen.
      Przed 10 laty Ponganis i Goldbogen dokonali pomiarów tętna u nurkującego pingwina cesarskiego i zaczęli się zastanawiać, czy uda się to wykonać w przypadku płetwala błękitnego. Prawdę mówiąc, wątpiłem w to. Musielibyśmy znaleźć płetwala, umieścić urządzenie w odpowiednim miejscu, musiałoby mieć ono dobry kontakt z jego skórą, a przede wszystkim musiałoby działać i rejestrować dane, mówi Goldbogen.
      Naukowcy wiedzieli, że ich urządzenie dobrze działa na mniejszych waleniach przetrzymywanych w niewoli, ale płetwal błękitny to zupełnie inna historia. Przede wszystkim nie odwróci się on na grzbiet, by umożliwić przyczepienie urządzenia. Ponadto od strony brzusznej skóra płetwala przypomina miech akordeonu i silnie się rozciąga podczas jedzenia, więc urządzenie rejestrujące z łatwością mogło się odczepić.
      Lata przygotowań przyniosły jednak dobry skutek. Urządzenie udało się dobrze umocować już za pierwszym razem. A zarejestrowane dane pokazały, jak pracuje serce płetwala.
      Okazało się, że gdy zwierzę nurkuje, jego serce zwalnia średnio do 4–8 uderzeń na minutę. Najwolniejsze zarejestrowane tempo wyniosło 2 uderzenia na minutę. Gdy badany płetwal znalazł się na największej zarejestrowanej głębokości – 184 metrach – gdzie pozostawał przez 16,5 minuty i żerował, jego puls wzrósł do około 5 uderzeń na minutę, a następnie znowu zwolnił. Gdy zwierzę się najadło i zaczęło wynurzać, jego serce przyspieszyło. Największe tempo, 25–37 uderzeń na minutę, osiągnęło na powierzchni podczas oddychania.
      Uzyskane wyniki były nieco zaskakujące, gdyż najwyższe tętno niemal przekraczało wyliczenia oparte na modelach, a tętno najniższe było o 30–50 procent wolniejsze niż mówiły przewidywania. Naukowcy sądzą, że zaskakująco wolne tętno można wyjaśnić elastycznym łukiem aorty, który powoli się kurczy, zapewniając dodatkowy przepływ krwi pomiędzy uderzeniami serca. Z kolei zaskakująco szybkie tempo bicia serca na powierzchni można tłumaczyć jego ruchem i kształtem, które powodują, że ciśnienie podczas poszczególnych skurczów nie zakłóca przepływu krwi.
      Patrząc na badania z szerszej perspektywy, wyjaśniają one, dlaczego nigdy nie pojawiło się zwierzę większe od płetwala błękitnego. Jeszcze większe ciało ma tak duże potrzeby energetyczne, że przekraczałoby to możliwości serca.
      Naukowcy już planują kolejne badania. Chcą np. dodać do swojego urządzenia akcelerometr, by sprawdzić, jak różne aktywności płetwala wpływają na tempo kurczenia się jego serca. Spróbują też zbadać inne wieloryby.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwa białka - receptory glikokortykoidów (ang. glucocorticoid receptor, GR) i mineralokortykoidów (ang. mineralocorticoid receptor, MR) - wspierają się wzajemnie, by utrzymać serce w dobrym zdrowiu. Gdy sygnalizacja między nimi zostaje zaburzona, u myszy rozwija się choroba serca.
      Wyniki, które ukazały się w piśmie Science Signalling, mogą zostać wykorzystane do opracowania związków terapeutycznych dla osób z grupy podwyższonego ryzyka zawału.
      Stres zwiększa ryzyko zgonu z powodu niewydolności serca, bo nadnercza wytwarzają wtedy kortyzol. Kortyzol wywołuje reakcję walcz lub uciekaj i wiąże się z receptorami GR i MR w różnych tkankach ciała, by m.in. ograniczyć stan zapalny.
      Gdy poziom kortyzolu we krwi jest zbyt wysoki przez dłuższy czas, mogą się rozwinąć różne czynniki ryzyka chorób serca, w tym podwyższony poziom cholesterolu i cukru czy nadciśnienie.
      Dr Robert Oakley zidentyfikował źle działające GR w latach 90., gdy jako student pracował z dr. Johnem Cidlowskim na Uniwersytecie Karoliny Północnej w Chapel Hill. Krótko po tym odkryciu inni naukowcy stwierdzili, że ludzie z ponadprzeciętną liczbą zmienionych receptorów GR są bardziej narażeni na choroby serca. Opierając się na tych wynikach, Oakley i Cidlowski testowali szczep myszy pozbawionych sercowych GR. U zwierząt dochodziło do powiększenia serca, a przez to do jego niewydolności i zgonu. Kiedy naukowcy z NIEHS (National Institute of Environmental Health Sciences) wyhodowali szczep myszy bez sercowych MR, serca gryzoni działały normalnie.
      Oakley i Cidlowski zaczęli się więc zastanawiać, co się stanie, gdy w tkance serca brakować będzie obu receptorów. Naukowcy przypuszczali, że zwierzęta po podwójnym knock-oucie genowym będą miały podobne lub poważniejsze problemy z sercem jak myszy bez GR. Ku naszemu zaskoczeniu, serca były [jednak] oporne na chorobę - opowiada Oakley.
      Cidlowski podkreśla, że u myszy tych nie zaszły zmiany genowe, które doprowadziły do niewydolności serca u gryzoni pozbawionych GR, a jednocześnie zaszły korzystne zmiany w działaniu genów chroniących serce. Choć ich serca działały prawidłowo, w porównaniu do serc bez receptorów MR, były one nieco powiększone.
      Sugerujemy, że skoro GR i MR współpracują, lepszym podejściem [do leczenia ludzi z chorobami serca] będzie produkowanie leków działający nie na jeden, ale na dwa receptory naraz - podsumowuje Cidlowski.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ograniczony dostęp do czystych źródeł energii (tzw. ubóstwo energetyczne) sprawia, że prawie połowa ludzkości musi gotować, spalając drewno, węgiel czy resztki zwierząt. Prowadzi to do poważnych chorób dróg oddechowych, na które umiera ok. 2 mln osób rocznie. To więcej niż w przypadku malarii.
      Prof. Hisham Zerriffi z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej podkreśla, że z powodu skażenia powietrza w pomieszczeniach najczęściej cierpią kobiety i dzieci, czyli ta sama grupa, która zazwyczaj zajmuje się pozyskiwaniem opału. Kanadyjczyk zwraca uwagę, że poza kwestiami zdrowotnymi, spalanie biomasy wiąże się też ze wzrostem emisji węgla oraz zmianą klimatu.
      Mimo dostępności wielu technologii efektywniejszego spalania paliw, rządom, firmom oraz organizacjom społecznym nie udało się przekonać do nich ludzi. Musimy połączyć nowe technologie z mądrymi zasadami działania. Zerriffi tłumaczy, że chodzi mu o stworzenie rentownych rynków, zachęcanie gospodarstw domowych do zmiany sposobu gotowania oraz naprawę luk w finansowaniu - zwłaszcza w przypadku osób o najniższych dochodach.
      Zadanie nie jest łatwe, bo rządy nie są w stanie dostarczyć kuchni do ciągle powiększających się populacji. Początkowo rozwiązaniem wydawał się sektor prywatnego biznesu, ale większość potrzebujących nowych rozwiązań energetycznych ludzi nie ma pieniędzy na inwestycje. Stąd obecny kryzys w branży: brak dodatkowych źródeł na promowanie produktu i utrzymywanie sieci sprzedaży. Najnowszym pomysłem na wsparcie dystrybucji czystszych energetycznie kuchni jest przeznaczanie na ten cel środków z programów "carbon offset", kompensujących środowisku skutki emisji CO2.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Francuscy badacze dowodzą, że priony mogą przemieszczać się pomiędzy gatunkami znacznie łatwiej niż dotąd przypuszczano. W opublikowanym w Science artykule informują, iż priony po wprowadzeniu do mózgu myszy, pojawiły się w innych organach, co wskazuje, że same autopsje mózgu są niewystarczające.
      Dotychczas sądzono, że istnieją bariery znacznie utrudniające migrację prionów pomiędzy gatunkami. Przypuszczenia te bazowały jednak na badaniach mózgu. Tymczasem Francuzi pobrali priony od od łosi, chomików i bydła domowego i wszczepili je do mózgów myszy, które zmodyfikowano genetycznie tak, by posiadały ludzką lub owczą wersję proteiny PrP (priony to nieprawidłowe wersje tych protein).
      Gdy następnie przeprowadzono autopsję myszy okazało się, zgodnie z oczekiwaniami, że tylko w nielicznych przypadkach (3 na 43) priony znaleziono w mózgu. Jednak autopsja innych organów - przede wszystkim migdałków i śledziony - wykazały, że aż w 26 na 41 przypadków priony były jednak obecne w ciałach zwierząt. Zauważono też, że u tych zwierząt, u których priony znaleziono w innych organach niż w mózgu, nie występowały żadne objawy chorobowe. To z kolei może oznaczać, że znacznie więcej zwierząt i ludzi jest nosicielami prionów.
      Odkrycie francuskich badaczy budzi obawy, że ludzie mogą zarażać się nawzajem prionami w czasie transfuzji krwi, przekazywanie organów czy nawet za pośrednictwem narzędzi chirurgicznych, gdyż priony są odporne na standardowe procesy odkażania.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zdaniem międzynarodowego zespołu astronomów w Drodze Mlecznej znajduje się co najmniej 100 miliardów planet. Takie wyniki uzyskano na podstawie szczegółowych analiz dotyczących trzech planet pozasłonecznych.
      Naukowcy doszli do wniosku, że średnio na jedną gwiazdę w naszej galaktyce przypada jedna planeta. Jeśli mają rację, to w odległości 50 lat świetlnych od Ziemi powinno znajdować się co najmniej 1500 planet.
      Co więcej uczeni twierdzą, że planet wielkości Ziemi jest ponad 10 miliardów.
      Wyniki badań prowadzonych za pomocą trzech głównych technik, w tym za pomocą mikrosoczewkowania grawitacyjnego dają podobne wyniki - planety nie tylko są czymś powszechnym w naszej galaktyce, ale mniejszych planet jest więcej niż większych. To zachęca do poszukiwania zamieszkanych planet - mówi Stephen Kane z Exoplanet Science Institute na Caltechu (California Institute of Technology).
      Obecne badania przeprowadzono niezależnie od badań Takahiro Sumiego z Osaka University, który twierdzi, że istnieją setki miliardów planet o orbitach większych od orbity Saturna lub poruszających się poza orbitami gwiazd.
×
×
  • Create New...