Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Kultura to jeden z głównych czynników decydujących o tym, ile osób nosi maseczki w czasie pandemii

Recommended Posts

W dniu 28.05.2021 o 21:02, cyjanobakteria napisał:

Na wschodzie też bez zmian, szczególnie w Roskosmosie. Nic nie denerwuje bardziej niż uśmiechnięte, amerykańskie mordy podczas udanych startów i lądowań rakiet :) A może to ta słynna katolicka życzliwość, dobroć i pełna szacunku dla innych postawa?

Tak, bo Roskosmos to typowy przykład katolickiej społeczności.
A nie czekaj? Roskosmos swoją kulturę pracy wywodzi z jednej z niewielu ateistycznych metropolii czyli ZSRR :)
Zapewne o tym wiesz ale przypomnę: ustrój bolszewicki zakładał powszechny ateizm.
I teraz pójdźmy dalej: jeśli ateiści wypierają się komunizmu to oznacza to jedynie że niczego się ateiści na nauczyli na swoich błędach. Bo przyznanie się do swoich błędów jest pierwszym krokiem do poprawy czegokolwiek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, thikim napisał:

ustrój bolszewicki zakładał powszechny ateizm.

W związku z czym każdy ateista to bolszewik, więc na koń, ateistę goń goń goń!

5 godzin temu, thikim napisał:

I teraz pójdźmy dalej: jeśli ateiści wypierają się komunizmu to oznacza to jedynie że niczego się ateiści na nauczyli na swoich błędach.

No ten sposób wnioskowania przynosi Ci prawdziwy zaszczyt.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wydaje się, że największym problemem współczesnej prawicy, która uważa się za tzw. antysystemową, jest jest jej hipokryzja albo swego rodzaju schizofrenia - bronią przecież systemu jakim jest KK. Nie potrafią stanowczo oddzielić instytucji od swojej wiary. W zasadzie są pewne wyjątki, które nie wynikają jednak z większej przenikliwości tych organizacji, a z prostego faktu, że wyznają inną religię, które nie należą do głównego nurtu. W Polsce to np. protestantyzm.

Trzeba pamiętać, że antystemowiec nie oznacza osoby zwalczającej każdy system, ale tylko rządzący system, uważając, że jego system jest lepszy. Tym się różni od anarchisty. Dlatego, dopóki KK stanowi ten rządzący system, to prawdziwy anty-systemowiec powinien zwalczać KK. Jeżeli tego nie robi, to staje się oszustem. Z powodu tej hipokryzji katolicka Konfederacja raczej nie wygra nigdy wyborów, bo ludzie czują ten fałsz. Skąd wynika ta hipokryzja? Na poziomie powierzchownym powiedziałbym, że prawicowcy pozostają ciągle w PRLu, w którym KK to wróg państwa. Na głębszym poziomie - że jest to tylko pretekst, by uzasadnić obronę tej swojej religii.

Dowodem na to, że to drugie jest prawdą, są właśnie np. ruchy protestanckie w Polsce, które mniej lub bardziej jawnie zwalczają KK, bo nie muszą mieć żadnego pretekstu, bo ich instytucje i sama religia stoją w kontrze do katolików. W ten sposób ich organizacja i działalność są wewnętrznie spójne, nie generują hipokryzji, a jednocześnie stanowią rzeczywisty prawicowy antysystem. Przykładem jest działalność Pawła Chojeckiego "Idź pod prąd", który z każdym rokiem staje się coraz bardziej antykatolicki i anty-PISowski (co nie ukrywam bardzo mnie cieszy). I rzeczywiście sama nazwa tego programu jest spójna. Niestety ze względu na dość agresywny styl Chojeckiego (który mi się podoba) KK, PIS i jego pomagierzy chcą go zniszczyć uprawiając wobec nich inkwizycję.

Gdyby więc taka Konfederacja mogła stać się spójną organizacją, to powinna oczywiście odciąć się od KK, a wspierać prawdziwych antysystemowców. Oczywiście jest to bardzo mało prawdopodobne, dlatego pozostanie ta partia partią fałszywą. Zamiast tego skupiają się na atakowaniu PISu, ale złego słowa nie powiedzą o Rydzyku i innych machlojach, pedofilach w sutannach i ich kryciu przez całą mafię KK.

Co ciekawe w ostatnich miesiącach organizacja Chojeckiego, która mierzy się z wieloma procesami sądowymi, coraz bardziej próbuje się porozumieć  z lewicową częścią społeczeństwa, dziennikarzy, a nawet PO, co pokazuje do jak skrajnego konfliktu doszło między nim a PIS-KK. Zrozumiał on, że to jedyna droga ratunku i nie ma czego szukać po tzw. prawej scenie politycznej. Wydaje mi się, że to prawidłowy kierunek, gdyż lewicowcy z definicji są bardziej otwarci, a jednocześnie są w podobnej trochę sytuacji jak Chojecki.

Dzisiejszy prawdziwy antysystem to anty-PIS + anty-KK. Wszystko inne to fałsz. Nie można być troszeczkę w ciąży, dlatego nie można być przeciwko PISowi a jednocześnie bronić KK lub na odwrót. Każdy kto tak robi to oszust, hipokryta albo idiota, który po prostu nie dostrzega sprzeczności.  Nie można się bronić w ten sposób, że się powie, że "szukamy wspólnej płaszczyzny" - bo są one sprzeczne. Chojecki ze swoją wiarą nie może szukać wspólnej płaszczyzny z anty-teistami, którzy zwalczają religię dla swojej ideologii, ale już może szukać wspólnej płaszczyzny z anty-klerykałami, którzy zwalczają KK albo z ateistami, którzy nie wierzą w boga, ale nie walczą z religią.

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 6/4/2021 at 9:52 AM, thikim said:

Tak, bo Roskosmos to typowy przykład katolickiej społeczności.

Napisałem tak, bo w Roskosmosie nie cieszą nikogo uśmiechnięte, amerykańskie mordy. A z katolicką życzliwością, to oczywiście chodziło mi o to, że wierząca koleżanka przejawia dość powierzchowną miłość bliźniego tutaj na forum, a przynajmniej jest mało przekonująca :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 1.06.2021 o 19:43, cyjanobakteria napisał:

Ryzyko zakrzepu po przejściu covid-19 było 10x większe niż po AstraZeneca

Wśród hospitalizowanych/zarejestrowanych przypadków ? Bo szczepimy wszystkich ludzi, a "poważnie" chorych byłoby jednak znacznie mniej. Sumaryczne ryzyko może być porównywalne.

W dniu 4.06.2021 o 10:52, thikim napisał:

I teraz pójdźmy dalej: jeśli ateiści wypierają się komunizmu to oznacza to jedynie że niczego się ateiści na nauczyli na swoich błędach.

Co za idiotyzm: ateizm nigdy nie implikował komunizmu, który sam jest de facto religią. Do tego obecni ateiści nie mają wiele wspólnego z tymi starymi - pokolenia się zmieniają.

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, peceed said:

Wśród hospitalizowanych/zarejestrowanych przypadków ? Bo szczepimy wszystkich ludzi, a "poważnie" chorych byłoby jednak znacznie mniej. Sumaryczne ryzyko może być porównywalne.

Wydaje mi się, że to było 40 przypadków zakrzepów na 1 milion po covid, a AstraZeneca miała 4 na 1 milion po zaszczepieniu, czyli 1 na 250. Dane sprzed 2 miesięcy. Wiadomo, że trzeba przeliczyć ryzyko zachorowania oraz wiek i ryzyko komplikacji :) Widziałem ostatnio wideo Dr Campbella, gdzie jego kolega po fachu wypowiadał się gościnnie i mówił, że ryzyko zakrzepów u osób hospitalizowanych było znacznie większe, rzędu kilkadziesiąt procent, szczególnie u tych z ciężkim przebiegiem i pod respiratorami. Ale może oni dostają leki przeciwzakrzepowe profilaktycznie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
W dniu 4.06.2021 o 10:52, thikim napisał:

A nie czekaj? Roskosmos swoją kulturę pracy wywodzi z jednej z niewielu ateistycznych metropolii czyli ZSRR :)

To już przeszłość.:D

Teraz są  w Rosji takie o to kwiatki:

scale_1200

Malowidło z cerkwi pw. św. Andrzeja Apostoła z m.  Nowosiołowo w ob. Wlodzimierskim, w miejscu katastrofy Gagarina.

Po prawej, w jasnym mundurze  klęczy J. Gagarin, zanim płk pilot-instruktor Władimir Sierogin, bohater Związku Radzieckiego, członek WKP(b), zginął razem z Gagarinem. Po środku święty, po lewej mecenas cerkwii gen.major kosmonauta  Aleksiej Leonow, również dwukrotny bohater ZSRR. 

Gagarin był ateistą.  Zadeklarowanym. 

A teraz został męczennikiem:

Gagarin_Crussifiction.jpg?resize=1024,68

 

Mural, a w zasadzie grafiti  "Gagarin. Ukrzyżowanie", z 2014 r. z Permu, artysty streetart Aleksieja Żuniewa. Artysta skazany został za to na karę grzywny w wysokości 1 tyś rubli, a dzieło usunięto.

Więcej zdjęć tutaj:

https://weirdrussia.com/2015/04/12/crucified-gagarin-graffiti-marks-orthodox-easter-and-anniversary-of-first-man-in-space/

Jednak dzieło zaczęło żyć własnym życiem. Wkrótce jeden z biznsemenów zamówił takie samo u Żuniewa na płótnie. 

gagarin-kopiya.jpg?size=300

https://www.newsko.ru/news/nk-2575585.html

W 2015 r. Żuniew za ten obraz nazwany teraz "Wielki kosmonauta" dostał nawet 2 miejsce w ogólnokrajowym  konkursie sztuki alternatywnej i jest wystawiany w galeriach. 

Także ten ateizm to taki powierzchowny jak u nas katolicyzm...;)

 

Edited by venator

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
7 hours ago, venator said:

To już przeszłość.:D

Nie wspominając, że to w oparciu o kult jednostki, a wszędzie wisiały obrazki z poczciwą mordą Stalina. Niedawno wdziałem zdjęcia z jakiś obiektów wojskowych, a tam w każdym pomieszczeniu ramka z gębą Wladimira.

7 hours ago, venator said:

Mural, a w zasadzie grafiti  "Gagarin. Ukrzyżowanie", z 2014 r. z Permu, artysty streetart Aleksieja Żuniewa.

Ja bym jednak w tle zamiast krzyży dał rozbite boostery Soyuza albo krzyż Koroleva. Stylem przypomina mi inne świetne, niedawno odrestaurowane, dzieła. To chyba przez ten hełm :)

Ecce-Homo.jpg

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu ostatnich kilku dni ze stanowisk redakcyjnych w recenzowanym piśmie Vaccines zrezygnowało co najmniej 6 wirusologów i wakcynologów, w tym współzałożycielka pisma Diane Harper z University of Michigan. Do rezygnacji uczonych doszło po tym, jak w piśmie ukazał się artykuł, którego autorzy stwierdzili, że na każde 3 zgony na COVID19, którym szczepionki zapobiegły, przypadają 2 zgony spowodowane przez szczepionki.
      Z pracy dla Vaccines zrezygnowali m.in. Florian Krammer, wirusolog z Icahn School of Medicine, immunolog Katie Ewer z University of Oxford, która brała udział w pracach nad szczepionką AstraZeneca czy Helen Petousis-Harris, wakcynolog stojąca na czele Vaccine Datalink and Research Group na University of Auckland.
      Dane zostały nieprawidłowo zinterpretowane, gdyż wynika z nich, że każdy zgon, który nastąpił po szczepieniu został spowodowany szczepieniem. Teraz artykuł ten jest wykorzystywany przez antyszczepionkowców i osoby zaprzeczające istnieniu pandemii, jako argument, że szczepionki nie są bezpieczne. Publikacja takiego artykułu jest wysoce nieodpowiedzialna, szczególnie ze strony pisma specjalizującego się w publikacjach na temat szczepionek, stwierdziła Katie Ewer.
      Fala rezygnacji rozpoczęła się w piątek, po opublikowaniu artykułu zatytułowanego The Safety of COVID-19 Vaccinations—We Should Rethink the Policy. Jego autorami są Harald Walach z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Rainer J. Klement ze Szpitala Leopoldina w Niemczech oraz Wouter Aukema z Holandii. Żaden z autorów nie jest wirusologiem, wakcynologiem czy epidemiologiem.
      Harald Walach to psycholog kliniczny i historyk nauki, Rainer Klement specjalizuje się w diecie ketogenicznej w leczeniu nowotworów, zaś Wouter Aukema jest niezależnym specjalistą od analizy danych. Ich artykuł był recenzowany przez trzech naukowców. Dwoje z nich jest anonimowych. Trzecim recenzentem jest Anne Ulrich, chemik z Instytutu Technologii w Karlsruhe.
      W swojej recenzji pani Ulrich napisała, że analiza wykonana przez autorów artykułu jest odpowiedzialna, bez błędów metodologicznych, a wnioski zostały sformułowane z odpowiednimi zastrzeżeniami. Z kolei jeden z anonimowych recenzentów napisał, że artykuł jest bardzo ważny i powinien być pilnie opublikowany. To niemal cała recenzja.
      Z recenzji tych jasno wynika, że recenzenci nie mają żadnego doświadczenia na polu, którego dotyczy artykuł. Również autorzy artykułu takiego doświadczenia nie posiadają, komentuje Petousis-Harris.
      Autorzy artykułu obliczyli liczbę zgonów, którym zapobiegły szczepionki przeciwko COVID-19, biorąc pod uwagę wcześniejsze badania nad 1,2 milionami Izraelczyków, z których połowa otrzymała szczepionkę Pfizera, a połowa była niezaszczepiona. Z obliczeń wynikało, że średnio konieczne było zaszczepienie 16 000 osób, by zapobiec jednemu zgonowi. Krytycy zauważają, że wyliczenia są błędne, gdyż w miarę, jak coraz więcej osób jest zaszczepianych, trzeba zaszczepić coraz więcej, by zapobiec każdemu dodatkowemu przypadkowi śmierci.
      Kolejny błąd popełniono przy obliczaniu liczby zgonów spowodowanych przez szczepionki. Autorzy badań wzięli bowiem pod uwagę holenderską narodową bazę danych dotyczącą niepożądanych skutków przyjmowania środków medycznych. Baza ta, Lareb, jest podobna do amerykańskiego systemu VAERS, który opisywaliśmy przed kilkoma miesiącami.
      Do Lareb, podobnie jak VAERS, każdy może wpisać wszelkie niepokojące objawy, jakich doświadczył po przyjęciu szczepionki. To jednak nie oznacza, że sygnalizowany problem rzeczywiście został spowodowany przez lek czy szczepionkę. Dlatego też tego typu baz nie wykorzystuje się do oceny ryzyk spowodowanych przez środki medyczne, a do poszukiwania wczesnych sygnałów ostrzegawczych o tego typu ryzykach. Sygnały takie są następnie weryfikowane pod kątem ich związku z przyjętą szczepionką czy lekiem. Zresztą w bazie Lareb wyraźnie zawarto informację, że umieszczenie w niej wpisu nie oznacza, iż istnieje rzeczywisty związek pomiędzy szczepionką lub lekiem, a raportowanymi objawami.
      Mimo to autorzy badań stwierdzili w artykule, że w bazie tej znaleźli 16 poważnych skutków ubocznych na 100 000 zaszczepionych oraz 4,11 śmiertelnych skutków ubocznych na 100 000 zaszczepionych. Zatem na każde trzy zgony, którym szczepionki zapobiegły, przypadają 2 zgony, które spowodowały.
      Eugene van Puijenbroek, dyrektor ds. naukowych i badawczych Lareb już dzień po publikacji kontrowersyjnego artykułu napisał do redakcji Vaccines, krytykując artykuł i domagając się jego poprawienia lub wycofania. Zgłoszone do bazy wydarzenie, do którego doszło po zaszczepieniu, niekoniecznie musi być spowodowane przez szczepienie. Tymczasem autorzy zaprezentowali nasze dane tak, jakby istniał związek przyczynowo-skutkowy. Sugerowanie, że we wszystkich wpisach, w których poinformowano o zgonie po szczepieniu, istnieje związek przyczynowo-skutkowy, jest dalekie od prawdy.
      Co więcej, van Puijenbroek zauważa, że w artykule pada stwierdzenie, że dane z holenderskiego rejestru, szczególnie informacje dotyczące zgonów, zostały potwierdzone przez specjalistów. To po prostu nieprawda. Wydaje się, że autorzy artykułu mają tutaj na myśli opublikowane przez nas zasady tworzenia Lareb. Tymczasem w zasadach tych nigdzie nie pada stwierdzenie, że wpisy znajdujące się w bazie są certyfikowane przez specjalistów, mówi van Puijenbroek.
      Harald Walach broni artykułu. Mówi, że szczepionki zostały dopuszczone do użytku w trybie przyspieszonym, a liczba osób uczestnicząca w testach klinicznych nie była wystarczająco duża, a testy nie trwały wystarczająco długo, by ocenić bezpieczeństwo. Wszyscy trzej autorzy stoją na stanowisku, że ich artykuł nie zawiera błędów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wstępne badania nad rzadkimi przypadkami zakrzepicy, do których doszło po przyjęciu szczepionek Astra Zenaca i Johnson & Johnson, sugerują, że przyczyną problemów może być sposób, w jaki szczepionki te dostarczają do komórek instrukcje na temat białka szczytowego koronawirusa.
      Produkty obu firm to szczepionki wektorowe, w których jako wektora (nośnika) używa się nieszkodliwego wirusa, który przenosi instrukcje DNA, na podstawie których komórki wytwarzają białko kolca SARS-CoV-2 wywołując reakcję immunologiczną organizmu.
      Rolf Marschalek i jego zespół z Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie informują, że DNA jest dostarczane do jądra komórkowego, a nie do otaczającej je cytoplazmy, gdzie zwykle wirus produkuje białka. W jądrze komórkowym część dostarczonego DNA, które jest odpowiedzialne za kodowanie białka kolca, ulega rozpadowi, przez co powstają niekompletne wersje białka kolca, które nie są w stanie przyłączyć się do zewnętrznej błony komórkowej, gdzie zostałyby wykryte przez układ odpornościowy i zaatakowane. Zamiast tego te niekompletne białka kolca są uwalniane do krwi, gdzie w rzadkich przypadkach mogą prowadzić do powstania zakrzepów.
      Marschalek mówi, że rozwiązaniem problemu byłoby zmodyfikowanie sekwencji genetycznej w szczepionce tak, by zapobiegać wspomnianemu rozpadowi. Przyznał, że firma Johnson & Johnson już skontaktowała się z jego laboratorium z prośbą o poradę i próbuje zoptymalizować swoją szczepionkę.
      Wyniki badań niemieckich naukowców zostały upublicznione w sieci. Artykuł nie został jeszcze zrecenzowany.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zróżnicowanie kulturowe, którego objawem jest zróżnicowanie językowe, oraz bioróżnorodność są ze sobą związane, a zachowanie tego związku może być kluczem zarówno do ochrony bioróżnorodności, jak i ochrony rodzimych kultur Afryki, a być może i całego świata – stwierdzają naukowcy z USA i Wielkiej Brytanii. Jeśli chcesz zachować bioróżnorodność, to złym pomysłem jest wyłączanie z tego procesu rdzennej ludności, która prawdopodobnie pomogła stworzyć tę bioróżnorodność, mówi profesor Larry Gorenflo z Penn State.
      Profesor Gorenflo specjalizuje się w architekturze krajobrazu, geografii i badaniu kultur Afryki. Ludzie są częścią ekosystemu, a nasze badania pokazują, że należy bardziej zaangażować lokalne społeczności zamieszkujące regiony o kluczowej bioróżnorodności.
      Gorenflo we współpracy z Suzanne Romaine, lingwistką z University of Oxford, przyjrzał się 48 obszarom Afryki, które UNESCO uznaje za miejsca światowego dziedzictwa naturalnego. Naukowcy przeanalizowali dane geograficzne o językach występujących na tych obszarach i stwierdzili, że żyje tam ponad 8200 gatunków zwierząt z badanych grup oraz ludzie mówiący w sumie 147 językami. We wszystkich miejscach, z wyjątkiem jednego – pustyni Namib – żyli ludzie.
      Wiadomo jednak, że ludzie zamieszkują nie tylko inne miejsca światowego dziedzictwa naturalnego, ale że do pewnego stopnia kształtują tamtejsze środowisko naturalne i robią to od długiego czasu. Wniosek z naszych badań jest następujący: zróżnicowanie kulturowe i bioróżnorodność są ze sobą powiązane. Jeśli tak, jest to silny argument za tym, by włączyć rdzennych mieszkańców w zarządzanie ekosystemem, w którym żyją, stwierdza Gorenflo.
      Co więcej, naukowcy zauważyli, że liczba języków, jakimi posługują się ludzie na badanych obszarach, jest proporcjonalna do liczby żyjących tam gatunków.
      W czasie swoich badań naukowcy wykorzystali bazę lingwistyczną Ethnologue, dane z listy zagrożonych gatunków Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) oraz z Birdlife Intenational.
      Stwierdziliśmy, że jeśli w którymś miejscu światowego dziedzictwa naturalnego zauważysz dużą liczbę języków, stwierdzisz tam też dużą liczbę gatunków. Związek ten może wynikać z faktu, że złożone środowisko naturalne prowadzi do wytworzenia się bardziej złożonej mozaiki kulturowej, ale tego nie wiemy na pewno, mówi Gorenflo.
      Zdaniem uczonego, jeśli rdzenni mieszkańcy są przenoszeni lub ich wpływ na lokalne środowisko przyrodnicze zostaje zmarginalizowany, dochodzi wówczas do spadku bioróżnorodności. Naszym celem jest przyjrzenie się kilu wybranym miejscom i sprawdzenie, w jaki sposób można zmienić praktyki zarządzania terenami o dużej bioróżnorodności i włączyć lokalne społeczności w zarządzanie nimi, dodaje naukowiec.
      Gorenflo chce obecnie dokładniej zbadać związek pomiędzy bioróżnorodnością a zróżnicowaniem lingwistycznym w górach Eastern Arc w Tanzanii. Planuje też badania na Vanuatu, w Indo-Birmie czyli regionie obejmującym Kambodżę, Laos, Wietnam, Mjanmę i południe Chin, oraz Mezoamerykę.
      Z badaniami Gorenflo i Romaine można zapoznać się w artykule Linguistic diversity and conservation opportunities at UNESCO World Heritage Sites in Africa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Działania CIA związane z identyfikacją i zabójstwem Osamy bin Ladena w 2011 roku mogą mieć negatywne konsekwencje dla... szczepień przeciwko COVID-19 w Pakistanie w roku 2021. Jeszcze przed zabójstwem bin Ladena talibowie prowadzili kampanię przeciwko szczepieniom i zachodniej medycynie. Operacja CIA tylko dolała oliwy do ognia.
      CIA podejrzewała, że Osama bin Laden przebywa w miasteczku Abbottabad. Współpracujący z Agencją lokalny lekarz rozpoczął więc akcję szczepienia dzieci przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Amerykański wywiad chciał w ten sposób uzyskać próbki DNA dzieci, gdyż obecność bliskich krewnych w Abbottabad uprawdopodobniłaby zdobyte informacje, że bin Laden tam rzeczywiście przebywa. Udaną akcję zabicia przywódcy Al-Kaidy przeprowadzono 2 maja 2011 roku.
      Wkrótce po tym Guardian poinformował przeprowadzonej przez CIA operacji. Talibowie już wcześniej prowadzili kampanię przeciwko szczepionkom, chcąc zdyskredytować rząd i wzmocnić tym samym swoją pozycję. Po śmierci bin Ladena zyskali zaś kolejny argument, że za szczepieniami kryje się rządowy spisek.
      Badacze z University of Warwick wykorzystali dane z Pakistan Social and Living Standards Measurement. Dotyczyły one dzieci urodzonych pomiędzy styczniem 2010 roku a lipcem 2012. Uczeni przyjrzeli się, jak informacja na temat działań CIA wpłynęła na szczepienia dzieci przeciwko polio, odrze i błonicy. Okazało się, że po zamachu na bin Ladena w tych okręgach wyborczych, gdzie partie ekstremistyczne cieszą się większym poparciem, liczba wyszczepionych dzieci zmniejszyła się od 23 do 39 procent w porównaniu z okręgami, gdzie poparcie dla nich jest mniejsze. Ponadto okazało się, że spadek liczby szczepień w większym stopniu dotyczył dziewczynek niż chłopców.
      Dowody wskazują, że działania wokół bin Ladena doprowadziły albo do spadku zaufania do służby zdrowia, albo do szczepionek. Może mieć to poważne konsekwencje zdrowotne. To niezwykle istotne w obecnych czasach, gdyż wysoki odsetek wyszczepionych ludzi jest konieczny do zakończenia pandemii COVID-19, skomentował profesor Andreas Stegmann, jeden z autorów badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Koncert Eurowizji będzie ostatnim z serii 20 eksperymentów prowadzonych przez holenderskich naukowców, którzy chcą się dowiedzieć, jakie jest ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2 podczas imprez masowych.
      Pomiędzy 18 a 22 maja w Rotterdamie odbędzie się 9 prób generalnych, a w każdej z nich weźmie udział 3500 osób. Chętni do wzięcia udziału będą musieli przedstawić niedawno zrobiony test na obecność SARS-CoV-2 z negatywnym wynikiem. Nie będzie zachowywany dystans, a uczestnicy nie będą nosili maseczek.
      Seria 20 eksperymentów, o wspólnej nazwie Fieldlab, została zorganizowana przez holenderską branżę rozrywkową we współpracy z naukowcami i rządem. Jednak pomysł jest coraz bardziej krytykowany wraz ze wzrostem zakażeń w Holandii.
      Krytyka odnosi skutek. Przed 4 dniami w Bredzie miał się odbyć koncert z 10 000 widzów, jednak po tym, gdy ponad 300 000 osób podpisało petycję sprzeciwiającą się jego organizacji, miasto koncert odwołało. W ubiegłym tygodniu ukazał się też list podpisany przez ponad 350 naukowców, krytykujących Fieldlab za brak przestrzegania odpowiednich standardów naukowych, niejasne procedury oraz nieprzestrzeganie zasad etyki naukowej. Nie są spełnione podstawowe warunki i standardy naukowości. Koncert na 10 000 osób nie jest wolny od ryzyka, nawet jeśli są wymagane testy. Jeśli byłby wolny od ryzyka, cały ten test byłby niepotrzebny, stwierdza metodolog nauki Caspar van Lissa z Uniwersytetu w Utrechcie.
      Z kolei Bas Kolen, badacz z Uniwersytetu Technologicznego w Delft, który jest zaangażowany w Fieldlab mówi, że celem eksperymentu jest stwierdzenie, czy organizacja imprez masowych niesie ze sobą ryzyko akceptowalne dla uczestników i organizatorów. Dwa pierwsze eksperymenty tego typu, wystawienie sztuki teatralnej i konferencja biznesowa, w których uczestniczyło po 500 osób, odbyły się w lutym. Wtedy też naukowcy stwierdzili, że gdy wymagane jest okazanie negatywnego testu, a sala jest dobrze wentylowana, to ryzyko infekcji może wynosić 1:100 000 uczestników na godzinę, czyli jest takie, jak przy pozostawaniu w domu. Później odbywały się kolejne imprezy, w tym mecz z udziałem 5000 kibiców.
      Grupa etyków z Centrum Medycznego Radbound University stwierdziła, że Fieldlab nie wymaga zgody medycznego komitetu ds. etyki, gdyż nie spełnia prawnej definicji badań medycznych. Autorzy eksperymentu mówią, że przestrzegają zasad etycznych dla nauk społecznych, co oznacza, że uczestnicy eksperymentu wyrażają świadomą zgodę na uczestnictwo, a organizatorzy oceniają potencjalny negatywny wpływ na uczestników i społeczeństwo.
      Andreas Voss, specjalista chorób zakaźnych na Radbound University, który kieruje eksperymentem, mówi, że kupując bilet uczestnicy eksperymentu stwierdzają, że nie pociągną Fieldlab do odpowiedzialności jeśli zachorują.
      Krytycy Fieldlab kwestionują też twierdzenia twórców eksperymentu, zapewniających, że jest on bezpieczny. Uczestnicy Fieldlab mają obowiązek wykonać test w 5 dni po imprezie i co najmniej 25 osób miało test pozytywny. Nie wiadomo, czy zaraziły się one podczas eksperymentu. Ponadto problemem nie jest sama liczba takich osób, a liczba ich kontaktów.
      Wspomniany już Bas Kolen, który specjalizuje się w badaniu ryzyka powodzi, przyznaje, że użyty w Fieldlab model ma wiele założeń i ograniczeń. Zakłada się np., że testy wykryją 95% zarażonych, nie bierze się pod uwagę tego, że niektórzy mogą być superroznosicielami z wyjątkowo dużą liczbą kontaktów społecznych. Takie rzeczy chcemy zbadać w kolejnych etapach, stwierdza. Jednak Caspar van Lissa nie zgadza się z takim podejściem. Jego zdaniem tego typu rzeczy należy określić przed rozpoczęciem eksperymentu, by móc stwierdzić, na ile jest on bezpieczny.
      W tej chwili nie wiadomo, czy zapowidane eksperymenty podczas Eurowizji się odbędą. Organizatorzy koncertu chcą bowiem wiedzieć, jaka będzie reakcja społeczna.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...