Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Starship SN8 w końcu wystartował. Lot był udany, a lądowanie zakończyła efektowa eksplozja rakiety

Recommended Posts

W końcu udało się przeprowadzić testowy lot Starship SN8. Lot, który zakończył się spektakularną eksplozją rakiety. Nie było to jednak zbyt wielkim zaskoczeniem. Oceniano bowiem, że szanse, iż rakieta wyląduje nietknięta wynoszą około 30%.

Starship SN8 wystartował wczoraj o godzinie 23:45 czasu polskiego z ośrodka testowego SpaceX w pobliżu wsi Boca Chica w Teksasie. Jego celem było osiągnięcie wysokości 12,5 kilometra, wykonanie kilku skomplikowanych manewrów – w tym odwrócenie się poziomo w celu spowolnienia opadania – powrót do pozycji pionowej i pionowe lądowanie. SN8 wykonał wszystkie zadania, z wyjątkiem ostatniego. W 6 minut i 42 sekundy po starcie doszło do wielkiej eksplozji na lądowisku. Wszystko wskazuje na to, że Starship miał podczas lądowania zbyt dużą prędkość.

Firma SpaceX uznała jednak test za sukces. Podczas lądowania ciśnienie w zbiorniku paliwowym na szczycie rakiety było zbyt niskie, przez co silniki nie wyhamowały pojazdu do odpowiedniej prędkości. Mamy jednak wszystkie dane, jakich potrzebowaliśmy. Gratulacje dla całego zespołu SpaceX, napisał na Twitterze Elon Musk. Niedługo potem dodał: Marsie, przybywamy!.

Wczorajszy test był najbardziej skomplikowany ze wszystkich dotychczasowych testów Starship. Wcześniej pojazdy te (Starhopper, SN5 i SN6) osiągały wysokość około 150 metrów. Były prostymi konstrukcjami, wyposażonymi w jeden silnik Raptor. SN8 to znacznie bardziej skomplikowany pojazd, o większych możliwościach. Korzysta on z trzech Raptorów, wyposażony jest w klapy i nos. Wszystkie te nowe elementy spisały się na medal, zapewnił Musk. Udane wznoszenie, przełączenie na górny zbiornik, precyzyjna praca klap, które naprowadziły rakietę na lądowisko, cieszył się założyciel SpaceX.

Pojazdy Starships mają w przyszłości latać na Księżyc, Marsa i w inne miejsca. Docelowo cały system będzie składał się dwóch zasadniczych elementów – pojazdu Starship, który w przyszłości będzie wyposażony w sześć silników Raptor oraz z olbrzymiej rakiety SuperHeavy, napędzanej około 30 silnikami. Oba elementy mają być wielokrotnego użytku, oba konstruowane są tak, by po starcie i lądowaniu były szybko gotowe do kolejnego startu.

SpaceX chce, by Starship i SuperHeavy były wkrótce gotowe do regularnych lotów. Musi być to nieodległa perspektywa, gdyż NASA rozważa wykorzystanie Starship podczas załogowej misji na Księżyc. Elon Musk ogłosił niedawno, że SpaceX zorganizuje pierwszą załogową misję na Marsa już w roku 2026, szybko jednak dodał, że jeśli będziemy mieli szczęście, to misja taka odbędzie się już w roku 2024.

Jeśli traktować te zapewnienia poważnie, to kolejne loty Starship muszą odbywać się często. Wiemy, że Starship SN9jest już niemal gotowa. Trwają też prace nad wersją SN10. Obie wersje będą bardzo podobne do SN8, mają jednak zawierać sporo niewielkich usprawnień. Duże zmiany przewidziane są w wersji SN15.

 


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Testy mają to do siebie, że prowadzi się je w celu testowania, zatem można faktycznie mówić o sukcesie. ;)
Starship jest wyzwaniem sporym i gdy o tym kiedyś usłyszałem, miałem ogromne wątpliwości dotyczące tego na co Elon się porywa.
Trzymam kciuki, i choć może nie tym razem, to  jednak istotne jest nie jak mężczyzna zaczyna, a jak kończy. :D
Przy okazji najlepsze życzenia dla KW i forumowiczów: TYLKO udanych lądowań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy tylko mi się wydaje, ze SpaceX uznało, że zamiast bawić się w drogą infrastrukturę do testów taniej będzie im naprodukować pojazdów i sprawdzać na "żywym organizmie"?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trochę nie tak, ale w tym "szaleństwie" jest metoda. Zauważ, że testów statycznych również sporo wykonują, a przekonany jestem, że udane przyziemienie SN8 zakończyłoby się szlifowaniem, nową farbą ;) i rychłym kolejnym startem, co oczywiście wynika z założeń projektu - wielokrotności użycia (tym samym i mniejszych kosztów).

Na marginesie muszę Wam powiedzieć, że choć wiele razy z zainteresowaniem oglądałem sposób w jaki Elon odzyskuje rakiety, to wciąż z tą samą dziecięcą fascynacją oglądam to, co kiedyś Mistrz nazwał "siadaniem na ogniu rufowym". Przed Elonem nie sądziłem by ktoś poszedł w ten szalony pomysł. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

W 6:58, a więc w najciekawszym momencie mamy nagłą zmianę ujęcia - albo inna kamera (z innej strony), albo... inna rakieta? Szukałem bardziej ciągłego filmu, ale na razie nie znalazłem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, mcezar said:

W 6:58, a więc w najciekawszym momencie mamy nagłą zmianę ujęcia - albo inna kamera (z innej strony), albo... inna rakieta? Szukałem bardziej ciągłego filmu, ale na razie nie znalazłem...

Sugerujesz spisek czy mi się tylko wydaje? Może podstawili i wysadzili w powietrze inną rakietę, aby ukryć ciała inżynierów sygnalistów, którzy próbowali poinformować opinię publiczną o tym, że Ziemia jest płaska? :)

Racjonalista pomyśli, że zmienili ujęcie na kamerę, na której coś widać, bo jest bliżej albo ma inny obiektyw (zoom) oraz jest ustawioną na oświetlona część pojazdu. W momencie uderzenia o platformę jest włączony silnik sterujący na nosie rakiety, co widać na obu ujęciach.

Z tego, co podają, stopniowe wygaszanie silników podczas lotu w górę było planowane. Jednak podczas lądowania jeden z silników zgasł, a potrzebne są dwa. Jedyny działający otrzymywał zbyt bogatą mieszankę paliwa, stąd też zielony płomień.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, peceed napisał:

Czy tylko mi się wydaje, ze SpaceX uznało, że zamiast bawić się w drogą infrastrukturę do testów taniej będzie im naprodukować pojazdów i sprawdzać na "żywym organizmie"?

Zupełnie jak z Teslą. Odpadające dachy przy 150km/h i zderzaki odpadające po wjechaniu w kałużę. Po co obliczać w CAD ile kleju nanosić i jakie spinki stosować jak obliczenia zrobią konsumenci i wyniki dostarczą do firmy :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, cyjanobakteria napisał:

Jednak podczas lądowania jeden z silników zgasł, a potrzebne są dwa. Jedyny działający otrzymywał zbyt bogatą mieszankę paliwa, stąd też zielony płomień.

Dokładnie to silnik otrzymał zbyt małą porcję paliwa (metanu) względem podawanej ilości tlenu w skutek czego komora zaczęła spalać miedź (sama siebie) stąd zielony płomień.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
28 minut temu, andrzejkm napisał:

Dokładnie to silnik otrzymał zbyt małą porcję paliwa (metanu) względem podawanej ilości tlenu w skutek czego komora zaczęła spalać miedź (sama siebie) stąd zielony płomień.

A to nie jest tak, że mieszanka jest zawsze uboga? Ponieważ zależy nam na całkowitym spalaniu paliwa dajemy dużo więcej tlenu niż by to wynikało ze stechiometrii. Wtedy płomień ma prawo być zielony cały czas. 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

:) Nie znam się na stechiometrii ale poprostu przeczytałem w różnych źródłach taką opnie, jedna z nich:

"Z nieznanych powodów zbiornik lub powiązana z nim instalacja dopływowa nie były w stanie utrzymać ciśnienia potrzebnego do dostarczenia Raptorowi wystarczającej ilości paliwa, co spowodowało głód paliwa w połowie spalania. Brak paliwa i nadmiar tlenu skutecznie zamieniły silnik lądowania w gigantyczną pochodnię tlenową, topiąc miedziane ściany komory spalania (stąd zielony pióropusz). Gdyby zbiornik czołowy utrzymywał właściwe ciśnienie, SN8 najprawdopodobniej wylądowałby w stanie nienaruszonym (lub przynajmniej miał znacznie bardziej miękkie lądowanie)."

źródło: https://www.teslarati.com/spacex-starship-nearly-sticks-landing-high-altitude-debut/

 

  • Thanks (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Jajcenty said:

A to nie jest tak, że mieszanka jest zawsze uboga? Ponieważ zależy nam na całkowitym spalaniu paliwa dajemy dużo więcej tlenu niż by to wynikało ze stechiometrii. Wtedy płomień ma prawo być zielony cały czas.

Ekspertem nie jestem, ale nigdy nie widziałem rakiet z zielonym płomieniem ;)

 

1 hour ago, andrzejkm said:

Dokładnie to silnik otrzymał zbyt małą porcję paliwa (metanu) względem podawanej ilości tlenu w skutek czego komora zaczęła spalać miedź (sama siebie) stąd zielony płomień.

Też mi przyszło do głowy, że kolor pochodzi od miedzi ;)

 

3 hours ago, tempik said:

Zupełnie jak z Teslą. Odpadające dachy przy 150km/h i zderzaki odpadające po wjechaniu w kałużę.

Za to Teslą można driftować, a rakiety od razu dezintegrują ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Ekspertem nie jestem, ale nigdy nie widziałem rakiet z zielonym płomieniem

Ale co też Kolega? A u Lema? Zielony płomień od borowodorów :D Ale w przypadku SN8 miedzi (ja raczej obstawiam jakiś brąz) malutko było - jakby się jakaś uszczelka sfajczyła - raptem półsekundowy rozbłysk zieleni.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, Jajcenty said:

Ale w przypadku SN8 miedzi (ja raczej obstawiam jakiś brąz) malutko było - jakby się jakaś uszczelka sfajczyła - raptem półsekundowy rozbłysk zieleni.

Ciekawa sugestia, może używają smaru miedzianego ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Jajcenty napisał:

Zielony płomień od borowodorów :D

To był jednak zimny ciąg. ;)

1 godzinę temu, Jajcenty napisał:

Ponieważ zależy nam na całkowitym spalaniu paliwa dajemy dużo więcej tlenu niż by to wynikało ze stechiometrii.

Obstawiam, że lambda jednak bliziutko jedynki. Nie znam się, ale ciąg butli ze sprężonym powietrzem, ewentualnie ciąg butli z gazem jest raczej niewielki (wiem, Palestyńczycy odkryli butle z gazem na nowo) w porównaniu z ciągiem o jakim mówimy. Wynika z tego, że szastanie tlenem to raczej  jak wnoszenie na plecach wielbłąda pod górkę zamiast wjechania na nim. Przy okazji, przedmuchiwanie dysz tlenem to taki sobie pomysł. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Astro napisał:

Obstawiam, że lambda jednak bliziutko jedynki

OK, nie upieram się. Ale jeżeli komory spalania są wykładane stopami miedzi i nie dymią na zielono, to mamy tam niedobór tlenu powinniśmy więc obserwować sadzę, tymczasem gazy wylotowe zwykle wyglądają na czystą parę.

17 minut temu, Astro napisał:

To był jednak zimny ciąg.

Powiedzmy relatywnie zimny:  diboran samorzutnie zapala się w powietrzu i płonie zielonym płomieniem dając przy tym dwukrotnie więcej ciepła niż spalanie takiej samej masy węglowodorów

Mistrzowi zapewne chodziło o to, że ciąg borowodorowy maił być chłodniejszy od tego uzusykiwanego ze 'stosu'. Przy okazji, co było źródłem ciągu w przypadku stosu? Jakoś nie przypominam sobie żeby to było kiedyś opisane?

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 11.12.2020 o 20:33, Jajcenty napisał:

Powiedzmy relatywnie zimny:  diboran samorzutnie ...

Dzięki Jajcenty. Muszę Ci powiedzieć, że z wiekiem coraz bardziej doskwiera mi brak chemika pod ręką. Całkiem serio. Nie myślę oczywiście o aktualnej sytuacji "politycznej". ;)

W dniu 11.12.2020 o 20:33, Jajcenty napisał:

Przy okazji, co było źródłem ciągu w przypadku stosu? Jakoś nie przypominam sobie żeby to było kiedyś opisane?

Wydaje mi się, że Mistrz nie byłby Mistrzem, gdyby nie zostawił sporych niedopowiedzeń. ;)

 

Pozwolę sobie jeszcze na wspomnienie, choć wiem, że nie powinienem. Znam (właściwie to znałem :/) pewnego Profesora, który nie raz z Mistrzem rozmawiał. We wspominkach Profesora Lem zawsze był określany jako Mistrz. Zawsze te wspomnienia mnie rozwalały, bo przenikliwość pytań, bo ciekawość połączona z głęboką wiedzą. Czasem myślę - choć wielu moich znajomych określa mnie tym, czego nie lubię, czyli człowiekiem renesansu - że szkoda iż nie urodziłem się trochę lat wcześniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 10.12.2020 o 11:40, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Podczas lądowania ciśnienie w zbiorniku paliwowym na szczycie rakiety było zbyt niskie, przez co silniki nie wyhamowały pojazdu do odpowiedniej prędkości

Obawiam się, że to jest błędne tłumaczenie. SN8 miał 2 "header tanks". Ten na szczycie rakiety to zbiornik ciekłego tlenu i nie było raczej problemów z jego niskim cisnieniem (w szczególności, że bogata w tlen mieszanka paliła miedzianą powierzchnię dzwonu - zielony ogień). Ten zbiornik, z którym był problem rzeczywiscie zawierał paliwo (metan) ale umieszczony był (z konkretnych powodów) w centrum rakiety, pomiędzy głównymi zbiornikami metanu/tlenu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wyniesienie ładunku w przestrzeń kosmiczną wymaga olbrzymich ilości paliwa. Loty pozaziemskie są przez to niezwykle kosztowne. Jednak nowy rodzaj silnika, zwanego rotacyjnym silnikiem detonacyjnym (rotating detonation engine), może spowodować, że rakiety nie tylko będą zużywały mniej paliwa, ale będą też lżejsze i mniej skomplikowane. Problem jednak w tym, że w chwili obecnej silnik taki jest zbyt nieprzewidywalny, by zastosować go w praktyce.
      Naukowcy z University of Washington opublikowali na łamach Physical Review E opracowany przez siebie matematyczny model pracy takiego silnika. Dzięki temu inżynierowie mogą po raz pierwszy stworzyć testy pozwalające na udoskonalenie rotacyjnych silników detonacyjnych i spowodowanie, by były one bardziej stabilne.
      Badania nad rotacyjnymi silnikami detonacyjnymi wciąż znajdują się na wczesnym etapie. Mamy olbrzymią ilość danych na temat tych silników, ale wciąż nie rozumiemy, jak to wszystko działa. Spróbowałem na nowo przepisać nasze dane, ale patrząc na nie pod kątem występujących wzorców, a nie z inżynieryjnego punktu widzenia i nagle okazało się, że to działa, mówi główny autor badań, doktorant James Koch.
      Konwencjonalny silnik rakietowy spala paliwo i wyrzuca je z tyłu, by uzyskać ciąg. Rotacyjny silnik detonacyjny spala paliwo w inny sposób. Składa się z koncentrycznych cylindrów. Paliwo wpływa pomiędzy cylindry i tam zostaje zapalone, co powoduje gwałtowne uwolnienie się ciepła w postaci fali uderzeniowej. To silny impuls pochodzący z gazów o znacznie wyższej temperaturze i ciśnieniu, który porusza się szybciej niż prędkość dźwięku, wyjaśnia Koch.
      Proces spalania to tak naprawdę eksplozja, ale po tym pierwszym gwałtownym impulsie można tam zaobserwować liczne stabilne impulsy, podczas których spalane jest paliwo. Generowane są w ten sposób wysokie ciśnienie i temperatura, które generują ciąg, dodaje.
      W konwencjonalnych silnikach mamy ponadto liczne podzespoły odpowiedzialne za kierowanie i kontrolowanie reakcji spalania tak, by można było ją wykorzystać do uzyskania ciągu. Jednak w rotacyjnych silnikach detonacyjnych te wszystkie podzespoły nie są potrzebne. Napędzana procesem spalania fala uderzeniowa w sposób naturalny przemieszcza się w komorze spalania. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że nie można tego kontrolować. Gdy już wybuchnie, to reszta toczy się swoją drogą. To bardzo gwałtowny proces, dodaje Koch.
      Uczeni, chcąc stworzyć matematyczny model pracy takiego silnika, zbudowali taki niewielki silnik. Próbowali kontrolować różne jego parametry, takie jak np. rozmiary przestrzeni pomiędzy cylindrami. Wszystko nagrywali za pomocą szybkiej kamery. Mimo, że każdy z eksperymentów trwał jedynie 0,5 sekundy, to dzięki kamerze pracującej z prędkością 240 000 klatek na sekundę, byli w stanie szczegółowo obserwować cały proces. Na tej podstawie powstał opisujący go model matematyczny.
      To jedyny istniejący model opisujący zróżnicowane i złożone dynamiczne procesy zachodzące w rotacyjnym silniku detonacyjnym, mówi profesor matematyki J. Nathan Kutz.
      Model nie jest jeszcze gotowy do wykorzystania przez inżynierów. Moim zadaniem było jedynie odtworzenie zachowania impulsów, które widzieliśmy podczas eksperymentów. Upewnienie się, że wyniki obliczeń są takie same, jak wyniki eksperymentów. Zidentyfikowałem główne zjawiska fizyczne i określiłem ich interakcje. Teraz mogę dokonać opisu ilościowego. Gdy już będzie on gotowy, możemy zacząć dyskusje na temat ulepszania silnika, wyjaśnia Koch.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Załogowa kapsuła kosmiczna Starliner produkcji Boeinga ma polecieć na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) nie wcześniej niż 30 czerwca. Będzie to drugi bezzałogowy test tej kapsuły. Pierwszy, nieudany, odbył się w grudniu 2019 roku. Jeśli misja OFT-2się powiedzie, Boeing może już w niedalekiej przyszłości stać się drugą prywatną firmą, która będzie woziła astronautów na ISS.
      W grudniu 2019 roku Starliner nie dotarł do Stacji z powodu problemów technicznych. Później pojawiły się kolejne problemy, które opóźniły następne testy. Boeing zarówno miał kłopot ze spełnieniem wymogów NASA. Był też problem ze znalezieniem odpowiedniego terminu i wolnego doku na ISS, na którą zaczęły latać pojazdy SpaceX.
      Ostatnio Boeing przeprowadził pięciodniową symulację misji, która potwierdziła, że oprogramowanie i sprzęt działają jak należy.
      Boeing i SpaceX to dwie prywatne firmy, które podpisały z NASA kontrakty na misje załogowe na Międzynarodową Stację Kosmiczną. SpaceX wykonał dotychczas dwa takie loty. Jeśli OFT-2 się powiedzie, to prawdopodobnie w przyszłym roku astronauci polecą na ISS na pokładzie Starlinera.
      Już w latach 70. ubiegłego wieku NASA zaczęła badać możliwość udostępnienia swoich stanowisk startowych i usług prywatnym przedsiębiorcom. Pozwoliłoby to bowiem obniżyć rosnące koszty infrastruktury konieczniej do prowadzenia misji kosmicznych. W czasach prezydenta Reagana, w 1984 roku, Kongres USA uchwalił ustawę Commercial Space Launch Act. W jej ramach NASA współpracuje z prywatnym przemysłem i ułatwia mu komercjalizację przestrzeni kosmicznej oraz technologii kosmicznych.
      W 2011 roku zrezygnowano z prowadzonego od 30 lat programu promów kosmicznych. NASA, chcąc skupić się na eksploracji dalszych części Układu Słonecznego, postanowiła że kwestię prac w pobliżu Ziemi pozostawi prywatnym firmom. W wyniku wieloetapowego procesu selekcji w roku 2014 zdecydowano, że to firmy SpaceX oraz Boeing będą realizowały wart 6,8 miliarda USD program Commercial Crew Transportation Capability.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Marsjański śmigłowiec Ingenuity odbył 3. lot w atmosferze Czerwonej Planety. Tym razem nie skończyło się, jak podczas dwóch poprzednich lotów, jedynie na wzniesieniu się, zawiśnięciu i lądowaniu. Urządzenie odbyło też lot w poziomie. Była to pierwsza próba prędkości i zasięgu. Ingenuity poleciał dalej i szybciej niż podczas testów na Ziemi.
      Podczas pierwszego historycznego lotu w atmosferze Marsa Ingenuity wzniósł się na wysokość 3 metrów, zawisł nad powierzchnią i wylądował. W czasie drugiego lotu śmigłowiec znalazł się na wysokości 5 metrów nad powierzchnią. Przed dwoma dniami, 25 kwietnia, śmigłowiec wzniósł się na wysokość 5 metrów, a następnie przeleciał 50 metrów, osiągając maksymalną prędkość 2,2 m/s czyli niemal 8 km/h.
      Teraz zespół odpowiedzialny za śmigłowiec analizuje przysłane dane. Przydadzą się one nie tylko podczas kolejnych lotów Ingenuity, ale mogą również posłużyć przyszłym marsjańskim śmigłowca.
      Dzisiejszy lot mieliśmy szczegółowo zaplanowany, ale i tak było to niesamowite osiągnięcie. Test ten wykazał, że możliwe jest dołączenie pojazdu latającego do przyszłych misji marsjańskich, mówi Dave Lavery, menedżer odpowiedzialny za Ingenuity w siedzibie NASA.
      Lot śmigłowca został sfilmowany przez kamery znajdujące się na łaziku Perseverance. Jednocześnie sam śmigłowiec, który jest wyposażony w procesor potężniejszy niż ten wykorzystywany przez łazik, filmował w kolorze swój lot. To jeden z elementów testów śmigłowca. Opiekujący się nim zespół chce „wycisnąć” z urządzenia co tylko się da, by móc określić przydatność tego typu pojazdów dla przyszłych misji na Marsa i inne obiekty Układu Słonecznego.
      Ingenuity jest też wyposażony w czarno-białą kamerę nawigacyjną, która rozpoznaje ukształtowanie terenu. Obrazy są na bieżąco wysyłane do procesora śmigłowca i w ten sposób testowane są możliwości komputera pokładowego. Kamera i możliwości obliczeniowe procesora to niektóre z elementów, ograniczających prędkość śmigłowca. Jeśli będzie ona zbyt duża, algorytm nie będzie w stanie śledzić ukształtowania terenu.
      To pierwszy test, w czasie którego widzieliśmy jak w praktyce działa algorytm na długich dystansach. W komorze testowej nie da się tego sprawdzić, mówi MiMi Aung, menedżerka projektu. Komora, w której na Ziemi testowano Ingenuity, symulując warunki panujące na Marsie, nie pozwalała na lot dłuższy niż pół metra w każdym kierunku. Inżynierowie nie wiedzieli więc, jak się będzie sprawowała kamera oraz oprogramowania i czy będą równomiernie pracowały przez cały czas.
      W komorze testowej masz wszystko po kontrolą. Są tam zabezpieczenia, możesz awaryjnie lądować. Zrobiliśmy wszystko, by Ingenuity latał bez tych zabezpieczeń, wyjaśnia inżynier Gerik Kubiak.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzisiaj, 19 kwietnia 2021 roku, miał miejsce pierwszy w historii kontrolowany lot w atmosferze Marsa. Śmigłowiec Ingenuity, który trafił na Czerwoną Planetę w ramach misji Mars 2020 łazika Perseverance, wzniósł się na wysokość 3 metrów, zawisł nad powierzchnią Marsa i wylądował.
      To początek testów śmigłowca. Misja Ingenuity nie ma znaczenia dla misji łazika, a sam śmigłowiec nie prowadzi żadnych badań. Jednak dzisiejsza udana demonstracja technologiczna może mieć wielkie znaczenie dla przyszłości podboju kosmosu. Sukces oznacza bowiem, że w przyszłych misjach – zarówno załogowych jak i bezzałogowych – udział mogą wziąć śmigłowce. Będą one służyły np. do szybkich zwiadów okolicy i poszukiwania interesujących celów naukowych. Śmigłowiec może dotrzeć też do miejsc, do których łazik nie dojedzie.
      Lot na Marsie to poważne wyzwanie. Gęstość tamtejszej atmosfery to zaledwie 1% gęstości atmosfery Ziemi. I tę tak rzadką atmosferę trzeba wykorzystać do uzyskania siły nośnej i kontroli pojazdu. Nigdy wcześniej żaden ziemski śmigłowiec nie latał w takich warunkach.
      Ingenuity został wyposażony w dwa rotory z włókna węglowego. Obracają się one w przeciwnych kierunkach z prędkością ok. 2500 obrotów na minutę. To pięciokrotnie szybciej niż wirniki śmigłowca na Ziemi. Gdyby obracały się wolniej, dron mógłby się nie oderwać od Marsa. Jednak gdyby obracały się szybciej, końcówki wirników zbliżyłyby się do prędkości dźwięku, co wywołałoby falę uderzeniową, a ta zdestabilizowałaby pojazd.
      Testy Ingenuity mają potrwać przez 30 dni. Inżynierowie NASA mają nadzieję, że w tym czasie uda się wykonać co najmniej 5 lotów. Żaden z nich nie potrwa dłużej niż 90 sekund, Jako, że misja Ingenuity została dołączona do misji łazika Perseverance i nie jest jej częścią, od śmigłowca nie oczekuje się zbyt wiele. To zaś powoduje, że nie musi on spełniać tak wysokich wymagań dotyczących minimalizacji ryzyka. Przez to zastosowany w nim sprzęt nie musi spełniać wyśrubowanych wymagań.
      Dlatego też wiele elementów śmigłowca zostało wykonanych z powszechnie dostępnych materiałów. Na przykład zastosowano w nim standardowy procesor Snapdragon 801. Dlatego też, ironią losu, śmigłowiec, który ma po po prostu latać, dysponuje mocą obliczeniową o całe rzędy wielkości większą niż łazik, wykonujący złożone badania naukowe. Jako, że moc procesora znakomicie przewyższa moc potrzebną do samego sterowania, Ingenuity wyposażono też w kamerę rejestrującą obraz z prędkością 30 klatek na sekundę oraz oprogramowanie nawigacyjne, które na bieżąco obraz analizuje. Śmigłowiec będzie działał w trybie półautonomicznym. Dostanie z Ziemi szczegółowy plan lotu, który będzie musiał wykonać.
      Specjaliści z NASA stwierdzili, że najlepszą porą na lot będzie późny poranek. Słońce świeci na tyle mocno, że powinno zapewnić wystarczającą ilość energii do lotu. Jednak później lot mógłby być trudniejszy, gdyż powierzchnia planety rozgrzewa się, przez co atmosfera unosi się i jeszcze bardziej rozrzedza.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Perseverance wybrał się na pierwszą wycieczkę po powierzchni Marsa. Łazik przed kilkoma dniami łazik przejechał 6,5 metra. Był to przejazd testowy, jedna z najważniejszych prób, którym obecnie poddawane jest urządzenie. Od czasu wylądowania specjaliści z NASA sprawdzają wszystkie systemy Perseverance'a. Gdy już urządzenie podejmie normalną pracę, będzie jednorazowo przejeżdżał 200 metrów lub więcej.
      Jeśli chodzi o poruszanie się na kołach po innej planecie, zawsze trzeba przeprowadzić taki pierwszy test, w czasie których mierzy się kilka istotnych parametrów. Po raz pierwszy sprawdzaliśmy, jak sprawuje się napęd łazika na Marsie. Wszystkie sześć kół działało idealnie. Jesteśmy teraz pewni, że napęd działa i zabierze nas wszędzie, gdzie tylko w ciągu najbliższych dwóch lat zażyczą sobie naukowcy, mówi Anais Zarifian, która z zespołu inżynieryjnego odpowiedzialnego za napęd.
      Test trwał 33 minuty. Najpierw łazik pojechał 4 metry do przodu, następnie w miejscu zakręcił o 150 stopni w lewo, by później cofnąć się o 2,5 metra do nowego tymczasowego miejsca postoju.
      To nie jedyne prace, które przeprowadzono na Perseverance. Pod koniec lutego kontrola misji zaktualizowała oprogramowanie łazika. To, które były wykorzystywane podczas lądowania, zostało zastąpione programem potrzebnym do prowadzenia badań naukowych. Później sprawdzono działanie kilku instrumentów naukowych oraz wysunięto z masztu dwa czujniki wiatru. Bardzo ważnym elementem testu było sprawdzenie działania robotycznego ramienia. Naukowcy badali je przez dwie godziny, wyginając na różne strony wszystkie pięć przegubów. Test przebiegł pomyślnie, co oznacza, że łazik jest zdolny do pobierania próbek i umieszczania ich w urządzeniach badawczych.
      W najbliższym czasie inżynierowie będą przeprowadzali bardziej szczegółowe testy i dokonywali kalibracji urządzeń naukowych. Łazik będzie przebywał większe odległości oraz pozbędzie się osłon, które chroniły podczas lądowania system pobierania próbek oraz helikopter Ingenuity. Odbędzie się też test samego helikoptera, który będzie pierwszą w historii próbą lotu śmigłowego w atmosferze innej planety.
      Jednak Perseverance nie ogranicza się jedynie do testów. Łazik, wyposażony w najbardziej zaawansowane kamery, jakie człowiek dostarczył na Marsa, przesłał już około 7000 zdjęć Czerwonej Planety. Zdjęcia przesyłane są za pośrednictwem Deep Space Network, a niebagatelną rolę odgrywają orbitery krążące wokół Marsa. Ich pomoc jest nieoceniona. Gdy oglądamy piękne zdjęcia z Jezero, musimy zdawać sobie sprawę, że w ich przekazaniu brała udział cała gromada marsjan. Każda fotografia z Perseverance jest przesyłana za pomocą Trace Gas Orbiera Europejskiej Agencji Kosmicznej lub należących do NASA satelitów MAVEN, Mars Odyssey lub Mars Reconnaissance Orbiter. To bardzo ważni partnerzy w naszym programie eksploracji i odkryć, mówi Justin Maki, główny inżynier odpowiedzialny za wykonywanie zdjęć przez łazik.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...