Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Zaatakowali autonomiczny odkurzacz i podsłuchali, co dzieje się w pomieszczeniu, w którym pracuje

Recommended Posts

Naukowcy z USA i Singapuru wykorzystali autonomiczny odkurzacz do... podsłuchiwania dźwięku w pomieszczeniach oraz zidentyfikowania programów telewizyjnych, które były odtwarzane w pokoju, w którym znajdował się odkurzacz. Osiągnięcie jest tym bardziej imponujące, że autonomiczne odkurzacze nie są wyposażone w mikrofon. Praca ta pokazuje, że do podsłuchiwania można prawdopodobnie wykorzystać każde urządzenie używające technologii lidar.

Używamy tego typu urządzeń w domach, zbytnio się nad tym nie zastanawiając. My wykazaliśmy, że – mimo iż urządzenia takie nie są wyposażone w mikrofon – możemy tak przerobić ich system nawigacji, by wykorzystać go do podsłuchiwania rozmów i ujawnienia poufnych informacji, mówi profesor Nirupam Roy z University of Maryland.

System lidar używany w autonomicznych robotach bada otoczenia ze pomocą laserów. Ich światło odbija się od obiektów znajdujących się w otoczeniu odkurzacza i trafia do jego czujników, dzięki czemu tworzona jest mapa pomieszczenia.
Eksperci od pewnego czasu spekulowali, że mapy tworzone przez autonomiczne odkurzacze, które często są przechowywane w chmurze, mogą być wykorzystywane w reklamie. Mapowanie pomieszczeń pozwala bowiem na określenie ich wielkości, a więc wielkości całego mieszkania czy domu, z czego można wyciągać wnioski o wielości dochodów czy stylu życia. Roy i jego zespół zaczęli zastanawiać się, czyli wyposażone w lidar urządzenia można wykorzystać do podsłuchiwania dźwięków w pomieszczeniach, w których się znajdują.

Fale dźwiękowe wprawiają różne przedmioty w drgania, a drgania te prowadzą do niewielkich zmian fal światła, które od tych przedmiotów się odbijają. Lidar w odkurzaczu wykorzystuje światło, które odbija się od nierównych powierzchni mających przy tym różną gęstość. Czujniki odkurzacza odbierają jedynie część takiego odbitego rozproszonego światła. Roy i jego zespół nie byli więc pewni, czy taka częściowa informacja wystarczy do prowadzenia podsłuchu.

Najpierw jednak naukowcy zdalnie włamali się do autonomicznego robota, by wykazać, że są w stanie kontrolować pozycję jego laserów i przesyłać dane do swojego komputera, nie wpływając przy tym na zdolności nawigacyjne odkurzacza.

Gdy już tego dokonali przeprowadzili eksperymenty z dwoma źródłami dźwięku. Pierwszym było nagranie człowieka recytującego różne cyfry. Nagranie było odtwarzane przez głośniki komputerowe. Drugim ze źródeł dźwięku były głośniki włączonego telewizora, na którym były odtwarzane różne programy. Naukowcy zaś przechwytywali sygnał lasera wysyłany przez system nawigacyjny odkurzacza i odbijający się od różnych przedmiotów znajdujących się w pobliżu źródeł dźwięku. Obiektami tymi były m.in. kosz na śmieci, kartonowe pudełko, jednorazowe pudełko na żywność, torba z polipropylenu i przedmioty, które możemy znaleźć na podłodze.

Naukowcy przepuszczali następnie zarejestrowane sygnały przez algorytmy głębokiego uczenia się, które wcześniej trenowano do rozpoznawania ludzkiego głosu i identyfikowania sekwencji muzycznych z programów telewizyjnych. Okazało się, że system – nazwany LidarPhone – zidentyfikował wypowiadane liczby z 90-procentową dokładnością, a odtwarzane programy telewizyjne rozpoznał z ponad 90-procentową dokładnością.

Naukowcy podkreślają, że autonomiczne odkurzacze to tylko jeden z wielu przykładów urządzeń wykorzystujących technologie jak Lidar. Podobne ataki można potencjalnie wykorzystać np. przeciwko smartfonowym systemom podczerwieni używanym do rozpoznawania twarzy czy czujnikom podczerwieni wykorzystywanym do wykrywania ruchu.

Szczegóły ataku zostały opisane w pracy Spying with Your Robot Vacuum Cleaner:Eavesdropping via Lidar Sensors


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

W mordę jeża.

Mój pradziadek jak wprowadzali TV w Polsce w latach 50-tych powiedział, że już teraz nawet nie będzie się można załatwić w spokoju, bo będą podglądać. 

No i trochę ponad pół wieku później proszę bardzo... nawet bez mikrofonu. 

Ciekawe czy będzie ciąg dalszy i podrasują obraz z lidaru, żeby właśnie podglądać detale?

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest możliwe. Otóż prosty mikrofon laserowy można zbudować samemu i podsłuchać sąsiada. Pierwszego kwietnia 2005 roku gruchnęła wiadomość, że Jan Paweł II umarł. Podały to włoskie media, bodajże RAI Uno. Wiadomość miała pochodzić z   mikrofonu laserowego, który był skierowany na okno pokoju, w którym był papież ze świtą. Szybko się zorientowano, że takie działanie byłoby bezprawne, dyplomatycznie naganne, a nawet karalne i szybko wycofano się z tego. W ostatnim dniu życia (2 kwietnia do 21:37) Wojtyła podjął zaskakująco dużo decyzji nie tylko personalnych. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 18.11.2020 o 17:19, helmut napisał:

Pierwszego kwietnia 2005 roku gruchnęła wiadomość, że Jan Paweł II umarł.

Habemus papam! Masz jakieś źródło tych rewelacji? Nie chce mi się szukać. Technicznie to jest możliwe oraz jest bardzo prawdopodobne, że ktoś podsłuchuje sukienkowych. Być może sami zbierają na siebie haki, co by mnie szczególnie nie zdziwiło ;)

 

W dniu 18.11.2020 o 16:53, radar napisał:

No i trochę ponad pół wieku później proszę bardzo... nawet bez mikrofonu.

Wszystko co drga można wykorzystać do podsłuchu. Głośnik to też jest słabej jakości mikrofon o ile można odczytać napięcie. Kiedyś czytałem, że podobno akcelerometr w smartphone może odczytać z dużą dokładnością tekst wklepywany w klawiaturę w tym hasła. Laserowy odczyt z drgających szyb to już chyba standard. Kilka miesięcy temu czytałem opracowanie, gdzie badacze wykorzystali mały teleskop do pomiarów drgań żarówki w pomieszczeniu, co umożliwiało podsłuch. Ciekawe czy drgający router 5G da się wykorzystać? ;)

LIDAR umożliwia punktowe, laserowe pomiary odległości i generowanie chmur punktów. Widziałem wczoraj newsletter od sklepu hobbystycznego z elektroniką, że mają już dostępny LIDAR YX. Nie przeczytałem, ale domyślam się, że chodzi o tani, hobbystyczny LIDAR do zastosowań w robotach, który pokrywa 2 osie.

 

Zapomniałem dodać, że chodziło mi o efekt dopplera. Jeżeli chodzi o precyzję pomiarów to astronomia nie ma sobie równych. Przypomniała mi się dokładność jaką dysponuje LIGO, a jest to 1/10000 średnicy protonu na odległości 4km.

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Przypomniała mi się dokładność jaką dysponuje LIGO, a jest to 1/10000 średnicy protonu na odległości 4km.

Asie zapalijem i zacząłem liczyć ile brakuje do Plancka! :D  Duży zawód.... 15 rzędów brakuje.  Ale wnętrze protonu w rozdzielczości około VGA daliby radę. Musi pięknie wyglądać.

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zerknąłem na rozmiary innych cząstek. Elektron jest rozmiarów 10^-4, więc LIGO ma precyzję 1/5 średnicy elektronu. Ciekawe dlaczego preferują chełpienie się protonem? Podejrzewam dział marketingu, bo 1/10000 wygląda znacznie lepiej niż 1/5 :) Tak czy siak, czapki z głów!

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
40 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Elektron jest rozmiarów 10^-4, więc LIGO ma precyzję 1/5 średnicy elektronu.

Elektron w chromodynamice kwantowej jest punktem.

1 godzinę temu, Jajcenty napisał:

Asie zapalijem i zacząłem liczyć ile brakuje do Plancka! :D  Duży zawód.... 15 rzędów brakuje.

Nic szczególnego w tej skali się nie dzieje, można spokojnie rozpatrywać zmiany odległości obiektó złożonych rzędu 1/1000 długości Plancka.
 

 

1 godzinę temu, Jajcenty napisał:

Ale wnętrze protonu w rozdzielczości około VGA daliby radę.

Nie daliby rady. W mechanice kwantowej odległości (średnie) od wielkich obiektów można ustalać znacznie dokładniej niż od ich elementów składowych.
To tak jakby ustalić że do ściany jest równo 5555 mm, ale tynk na elewacji ma niedokładności lokalne rzędu 1 cm. Albo ustalić pozycję roju pszczół z dokładnością centymetra. Lokalizacja pojedynczej pszczoły może się wachać.
LIGO mierzy zmiany odległości do całego lustra, a nie pojedynczych protonów czy atomów. Mówimy o obiekcie związanym złożonym z "okołoavogadro" atomów!

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, peceed napisał:

Nic szczególnego w tej skali się nie dzieje, można spokojnie rozpatrywać zmiany odległości obiektó złożonych rzędu 1/1000 długości Plancka

Czy sugerujesz, że wiemy co jest w środku protonu? Rozumiem, że jest problem z zajrzeniem do środka punktu, więc nie wiemy co jest w środku elektronu, ale punktowe cząstki są nieco osobliwe. Zatem:

picsoritdidnt.jpg

 

Edited by Jajcenty

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Jajcenty napisał:

Czy sugerujesz, że wiemy co jest w środku protonu?

Nie w cytowanym fragmencie, ale tak, wiemy co jest w środku protonu.
Natomiast znajomość zmian odległości od złożonego obiektu nie implikuje znajomości położenia jego składowych z taką samą precyzją. Wystarczy policzyć sobie jaka jest nieoznaczoność położenia kilkukilogramowego lustra i wyjdzie, że jest mniejsza od zmian położenia liczonych przez LIGO (nie może być inaczej).

5 godzin temu, peceed napisał:

Elektron w chromodynamice kwantowej jest punktem.

Nieprecyzyjne. Jest punktem w MS.

Jeszcze warto dodać, że nieoznaczoność położenia wielkich czarnych dziur jest znacznie poniżej długości plancka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba pomyliłem relatywny rozmiar elektronu z relatywną masą w stosunku do protonu, ale nie dam sobie głowy uciąć ;)

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, peceed napisał:

Jeszcze warto dodać, że nieoznaczoność położenia wielkich czarnych dziur jest znacznie poniżej długości plancka.

Tym jednym stwierdzeniem położyłeś całą astronomię obserwacyjną... Sztandar czas wyprowadzić. :D

40 minut temu, cyjanobakteria napisał:

Chyba pomyliłem relatywny rozmiar elektronu

Może "klasyczny", ale

7 godzin temu, cyjanobakteria napisał:

Elektron jest rozmiarów 10^-4

do niczego nie pasuje, o ile w metrach. Może składając to z 1/10000 i rozmiarem protonu szło Ci o górne ograniczenie (empiria) na potencjalny rozmiar elektronu, coś kole 10-22m.

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Astro napisał:

Tym jednym stwierdzeniem położyłeś całą astronomię obserwacyjną... Sztandar czas wyprowadzić. :(

Przecież chodziło o fundamentalną nieoznaczoność położenia, a nie naszą wiedzę.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No dobra, edytuję dodając :D, może stanie się jasne...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Latatemu był  artykuł chyba w pcwk, o możliwości obserwacji ekranu CRT przy pomocy rur ogrzewania w piwnicy. Niestety wersja cyfrowa tego artykułu nie istnieje bo to było w okolicy 2001. Pewnie nadal jest możliwość obserwacji tego co dzieje się na ekranie gdyby umieć odfiltrowc szum, to można by nawet teraz zobaczyć co przesyła kabel HDMI który jest przecież często w pobliżu zasilającego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chodzi o zakłócenia elektromagnetyczne i wykrycie prądu pobieranego przez monitor? Kilka lat temu czytałem o ataku na portfel sprzętowy BTC, który umożliwiał pozyskanie klucza deszyfrującego poprzez monitorowanie poboru mocy procesora podczas odszyfrowywania klucza prywatnego portfela.

Snowden kiedyś w wywiadzie powiedział, że nie ma blendera w domu, bo wie, że można takie urządzenie wykryć po sygnaturze poboru prądu i generowanych zakłóceniach. Może koledzy z NSA znali go między innymi ze zdrowych koktajli owocowych ;) Chociaż ciężko mi uwierzyć, że służby amerykańskie nie wiedzą gdzie się znajduje.

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, cyjanobakteria napisał:

Snowden kiedyś w wywiadzie powiedział, że nie ma blendera w domu, bo wie, że można takie urządzenie wykryć po sygnaturze poboru prądu i generowanych zakłóceniach.

Niesamowite. Zwłaszcza w amerykańskiej sieci energetycznej z małymi transformatorami. Jeśli podejrzewa że ktoś bada jego zużycie prądu to już chyba za późno na ukrywanie się. Mam nadzieję że spłukuje po sobie w ubikacji, bo to też podobno można wykryć mikrofonami ;)

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wywiad był po tym, jak uciekł do Rosji, więc chodziło o ten kraj. Ciężko mi ocenić czy to prawa czy nie, ale Snowden ujawnił wiele materiałów, które uwiarygodniły podejrzenia, z których wcześniej ludzie się raczej nabijali ;)

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ciągu ostatnich kilku dni ze stanowisk redakcyjnych w recenzowanym piśmie Vaccines zrezygnowało co najmniej 6 wirusologów i wakcynologów, w tym współzałożycielka pisma Diane Harper z University of Michigan. Do rezygnacji uczonych doszło po tym, jak w piśmie ukazał się artykuł, którego autorzy stwierdzili, że na każde 3 zgony na COVID19, którym szczepionki zapobiegły, przypadają 2 zgony spowodowane przez szczepionki.
      Z pracy dla Vaccines zrezygnowali m.in. Florian Krammer, wirusolog z Icahn School of Medicine, immunolog Katie Ewer z University of Oxford, która brała udział w pracach nad szczepionką AstraZeneca czy Helen Petousis-Harris, wakcynolog stojąca na czele Vaccine Datalink and Research Group na University of Auckland.
      Dane zostały nieprawidłowo zinterpretowane, gdyż wynika z nich, że każdy zgon, który nastąpił po szczepieniu został spowodowany szczepieniem. Teraz artykuł ten jest wykorzystywany przez antyszczepionkowców i osoby zaprzeczające istnieniu pandemii, jako argument, że szczepionki nie są bezpieczne. Publikacja takiego artykułu jest wysoce nieodpowiedzialna, szczególnie ze strony pisma specjalizującego się w publikacjach na temat szczepionek, stwierdziła Katie Ewer.
      Fala rezygnacji rozpoczęła się w piątek, po opublikowaniu artykułu zatytułowanego The Safety of COVID-19 Vaccinations—We Should Rethink the Policy. Jego autorami są Harald Walach z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Rainer J. Klement ze Szpitala Leopoldina w Niemczech oraz Wouter Aukema z Holandii. Żaden z autorów nie jest wirusologiem, wakcynologiem czy epidemiologiem.
      Harald Walach to psycholog kliniczny i historyk nauki, Rainer Klement specjalizuje się w diecie ketogenicznej w leczeniu nowotworów, zaś Wouter Aukema jest niezależnym specjalistą od analizy danych. Ich artykuł był recenzowany przez trzech naukowców. Dwoje z nich jest anonimowych. Trzecim recenzentem jest Anne Ulrich, chemik z Instytutu Technologii w Karlsruhe.
      W swojej recenzji pani Ulrich napisała, że analiza wykonana przez autorów artykułu jest odpowiedzialna, bez błędów metodologicznych, a wnioski zostały sformułowane z odpowiednimi zastrzeżeniami. Z kolei jeden z anonimowych recenzentów napisał, że artykuł jest bardzo ważny i powinien być pilnie opublikowany. To niemal cała recenzja.
      Z recenzji tych jasno wynika, że recenzenci nie mają żadnego doświadczenia na polu, którego dotyczy artykuł. Również autorzy artykułu takiego doświadczenia nie posiadają, komentuje Petousis-Harris.
      Autorzy artykułu obliczyli liczbę zgonów, którym zapobiegły szczepionki przeciwko COVID-19, biorąc pod uwagę wcześniejsze badania nad 1,2 milionami Izraelczyków, z których połowa otrzymała szczepionkę Pfizera, a połowa była niezaszczepiona. Z obliczeń wynikało, że średnio konieczne było zaszczepienie 16 000 osób, by zapobiec jednemu zgonowi. Krytycy zauważają, że wyliczenia są błędne, gdyż w miarę, jak coraz więcej osób jest zaszczepianych, trzeba zaszczepić coraz więcej, by zapobiec każdemu dodatkowemu przypadkowi śmierci.
      Kolejny błąd popełniono przy obliczaniu liczby zgonów spowodowanych przez szczepionki. Autorzy badań wzięli bowiem pod uwagę holenderską narodową bazę danych dotyczącą niepożądanych skutków przyjmowania środków medycznych. Baza ta, Lareb, jest podobna do amerykańskiego systemu VAERS, który opisywaliśmy przed kilkoma miesiącami.
      Do Lareb, podobnie jak VAERS, każdy może wpisać wszelkie niepokojące objawy, jakich doświadczył po przyjęciu szczepionki. To jednak nie oznacza, że sygnalizowany problem rzeczywiście został spowodowany przez lek czy szczepionkę. Dlatego też tego typu baz nie wykorzystuje się do oceny ryzyk spowodowanych przez środki medyczne, a do poszukiwania wczesnych sygnałów ostrzegawczych o tego typu ryzykach. Sygnały takie są następnie weryfikowane pod kątem ich związku z przyjętą szczepionką czy lekiem. Zresztą w bazie Lareb wyraźnie zawarto informację, że umieszczenie w niej wpisu nie oznacza, iż istnieje rzeczywisty związek pomiędzy szczepionką lub lekiem, a raportowanymi objawami.
      Mimo to autorzy badań stwierdzili w artykule, że w bazie tej znaleźli 16 poważnych skutków ubocznych na 100 000 zaszczepionych oraz 4,11 śmiertelnych skutków ubocznych na 100 000 zaszczepionych. Zatem na każde trzy zgony, którym szczepionki zapobiegły, przypadają 2 zgony, które spowodowały.
      Eugene van Puijenbroek, dyrektor ds. naukowych i badawczych Lareb już dzień po publikacji kontrowersyjnego artykułu napisał do redakcji Vaccines, krytykując artykuł i domagając się jego poprawienia lub wycofania. Zgłoszone do bazy wydarzenie, do którego doszło po zaszczepieniu, niekoniecznie musi być spowodowane przez szczepienie. Tymczasem autorzy zaprezentowali nasze dane tak, jakby istniał związek przyczynowo-skutkowy. Sugerowanie, że we wszystkich wpisach, w których poinformowano o zgonie po szczepieniu, istnieje związek przyczynowo-skutkowy, jest dalekie od prawdy.
      Co więcej, van Puijenbroek zauważa, że w artykule pada stwierdzenie, że dane z holenderskiego rejestru, szczególnie informacje dotyczące zgonów, zostały potwierdzone przez specjalistów. To po prostu nieprawda. Wydaje się, że autorzy artykułu mają tutaj na myśli opublikowane przez nas zasady tworzenia Lareb. Tymczasem w zasadach tych nigdzie nie pada stwierdzenie, że wpisy znajdujące się w bazie są certyfikowane przez specjalistów, mówi van Puijenbroek.
      Harald Walach broni artykułu. Mówi, że szczepionki zostały dopuszczone do użytku w trybie przyspieszonym, a liczba osób uczestnicząca w testach klinicznych nie była wystarczająco duża, a testy nie trwały wystarczająco długo, by ocenić bezpieczeństwo. Wszyscy trzej autorzy stoją na stanowisku, że ich artykuł nie zawiera błędów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W tworzywach sztucznych używana jest olbrzymia liczba środków chemicznych, z których znaczna część nie została dobrze przebadana, a wiele potencjalnie szkodliwych związków jest dopuszczonych do kontaktu z żywnością. Do takich wniosków doszli naukowcy ze Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologii w Zurichu (ETH Zurich), którzy stworzyli pierwszą dużą bazę danych monomerów, dodatków i związków ułatwiających produkcję wykorzystywanych w plastikach.
      Szwajcarzy zidentyfikowali w tworzywach sztucznych około 10 500 związków chemicznych. Wśród nich 2489 używanych jest w opakowaniach, do tekstyliów trafia 2429 środków, kontakt z żywnością ma 2109 związków chemicznych, a 522 różne związki są wykorzystywane do produkcji zabawek. Z kolei w urządzeniach medycznych, w tym maseczkach, znajdziemy 247 związków chemicznych.
      Co więcej, spośród wspomnianych 10 500 substancji aż 2480 (24%) to związki o potencjalnie szkodliwym wpływie na zdrowie. To oznacza, że niemal 1/4 wszystkich chemikaliów używanych w plastikach to albo związki wysoce stabilne, albo akumulują się w organizmie, albo są toksyczne. Są to często substancje toksyczne dla zwierząt wodny, powodujące nowotwory lub uszkadzające konkretne narządy, mówi główna autorka badań, Helene Wiesinger. Uczona dodaje, że niemal połowa z tych potencjalnie szkodliwych substancji jest masowo produkowana w Unii Europejskiej lub Stanach Zjednoczonych.
      Najbardziej uderzający jest fakt, że wiele z tych potencjalnie niebezpiecznych substancji podlega bardzo słabym regulacjom lub nie są dokładnie opisane, mówi Wiesinger. Z badań wynika, że aż 53% potencjalnie niebezpiecznych substancji w ogóle nie podlega żadnym regulacjom ani w USA, ani w UE, ani w Japonii. Jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, ze 901 potencjalnie niebezpiecznych substancji zostało zatwierdzonych do kontaktu z żywnością. A dla około 10% takich substancji Szwajcarzy nie znaleźli żadnych opracowań naukowych.
      Tworzywa sztuczne wytwarzane są z organicznych polimerów zbudowanych z powtarzających się monomerów. W czasie produkcji dodaje się wiele różnych związków chemicznych, jak przeciwutleniacze, plastyfikatory, opóźniacze spalania itp. itd., które nadają plastikom pożądne właściwości. Ponadto używa się katalizatorów, rozpuszczalników i innych związków ułatwiających sam proces produkcyjny oraz obróbkę plastiku.
      Badacze, ustawodawcy i sam przemysł skupiają się głównie na niewielkiej liczbie niebezpiecznych chemikaliów, o których wiadomo, że znajdują się w plastikach, mówi Wiesinger. Tymczasem wiemy, że plastikowe opakowania to główne źródło organicznych zanieczyszczeń żywności, a ftalany i bromowane opóźniacze spalania wykrywane są w kurzu i powietrzu w pomieszczeniach. Coraz częściej ukazują się też badania dowodzące, że w tworzywach sztucznych znajduje się znacznie więcej niebezpiecznych substancji niż przypuszczano.
      Jednak Szwajcarów najbardziej zaskoczył i zmartwił fakt, że wykorzystuje się tak wiele potencjalnie niebezpiecznych substancji. Kontakt z takimi substancjami może mieć negatywny wpływ na zdrowie konsumentów, pracowników fabryk plastiku oraz na środowisko. Wpływają one też negatywnie na proces recyklingu, jego bezpieczeństwo i jakość przetworzonego plastiku.
      Nie można jednak wykluczyć, że potencjalnie niebezpiecznych jest znacznie więcej substancji. Szwajcarzy zauważają, że 4100 (39%) chemikaliów, które zidentyfikowali w plastikach, nie zostało nigdzie zakwalifikowanych pod względem bezpieczeństwa.
      Uczeni zbierali dane do swojej pracy przez ponad 2,5 roku. W tym czasie przeanalizowali ponad 190 publicznie dostępnych źródłem informacji z instytucji badawczych, przemysłu oraz źródeł urzędowych. Znaleźliśmy wiele luk w tych danych. Braki dotyczyły szczególnie opisu substancji i ich konkretnych zastosowań. To zaś negatywnie wpływa na możliwość podjęcia przez konsumenta decyzji, co do plastiku, jaki chce używać.
      Wyniki badań zostały opisane w artykule Deep Dive into Plastic Monomers, Additives, and Processing Aids.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      FBI, Europol i agencje z 18 krajów świat aresztowały ostatnio ponad 800 członków zorganizowanych grup przestępczych, przejęły ponad 48 milionów USD w gotówce, 250 sztuk nielegalnej broni, 22 tony marihuany oraz jej pochodnych, 8 ton kokainy oraz inne narkotyki. A wszystko dzięki specjalnej aplikacji, które same stworzyły i podsunęły kryminalistom.
      W 2019 roku FBI i Australijska Policja Federalna stworzyły firmę ANOM, która rozwijała bezpieczne urządzenia i oprogramowanie do szyfrowanej komunikacji. Komunikator ANOM był specjalnie przystosowany do potrzeb zorganizowanych grup przestępczych. Służby, dzięki temu, że kontrolowały całą platformę, zyskały z czasem dostęp do 27 milionów wiadomości wysłanych za jej pomocą.
      Aplikację ANOM podsunęli przestępcom agenci działający pod przykryciem w strukturach kryminalnego półświatka. Była ona zainstalowana na specjalnych telefonach, z których nie można było ani wysyłać maili, ani wykonywać połączeń głosowych. Telefony takie dostępne są były wyłącznie na czarnym rynku. Kryminaliści, którym ANOM sie spodobała, polecali ją swoim kolegom po fachu.
      FBI mówi, że wiele gangów zaczęło korzystać z ANOM po tym, jak służbom udało się wyłączyć serwis Sky EEC, z którego korzystali. W końcu platforma ANOM trafiła na ponad 12 000 szyfrowanych urządzeń, z których korzystało ponad 300 grup przestępczych w ponad 100 krajach, w tym włoskie grupy przestępcze, gangi motocyklowe czy międzynarodowe siatki przemytników. Komunikacja pomiędzy użytkownikami ANOM przechodziła przez serwery kontrolowane przez służby i była tam zapisywała.
      Szyfrowane urządzenia były i wciąż są bezpieczną przystanią dla organizacji przestępczych, szczególnie dla kierownictwa tych organizacji. Nie mamy dostępu do takich systemów, mówi agent specjalny Jamie Arnold z San Diego. To było kreatywne, innowacyjne śledztwo, które pozwoliło nam zajrzeć za kulisy działalności kierownictwa zorganizowanych grup przestępczych, dodał.
      Aresztowań dokonano w 18 krajach, w tym w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Szwecji, Nowej Zelandii, Holandii i Australii. Szefostwo australijskiej policji poinformowało, że dzięki ANOM udało się udaremnić próby 21 zabójstw, w tym i takiego, w którym miała zginąć 5-osobowa rodzina. Niektóre z osób aresztowane w Australii to członkowie gangów motocyklowych, mafii, azjatyckich syndykatów przestępczych i innych zorganizowanych grup, mówi Reece Kershaw, szef australijskiej policji.
      Niemiecka policja poinformowała o aresztowaniu u siebie 70 osób. Grupy przestępcze używające szyfrowanej komunikacji nie mogą już czuć się bezpiecznie, dodaje agent Arnold. Mamy nadzieję, że od tej pory przestępcy na całym świecie zaczną się obawiać, że platforma komunikacyjna, której używają, została założona przez FBI lub jakąś inną agencję.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Włoscy uczeni postanowili znaleźć te miejsca Drogi Mlecznej, w których życie może najbezpieczniej się rozwijać. Ocenili historyczną zdolność do podtrzymania życia w Drodze Mlecznej z uwzględnieniem wpływu eksplozji supernowych i rozbłysków gamma. Zjawiska te mogą bowiem zniszczyć życie w zasięgu swojego oddziaływania. Przy okazji zaś przetestowali hipotezę mówiącą, że to rozbłysk gamma był odpowiedzialny za wymieranie w ordowiku (ok. 445 milionów lat temu).
      Wybuchy supernowych i rozbłyski gamma niosą ze sobą olbrzymią ilość promieniowania, które może odrzeć atmosferę planety z ochronnej warstwy ozonu. Bez tej warstwy do powierzchni planety dociera szkodliwe promieniowanie zdolne do zabicia życia. Przed około 359 milionami lat pobliska supernowa prawdopodobne doprowadziła do masowego wymierania na Ziemi. Gdyby znajdowała się bliżej, mogłaby zabić całe życie.
      Eksperci z Università dell’Insubria, Osservatorio Astronomico di Brera, Sezione Milano–Bicocca oraz Università Milano–Bicocca zdolność do bezpiecznego utrzymania życia szacowali na podstawie odległości potencjalnych planet typu ziemskiego od centrum galaktyki. Wykorzystali tutaj dane dotyczące pojawiania się supernowych i rozbłysków gamma z historią ewolucji poszczególnych gwiazd oraz z zawartością cięższych pierwiastków (tzw. metali) w gwiazdach w całej galaktyce. Wzięli też pod uwagę prawdopodobieństwo pojawienia się planet typu ziemskiego w pobliżu gwiazd typu M i FGK. W ten sposób mogli sprawdzić, w jakiej odległości od badanych gwiazd doszło do potencjalnie destrukcyjnego wydarzenia astrofizycznego.
      Na podstawie badań Włosi doszli do wniosku, że jeszcze około 6 miliardów lat temu najbezpieczniejszym regionem dla życia były obrzeża naszej galaktyki. Jednak sytuacja ta uległa zmianie w ciągu ostatnich około 4 miliardów lat. Obecnie od około 500 milionów lat najbezpieczniejszym stał się region położony w odległości 2–8 tysięcy parseków od centrum galaktyki. Jeden parsek to około 3,26 roku świetlnego. Szczęśliwie dla nas niedawne badania wykazały, że Ziemia znajduje się bliżej czarnej dziury niż sądzono, dzięki czemu znaleźliśmy się wewnątrz obszaru wyznaczonego obecnie przez Włochów.
      Naukowcy potwierdzili przyczynę wspomnianego na wstępie wymierania w ordowiku. To jasno pokazuje, że nasz region nie jest całkowicie bezpieczny, gdyż byłoby to drugie takie wydarzenie w historii Ziemi w ciągu ostatnich 500 milionów lat. Jednak w tym samym czasie krańce Drogi Mlecznej zostały wysterylizowane przez 2-5 długotrwałych rozbłysków gamma, stwierdzają autorzy badań.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Co najmniej 30 000 firm i organizacji w USA padło ofiarami ataków, które zostały przeprowadzone dzięki czterem nowo odkrytym dziurom w oprogramowaniu do poczty elektronicznej microsoftowego Exchange Servera. Jak poinformował ekspert ds. bezpieczeństwa, Brian Krebs, chińscy cyberprzestępcy zarazili sieci setki tysięcy organizacji narzędziami,które dają napastnikowi całkowity zdalny dostęp do zarażonych systemów.
      Microsoft opublikował poprawki 2 marca i zachęca użytkowników Exchange Servera do ich pilnego zainstalowania. Jednocześnie jednak firma poinformowała, że pojawienie się poprawek sprowokowało chińskich cyberprzestępców – grupę, której nadano nazwę „Hafnium” – do zintensyfikowania ataków na niezałatane instalacje Exchange Servera. Eksperci ostrzegają, że przestępcy wciąż mają dostęp do serwerów zhakowanych przed zainstalowaniem łatek. Łatanie nie działa, jeśli serwery już wcześniej zostały skompromitowane. Ci, którzy wykorzystują  powinni sprawdzić, czy nie padli ofiarami ataku, oświadczył amerykański National Security Council. Brian Krebs Dodaje, że użytkownicy Outlook Web Access serwera powinni sprawdzić okres pomiędzy 26 lutego a 3 marca. To właśnie w tym czasie mogło dojść do ataków. Zaniepokojenie problemem i rosnącą liczbą ofiar wyraził też Biały Dom.
      Nowo odkryte błędy pozwalają przestępcom na zdalne wykonanie kodu. Do przeprowadzenia pierwszego ataku konieczna jest możliwość ustanowienia niezabezpieczonego połączenia z portem 443 Exchange Servera, informuje Microsoft. Wspomniane błędy odkryto w oprogramowaniu Exchange Server 2013, 2016 i 2019.
      Chińska grupa Hafnium, która przeprowadza wspomniane ataki najpierw wykorzystuje dziury typu zero-day lub ukradzione hasła, by dostać się do atakowanego systemu. Następnie instalowana jest tam powłoka, dająca przestępcom zdalny dostęp. Później system jest stopniowo infiltrowany i kradzione są z niego dane.
      Chiński rząd zapewnił, że nie stoi za atakami.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...