Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

W Indiach ludzie zabijają się o wodę

Recommended Posts

3 minuty temu, peceed napisał:

Cała tożsamość narodowa w USA jest zbudowana na "turbopatriotyźmie" ładowanym dzieciom już od przedszkola.

Analogia do sąsiedniego wątku: zjadliwość wirusa typy C to nie jest równa zjadliwości wirusa typu B. Trzeba rozumieć różnice. 

5 minut temu, peceed napisał:

Czy homofobia zaczyna się dopiero przy sprzeciwie wobec adopcji dzieci przez gejów?

Czy do zrozumienia definicji potrzebujesz dopiero kontrowersyjnej skrajności?

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, 3grosze napisał:

Czy do zrozumienia definicji potrzebujesz dopiero kontrowersyjnej skrajności?

Ja staram się zrozumieć zjawiska,  znaczenie definicji jak najbardziej "rozumiem" tylko o ile są jednoznaczne. "Homofobia" taka nie jest,  to praktycznie epitet, o realnym znaczeniu (operacyjnym) decydują ludzie używający go w określonych kontekstach i celach. Ciekawe  ilu ludzi protestujących przeciw homofobii zastanawia się, przed czym tak naprawdę protestuje.

To jest ciekawe, zwiastuje wielki powrót psychiatrii represyjnej (ona nigdy tak naprawdę się nie skończyła):

Cytat

Homofobia nie jest rozpoznaniem psychiatrycznym, jednakże niektórzy psycholodzy i psychiatrzy postulują dodanie jej do klasyfikacji DSM[17][392][393] ze względu na jej szkodliwość dla osoby przejawiającej ją, osób trzecich oraz ze względu na zaburzenia psychiczne tkwiące u jej podstaw[394][395].

 

37 minut temu, 3grosze napisał:

Trzeba rozumieć różnice. 

Nie wydaje mi się, by przeciętna osoba jednym tchem wymieniająca "rasizm, homofobia i nacjonalizm (vel turbopatrotyzm)" zastanawiała się nad niuansami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, peceed napisał:
Cytat

Homofobia nie jest rozpoznaniem psychiatrycznym, jednakże niektórzy psycholodzy i psychiatrzy postulują dodanie jej do klasyfikacji DSM[17][392][393] ze względu na jej szkodliwość dla osoby przejawiającej ją, osób trzecich oraz ze względu na zaburzenia psychiczne tkwiące u jej podstaw[394][395].

 

Dzieki.

Bardzo ciekawe, ale nic dziwnego, że w całej masie psychologów i psychiatrów znajdą się i takie poglądy. Ponieważ, nie jestem osobą z tego kręgu zawodowego (i Ty też tego nie deklarujesz), poczekajmy na naukowe uzasadnienie hipotezy.

16 minut temu, peceed napisał:

Nie wydaje mi się, by przeciętna osoba jednym tchem wymieniająca "rasizm, homofobia i nacjonalizm (vel turbopatrotyzm)" zastanawiała się nad niuansami.

Ty, jako osoba nieprzeciętna inaczej, nie kojarzysz oczywiście, że takie podejście do innych doprowadziło do holokaustu.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, 3grosze napisał:

poczekajmy na naukowe uzasadnienie hipotezy

Albo czytał kolega psychiatryczne prace naukowe (do tego naprawdę nie trzeba specjalnego "sakramentu namaszczenia") a ja nie zrozumiałem głębokiej ironii, albo jest kolega, bez obrazy, bardzo naiwny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panie Fizyku!

Choćby Pan się ...., nie zna Pan się na wszystkim. Koledzy psychologowie i psychiatrzy widocznie mają jakieś powody do takich założen.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, 3grosze napisał:

Koledzy psychologowie i psychiatrzy widocznie mają jakieś powody do takich założen.

Tytułem wyjaśnienia - tak, psychiatria jak najbardziej nie ma problemu z wytworzeniem totalnie niesprecyzowanej jednostki chorobowej (wszystkie są takie) pod którą można podpiąć zachowanie które jest akurat nie po myśli wpływowym ludziom. Schizofrenia bezobjawowa nic koledze nie mówi? Nie ma bardziej skurwionej gałęzi medycyny od psychiatrii, ale wahałbym się nazwać ją nauką. Do niedawna pracowałem nad stworzeniem książki o patologiach w medycynie, ich źródłach itd.  Psychiatria to perfekcyjne wcielenie  "cult cargo science", nic tam nie działa , ale znakomicie udaje że jest inaczej.

9 minut temu, 3grosze napisał:

Choćby Pan się ...., nie zna Pan się na wszystkim

Oczywiście że nie. Dlatego wypowiadam się tylko w tematach o których mam pojęcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fizyk wchodzący w buty naukowców odległych sobie dziedzin, bez kierunkowego przygotowania akademickiego, będzie zawsze tylko hobbystą, któremu się wydaje....

A Twój bulwers, obawiam się, jest strachem:P, aby 

42 minuty temu, peceed napisał:
Cytat

homofobia nie jest rozpoznaniem psychiatrycznym, jednakże niektórzy psycholodzy i psychiatrzy postulują dodanie jej do klasyfikacji DSM[17][392][393] ze względu na jej szkodliwość dla osoby przejawiającej ją, osób trzecich oraz ze względu na zaburzenia psychiczne tkwiące u jej podstaw[394][395].

 

nie okazało się prawdą.:D

14 minut temu, peceed napisał:

 Psychiatria to perfekcyjne wcielenie  "cult cargo science", nic tam nie działa

Ręce opadają. I śmiesz twierdzić, że cosik liznąłeś w temacie?

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, 3grosze napisał:

Fizyk wchodzący w buty naukowców odległych sobie dziedzin, bez kierunkowego przygotowania akademickiego, będzie zawsze tylko hobbystą, któremu się wydaje....

Fizyk ma tę przewagę nad większością "naukowców odległych sobie dziedzin", że był selekcjonowany, trenowany i weryfikowany pod kątem umiejętności myślenia.
Niewygodna dla wielu prawda jest taka, że tzw. uzdolnienia matematyczne wcale nie są matematyczne, tylko akurat nauki ścisłe potrafią obiektywnie zweryfikować deficyty poznawcze mniej krytyczne dla operowania w innych dziedzinach.
Sama fizyka jest z kolei ucieleśnieniem nauki w najczystszej możliwej postaci, to wyznacznik funkcjonowania metody naukowej. Każde poprawnie zadane pytanie dotyczące świata jest w domenie fizyki.

Nie rozumiem co ma oznaczać zarzut braku kierunkowego przygotowania akademickiego. Przecież jest dokładnie odwrotnie - to studentom medycyny brakuje przygotowania do rozwiązywania jakichkolwiek skomplikowanych problemów. Wiedza medyczna jest jest po prostu zakuwana, bezrefleksyjnie i bez wyjaśnień.  Nie ma w niej żadnych koncepcyjnych twistów i rozbudowanych abstrakcji. Jedyną prawdziwą podstawą i tak jest znajomość biologii i chemii, a te miałem jakby to powiedzieć - topowe. W liceum byłem przekonany że w przyszłości będę się zajmował tworzeniem lekarstw i chciałem iść na biotechnologię. Doskonale zdawałem sobie, że lekarze są to tak naprawdę cienkie bolki, będące odpowiednikiem mięsa armatniego (dopiero życie mnie nauczyło że ta rola bezwarunkowo przypisana jest pacjentom ;) ) na froncie walki ludzkości z chorobami.|
"Przygotowanie akademickie" w zakresie medycyny może oznaczać jedynie opanowanie terminologii. A to jest bardzo prosta sprawa - jeśli coś czytam to to rozumiem - nieznane terminy sprawdzam na bieżąco.
Chętnie się dowiem, czego miałoby mi brakować po przeczytaniu dokładnie takiego samego materiału w stosunku do studenta medycyny. Bo w swoim życiu obserwowałem dokładnie odwrotne zjawisko.  Widziałem lekarzy, którzy popełniali oczywiste błędy i wykazywali się brakiem zrozumienia podstaw (na przykład lekarz z 25 letnim doświadczeniem akademickim który nie rozumie co oznacza okres półtrwania w przypadku leków). Raz udało mi się zidentyfikować chorobę u kolegi z pracy co nie udało się stadu specjalistów ze szpitala uniwersyteckiego w Krakowie po pół roku intensywnych starań ("nadzwyczajny przypadek"). Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ani choroba nie była specjalnie nieznana, ani przebieg nietypowy.

W przypadku psychiatrii związek z resztą medycyny jest całkowicie sztuczny i szkodliwy, bo kalka metod stosowanych w medycynie daje błędne rezultaty. Mózg to biologiczny komputer i jako taki nie zostanie zrozumiany przez ludzi którzy nie rozumieją jak działają sieci neuronowe (nie są w stanie nawet policzyć wahadła).
BTW. Kto powiedział że jestem fizykiem? Uważam się za informatyka, ta dyscyplina dała mi znacznie lepsze "podstawy akademickie" do analizowania medycyny.

Godzinę temu, 3grosze napisał:

A Twój bulwers, obawiam się, jest strachem:P, aby zaburzenia psychiczne tkwiące u jej podstaw nie okazało się prawdą.:D

Jasne. Zastanawiam się jak nieupośledzony człowiek w XXI może w ogóle rozważać, że homofobia jest uwarunkowana zaburzeniami psychicznymi. To by oznaczało, że są populacje w których 98% ludzi ma te zaburzenia psychiczne, do tego są one w stanie przenosić się przez "święte księgi".

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, peceed napisał:

Fizyk ma tę przewagę nad większością "naukowców odległych sobie dziedzin", że był selekcjonowany, trenowany i weryfikowany pod kątem umiejętności myślenia.

Owszem, jednak uparcie będę powtarzał, że nawet wśród fizyków odsetek idiotów niewiele odbiega od średniej dla reszty populacji (no może jednak, po linii serca, bez jakiejkolwiek statystyki strzelę, że trochę jest mniejszy ;)). W końcu i na tym forum nie brakowało prawie "tytularnych", którzy nie wierzą we wskazania termometrów, zaprzeczają globalnemu ociepleniu, manipulują danymi itp.

1 godzinę temu, peceed napisał:

Każde poprawnie zadane pytanie dotyczące świata jest w domenie fizyki.

Cudnie, tylko kryterium poprawności budzi zawsze we mnie najbardziej mieszane uczucia.

1 godzinę temu, peceed napisał:

to studentom medycyny brakuje przygotowania do rozwiązywania jakichkolwiek skomplikowanych problemów.

Statystycznie tak, ale to jednak adepci medycyny (a nie fizyki) najlepiej "naprawiają" złamane kości itp. Nauka i rzemiosło mają wiele wspólnego. Najważniejsze jest to, co nazywa się Mistrzostwem; nie każdy lekarz jest mistrzem, jak i nie każdy fizyk owym jest. Werz mi, że większość fizyków to jednak zwykli wyrobnicy i sprawni rzemieślnicy...

1 godzinę temu, peceed napisał:

Widziałem lekarzy, którzy popełniali oczywiste błędy

Widziałem profesjonalne zespoły fizyków i astrofizyków, które popełniały "studenckie" błędy przy czymś tak "trywialnym" jak analiza danych...

Edited by Astro

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fajnie się może Twoją twórczość  czyta, ale ponieważ wszystko to jest dyskusyjne, a i tak jesteś odporny na kontrargumenty, to tylko jedno ku zastanowieniu: 

1 godzinę temu, peceed napisał:

W przypadku psychiatrii związek z resztą medycyny jest całkowicie sztuczny i szkodliwy,

Czy zauważyłeś, że w ten sposób cudownie wyleczyłeś wszystkie choroby psychiczne (bo to zjawiska optyczne:P)? Nobel z fizyki umknął, ale z medycyny pewnik!

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, 3grosze napisał:

Czy zauważyłeś, że w ten sposób cudownie wyleczyłeś wszystkie choroby psychiczne (bo to zjawiska optyczne:P)? Nobel z fizyki umknął, ale z medycyny pewnik

Trzeba czytać z zrozumieniem. Sztuczność związku polega na tym, że typowe paradygmaty medycyny nie działają, nie na tym że nie da się wyjaśnić dlaczego mamy taką rzeczywistość w zakresie organizacji służby zdrowia jaką mamy. Problemy ludzi są prawdziwe, ale klasyfikacja psychiatryczna nie ma żadnych podstaw etiologicznych. Tworząc przestrzeń problemów które dotykają pacjentów klasyfikacja zaburzeń nawet nie tworzy rozłącznych klastrów, jest rozdmuchana, niestabilna czasowo itd. Tworzona na podstawie "widocznych" objawów ginie w szumie semantycznym. Bo zazwyczaj każdy objaw może mieć kilka podstawowych przyczyn. To jest jasne dla osób które mają informatyczne wykształcenie z data miningu, AI, problemów klasyfikacji itd. Przestrzeń chorób chorób psychicznych jest znacznie gorszym (bo całkowicie wtórnym i sztucznym) opisem w porównaniu do zbiorów objawów, pod względem wszystkich rozsądnych metryk. Jest to wynik kalkowania algorytmu który działa w pozostałych gałęziach medycyny: jeśli mamy zbiór objawów który się statystycznie powtarza to tworzymy jednostkę chorobową. Działa to w przypadku oczywistych "dyskretnych" powodów zaburzeń (rodzaj bakterii/wirusa, konkretny defekt metaboliczny).
Nie działa to w przypadku zaburzeń , które dają całkowicie różne obrazy z powodu w gruncie rzeczy przypadkowych powodów. Wytłumaczę to na przykładzie analogii rzucania ze schodów. Pacjenci są dosyć podobni, ale charakteryzuje się ich obecnie przez dokładną specyfikację uszkodzeń. Teraz wyobraźmy sobie, że nie ma rtg, a medycyna jest na etapie, w którym nie do końca jest rozumiane że istnieją kości. Wszystkie informacje byłyby uzyskiwane od pacjentów na podstawie "powiedz mi jak się czujesz". Oczywiście odkryto by, że brak ruchu zdecydowanie pomaga, podobnie jak środki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Tylko że źle zrośniętych pacjentów leczono by nimi przez kilkanaście lat.
To właśnie jest psychiatria, która posługuje się całkowicie wirtualnymi pojęciami (aż chce się powiedzieć "urojonymi"). Jeśli jeszcze dodamy fakt, że lekarze wykorzystują modele lingwistyczne wnioskowania (istotne jest jak coś się nazywa, jeśli pojawia się abstrakcja to ma ona zawsze postać statycznej klasyfikacji drzewiastej, zazwyczaj pojedynczej, a nie jest tworzona dynamicznie), to widać że tam nic nie może działać. (Taka "depresja" to jest kilka całkowicie różnych zaburzeń, często współwystępujących. Dodawanie sufiksów i prefiksów nie zmienia niczego w zrozumieniu istoty problemu, które jest okołozerowe).
Jedyne co działa to "system" jak to określa wielu pacjentów. Psychiatrzy i koncerny farmaceutyczne mają się dobrze.

Najważniejszą rzeczą która powinna się rzucić każdej myślącej osobie jest fakt, że osoby chore psychicznie pomimo różnych rozpoznań są bardzo podobni do siebie a spektrum zaburzeń jest ciągłe. Drugim istotnym faktem jest praktyka wykorzystania wszystkich leków do "leczenia" praktycznie każdego zaburzenia, teraz najmodniejszym panaceum są neuroleptyki. Trzecią ważną cechą jest współdzielenie przez zaburzenia psychiczne czynników ryzyka, zwłaszcza (w sensie doniosłości implikacji faktu) dziedzicznych.
Ciekawe ilu psychiatrów zauważyło, że dzieci autystyczne mają zasadniczo identyczne problemy jak schizofrenicy, włącznie z identyczną statystyką zaburzeń współwystępujących. Wystarczy jeszcze uwzględnić "zadziwiający" fakt, że u osób dorosłych nie stwierdza się zachorowań na autyzm a u dzieci zasadniczo nie stwierdza się schizofrenii. Magia? Nie, to wynik dokładnie identycznych procesów chorobowych które całkowicie inaczej wyglądają w starym nauczonym mózgu a zupełnie inaczej w młodym, nienauczonym i elastycznym. Do tego dochodzą diametralnie większe możliwości wyrażania problemów u osób dorosłych, które jeszcze dodatkowo mają punkt odniesienia sprzed choroby. Jako spojler przed książką której już nie napiszę wspomnę, że schizofrenia (ale nie typu II) wymaga popsucia jeszcze jednego mechanizmu w mózgu, ale może to nastąpić (to czy musi to kwestia otwarta, mogą istnieć inne niezależne mechanizmy) z powodu tych samych procesów które odpowiadają za "wcześniejsze" objawy.
Na deser przykład procesów myślowych lekarzy z autopsji,  sprowadzone do tego samego schematu:  L (abstrakcyjna kategoria leków) jest używana do leczenia C (abstrakcyjna kategoria chorób). Ale dokładniejsza analiza mechanizmów działania pokazuje, że L1 nie jest w stanie zadziałać w konkretnym przypadku C1 (bo kategorie mają rozległy i sztuczny, taksonomiczny charakter). Lekarz stwierdził że co prawda tak rzeczywiście jest, ale nie jest to problem. Bo chorobę wciąż można nazwać C, a wtedy "wciąż można mieć nadzieję" że L1  jako "lek na C" pomoże i można to przepisać.
To już nawet nie jest naiwna metoda wnioskowania, to usankcjonowana metoda oszukiwania.

 


Przytoczę wypowiedź Feynmanna o uczciwości w nauce i o tym jak wiele wysiłku trzeba włożyć w to, aby się nie oszukać samemu.
Medycyna to dziedzina, w której za oszukiwanie się dostaje się gigantyczną premię w postaci możliwości skutecznego oszukiwania innych.


Warto jeszcze pochylić się nad rozszerzonym efektem placebo, który pozwala wrzucić do kosza praktycznie wszystkie psychiatryczne badania kliniczne (a wraz z nimi większość leków). Jeszcze zanim poznałem ten mechanizm zastanawiała mnie praktycznie identyczna skuteczność całkowicie różnych leków o innych mechanizmach działania i stosunkowo mała przewaga nad placebo (typowe wartości które przykuły moją uwagę to max 60% vs. min 40%).

Można było małpować postępowanie fizyków i bawić się w statystyczną analizę błędów przypadkowych, wyglądało to mądrze. Tylko nikt nie bawił już w analizę możliwych błędów systematycznych, które są znacznie ważniejsze z naukowego punktu widzenia, i to przez kilkadziesiąt lat. Łatwo to wyjaśnić faktem, że nikomu nie zależało na "złapaniu króliczka".
Dla koncernów znacznie łatwiejsze jest promowanie leków o podobnych mechanizmach działania do już istniejących nawet jeśli mechanizmy działania są spekulatywne i niepewne, bo podstawowym zadaniem jest przekonać lekarzy aby przepisywali ten lek. Wystarczy dodać hasło "nowa generacja", "nowocześniejszy" itd. Lek o całkowicie nowych mechanizmach działania musiałby być znacząco bardziej skuteczny a takie cuda zdarzają się rzadko.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sorki, ale coś mi tu zalatuję grafomanią z zacięciem publicystycznym ( z tej definicji: https://pl.wikipedia.org/wiki/Grafomania ). Weżmy przykład:

24 minuty temu, peceed napisał:

Sztuczność związku polega na tym, że typowe paradygmaty medycyny nie działają, nie na tym że nie da się wyjaśnić dlaczego mamy taką rzeczywistość w zakresie organizacji służby zdrowia jaką mamy. Problemy ludzi są prawdziwe, ale klasyfikacja psychiatryczna nie ma żadnych podstaw etiologicznych. Tworząc przestrzeń problemów które dotykają pacjentów klasyfikacja zaburzeń nawet nie tworzy rozłącznych klastrów, jest rozdmuchana, niestabilna czasowo itd. Tworzona na podstawie "widocznych" objawów ginie w szumie semantycznym. Bo zazwyczaj każdy objaw może mieć kilka podstawowych przyczyn. To jest jasne dla osób które mają informatyczne wykształcenie z data miningu, AI, problemów klasyfikacji itd. Przestrzeń chorób chorób psychicznych jest znacznie gorszym (bo całkowicie wtórnym i sztucznym) opisem w porównaniu do zbiorów objawów, pod względem wszystkich rozsądnych metryk. Jest to wynik kalkowania algorytmu który działa w pozostałych gałęziach medycyny: jeśli mamy zbiór objawów który się statystycznie powtarza to tworzymy jednostkę chorobową. Działa to w przypadku oczywistych "dyskretnych" powodów zaburzeń (rodzaj bakterii/wirusa, konkretny defekt metaboliczny).

Każde zdanie to ogólnik lub nieweryfikowalne, subiektywne stwierdzenie.

 

24 minuty temu, peceed napisał:

Na deser przykład procesów myślowych lekarzy z autopsji, 

Pocieszmy się, że dni lekarzy ( oczywiście, za wyjątkami), podobnie jak kierowców ciężarówek itp, są policzone. SI nadciąga.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest kremien

Dodam od siebie, że mam dość podobne obserwacje jak kolega peceed, jeśli chodzi o metody pracy psychiatrów. Znam kilka przypadków schizofrenii i zauważyłem, że psychiatrzy wręcz strzelają, i bardzo lekką ręką przepisują/zmieniają  o leki. Działają oni w oparciu o to co im się wydaje, często to co mówią nie jest spójne. Psycholodzy działają czasami dość podobnie, choć są bardziej skuteczni w swych działaniach. Zawsze pierwsze pytanie od innego "lekarza" to jakie leki już były przepisywane. Jak się im nic nie mówi na początku to każdy potrafi zdiagnozować co innego. Jak ktoś odwiedzi kilku z tych szamanów i zacznie pytać ich o różne rzeczy to (przynajmniej większość z nich) sprawia wrażenie, że nie ma konkretnych wniosków i nie działają "technicznymi" metodami. A leki często niewiele pomagają w praktyce, bardziej mieszają w głowie pacjentom. Z tego co zaobserwowałem oni nie wiedzą tak naprawdę co robią, to co kolega peceed napisał niestety może być prawdą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, kremien napisał:

Znam kilka przypadków schizofrenii i zauważyłem, że psychiatrzy wręcz strzelają, i bardzo lekką ręką przepisują/zmieniają  o leki.

Dla równowagi, może te tysiące (setki tysięcy?) wyleczonych/zaleczonych chorych psych..., żeby nie stygmatyzować, to chorych na depresje, nerwice, zaburzenia kompulsywne coś dodadzą od siebie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, 3grosze napisał:

SI nadciąga.

To nawet było moim osobistym celem - w skrócie wyp******** lekarzy z medycyny (jak widać sprawa mocno osobista) oferując kompletne komercyjne rozwiązanie w ciągu 15 lat (technologie już są, wystarczy je poskładać i dopracować). Niestety lekarze odpowiedzieli kontratakiem uprzedzającym.

 

1 minutę temu, 3grosze napisał:

Każde zdanie to ogólnik lub nieweryfikowalne, subiektywne stwierdzenie.

Każde stwierdzenie jest subiektywne. Warto o tym pamiętać.
Co do ogólności to jest to nieuniknione gdyż moje wypowiedzi są syntezą ogromnej ilości nieznanych koledze faktów. Tak należy je traktować. Jeśli zada sobie kolega trud podjęcia samodzielnych studiów nad tematem (a to nie proste czytanie podręczników medycyny tylko setek prac naukowych, przy podejściu w którym one same są też obiektem studiów a nie tylko ich dziedzina ) to może traktować moje wypowiedzi jako rodzaj klucza do interpretacji. Na te tematy miała powstać książka która rozrosła się do planów na trzy ze względu na ilość materiału, w sumie rozbieżną tematykę i lepszy efekt z rynkowego punktu widzenia. Już nie powstaną.
1) Wyczerpująca analiza implikacji wprowadzenia leków niszczących DNA do medycyny (ze szczególnym uwzględnieniem chinolonów i pochodnych) - największy błąd medycyny XX wieku (i to mnie wykończyło). Spojler: to one są odpowiedzialne za wysyp "chorób cywilizacyjnych"
2) Bardzo dokładna krytyczna analiza stanu współczesnej, medycyny, opisująca błędy i patologie jakich dopuściła się w XX wieku,  oraz opisująca dokładne intelektualne ograniczenia lekarzy jako dominujący czynnik. Spojler: kabelki i klepki których brakuje lekarzom to te niezbędne do uprawiania fizyki na najwyższym poziomie. Medycyna jest znacznie bardziej religią niż nauką. Ludzie o uzdolnieniach niezbędnych do tworzenia wiedzy medycznej dobrej jakości skrajnie rzadko wybierają medycynę jako kierunek studiów, a jeśli tam trafią to są niszczeni przez nieadekwatny system nauczania. Lekarze to analogi mechaników, nie inżynierów. Potem ci mechanicy są powoływani do zajęć dla inżynierów.
3) Teoria powstawania zaburzeń psychicznych/neurologicznych oparta na neurokognitywistyce.  Do tego raczej niezbędna jest biegła znajomość informatyki w zakresie NN, chociaż chodzi bardziej o paradygmaty i sposób myślenia a nie detale.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, peceed napisał:
57 minut temu, 3grosze napisał:

Każde zdanie to ogólnik lub nieweryfikowalne, subiektywne stwierdzenie.

Każde stwierdzenie jest subiektywne. Warto o tym pamiętać.

Z epitetami brzmi dosadniej.:)

14 minut temu, peceed napisał:

Lekarze to analogi mechaników, nie inżynierów.

To oczywiste: lekarz nie może być twórczy z zasady: obowiązują go procedury medyczne. Porównanie do mechanika jest krzywdzące, ze względu na ilość operacji myślowych: od analizy symptomów chorobowych i na podstawie zbioru ich nastu tysięcy  postawienia diagnozy, po wybranie procedury leczniczej.Też duży zbiór. No i ewentualnie konsekwencje w przypadku błędu poważne(wyrzuty sumienia;)).

24 minuty temu, peceed napisał:

Na te tematy miała powstać książka która rozrosła się do planów na trzy ze względu na ilość materiału, w sumie rozbieżną tematykę i lepszy efekt z rynkowego punktu widzenia. Już nie powstaną.

Mimo wszystko nie poddawaj się. Powodzenia życzę.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, peceed napisał:

To nawet było moim osobistym celem - w skrócie wyp******** lekarzy z medycyny (jak widać sprawa mocno osobista) oferując kompletne komercyjne rozwiązanie w ciągu 15 lat (technologie już są, wystarczy je poskładać i dopracować).

Lekarze są potrzebni, oczywiście z czasem coraz mniej (SI), podobnie jak wiele innych zawodów. Podstawowy problem z nimi polega na tym, że są wyjątkowo aroganccy i mylą trud ukończenia studiów z trudem potrzebnym na zrozumienie materiału. Inaczej - potrzeba więcej wytrwałości żeby skończyć medycynę niż np. fizykę lub inżynierię bo jest więcej materiału do zapamiętania (poziom skomplikowania). Natomiast sama treść (czyli kwestia jakościowa a nie ilościowa) nie jest już trudna do zrozumienia bo jest mało abstrakcyjna (wątrobę można zobaczyć a nawet dotknać) w przeciwieństwie do np przestrzeni wektorowej czy operacji rotacji i wiele wiel innych rzeczy. Dodatkowo oczywiście kwestia tego, że lekarz jest niejako tylko/aż efektorem systemu medycznego, a nie jego twórcą (tutaj głównie inżyniera biomedyczna obecnie) i już na pewno nie naukowcem (biologia, neurobiologia etc.) a jest nazywany "doktorem" etc. Lekarz nie jest zatem elitą pod względem inteligencji/rozwiązywani aproblemów bo tą można szkolić poprzez dziedziny abstrakcyjne jak matematyka, fizyka etc. a jest w elicie pod względem wytrwałości/odpornosci psychicznej na stres, długotrwały wysiłek intelektualny, dobrą pamięć. Lecz przez swoją zawodową butę lekarze uznają się własnie za elitę intelektualną i przez to mylnie zakładają że ich decyzje i metadecyzje są najlepsz emożliwe, a to nie musi być prawda. Wiedza ekspercka nie równa się najlepszej możliwej zdolności do podejmwoania decyzji. Wszystko byłoby dobrze gdyby lekarz współpracował z chętnymi do współpracy Pacjentami a nie arogancko nimi "dyrygował". Zreszta problemów z tym jest więcej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odnośnie 2) dodam jeszcze kwestię efektów ubocznych która była bardzo dobrze rozwałkowanym przeze mnie tematem na potrzeby książki. Efekty ubocznie nigdy nie są problemem, ta kategoria efektywnie funkcjonuje jako coś do świadomego ignorowania w stylu "możesz się nie przejmować, to tylko efekt uboczny".  Często efekty uboczne są znacznie gorsze niż podstawowy problem indywidualnie, a dostaje się ich komplet.
Historie o ludziach którym "pomógł sok z buraka który jest najlepszym lekiem na wszystkie choroby świata" są prawdziwe: ludzie dzięki temu sokowi zrezygnowali z koktajlu leków o wątpliwej skuteczności działania (warto poczytać metaanalizy o skuteczności choćby leków na choroby krążenia) a ogromnych skutkach ubocznych potęgowanych przez problemy z metabolizowaniem tychże (ze względu na wiek i samą ilość).


Testując jakiekolwiek leki mamy gigantyczną asymetrię w traktowaniu efektów, przede wszystkim lista efektów ubocznych jest całkowicie otwarta, a lista korzyści zamknięta i bardzo dokładnie sprawdzana.
Bezpieczeństwo stosowania leków z założenia jest testowane na maksymalnie zdrowych, stosunkowo młodych osobnikach bez chorób i nie przyjmujących innych leków .
To bardzo niereprezentatywna grupa w stosunku do docelowej, ktoś zapomniał po co się to robi (cult cargo science w akcji). Do tego osoby startujące w takich badaniach to nie jest elita intelektualna i życiowa, ci ludzie często zatajają własne choroby (warunek przyjęcia do badań) co skutkuje bardzo małą wiarygodnością odnośnie ich prawdomówności jeśli chodzi efekty niepożądane.
Są leki o "bandyckim" mechanizmie działania, który musi prowadzić do długofalowych negatywnych konsekwencji zdrowotnych z definicji, na przykład warfaryna która wyłącza witaminę K. W takim wypadku nawet nic nie trzeba badać. Taki lek trzeba traktować jako środek "ostatniej szansy" a nie pełnoprawny.
No i w końcu chinolony. Przez 60 lat geniusze nie zorientowali się że efekty "uboczne" wynikają prosto z mechanizmu działania, tzn. jeśli ten lek działa niszcząc DNA bakterii, to musi dawać efekty uboczne  przez niszczenie DNA mitochondrialnego, bo te wpadają w tak lubiane przez lekarzy "szerokie spektrum działania".

 

17 minut temu, 3grosze napisał:

No i ewentualnie konsekwencje w przypadku błędu poważne(wyrzuty sumienia;)).

Hehe. Mi lekarz powiedział prosto w twarz, że on swoje zrobił dobrze a jak czuję się chory to zaprasza do innych specjalistów. Ogólnie nie zobaczyłem nigdy wyrzutów sumienia u lekarzy (to pierwsza rzecz której uczą się nie mieć), a kiedy umrę to i tak mi nie pomoże.

Mniej więcej 20 tysięcy ludzi (już nie pamiętam czy w USA czy w krajach rozwiniętych) ginie w ciągu roku, bo aparatura która robi "bip" przestaje robić "bip" albo zaczyna robić zwariowane rzeczy w wyniku błędów software, doliczone są zgony z powodów innych błędów software medycznego jak kalkulatory do leków. Gość z UK który mówił o tym na wykładzie nie mógł zrozumieć dlaczego nikt w środowisku medycznym nie przejmuje się tym problemem pomimo wielu lat jego (i innych) starań i bardzo prostych środków zaradczych. Po wykładzie uświadomiłem go, że przecież w stosunku do ilości zgonów z powodu wszystkich błędów medycznych to bardzo nieznacząca wartość, dla nich to "business as usual". 
 

26 minut temu, 3grosze napisał:

Mimo wszystko nie poddawaj się. Powodzenia życzę.:)

To nawet nie jest kwestia poddawania się, tylko faktu że dostałem amnezji dysocjacyjnej (myśli do książki powstawały po angielsku a ja nawet przestałem się posługiwać czynnie tym językiem). Inne ograniczenia były do przezwyciężenia, min. nauczyłem się ponownie czytać ze zrozumieniem rozbudowany tekst (40x wolniej niż dawniej, ale żeby uzyskać zrozumienie często muszę czytać kilka razy), obecna sprawność posługiwania się tekstem jest upierdliwa, ale raczej by wystarczyła. Charakterystyczny sposób budowania myśli, unikanie zdań złożonych i masa błędów jakie popełniam to efekt uszkodzeń. Wystarczy porównać to z kilkoma moimi postami sprzed kilku lat. Ale wciąż by wystarczył.
W sytuacji kiedy zaniknęła pamięć, nic nie jestem w stanie zrobić.
 

24 minuty temu, Warai Otoko napisał:

są wyjątkowo aroganccy

Nigdy nie spotkałem innej grupy zawodowej o takiej dysproporcji pomiędzy swoimi możliwościami intelektualnymi a mniemaniem o sobie. Winne częściowo może być środowisko pracy, gdyż mają ciągły kontakt z "przeciętnym człowiekiem". I dr House. Z tym że ta postać z pewnością była oparta na "autentycznych faktach" ;) 

 

26 minut temu, Warai Otoko napisał:

bo jest więcej materiału do zapamiętania

Chyba nigdy kolega nie musiał się nauczyć "nowej technologii" w tydzień z 1000+ stronowego klocka z API włącznie. Mam bardzo poważne wątpliwości czy pamięć lekarzy jest rzeczywiście lepsza od pamięci programistów przy podobnej selektywności. Lekarze mogą wygrać tylko w konkurencji zapamiętywania "rzeczy które nie mają sensu". Problemem jest to, że lekarze nie muszą być dobrzy w niczym innym (z wyjątkiem sprawności manualnej u chirurgów), liczy się tylko sprawność pamięci w bardzo wąskim zakresie zresztą. Szukanie asocjacji ma u nich charakter wybitnie tekstowy, w sensie przypominają sobie listę terminów, i potem szukają w głowie odniesień do tych terminów. Nie ma tego naturalnego procesu kiedy asocjacje skaczą w tempie kilku-kilkunastu na sekundę, budowania drzewa skojarzeń itd (ale to też pochodna płytkości wiedzy).
Zastanawiające jest jednak to, że większość lekarzy zupełnie nie zna informacji z ulotek lekarskich leków które przepisują, to raczej chora sytuacja.
A lekarz potrafi się nawet upierać, że coś jest sprzeczne z wiedzą medyczną, pomimo informacji zarówno na ulotce jak i na każdej internetowej stronie opisującej określony lek.

48 minut temu, Warai Otoko napisał:

(poziom skomplikowania)

Tam nie ma skomplikowania w innym sensie niż ilość informacji.
Ostatnio poznana koleżanka powiedziała mi, że jej brat po medycynie "wie wszystko", tylko że nigdy nie jest w stanie wyjaśnić "dlaczego tak jest". Jedyna odpowiedź to "bo tak jest i już".
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, peceed napisał:

nauczyć "nowej technologii" w tydzień z 1000+ stronowego klocka z API

ja mówię o studiach lekarskich vs studia inżynierskie. Studia medyczne na wydziale lekarskim są dłuższe i trzeba przyswajać w tej samej jednostce czasu więcej materiału. Nie oznacza to że na studiach "ścisłych" nie ma od czasu do czasu wkuwania wielu stron tekstu w krótkim czasie, ale skala wydaje mi się inna. Co do 1000+ stronicowego klocka z API to nie sądze żeby na jakiejkolwiek uczelni tego wymagali. 

Godzinę temu, peceed napisał:

Nigdy nie spotkałem innej grupy zawodowej o takiej dysproporcji pomiędzy swoimi możliwościami intelektualnymi a mniemaniem o sobie.

Dokładnie. Ja też nie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, peceed napisał:

Nigdy nie spotkałem innej grupy zawodowej o takiej dysproporcji pomiędzy swoimi możliwościami intelektualnymi a mniemaniem o sobie.

Ale to jest narzekanie na całą naszą populację: selekcja do zawodu jest przecież bardzo duża (pomimo tego peceed odmawiasz im rozumu) ! Hmm, pewnie z tego wynika arogancja, chociaż te 3 przypadki, kiedy musiałem skorzystać z usług (obyło się bez reklamacji a gwarancja już dawno minęła), nie wspominam jakoś niemiło, a panią doktor nawet miło.

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, kremien napisał:

A leki często niewiele pomagają w praktyce, bardziej mieszają w głowie pacjentom.

Te leki są poza rzadkimi sytuacjami bardzo szkodliwe. Ale psychiatria ma tendencję do interpretowania uszkodzeń mózgu jako poprawy obrazu klinicznego. Naprawdę warto wspomnieć lobotomię, za to był Nobel. Po wycofaniu lobotomii w poważnej nauce, jak fizyka, przeanalizowalibyśmy jak i dlaczego mogliśmy się tak pomylić i przedsięwzięlibyśmy środki aby analogiczna sytuacja nie mogła się powtórzyć.
W psychiatrii po prostu przeszli nad tym do początku dziennego, w głowach co najwyżej pojawiło się jedno nowe zdanie "lobotomia jest be".
To powoduje, że nie było żadnej gwarancji że ta sytuacja się nie powtórzy. I ona już się powtórzyła wielokrotnie w postaci neuroleptyków, SSRI, elektrowstrząsów (Ernest Hemingway przed popełnieniem samobójstwa po elektrowstrząsach powiedział coś w stylu "co z tego że operacja się udała, skoro pacjent zmarł" ) itp.

 

12 minut temu, 3grosze napisał:

a panią doktor nawet miło.

Teraz tak to wygląda. Ma być świeżo, czysto, miło, profesjonalnie ("w czym mogę panu pomóc"), tylko treść się nie zmieniła.
Wystarczy jednak wytknąć lekarzowi błąd i czar pryśnie :P

14 minut temu, 3grosze napisał:

selekcja do zawodu jest przecież bardzo duża

Kryterium jest wyłącznie sprawność pamięci w kategorii "rycie". Potem mamy studia, które nie rozwijają żadnych innych możliwości intelektualnych poza ryciem. I nie zostawiające nawet czasu na "myślenie".
Do tego dochodzi bardzo patologiczna struktura hierarchiczna i niska jakość samej wiedzy medycznej. Nauki ścisłe nie produkują wyznawców,  niepewność wiedzy jest oczekiwana, można kwestionować autorytety (a nawet trzeba). Nie w medycynie.
Oczywiście zdarzają się bardzo inteligentni lekarze (najinteligentniejszy internista jakiego spotkałem okazał się być też programistą i poważnie myślał o zmianie zawodu. zabawnie wyglądałaby stopka w stylu  Senior Software Developer lek.med X ;) ). Ale ci inteligentni też nie są trenowani w kierunku sprawności myślenia, i mam podejrzenia że swoje studia znoszą znacznie gorzej od tych mniej inteligentnych.
Pamiętam historię ze sciam o lekarzu który pierwszy wyleczył pacjenta ze wścieklizny. Bardzo skomplikowana procedura, znakomite rozumowanie, czapki z głów.
Ale o środowisku świadczy niemożność reprodukcji osiągnięcia, wielokrotnie próbowano stosować tylko elementy postępowania co nie miało szansy zadziałać, i na tej podstawie wnioskowano że metoda nie działa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
50 minut temu, peceed napisał:

Kryterium jest wyłącznie sprawność pamięci w kate(...) etoda nie działa.

Peceed,  krótko, świat jeszcze:D nie jest idealny (choć JA się staram;)), więc za przeproszeniem: nie miącz, tylko daj receptę!!! Skąd i jak wziąć mądrych lekarzy!!!

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, 3grosze napisał:

Peceed,  krótko, świat jeszcze:D nie jest idealny (choć JA się staram;)), więc za przeproszeniem: nie miącz, tylko daj receptę!!! Skąd i jak wziąć mądrych lekarzy!!!

To może ja wyjdę przed szereg i zaproponuje coś :P Moim zdaniem nie chodzi o "mądrość lekarzy" lecz o "stereotyp lekarza". Należy odczarowywać fałszywe stereotypy o lekarzach co wpłynie z czasem na bardzij poprawne/bliższe prawdzie ich myślenie o sobie samym oraz myślenie i zachowanie Pacjentów w stosunku do nich. Należy im oddać to co jest prawdą, czyli wytrwałość, praca na wysokich obrotach "poznawczych" wieloe godzin, w stresie etc., dobrą pamięć ale odebrać to co nieprawda - czyli zawodowa elita intelektualna (czytaj: jako lekarz podejmuje najlepsze możliwe decyzje, zawsze lepsze od Ciebie Pacjencie. Co nie jest prawdą). Należy traktować lekarza jak partnera z wiedzą ekspercką, wymagać informacji i karać za jej nie udzielanie (dokładnie tak jak mechanika samochodowego). To co u nas się nazywa konsultacją to jest śmiech. Konsultacja nie polega na przekazaniu zestawu dyrektyw (jak to robią lekarze) a na przekazaniu wiedzy o którą pyta Pacjent.  

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, 3grosze napisał:

Skąd i jak wziąć mądrych lekarzy!

Z Doliny Krzemowej.
Bardziej narzekam na stan wiedzy medycznej, lekarze są jacy "są i nie będą nigdy lepsi". Problem numer 1 to brak dobrych kadr do tworzenia wiedzy medycznej (inżynierów), bo lekarze (mechanicy) się nie nadają. Oni żyją w świecie prawd objawionych i są trenowani w doszukiwaniu się różnic, w sytuacji kiedy naukowiec wie że wiedza jest niepewna, rozumie zależności i szuka podobieństw/wzorców. To jest mentalnie niekompatybilne. Wystarczy poczytać medyczne prace naukowe, to wygląda bardziej na produkcje  "licealistów bawiących się w naukowców". Oni mogą mieć tytuły, kitle, formalnie prowadzić badania naukowe ale się do tego nie nadają.

Weźmy dla przykładu zalecenie brania antybiotyków do końca, "żeby bakterie się nie uodporniły" , powtarzane przez wszystkich lekarzy i farmaceutów jak mantra.
To jest tak idiotyczne i sprzeczne z wszystkimi prawami ewolucji jakie mamy (błyskawicznie falsyfikowane przez rozumowanie z plazmidami kodującymi całkowitą odporność uogólnia się dla każdej nawet minimalnej mutacji, odpowiednio 5 sekund i minuta roboty), że zacząłem szukać skąd mogła pochodzić taka bzdura. I od razu trafiłem na biologicznego bloga którego autor też zadał sobie to pytanie i przeprowadził śledztwo.
Błędny artykuł z tą tezą został napisany w 1945 roku. Pokolenia medycznych geniuszy nie zorientowały się że to bzdura przez 75 lat. Bo nikt nie zadał sobie prostego pytania "dlaczego".
 

Edited by peceed

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.01.2020 o 13:29, peceed napisał:

Naiwność. To obywatele unii są rozgrywani przez różnego rodzaju siły dążące do transformacji unii w homogeniczne (nomen omen) i wielorasowe (tylko jakoś nikt nie chce sprowadzać Azjatów) państwo

Żadna naiwność. Poczytaj sobie o kurdyjskiej Rożawie, w jaki sposób łączą  się tam interesy trzech mocarstw - Turcji, Rosji, Chin. I dlaczego odbywa się to kosztem UE. Resztę pomine milczeniem (tę o Azjatach).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przedstawiciele Biebrzańskiego Parku Narodowego alarmują, że wysychają tamtejsze bagna i mokradła. Brakuje milionów metrów sześciennych wody, mówią. To skutek zmian klimatycznych. Specjaliści obawiają się, że Biebrzę mogą opuścić ptaki.
      Brak opadów i coraz wyższa temperatura powodują, że w polskich rzekach jest coraz mniej wody. Grozi nam susza. Spadki poziomu wód można zaobserwować też w rzekach na nizinach.
      Mariusz Siłakowski, wicedyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego mówi, że problemem są nierównomierne opady. Raz są ulewne deszcze, potem bywają bardzo długie sezony bez wody, czy śniegu, co teraz widzimy, powiedział dziennikarzom TVN.
      W gruncie jest obecnie nawet o 50 cm wody mniej niż w latach poprzednich. Jeśli sytuacja się nie zmieni, to bagna mogą przestać być bagnami. Biorąc pod uwagę wielkość obszaru, brakuje nam milionów metrów sześciennych wody, które normalnie tutaj zalegały i powodowały, że mieliśmy do czynienia rzeczywiście z bagnami, wyjaśnia Siłakowski.
      Sytuacja jest coraz poważniejsza. Od 2-3 lat krajobraz Parku gwałtownie się zmienia. Nie ma już wielkich wiosennych rozlewisk. Jeśli taka sytuacja będzie się powtarzała, zmieni się szata roślinna, a za nią pójdą zmiany w świecie zwierząt. Mogą znikać torfowiska, w których miejsce pojawią się łaki. Znad Biebrzy odlecą ptaki. Przede wszystkim siewkowate, jak bataliony, rydzyki, dublety i inne, które lubią warunki wodne.
      Oprócz ptaków brodzących charakterystycznym zwierzęciem Parku jest łoś, który jedynie tutaj przetrwał II wojnę światową. Park to dom dla wilków, bielika, orła przedniego i wielu innych objętych ochroną gatunków zwierząt i roślin.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Państwa wykorzystujące elektrownie atomowe są przygotowane na długotrwałe składowanie odpadów. Jedną z najważniejszych zasad bezpiecznego składowania takich odpadów jest niedopuszczenie do kontaktu z wodą. Jednak, jak się okazuje, współczesne metody przechowywania mogą... ułatwiać skażenie, jeśli już dojdzie do kontaktu z wodą.
      Wiadomo, że odpady z elektrowni atomowych trzeba przechowywać przez setki lat. Jeśli w tym czasie dostanie się do nich woda, istnieje ryzyko skażenia wód gruntowych radioaktywnymi izotopami i rozprzestrzenienie zanieczyszczeń daleko poza miejsce składowania odpadów.
      Aby temu zapobiec odpady zatapia się w obojętnym chemicznie nierozpuszczalnym szkle, a samo szkło umieszcza się w beczkach ze stali nierdzewnej, które izolują całość od otoczenia.
      Testy wykazały, że każde z tych rozwiązań świetnie się sprawdza. Przynajmniej w teorii. Grupa naukowców z Pacific Northwest National Laboratory, Pennsylvania State University, Ohio State University, Rensselaer Polytechnic Institute oraz francuskiej Komisji Energii Atomowej i Alternatywnych Źródeł Energii, stwierdziła, że jeśli woda w jakiś sposób dostanie się do beczki, to na styk stali i szkła będzie działał jak katalizator przyspieszający degradację obu materiałów i uwalnianie odpadów do środowiska.
      Naukowcy skupili się na zbadaniu scenariusza, w którym woda przedostaje się do beczek. Takiej sytuacji nie można wykluczyć. Nie wiemy bowiem, jak w ciągu setek lat zmieni się otoczenie, w którym przechowywane są odpady. Nie potrafimy przewidzieć, jak zmiany we wzorcach odpadów wpłyną na krążenie wód gruntowych. Zatem nawet tam, gdzie obecnie jest sucho i gdzie składuje się z beczki z odpadami, w przyszłości może pojawić się woda.
      Zatem, jak stwierdzili specjaliści, należy tak przechowywać odpady z elektrowni atomowych, by pozostawały one bezpieczne nawet wówczas, gdy zostaną narażone na kontakt z wodą. Dotychczasowe testy wykazywały, że zarówno stal nierdzewna jak i szkło są długoterminowo stabilne przy kontakcie z wodą. Jednak teraz eksperci testowali, co się stanie, jeśli szkło i stal mają ze sobą kontakt, a pomiędzy nie dostanie się woda.
      Okazało się, że na styku obu materiałów zachodzą inne reakcje chemiczne niż na powierzchni każdego z nich z osobna. Przy długoterminowym kontakcie z wodą tak czy inaczej dochodzi do rozpuszczenia materiału. Na styku stali i szkła lokalna koncentracja takich rozpuszczonych materiałów może być wysoka, co tworzy nowe środowisko chemiczne, przyspieszając korozję. Materiały zaczynają ze sobą reagować w znacznie szybszym tempie niż ma to miejsce normalnie. Pojawia się zjawisko korozji szczelinowej, podczas której zwiększa się lokalna kwasowość, co sprzyja przyspieszeniu korozji stali.
      Naukowcy postanowili sprawdzić swoje przewidywania w praktyce. Zetknęli ze sobą szkło i stal nierdzewną, dodali do tego roztwór chlorku sodu. Całość była przez 30 dni trzymana w temperaturze 90 stopni Celsjusza. Później oba materiały zbadano za pomocą mikroskopu. Okazało się, że z części szkła całkowicie zostały wypłukane metale. To typowe zjawisko wymywania metali ze szkła w kwaśnym środowisku. W pobliżu miejsca prowadzenia eksperymentu zanotowano znaczące zwiększenie ilości żelaza, co pokazuje, że również stal zaczęła się rozpuszczać. Naukowcy uważają, że dodatkowo reaktywność, a co za tym idzie degradacja materiałów, jest zwiększana przez chrom, który w dużych ilościach (m.in. 11%) wchodzi w skład stali nierdzewnej.
      Badania samej stali wykazały, że w wyniku reakcji pokryła się też warstwą aluminium, sodu i innych metali. To wskazuje, że część rozpuszczonego materiału osadziła się na stali. Taka warstwa może z czasem zmniejszyć reaktywność i zmniejszyć tempo korozji stali, jednak potrzebne są dłużej trwające eksperymenty, by to potwierdzić.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pierwszą na świecie protonową diodę LED, która działa dzięki emisji światła w środowisku wodnym stworzył kierowany przez prof. Jerzego Langera zespół naukowców z Wydziału Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – poinformowało PAP biuro prasowe uczelni.
      Trwałe i energooszczędne diody LED znalazły powszechne zastosowanie jako źródła światła. Znane dotychczas diody świecące są zbudowane z półprzewodników i emitują promieniowanie w zakresie podczerwieni, światła widzialnego czy ultrafioletu w wyniku przepływu elektronów.
      Natomiast dioda protonowa, którą opracował zespół poznańskich naukowców świeci dzięki przepływowi protonów i działa w środowisku wodnym.
      Możliwość konstrukcji protonowej diody LED wynika z naszych wcześniejszych badań nad przewodnictwem elektrycznym układów protonowych, w tym z protonowym złączem p-n – mówi prof. Jerzy Langer.  Protonowa dioda LED jest pełnym analogiem tradycyjnej diody elektronowej ze złączem p-n, gdzie rolę elektronów pełnią protony H+, a "dziur" grupy hydroksylowe –OH. Materiałem aktywnym, w którym zachodzi proces rekombinacji nośników ładunku (H+ i –OH) oraz emisja światła jest woda - półprzewodnik protonowy - tłumaczy.
      Jak mówi, mechaniczną stabilność układu zapewniają polimery, które jednocześnie są nośnikami grup funkcyjnych (kwasowych i zasadowych), co pozwala na utworzenie protonowego złącza p-n na granicy strefy kwasowej i zasadowej. Przyłożenie napięcia w kierunku przewodzenia złącza ("plus" od strony kwasowej) powoduje przepływ prądu protonowego i emisję światła z obszaru złącza p-n. Nośniki ładunku H+ i –OH generowane są z cząsteczek wody w reakcji elektrolitycznej na elektrodach metalowych (Pt), poza obszarem złącza p-n - mówi.
      Prace prowadzone były częściowo w Centrum Zaawansowanych Technologii UAM. Działanie protonowej diody LED po raz pierwszy opisane zostało na stronie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pomiędzy latem 2015 a wiosną 2016 roku między Alaską a Kalifornią ocean wyrzucił na brzeg około 62 000 martwych nurzyków zwyczajnych. Większość z nich wykazywała oznaki śmierci głodowej. Gdy naukowcy zaczęli temu przyglądać i ekstrapolowali liczbę martwych ptaków na cały obszar, stwierdzili, że we wspomnianym okresie musiało zginąć około miliona ptaków.
      Rodziło się więc pytanie, w jaki sposób milion ptaków mogło zginąć mniej więcej w tym samym czasie na przestrzeni 6000 kilometrów. I co było przyczyną ich śmierci, mówi John Piatt z US Geological Survey.
      Nurzyki ginęły już masowo w przeszłości, ale zjawisko to obserwowano tylko lokalnie i na mniejszą skalę. Tymczasem to, co zauważono w latach 2015-2016 było tym bardziej niezwykłe, że ptaki te są dobrze przystosowane do swojego środowiska. Potrafią głęboko nurkować by zdobywać ryby, będące głównym źródłem ich pożywienia.
      Po kilku latach badań ptaków, temperatury wody i danych z połowów Piatt i jego zespół doszli do wniosku, że nurzyki zabiła... wysoka temperatura wody i wywołana nią konkurencja ze strony innych drapieżników.
      Pomiędzy końcem roku 2013 a rokiem 2016 u zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej woda miała rekordowo wysoką temperaturę. W takiej wodzie wiele zmiennocieplnych drapieżników, jak na przykład dorsz, muszą jeść więcej, by utrzymać prawidłową temperaturę ciała. Dorsze mają jednak nad nurzykami przewagę. Ptaki muszą bowiem zjeść każdego dnia pokarm o wadze odpowiadającej połowy masy ich ciała i giną po 3–5 dniach bez pożywienia. Tymczasem dorszowi wystarczy, że w ciągu dnia zje pożywienie o masie 1% masy jego ciała. Dorszom więc łatwiej się pożywić, ale gdy zjadają więcej ryb, mniej i pozostaje dla nurzyków, które są bardziej wrażliwe na niedostatki pokarmu.
      To jedyne logiczne wyjaśnienie śmierci tak wielu nurzyków na tak dużym obszarze w tak krótkim okresie. Tym bardziej, że Piatt wykluczył, iż śmierć ptaków spowodowały zakwity toksycznych glonów. Badania padłych ptaków wykazały bowiem, że ilość toksyn w ich organizmach jest niższa niż podczas wcześniejszych pomorów wywoływanych właśnie przez glony.
      Problem może stanowić to, że fale upałów i obszary gorącej wody mają pojawiać się coraz częściej. Już zresztą pojawiły się informacje wskazujące, na ponowne formowanie się gorącego bloba u zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej. Ma on jednak znacznie mniejszy rozmiar, więc jego wpływ będzie też mniejszy.
      Piatt mówi, że nurzyki nie są zagrożone wyginięciem, ale populacja będzie odradzała się przez dziesięciolecia, gdyż proces ten będą spowalniały kolejne wydarzenia tego typu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ledwie 2 miesiące temu informowaliśmy o rekordowej powodzi w Wenecji. Tym razem miasto ma inny problem – wyjątkowo niski stan wód. Tak niski, że po wielu kanałach nie da się pływać.
      W pewnym momencie poziom wody był nawet 45 centymetrów poniżej poziomu morza. Niski poziom wody zdarza się w Wenecji, jednak jest to zjawisko wyjątkowe. To jednak poważny problem dla miasta. Już po listopadowej powodzi rezerwacje w hotelach spadły o kilkadziesiąt punktów procentowych. Wyschnięcie kanałów i krążące w internecie zdjęcia słynnych gondoli spoczywających w mule z pewnością nie pomogą w ponownym przyciągnięciu turystów.
      Powódź z listopada przyniosła olbrzymie straty. Arcybiskup Wenecji, Francesco Moraglia, poinformował, że w Bazylice Św. Marka doszło do zniszczeń w dolnej części. Kościół został bowiem zalany. Zdarzyło się to dopiero po raz 6. od 1200 lat. Powódź zabiła 2 osoby i zalała 80% miasta. Straty oceniono na ponad miliard euro.
      Teraz mamy do czynienia z wręcz przeciwną sytuacją. Na szczęście obecnie brak doniesień o jakichkolwiek stratach czy zniszczeniach.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...