Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

PIE: statystyczny Polak zużywa rocznie ok. 160 kg opakowań – mniej niż w UE

Recommended Posts

Polak zużywa średnio ok.160 kg opakowań rocznie; to mniej niż średnia w UE, ale zużycie stale rośnie – podał Polski Instytut Ekonomiczny. Branża opakowań będzie jednak musiała wkrótce zmierzyć się z nowymi regulacjami dotyczącymi recyklingu odpadów.

W najnowszym wydaniu „Tygodnika Gospodarczego PIE” eksperci instytutu poinformowali, że w naszym kraju produkuje się ok. 6 mln ton opakowań rocznie. Sektor ten ma 3,4-proc. udział w całym przetwórstwie przemysłowym w Polsce – niemal dwukrotnie więcej niż średnia unijna.

W Polsce dominują opakowania z tworzyw sztucznych (około 40 proc.), które składają się po połowie z opakowań elastycznych (torebki, folie itd.) i opakowań sztywnych (butelki, pudełka itd.). Opakowania z papieru to około 37 proc., metali lekkich – 12 proc., a szkła – około 10 proc. Głównymi odbiorcami opakowań są producenci żywności, którzy odpowiadają za wykorzystanie ponad 60 proc. opakowań, branża farmaceutyczna (7 proc. udział) i kosmetyczna (6 proc.). Pozostała część zapotrzebowania na opakowania pochodzi od producentów chemii gospodarczej i innych towarów przemysłowych – napisali eksperci PIE.

Wprawdzie średnie zużycie opakowań w Unii Europejskiej na mieszkańca jest wyższe (ok. 180 kg) niż w Polsce (niecałe 160 kg), to jednak w ostatnich latach zużycie opakowań na potrzeby towarów sprzedawanych w Polsce rosło dynamicznie, o blisko 12 proc. w skali roku – podkreślił instytut.

Eksperci zwrócili uwagę, że na dalszy rozwój branży opakowań wpływ będą miały nowe regulacje Unii Europejskiej, zmierzające do ograniczenia produkcji odpadów oraz maksymalizacji odzysku materiałów w europejskich gospodarkach. Do lipca 2020 r. powinny zostać uchwalone krajowe przepisy regulujące wdrożenie przepisów wynikających z Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/852 w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych – czytamy.

PIE szacuje, że zmiany najmocniej odczują producenci towarów plastikowych i jednorazowego użytku. Ograniczenie dotyczące zużycia wyrobów jednorazowych dotknie około 10 proc. wolumenu produkcji brutto, głównie małych i średnich firm. Natomiast podwyżki opłat za recykling, a w niektórych przypadkach także opłat pokrywających koszty sprzątania przestrzeni publicznej, czyli tzw. rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP), będzie jednym z największych wyzwań dla branży – ocenił PIE.

Zdaniem ekspertów rozszerzona odpowiedzialność producenta powinna obniżyć popyt na opakowania, które trudniej poddać recyklingowi. W tym przypadku głównymi poszkodowanymi mogą być producenci opakowań plastikowych.

Na dalszy rozwój branży opakowań istotny wpływ będą mieć też zmiany preferencji konsumentów. Z jednej strony, obserwuje się rosnące zainteresowanie ekologicznymi opakowaniami oraz ograniczeniem zużycia surowców. Z sondażu ARC Rynek i Opinia wynika, że 84 proc. Polaków deklaruje, że gdyby były dostępne produkty w opakowaniach zwrotnych, chętnie by z nich korzystali – napisano. Z drugiej jednak strony, zmieniający się model życia rodziny, rosnące dochody oraz zapotrzebowanie na dania gotowe, zwiększa popyt na opakowania.

Instytut przywołał też raport „Rewolucja opakowań. Polscy producenci wobec zmian regulacji i preferencji konsumentów”, z którego wynika, że dostosowanie się branży opakowań do nowych przepisów UE będzie wymagało zdolności współpracy między podmiotami w całym łańcuchu dostaw.

Zgodnie z przepisami UE producenci m.in. produktów w opakowaniach będą finansować zbieranie i zagospodarowanie odpadów opakowaniowych na poziomie znacznie wyższym niż ma to miejsce obecnie. Unijne regulacje wyznaczają też nowe cele dla ponownego użycia i recyklingu odpadów komunalnych. Do 2025 roku kraje UE zobowiązane są zagospodarować w ten sposób 55 proc. odpadów, do roku 2030 – 60 proc., a do 2035 roku – 65 proc. Obecne przepisy zobowiązują państwa członkowskie do zagospodarowania (recyklingu i ponownego użycia) 50 proc. odpadów w roku 2020.

Wyznaczono też cele dla recyklingu odpadów opakowaniowych. W odniesieniu do wszystkich opakowań, cel ten wyniesie 65 proc. do roku 2025 i 70 proc. do roku 2030. W przypadku opakowań z tworzyw sztucznych to odpowiednio: 50 i 55 proc., opakowań drewnianych: 25 i 30 proc., opakowań z metali żelaznych: 70 i 80 proc., aluminiowych: 50 i 60 proc., szklanych: 70 i 75 proc., a papierowych i kartonowych: 75 i 85 proc.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli tak, jak to ujął kiedyś Nihilo - im większy "postęp i rozwój" tym większa entropia. My zużywamy mniej opakowań, bo jesteśmy w tyle za średnią unijną (w "postępie" itd.)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Plastik powinien być dozwolony tylko do produkcji trwałych produktów. Absurdem jest to, że worki na śmieci robi się z tworzyw sztucznych zamiast z materiałów ekologicznych. Podobnie powinno być z tak zwanymi zrywkami, których czas użytecznego życia jest bardzo krótki. Nakładanie wyższych opłat na opakowania to tylko dodatkowy przychód w budżecie państwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego ja plastikowych torebek (w tym zrywek) nie wyrzucam jak śmiecia. Zastępują mi one worki na śmieci, dzięki temu nie pamiętam już kiedy takie worki na śmieci kupowałem. Zakupy od dłuższego już czasu robię nosząc własne płócienne torby, ale pieczywo ze sklepu wciąż pakuję w zrywki, bo na razie sam nie mam pomysłu czym je zastąpić. Te papierowe nie zawsze spełniają potrzeby, a poza tym i tak często mają wklejone plastikowe "okienko". Oczywiście ideałem byłoby, żeby w ogóle pozbyć się plastikowych torebek i opakowań. Kiedyś ich nie było i jakoś się z tym żyło. Może stopniowo znów do tego dojdzie, ale obawiam się, że miną jeszcze dekady.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pojemność takiej zrywki jest mała. Wydaje mi się, że lepiej wrzucić ją do kontenera z plastikowymi odpadami, wtedy jeden duży worek na śmieci wygeneruje mniej plastiku w środowisku, a zrywkę na coś przerobią. Gdyby ten worek na wysypisku jeszcze się nieszkodliwie rozłożył...

Te plastikowe okienka w papierowych torbach na pieczywo też mnie denerwują. Zapewne mają na celu ułatwienie ustalenia zawartości kasjerce (nie dlatego mnie denerwują ;) )

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, raweck napisał:

Wydaje mi się, że lepiej wrzucić ją do kontenera z plastikowymi odpadami

Ale przecież nie inaczej robię. Jak mam w niej plastiki, to problemu nie ma. Jak mam w niej papier, to papier leci do kontenera na papier, a zrywka, jak nie podarta to czasami wraca na kolejne śmiecie, a jak się podrze (kartony często je uszkadzają) to ląduje w plastikach. Wcześniej czy później i tak leci do plastików, ale zanim tam trafi to jeszcze się przydaje.

O innym zastosowaniu zrywek (i tzw. reklamówek) pisałem jeszcze tu: https://forum.kopalniawiedzy.pl/topic/42483-wyrzucanie-ogryzków-zagraża-dzikiej-jabłoni/?tab=comments#comment-155610

Edited by Sławko
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, ex nihilo napisał:

Tak, zauważyłem ten problem już jakiś czas temu. Nawet robiłem małe rozpoznanie w temacie zainwestowania w przetwarzanie makulatury, ale to jest jednak dość skomplikowany (przynajmniej w moim odczuciu) proces technologiczny. Tak, czy inaczej chyba lepiej tonąć w odpadach papierowych, niż plastikowych. "Trochę" szybciej się rozłożą. "Zapominam" oczywiście o szkodliwych farbach, które na nim się znajdują. No i papieru podobno nie da się przetwarzać w nieskończoność. Z poniższego artykułu wynika, że trzy/czterokrotnie:

https://www.oostdam.pl/recykling-papieru-makulatury/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy w ogóle jednorazowki się nadają do recyclingu? Wiem, że w teorii tak, bo to HDPE, ale czy firmy się tym zajmują? Wydaje się, że to skrajnie nie opłacalne i trudne technologicznie o ile śmieci nie są bardzo dobrze posegregowane. U mnie zagranicą recyclingują butelki PET/HDPE, puszki, tekturę, szkło, etc. Wszystko powinno być czyste, suche i nie zanieczyszczone tłuszczem. Większość przeźroczystych i plastikowych foli, opakowań i reklamówek się nie nadaje do recyclingu. Nie wspominając o tym, że z obserwacji znajomych w pracy wynika, że poziom segregacji pozostawia wiele do życzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, raweck napisał:

Tak, czy inaczej chyba lepiej tonąć w odpadach papierowych, niż plastikowych.

Tak, ale rzecz w tym, że obojętnie w którą stronę się obrócić, d*pa zawsze z tyłu...  To wielkie żarcie i wielkie sranie musi się skończyć, raczej nie ma innej możliwości. Recykling to tylko półśrodek, a nierzadko zaklinanie rzeczywistości. Zmienić trzeba proporcje użyteczne/odpad i zmniejszyć ilość "użytecznego", do tego, co faktycznie jest użyteczne (konieczne), bo użyteczne też kiedyś stanie się odpadem. I tu jest problem, bo przekonanie ogółu do minimalizmu jest chyba niewykonalne. Przynajmniej do czasu, aż z gówna wystawać będą tylko uszy. Więcej, więcej, więcej i więcej... No i tyle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Teren obecnej Polski nie opustoszał pod koniec ostatniej epoki lodowcowej ok. 9500 lat p.n.e. Był dalej zamieszkiwany przez łowców reniferów, którzy stopniowo przystosowali się do życia w coraz cieplejszym klimacie – wynika z analiz polskich naukowców opublikowanych w Journal of World Prehistory.
      W ciągu ostatniego miliona lat lodowiec kilkukrotnie zajmował dużą część obszaru Polski. Ostatni zniknął zupełnie z naszych obszarów ok. 13 tys. lat p.n.e. Z reguły swoim zasięgiem obejmował północną część kraju. Jego bliskość powodowała, że ludzie mogli przez większość pradziejów zamieszkiwać głównie południową część dzisiejszej Polski.
      Wraz z cofnięciem się lodowca na północ, na teren Skandynawii, obszary obecnej Polski stały się możliwe do zamieszkania dla większej liczby ludzi. Wcześniej zapuszczali się tam jedynie sezonowo łowcy reniferów – wędrowali za zwierzętami, które stanowiły podstawę ich egzystencji. Jednak wraz z wytopieniem się lodowca klimat zmienił się – temperatura znacznie wzrosła, a po kilku tysiącach lat od jego zniknięcia teren obecnej Polski porósł gęstymi lasami. Pojawiły się też liczne polodowcowe jeziora.
      Do tej pory naukowcy uważali, że zmiana ta spowodowała emigrację paleolitycznych łowców na północny–wschód – poza obszary Polski. Przez 150–300 lat od ok. 9500 lat p.n.e. nasze tereny miały być opuszczone przez ludzi. Dopiero potem na te obszary miała nadejść ludność z południa lub południowego zachodu Europy – opowiada PAP dr hab. Tomasz Płonka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Z jego analiz, przeprowadzonych wspólnie z Michałem Szutą z tej samej uczelni i Dariuszem Bobakiem z Fundacji Rzeszowskiego Ośrodka Archeologicznego opublikowanych w prestiżowym periodyku Journal of World Prehistory, wynika jednak coś zupełnie innego.
      Okazuje się, że obszar dzisiejszej Polski nie został opuszczony – z naszych badań wynika, że był ciągle zasiedlony – podkreśla dr hab. Płonka.
      Taki wniosek udało się wyciągnąć na podstawie modelowania wykonanego w oparciu o statystykę bayesowską (nazwa pochodzi od XVIII–wiecznego matematyka Thomasa Bayesa). Metoda ta jest używana w zachodniej Europie, jednak polscy badacze przeszłości nadal rzadko po nią sięgają. Do tego modelu zespół dr. hab. Płonki wprowadził daty pozyskane w czasie analiz radioaktywnego izotopu węgla (C14) z kilkudziesięciu stanowisk archeologicznych z przełomu schyłkowego paleolitu i mezolitu. Samo wykonanie datowania metodą C14 nie jest jednak wystarczające – ma nadal sporo mankamentów i nie jest w pełni doskonałe. Naukowcy wskazują, że statystyka bayesowska umożliwia sprecyzowanie poprzednio ustalonej chronologii i urealniają wcześniej uzyskane dane. Można też badać zjawiska w skali mikro nawet sprzed wielu tysięcy lat, bo modelowanie to jest bardziej dokładne.
      Podobne modelowanie ten sam zespół archeologów wykonał dla Niziny Północnoniemieckiej w tym samym okresie. Uzyskał bardzo podobny obraz. Nie ma mowy o opuszczeniu tego terenu. W przeciwieństwie do obszaru Polski, gdzie stanowiska z okresu schyłkowego paleolitu i mezolitu następowały po sobie, na terenie Niemiec występowały one w tym samym okresie – opowiada naukowiec. Oznacza to jednak to samo, co dla terenu Polski: poszczególne grupy ludzi stopniowo przystosowały się do zmian środowiska naturalnego. Nic nie wskazuje na migracje – uważają autorzy artykułu.
      Archeolodzy znajdują ślady po życiu i działalności łowców schyłkowego paleolitu głównie w postaci krzemiennych narzędzi, które stosowali m.in. do polowania czy oprawiania zwierzyny. Część z nich odróżniała się zdecydowanie od tych, z których korzystali ludzie w okresie mezolitu. Widzimy jednak pewnie nawiązania i ciągłość w tradycji takich wyrobów, jak na przykład tzw. zbrojników, czyli niewielkich elementów krzemiennych, które montowano na strzałach – podkreśla dr hab. Płonka.
      To – w jego ocenie – uprawomocnia wnioski grupy badaczy płynące z analiz statystycznych: Łowcy nie opuścili naszych terenów, tylko po prostu przystosowali się do zmieniających się warunków klimatycznych. Potrzebowali odpowiednich narzędzi do polowania; teraz polowali nie na renifery tylko głównie na zwierzęta mieszkające w lasach – wskazuje. Dodaje, że ciągłość widać również w elementach sztuki – zdobieniach części odkrywanych przedmiotów, zwłaszcza na przełomie tych dwóch okresów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na jednej z plaż zachodniej Norwegii znaleziono umierającą wyczerpaną zyfię gęsiogłową. Zwierzę było tak wycieńczone, że zdecydowano się je uśpić. Gdy wykonano sekcję zwłok, od razu zauważono, co było przyczyną śmierci. Jego żołądek wypełniony był 30 plastikowymi torbami i licznymi mniejszymi kawałkami plastiku.
      Zyfie są rzadkością na tych wodach, dlatego zdecydowano, że ciało zostanie przekazane Muzeum w Bergen. Pięciu naukowców przez sześć godzin pracowało nad wstępnym spreparowaniem walenia. Gdy otworzyli jego żołądek, natychmiast spostrzegli, co było przyczyną jego choroby i śmierci. Naukowcy mówią, że plastik zakorkował układ pokarmowy zwierzęcia, zatrzymując proce trawienny. Zyfia przez długi czas umierała w strasznych męczarniach.
      To smutne przypomnienie tego, co robimy środowisku naturalnemu, szczególnie oceanom, mówi profesor Terje Lislevand, który dodaje, że nie ma wątpliwości, iż zwierzę musiało bardzo cierpieć.
      Szkielet zyfii będzie jednym z eksponatów Muzeum.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Unia Europejska kończy przygotowania do stworzenia „cyfrowego bliźniaka” Ziemi, za pomocą którego z niespotykaną dotychczas precyzją będzie można symulować atmosferę, oceany, lądy i kriosferę. Ma to pomóc zarówno w tworzeniu precyzyjnych prognoz pogody, jak i umożliwić przewidywanie wystąpienia susz, pożarów czy powodzi z wielodniowym, a może nawet wieloletnim wyprzedzeniem.
      Destination Earth, bo tak został nazwany projekt, będzie miał też za zadanie przewidywanie zmian społecznych powodowanych przez pogodę czy klimat. Ma również pozwolić na ocenę wpływ różnych polityk dotyczących walki ze zmianami klimatu.
      Destination Earth ma pracować z niespotykaną dotychczas rozdzielczością wynoszącą 1 km2. To wielokrotnie więcej niż obecnie wykorzystywane modele, dzięki czemu możliwe będzie uzyskanie znacznie bardziej dokładnych danych. Szczegóły projektu poznamy jeszcze w bieżącym miesiącu, natomiast sam projekt ma zostać uruchomiony w przyszłym roku i będzie działał na jednym z trzech superkomputerów, jakie UE umieści w Finlandii, Włoszech i Hiszpanii.
      Destination Earth powstała na bazie wcześniejszego Extreme Earth. Program ten, o wartości miliarda euro, był pilotowany przez European Centre for Medium-Range Weather Forecests (ECMWF). UE zlikwidowała ten program, jednak była zainteresowana kontynuowaniem samego pomysłu. Tym bardziej, że pojawiły się obawy, iż UE pozostanie w tyle w dziedzinie superkomputerów za USA, Chinami i Japonią, więc w ramach inicjatywy European High-Performance Computing Joint Undertaking przeznaczono 8 miliardów euro na prace nad eksaskalowym superkomputerem. Mają więc powstać maszyny zdolne do obsłużenia tak ambitnego projektu jak Destination Earth. Jednocześnie zaś Destination Earth jest dobrym uzasadnieniem dla budowy maszyn o tak olbrzymich mocach obliczeniowych.
      Typowe modele klimatyczne działają w rozdzielczości 50 lub 100 km2. Nawet jeden z czołowych modeli, używany przez ECMWF, charakteryzuje się rozdzielczością 9 km2. Wykorzystanie modelu o rozdzielczości 1 km2 pozwoli na bezpośrednie renderowanie zjawiska konwekcji, czyli pionowego transportu ciepła, które jest krytyczne dla formowania się chmur i burz. Dzięki temu można będzie przyjrzeć się rzeczywistym zjawiskom, a nie polegać na matematycznych przybliżeniach. Destination Earth ma być też tak dokładny, że pozwoli na modelowanie wirów oceanicznych, które są ważnym pasem transmisyjnym dla ciepła i węgla.
      W Japonii prowadzono już testy modeli klimatycznych o rozdzielczości 1 km2. Wykazały one, że bezpośrednie symulowane burz i wirów pozwala na opracowanie lepszych krótkoterminowych prognoz pogody, pozwala też poprawić przewidywania dotyczące klimatu w perspektywie miesięcy czy lat. Jest to tym bardziej ważne, że niedawne prace wykazały, iż modele klimatyczne nie są w stanie wyłapać zmian we wzorcach wiatrów, prawdopodobnie dlatego, że nie potrafią odtworzyć burz czy zawirowań.
      Modele o większej rozdzielczości będą mogły brać pod uwagę w czasie rzeczywistym informacje o zanieczyszczeniu powietrza, szacie roślinnej, pożarach lasów czy innych zjawiskach, o których wiadomo, że wpływają na pogodę i klimat. Jeśli jutro dojdzie do erupcji wulkanicznej, chcielibyśmy wiedzieć, jak wpłynie ona na opady w tropikach za kilka miesięcy, mówi Francisco Doblas-Reyes z Barcelona Supercomputing Center.
      Tak precyzyjny model byłby w stanie pokazać np. jak subsydiowanie paliw roślinnych wpływa na wycinkę lasów Amazonii czy też, jak zmiany klimatu wpłyną na ruch migracyjne ludności w poszczególnych krajach.
      Działanie na tak precyzyjnym modelu będzie wymagało olbrzymich mocy obliczeniowych oraz kolosalnych możliwości analizy danych. O tym, jak poważne to zadanie, niech świadczy następujący przykład. W ubiegłym roku przeprowadzono testy modelu o rozdzielczości 1 kilometra. Wykorzystano w tym celu najpotężniejszy superkomputer na świecie, Summit. Symulowano 4 miesiące działania modelu. Testujący otrzymali tak olbrzymią ilość danych, że wyodrębnienie z nich użytecznych informacji dla kilku symulowanych dni zajęło im... pół roku. Obecnie w tym tkwi najpoważniejszy problem związany z modelami pogodowymi i klimatycznymi w wysokiej rozdzielczości. Analiza uzyskanych danych zajmuje bardzo dużo czasu. Dlatego też jednym z najważniejszych elementu projektu Destination Earth będzie stworzenie modelu analitycznego, który dostarczy użytecznych danych w czasie rzeczywistym.
      Destination Earth będzie prawdopodobnie pracował w kilku trybach. Na co dzień będzie się prawdopodobnie zajmował przewidywaniem wpływu ekstremalnych zjawisk atmosferycznych na najbliższe tygodnie i miesiące. Co jakiś czas, być może raz na pół roku, zajmie się długoterminowymi, obejmującymi dekady, prognozami zmian klimatycznych.
      Nie tylko Europa planuje tworzenie precyzyjnych modeli klimatycznych przy użyciu eksaskalowych superkomputerów. Też zmierzamy w tym kierunku, ale jeszcze nie zaangażowaliśmy się to tak mocno, przyznaje Ruby Leung z Pacific Northwest National Laboratory, który jest głównym naukowcem w prowadzonym przez amerykański Departament Energii projekcie modelowania systemu ziemskiego.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pochodzący sprzed 80 tysięcy lat ząb neandertalczyka znaleziony w jaskini Stajnia ujawnia genetyczne i kulturowe  powiązania między obszarem Polski a północnym Kaukazem
      Na podstawie nowych badań międzynarodowy zespół, tworzony między innymi przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego, donosi o najstarszym genomie mitochondrialnym neandertalczyka z Europy Środkowo-Wschodniej. Genom ten jest bliższy genetycznie populacji z Kaukazu niż genomowi neandertalczyków pochodzących z tego samego okresu z Europy Zachodniej.
      Byliśmy bardzo zaskoczeni, gdy analiza genetyczna ujawniła, że ząb ma co najmniej 80 tysięcy lat. Szczątki kopalne z tego okresu bardzo trudno znaleźć i przeważnie DNA nie jest dobrze w nich zachowane – mówią współautorzy pracy, dr Wioletta Nowaczewska z Katedry Biologii Człowieka, Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego i prof. Adam Nadachowski.
      Z początku sądziliśmy, że ząb jest młodszy, ponieważ znaleziono go w warstwie, pochodzącej z młodszych wiekowo osadów. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że stratygrafia jaskini Stajnia jest skomplikowana, a post-depozycyjne zaburzenia mrozowe doprowadziły do częściowego wymieszania artefaktów i kości między warstwami. Uzyskany przez nas wynik był miłą „niespodzianką”. Pod względem cech paleoantropologicznych, morfologia zęba jest typowo neandertalska, co potwierdziła analiza genetyczna. Starcie korony wskazuje, że należał on do osobnika dorosłego – dodaje współautor pracy, prof. Stefano Benazzi z Uniwersytetu w Bolonii.
      Znalezione na tym stanowisku narzędzia kamienne są analogiczne do znajdowanych na obszarach południowych, co wskazuje, że neandertalczyk żyjący w środowisku stepu mamuciego/tajgi mieli szerszy zasięg wędrówek niż wcześniej zakładano. Przypuszczalnie głównymi szlakami migracji z obszaru Polski w kierunku Kaukazu były doliny rzek Prutu i Dniestru.
      Około 100 tysięcy lat temu klimat gwałtownie się pogorszył i środowisko środkowo-wschodniej Europy zmieniło się z leśnego na bardziej otwarte, zwane stepem mamucim. Środowisko to sprzyjało rozprzestrzenianiu się mamuta, nosorożca włochatego i innych zimnolubnych gatunków. W tych warunkach ekologicznych neandertalczycy podlegali dramatycznym fluktuacjom o charakterze demograficznym. Na tereny znajdujące się powyżej 48° szerokości geograficznej powracali jedynie podczas ociepleń klimatu. Pomimo nieciągłości w zasiedleniu w Europie Środkowo-Wschodniej od początku tych zmian środowiskowych aż po wymarcie neandertalczyków przetrwała tradycja wykorzystywania specyficznych narzędzi bifacjalnych.
      Zespoły zawierające tego rodzaju narzędzia, zwane kulturą mikocką, rozprzestrzeniły się w zimnym środowisku obszarów rozciągających się od wschodniej Francji poprzez Polskę aż po Kaukaz. Poprzednie analizy genetyczne wykazały, że dwa główne wydarzenia związane z przemianami demograficznymi w historii neandertalczyków są powiązane z mikocką tradycją kulturową. Około 90 tysięcy lat temu zachodnioeuropejski neandertalczyk zastąpił lokalną populację ałtajską z Azji Środkowej. Następnie zachodnioeuropejscy neandertalczycy zastąpili lokalne grupy neandertalczyków na Kaukazie. Okres ten trwał co najmniej 45 tysięcy lat.
      Praca, opublikowana w czasopiśmie Scientific Reports przez badaczy z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Niemczech, Uniwersytetu Wrocławskiego i Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN oraz Uniwersytetu w Bolonii, informuje o najstarszym potwierdzonym genetycznie genomie mitochondrialnym neandertalczyka znalezionym w środkowo-wschodniej Europie. Wiek molekularny około 80 000 lat plasuje ząb z jaskini Stajnia w ważnym okresie dla dziejów neandertalczyków, kiedy środowisko ulegało skrajnym zmianom sezonowym i niektóre grupy ludzi rozprzestrzeniły się w kierunku wschodnim do Azji Środkowej.
      Polska, leżąca na skrzyżowaniu szlaków między Niziną Zachodnioeuropejską i Uralem, jest obszarem kluczowym dla zrozumienia tych migracji i uzyskania odpowiedzi na pytanie o zdolność przystosowawczą i biologię neandertalczyka w środowisku peryglacjalnym. Ząb trzonowy o numerze katalogowym S5000 z jaskini Stajnia jest wyjątkowym, unikalnym znaleziskiem, które rzuca światło na problem szerokiego rozprzestrzenienia artefaktów mikockich – mówi dr Andrea Picin, pierwszy autor publikacji, z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku.
      Pozostałości neandertalczyka związane z kulturą mikocką są bardzo nieliczne, a informację genetyczną uzyskano jedynie ze szczątków z Niemiec, północnego Kaukazu i Ałtaju.
      Zdawaliśmy sobie sprawę z geograficznego znaczenia tego zęba jako źródła kolejnych danych chronologicznych na mapie dystrybucji informacji genetycznej neandertalczyków, mówi dr Mateja Hajdinjak z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka, współautor pracy. Stwierdziliśmy, że genom mitochondrialny z jaskini Stajnia S5000 był najbliższy genomowi neandertalczyka z jaskini Mezmaiskaya 1 na Kaukazie. Do określenia przybliżonego wieku użyliśmy molekularnego zegara genetycznego. Choć takie oceny bywają obarczone dużym błędem, połączenie tej informacji z zapisem archeologicznym pozwoliło na umiejscowienie szczątków na początku ostatniego zlodowacenia.
      Ząb odkryto w roku 2007 podczas badań terenowych prowadzonych pod kierunkiem dr. Mikołaja Urbanowskiego, współautora pracy. Został on znaleziony wśród kości zwierzęcych i kilku kamiennych narzędzi. Prace terenowe w stanowisku współprowadził dr Paweł Socha z Zakładu Paleozoologii, Uniwersytetu Wrocławskiego. Szczątki zwierząt z tego stanowiska opracowywali także dr hab. Krzysztof Stefaniak, dr hab. Adrian Marciszak z Zakładu Paleozoologii, a także prof. Adam Nadachowski z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN, współautorzy tej pracy. W opracowaniu znalezisk archeologicznych uczestniczył także współautor publikacji dr hab. Andrzej Wiśniewski z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Otwór jaskini był przypuszczalnie za wąski, by pozwalać na dłuższe zamieszkiwanie. Najprawdopodobniej pobyty neandertalczyków w tym stanowisku były krótkotrwałe. Mogło mieć ono charakter logistyczny i było zasiedlane podczas wypraw grup neandertalczyków na Wyżynę Krakowsko-Częstochowską.
      Jak jasno wynika z tych badań, interdyscyplinarne podejście jest zawsze najlepszym sposobem umieszczenia kontrowersyjnych stanowisk archeologicznych w odpowiednim kontekście. Wyniki dotyczące neandertalczyka z jaskini Stajnia są doskonałym przykładem efektywności zegara molekularnego przy ustalaniu dat starszych niż 55 000 lat –  podsumowuje rezultaty badań prof. Sahra Talamo..

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Lekarze z Kliniki Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego (USD) w Krakowie podjęli się operacji wady wrodzonej u 17-letniego chłopca. Zamknięto ok. 7-8-mm ubytek międzykomorowy. Pacjentowi zaimplantowano największy u dziecka w Polsce implant PFM LVSD COIL, który sprowadzono specjalnie na potrzeby tej operacji. Większe implanty były wszczepiane, ale dorosłym - powiedział dr Piotr Weryński, kierownik Kliniki Kardiologii USD.
      Implant wszczepiono 2 lipca. Pacjenta już wypisano do domu. Jak podkreślił Weryński, lekarze uzupełnili ubytek w sercu przez naczynia krwionośne, bez otwierania klatki piersiowej i rozcinania serca. Chłopakowi nacięto żyłę i tętnicę i przez nie wprowadzono specjalny cewnik. W cewniku znajdował się implant w postaci długiej nitki ze specjalnego stopu metali. Co istotne, materiał miał zaprogramowaną pamięć kształtu i wielkości. Weryński dodał, że implant jest elastyczny, ugina się do różnych kształtów, pracuje z sercem.
      Ubytek międzykomorowy powoduje, że część krwi ucieka z lewej komory i płynie do krążenia płucnego zamiast do aorty i krążenia systemowego. Przez tę wadę serce szybciej się męczyło, wyczerpywały się te rezerwy, które miały wystarczyć na wiele lat. Był to olbrzymi ubytek, który został teraz szczelnie zamknięty.
      Do objawów ubytku międzykomorowego należą, m.in., szybsze męczenie się dziecka czy gorsza tolerancja wysiłku.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...