Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Rewolucyjny silnik Sabre zdał ważny test

Recommended Posts

Rewolucyjny silnik Sabre z powodzeniem przeszedł niezwykle ważny test. Firma Reaction Engines poinformowała, że jego kluczowy element, wymiennik ciepła zapobiegający przegrzaniu silnika, przetestowano w warunkach odpowiadających lotowi z prędkością 5 Mach. Silnik Sabre samoloty, które mają latać z kilkukrotną prędkością dźwięku. Zbliżamy się do momentu, w którym lot z Londynu do Sydney będzie trwał tyle, co film wyświetlany na pokładzie samolotu. Albo i do momentu, w którym spędzimy dwutygodniowe wakacje na orbicie.

Sabre to hybryda silnika odrzutowego, rakietowego i strumieniowego. Do osiągnięcia prędkości około 6 machów i wysokości 26 kilometrów ma on działać jak silnik odrzutowy. Następnie wloty powietrza zostaną zamknięte, a Sabre przełączy się w tryb silnika rakietowego.

Twórca silnika, firma Reaction Engines, ma nadzieję, że trafi on do samolotów wojskowych, pasażerskich i pojazdów kosmicznych wielokrotnego użytku. W firmę zainwestowały już takie przedsiębiorstwa jak BAE Systems, Rolls-Royca i boeing. Otrzymała ona też wsparcie finansowe od brytyjskiego rządu, amerykańskiej DARPA i Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Ostatnie testy wykazały, że wymiennik ciepła Sabre jest najbardziej wydajnym urządzeniem tego typu, jakie kiedykolwiek zastosowano w silniku rakietowym. Już przed kilku laty okazało się, że w ciągu mniej niż 1/100 sekundy jest on w stanie schłodzić powietrze z 1000 do -150 stopni Celsjusza bez pojawiania się szronu. Teraz widzimy, że pracuje przy olbrzymich prędkościach. Mach 5 to ponaddwukrotnie większa prędkość niż osiągał Concorde i o ponad 50% wiięcej niż najszybszy samolot odrzutowy świata, SR-71 Blackbird, wyjaśniają przedstawiciele Reaction Engines.

Udany test wymiennika ciepła oznacza, że w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy będzie można przetestować cały silnik. Reaction Engines kończy właśnie budowę nowego zakładu w Westcott na południu Anglii, gdzie będą prowadzone kolejne testy.
Inżynierowie zaczęli też zarysowywać projekty pierwszych testów silnika Sabre w powietrzu. Miałyby się one odbyć w przyszłej dekadzie. Specjaliści zastanawiają się nad wykorzystaniem drona lub istniejącego modelu samolotu.

Tymczasem brytyjskie Ministerstwo Obrony chce na bazie Sabre już teraz udoskonalać silniki istniejących samolotów odrzutowych. W lipcu bieżącego roku dowódca brytyjskich sił powietrznych stwierdził, że technologia schładzania powietrza w Sabre może zostać zastosowana w silnikach EJ-200 napędzających myśliwce Typhoon.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby taki silnik został zastosowany w myśliwcach bojowych raczej trudno byłoby w niego trafić, bo pociski musiałyby docierać do takiego celu z prędkością światła :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie przesadzajmy. Na wysokości na jakiej działają myśliwce raczej nie ma mowy o takich prędkościach, bo ich poszycie nie wytrzyma temperatury.

Raczej chodzi tylko o poprawienie sprawności silników (ograniczenie spalania?) i trochę poprawę osiągów, ale nie aż tak dramatyczną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z silnikiem Sabre w trybie rakietowym wysokość na której działają myśliwce mogła by być znacznie wyższa wiec i "tarcie" mniejsze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam tylko wątpliwości czy myśliwce mają powód by latać tak wysoko...

Z wysokości ok 30 000 m raczej nie zaatakują celów, a wzbicie się tak wysoko też pochłania czas i paliwo, którego myśliwce jakoś wybitnie dużo nie mają. Zlecieć niżej na te 7000 m by zatankować też zaczyna się mijać z celem. W tak rzadkiej atmosferze też spada manewrowość, wiec znów spadek przydatności myśliwca do walk powietrznych.

Nie sądzę by myśliwiec potrzebował pułapu powyżej 15 000 i to też tylko na wypadek, gdyby pilnie musiał tam uciekać oraz jako bezpieczny zapas do manewrowania.

 

Może bombowce? Ale one są zwykle dość powolne no i ten pułap 30 000... Może i na takiej wysokości nie będzie dało się go zestrzelić z ziemi, ale bez większego problemu zestrzeli się wszystko, co z niego wypadnie. 

Chyba nie bez powodu przy zaawansowanych technologicznie przeciwnikach raczej używa się nisko latających pocisków manewrujących...

Edited by pogo

Share this post


Link to post
Share on other sites

no tak, rzeczywiście za dużo czasu i paliwa, chyba, że wymyślą kiedyś myśliwce napędzane energią słoneczną :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.10.2019 o 11:38, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Ostatnie testy wykazały, że wymiennik ciepła Sabre jest najbardziej wydajnym urządzeniem tego typu, jakie kiedykolwiek zastosowano w silniku rakietowym. Już przed kilku laty okazało się, że w ciągu mniej niż 1/100 sekundy jest on w stanie schłodzić powietrze z 1000 do -150 stopni Celsjusza bez pojawiania się szronu.

No dobra, przed  chwilą rozkminiłem jak to działa.
Kluczem była informacja, że w przypadku oryginalnego silnika RB545 z projektu HOTOL stosowano dwustopniowy system chłodzenia. Najpierw powietrze było chłodzone do 10 stopni C, a potem wstrzykiwano trochę ciekłego tlenu aby uzyskać uzyskać -50 stopni C, cała woda zamieniała się w suchy lód który nie osadzał się na powierzchni drugiego stopnia wymiennika.
W Skylonie zastosowano bardzo podobny schemat, tylko że zamiast wstrzykiwać ciekły tlen wystarczy cofnąć część już wcześniej przechłodzonego powietrza.
I teraz najlepsze - układ ma charakterystyczny kształt choinki właśnie po to, aby nie trzeba było fizycznie cofać tego powietrza, w kolejnych segmentach używa się powietrza z wcześniejszych wewnętrznych. Tylko wierzchołek musi dostać zimne powietrze które jest fizycznie cofane, ale potrzeba go bardzo niewiele, raptem tyle by zainicjować "reakcję łańcuchową".

W dniu 31.10.2019 o 09:51, pogo napisał:

Nie sądzę by myśliwiec potrzebował pułapu powyżej 15 000 i to też tylko na wypadek, gdyby pilnie musiał tam uciekać oraz jako bezpieczny zapas do manewrowania.

Jednym z powodów przegranej YF-23 w stosunku do YF-22 była konieczność lotu na wysokości 20 km.
Musiał się on odbywać na dużym kącie natarcia bryły z założenia niestatecznej statycznie - w tak rzadkiej atmosferze korekty położenia za pomocą sterów są niedostatecznie efektywne i właśnie w takim scenariuszu przydało się wektorowanie ciągu, jeśli pamiętam. YF-23 był w stanie latać na 18 km. Taki pułap był wymagany do lotów rozpoznawczych i zdaje się że musiał odbywać się bez dopalacza, bo pułap maksymalny dla YF-23 jest większy.


W praktyce nie da się uciec na dużą wysokość w nagłych wypadkach, bo przeciwnik oraz rakiety i tak dogonią. Można mieć przewagę wysokości przed walką: własne pociski rakietowe dalekiego zasięu mają wtedy zwiększony zasięg a przeciwnika zmniejszony ze względu na konieczność wspinaczki. Większa wysokość daje też ogromną przewagę w walce na krótki dystans.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
On 10/30/2019 at 10:18 AM, pogo said:

Nie przesadzajmy. Na wysokości na jakiej działają myśliwce raczej nie ma mowy o takich prędkościach, bo ich poszycie nie wytrzyma temperatury.

Dokładnie, z SR-71 na płycie lotniska ciekło paliwo, bo wszystko było luźno pasowane tak, aby po starcie po rozgrzaniu umożliwić rozszerzenie się komponentów, a robił tylko Mach 3+. F-22 Raptor miał limit prędkości, który mógł być przekraczany tylko w absolutnie wyjątkowych sytuacjach, bo powodowało to rozgrzanie poszycia do tego stopnia, że powłoka stealth ulegała zniszczeniu i musiała być odnowiona po wylądowaniu.

main-qimg-f0879da83f29209de69c012f7ec089

 

On 10/30/2019 at 1:43 PM, dexx said:

Z silnikiem Sabre w trybie rakietowym wysokość na której działają myśliwce mogła by być znacznie wyższa wiec i "tarcie" mniejsze.

Im bardziej myśliwiec jest rakietowy, tym bardziej uszczupla się użyteczny payload i zasięg, który zbliża się do tego z równania rakietowego, które nie rozpieszcza. Myśliwiec lecący na dopalaczu potrafi opróżnić zbiorniki (kilkanaście ton) w mniej niż 2 minuty.

 

On 10/31/2019 at 8:51 AM, pogo said:

Może bombowce? Ale one są zwykle dość powolne no i ten pułap 30 000... Może i na takiej wysokości nie będzie dało się go zestrzelić z ziemi, ale bez większego problemu zestrzeli się wszystko, co z niego wypadnie. 

U2 miał wysoki pułap aby unikać sowieckich interceptorów, ale teraz czasy się zmieniły i są satelity i drony. Pociski manewrujące mają dużą skuteczność. Zaawansowane, szybkie bombowce strategiczne dalekiego zasięgu jak XB-70 Valkyrie zostały wyparte prze ICBM, które są bardziej niezawodne, szybsze i tańsze w eksploatacji. Z kolei mniej zaawansowany B-52 jest w użyciu od 1955, bo to dobra platforma na talibów i może krążyć w pobliżu wraz z AC-130 przez wiele godzin.

 

Jeszcze taka ciekawostka, izraelski F-35 przelatujący w pobliżu Bejrutu w 2018.

Dd5nVhUU0AAB-r5.jpg

 

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 hours ago, peceed said:

No dobra, przed  chwilą rozkminiłem jak to działa.
Kluczem była informacja, że w przypadku oryginalnego silnika RB545 z projektu HOTOL stosowano dwustopniowy system chłodzenia. Najpierw powietrze było chłodzone do 10 stopni C, a potem wstrzykiwano trochę ciekłego tlenu aby uzyskać uzyskać -50 stopni C, cała woda zamieniała się w suchy lód który nie osadzał się na powierzchni drugiego stopnia wymiennika.
W Skylonie zastosowano bardzo podobny schemat, tylko że zamiast wstrzykiwać ciekły tlen wystarczy cofnąć część już wcześniej przechłodzonego powietrza.

W wersji silnika RB545 z lat 80. jak i w obecnej wersji silnika SABRE nie dochodzi do kondensacji składników powietrza:

Quote

In the 1980’s the HOTOL concept transformed the design principles behind the precooled engine. This precooled engine derivative (the 1980’s RB545 [3 & 6] and the current SABRE [4] design) bypasses the need to liquefy the air and in doing so avoids the pinch point, resulting in a much reduced fuel/air ratio. Compared to the LACE this engine makes a far more efficient split between the cooling and work demands of the cycle and is a result of using entropy minimisation in the design approach for the engine cycle.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Luźno związane z tematem, ale wymieniłem dzisiaj kilka komentarzy z byłym pilotem B-1 Lancer. Większość wpisów na YT nie jest najwyższych lotów, że tak pozwolę sobie określić, ale czasami zdarzają się perełki :) :D Przetłumaczone luźno z angielskiego. Wygląda, że preferowana taktyka B-1 to trzymać się bardzo nisko ziemi w razie zagrożenia.

Quote

Jestem byłym pilotem Lancera. Przeznaczenie B-1 to bombowiec zdolny do głębokiej penetracji na małej wysokości i niskiej obserwowalności. B-1 może zejść z 25 000 stóp do 500 w około 52 sekundy. Dziób 20 stopni w dół i skrzydła cofnięte do tyłu. Dlatego jest ciemny, bo ma zniknąć na tle ziemi pod każdym, kto go szuka. Oto procedura: dziób 20 stopni w dół, skrzydła do tyłu, włączyć system śledzenia terenu, puść drążek, obserwować instrumenty i cele misji. W pewnym stopniu zastosowano materiał pochłaniający radary, ale samolot nadal ma duży przekrój. Zawsze staraliśmy się ukryć samolot w bałaganie na ziemi poniżej pułapu wroga, często w nocy i prawie z prędkością ponaddźwiękową.

 

Edited by cyjanobakteria

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, Qion napisał:

W wersji silnika RB545 z lat 80. jak i w obecnej wersji silnika SABRE nie dochodzi do kondensacji składników powietrza:

Oczywiście że nie, za wyjątkiem lodu. Miałem na myśli schłodzonego powietrza, a "prze" to echo o rozmyślań o przechłodzonej wodzie.
Wszystko wskazuje na to, że patent jest utajniony, ale mam 99.999 % pewności że działa to tak, jak napisałem - bo sam bym tak to zaprojektował.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Perseverance wybrał się na pierwszą wycieczkę po powierzchni Marsa. Łazik przed kilkoma dniami łazik przejechał 6,5 metra. Był to przejazd testowy, jedna z najważniejszych prób, którym obecnie poddawane jest urządzenie. Od czasu wylądowania specjaliści z NASA sprawdzają wszystkie systemy Perseverance'a. Gdy już urządzenie podejmie normalną pracę, będzie jednorazowo przejeżdżał 200 metrów lub więcej.
      Jeśli chodzi o poruszanie się na kołach po innej planecie, zawsze trzeba przeprowadzić taki pierwszy test, w czasie których mierzy się kilka istotnych parametrów. Po raz pierwszy sprawdzaliśmy, jak sprawuje się napęd łazika na Marsie. Wszystkie sześć kół działało idealnie. Jesteśmy teraz pewni, że napęd działa i zabierze nas wszędzie, gdzie tylko w ciągu najbliższych dwóch lat zażyczą sobie naukowcy, mówi Anais Zarifian, która z zespołu inżynieryjnego odpowiedzialnego za napęd.
      Test trwał 33 minuty. Najpierw łazik pojechał 4 metry do przodu, następnie w miejscu zakręcił o 150 stopni w lewo, by później cofnąć się o 2,5 metra do nowego tymczasowego miejsca postoju.
      To nie jedyne prace, które przeprowadzono na Perseverance. Pod koniec lutego kontrola misji zaktualizowała oprogramowanie łazika. To, które były wykorzystywane podczas lądowania, zostało zastąpione programem potrzebnym do prowadzenia badań naukowych. Później sprawdzono działanie kilku instrumentów naukowych oraz wysunięto z masztu dwa czujniki wiatru. Bardzo ważnym elementem testu było sprawdzenie działania robotycznego ramienia. Naukowcy badali je przez dwie godziny, wyginając na różne strony wszystkie pięć przegubów. Test przebiegł pomyślnie, co oznacza, że łazik jest zdolny do pobierania próbek i umieszczania ich w urządzeniach badawczych.
      W najbliższym czasie inżynierowie będą przeprowadzali bardziej szczegółowe testy i dokonywali kalibracji urządzeń naukowych. Łazik będzie przebywał większe odległości oraz pozbędzie się osłon, które chroniły podczas lądowania system pobierania próbek oraz helikopter Ingenuity. Odbędzie się też test samego helikoptera, który będzie pierwszą w historii próbą lotu śmigłowego w atmosferze innej planety.
      Jednak Perseverance nie ogranicza się jedynie do testów. Łazik, wyposażony w najbardziej zaawansowane kamery, jakie człowiek dostarczył na Marsa, przesłał już około 7000 zdjęć Czerwonej Planety. Zdjęcia przesyłane są za pośrednictwem Deep Space Network, a niebagatelną rolę odgrywają orbitery krążące wokół Marsa. Ich pomoc jest nieoceniona. Gdy oglądamy piękne zdjęcia z Jezero, musimy zdawać sobie sprawę, że w ich przekazaniu brała udział cała gromada marsjan. Każda fotografia z Perseverance jest przesyłana za pomocą Trace Gas Orbiera Europejskiej Agencji Kosmicznej lub należących do NASA satelitów MAVEN, Mars Odyssey lub Mars Reconnaissance Orbiter. To bardzo ważni partnerzy w naszym programie eksploracji i odkryć, mówi Justin Maki, główny inżynier odpowiedzialny za wykonywanie zdjęć przez łazik.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      SpaceX przeprowadziła kolejny test rakiety Starship. Tym razem prawie się udało. SN10 wystartował, wylądował, niestety niedługo później doszło do eksplozji. Wybuch miał miejsce około 8 minut po lądowaniu.
      Start rakiety miał miejsce dzisiaj o godzinie OO:15. Pojazd wzbił się na wysokość 10 kilometrów, przeprowadził wszystkie przewidziane manewry i 6 minut 20 sekund po starcie dokonał udanego pionowego lądowania. To trzeci tego typu test autorstwa SpaceX, ale pierwszy udany. Poprzednie rakiety, SN8 i SN9, efektownie rozbiły się w czasie  lądowania.
      Niestety ta beczka miodu została wkrótce zaprawiona łyżką dziegciu. Zaraz po lądowaniu u podstawy rakiety pojawiły się płomienie. O godzinie 00:30 doszło zaś do eksplozji, w wyniku której rakieta została wyrzucona w powietrze i spadła na ziemię.
      Rakiety Starship mają w przyszłości wozić ludzi i ładunki na orbitę okołoziemską i Księżyc. Docelowo zastąpią one wykorzystywane obecnie Falcony oraz kapsuły Dragon. Mają być to pojazdy wielokrotnego użytku, co ma pozwolić na obniżenie kosztów, skrócenie czasu pomiędzy startami oraz spowodowanie, że osadnictwo na Marsie stanie się możliwe.
      W ciągu najbliższych miesięcy powinniśmy być świadkami kolejnych testów, gdyż już budowane są następne rakiety. Musk utrzymuje, że jeszcze w bieżącym roku Starship trafi na orbitę, a od 2023 roku rakiety te będą regularnie wynosiły ludzi w przestrzeń komiczną.
      Japoński miliarder Yusaku Maezawa już zamówił w SpaceX lot dookoła Księżyca i szuka teraz innych chętnych, którzy dołączą do niego w planowanej na 6 dni podróży.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Powodzeniem zakończyły się ostatnie testy układów elektrycznych, elektronicznych i komunikacyjnych Teleskopu Kosmicznego Jamesa Webba. Wykazały one, że wszystko działa tak, jak powinno, a Teleskop i jego cztery instrumenty naukowe mogą wysyłać i odbierać dane przez sieć, która wykorzystywana do komunikacji w kosmosie. Udane zakończenie testu przybliża nas do planowanego na październik wystrzelenia JWST.
      Podczas zakończonych właśnie testów sprawdzano zarówno pracę podzespołów elektronicznych i elektrycznych, jak i ich odporność na warunki panujące w czasie startu rakiety. Testy trwały w sumie przez 17 kolejnych dni. Wszystkie układy elektryczne JWST składają się z elementu A i dublującego go elementu B. Daje to większą pewność oraz elastyczność pracy.
      To była dla nas chwila dumy, gdyż wykazaliśmy, że pod względem elektrycznym Webb jest gotowy do pracy, mówi Jennifer Love-Pruitt, odpowiedzialna podzespoły elektryczne podstawy teleskopu.
      Po zakończeniu testów przepływu sygnałów, natychmiast przystąpiono do sprawdzania sposobu pracy teleskopu. Każdy z instrumentów wykonywał w symulowanym środowisku zadania takie, jakie będzie wykonywał po wystrzeleniu. JWST był przy tym traktowany tak, jakby znajdował się w przestrzeni kosmicznej. Komunikacja z urządzeniem odbywała się za pośrednictwem symulowanego Deep Space Network. To sieć komunikacyjna, której poszczególne elementy znajdują się w USA, Australii i Hiszpanii, a która jest używana przez NASA do komunikacji z urządzeniami znajdującymi się w przestrzeni kosmicznej.
      Podczas testów symulowano też mało prawdopodobną, lecz możliwą sytuację, gdy z jakiegoś powodu kontrola nad Webbem będzie musiała zostać przekazana z Baltimore do Greenbelt. Również i ten element przebiegł bez zakłóceń.
      Gdy już JWST znajdzie się w przestrzeni kosmicznej za komunikację z nim będzie odpowiadało DSN. Dodatkowo teleskop będzie bez przerwy miał łączność z Trackingand Date Relay Satellite Space Network w Nowym Meksyku, stacją Malindi w Kenii należącą do Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz Europejskim Centrum Operacji Kosmicznych w Niemczech.
      Wystrzelenie teleskopu jest planowane na koniec października bieżącego roku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Firma SpaceX przeprowadziła drugi test rakiety Starship, która w przyszłości ma zawieźć astronautów na Marsa. Test Starship SN9 przebiegł podobnie jak przeprowadzona przed 2 miesiącami próba Starship SN8. Wszystko przebiegało zgodnie z planem do czasu lądowania, kiedy to eksplozja zamieniła pojazd w kulę ognia.
      Najnowszy pojazd SpaceX wystartował wczoraj o godzinie 19:25 czasu polskiego. Pięćdziesięciometrowa rakieta sprawowała się jak należy, lot przebiegał prawidłowo, bez zakłóceń przeprowadzono sekwencyjne wyłączenie wszystkich trzech silników Raptor. Starship osiągnął zakładaną wysokość 10 kilometrów i obrócił się na bok tak, jak będzie to miało miejsce podczas jego powrotu w ziemską atmosferę. Niedługo później pojawiły się kłopoty.
      Gdy ponownie odpalono silniki, które miały ustawić pojazd w pozycji pionowej, jeden z silników najprawdopodobniej nie uruchomił się prawidłowo. Starship uderzył w ziemię pod kątem i eksplodował.
      Test zakończył się więc podobnie, jak próba z grudnia, jednak nie można wykluczyć, że tym razem przyczyny rozbicia rakiety były inne.
      Federalna Administracja Lotnicza (FAA), która reguluje starty rakiet, oświadczyła, że będzie nadzorowała śledztwo w sprawie katastrofy. Mimo, że był to testowy lot bezzałogowy, zostanie przeprowadzone śledztwo, którego celem będzie określenie głównej przyczyny problemu oraz wypracowanie przyszłych działań zwiększających bezpieczeństwo całego programu prowadzonego przez firmę, czytamy w oficjalnym komunikacie.
      Warto tutaj przypomnieć, że przed testem doszło do nieporozumień pomiędzy FAA a SpaceX. W ubiegłym tygodniu firma Muska przygotowała Starship SN9 do testu, napełniła zbiorniki i była gotowa do jego przeprowadzenia. Jednak zgoda na wykonanie testu nie nadchodziła. Musk wyraził swoją frustrację na Twitterze, stwierdzając, że coś jest nie tak z zespołem, który ze strony FAA nadzoruje SpaceX. Stosowane przez nich przepisy zostały opracowane na potrzeby prowadzenia kilku testów rocznie, z rządowych stanowisk startowych, za pomocą jednorazowych rakiet. W tym tempie ludzkość nigdy nie poleci na Marsa.
      FAA wydała zgodę na test dopiero w poniedziałek po południu. Niedługo potem dowiedzieliśmy się, skąd wynikała zwłoka. Okazało się, że grudniowy test Starship SN8 był... samowolką SpaceX. Odbył się on bez zgody FAA. SpaceX poprosiła o zgodę na start, mimo że nie wykazała, iż fala ciśnieniowa wywołana ewentualną eksplozją nie będzie groźna dla osób postronnych. W tej sytuacji FAA nie wydała zgody na test, a SpaceX mimo wszystko przeprowadziła test.
      Nawet, gdyby tamten test był w pełni udany, to takie postępowanie oznaczało naruszenie licencji SpaceX. A udany nie był i doszło do eksplozji. FAA zażądała od SpaceX przeprowadzenia śledztwa, w tym przeglądu zasad bezpieczeństwa, procesu podejmowania decyzji oraz dyscypliny tego procesu, dowiadujemy się z oświadczenia FAA. Firmie nakazano również zaprzestanie testów zagrażających ludziom, do czasu, aż nie spełni ona wymagań stawianych przez FAA. Koncern Muska dostosował się do tych żądań, otrzymał więc zgodę na wczorajszy test. FAA uznaje kwestię grudniowego startu za zakończoną i nie będzie wyciągała dalszych konsekwencji.
      Jak widzimy, SpaceX może liczyć na wyjątkową przychylność urzędników. Jared Zambrano-Stout, były pracownik w biurze ds. komercyjnych usług transportu kosmicznego w  FAA mówi, że był zaskoczony oświadczeniem FAA. SpaceX naruszyła warunki licencji i wygląda na to, że nie poniesie żadnych konsekwencji, stwierdził zdumiony. Zambrano-Stout, który jest obecnie jednym z dyrektorów w firmie prawniczej Meeks, Butera and Israel mówi, że nie zna żadnego innego przypadku, by FAA nie udzieliła zgody na start i by jakakolwiek firma przeprowadziła start bez zgody FAA.
      Zadaniem FAA nie jest zapobieganie startom. Wręcz przeciwnie. Ich zadaniem jest umożliwienie przeprowadzania startów, stwierdza. Myślę, że nie znajdziemy przypadku, by FAA przed grudniem ubiegłego roku kiedykolwiek nie zezwoliła SpaceX na zrobienie tego, co firma chciała, dodaje. Stosowane przez FAA zasady mają na celu upewnienie się, że osoby postronne nie zostaną poszkodowane.
      Obecnie firma SpaceX regularnie świadczy usługi wysyłania satelitów na orbitę i dostarczania zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Przeprowadziła też dwukrotne loty załogowe na zlecenie NASA, a na bieżący rok planowane są kolejne loty.
      Wiele osób sceptycznie podchodzi jednak do zapowiedzi Muska, który twierdzi, że w ciągu najbliższych lat wyśle ludzi na Marsa. Elon Musk znany jest z niedotrzymywania terminów. Można tutaj przypomnieć, że w 2019 rkou twierdził, że już w tym samym roku odbędzie się pierwszy test Starship na dużej wysokości, a pierwsze loty orbitalne będą miały miejsce w na początku roku 2020. Zamiast tego firma zanotowała serię porażek, spowodowanych nieprawidłowym spawaniem.
      SpaceX przygotowała już Starship SN10. Widać ją zresztą na stanowisku startowym na poniższym filmie. Jej test test może odbyć się jeszcze w bieżącym miesiącu.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Korzyści z rosnącej sprzedaży samochodów elektrycznych są całkowicie niwelowane przez rosnącą popularność SUV-ów. Spadek sprzedaży ropy naftowej, spowodowany coraz większym zapotrzebowaniem na pojazdy elektryczne został całkowicie wyrównany przez wzrost konsumpcji ropy przez SUV-y, informują Laura Cozzi i Apostolos Petropoulos z Międzynarodowej Agencji Energii w Paryżu.
      W 2020 roku zużycie ropy naftowej przez samochody, w tym SUV-y, spadło o 10%, czyli o ponad 1,8 miliona baryłek dziennie. Większość tego spadku związana jest z pandemią, która spowodowała, iż ludzie mniej podróżują. Jest to zatem najprawdopodobniej zjawisko tymczasowe. Jednak za niewielką część spadku, około 40 000 baryłek dziennie, odpowiada wzrost liczby samochodów elektrycznych, szacują Cozzi i Patropoulos. W roku 2020 sprzedaż pojazdów elektrycznych gwałtownie wzrosła, mówi Patropoulos. Niestety, wzrosła też sprzedaż SUV-ów. I ile całkowita sprzedaż samochodów spadła, to aż 42% kupujących wybrało SUV-a, zatem sprzedano o 3% więcej tego typu pojazdów niż w roku 2019.
      Obecnie po drogach całego świata jeździ ponad 280 milionów SUV-ów. Jeszcze w 2010 roku było ich mniej niż 50 milionów. Przeciętny SUV spala o 20% więcej paliwa niż samochód osobowy średniej wielkości. Popularność SUV-ów spowodowała, że korzyści z zakupów samochodów elektrycznych zostały całkowicie zniwelowane.
      SUV-y przyczyniają się do utrzymania poziomu zanieczyszczeń emitowanych przez samochody. W latach 2010–2020 globalna emisja CO2 z samochodów osobowych zmniejszyła się o 350 milionów ton. Główne przyczyny to zwiększona wydajność silników oraz rosnąca popularność samochodów elektrycznych. Jednocześnie jednak emisja z SUV-ów wzrosła o ponad 500 milionów ton.
      I to właśnie rosnąca popularność SUV-ów powoduje, że pomimo coraz lepszych silników i coraz popularniejszych samochodów elektrycznych, ogólna emisja z samochodów osobowych nie spada.
      Przyczyną popularności tego typu samochodów jest postrzeganie ich jako symboli statusu materialnego, rosnąca zamożność ludności w takich krajach jak Indie czy RPA oraz fakt, że SUV-y są bardzo intensywnie reklamowane przez koncerny samochodowe. Zapewniają one bowiem wyższy margines zysku niż standardowe pojazdy.
      Na rynku zaczęły pojawiać się też elektryczne SUV-y. Być może z czasem bardziej się one rozpowszechnią. Jednak trzeba pamiętać, że nawet wówczas większy i cięższy samochód wymaga zużycia większej ilości surowców do produkcji, a elektryczny SUV zużywa około 15% więcej energii niż mniejszy elektryczny samochód.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...