Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Alpinista bije na alarm. W Alpach pojawiło się nowe jezioro

Recommended Posts

Alpinista Bryan Mestre był zaszokowany, gdy na wysokości 3400 metrów w masywie Mount Blanc zauważył jezioro. Czas bić na alarm. Wystarczyło 10 dni upałów, by doszło do rozpadu lodowca, roztopienia lodu i utworzenia jeziora u  podnóża Dent du Geant, mówi Mestre. Zaledwie10 dni wcześniej jego kolega był w tym regionie i jeziora jeszcze nie było.

Znajduje się ono na wysokości 3400–3500 metrów. Na tej wysokości spodziewasz się lodu i sniegu, nie ciekłej wody. Zwykle wystarczy tutaj przebywać przez cały dzień, by woda w butelce zamarzła. Byłem tutaj wiele razy. W czerwcu, lipcu, nawet w sierpniu i nigdy nie widziałem tutaj wody w stanie ciekłym, stwierdza Mestre.

Glacjolog Ludovic Ravanel mówi, że sam w roku 2015 we francuskich Alpach zauważył jezioro, którego powstanie powiązał z globalnym ociepleniem.

Według europejskiego Copernicus Climate Change Service oraz NASA miniony czerwiec był najcieplejszym czerwcem w historii pomiarów. Z danych NASA wynika, że średnie temperatury były o 0,93 stopnia Celsjusza wyższe niż średnia wieloletnia z lat 1951–1980. Średnie temperatury w Europie były o 2 stopnie wyższe, a pod koniec miesiąca we Francji, Niemczech i północnej Hiszpanii temperatury były o 6–10 stopni Celsjusza wyższe od normy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
29 minut temu, Przemek Kobel napisał:

Ciekawe, czy będą bić na alarm z powodu zbyt zimnego lipca...

Myślisz, że zbyt zimny lipiec zepsuje statystykę, czyli globalne ocieplenie? Nie sądzę, ale każdy widać spogląda na swoje malutkie podwórko. Czerwiec pobił już rekordy, chyba wystarczy. :)

No i spoko, upały już nadciągają. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Szedar napisał:

Myślisz, że zbyt zimny lipiec zepsuje statystykę, czyli globalne ocieplenie? Nie sądzę, ale każdy widać spogląda na swoje malutkie podwórko. Czerwiec pobił już rekordy, chyba wystarczy.

Przychylam się do opinii, że czas skończyć z terminem 'globalne ocieplenie' bo jest dość mylący i niepotrzebnie ociepla semantykę.  Termin katastrofa klimatyczna jest bardziej adekwatny w kontekście tego co nadchodzi. Ludzie chętniej powalczą z katastrofą niż z 'ciut zbyt ciepłymi wakacjami'

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chciałbym, żebyś miał rację. Obawiam się jednak, że katastrofa dla statystycznego ludka to likwidacja 500+.

Share this post


Link to post
Share on other sites
28 minut temu, Szedar napisał:

 Obawiam się jednak, że katastrofa dla statystycznego ludka to likwidacja 500+.

dla bezdomnego katastrofą wyrzucenie noca z klatki schodowej jak i nie uzbieranie za dnia na chleb.

katastrofa - ocieplenie globalne- można rozpatrywać w kategoriach szansy na wejście ludzkości na nowy wyższy poziom, chyba nie ma innego wyjścia, dzieki temu zyskaja i bezdomni i 500+ nic nie stracą, oni najmniej przyczyniaja sie do ocieplenia

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zobaczymy, jak będzie z lipcem. Wydaje mi się, że u nas jest dość chłodny. Zobaczymy, jak będzie w skali globalnej. Pierwsza połowa była na większości Ziemi bardzo ciepła. Niektórzy klimatolodzy wyliczają, że jeśli trend z I połowy lipca utrzyma się w II połowie, to będzie to najcieplejszy lipiec w historii pomiarów, a to oznacza jednocześnie, że będzie to najcieplejszy miesiąc w historii pomiarów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proponuję wycinać jeszcze więcej drzew pod 5g i golić krócej trawniki w imię pustynnej mody, to klimat nam się na pewno naprawi. Ech, gdyby tak każdy dbał o swoje otoczenie i zrezygnował z marnotrawstwa (te trawniki to strata czasu, wody, paliwa  i nerwów sąsiadów), pozbierał okoliczne śmieci, to świat byłby rajem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, ważniejsza jest, jak sam to nazwałeś, "pustynna" moda. W raju (którego nikt nie zna) w końcu najważniejsze jest granie na harfie (czego statystycznie nikt nie potrafi) jak i trawnik 3 mm. :) Owszem, jeśli nie widzisz raju tu gdzie jesteś, to nigdzie indziej go nie zobaczysz. :)
Dodam tylko, że kiedyś nasze podwórka i działki pełne były KWIATÓW. Zapylacze miały łatwiej. Dziś są rzędy iglaków pod linijkę. Tak widzimy raj widać. :) (Mao w swoim mundurku uśmiecha się zza światów).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Brakuje mi głosów uzasadniających stanowisko bardziej nonkorfomistyczne, tzn "samo przyszło, samo przejdzie".

@thikim, co się lenisz!?:D

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, 3grosze napisał:

samo przyszło, samo przejdzie

No wiesz, to nie jest głupia myśl; ale że bez nas? No w końcu przejdzie... :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska NOAA (Narodowa Administracja Oceaniczna i Atmosferyczna) potwierdza przypuszczenia innych specjalistów i mediów. Lipiec 2019 był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów. Rekordowe upały panowały w wielu miejscach na Ziemi, a lód morski Arktyki i Antarktyki skurczył się do rekordowo małej powierzchni. Średnia temperatura w lipcu bieżącego roku była o 0,95 stopnia Celsjusza wyższa, niż średnia dla lipców z całego XX wieku.
      Istnieniu globalnego ocieplenia nie da się zaprzeczać. Aż 9 z 10 najgorętszych lipców miało miejsce od roku 2005, z czego pięć ostatnich lipców jest jednocześnie pięcioma najcieplejszymi w historii pomiarów. Ponadto było to 43. lipiec z rzędu i 415. miesiąc z rzędu z temperaturami powyżej średniej wieloletniej.
      Jakby tego było mało, pierwsza połowa bieżącego roku również była rekordowo gorąca i wyrównała dotychczasowy rekord należący do I połowy roku 2017. Bieżący rok był dotychczas rekordowo gorący w niektórych częściach obu Ameryk, w Azji, Australii, Nowej Zelandii, południowej połowie Afryki, częściach zachodniego obszaru Oceanu Spokojnego, na zachodzie Oceanu Indyjskiego i na Atlantyku.
      Zanotowano też rekordowo niski zasięg lodu morskiego w Arktyce. Był on o 19,8% niższy niż średnia. W Antarktyce zaś zasięg lodu morskiego był o 4,3% mniejszy niż średnia i również był najniższy w historii pomiarów.
      Nie wszędzie było jednak wyjątkowo upalnie. W częściach Skandynawii oraz w Rosji temperatury były o 1,5 stopnia Celsjusza poniżej średniej.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z danych Copernicus Climate Change Service, serwisu prowadzonego przez Unię Europejską, wynika, że miniony lipiec mógł być najcieplejszym lipcem w historii pomiarów, a to oznacza najcieplejszym miesiącem w ogóle w historii pomiarów.
      Stwierdzenie „mógł być” jest tu jak najbardziej na miejscu, gdyż w porównaniu do rekordowego dotychczas lipca 2016 temperatury były wyższe o 0,04 stopnia Celsjusza, czyli różnica mieści się w granicach błędu pomiarowego. Nie można zaprzeczyć, ze tegoroczny lipiec był wyjątkowo ciepły, o około 0,56 stopnia Celsjusza cieplejszy od średniej dla wszystkich lipców z lat 1981–2010. Jednak sami przedstawiciele Copernicus podkreślają, że opierają się wyłącznie na własnym zestawie danych, a gdy w najbliższych tygodniach inne instytucje opublikują swoje dane może dojść do zweryfikowania informacji o najcieplejszym miesiącu w historii pomiarów.
      Lipiec jest zwykle najcieplejszym miesiącem w roku w skali globu. Dzieje się tak, gdyż duże masy lądowe znajdujące się na półkuli północnej ogrzewają się szybciej niż oceany z półkuli południowej ulegają schłodzeniu w czasie lata trwającego na półkuli północnej. Odwrotne zjawisko zachodzi, gdy u nas panuje zima, zatem to sezonowe zmiany na półkuli północnej mają największy wpływ na globalną temperaturę.
      Niezależnie od ewentualnych minimalnych korekt w górę czy w dół, już teraz możemy stwierdzić, że tegoroczny lipiec znajduje się bardzo blisko granicy 1,2 stopnia Celsjusza wzrostu w porównaniu z okresem przedprzemysłowym. Warto przypomnieć, że zgodnie z Porozumieniem Paryskim ludzkość chce utrzymać wzrost globalnej temperatury na poziomie znacznie niższym niż 2 stopnie Celsjusza. Docelowo powinno być to nie więcej niż 1,5 stopnia Celsjusza. Trzeba tutaj też zauważyć, że IPCC wyznaczając takie cele bierze pod uwagę nie indywidualne miesiące czy lata, a okresy 30-letnie. Zaś w ciągu ostatnich 30 lat średnie temperatury na Ziemi wzrosły o około 1 stopnień Celsjusza w porównaniu do okresu preindustrialnego.
      O tym, czy lipiec 2019 był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów dowiemy się już wkrótce, gdy swoje dane opublikują inne instytucje. Szczególnie istotne będą informacje NASA/NOAA i brytyjskiego Met Office.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rekordowa fala upałów, która nadeszła pod koniec lipca 2019 roku, byłaby mało prawdopodobna bez antropogenicznych zmian klimatu, dowodzą autorzy najnowszej analizy.
      World Weather Attribution to międzynarodowy projekt, w ramach którego specjaliści analizują wpływ zmian klimatu na ekstremalne wydarzenia pogodowe, jak fale upałów, fale zimna czy susze. Naukowcy z University of Oxford Environmental Change Institute, holenderskiego Biura Meteorologicznego (KNMI), brytyjskiego Met Office oraz Meteo France, przeprowadzili analizę lipcowej fali upałów, by sprawdzić, w jakim prawdopodobieństwem była ona skutkiem zmian klimatu.
      Pod koniec lipca w Europie Zachodniej panowały rekordowo wysokie temperatury. W Paryżu zanotowano 42,6 stopnia Celsjusza, a nowy rekord dla Wielkiej Brytanii wyniósł 38,7 stopnia. W Belgii i Holandii temperatury po raz pierwszy w historii pomiarów przekroczyły 40 stopni.
      Po przeprowadzeniu modelowania i analizie danych naukowcy doszli do wniosku, że na terenie Francji i Holandii takie upały były od 10 do 100 razy bardziej prawdopodobne z powodu zmian klimatycznych. Oznacza to, że bez obecnej zmiany klimatu takie upały mogły wystąpić w tych krajach średnio raz na 1000 lat. Wskutek zmian klimatu nadejście takiej fali upałów stało się w Niemczech bardziej prawdopodobne od 8 do 50 razy, a w Wielkiej Brytanii – 2 razy.
      Naukowcy stwierdzili również, że bez zmian klimatycznych temperatury w czasie fali upałów byłyby od 1,5 do 3 stopni niższe.
      Każda analiza fal upałów nawiedzających Europę od 2003 roku, czy to prowadzona przez nas czy przez inne zespoły naukowe, wykazuje, że wydarzenia takie są coraz bardziej prawdopodobne i coraz bardziej intensywne z powodu antropogenicznych zmian klimatu, mówi doktor Friederike Otto, dyrektor Environmental Change Institute. Fale upałów są niebezpieczne, szczególnie dla starszych osób, którym grozi udar i inne problemy. Wzrasta wówczas liczba zgonów, dodaje doktor Karsten Haustein, członkini zespołu doktor Otto.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rzeki i jeziora zajmują zaledwie 1% powierzchni Ziemi, ale są domem dla 30% gatunków ziemskich kręgowców. Należą jednocześnie do jednych z najbardziej zagrożonych ekosystemów.
      Naukowcy z Instytutu Ekologii Wód Słodkich i Rybołówstwa Śródlądowego im. Leibnitza przeprowadzili badania dotyczące spadku liczebności dużych gatunków słodkowodnych. Okazało się, że w latach 1970–2012 liczebność światowej populacji słodkowodnej megafauny kręgowców zmniejszyła się o 88%. To dwukrotnie większy spadek niż w przypadku gatunków lądowych i morskich. Najbardziej narażone są duże ryby.
      Słodkowodna megafauna to żyjące w wodach słodkich zwierzęta, których waga przekracza 30 kilogramów. Należą do nich np. delfiny, bobry, krokodyle, żółwie czy jesiotrowate.
      Naukowcy zebrali wszelkie możliwe dane dotyczące 126 gatunków światowej megafauny oraz określili historyczny i obecny zasięg dla 44 gatunków Europy i USA. Uzyskane wyniki są alarmujące, mówi Sonja Jähing, jedna z głównych autorów studium.
      W latach 1970–2012 liczebność słodkowodnej megafauny zmniejszyła się o 88%. Do największych spadków doszło w krainie orientalnej (obejmującej południe Azji, od granicy Pakistanu z Iranem poprzez Indie, Azję Południwo-Wschodnią, Archipelag Malajski i południe Chin), gdzie zanotowano 99-procentowy spadek oraz w krainie paleoarktycznej (spadek o 97%), która obejmuje obrzymi obszar od Azorów, Wysp Kanaryjskich, Wysp Zielonego Przylądka, poprzez Afrykę powyżej zwrotnika Raka, północną część półwyspu Arabskiego, całą Europę, Rosję i kraje byłego ZSRR, Iran, Afganistan, część Pakistanu, Mongolię, środkowe i północne Chiny, obie Koree i Japonię.
      Najbardziej zmniejszyła się liczebność wielkich ryb, jak jesiotrowate, łososiowate i sumokształtne. Tutaj zanotowano spadki o 94%. Następne na liście najbardziej zagrożonych są gady (spadki o 72%).
      Główną przyczyną spadki liczebności światowej megafauny jest nadmierna ich eksploatacja przez człowieka. Zwierzęta te są zabijane dla mięsa, skór, ludzie wybierają tez ich jaja. Ponadto za spadek liczebności dużych gatunków ryb można też obwiniać coraz mniejszą liczbę swobodnie płynących rzek. Budowane przez człowieka zapory uniemożliwiają rybom dotarcie do miejsc rozrodu i żerowania. Pomimo tego, że wielkie światowe rzeki już są mocno pofragmentowane, to ludzie planują wybudowanie na nich kolejnych 3700 dużych zapór. Ponad 800 z nich powstanie w miejscach największej bioróżnorodności megafauny, w tym w basenach Amazonki, Kongo, Mekongu i Gangesu, ostrzega główny autor badań Fengzhi He.
      Na szczęście mamy też przykłady udanych działań na rzecz ochrony słodkowodnej megafuny. W USA populacja 13 takich gatunków, w tym jesiotra zielonego i bobra kanadyjskiego jest stabilna lub nawet rośnie. W Azji po raz pierwszy od 20 lat zanotowano wzrost populacji oreczki krótkogłowej zamieszkującej basen Mekongu. E W wielu regionach Europy udało się przywrócić populację bobra, a obecnie trwają wysiłki na rzecz reintrodukcji jesiotra zachodniego i jesiotra bałtyckiego w europejskich rzekach.
      Zagrożona wyginięciem jest ponad połowa gatunków słodkowodnej megafauny objętej niniejszym badaniem.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Topniejące lodowce Himalajów uwalniają zanieczyszczenia, które gromadziły się w nich przed dziesiątki lat. Związki chemiczne z pestycydów, zamknięte w lodach od lat 40. ubiegłego wieku, zostają teraz uwolnione i spływają do jezior w Himalajach. Potencjalnie mogą one niekorzystnie wpłynąć na ekosystem jezior i akumulować się w organizmach ryb do takiego poziomu, że ich spożywanie może stać się toksyczne dla ludzi.
      Najnowsze badania wskazują, że nawet najbardziej odległe regiony naszej planety mogą być składowiskami zanieczyszczeń. Lodowce w Himalajach są zanieczyszczone bardziej niż lodowce w innych częściach świata ze względu na bliskość krajów Azji Południowej, które są jednymi z największych źródeł zanieczyszczeń na świecie, mówi Xiaoping Wang z Chińskiej Akademii Nauk w Pekinie.
      Zanieczyszczenia atmosferyczne mogą przebyć olbrzymie odległości zanim opadną na Ziemię. Wcześniejsze badania wykazały, że docierają one do Arktyki i Antarktyki i zanieczyszczają lód w odległości tysięcy kilometrów do źródeł emisji. Zjawisko wysokiego zanieczyszczenia lodowców położonych z dala od źródeł emisji nazwano paradoksem arktycznym. Występuje ono również w Himalajach.
      Xiaoping Wang i jego zespół chcieli lepiej zrozumieć mechanizm uwalaniania zanieczyszczeń z lodowców. Swoje badania prowadzili w Basenie Nam Co w centralnym Tybecie. Od północy basen jest ograniczony pasmem Gangdise-Nyainqȇntanglha, a od południa jego granice wyznacza pasmo Nyainqȇntanglha. W Basenei Nam Co znajduje się ponad 300 lodowców. W latach 1999–2015 powierzchnia tych lodowców zmniejszyła się o 20%. Chińscy naukowcy pobrali próbki śniegu, lodu i wody i stwierdzili, że każdego roku z lodowców trafia do jeziora Nam Co około 1,81 kilograma kwasów perfluoroalkilowych (PFAA). Już w tej chwili ich stężenie w wodzie wynosi 2,171 pikograma na litr. Uzyskane przez nas wyniki są podobne do tych, jakie otrzymano podczas badań jezior w regionach polarnych, stwierdzili naukowcy.
      Kimberley Miner z University of Maine zauważa, że PFAA mogą mieć wpływ na organizmy żywe. PFAA są bardzo trwałe. Ich rozkład jest powolny, wiadomo, że bardzo łatwo przemieszczają się pomiędzy organizmami i ekosystemami oraz ciągle się akumulują. Wcześniejsze badania wskazywały też, że jedzenie ryb pływających w wodzie zanieczyszczonej PFAA może być szkodliwe dla człowieka. Te związki chemiczne charakteryzują się wyjątkową zdolnością do bioakumulacji, mówi Miner.
      Biokumulacja w organizmach zwierząt rozpoczyna się w tym przypadku od mikroorganizmów i owadów, które są zjadane przez ryby i PFAA wędrują w górę łańcucha pokarmowego. Tymczasem, jak przypomina Miner, wody z Basenu Nam Co trafiają do wód, które piją mieszkańcy Indii. Ziemia to układ zamknięty. Wszystkie zanieczyszczenia uwolnione na Ziemi, pozostają na Ziemi, dodaje uczona.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...