Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Apokalipsa owadów, entomolodzy-amatorzy biją na alarm

Recommended Posts

Przez dekady byli postrzegani jako nieszkodliwi dziwacy. Teraz ich hobby stało się bezcennym zbiorem danych naukowych i powodem do wszczęcia alarmu. Mamy oto dowód, że właśnie zachodzi jedno z największych wymierań od czasu dinozaurów.

Mowa tutaj o Towarzystwie Entomologów-Amatorów z Krefeld przy granicy niemiecko-holenderskiej, którego członkowie od 1982 roku zbierają okazy owadów w swojej okolicy. Od 1982 roku pułapki na owady, które sami produkujemy zostały przez nas ustandaryzowane i są ściśle kontrolowane. Wszystkie są tych samych rozmiarów, wykonane z tych samych materiałów, ustawiamy je w tych samych 63 lokalizacjach i opróżniamy w tych samych momentach, mówi prezes Towarzystwa Marin Sorg.
Siedziba Towarzystwa mieści się w budynku byłej szkoły. To tam, do pomieszczeń chronionych przed nadmiarem światła za pomocą grubych kotar trafiają zebrane okazy.

Kolekcja stworzona przez entomologów-amatorów składa się obecnie z 80 milionów okazów. To więcej niż jakiekolwiek inne zbiory na świecie. Nawet amerykański Smithsonian Institution czy londyńskie i paryskie Muzeum Historii Naturalnej mogą pochwalić się „jedynie” 30 milionami okazów.

Entomolodzy z Krefeld są dumni ze swoich zbiorów i jednocześnie przerażeni tym, co zaważyli. Alarmują, że od kiedy prowadzą badania masa chwytanych owadów latających zmniejszyła się o 76%. Na potwierdzenie tych słów technicy z laboratorium pokazują dwie pułapki. W tej z roku 1994 złapało się 1400 gramów owadów. W tej współczesnej jest ich zaledwie 300 gramów.

To, z jak szybkim spadkiem mamy do czynienia, zauważyliśmy w 2011 roku. I od tamtego czasu jest coraz gorzej, mówi Sorg.
Entomolodzy z Krefeld już przed laty bili na alarm, jednak ich głos nie przebijał się do opinii publicznej. Media zajmowały się wówczas zagrożeniami wiszącymi nad wielkimi ssakami, a ludzie tacy jak Sorg i jego koledzy byli postrzegani jako dziwacy niemający wiele wspólnego z nauką.

W tym samym 2011 roku, pod drugiej stronie granicy, w Holandii, profesor Hans de Kroon próbował wyjaśnić zagadkę zmniejszającej się populacji ptaków. Wysunął hipotezę, że ma to związek z coraz mniejszą dostępnością pożywienia, szczególnie owadów. Jednak nie miał dostarczających dowodów. Wtedy skontaktowali się ze mną koledzy z Krefeld i powiedzieli, że mają dane, że widzą olbrzymie spadki, że są zaniepokojeni i poprosili mnie o analizę danych. Tak się to wszystko zaczęło, mówi de Kroon.

Naukowiec zaczął szukać przyczyn szybkiego spadku populacji owadów i odkrył jedną z nich. To intensywne rolnictwo. Cóż z tego, że w okolicy istnieje rezerwat przyrody, gdy zaraz za jego granicami, po drugiej stronie drogi uprawiane są buraki cukrowe, a pola są ciągle poddawane opryskom. Rezerwat nie jest więc chroniony tak, jakby się wydawało, mówi Sorg. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że w Europie Zachodniej obszary naturalne stają się coraz mniejsze, a rolnictwo jest niezwykle wrogie owadom. Owady nie mają pożywienia i są trute. A obszary chronione są coraz bardziej i bardziej izolowane. Owady nie są w stanie przenosić się między nimi. To dla nich zbyt daleko, dodaje profesor Kroon. Uczony nie ma wątpliwości, że przyczyny zanikania owadów, a co za tym idzie, zanikania ptaków, są antropogeniczne. Obawia się, że przekroczyliśmy granicę, spoza której nie ma już odwrotu, że utrata bioróżnorodności jest bezpowrotna.

Dane z Krefeld odegrały też główną rolę w metaanalizie przygotowanej przez australijskich naukowców z Uniwersytetów w Sydney i Queensland.

Przeprowadzili oni syntezę 73 badań nad insektami, jakie ukazały się w ciągu ostatnich 40 lat. Badania obejmowały cały świat. Na podstawie tej analizy Australijczycy obliczyli, że obecnie zagrożonych wyginięciem jest 40% gatunków owadów, a każdego roku kolejny 1% jest dodawany do tej listy. Owady stanowią 2/3 wszystkich gatunków lądowych. Mamy więc do czynienia z największym wymieraniem od czasów dinozaurów.

Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy są utrata habitatów, zajmowanie kolejnych obszarów pod intensywną produkcję rolną, urbanizacja, zanieczyszczenie środowiska głównie przez pestycydy i nawozy, wprowadzanie przez człowieka gatunków inwazyjnych oraz zmiana klimatu.

Jeśli nie zmienimy sposobu produkcji żywności, w ciągu kilku dekad owady jako cała gromada, znajdą się na skraju zagłady, stwierdzili australijscy uczeni.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak miło :) Szkoda tylko, że w swojej okolicy nic takiego nie zauważyłam :( Mam nawet wrażenie, że jest ich coraz więcej...

Share this post


Link to post
Share on other sites

O imitatores, servum pecus...
 

51 minut temu, bea napisał:

Jak miło

Miło dopiero będzie, już niedługo.

51 minut temu, bea napisał:

Szkoda tylko, że w swojej okolicy nic takiego nie zauważyłam

Mogłabyś przybliżyć metodologię Twoich spostrzeżeń?
 

52 minuty temu, bea napisał:

Mam nawet wrażenie

No właśnie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
17 minut temu, Szedar napisał:

Miło dopiero będzie, już niedługo.

Cóż, pomijając kwestię pszczół miodnych, to niewiele osób zmartwi się mniejszą ilością owadów, a artykuł w żaden sposób nie informuje, dlaczego miałoby to komukolwiek zaszkodzić :P

 

Cytat

Mogłabyś przybliżyć metodologię Twoich spostrzeżeń?

Czytaj ze zrozumieniem. Nie twierdzę, że liczba owadów się nie zmniejszyła, tylko że tego NIE ZAUWAŻYŁAM. Widuję tego świństwa więcej niż 20 lat temu, niedawno nawet na drzwiach wejściowych do mojego bloku siedziała modliszka. Ogólnie to ciężko wejść do bloku, bo zawsze coś siedzi na tych drzwiach, a wieczorem lata przy nich mnóstwo ciem, bo lecą do światła nad drzwiami. Poza tym cały blok przeżywa inwazję mrówek. Do mnie przylazły 2 lata temu i musiałam wszystko myć octem i posypywać boraksem. Teraz latem sypię borax wzdłuż okien i drzwi balkonowych, żeby mi nie wlazły, ale po ścianach od zewnątrz łażą jak wściekłe. Do tego już kilkoro znajomych złapało kleszcza i to nie w lesie czy parku, a na osiedlu w dużym mieście. Ptaków też jest bardzo dużo i mnóstwo jeży, które spacerują sobie nawet po chodniku między blokami

Edited by bea

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, bea napisał:

artykuł w żaden sposób nie informuje, dlaczego miałoby to komukolwiek zaszkodzić

Informuje, wyraźnie:

9 godzin temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

profesor Hans de Kroon próbował wyjaśnić zagadkę zmniejszającej się populacji ptaków. Wysunął hipotezę, że ma to związek z coraz mniejszą dostępnością pożywienia, szczególnie owadów

 

6 minut temu, bea napisał:

Nie twierdzę, że liczba owadów się nie zmniejszyła, tylko że tego NIE ZAUWAŻYŁAM

vs

Godzinę temu, bea napisał:

Mam nawet wrażenie, że jest ich coraz więcej.

Przeczytaj ze zrozumieniem proszę....

7 minut temu, bea napisał:

Widuję tego świństwa więcej niż 20 lat temu

Może poprawiła Ci się percepcja?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Szedar A co mi szkodzi zmniejszona populacja ptaków? Dlaczego mam się tym przejmować? Mnie tam one do niczego niepotrzebne, tylko srają i hałasują. Reszty nie skomentuję, bo widzę że masz problem z myśleniem :P

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Droga bea, skoro "tylko srają i hałasują", to o problemy z myśleniem już nie zahaczę. Zostawiam dla przyszłych pokoleń jako świadectwo naszych czasów. Miłego dnia. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Szedar - nie jestem miłośniczką ptaków ani biologiem. Jeśli naukowcy chcą, aby zwykli ludzie przejmowali się takimi rzeczami, to powinni przede wszystkim tłumaczyć, w jaki sposób może to tym ludziom zaszkodzić. I na to chciałam zwrócić uwagę ;)

Póki co ludzie masowo kupują moskitiery i repelenty, więc większość z nich taka wiadomość tylko ucieszy :P

Edited by bea

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, bea napisał:

zwykli ludzie przejmowali się takimi rzeczami, to powinni przede wszystkim tłumaczyć, w jaki sposób może to tym ludziom zaszkodzić. I na to chciałam zwrócić uwagę

Jeśli chciałaś na to zwrócić uwagę, to trzeba było tak napisać. Być może, skoro się nie znasz, warto było zadać pytanie, ale nie. Ty oczywiście nie będąc biologiem znasz się lepiej. Zatem powtórzę się: miłego dnia. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
16 minut temu, bea napisał:

A co mi szkodzi zmniejszona populacja ptaków? Dlaczego mam się tym przejmować? Mnie tam one do niczego niepotrzebne, tylko srają i hałasują.

 

8 minut temu, bea napisał:

Jeśli naukowcy chcą, aby zwykli ludzie przejmowali się takimi rzeczami, to powinni przede wszystkim tłumaczyć, w jaki sposób może to tym ludziom zaszkodzić. I na to chciałam zwrócić uwagę

Więc wyłącz "wrażenia" a włącz "myślenie"!

Edited by 3grosze

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Szedar - nigdzie nie twierdziłam, że się znam. Ludzi to nie interesuje, więc nie będą zadawać pytań. Trzeba im tłumaczyć. I nie moja wina, że masz problemy ze zrozumieniem i czytaniem między wierszami. Miłej nauki ;)

 

W dniu 3.07.2019 o 08:52, 3grosze napisał:

Może wyłącz "wrażenia" a  włącz "myślenie"?

A może sam je włącz? Chciałam pokazać, jak to wygląda z punktu widzenia laika, a tych mamy w społeczeństwie najwięcej

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bea, czy my jesteśmy na portalu Kopalnia Tajemnej Wiedzy Między Wierszami? Sądzę, że jednak na KW, a wiedza ma to do siebie, że nie jest wyrażana między wierszami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Pusty post

4 minuty temu, bea napisał:

A może sam je włącz?

Mam myśleć za Ciebie?

Edited by 3grosze
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Gdyby zniknęły komary z powierzchni Ziemi, nie płakałbym z tego powodu. I chyba 99,99% ludności też nie.

P. S. Tak samo muchy.

Edited by mankomaniak
  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapewne; warto może dorzucić gzy, meszki i takie tam. Tylko, czy jesteś pewien jak wyglądałby świat gdybyśmy "zniknęli" wszystkie muchy? Tego doskonale nie wiemy, a zaczynamy dopiero poznawać efekty naszej LUDZKIEJ ignorancji. Efekty te nie wyglądają zbyt imponująco. Nie zaczynałbym poznawania niesamowicie skomplikowanego mechanizmu od wyjęcia losowo wybranego trybiku. Nie jesteśmy pępkiem wszechświata. Warto to zrozumieć na samym początku. :)

Zapomniałem o kleszczach :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Szedar napisał:

Nie jesteśmy pępkiem wszechświata. Warto to zrozumieć na samym początku.

Nie, nie jesteśmy, tak samo jak komary i muchy. I ptaki. Śmieszy mnie np. gdy czytam, że trzeba zrezygnować z wiatraków tam, gdzie ptaki maja swoje trajektorie lotu od setek lat. Jak są tak głupie, że nie widzą wiatraka i nie potrafią zmienić trajektorii, to niech zginą pod tymi wiatrakami. Pasożyty to też małe robaczki, które dziesiątkowały ludzkość przez stulecia. To ich tez zabijać nie powinniśmy, bo nie wiadomo jakie byłyby skutki? Nie rozśmieszaj mnie. To że coś stworzyła natura, nie znaczy, że to jest dobre i powinno żyć. Jako ludzie powinniśmy zmieniać naturę na własną korzyść. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, mankomaniak napisał:

Nie, nie jesteśmy, tak samo jak komary i muchy. I ptaki.

Świetnie. Mamy konsensus. :)

4 minuty temu, mankomaniak napisał:

Jak są tak głupie, że nie widzą wiatraka i nie potrafią zmienić trajektorii, to niech zginą pod tymi wiatrakami.

Chcesz się przekonać, że za kilkadziesiąt lat ktoś napisze: "skoro nasza cywilizacja była tak głupia, że nie widziała pewnych rzeczy, to dobrze, że umiera"? :)

6 minut temu, mankomaniak napisał:

Nie rozśmieszaj mnie.

Not at all. :)

7 minut temu, mankomaniak napisał:

Jako ludzie powinniśmy zmieniać naturę na własną korzyść. 

Oczywiście, tylko pytanie: potrafimy to? :)

P.S. Na razie wygląda na to, że "nie zmieniamy na naszą korzyść", wręcz podcinamy gałęzie, na których siedzimy. Ale może to dobrze, że spadniemy? Może się czegoś nauczymy, w co zdecydowanie wątpię. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, bea napisał:

A może sam je włącz? Chciałam pokazać, jak to wygląda z punktu widzenia laika, a tych mamy w społeczeństwie najwięcej

To, że jest wielu laików w społeczeństwie, nie jest żadnym argumentem. Nauka nie rządzi się regułami demokracji tylko dowodami i faktami. A te mogą być niepopularne i trudne do zaakceptowania "dla większości".  

Share this post


Link to post
Share on other sites

@juhu - i w tym właśnie problem, że naukowcy nie są zainteresowani dotarciem do większości społeczeństwa, tylko upajają się tym swoim naukowym bełkotem. I dzięki temu m.in. mamy tabuny antyszczepionkowców, ziębitów i innych płaskoziemców :P

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, bea napisał:

naukowcy nie są zainteresowani dotarciem do większości społeczeństwa, tylko upajają się tym swoim naukowym bełkotem

Bełkotem zainteresowani są politycy i, co doskonale potwierdza rzeczywistość, trafiają w target. Bea, jeśli czegoś nie rozumiesz, to nie zwalaj winy na naukowców. Ich nie interesuje (i nie powinno) to, czy rozumiesz, bo to Twój problem.

  • Like (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, mankomaniak napisał:

Jako ludzie powinniśmy zmieniać naturę na własną korzyść. 

Manko!!! No to zjechałeś do poziomu  o.T.Rydzyka często  cytującego te słowa:

""A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!"

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
11 minut temu, Szedar napisał:

Bełkotem zainteresowani są politycy i, co doskonale potwierdza rzeczywistość, trafiają w target. Bea, jeśli czegoś nie rozumiesz, to nie zwalaj winy na naukowców. Ich nie interesuje (i nie powinno) to, czy rozumiesz, bo to Twój problem.

Nie, to nie mój problem. Nikt nie musi być omnibusem i znać się na wszystkim, bo by mu życia brakło :P O wielu sprawach to nie naukowcy decydują, tylko większość społeczeństwa. Jeśli oni nie przekonają ludzi do zmian, to nie będzie pożytku z tej ich nauki. Po to jest nauka, aby służyć społeczeństwu, a nie sobie a muzom. Powinni zadbać o porządną jej popularyzację. Starać się, aby artykuły naukowe były bardziej przystępne dla większości, a nie tylko dla specjalistów. Społeczeństwo trzeba edukować, inaczej czeka nas powrót do zabobonu. 

Edited by bea

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bea, jeszcze raz: błądzisz, to Twój problem.

3 minuty temu, bea napisał:

O wielu sprawach to nie naukowcy decydują, tylko większość społeczeństwa.

Nieprawda. Generalnie politycy, którzy są "wybrańcami narodu", ale w dyskusję o tym, że demokracja to debilny system nie będę wchodził.

4 minuty temu, bea napisał:

Po to jest nauka, aby służyć społeczeństwu

Bzdura. Nauka jest od badania JAKĄ RZECZYWISTOŚĆ JEST, a nie od tego, żeby iksiński miał dłuższy orgazm.

4 minuty temu, bea napisał:

Powinni zadbać o porządną jej popularyzację

Napisz do pana Gowina; może przeforsuje inny sposób finansowania nauki.

5 minut temu, bea napisał:

Starać się, aby artykuły naukowe były bardziej przystępne dla większości, a nie tylko dla specjalistów

:D:D :D  :D  :D

Wybacz, ale czegoś równie niemądrego dawno nie widziałem

6 minut temu, bea napisał:

Społeczeństwo trzeba edukować, inaczej czeka nas powrót do zabobonu

Ale to już się dzieje; cały czas :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Szedar napisał:

Ale to już się dzieje; cały czas

Taa, to widać ;)

 

2 minuty temu, Szedar napisał:

Wybacz, ale czegoś równie niemądrego dawno nie widziałem

To mało w życiu widziałeś

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, bea napisał:

Taa, to widać

Widzisz, mamy konsensus. Dyskusja prowadzi nas do zrozumienia. :)

10 minut temu, bea napisał:

To mało w życiu widziałeś

Dlatego dziękuję Ci za Twój wkład. Tylko głupi nie uczy się przez całe życie. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Eksperci próbują ustalić, co doprowadziło do śmierci tysięcy ptaków w pobliżu jeziora Sambhar w Radżastanie. Najpierw mówiono o ponad 2 tys. ofiar, jednak ze względu na to, że padłe ptaki pokrywają teren w promieniu 12-13 km od zbiornika wodnego, wiele wskazuje na to, że ich ostateczna liczba wzrośnie nawet do 5 tys.
      Sambhar, największe naturalne słone jezioro Indii, jest popularnym miejscem gromadzenia się ptaków migrujących, w tym flamingów czy szczudłaków.
      W zeszłą niedzielę powiadomiono władze, że jak okiem sięgnąć brzeg Sambharu pokrywają martwe ptaki. Ciał było tyle, że początkowo ludzie pomylili je z pryzmami krowich odchodów. Dopiero później okazało się, że to truchła przedstawicieli co najmniej 10 ptasich gatunków, m.in. kazarek rdzawych i szablodziobów.
      Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Z tajemniczych powodów zginęło tu ponad 5 tys. ptaków - powiedział India Today Abhinav Vaishnav, miejscowy obserwator ptaków.
      Na razie nie wiadomo, co się stało. Wysnuto jednak parę teorii. Jedna wskazywała na burzę gradową, która przeszła przez okolice w zeszłym tygodniu. Inne wspominały o chorobie zakaźnej i zawierających pestycydy nasionach z pola.
      Jak dotąd najbardziej prawdopodobną przyczyną wydaje się zanieczyszczenie wody, ale rozstrzygną to dopiero testy. Próbki wody i kilka okazów ptaków wysłano do dalszych badań do laboratorium w Bhopalu.
      Niektórzy specjaliści uważają, że w grę mogą wchodzić wyższa temperatura i wysoki poziom wody po ostatniej porze deszczowej. W takich warunkach śmiertelność wyczerpanych długiem lotów ptaków bywa wyższa.
      Obecnie miejscowi zajmują się grzebaniem ciał ptaków w głębokich dołach.
       

       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zdumieni strażnicy z National Trust znaleźli na bezludnej wyspie Mullion u wybrzeży Kornwalii tysiące jasnobrązowych, żółtych i zielonych gumek recepturek. Wydaje się, że trafiły tu, bo ptaki morskie pomyliły je ze swoim pożywieniem. Co istotne, w regionie uprawiane są kwiaty, które wiąże się w pęczki właśnie za pomocą gumek.
      Gumki znajdowały się w wypluwkach (zrzutkach) wydalonych na drodze regurgitacji.
      Zjedzone tworzywa sztuczne i guma to kolejna pozycja na długiej liście wyzwań, z którymi mewy i inne ptaki morskie muszą się zmagać, by po prostu przeżyć. Choć mewy są hałaśliwe i wydają się rozpowszechnione, tak naprawdę ich liczebność spada - opowiada strażniczka Rachel Holder.
      Miejsca takie jak wyspa Mullion powinny być dla ptaków morskich ostojami, przykro więc widzieć, że stały się one ofiarami ludzkiej aktywności.
      W niestrawionym pokarmie znaleziono też niewielkie fragmenty sieci rybackich i sznurka. Jedna z mew zginęła po złapaniu się na 10-cm haczyk.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naszym rozmówcą jest Marek Pióro – popularyzator „ptasiarstwa”, autor książek „Kalendarz ptaków” i „Plamka mazurka”. Od 12 lat prowadzi blog Plamka mazurka, a od 10 lat pełni funkcję ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej. Znawca ptaków, który bada ich obecność w mitologii, kulturze czy zabobonach. Pisze o ptakach wielowymiarowo. Jak sam mówi, zawdzięcza im naprawdę dużo, między innymi wzbogacenie kontaktów z ludźmi czy rzucenie palenia.


      Jest Pan tropicielem przysłów, herbów i legend związanych z ptakami, a także ptasich śladów w sztuce, religii i historii. Tego typu wątki pojawiają się m.in. w Pana książce pt. „Plamka mazurka”, np. w opowieściach o bocianie albo czapli. Skąd takie zainteresowania?
      Tropienie wspomnianych przez Panią tematów przyszło z rozwojem mnie jako autora bloga. Historia, legendy, przysłowia, sztuka czy mitologie obce mi nie były. Ale dopiero wraz z rozkręcaniem bloga zacząłem coraz głębiej je drążyć. Było to dla mnie radosne przypominanie poszczególnych wątków, jak też poznawanie nowych. Chyba w dużej mierze dzięki temu blog przyciągał uwagę wielu osób. Zapewne dzięki temu „Kalendarz ptaków” i „Plamka mazurka” dostarczają mi wzruszeń od Czytelników chwalących te książki.
      Liczebność populacji ptaków określa się w liczbie par. Są jednak pewne wyjątki. Skąd się one biorą: czy to kwestia biologii gatunku, tradycji czy jeszcze czegoś innego?
      Dobre pytanie, choć chyba niekoniecznie ja powinienem być jego adresatem. Kwestia liczenia ptaków w parach ma jednak swoje ograniczenia. Albo też... zbyt dużo swobody! Mam tu na myśli dwa pierwsze z brzegu gatunki. Dzięciołka i zimorodka. Liczymy je w parach, choć tak na dobrą sprawę różnie z tym bywa. Słyszałem swego czasu o samicy dzięciołka, która miała trzech partnerów i trzy dziuple ze swoimi jajami, a potem pisklętami. Albo o samcach zimorodków, które miały po trzy samice i trzy norki z przychówkiem. Jakże wygląda przy nich liczony w "buczących" samcach bąk? Podobne jest u wodniczek, które liczone są w śpiewających samcach.
      Jednak wszystkie gatunki w naszej awifaunie przebijają remizy. Występuje u nich polyginia (samiec kojarzący się z kilkoma samicami) z poliandrią (samica kojarząca się z kilkoma samcami). Myślę, że niejeden scenarzysta telenowel, gdyby znał remizy, mógłby być szczęśliwy.
      A w dziewiętnastym wieku remizy uznawano za monogamiczny gatunek.
      Co dla Pana oznacza bycie ambasadorem Rzeczpospolitej Ptasiej?
      Nominacja na ambasadora Rzeczpospolitej Ptasiej, na której zloty odbywające się w przedostatnie weekendy każdego kwietnia zapraszam, miała być dostrzeżeniem mojego blogowania. Miała zostać pewnym takim jakby zwieńczeniem pisania o ptakach, a stała się odskocznią, trampoliną do dalszego pisania.
      Z chwilą, gdy zostałem ambasadorem, opuściło mnie ileś nieśmiałości, nabrałem większej pewności siebie. Dzięki temu poznałem wielu fantastycznych ludzi. Po prostu nabrałem w skrzydła pozytywnego wiatru.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niektóre z ptasich geoglifów z pustyni Nazca z pewnością przedstawiają gatunki nierodzime. Wg naukowców, wśród 16 wizerunków ptaków znajdują się, na przykład, mieszkający w lasach pustelnik (Phaethornithinae) czy pelikan.
      Autorzy publikacji z Journal of Archaeological Science: Reports wspominają też o prawdopodobnym przedstawieniu młodocianej papugi. Ona także nie przynależy do pustynnego otoczenia i tak jak pustelnik pochodzi z tropikalnego lasu deszczowego.
      Masaki Eda, zooarcheolog z Muzeum Uniwersytetu Hokkaido, podkreśla, że na razie nie wiadomo, czemu twórcy rysunków z Nazca zajmowali się nierodzimymi gatunkami ptaków.
      Eda zainteresował się badaniem geoglifów z perspektywy biologicznej, gdy pracował nad identyfikacją ptasich kości na pobliskim stanowisku archeologicznym.
      Akademicy uważają, że powód, dla którego w geoglifach zamiast rodzimych przedstawiono egzotyczne ptaki, ma ścisły związek z celem samego procesu żłobienia. W dalszej identyfikacji ptaków z rysunków mają pomóc m.in. przedstawienia ptaków z ceramiki i pozostałości ptaków złożonych w ofierze.
      Ludzie z kultury Nazca mogli widzieć pelikany, zbierając pokarm na wybrzeżu - dodają specjaliści.
      Podczas badań zespół Edy analizował cechy anatomiczne każdego z 16 ptasich geoglifów. Kategoryzowano różne cechy, np. kształt dzioba i ogona oraz relatywną długość ogona i stóp, a następnie porównywano je do współczesnych peruwiańskich ptaków. Dotąd rysunki były identyfikowane w oparciu o ogólne wrażenie albo na podstawie nielicznych cech morfologicznych [...].
      Dzięki temu udało się z dużą dozą pewności zidentyfikować 3 ptaki. Jeden uznawany wcześniej po prostu za kolibra (geoglif nr PV68A-CF1) został zidentyfikowany jako przedstawiciel podrodziny Phaethornithinae; warto dodać, że pustelniki żyją na wschodnich stokach Andów i na północy w pobliżu równika, ale nie na południowej pustyni.
      Japończycy dokonali reklasyfikacji pustelnika w oparciu o długi i cienki dziób, trzy palce zwrócone w tym samym kierunku oraz długi ogon z wydłużoną środkową częścią.
      Kolejnym zaskoczeniem było stwierdzenie, że niezidentyfikowany wcześniej ptak (geoglif nr PV68-GF1) to pelikan, czyli ptak występujący w rejonie wybrzeża. Geoglif PV68A-GF3 to z kolei tzw. ptak guanowy (Guanay); w grupie ptaków nazywanych dziś tak przez Peruwiańczyków najważniejszym źródłem guana jest kormoran peruwiański.
      Inne ptaki, które wcześniej uznano za kondory bądź flamingi, nie miały zasadniczych cech potwierdzających taką identyfikację. Jednocześnie nie pasowały one do innych współczesnych peruwiańskich ptaków na tyle, by pozwalało to na nową identyfikację taksonomiczną.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew i Uniwersytet w Sztokholmie przeprowadziły badania dotyczące gatunków roślin, które wyginęły w ciągu ostatnich 250 lat. Okazało się, że w stanie dzikim wyginęło 571 gatunków. To dwukrotnie więcej niż w tym samym czasie wyginęło łącznie ptaków, ssaków i płazów. Eksperci zauważyli też, że tempo zanikania gatunków roślin jest nawet 500-krotnie szybsze niż naturalne ewolucyjne tempo znikania gatunków.
      Podczas unikatowych, pierwszych w historii badań tego typu skompilowano bazę gatunków roślin, jakie wyginęły w ciągu zaledwie ćwierci tysiąclecia. Naukowcy alarmują, że światowy ekosystem zubożał o 571 gatunków roślin. Co więcej, okazało się, że współczesna nauka nie miała pojęcia, iż tyle roślin zniknęło. Okazało się to dopiero po tym, jak Rafael Govaertes z Kew przejrzał wszystkie publikacje naukowe dotyczące wyginięcia roślin w ciągu ostatnich 30 lat i na tej podstawie stwierdził, że gatunków, które zniknęły, jest czterokrotnie więcej niż dotychczas sądzono.
      Zanikanie gatunków roślin jest znacznie mniej nagłaśniane niż znikanie zwierząt. Większość ludzi potrafi wymienić gatunek ssaka czy ptaka, który wyginął w ostatnich wiekach. Niewiele jednak jest w stanie wymienić roślinę. Nasze studium to pierwszy przegląd wszystkich gatunków roślin, które wyginęły, skąd wyginęły i jak szybko się to stało, mówi profesor Aelys M. Humphreys z Uniwersytetu w Sztokholmie.
      Jak dowiadujemy się z obecnych badań, gatunki roślin zanikają obecnie 500-krotnie szybciej niż zanikały zanim pojawił się człowiek.
      Naukowcy odkryli, że najszybciej giną gatunki na wyspach, w tropikach oraz na niektórych obszarach basenu Morza Śródziemnego. Stwierdzono też, że najbardziej na wyginięcie narażone są drzewa i krzewy o małym zasięgu geograficznym.
      Rośliny stanowią podstawę całego życia na Ziemi. Dostarczają nam tlen do oddychania i pożywienie. Są szkieletem światowych ekosystemów. Zanikanie roślin to zła wiadomość dla wszystkich gatunków. Dzięki tym badaniom będziemy w stanie lepiej przewidywać przyszłe zagrożenie dla konkretnych gatunków i będziemy mogli próbować im zapobiec. Dotyczy to również innych organizmów. Miliony gatunków zależą od roślin. Zależy też od nich los człowieka, zatem jeśli dowiemy się, które rośliny mogą wyginąć w następnej kolejności, będziemy mogli wdrożyć odpowiednie programy ochrony, dodaje doktor Eimear Nic Lughadha z Kew.
      Jedną z roślin, która już nie występuje na Ziemi jest chilijskie drzewo sandałowe (Santalum fernandezianum). Gatunek ten rósł na archipelagu Juan Fernandez. Od około roku 1624 był masowo wycinany, by pozyskać pachnące drewno. Do końca XIX wieku z wysp zniknęła większość tych drzew. Ostatnie chilijskie drzewo sandałowe sfotografowano 28 sierpnia 1908 roku na wyspie Robinson Crusoe. Od tego czasu nikt nie widział chilijskiego drzewa sandałowego.
      Inną zniszczoną przez człowieka rośliną jest Thismia americana. Ten niezwykły organizm został odkryty na mokradła w pobliżu Chicago. Nie posiadał on liści, a nad ziemią widoczne były tylko kwiaty. Gatunek odkryto w 1912 roku, a już pięć lat później został całkowicie zniszczony.
      Z kolei na Wyspie Świętej Heleny odkryto w 1805 roku rodzimy gatunek oliwki, Nesiota elliptica. Mimo, że ludzie zniszczyli większość roślinności na wyspie, to ostatnie stare drzewo oliwne przetrwało tam do 1994 roku. Naukowcom z Kew udało się pobrać jego szczepki zanim uschło. Był to jednocześnie jedyny przedstawiciel rodzaju Nesiota, zatem od 2003 roku rodzaj ten nie występuje na Ziemi w stanie dzikim.
      Są jednak i pozytywne wieści z powyższych badań. Okazało się bowiem, że 430 gatunków, które niegdyś uważano za wymarłe, zostało ponownie odkrytych. Najczęściej jednak oznacza to, że znaleziono kilka ostatnich osobników, a 90% nowo odkrytych gatunków jest na skraju wyginięcia.
      Takim ponownie odkrytym gatunkiem jest krokus chilijski, Tecophilaea cyanocrocus. To endemiczny gatunek występujący na wzgórzach otaczających stolicę kraju, Santiago. W czasach wiktoriańskich był bardzo popularny. Masowo wykopywano więc te rośliny i trafiały one do brytyjskich ogrodów. W latach 50. uznano, że z powodu nadmiernej eksploatacji i wyjadania przez zwierzęta hodowlane krokus wyginął. Jednak w 2001 roku, po wieloletnich poszukiwaniach, udało się go odnaleźć. Ostatnim miejscem jego występowania w stanie naturalnym jest prywatny teren na południe od Santiago. Obecnie niewielka populacja jest chroniona przed zwierzętami hodowlanymi, a gatunek, uznano z krytycznie zagrożony.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...