Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

USGS odkryła największe złoże ropy i gazu w swojej historii

Recommended Posts

Służba Geologiczna Stanów Zjednoczonych (USGS) poinformowała o odkryciu największego w swojej historii złoża ropy naftowej i gazu. Złoże znajdujące się w formacjach Wolfcamp Shale i Bone Spring Formation w Basenie Delaware, który jest z kolei częścią obejmującego Teksas i Nowy Meksyk Basenu Permskiego, zawiera 46,3 miliarda baryłek ropy naftowej, 8 bilionów metrów sześciennych gazu naturalnego oraz 20 miliardów baryłek gazu płynnego.

W tym roku święta Bożego Narodzenia nadeszły wcześniej, mówi sekretarz spraw wewnętrznych, Ryan Zinke. Siła USA wynika z amerykańskiej anergii i, jak się okazuje, tej energii mamy bardzo dużo. Przed tym odkryciem optymistycznie patrzyłem na możliwości produkcji ropy i gazu w USA. Teraz wiem, że możemy zdominować rynek energii.

Z kolei dyrektor USGS, doktor Jim Reilly, powiedział: W latach 80., gdy pracowałem w przemyśle ropy naftowej złoża permskie i im podobne nie były uznawane za źródła dużej ilości ropy. Jednak obecnie, dzięki postępowi technologicznemu, Basen Permski zadziwia nas swoim potencjałem.

Radości obu panów trudno się dziwić. Odkrycie może bowiem potwierdzać szacunki norweskiej firmy Rystad Energy, która przed dwoma laty stwierdziła, że to USA są posiadaczem największych na świecie rezerw wydobywalnej ropy naftowej.

Dość trudno jest ustalić, który z krajów ma największe rezerwy, gdyż państwa samodzielnie przekazują takie informacje i różnie liczą te rezerwy. Niektóre, jak Chiny czy Brazylia, podchodzą do obliczeń bardzo ostrożnie i przekazują dane tylko o potwierdzonych rezerwach. Inne, jak Wenezuela, mówią też o rezerwach szacunkowych. Jednak z wszystkich statystyk wynika, że USA są stosunkowo niewielkim graczem pod względem posiadanych rezerw. Te potwierdzone wynoszą bowiem 39 miliardów baryłek. Dzięki najnowszemu odkryciu ilość ta znacznie się zwiększy. Tymczasem Rystad Energy, niezależna firma konsultingowa, szacuje, że wszystkie – łącznie z nieznanymi jeszcze złożami – zasoby ropy na terenie USA to 264 miliardy baryłek. Norwegowie uwzględnili w swoich szacunkach nieodkryte jeszcze złoża w Teksasie, które szacują na 60 miliardów baryłek. Z ich wyliczeń wynika, że drugie na świecie zasoby posiada Rosja (256 miliardów baryłek), a trzecie Arabia Saudyjska (212 miliardów).

Zasoby nieodkryte to te, których istnienia możemy się domyślać na podstawie znajomości geologii i już odkrytych złóż. Z kolei złoża wydobywalne, to takie, z których możliwe jest czerpanie ropy i gazu przy użyciu już istniejącej technologii. Samo jednak odkrycie złóż nie oznacza, że będą one wykorzystywane. USGS prowadzi badania geologiczne, nie ocenia, czy wydobycie zasobów jest opłacalne.

Rystad Energy szacuje, że łączne światowe rezerwy ropy to 2 biliony 92 miliardy baryłek. To oznacza, że na Ziemi istnieje relatywnie ograniczona ilość wydobywalnej ropy. Z globalnym wzrostem liczby samochodów z 1 miliarda do 2 miliardów w ciągu najbliższych 30 lat, staje się jasne, że ropa samodzielnie nie wypełni rosnących potrzeb konsumpcyjnych w indywidualnym transporcie, stwierdziła Rystad Energy.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Międzynarodowe ustalenia międzynarodowymi ustaleniami, ale podejrzewam że wielu potężnych tego świata planuje wydobyć i sprzedać całą ropę, co do ostatniej kropelki. To samo z węglem i gazem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ile jeszcze można dowodzić że przerąbane mają ludzie to twierdzenie że przerąbane ma obiekt wielkości planety czyli Ziemia to jest już jakiś bełkot. Takie bezmyślne rzucanie zdań.

Czekam na chociaż jeden argument merytoryczny odnośnie Ziemi i tego że ma przerąbane. Rozpadnie się od wydobycia? Wpadnie na inną planetę?

Biosfera na Ziemi jest jej nic nie znaczącym ułamkiem.

A przecież jeśliby wymarli wszyscy ludzie na Ziemi to mokry sen ekologów o braku ludzkiej ingerencji stałby się faktem. Same plusy zatem z ekologicznego punktu widzenia.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, thikim napisał:

Czekam na chociaż jeden argument merytoryczny odnośnie Ziemi i tego że ma przerąbane. Rozpadnie się od wydobycia? Wpadnie na inną planetę?

Nie ma się co wymądrzać, myślę że dla każdego i dla Ciebie też jest oczywiste że Sławko miał na myśli ziemski ekosystem. A groźbę globalnego wymierania gatunków można określić słowem "przerąbane".

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, thikim napisał:

Czekam na chociaż jeden argument merytoryczny odnośnie Ziemi i tego że ma przerąbane. Rozpadnie się od wydobycia? Wpadnie na inną planetę?

Biosfera na Ziemi jest jej nic nie znaczącym ułamkiem.

A widzisz! "Ziemię"  kojarzysz  z materialnym globem, trzecią planetą od Słońca (ubogo :(), a  my :D "Ziemię" traktujemy holistycznie. Dla nas Ziemia to dom z mieszkańcami, a dla Ciebie "dom" to suche mury.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W jednej rzeczy zgadzam się ze sceptykami antropogeniczności efektu cieplarnianego, człowiek ma za mały wpływ na środowisko żeby zaszkodzić Ziemi jako całości , w skali geologicznej  nawet biosfera sobie poradzi, po prostu spowodujemy kolejne wielkie wymieranie. Minie pewnie parę set tysięcy lat roślinność uwięzi znów CO2, ale nas i większości znanych nam gatunków już dawno nie będzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, dexx napisał:

człowiek ma za mały wpływ na środowisko żeby zaszkodzić Ziemi jako całości , w skali geologicznej  nawet biosfera sobie poradzi, po prostu spowodujemy kolejne wielkie wymieranie.

 WTF?!!!

To ma być pocieszenie:D, że przeżyją bakterie, mchy ewentualnie gryzonie, a cywilizacyjny dorobek tysięcy pokoleń zmarnujemy w kilka?

a:

9 godzin temu, dexx napisał:

po prostu spowodujemy kolejne wielkie wymieranie

 Sięgasz wyobrażnią ile cierpień na Ziemi będzie się z tym wiązało? Bagatelizujące "po prostu" w kontekście ZAGŁADY jest takie...sorki... mocno infantylne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

3grosze, chyba opatrzenie zrozumiałeś wypowiedź dexxa. Myślę że dexx użył ironii i myślę że oboje się zgadzacie ;) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 8.12.2018 o 20:09, 3grosze napisał:

A widzisz! "Ziemię"  kojarzysz  z materialnym globem, trzecią planetą od Słońca (ubogo :(), a  my :D "Ziemię" traktujemy holistycznie

Owszem. Ziemię kojarzę zgodnie ze słownikiem jako planetę. 
Niektórzy z Was zaś odpłynęli w emocjonalne wizje. Zaraz mi ktoś napisze że "Ziemia żyje" a w ogóle to ma osobowość i cierpi.

Dopóki to będzie Kopalnia Wiedzy to proponuję jednak stosować argumenty merytoryczne a nie emocjonalne.
 

42 minuty temu, 3grosze napisał:

Sięgasz wyobrażnią ile cierpień na Ziemi będzie się z tym wiązało?

Może jednak jest jakieś forum gdzie można dyskutować o cierpieniu i emocjach? :) Tam proponuję się udać jeśli ktoś ma taką potrzebę.
Nie mylcie wiedzy z emocjami. 
Pisanie o niszczeniu Ziemi i cierpieniach jest formą emocjonalnego szantażu. Mam nadzieję uznacie że jednak zamiast emocjonalnego szantażu lepsze są argumenty merytoryczne. Dacie radę? :D
Otóż bez emocjonalnie stwierdzam:
1. Nie jesteście w stanie zniszczyć Ziemi, niezależnie od spalanych ilości węglowodorów wszelkiego rodzaju.

2. Nie jesteście w stanie zniszczyć życia na Ziemi.

3. Jesteście co najwyżej w stanie trochę podgrzać niektóre rejony Ziemi. Jedne ulegną podgrzaniu a inne schłodzeniu.

4. Może to spowodować masowe migracje, ale takie migracje już występowały. Ludzkość przetrwała bez problemu.

5. Niektóre kraje stracą, niektóre zyskają wskutek zmian klimatu.
6. Cały czas gatunki słabiej przystosowane wymierają i wymierać będą.
7. Ilość żywności jest wystarczająca żeby wyżywić i 20 mld ludzi. Problemem są państwa nierozwinięte które nie potrafią wyżywić swoich obywateli bo są nierozwinięte a nie na odwrót.
8. Przestańcie się tak bać o przyszłość.
To są proste zdania które powinniście umieć zrozumieć.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, thikim napisał:

Pisanie o niszczeniu Ziemi i cierpieniach jest formą emocjonalnego szantażu

Ty będziesz zawsze zagrożenie bagatelizował. Do końca: aż przez  blackout  komp Ci nie odpali.:D

13 minut temu, thikim napisał:

Dacie radę?

Najpierw sam daj radę uargumentować brak konsekwencji w niszczeniu Ziemi. Tej Ziemi.:D

21 minut temu, thikim napisał:

2. Nie jesteście w stanie zniszczyć życia na Ziemi.

Życie w formie bakterii lub szczura, to też życie. Ale co to za życie.:(

25 minut temu, thikim napisał:

8. Przestańcie się tak bać o przyszłość.

Bo thikim się nie boi. Argument na argumentami.

 

27 minut temu, thikim napisał:

3. Jesteście co najwyżej w stanie trochę podgrzać niektóre rejony Ziemi. Jedne ulegną podgrzaniu a inne schłodzeniu.

O rosnącej średniej temp. na Ziemi nie słyszałeś. Biedny, niedoinformowany thikim.:(

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, thikim napisał:
W dniu 8.12.2018 o 20:09, 3grosze napisał:

"Ziemię"  kojarzysz  z materialnym globem, trzecią planetą od Słońca (ubogo :(), a  my :D "Ziemię" traktujemy holistycznie

Owszem.

Właśnie. Nie bardzo jest sens się spierać, jeśli strony nie zdefiniują przedmiotu sporu. W przeciwnym razie można się zasypywać nawzajem słusznymi argumentami, które nic nie wnoszą, bo dotyczą czego innego. Na szczęście właśnie zostało zdefiniowane, o czym kto wcześniej mówił.

1 godzinę temu, thikim napisał:

jako planetę

Tylko, że biosfera jest częścią tej planety. Już od miliardów lat. Tu powstała i wyewoluowała do dzisiejszej postaci. Dlatego faktycznie:

 

1 godzinę temu, thikim napisał:

Ziemia żyje

Ale nie ma osobowości i nie cierpi (jako całość). Cierpią i mają osobowość niektóre wytwory biosfery (która jest częścią Ziemi).

1 godzinę temu, thikim napisał:

proponuję jednak stosować argumenty merytoryczne a nie emocjonalne

W 100% się zgadzam. Jednak stosować argumenty "nie emocjonalne" to nie to samo co nie dyskutować o emocjach.

 

1 godzinę temu, thikim napisał:

Może jednak jest jakieś forum gdzie można dyskutować o cierpieniu i emocjach?

Znam takie fajne forum. Nazywa się "Kopalnia Wiedzy". Ma między innymi działy:

Medycyna
Psychologia
Nauki przyrodnicze
Humanistyka
Ciekawostki

2 godziny temu, thikim napisał:

Nie mylcie wiedzy z emocjami. 
Pisanie o niszczeniu Ziemi i cierpieniach jest formą emocjonalnego szantażu.

Otóż... nie jest. No dobra, może być, ale niekoniecznie musi. To zależy od formy tego pisania - nie od wspomnianego tematu.

2 godziny temu, thikim napisał:

Otóż bez emocjonalnie stwierdzam:

Punkty 1-7 to jasno, konkretnie sformułowane stanowisko / tezy. I tu jest o czym dyskutować. Mnie szczególnie interesuje nr 5. Możesz rozwinąć temat? Szczególnie - które kraje według ciebie  zyskają?

Tu jednak:

2 godziny temu, thikim napisał:

8. Przestańcie się tak bać o przyszłość.
To są proste zdania które powinniście umieć zrozumieć.

pozwoliłeś sobie na protekcjonalność. Widać - nawet "bez emocjonalnego" thikima mogą ponieść emocje ;)

 

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie skomentować jeszcze tego:

W dniu 8.12.2018 o 17:05, thikim napisał:

Biosfera na Ziemi jest jej nic nie znaczącym ułamkiem.

Dziwna opinia. Może gdyby brać pod uwagę tylko masę biosfery w stosunku do całkowitej masy planety.

Tylko żeby bronić takiego punktu widzenia trzeba by zignorować całą niesamowitą złożoność życia. A nic co znamy we wszechświecie nie jest nawet w małym ułamku tak złożone, zorganizowane, powiązane skomplikowanymi zależnościami jak życie. Możliwe nawet, że życie na Ziemi jest jedynym we wszechświecie. Jak się chwilę nad tym zastanowić, to większość ludzi raczej skłoni się do tezy, że życie na Ziemi jest ukoronowaniem jej istnienia niż czymś bez znaczenia.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 hours ago, thikim said:

4. Może to spowodować masowe migracje, ale takie migracje już występowały. Ludzkość przetrwała bez problemu.

Jaja se robisz?
Dawne migracje to były dziesiątki tysięcy w skali setek lat. Teraz setki milionów w ciągu dziesięcioleci.

20 hours ago, thikim said:

5. Niektóre kraje stracą, niektóre zyskają wskutek zmian klimatu.

Nie wiadomo, które będą mieć bardziej prze[notego], te, które "stracą", czy te, które "zyskają". Bo do tych drugich będą się pchać ci z pierwszych, nieźle zdesperowani.

20 hours ago, thikim said:

7. Ilość żywności jest wystarczająca żeby wyżywić i 20 mld ludzi. Problemem są państwa nierozwinięte które nie potrafią wyżywić swoich obywateli bo są nierozwinięte a nie na odwrót.

To rozwiń tych niedorozwojów (5-6 mld.)... np. do przeciętnego poziomu UE. Policz zużycie energii, surowców, ilość syfu, itd., itp.

20 hours ago, thikim said:

To są proste zdania które powinniście umieć zrozumieć.

O tak, Przenajmędrszy. Nawet gdybyśmy się mieli zes... z wysiłku, postaramy się zrozumieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
28 minut temu, ex nihilo napisał:

To rozwiń tych niedorozwojów (5-6 mld.)... np. do przeciętnego poziomu UE. Policz zużycie energii, surowców, ilość syfu, itd., itp.

Masz jakiś kompleks z tym że muszą być rozwinięci? Rozwój to ich problem. Nie mój. Każdy kraj ma swoją własną drogę.
W imię tego uwielbienia różnorodności powinniście to szanować a nie tępić. 
Tymczasem Wy usta macie pełne frazesów o dobroci a czyny Wasze są po prostu złe.
W tym jednym jesteś chociaż Ty sprawiedliwszy że wielokrotnie dałeś tu upust temu jak ludzkości nienawidzisz. Czy inni mają tu tyle odwagi żeby się przyznać że po prostu nienawidzą ludzkości? :)
Nie oceniam :) masz prawo nienawidzić :) Jedynie nie dorabiajcie do tego ideologii że ta nienawiść do człowieka jest dobra.

28 minut temu, ex nihilo napisał:

Nie wiadomo, które będą mieć bardziej prze[notego], te, które "stracą", czy te, które "zyskają".

Jak nie wiadomo, to co się mądrzysz (nie tylko Ty) że wiesz?

28 minut temu, ex nihilo napisał:

Dawne migracje to były dziesiątki tysięcy w skali setek lat. Teraz setki milionów w ciągu dziesięcioleci.

Z historii zawsze byłeś słabszy.
Większe armie prowadziło wielu w historii. Setki tysięcy w ciągu lat pokonywało nawet i połowę kontynentu, czasem nawet zostawali.
Co do przyszłości, to jesteś panikarz. Jakie setki milionów? Trzeba było od razu napisać: miliardy w ciągu tysiącleci. 
To nie jest merytoryczność tylko sianie paniki. Ja rozumiem że lubisz się egzaltować tą paniką, ale nie musisz straszyć innych.

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, thikim napisał:

Tymczasem Wy usta macie pełne frazesów o dobroci a czyny Wasze są po prostu złe.

Z dobroci serca martwię się o stan Twój, czyniąc te złośliwa aluzję.

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 hours ago, thikim said:

Masz jakiś kompleks z tym że muszą być rozwinięci? Rozwój to ich problem. Nie mój. Każdy kraj ma swoją własną drogę.

I tu jest cały problem jaki ja mam z Twoja filozofia. Zmianami klimatu jest jak z bombą atomową, to nie jest problem kraju tylko ludzkości jako całości. To nie jest 500 plus gdzie na kredyt rozdasz trochę kasy i najwyżej jako państwo zbankrutujemy trochę pocierpią tylko obywatele ( patrz Wenezuela) . Tutaj kredyt zaciągamy wszyscy na jedno wspólne konto jeśli przekroczymy cienką czerwoną linię klimat też zbankrutuje i jest duże prawdopodobieństwo że większość gatunków w tym my tego nie przeżyjemy. 

Zamykanie wszystkiego w ramy kraju to jest rzecz która forsuje u nas PIS a np. w USA Trump i o ile w sprawie migrantów to jest kwestia danej kultury, moralności czy filozofii to klimat jest kwestią życia i śmierci , a przynajmniej komfortu życia dla przyszłych pokoleń.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
54 minuty temu, dexx napisał:

klimat jest kwestią życia i śmierci

Ponieważ kraje rozwinięte, w kryzysie, poradzą sobie dużo lepiej niż te nie rozwinięte, to można powiedzieć, że kraje rozwinięte dokonują masowego mordu. Ponieważ wydaje się, że przekroczyliśmy punkt bez powrotu, to właściwszy chyba jest tryb dokonany: dokonały masowego mordu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najgorsze jest to że akurat w Polsce szybciej nas dopadną inne skutki naszej polityki węglowej - pogorszenie jakości powietrza. Nawet jeśli nie jesteśmy jeszcze w punkcji bez powrotu to zgadzam się np. Elonem Musk że prowadzamy jeden z najgłupszych eksperymentów w dziejach ludzkości.

https://youtu.be/xKCuDxpccYM?t=323

Najbardziej irytuje mnie kiedy usprawiedliwiamy bierność w temacie zmian klimatu interesem państwa, a może bardziej wybranym grupom zawodowym w tym państwie, tym bardziej ze przerabialiśmy to np. z ołowiem w paliwie też próbowano udowadniać że nie ma znaczącego wpływu na środowisko, a obecnie panuje w tym temacie konsensus.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czarna dziura, która znajduje się w centrum naszej galaktyki, w ciągu zaledwie dwóch godzin zwiększyła swoją jasność 75-krotnie. Naukowcy sądzą, że Sagittarius A* była jeszcze jaśniejsza, nim zaczęli się jej przyglądać. Jeszcze nigdy w historii 20-letnich obserwacji nie zanotowano tak dużej jasności tej czarnej dziury. To jednocześnie największa zaobserwowana zmiana.
      Obserwacji dokonał Tuan Do z Keck Observatory. Początkowo sądził, że wyjątkowo jasny punkt, który pojawił się na odczytach to pobliska gwiazda S0-2, jednak szybko zdał sobie sprawę, że to co obserwuje, to rosnąca jasność czarnej dziury.
      To było dziwne. Nigdy wcześniej nie widziałem tak jasnej czarnej dziury. Może wpada w nią więcej gazu, przez co staje się bardziej jasna niż kiedyś?, zastanawia się uczony. W ubiegłym roku gwiazda S0-2 wędrowała w pobliżu Sagittariusa A*, co mogło zaburzyć gaz znajdujący się w okolicy i spowodowało, że więcej go trafia do dziury, a być może zwiększanie jasności jest związane z tajemniczą chmurą gazu i pyłu zwaną G2, którą zaobserwowano w 2014 roku. Już wówczas spodziewano się zwiększenia aktywności i fajerwerków, ale nic takiego nie nastąpiło. Astronomowie byli wówczas rozczarowani. Być może, jak mówi Do, coś opóźniło tę chmurę.
      Sagittarius A* ma wkrótce zostać zobrazowana przez Event Horizon Telescope. W kwietniu wykonał on pierwsze w historii ludzkości zdjęcie czarnej dziury. Była to M87. Gdy w końcu zobaczymy dokładniejszy obraz centralnej dziury Drogi Mlecznej będziemy mogli o niej więcej powiedzieć.
      Oczywiście obserwowane światło, które zwiększyło jasność, nie pochodzi z samej czarnej dziury, a z towarzyszącego jej dysku akrecyjnego. To dysk materii krążącej wokół czarnej dziury, który jest podgrzewany wskutek jej oddziaływania i zaczyna emitować promieniowanie elektromagnetyczne. To właśnie nagłe zwiększenie jego jasności zaobserwował Do.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W ubiegłym tygodniu odbyła się 3-dniowa burza mózgów, w czasie której około 200 naukowców i przedstawicieli pacjentów chorujących na nowotwory dyskutowało o propozycji prezydenta Trumpa, który podczas styczniowego State of the Union zapowiedział przeznaczenie w ciągu 10 lat 500 milionów dolarów na badania nad nowotworami u dzieci. Jednym z głównych elementów planu jest utworzenie olbrzymiej bazy danych.
      Każdego roku nowotwory są diagnozowane u około 16 000 dzieci w USA. Nie wszystkie z nich przeżyją, a te, którym się to uda, często zmagają się ze skutkami ubocznymi leczenia. A gdyby wszystkie dane dotyczące takich dzieci, włącznie z datami ich urodzenia, wynikami testów genetycznych, informacjami o zażywanych lekach i wszelkimi danymi zdrowotnymi trafiły do jednej bazy danych, do której mieliby dostęp naukowcy zajmujący się badaniami nad nowotworami?
      Childhood Cancer Data Initiative (CCDI), jak taki projekt jest nazywany w National Cancer Institute (NCI), to ważna część planu zarysowanego przez prezydenta Trumpa. Mogłaby ona przynieść olbrzymie korzyści. Naukowcy mogliby dzięki niej opracować mniej szkodliwe metody leczenia czy w końcu dowiedzieć się, dlaczego u około 10% małych pacjentów chorujących na białaczkę choroba albo nie reaguje na leczenie, albo nawraca. Taka baza pomogłaby też w zwalczaniu rzadkich nowotworów, na które obecnie nie ma lekarstwa, gdyż naukowcy mogąc przeanalizować większą liczbę przypadków mogliby wyciągnąć jakieś wnioski.
      Jednak, jak zauważa szef NCI, Doug Lowy, gdyby stworzenie takiej bazy było prosto, to już byśmy ją stworzyli.
      Problem w tym, że dane medyczne dzieci i młodych dorosłych cierpiących na nowotwory są porozrzucane po wielu niekompatybilnych bazach danych. Znajdują się one m.in. w stanowych rejestrach osób cierpiących na nowotwory, bazach zawierających zsekwencjonowane genomy guzów nowotworowych, które są tworzone na potrzeby konkretnych projektów badawczych, znajdziemy je w bazie bazie Children's Oncology Group NCI, która prowadzi testy kliniczne. Wiele innych użytecznych danych pacjentów znajduje się w prywatnych praktykach lekarskich, różnych szpitalach, klinikach. Bardzo często nie są one zdigitalizowane, więc trzeba by te informacje ręcznie wprowadzić do systemów komputerowych. Osobny problem to dane z badań obrazowych, które trzeba by umieścić w takiej bazie wraz z odpowiednimi opisami i oznaczeniami. Żeby stworzyć taką jednolitą bazę trzeba  podjąć wiele decyzji dotyczących tego, jak głęboko sięgać w przeszłość. Czy na przykład, NCI powinna tworzyć profile genetyczne posiadanych przez siebie próbek guzów nowotworowych itp. itd.
      Eksperci, którzy uczestniczyli we wspomnianej burzy mózgów, zgodzili się co do tego, że w pierwszym etapie prac NCI musi stworzyć spis wszystkich istniejących baz danych i magazynów próbek. Pojawiła się też sugestia, że Instytut powinien w ciągu roku opracować sposób na połączenie pięciu największych istniejących pediatrycznych onkologicznych baz danych w jedną. Inny pomysł to wprowadzenie przez NCI numerów identyfikacyjnych pacjentów tak, by możliwe było ich śledzenie w różnych bazach. Jeszcze inny pomysł to stworzenie federalnej bazy danych badań przedklinicznych na zwierzętach, na wzór już istniejącej bazy danych badań klinicznych.
      Najbardziej jednak śmiałą propozycją było wpisanie każdego pacjenta nowotworowego do długoterminowego projektu danych populacyjnych. Niektórzy uczestnicy spotkania ostrzegali jednak przed „wynajdywaniem prochu na nowo”. Zauważyli, że istnieją już rozbudowane projekty badań populacyjnych, które obejmują wiele tysięcy ludzi. Nie ma sensu uwzględnianie w nich każdego człowieka, gdyż spowoduje to znaczące zwiększenie kosztów.
      National Cancer Institute zapowiada zebranie wszystkich pomysłów i przygotowanie podsumowania spotkania. Na razie wielką niewiadomą jest, jakie decyzje zapadną w Kongresie. Administracja prezydenta domaga się, by w budżecie na rok 2020 uwzględniono 50 milionów USD na rozpoczęcie prac nad CCDI. Kwota ta została uwzględniona w propozycji budżetowej Izby Reprezentantów, jednak Senat nie zaprezentował jeszcze projektu swojego budżetu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Narastająca wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami ma coraz poważniejsze konsekwencje. Groźba nałożenia 25-procentowych ceł na produkty z Chin spowodowała, że wiele japońskich, amerykańskich, koreańskich i tajwańskich przedsiębiorstw opuszcza Chiny i przenosi produkcję do Azji Południowo-Wschodniej. Podobnie zaczynają postępować chińskie przedsiębiorstwa robiące interesy w USA, które przenoszą część, a czasem wszystkie swoje linie produkcyjne poza Państwo Środka.
      Chiny, największy światowy rynek elektroniki, od dawna były miejscem walki i magnesem dla zagranicznych przedsiębiorstw, które chciały skorzystać na taniej chińskiej sile roboczej. Z czasem pensje w Chinach zaczęły rosnąć, a gdy na to nałożyło się pogorszenie stosunków gospodarczych Chin i USA, firmy zaczęły coraz powszechniej opuszczać Chiny.
      Eksodus nie dotyczy jednak całości działań zagranicznych przedsiębiorstw. Większość ponadnarodowych koncernów przemieszcza poza Chiny jedynie te wydziały swoich firm, które mają związek z robieniem interesów z USA. Pozostałe wydziały i fabryki wciąż pracują, dostarczając towary na rynek chiński oraz inne rynki z wyjątkiem amerykańskiego. Zyskują na tym takie kraje jak Wietnam, Indie, Tajlandia czy Malezja, gdzie powstają fabryki obsługujące rynek USA.
      Wraz z przenoszeniem produkcji zmienia się też cały łańcuch dostaw. Dotychczas był skoncentrowany on w Chinach, jednak stopniowo rozprasza się po całej Azji Południowo-Wschodniej i do Indii. Wietnam stał się centrum intensywnej produkcji, w Malezji zagościły przedsięwzięcia związane z testowaniem i pakowaniem półprzewodników, a Indie stały się mekką dla producentów smartfonów i ich dostawców.
      Na amerykańsko-chińskim sporze handlowym wygrywa przede wszystkim Wietnam. W ubiegłym roku wartość zagranicznych inwestycji ulokowanych w tym kraju wyniosła 35,46 miliarda USD, a przemysł prywatny wytwarza już nawet 70% wietnamskiego PKB. Wietnam stosuje preferencyjne stawki podatkowe, jest członkiem WTO i TPP, a w październiku ubiegłego roku podpisał porozumienie o wolnym handlu z Unią Europejską. Ponadto firmom IT Wietnam oferuje 4-letnie zwolnienia podatkowe, a przez kolejnych 9 lat płacą one połowę normalnej stawki podatkowej. POnadto zagraniczni inwestorzy, który na własne potrzeby samodzielnie sprowadzają towary, jakich nie można kupić w Wietnamie, nie płacą ceł. Dotyczy to maszyn, pojazdów, urządzeń i wyposażenia linii produkcyjnych itp. Jakby jeszcze tego było mało, średni koszt siły roboczej w Wietnamie jest o 70% niższy niż w Chinach, niższe są też ceny ziemi. Swoją produkcję do Wietnamu przenoszą Foxcon, Compal, Liteon, Intel, LG, Lens Technology, Luxshare, Samsung czy Lumens.
      Dobrym przykładem skutków wojny celnej jest historia firmy Luxshare Precision, która dostarcza podzespołów dla Apple'a i Huawei. Już w 2016 roku firma zainwestowała 21 milionów dolarów w budowę fabryki w Wietnamie. Jej rzecznik prasowy informował, że krótkoterminowo przedsiębiorstwo jest w stanie dostarczyć towar swoim klientom bez potrzeby zmiany łańcucha dostaw, jeśli jednak spór na linii USA-Chiny będzie trwał, to w średnim i krótkim terminie firma zostanie zmuszona do przeniesienia produkcji poza Państwo Środka. Obecnie anonimowe źródła informują, że Luxshare rozważa zwiększenie możliwości produkcyjnych swojej wietnamskiej fabryki.
      Firmy uciekają też z Chin do Malezji. W latach 2017–2018 chińscy producenci półprzewodników Suzhou Good-Ark, Tongfu Microelectronics i Huatian Technology przejmowali kolejne malezyjskie zakłady testowania i pakowania półprzewodników. Fabryki w Malezji budują już Intel, Infineon, ASE i ST. Inwestują tam też Samsung, Jinjing Science & Technology i OSRAM. Rząd Malezji już w 2010 roku wprowadził liczne ułatwienia dla zagranicznych inwestorów.
      Inny przykład to Indie, które zwiększają produkcję smartfonów w obliczu osłabienia rynku tych urządzeń. Produkcja smartfonów w Indiach rośnie, a rząd zwiększa cła na sprowadzane telefony, co jest dodatkowym impulsem do lokowania produkcji w Indiach. Swoje urządzenia wytwarzają już tam Xiaomi, Huawei, OPPO czy Vivo, a ich dostawcy, tacy jak Yington Telecommunication, Holitech, Everwin Precision i inni podążają za klientami. Indyjska siła robocza jest tańsza niż chińska, a do budowy nowych fabryk w Indiach dodatkowo zachęca fakt, że te istniejące rzadko spełniają standardy oferowane przez chińskie fabryki, zatem bardziej opłaca się kupno ziemi i wybudowanie nowej fabryki niż przejmowanie już istniejącej.
      Wietnam, Malezja i Indie to główne kierunki migracji firm z Chin. Część z nich przenosi1 też produkcję do Tajlandii, Indonezji, na Filipiny, a nawet do USA i Meksyku. Wiele międzynarodowych koncernów unika koncentrowania zbyt dużych mocy produkcyjnych w jednym kraju. W obliczu ostatnich zawirowań politycznych uznają bowiem, że bardziej zdecentralizowane operacje są bezpieczniejsze i bardziej odporne na kryzysy polityczne.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas tworzenia mapy struktur geologicznych pod dnem oceanu u północno-wschodnich wybrzeży USA naukowcy dokonali zaskakującego odkrycia. Zauważyli gigantyczne pokłady relatywnie słodkiej wody uwięzionej w porowatych osadach pod dnem oceanicznym. Wydaje się, że to największy taki zbiornik na świecie. Rozciąga się on pomiędzy Massachusetts po New Jersey. Gdyby zbiornik znajdował się na lądzie, utworzyłby jezioro o powierzchni około 39 000 kilometrów kwadratowych. Badania sugerują, że tego typu zbiorników może być znacznie więcej, a to dobra wiadomość dla świata, w którym coraz częściej mamy do czynienia z niedoborami wody pitnej.
      Wiedzieliśmy, że w izolowanych miejscach pod dnem uwięziona jest woda pitna. Nie znaliśmy jednak rozmiarów złóż. Mogą się one okazać niezwykle cenne w wielu cierpiących na niedobory wody częściach planety, mówi główna autorka badań, doktorantka Chloe Gustafson z Columbia University.
      Pierwsze wskazówki, że pod dnem jest słodka woda, pojawiły się w latach 70. kiedy firmy poszukujące ropy naftowej czasami trafiały na wodę pitną. Od tamtej pory naukowcy zastanawiali się, czy mamy do czynienia z izolowanymi kieszeniami z wodą, czy też z czymś większym.
      Przed 20 laty współautor obecnych badań, Kerry Key, rozpoczął w firmami naftowymi współpracę przy rozwoju technologii elektromagnetycznego obrazowania struktur pod dnem morskim. Przed kilku laty uczony zaczął się zastanawiać, czy nie można tej technologii zmodyfikować tak, by poszukiwać za jej pomocą słodkiej wody.
      Niedawno przeprowadzone badania i pomiary pól elektromagnetycznych. Wykorzystano przy tym wiatr słoneczny, wyładowania atmosferyczne oraz fakt, że słona woda jest lepszym przewodnikiem fal elektromagnetycznych niż woda słodka. Analizy wykazały, że mamy do czynienia z bardziej lub mniej ciągłym złożem słodkiej wody, rozciągającym się na odległość nawet 120 kilometrów i znajdujących się średnio na głębokości 180 metrów pod dnem, a głębokość zbiornika wynosi również około 180 metrów. Znajduje się tam około 2800 km3 słodkiej wody.
      Naukowcy przypuszczają, że zbiornik mógł powstać pod koniec ostatniej epoki lodowej, gdy roztapiały się lodowce. Poziom oceanów był wówczas znacznie niższy, osady niesione przez roztapiające się słodkie wody uformowały potężne delty rzeczne i uwięziły pod sobą wodę. Ponadto nowe badania sugerują, że zbiornik może być nadal zasilany przez wody opadowe. Wskazuje na to fakt, że woda w zbiorniku jest bardziej słodka bliżej brzegów, a bardziej słona w głąb oceanu. To sugeruje, że powoli dochodzi do mieszania się wody pitnej z wodą oceanu.
      Jeśli ludzie chcieliby wykorzystywać wodę z tego zbiornika, to do większości zastosowań musiałaby ona zostać poddana procesowi odsalania. Byłby on jednak mniej kosztowny niż odsalanie wody morskiej. Prawdopodobnie nie będziemy potrzebowali tej wody, jeśli jednak podobne zbiorniki występują w innych regionach świata, mogą tam stać się ważnym źródłem wody pitnej, mówią naukowcy. Takie regiony to np. Kalifornia, Australia, Środkowy Wschód czy Sahara.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amerykańska prasa donosi, że Stany Zjednoczone przeprowadziły cyberatak na irańskie systemy kontroli i wystrzeliwania rakiet. Był to odwet za zestrzelenie amerykańskiego drona. Za atak odpowiedzialna była US Cyber Command, nikt w nim fizycznie nie ucierpiał, a sam atak uznano za bardzo udany. Oczywiście wszystko to są informacje nieoficjalne. Oficjalnie wiceprezydent Mike Pance odświadczył, że administracja nigdy nie komentuje tajnych operacji.
      Jak dowiedzieli się reporterzy The New York Times i Washington Post, atak był przygotowywany od wielu tygodni, a może nawet od miesięcy. Zestrzelenia drona przyspieszyło decyzję o jego przeprowadzeniu.
      Jak pamiętamy, Iran zestrzelił amerykańskiego drona twierdząc, że naruszył on irańską przestrzeń powietrzną. USA twierdzą, że działanie Teheranu było bezprawne, gdyż dron nie wleciał w przestrzeń powietrzną Iranu. Prezydent Trump wyraził swoje oburzenie, a później poinformował, że rozkazał bombardowania celów w Iranie, jednak w ostatniej chwili odwołał rozkaz. Nie wiemy, oczywiście, czy wydarzenie takie miało miejsce, czy też Biały Dom blefuje w ramach strategii negocjacyjnej.
      Wracając do amerykańskiego cyberataku, nie wiemy, w jaki sposób został on przeprowadzony, jakimi siłami, co dokładnie było jego celem i jakie były jego rezultaty. Jednak widzimy tutaj jasny przykład na coraz większe zacieranie się granic pomiędzy wojną konwencjonalną a wojną w cyberprzestrzeni. Warto tutaj przypomnieć, że w ubiegłym miesiącu Izrael przeprowadził atak rakietowy na budynek w Strefie Gazy, z którego – jak poinformował Tel Awiw – członkowie Hamasu prowadzili cyberatak przeciwko Izraelowi.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...