Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Stany Zjednoczone to chyba jedyny kraj Zachodu, w którym niektórzy uczniowie, studenci, szkoły i nauczyciele nie chcą słyszeć o teorii ewolucji i czasem daje się im do tego prawo. Teraz parlamentarzyści ze stanu Tennessee zaproponowali uchwalenie przepisów, które będą chroniły nauczycieli podważających teorię ewolucji czy teorię globalnego ocieplenia.

Tennessee ma szczególnie ciekawą historię podważania teorii ewolucji. W roku 1925 odbył się w nim proces The State of Tennessee kontra Scopes, zwany też Scopes Monkey Trial. Stan oskarżył w nim nauczyciela biologii Johna Scopesa o naruszenie stanowej Ustawy Butlera, która zakazywała nauczycielom szkół publicznych podważania biblijnych teorii o pochodzeniu człowieka. Scopes został uznany winnym, a Sąd Najwyższy stanu Tennessee podtrzymał ważność ustawy, na podstawie której sądzono Scopesa, jednak z przyczyn technicznych sam wyrok unieważniono. Do powtórki procesu nie doszło. Sprawa odbiła się jednak szerokim echem w całym kraju.

Sprawę Scopesa rozstrzygnął, de facto, Sąd Najwyższy USA, który w procesie Epperson kontra Arkansas (rok 1968) stwierdził, że stan nie ma prawa zabraniać nauczania teorii ewolucji w szkołach publicznych. Sąd uznał, że narusza to Pierwszą Poprawkę do Konstytucji USA, która mówi, że „Kongres nie może ustanowić żadnych praw wprowadzających religię". W związku z tym w niektórych stanach przyjęto zasadę, że szkoły publiczne nauczające teorii ewolucji muszą również nauczać kreacjonizmu. W roku 1987 Sąd Najwyższy USA orzekł, że takie przepisy są zakazane, gdyż ich celem jest preferowanie konkretnej religii.

Obecnie Zgromadzeniu Generalnym Tennessee zaproponowano przepisy, w których czytamy: Zabrania się stanowym radom edukacyjnym oraz jakimkolwiek ciałom zarządzającym publicznymi szkołami podstawowymi i ponadpodstawowymi, dyrektorom szkół, administratorom systemu szkolnictwa przeszkadzania nauczycielom szkół publicznych w pomaganiu uczniom w zrozumieniu, analizowaniu, krytykowaniu w sposób obiektywny silnych i słabych stron istniejących teorii naukowych dotyczących ewolucji i globalnego ocieplenia.

Zwolennicy ustawy mówią, że polepszy ona jakość nauczania. Senator Bo Watson, jeden z jej autorów, stwierdził w wywiadzie: „Kreacjonizm i teoria inteligentnego projektu mogą nie spełniać standardów naukowych, ale jeśli taki temat pojawi się na lekcji, a nie jest on wpisany w stanowym programie nauczania, to nauczycielom nie powinno się zabraniać o tym mówić. Nauczyciel powinien mieć prawo powiedzieć uczniom, że istnieją konkurencyjne teorie".

Nowa ustawa spotkała się z pewnym wsparciem wśród stanowych środowisk naukowych. Część nauczycieli zwraca uwagę, że może to poprawić jakość nauczania poprzez promocję krytycznego myślenia. Inni podkreślają, że nauczyciel nie powinien narzucać uczniom swoich poglądów.

Inni jednak krytykują proponowane rozwiązania prawne. Stwierdzają, że to próba ataku na dobrze zbadane teorie naukowe. Nauczyciel biologii Wesley Roberts, zeznając przed Zgromadzeniem Generalnym Tennessee stwierdził, że ustawa spowoduje, że mity i bajki będą traktowane również poważnie jak nauka. Podał tu przykład chińskiego mitu o stworzeniu człowieka, w którym pchły stają się ludźmi.

Częścią bogatej historii naszego stanu jest opozycja wobec teorii ewolucji. Ta ustawa to część tej tradycji. Ona nie mówi o zachęcaniu studentów o przedyskutowaniu kontrowersji dotyczących wojny w Wietnamie. Nie mówi o dyskusji na temat prawdziwej wartości liczby pi. Ona skupia się na ewolucji. Ta ustawa to nic innego, jak pozwolenie na pojawienie się w klasach dowolnej idei, niezależnie od tego, czy ma ona naukowe podstawy czy też ich nie ma.

Wspomniana ustawa zyskała już akceptację Komitetu Edukacji Zgromadzenia i wkrótce zostanie poddana pod głosowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wspaniale! Niech żyje Niewidzialny Różowy Jednorożec! ;)

 

silnych i słabych stron istniejących teorii naukowych dotyczących ewolucji i globalnego ocieplenia

 

Tyle, że kreacjonizm ma tyle wspólnego z teorią naukową (i wręcz w ogóle z nauką) co koń z koniakiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wkurtyzaniają mnie kreacjoniści i wyznawcy "Inteligentnego Projektu". Zresztą w ogóle negowanie ewolucji jest głupie straszliwie. Jedyny problem leży w tym, czym dokładnie jest i jak działa ewolucja, bo to wiemy tylko w przybliżeniu; ogólna, słownikowa definicja ewolucji się nie zmienia i wciąż jest prawdziwa...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego nie napiszesz "wiem" przecież są tysiące rzeczy o których nie masz pojęcia, nie ma się czego wstydzić.

Wg mnie czepiasz się zupełnie bez sensu. Zdanie np: "Nie wiemy czy istnieje bozon Higgsa" jest prawidłowe, podkreśla stan wiedzy ludzkości, a nie moją czy Twoją osobistą wiedzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

romero nie przejmuj się, waldi już tak ma, trzeba się po prostu przyzwyczaić;) Co do tematu- inteligentny człowiek powinien być świadom różnych sposobów postrzegania świata, chociażby po to, by mieć szersze horyzonty myślowe, co nie oznacza, że musi wierzyć we wszystko co usłyszy. Prawda broni się sama, jeśli teoria jest logiczna i są dowody na jej potwierdzenie, nie trzeba jej usilnie bronić, bo broni się sama. Z drugiej strony- jak już wspomniał wilk- kwestią co najmniej dyskusyjną jest, czy teoria kreacjonistyczna ma coś wspólnego z nauką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

a ja to akurat lubię w stanach-nie boją się eksperymentować i wprowadzać wykoncypowanych projektów w życie-mieli niewolnictwo,prohibicję,legalizują zielsko,uczą kreacjonizmu,wprowadzają głosowania przez net, kombinują z samochodami elektrycznymi i wiele innych rzeczy. nie to co w strachliwej i konserwatywnej Europie

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zdanie np: "Nie wiemy czy istnieje bozon Higgsa" jest prawidłowe, podkreśla stan wiedzy ludzkości, a nie moją czy Twoją osobistą wiedzę.[/size] 

Pierdoły opowiadasz, przecież może być gdzieś fizyk lub grupa fizyków którzy to doskonale wiedzą a słowo MY obejmuje ich również ... no i  co?? zawsze należ mówić za siebie " nie wiem czy istnieje bozon Higgsa " i to jest prawda , a gdybanie że wszyscy są na twoim poziomie umysłowym jest nadużyciem.  Bez obrazy  ;)  ja też nie wiem jak się np: teleportować. Co oczywiście nie znaczy że są tacy co to wiedzą i z tej wiedzy np: korzystają .

Share this post


Link to post
Share on other sites

a ja to akurat lubię w stanach-nie boją się eksperymentować i wprowadzać wykoncypowanych projektów w życie-mieli niewolnictwo,prohibicję,legalizują zielsko,uczą kreacjonizmu,wprowadzają głosowania przez net, kombinują z samochodami elektrycznymi i wiele innych rzeczy. nie to co w strachliwej i konserwatywnej Europie

 

No tu jest pewien problem. Z jednej strony nieszkodliwa bajka z drugiej prawda naukowa. Pytanie czy nauczanie bajek szkodzi i jak bardzo. Fanatyzm z jakim racjonaliści z racjonalizm.pl i sam Dawkins zwalczają kreacjonizm i religie (l.m.) w ogóle jest dla mnie, racjonalisty, nieracjonalny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierdoły opowiadasz, przecież może być gdzieś fizyk lub grupa fizyków którzy to doskonale wiedzą a słowo MY obejmuje ich również ... no i  co??

 

Technicznie, to bardzo niewiele osób wie o istnieniu promieniowania, większość z nas musi zaledwie wierzyć, że istnieją dowody na istnienie promieniowania.

Waldi, zażyj trochę swojej ulubionej trucizny bo strasznie się irytujesz bez powodów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Antyszwed: też mi się to bardzo u nich podoba. To, że o sprawach ważnych się tam dyskutuje. U nas tego nie ma. U nas mamy pewne poglądy, które są właściwe, a wszelka dyskusja na ten temat jest spychana na margines.

 

@Jajcenty: całkowita zgoda. Nauka też jest wiarą. Praktycznie wszystkim, którzy nie są naukowcami, pozostaje wiara w to, co mówią naukowcy. Także i w nauce istnieją dogmaty, podważenie wielu z nich jest niezwykle trudne, a próby podważenia mogą skończyć się niefajnie dla podważającego.

Jeśli uznajemy filozofię za naukę, to za naukę musimy też podać teologię. Pamiętajmy też, że nie we wszystkich działach nauki możliwe jest uzyskanie twardych dowodów. Być może nawet dotyczy to większości dziedzin. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś kiedyś podjął się oszacowania, w ilu dziedzinach nauki można zdobyć twarde dowody.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego nie napiszesz "wiem" przecież są tysiące rzeczy o których nie masz pojęcia, nie ma się czego wstydzić.

 

Teoria ewolucji jest modyfikowana na okrągło, i pewnie będzie modyfikowana jeszcze przez długi czas. Oznacza to, że obecna teoria z uwzględnieniem całej wiedzy ludzkości prawie na pewno nie jest ostateczna. I nadal do końca nie wyjaśnia, skąd się pewne cechy biorą, jak działa sprzężenie, dlaczego brakuje form pośrednich, czy ewolucja zawsze idzie na łatwiznę etc.

 

Niestety, waldi, nie wiemY tego tak dobrze, a jeśli sądzisz, że Ty wiesz, to się stawiasz ponad każdym biologiem w tym momencie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie zgadzam się z Tobą Mariuszu. Moim zdaniem nauka stoi na dokładnie przeciwnym biegunie do wiary, a przynajmniej powinna. Przykład o wierze w to, że istnieje promieniowanie jest myślę chybiony, bo nauka z założenia ma to do siebie, że jest podważalna i tak naprawdę w bardzo niewielu kwestiach można być pewnym na 100%, nawet pomimo twardych dowodów. Można jedynie przyjmować coś z pewnym prawdopodobieństwem. Wiara z kolei, pomimo braku dowodów, z góry zakłada swego rodzaju niepodważalną pewność. Dlatego właśnie jest nie do obalenia, bo opiera się na swoistym sofizmacie. Jak mawiał mój wykładowca- w nauce jest tyle nauki, ile jest w niej matematyki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przykład o wierze w to, że istnieje promieniowanie jest myślę chybiony, bo nauka z założenia ma to do siebie, że jest podważalna i tak naprawdę w bardzo niewielu kwestiach można być pewnym na 100%,

 

Oczywiście! Większość z nas głęboko wierzy w słuszność metody naukowej. Co jest metodą a co nie, ustala rada kapłanów nauki. O tym, jak sądzę, pisał Mariusz.

 

Jak mawiał mój wykładowca- w nauce jest tyle nauki, ile jest w niej matematyki.

 

Twój wykładowca pokłada głęboką wiarę w matematykę. Naukę, w której z jednej kuli można zrobić dwie inne dokładnie takie same a koło może być kwadratowe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
dlaczego brakuje form pośrednich

Reszta ok ale tym to mnie zadziwiłeś.

Jestem pewien że miałeś dziadków, pradziadków i .... prapraprapra....dziadków. W całkiem bliskiej przeszłości, rzędu 500 lat. Myślę że nawet w to nie wątpisz.

Jeśli zaczniesz szukać ich kości to większości nie znajdziesz. Czy to oznacza że przez kilka pokoleń brakowało form pośrednich???

Szanse na to że ktokolwiek z nas skończy jako skamienielina są praktycznie zerowe (przyczynia się do tego nasz sposób traktowania zmarłych ;)).

Ale nie w tym rzecz. W przypadku zwierząt szanse są większe ale nadal mizerne.

Szacunkowo nie znamy nawet 1 % tego co żyło na tej planecie. Nawet z tego co żyje nie znamy wszystkiego, znamy nawet mniej niż nie znamy. Oczywiście co do wielkich zwierząt znamy je dużo lepiej niż małe. Ale i tak nei znamy wszystkiego.

Jeśli teraz nie znamy tego co żyje w pełni to jak mamy znać to co było. Gdzie wiele gatunków mogło nie zachować nawet jednego swojego przedstawiciela w postaci skamienieliny. A jeśli zachowało to czy przekopaliśmy całą planetę aby takie coś odnaleźć?

Brak skamienielin i pozostałości form pośrednich jest tak oczywisty, że dziwią mnie takie pytania. Gdyby były wszystkie formy pośrednie to wówczas prędzej bym uwierzył w inteligenty projekt niż jak ich brakuje. Bo KTOŚ musiałby zadbać aby one wszystkie musiały przetrwać. Albo nam je podłożyć.

Ale form pośrednich brakuje i to jest dowód za ewolucją a nie przeciw.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reszta ok ale tym to mnie zadziwiłeś.

Jestem pewien że miałeś dziadków, pradziadków i .... prapraprapra....dziadków. W całkiem bliskiej przeszłości, rzędu 500 lat. Myślę że nawet w to nie wątpisz.

(...)

Ale form pośrednich brakuje i to jest dowód za ewolucją a nie przeciw.

 

Ale widzisz, są dwie szkoły ewolucjonizmu: niektórzy uważają, że było 1000 pokoleń ptaków z niedorozwiniętymi skrzydłami, które się wydłużały o milimetr na pokolenie aż się zaczęły nadawać do latania. Zwolennicy punktualizmu natomiast sądzą, że ewolucja wykorzystuje śmieciowe DNA (w przypadku ludzi - większość DNA) jako notatnika na brudno, i co jakiś czas wykształca kilka cech sprzężonych, bądź zmienia ekspresję genów zgromadzonych "na później".

 

Ten spór też nie jest rozstrzygnięty, a co do form pośrednich, to są, ale nie wiemy, ile ich powinno być - dlatego nie wiemy JAK do końca działa ewolucja ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale przecież podejście na zasadzie:

"wydłużały się aż się zaczęły nadawać do latania" to jest argument niemalże kreacjonisty.

W każdym momencie uśredniony efekt mutacji musiał być przydatny "TERAZ" a nie za 1000 pokoleń.

Z kolei argument o śmieciowym DNA nie mówię że całkowicie ale w większej części jest także pozbawiony sensu. Obserwowalibyśmy to i obecnie, nagłe skokowe zmiany w obrębie gatunków i to nie w rodzaju Czarnobyla ;)

Ewolucja nie działa na zasadzie A->A1->A2-> ... An

Ewolucja działa na zasadzie:

  A2,1 - >A3,1...

A1 A2,2 - >A3,2

  A2,3 - >A3,3...A - > An,3

 

Tylko że zamiast tych paru które byłem w stanie wypisać trzeba wypisać A1000,1000. Odpowiednio uwzględnić to że następuje krzyżowanie się. Na tak dużej puli procesy które dla paru pokoleń są nieistotne zaczynają odgrywać istotną rolę ponieważ następuje ich kumulacja.

Ba, w pewnym momencie dziesiątki tych przypadkowych kumulacji zajdzie w ślepe uliczki. Jest ich jednak tak dużo że część pójdzie właściwą drogą. I znowu nastąpi rozdzielenie na dziesiątki dróg z których część okaże się na zasadzie przypadku dobra.

Zatem oba podejścia uważam za błędne.

Skrzydła nie pojawiają się z nikąd. Jakby tak było to byłby to kreacjonizm.

Skrzydła też nie rosną po 1 mm to aby w pewnym momencie za 1000 pokoleń stworzenie zaczeło latać.

Może służyły do walk nie raniących w obrebie gatunku, a tym samym zwiekszających przeżywalność całego gatunku? W rozdzielonych koloniach lepsza przeżywalność była w tych gdzie do walki o samicę zaczęto używać przednich słabszych odnóży? Rosły (i traciły uzbrojenie) aby dany osobnik miał większą szansę na wygraną a tym samym rozmnożenie. Przeżycie gatunku to nie tylko przeżycie pojedynczego osobnika. Pojedyncze osobniki ulegają "wypadkom" i kończy się tak ich rola ewolucyjna. Liczy się całość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale przecież podejście na zasadzie:

"wydłużały się aż się zaczęły nadawać do latania" to jest argument niemalże kreacjonisty.

W każdym momencie uśredniony efekt mutacji musiał być przydatny "TERAZ" a nie za 1000 pokoleń.

Z kolei argument o śmieciowym DNA nie mówię że całkowicie ale w większej części jest także pozbawiony sensu. Obserwowalibyśmy to i obecnie, nagłe skokowe zmiany w obrębie gatunków i to nie w rodzaju Czarnobyla ;)

Ewolucja nie działa na zasadzie A->A1->A2-> ... An

Ewolucja działa na zasadzie:

  A2,1 - >A3,1...

A1 A2,2 - >A3,2

  A2,3 - >A3,3...A - > An,3

 

Tylko że zamiast tych paru które byłem w stanie wypisać trzeba wypisać A1000,1000. Odpowiednio uwzględnić to że następuje krzyżowanie się. Na tak dużej puli procesy które dla paru pokoleń są nieistotne zaczynają odgrywać istotną rolę ponieważ następuje ich kumulacja.

Ba, w pewnym momencie dziesiątki tych przypadkowych kumulacji zajdzie w ślepe uliczki. Jest ich jednak tak dużo że część pójdzie właściwą drogą. I znowu nastąpi rozdzielenie na dziesiątki dróg z których część okaże się na zasadzie przypadku dobra.

Zatem oba podejścia uważam za błędne.

Skrzydła nie pojawiają się z nikąd. Jakby tak było to byłby to kreacjonizm.

Skrzydła też nie rosną po 1 mm to aby w pewnym momencie za 1000 pokoleń stworzenie zaczeło latać.

Może służyły do walk nie raniących w obrebie gatunku, a tym samym zwiekszających przeżywalność całego gatunku? W rozdzielonych koloniach lepsza przeżywalność była w tych gdzie do walki o samicę zaczęto używać przednich słabszych odnóży? Rosły (i traciły uzbrojenie) aby dany osobnik miał większą szansę na wygraną a tym samym rozmnożenie. Przeżycie gatunku to nie tylko przeżycie pojedynczego osobnika. Pojedyncze osobniki ulegają "wypadkom" i kończy się tak ich rola ewolucyjna. Liczy się całość.

 

Ale ludzkie oko nie powstało skokowo, tylko się kolejne cechy nakładały, stąd jego ułomność. Lem to dobrze opisał w "Summa technologiae" :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie za bardzo rozumiem to zdanie: ale ludzkie oko nie powstało skokowo. To słowo "ale" sugeruje że pisałem coś przeciwnego.

Owszem nie powstało skokowo, ani nie powstało jako oko u człowieka. Człowiek je przejął od swoich przodków. Oczywiście zmieniało się i zmienia nadal.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie za bardzo rozumiem to zdanie: ale ludzkie oko nie powstało skokowo. To słowo "ale" sugeruje że pisałem coś przeciwnego.

Owszem nie powstało skokowo, ani nie powstało jako oko u człowieka. Człowiek je przejął od swoich przodków. Oczywiście zmieniało się i zmienia nadal.

 

Osobiście obstaję za teorią, że śmieciowe DNA to pamięć podręczna ewolucji, stąd to "ale".

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja też nie wiem jak się np: teleportować. Co oczywiście nie znaczy że są tacy co to wiedzą i z tej wiedzy np: korzystają .

Nie kupuje Twojej "logiki". Skoro ktoś mówi, że wie jak się teleportować, to znaczy, ze tylko tak mówi, dopóki tego nie udowodni teoretycznie lub lepiej praktycznie. Dopóki tego nie zrobi, to uważam jego słowa za bajdurzenie wariata. Na dobrą sprawę nie można powiedzieć "zatruwamy środowisko", bo są tacy, którzy tego nie robią. Z semantycznego punktu widzenia, jeżeli ja tego nie robię trzeba powiedzieć "oni zatruwają środowisko" i jest to prawidłowe póki, nie konkretyzujemy onych. Ale dziwnie jest mówić: oni nie wiedzą jak przebiegała ewolucja ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z semantycznego punktu widzenia, jeżeli ja tego nie robię trzeba powiedzieć "oni zatruwają środowisko" i jest to prawidłowe póki, nie konkretyzujemy onych. Ale dziwnie jest mówić: oni nie wiedzą jak przebiegała ewolucja ;)

 

Z semantycznego punktu widzenia to wszystko zależy od tego, jaki kolektyw bierzesz pod uwagę. W przypadku, gdy za kolektyw przyjmujemy "wszystkich", których z definicji częścią jesteśmy, to użycie 1. os. l. mn. jest jak najbardziej normalne. My, jako ludzie, zatruwamy środowisko. My, jako ludzie, nie wiemy, jak przebiega ewolucja (tak do końca) - chyba że Ty wiesz, wtedy sobie możesz mówić "oni nie wiedzą jak przebiega ewolucja" :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie obie teorie są słuszne i prawdziwe na stan wiedzy ludzkości w danej chwili. Jeżeli wiedza ludzkości będzie się dalej poszerzać to część teorii będzie ewoluować lub będzie zastępowana innymi teoriami.

Kreacjonizm odegrał swoją rolę w dziejach ludzkiej myśli i powinien odejść. Co najwyżej można o nim wspominać na lekcjach historii. Podejrzewam że gdyby nie Biblia to wszyscy dzisiejsi obrońcy kreacjonizmu w ogóle nie interesowali by się tą teorią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to ciekawe. Zdaniem Watsona kreacjonizm czy Inteligentny Projekt to teorie. Myślałem, że to po prostu określone poglądy lub hipotezy. Skoro jednak chodzi w tym wszystkim o "widzimisię", to ok.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osobiście obstaję za teorią, że śmieciowe DNA to pamięć podręczna ewolucji, stąd to "ale".

Nie do końca bym sie zgodził z tą teorią, gdyż jak wiemy ewolucja nigdy się nie cofa co za tym idzie - nie potrzebna nam jest jej pamięć, oczywiście jest to tylko jedna z teorii dotyczących DNA śmieciowego ale jest dosyć niekompletna - stąd moje wątpliwości

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ocieplenie klimatu może już w przyszłej dekadzie wpłynąć na globalne uprawy kukurydzy i pszenicy, informują naukowcy z NASA na łamach Nature Food. To wcześniej niż dotychczas sądzono. Przy scenariuszu zakładającym utrzymującą się wysoką emisję dwutlenku węgla do końca wieku można spodziewać się spadku produkcji kukurydzy nawet o 24%, przy jednoczesnym wzroście produkcji pszenicy dochodzącym do 17%.
      Naukowcy wykorzystali najnowsze modele klimatyczne oraz modele rozwoju upraw, uwzględnili w nich projektowane zmiany temperatury, opadów oraz koncentracji dwutlenku węgla. Modele wykazały, że w ocieplającym się klimacie coraz trudniej będzie uprawiać kukurydzę w tropikach, ale powinien zwiększyć się zasięg występowania pszenicy.
      Nie spodziewaliśmy się tak znaczących zmian w porównaniu z poprzednimi tego typu projekcjami, które zostały wykonane w roku 2014, mówi główny autor badań Jonas Jägermeyr z NAA i Columbia University. Szczególnie zaskakujący jest olbrzymi spadek produkcji kukurydzy. Spadek o 20% może mieć poważne implikacje w skali całej planety, stwierdza uczony.
      Na potrzeby badań naukowy wykorzystali pięć modeli klimatycznych CMIP6. Każdy z nich w nieco inny sposób przedstawia reakcję klimatu Ziemi na dwutlenek węgla. Następnie dane z tych symulacji zostały użyte w roli danych wejściowych dla 12 modeli upraw opracowanych w ramach projektu AgMIP. Modele te pokazują, jak w skali globu rośliny uprawne reagują na zmiany temperatury, opadów czy koncentrację CO2 w atmosferze. W efekcie uzyskano 240 modeli opisujących, jak do końca wieku mogą wyglądać uprawy kukurydzy, pszenicy, soi oraz ryżu.
      Symulacje uwzględniały wyłącznie zmiany klimatu, nie brały pod uwagę dopłat do upraw, zmiany technik uprawy czy wprowadzanie nowych bardziej odpornych odmian. Zjawiska te są przedmiotem intensywnych badań i eksperci chcą je uwzględnić w przyszłych symulacjach.
      Symulacje dotyczące upraw soi oraz ryżu wykazały, że w niektórych miejscach dojdzie do spadku produkcji, jednak w skali globalnej różnice między modelami były na tyle duże, że nie udało się wyciągnąć z nich jakichś wiążących wniosków. Znacznie jaśniejszy obraz uzyskano odnośnie kukurydzy i pszenicy.
      Kukurydza uprawiana jest na całym świecie, a znaczną jej część uprawia się w pobliżu równika. W zawiązku ze znacznym wzrostem temperatur należy spodziewać się dużych spadków produkcji w Ameryce Północnej i Środkowej, Afryce Zachodniej, Azji Centralnej, Brazylii i w Chinach. Z kolei pszenica, która dobrze rośnie w temperaturach umiarkowanych, może zwiększyć swoje zasięgi. Można spodziewać się wzrostu jej produkcji w północnych częściach USA oraz w Kanadzie, na północy Chin, w Azji Centralnej, na południu Australii i w Afryce Wschodniej.
      Badacze zauważają, że temperatura to nie jedyny czynnik decydujący o plonach. Wyższa koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze ma do pewnego stopnia pozytywny wpływ na fotosyntezę i retencję wody, zwiększa wydajność, ale dzieje się to kosztem zubożenia roślin o składniki odżywcze. Prowadzone już wcześniej eksperymenty wykazały, że zboża uprawiane w warunkach zwiększonej obecności CO2 tracą proteiny, a w innych roślinach ubywa żelaza i cynku. Przed trzema laty informowaliśmy o badaniach, z których wynikało, że utrata składników odżywczych przez rośliny uprawne spowoduje, że niedobory protein pojawią się u dodatkowych 150 milionów ludzi, a niedobory cynku dotkną dodatkowych 150-200 milionów ludzi. Ponadto około 1,4 miliarda kobiet w wieku rozrodczym i dzieci, które już teraz żyją w krajach o wysokim odsetku anemii, utracą ze swojej diety około 3,8% żelaza.
      Ponadto podniesiona koncentracja CO2 ma większy pozytywny wpływ na pszenicę niż na kukurydzę. Problemem mogą być jednak zmieniające się wzorce opadów oraz częstotliwość i czas trwania susz oraz fal upałów. Wyższe temperatury wydłużą też sezon upraw i przyspieszą dojrzewanie roślin.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z powodu zmian klimatu w Arktyce rośnie ryzyko, że wirusy znajdą sobie nowych gospodarzy, informują naukowcy z University of Ottawa. Kanadyjscy uczeni odkryli, że zwiększenie ilości wody, która z roztapiających się lodowców wpływa do Lake Hazen – największego pod względem objętości jeziora na północ od koła podbiegunowego – jest powiązane ze zwiększeniem ryzyka, iż wirusy zainfekują nowy gatunek.
      Uczeni z Ottawy zebrali próbki gleby oraz osadów z jeziora i zsekwencjonowali obecne tam RNA oraz DNA. Znaleźli w nich sygnatury wirusów oraz ich potencjalnych ofiar – zwierząt, roślin i grzybów. Następnie wykorzystali algorytm, który został niedawno opracowany przez różne zespoły badawcze, a który służy do oceny szans koewolucji lub symbiozy pomiędzy niespokrewnionymi grupami organizmów. Algorytm pozwolił na ocenę ryzyka znalezienia przez wirusy nowych gospodarzy, gatunków, których dotychczas nie infekowały. Okazało się, że ryzyko takie jest większe w miejscach, gdzie do jeziora wpadają większe cieki wodne, niosące więcej wody z lodowców.
      Naszym głównym odkryciem jest spostrzeżenie, że dla tego konkretnego jeziora, ryzyko przejścia wirusów na nowy gatunek rośnie wraz z ilością wody z lodowców, stwierdziła Audree Lemieux, która stała na czele grupy badawczej. Oczywiście naukowcy nie twierdzą, że do takiego zakażenia dojdzie czy ze będzie miała miejsce epidemia.
      Uczona dodaje, że obecnie ryzyko, iż w Arktyce zaczną pojawiać się choroby zakaźne jest niewielkie, gdyż jest tam niewiele wektorów – takich jak np. komary – mogących przenosić patogeny pomiędzy gatunkami. Jednak warto pamiętać, że zmiany klimatyczne nie ograniczają się do roztapiających się lodowców. Kolejne gatunki zwierząt będą migrowały na północ, można się więc spodziewać, że będzie się tam pojawiało też coraz więcej wektorów.
      Niestety, wspomniany algorytm nie wyjaśnia, dlaczego topniejące lodowce zwiększają ryzyko zarażenia nowych gatunków przez wirusy. Współautor badań, Stéphane Aris-Brosou, mówi, że być może chodzi tutaj o sam fakt zwiększania się kontaktu pomiędzy różnymi gatunkami w sytuacji, gdy ich lokalne środowisko zostaje zaburzone. Dochodzi więc albo do częstszych kontaktów, albo też pojawiają się nowe interakcje, a to daje wirusom więcej okazji do znalezienia nowego gospodarza.
      Naukowcy, którzy nie brali udziału w badaniach zauważają, że ryzyko jest naprawdę niewielkie. Chociażby dlatego, że w pobranych próbkach znajdowały się w większości zdegradowane fragmenty wirusowego RNA i DNA, które nie stanowią zagrożenia. Ponadto, co podkreślają sami autorzy badań, byli oni pierwszymi, którzy użyli tego algorytmu w ten sposób, więc potrzeba większej liczby badań, by dobrze ocenić i skalibrować wiarygodność algorytmu.
      Jednak ryzyka związanego z chorobami i globalnym ociepleniem w Arktyce nie można lekceważyć. Przekonaliśmy się o tym w 2016 roku, kiedy to na Syberii doszło doszło do epidemii wąglika. Zmarł wówczas kilkunastoletni chłopiec, ponad 100 osób trafiło do szpitali, padły tysiące reniferów. Śledztwo wykazało, że źródłem zakażenia były padłe przed kilkudziesięciu laty renifery, których ciała zostały odsłonięte w wyniku roztapiania się wiecznej zmarzliny.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chińsko-duński zespól naukowy poinformował, że od 1995 roku topniejące lodowce wpływają na ruch obrotowy Ziemi. Na podstawie danych satelitarnych oraz modelowania komputerowego naukowcy wykazali, że w 1995 roku oba bieguny przemieszczają się na wschód, a proces ten jest napędzany przez topniejące lodowce.
      Naukowcy wiedzą, że topnienie się lodowców wskutek globalnego ocieplenia ma wpływ na lokalizację biegunów, sądzili jednak, że proces ten trwa od 2005 roku. Wspomniane powyżej badania wskazują, że proces ten rozpoczął się co najmniej dekadę wcześniej niż go zauważono. Chińczycy i Duńczycy opracowali model, który pozwala na badanie zależności położenia biegunów i rozkładu wód na powierzchni lądów.
      Ziemia obraca się wokół osi, która przebiega przez geograficzne – czyli rzeczywiste – bieguny. Lokalizacja biegunów nie jest stała, gdyż Ziemia nie jest sztywnym obiektem i dochodzi na niej do zmian rozkładu masy. Wtedy też zmienia się położenie biegunów.
      Część z tych zmian przebiega w skali około roku i ma związek z krótkoterminowymi zjawiskami jak np. zmiany prądów oceanicznych czy ciśnienia atmosferycznejo. Jednak naukowcy wykryli też zmiany spowodowane, jak sądzą, odkształcaniem się powierzchni planety w miejscach, w których na skorupę ziemską naciskały niegdyś masy lodu. Gdy lodu ubywa dochodzi do unosznia się skorupy uwolnionej od nacisku. To proces długoterminowy.
      W roku 2013 Jianli Chen i jego koledzy z University of Texas wykazali, że zmiana pozycji biegunów, która rozpoczęła się w 2005 roku została spowodowana topnieniem lodowców i podnoszeniem się poziomu oceanów. W czasie swoich badań korzystali z danych dostarczanych przez amerykańsko-niemiecką misję GRACE (Gravity Recovery and Climate Experiment). Składa się ona z dwóch satelitów znajdujących się na tej samej orbicie, oddalonych od siebie o około 200 kilometrów. Gdy satelity przelatują nad jakimś znaczącym elementem planety, jak góra czy lodowiec, odczuwają rejestrują lokalne zmiany pola grawitacyjnego Ziemi powodowane przez masę obiektu. Te zmiany pola wpływają na odległość pomiędzy satelitami, którą można precyzyjnie mierzyć. W ten sposób misja GRACE pozwala na dokładne określenie kształtu Ziemi i monitorowanie zmian w poziomie oceanów, lodowcach czy masach wód podziemnych.
      Znaczące przesuwanie się biegunów na wschód zauważono już w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Jednak dopiero misja GRACE pozwoliła na powiązanie tego zjawiska z topniejącymi lodowcami.
      Naukowcy z Chin i Danii po wykonaniu analiz i obliczeń dla okresu sięgającego roku 1981 oraz po uwzględnieniu różnych czynników, jak np. pozyskiwanie przez ludzi wód podziemnych, stwierdzili, że wędrówka biegunów na wschód rozpoczęła się w 1995 roku, a jej główną przyczyną jest topnienie lodów na biegunach. Jednak nie tylko. Jako, że rozmiaru tego przemieszczania się nie da się wyjaśnić samym ubytkiem lodu, naukowcy sądzą, że za ruch biegunów odpowiada też pozyskiwanie wód gruntowych na średnich szerokościach geograficznych, głównie w Kalifornii, Teksasie, okolicach Pekinu i w północnych Indiach.
      Z obliczeń wynika, że średnia prędkość przemieszczania się biegunów w latach 1995–2020 wynosiła około 3 mm/rok. To aż 17-krotnie szybciej niż średnia prędkość dla lat 1981–1995. Mimo, że zmiana prędkości jest olbrzymia, nie zauważamy jej w codziennym życiu. Prowadzi ona np. do zmiany długości doby liczonej w milisekundach.
      Jako, że naukowcy monitorują zmiany biegunów od 176 lat, autorzy najnowszych badań chcą wykorzystać historyczne dane do zbadania wzorców pozyskiwania wód gruntowych przez człowieka w XX wieku.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Tegoroczna emisja gazów cieplarnianych będzie prawdopodobnie najwyższa w historii, uważają naukowcy. Pobity zostanie więc niechlubny ubiegłoroczny rekord.
      Specjaliści prognozują, że ludzkość – spalając paliwa kopalne – wypuści do atmosfery 36,8 miliarda ton dwutlenku węgla. Całkowita emisja antropogeniczna, włącznie z rolnictwem i przekształceniami ziemi na jego potrzeby, wyniesie prawdopodobnie 43,1 miliarda ton.
      Takie prognozy znalazły się w najnowszym raporcie organizacji Global Carbon Project. To międzynarodowe konsorcjum badawcze, które śledzi globalną emisję gazów cieplarnianych.
      Są też i dobre wiadomości. Specjaliści GCP prognozują też znaczące spowolnienie wzrostu emisji z paliw kopalnych. Jeszcze w 2018 emisja ze spalania węgla, ropy i gazu wzrosła o 2% w porównaniu z rokiem poprzednim. Tegoroczny wzrost emisji z tych źródeł nie powinien przekroczyć 0,6%.
      Część z tego spowolnienia spowodowana jest zmniejszającym się zużyciem węgla w USA, Europie oraz wolniejszym niż się spodziewano wzrostem jego użycia w innych częściach świata. Okazało się na przykład, że w USA ilość użytego węgla spadła aż o 10%. To znacznie więcej, niż prognozowano. Podobny spadek nastąpił też w Europie. Tymczasem w Indiach i Chinach doszło do dużych wzrostów konsumpcji węgla, ale wzrosty te były mniejsze niż w przeszłości.
      Wciąż jednak nie wiadomo, czy ten spadek użycia węgla będzie trendem długoterminowym. W ostatnich latach mieliśmy już do czynienia z kilkoma przypadkami nadmiernego optymizmu w związku z odchodzeniem od paliw kopalnych i za każdym razem okazywało się, że to krótkookresowe zjawisko. Na przykład w latach 2014–2016 emisja niemal przestała rosnąć, pojawiła się więc nadzieja, że ludzkość osiągnęła szczyt emisji i zacznie pompować do atmosfery coraz mniej gazów cieplarnianych. Jak wiemy, prognozy takie się nie sprawdziły.
      Z najnowszych opracowań wiemy, że jeśli ludzkość chce powstrzymać globalne ocieplenie na poziomie 2 stopni Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, to w ciągu nadchodzącej dekady emisja CO2 musi spaść o 25%. Jeśli zaś spełniony ma być bardziej ambitny cel – 1,5 stopnia Celsjusza – to spadek emisji musiałby sięgnąć 55%.
      Dyrektor Global Carbon Project, Pep Canadell, mówi, że on i jego koledzy zgadzają się z wyrażoną przez ONZ opinią, iż koncentracja CO2 w atmosferze rośnie zbyt szybko, by można było zatrzymać wzrost temperatury na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza. Mieliśmy kolejny rok wzrostu antropogenicznej koncentracji CO2. Czas najwyższy uznać, że każdy kolejny rok wzrostu oznacza, iż osiągnięcie założeń Porozumienia Paryskiego będzie znacznie trudniejsze.
      Przypomnijmy w tym miejscu, że niedawno Światowa Organizacja Meteorologiczne oznajmiła, iż tegoroczna średnia temperatura na Ziemi była o 1,1 stopnia Celsjusza wyższa, niż w czasach sprzed rewolucji przemysłowej. Po tym raporcie pojawiły się głosy, że bez drastycznych cięć emisji nie uda się zatrzymać ocieplenia przed osiągnięciem poziomu 3 stopni Celsjusza. Nie ma takiej możliwości, by beż olbrzymiego zmniejszenia emisji oraz wdrożenia masowych programów przechwytywania i składowania CO2 globalne ocieplenie pozostało na poziomie poniżej 3 stopni Celsjusza, mówi profesor Pete Strutton z Uniwersytetu Tasmanii.
      Dobrą wiadomością jest spadek emisji w USA. Pomimo głośnych wypowiedzi prezydenta Trumpa, który podkreśla rolę węgla, tegoroczna amerykańska emisji zmniejszyła się o 1,7%. Od 15 lat spada ona średnio o 1% rocznie. To w dużej mierze zasługa odchodzenia USA od węgla. Spadki mogłyby być jeszcze większe, gdyby nie rosnąca konsumpcja gazu. To zresztą trend widoczny na całym świecie. Od roku 2012 gaz staje się coraz ważniejszym źródłem emisji CO2. Z raportu GCP dowiadujemy się, że w bieżącym roku globalna emisja ze spalania węgla zmniejszy się o 0,9%, a wzrosną emisje ze spalania ropy (+0,9%) i gazu (+2,6%).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Każda z ostatnich 4 dekad była cieplejsza od poprzedniej, a obecna najprawdopodobniej nie będzie wyjątkiem, wynika z ostatniego raportu Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO). Oświadczyła ona, że lata 2010–2019 „prawie na pewno” będą najgorętszą dekadą znaną ludzkości. Co więcej, rok 2019 będzie drugim lub trzecim najgorętszym rokiem od 1850 roku.
      Z raportu WMO dowiadujemy się, że oceany mają najwyższą temperaturę zanotowaną przez człowieka i są o 26% bardziej zakwaszone niż na początku epoki przemysłowej. We wrześniu i październiku bieżącego roku zasięg morskiego lodu w Arktyce był rekordowo mały, a w Antarktyce zanotowano kilka tego typu rekordów w ciągu roku.
      Średnie tegoroczne temperatury były dotychczas o 1,1 stopnia Celsjusza wyższe niż średnia z lat 1850–1900, a bieżący rok może być najgorętszym rokiem w historii, w którym nie wystąpiło zjawisko El Niño.
      Pomimo głośnych deklaracji, ludzkość emituje coraz więcej węgla, a jego koncentracja w atmosferze bije kolejne rekordy. Średnia koncentracja dwutlenku węgla wynosiła w październiku 408,53 ppm, czyli była o 2,53 ppm wyższa niż średnia w październiku ubiegłego roku. Jednocześnie, w związku z utratą w Arktyce 329 miliardów ton lodu, październikowy poziom oceanów był rekordowo wysoki.
      WMO zauważa również, że w pierwszej połowie bieżącego roku zmiany klimatyczne zmusiły ponad 10 milionów osób do przesiedlenia się, a do końca bieżącego roku liczba ta może sięgnąć 22 milionów. Coraz częściej dochodzi do „upałów stulecia” i „powodzi stulecia”. Od Bahamów poprzez Japonię i Mozambik mieliśmy do czynienia z potężnymi tropikalnymi cyklonami, a wielkie pożary wybuchały od Arktyki po Australię, czytamy w raporcie.
      Wiele wskazuje na to, ludzkość nie powstrzyma globalnego ocieplenia na założonym poziomie 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z okresem sprzed epoki przemysłowej. By tego dokonać do roku 2030 powinniśmy każdego roku zmniejszać emisję CO2 o 7,6%. Tymczasem wciąż ona rośnie. Częściowo dlatego, że paliwa kopalne są subsydiowane, a w skali świata różnego rodzaju dopłaty do węgla i ropy naftowej mogą sięgać nawet 600 miliardów dolarów rocznie.
      Wciąż wykorzystujemy atmosferę jako miejsce, do którego pozbywamy się odpadów, mówi Joeri Rogelj, wykładowca w Imperial College London. Nawet jeśli wszystkie kraje dotrzymałyby wszystkich założeń Porozumienia Paryskiego, nie możemy być pewni, czy uchroniłoby to klimat przed ociepleniem się do roku 2100 o 3 stopnie ponad poziom sprzed epoki przemysłowej. Nie ma żadnych oznak spowolnienia globalnego ocieplenia. Jeśli zaś nadal będziemy postępowali tak, jak obecnie, to może być ono nawet wyższe niż zakładane, stwierdza sekretarz generalny WMO, Petteri Taalas.
      Nie ulega żadnej wątpliwości, że dotychczasowe ocieplenie o 1,1 stopnia Celsjusza to skutek spalania paliw kopalnych, dodaje Friderike Otto, zastępca dyrektora Environmental Change Institute na Uniwersytecie Oksfordzkim.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...