Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Stany Zjednoczone to chyba jedyny kraj Zachodu, w którym niektórzy uczniowie, studenci, szkoły i nauczyciele nie chcą słyszeć o teorii ewolucji i czasem daje się im do tego prawo. Teraz parlamentarzyści ze stanu Tennessee zaproponowali uchwalenie przepisów, które będą chroniły nauczycieli podważających teorię ewolucji czy teorię globalnego ocieplenia.

Tennessee ma szczególnie ciekawą historię podważania teorii ewolucji. W roku 1925 odbył się w nim proces The State of Tennessee kontra Scopes, zwany też Scopes Monkey Trial. Stan oskarżył w nim nauczyciela biologii Johna Scopesa o naruszenie stanowej Ustawy Butlera, która zakazywała nauczycielom szkół publicznych podważania biblijnych teorii o pochodzeniu człowieka. Scopes został uznany winnym, a Sąd Najwyższy stanu Tennessee podtrzymał ważność ustawy, na podstawie której sądzono Scopesa, jednak z przyczyn technicznych sam wyrok unieważniono. Do powtórki procesu nie doszło. Sprawa odbiła się jednak szerokim echem w całym kraju.

Sprawę Scopesa rozstrzygnął, de facto, Sąd Najwyższy USA, który w procesie Epperson kontra Arkansas (rok 1968) stwierdził, że stan nie ma prawa zabraniać nauczania teorii ewolucji w szkołach publicznych. Sąd uznał, że narusza to Pierwszą Poprawkę do Konstytucji USA, która mówi, że „Kongres nie może ustanowić żadnych praw wprowadzających religię". W związku z tym w niektórych stanach przyjęto zasadę, że szkoły publiczne nauczające teorii ewolucji muszą również nauczać kreacjonizmu. W roku 1987 Sąd Najwyższy USA orzekł, że takie przepisy są zakazane, gdyż ich celem jest preferowanie konkretnej religii.

Obecnie Zgromadzeniu Generalnym Tennessee zaproponowano przepisy, w których czytamy: Zabrania się stanowym radom edukacyjnym oraz jakimkolwiek ciałom zarządzającym publicznymi szkołami podstawowymi i ponadpodstawowymi, dyrektorom szkół, administratorom systemu szkolnictwa przeszkadzania nauczycielom szkół publicznych w pomaganiu uczniom w zrozumieniu, analizowaniu, krytykowaniu w sposób obiektywny silnych i słabych stron istniejących teorii naukowych dotyczących ewolucji i globalnego ocieplenia.

Zwolennicy ustawy mówią, że polepszy ona jakość nauczania. Senator Bo Watson, jeden z jej autorów, stwierdził w wywiadzie: „Kreacjonizm i teoria inteligentnego projektu mogą nie spełniać standardów naukowych, ale jeśli taki temat pojawi się na lekcji, a nie jest on wpisany w stanowym programie nauczania, to nauczycielom nie powinno się zabraniać o tym mówić. Nauczyciel powinien mieć prawo powiedzieć uczniom, że istnieją konkurencyjne teorie".

Nowa ustawa spotkała się z pewnym wsparciem wśród stanowych środowisk naukowych. Część nauczycieli zwraca uwagę, że może to poprawić jakość nauczania poprzez promocję krytycznego myślenia. Inni podkreślają, że nauczyciel nie powinien narzucać uczniom swoich poglądów.

Inni jednak krytykują proponowane rozwiązania prawne. Stwierdzają, że to próba ataku na dobrze zbadane teorie naukowe. Nauczyciel biologii Wesley Roberts, zeznając przed Zgromadzeniem Generalnym Tennessee stwierdził, że ustawa spowoduje, że mity i bajki będą traktowane również poważnie jak nauka. Podał tu przykład chińskiego mitu o stworzeniu człowieka, w którym pchły stają się ludźmi.

Częścią bogatej historii naszego stanu jest opozycja wobec teorii ewolucji. Ta ustawa to część tej tradycji. Ona nie mówi o zachęcaniu studentów o przedyskutowaniu kontrowersji dotyczących wojny w Wietnamie. Nie mówi o dyskusji na temat prawdziwej wartości liczby pi. Ona skupia się na ewolucji. Ta ustawa to nic innego, jak pozwolenie na pojawienie się w klasach dowolnej idei, niezależnie od tego, czy ma ona naukowe podstawy czy też ich nie ma.

Wspomniana ustawa zyskała już akceptację Komitetu Edukacji Zgromadzenia i wkrótce zostanie poddana pod głosowanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wspaniale! Niech żyje Niewidzialny Różowy Jednorożec! ;)

 

silnych i słabych stron istniejących teorii naukowych dotyczących ewolucji i globalnego ocieplenia

 

Tyle, że kreacjonizm ma tyle wspólnego z teorią naukową (i wręcz w ogóle z nauką) co koń z koniakiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wkurtyzaniają mnie kreacjoniści i wyznawcy "Inteligentnego Projektu". Zresztą w ogóle negowanie ewolucji jest głupie straszliwie. Jedyny problem leży w tym, czym dokładnie jest i jak działa ewolucja, bo to wiemy tylko w przybliżeniu; ogólna, słownikowa definicja ewolucji się nie zmienia i wciąż jest prawdziwa...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego nie napiszesz "wiem" przecież są tysiące rzeczy o których nie masz pojęcia, nie ma się czego wstydzić.

Wg mnie czepiasz się zupełnie bez sensu. Zdanie np: "Nie wiemy czy istnieje bozon Higgsa" jest prawidłowe, podkreśla stan wiedzy ludzkości, a nie moją czy Twoją osobistą wiedzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

romero nie przejmuj się, waldi już tak ma, trzeba się po prostu przyzwyczaić;) Co do tematu- inteligentny człowiek powinien być świadom różnych sposobów postrzegania świata, chociażby po to, by mieć szersze horyzonty myślowe, co nie oznacza, że musi wierzyć we wszystko co usłyszy. Prawda broni się sama, jeśli teoria jest logiczna i są dowody na jej potwierdzenie, nie trzeba jej usilnie bronić, bo broni się sama. Z drugiej strony- jak już wspomniał wilk- kwestią co najmniej dyskusyjną jest, czy teoria kreacjonistyczna ma coś wspólnego z nauką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

a ja to akurat lubię w stanach-nie boją się eksperymentować i wprowadzać wykoncypowanych projektów w życie-mieli niewolnictwo,prohibicję,legalizują zielsko,uczą kreacjonizmu,wprowadzają głosowania przez net, kombinują z samochodami elektrycznymi i wiele innych rzeczy. nie to co w strachliwej i konserwatywnej Europie

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zdanie np: "Nie wiemy czy istnieje bozon Higgsa" jest prawidłowe, podkreśla stan wiedzy ludzkości, a nie moją czy Twoją osobistą wiedzę.[/size] 

Pierdoły opowiadasz, przecież może być gdzieś fizyk lub grupa fizyków którzy to doskonale wiedzą a słowo MY obejmuje ich również ... no i  co?? zawsze należ mówić za siebie " nie wiem czy istnieje bozon Higgsa " i to jest prawda , a gdybanie że wszyscy są na twoim poziomie umysłowym jest nadużyciem.  Bez obrazy  ;)  ja też nie wiem jak się np: teleportować. Co oczywiście nie znaczy że są tacy co to wiedzą i z tej wiedzy np: korzystają .

Share this post


Link to post
Share on other sites

a ja to akurat lubię w stanach-nie boją się eksperymentować i wprowadzać wykoncypowanych projektów w życie-mieli niewolnictwo,prohibicję,legalizują zielsko,uczą kreacjonizmu,wprowadzają głosowania przez net, kombinują z samochodami elektrycznymi i wiele innych rzeczy. nie to co w strachliwej i konserwatywnej Europie

 

No tu jest pewien problem. Z jednej strony nieszkodliwa bajka z drugiej prawda naukowa. Pytanie czy nauczanie bajek szkodzi i jak bardzo. Fanatyzm z jakim racjonaliści z racjonalizm.pl i sam Dawkins zwalczają kreacjonizm i religie (l.m.) w ogóle jest dla mnie, racjonalisty, nieracjonalny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierdoły opowiadasz, przecież może być gdzieś fizyk lub grupa fizyków którzy to doskonale wiedzą a słowo MY obejmuje ich również ... no i  co??

 

Technicznie, to bardzo niewiele osób wie o istnieniu promieniowania, większość z nas musi zaledwie wierzyć, że istnieją dowody na istnienie promieniowania.

Waldi, zażyj trochę swojej ulubionej trucizny bo strasznie się irytujesz bez powodów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Antyszwed: też mi się to bardzo u nich podoba. To, że o sprawach ważnych się tam dyskutuje. U nas tego nie ma. U nas mamy pewne poglądy, które są właściwe, a wszelka dyskusja na ten temat jest spychana na margines.

 

@Jajcenty: całkowita zgoda. Nauka też jest wiarą. Praktycznie wszystkim, którzy nie są naukowcami, pozostaje wiara w to, co mówią naukowcy. Także i w nauce istnieją dogmaty, podważenie wielu z nich jest niezwykle trudne, a próby podważenia mogą skończyć się niefajnie dla podważającego.

Jeśli uznajemy filozofię za naukę, to za naukę musimy też podać teologię. Pamiętajmy też, że nie we wszystkich działach nauki możliwe jest uzyskanie twardych dowodów. Być może nawet dotyczy to większości dziedzin. Swoją drogą, ciekawe czy ktoś kiedyś podjął się oszacowania, w ilu dziedzinach nauki można zdobyć twarde dowody.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego nie napiszesz "wiem" przecież są tysiące rzeczy o których nie masz pojęcia, nie ma się czego wstydzić.

 

Teoria ewolucji jest modyfikowana na okrągło, i pewnie będzie modyfikowana jeszcze przez długi czas. Oznacza to, że obecna teoria z uwzględnieniem całej wiedzy ludzkości prawie na pewno nie jest ostateczna. I nadal do końca nie wyjaśnia, skąd się pewne cechy biorą, jak działa sprzężenie, dlaczego brakuje form pośrednich, czy ewolucja zawsze idzie na łatwiznę etc.

 

Niestety, waldi, nie wiemY tego tak dobrze, a jeśli sądzisz, że Ty wiesz, to się stawiasz ponad każdym biologiem w tym momencie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie zgadzam się z Tobą Mariuszu. Moim zdaniem nauka stoi na dokładnie przeciwnym biegunie do wiary, a przynajmniej powinna. Przykład o wierze w to, że istnieje promieniowanie jest myślę chybiony, bo nauka z założenia ma to do siebie, że jest podważalna i tak naprawdę w bardzo niewielu kwestiach można być pewnym na 100%, nawet pomimo twardych dowodów. Można jedynie przyjmować coś z pewnym prawdopodobieństwem. Wiara z kolei, pomimo braku dowodów, z góry zakłada swego rodzaju niepodważalną pewność. Dlatego właśnie jest nie do obalenia, bo opiera się na swoistym sofizmacie. Jak mawiał mój wykładowca- w nauce jest tyle nauki, ile jest w niej matematyki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przykład o wierze w to, że istnieje promieniowanie jest myślę chybiony, bo nauka z założenia ma to do siebie, że jest podważalna i tak naprawdę w bardzo niewielu kwestiach można być pewnym na 100%,

 

Oczywiście! Większość z nas głęboko wierzy w słuszność metody naukowej. Co jest metodą a co nie, ustala rada kapłanów nauki. O tym, jak sądzę, pisał Mariusz.

 

Jak mawiał mój wykładowca- w nauce jest tyle nauki, ile jest w niej matematyki.

 

Twój wykładowca pokłada głęboką wiarę w matematykę. Naukę, w której z jednej kuli można zrobić dwie inne dokładnie takie same a koło może być kwadratowe.

Share this post


Link to post
Share on other sites
dlaczego brakuje form pośrednich

Reszta ok ale tym to mnie zadziwiłeś.

Jestem pewien że miałeś dziadków, pradziadków i .... prapraprapra....dziadków. W całkiem bliskiej przeszłości, rzędu 500 lat. Myślę że nawet w to nie wątpisz.

Jeśli zaczniesz szukać ich kości to większości nie znajdziesz. Czy to oznacza że przez kilka pokoleń brakowało form pośrednich???

Szanse na to że ktokolwiek z nas skończy jako skamienielina są praktycznie zerowe (przyczynia się do tego nasz sposób traktowania zmarłych ;)).

Ale nie w tym rzecz. W przypadku zwierząt szanse są większe ale nadal mizerne.

Szacunkowo nie znamy nawet 1 % tego co żyło na tej planecie. Nawet z tego co żyje nie znamy wszystkiego, znamy nawet mniej niż nie znamy. Oczywiście co do wielkich zwierząt znamy je dużo lepiej niż małe. Ale i tak nei znamy wszystkiego.

Jeśli teraz nie znamy tego co żyje w pełni to jak mamy znać to co było. Gdzie wiele gatunków mogło nie zachować nawet jednego swojego przedstawiciela w postaci skamienieliny. A jeśli zachowało to czy przekopaliśmy całą planetę aby takie coś odnaleźć?

Brak skamienielin i pozostałości form pośrednich jest tak oczywisty, że dziwią mnie takie pytania. Gdyby były wszystkie formy pośrednie to wówczas prędzej bym uwierzył w inteligenty projekt niż jak ich brakuje. Bo KTOŚ musiałby zadbać aby one wszystkie musiały przetrwać. Albo nam je podłożyć.

Ale form pośrednich brakuje i to jest dowód za ewolucją a nie przeciw.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Reszta ok ale tym to mnie zadziwiłeś.

Jestem pewien że miałeś dziadków, pradziadków i .... prapraprapra....dziadków. W całkiem bliskiej przeszłości, rzędu 500 lat. Myślę że nawet w to nie wątpisz.

(...)

Ale form pośrednich brakuje i to jest dowód za ewolucją a nie przeciw.

 

Ale widzisz, są dwie szkoły ewolucjonizmu: niektórzy uważają, że było 1000 pokoleń ptaków z niedorozwiniętymi skrzydłami, które się wydłużały o milimetr na pokolenie aż się zaczęły nadawać do latania. Zwolennicy punktualizmu natomiast sądzą, że ewolucja wykorzystuje śmieciowe DNA (w przypadku ludzi - większość DNA) jako notatnika na brudno, i co jakiś czas wykształca kilka cech sprzężonych, bądź zmienia ekspresję genów zgromadzonych "na później".

 

Ten spór też nie jest rozstrzygnięty, a co do form pośrednich, to są, ale nie wiemy, ile ich powinno być - dlatego nie wiemy JAK do końca działa ewolucja ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale przecież podejście na zasadzie:

"wydłużały się aż się zaczęły nadawać do latania" to jest argument niemalże kreacjonisty.

W każdym momencie uśredniony efekt mutacji musiał być przydatny "TERAZ" a nie za 1000 pokoleń.

Z kolei argument o śmieciowym DNA nie mówię że całkowicie ale w większej części jest także pozbawiony sensu. Obserwowalibyśmy to i obecnie, nagłe skokowe zmiany w obrębie gatunków i to nie w rodzaju Czarnobyla ;)

Ewolucja nie działa na zasadzie A->A1->A2-> ... An

Ewolucja działa na zasadzie:

  A2,1 - >A3,1...

A1 A2,2 - >A3,2

  A2,3 - >A3,3...A - > An,3

 

Tylko że zamiast tych paru które byłem w stanie wypisać trzeba wypisać A1000,1000. Odpowiednio uwzględnić to że następuje krzyżowanie się. Na tak dużej puli procesy które dla paru pokoleń są nieistotne zaczynają odgrywać istotną rolę ponieważ następuje ich kumulacja.

Ba, w pewnym momencie dziesiątki tych przypadkowych kumulacji zajdzie w ślepe uliczki. Jest ich jednak tak dużo że część pójdzie właściwą drogą. I znowu nastąpi rozdzielenie na dziesiątki dróg z których część okaże się na zasadzie przypadku dobra.

Zatem oba podejścia uważam za błędne.

Skrzydła nie pojawiają się z nikąd. Jakby tak było to byłby to kreacjonizm.

Skrzydła też nie rosną po 1 mm to aby w pewnym momencie za 1000 pokoleń stworzenie zaczeło latać.

Może służyły do walk nie raniących w obrebie gatunku, a tym samym zwiekszających przeżywalność całego gatunku? W rozdzielonych koloniach lepsza przeżywalność była w tych gdzie do walki o samicę zaczęto używać przednich słabszych odnóży? Rosły (i traciły uzbrojenie) aby dany osobnik miał większą szansę na wygraną a tym samym rozmnożenie. Przeżycie gatunku to nie tylko przeżycie pojedynczego osobnika. Pojedyncze osobniki ulegają "wypadkom" i kończy się tak ich rola ewolucyjna. Liczy się całość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale przecież podejście na zasadzie:

"wydłużały się aż się zaczęły nadawać do latania" to jest argument niemalże kreacjonisty.

W każdym momencie uśredniony efekt mutacji musiał być przydatny "TERAZ" a nie za 1000 pokoleń.

Z kolei argument o śmieciowym DNA nie mówię że całkowicie ale w większej części jest także pozbawiony sensu. Obserwowalibyśmy to i obecnie, nagłe skokowe zmiany w obrębie gatunków i to nie w rodzaju Czarnobyla ;)

Ewolucja nie działa na zasadzie A->A1->A2-> ... An

Ewolucja działa na zasadzie:

  A2,1 - >A3,1...

A1 A2,2 - >A3,2

  A2,3 - >A3,3...A - > An,3

 

Tylko że zamiast tych paru które byłem w stanie wypisać trzeba wypisać A1000,1000. Odpowiednio uwzględnić to że następuje krzyżowanie się. Na tak dużej puli procesy które dla paru pokoleń są nieistotne zaczynają odgrywać istotną rolę ponieważ następuje ich kumulacja.

Ba, w pewnym momencie dziesiątki tych przypadkowych kumulacji zajdzie w ślepe uliczki. Jest ich jednak tak dużo że część pójdzie właściwą drogą. I znowu nastąpi rozdzielenie na dziesiątki dróg z których część okaże się na zasadzie przypadku dobra.

Zatem oba podejścia uważam za błędne.

Skrzydła nie pojawiają się z nikąd. Jakby tak było to byłby to kreacjonizm.

Skrzydła też nie rosną po 1 mm to aby w pewnym momencie za 1000 pokoleń stworzenie zaczeło latać.

Może służyły do walk nie raniących w obrebie gatunku, a tym samym zwiekszających przeżywalność całego gatunku? W rozdzielonych koloniach lepsza przeżywalność była w tych gdzie do walki o samicę zaczęto używać przednich słabszych odnóży? Rosły (i traciły uzbrojenie) aby dany osobnik miał większą szansę na wygraną a tym samym rozmnożenie. Przeżycie gatunku to nie tylko przeżycie pojedynczego osobnika. Pojedyncze osobniki ulegają "wypadkom" i kończy się tak ich rola ewolucyjna. Liczy się całość.

 

Ale ludzkie oko nie powstało skokowo, tylko się kolejne cechy nakładały, stąd jego ułomność. Lem to dobrze opisał w "Summa technologiae" :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie za bardzo rozumiem to zdanie: ale ludzkie oko nie powstało skokowo. To słowo "ale" sugeruje że pisałem coś przeciwnego.

Owszem nie powstało skokowo, ani nie powstało jako oko u człowieka. Człowiek je przejął od swoich przodków. Oczywiście zmieniało się i zmienia nadal.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie za bardzo rozumiem to zdanie: ale ludzkie oko nie powstało skokowo. To słowo "ale" sugeruje że pisałem coś przeciwnego.

Owszem nie powstało skokowo, ani nie powstało jako oko u człowieka. Człowiek je przejął od swoich przodków. Oczywiście zmieniało się i zmienia nadal.

 

Osobiście obstaję za teorią, że śmieciowe DNA to pamięć podręczna ewolucji, stąd to "ale".

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja też nie wiem jak się np: teleportować. Co oczywiście nie znaczy że są tacy co to wiedzą i z tej wiedzy np: korzystają .

Nie kupuje Twojej "logiki". Skoro ktoś mówi, że wie jak się teleportować, to znaczy, ze tylko tak mówi, dopóki tego nie udowodni teoretycznie lub lepiej praktycznie. Dopóki tego nie zrobi, to uważam jego słowa za bajdurzenie wariata. Na dobrą sprawę nie można powiedzieć "zatruwamy środowisko", bo są tacy, którzy tego nie robią. Z semantycznego punktu widzenia, jeżeli ja tego nie robię trzeba powiedzieć "oni zatruwają środowisko" i jest to prawidłowe póki, nie konkretyzujemy onych. Ale dziwnie jest mówić: oni nie wiedzą jak przebiegała ewolucja ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z semantycznego punktu widzenia, jeżeli ja tego nie robię trzeba powiedzieć "oni zatruwają środowisko" i jest to prawidłowe póki, nie konkretyzujemy onych. Ale dziwnie jest mówić: oni nie wiedzą jak przebiegała ewolucja ;)

 

Z semantycznego punktu widzenia to wszystko zależy od tego, jaki kolektyw bierzesz pod uwagę. W przypadku, gdy za kolektyw przyjmujemy "wszystkich", których z definicji częścią jesteśmy, to użycie 1. os. l. mn. jest jak najbardziej normalne. My, jako ludzie, zatruwamy środowisko. My, jako ludzie, nie wiemy, jak przebiega ewolucja (tak do końca) - chyba że Ty wiesz, wtedy sobie możesz mówić "oni nie wiedzą jak przebiega ewolucja" :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie obie teorie są słuszne i prawdziwe na stan wiedzy ludzkości w danej chwili. Jeżeli wiedza ludzkości będzie się dalej poszerzać to część teorii będzie ewoluować lub będzie zastępowana innymi teoriami.

Kreacjonizm odegrał swoją rolę w dziejach ludzkiej myśli i powinien odejść. Co najwyżej można o nim wspominać na lekcjach historii. Podejrzewam że gdyby nie Biblia to wszyscy dzisiejsi obrońcy kreacjonizmu w ogóle nie interesowali by się tą teorią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to ciekawe. Zdaniem Watsona kreacjonizm czy Inteligentny Projekt to teorie. Myślałem, że to po prostu określone poglądy lub hipotezy. Skoro jednak chodzi w tym wszystkim o "widzimisię", to ok.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osobiście obstaję za teorią, że śmieciowe DNA to pamięć podręczna ewolucji, stąd to "ale".

Nie do końca bym sie zgodził z tą teorią, gdyż jak wiemy ewolucja nigdy się nie cofa co za tym idzie - nie potrzebna nam jest jej pamięć, oczywiście jest to tylko jedna z teorii dotyczących DNA śmieciowego ale jest dosyć niekompletna - stąd moje wątpliwości

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przy odpowiednio wysokim stężeniu CO2 w atmosferze może dojść do uruchomienia nieznanego wcześniej mechanizmu, który zwiększy średnią temperaturę powierzchni Ziemi o dodatkowe 8 stopni Celsjusza. Nowo odkryte zjawisko może pozwolić też na wyjaśnienie pewnej zagadki sprzed 50 milionów lat.
      Profesor Tapio Schneider z California Institute of Technology opublikował w Nature Geoscience wyniki swoich symulacji komputerowych. Okazało się, że jeśli stężenie CO2 w atmosferze przekroczy 1200 ppm (części na milion), dojdzie do rozpadu stratusów, chmur pokrywających około 20% oceanicznych obszarów subtropikalnych. Stratusy ochładzają planetę, a że są tak bardzo rozpowszechnione, ich wpływ jest znaczny.
      Schenider oraz Colleen Kaul i Kyle Pressel z Pacific Northwest National Laboratory przeprowadzili na superkomputerach symulację ruchu stratusów i ich zachowania się przy rosnącym stężeniu CO2. Okazało się, że gdy poziom dwutlenku węgla przekroczył 1200 ppm doszło do rozpadu stratusów, a to z kolei spowodowało ogrzanie się Ziemi o kolejnych 8 stopni Celsjusza. Co więcej, zauważono, że stratusy nie zaczęły ponownie się formować dopóki poziom CO2 nie spadł znacznie poniżej poziomu, w którym się rozpadały.
      W bieżącym roku średni poziom CO2 w atmosferze przekroczy 410 ppm, czyli będzie o 130 ppm wyższy od średniego poziomu sprzed epoki przemysłowej. Najwyższy tegoroczny poziom zarejestrowany na Mauna Loa wyniósł 414,27 ppm. Jeśli ludzkość będzie emitowała dwutlenek węgla tak, jak dotychczas, to poziom 1200 ppm zostanie przekroczony po roku 2100.
      Już samo zwiększenie koncentracji CO2 do tego poziomu, będzie oznaczało, że średnie temperatury na Ziemi będą o 6 stopni Celsjusza wyższe, niż w epoce przedprzemysłowej. Rozpad stratusów doda do tego jeszcze 8 stopni Celsjusza. Wzrost temperatur o 14 stopni byłby katastrofalny. Przy takiej temperaturze w tropikach nie mogłyby żyć zwierzęta stałocieplne, w tym i ludzie.
      Badania Schneidera i jego kolegów pozwalają też na rozwiązanie starej zagadki paleoklimatologicznej. Z danych geologicznych wiemy, że w eocenie, przed około 50 milionami lat, w Arktyce nie było lodu, żyły tam za to krokodyle. Jednak modele klimatyczne wskazują, że taki scenariusz wymaga, by stężenie CO2 przekraczało 4000 ppm. Z badań wiemy zaś, że w tym czasie koncentracja dwutlenku węgla wynosiła poniżej 2000 ppm. Odkrycie, że przy takiej koncentracji doszłoby do rozpadu stratusów i dodatkowego ogrzania powierzchni Ziemi pozwala wyjaśnić te niezgodności.
      Profesor Schneider zastrzega, że wspomniane 1200 ppm to zgrubny szacunek, a nie dokładna granica, przy której stratusy zaczynają się rozpadać.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Globalne ocieplenie przyspiesza i jest to bardzo zła wiadomość dla ludzkości. Mamy znacznie mniej czasu, by powstrzymać wzrost globalnych temperatur na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza powyżej średniej z epoki sprzed rewolucji przemysłowej.
      Różnica w ociepleniu pomiędzy 1,5 a 2 stopnie jest ogromna. Jeśli bowiem globalne temperatury wzrosną o 2 stopnie Celsjusza problemy z dostępem do wody pitnej będzie miało dwukrotnie więcej ludzi, niż przy wzroście o 1,5 stopnia Celsjusza. Warto zauważyć, że problem nie dotyczy wyłącznie Afryki czy Azji. Na przykład Polska znajduje się dopiero na 118. miejscu na świecie pod względem odnawialnych zasobów wody pitnej na mieszkańca. Mamy jej wielokrotnie mniej niż Kongo, Australia, Kirgizja czy Namibia.
      Dodatkowe 0,5 stopnia Celsjusza globalnego ocieplenie oznacza,  że ponad 1,5 miliarda ludzi będzie narażonych na ekstremalne fale upałów, a dodatkowe setki milionów zetkną się z takimi chorobami jak malaria.
      Profesor matematyki Yangyang Xu z Rensselaer Polytechnic Institute, profesor oceanografii i nauk o atmosferze Veerabhadran Ramanathan oraz profesor relacji międzynarodowych David G. Victor z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego ostrzegają, że w najnowszym raporcie IPCC nie uwzględniono niezwykle ważnego zjawiska. Uczeni ostrzegają, że rosnąca emisja gazów cieplarnianych, malejące zanieczyszczenie atmosfery oraz naturalne cykle klimatyczne powodują, że przez kolejnych 20 lat globalne ocieplenie będzie przyspieszało. Zdaniem uczonych granicę 1,5 stopnia Celsjusza ocieplenia możemy osiągnąć już w 2030 roku, a nie, jak twierdzi IPCC, w roku 2040.
      Naukowcy wymieniają trzy czynniki dowodzące prawdziwości ich stwierdzeń.
      Po pierwsze, wciąż rośnie emisja gazów cieplarnianych. W 2017 roku emisja samego dwutlenku węgla wyniosła 37 miliardów ton. Jeśli nic się nie zmieni, to przez najbliższych 25 lat średnie temperatury będą rosły w tempie 0,25–0,32 stopnia Celsjusza na dekadę. Tymczasem w raporcie IPCC przyjęto wzrost 0,2 stopnia Celsjusza, jaki miał miejce od roku 2000.
      Po drugie, wysiłki na rzecz oczyszczania atmosfery dają lepsze wyniki, niż przewidywało IPCC i większość modeli klimatycznych. Na przykład w latach 2014–2016 Chiny zmniejszyły emisję dwutlenku siarki ze swoich elektrowni o 7–14 procent. Tymczasem większość modeli klimatycznych prognozowało wzrost zanieczyszczeń. Czystsza atmosfera jest lepsza dla ludzkiego zdrowia i dla roślin uprawnych. Jednak związki siarki, azotu i inne związki obecne w atmosferze odbijają promieniowanie słoneczne. Ta tarcza z zanieczyszczeń mogła powodować, że temperatura na Ziemi była niższa nawet o 0,7 stopnia Celsjusza.
      Trzeci w końcu czynnik dotyczy naturalnych cykli w atmosferze. Zdaniem naukowców dużo wskazuje na to, że dekadowa oscylacja pacyficzna, czyli okresowe wielodekadowe występowanie ujemniej i dodatniej anomalii temperaturowej, wchodzi w fazę anomalii dodatniej. Cykl ten wpływa na temperatury na równikowych obszarach Pacyfiku i w Ameryce Pólnocnej. Ponadto od 2004 roku osłaba się atlantycka południkowa cyrkulacja wymienna (AMOC) przez co cieplejsze wody powierzchniowe słabiej mieszają się z głębszymi wodami. Więcej więc ciepła pozostanie w atmosferze.
      Te trzy zjawiska wzmacniają się wzajemnie, przez co Xu, Ramanathan i Victor przewidują, że już około 2030 roku doświadczymy wzrostu średnich temperatur o 1,5 stopnia Celsjusza, a wzrost o 2 stopnie nastąpi do 2045 roku. Proces ten może jeszcze bardziej przyspieszyć, jeśli ludzkość będzie szybciej usuwała zanieczyszczenia z atmosfery.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Zmiany klimatyczne będą miały negatywny wpływ na uprawy zbóż. Pojawi się więcej szkodników tych roślin, ostrzega Scott Merrill z University of Vermont. Merrill i jego zespół przyjrzeli się, w jaki sposób insekty atakują ryż, kukurydzę i pszenicę w zależności od warunków klimatycznych. Odkryli, że wraz ze wzrostem temperatury wzrośnie liczba szkodników, a szczególnie ucierpią umiarkowane szerokości geograficzne.
      Na każdy stopień ocieplenia klimatu straty zwiększą się o 10–25 procent. Z wyliczeń wynika, że jeśli temperatura wzrośnie o 2 stopnie powyżej temperatury z epoki preindustrialnej, straty w uprawach wspomnianych zbóż sięgną 213 milionów ton.
      Starty będą związane ze wzrostem metabolizmu owadów oraz z szybszym rozrostem ich populacji. Związek metabolizmu z temperaturą jest bardzo prosty. Gdy robi się cieplej, metabolizm owadów przyspiesza, więc muszą one jeść więcej. To nie jest dobra wiadomość dla upraw, mówi Merrill. Nieco bardziej złożony jest związek pomiędzy temperaturą a liczebnością populacji. W przypadku owadów istnieje zakres optymalnych temperatur, w których najlepiej się rozmnażają. Jeśli jest zbyt ciepło lub zbyt zimno, populacja rozrasta się wolniej.
      Dlatego też w tym względzie globalne ocieplenie najmocniej dotknie obszary o umiarkowanych temperaturach. Obszary na średnich szerokościach geograficznych nie są obecnie tymi, w których panują optymalne warunki dla owadów. Jeśli temperatury tam będą rosły, będą też rosły populacje owadów. Temperatury panujące w tropikach są bliskie górnej granicy optymalnej temperatury, więc tam populacje owadów będą rosły wolniej. Już teraz jest tam dla nich zbyt gorąco, dodaje Merrill, który specjalizuje się w badaniu interakcji pomiędzy roślinami a owadami.
      Najbardziej zagrożone będą uprawy pszenicy. Zboże to uprawiane jest na obszarach o chłodniejszym klimacie. Dojdzie tam do zwiększenia metabolizmu owadów, zwiększenia liczebności populacji oraz zwiększenia przeżywalności zimy. Kukurydza uprawiana jest z kolei w bardziej zróżnicowanym klimacie, więc w niektórych miejscach jej uprawy populacja owadów się zwiększy, w innych spadnie. W przypadku ryżu, uprawianego w wysokich temperaturach, po wzroście temperatury o 3 stopnie Celsjusza powinno dojść do ustabilizowania się poziomu strat. Wzrost populacji owadów spadnie, co zrównoważy efekt przyspieszonego metabolizmu tych zwierząt.
      Z badań wynika zatem, że powinniśmy spodziewać się spadku plonów zbóż w jednych z najbardziej żyznych regionów świata. Ogólnie rysuje się nam taki obraz, że jeśli uprawiasz dużo żywności na średnich szerokościach geograficznych, to dużo stracisz, mówi Merrill.
      Wielcy producenci kukurydzy, tacy jak Francja, Chiny i USA mogą spodziewać się jednych z największych wzrostów utraty plonów na rzecz insektów. Francja jest też dużym producentem pszenicy, a Chiny wytwarzają dużo ryżu. Doświadczą zatem dodatkowych strat.
      Merrill skupił się na badaniu ryżu, pszenicy i kukurydzy, gdyż razem odpowiadają one za konsumpcję 42% kalorii spożywanych bezpośrednio przez ludzi. Zwiększenie strat w uprawach może zagrozić bezpieczeństwu żywnościowemu milionów ludzi i prowadzić do konfliktów.
      Rolnicy już teraz wprowadzają zmiany, jakie wymusza na nich zmieniający się klimat. Problem jednak w tym, że nie wszyscy są w stanie to zrobić. Bogate kraje mają do dyspozycji różne rozwiązania, mogą używać więcej pestycydów czy rozszerzać prowadzone przez siebie programy kontroli populacji szkodników zbóż. Jednak uboższe państwa doświadczą poważnych trudności, ostrzega Merrill.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak informuje Sabin Center for Climate Change Law z Columbia University, na koniec lipca bieżącego roku w 24 krajach świata sądy rozpatrywały ponad 1000 pozwów dotyczących zmian klimatycznych skierowanych przeciwko rządom, korporacjom i osobom indywidualnym. Aż 888 takich spraw wniesiono w Stanach Zjednoczonych. Spora ich część to pozwy wniesione przez bardzo młodych ludzi.
      W kwietniu bieżącego roku Sąd Najwyższy Kolumbii uznał racje skarżących, 25 osób w wieku 7–26 lat, którzy pozwali rząd kraju, korporacje i władze lokalne stwierdzając, że wycinka amazońskich lasów zagraża ich prawu do życia w zdrowym środowisku, pozbawia ich możliwości cieszenia się zdrowiem, dostępu do czystej wody i żywności. Sąd uznał, że Amazonia ma być chroniona i dał rządowi 5 miesięcy na opracowanie i wdrożenie planu powstrzymania wylesiania Amazonii.
      W USA najgłośniejszą sprawą wniesioną przez młodych ludzi jest pozew tzw. „climate kids”. To grupa 21 młodych ludzi w wieku 11–22 lat z 10 stanów.
      Pozew Juliana vs. U.S. został złożony w Sądzie Okręgowym w Oregonie w roku 2015 i wówczas jako pozwanych wymieniono w nim prezydenta Obamę i wielu urzędników rządowych. W pozwie czytamy, że brak odpowiednich działań przeciwko globalnemu ociepleniu narusza prawa najmłodszej generacji do życia, wolności i własności oraz oznacza, że rząd nie chroni odpowiednio powierzonych mu zasobów publicznych.
      Po stronie rządu początkowo opowiedział się przemysł wydobywczy. Przedstawiciele administracji prezydenta Obamy oraz koncernów próbowali nie dopuścić do przyjęcia sprawy przez sąd. Pierwszą sprawę rządzący i koncerny przegrały w kwietniu 2016 roku, kiedy to sąd oddalił ich żądania dotyczące odrzucenia oskarżenia. Doszło do apelacji, którą administracja Obamy i koncerny znowu przegrały. Po kolejnych nieudanych próbach obalenia pozwu przed jego rozpatrzeniem, w czerwcu 2017 roku sąd, na wniosek przedstawicieli koncernów, pozwolił im wycofać się ze sprawy i ustalił termin rozpoczęcia procesu na 5 lutego 2018 roku. W tym czasie w Białym Domu rządził już prezydent Trump, więc obecnie sprawa toczy się przeciwko niemu i jego administracji.
      Nowa administracja przyjęła agresywną taktykę prawną, wskutek czego nie udało się rozpocząć procesu w zaplanowanym terminie. Sprawa trafiła do Dziewiątego Okręgowego Sądu Apelacyjnego, który wyznaczył nowy termin rozprawy na 29 października bieżącego roku. Administracja prezydencka nie miała jednak zamiaru składać broni. Starano się zarówno przekonać sąd wyższej instancji do wydania sądowi niższej nakazu oddalenia sprawy, jak i proszono sąd o wydanie wyroku uproszczonego na podstawie dotychczas zgromadzonych dokumentów. Sąd uznał te działania za zmierzające do przedłużania sprawy i oddalił wnioski Białego Domu.
      W końcu 30 lipca zapadła najważniejsza z dotychczasowych decyzji. Sąd Najwyższy USA odrzucił wniosek Białego Domu o zawieszenie sprawy, nakazał rozpoczęcie procesu w zaplanowanym terminie 29 października i zabronił rządowi składania wniosków o wcześniejsze rozpatrzenie sprawy zanim „climate kids” nie przedstawią przed sądem wszystkich swoich argumentów.
      Większość ludzi wie, że zmiany klimatu mają miejsce, ale odsuwają tę myśl od siebie, by móc żyć w dotychczasowy sposób, mówi 15-letni Isaac Vergun, jeden z „climate kids”. To nie ich wina. Oni nie potrafią inaczej, dodaje 13-letni Zealand Bell.
      Specjaliści z Sabin Center mówią, że trudno będzie przekonać sąd, by uznał prawo do życia w czystym środowisku za jedno z podstawowych praw człowieka.
      Kolumbijskie i amerykańskie dzieci nie są same. Podobnej natury sprawy sądowe oczekują na rozpatrzenie w Pakistanie i Indiach. Sąd w Norwegii odrzucił zaś pozew Greenpeace'u i młodzieżowej organizacji ekologicznej, które próbowały powstrzymać planowane wydobycie gazu i ropy w Arktyce.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Environmental Research Letters opublikowano wyniki badań przeprowadzonych przez UK National Oceanographic Centre. Wynika z nich, że jeśli globalne ocieplenie nie zostanie powstrzymane na poziomie 2 stopni Celsjusza sprzed rewolucji przemysłowej, to rosnący poziom oceanów będzie powodował straty dochodzące nawet do 14 bilionów dolarów rocznie.
      Najbardziej ucierpią na tym szybko rozwijające się kraje o średnich dochodach, takie jak Chiny. Najmniej zaś kraje najbardziej rozwinięte, które mają już wybudowaną infrastrukturę chroniącą przed powodziami.
      Ponad 600 milionów ludzi żyje na terenach położonych mniej niż 10 metrów nad poziomem morza. W obliczu ocieplenia klimatu poziom oceanów będzie rósł wskutek topnienia się lodowców na lądzie i lodu wokół biegunów oraz wskutek rozszerzalności cieplnej oceanów, mówi doktor Svetlana Jevrejeva, główna autorka badań.
      Naukowcy badali dwa scenariusze. Jeden, to wzrost średniej globalnej temperatury o 1,5 stopnia Celsjusza w stosunku do okresu sprzed rewolucji przemysłowej, a drugi to wzrost o 2 stopnie Celsjusza. W obu oszacowali wpływ wzrostu poziomu oceanów na przybrzeżną infrastrukturę.
      Stwierdziliśmy, że przy wzroście temperatury o 1,5 stopnia mediana wzrostu poziomu oceanów wyniosła 0,52 centymetry. Jeśli jednak wzrost temperatury przekroczy 2 stopnie, to poziom oceanów może wzrosnąć o 86 centymetrów, a w najgorszym scenariuszu o 1,8 metra. Jeśli nie unikniemy wzrostu temperatur, a przewidywania odnośnie wzrostu poziomu oceanów zawarte w RCP8.5 się sprawdzą, to przy obecnej infrastrukturze roczny koszt powodzi wyniesie 14 bilionów dolarów przy wzroście poziomu oceanów o 0,86 metra i 27 bilionów USD przy wzroście rzędu 1,8 metra. To 2,8 procent wartości światowego produktu brutto.
      Prawdopodobnie najwięcej ekstremalnych zjawisk związanych ze wzrostem poziomu oceanów doświadczą kraje położone w strefie tropikalnej. One też najbardziej ucierpią, gdyż często ich ważna infrastruktura jest umieszczona na wybrzeżach, a wiele osób mieszka na nisko położonych terenach. W dużej mierze ucierpią niewielkie kraje wyspiarskie.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...