Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Chiński monopol na metale

Recommended Posts

Podczas przesłuchania, które miało miejsce w ubiegłym miesiącu w Komitecie ds. Nauki i Technologii Izby Reprezentantów USA wyszło na jaw, że Stany Zjednoczone są zależne od Chin i ich rzadkich metali. Jest wśród neodym, wykorzystywany w twardych dyskach, który w niemal 100% wydobywany jest w Chinach.

Chiny postrzegają rzadkie metale jako zachętę dla firm technologicznych szukających lokalizacji dla swoich fabryk - powiedział Brad Miller z Izby Reprezentantów.

Tymczasem, jak poinformował niezależny konsultant Jack Lifton, USA posiadają wystarczające złoża rzadkich metali. Jednak Chiny tak obniżyły ich cenę, że wydobycie w Stanach Zjednoczonych nie jest opłacalne, dzięki czemu Państwo Środka jest prawdziwym monopolistą na tym rynku.

Jedno z większych amerykańskich złóż rzadkich metali znajduje się w Mountain Pass w Kalifornii. Tamtejsze kopalnie zostały jednak zamknięte w 2002 roku. Ich nowy właściciel, Molycorp Minerals, ma jednak nadzieję, że uda się wznowić wydobycie. Stany Zjednoczone posiadają niezbędną wiedzę techniczną, jednak straciliśmy niezbędną infrastrukturę konieczną do produkcji rzadkich metali napędzających technologie następnej generacji - powiedział Mark Smith, prezes Molycorp.

Share this post


Link to post
Share on other sites

spokojnie, mozna kupowac tanio od chińczyków. Złoża nietypowych metali się nie "zepsują" odczekają odpowiedni czas i będzie można je wykożystać. Takie zapasy napewno sie nie zmarnują.

 

Tylko "mądrzy" Polacy będą dokładać do kopalni i np. wydobywać węgiel tylko po to żeby go wyprzedawać za bezcen, a jak w Polsce węgiel się skończy, to będziemy go dużo drożej odkupować od ruskuch lub niemców, bo stanie się towarem chodliwym... żenada.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podobnie pomyślałem. Jak sprzedają tanio: to kupować. Jak im się skończy: możemy dyktować ceny. :D

Ale to wymaga długofalowego myślenia, a do tego większość polityków jest niezdolna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie jest takie proste: zacząć wydobywać. Weźcie pod uwagę, że jeśli Chiny strzelą focha i przestaną eksportować neodym, państwa Zachodu będą potrzebowały co najmniej kilku lat na przywrócenie równowagi na rynku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tej skali nie strzela się fochów. Najwyżej jak już wojna się zacznie to mogą być problemy, ale wtedy takie szczegóły nie będą miały większego znaczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest jeszcze coś takiego jak wojna handlowa i w takiej skali jak najbardziej można sobie wycinać bardzo grube numery, nawet jeśli robi się to nieco subtelniej, niż poprzez karabiny i rakiety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ooo po niedawnym przeczytaniu "Wolnego wyboru" Friedmana, właśnie dziś oglądnąłem sobie drugi odcinek jego serii programów z bardzo cenną dyskusją w którym dokładnie to było poruszane - dostępne i bardzo polecam

http://miltonfriedman.blogspot.com/

... jak najbardziej w takiej sytuacji należy kupować, tyle tylko żeby mieć wystarczającą ilość zapasów żeby w razie przerw dostaw wystarczyły na odtworzenie własnego wydobycia ...

... ale ... ogólnie to USA od Chin to jeszcze na wiele innych sposobów jest po prostu uzależnione ... podobnie jak większość innych krajów od większości innych krajów - czyli jak w jednym miejscu np. zabraknie wyczerpujących się pokładów wody ... :/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dokładnie tak. Skoro Chińczycy produkują tak tanio, to trzeba robić zapasy. Jeśli chińskie źródło wyschnie (z jakiegokolwiek powodu), ceny na światowych rynkach gwałtownie pójdą w górę, a wówczas wydobycie będzie opłacalne i znajdą się tacy, którzy się za nie wezmą. Wystarczy, by firmy potrzebujące tych metali porobiły sobie zapasy. Ci, którzy zapasów nie zrobią ryzykują wypadnięciem z rynku w sytuacji, gdy się coś zmieni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Albo się zmieni technologię. Neodym to metal używany w magnesach. Bez niego dyski dalej by działały, tyle że dłuższym czasem wyszukiwania (słabszy magnes = wolniej poruszająca się głowica), ew. można by magnesy zastąpić układem czysto elektromagnetycznym, a docelowo dyskami krzemowymi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, ale zmiana technologii to koszty, stracony czas (=koszty), stracone zamówienia (=koszty), być może stracone zaufanie klientów i osłabiona marka (tak, =koszty :D). Część firm pewnie by nie przetrwała zawirowania. Przechowywanie zapasów to też koszty (=droższy produkt), ale mimo trudności w oszacowaniu sądzę, że daleko mniejsze od ewentualnych strat.

Z innej strony — trzeba by się przyjrzeć strukturze własności firm wykorzystujących neodym. Ile z nich i w jakim procencie ewentualnie jest w posiadaniu Chińczyków? To by powiedziało, czy i na ile Chinom opłacałoby się wywołać „wojnę neodymową” (oczywiście abstrahuję tu od powiązania i wpływu na resztą kontaktów gospodarczych).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nikt tutaj nie bierze pod uwagę czynnika ludzkiego: Wydobycie to praca dla ludzi (stabilne życie ) i podatki , a najważniejsze jest to że po 30latach nie będą mieć fachowców z odpowiednim doświadczeniem w wydobyciu i poszukiwaniu rud.

Dotyczy to również Polski i zanikającego rodzimego przemysłu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moi drodzy najcenniejszym źródłem neodymu są ?

 

Dyski twarde!

 

Jak by go brakowało i miał jakaś relatywnie ciekawa wartość to już by się o dyski zabijali jak o procki z których odzyskują złoto. Tylko po co skoro bardziej opłaca się odzyskiwać miedź na przykład. Miedzi z jednego telewizora starczy pewnie na jedną byle jaką flaszkę.Aluminium tez jest w odzysku ciekawe bo stosunkowo łatwo nazbierać tego cały kontener który ktoś chętne kupi i za zupełnie inne pieniądze niż na składnicy złomu.

 

Co do teorii kupować i magazynować to z grubsza tak. Tylko trzeba zachować zdrowy rozsadek z magazynowaniem bo koszty magazynowania powiedzmy przez 10 lat

należy dopisać do ceny końcowej, co z tego ze tanio kopiliśmy jak może wyjść za darmo drogo, Te koszty maja sens jako rezerwa zapewniająca ciągłość natomiast nie jako rezerwa dla rezerwy.

 

Szaleństwo jest natomiast z innymi rzeczami na przykład palladem którego kilogram kosztuje z grubsza pół tego co pół kilograma złota ale chyba nawet bywał droższy. A Rosjanie w pewnych elementach elektronicznych stosowali go  rozrzutnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym zbieraniem sprawa też nie jest taka prosta, bo nie każda firma może sobie pozwolić na jednoczesną walkę o utrzymanie bieżącej pozycji na rynku oraz o zabezpieczanie własnej przyszłości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

de facto chodzi o ziemie rzadkie, a nie metale rzadkie, ktore terminologicznie brzmia fatalnie. niemniej lantanowce sa metalami.

 

ciekawostka jest fakt, ze ziemie rzadkie jako takie sa stosunkowo tanie. jednak jesli chce sie posiadac material o odpowiedniej czystosci, wtedy cena mocno wzrasta. jest to spowodowane skomplikowana technologia oczyszczania takich pierwiastkow.

 

inna sprawa jest kwestia samego neodymu. zagladajac np. do wikipedii mozna przeczytac, ze 'Dostępne zasoby są oceniane na około 8 milionów ton. Roczne wydobycie to około 7 tysięcy ton.' daje to ponad 1000 lat spokojnej konsumpcji, a byc moze niebawem w dziedzinie zapisu magnetycznego bedzie krolowal mangan. ponadto za jakis czas technologia oczywiscie moze znaczaco sie zmienic, wiec niekoniecznie bedzie to zapis magnetyczny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

neodym ma mało wspólnego z zapisem sensie stricte, tu chodzi o pozycjonowanie głowicy w systemie voice coil. Magnesy neodymowe pozwalają na miniaturyzacje.

Po wydobyciu i oczyszczeniu pewnej ilości neodymu bardziej opłacalne będzie jego pozyskiwanie w drodze recyclingu. Magnes z hdd ma go więcej niż ruda. Problem jest taki ze Chińczycy powoli kładą rękę na recyclingu, ale sprzyja im "euro-socjalizm" jak to możliwe ze u nas nie opłaca się przetworzyć a w Chinach tak przewieść odpad to w dwie strony i nam jeszcze raz sprzedać to jest patologia. I tu widzę porblem bo nas wykończą.

 

Koszty magazynowania maja kilka wymiarów nie oszukujmy się zapotrzebowanie roczne dużej fabryki hdd to są raczej dziesiątki ton niż setki a może i mniej.

Rachunek jest prosty

cena zakupu+koszty przechowywania+koszty alternatywne (w sensie ekonomicznym czyli koszt zamorzonego kapitału jak by te pieniądze wsadzić np na lokatę to same by zarabiały neodym tylko na różnicy kursów). Niestety bezpieczeństwo działalności bezcenne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jak to możliwe ze u nas nie opłaca się przetworzyć a w Chinach tak przewieść odpad to w dwie strony i nam jeszcze raz sprzedać to jest patologia

Przyzerowe koszty pracy, zerowe koszty dbania o środowisko naturalne. Tak, warunki w jakich tam ludzie pracują i żyją to patologia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jurgi w Chinach, to wygląda "w miarę" normalnie. Za kilka lat unia splajtuje. Jeśli Chińczycy są nam w stanie sprzedać ten sam plastik w postaci obudowy monitora na przykład 3 razy i my im za to 3 razy płacimy to za jakiś czas okaże się ze będziemy pracować na chińczyków i płacić im pieniądzmi które nam łaskawie pożyczają. Niestety unia to pewien rodzaj rezerwatu głupoty czerpiący "najlepsze" wzorce nie tylko z socjalizmu ale wręcz z komunizmu. Niestety trzeba sobie stworzyć wroga z którym będzie można włączyć i zwalać na niego wszystkie niepowodzenia. Takim wrogiem jest właśnie środowisko, globalne ocieplenie i tak dalej. I niestety najlepiej było by ten rezerwat ogrodzić, przynajmniej ekonomicznie bo to może przedłużyć agonie. ZSRR się ogradzało fizycznie ale efekt generalnie ten sam. Za jakiś czas u nas będzie jak w Chinach a w Chinach jak u nas, już decydują za nas jakie mamy żarówki kupować i tak dalej. To nie jest problem tego ze ludzie maja się za dobrze tylko głupich decyzji.

Przykład głupoty na dziś (w pierwszej chwili myślałem ze to się z prima aprilisu ostało):

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7796037,Bruksela_bedzie_doplacac_do_wczasow_.html

 

Dodam tylko ze żeby Bruksela mogła komuś dać musi komuś innemu w ten czy inny sposób wziąć. Niestety śmierdzi to z daleka i każdemu kto nie liczy na to ze mu coś z nieba spadnie śmierdzieć powinno.

Share this post


Link to post
Share on other sites
  Przyzerowe koszty pracy, zerowe koszty dbania o środowisko naturalne. Tak, warunki w jakich tam ludzie pracują i żyją to patologia. 

W wolnej chwili rozejrzyj się dookoła , popatrz ilu ludzi grzebie w śmietnikach , zbiera puszki, jeździ 10letnimi autami albo dlaczego szmateksy się tak dobrze mają.

W Chinach jest inna kultura (która wcale nie stawia na posiadanie i indywidualizm ).

Share this post


Link to post
Share on other sites
W Chinach jest inna kultura (która wcale nie stawia na posiadanie i indywidualizm ).

Racja. Jest kultura równania w dół - niech się wszyscy wspólnie trują w imię równości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co za różnica czy trampki wyprodukuję się w Chinach czy Europie poza tym ze jesteśmy na tym stratni? Nie ma różnicy czy wyprodukuje Europa czy Chiny i tak syf spadnie na głowy z pierwszym deszczem. Tylko jeszcze się trochę świat przy truje z okazji transportu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko weź jeszcze pod uwagę, że w Europie istnieją restrykcyjne wymagania dot. emisji zanieczyszczeń, których w Chinach nie ma.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O to właśnie cały czas chodzi to co u nas jest nieopłacalne produkują Chińczycy trując tak jak my byśmy truli albo i bardziej. Tylko ze oni na tym zarabiają a my tracimy i to się nie zmieni. Bo jedyną alternatywą będzie izolowanie się sztuczne. A dla Europejczyka będzie to oznaczać ze za trampki zapłaci 4 razy tyle ile są warte, i tak z wszystkim. Kręcimy sobie swój własny totalitaryzm i jeszcze się z tego cieszymy jak murzyn blaszkami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tym się akurat zgadzam, że wielkim błędem jest wpuszczanie na nasz rynek produktów powstających w sposób tak mocno obciażający środowisko. Po prostu trochę się nie zrozumieliśmy - mnie raczej chodziło o aspekt kulturowy i pochwałę kolektywizmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas dorocznej konferencji chińskiego przemysłu gier wideo, która odbyła się w Kantonie, zaprezentowano raport dotyczący wpływu państwowych regulacji ilość czasu, jaką najmłodsi mieszkańcy Państwa Środka spędzają przy online'owych grach wideo. Raport opisuje skutki wprowadzonych w połowie 2021 uregulowań, zgodnie z którymi operatorzy serwisów z grami wideo mogą oferować dostęp do nich osobom nieletnim jedynie w piątki, soboty, niedziele i święta w godzinach od 20 do 21.
      Jeszcze kilka lat temu media pełne były doniesień o problemach z uzależnieniem chińskich dzieci i młodzieży od gier wideo. Teraz, jak twierdzą przedstawiciele przemysłu, problem został w dużej mierze rozwiązany. Ze wspomnianego raportu wynika bowiem, że aż 70% młodych Chińczyków spędza przy grach online mniej niż 3 godziny w tygodniu. Ponadto 86% rodziców jest zadowolonych z wpływu nowych regulacji na ich dzieci. Zadowolenie to jest w pełni zrozumiałe. Tencent, lider na chińskim rynku gier poinformował, że ilość czasu, jaką łącznie przy grach wideo spędzają nieletni z Państwa Środka, spadła aż o 92%.
      Rządowe regulacje nie dotyczyły zresztą wyłącznie operatorów gier online. Spore ograniczenia nałożono na całą branżę. Na wydanie nowych gier trzeba mieć zgodę rządu, władze w Pekinie zakazały produkcji gier zawierających przemoc, wychwalających bogactwo czy zawierających treści związane z kultem celebrytów.
      Ograniczenia doprowadziły do tego, że w roku 2022 – po raz pierwszy od 2003 roku, od kiedy prowadzone są statystyki – doszło do skurczenia się chińskiego rynku gier wideo. Rynkowa wartość liderów rynku, jak Tencent Holdings czy NetEase Inc, spadła o ponad połowę. Tym bardziej, że pomiędzy sierpniem 2021, a marcem 2022 rząd nie zatwierdził żadnego nowego tytułu. Jednak w ciągu ostatnich miesiącach widać wyraźną zmianę. Władze wyraźnie poluzowały swoją politykę. W grudniu ubiegłego roku, po raz pierwszy od 18 miesięcy, na chiński rynek dopuszczono zagraniczne tytuły i to od razu 44. Analitycy spodziewają się, że w bieżącym roku władze w Pekinie zezwolą w sumie na sprzedaż 800–900 nowych tytułów gier. To natychmiast odbiło się na wycenie rynkowych liderów, których akcje w dużej mierze odrobiły straty z 2022 roku.
      Dane wskazują jednak, że chińska populacja graczy pozostała stabilna. Pomiędzy rokiem 2021 a 2022 zmniejszyła się ona jedynie o 0,33% i wynosi obecnie 664 miliony.
      W kontekście tak olbrzymiej liczby osób sięgających po gry wideo warto wspomnieć, że problem spędzania dużej ilości czasu przy elektronicznej rozrywce, czy wręcz uzależnień, wbrew pozorom wcale nie musi dotyczyć najmłodszych. Z badań przeprowadzonych przez firmę ExpressVPN wynika, że osoby w wieku 20–40 lat nie tylko częściej niż nastolatki grają w gry wideo, ale też odczuwają z nimi silniejszy związek emocjonalny. Z ankiety przeprowadzonej na 2000 graczy z USA i Wielkiej Brytanii wynika, że młodzi dorośli i nastolatki spędzają mniej czasu, niż osoby starsi. O ile bowiem wśród osób w wieku 30–40 lat do codziennego grania przyznało się 68% ankietowanych, to wśród dwudziestolatków odsetek ten wynosił 58%. Równie zaskakujący może być fakt, że choć osoby w wieku 46–55 lat rzadziej niż młodsi grają codziennie, to częściej zdarza im się zarywać noce przy grze. W tej grupie wiekowej jest też najwyższy odsetek osób, które spędzają na graniu więcej niż 24 godziny w tygodniu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Inżynierowie NASA rozpoczęli naprawę miejsca wycieku wodoru i mają nadzieję, że misja Artemis I będzie mogła wystartować już 23 września. Podczas gdy Amerykanie, nie bez przeszkód, dokonują kolejnych kroków w dziedzinie podboju kosmosu, dystans do nich starają się nadrobić Chińczycy. Ich ambity program związany z Księżycem szybko posuwa się naprzód. Na rok 2024 zaplanowali misję Chang'e-6 i chcą, jako pierwsi w historii, przywieźć próbki z niewidocznej z Ziemi strony Srebrnego Globu.
      Państwo Środka ma podstawy do optymizmu. W 2019 roku w ramach misji Chang'e-4 przeprowadzili pierwsze w historii lądowanie na niewidocznej stronie Księżyca. Było to możliwe dzięki wcześniejszemu umieszczeniu satelity komunikacyjnego w punkcie L2 (punkcie Lagrange'a) systemu Ziemie-Księżyc. Satelita tan przekazywał sygnały między Chang'e-4 a Ziemią.
      Rok później z powodzeniem przeprowadzili misję Chang'e-5 w ramach której na Ziemię zostały przywiezione pierwsze od ponad 40 lat próbki materiału z Księżyca. Misja była bardzo skomplikowana. Wykorzystano podczas niej orbiter, lądownik, pojazd startujący z powierzchni Srebrnego Globu oraz kapsułę powracającą z próbkami na Ziemię. Pekin przeprowadził automatyczne dokowanie na orbicie Księżyca, dzięki czemu można było przetestować technologie potrzebne podczas planowanej przed końcem dekady misji załogowej na Srebrny Glob.
      Misja Chang'e-6 ma wyląować w Basenie Biegun Południowy - Aitken. To największy krater uderzeniowy. Jest tak wielki, że mogą znajdować się tam skały pochodzące z głębokości dziesiątków kilometrów. Ponadto przed trzema laty naukowcy z Baylor University zidentyfikowali pod kraterem tajemniczą masę. Może to być pozostałość po asteroidzie, której uderzenie utworzyło krater. Przywiezione stamtąd próbki mogłyby dać odpowiedzi na wiele pytań dotyczących ewolucji Srebrnego Globu.
      Również na rok 2024 zaplanowana jest misja Chang'e-7. Ma ona lądować w okolicy, w której może też w przyszłości lądować załogowa misja Artemis 3. Celem tej misji będzie badanie zacienionych kraterów, w którym może znajdować się zamarznięta woda. Trzy lata później na Księżycu ma lądować Chang'e-8. Będzie ona prowadziła eksperymenty związane z wykorzystaniem miejscowych zasobów przez przyszłe misje załogowe.
      Żeby spełnić te ambitne zamierzenia Chiny potrzebują potężniejszych rakiet. W planach jest przygotowanie statku kosmicnego złożonego z trzech stopni głównych rakiety Long March 5 i poprawienie wydajności silników. Ma powstać rakieta zdolna do zabrania w okolice Księżyca ładunku o masie 27 ton. To mniej więcej tyle, co obecne możliwości SLS wykorzystywanej w programie Artemis. Przed rokiem 2030 mają się odbyć dwa loty takiej rakiety.
      Jeśli jednak Chiny myślą o budowie infrastruktury na Księżycu, Państwo Środka będzie potrzebowało potrzebowało znacznie potężniejszego pojazdu kosmicznego. Long March 9 ma być w stanie zabrać w podróż do Księżyca 50 ton ładunku. Jej zbudowanie będzie wymagało od chińskich inżynierów dokonania olbrzymich postępów technologicznych oraz wzniesienia nowego kompleksu startowego. Amerykanie zapowiadają, że rakietę zdolną do wyniesienia na Księżyc ponad 46 ton ładunku będą mieli w roku 2026. Chińczycy na Długi Marsz 9 będą musieli poczekać jeszcze wiele lat, ale Państwo Środka szybko nadrabia zaległości.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chiny doświadczają fali upałów, która ma olbrzymi wpływ na ludzi, rolnictwo i przemysł. Największe chińskie jezioro, zwykle pełne wody o tej porze roku, skurczyło się do 20% swojej powierzchni, upały niszczą uprawy, a z braku elektryczności zamykane są fabryki. Chiny doświadczają najdłuższej i najcieplejszej fali upałów od czasu, gdy w 1961 roku zaczęto dokonywać pomiarów w skali całego kraju. A historyk pogody, Maximiliano Herrera, twierdzi, że to najpotężniejsza fala upałów zanotowana gdziekolwiek na świecie.
      Rekordy ciepła zostały pobite w wielu miejscach Państwa Środka, jednak z największym problemem musieli zmagać się mieszkańcy 22-milionowego Chongqingu. Przed 8 dniami, 18 września, temperatura sięgnęła tam 45 stopni Celsjusza. Nigdy wcześniej, poza pustyniami prowincji Sinciang, nie notowano w Chinach tak wysokiej temperatury. Dotychczasowy chiński rekord ciepła wynosił 43,7 stopni Celsjusza. Co więcej, przez kolejne dwie doby temperatura w Chongqingu nie spadła poniżej 34,9 stopnia, co stanowi rekord sierpniowego minimum w Chinach.
      To, co dzieje się w Chinach, to połączenie najbardziej intensywnych i najbardziej długotrwałych upałów obejmujących olbrzymi obszar. Herrera, który monitoruje ekstrema temperaturowe na świecie mówi, że to bezprecedensowa sytuacja.
      Państwo Środka doświadcza suszy, przez którą spadły poziomy rzek, a 66 z nich całkowicie wyschło. Poziom wody w Jangcy jest w niektórych miejscach najniższy od 1865 roku, kiedy to zaczęto dokonywać regularnych pomiarów.
      Spadek poziomu rzek oznacza problemy z produkcją energii z hydroelektrowni. Dotknęło to szczególnie prowincji Syczuan, w której znajduje się Chongqing. Prowincja ta aż 80% energii pozyskuje z hydroelektrowni. Spadek produkcji energii oznaczał konieczność zamknięcia dziesiątek fabryk. Susza zniszczyła też kilkadziesiąt tysięcy hektarów upraw i uszkodziła kilkaset tysięcy. Wielu mieszkańców chroni się przed upałem w... tunelach metra.
      Niedobory energii z elektrowni wodnych to poważny długoterminowy problem. Chiny bardzo intensywnie rozwijają odnawialne źródła energii i mają ambitne plany redukcji emisji gazów cieplarnianych. Na długo zanim zaczęto inwestować w energetykę wiatrową i słoneczną, Chiny rozbudowały system mniejszy i większych elektrowni wodnych. Wiele firm pobudowało swoje zakłady w prowincji Syczuan, by korzystać z taniej energii z hydroelektrowni. Prowincja dotychczas mogła polegać na tym źródle energii tak bardzo, że jej nadmiar był wysyłany do innych regionów kraju.
      Teraz sytuacja uległa zmianie. Zmniejszenie produkcji z hydroelektrowni, które w ubiegłym roku dostarczyły Chinom aż 15% energii, spowodowało, że produkcję zwiększyły elektrownie węglowe. To zaś wiąże się ze zwiększeniem emisji gazów cieplarnianych, a zatem grozi dalszą destabilizacją klimatu. A to w wyniku tej właśnie destabilizacji Chiny doświadczają bezprecedensowej – trwającej już ponad 70 dni – fali upałów. Część specjalistów już wyraża obawy, że sytuację tę spróbują wykorzystać menedżerowie elektrowni węglowych, by przekonać władze do zmiany planów przekształcenia chińskiej energetyki w niskoemisyjną.
      Z drugiej jednak strony powtarzające się w ostatnich latach fale upałów i susze, przeplatane gwałtownymi powodziami, spowodowały, że w oficjalnej retoryce chińskich władz otwarcie zaczęto łączyć te zjawiska ze zmianami klimatu i antropogeniczną emisją gazów cieplarnianych. Władze Państwa Środka zapowiadają, że szczyt emisji dwutlenku węgla zostanie osiągnięty przed rokiem 2030, a później nastąpi jej spadek. Dlatego też Chiny są światowym liderem pod względem tempa przyłączania mocy z instalacji słonecznych i wiatrowych. W pierwszym kwartale bieżącego roku Chiny zainwestowały 4,3 miliarda dolarów w samą tylko energetykę słoneczną. To niemal 3-krotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Do roku 2025 Chiny chcą dwukrotnie zwiększyć produkcję energii ze Słońca i wiatru. Jeśli to się uda, to odnawialne źródła będą zapewniały Chinom 33% energii.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Chiny planują przeprowadzenie testu obrony planetarnej. W 2026 roku chcą wystrzelić misję, w ramach której spróbują zmienić kurs asteroidy 2020 PN1. Z przedstawiony slajdów wynika, że rakieta Long March 3B wyniesie w przestrzeń kosmiczną impaktor i orbiter. Pierwsze z urządzeń uderzy w asteroidę, drugie zaś będzie obserwowało całe wydarzenie.
      Plan Chin jest podobny do misji DART wystrzelonej przez NASA w listopadzie ubiegłego roku. Już za 2 miesiące DART ma uderzyć w asteroidę Dimorphos (ok. 160 m średnicy) krążącą wokół większej asteroidy Didymos (ok. 780 m średnicy), a całe wydarzenie zarejestruje niewielki włoski satelita LICIACube, który stanowi część misji.
      Obecnie Ziemi nie zagraża żadna duża asteroida, której uderzenie mogłoby spowodować katastrofalne skutki. Specjaliści zajmujący się śledzeniem asteroid bliskich Ziemi są pewni, że tego typu niebezpieczeństwo nie będzie groziło nam przez najbliższych 100 lat. Jednak, jak widzimy, różne agencje kosmiczne już przygotowują się na taką ewentualność i pracują nad technologiami obrony naszej planety.
      Jednym z pomysłów na taką obronę jest rozbicie o powierzchnię asteroidy pojazdu, w wyniku czego asteroida – której trasa znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią – lekko zmieni kurs i ominie planetę. Takie działanie musi być przeprowadzone na wiele lat przed upadkiem takiej asteroidy na Ziemię, gdyż zmiana kursu w wyniku uderzenia impaktora będzie minimalna, potrzeba zatem dużo czasu, by odchylenie od kursu na tyle się powiększyło, byśmy uniknęli niebezpieczeństwa. Na szczęście naprawdę duże asteroidy potrafimy wykryć na wiele lat zanim znajdą się w pobliżu Ziemi.
      Technologia kinetycznego impaktora to jedno z proponowanych rozwiązań obrony Ziemi przed planetami. Więcej o programie ochrony Ziemi pisaliśmy w artykułach Znamy już ponad 10 000 NEO oraz Szef NASA zaleca modlitwę. Ostatnio zaś przeprowadzono wyliczenia, z których dowiadujemy się, że broń atomowa może uchronić Ziemię przed asteroidami. Jednak z innych badań wynika, że obronienie Ziemi będzie trudniejsze, niż dotychczas sądziliśmy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Cincinnati Art Museum poinformowało właśnie o niezwykłym odkryciu, jakiego w muzealnych zbiorach dokonała w ubiegłym roku kurator kolekcji wschodnioazjatyckiej, doktor Hou-mei Sung. Okazało się, że z pozoru zwykłe lustro z brązu z XVI wieku, po odpowiednim oświetleniu, odbija wizerunek Buddy otoczonego promieniami światła.
      Takie „magiczne lustra” po raz pierwszy wyprodukowano za czasów dynastii Han (202 p.n.e. – 220 n.e.). Przy odpowiednim oświetleniu lustra ujawniają napisy lub rysunki. To skarb narodowy Chin, a my mamy to szczęście, że jeden z tych rzadkich obiektów jest w Cincinnati, mówi doktor Sung. Niezwykły zabytek zostanie wystawiony na widok publiczny od 23 lipca.
      Odkryte w Cincinnati „magiczne lustro” ma z tyłu napis 南無阿彌陀佛. To imię Buddy Amitabha, czyli Buddy Nieograniczonego Światła. To Budda będący źródłem życia i światła. Trafiło do muzealnych zbiorów w 1961 roku. Do ubiegłego roku było niczym niewyróżniającym się zabytkiem w liczącej ponad 100 000 przedmiotów muzealnej kolekcji. Uważano, że powstało w Japonii. O jego odkryciu zdecydował przypadek. Muzeum planowało zorganizowanie wystawy dzieł sztuki z brązu. Doktor Sung, wiedząc o istnieniu „magicznego lustra” w zbiorach Metropolitan Museum, z czystej ciekawości postanowiła przeprowadzić testy. Wraz z konserwatorem oświetlili je i okazało się, że w odbitym świetle widać jakiś wzór. Wykorzystali więc silniejszy bardziej skoncentrowany strumień światła i zobaczyli Buddę.
      „Magiczne lustra” było bardzo trudno wytworzyć. Naukowcy do dzisiaj nie wiedzą dokładnie, jak przebiegał proces produkcyjny. Nic więc dziwnego, że w światowych muzeach znajdują się pojedyncze zabytki tego typu. W muzeum w Szanghaju znajdują się cztery niewielkie „magiczne lustra” z czasów dynastii Han, uznane za skarby narodowe Chin. Ponadto jedno buddyjskie magiczne lustro znajduje się w Muzeum Narodowym w Tokio i jedno w nowojorskim Metropolitan Museum of Art. Oba te lustra powstały w Japonii w epoce Edo (1603–1867). Wstępnie badania lustra z Cincinnati wskazują, że powstało ono w Chinach i jest starsze od luster japońskich. Od luster z Szanghaju różni się tym, że odbija ukryty rysunek. Tamte lustra bowiem, po oświetleniu z przodu ich wypolerowanej strony, w jakiś sposób odbijają wzór widoczny z tyłu lustra.
      Pani Sung już się cieszy na samą myśl, że do Cincinnati Art Museum zaczną przybywać eksperci z całego świata, chcący zbadać niezwykły zabytek. Jestem podekscytowana, gdyż dzięki temu będę mogła dowiedzieć się więcej o naszych zbiorach, mówi.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...