Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'transplantacja'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 17 results

  1. Możliwość skutecznego przeszczepienia nerki, czyli wykonania zabiegu, po którym organ szybko podejmie swoją funkcję w nowym organizmie i utrzymuje się w nim bez odrzucenia ze strony układu immunologicznego biorcy, to wciąż wielkie wyzwanie dla lekarzy. Tymczasem wystarczy jeden prosty lek, aby znacząco poprawić kondycję nerek pobieranych z powszechnego źródła, jakim są ciała osób znajdujących się w stanie śmierci klinicznej. Lekiem, który może przynieść oczekiwany od dawna przełom, jest dopamina - związek pełniący w zdrowym organizmie funkcję neurotransmitera, a na oddziałach intensywnej terapii stosowany w celu stabilizacji ciśnienia krwi. Jak wykazali badacze z kliniki przy Uniwersytecie w Mannheim, można dzięki niemu znacząco poprawić kondycję nerek - organów pobieranych od osób w stanie śmierci klinicznej wyjątkowo często. Swoje wnioski niemieccy badacze opierają na analizie historii organów pobranych od 122 dawców poddanych iniekcjom dopaminy oraz 137 osób, u których leku tego nie podawano. We wszystkich przypadkach dawcy byli podtrzymywani przy życiu dzięki respiratorowi, a ich mózgi nie wykazywały praiwdłowej aktywności elektrycznej. Po przeliczeniu zebranych informacji okazało się, że podawanie dopaminy zmniejszało z 35% do 25% odsetek przypadków, w których biorca przeszczepu musiał przechodzić wielokrotną dializę krwi w czasie pierwszego tygodnia po transplantacji. Co więcej, nerki pobrane z organizmów stymulowanych neuroprzekaźnikiem w 91% przypadków utrzymywały prawidłową funkcję po trzech latach od przeszczepu. Dla porównania, w grupie kontrolnej odsetek ten wynosił 74%. Dodatkowym powodem, dla którego dopamina może działać ochronnie na nerki, jest jej aktywność przeciwzapalna. Podawanie tego związku może więc ograniczyć ryzyko reakcji immunologicznej organizmu biorcy prowadzącej do odrzucenia przeszczepionego narządu. Wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić podawanie dopaminy do kanonu czynności wykonywanych podczas opieki nad pacjentami w stanie śmierci klinicznej. W sytuacji tego typu ciężko jest bowiem mówić o jakiejkolwiek szkodliwości dla dawcy, a jeżeli można w ten sposób zwiększyć szanse powodzenia przeszczepu, sprawa wydaje się dość jednoznaczna.
  2. Zdolność donoszenia ciąży przez kobiety po przeszczepie nerki jest bardzo wysoka. Wskaźnik żywych urodzeń wynosi bowiem aż 73,5% (American Journal of Transplantation). Zespół doktora Derry'ego Segeva z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa analizował artykuły dotyczące przebiegu ciąży u kobiet po transplantacji nerki, które ukazały się w specjalistycznych pismach w latach 2000-2010. Wyniki pokazały, że prawdopodobieństwo donoszenia ciąży jest wysokie, ale należy się liczyć z podwyższonym ryzykiem powikłań w rodzaju cukrzycy ciążowej, przedwczesnego porodu i stanu przedrzucawkowego. Komplikacje pojawiają się częściej u kobiet, które zaszły w ciążę w ciągu 2 lat od przeszczepu. W ramach badań, gdzie średni czas między transplantacją a zajściem w ciążę wynosił ponad 2 lata, wskaźnik powikłań spadał do 50%.
  3. Dzięki oczyszczeniu krwi z krążących przeciwciał lekarzom ze Szpitala Uniwersyteckiego w Coventry udało się przeszczepić nerkę pacjentce, u której transplantacja w normalnych warunkach byłaby niemożliwa ze względu na groźbę gwałtownego spadku ciśnienia krwi związanego z odpowiedzią immunologiczną. Zarówno chora, jak i jej siostra, która została dawcą organu, czują się bardzo dobrze. Przebieg leczenia 41-letniej Maxine Bath może szybko stać się przykładem dla zespołów transplantologicznych z całego świata. Zastosowanie tradycyjnych metod przeszczepiania organów u tej pacjentki byłoby niemożliwe ze względu na obniżone ciśnienie krwi. Stan ten mógłby się dodatkowo pogłębić w związku z odpowiedzią immunologiczną wywołaną przez krążące we krwi przeciwciała. Co gorsze, dawca narządu był daleki od ideału pod względem tzw. zgodności tkankowej, w związku z czym ryzyko odrzucenia przeszczepu było jeszcze większe niż zwykle. Aby odciążyć organizm i osłabić niepożądaną reakcję układu odpornościowego, badacze poddali dawcę i biorcę innowacyjnej procedurze. Polegała ona na pobraniu i oczyszczeniu osocza krwi, a następnie schłodzeniu go do temperatury 0°C, w której doszło do wytrącenia się przeciwciał oraz innych białek osocza. Przygotowane osocze powtórnie ogrzano i podano do organizmu. Pojedyncze powtórzenie procedury pozwoliło na usunięcie z krwi 30-40% przeciwciał, więc dla bezpieczeństwa u każdej z pań powtórzono ją pięciokrotnie. Oczyszczenie krwi z przeciwciał pozwoliło na osłabienie pierwszej, gwałtownej fazy reakcji immunologicznej na obcy organ. Odpowiedź na późniejszych etapach po przyjęciu obcej nerki jest z kolei na bieżąco łagodzona przez leki osłabiające aktywność układu odpornościowego (immunosupresanty). Znacząco zmniejsza to ryzyko zarówno odrzucenia przeszczepu, jak i groźnego dla życia spadku ciśnienia. Od przeprowadzonego zabiegu minęły trzy miesiące. Zarówno biorca, jak i dawca przeszczepu mają się dobrze. Można więc liczyć, że nowa metoda zostanie włączona do kanonu technik transplantologicznych i znajdzie zastosowanie w sytuacjach, w których znalezienie zgodnego dawcy jest niemożliwe, a przeprowadzenie zabiegu jest konieczne ze względu na zaburzenia związane z niewydolnością własnego narządu pacjenta.
  4. Lekarze z Cincinnati Children's Hospital Medical Center przeprowadzili przełomowy zabieg rekonstrukcji kości czaszki z wykorzystaniem komórek macierzystych przekształconych do komórek tkanki kostnej. Leczony niezwykłą metodą pacjent ma się dobrze, a po 4,5 miesiąca od zabiegu odtworzone kości wyglądają na doskonale zintegrowane z resztą czaszki. Dawcą komórek macierzystych i jednocześnie biorcą przeszczepu kości był 14-letni chłopiec cierpiący na zespół Treachera-Collinsa, chorobę genetyczną objawiającą się m.in. nieprawidłową budową kości jarzmowych - ważnych elementów twarzoczaszki, budujących boczną i dolną ścianę oczodołu. W związku z zagrożeniem dla narządu wzroku oraz szpetnym wyglądem twarzy lekarze postanowili wypróbować na młodym pacjencie innowacyjną metodę rekonstrukcji kości z wykorzystaniem jego własnych komórek macierzystych, pobranych z tkanki tłuszczowej. Jako "rusztowanie" dla ich rozwoju wykorzystano fragment kości pobranej od innego człowieka. Kości pobrane od dawcy zostały nawiercone, a do otworów wstrzyknięto zawiesinę komórek macierzystych oraz białka BMP-2, służącego jako czynnik wzrostowy stymulujący komórki macierzyste do rozwoju w kierunku elementów tkanki kostnej. Tak przygotowane implanty zostały następnie wszczepione w odpowiednim miejscu na policzkach. Zdjęcia wykonane metodą tomografii komputerowej wykonane po czterech miesiącach od zabiegu wykazały, że "nowa" kość doskonale integruje się z własną tkanką młodego pacjenta. Uzyskano także pożądane efekty leczenia - twarz chłopaka jest bardziej atrakcyjna, a jego oczy są znacznie lepiej chronione przed uszkodzeniami. Teraz 15-latek (pomiędzy operacją i najnowszymi badaniami pacjent obchodził urodziny) może bez strachu oddać się... grze w ukochaną koszykówkę i baseball.
  5. Brytyjscy lekarze donoszą o niezwykłych perypetiach pacjentki, której najpierw wszczepiono dodatkowe serce, a następnie po tym, jak konieczne było jego usunięcie, udało się przeżyć dzięki czynności własnego organu. Niezwykłą historię opisuje czasopismo Lancet. Problemy szesnastoletniej dziś Hannah Clark zaczęły się już w dzieciństwie. Gdy miała dwa lata, stwierdzono u niej kardiomiopatię przerostową - chorobę polegającą na powiększeniu serca do stopnia zagrażającego niewydolnością. Aby uratować życie pacjentki, wszczepiono jej drugie serce bez usuwania własnego organu. Dziewczyna przeżyła w ten sposób 10 lat, lecz nie był to koniec jej problemów ze zdrowiem... W związku z przeszczepem Hannah musiała przyjmować leki z grupy immunosupresantów, ograniczające reakcję układu immunologicznego przeciwko obcej tkance. Niestety, po pewnym czasie doszło do jednego z najgroźniejszych objawów ubocznych tego typu terapii - u Hannah wykryto nowotwór. Nowa choroba oznaczała konieczność wdrożenia chemioterapii oraz zmniejszenia dawki immunosupresantów. Niestety, już po krótkim czasie doprowadziło to do pojawienia się objawów odrzucenia przeszczepionego dziesięć lat wcześniej serca. Jedynym ratunkiem dla Hannah było usunięcie obcej tkanki w celu uniknięcia gwałtownej reakcji układu odpornościowego. Szesnastoletnia dziś dziewczyna może mówić o niezwykłym szczęściu. Po odłączeniu serca przeszczepionego wcześniej od drugiego człowieka okazało się, że jej własny organ zaczął funkcjonować dostatecznie dobrze, by utrzymać krążenie krwi. Mało tego - po wyleczeniu nowotworu oraz usunięciu obcej tkanki pacjentka może teraz żyć bez regularnego przyjmowania jakichkolwiek leków. Co ciekawe, złagodzeniu uległa także astma, na którą cierpiała do niedawna Hannah. Sir Magdi Yacoub, jeden z lekarzy opiekujących się Hannah, opisuje jej historię tylko jednym słowem: "magia". Nie oczekiwaliśmy, że jej serce dojdzie do siebie, ale gdy zauważyliśmy, że tak się dzieje, byliśmy absolutnie zachwyceni - opowiada. Historia nastoletniej Brytyjki to nie tylko medyczna ciekawostka. Jej przykład pokazuje, że serce obarczone kardiomiopatią może powrócić do prawidłowego funkcjonowania, jeżeli tylko na jakiś czas zmniejszy się jego obciążenie. W przypadku Hannah rolę taką spełniło dodatkowe serce, lecz już teraz coraz częściej stosuje się serca mechaniczne. Tymczasowe wszczepianie mechanicznej pompy zastępującej serce pozwoliłoby nie tylko na eliminację problemów z doborem odpowiedniego dawcy, lecz także na rezygnację ze stosowania immunosupresantów. Wiele wskazuje na to, że taka forma leczenia nie tylko doraźnie usuwa objawy kardiomiopatii, lecz także autentycznie ją leczy.
  6. Lekarze ze szpitala przy francuskim Uniwersytecie Limoges donoszą o przyjściu na świat pierwszego dziecka, którego matka przeszła wcześniej przeszczep jajnika z wykorzystaniem nowej techniki chirurgicznej. Innowacyjna metoda transplantacji daje szansę na zwiększenie skuteczności zabiegu, dotychczas obarczonego wysokim ryzykiem niepowodzenia. Pacjentka, pozbawiona jajników w celu ich ochrony przed agresywnymi lekami podawanymi w związku z anemią sierpowatą, była niepłodna i nie miesiączkowała przez dwa lata. Pobrany od niej organ został zamrożony z myślą o powtórnym wszczepieniu po zakończeniu terapii. Tradycyjna procedura przeszczepu jajnika obejmuje jeden zabieg, w czasie którego wszczepia się cały pobrany wcześniej organ. Niestety, przeszczepiony w ten sposób jajnik często nie podejmuje swojej funkcji w związku z niedostatecznym ukrwieniem. Próbą rozwiązania dotychczasowych problemów była eksperymentalna procedura, złożona z dwóch osobnych zabiegów. Pierwszy z nich polega na wydzieleniu drobnych fragmentów tkanki i wszczepieniu ich w celu zainicjowania procesu neowaskularyzacji, czyli wytworzenia nowych naczyń krwionośnych. Podczas drugiej operacji, przeprowadzonej po trzech dniach, wszczepia się pozostały, znacznie większy fragment organu. Po przeszczepie tkanki własnego jajnika [pacjentka] zaczęła jajeczkować po czterech miesiącach i zaszła w ciążę w sposób naturalny po sześciu miesiącach od transplantacji. Matka i dziecko czują się dobrze, cieszy się dr Pascal Piver, pomysłodawca nowatorskiego zabiegu. Inna pacjentka leczona tą samą techniką odzyskała zdolność do jajeczkowania po jeszcze dłuższym czasie (ok. 8,5 roku). Niestety, w jej przypadku podczas zabiegu doszło do uszkodzenia jajowodu, przez co do skutecznego zapłodnienia doszło dopiero dzięki metodzie in vitro. Jak ocenia autor eksperymentu, opracowana technika rodzi ogromne nadzieje dla młodych kobiet poddających się terapiom toksycznym dla jajników. Po ponownym przyjęciu własnego organu pacjentki takie mogłyby odzyskać utraconą wcześniej płodność oraz równowagę hormonalną.
  7. Liczne zespoły naukowców pracują nad stworzeniem skutecznej metody, która pozwoli organizmowi biorcy przeszczepu na przyjęcie nowego organu, lecz nie zrujnuje przy tym odporności całego organizmu. Wiele wskazuje na to, że zespół dr. Anatolija Horuzsko z Medical College Georgia (MCG) odniósł na tym polu niemały sukces. Wynalazek badaczy z amerykańskiej uczelni to udane połączenie dobrze zaprojektowanego "systemu celującego" i skutecznego środka wyciszającego reakcję odpornościową. Składa się on z dwóch warstw: wewnętrznej, wysyconej cząsteczkami opisywanymi jako HLA-G, oraz zewnętrznej, zbudowanej z nośnika, na który naniesiono przeciwciała wybiórczo wiążące cząsteczki opisywane przez immunologów jako CD11c. Lek podaje się zaraz po przeszczepie, zanim organizm wykryje obecność obcej tkanki. Jego zadaniem jest tymczasowe zablokowanie aktywności komórek dendrytycznych (ang. dendritic cells - DC), czyli komórek odpornościowych, które same w sobie nie posiadają zdolności do niszczenia struktur nienależących do organizmu, lecz są potrzebne, by inne elementy układu odpornościowego mogły je zidentyfikować. Ponieważ DC wytwarzają na swojej powierzchni cząsteczki CD11c, drobiny leku przyłączają się do ich powierzchni za pomocą przeciwciał zlokalizowanych na swojej powierzchni, po czym zostają wchłonięte do wnętrza komórki. Dochodzi tam do uwolnienia cząsteczek HLA-G, znanych ze swoich właściwości tolerogennych, tzn. zdolności do wywołania trwałej tolerancji immunologicznej. Wstępne testy leku zakończyły się pełnym sukcesem. Wynalazek dr. Horuzsko pozwalał na przeszczepianie skóry pomiędzy myszami bez wywoływania ogólnego osłabienia odporności. Teoretycznie pozwala to na przyjęcie nowej tkanki przez organizm biorcy bez narażania go na wzrost ryzyka infekcji, nowotworów itp. Zanim zostanie to jednak ostatecznie potwierdzone, konieczne będa dalsze badania. Wynalazek opracowany przez badaczy z MCG to jeden z niewielu leków, który faktycznie zachowuje się tak, jak opisuje się w reklamach. Wyszukuje on swój cel i wiąże się tylko z tymi komórkami, które są potrzebne do wywołania pożądanego efektu. Potencjalnie pozwala to na ograniczenie niepożądanych działań terapii i zastosowanie mniejszej dawki preparatu, co oznacza niższe koszty. Dzięki tolerogennym właściwościom HLA-G leczenie jest także krótkotrwałe i dzięki temu mało uciążliwe dla pacjenta.
  8. Bortezomib, lek stosowany dotąd w leczeniu niektórych rodzajów nowotworów, skutecznie blokuje odrzucanie przeszczepów - twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Cincinnati. Opisywany preparat był dotąd stosowany m.in. w leczeniu szpiczaka mnogiego, jednego z nowotworów układu krwiotwórczego. W przebiegu choroby dochodzi do nadmiernego wytwarzania komórek plazmatycznych, wyspecjalizowanych w masowej produkcji przeciwciał. Jak się jednak okazuje, dzięki podawaniu bortezomibu udaje się także blokować komórki plazmatyczne organizmu, do którego podano np. przeszczepioną z innego organizmu nerkę. Odnaleźliśmy znaczną ilość literatury wykazującej, że bortezomib działa skutecznie jako środek ograniczający odrzucanie przeszczepów w warunkach laboratoryjnych - opisuje właściwości leku dr Steve Woodle, szef oddziału chirurgii transplantologicznej na Uniwersytecie Cincinnati i jednocześnie główny autor nowego eksperymentu. Jego zdaniem, potwierdzono także skuteczność środka w leczeniu niektórych innych zaburzeń układu immunologicznego. Komórki plazmatyczne były dotychczas niedocenianym ogniwem reakcji odpornościowej przeciw przeszczepom. Okazuje się jednak, że blokowanie ich funkcji skutecznie blokuje niechcianą odpowiedź, co powinno - według autorów eksperymentu - zwiększyć odsetek udanych transplantacji. W eksperymencie wzięło udział sześciu pacjentów poddanych wcześniej przeszczepowi nerki. Trwające pięć miesięcy doświadczenie wykazało, że u każdego z nich udało się znacznie ograniczyć zakres reakcji przeciw obcemu organowi oraz obniżyć poziom wytwarzanych przeciwciał. Zdołano także poprawić funkcjonowanie "nowej" nerki, czyli osiągnąć ostateczny cel całej procedury. Toksyczność leku oceniono jako niewielką, przewidywalną i możliwą do opanowania, zaś jej intensywność jest znacznie niższa od tej związanej z podawaniem większości typowych leków onkologicznych. Z przyjemnością dostrzegamy, że toksyczne efekty [podawania bortezomibu] są podobne także u pacjentów cierpiących z powodu odrzucania organów opornego na leczenie - dodaje dr Woodle. Wyniki badań zespołu z Uniwersytetu Cincinnati opisano w najnowszym numerze czasopisma Transplantation.
  9. Przeszczep szpiku kostnego wykonany w celu wyleczenia białaczki pozwolił 42-letniemu Amerykaninowi nie tylko na wyleczenie nowotworu, lecz najprawdopodobniej wyeliminował także wirusa HIV z jego organizmu. Wielu badaczy twierdzi, że zdobyte doświadczenie stanie się przełomem w walce z "dżumą XXI wieku". Bohaterami niezwykłej historii są: niemiecki hematolog Gero Huettler oraz jego pacjent amerykańskiego pochodzenia, którego nazwiska nie podano. Niezwykły zabieg, wymagający wykorzystania wiedzy z pogranicza onkologii, transplantologii i genetyki, najprawdopodobniej pozwolił na całkowite wyleczenie mężczyzny z infekcji wirusem HIV. Od momentu wykrycia obecności patogenu do przeszczepu minęło aż 10 lat, lecz od czasu nowatorskiej terapii nie wykryto w jego organizmie obecności wirusa. Każdego dnia byliśmy przygotowani na złe wyniki - przyznaje Huettler. Na szczęście, pomimo upływu 20 miesięcy od zabiegu, wiadomości na temat zdrowia Amerykanina są optymistyczne. I choć nie ma stuprocentowej pewności, że zakażenie nie powróci, wielu badaczy jest zachwyconych efektem leczenia. Sekretem powodzenia terapii była mutacja w komórkach macierzystych przeszczepianego szpiku kostnego. Pacjent może mówić o prawdziwym szczęściu w nieszczęściu, gdyż rozwój białaczki w jego organizmie wymusił przeszczep szpiku, który z kolei zapobiegł rozprzestrzenianiu się HIV. Dawca narządu był nosicielem mutacji w obu kopiach genu CCR5, kodującego białko potrzebne do wnikania wirusa do komórek krwi. Bez interakcji z prawidłową (niezmutowaną) proteiną HIV jest niezdolny do ataku. Oznacza to, że pomimo iż wirus był obecny w organizmie, nie był on w stanie zainfekować komórek. Prowadziło to najprawdopodobniej do stopniowego zaniku zakażenia. Sam dr Huettler przyznaje, że nie planował takiego rozwoju wydarzeń, lecz postanowił wykorzystać okazję. Przez przypadek przeczytałem o tym [mowa o efektach mutacji - red.] w 1996 roku. Zapamiętałem to i pomyślałem, że to może zadziałać. Zanim doszło do transplantacji, własny szpik kostny Amerykanina został całkowicie zniszczony za pomocą kombinacji promieniowania jonizującego oraz leków. Gdy unieszkodliwiono układ odpornościowy pacjenta, przeszczepiono komórki szpiku posiadające w swoim genomie zbawienne uszkodzenie informacji genetycznej. Jednocześnie, w trosce o bezpieczeństwo przeszczepianego materiału, całkowicie odstawiono terapię przeciwwirusową. Ryzykowne podejście do terapii opłaciło się, gdyż po dwudziestu miesiącach od zabiegu w organizmie mężczyzny wciąż nie wykryto śladów wirusa. Trzeba jednak przyznać, że biorca przeszczepu miał szczęście, przy którym nawet "szóstka" w totolotku to drobiazg. Oprócz trudności w dobraniu pary dawca-biorca dodatkową trudnością był fakt, iż zaledwie jeden na tysiąc Europejczyków i Amerykanów nosi mutację w genie CCR5. To nie pierwszy raz, gdy przeszczep szpiku pozwolił na zwalczenie AIDS lub infekcji HIV. Pomiędzy latami 1982 i 1996 podobny eksperyment udał się co najmniej dwukrotnie. Wówczas jednak przyczyna powodzenia terapii nie była znana. Czy była nią właśnie zbawienna mutacja? Być może nie dowiemy się tego już nigdy. A co czeka nas w przyszłości? Badacze są ostrożni w ogłaszaniu odnalezienia "lekarstwa na AIDS" i zwracają uwagę na konieczność przeprowadzenia dalszych badań. Mimo to trzeba przyznać, że osiągnięty przez dr. Huettlera sukces jest niebywały. Być może w przyszłości uda się modyfikować materiał genetyczny komórek macierzystych w taki sposób, by przeszczep zawierał wyłącznie komórki odporne na infekcję. Jeżeli jednak kiedykolwiek będzie to możliwe, na pewno nie stanie się to wcześniej niż za kilkanaście lat.
  10. Pięćdziesięcioczteroletni niemiecki rolnik jest pierwszą na świecie osobą, która przeszła podwójny przeszczep rąk. Swoje stracił 6 lat temu podczas młócenia. Nowe pobrano od 19-latka, który najprawdopodobniej zginął w wypadku. Trzydziestoosobowym zespołem lekarzy kierowali chirurg plastyczny Edgar Biemer oraz dr Christof Hoehnke. Zabieg przeprowadzono w Monachium. Trwał on bardzo długo, bo aż 16 godzin. O osiągnięciach profesora Biemera pacjent dowiedział się ponoć z telewizji. Po operacji pozostanie przez 5 tygodni na oddziale intensywnej terapii. Lekarze uważają też, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić o sukcesie. Sam Biemer dodaje, że ryzyko odrzucenia przeszczepionych kończyn jest większe niż w przypadku narządów wewnętrznych, ponieważ skóra stanowi największą barierę immunologiczną ciała. Oczywiście rolnik będzie musiał przez resztę życia przyjmować leki immunosupresyjne. Na razie nie wiadomo, czy i jakie skutki psychologiczne będzie miało przeszczepienie rąk kogoś o 35 lat młodszego. Na czas operacji utworzono 5 sześcioosobowych podzespołów. Dwa pobierały ręce od dawcy, a dwa zajmowały się przygotowaniem chorego do przeszczepu. Piąta ekipa wypreparowywała od 19-latka naczynia krwionośne, które miały stanowić część transplantu odpowiadającą za lepszy przepływ krwi. Przed zespoleniem żył i tętnic kości ramienia dawcy połączono ze stawem ramiennym biorcy. Zanim pojawi się czucie w opuszkach palców, muszą się odtworzyć nerwy. Zajmie to ok. 2 lat. Pierwszą osobą na świecie, której przeszczepiono rękę, był Australijczyk Clint Hallam. Operację przeprowadzono we wrześniu 1998 roku w Lyonie. Choć zakończyła się sukcesem, w lutym 2001 roku pacjent zażądał usunięcia dłoni, argumentując, że przestał ją akceptować.
  11. Organizm kobiety, której przeszczepia się nerki mężczyzny, z większym prawdopodobieństwem odrzuca nowy narząd. Szwajcarzy ze Szpitala Uniwersyteckiego w Bazylei przyjrzeli się ok. 200 tys. operacji i przy tego typu scenariuszu stwierdzili 8-proc. wzrost ryzyka niepowodzenia. Sugerują, że rozwiązaniem mogą być przeszczepy "zgodne płciowo" (The Lancet). Teoria, że płeć tkanki dawcy wpływa na losy przeszczepu, jest w nauce obecna już od jakiegoś czasu. Przy przeszczepach komórek macierzystych w przypadku mężczyzn, którzy otrzymują je od kobiety, zwiększa się ryzyko wystąpienia reakcji przeszczep przeciwko gospodarzowi. Z kolei u kobiet otrzymujących komórki męskie wzrasta ryzyko odrzucenia lub wystąpienia reakcji układu odpornościowego przeciwko znajdującym się na ich powierzchni typowo męskim antygenom. Szwajcarzy przestudiowali wyniki 195.516 przeszczepów, które przeprowadzono w 400 europejskich szpitalach w latach 1985-2004. Zarówno po roku, jak i po upływie dekady prawdopodobieństwo odrzucenia przeszczepu było większe, gdy dawcą była kobieta. Poza tym ryzyko odrzucenia organu w ciągu roku od zabiegu było większe od przeciętnego, jeśli kobiecie przeszczepiano nerki mężczyzny (11%). Potem nadal było ono wyższe i oscylowało wokół wartości 8%. Wg bazylejczyków, w przypadku przeszczepów zgodnych płciowo mężczyźni mogą skorzystać na większej koncentracji nefronów w tkance innych mężczyzn. Kobiety dostające nerkę od kobiety w mniejszym stopniu ryzykują zaś odrzuceniem implantu. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystkie badania potwierdzają związaną z płcią dawcy i biorcy różnicę w liczbie przyjętych przeszczepów.
  12. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Nowego Jorku w Albany opracowali przypominające bandaż urządzenie, które pozwala na ciągłe badanie narządów pobranych do przeszczepu. To metoda nieinwazyjna, dlatego nie wymaga ciągłego wkłuwania się i pobierania próbek płynów tkankowych. Zamiast tego na powierzchni organu są wypalane mikrootwory. To bardzo trudne utrzymać pobrane narządy w dobrym stanie przed transportem i przeszczepieniem – podkreśla James Castracane. Zespół Castracane'a stworzył niewielkie, płaskie urządzenie (ma ono powierzchnię ok. 2,5 centymetra kwadratowego), które wyposażono w 25 mikropodgrzewaczy. Po umieszczeniu na powierzchni organu do przeszczepu wypalają w jego zewnętrznej warstwie miniaturowe otworki o średnicy 1/5 ludzkiego włosa. Wszystko dzieje się w skali mikro. Gdybyśmy zrobili to samo na twojej skórze, nawet byś nie poczuł – wyjaśnia Anand Gadre. Z każdej dziurki wycieka ok. 1 ml płynu, który następnie dociera do umieszczonych w niby-bandażu czujników. Sensory określają poziom glukozy i mleczanów, bazując na różnicach w przewodzeniu prądu przez roztwór powstały po zmieszaniu próbek z enzymami. Każdy wypalacz działa tylko raz, a więc liczba pobranych próbek zależy od tego, w ile podgrzewaczy wyposażono urządzenie. Mleczany powstają, gdy mamy do czynienia z niedostatecznym ukrwieniem i zachodzi metabolizm beztlenowy, a jak wiadomo, narządy pobrane do transplantacji muszą wytrzymać jakiś czas bez dostaw krwi. Na razie przeprowadzono tylko testy laboratoryjne. Teraz Amerykanie zamierzają rozpocząć próby z nerkami krowimi.
  13. Naukowcom z Uniwersytetu w Manchesterze i Brytyjskiego Centrum Regeneracji Tkanek (UK Center for Tissue Regeneration, UKCTR) udało się przekształcić wyizolowane z tkanki tłuszczowej dorosłych zwierząt komórki macierzyste w komórki nerwowe. To duża szansa na wyhodowanie sztucznego nerwu, który ożywi na nowo sparaliżowane kończyny i transplantowane narządy. W niedalekiej przyszłości Brytyjczycy chcą powtórzyć eksperymenty z ludzką tkanką tłuszczową. Uzyskane w ten sposób neurony zamierzają porównać z ich zwierzęcym odpowiednikiem. Podczas zabiegu chirurdzy umieszczą pomiędzy dwoma przyciętymi końcówkami nerwu zwinięty w tubę biodegradowany polimer. W środku rurki będą się znajdować zróżnicowane już komórki macierzyste. Bioniczny nerw przyda się nie tylko osobom sparaliżowanym wskutek wypadku, ale także pacjentom po przebytej operacji usunięcia nowotworu, podczas której eliminuje się także objęty guzem pień nerwowy. Wycięcie nowotworu prostaty często prowadzi np. do uszkodzenia nerwów umożliwiających uzyskanie wzwodu. Wynalazcy metody szacują, że znajdzie ona zastosowanie w medycynie w ciągu maksimum 5 lat. Na początku najprawdopodobniej wykorzysta się ją w terapii paraliżu kończyn dolnych i górnych. Do tej pory stosowano zupełnie inną metodę regeneracji. Pobierano fragment własnego nerwu pacjenta i wszczepiano go w miejscu urazu. Niestety, uzyskiwano niezbyt zachęcające wyniki, bo odtworzony nerw nie działał dobrze, istniało też ryzyko powstania blizny i rozwoju guza w miejscu przeszczepu. Metoda opracowana przez Brytyjczyków zapewnia mechaniczną podporę dla odtwarzającego się nerwu. Wewnątrz polimerowej tuby znajdują się czynnik wzrostu i inne substancje wspomagające regenerację. Pacjent w pełni odzyskuje dawną sprawność.
  14. Isabelle Dinoire, pierwsza na świecie osoba z przeszczepioną twarzą, napisała książkę o swoim życiu po zabiegu. Premiera Pocałunku Izabeli (Le Baiser d'Isabelle) miała we Francji miejsce w zeszły czwartek (4 października). Tytuł jest nieprzypadkowy, ponieważ 40-letnia kobieta wyznaje, że nauczyła się już od nowa mówić i jeść, pocałunek jest jednak największym ze wszystkich wyzwań, z którym sobie jeszcze dotąd nie poradziła. Lekarze wątpią, czy będzie kiedykolwiek w stanie cmoknąć kogoś w policzek czy usta, ale Isabelle jest uparta... Kobieta opowiedziała filozof Noëlle Châtelet o dziwnym uczuciu wywoływanym przez dotykanie od wewnątrz czyichś ust. I o odkryciu ciemnych włosów wyrastających na brodzie. W ten sposób Dinoire dowiedziała się, że dawczyni jej nowej twarzy była brunetką. Wie, że to ona ożywia przeszczepione tkanki, ale włoski nie należą do niej, lecz do zmarłej. Jak pamiętamy z relacji mediów sprzed 2 lat, Francuzka straciła usta i nos w wyniku pogryzienia przez własnego psa. W książce wyjaśnia okoliczności tego zdarzenia. Po okropnym tygodniu zażyła dużą dawkę leków nasennych. Chciała zapomnieć o stresie i nieprzyjemnościach, odbierając sobie życie. Medykamenty podziałały znieczulająco, stąd właściwie przez przypadek zorientowała się, że nie ma części twarzy. Gdy się ocknęła, chciała zapalić papierosa. Wtedy zauważyła krew i leżącą obok siebie skundloną labradorkę Tanyę. Kiedy zerknęła do lustra, jej oczom ukazał się przerażający widok. Brakowało sporej części nosa i ust, dlatego zęby oraz dziąsła były całkowicie odsłonięte. Isabelle nie ma żalu do psa. Utrzymuje, że w jej przekonaniu zwierzę chciało ją uratować. Czuje więź z kobietą, której zawdzięcza twarz. Obie chciały popełnić samobójstwo, a jednej z nich się to udało... Na początku Dinoire jadła, siedząc naprzeciw lustra. Nie miała czucia w ustach, dlatego nie dało się w inny sposób kontrolować ich działania. Temperaturę zjadanych pokarmów określała poprzez dotykanie palcami. W snach Francuzka ma swoją poprzednią twarz. Nie chce zmieniać dowodu tożsamości ze zdjęciem sprzed lat Gdyby się do tego posunęła, miałaby poczucie, że stara tożsamość zniknęła. A na to nie może pozwolić. Jeszcze przed operacją kupiła nowego psa, który lizał jej uszy, ale nigdy nie pokrytą bliznami brodę czy nos. Co pewien czas Isabelle przykłada dłoń do twarzy, by się upewnić, że nadal tam jest.
  15. Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa postanowili zrozumieć, co dzieje się z wszczepianymi chorym na cukrzycę typu 1. komórkami beta wysepek Langerhansa. Nie wiadomo bowiem, dlaczego u części pacjentów przeszczepy przyjmują się, a u innych są odrzucane. W tym celu przeszczepiane komórki poddano enkapsulacji w powłoce zawierającej zarówno alginat (wyciąg z glonów), jak i żelazo, by można było magnetycznie śledzić losy wprowadzanego do organizmu biorcy materiału (Nature Medicine). To bardzo ekscytujące, ponieważ będzie można obserwować, co dzieje się z tymi komórkami – cieszy się dr Aravind Arepally, profesor nadzwyczajny radiologii i chirurgii. Porowate kapsułki mają na tyle duże otwory, by mogła się z nich wydostawać insulina, ale jednocześnie na tyle małe, żeby nie przepchnęły się przez nie komórki układu immunologicznego. W pierwszym eksperymencie mikroskopijne kapsułki wszczepiono chorym na cukrzycę myszom. Poziom cukru we krwi wrócił do normy w ciągu tygodnia. Ponad połowa gryzoni, które nie przeszły zabiegu, zmarła. W drugim eksperymencie wzięły udział świnie. Kapsułki wszczepiono im do wątroby, nie do trzustki, ponieważ w pierwszym z wymienionych narządów jest więcej naczyń krwionośnych, które mogą rozprowadzać uwalniającą się insulinę po organizmie. Kapsułki wprowadzano za pośrednictwem rurki przypominającej igłę. Wsuwano ją przez tętnicę udową, a następnie przesuwano się w górę do wątroby. Po 3 tygodniach nadal znajdowały się one na swoim miejscu i wydzielały użyteczne ilości insuliny. Jeff Bulte, jeden ze współautorów badania, podkreśla, że pomysł jego zespołu pozwoliłby ludziom po przeszczepie uniezależnić się od leków zapobiegających jego odrzuceniu. Teraz rozpoczynają się długoterminowe testy kliniczne ze świniami. Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa współpracują z prywatną firmą. Razem mają się starać o odpowiednie pozwolenie z Urzędu ds. Żywności i Leków (FDA, Food and Drug Administration). Cukrzyca typu 1. rozpoczyna się zazwyczaj w dzieciństwie. Jest skutkiem zniszczenia komórek wytwarzających hormon kontrolujący poziom cukru we krwi (insulinę) przez własny układ odpornościowy chorego.
  16. Międzynarodowe badanie potwierdziło, że transplantacja komórek trzustki, które wytwarzają insulinę (tzw. komórek beta wysepek Langerhansa), pomaga ustabilizować poziom cukru u osób cierpiących na trudną do opanowania postać cukrzycy typu 1. W miarę upływu czasu przeszczepione komórki tracą, niestety, stopniowo zdolność wytwarzania hormonu. Pierwszą zakończoną sukcesem transplantację komórek beta przeprowadził w 2000 roku u 7 pacjentów zespół doktora A.M. Jamesa Shapiro z University of Alberta. Od tego czasu ekipa Kanadyjczyków prowadzi dalsze próby, aby ocenić wykonalność i powtarzalność zastosowanej procedury. Rezultaty ich badań opisano na łamach New England Journal of Medicine. W próbach klinicznych wzięło udział 36 osób, które przynajmniej od pięciu lat chorują na cukrzycę typu 1., a poziom cukru ciągle waha się u nich od zbyt wysokiego do zbyt niskiego. Między 2001 a 2003 rokiem pacjenci przeszli do 3 perfuzji komórek beta (po tym, jak przestawały funkcjonować wcześniej przeszczepione tkanki). Pobierano je od zmarłych osób (po stwierdzeniu śmierci pnia mózgu). W pierwszym roku po przeszczepie 16 osób uniezależniło się od zastrzyków z insuliny. U 10 pacjentów przeszczep funkcjonował prawidłowo tylko w pewnym zakresie, co bardzo pomogło w walce z chorobą. U 10 osób nastąpiło odrzucenie przeszczepu. Po upływie dwóch lat jedynie 5 pacjentów nie musiało sobie wstrzykiwać insuliny, po 3 latach już tylko trzech.
  17. Wprowadzanie do mózgów chorych z parkinsonizmem ludzkich płodowych komórek macierzystych może prowadzić do formowania się guzów. Steven Goldman i zespół z Centrum Medycznego University of Rochester zauważyli, że po wprowadzeniu do mózgów szczurów ludzkie komórki macierzyste tworzyły struktury przypominające wczesne stadia nowotworów. Na łamach magazynu Nature Medicine naukowcy wyjaśniają, że szczury odnosiły niewątpliwe korzyści z wprowadzenia do ich organizmów komórek macierzystych, ale, niestety, część z nich zaczynała wzrastać w taki sposób, że mogło to doprowadzić do zmian nowotworowych. W terapii choroby Parkinsona (polegającej, w wielkim skrócie, na zanikaniu neuronów produkujących dopaminę) wypróbowano różne typy transplantacji komórek. Wszczepiane komórki miały zastępować te, które uległy zniszczeniu. Komórki macierzyste są szczególnie obiecującym materiałem, ponieważ można je przekształcić w żądaną tkankę i nie wywołują one reakcji układu odpornościowego. Zespół Goldmana pobrał ludzkie płodowe komórki macierzyste z jednodniowych płodów. Jak wspomnieliśmy, mogą się one przekształcać w komórki dowolnej tkanki, tym razem hodowano je jednak w substancjach "skłaniających" do utworzenia tkanki nerwowej. Wcześniej próbowano "nakłonić" komórki macierzyste do przekształcenia się w komórki wytwarzające dopaminę. Po transplantacji neuronów szczury chorujące na odpowiednik parkinsonizmu czuły się lepiej. Jednak wśród przeszczepionych komórek niektóre przestawały produkować neuroprzekaźnik i zaczynały się dzielić w sposób, który mógł doprowadzić do powstania guza. Naukowcy zabili zwierzęta, zanim było wiadomo, czy naprawdę się tak stanie. Podkreślili też, że przy jakichkolwiek próbach z udziałem ludzi należy zachować daleko posuniętą ostrożność. Badacze od dawna obawiali się, że komórki macierzyste mogą się przekształcać w nowotwory. Działo się tak z powodu cechy, która stanowi ich wielki plus, a zarazem minus: elastyczności.
×
×
  • Create New...