Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'szpital'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 13 results

  1. Pacjenci, którzy leczą się w szpitalach nastawionych na zysk, częściej trafiają ponownie do szpitali, niż ci, którzy leczą się w szpitalach nie nastawionych na zysk i szpitalach publicznych, wynika z badań przeprowadzonych przez University of Illinois, Chicago. Naukowcy z Chicago opublikowali na łamach PLOS ONE analizę dotyczącą ponownych przyjęć do szpitali. Dane pochodziły z Hospital Readmission Reduction Program (HRRP) z lat 2012–2015. Uczeni przyjrzeli się sześciu głównym powszechnie występującym przyczynom, dla których Amerykanie trafiają do szpitala. Są to: atak serca, niewydolność serca, wszczepienie by-passów, zapalenie płuc, przewlekła obturacyjna choroba płuc, wstawienie protezy biodra oraz wstawienie protezy kolana. W USA jest ponad 5500 placówek mających status szpitala. Wśród nich znajduje się ponad 2800 nierządowych (należących do firm czy osób prywatnych) placówek nie nastawionych na zysk, ponad 1000 szpitali nastawionych na zysk i ponad 950 szpitali należących do stanów i władz lokalnych. Reszta to szpitale rządowe, nierządowe psychiatryczne oraz szpitale innego typu. Analizy wykazały, że we wszystkich wymienionych kategoriach schorzeń liczba ponownych przyjęć do szpitala z powodu tego samego problemu była wyższa w szpitalach nastawionych na zysk niż w pozostałych. Wyższa była zarówno średnia jak i mediana. To bardzo jasne dane. Nie ma ani jednej kategorii, w której szpitale nastawione na zysk miałyby mniejszy odsetek ponownych przyjęć niż inne szpitale. Tego się nie spodziewaliśmy. Niezwykłe jest również to, że taki sam trend jest widoczny w całym kraju, mówi profesor Andrew Boyd z University of Illinois, Chicago. Naukowcy mówią, że o ile we wszystkich kategoriach szpitali istnieje korelacja pomiędzy rodzajem szpitala a odsetkiem ponownych przyjęć, to nie wiadomo, dlaczego szpitale nastawione na zysk wypadaą gorzej, niż szpitale non-profit i publiczne. Być może przyczyną są wyższe podatki nakładane na takie szpitale oraz ich nastawienie na maksymalizację zysku. Oba te czynniki mogą powodować, że mniej inwestują one w wyposażenie i załogę. Nasze badania ujawniają ważny ogólnokrajowy trend, który politycy, lekarze, naukowcy i pacjenci powinni wziąć pod uwagę. Konieczność ponownego pobytu w szpitalu wiąże się z dodatkowymi dniami poza pracą, rodziną, przyjaciółmi, mówi Boyd. « powrót do artykułu
  2. Jak ostrzegają naukowcy z Indiana University, pacjenci, którzy przed wybraniem szpitala postanawiają sprawdzić dostępne w internecie opinie innych pacjentów, mogą zostać zwiedzeni co do jakości opieki. Victoria Perez i Seth Freedman ze School of Public and Environmental Affairs porównali oceny szpitali dostępne w serwisach społecznościowych, a dokonywane przez pacjentów, z opartym na dużej ilości danych federalnym rankingiem z witryny Hospital Compare. Okazało się, że dostępne na Google'u, Yelpie i Facebooku oceny pacjentów dotyczące wyżywienia, przyjaznego podejścia pracowników szpitala oraz udogodnień oferowanych przez szpital, w dużej mierze zgadzały się z rankingiem z Hospital Compare. Znacznie gorzej było w przypadku oceny jakości opieki zdrowotnej i poziomu bezpieczeństwa. Okazało się bowiem, że aż 20% szpitali uznanych za najlepsze pod tym względem przez społeczności internetowe, było najgorszymi wedle Hospital Compare. Nasze badania pokazują, że ocena społecznościowa dobrze odzwierciedla te czynniki, które jest najłatwiej zaobserwować. Jednak w przypadku opieki zdrowotnej przeciętny pacjent nie jest w stanie dobrze ocenić wszystkich jej elementów, mówi Perez. Badacze zauważają jednocześnie, że oficjalne obiektywne dane przekazywane w sposób bardzo trudny do analizy i przyswojenia. Pacjent, który chciałby na Hospital Compare porównać jakość opieki medycznej w szpitalach musiałby zapoznać się z 46 z 57 dostępnych elementów rankingu. To zadanie niewykonalne dla większości ludzi, tym bardziej, że wiele z tych elementów nie dotyczy ich przypadku, więc nie będą zainteresowani ich analizowaniem. Nasze badania pokazały, że strona rządowa musi opracować lepsze narzędzia komunikacji z pacjentami zainteresowanymi ogólnie rozumianą oceną jakości klinicznej i bezpieczeństwa szpitali, dodaje Freedman. Stosowane przez serwisy społecznościowe systemy ocen, polegające najczęściej na tym, że pacjenci przyznają szpitalom od 1 do 5 gwiazdek są bardzo łatwe do zrozumienia i analizy, jednak badania pokazały, że pacjenci powinni dwa razy pomyśleć, zanim uznają je za jedyne źródła informacji do podjęcia decyzji dotyczącej wyboru szpitala. Decyzji, która może zmienić życie. « powrót do artykułu
  3. KopalniaWiedzy.pl

    Lekarz lepszym menedżerem

    Z opublikowanych w magazynie Social Science and Medicine badań pt. Physician-Leaders and Hospital Performance: Is There an Association? wynika, że najlepsze wyniki osiągają te szpitale, którymi kierują lekarze. Od pewnego czasu pojawiały się wątpliwości, czy menedżerowie nie posiadający wykształcenia medycznego są na pewno lepszymi dyrektorami placówek zdrowia niż lekarze. Tezę taką zakwestionowano m.in. w zamówionym przez brytyjskie National Health Service badaniach o nazwie Darzi Report, nawet jednak one nie dały wystarczających dowodów. Teraz doktor Amanda Goodall z Instytutu Badań nad Pracą z Bonn zebrała bazę danych dotyczących 300 najlepszych szpitali w USA. Następnie szczegółowo sprawdziła zarówno wykształcenie jak i historię pracy każdego z dyrektorów. Szczególnie skupiła się na wynikach uzyskiwanych przez szpitale w zwalczaniu nowotworów, chorób przewodu pokarmowego oraz chirurgii serca. Badania doktor Goodall wykazały, że przeciętny szpital prowadzony przez lekarza osiągał o około 25% lepsze wyniki niż przeciętny szpital prowadzony przez osobę bez wykształcenia medycznego. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat rady nadzorcze szpitali coraz chętniej decydowały się na zatrudnienie na stanowisku dyrektora menedżera bez wykształcenia medycznego. Wyniki tych badań to sygnał, że taka strategia jest niewłaściwa - mówi Goodall. Uczona dodaje: Z badań wynika, że wyróżniające się szpitale są zwykle kierowane przez osoby z wykształceniem medycznym. Zaskoczyło mniej, jak silna była ta zależność. Barry Silbaugh, prezes Amerykańskiej Szkoły Lekarzy Menedżerów stwierdził: Uważnie zapoznaliśmy się z badaniami doktor Goodall, gdyż w końcu dostarczono mocny dowód na to, że szefami szpitali powinni być lekarze. Od dawna forsujemy taką ideę. Doktor Goodall zauważa, że konieczne są dalsze badania, które ewentualnie pozwolą potwierdzić i wyjaśnić, dlaczego szpitale zarządzane przez lekarzy uzyskują lepsze wyniki.
  4. KopalniaWiedzy.pl

    Pierwszy na świecie podwójny przeszczep nóg

    W szpitalu La Fe w Walencji przeprowadzono pierwszy na świecie podwójny przeszczep nóg. Biorcą był młody mężczyzna, który stracił kończyny dolne w czasie wypadku drogowego. Kilkunastogodzinny zabieg rozpoczął się w niedzielę wieczorem. Na razie nie ujawniono tożsamości pacjenta. Hiszpańscy lekarze poinformowali o swoich dokonaniach we wtorek (12 lipca). Pracami ponad 50-osobowego zespołu medycznego kierował sławny chirurg Pedro Cavadas, który przewiduje, że dwudziestokilkulatek będzie mógł chodzić o kulach, a po jakimś czasie nawet samodzielnie. Wszystko zależy od postępów rehabilitacyjnych. Jeśli wszystko pójdzie, jak sobie tego życzymy, możemy realistycznie założyć, że w ciągu 6-7 miesięcy pacjent będzie mógł chodzić – podkreśla Cavadas. Najpierw jednak po ok. 3 tyg. powinien zacząć przesuwać nogi, a po mniej więcej 3 miesiącach wesprzeć ciężar swojego ciała na nowych kończynach. Chirurg ujawnił, że podczas wypadku nogi zostały amputowane zbyt wysoko, by młody mężczyzna mógł korzystać z protez (pozostało za mało tkanki do ich zamocowania). Po operacji biorca jest stabilny i najprawdopodobniej wkrótce opuści oddział intensywnej terapii. W czasie przeszczepu połączono nerwy, mięśnie, ścięgna oraz kości. Zabieg jest trudniejszy niż w przypadku rąk, ponieważ naczynia i nerwy są większe. By w ogóle do niego doszło, lekarze musieli uzyskać szereg zezwoleń. W maju zeszłego roku zdobyli pozwolenie Organización Nacional de Transplantes, a w listopadzie zgodę wyraziło Ministerstwo Zdrowia. Później rozpoczęło się poszukiwanie właściwego kandydata.
  5. KopalniaWiedzy.pl

    Ofiary konsoli

    Użytkownicy interaktywnych gier na konsole są narażeni na określony typ kontuzji. Prelegenci konferencji Amerykańskiej Akademii Pediatrii w San Francisco porównali to hobby do uprawiania sportu i wspominali o szczególnym obciążeniu stóp, ramion i kostek, a także o związanych z tym skręceniach. Urazy związane z używaniem konsoli nie są niczym nowym, ale wcześniej w tym kontekście wspominano o obtarciach i nadmiernym obciążeniu dłoni oraz palców podczas naciskania guzików. Po pojawieniu się w 2006 roku Wii rozpoczęła się jednak era nowych gier, których użytkownik naśladuje ruchy typowe dla jakiejś dziedziny sportu z kontrolerem w ręku. Naukowcy ze Szpitala Dziecięcego w Filadelfii przeanalizowali dane zgromadzone w National Electronic Injury Surveillance System, gdzie trafiają informacje dotyczące przyjęć na tzw. urazówkach. Okazało się, że w ciągu 5 lat (od 1 stycznia 2004 do 1 stycznia 2009 r.) odnotowano 696 przypadków związanych z grami wideo. Średni wiek kontuzjowanych wynosił 16,5 roku, lecz na izbie przyjęć znaleźli się ludzie w bardzo zróżnicowanym wieku: od 1 miesiąca do 86 lat. Gros urazów odnoszono podczas używania tradycyjnych konsoli, ale natrafiono też na 92 związane z grami interaktywnymi, głównie na Wii. Ci pacjenci - 49 mężczyzn i 43 kobiety - częściej doznawali kontuzji obręczy barkowej, kostki lub stopy, poza tym widywano u nich rozcięcia i posiniaczenia. Ofiarami gier interaktywnych byli też postronni obserwatorzy, przeważnie dzieci poniżej 10. roku życia. W literaturze przedmiotu wspominano również o urazach głowy po uderzeniu kontrolerem w głowę przez innego gracza oraz o złamaniu stopy po utracie równowagi na Wii Balance Board.
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Stadiony bez zaplecza medycznego

    Szwedzcy naukowcy przyjrzeli się 187 stadionom z 10 europejskich krajów, w tym Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Francji, i stwierdzili, że ponad jedna czwarta obiektów nie jest przygotowana na zawały serca kibiców – brakuje na nich defibrylatorów oraz planów ratunkowych (European Heart Journal). Badanie zostało przeprowadzone przez grupę klubowych lekarzy naszych północnych sąsiadów. Wszyscy zgodnie podkreślają, że powinno się bardziej zadbać o boiskowe zaplecze medyczne, ponieważ niekiedy trudno przetransportować chorego kibica do szpitala. Wg Szwedów, powinny istnieć obligatoryjne zasady postępowania w takich przypadkach. Obecnie jednak posiadanie defibrylatora jest wyłącznie dobrą wolą gospodarza obiektu. Wiadomo przecież, że oglądanie i emocjonalne zaangażowanie w rozgrywki piłki nożnej zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia zawału serca. Dlatego też uważamy, że dostęp do odpowiedniej aparatury powinien być wymogiem – tłumaczy profesor Mats Borjesson, lekarz klubu sportowego GAIS, a zarazem członek European Association of Cardiovascular Prevention and Rehabilitation. Studium ujawniło, że tylko 64% stadionów dysponowało spisanym planem akcji ratunkowej, obejmującym wytyczne związane z obsługą medyczną czy komunikacją ze szpitalem. Szwedzi nie sprecyzowali, jakie stadiony podlegały inspekcji, nadmienili jednak, że większość to obiekty najlepszych lig. Zaznaczyli, że w ubiegłym sezonie odnotowano na nich 77 zawałów, co oznacza, że problemy z sercem pojawiały się u jednego na 589 tys. kibiców.
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Piżama powinna być jak druga skóra

    Ludzkie oko wyspecjalizowało się w wykrywaniu rumieńca, jednak słabiej radzi sobie z detekcją odzwierciedlających stan zdrowia zmian w kolorycie skóry. By lekarzom łatwiej je było wyśledzić, specjaliści z Rensselaer Polytechnic Institute proponują proste rozwiązanie: piżamy i prześcieradła w kolorze cery pacjenta albo rodzaj naklejek, rozmieszczanych w różnych punktach na ciele chorego. Jeśli lekarz widzi pacjenta, a potem spotyka go ponownie, ma nikłe pojęcie lub nie ma go w ogóle, czy kolor skóry uległ jakiejś zmianie. Tymczasem niewielkie zmiany w zabarwieniu skóry [np. bladość czy sinica] mogą mieć poważne konsekwencje medyczne – wyjaśnia neurobiolog prof. Mark Changizi. Wywołane emocjami zmiany kolorytu cery są wyraźne, ponieważ natura odpowiednio wyposażyła nas do ich wykrywania, a dodatkowo bazowy kolor skóry nie ulega przy tym zmianie. Podczas rumienienia dochodzi do rozszerzenia małych naczyń krwionośnych skóry oraz zwiększenia przepływu krwi przez skórę twarzy. Kontrast między bazowym kolorytem skóry a czerwonymi policzkami ułatwia tylko zadanie. Wygląd ludzkiej skóry zmienia się jednak nie tylko pod wpływem wstydu, ale stanowi także przejaw rozmaitych chorób czy zaburzeń. Bywa ona blada, żółtawa lub sina, gdy powłoki ciała stają się fioletowo-niebieskie pod wpływem odtlenowanej hemoglobiny z naczyń krwionośnych. Dość często personel medyczny tego nie zauważa, zakładając, że taki był wyjściowy kolor chorego. Wyzwanie jest tym większe, że nie ma kontrastu występującego przy rumieńcu, gdyż kolor całej bazy też uległ zmianie. Jeśli barwa skóry pacjenta zmieni się nieznacznie, lekarze i pielęgniarki niejednokrotnie nie są w stanie tego stwierdzić. Gdyby jednak ten sam chory miał na sobie piżamę w kolorze cery lub naklejki, a koloryt całej jego skóry stałby się nieco bardziej błękitny, początkowo niewidoczna piżama czy etykietka odcinałyby się wyraźnie na tym tle i wydałyby się obserwatorowi żółte. Changizi przyznaje, że istnieją urządzenia pozwalające na pomiar zawartości tlenu we krwi, które ułatwiają wychwycenie początków sinicy, ale wg niego, pościel i piżamy w kolorze skóry chorych na pewno zwiększyłyby liczbę wykrywanych w porę przypadków.
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Plazma w szpitalach

    W wielu laboratoriach na świecie trwają prace nad urządzeniem, które dezynfekuje dłonie za pomocą plazmy. Może być ono niezwykle przydatne w szpitalach, gdyż plazma błyskawicznie zabija wirusy, bakterie i grzyby. Radzi sobie też z tak niebezpiecznym i trudnym do wyeliminowania przeciwnikiem jak MRSA (odporny na metycylinę gronkowiec złocisty). Wspomniane urządzenie, wielkości dłoni, generuje plazmę o temperaturze pokojowej i zwykłym ciśnieniu. Lekarz nie będzie musiał nawet zdejmować rękawiczek. Również i one zostaną zdezynfekowane. Cały proces, w przypadku gdy na dłoni znajduje się rękawiczka, trwa około 25 sekund. Plazmę od dawna wykorzystuje się np. do dezynfekcji narzędzi chirurgicznych. Jednak używanie jej na żywej tkance nie jest takie proste. Plazmę generuje się dzięki napięciu tysięcy woltów, więc kontakt z organizmem żywym może być ryzykowny. Jedną z osób pracujących nad urządzeniem do plazmowej dezynfekcji dłoni jest doktor Gregor Morfill z Instytutu Maxa Plancka. Przed pięciu laty postanowił zaryzykować i wypróbować na własnym kciuku, jak plazma działa na tkanki. Kciuk wyszedł z próby cało, a Morfill zajął się konstruowaniem plazmowego urządzenia do odkażania dłoni. Teraz jest blisko celu i twierdzi, że takie urządzenie można zbudować już za około 100 dolarów. Profesor chemii David B. Graves z University of California, Berkeley, który od 25 lat pracuje nad wytwarzaniem plazmy o niskich temperaturach, przeprowadził symulacje komputerowe, które wyjaśniają zasadę działania urządzenie Morfilla. Okazuje się, że prąd elektryczny jonizuje tlen, azot i parę wodną, tworząc tlenek azotu, nadtlenek wodoru oraz dodatkowe cząstki, co w efekcie daje zabójczy dla mikroorganizmów koktail. Inni naukowcy, jak Michael G. Kong z Loughborough University, pracują nad kolejnymi zastosowaniami plazmy. Kong proponuje umieszczanie urządzeń generujących plazmę w systemach klimatyzacyjnych szpitali i odkażanie w ten sposób powietrza. Z kolei profesor Gerrit M. W. Kroesen z Eindhoven proponuje odkażanie ran od poparzeń za pomocą plazmy. Jego badania pokazały, że plazma nie tylko odkaża, ale stymuluje regenerację nowej tkanki. Pierwszymi plazmowymi urządzeniami, które powinny trafić do powszechnego użycia, będą, ze względu na łatwość konstrukcji i niskie ceny, maszyny do odkażania rąk. Zastosowanie plazmy w leczeniu wymaga bowiem przeprowadzenia długotrwałych testów, które wykażą ewentualne niebezpieczeństwa związane z tą metodą.
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Skomputeryzowane pogotowie

    Japońscy naukowcy z Wydziału Medycyny Uniwersytetu w Jokohamie opracowali program, który jest w stanie przewidzieć prawdopodobieństwo śmierci osoby dzwoniącej na pogotowie ratunkowe. Wyniki podawane przez oprogramowanie zostały następnie zweryfikowane poprzez porównanie ich z rzeczywistymi wydarzeniami. Skomputeryzowany system zarządzania ruchem karetek pogotowia został uruchomiony 1 października 2008 roku i działał do 31 marca 2009. Później przystąpiono do oceny jego efektywności, a jej wyniki zostały właśnie podane do publicznej wiadomości. Przez wspomniane 6 miesięcy pogotowie odebrało 60 000 wezwań. Gdy telefon dzwonił, do systemu wprowadzano informacje podane przez pacjenta, a komputer dokonywał odpowiednich obliczeń i kategoryzował pacjentów pod względem zagrożenia życia w chwili wzywania pomocy. Po pół roku porównano wyniki podawane przez komputer z oceną stanu zdrowia pacjentów, którzy zostali przywiezieni przez pogotowie do szpitali. Okazało się, że w ponad 80% przypadków komputer potrafił prawidłowo ocenić zagrożenie dla życia pacjenta. Twórcom systemu, pracującym pod kierownictwem Kenjiego Ohshige, to jednak nie wystarcza. Chcą go nadal udoskonalać, gdyż zdają sobie sprawę, że w wielu przypadkach każda minuta zwłoki w uzyskaniu pomocy może decydować o życiu lub śmierci dzwoniącego.
  10. KopalniaWiedzy.pl

    Gatesowie chcą informatyzować USA

    Fundacja Billa i Melindy Gatesów chce podłączyć do internetu wszystkie "kluczowe instytucje" w USA. Podczas niedawnego spotkania z przedstawicielami Federalnej Komisji Komunikacji szacowano koszty takiego przedsięwzięcia. Fundacja dysponuje listą 123 000 "kluczowych instytucji", czyli szkół, bibliotek i szpitali, którym chce zapewnić łącza. Planuje nie tylko podłączyć je kablem do internetu, ale również zapewnić lokalnej społeczności bezprzewodowy dostęp, dzięki antenom umieszczonym na dachu instytucji. Ze wstępnych szacunków wynika, że realizacja takich planów będzie kosztowała 5-10 miliardów dolarów. Fundacja zauważa jednak, że to nie wszystkie wydatki, jakie trzeba będzie ponieść. Szacunki nie uwzględniają bowiem kosztów zarządzania siecią i jej konserwacji. Ponadto w niektórych miejscach doprowadzenie stałych łączy będzie bardzo trudne i drogie. Fundacja ocenia, że obecnie 13% bibliotek i 20% innych "kluczowych instytucji" korzysta ze stałych łączy. Podłączenie reszty ma kosztować od 4,9 do 10,1 miliarda USD. Tak olbrzymi rozrzut szacunków spowodowany jest niemożnością precyzyjnego określenia kosztów związanych z prowadzeniem prac ziemnych.
  11. KopalniaWiedzy.pl

    Antybiotyk jak obosieczny miecz

    Choć zadaniem antybiotyków jest zwalczanie infekcji, okazuje się, iż w pewnych warunkach mogą one... zwiększać ryzyko rozsiewu form zakaźnych mikroorganizmów odpowiedzialnych za zakażenie - udowadniają badacze z Wellcome Trust Sanger Institute. Na potrzeby doświadczenia badacze kierowani przez dr. Trevora Lawleya założyli "mysi szpital", czyli system klatek symulujący lecznicę przeznaczoną dla ludzi. Badacze umieścili w nim myszy, z których część była zdrowa, zaś pozostałe zakażono uprzednio Clostridium difficile - beztlenowymi bakteriami odpowiedzialnymi m.in. za gwałtowne biegunki. Po pewnym czasie rozpoczęto leczenie zakażonych myszy, a następnie obserwowano tempo rozprzestrzeniania się mikroorganizmów. Pierwszą obserwacją dokonaną przez badaczy było stwierdzenie zadziwiająco niskiej zdolności nosicieli C. difficile do rozsiewania form przetrwalnych patogenu i zakażania w ten sposób innych myszy. Co ciekawe jednak, tempo rozprzestrzeniania się mikroorganizmu drastycznie wzrastało podczas długotrwałej antybiotykoterapii i utrzymywało się nawet przez pewien czas po jej zakończeniu. Istotny jest przy tym fakt, iż zakażać mogły także osobniki, u których nie stwierdzono widocznych objawów infekcji. Dalsze badania wykazały, że przyczyną wzrostu zakaźności bakterii jest zaburzenie stanu flory bakteryjnej organizmu myszy poddanych terapii. Ponieważ C. difficile wykazuje wysoki poziom oporności na większość antybiotyków, ginęły one w tempie znacznie wolniejszym od pozostałych, nieszkodliwych bakterii. Efektem było powstanie "luki", którą mogły wypełnić patogenne mikroorganizmy, mogące na pewien czas gwałtownie zwiększyć swoją liczebność. To, co osiągamy dzięki temu studium, to lepsze zrozumienie interakcji pomiędzy C. difficile, mikroflorą jelitową oraz układem odpornościowym gospodarza - w tym wypadku myszy - w reakcji na leczenie antybiotykami, ale także w interakcji z gospodarzami o upośledzonej odporności, ocenia dr Fiona Cooke, niezwiązana z autorami eksperymentu badaczka z Addenbrooke's Hospital w Cambridge. Jej zdaniem, wiedza zdobyta dzięki zespołowi dr. Lawleya pozwoli na opracowanie lepszych metod pozwalających na utrzymanie równowagi mikroflory jelitowej nosicieli oraz walkę z zakażeniami.
  12. KopalniaWiedzy.pl

    Lekarz jak kontroler lotów

    Organizowanie opieki medycznej w sposób podobny do kontroli lotów mogłoby poprawić funkcjonowanie szpitali - uważają naukowcy z Uniformed Services University of the Health Sciences w stanie Maryland. O pomyśle poinformowało czasopismo Journal of the American College of Surgeons. Kontrolerzy lotów są znani ze swojej zdolności do przetwarzania ogromnej ilości danych. Pomaga im w tym prosty, lecz skuteczny system organizacji danych. Składa się on z tabliczek reprezentujących samoloty oraz specjalnej tablicy, na której można te tabliczki układać. Założenie systemu jest proste: tablica jest podzielona na kilka części, z których każda odpowiada innej fazie lotu. W każdym z sektorów ustawia się, w kolejności zależnej od bieżących priorytetów, tabliczki symbolizujące poszczególne samoloty. Zapewnia to szybki dostęp do danych na temat strefy powietrznej, a także, w razie potrzeby, umożliwia możliwość dokonania zmian na liście, np. w celu umożliwienia lądowania awaryjnego. Wysoka wydajność systemu kontroli lotów zachęciła badaczy, by zastosować podobne rozwiązanie w służbie zdrowia. Aby ocenić jego skuteczność, poproszono o pomoc studentów medycyny. Żaków podzielono na sześć zespołów, z których każdy miał za zadanie udzielić pomocy grupie liczącej od 5 do 30 aktorów odgrywających osoby poszkodowane. Jak wykazali autorzy, nowy system ma niemal same zalety. Stosujący ją studenci znacznie rzadziej popełniali błędy przy przekazywaniu i zapisie informacji krytycznych dla pacjenta (1% błędów w porównaniu do 13% w grupie kontrolnej, stosującej tradycyjne karty pacjenta) i lepiej nadzorowali dane na temat urazu (100% skuteczności vs 88%) oraz diagnozy (100% vs 93%). Poprawie uległo także rozmieszczenie pacjentów po poszczególnych oddziałach "szpitala" (100% vs 93%). Udało się przy tym zachować wysoki poziom (92% w obu grupach) poprawności przy uzyskiwaniu i zapisywaniu podstawowych danych o poszkodowanych. Koronnym argumentem na korzyść nowej metody jest entuzjazm studentów. Niemal trzech na czterech z nich uznało metodę "lotniczą" za lepszą. Zmiana sposobu zbierania i zapisu informacji na temat chorych byłaby bez wątpienia małą rewolucją. Czy nie byłoby jednak warto, jeśli może to oznaczać znaczną poprawę jakości leczenia?
  13. KopalniaWiedzy.pl

    Interaktywna telewizja w szpitalach

    Z usług dostępnych dotychczas jedynie gościom hoteli, mogą obecnie korzystać pacjenci w amerykańskich szpitalach. Dzięki firmie LodgeNet Entertainment Corp., która w 10 szpitalach zainstalowała systemy telewizji interaktywnej, pacjenci mogą zamawiać filmy, które chcieliby zobaczyć, poprosić o jedzenie czy zmianę pościeli. Na razie systemy takie zostały zainstalowane w stanach New Jersey, Missouri, Alabama, Washington, Texas i Południowa Dakota. Gary Kolbeck, wiceprezes LodgeNet Entertainment Corp. poinformował, że jego firma ma już zamówienia od 20 kolejnych szpitali. LodgeNet to przedsiębiorstwo, którego tradycyjnymi klientami są sieci Hilton i Ritz Carlton. W ciągu najbliższych trzech miesięcy cyfrowa telewizja trafi m.in. do szpitala Fairmont General. Tam pacjenci będą mieli do dyspozycji klawiaturę, która pozwoli na zamówienie filmu czy gry wideo, zamówienie prezentów ze sklepu z upominkami czy też zmianę temperatury w pokoju. System może także dostarczać treści, która pomogą w leczeniu i rehabilitacji pacjentów. Ponadto umożliwia on przebywającym w szpitalu na bieżąco zgłaszać dyrekcji oraz załodze swoje uwagi dotyczące funkcjonowania placówki.. Koszty zainstalowania podobnego systemu w liczącym ponad 400 łóżek szpitalu West Virginia University Hospitals' Ruby Memorial oszacowano na 600 000 dolarów. Amerykańskie szpitale coraz bardziej zwracają uwagę na to, by zarówno pacjenci jak i ich goście, czuli się dobrze w tego typu placówkach. Interaktywna telewizja to jedynie część oferowanych usług. W niektórych szpitalach gościom podawane są posiłki, a pacjenci mają prawo wyboru tego, co jedzą. Oczywiście ich dieta musi być zgodna z zaleceniami lekarza, ale każdy chory otrzymuje dostosowane do jego potrzeb menu, z którego może sobie wybrać posiłek. Część szpitali oferuje także bezprzewodowy dostęp do Internetu oraz specjalne pokoje, w których odwiedzający chorych mogą skorzystać z komputerów. Coraz częściej zdarza się, że pacjenci nazywani są przez personel "gośćmi".
×